Pokazywanie postów oznaczonych etykietą black metal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą black metal. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 sierpnia 2025

Dark Sanctuary: wywiad z Dame Pandora

                                                       

Jeden z najważniejszych przeprowadzonych przeze mnie wywiadów, gdyż żałobny neoclassical darkwave Francuzów z Dark Sanctuary towarzyszył mi przez długie lata kształtowania się mojego zróżnicowanego gustu muzycznego. To muzyka idealna do słuchania w trakcie spacerów po zapomnianych cmentarzach. I choć trudno nie porównać Dark Sanctuary do wczesnego neoklasycznego oblicza Dead Can Dance (zwłaszcza do mistrzowskiej "Within the Realm of a Dying Sun" (1986), jednak muzyka Francuzów wprost kipi od melancholii, żałoby, smutku i jest na tyle poruszająca, że mogę ją zrównać z ulubionymi kapelami funeral doom metalowymi. W dodatku wokale Sophie są niezwykle piękne i angażujące słuchacza. To doprawdy niezwykła wokalistka. Marzyłem o zrobieniu tego wywiadu od dawna. Szkoda, że nie doczekał się publikacji w miejscu, w którym powinien był się znaleźć. 

Oddaję głos Dame Pandora (Iris Capricorn):

W przeszłości współpracowałaś z kilkoma artystami. Czy jest ktoś z kim naprawdę chciałabyś współpracować?

Oczywiście jest wielu artystów, z którymi chciałabym współpracować, ale te marzenia zachowuję dla siebie. W tej chwili nie mogę się doczekać się duetu na moją nową EP-kę Iris Capricorn z Ombeline, wokalistką Asylum Pyre, artystką pochłoniętą wszystkim tym, czego się podejmuje. Uwielbiam pracować z ludźmi, którzy żyją intensywnie, którzy angażują się w swoje projekty bez zastanowienia. Czas nie zawsze jest jednak przyjacielem i pędzi w zawrotnym tempie. Chciałabym dotrzeć do sedna, esencji tego, co we mnie kipi, a minęły miesiące, a nawet lata, odkąd włączyłam Ombeline do swojej twórczości. Na szczęście muzyka nauczyła mnie cierpliwości. 

Z którymi artystami ostatnio współpracowałaś? 

Moją najnowszą współpracą jest współpraca z alzackim zespołem dark folkowym Towarb - dzięki wspólnej muzycznej fascynacji. Muzycy Towarb kreślą legendy Alzacji w języku alzackim, z wysublimowanymi harmoniami wokalnymi i bardzo mroczną atmosferą. Miałam szczęście zostać zaproszona do zaśpiewania na żywo w kilku utworach Towarb i mam nadzieję, że uda mi się ich zaprosić ponownie na moją kolejną EP-kę. To było wspaniałe spotkanie, które obiecuje wspaniałe rzeczy na przyszłość. 

Jestem również gościem na albumie "Breathe in, breathe out" Milosa Asiana, artysty stojącego za moim projektem, Iris Capricorn, gdyż jest on realizatorem dźwięku i współpracownikiem. Przyjaciel od 30 lat, z którym zaczęłam tworzyć muzykę, gdy mieszkaliśmy w Katarze i z którym wspólne tworzenie muzyki jest czymś naturalnym. Niezwykle grzeczny, hojny i płodny artysta, który poświęca życie muzyce - to rzadkość, o której wypada wspomnieć! 

Śpiewam także na albumie "Talvi" Le Prochain Hiver wydanym przez Antiq. To jeden z projektów Hylgaryssa z Dark Sanctuary, który powraca do brzmień black metalu lat 90tych, na których między innymi się wychowałam. Nagrywając te czyste wokale wyobrażałam siebie, jak śpiewam dla mojego black metalowego zespołu i muszę przyznać, że było to bardzo odmładzające doświadczenie. 

Czy pamiętasz współpracę wokalną z The Vision Bleak przy ich horror metalowym arcydziele "The Deathship has a New Captain" (2004)? Czy lubisz ich nastrojowy horror metal oraz mroczny, romantyczny, doom folkowy styl Empyrium?

Pamiętam to bardzo dobrze, a nagrywanie naszego albumu "Les Memoires Blesses" w Klangsmiede Studio E było fantastycznym doświadczeniem. Markus i Tobias, którzy odpowiadali za nasze nagrania byli w tym czasie u progu czegoś nowego w The Vision Bleak, projekcie silnie osadzonym w kinematograficznym uniwersum. Byłam zaszczycona, że mogłam dołożyć swój mały kamyczek do tej budowli poprzez mój głos i z przyjemnością eksperymentowałam z czymś innym. Niezależnie czy chodzi o Empyrium, The Vision Bleak czy o inne ich projekty, zawsze są bardzo wyrafinowani i czuć ich niezwykłe zaangażowanie w produkcję, co jest godne podziwu. 

