Pokazywanie postów oznaczonych etykietą death metal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą death metal. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 października 2024

Thantifaxath, Five the Hierpohant i Inter Arma w Minodze 16 października 2024 roku (fotorelacja)

                                                                    






Od razu zaznaczę, że relacje koncertowe będą się pojawiać na tym blogu rzadziej i skupię się na nim głównie na brzmieniach metalowych (koncerty zahaczające o dark independent/goth będą pojawiały się na Darkultura, portalu i zinie, który współtworzę z przyjaciółkami od września 2024 roku). Zachęcam, aby tam czasem zaglądać. Jak dobrze pójdzie, to w grudniu ukaże się pierwszy numer drukowanego zina Darkultura. 

https://darkultura.com/

Inna sprawa, że na klubowe koncerty metalowe chodzę obecnie rzadko.

Cóż, najbardziej z wczorajszego składu zależało mi na zobaczeniu Thantifaxath, gdyż chaotyczny i oparty na dysonansach black metal Kanadyjczyków wywarł na mnie spore wrażenie w trakcie odsłuchu "Sacred White Noise" (2014) i "Hive Mind Narcosis" (2023). Generalnie anonimowi muzycy z Kanady tworzą black metal zwyrodniały, dezorientujący i wzbudzający niepokój, na myśl nasuwający takie zespoły jak Akhlys, The Axis of Perdition, Blut Aus Nord, Deathspell Omega czy Darkspace. Odziani w mnisie habity i kaptury Thantifaxath wypadli na żywo bardzo intensywnie i mrocznie. Mnóstwo technicznej precyzji, intrygujących zmian temp, namacalna atmosfera abstrakcji i obłędu. To był doprawdy niezwykły koncert i pierwszy ich występ w Polsce. 

Set-listy nie pamiętam, ale kojarzę, że zagrali "Solar Witch" czy "Surgical Utopian Love".

Odsłuch: https://darkdescentrecords.bandcamp.com/album/void-masquerading-as-matter

https://darkdescentrecords.bandcamp.com/album/hive-mind-narcosis

Five the Hierophant też mnie zaintrygował. To był najlżejszy koncert wczorajszego wieczoru, acz mocno transowy i kontemplacyjny. Psychodeliczny, relaksacyjny i w dużej mierze instrumentalny doom jazz inspirowany dark jazzem Bohren und der Club of Gore czy The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble. Miało się wrażenie hipnotycznego odpływania w trakcie koncertu brytyjsko-polskiego zespołu. Bogactwo instrumentarium, zapach kadzideł i bujający doom metalowy ciężar dopełniały całości tego muzycznego rytuału. Co ciekawe, w Five the Hierophant gra Geyron, gitarzysta i wokalista Witchmaster i eks-muzyk Profanum. 

Odsłuch: https://five-the-hierophant.bandcamp.com/album/through-aureate-void

Nie będę się przechwalał, że znam dyskografię Inter Arma, bo zespołu z USA słuchałem wybiórczo na kilka dni przed koncertem. Na pewno to dość eklektyczna i eksperymentalna mieszanina death metalowego miażdżenia a la Morbid Angel, sludge doom metalu, black metalu i post-metalu. Koncertowo było bardzo intensywnie, hałaśliwie, z bodaj dwoma spokojniejszymi instrumentalnymi przerywnikami. Zrobił na mnie wrażenie wokalista Mike Paparo, który nie wahał się wyjść do widowni i growlować w niewielkim tłumie. Na pewno muzyka Inter Arma jest psychodeliczna, nieszablonowa, chwilami okrutnie ciężka, kipiąca od różnorodnych pomysłów. Zresztą już po koncercie miałem wrażenie, że Amerykanie doskonale się na nim bawili. 

