Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwajcaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwajcaria. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 maja 2023

Stefanies Geschenk (1996) - recenzja

Oniryczny i niepokojący film w estetyce arthouse, w którym rzeczywistość przeplata się z buzującą wyobraźnią dwunastoletniej Stefanie. Dziewczynka dorasta seksualnie i widzi różne dziwne rzeczy m.in. morduje swoich rodziców, którzy usiłują wywrzeć na nią nieustanną presję (dziewczynka unika szkoły) czy przeżywa pierwszą inicjację seksualną.

Eleganckie czarno-białe zdjęcia, ciekawe kadry i sporo lekkiego fetyszyzmu m.in. dużo zbliżeń na usta dziewczynki, jej nogi czy makijaż. "Stefanie Geschenk" potrafi być ździebko perwersyjny i nihilistyczny, choć daleko mu w tej materii do dosłowności "Maladolescenza" (1977) Pierre Giuseppe Murgia. Doskonała rola młodziutkiej szwajcarskiej modelki Soraya Da Mota (w chwili nakręcenia "Stefanie's Gift" miała 14 lat). 

Polecam, jeśli lubicie kino arthouse i coming-of-age. Mocna inspiracja niemieckim ekspresjonizmem a la "Nosferatu" Murnaua czy "Vampyr" Dreyera. Ten deliryczny film można obejrzeć na YouTube za darmo. Któż by pomyślał jak wiele dziwnych filmów oraz zapomnianych muzycznych albumów, dem i EP-ek można tam znaleźć.

niedziela, 27 czerwca 2021

Mano Destra aka Right Hand (1986) - recenzja

                                                              
Intrygujący, utrzymany w eleganckiej czarno-białej tonacji lesbijski film bondage wyreżyserowany przez Cleo Übelman. Nie mam nic przeciwko sadomasochizmowi i relacji dominacja-uległość, jeśli występuje na to obopólna zgoda zaangażowanych w praktyki BDSM partnerów. Można potraktować "Mano Destra" jako minimalistyczne i lodowate studium erotycznego uprzedmiotowienia, w którym twarz dominy wprawnie posługującej się białymi sznurami jest doskonale widoczna w kontraście do jej uległej partnerki, która zawsze ma oblicze zakryte/zasłonięte i jest anonimowa. Co znamienne, w "Mano Destra" nie ma w ogóle nagości, dużo natomiast w tym filmie bezruchu i antycypacji np. uległa partnerka słyszy odgłosy wysokich obcasów dominy czy zamykających się drzwi. 

Czarno-biała tonacja "Right Hand" nadaje filmowi BDSM szwajcarskiej reżyserki tajemniczego, nieco gotyckiego i industrialnego posmaku. Podobnie soundtrack zapomnianej żeńskiej grupy darkwave The Vyllies, której głównym źródłem inspiracji była grupa The Siouxsie and the Banshees. Płyty "Lilith" z 1985 roku i "Sacred Games" z 1987 roku do odsłuchu poniżej:

https://www.youtube.com/watch?v=7oFV8MOqnGI

https://www.youtube.com/watch?v=zXJCU4Fr2Gw 

"Mano Destra" był jednym z filmowych źródeł inspiracji dla stylowego lesbijskiego dramatu "The Duke of Burgundy" (2014) Petera Stricklanda, brytyjskiego reżysera, któremu nieobce są także włoskie filmy giallo i erotyczne Eurohorrory z lat 70-tych.

Czerń skórzanego stroju Cleo, białe sznury, drgające mięśnie, pończochy, symbioza kontroli i uległości. Oto "Mano Destra" w kilku słowach i wspomnieniach.

sobota, 21 września 2019

Omophagia, Vitriol, Hate Eternal i Nile 11 września 2019 roku w Bazylu (fotorelacja)



















Fotorelacja jak zwykle spóźniona, ale tak czy owak napiszę z pamięci kilka słów o tym koncercie, gdyż na pewno jest godny zapamiętania. 11 września 2019 roku w poznańskim Bazylu mieliśmy do czynienia z koncertem, który powinien zadowolić najbardziej wymagających fanów death metalu. Pierwszym zespołem, który zaprezentował się w trakcie tego koncertu byli Szwajcarzy z Omophagia. Nietypowy jak na death metal image sceniczny, gdyż muzycy wystąpili w eleganckich garniturach. Muzycznie całkiem interesujący i rytmicznie zróżnicowany death metal z głębokim growlingiem i świetnymi solówkami. Death metal Omophagia na tyle mi się spodobał że kupiłem na CD ich ostatni album "646965" (2019, Unique Leader).

