poniedziałek, 27 czerwca 2022

Ravenser Odd i inne zaginione średniowieczne osady wybrzeża Yorkshire

                                                            
Zafascynowała mnie ostatnio historia zaginionego, zmytego do morza średniowiecznego miasta Ravenser Odd (które podobno zostało w czerwcu 2022 roku odnalezione). Ravenser Odd (znane także jako Ravensrodd) zostało zbudowane w połowie XIII wieku na piaszczystych ławicach u ujścia rzeki Humber. W Ravenser Odd znajdowało się około 100 domów, portowe wybrzeże przeznaczone dla drewnianych statków kupieckich, sąd, kościół, więzienie oraz magazyny. Kres położonego na piaszczystym cyplu średniowiecznego miasta nadszedł w styczniu 1362 roku, gdy zmyła je potężna fala sztormowa cyklonu. Już nieco wcześniej (w latach 1356-57) miasto zostało zalane wskutek przemieszczenia się/migracji piaszczystego cypla i w konsekwencji zostało opuszczone. Wówczas woda wdarła się na teren przykościelnego cmentarza wymywając groby i pozostawiając w piasku cypla kości umarłych.

Ravenser Odd padło ofiarą erozji morskiego wybrzeża i obecnie znajduje się pod wodą. Na krańcu wąskiej wyspy pływowej Spurn Point zostało wybudowane inne pochłonięte przez wodę morza Północnego miasto zwane Ravenspurn zlokalizowane blisko Ravenser Odd. Inne zatopione osady wschodniego wybrzeża Yorkshire w UK to Hoton, Sunthorpe i Kilnsea. W jakim stanie się znajdują obecnie pod wodą nie wiadomo. Intrygująca tajemnica podwodnej archeologii. 

Na zdjęciu Roba Pumpheya opuszczona latarnia morska z 1852 roku na Spurn Point.

EDIT: Krótki komentarz odnośnie wczorajszego rosyjskiego uderzenia rakietowego na centrum handlowo-rozrywkowe w Krzemieńczuku na Ukrainie, w rezultacie którego zginęło 18 osób, a 59 odniosło obrażenia. Perfidna zbrodnia wojenna, ot co, mająca na celu siać terror i zwątpienie. Nadal żywię nadzieję, że Ukraińcy z czasem na dobre wyrzucą Rosjan z Krymu, Donbasu i Ługańska. 

Dziwię się też Rosjanom, którzy biorą udział w tej haniebnej wojnie, choć niektórzy są do tego zmuszeni (a innym zapewne nie przeszkadza rozlew krwi, bandyterka i demolka na Ukrainie). Torturować, zabijać i niszczyć dla autokratycznego Putina i bandy oligarchów, którzy zwykłych obywateli mają w pogardzie potrafią chyba tylko mózgi kompletnie przeżarte toporną propagandą, tudzież czyniące to na rozkaz. W imię czyichś wybujałych ambicji imperialistycznych młodzi żołnierze stają się mięsem armatnim, Gruzem 200.

Inny stosunek mam do ukraińskich żołnierzy, którzy bronią swoich ziem przed agresorem. I mam nadzieję, że będą w tej obronie coraz bardziej skuteczni. Szkoda tylko, że wielu z nich zapłaci za to najwyższą cenę.

wtorek, 21 czerwca 2022

Obsidian Mantra i Vltimas w Bazylu, 21 czerwca 2022 roku (fotorelacja)

                                                              






Po znakomitym koncercie elektronicznym Linea Aspera przyszła kolej na koncert metalowy. Na Vltimas zdecydowałem się pójść w ostatniej chwili, gdyż wychowałem się na death metalu Morbid Angel z Davidem Vincentem na wokalu. Inna sprawa, że Vincent ma już 58 lat, zatem nie wiadomo jak długo będzie jeszcze koncertował. Trzeba chodzić na koncerty zespołów,  które ceniliśmy w przeszłości, bo nic nie trwa wiecznie. Jako support zagrali death metalowcy z Obsidian Mantra, ale nie śpieszyłem się na ich koncert, gdyż miałem okazję w całości widzieć ich występ przed Belgami z Wiegedood. Załapałem się na końcówkę ich gigu. Natomiast ogromnie podobała mi się skromna przemowa wokalisty Obsidian Mantra na sam koniec ich występu akcentująca to, jakim zaszczytem dla młodego zespołu jest zagranie przed Vltimas. 