Czy pamiętasz może dokładnie moment, w którym zasiliłaś skład Dark Sanctuary w 2000 roku? Czy znałaś wówczas poprzednie albumy zespołu?

Nie znałam wówczas zespołu, ale byłam już częścią paryskiej sieci black metalowej. Śpiewałam dla Black Dementia, zespołu mojego partnera, który przez wspólnych znajomych dowiedział się, że Dark Sanctuary szukają nowej wokalistki. Posłuchałam ich muzyki i wydawała mi się czymś nowym, unikalnym: śpiewanie w języku francuskim nie było zbyt powszechne, utwory były długie i skupiały się na budowaniu określonego nastroju, a całość była już bardzo dopracowana i profesjonalna. Umówiliśmy się więc z Arkdae w kawiarni, aby omówić moje dołączenie do DS. Chciałam dowiedzieć się, czego dokładnie szukają u nowej wokalistki w tym konkretnym momencie transformacji. Następnie przyszłam na przesłuchanie w obecności całego zespołu, z innym wokalistą. Podstawowym założeniem było rozpoczęcie od dwóch uzupełniających się wokali; w sumie to, że nie jestem sama na tej frontalnej pozycji działało na mnie uspokajająco. Potem z jakiegoś powodu zaczęłam śpiewać sama i muszę przyznać, że dla kogoś raczej nieśmiałego i niepewnego siebie było to na początku nieco skomplikowane. Porównanie z Marquise Ermią, poprzednią wokalistką Dark Sanctuary nasuwało się same i nawet jeśli mamy zbliżone wokale, zmiany w produkcji, po nagraniu "L'etre las...l'envers du miroir" (2002) zaakcentowały różnicę. Dark Sanctuary cieszyli się już wówczas pewnym uznaniem, a oczekiwania niektórych fanów zespołu były precyzyjne i nie zostały spełnione. Od samego początku musiałam się też dopasować do grupy, która dobrze się znała, ale nasz cotygodniowy harmonogram prób, a następnie sesje nagraniowe w Niemczech, koncerty i zmagania z przeciwnościami losu szybko stworzyły rodzinną atmosferę. Nawet dziś, gdy życie toczy się własnym torem i oddala nas od siebie, nasza wspólna relacja jest wyjątkowa i przesiąknięta wspomnieniami, które należą tylko do nas. 

Czy możesz wymienić kilka wokalistek, które były/nadal są dla Ciebie wokalną inspiracją? 

Jako nastolatka uwielbiałam Tori Amos i Bjork. Lisa Gerrard (ex-Dead Can Dance), Natalie Rassoulis (pierwsza wokalistka Chaostar), a także ciepłe, niskie i orientalne wokale takie jak Soeur Marie Keyrouz i Divny Ljubojevic zawsze mnie fascynowały. Wokale Kiry Skov i Marii Faust na albumie "In the Beginning" są również godne podziwu. Uwielbiam głos, który eksploruje wszystkie swoje oblicza i sięga granic, by odnaleźć coś pięknego np. niskie dźwięki w Circuit des Yeux są niezwykłe i niepokojące. 

Jakie są Twoje ulubione zespoły darkwave, neoclassical darkwave bądź black metalowe (z Francji, ale też z innych krajów)?

Wśród zespołów darkwave wymieniłabym Kaelan Mikla, Lebanon Hanover, She Past Away i Molchat Doma. Obecnie słucham tych samych piosenek np. Therapy?, Rome, New Model Army, Irfan, Circuit des Yeux, Dead Can Dance, Gaate, Kate Bush, Eivor i Charlotte Wessels. A kiedy potrzebuję się nad czymś skupić, wówczas sięgam po muzykę klasyczną Szopena i Liszta. Na szczęście aplikacja streamingowa, z której korzystam rekomenduje mi piosenki na podstawie moich wcześniejszych i obecnych odczuć, wyborów, więc co jakiś czas mogę mieć nową muzyczną obsesję. Już nie słucham black metalu, ale kiedy nagrywałam wokale dla Le Prochain Hiver cofnęłam się prawie o 30 lat, do czasów, gdy śpiewałam w Black Dementia i natychmiast odkryłam głębokie emocje, które mną kierowały w tym stylu. Black metal jest surowy i nastrojowy, a ja to w pełni szanuję. 