Na koncert Amerykanów Vitriol czekałem dość długo i ku mojemu rozczarowaniu Amerykanie znacznie skrócili swój występ wskutek nieszczęsnej obsuwy technicznej. Chaotyczny i jednocześnie techniczny death metal muzyków z Portland to istna mieszanka wybuchowa. Death metal pełen jadu i autentycznej wściekłości. Karl Sanders z Nile bardzo chwalił ich debiutancki album "To Bathe from the Throat of Cowardice" (2019), który w rzeczy samej jest kawałem bestialskiego death metalowego mięcha. Koncert Amerykanów był gwałtowny i dziki, acz niestety stanowczo za krótki. "To Bathe from the Throat of Cowardice" kupiłem na CD w Media Markcie kilka dni później i właśnie w tej chwili się tym albumem raczę.

O dwóch kolejnych koncertach weteranów z Hate Eternal i Nile nie będę się zbytnio rozpisywał, gdyż oba mi się podobały. Hate Eternal - koncertowo świetnie, brzmieniowo tak sobie. Czuć w death metalu Hate Eternal tą specyficzną aurę Morbid Angel. Gniotący ciężar, potężne riffy i wspaniałe solówki Erika Rutana. Miło było zobaczyć Nile na żywo po kilku latach i posłuchać utworów ze starszych albumów. Chyba najlepszy koncert wieczoru. Muszę koniecznie odświeżyć sobie starsze albumy, bo niektórych już kilka lat nie słuchałem. Kapela Karla Sandersa w koncertowej formie. Przekrojowy set obejmujący niemal wszystkie poprzednie albumy. Nowy materiał "Vile Nilotic Rites" już niedługo - premiera 1 listopada 2019 roku. Sam Karl Sanders niemal ciągle uśmiechnięty i wyraźnie zadowolony z gorącego przyjęcia przez polskich maniaków i z obecności dwóch muzyków Vitriol tuż przy scenie.

Set-lista Nile: "The Blessed Dead", "Sacrifice Unto Sebek", "Kafir!", "Call to Destruction", nowy numer "Long Shadows of Dread", "In the Name of Amun", "The Fiends Who Come to Steal the Magick of the Deceased", "Kheftiu Asar Butchiu", nowe numery "Vile Nilotic Rites"i "Snake Pit Mating Frenzy", "The Howling of the Jinn", "Sarcophagus".

poniedziałek, 22 października 2018

Zatokrev i Minsk w Bazylu, 21.10.2018 roku (fotorelacja)



















Kolejny koncert za mną, tym razem dość kameralny, gdyż na występ sludge doomowych kapel Zatokrev (Belgia) i Minsk (USA, Chicago) przyszło nie więcej niż 40-50 osób. Osobiście mnie to nie przeszkadza, przynajmniej można skupić się na muzyce nie stojąc w ścisku spoconych ciał. Oczywiście organizator może mieć całkowicie inne zdanie, które też jest dla mnie zrozumiałe. Rzeczywiście trochę szkoda że dwie tak dobre kapele jak Zatokrev i Minsk gromadzą pod sceną ledwie garstkę ludzi.

Okazja ku zagraniu wspólnej trasy była dobra, gdyż oba zespoły nagrały split "Bigod" (2018), na którym znalazły się po dwa kawałki Zatokrev i Minsk. Oczywiście zarówno Belgowie, jak i Amerykanie wykonali je na żywo w trakcie koncertów w Bazylu. Jeśli chodzi o atmosferyczny sludge doom obu kapel to lepiej znam twórczość Minsk. Generalnie uważam że to fenomenalna kapela tworząca muzykę nietuzinkową, niezwykle nastrojową i chwilami monstrualnie ciężką. Minsk z Chicago wcale nie odbiega poziomem od takich tuzów jak Neurosis, Cult of Luna czy Amenra. Jako pierwsi wystąpili jednak Belgowie z Zatokrev i omamili mnie swym niezwykle żywiołowym, choć czasem stonowanym i delikatnym występem. Potężne riffy, sporadyczne czyste wokale, muzyka refleksyjna, konceptualna, chwilami bardzo brutalna - po prostu atmosferyczny sludge metal. A Minsk to już totalny żywioł na scenie. Wspaniały atmosferyczny sludge doom z pierwotną plemienną atmosferą i szerokim spektrum emocji zawartym w tych absorbujących dźwiękach. Zespół idealny - zwłaszcza dla fanów Cult of Luna, Om czy Neurosis. Wczorajszy koncert Amerykanów (mój drugi) był dla mnie niezwykłym doświadczeniem. Muzyka mnóstwa kapel i projektów muzycznych silnie do mnie przemawia - na pewno Minsk znajduje się na czele sludge metalowego peletonu.

