niedziela, 19 stycznia 2014

Mord'A'Stigmata i Suffering




















Garstka najświeższych niusów prosto od Propagandy Chaosu, z którą współpracuję. Trzecią płytę Mord'A'Stigmata recenzowałem już na łamach niniejszego bloga, a tu okazuje się, że ów fenomenalny opus ma niebawem wyjść na winylu.

Trzeci krążek Mord'A'Stigmata ukaże się w wersji winylowej na początku 2014 roku. 'Ansia' zostanie wydana w wersji analogowej dzięki Dullest Records. Krążek będzie dostępny na ciężkim, 180 gramowym winylu w formacie gatefold. Wydawnictwo będzie limitowane do dwustu sztuk. Płyta ukazała się w formacie kompaktowym w październiku 2013 roku dzięki Pagan Records. O konkretnej dacie wydania analogowego krążka poinformujemy wkrótce. Polecam trzymać rękę na pulsie, bo "Ansia" to jedna z moich ulubionych płyt post-black metalowych 2013 roku.

http://mordastigmata.bandcamp.com/
https://www.facebook.com/pages/MordAStigmata/233330993440321
http://www.pagan-records.com/
https://www.facebook.com/DullestRecords
https://www.facebook.com/propaganda.chaosu


Poza tym fani bluźnierczego black metalu powinni zwrócić uwagę na ten młody zespół. Debiutancka EPka black metalowego Suffering z Polski ukaże się 7 lutego 2014 roku. Materiał będzie zatytułowany "Chaosatanas", złoży się z sześciu kawałków trwających łącznie dwadzieścia dziewięć minut. Materiał zarejestrowano w No Fear Records na przełomie lipca i sierpnia tego roku. Wydawcą będzie Mort Productions. Skład kapeli przedstawia się następująco (aż dziw bierze, że chłopaków nie ma jeszcze na Metal Archives):

Armagedon - wokale
Astaroth - gitara i bas
Exernus - perkusja

Sample - https://soundcloud.com/mort-productions/suffering-suicide-for-satan

https://www.facebook.com/mort.productionspl
https://www.facebook.com/sufferingbm
https://www.youtube.com/watch?v=rYDjhzDt9M0#t=54

Historia krateru impaktowego Kamil





















Zauważył go w 2008 roku przy pomocy aplikacji Google Earth włoski mineralog Vincenzo De Michele szukając struktur geologicznych w przygranicznym regionie Egiptu, Libii i Sudanu. Skontaktował się z astrofizykiem Mario DiMartino, który w lutym 2010 roku zorganizował pierwszą 40-osobową ekspedycję na miejsce impaktu. Pewnego dnia w ciągu minionych 5000 lat rzadki meteoryt żelazny poruszający się z prędkością 12 tysięcy km na godzinę uderzył w Ziemię. Miał długość 1.3 metra i ważył 10 ton. Ognista kula oraz obłok wygenerowane przez impakt widoczne były z odległości 1000 km. Powstał krater o szerokości 45 metrów i głębokości 10 metrów. Przez tysiące lat prawdopodobnie nikt na niego nie natrafił. Po trwającej trzy dni podróży w pustynnym żarze 40 stopni Celsjusza ekspedycja dotarła na miejsce krateru znając jego koordynaty GPS. Krater Kamil był doskonale zachowany, co świadczy o tym, iż ważące plus minus 10 ton meteoryty żelazne wchodząc do ziemskiej atmosfery nie rozpadają się na kawałki. Ekspedycja znalazła 1000 kg fragmentu meteorytu, w tym jeden kawałek ważący 83 kg. Przeprowadzono badania geologiczne, topograficzne, geomagnetyczne i sejsmiczne. Krater nazwano od góry Gebel Kamil znajdującej się w odległości około 65 km od niego. Wokół krateru można zauważyć tzw. ejecta rays (promienie odłamkowe), częste wokół kraterów meteorytowych na Księżycu, bardzo rzadkie na Ziemi, gdyż szybko niszczone przez erozję. Czytając o historii krateru Kamil zacząłem zastanawiać się ile takich pozostałości po meteorytowych impaktach kryją niedostępne dla ludzi głębiny oceanów, a także miejsca na Ziemi, gdzie dotąd nie stanęła stopa ludzka (wierzę, że takie jeszcze są).

sobota, 18 stycznia 2014

Sobota z Marianem Dorą: "Melancholie der Engel" (2009) i "Caribbean Sunrise" (2003)





Marian Dora, jeden z najbardziej ekstremalnych undergroundowych filmowców tworzących współcześnie. Swego czasu jego horror "Cannibal" (2006) nieźle mną wstrząsnął za sprawą niewiarygodnie realistycznych scen gore. Inna sprawa, że bazował on na głośnym morderstwie i akcie kanibalizmu z 2001 roku. W skrócie 41-letni informatyk Armin Meiwes zamieścił w Internecie (na stronie Cannibal Cafe) ogłoszenie, że poszukuje dobrze zbudowanego mężczyzny w celu konsumpcji. Na ów niecodzienny ad odpowiedział 43-letni inżynier z Berlina Bernd Brandes. Najpierw sprzedał swój samochód, a potem pojawił się w ponurym domostwie Armina w Rotenburgu nad Fuldą. Co się wydarzyło 9 marca 2001 roku obrazuje film nakręcony przez kanibala. Meiwes najpierw obciął ofierze penisa, obandażował Berndowi ranę, po czym upiekł go z czosnkiem i zjadł z apetytem. Bernd wykrwawiał się na śmierć przez 10 godzin, w końcu Meiwes zadał mu śmiertelny cios nożem w gardło, a wszystko to zarejestrowała kamera. Po zabójstwie Armin wypatroszył ofiarę, a niektóre części jej ciała umieścił w zamrażalniku do dalszej konsumpcji, inne pogrzebał w ogrodzie.

Kolejny film enigmatycznego Mariana Dory (spróbujcie znaleźć jakiekolwiek zdjęcie tego pana w odmętach sieci) 165-minutowy "Melancholie der Engel" (2009) od razu wzbudził kontrowersje i znalazł się na wielu listach najbardziej odrażających horrorów ostatnich lat - obok takich pozycji jak "A Serbian Movie" (2009), "Grotesque" (2009) czy "Martyrs" (2008). Jako miłośnik ekstremalnego kina grozy, które szokuje i łamie rozliczne tabu postanowiłem wreszcie zmierzyć się z "Melancholią anioła". I po seansie muszę stwierdzić, że film rzeczywiście chwilami jest autentycznie ohydny i wstrząsający.

