Pokazywanie postów oznaczonych etykietą neoklasyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą neoklasyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 sierpnia 2025

Dark Sanctuary: wywiad z Dame Pandora

                                                       

Jeden z najważniejszych przeprowadzonych przeze mnie wywiadów, gdyż żałobny neoclassical darkwave Francuzów z Dark Sanctuary towarzyszył mi przez długie lata kształtowania się mojego zróżnicowanego gustu muzycznego. To muzyka idealna do słuchania w trakcie spacerów po zapomnianych cmentarzach. I choć trudno nie porównać Dark Sanctuary do wczesnego neoklasycznego oblicza Dead Can Dance (zwłaszcza do mistrzowskiej "Within the Realm of a Dying Sun" (1986), jednak muzyka Francuzów wprost kipi od melancholii, żałoby, smutku i jest na tyle poruszająca, że mogę ją zrównać z ulubionymi kapelami funeral doom metalowymi. W dodatku wokale Sophie są niezwykle piękne i angażujące słuchacza. To doprawdy niezwykła wokalistka. Marzyłem o zrobieniu tego wywiadu od dawna. Szkoda, że nie doczekał się publikacji w miejscu, w którym powinien był się znaleźć. 

Oddaję głos Dame Pandora (Iris Capricorn):

W przeszłości współpracowałaś z kilkoma artystami. Czy jest ktoś z kim naprawdę chciałabyś współpracować?

Oczywiście jest wielu artystów, z którymi chciałabym współpracować, ale te marzenia zachowuję dla siebie. W tej chwili nie mogę się doczekać się duetu na moją nową EP-kę Iris Capricorn z Ombeline, wokalistką Asylum Pyre, artystką pochłoniętą wszystkim tym, czego się podejmuje. Uwielbiam pracować z ludźmi, którzy żyją intensywnie, którzy angażują się w swoje projekty bez zastanowienia. Czas nie zawsze jest jednak przyjacielem i pędzi w zawrotnym tempie. Chciałabym dotrzeć do sedna, esencji tego, co we mnie kipi, a minęły miesiące, a nawet lata, odkąd włączyłam Ombeline do swojej twórczości. Na szczęście muzyka nauczyła mnie cierpliwości. 

Z którymi artystami ostatnio współpracowałaś? 

Moją najnowszą współpracą jest współpraca z alzackim zespołem dark folkowym Towarb - dzięki wspólnej muzycznej fascynacji. Muzycy Towarb kreślą legendy Alzacji w języku alzackim, z wysublimowanymi harmoniami wokalnymi i bardzo mroczną atmosferą. Miałam szczęście zostać zaproszona do zaśpiewania na żywo w kilku utworach Towarb i mam nadzieję, że uda mi się ich zaprosić ponownie na moją kolejną EP-kę. To było wspaniałe spotkanie, które obiecuje wspaniałe rzeczy na przyszłość. 

Jestem również gościem na albumie "Breathe in, breathe out" Milosa Asiana, artysty stojącego za moim projektem, Iris Capricorn, gdyż jest on realizatorem dźwięku i współpracownikiem. Przyjaciel od 30 lat, z którym zaczęłam tworzyć muzykę, gdy mieszkaliśmy w Katarze i z którym wspólne tworzenie muzyki jest czymś naturalnym. Niezwykle grzeczny, hojny i płodny artysta, który poświęca życie muzyce - to rzadkość, o której wypada wspomnieć! 

Śpiewam także na albumie "Talvi" Le Prochain Hiver wydanym przez Antiq. To jeden z projektów Hylgaryssa z Dark Sanctuary, który powraca do brzmień black metalu lat 90tych, na których między innymi się wychowałam. Nagrywając te czyste wokale wyobrażałam siebie, jak śpiewam dla mojego black metalowego zespołu i muszę przyznać, że było to bardzo odmładzające doświadczenie. 

Czy pamiętasz współpracę wokalną z The Vision Bleak przy ich horror metalowym arcydziele "The Deathship has a New Captain" (2004)? Czy lubisz ich nastrojowy horror metal oraz mroczny, romantyczny, doom folkowy styl Empyrium?

Pamiętam to bardzo dobrze, a nagrywanie naszego albumu "Les Memoires Blesses" w Klangsmiede Studio E było fantastycznym doświadczeniem. Markus i Tobias, którzy odpowiadali za nasze nagrania byli w tym czasie u progu czegoś nowego w The Vision Bleak, projekcie silnie osadzonym w kinematograficznym uniwersum. Byłam zaszczycona, że mogłam dołożyć swój mały kamyczek do tej budowli poprzez mój głos i z przyjemnością eksperymentowałam z czymś innym. Niezależnie czy chodzi o Empyrium, The Vision Bleak czy o inne ich projekty, zawsze są bardzo wyrafinowani i czuć ich niezwykłe zaangażowanie w produkcję, co jest godne podziwu. 

Czy pamiętasz może dokładnie moment, w którym zasiliłaś skład Dark Sanctuary w 2000 roku? Czy znałaś wówczas poprzednie albumy zespołu?