sobota, 6 października 2018

Orkan, One Tail, One Head, Bölzer i Taake w Bazylu 4.10.2018 (fotorelacja)



















Relacja trochę spóźniona, ale nie zawsze mam czas czy chęci, by cokolwiek pisać. Na pewno był to jeden z frekwencyjnie najgęstszych koncertów metalowych w jakich uczestniczyłem w Bazylu. Przyszło ponad 400 osób, choć koncert nie został wyprzedany (bez problemu nabyłem bilet na ten gig dzień wcześniej w Empiku). Jak wiadomo na koncerty metalowe nie przychodzi się tylko i wyłącznie w celu posłuchania i doświadczenia ciężkich brzmień, ale także w celu zawarcia nowych znajomości i odnowienia starych. Na niniejszym koncercie spotkałem przynajmniej ze trzy osoby, których nie widziałem już od kilku lat i naprawdę miło było je zobaczyć i pogadać.

Opóźnienie we wpuszczaniu ludzi do środka klubu zrekompensowały planowe rozpoczęcia koncertów. Na początek Norwedzy z Orkan - przyzwoity black thrash, bardzo dynamiczny i wciągający na żywo. Zresztą zespół tworzą muzycy Taake i Byfrost, zatem nie dziwi iż Orkan gra jako koncertowy support Taake. Dopiero będę musiał zaznajomić się z ich muzyką, ale koncertowo mnie do siebie Orkan przekonał.

One Tail, One Head z Trondheim wchodzą w skład niewielkiego zgrupowania (mini-sceny) Nidrosian Black Metal obok zrytualizowanego black metalowego Mare (ich album "Ebony Tower" to obecnie moja ulubiona black metalowa płyta 2018 roku) oraz np. Kaosritual, Dark Sonority, Vemod, Sarath, Selvhat, Celestial Bloodshed, Saligia i Black Majesty. Wszystkie te zespoły są związane z wytwórnią Ole A. Aune Terratur Possessions z Trondheim, która specjalizuje się w zimnym i mrocznym norweskim black metalu drugiej fali. Koncerty One Tail, One Head słyną z dzikości i wulgarnej siły oraz z użycia krwi i corpsepaintów. Wokalista One Tail, One Head Luctus słynie z nieobliczalnego i ekstremalnego zachowania na scenie. Nie inaczej było tym razem - gwałtowny koncert OTOH (mój trzeci po dwóch przeszłych w Krakowie) nie należał do subtelnych, choć brzmienie blisko sceny kulało. Oprócz kawałków z najnowszego znakomitego albumu "Worlds Open, Worlds Collide" (2018) kapela zaprezentowała także starsze i ograne już koncertowo numery takie jak "One Tail, One Head" czy "The Splendour of the Trident Tyger".

Bölzer to duet z Surychu, którego black death metal jest na tyle unikatowy i niekonwencjonalny iż zdobył sobie spory rozgłos w podziemiu. Na pewno jest to muzyka zdumiewająco ciężka, masywna, mroczno-psychodeliczna i mająca ciągoty w kierunku miażdżącego doom metalu. W black death metalu Bölzer czuć mistyczną atmosferę i iście piekielną moc. Koncerty Bölzer są proste i zdumiewająco ciężkie - KzR stoi na przodzie sceny, śpiewa, krzyczy i po prostu gra na gitarze, natomiast HzR kryje się z tyłu za perkusją. Na koncercie Szwajcarów brzmienie się poprawiło, stało się bardziej klarowne, generalnie ich występ wgniótł mnie w ziemię. Nie pierwszy mój koncert Bölzer i zapewne nie ostatni.