Katze i Brauth to dwaj sadystyczni degeneraci złączeni trwałą więzią przyjaźni. Katze uwielbia smak ciepłej uryny i wszelkiej maści parafilie, Brauth jest jednak charakterem dominującym. Obaj nie wiedzieli się od lat, ale łączy ich przeszłość pełna najbardziej obleśnych perwersji i aktów brutalności. Jako nieświadome ofiary wybierają dwie dziewczyny zapoznane w fantasmagorycznym lunaparku (oniryczny nastrój wesołego miasteczka przywiódł mi na myśl znakomity horror Herka Harveya z 1962 roku "Karnawał dusz"), w barze zapoznają też głodną seksualnych perwersji dominę. Następnie docierają do położonego na uboczu domu pełnego zwierzęcych kości i poćwiartowanych lalek. Przyłącza się do nich zwyrodniały artysta Heinrich wraz z niepełnosprawną córką na wózku inwalidzkim. Rozpoczyna się orgia bestialskiej przemocy, seksualnej degradacji i zrytualizowanych tortur w trakcie której Katze chce wyzbyć się ziemskiej formy i osiągnąć pożądany stan Anioła Melancholii. Dionizyjskiemu pandemonium brutalności towarzyszą narkotyczne wizje, recytowanie poezji i quasi-religijne oczyszczenie.

"Melancholie der Engel" jest adresowany wyłącznie dla zwolenników transgresywnego kina, gdyż jest po prostu odrażający wizualnie. Przykładowo dom, w którym przybywają bohaterowie filmu to rozkładająca się ruina pełna kości i toczonych przez rozkład martwych zwierząt. Okoliczny las zaściełają gnijące truchła zwierząt. Podobnie jak "Cannibal" (2006) Dory także "Melancholie der Engel" odznacza się mglistym, jakby rozmazanym wyglądem, czemu sprzyja efektowna praca kamery i profesjonalny montaż (przyjrzyjcie się świetnie zmontowanej sekwencji, w której niemal jednocześnie zarzynana jest świnia, zakonnica masturbuje się przed ołtarzem, a Brauth gwałci analnie jedną z kobiet). Już po tym opisie możecie być pewni, że lekko nie będzie. Oderwanie woreczka kolostomijnego i grzebanie w ranie, gwałt przy użyciu noża, patroszenie i spalenie żywcem ofiary na stosie, sceny skatologiczne, dużo przemocy wobec kobiet (bicie, kopanie, tortury, itd.) Nie to jest jednak najgorsze: "Melancholie der Angel" obfituje w liczne sceny okrucieństwa w stosunku do zwierząt (nawet kot traci życie po podaniu mu narkotyku i podcięciu gardła). Nie mam pojęcia, czy zwierzęta zostały uśmiercone naprawdę, niemniej sceny z nimi wyglądają zdumiewająco realistycznie. Z tego co wiem Marian Dora jest znajomym włoskiego reżysera Ruggero Deodato ("Cannibal Holocaust", "Jungle Holocaust"), zatem możliwe, że pobierał nauki u niego. "Melancholie der Engel" jest też na wskroś niemiecki: Katze rozpływa się we wspomnieniach wizytując grób Rainiera Wernera Fassbindera; poza tym on i Brauth w halucynacyjnej scenie przechodzą przez bramy obozu zagłady Auschwitz. Nie wiem komu tak naprawdę polecić ten liryczny i jednocześnie skrajnie nihilistyczny obraz: nawet wielbiciele ekstremalnego gore mogą być znudzeni jego artystyczną otoczką, natomiast może on znaleźć uznanie u fetyszystów za sprawą licznych ukazanych w nim parafilii. To jednocześnie film spirytualny, którego motywem przewodnim zdaje się być samo-poświęcenie ciała na rzecz uwolnienia umysłu i duszy. Stąd też obsesja głównych postaci na punkcie rozkładu i śmierci. Podobały się Wam horrory Jorga Buttgereita ("Nekromantik", "Nekromantik 2", "Der Todesking", "Schramm"), "Subconscious Cruelty" (1999) Karima Husseina, "Aftermath" (1993) Nacho Cerdy, "Salo" (1975) Pasoliniego czy "A Serbian Movie" (2009) Spasojevica? Jeśli tak, to możecie zaryzykować z dekadenckim "Melancholie der Engel".

Natomiast o "Carribean Sunrise" (2002) nie warto się zbytnio rozpisywać. Trzyminutowy krótkimetraż w którym piękno karaibskiego świtu i kojący szum fal zostają skonfrontowane z ciałem zamordowanej na tle seksualnym kobiety na którym pasą się muchy. Dora rozwinął ów zamysł w subwersywnym horrorze "Reise nach Agatis" (2010), gdzie spirityualne oczyszczenie następuje poprzez akt morderstwa i okaleczanie genitaliów.

Po takiej dawce brudu i perwersji zatęskniłem za lżejszym kinem grozy. :-)

czwartek, 16 stycznia 2014

Uwięzienie pod lodem




Pamiętacie zapewne kawałek Furii "Idzie zima"? Na norweskiej wyspie Lovund w pobliżu archipelagu Solvær płytkie wody zatoki zamarzły w temperaturze -8 stopni Celsjusza więżąc pod lodem ryby, które nie zdążyły uciec przed drapieżnikiem, a także truchło łosia (odkryte przez Ingera Sjøberga w zamarzniętych wodach jeziora Kosmo). Woda zamarzła w mgnieniu oka, sfrustrowane ptaki nie mogły dostać się do łatwego pokarmu. Malownicza wysepka Lovund słynie z kolonii maskonurów, które dobrze znane są tym, co odwiedzają Islandię.

Idzie zima. 

Niusy z obozu Genital Putrefaction i Nebiros



Niemiecka wytwórnia Legacy Records zapowiada powtórne wydanie krążka death metalowego Genital Putrefaction - "Stworzony Przez Bogów" (oryginalnie wydanego przez Grüft Prodüktions). Na przełomie lutego i marca materiały idą do drukarni i w chwilę po tym zostanie ogłoszona oficjalna data wydania. Ponadto w planach jest wydanie przez tę wytwórnię koszulek Genital Putrefaction i Nebiros (drugiego zespołu części muzyków z Genital Putrefaction). Legacy Records weźmie również w dystrybucję wszystkie płyty Nebiros, jak również album Genital Putrefaction 'The Unholy Decade', wydany przez chińską Brutal Reign Productions. Legacy Records dołoży do niego bonusowe numery kapeli. Natomiast wszystkie dotychczasowe płyty Nebiros będą do ściągnięcia w formacie cyfrowym ze strony Legacy Records już pod koniec stycznia. Więcej informacji wkrótce.

https://www.facebook.com/pages/Nebiros/679435892085116?fref=ts
https://www.facebook.com/g.putrefaction?fref=ts
https://www.facebook.com/LegacyRecord?fref=ts
http://www.legacy-records.de/

Na Musick Magazine pojawił się streaming nowego albumu Morowe zatytułowanego "S". Recenzja w przyszłości, ale z tego co już słyszałem to najświeższa porcja black metalowej dżumy od Nihila już mi się podoba (Morowe wciąż eksperymentuje z black metalową antymaterią).