Nie znałam wówczas zespołu, ale byłam już częścią paryskiej sieci black metalowej. Śpiewałam dla Black Dementia, zespołu mojego partnera, który przez wspólnych znajomych dowiedział się, że Dark Sanctuary szukają nowej wokalistki. Posłuchałam ich muzyki i wydawała mi się czymś nowym, unikalnym: śpiewanie w języku francuskim nie było zbyt powszechne, utwory były długie i skupiały się na budowaniu określonego nastroju, a całość była już bardzo dopracowana i profesjonalna. Umówiliśmy się więc z Arkdae w kawiarni, aby omówić moje dołączenie do DS. Chciałam dowiedzieć się, czego dokładnie szukają u nowej wokalistki w tym konkretnym momencie transformacji. Następnie przyszłam na przesłuchanie w obecności całego zespołu, z innym wokalistą. Podstawowym założeniem było rozpoczęcie od dwóch uzupełniających się wokali; w sumie to, że nie jestem sama na tej frontalnej pozycji działało na mnie uspokajająco. Potem z jakiegoś powodu zaczęłam śpiewać sama i muszę przyznać, że dla kogoś raczej nieśmiałego i niepewnego siebie było to na początku nieco skomplikowane. Porównanie z Marquise Ermią, poprzednią wokalistką Dark Sanctuary nasuwało się same i nawet jeśli mamy zbliżone wokale, zmiany w produkcji, po nagraniu "L'etre las...l'envers du miroir" (2002) zaakcentowały różnicę. Dark Sanctuary cieszyli się już wówczas pewnym uznaniem, a oczekiwania niektórych fanów zespołu były precyzyjne i nie zostały spełnione. Od samego początku musiałam się też dopasować do grupy, która dobrze się znała, ale nasz cotygodniowy harmonogram prób, a następnie sesje nagraniowe w Niemczech, koncerty i zmagania z przeciwnościami losu szybko stworzyły rodzinną atmosferę. Nawet dziś, gdy życie toczy się własnym torem i oddala nas od siebie, nasza wspólna relacja jest wyjątkowa i przesiąknięta wspomnieniami, które należą tylko do nas. 

Czy możesz wymienić kilka wokalistek, które były/nadal są dla Ciebie wokalną inspiracją? 

Jako nastolatka uwielbiałam Tori Amos i Bjork. Lisa Gerrard (ex-Dead Can Dance), Natalie Rassoulis (pierwsza wokalistka Chaostar), a także ciepłe, niskie i orientalne wokale takie jak Soeur Marie Keyrouz i Divny Ljubojevic zawsze mnie fascynowały. Wokale Kiry Skov i Marii Faust na albumie "In the Beginning" są również godne podziwu. Uwielbiam głos, który eksploruje wszystkie swoje oblicza i sięga granic, by odnaleźć coś pięknego np. niskie dźwięki w Circuit des Yeux są niezwykłe i niepokojące. 

Jakie są Twoje ulubione zespoły darkwave, neoclassical darkwave bądź black metalowe (z Francji, ale też z innych krajów)?

Wśród zespołów darkwave wymieniłabym Kaelan Mikla, Lebanon Hanover, She Past Away i Molchat Doma. Obecnie słucham tych samych piosenek np. Therapy?, Rome, New Model Army, Irfan, Circuit des Yeux, Dead Can Dance, Gaate, Kate Bush, Eivor i Charlotte Wessels. A kiedy potrzebuję się nad czymś skupić, wówczas sięgam po muzykę klasyczną Szopena i Liszta. Na szczęście aplikacja streamingowa, z której korzystam rekomenduje mi piosenki na podstawie moich wcześniejszych i obecnych odczuć, wyborów, więc co jakiś czas mogę mieć nową muzyczną obsesję. Już nie słucham black metalu, ale kiedy nagrywałam wokale dla Le Prochain Hiver cofnęłam się prawie o 30 lat, do czasów, gdy śpiewałam w Black Dementia i natychmiast odkryłam głębokie emocje, które mną kierowały w tym stylu. Black metal jest surowy i nastrojowy, a ja to w pełni szanuję. 

Zawsze lubiłem smutną, melancholijną i żałobną muzykę Dark Sanctuary. Przypominała mi o mojej pasji/zainteresowaniu starymi i często opuszczonymi cmentarzami. Czy interesują Cię cmentarze i nagrobki? Jeśli tak, które z cmentarzy z przeszłości wywarły na Tobie największe wrażenie?

Odkąd pamiętam zawsze znajdowałam ukojenie na cmentarzach. W dzieciństwie chodziłam sama na cmentarz w mojej wiosce, ponieważ odczuwałam, że tam przynależę... Nadal tak jest. Uważam ten cmentarz za miejsce, gdzie mogę się cieszyć tak bardzo potrzebną przerwą. 