Na sam koniec około 22.30 sceną Bazyla zawładnęli norwescy black metalowcy z Taake (po norwesku 'mgła') promujący na trasie ostatni siódmy już album "Kong vinter" (2018). Hoest od lat tworzy zimny i majestatyczny norweski black metal, w którym (zwłaszcza na ostatnich albumach) pojawiają się rockowe, a nawet folkowe naleciałości. Sam koncert pełen był infekującej publikę energii, a lider zespołu generalnie nie oszczędzał się na scenie. "Kong vinter" zbiera w sieci dość spolaryzowane recenzje, być może Taake najlepsze i najbardziej atmosferyczne dokonania ma już za sobą, ale nadal warto zobaczyć Norwegów na żywo. Warto dodać iż na tym koncercie była moja znajoma, którą poznałem osobiście po raz pierwszy właśnie na koncercie Taake... pięć lat temu.

wtorek, 31 października 2017

Gavin Hesketh "Cząstki elementarne" - recenzja























Na przestrzeni lat przeczytałem dziesiątki książek z zakresu fizyki teoretycznej i eksperymentalnej - zresztą to książki z dziedziny astrofizyki, kosmologii, mechaniki kwantowej czy fizyki cząstek dominują w ofercie wydawniczej wydawnictwa Prószyński i Spółka. „Cząstki elementarne” fizyka eksperymentalnego Gavina Hesketha (nie mylić ze słynną cyniczną powieścią pod tym samym tytułem Michela Houellebecqua, którą znam i lubię) dotyczą przede wszystkim Modelu Standardowego i całej menażerii cząstek (nie tylko elementarnych) z tym Modelem związanych oraz (co istotne) eksperymentów (przyśpieszania do granic prędkości światła i wysokoenergetycznych zderzeń protonów i jąder ołowiu) przeprowadzanych w Wielkim Zderzaczu Hadronów pod Genewą, Szwajcaria. Atomy, protony i neutrony tworzące jądra atomowe (stabilne i niestabilne – promieniotwórczość Becquerela i Skłodowskiej-Curie!), chmury elektronów, piony, kaony, taony, miony, neutrina (elektronowe, mionowe, taonowe), kwarki (6 rodzajów: wysoki, niski, powabny, dziwny, górny, dolny), fotony, gluony, cała rodzina bozonów (w tym ten najsłynniejszy - ‘boska cząstka’, odkryty w lipcu 2012 roku w CERN-ie bozon Higgsa). Do tego dochodzą cztery oddziaływania, siły scalające atomy i nakreślające strukturę materii – elektromagnetyczne, silne, słabe i grawitacyjne (hipotetyczna cząstka zwana grawitonem). Chyba moimi ulubionymi cząstkami są emitowane m.in. przez Słońce neutrina, które w bilionach przechodzą w każdej sekundzie przez nasze ciała i nawet tego nie zauważamy. Te trudno wykrywalne i odznaczające się bardzo małą (niezerową) masą cząstki być może są fermionami Majorany, czyli jednocześnie własnymi antycząstkami. Do ich wykrycia badacze umieszczają głęboko pod ziemią w opuszczonych kopalniach ogromne detektory (np. Super-Kamiokande w Japonii czy ukryty pod lodami Antarktydy IceCube), by zapobiec przenikaniu promieniowania kosmicznego i promieniowania tła.

Ano właśnie antymateria – antyprotony, antyelektrony (pozytony), antykwarki, itd. Do jej odkrycia walnie przyczyniło się promieniowanie kosmiczne, dzięki któremu wykryto doświadczalnie także mion i kwark dziwny. Przyśpieszając i zderzając w Wielkim Zderzaczu Hadronów protony i jądra ołowiu fizycy odtwarzają (imitują) niesamowicie gorące i gęste warunki panujące w bardzo wczesnym Wszechświecie mając jednocześnie nadzieje na odkrycie czegoś nieoczekiwanego (nowe cząstki formujące ciemną materię, rozwikłanie tajemnicy ciemnej energii walnie przyczyniającej się do coraz szybszej ekspansji Wszechświata czy ukryte wymiary przestrzeni i czasu). Gdy 4 lipca 2012 roku fizycy doświadczalni potwierdzili odkrycie bozonu Higgsa było to ogromne wydarzenie medialne (sam przeprowadziłem wówczas wywiad z fizykiem z CERN-u na ten temat). Bozon Higgsa pośredniczy w nadawaniu innym cząstkom mas i spowalnia elektrony na tyle, aby mogły zostać uwięzione w atomach.