Odsłuch ostatniego albumu Inter Arma: https://interarma.bandcamp.com/album/new-heaven

Tyle na dzisiaj. Zdjęcia jak zwykle wyszły kiepsko.

sobota, 28 września 2024

Everything Is Fire, Datura i Obsidian Mantra 27 września 2024 r. w Minodze (fotorelacja)

                                                  




W tym roku mam farta, gdyż była to czwarta wejściówka, którą wygrałem, jeśli chodzi o koncerty klubowe. Nie będę ukrywał, że najbardziej zależało mi na ponownym zobaczeniu warszawskiego zespołu Datura, którego koncert w kwietniu br. (przed Final Gasp) w Hydrozagadce utkwił mi w pamięci. Niejednoznaczna i ekstremalnie atmosferyczna muzyka Datura mocno do mnie przemówiła. I od tej pory kibicuję kwintetowi z Warszawy, gdyż zasługują, by grać koncerty na dużych festiwalach a la Mystic czy Castle Party. 

Na początek jednak niewielką sceną Minogi zawładnęli wejherowscy brutal death metalowcy z Everything Is Fire. Nazwa zespołu pochodzi od albumu technicznych death metalowców z Ulcerate (rok 2009, Nowa Zelandia), zatem można się spodziewać jakie inspiracje muzyczne mają Polacy (Suffocation, Ulcerate, Immolation, Hate Eternal). Koncert brutalny, szybki, ekstremalny, zagrany bardzo profesjonalnie. Możecie odsłuchać debiutancką EP-kę "Everything Is Fire" poniżej:

https://defenserecords.bandcamp.com/album/everything-is-fire-everything-is-fire

Warszawiacy z Datura grali wczoraj najmniej ekstremalnie, ale jednocześnie ich muzykę najtrudniej scharakteryzować. Ścierają się w niej wpływy post-metalu, post-rocka, sludge/doom metalu, ambientu i dark folka i wszystkie te elementy układanki idealnie do siebie pasują. Ogromnym atutem zespołu jest wokalistka Michalina Maja Rutkowska, z którą już po występie Datura trochę pogawędziłem. Jej wokale pięknie balansują pomiędzy delikatnością, eterycznością, a dzikością i agresją. Datura są trochę porównywani do Obscure Sphinx, jednak mam wrażenie, że muzyka zespołu z Warszawy jest bardziej nieszablonowa, psychodeliczna, odrealniona. Warto pójść na koncert Datura, by odczuć mnogość emocji zawartych w tych hipnotycznych dźwiękach. A na pewno jeszcze będzie ku temu okazja, gdyż Datura dość regularnie koncertują. Polecam odsłuch "Obsidian" (2024). 

https://daturaband.bandcamp.com/album/obsidian

Na sam koniec poznaniacy z Obsidian Mantra zaprezentowali w całości na żywo swój najnowszy album "As We All Will" (2024), chyba najintensywniejszy i najbardziej agresywny materiał jaki kiedykolwiek nagrali, na pewno inspirowany brutalnością i dzikością black metalu. Koncert poznaniaków zleciał mi bardzo szybko i całkiem mi się podobał, ale mimo wszystko nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to Datura byli wczoraj 'gwiazdami' wieczoru. Odsłuch poniżej:

https://obsidianmantra.bandcamp.com/album/as-we-all-will

Zdjęcia jak zwykle wyszły mocno przeciętnie. W dodatku na blogspocie obecnie nie zawsze są wrzucane po kolei. Cóż, nie mam czasu, by się z tym użerać. 

Dziś natomiast koncert w Krakowie, w którym nie mogę uczestniczyć: Whispers in the Shadow (Austria) i Golden Apes (Niemcy). 

niedziela, 8 września 2024

Confess, Monument of Misanthropy, Malevolent Creation i Belphegor w 2Progi, 07.09.2024 (fotorelacja)

                                                               