http://www.musickmagazine.pl/material,morowe---s,1296.html

wtorek, 14 stycznia 2014

'Satanista' zabija wokalistę black metalowej kapeli


























Niedawno metalowe media obiegła wiadomość o zamordowaniu 35-letniego Samonga Traisattha (Avaejee), wokalisty tajskiego black metalowego Surrender of Divinity. Morderstwa dokonał w nocy 8 stycznia 2014 roku samozwańczy satanista Prakarn Harnphanbusakorn, który wszedł do domu Samonga pod pretekstem sitodruku koszulki i napicia się piwa. Wdowa po wokaliście Surrender of Divinity, 34-letnia Jaruvan Surapol twierdzi, że poszła położyć dziecko do łóżka. Kiedy wróciła z powrotem odnalazła ciało męża w kałuży krwi. Mężczyzna zginął od 30 ciosów nożem. W między czasie Prakarn opuścił miejsce zbrodni.10 stycznia na Facebooku użytkownik o budzącej grozę ksywce Maleficent Meditation zamieścił na swoim profilu zdjęcia z miejsca zbrodni wraz z przyznaniem się do winy. Określił siebie jako 25-letniego satanistę, który chce umrzeć. Ale nie sam, bo chce zabić każdego, kto plami i bruka satanizm. Według mordercy wokalista black metalowego Surrender of Divinity nie był wystarczająco 'satanistyczny'. W końcu "ludzie, którzy nie wierzą w Szatana nie mogą się nazywać satanistami". Bardzo głębokie przemyślenia. Maleficent Meditation chełpił się, że błagającej o litość ofierze zadał 30 ciosów nożem. Podobno nie był nawet fanem Surrender of Divinity, zatem nie można go porównać do Marka Chapmana, stalkera i zabójcy Johna Lennona (on tego nie chce). Prakarna poszukuje w tej chwili słynąca z rozczulającej niekompetencji tajska policja. Tak się kończy bezmyślny spór o to, kto jest 'true', a kto jest pozerem w wydaniu orientalnym. Jak bzdurny i niestworzony potrafi być motyw morderstwa - pod tym kątem ludzie nie przestają mnie zadziwiać...

Profil Fb Maleficent Meditation tutaj (edit: szybko został usunięty):

https://www.facebook.com/maleficent.meditation

http://www.bangkokpost.com/news/local/389066/satanist-slays-metal-singer
http://www.bangkokpost.com/news/crimes/390422/singer-slain-over-satanic-verses

Morderca Avaejee nadal nie został schwytany. Ukrywa się prawdopodobnie w Bangkoku. Mógł też popełnić samobójstwo. Studiował prawo na Uniwersytecie Ramkhamhaeng. Przemieszcza się brązową Toyotą Yaris o numerze rejestracyjnym "Yorying Thorthan 6599" Należał do 'groźnej' grupy pięciu tajskich 'satanistów'.

EDIT: 19 lutego 2014 roku Prakarn Harnphanbusakorn oddał się w ręce policji i przyznał się do zamordowania wokalisty Surrender of Divinity. Tłumaczył, że zabił w samoobronie. Jednocześnie zaprzeczył pisemnemu przyznaniu się do winy na swoim profilu Maleficent Meditation.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Masowy mord nad jeziorem Bodom





Nigdy nie byłem (i raczej nie będę) fanem fińskiego zespołu Children of Bodom z Espoo, więc wypada mi tylko przeprosić fanki Alexi Laiho. Nie przepadam zarówno za melo-deathem, jak i power metalem (za wyjątkiem Insomnium, Nevermore czy Iced Earth). Niemniej o masowym mordzie nad jeziorem Bodom warto napisać, bo to ciekawa zagadka kryminalna.

Wczesnym rankiem 5 czerwca 1960 roku trójka nastolatków zostaje zadźgana przez nieuchwytnego mordercę nad fińskim jeziorem Bodom. Ciała odnalazł o 11 przed południem cieśla. I zawiadomił policję. Zapadnięty brązowy namiot, w środku ciała trzech nastolatków, na nich jęczący czwarty uczestnik feralnego pikniku. A zaczęło się to tak... 4 czerwca 1960 roku dwie pary ustawiły namiot na terenie rezydencji Oittaa na obrzeżach południa miasta Espoo. Seppo Boisman (lat 18) i Tulikki Maki (lat 15) chodzili ze sobą od roku, Nils Gustaffson (lat 18) i Irmeli Björklund spotykali się od trzech tygodni. Chłopcy zaopatrzyli się w likier cytrusowy, spirytus i kondomy (tak na wszelki wypadek). Namiot rozłożyli na niewielkim wzniesieniu w cieniu. Motocykle Seppo i Nilsa stały oparte o pobliskie brzozy. Miejsce jest piękne, idealne na schadzki, wypoczynek i łowienie ryb. Nils Gustaffson wspomina, że tego dnia widział kilku rybaków w pobliżu. Pogoda dopisywała. Było ciepło. 23 stopnie Celsjusza. Woda jeziora Bodom była jednak zimna. Około 10.30 po zmroku obie pary weszły do namiotu o szerokości 1.4 metra. Chłopcy leżeli po środku, obie dziewczyny po ich bokach. Ktoś z nich w nocy łowił ryby, przynajmniej tak twierdzi kobieta, która przez chwilę obserwowała namiot z przeciwnego brzegu (myła ubrania w wodzie). Wschód słońca miał miejsce o 3.06. Do makabrycznej zbrodni nad jeziorem Bodom doszło między 4 a 6 rano. O godzinie 6 chłopcy obserwujący ptaki zauważyli zapadnięty namiot, ale nie przejęli się jego widokiem. Bardziej interesowały ich motocykle oparte o drzewa. Zauważyli jednak blondwłosego mężczyznę w wieku 20-30 lat kręcącego się za namiotem. Dostrzegł go także inny chłopiec łowiący ryby na pobliskiej wysepce. Nigdy nie dowiedziano się kto to był. Opisał go także poddany hipnozie Gustaffson.

Nils Gustaffson, który jako jedyny przeżył masową rzeź został w 2005 roku oskarżony o zabicie trójki swych przyjaciół. Oczyszczono go jednak z zarzutu wskutek braku jednoznacznych dowodów. Podejrzanym był Valdemar Gyllström, który w pobliżu prowadził kiosk. Nienawidził nastolatków, krążył nocami po terenie. Alibi na noc morderstwa zapewniła mu żona, ale przed śmiercią pijany Gyllström miał jakoby powiedzieć sąsiadowi: "Zabiłem ich". Utopił się w jeziorze Bodom w 1969 roku. Innym podejrzanym był Hans Assmann, były nazista, który wyemigrował do Finlandii w latach 50-tych i uważany był za szpiega KGB. Mieszkał 5 km od jeziora, zachowywał się agresywnie, a na jego ciuchach były ślady czerwieni, ale dysponował alibi. Policja nie zdecydowała się sprawdzić śladów na jego ubraniu.