Kiedy przyjechałam do Paryża w 1996 roku to od razu znienawidziłam to miasto, ale na szczęście mieszkaliśmy niedaleko cmentarza Pere Lachaise i jeździłam tam co weekend, żeby się zregenerować. Ten cmentarz zawsze będzie miał szczególne miejsce w moim sercu. To oaza spokoju w kompletnie szalonym mieście. 

Spędziłam też dużo czasu na londyńskim cmentarzu Highgate, który również wywarł na mnie ogromny wpływ. Uwielbiam patrzeć jak natura przejmuje kontrolę i przeobraża miejsca, w których spoczywamy. A ostatnio cmentarze w Berlinie, a zwłaszcza cmentarz Heerstrasse z jeziorem i całkowicie sielską atmosferą, były dla mnie odkryciem. 

Czy widziałaś "The Iron Rose" (1973), subtelny, oniryczny i przejmujący horror francuskiego reżysera Jeana Rollina? Jego akcja rozgrywa się na starym cmentarzu, a melancholijny nastrój filmu kojarzy mi się z muzyką Dark Sanctuary. 

Nie,, nie widziałam tego filmu, ale pamiętam, że w 1997 roku miałam kasetę wideo z filmem "Two Vampire Orphans" Rollina. Muszę jednak przyznać, że nie wspominam tego filmu zbyt miło. 

Jak fani Dark Sanctuary przyjęli album "Cernunnos" (2023) oraz EP-kę "Iterum"? W jaki sposób wyglądał proces tworzenia muzyki na "Cernunnos"? 

Ten album z pewnością brzmi nieco inaczej niż poprzednie albumy Dark Sanctuary. Arkdae skontaktował się z nami w 2021 roku z szaloną propozycją reaktywacji Dark Sanctuary i wszyscy byliśmy do niej entuzjastycznie nastawieni. Oczywiście był to dla nas zupełnie nowy sposób komponowania i nagrywania, ponieważ w przeszłości byliśmy przyzwyczajeni do cotygodniowego wspólnego przerabiania kompozycji na sali prób, a następnie nagrywania wszystkiego całościowo w studiu nagraniowym w krótkim, ściśle określonym czasie. Dziś jesteśmy bardziej zależni od życia zawodowego i rodzinnego, a także od odległości geograficznej. Wszystko musiało zostać na nowo przemyślane, ale zmusiło nas to do odmiennego sposobu pracy, co było dość interesujące. Przykładowo mogłam więcej eksperymentować, sama poświęcając czas przed mikrofonem, bez presji odmierzającego czas zegara i pozostałych członków zespołu czekających na rezultat po drugiej stronie studyjnej szyby. Uznałam to za bardzo wyzwalające doświadczenie i to właśnie pozwoliło mi dać z siebie jak najwięcej - inaczej niż w latach 2000+. 

Odzew fanów był niesamowity. Bardzo mnie to cieszy, że nasza muzyka wciąż porusza ludzi, a dawni fani wciąż są z nami. Nawet jeśli nie możemy występować na żywo tak jak w przeszłości, czujemy to ciepło za pośrednictwem mediów społecznościowych, a to jest samo przez się bardzo poruszające. 

Niestety nigdy nie widziałem Dark Sanctuary na żywo. Jaki był najbardziej pamiętny i wzruszający koncert DS w historii zespołu? Czy macie jakiekolwiek plany odnośnie przyszłych występów na żywo?

Po pierwsze, nasz pierwszy koncert na Wave Gotik Treffen w Lipsku. Widok wyprzedanej sali i występ w takiej scenerii był bardzo ekscytujący. Po drugie, nasz ostatni koncert w Londynie w 2009 roku, w kościele św. Pankracego. Zdawaliśmy sobie sprawę, że to nasz finalny koncert. Było to niezapomniane miejsce. Po prostu przeżywaliśmy wyjątkowe chwile w wyjątkowym miejscu. Dziś nie postrzegamy Dark Sanctuary w kategorii zespołu koncertującego. Organizacja logistyczna koncertów DS jest zbyt skomplikowana. Nie było nam łatwo nawet wówczas, gdy wszyscy mieszkaliśmy w tym samym regionie i mogliśmy widywać się na próbach. Dziś jest o wiele więcej czynników, które niestety sprawiają że przyszłe granie koncertów przez Dark Sanctuary jest niewykonalne. 

Jaka jest historia innych Twoich projektów, a mianowicie Iris Capricorn i The Wishing Machine?

Po zakończeniu Dark Sanctuary rzuciłam się w wir fotografii i na jakiś czas zawiesiłam aktywność muzyczną. Wtedy poznałam Lionela Huberta, który interesował się electro; ja również potrzebowałam czegoś nowego, zupełnie innego, aby powrócić do tworzenia muzyki. I tak stworzyliśmy The Wishing Machine. Wszechświat wizualny powierzyliśmy artyście Nono La Mine, dzięki czemu miałam paryską electro-popową przerwę w mojej muzycznej karierze. 