W zasadzie jakoś szczególnie nie planowałem wybrać się na niniejszy koncert, ale wygrałem na niego bilet, zatem wskazane było pojawić się 7 września 2024 roku w poznańskim 2Progi, w którym obecnie (obok Minogi) odbywają się najciekawsze koncerty metalowe i alternatywne w Poznaniu. Nie zanosi się póki co na odrodzenie poznańskiego klubu u Bazyla. 5 września Malevolent Creation i Belphegor wystąpiły w warszawskim klubie Proxima mimo skąpych frekwencyjnie protestów ze strony Krucjaty Młodych, które nic nie dały i jakichś dziwnych petycji. No bo wiadomo, że zespoły pokroju Belphegor czy Malevolent Creation deprawują młodzież, gdyż 'ich muzyka jest przesiąknięta satanizmem, złem i ohydą'. Śmieszne jest to, że takie protesty odbywają się przed wydarzeniami zamkniętymi, biletowanymi, na które przychodzą osoby chętne do posłuchania metalu na żywo. Metalu, który bywa prowokacyjny, bluźnierczy, okultystyczny, sataniczny, dekadencki, nihilistyczny. Jednak sekciarskie i służalcze monoteizmy, w tym, rzecz jasna, chrześcijaństwo także potrafią być zdeprawowane, pełne fałszu i hipokryzji, przesycone złem i ukrywaną perwersją. Na szczęście w Poznaniu cyrku z protestem grupki katolickich radykałów zabrakło i można było bez przeszkód posłuchać czterech zagranicznych zespołów. 

Na początek Confess, czyli groove/thrash metal z Iranu/Norwegii. Pierwotnie zespół powstał w 2010 roku w Teheranie, ale dwaj muzycy Confess zostali tam aresztowani w 2015 roku. Zarzucono im bluźnierstwo ('treści antyreligijne, sataniczne, antyrządowe i wywiady z zakazanymi zagranicznymi rozgłośniami radiowymi'), groziła im egzekucja, ostatecznie muzycy zostali w 2019 roku skazani łącznie na 14.5 lat więzienia i chłostę. Czego oczekiwać od Iranu, kraju islamskiego zamordyzmu, w którym muzyka, metal, koncerty są zakazane, a kobiety są od lat traktowane jako podludzie? W każdym razie muzycy Confess (wokalista i basista) uciekli przez Turcję do Norwegii, gdzie uzyskali azyl, dokoptowali norweskich muzyków i dalej tworzą. Z tego też względu odebrałem groove/nu/thrash metal Confess bardzo pozytywnie, gdyż spodobała mi się determinacja i wywrotowość Irańczyków. Mam znajomą Irankę, która wciąż mieszka w Iranie i marzy o tym, aby się stamtąd wynieść. Reżimy autokratyczne i religijne tłamszą wolność jednostki, także w sferze upodobań muzycznych. Iran jest niestety tego smutnym dowodem. Koncertowo Confess mnie kupili, był ciężar, bujający groove, dobry growlujący wokal Nikana Khosravi i kilka okazji do headbangingu. Polecam odsłuch. 

https://confessband.bandcamp.com/album/revenge-at-all-costs

Austriaków z Monument of Misanthropy widziałem w 2019 roku w Bazylu, gdy supportowali Ragnarok i Immolation. Wiedeńczycy grają brutalny death metal bardziej w estetyce Dying Fetus, aborted i Devourment niż Morbid Angel czy Cannibal Corpse. Sporo w death metalu Monument of Misanthropy jest chwytliwości i groove'a. W warstwie lirycznej przewija się tematyka seryjnych morderców. Dość powiedzieć, że w 2021 roku Monument of Misanthrophy wydali album "Unterweger" dotyczący seryjnego mordercy dziesięciu kobiet Jacka Unterwegera wywodzącego się z austriackich elit. Tak czy owak, momentami brutalny death metal MoM wydawał mi się ciut monotonny, ale jeśli i tak bawiłem się na koncercie Austriaków całkiem nieźle. Ich numery takie jak 'Exceptionally Sadistic" są krótkie i kompaktowe. Poniżej odsłuch:

https://monumentofmisanthropy.bandcamp.com/album/anger-mismanagement

Cóż, przyznaję się bez bicia, że nigdy nie widziałem Malevolent Creation na żywo, jakoś nigdy nie było ku temu okazji, a gdy zaczynałem słuchać metalu w drugiej połowie lat 90tych to była to dla mnie bardzo ważna kapela. Do tej pory posiadam kilka płyt Malevolent Creation na CD np. "Warkult", "Stillborn", "In Cold Blood", "The Fine Art of Murder" czy "The Will to Kill", choć dość dawno do nich nie wracałem. Muszę niebawem zrobić sobie dzień z death metalem Malevolent Creation i trochę uzupełnić ich dyskografię, bo do tego zespołu mam duży sentyment. Z najstarszego składu Malevolent Creation pozostał tylko gitarzysta Phil Fasciana, a na wokalu od 2022 roku growluje Deron Miller. Pamiętam też jak przygnębiła mnie w lipcu 2018 roku wiadomość o śmierci wokalisty MC Bretta Hoffmana na raka prostaty. Koncertowo Amerykanie wymietli. Doskonale zagrany, precyzyjny, gniotący death metal zmuszający do częstego moshingu i headbangingu. Świetny kontakt z publicznością (muzycy np. pytali co to znaczy po polsku skandowane 'napierdalać') i mocarne brzmienie na żywo. Nie jestem pewien setlisty, ale wyłapałem np. "Alliance or War", "Dominated Resurgency", "Coronation of Our Domain", "Monster", "Homicial Rant", "Multiple Stab Wounds", "Infernal Desire", "Living in Fear", "Kill Zone", "Blood Borthers" i chyba "Eve of the Apocalypse".

Odsłuch: https://centurymedia.bandcamp.com/album/the-13th-beast-bonus-tracks-edition

I w ramach ciekawostki demo szwajcarskiego Silent Death z 1995 roku z Brettem Hoffmanem (ex-Malevolent Creation) na wokalu:

https://www.youtube.com/watch?v=plDuyuIUbkc

No i dochodzimy do sedna sprawy, czyli koncertu Austriaków z Belphegor. Odnoszę wrażenie, że trochę publiczności przyszło wyłącznie na koncert Belphegor (liczne noszone koszulki, sporo osób na merchu). Belphegor wywołuje ambiwalentne odczucia także w środowisku metalowym. Niektórzy nie trawią choćby ich albumów nagrywanych dla Nuclear Blast. Ja też mam wrażenie, że obecnie muzyka Austriaków przypomina black death Behemoth z domieszką Morbid Angel. Mnie osobiście to nie przeszkadza, ale też nie jestem jakimś wybitnym fanem Austriaków. Natomiast ten zespół budzi kontrowersje ze względu na wyrazistą sataniczno-blasfemiczną otoczkę. Jednakże prowokacja, dekadencja i nihilizm były obecne w death i black metalu od zawsze i jakieś marginalne protesty środowisk kościelnych tego nie zmienią. A polska młodzież się laicyzuje, o czym świadczy obecność wielu młodych metalowców na Belphegor (pozdrawiam dwóch młodych chłopaków stojących obok mnie na Belphegor oraz piękną dziewczynę z niebieskimi włosami - świetne tatuaże!) Sam koncert Belphegor przypominał bluźnierczą ceremonię (kadzidła, zwierzęce czaszki, dwie maczety, odwrócony krzyż na piersi postawnego wokalisty Belphegor, Helmutha). Wczorajszego wieczoru najlepszy koncert dali według mnie Amerykanie z Malevolent Creation, jednak Belphegor też mnie zaintrygował (trupi wygląd muzyków, sporo mrocznego miażdzenia w umiarkowanych tempach). Frekwencja dopisała, jak widać sporo metalowców nie pojechało na Summer Dying Loud 2024. A totalnie posępny Helmuth uśmiechnął się parę razy w trakcie koncertu Belphegor i łyknął solidną porcję whisky z butelki. 