W końcu Vltimas to supergrupa, w skład której wchodzą David Vincent (ex-wokalista Morbid Angel), obecnie mieszkający w Portugalii Rune 'Blasphemer' Eriksen (ex-gitarzysta Mayem) czy Flo Mournier (perkusista Cryptopsy). Na koncie mają naprawdę przyzwoity album "Something Wicked Marches In" (2019) będący wypadkową brzmień Mayhem ("Chimera", "Grand Declaration of War", "Ordo ad Chao"), Thorns, Morbid Angel i Cryptopsy. Fajne lodowate riffy Blasphemera, precyzyjne partie bębnów Flo Mourrniera oraz nadal mocne wokale Vincenta, choć były wokalista Morbid Angel ma swoje lata. Jego sceniczna, pełna charyzmy prezencja w kowbojskim prochowcu i kapeluszu przypominała mi nieco wyrazisty imidż Carla McCoya z Fields of the Nephilim. Muzycy siłą rzeczy skupili się na prezentacji na żywo kawałków z "Something Wicked Marches In", ale podobno pracują nad drugim albumem studyjnym, który ma się ukazać jeszcze w tym roku. Tak czy owak na debiucie są znakomite kawałki np. mroczno-romantyczny "Monolith", powolny i złowieszczy "Last Ones Alive Win Nothing" czy energiczny "Praevalidus". Zatem set-lista to w zasadzie ich debiutancki album w całości plus znakomite solo perkusyjne Flo.

Odsłuch:

https://vltimas.bandcamp.com/album/something-wicked-marches-in

Zerknąłem na ceny merchu Vltimas - przystępne (np. debiutancka płyta CD za 50 zł). I bardzo dobrze. Można? Można. Chciałem być na koncercie Of the Wand and the Moon w Warszawie, jednak człowiek nie ma zdolności bilokacji. Jednak tam z cenami merchu mocno przeszarżowali.

Info dla organizatorów koncertów (informacyjnie). Warto obniżyć ceny płyt i innego merchu (koszulki, bluzy, winyle, etc.)  na koncertach, wówczas ludzie będą więcej kupować w czasach szalejącej inflacji. Poinformować o tym zespoły. Sam unikam np. zakupu płyty danego zespołu za 70-80 zł (chyba że ogromnie mi na posiadaniu danej płyty zależy), 50 zł to dla mnie cena w pełni akceptowalna. 

A Vltimas "Something Wicked Marches In" kupiłem w ongiś moim ulubionym Media Markcie, kiedy istniały jeszcze w tych sklepach działy z muzyką. Potem ktoś odgórnie nakazał je zlikwidować, co wydarzyło się w całej Polsce. Rezultat? Przestałem chodzić do MM, bo nieobecność (likwidacja) działu z płytami CD i winylami zaczęła mnie wkurwiać. To zresztą świetny temat na przyszły większy artykuł.

czwartek, 16 czerwca 2022

Linea Aspera we Wrocławiu, Akademia, 15 czerwca 2022 roku (fotorelacja)

                                                  