Seppo, Tuliki i Irmeli zginęli od wielu ciosów zadanych nożem (Boisman i Björklund) i uderzeń kamieniem w głowy, Gustaffson był ranny i mocno poturbowany. Zniknęły portfele nastolatków oraz ubrania. Morderca zaskoczył ich we śnie. Potrójny mord nad jeziorem Bodom po dziś dzień cieszy się zainteresowaniem fińskiej prasy, choć upłynęły od niego już 54 lata.

niedziela, 12 stycznia 2014

Tajemnicza historia Elisy Lam





19 lutego 2013 roku na dachu hotelu Cecil w Los Angeles w jednym z czterech zbiorników wodnych odnaleziono ciało 21-letniej studentki Elisy Lam. W połowie 2013 roku na Youtube trafił zapis jej ostatnich chwil w windzie, który obejrzało miliony użytkowników. Pojawiły się pierwsze teorie spiskowe, doszukiwano się opętania i wątków paranormalnych. Jeśli chodzi o te ostanie to pozostanę zatwardziałym sceptykiem, niemniej sprawa Elizy Lam jest dla mnie ze wszech miar intrygująca. Koroner ustalił przyczynę śmierci dziewczyny jako "przypadkowe utonięcie". Co ciekawe, zwłoki studentki były nagie. W trakcie autopsji w ciele dziewczyny nie wykryto żadnych śladów narkotyków ani alkoholu. Zapis jej ostatnich chwil nakręcony kamerą do obserwacji w windzie jest dziwaczny. Elisa wciska przyciski w windzie, czeka aż ta się poruszy. Ale drzwi się nie zamykają. Wtedy dziewczyna zaczyna zachowywać się dziwnie. Rozgląda się wokoło, zachowuje się tak jakby chciała się przed kimś schować. Około 1 minuty 57 sekund czasu trwania zapisu zaczyna poruszać ramionami i rękoma w abstrakcyjny sposób, ma się wrażenie, że z kimś rozmawia albo coś sygnalizuje. Potem odchodzi. Po pewnym czasie drzwi od windy się zamykają, po czym zaczyna ona krążyć po piętrach.

Następnie Elisa w jakiś sposób dostała się na najwyższą kondygnację hotelu, wspięła się na zamknięty zbiornik wodny, rozebrała się (albo ktoś ją rozebrał) i utonęła. Jej zwłoki odnaleziono 19 dni po zniknięciu. Wcześniej goście hotelowi skarżyli się na niskie ciśnienie wody w kranach i pod prysznicami, narzekali na kolor wody i jej smak. Nie zdawali sobie sprawy, że w zbiorniku pływa rozkładające się ciało młodej kobiety. W sprawie Elisy Lam jest wiele pytań: jej rodzina nie wie dlaczego przybyła do Los Angeles z Vancouver. W Mieście Aniołów nigdy nie była; nie miała tam ani przyjaciół ani znajomych.

Hotel Cecil wybudowano w latach 20-tych w pobliżu obszaru Skid Row. W 1985 roku mieszkał w nim notoryczny seryjny morderca Richard Ramirez, "Nocny łowca", który zamordował 13 osób. Wynajmował pokój na najwyższym piętrze płacąc 14 dolarów za noc. Inny seryjny morderca Jack Unterweger zabił 3 prostytutki w LA - nocował w tym samym hotelu! W hotelu Cecil zdarzały się przypadki samobójstw i morderstw np. 12 października 1962 roku 27-letnia Pauline Otton wyskoczyła z dziewiątego piętra po kłótni z mężem. I wylądowała na 65-letnim Georgu Giannini (miał facet pecha w trakcie spaceru). Oboje zginęli. Plotka mówi też, że w hotelu nocowała Czarna Dahlia, Liz Short na dzień przed jej makabryczną śmiercią w 1947 roku. Sprawa Elisy Lam ździebko przypomina też japoński horror "Dark Water" (2002) Hideo Nakaty (odnalezienie zwłok w zbiorniku wodnym, winda, która nie działa tak jak powinna). Podobno na krótko po znalezieniu zwłok Elisy Lam w Skid Row miały miejsce przypadki tuberkulozy, za którą odpowiada Mycobacterium tuberculosis. Co znamienne, test diagnostyczny uryny i flegmy na wykrycie prątka gruźlicy nosi nazwę LAM-ELISA. Niesamowite. Elisa cierpiała na zaburzenia bipolarne (gwałtowne wahania nastroju od radości po głęboką depresję). Jak natomiast dostała się na dach i do zbiornika, skoro obszar ten był chroniony alarmem? Jak zamknęła pokrywę cysterny od wewnątrz? No i dlaczego zachowywała się tak dziwnie w windzie i poza nią? Czyżby pod wpływem stresu ogarnęły ją halucynacje?

Elisa Lam Video do obejrzenia tutaj. Miłych snów!

https://www.youtube.com/watch?v=3TjVBpyTeZM

Być może słowa Elisy Lam na jej blogu/tumblr sprzed 11 miesięcy okazały się profetyczne. Ktoś ją prześladował? Bała się kogoś?

I’m going out tonight
I really hope no creeper comes near me
Seriously though
those Italian and Mexican guys go after you STRONG
Show the slightest inclination and they hound you

http://nouvelle-nouveau.tumblr.com/post/41581697593/im-going-out-tonight-i-really-hope-no-creeper



 

EDIT w listopadzie 2015 roku: Prowadzący sprawę śmierci Elisy Lam detektyw Wallace Tennelle twierdzi, że cierpiąca na zaburzenia bipolarne Elisa przestała brać leki i w takim stanie odnalazła drogę na dach hotelu i dotarła do zbiornika wodnego. Jego zdaniem nie zamierzała popełnić samobójstwa i należy też wykluczyć udział osób trzecich (w końcu takie osoby powinny gdzieś zostawić odciski palców czy ślady DNA, a nic takiego nie znaleziono). Prywatne rzeczy Elisy m.in. jej laptop pozostawiła w zajmowanym pokoju, tak więc zapewne zamierzała do niego wrócić. Dość powiedzieć, że zagadkowa śmierć Elisy Lam stała się inspiracją dla piątego sezonu "American Horror Story".

Inny cytat Elisy, który przetłumaczyłem, świadczący o tym, że dziewczyna cierpiała na depresję. Myślę, że warto go przytoczyć:
 
 "Dzieje się to ciągle. Ludzie tracą mną zainteresowanie. Męczą się mną. Przestają się do mnie odzywać. Rozmowy stają się coraz krótsze. Zapominają o mnie. Staję się odległym wspomnieniem. Zastanawiam się czasem czy to nie moja wina. Dochodzę wówczas do wniosku, że nigdy nie zostają w moim życiu. I nie mogę nic z tym zrobić."