Odsłuch: https://belphegor-austria.bandcamp.com/album/the-devils

I dla porównania starszy materiał od Belphegor:

https://belphegor-austria.bandcamp.com/album/blutsabbath-remastered-2021

https://belphegor-austria.bandcamp.com/music

Starsza fotorelacja z koncertu Belphegor w 2018 roku:

https://dtbbth.blogspot.com/2018/07/de-profundis-melechesh-i-belphegor-w.html

Następny koncert w planach: IAMX w Tamie 9 września br. Trzeba odpocząć od ciężkich brzmień i zagłębić się trochę w brzmienia gotyckie/elektroniczne. 

Zdjęcia wrzuciłem trochę nie po kolei, ale chrzanić to. Blogspot powoli robi się dość problematyczny, jeśli chodzi o wrzucanie zdjęć. 

poniedziałek, 19 sierpnia 2024

Sacrofuck i Necrot w Minodze 17 sierpnia 2024 r. (fotorelacja)

                                                       


Rzadko obecnie chodzę na koncerty metalowe, zwłaszcza te bardziej podziemne. Miałem iść na Akhlys i Cynic w Poznaniu, ale w obu przypadkach nie wypaliło (wyjazd zagraniczny). Na Sacrofuck i Necrot w poznańskiej Minodze poszedłem w dużej mierze dlatego, że wygrałem bilet w redakcyjnym konkursie Kvlt, za co dziękuję. Wiem, że Necrot wystąpili na tegorocznej edycji czeskiego festiwalu Brutal Assault. 

17 sierpnia w Minodze frekwencyjnie szału nie było, ale przyszło trochę stałych bywalców poznańskich koncertów metalowych. Zawsze trzymam się jednak trochę na uboczu. W trakcie koncertu death metalowego Sacrofuck z Warszawy były drobne problemy z dźwiękiem, ale po pewnym czasie obrzydliwa death grindowa maszyna o seryjnych mordercach i chorobach psychicznych zabrzmiała tak jak powinna. Soczyście, brutalnie, gniotąco, wulgarnie. Jeśli lubicie Autopsy, Immolation czy szwedzki death metal to polecam. Odsłuch "Świętej krwi". 

https://sacrofuck.bandcamp.com/album/wi-ta-krew

W trakcie koncertu Necrot zwróciłem uwagę na koszulkę wokalisty Luci Indrio. Winter "Into Darkness" (1990) - płyta dla mnie absolutnie ważna, pionierska jeśli chodzi o doom death. Oczywiście koncert Amerykanów z Oakland bardzo mi się podobał. Energiczny, porywający, zmuszający do headbangingu i pogo. Sporo melodii, dużo agresji i death metalowego ciężaru, ciekawe solówki i gwałtowna energia bijąca ze sceny. Death metal w starym stylu, dla fanów Morbid Angel, Immolation, Grave, Autopsy, Dismember, itd. 

https://necrot.bandcamp.com/album/lifeless-birth

Muzyka (zarówno metalowa, jak i gotycka) dość mocno mi pomaga, gdyż powrócił ostatnio czarny dżin depresji. I mocno mnie trzyma. Mam nadzieję, że czas wyleczy bezradność i powracające poczucie odrzucenia, które boli psychicznie. Chłód emocjonalny i obojętność są jak najbardziej wskazane.

środa, 28 lutego 2024

Atheist i Cryptopsy w 2Progi 27 lutego 2024 roku (fotorelacja)

                              






Kolejny koncert metalowy już za mną. Stwierdziłem, że raczej (choć nie jest reguła) będę się skupiał na koncertach klubowych zespołów, których do tej pory jeszcze nie widziałem na żywo. Na festiwale metalowe obecnie jeżdżę bardzo rzadko, zatem pozostają mi mniejsze gigi klubowe. W 2Progi byłem ostatnio na nowojorskich death metalowcach z Suffocation, tym razem przyszła kolej na florydzkich technicznych death metalowców z Atheist i Kanadyjczyków z Cryptopsy. Luty był u mnie miesiącem dość koncertowym, w marcu postanowiłem trochę wyluzować z koncertami, choć obecności na jednym-dwóch nie wykluczam. 