Potem wyjechałam do Los Angeles i Strasburga. Minęło trochę czasu, odkąd chciałam powrócić do moich mrocznych inspiracji, które zawsze mnie w pełni definiowały. Zaczynałam nowe życie, a izolacja dała mi przestrzeń, której tak bardzo potrzebowałam. Musiałam zanurzyć się w niej i dać życie Iris Capricorn. Mogłam w pełni poświęcić czas na pracę nad kompozycjami i tekstami będąc w zgodzie z moim wszechświatem. I tak zaczęły się kształtować zalążki mojego debiutanckiego albumu. Wówczas los sprowadził z powrotem osobę, która była dla mnie bardzo ważna na samym początku mojej działalności muzycznej w Katarze (1994 r.): Milosa Asiana. Byliśmy wówczas w tym samym licealnym zespole muzycznym, a 25 lat później dzięki izolacji spotkaliśmy się ponownie na portalach społecznościowych. Nagrałam kilka partii wokalnych do jego projektu muzycznego, a on zaproponował, że będzie mi towarzyszył jako inżynier dźwięku przy masteringu i miksie Iris Capricorn. Bez niego Iris Capricorn nie byłaby w tym samym miejscu, gdzie jest dzisiaj. Był siłą napędową, której czasem potrzebowałam, by zachować pewność siebie i śmiałość, by wybiegać myślami dalej w przyszłość i myśleć na wielką skalę. Obecnie pracuję nad drugim albumem (nadal z Milosem), ale z udziałem przyjaciół takich jak Ombeline z Asylum Pyre, Towarb i Ahesdis, naszą skrzypaczką z Dark Sanctuary.

Jesteś utalentowaną i cenioną fotografką. Czy jesteś samoukiem? Który rodzaj fotografii jest Twoim ulubionym, tudzież najbardziej wymagającym?

Zaczynałam jako samouk ucząc się z innymi fotografami, a następnie w 2010 roku ukończyłam studia, by uzyskać dyplom. Dzięki temu mogłam przez kilka lat pracować dla dużej agencji fotograficznej w Paryżu, gdzie studiowałam prace największych fotografów i pomagałam uwieczniać ich dokonania. 

Jeśli chodzi o moją twórczość zawsze preferowałam fotografię modelek studyjnych, nawet jeśli w moich najnowszych pracach takich jak moja srebrna seria Parlamentu Europejskiego w Strasburgu dominują linie i krzywizny, a postać ludzka jest w nich całkowicie nieobecna. Moim ostatnim i zdecydowanie najbardziej pamiętnym doświadczeniem fotograficznym była współpraca ze stowarzyszeniem Souvenange, które zapewnia rodzicom cierpiącym z powodu żałoby okołoporodowej zdjęcia ich dziecka, które mogą zachować jako pamiątkę. Niestety we Francji jest to wciąż temat tabu, a rodzicie często czują się osamotnieni w obliczu tak dojmującej pustki, którą tylko oni potrafią pojąć, zrozumieć. Fotografia nabiera wtedy wręcz kojącej, oczyszczającej roli (katharsis). Nie mam obecnie czasu na fotografię, ale zrozumiałam, że moja praca jest cykliczna i wrócę do niej w sprzyjającym temu czasie. 

Czy potrafisz wymienić kilku fotografów, tudzież filmowców, których darzysz podziwem?

W wieku nastoletnim byłam zafascynowana zdjęciami Petera Marsdena. Później to mroczne, makabryczne szaleństwo Joela Petera Witkina zalało mnie niczym fala przypływu. Poznałam tego artystę w Paryżu, i jest on, nawiasem mówiąc, niezwykle zabawną i pełną energii osobą! Cały nurt piktorializmu z przełomu XIX i XX wieku uważam za bardzo wysublimowany i zachwycający. Opowiadanie historii za pośrednictwem fotografii, wykorzystywanie kodów historii sztuki, malowanie światłem, sprawianie, że ludzie marzą... moim zdaniem to kluczowe role fotografii. 

Czy byłaś kiedykolwiek w Polsce?

Niestety nie!

Mroczna muzyka potrafi być niezwykle poruszająca i potężna. Czy ciągnie Cię do muzyki pełnej intensywności, mroku, tęsknoty i ciemności? Dlaczego?

Zdecydowanie. Pociąga mnie wszystko to, co odzwierciedla moje emocje. Zawsze żyłam z melancholią, której nie potrafię trzymać na wodzy i która mnie napędza. Mogę słuchać innej muzyki, ale zawsze będę wracała do mrocznych dźwięków. To powrót do domu, w którym czeka na mnie ciepło i ukojenie.

Czy macie już plany na nagranie kolejnego albumu Dark Sanctuary?

Oczywiście. Co prawda nie będziemy nagrywać nowych albumów w takim tempie jak w latach 2000 wzwyż, ale na pewno będzie kolejny album.

Gdybyś miała wybrać Twoje 5 ulubionych albumów byłyby to...?

Depeche Mode "Songs of Faith and Devotion" - za niemal mistyczną duchowość i fatalizm, które się wzajemnie przeplatają.