Zawsze lubiłem smutną, melancholijną i żałobną muzykę Dark Sanctuary. Przypominała mi o mojej pasji/zainteresowaniu starymi i często opuszczonymi cmentarzami. Czy interesują Cię cmentarze i nagrobki? Jeśli tak, które z cmentarzy z przeszłości wywarły na Tobie największe wrażenie?

Odkąd pamiętam zawsze znajdowałam ukojenie na cmentarzach. W dzieciństwie chodziłam sama na cmentarz w mojej wiosce, ponieważ odczuwałam, że tam przynależę... Nadal tak jest. Uważam ten cmentarz za miejsce, gdzie mogę się cieszyć tak bardzo potrzebną przerwą. 

Kiedy przyjechałam do Paryża w 1996 roku to od razu znienawidziłam to miasto, ale na szczęście mieszkaliśmy niedaleko cmentarza Pere Lachaise i jeździłam tam co weekend, żeby się zregenerować. Ten cmentarz zawsze będzie miał szczególne miejsce w moim sercu. To oaza spokoju w kompletnie szalonym mieście. 

Spędziłam też dużo czasu na londyńskim cmentarzu Highgate, który również wywarł na mnie ogromny wpływ. Uwielbiam patrzeć jak natura przejmuje kontrolę i przeobraża miejsca, w których spoczywamy. A ostatnio cmentarze w Berlinie, a zwłaszcza cmentarz Heerstrasse z jeziorem i całkowicie sielską atmosferą, były dla mnie odkryciem. 

Czy widziałaś "The Iron Rose" (1973), subtelny, oniryczny i przejmujący horror francuskiego reżysera Jeana Rollina? Jego akcja rozgrywa się na starym cmentarzu, a melancholijny nastrój filmu kojarzy mi się z muzyką Dark Sanctuary. 

Nie,, nie widziałam tego filmu, ale pamiętam, że w 1997 roku miałam kasetę wideo z filmem "Two Vampire Orphans" Rollina. Muszę jednak przyznać, że nie wspominam tego filmu zbyt miło. 

Jak fani Dark Sanctuary przyjęli album "Cernunnos" (2023) oraz EP-kę "Iterum"? W jaki sposób wyglądał proces tworzenia muzyki na "Cernunnos"? 

Ten album z pewnością brzmi nieco inaczej niż poprzednie albumy Dark Sanctuary. Arkdae skontaktował się z nami w 2021 roku z szaloną propozycją reaktywacji Dark Sanctuary i wszyscy byliśmy do niej entuzjastycznie nastawieni. Oczywiście był to dla nas zupełnie nowy sposób komponowania i nagrywania, ponieważ w przeszłości byliśmy przyzwyczajeni do cotygodniowego wspólnego przerabiania kompozycji na sali prób, a następnie nagrywania wszystkiego całościowo w studiu nagraniowym w krótkim, ściśle określonym czasie. Dziś jesteśmy bardziej zależni od życia zawodowego i rodzinnego, a także od odległości geograficznej. Wszystko musiało zostać na nowo przemyślane, ale zmusiło nas to do odmiennego sposobu pracy, co było dość interesujące. Przykładowo mogłam więcej eksperymentować, sama poświęcając czas przed mikrofonem, bez presji odmierzającego czas zegara i pozostałych członków zespołu czekających na rezultat po drugiej stronie studyjnej szyby. Uznałam to za bardzo wyzwalające doświadczenie i to właśnie pozwoliło mi dać z siebie jak najwięcej - inaczej niż w latach 2000+. 

Odzew fanów był niesamowity. Bardzo mnie to cieszy, że nasza muzyka wciąż porusza ludzi, a dawni fani wciąż są z nami. Nawet jeśli nie możemy występować na żywo tak jak w przeszłości, czujemy to ciepło za pośrednictwem mediów społecznościowych, a to jest samo przez się bardzo poruszające. 

Niestety nigdy nie widziałem Dark Sanctuary na żywo. Jaki był najbardziej pamiętny i wzruszający koncert DS w historii zespołu? Czy macie jakiekolwiek plany odnośnie przyszłych występów na żywo?

Po pierwsze, nasz pierwszy koncert na Wave Gotik Treffen w Lipsku. Widok wyprzedanej sali i występ w takiej scenerii był bardzo ekscytujący. Po drugie, nasz ostatni koncert w Londynie w 2009 roku, w kościele św. Pankracego. Zdawaliśmy sobie sprawę, że to nasz finalny koncert. Było to niezapomniane miejsce. Po prostu przeżywaliśmy wyjątkowe chwile w wyjątkowym miejscu. Dziś nie postrzegamy Dark Sanctuary w kategorii zespołu koncertującego. Organizacja logistyczna koncertów DS jest zbyt skomplikowana. Nie było nam łatwo nawet wówczas, gdy wszyscy mieszkaliśmy w tym samym regionie i mogliśmy widywać się na próbach. Dziś jest o wiele więcej czynników, które niestety sprawiają że przyszłe granie koncertów przez Dark Sanctuary jest niewykonalne. 