Bardzo rzeczowa i przystępnie napisana książka o dość trudnych i abstrakcyjnych zagadnieniach, czasem posługująca się równaniami (jak np. Einsteina i Diraca) i obrazowymi diagramami Feynmana. Czytanie jej sprawiło mi dużą satysfakcję.

poniedziałek, 10 października 2016

Batushka, Bölzer i Behemoth w MTP w Poznaniu, 10.10.2016 roku (fotorelacja)



















Od samego początku "Rzeczpospolita Niewierna" była trasą podwyższonego ryzyka, gdyż ilekroć Behemoth gra koncerty w Polsce radykalne organizacje chrześcijańskie usiłują je zablokować. Tym razem poszło o 'profanację' godła Polski na plakacie trasy - a w zasadzie rzekome sprofanowanie rysunku przypominającego bielika w koronie. Profanacja pewnej wizji artystycznej. Czy może być bardziej nonsensowny zarzut? Tak czy owak lider Behemoth lubi prowokować, nadto radykalne środowiska religijnie nie mogą mu podarować podarcia Biblii na scenie w trakcie trasy promującej album "The Apostasy". Tym razem nie doszło do odwołania koncertu Behemoth w Poznaniu tak jak przed dwoma laty, ale nie obyło się bez religijnego cyrku. Gdy około 18.20 dotarłem pod halę nr 2 MTP w Poznaniu zobaczyłem rozmodlonych członków Krucjaty Różańcowej i Poznańskiego Związku Patriotycznego "Wierni Polsce", którzy wznosili modły za 'zagubionych' fanów muzyki metalowej. W końcu nie od dziś wiadomo że metal deprawuje młodzież i słuchają go sami 'sataniści'. Wszelkie próby kneblowania wolności artystycznej i wprowadzania katolickiej cenzury budzą we mnie sprzeciw i odrazę. Z jakąkolwiek formą zorganizowanej religii nie chcę mieć nic do czynienia, tym bardziej gdy mimowolnie staję się obserwatorem tego typu religijnego obłędu. Sama idea modlitwy za ludzi uczestniczących w zamkniętej i biletowanej imprezie jest absurdalna, poza tym (o ile się nie mylę) miejsce modlących się jest w Kościele albo w innej świątyni. Oczywiście Behemoth może takie nacechowane dewocją i kuriozalne akcje potraktować jako darmową reklamę - niestety robi się nieciekawie gdy katoliccy cenzorzy próbują odwoływać koncerty metalowe (i czasem im się to udaje). Tak jak wspominałem nienawidzę cenzury - zarówno tej prawicowej (religijnej - cenzurować muzykę chce m.in. Krucjata Różańcowa, a do delegalizacji black metalu nawołuje Fronda), jak i lewicowej (w imię wyolbrzymionej politycznej poprawności - ostatni przykład: odwołanie koncertu Der Blutharsch And The Infinite Church Of The Leading Hand w Krakowie do którego bezpośrednio przyczynił się kretyński artykuł w tamtejszej Gazecie Wyborczej). Jedni obrońcy moralności warci drugich. Najlepiej trzymać się od takich ludzi z dala. Od ludzi, którzy próbują ograniczać twoją wolność wyboru w imię swoich wydumanych racji i skostniałych dogmatów - wbrew zasadzie żyj i pozwól żyć innym. Tyle komentarza co do modlitw przed koncertami Behemoth w różnych miastach Polski. Na pewno dziennikarze mieli co robić, ponieważ kręcili w pocie czoła i robili protestującym zdjęcia. A ci wręcz zabiegali o medialną uwagę. Popatrzyłem na te modły przez chwilę, zrobiłem kilka zdjęć, nakręciłem filmik i ruszyłem do Hali 2 MTP, w której miał się odbyć 'bluźnierczy' show Behemoth.