To był jeden z moich bardziej wyczekiwanych koncertów w tym roku. Tak na dobrą sprawę piękny i melancholijny synthwave/darkwave Linea Aspera odkryłem dopiero w 2020 roku. "II" ujęła mnie głębią emocjonalną i aurą melancholii, do czego przyczynił się piękny śpiew Alison Lewis/Zoe Zanias (od razu zachęcam do sprawdzenia obok Linea Aspera, kolejnych projektów Alison, czyli Zanias i Keluar) oraz znakomity podkład chłodnej elektroniki. Jest jeszcze jeden aspekt Linea Aspera, który od razu zapadł mi w pamięć. Alison w swoich piosenkach w subtelny sposób nawiązuje do rozmaitych dyscyplin naukowych np. do klimatologii (EP-ka "Extinction" Zanias), astrofizyki i mechaniki kwantowej (genialny album "II" Linea Aspera, osobiście jeden z moich ulubionych materiałów darkwave/synthwave ostatnich lat) czy mikrobiologii ("Malarone" z "I", doskonałego debiutu Linea Aspera). Oczywiście rdzeniem lirycznym twórczości Linea Aspera są relacje międzyludzkie, w tym damsko-męskie (przyjaźń, miłość, rozczarowanie, smutek i ciężar rozstania), jednak owe wspomniane nawiązania do nauk ścisłych w twórczości Alison czynią jej muzykę zjawiskiem unikatowym na szeroko pojętej scenie gotyckiej. Warstwa tekstowa Linea Aspera także do mnie przemawia, gdyż jest głęboko intymna, szczera, skłaniająca do refleksji i czasem przejmująco smutna. 

Zatem trzeba było wybrać się do Wrocławia na na występ duetu Linea Aspera i po raz pierwszy skonfrontować się z eterycznym pięknem tej muzyki na żywo. Nigdy wcześniej nie byłem w klubie Akademia i muszę przyznać (moje pierwsze wrażenia), że to całkiem fajne, przestronne, przyjazne dla wielbicieli koncertów miejsce. Zapewne pojawię się tam w przyszłości niejeden raz. 

Jako support wystąpił francuski duet z Paryża Bracco. No cóż, Francuzi nie zachwycili mnie już w trakcie pierwszego odsłuchu na bandcampie i nie zmieniło się to w trakcie oglądania ich na żywo. Support moim zdaniem nietrafiony i dość męczący. Czasem mam tak, że dopiero po kilku odsłuchach muzyka danego wykonawcy zaczyna do mnie przemawiać, innym razem łapię jej klimat od razu (tak miałem choćby z Linea Aspera). Występ DJ-ski po Bracco też w zasadzie odpuściłem i wróciłem na salę dopiero na Linea Aspera.

No cóż, to był świetny, porywający i niezwykły koncert duetu Alison Lewis (wokale, warstwa liryczna) i Ryan Ambridge (syntezatory) i iście niezapomniany muzyczny wieczór. Wybrzmiało wiele piosenek zarówno z debiutu "I" (2012), jak i z "II" (2019) m.in. "Synapse", "Malarone", "Redshift", trochę przypominający mi abstrakcyjną elektronikę Autechre "Decoherence", "Solar Flare", itd. Hipnotyczna, pulsująca elektronika, wszechobecna melancholia i zachwycający śpiew Alison. Szczerze synthwave/darkwave Linea Aspera przemawia do mnie bardziej niż chociażby Lebanon Hanover, choć ten ostatni duet też darzę estymą. Konkludując, bawiłem się na niespełna 70 minutowym koncercie Linea Aspera znakomicie i chciałbym zobaczyć ten duet ponownie. 

Set-lista LA (nie wiem na obecną chwilę czy właściwa, podróż z Wrocławia do Poznania przepełnionym nocnym pociągiem ciut mnie wymęczyła i sprawiła, że nie pamiętam kolejności wszystkich piosenek): "Preservation Bias", "Equilibrium", "Redshift", "Hinterland", "Entropy", "Decoherence", "Attica", "Event Horizon", "Malarone", "Solar Flare", "Synapse", "Reunion". Jedyne czego mi zabrakło to przejmującego "Wave Function Collapse" (kolapsu funkcji falowej), ale zakładam, że ten utwór może być dla Alison ciężki emocjonalnie do zaśpiewania.