 

 

Płyta tygodnia: Tribulation "The Formulas of Death" (2013)




















Staram się nie sugerować żadnymi listami najlepszych płyt ubiegłego roku, ale drugiego aż 76-minutowego death metalowego opus szwedzkiego Tribulation "The Formulas of Death" nie mogłem ot tak sobie zignorować, gdyż jest to płyta jak marzenie. Poza tym piąty numer na CD nosi tytuł "Suspiria De Profundis" jawnie nawiązując do kultowego horroru Dario Argento z 1977 roku, jednego z moich ulubionych filmów w ogóle. Po wydaniu "The Horror" w 2009 roku Tribulation zaliczano do kapel parających się szwedzkim retro death metalem, co jest jednak dla tej niezwykle kreatywnej kapeli krzywdzące. "The Horror" i "The Formulas of Death" naprawdę wiele różni, acz pełne jadu wokale Johannesa Anderssona przypominają przeszłość zespołu, pozostało także sprawne lawirowanie między kąśliwym death metalem a wulgarnym thrash metalem. Jednakże na "The Formulas of Death" zespół wspiął się na Cerro Torre inwencji i nagrał niesamowicie progresywny i kipiący od ambicji thrash/death metalowy monolit przesycony atmosferą grozy i okultyzmu. Niesamowicie brzmią zwłaszcza partie czystych gitar, które zdają się być osadzone w psychodelicznym folku lat 70-tych. Posłuchajcie np. "When the Sky Is Black with Devils", a ciarki na plecach gwarantowane. Dominuje, rzecz jasna, ciężka gitarowa jazda będąca zaproszeniem do szaleńczego headbangingu, niemniej struktury poszczególnych kompozycji porażają dojrzałą kompleksowością. Śmiem twierdzić, że kreatywnością zawartą na "The Formulas of Death" można obdzielić co najmniej dwa krążki thrash/death metalowe. Boję się pomyśleć, co zaprezentuje Tribulation na trzecim albumie. Kochacie stare horrory i metal? Przed Wami Formuły Śmierci:

https://www.youtube.com/watch?v=xFxhzKUI-Go

A rok 2014 będzie należał do Dead Congregation, Teitanblood i Doom VS. Oby!

Aha, wieści z obozu rodzimego Necrosadist. Po 13 latach od powstania i dziewięć lat od wydania demówki "Sex, Drinks and Antichrist" powraca black/thrash metalowy Necrosadist z Podkarpacia. Panowie powracają w odświeżonym składzie i z całkowicie nowym materiałem. Obecnie skład przedstawia się następująco: Necroführer (gitara/wokal), Bitchmaster (wokal), Thoth (perkusja) i Desecrator (bas). "Infernal Stench Of Blasphemy" powstał w wyniku zmieszania siarki, krwi i spermy, jest podzielony na pięć piekielnych ejakulacji oraz intro i outro. Całość zdobi okładka autorstwa Perversora (m. in. Ars Macabra, Krypt czy Demonic Slaughter). Necrosadist udostępnia póki co jeden numer z nadchodzącego krążka:  "Sadomasochistic Rape", który można odsłuchać na bandcamp zespołu. Obecnie kapela szuka wydawcy dla niniejszego materiału. Zostaliście ostrzeżeni.

https://necrosadist666.bandcamp.com/
https://www.facebook.com/bastardsfromhell666?fref=ts

Blood Sabbath (1972) - recenzja





"Blood Sabbath" (1972) w reżyserii zmarłej w 2003 roku Brianne Murphy jest jednym z nieco zapomnianych reprezentantów popularnego w latach 1969-82 erotycznego kina grozy o czarnej magii do którego można też śmiało zaliczyć takie horrory jak "Veil of Blood" (1973) Josepha W. Sarno czy "Black Candles" (1982) Jose Ramona Larraza. Tony Geary wciela się w postać trawionego traumatycznymi wspomnieniami weterana wojny w Wietnamie (a jakże!), który wędruje z folkową gitarą przez leśne ostępy uciekając od zgnilizny cywilizacji. Na zboczach góry w południowej Kalifornii natrafia na sabat czarownic, które odprawiają zmysłowe rytuały czarnej magii. Wiedźmom przewodzi  ubrana w czerwoną suknię Królowa Wiedźm Alotta, którą zagrała Dyanne Thorne, pamiętna sadystyczna nazistka z popularnej w latach 70-tych serii filmów (s)eksploatacji o Ilsie Koch. Były żołnierz zakochuje się w odzianej w biel wodnej nimfie imieniem Yyalah (Susan Damante) z jeziora, ale nie może z nią być dopóki nie poświęci swej duszy śmiertelnika. Może mu w tym pomóc Alotta, lecz w trakcie odprawianego rytuału czarnej magii Tony wypija kielich krwi ofiarnej. Yalah jest zaszokowana jego postępowaniem ("Jesteś pokryty ceremonialną krwią!"), a Alotta ma co do młodego mężczyzny własne plany...

Psychodeliczny horror Brianne Murphy przenosi widza w chwalebną przeszłość kina drive-in - ówczesne filmy kręcone były jak najtaniej, a co za tym idzie z amatorską obsadą. Nie inaczej jest w przypadku "Blood Sabbath", w którym odnajdziemy ofiary corocznie składane z dzieci, odciętą głowę meksykańskiego Padre oraz mnóstwo golizny. Psychodelicznej muzyce Lesa Baxtera towarzyszą trzęsące ponętnymi ciałami wiedźmy zatracone w orgiastycznym tańcu (co też w pełni aprobują muzycy Electric Wizard, Belzebong i kapel ich pokroju). Obowiązkowo musi być melancholijna folkowa ballada będąca motywem przewodnim filmu. Pod kątem dzikich tańców półnagich kobiet "Blood Sabbath" przypomina mi późniejszy o rok "Veil of Blood" (1973) Josepha W. Sarno, który mam przegrany gdzieś na starej kasecie video. Tak jak powyżej wspominałem głównego bohatera filmu prześladują traumatyczne przeżycia z Wietnamu - pal licho, że sceny wietnamskie nakręcono zapewne w gęstym buszu blisko rancza w San Fernando Valley. Kapsuła czasowa z ociekających seksem, oparami LSD i psychodelią czasów hippisowskich, ot co. Jedną z wiedźm zagrała ikona kina eksploatacji lat 70-tych Uschi Digard.

Seans z brytyjskiego DVD

sobota, 11 stycznia 2014

Dziwna warstwa lodu pod jeziorem Suolijärvi






































Fotograf Vesa Kaloinen, który mieszka w pobliżu jeziora Suolijärvi od pięćdziesięciu lat uchwycił na zdjęciu dziwną warstwę lodu pod powierzchnią wody. Śnieg opadł na jezioro i stopił się tylko częściowo formując coś na kształt elastycznych lodowych zawijasów. Suolijärvi jest niewielkim jeziorem w Tampere o falistym kształcie - stąd też jego nazwa: "suoli" (jelito) i "järvi" (jezioro). 