Jaka jest historia innych Twoich projektów, a mianowicie Iris Capricorn i The Wishing Machine?

Po zakończeniu Dark Sanctuary rzuciłam się w wir fotografii i na jakiś czas zawiesiłam aktywność muzyczną. Wtedy poznałam Lionela Huberta, który interesował się electro; ja również potrzebowałam czegoś nowego, zupełnie innego, aby powrócić do tworzenia muzyki. I tak stworzyliśmy The Wishing Machine. Wszechświat wizualny powierzyliśmy artyście Nono La Mine, dzięki czemu miałam paryską electro-popową przerwę w mojej muzycznej karierze. 

Potem wyjechałam do Los Angeles i Strasburga. Minęło trochę czasu, odkąd chciałam powrócić do moich mrocznych inspiracji, które zawsze mnie w pełni definiowały. Zaczynałam nowe życie, a izolacja dała mi przestrzeń, której tak bardzo potrzebowałam. Musiałam zanurzyć się w niej i dać życie Iris Capricorn. Mogłam w pełni poświęcić czas na pracę nad kompozycjami i tekstami będąc w zgodzie z moim wszechświatem. I tak zaczęły się kształtować zalążki mojego debiutanckiego albumu. Wówczas los sprowadził z powrotem osobę, która była dla mnie bardzo ważna na samym początku mojej działalności muzycznej w Katarze (1994 r.): Milosa Asiana. Byliśmy wówczas w tym samym licealnym zespole muzycznym, a 25 lat później dzięki izolacji spotkaliśmy się ponownie na portalach społecznościowych. Nagrałam kilka partii wokalnych do jego projektu muzycznego, a on zaproponował, że będzie mi towarzyszył jako inżynier dźwięku przy masteringu i miksie Iris Capricorn. Bez niego Iris Capricorn nie byłaby w tym samym miejscu, gdzie jest dzisiaj. Był siłą napędową, której czasem potrzebowałam, by zachować pewność siebie i śmiałość, by wybiegać myślami dalej w przyszłość i myśleć na wielką skalę. Obecnie pracuję nad drugim albumem (nadal z Milosem), ale z udziałem przyjaciół takich jak Ombeline z Asylum Pyre, Towarb i Ahesdis, naszą skrzypaczką z Dark Sanctuary.

Jesteś utalentowaną i cenioną fotografką. Czy jesteś samoukiem? Który rodzaj fotografii jest Twoim ulubionym, tudzież najbardziej wymagającym?

Zaczynałam jako samouk ucząc się z innymi fotografami, a następnie w 2010 roku ukończyłam studia, by uzyskać dyplom. Dzięki temu mogłam przez kilka lat pracować dla dużej agencji fotograficznej w Paryżu, gdzie studiowałam prace największych fotografów i pomagałam uwieczniać ich dokonania. 

Jeśli chodzi o moją twórczość zawsze preferowałam fotografię modelek studyjnych, nawet jeśli w moich najnowszych pracach takich jak moja srebrna seria Parlamentu Europejskiego w Strasburgu dominują linie i krzywizny, a postać ludzka jest w nich całkowicie nieobecna. Moim ostatnim i zdecydowanie najbardziej pamiętnym doświadczeniem fotograficznym była współpraca ze stowarzyszeniem Souvenange, które zapewnia rodzicom cierpiącym z powodu żałoby okołoporodowej zdjęcia ich dziecka, które mogą zachować jako pamiątkę. Niestety we Francji jest to wciąż temat tabu, a rodzicie często czują się osamotnieni w obliczu tak dojmującej pustki, którą tylko oni potrafią pojąć, zrozumieć. Fotografia nabiera wtedy wręcz kojącej, oczyszczającej roli (katharsis). Nie mam obecnie czasu na fotografię, ale zrozumiałam, że moja praca jest cykliczna i wrócę do niej w sprzyjającym temu czasie. 

Czy potrafisz wymienić kilku fotografów, tudzież filmowców, których darzysz podziwem?