Jeszcze jedno warto zauważyć. Muzycy LA sprzedawali oba albumy na CD za 50 zł, winyl "II"  mieli za 100 zł. To są bardzo korzystne ceny jeszcze przed inflacją. Teraz normą jest, że płyty CD zagranicznych zespołów na koncertach potrafią kosztować 70-80 zł. Nie narzekam, ale zauważam różnicę i doceniam gest ze strony Linea Aspera w czasach szalejącej drożyzny. W dodatku to są bardzo sympatyczni i mili muzycy. "I" mi podpisali, nie zabrakło też wspólnej fotografii.

Łapcie fanowski teledysk do "Decoherence" Linea Aspera (klimatyczne użycie eksperymentalnego horroru "Outer Space" (1999) z Barbarą Hershey jako tła, brawa dla autora).

https://www.youtube.com/watch?v=aNITRoul5Mw

I pulsujący energią "Attica":

https://www.youtube.com/watch?v=eB1QjMauNbE  

No i moja mini-recenzja "Outer Space" (1999):

https://dtbbth.blogspot.com/2021/10/outer-space-1999-recenzja.html

Przy okazji gorąco polecam teledysk do "Fear" Stridulum, mroczny, hipnotyczny i zmysłowy. Stridulum to obecnie najlepszy rodzimy projekt dark electro/darkwave. Projekt niezwykle obiecujący i tworzący niebanalną muzykę, która intryguje i zachwyca melancholijnym nastrojem.

https://www.youtube.com/watch?v=q7gl3vnu-1o 

poniedziałek, 6 czerwca 2022

Obsidian Mantra i Wiegedood w Minodze 5.06.2022 (fotorelacja)

                                                                    



Z racji tego, że nie mogłem uczestniczyć w tegorocznym Mystic Festival postanowiłem zobaczyć choć jeden z tam występujących zespołów: holenderskich black metalowców z Wiegedood, trio parające się wściekłym i odrobinę eksperymentalnym black metalem. Jako support wystąpili rodzimi progresywni death metalowcy z Obdisian Mantra. Przed udaniem się na koncert do poznańskiego klubu pod Minogą zapoznałem się z ich dwoma albumami na bandcampie: "Existential Gavity" (2017) oraz "Minds Led Astray" (2020) i uznałem je za całkiem solidne. Koncertowo Obsidian Mantra wypadli całkiem dobrze, a w ich muzyce wyczułem wpływy Francuzów z Gojira oraz Szwedów z Meshuggah.

https://obsidianmantra.bandcamp.com/album/minds-led-astray 

Krótka przerwa na piwo i sceną zawładnęło belgijskie trio z Wiegedood. Oj, ale był to hałaśliwy, intensywny i mocny koncert. Swoją drogą nazwa zespołu oznacza SIDS, czyli „Sudden Infant Death Syndrome”, zespół nagłej śmierci łóżeczkowej, niespodziewany zgon zdrowego dziecka, które nie ukończyło pierwszego roku życia, a przyczyna jego śmierci pozostaje niewyjaśniona. Nazwa adekwatna do mrocznej, rozpaczliwej i post-apokaliptycznej muzyki Belgów. Ktoś określił ich ostatni album "There Is Always Blood at the End of the Road" (2022) mianem ataku roju szerszeni. Świetne porównanie, gdyż zawartość tego albumu to istny wybuch black metalowej wściekłości i furii o nieco industrialnym i eksperymentalnym posmaku. Brutalna perkusja, ostre brzmienie gitar, transowy minimalizm, chwilami nieco plemienny sposób śpiewu wokalisty i generalnie unosząca się nad muzyką Belgów aura post-apokaliptycznej zagłady. Minimalistyczny, by nie rzec prymitywny black metal z ciągotami progresywnymi. Nie da się ukryć, że czuję w muzyce Belgów dużo frustracji, rozpaczy, bólu, wściekłości, choć nie jest to kapela DSBM (depresyjny black metal). Zresztą sami posłuchajcie poniżej. Black metalowego jadu nigdy nie za wiele:

https://www.youtube.com/watch?v=0tySUtCC4Fk 

Około godzinny koncert Wiegedood, ale naprawdę doskonały.  