Muszę przyznać że Hala nr. 2 to całkiem dobre miejsce na jakiejś koncerty metalowe co bardziej znanych zespołów. Przestronna, mieszcząca mnóstwo ludzi - ciekaw jestem czy koncert Batushka, Bölzer i Behemoth z dnia 10 października 2016r. będzie w niej jedynym, a może w przyszłości odbędą się następne? Po wejściu do MTP 2 wpierw ruszyłem do stoiska z merchem, na którym nabyłem na CD "Monolithe III" Francuzów z Monolithe (doskonały kosmiczny funeral doom). Żałuję że nie kupiłem świetnego "Thier" (2015) Austriaków z Amestigon. Może innym razem. Przed koncertem Batushka poszedłem po piwo - musiałem je wypić przed salą koncertową, gdyż ochrona nie wpuszczała z plastikowymi kubkami pod scenę. Koncert Batushka zaczął się punktualnie po godzinie 19. Przez jednych znienawidzona, przez drugich uwielbiana Batushka wzbudza kontrowersje. Ta tworzona przez ośmiu anonimowych muzyków kapela w składzie ma m.in. ludzi z Hermh. O ile black doom Batushka z początku niezbyt do mnie przemówił o tyle ich koncert przykuł mą uwagę. Był mocno zrytualizowany (trupie czaszki, woń kadzideł, statyczni muzycy), co oczywiście nasuwa na myśl kapele pokroju Cult of Fire z Czech czy Mare z Norwegii. Intrygują religijne chorały i spirytualna otoczka, mniej przekonujący bywa black metalowy skrzek wokalisty. Natchniony religijnie black metal Batushka jest utrzymany w umiarkowanych tempach i sądząc po reakcjach publiczności bardzo się podobał. Osobiście znam przynajmniej jedną osobę, która przyszła na ten koncert głównie dla Batushki. Mnie bardziej przyciągnął Bölzer, gdyż obok Darkspace to obecnie moja ulubiona szwajcarska formacja.

Ominęły mnie dotychczasowe koncerty Bölzer (Szwajcarzy supportowali m.in. Triptykon), zatem tym razem nie mogłem przepuścić zobaczenia dwójki Szwajcarów z Zurychu na żywo. Duet Bölzer zasłynął przede wszystkim dwoma EP-kami "Aura" (2013) i "Soma" (2014), które odbiły się głośnym echem w metalowym podziemiu. Tymczasem 25 listopada 2016 roku nakładem Iron Bonehead Productions ukaże się (wreszcie) pierwszy długograj Bölzer zatytułowany "Hero". Czekam z niecierpliwością, gdyż koncertowo Szwajcarzy wypadli naprawdę masywnie i potężnie. Dało się wyczuć w ich chaotycznym i mocarnym black death metalu zło najczystszej próby. Znakomite i zapadające w pamięć riffy KzR (a także jego demoniczne blackowe wokale oraz czyste partie mówione & ponure chorały) plus szaleńcze partie perkusyjne HzR utwierdziły mnie w przekonaniu że Bölzer jest nietuzinkowym zespołem - wartym słuchania i godnym zapamiętania.

Po kruszącym kości buldożerze nazwanym Bölzer nastał czas na Behemoth. Nie będę się zbytnio rozpisywał o koncercie zespołu Nergala, gdyż nie był to pierwszy raz gdy widziałem Behemoth na żywo. Nie da się ukryć że Adam bardzo dba o to aby wielbiciele zespołu dostali energiczny oraz pełen sztucznej mgły i konfetti show, którego prędko nie zapomną. Behemoth zagrał w całości "The Satanist" (2014), a drugą połowę koncertu stanowiły starsze utwory takie jak np. "Ov Fire and the Void", "Conquer All", "Pure Evil and Hate", "At the Left Hand ov God", "Slaves Shall Serve" oraz "Chant for Eschaton 2000". W trakcie krótkiej przemowy do zgromadzonej na koncercie widowni Nergal oznajmił że od rana ktoś usiłował nie dopuścić do koncertu Behemoth w Poznaniu - w Hali 2 miała urzędować policja. Ktoś z tłumu zaczął skandować "Jebać PiS", po czym dołączyli do niego inni. Tak jak napisałem we wstępie nie mieści mi się w głowie że jakieś środowiska próbują zakazywać koncertów metalowych ingerując w wolność wyboru danej jednostki. Na szczęście (albo na nieszczęście modlących się) koncert Behemoth odbył się bez żadnych problemów (trwał ponad 80 minut, zabrakło jednak ognistych wyziewów) i tym samym zamknięty został rozdział "Rzeczpospolitej Niewiernej" w Polsce. Jestem ciekaw jak dalej potoczy się kariera Behemoth oraz kiedy ukaże się kolejna płyta tego zespołu. Wreszcie jaka ona będzie?