W wieku nastoletnim byłam zafascynowana zdjęciami Petera Marsdena. Później to mroczne, makabryczne szaleństwo Joela Petera Witkina zalało mnie niczym fala przypływu. Poznałam tego artystę w Paryżu, i jest on, nawiasem mówiąc, niezwykle zabawną i pełną energii osobą! Cały nurt piktorializmu z przełomu XIX i XX wieku uważam za bardzo wysublimowany i zachwycający. Opowiadanie historii za pośrednictwem fotografii, wykorzystywanie kodów historii sztuki, malowanie światłem, sprawianie, że ludzie marzą... moim zdaniem to kluczowe role fotografii. 

Czy byłaś kiedykolwiek w Polsce?

Niestety nie!

Mroczna muzyka potrafi być niezwykle poruszająca i potężna. Czy ciągnie Cię do muzyki pełnej intensywności, mroku, tęsknoty i ciemności? Dlaczego?

Zdecydowanie. Pociąga mnie wszystko to, co odzwierciedla moje emocje. Zawsze żyłam z melancholią, której nie potrafię trzymać na wodzy i która mnie napędza. Mogę słuchać innej muzyki, ale zawsze będę wracała do mrocznych dźwięków. To powrót do domu, w którym czeka na mnie ciepło i ukojenie.

Czy macie już plany na nagranie kolejnego albumu Dark Sanctuary?

Oczywiście. Co prawda nie będziemy nagrywać nowych albumów w takim tempie jak w latach 2000 wzwyż, ale na pewno będzie kolejny album.

Gdybyś miała wybrać Twoje 5 ulubionych albumów byłyby to...?

Depeche Mode "Songs of Faith and Devotion" - za niemal mistyczną duchowość i fatalizm, które się wzajemnie przeplatają.

Morthem Vlade Art "Herbou dou Diable" - po raz pierwszy usłyszałam te utwory na pokazie Grand Guignol w Paryżu w latach 90tych i ten album jest po prostu idealny. 

Dead Can Dance - ich debiutancki album (nawet jeśli nie brzmi, tak jak chcieli!) oraz "Within the Realm of a Dying Sun" - szorstki diament i jego nieoszlifowana wersja. Oba niezbędne w każdej kolekcji. 

Spiritual Front "Armageddon Gigolo" - taki filmowy, podróżuję za każdym razem, gdy go słucham.

Chaostar "Threnody" - byłam pod wrażeniem całkowicie innowacyjnego charakteru tego albumu. Orkiestralne fragmenty, jakże charakterystyczne dla muzyki Septic Flesh znalazły tutaj swoje miejsce. 

----

Kilka polecajek dotyczących Dark Sanctuary (i nie tylko):

Mój ulubiony album Francuzów:

https://peaceville.bandcamp.com/album/les-memoires-blessees

Niezwykle ciekawy "Cernunnos" (2023):

https://avantgardemusic.bandcamp.com/album/cernunnos

"Seul, Face Au Sinistre", "L'Arrogance" i "Le recontre fatale" (po prostu kocham te piosenki):

https://www.youtube.com/watch?v=1skt7vH-7kI

https://www.youtube.com/watch?v=ZHeDq5gYolU

https://www.youtube.com/watch?v=_vfB2ACRqGU

Alzacki dark folk Towarb (do sprawdzenia):

https://towarbofficial.bandcamp.com/album/in-da-diaffa

Iris Capricorn:

https://iriscapricorn.bandcamp.com/album/decades

Rewelacyjny horror metalowy debiut The Vision Bleak, na którym zaśpiewała Dame Pandora:

https://the-vision-bleak.bandcamp.com/album/the-deathship-has-a-new-captain-2

Miłego odsłuchu!

środa, 30 kwietnia 2025

Lamp of Murmuur i Spectral Wound w 2Progi 25 kwietnia br. (fotorelacja)

                                                     




Sporo moich relacji koncertowych znajdziecie na Darkultura, głównie w zakresie brzmień dark independent. Jednak od początku 2025 roku uczestniczyłem w paru koncertach metalowych, których jednak tutaj nie recenzowałem. 

https://darkultura.com/

Przykładowo: 

1. Nephylim, Thulcandra i Sacramentum 14 stycznia 2025 roku (poznański klub Minoga, melodyjny black metal)

Nie jestem jakimś ogromnym fanem ani melodeath metalu, ani melodyjnego black metalu, ale skoro wygrałem wejściówkę to trzeba było się przejść. Oczywiście najbardziej podobał mi się koncert szwedzkich weteranów z Sacramentum. Wystąpiły Nephylim (Holandia), Thulcandra (Niemcy) i Sacramentum (Szwecja). Generalnie dominował melodyjny black/death metal w stylu Dissection, choć Sacramentum to dość znana i ceniona kapela, szczególnie za debiut "Far Away from the Sun" z 1996 roku. 