Podziękowania dla Winiary Bookings za organizację niniejszego koncertu. Postaram się być w tym roku na 3-4 kolejnych.  

środa, 1 czerwca 2022

Needle spiking w słynnym berlińskim klubie Berghain

                                               
Kilka dni temu jedna z moich ulubionych artystek sceny darkwave Zoe Zanias/Linea Aspera wrzuciła w mediach społecznościowych posta o tym, że została ukłuta igłą w słynnym berlińskim klubie techno Berghain. Napisała, że gdy przebywała na parkiecie pojawiły się u niej problemy z oddychaniem, w końcu zasłabła. "Po tym jak personel medyczny mnie reanimował doznałam odrętwienia, chwilowej amnezji, suchości w ustach i bólu gardła." Później okazało się, że miała ukłucie w ramieniu, co też potwierdził lekarz. To nie był jednak kompletny black out, bardziej "abstrakcyjno-psychodeliczny horror trip". Oszołomienie. Niemożność chodzenia, słyszenia, widzenia. Dezorientacja. Na szczęście na miejscu był jej bliski przyjaciel, który zaopiekował się Zanias, choć oboje zostali po tym zajściu z Berghain wyrzuceni.

Nie mam powodów, by Zanias nie wierzyć, jej opis wygląda na wiarygodny, takie przypadki mogą się zdarzyć w nocnym klubie czy w dyskotece. To niepokojące zjawisko zwane jako 'needle spiking', którego liczne przypadki podobno zarejestrowano już w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Francji, Belgii czy Niemczech. Ofiarami ukłuć igłą i wstrzyknięcia niezidentyfikowanych środków uspokajających skutkujących amnezją i niewydolnością oddechową padają głównie młode kobiety. Jednakże mam wątpliwości co do częstotliwości występowania takich zdarzeń, gdyż zapewne spory odsetek przypadków 'needle spiking' to przypadki niepotwierdzone. Ile takich przypadków rzeczywiście miało miejsce? Póki co nie natrafiłem na wiarygodne dane. Zakładam też, że szybkie i umiejętne wykonanie takiego zastrzyku nie jest łatwe do wykonania bez bycia przez potencjalną ofiarę zauważonym.

Mam też wrażenie, że opisujące to zjawisko media wyolbrzymiają skalę zagrożenia, gdyż dziennikarzom tabloidów zależy na wywołaniu moralnej histerii wśród czytelników i tym samym na wzroście klikalności. Podobnie sprawa miała się z koreańskim serialem "Squid Game", który widziało mnóstwo dzieci. Niektóre media starały się przestrzec rodziców dzieci przed brutalnością serialu. Moralna histeria, panika musiała zostać wykreowana, bo na niej się zarabia. "Squid Game" cieszył się dużym powodzeniem wśród dzieci i małoletnich, docenili go także liczni widzowie dorośli. Obecnie jednak zainteresowanie tym serialem znacznie opadło.

Tak czy owak najlepiej iść do klubu czy na dyskotekę w towarzystwie i wzajemnie się pilnować. Wówczas można uniknąć nieprzyjemności takich jak dosypanie jakiegoś narkotyku do drinka, niechciana atencja czy molestowanie. Bądź bezczelna kradzież pieniędzy, co stało się normalką w szemranych klubach tj. Cocomo/Temptation/Touch/Euphoria (jak zwał, tak zwał, to sama fabryka oszustw), w których obsługa celowo rozpija klientów, dosypuje im do drinka Rohypnol (flunitrazepam), po czym tracą oni świadomość i duże sumy pieniędzy.

A ikoniczny berliński Berghain zapewne skrywa niejeden mroczny sekret, choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że w miejscach takich jak ten klub i jemu podobne narkotyki i substancje psychoaktywne były, są i będą na wyciągnięcie ręki. 

https://www.spiegel.de/international/germany/silence-surrounds-overdose-death-at-berghain-a-1198980.html