Druga fotografia, która wywarła na mnie spore wrażenie to fale sztormowe bijące w latarnię morską (Porto, Portugalia).

piątek, 10 stycznia 2014

Pareidolia - postrzeganie nieistniejącego






















Czasami wydaje się nam (przynajmniej niektórym z nas), że postrzegamy rzeczy, które nie istnieją, słyszymy dźwięki, które nie istnieją czy też odczuwamy dotyk rzeczy nieistniejących. Pareidolia to przykład apofenii: ludzie są skłonni widzieć twarze Chrystusa w gęstniejących chmurach czy jego rozmazane wizerunki na szybach. Pareidolia stoi za licznymi widzeniami potwora z Loch Ness, niezidentyfikowanych obiektów latających (UFO), Bigfoota czy Elvisa Presleya. Ludzie religijni czy wierzący w zjawiska paranormalne są bardziej skłonni do postrzegania twarzy w martwych obiektach bądź krajobrazach. Przykładem słuchowej pareidolii są ukryte teksty/przekazy w muzyce popularnej. Nadto użytkownicy telefonów komórkowych mogą słyszeć fantomowe dzwonki telefoniczne czy nieistniejące wibracje swoich komórek.

Ja natomiast skupię się na 3-4 pareidoliach marsjańskich. Najsłynniejszą pareidolią marsjańską jest twarz na Marsie - zrobiona 25 lipca 1976 roku przez próbnik Viking 1 słynna już fotografia o niskiej rozdzielczości przedstawiająca zerodowaną górę stołową w regionie Cydonia. Oto do czego prowadzi odpowiednia gra cieni! Na innych zdjęciach NASA 'falliczny' szlak łazika marsjańskiego Spirit, 'ludzka figurka' na Marsie (będąca po prostu fragmentem skały) oraz 'marsjańskie drzewa' - w rzeczywistości ciemne pasma materiału schodzącego z wydm piaskowych na skutek wiosennej ewaporacji CO2.

Więcej marsjańskich pareidolii tutaj:

http://www.space.com/11947-photos-mars-illusions-martian-face-images.html

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Historia Niny Housden
























Na dobranoc urocza historyjka kryminalna o pewnej femme fatale. Zazdrość bywa jednym z najczęstych motywów pchających ludzi do morderstwa. Zazdrość o partnera i jego niefrasobliwe skoki w bok. 33-letnia Nina Housden udusiła swojego 32-letniego męża kawałkiem odzieży, gdy dowiedziała się o tym, że ją zdradza z dwiema innymi kobietami. Miało to miejsce krótko przed grudniowymi Świętami 1944 roku. Wcześniej udało jej się go upić. Po zabójstwie pamiętliwa Nina poszła spać. Ciało mężczyzny leżało w jej apartamencie przez dwa dni. W między czasie Nina czekała na dostawę świeżo zamówionego auta. Kobieta była jednak zbyt drobna, aby przenieść zwłoki małżonka z piętra do bagażnika. Co zatem trzeba było zrobić? Ano właśnie poćwiartować drania na kawałki brzytwą, a części ciała umieścić w płóciennych torbach. Ciemnowłosa Nina zapakowała je do bagażnika samochodu i ruszyła w kierunku St. Louis. Złośliwy samochód nawalił w Toledo, Ohio. Mechanik był zaskoczony kiedy Nina powiedziała mu, że będzie przebywać/spać w aucie. Kiedy zasnęła podpatrzył co znajduje się w jednej z toreb i odkrył... ludzką nogę. Ninę skazano na dożywocie. Planowała zabić od roku. Co się z nią potem stało (kiedy zmarła) nie mam zielonego pojęcia...

Night Warning (1982) - recenzja





Rodzice 4-letniego Billy'ego Lyncha (Jimmy McNicol) giną w tragicznym 'wypadku samochodowym', gdy w samochodzie przestają działać hamulce. Chłopczyk zostaje adoptowany przez ciotkę Cheryl (Susan Tyrrell). Mija 14 lat. Billy jest wyrośniętym nastolatkiem, który odnosi sukcesy w koszykówce. Czeka go stypendium i przeprowadzka do Denver. Jego dominująca ciotka nie jest z tego zadowolona; pragnie aby młodzieniec pozostał u niej w domu, gdyż traktuje go zarówno jako syna, jak i 'męża'. W dniu 17-letnich urodzin chłopaka Cheryl morduje kuchennym nożem faceta od napraw, który odrzucił jej zaloty (jak się później okaże był gejem). Billy wraca do domu i zastaje ciotkę przy trupie mężczyzny z nożem w gardle. Psychotyczna kobieta oskarża zabitego o próbę gwałtu. Śledztwo prowadzi homofobiczny detektyw Joe Carlson (Bo Svenson). Podejrzewa, że Billy jest homoseksualistą (ofiara morderstwa była partnerem jego trenera od koszykówki), choć nastolatek ma dziewczynę z którą uprawia seks, i twierdzi, że to Billy jest sprawcą makabrycznego morderstwa. W końcówce "Nightmare Maker" Cheryl pokazuje oblicze psychopatycznej morderczyni, gdy zaczynają ginąć osoby z jej otoczenia... w dodatku terapeutycznie trzyma bezgłowe ciało w piwnicy!

Zastanawiałem się jaki horror zrecenzować - ten czy odświeżony niedawno na DVD "Black Christmas" (1974) Boba Clarka. Świąteczny proto-slasher z Olivią Hussey widziałem jednak na przestrzeni lat wiele razy (to nadal mini-arcydzieło gatunku), stąd też postanowiłem opisać "Night Warning" - skrzyżowanie krwawego slashera z filmem detektywistycznym i operą mydlaną. I jednocześnie jedno z osławionych video nasties. Głównym magnesem filmu jest niewątpliwie Susan Tyrrell - kompletna wariatka, której udaje się funkcjonować za fasadą normalności. Pamiętacie odzianą w czerń Beatrice Dalle z francuskiego horroru "Inside" (2007)? Tyrrell odbiera na tych samych falach co ta bezlitosna maszyna do zabijania. Billy chce ją opuścić i wyjechać na stypendium; aby został trzeba go nakłonić do wypicia mleka z narkotyczną substancją. By wyglądać młodziej i atrakcyjniej Cheryl ścina włosy na krótko, obłęd na jej twarzy niezapomniany! Film obfituje w krwawe sceny morderstw, ale tak na dobrą sprawę krew zaczyna się lać dopiero w finalnych 15-minutach filmu za sprawą dzierżonej przez obłąkaną ciotkę maczety. Homofobia detektywa Carlsona (Bo Svenson), który poniża gejów jak tylko potrafi dobitnie pokazuje, że reżyser filmu William Asher oraz trzej scenarzyści Stephen Breimer, Boon Collins & Alan Jay Glueckman mieli głęboko w poważaniu polityczną poprawność.