Atheist i Cryptopsy supportowały dwa mniej znane zespoły. Najpierw Almost Dead z Kalifornii, thrash groove/hardcore, zespół istnieje od 2002 roku i dorobił się kilku albumów, w tym ostatniego "Destruction Is All We Know" (2024). Rola pierwszego supportu jest trochę niewdzięczna, gdyż Almost Dead grali dla niewielu zgromadzonych metalowców. Mimo wszystko ich energiczny i intensywny koncert mógł się podobać. Wokalista ze dwa-trzy razy przechodził poza barierki i śpiewał wśród widowni, kładł się na podłodze, itp., natomiast perkusista z wprawą podrzucał pałeczkę perkusyjną.  

Odsłuch: https://innerstrengthrecords.bandcamp.com/album/almost-dead-destruction-is-all-we-know

Z kolei Węgrzy z Monastery to podobno jeden z pierwszych zespołów death metalowych z kraju obecnej dyktatury Orbana. I rzeczywiście mają choćby na koncie dwa albumy studyjne "Far from Christ" (1992) i "Postmortem Aggressive End" (1994) we wczesnych latach 90-tych. Także ich występ był całkiem solidny. Utrzymany w umiarkowanych tempach, raczej prosty death metal, z doom metalowymi zwolnieniami i thrash metalowymi przyśpieszeniami. Nigdy wcześniej nie słyszałem tego zespołu, zatem podrzucam linki do posłuchania. Warto dodać, że muzycy Monastery to dosłownie waga ciężka a la Crowbar. 

Odsłuch: https://www.youtube.com/watch?v=kOoLcdF1yYo (jakość po 20 minutach się psuje).

Na koncert Atheist czekałem szczególnie, gdyż nigdy nie miałem okazji widzieć występu Amerykanów na żywo. A obok Death i Cynic Atheist uchodzi za prekursorów amerykańskiego progresywnego death metalu z jazzującymi fragmentami. Ich albumy "Piece of Time" (1990) oraz "Unquestionable Presence" (1991) na pewno należą do kanonu progresywnego death/thrash metalu i są chyba wśród fanów ciężkiego grania najbardziej cenione. Zespołem od 1987 roku niestrudzenie kierują obecnie 55-letni wokalista Kelly Shaefer oraz perkusista Steve Flynn, zmieniają się natomiast grający z nimi muzycy. Trzeba przyznać, że wczorajszy koncert Atheist był mistrzowski, pełen energii, precyzji, polotu, znakomitych partii gitarowych, naprawdę wspaniale się oglądało gig Amerykanów. Pozostaje mi życzyć Atheist jeszcze długiego koncertowania i nagrania następcy "Jupiter" (2018). Tymczasem set-lista: "No Truth", "Mineral", "On They Slay", "Enthralled in Essence", "Your Life's Retribution", "Air", "An Incarnation's Dream", "The Formative Years", "Fire", "Water", "I Deny", "Unquestionable Presence", "Mother Man" i "Piece of Time". 

https://atheist.bandcamp.com/album/the-best-of-atheist

To był pierwszy koncert Atheist w Polsce od czasu trasy z Benediction w 1993 roku.

Na sam koniec sceną zawładnęli Kanadyjczycy z Cryptopsy i nie brali jeńców. Ultra-brutalny techniczny death metal, w którym na szczęście nie ma już nadmiernego eksperymentowania z deathcorem jak na generalnie znienawidzonym "The Unspoken King" (2012). Na co zwróciłem uwagę w trakcie huraganowego koncertu Cryptopsy? Przede wszystkim na prawie nieustający headbanging i moshing długowłosego wokalisty Matta McGachy'ego. No i oczywiście na zdumiewającą precyzję perkusisty Flo Mouniera (Vltimas, Tribes of Pazuzu). Masa ciekawych riffów, bestialski chaos, praktycznie nieustająca brutalność i intensywność. No i obowiązkowo pojawiły się piosenki z "Blasphemy Made Flesh" (1994) i "None So Vile" (1996). 