Odsłuch wymienionej płyty:

https://sacramentum.bandcamp.com/album/far-away-from-the-sun-2020-remaster

2. Stam1na, Beware the Dawn i Swallow the Sun 18 kwietnia 2025 roku (poznański klub 2Progi, melodyjny death metal, progresywny thrash i melodyjny doom death).

Tym razem fiński metal w klubie 2Progi. Wystąpiły Stam1na (fiński progresywny thrash metal, mocno energiczny), Beware the Dawn (melodeath z Finlandii, nie moja bajka, zbyt dużo lukru, z melodyjnego death metalu lubię tylko Insomnium i nieodżałowany Slumber), no i, rzecz jasna, Swallow the Sun. Do ostatniej płyty Finów "Shining" jeszcze się do końca nie przekonałem, gdyż jest zbyt melodyjna, radiowa i raczej pozbawiona doom metalowego ciężaru. Ale choć Finowie zagrali z niej bodaj 6 numerów, w tym mój ulubiony, będący hołdem dla Type O Negative "November Dust, pozostałe 6 to już klasyki Swallow the Sun i po prostu fajne piosenki np. "Cathedral Walls", "These Woods Breathe Evil", "New Moon", "Swallow: Horror Part 1","Don't Fall Asleep" czy "When Shadow Is Forced Into the Light". Czyli ostatecznie trochę melodic doom deathu było. Na pewno Finowie będą wartością dodaną do lineupu tegorocznego festiwalu dark independent Castle Party.

https://centurymedia.bandcamp.com/album/shining-24-bit-hd-audio

Serio brakuje koncertów doom death metalowych czy funeral doom metalowych w Polsce. A słuchacze są. 

3. Lamp of Murmuur i Spectral Wound 25 kwietnia 2025 roku (poznański klub 2Progi, black metal). 

Dwie dość młode formacje black metalowe. W odróżnieniu od warszawskiego gigu dzień wcześniej nie było sold outu, jednak publiczność raczej dopisała. Oba zespoły stanęły na wysokości zadania, choć Spectral Wound zagrał intensywnie i nieco krócej od Lamp of Murmuur. Wokalista Lamp w długiej wampirycznej pelerynie nieco kojarzył mi się z nieodżałowanym Rozzem Williamsem z Christian Death. Natomiast wokal Spectral Wound lubi napić się piwa z butelek w trakcie gigu (ale się nie zalewa w trupa tak jak Hoest z Taake). Tak czy siak, Kanadyjczycy na żywo brzmią niczym huragan agresji, punkowo, zadziornie, głośno. Koncert bez bisowania, zabrakło mi chociażby "Mausoleal Drift" na setliście. 

Lamp of Murmuur:

https://lampofmurmuur.bandcamp.com/album/submission-and-slavery

Spectral Wound:

https://spectralwound.bandcamp.com/album/songs-of-blood-and-mire

Koncerty oczywiście zrelacjonowane totalnie skrótowo, ale nie mam akurat dzisiaj czasu, by dłużej przysiąść nad recenzjami. 

środa, 16 października 2024

Thantifaxath, Five the Hierpohant i Inter Arma w Minodze 16 października 2024 roku (fotorelacja)

                                                                    






Od razu zaznaczę, że relacje koncertowe będą się pojawiać na tym blogu rzadziej i skupię się na nim głównie na brzmieniach metalowych (koncerty zahaczające o dark independent/goth będą pojawiały się na Darkultura, portalu i zinie, który współtworzę z przyjaciółkami od września 2024 roku). Zachęcam, aby tam czasem zaglądać. Jak dobrze pójdzie, to w grudniu ukaże się pierwszy numer drukowanego zina Darkultura. 

https://darkultura.com/

Inna sprawa, że na klubowe koncerty metalowe chodzę obecnie rzadko.

Cóż, najbardziej z wczorajszego składu zależało mi na zobaczeniu Thantifaxath, gdyż chaotyczny i oparty na dysonansach black metal Kanadyjczyków wywarł na mnie spore wrażenie w trakcie odsłuchu "Sacred White Noise" (2014) i "Hive Mind Narcosis" (2023). Generalnie anonimowi muzycy z Kanady tworzą black metal zwyrodniały, dezorientujący i wzbudzający niepokój, na myśl nasuwający takie zespoły jak Akhlys, The Axis of Perdition, Blut Aus Nord, Deathspell Omega czy Darkspace. Odziani w mnisie habity i kaptury Thantifaxath wypadli na żywo bardzo intensywnie i mrocznie. Mnóstwo technicznej precyzji, intrygujących zmian temp, namacalna atmosfera abstrakcji i obłędu. To był doprawdy niezwykły koncert i pierwszy ich występ w Polsce. 