Morthem Vlade Art "Herbou dou Diable" - po raz pierwszy usłyszałam te utwory na pokazie Grand Guignol w Paryżu w latach 90tych i ten album jest po prostu idealny. 

Dead Can Dance - ich debiutancki album (nawet jeśli nie brzmi, tak jak chcieli!) oraz "Within the Realm of a Dying Sun" - szorstki diament i jego nieoszlifowana wersja. Oba niezbędne w każdej kolekcji. 

Spiritual Front "Armageddon Gigolo" - taki filmowy, podróżuję za każdym razem, gdy go słucham.

Chaostar "Threnody" - byłam pod wrażeniem całkowicie innowacyjnego charakteru tego albumu. Orkiestralne fragmenty, jakże charakterystyczne dla muzyki Septic Flesh znalazły tutaj swoje miejsce. 

----

Kilka polecajek dotyczących Dark Sanctuary (i nie tylko):

Mój ulubiony album Francuzów:

https://peaceville.bandcamp.com/album/les-memoires-blessees

Niezwykle ciekawy "Cernunnos" (2023):

https://avantgardemusic.bandcamp.com/album/cernunnos

"Seul, Face Au Sinistre", "L'Arrogance" i "Le recontre fatale" (po prostu kocham te piosenki):

https://www.youtube.com/watch?v=1skt7vH-7kI

https://www.youtube.com/watch?v=ZHeDq5gYolU

https://www.youtube.com/watch?v=_vfB2ACRqGU

Alzacki dark folk Towarb (do sprawdzenia):

https://towarbofficial.bandcamp.com/album/in-da-diaffa

Iris Capricorn:

https://iriscapricorn.bandcamp.com/album/decades

Rewelacyjny horror metalowy debiut The Vision Bleak, na którym zaśpiewała Dame Pandora:

https://the-vision-bleak.bandcamp.com/album/the-deathship-has-a-new-captain-2

Miłego odsłuchu!

poniedziałek, 12 września 2022

Trobar de Morte i Garmarna w Bazylu, 11 września 2022 (fotorelacja)

                                                          







Pierwszy mój koncert po dwumiesięcznej przerwie. Z różnych przyczyn musiałem odpuścić gigi Die Krupps i Front Line Assembly, Krisiun i Cannibal Corpse oraz Massacre - z tych wcześniej planowanych. Tym razem wybrałem się do poznańskiego Bazyla na występ Trobar de Morte (Hiszpania) i Garmarna (Szwecja). Przed koncertem nie omieszkałem bliżej zapoznać się z twórczością obu zespołów, gdyż znałem ją dość powierzchownie. Oczywiście lubię wszelkiej maści neofolk, dark folk, neoclassical czy neoclassical darkwave - zespoły pokroju Wardruna, Heilung, Dark Sanctuary, Elend, Tenhi, Vali, Der Blaue Reiter, Arcana, Empyrium, Forndom, The Moon and the Nightspirit, etc., jednakże zawsze celowałem w brzmienia bardzo melancholijne i refleksyjne. Jednakże wyszedłem po koncertach Trobar de Morte i Garmarna zachwycony.

Trobar de Morte to projekt Lady Morte, który powstał w 1999 roku i ma już na koncie kilka albumów studyjnych. Muzyka zespołu to dark pagan folk, czyli intrygujący miks muzyki średniowiecznej, etnicznej, neoclassical i neofolka. Zespół niejednokrotnie pojawiał się na słynnym niemieckim festiwalu gotyckim Wave Gotik Treffen, niemniej jednak nigdy wcześniej nie widziałem Hiszpanów na żywo. Ich magiczna i zrytualizowana muzyka inspirowana jest pogaństwem i uwielbieniem Natury. Brzmienia celtyckie i średniowieczne przeplatają się z wpływami orientalnymi. Zwraca uwagę bogactwo używanego przez utalentowanych muzyków instrumentarium np. skrzypce, hurdy-gurdy, dudy, flet, bouzouki,gitara akustyczna, itd. 

Koncert Trobar de Morte można określić jako zrytualizowany performance pełen tańców i rytuałów. I rzeczywiście kilkakrotnie na scenie pojawiła się profesjonalna tancerka Amaru Sabat, która wraz z Lady Morte tańczyła w trakcie występu. Wizualnie Trobar de Morte prezentują się po prostu zjawiskowo. Atmosferę tego niezwykłego show podkreślały kadziła, kielichy, miecze, maski i emisje dymu. Od muzyków emanowała radość grania, którą po prostu dało się wyczuć. Postaram się w przyszłości uzupełnić ich dyskografię, gdyż odpowiada mi także warstwa liryczna Trobar de Morte: nordyckie i celtyckie wierzenia, czarna magia, stare legendy i opowieści, zaklęcia i inkantacje. Dość powiedzieć, że na ostatnim albumie Hiszpanów "Book of Shadows" nie zabrakło coveru Wardruna "Helvegen".