Constanze Kurz/ Frank Rieger "Pożeracze danych" - recenzja


















Wpadła mi w ręce ostatnio ciekawa książka dwójki niemieckich informatyków Constanze Kurz i Franka Riegera "Pożeracze danych". Odkąd w połowie 2013 roku były pracownik NSA Edward Snowden ujawnił przerażającą skalę globalnej inwigilacji za pomocą systemu PRISM zacząłem baczniej śledzić kwestie bezpieczeństwa danych osobowych w Internecie. Lektura niniejszej książki jest wskazana dla każdego posiadacza laptopa, tabletu, smartfona, telefonu komórkowego czy też użytkownika Internetu. Snowden w niedawnym bożonarodzeniowym orędziu stwierdził: "Urodzone dzisiaj dziecko nie będzie wiedziało czym w ogóle jest prywatność". Takiego stanu rzeczy jesteśmy niestety winni my sami. Użytkownicy sieciowi, przyszli adepci rozszerzonej rzeczywistości. Świadomie lub mimowolnie udostępniając nasze prywatne dane gdzie popadnie. Wraz z nadchodzącą premierą Google Glass, tudzież innych smart glasses i coraz większym postępem w zakresie rozwoju technik biometrycznych/teledetekycjnych ludzkość godzi się na coraz większą i bardziej precyzyjną inwigilację. Wszelkie dane, które bez umiaru udostępniamy w Internecie pozostaną tam na zawsze. Informacja na nasz temat jest cenną walutą cyfrowej współczesności - zwłaszcza dla reklamodawców, ubezpieczycieli i służb specjalnych. Stąd zbieranie informacji dla celów politycznych, pod płaszczykiem ścigania terrorystów czy też w celu stworzenia zindywidualizowanej, precyzyjnie ukierunkowanej reklamy.

Dane, które nierzadko bezrefleksyjnie udostępniamy w sieci (np. intymne zdjęcia na Facebooku, tagowanie przyjaciół na fotografiach, oznaczanie geolokalizacji, w których przebywamy itd.) mogą być przedmiotem dogłębnej analizy, przetwarzania i magazynowania. Niewiele osób ma tego świadomość albo w ogóle się tym przejmuje. Profil aktywnego użytkownika Facebooka jest na tajnym rynku handlu danymi wart 45 dolarów, mniej aktywnego 25 dolarów. Warto o tym pamiętać. Fascynująca jest przytoczona przez autorów w rozdziale "Trzy dni w roku 2021" nieco apokaliptyczna historia prawnika żyjącego w środowisku niesłychanego wręcz pożerania danych. Podobnie historyjka kradzieży kamery cyfrowej Red - złodziej wpierw posłużył się danymi (zdjęciami) pozostawionymi przez jej posiadaczkę na Facebooku i Twitterze. Wiedza o ludziach to władza, ot co; bądźmy zatem roztropni w przestrzeni sieciowej udostępniając nasze dane. Nie przesadzajmy z sieciowym afiszowaniem się.

"Udostępniając nasze dane, oddajemy część władzy nad sobą w ręce organów państwowych, przedsiębiorstw i innych podmiotów. Ich przekazywanie jest równoznaczne z utratą wielu obszarów prywatności - oznacza, że nasze zachowanie można przewidywać, kontrolować i podporządkowywać obowiązującym normom." - cytat z książki.
profil aktywnego użytkownika portalu społecznościowego na rynku „supermarketów danych” jest wart 45 dolarów. - See more at: http://czlowiekitechnologie.com/o-konstruowaniu-przetwarzaniu-i-handlu-nasza-cyfrowa-tozsamoscia-pozeracze-danych-recenzja-ksiazki/#sthash.6ZhT9jEU.dpuf
profil aktywnego użytkownika portalu społecznościowego na rynku „supermarketów danych” jest wart 45 dolarów. - See more at: http://czlowiekitechnologie.com/o-konstruowaniu-przetwarzaniu-i-handlu-nasza-cyfrowa-tozsamoscia-pozeracze-danych-recenzja-ksiazki/#sthash.6ZhT9jEU.dpuf
profil aktywnego użytkownika portalu społecznościowego na rynku „supermarketów danych” jest wart 45 dolarów. - See more at: http://czlowiekitechnologie.com/o-konstruowaniu-przetwarzaniu-i-handlu-nasza-cyfrowa-tozsamoscia-pozeracze-danych-recenzja-ksiazki/#sthash.6ZhT9jEU.dpuf

sobota, 4 stycznia 2014

James Carnac "Autobiografia Kuby Rozpruwacza" - recenzja



James Willoughby Carnac w autobiografii Kuby Rozpruwacza przyznaje się do bycia słynnym wiktoriańskim mordercą nadużywających alkoholu prostytutek z londyńskiego East End. Kim był James Willoughby Carnac? Czy rzeczywiście istniał?

Z "Autobiografią Kuby Rozpruwacza" wiąże się intrygująca historia. Maszynopis niniejszej autobiografii został znaleziony wśród pamiątek po zmarłym w 1932 roku ilustratorze książkowym Sydneyu George'u Hulme-Beamanie. Niewielu pamięta czym się zajmował, ale wielu dorosłych z Wielkiej Brytanii kojarzy jego emitowany przez wiele lat przez BBC program "Toytown", w którym pojawił się Baranek Larry. Sydney był podobno człowiekiem bardzo wrażliwym, introwertycznym i delikatnym. W pudle z pamiątkami po nim, które trafiło do rąk założyciela TV, Radio and Toy Museum Alana Hickena odnaleziony został zagadkowy maszynopis: rzekoma autobiografia Kuby Rozpruwacza napisana przez Jamesa Carnaca pomiędzy rokiem 1928 a 1930. Czy napisał ją Hulme-Beaman? Niewykluczone, choć kłóci się to z przypisywaną mu przez innych wrażliwością.

"Autobiografię Kuby Rozpruwacza" można podzielić na trzy części i epilog. W pierwszej Carnac opisuje swoje dzieciństwo i życie do roku 1888 (czasy szkolne, fascynacja krwią, nożami i świniobiciem, makabryczna śmierć rodziców, mieszkanie z wujkiem po ich zgonie, nieudane studia medyczne, rosnąca żądza krwi), w drugiej pojawiają się opisy 6 morderstw na prostytutkach z East Endu; trzecia zaś część manuskryptu Carnaca jest najmniej wiarygodna i przypomina naprędce napisaną historyjkę kryminalną. Potem znany ekspert od Kuby Rozpruwacza Paul Begg przez 30 stron w interesujący sposób analizuje manuskrypt pod kątem jego prawdziwości. Szkoda, że nie pogrzebał w archiwum i nie znalazł choćby wzmianki o doktorze (ojcu Carnaca), który poderżnął gardło matce rzekomego Kuby, a potem popełnił samobójstwo. A mogło to mieć miejsce w Tottenham. Podobnie można było postąpić z wypadkiem Carnaca dzięki któremu stracił nogę. I dlatego też ciężko mi potraktować "Autobiografię Kuby Rozpruwacza" inaczej niż intrygującą literacką fikcję.