Set-listy nie pamiętam, ale kojarzę, że zagrali "Solar Witch" czy "Surgical Utopian Love".

Odsłuch: https://darkdescentrecords.bandcamp.com/album/void-masquerading-as-matter

https://darkdescentrecords.bandcamp.com/album/hive-mind-narcosis

Five the Hierophant też mnie zaintrygował. To był najlżejszy koncert wczorajszego wieczoru, acz mocno transowy i kontemplacyjny. Psychodeliczny, relaksacyjny i w dużej mierze instrumentalny doom jazz inspirowany dark jazzem Bohren und der Club of Gore czy The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble. Miało się wrażenie hipnotycznego odpływania w trakcie koncertu brytyjsko-polskiego zespołu. Bogactwo instrumentarium, zapach kadzideł i bujający doom metalowy ciężar dopełniały całości tego muzycznego rytuału. Co ciekawe, w Five the Hierophant gra Geyron, gitarzysta i wokalista Witchmaster i eks-muzyk Profanum. 

Odsłuch: https://five-the-hierophant.bandcamp.com/album/through-aureate-void

Nie będę się przechwalał, że znam dyskografię Inter Arma, bo zespołu z USA słuchałem wybiórczo na kilka dni przed koncertem. Na pewno to dość eklektyczna i eksperymentalna mieszanina death metalowego miażdżenia a la Morbid Angel, sludge doom metalu, black metalu i post-metalu. Koncertowo było bardzo intensywnie, hałaśliwie, z bodaj dwoma spokojniejszymi instrumentalnymi przerywnikami. Zrobił na mnie wrażenie wokalista Mike Paparo, który nie wahał się wyjść do widowni i growlować w niewielkim tłumie. Na pewno muzyka Inter Arma jest psychodeliczna, nieszablonowa, chwilami okrutnie ciężka, kipiąca od różnorodnych pomysłów. Zresztą już po koncercie miałem wrażenie, że Amerykanie doskonale się na nim bawili. 

Odsłuch ostatniego albumu Inter Arma: https://interarma.bandcamp.com/album/new-heaven

Tyle na dzisiaj. Zdjęcia jak zwykle wyszły kiepsko.

niedziela, 8 września 2024

Confess, Monument of Misanthropy, Malevolent Creation i Belphegor w 2Progi, 07.09.2024 (fotorelacja)

                                                               







W zasadzie jakoś szczególnie nie planowałem wybrać się na niniejszy koncert, ale wygrałem na niego bilet, zatem wskazane było pojawić się 7 września 2024 roku w poznańskim 2Progi, w którym obecnie (obok Minogi) odbywają się najciekawsze koncerty metalowe i alternatywne w Poznaniu. Nie zanosi się póki co na odrodzenie poznańskiego klubu u Bazyla. 5 września Malevolent Creation i Belphegor wystąpiły w warszawskim klubie Proxima mimo skąpych frekwencyjnie protestów ze strony Krucjaty Młodych, które nic nie dały i jakichś dziwnych petycji. No bo wiadomo, że zespoły pokroju Belphegor czy Malevolent Creation deprawują młodzież, gdyż 'ich muzyka jest przesiąknięta satanizmem, złem i ohydą'. Śmieszne jest to, że takie protesty odbywają się przed wydarzeniami zamkniętymi, biletowanymi, na które przychodzą osoby chętne do posłuchania metalu na żywo. Metalu, który bywa prowokacyjny, bluźnierczy, okultystyczny, sataniczny, dekadencki, nihilistyczny. Jednak sekciarskie i służalcze monoteizmy, w tym, rzecz jasna, chrześcijaństwo także potrafią być zdeprawowane, pełne fałszu i hipokryzji, przesycone złem i ukrywaną perwersją. Na szczęście w Poznaniu cyrku z protestem grupki katolickich radykałów zabrakło i można było bez przeszkód posłuchać czterech zagranicznych zespołów. 