Odsłuch: https://cryptopsyofficial.bandcamp.com/album/as-gomorrah-burns

Orientacyjna setlista: "In Abeyance", "Graves of the Fathers", "Lascivious Undivine", "Crown of Horns", "Slit Your Guts", "Back to the Worms", "Detritus (The One They Kept)", "Sire of Sin", "Flayed the Swine", "Phobophile" i "Orgiastic Disembowelment". 

czwartek, 15 lutego 2024

Suffocation w 2Progi 14 lutego 2024 r. (fotorelacja)

                                                               







Nigdy nie przepadałem za Walentykami, gdyż uważałem, że cała celebracja to nic innego jak komercja, plastik i jeszcze jedna okazja do otwierania portfela. To już lepiej (ewentualnie) wybrać się na jakąś imprezę antywalentynkową albo iść na koncert death metalowy. Oczywiście warto wspierać i troszczyć się o partnerkę czy przyjaciółki każdego dnia, nie tylko w Walentynki. Warto być życzliwym w codziennym życiu, choć nie wszyscy to uszanują. Tak czy owak, 14 lutego 2024 roku w poznańskim klubie 2Progi zaprezentowali się nowojorscy death metalowcy Suffocation i była to dla mnie pierwsza okazja, by zobaczyć tych muzyków na żywo. W tym roku postanowiłem sobie (o ile budżet na to pozwoli) częściej chodzić na koncerty wykonawców, których jeszcze nie widziałem live. Inna sprawa, że ceny biletów dość mocno poszły w górę - zwłaszcza jeśli chodzi o zagranicznych (nawet niszowych) wykonawców. Osobiście koncerty stadionowe i wielkie festiwale w ogóle mnie nie interesują, ale co kto lubi. 

Na początek słowo o supportach Suffocation. Żadnego zbytnio nie znałem, bo też nie jestem jakimś wielkim fanem slam death metalu, deathcore'a, metalcore'a, itd. Jeśli już, to preferuję death metal w stylu Immolation, Incantation, Autopsy, itd. Suffocation w pewnym stopniu położyli podwaliny pod deathcore i slam death metal, choć ich płyty z lat 90-tych to kanon technicznego death metalu. Jakie zatem zespoły zaprezentowały się przed Suffocation?

Organectomy (Nowa Zelandia), Enterprise Earth (USA) i Sanguisugabogg (USA), czyli generalnie death metal/slam, deathcore/metalcore i groovyy death metal. Z całego tego zestawu Enterprise Earth podobał mi się najmniej, choć w ich muzyce były elementy thrash metalu, no i frontman imponował charyzmą i liczbą rzucanych fucków. Natomiast Organectomy i Sanguisugabogg dały radę, było sporo miażdżenia w wolnych i umiarkowanych tempach, co cenię (jako wielbiciel death doom metalu) w death metalu. Nowozelandczykom daleko do wygórowanego poziomu technicznego krajanów z Ulcerate, ale warto ich sprawdzić. Natomiast death metal Sanguisugabogg na myśl przywiódł mi wczesne Six Feet Under i oczywiście gwiazdę wieczoru, Suffocation. Na końcu wrzucę linki do bandcamów zespołów, abyście je sobie w spokoju sprawdzili. 