Odsłuch: https://trobardemorte.bandcamp.com/album/the-book-of-shadows

W porównaniu do Trobar de Morte Szwedzi z Garmarna zaprezentowali się minimalistycznie, ale ich koncert także był piękny, dopracowany, energiczny, czasem delikatny i stonowany. Muzyka Garmarna (zespół powstał w 1990 roku, czyli na długo przed Wardruna czy Heilung) opiera się na starych skandynawskich balladach i tradycyjnych szwedzkich piosenkach folkowych. Także i tutaj usłyszymy skrzypce, gitary, hurdy-gurdy, perkusję, etc. Wokalistka Emma Hardelin naprawdę pięknie śpiewa po szwedzku. Zresztą tak jak w przypadku Trobar de Morte ze sceny emanowała radość grania, miłość do muzyki. 

Odsłuch: https://garmarna.bandcamp.com/

poniedziałek, 22 listopada 2021

Dark Sanctuary "Iterum" (2021) - recenzja

Jedna z największych muzycznych niespodzianek dla mnie to powrót Dark Sanctuary, francuskiego zespołu neoclassical darkwave po wielu latach braku aktywności. Z wokalistką DS Dame Pandorą jestem w kontakcie, kilka razy rozmawiałem z nią o muzycznych fascynacjach i jej projektach zespołach (Iris Capricorn, Dark Sanctuary), ale powrotu twórczego Francuzów się nie spodziewałem. A tu proszę, 20 listopada ni stąd, ni zowąd ukazuje się najnowsza EP-ka Dark Sanctuary "Iterum", na którą składają się dwie kompozycje: "Renaissance" i "L'Intime". Lubię na tym blogu opisywać różnorodną muzykę, a już szczególnie mocno polecać zespoły raczej niszowe, których twórczość przesycona jest mroczną melancholią. O DS pisałem już na tym blogu w 2013 roku, napiszę jednak jeszcze raz, skoro wraz z premierą "Iterum" nadarzyła się ku temu okazja. 

Obie kompozycje zawarte na "Iterum" to przepiękny, perfekcyjnie zaaranżowany neoclassical ambient, nad którym unosi się neoklasyczna twórczość Dead Can Dance (zwłaszcza żałobny duch "Within the Realm of a Dying Sun" z 1986 roku, po dziś dzień mojej ulubionej i najczęściej słuchanej płyty DCD). Jednak trudno w muzyce Dark Sanctuary odnaleźć radość i nadzieję. To muzyka refleksyjna, spokojna, mroczna i smutna. Jednak smutną i mroczną muzykę odczuwa się mocniej, intensywniej, pełniej - nie na darmo (dygresyjnie) największym powodzeniem wśród fanów cieszą się najmroczniejsze albumy The Cure "Faith", "Pornography" czy "Disintegration". W muzyce DS oprócz żałobnej atmosfery kreowanej m.in. przez skrzypce czy fortepian zachwycały mnie zawsze eteryczne wokale Dame Pandory. Zarówno "Renaissance", jak i "L'Intime" są zachwycająco piękne. I powinny przypaść do gustu wielbicielom Dead Can Dance, Arcana, Ataraxia czy Dargaard. Zatem czekam na więcej muzyki Dark Sanctuary oraz być może na nowe utwory fenomenalnego Elend. 

https://darksanctuary.bandcamp.com/

https://dtbbth.blogspot.com/2013/06/sanktuarium-mroku.html 

Dla  równowagi surowy projekt black metalowy Le Prochain Hiver jednego z muzyków Dark Sanctuary, Hylgaryssa:

https://www.youtube.com/watch?v=LyB7HJU5U4g

niedziela, 25 sierpnia 2013

Muzycznie: Towards Darkness i Subheim



Dziś dwójka wykonawców z różnych szufladek, których muzyki warto posłuchać.

Kanadyjski ambient funeral doomowy Towards Darkness istnieje od 2001 roku (wówczas nagrywał muzykę pod nazwą The Mass). W zasadzie do ich muzyki przylgnął tag funeral doom, ale jak dla mnie bliżej Towards Darkness do Neurosis, Isis czy Esoteric niż do Ataraxie czy Evoken. W muzyce Kanadyjczyków jest mnóstwo ambientowych i post-rockowych pasaży, ale pogrzebowa jest na pewno aura genialnej skądinąd, ubiegłorocznej płyty "Barren" oraz EP-ki "Empire" (oba materiały z 2012 roku). Nastrój, który kreuje Towards Darkness jest przesycony mrokiem, smutkiem i melancholią. Na "Barren" znalazły się cztery utwory: najkrótszy trwa ponad 9 minut, najdłuższy ponad 18. Wokale Kevina Jonesa przytłaczają opresyjnością, są pełne agonii i brutalności. Za klawisze i ambientowe efekty odpowiada Simon Carignan, znany choćby ze świetnego funeral doomowego Longing For Dawn. Zatem jeśli lubicie post-rock, sludge metal, muzykę ambient oraz funeral doom czym prędzej zapoznajcie się z tym obiecującym zespołem. Towards Darkness wraz z "Barren" stworzył prawdziwe monstrum-hybrydę gatunkową.