Pierwsza część manuskryptu Kuby Rozpruwacza jest najbardziej udana. Ciekawie napisana przypomina mi nieco ociekające grozą i tajemniczością opowiadania Lovercrafta i Poego. Drugą obejmującą same mordy czyta się z zainteresowaniem, ale nie można się oprzeć wrażeniu, że Carnac nazbyt usilnie stara się czytelnika przekonać, że jest Jack the Ripperem. W dodatku opisy morderstw są nader lakoniczne, brakowało mi też wyrazistego ukazania motywacji sprawcy. Podrzyna gardło pierwszej prostytutce (Martha Tabram) i zero jakiejkolwiek reakcji ze strony Carmaca! A przecież tego pragnął i o tym marzył! W dodatku (na co zwraca już uwagę Paul Begg) w książce roi się od nieścisłości przy i tak nikłych detalach morderstw: przykładowo pokój ostatniej ofiary Rozpruwacza Mary Kelly znajdował się w głębi domu, a nie od frontu, zaszlachtowana prostytutka nie była upudrowana, ani elegancko ubrana, itd. Część trzecia wydaje mi się całkowicie zbędna, a epilog w postaci raportu koronera ze śmierci Carnaca niszczy zamysł autobiografii, którą Hulme-Beaman prawdopodobnie napisał sam kreując fikcyjną postać Jamesa Willoughby Carnaca.

Fani Lovecrafta i Poego powinni sięgnąć po tę krótką książkę, miłośnicy kryminalistyki i nieuchwytnego wiktoriańskiego mordercy z Whitechapel niekoniecznie (choć i tak pewnie z ciekawości to zrobią). 

"Przekroczyłem oślizgły próg, szepczący przewodnik szedł obok mnie. Dalej po prawej stronie, tam, gdzie kiedyś mieścił się gabinet ojca, widniała czarna studnia, w której dały się słyszeć ukradkowe szmery niewidocznych postaci - niewidocznych, ściśle mówiąc, z wyjątkiem oczu, lśniących w ciemności niczym oczy kotów, chociaż pozbawione jasnej, kociej żółcieni. Przypominały fosforyzujące oczy gnijących trupów." - cytat z książki.

czwartek, 2 stycznia 2014

Z wizytą u psychiatry w Oleśnie





I znowuż moja znajoma (wytrwała eksploratorka opuszczonych miejsc) zdecydowała się podzielić ze mną zdjęciami z opuszczonego szpitala psychiatrycznego w Oleśnie. Osobiście nigdy w nim nie byłem i niestety z tego co słyszałem to budynek już został wyburzony. Miejsce cieszyło się złą sławą, rzekomo było nawiedzone. Sceptycznie podchodzę do takich rewelacji, niemniej jej zdjęcia robią wrażenie. 150-letnia stara lecznica w Oleśnie została opuszczona przez pacjentów na przełomie 1998 i 1999 roku. Podobno w popłochu, gdyż na miejscu w szpitalnych salach pozostały łóżka, wózki, telefony, karty pielęgniarskie, probówki i inny sprzęt medyczny. Na szpital psychiatryczny w Oleśnie składały się kuchnia, łaźnie, prosektorium i dobudówka z kaplicą. Został on posadowiony na cmentarzu, służył jako 'umieralnia' dla najciężej chorych pacjentów. Pielęgniarki narzekały, że przedmioty się przesuwają, że słychać jakieś dziwne głosy. Oddam w tym miejscu głos Fobii, która była w tam pięciokrotnie, w tym w Halloween:

"Szpital został sprzedany jakiemuś inwestorowi z Polski, ale ten po jakimś czasie z rezygnował, bo ponoć znikały im przedmioty do pracy. Więc szpital został rozebrany tylko do połowy... Zburzono część budynku z kaplicą i z prosektorium. Dlatego jak ja tam byłam i chciałam odwiedzić najbardziej prosektorium to już go nie zastałam."... Teraz na miejscu szpitala podobno znajduje się sklep Lidl. Krąży też wśród fanów urban exploration historyjka o bezdomnym - "Bezdomny poszedł spać do tego szpitala... a jego brat tam zmarł kiedy ten szpital jeszcze działał.... w nocy jak spał to poczuł chłód i miał wrażenie, że ktoś mu kołdrę ściąga... kiedy się przebudził poczuł jakby się ktoś na nim położył... ucisk na klatce... pomyślał wtedy, że to duch jego brata i już tam nigdy więcej nie chciał sypiać, bo był strasznie przerażony."

Fobia opisała mi cztery niepokojące sytuacje, których doświadczyła w tym miejscu, gdy przebywała w nim ze znajomymi. Usłyszała kroki na schodach, okazało się, że było to "echo kapiącej wody z topniejącego śniegu, które niosło się w tak dziwny sposób, że brzmiało jak szepty". Poza tym jeden z odnalezionych materacy był "ubrudzony czymś, co przypominało krew". Wreszcie widzieli "latającą czarną, ale przeźroczystą kulkę, która latała tylko przed nami na tym korytarzu". Co więcej koło 6 nad ranem "coś z całej siły rąbnęło coś w drzwi, koło których siedzieliśmy". I tak trzykrotnie. "Nie wiemy co to było. Nigdy nie byłam przerażona jak wtedy... Najlepszą rzeczą w Oleśnie było to, że wchodziło się przez okno....do piwnicy... i z piwnicy wychodziło się na wyższe piętra. Nie wyobrażałam sobie wtedy po tym waleniu w drzwi zejść do piwnicy...".

No cóż, sądząc po zdjęciach Fobii miejscówka idealna na jakiś horror o nawiedzonym szpitalu psychiatrycznym a la "Session 9" (2001) czy "Grave Encounters" (2004). Przypomina mi się kawałek industrialno black metalowego The Axis of Perdition "Deleted Scenes I: In the Hallway of Crawling Filth". W korytarzu pełzającego brudu. No raczej. 

Dla porównania Owińska niedaleko Poznania (galeria mojego autorstwa) na mym drugim blogu:

http://wulkanyswiata.blogspot.com/search?q=Owi%C5%84ska 

Szpital w Oleśnie został niestety zniszczony. Na jego ruinach powstanie supermarket Lidl. Kolejne centrum konsumpcji dla szarych mas. Te zdjęcia to zatem swoiste requiem dla tego miejsca.

https://www.youtube.com/watch?v=nOrlqQVRErw