https://uniqueleaderrecords.bandcamp.com/album/nail-below-nail 

https://enterpriseearth.bandcamp.com/album/death-an-anthology 

https://sanguisugabogg.bandcamp.com/album/pornographic-seizures 

Co można natomiast powiedzieć o koncercie weteranów z Suffocation? No cóż, był znakomity, brutalny i precyzyjny, z mocno przekrojową setlistą. Publiczność w amoku (odchodziły mosh pity i stage diving), dawno nie stałem w takim ścisku przy barierkach na koncercie death metalowym. Set-lista mocno przekrojowa, gdyż Suffocation zaprezentowali kawałki także z albumów z lat 90-tych: "Breeding the Spawn" (1993), "Effigy of the Forgotten" (1991) czy "Pierced from Within" (1995). Te trzy albumy nowojorczyków są wśród metalowców najbardziej cenione. Sam zaczynałem przygodę z Suffocation od "Breeding the Spawn", a miało to miejsce pod koniec lat 90-tych. Co istotne, brutalny i techniczny death metal Amerykanów wciąż brzmi świeżo i gęsto, co udowadnia ich ostatni album "Hymns of the Apocrypha" (2023). Obecnie na wokalu Suffocation grolwuje Ricky Myers (Disgorge), który zastąpił Franka Mullena. Zawiłe i połamane riffy Terrance Hobbsa to kolejny niezaprzeczalny atut zespołu.

Set-lista Suffocation: "Seraphim Enslavement", "Thrones of Blood", "Breeding the Spawn", "Dim Veil of Obscurity", "Pierced from Within", "Funeral Inception", "Perpetual Deception", "Effigy of the Forgotten", "Hymns of the Apocrypha", "Catatonia", "Liege of Inveracity" i "Infecting the Crypts".

Odsłuch:

https://suffocation.bandcamp.com/album/hymns-from-the-apocrypha

piątek, 17 listopada 2023

Kvaen, In Mourning i Insomnium w 2Progi 12 października 2023 r. (fotorelacja)

                                                     








Tym razem ograniczę się do niezbędnego minimum opisu, gdyż i tak niniejszą relację wrzucam z opóźnieniem. Nie jestem jakimś wielkim fanem melodyjnego death metalu, ale zarówno Insomnium, jak i In Mourning zespoły, którym nieobca jest melancholijna atmosfera. Zatem na koncert postanowiłem się mimo wszystko wybrać. I nie żałuję! Jako pierwszy wystąpił szwedzki Kvaen - melodyjny, acz agresywny black metal z elementami speed i viking/pagan metalu. W składzie są m.in. obecni i byli muzycy Necrophobic, Nifelheim i Destroyer 666. W porównaniu do in Mourning i Insomnium był to zdecydowanie najagresywniejszy występ tamtego wieczoru, choć nadal nie pozbawiony szwedzkiej melodyjności.

In Mourning cenię szczególnie za ich debiut "Shrouded Divine" z 2008 roku. Szwedzi zaczynali jako gotycki doom death band, by potem pójść w kierunku melodyjnego death metalu ze sporą dawką progresywności i melancholii. Także ich koncert uważam za udany. Można nawet wysnuć tezę, że muzyka In Mourning przypomina nieco Opeth z czasów growlu Mikaela Akerfelda. Fantastyczne akustyczne interludia z czystym śpiewem, doskonale wyeksponowany bas. No i na żywo rewelacyjna forma. 

Set-lista: "Thornwalker", "The Broken Orbit", "The Smoke", "Sovergein Colossus", "Amnesia", "Black Storm". 

Pamiętam, że w 2022 roku miałem się wybrać do Wrocławia na gig My Dying Bride w ramach Ultima Ratio Fest. Jednak zrezygnowałem, gdyż właśnie wtedy MDB nie zagrali, a w zamian wystąpili Finowie z Insomnium. Tak czy owak, nie przeszkodziło mi to, by zobaczyć Insomnium po raz pierwszy na żywo właśnie w 2Progi. Finowie tworzą muzykę melodyjną, zmienną, przesyconą melancholią, osadzoną w fińskim folklorze. To na pewno jeden z najciekawszych obecnie zespołów melo-death metalowych, ze ślicznymi akustycznymi wstawkami i bez lukru. Na żywo nieustająca energia i radość grania. 

Setlista Insomnium: "1696", "Ephemeral", "White Christ", "Pale Morning Star", "Only One Who Waits", "Change of Heart", "And Bells They Toll", "Lilian", "The Rapids", "The Gale", "Mortal Share", "Song of the Dusk".