https://www.youtube.com/watch?v=Zg-RS3W_Yv8

Grecki projekt Subheim to całkowicie inna muzyczna bajka. Subheim tworzy muzyk i artysta-grafik Kostas K., wspomaga go od czasu do czasu wokalistka Katja. Muzykę, którą tworzy Kostas trudno zaszufladkować, gdyż inkorporuje ona elementy wielu muzycznych wpływów m.in neo-klasyki, ambientu, EBM, IDM, post-rocka, a nawet shoegaze. Kiedy usłyszałem po raz pierwszy płytę Subheim "Approach" (2008) byłem nią urzeczony, a utwór "Howl" na trwałe zawitał do mojej playlisty regularnie granych kawałków. Potem Subheim wydał drugi album "No Land Called Home" (2010), równie doskonały jak "Approach" i (jak na moje ucho) nieco bardziej osadzony w neo-klasyce niż poprzednik. Rytmiczna, melancholijna, mroczna i kinematograficzna muzyka Kostasa K. odzwierciedla najgłębsze emocje tkwiące w jednostce oraz poczucie miejskiego wyobcowania. Cudowne metaliczne beaty, organiczne dźwięki pianina i skrzypiec, a także nieziemskie muzyczne krajobrazy - oto Subheim w pełnej okazałości (dwa kawałki do posłuchania: "Howl" i "Dusk").

https://www.youtube.com/watch?v=bB49oSvLkqs
https://www.youtube.com/watch?v=KW87SPBRqZE

poniedziałek, 15 lipca 2013

Omit i Ysigim: dwie perełki doom metalu



Ysigim - Nie do końca potrafię sprecyzować dlaczego, ale coś mnie przyciąga do muzyki rodzimego Ysigim. Nie przeszkadza mi nawet słaba produkcja albumu "Ain Soph Or" (1994), ba, dodaje ona tej muzyce jakże potrzebnego brudu. Funeral doom grany przez Marcina Kowalskiego i Marcina Rusinowskiego zasługuje na uwagę. Nisko stonowane gitary, zniekształcony bas, złowieszczo brzmiące i zapętlone melodie przypominające mi brytyjski Esoteric. Szeptane growle Marcina Rusinowskiego dodają muzyce Ysigim demoniczno-szamańskiego charakteru. Do tego kilka inkantacji, krótkie melodyjne interludia i odgłosy natury. Funeral doom grany przez Ysigim cechuje się specyficzną atmosferą: brudną, przerażającą i dziwaczną. W 1996 roku band nagrał drugi album "Whispers" z nieco lepszym brzmieniem i równie schizofrenicznym nastrojem co "Ain Soph Or". Po czym zawiesił działalność na wiele lat.

https://www.youtube.com/watch?v=TQcP9jXjdfA

Co ciekawe, chłopaki z Ysigim mają stronę internetową. Warto na nią zajrzeć. Przesłuchałem sobie na soundcloud zarysy nowych kompozycji, które nagrali i... kompletna zmiana stylu na atmospheric dark industrial. Zobaczymy, czy coś się z tego wykluje w przyszłości.

http://www.ysigim.com/
https://soundcloud.com/ysigim

Omit - W odróżnieniu do Ysigim norweski Omit to młody zespół gotycko doom metalowy. Ich debiutancka płyta "Repose" (2011) jest jednym z najpiękniejszych materiałów jakie miałem okazję słyszeć w ciągu ostatnich 2-3 lat, przynajmniej jeśli chodzi o gothic doom metal z damskimi wokalami. Ano właśnie wokale... śpiew Cecile Langlie znałem z norweskiego melodyjno doom metalowego Skumring. Ale to na "Repose" Cecile pokazała w pełni swoje możliwości wokalne. "Repose" jest przerażająco smutnym albumem, pomnikiem rozpaczy i jednocześnie mistrzowskim mariażem neoklasyki (płaczliwe skrzypce) oraz doom metalu. Śpiew Cecile może się co poniektórym słuchaczom wydawać się monotonny i pozbawiony emocji, ale to zwodnicze wrażenie. Wielbiciele gothic doom metalu powinni być "Repose" zachwyceni. Dla zachęty mój ulubiony numer z "Repose" zatytułowany "Insolence":

https://www.youtube.com/watch?v=sRqo8xLQ_sA

wtorek, 2 lipca 2013

Diaboliczna Lamia Vox

















Dziś przesłuchałem sobie "Sigillum Diaboli" (2013) - drugi album dark/black ambientowego projektu z Rosji, za którym kryje się enigmatyczna artystka Lamia Vox (Alina Antonova). Mam Lamię w znajomych na Fejsbooku i znam jej gust muzyczny, który oscyluje w przeważającej mierze wokół dark ambientu i black metalu, co też daje się wyczuć na płycie. Bardzo cenię sobie oba te gatunki muzyczne (w tej chwili leci np. fenomenalny cosmic dark ambientowy Sabled Sun). Ale wróćmy do "Sigillum Diaboli"... muzyka na tej płycie jest gęsta od ciemności i dość demoniczna, pełna niepokojących chórów, szeptów i złowieszczych inkantacji. Wsłuchując się w dźwięki Lamia Vox na myśl przychodzą mi przede wszystkim czarownice z Aghast i w mniejszym stopniu nieodżałowany Sui Generis Umbra. No i Diamanda Galas - tutaj bardziej pod kątem pełnego grozy nastroju. Kościelne dzwony rezonują gdzieś tam w dali, pojawiają się także epickie aranżacje np. w utworze "Evil Comes From the North". Generalnie na "Sigillum Diaboli" mamy do czynienia z niemal idealną synergią ritual dark ambientu, martial industrialu oraz elementów neo-klasyki. Wielbiciele In Slaughter Natives, Desiderii Marginis czy wspomnianego już Aghast powinni zapoznać się z ziejącą mrokiem twórczością Lamia Vox.

sobota, 15 czerwca 2013

Sanktuarium mroku



Jedna z moich absolutnie ulubionych kapel gothic neoclassical darkwave. Od llipca 2009 roku niestety przestała być aktywna twórczo. We francuskim Dark Sanctaury zachwycała mnie przede wszystkim ogromna dawka melancholii, przecudowne wokale Dame Pandory, która dysponowała naprawdę fantastycznym głosem, wzruszające i podniosłe pasaże klawiszowo-akustyczno-skrzypcowe oraz piękna poetycka warstwa liryczna. Kiedy słucham Dark Sanctuary, a musicie wiedzieć, że wracam do tej muzyki dość często, od razu wyczuwam inspirację nieśmiertelnym Dead Can Dance. Zresztą "Summoning of the Muse" w wykonaniu Dark Sanctuary jest po prostu fenomenalne! Zespół wydał 7 albumów studyjnych - z czego moje ulubione to "L'etre las - L'envers du miroir" (2002), "Les Memoires Blesses" (2004) oraz "Dark Sanctuary" (2009). Najczęściej słuchanym utworem jest chyba "Seul, face au sinistre" z singla "Vie Ephemere" (2002). W 2004 roku Dark Sanctuary wystąpił na Wave Gothic Treffen. Zaiste szkoda, że nie zobaczę już Dark Sanctuary na żywo - inna sprawa, że zespół występował koncertowo zazwyczaj na terytorium Francji, Niemiec czy Hiszpanii, ostatni koncert miał miejsce w 2009 roku w Anglii. Dame Pandora, oprócz niewątpliwej urody prezentuje się przewspaniale w czerni.

http://www.metal-archives.com/bands/Dark_Sanctuary/2128

poniedziałek, 10 czerwca 2013

W oczekiwaniu na misterium Dead Can Dance




Nie załapałem się na ubiegłoroczny koncert Dead Can Dance w warszawskiej Sali Kongresowej, gdyż bilety rozeszły się w ciągu zaledwie 1-2 dni. Czerwcowa trasa Lisy Gerrard i Brendana Perry pod szyldem DCD obejmuje trzy miejsca: Wrocław, Zabrze i Sopot. Udaję się jutro do Wrocławia, aby spełnić jedno ze swoich muzycznych marzeń. Po raz pierwszy doświadczyć muzyki Lisy i Brendana na żywo. Ciężko jest tak naprawdę opisać muzykę Dead Can Dance bez popadania w nadmierną egzaltację. Ich neo-klasyczny darkwave pełen jest pasaży niewysłowionego rozmachu i olśniewającego piękna. Nie będę w tym miejscu ukrywał, że najbardziej cenię sobie wczesny okres twórczości Dead Can Dance do albumu "The Serpent's Egg" (1988), z którego pochodzi bodaj ich najsłynniejszy utwór "The Host of Seraphim". Natomiast magnum opus zespołu jest dla mnie i zawsze będzie "Within the Realm of a Dying Sun" (1987) - arcydzieło melancholii i żałobnego piękna, którego okładkę zdobi rzeźba z grobowca chemika i fizjologa Francoisa Vincenta Raspaila z paryskiego cmentarza Père-Lachaise. Jak dla mnie płyta kompletna, absolutny majstersztyk, na której nie ma słabej kompozycji, wszystkie tworzą zwarty monolit neo-klasycznej metafizyki. Słuchanie tej płyty po zmroku przyprawia o dreszcze - niesamowite wokale Brendana i Lisy z naciskiem na ekspresję wokalną Gerrard doskonale się równoważą. "Cantara", "Xavier", "Persephone (The Gathering of Flowers)", "Summoning of the Muse"... te przecudowne kompozycje nigdy się nie zestarzeją... a "Within the Realm of a Dying Sun" chyba już na zawsze pozostanie moją płytą numer jeden. Polecam również niewtajemniczonym w DCD ich debiutancki (i najbardziej gotycki) album z 1984 roku zatytułowany po prostu "Dead Can Dance".  Pozostaje tylko czekać na jutrzejszy koncert... dłuższa relacja pojawi się na naTemat.pl, gdzie piszę...