Na początek Confess, czyli groove/thrash metal z Iranu/Norwegii. Pierwotnie zespół powstał w 2010 roku w Teheranie, ale dwaj muzycy Confess zostali tam aresztowani w 2015 roku. Zarzucono im bluźnierstwo ('treści antyreligijne, sataniczne, antyrządowe i wywiady z zakazanymi zagranicznymi rozgłośniami radiowymi'), groziła im egzekucja, ostatecznie muzycy zostali w 2019 roku skazani łącznie na 14.5 lat więzienia i chłostę. Czego oczekiwać od Iranu, kraju islamskiego zamordyzmu, w którym muzyka, metal, koncerty są zakazane, a kobiety są od lat traktowane jako podludzie? W każdym razie muzycy Confess (wokalista i basista) uciekli przez Turcję do Norwegii, gdzie uzyskali azyl, dokoptowali norweskich muzyków i dalej tworzą. Z tego też względu odebrałem groove/nu/thrash metal Confess bardzo pozytywnie, gdyż spodobała mi się determinacja i wywrotowość Irańczyków. Mam znajomą Irankę, która wciąż mieszka w Iranie i marzy o tym, aby się stamtąd wynieść. Reżimy autokratyczne i religijne tłamszą wolność jednostki, także w sferze upodobań muzycznych. Iran jest niestety tego smutnym dowodem. Koncertowo Confess mnie kupili, był ciężar, bujający groove, dobry growlujący wokal Nikana Khosravi i kilka okazji do headbangingu. Polecam odsłuch. 

https://confessband.bandcamp.com/album/revenge-at-all-costs

Austriaków z Monument of Misanthropy widziałem w 2019 roku w Bazylu, gdy supportowali Ragnarok i Immolation. Wiedeńczycy grają brutalny death metal bardziej w estetyce Dying Fetus, aborted i Devourment niż Morbid Angel czy Cannibal Corpse. Sporo w death metalu Monument of Misanthropy jest chwytliwości i groove'a. W warstwie lirycznej przewija się tematyka seryjnych morderców. Dość powiedzieć, że w 2021 roku Monument of Misanthrophy wydali album "Unterweger" dotyczący seryjnego mordercy dziesięciu kobiet Jacka Unterwegera wywodzącego się z austriackich elit. Tak czy owak, momentami brutalny death metal MoM wydawał mi się ciut monotonny, ale jeśli i tak bawiłem się na koncercie Austriaków całkiem nieźle. Ich numery takie jak 'Exceptionally Sadistic" są krótkie i kompaktowe. Poniżej odsłuch:

https://monumentofmisanthropy.bandcamp.com/album/anger-mismanagement

Cóż, przyznaję się bez bicia, że nigdy nie widziałem Malevolent Creation na żywo, jakoś nigdy nie było ku temu okazji, a gdy zaczynałem słuchać metalu w drugiej połowie lat 90tych to była to dla mnie bardzo ważna kapela. Do tej pory posiadam kilka płyt Malevolent Creation na CD np. "Warkult", "Stillborn", "In Cold Blood", "The Fine Art of Murder" czy "The Will to Kill", choć dość dawno do nich nie wracałem. Muszę niebawem zrobić sobie dzień z death metalem Malevolent Creation i trochę uzupełnić ich dyskografię, bo do tego zespołu mam duży sentyment. Z najstarszego składu Malevolent Creation pozostał tylko gitarzysta Phil Fasciana, a na wokalu od 2022 roku growluje Deron Miller. Pamiętam też jak przygnębiła mnie w lipcu 2018 roku wiadomość o śmierci wokalisty MC Bretta Hoffmana na raka prostaty. Koncertowo Amerykanie wymietli. Doskonale zagrany, precyzyjny, gniotący death metal zmuszający do częstego moshingu i headbangingu. Świetny kontakt z publicznością (muzycy np. pytali co to znaczy po polsku skandowane 'napierdalać') i mocarne brzmienie na żywo. Nie jestem pewien setlisty, ale wyłapałem np. "Alliance or War", "Dominated Resurgency", "Coronation of Our Domain", "Monster", "Homicial Rant", "Multiple Stab Wounds", "Infernal Desire", "Living in Fear", "Kill Zone", "Blood Borthers" i chyba "Eve of the Apocalypse".

Odsłuch: https://centurymedia.bandcamp.com/album/the-13th-beast-bonus-tracks-edition

I w ramach ciekawostki demo szwajcarskiego Silent Death z 1995 roku z Brettem Hoffmanem (ex-Malevolent Creation) na wokalu:

https://www.youtube.com/watch?v=plDuyuIUbkc

No i dochodzimy do sedna sprawy, czyli koncertu Austriaków z Belphegor. Odnoszę wrażenie, że trochę publiczności przyszło wyłącznie na koncert Belphegor (liczne noszone koszulki, sporo osób na merchu). Belphegor wywołuje ambiwalentne odczucia także w środowisku metalowym. Niektórzy nie trawią choćby ich albumów nagrywanych dla Nuclear Blast. Ja też mam wrażenie, że obecnie muzyka Austriaków przypomina black death Behemoth z domieszką Morbid Angel. Mnie osobiście to nie przeszkadza, ale też nie jestem jakimś wybitnym fanem Austriaków. Natomiast ten zespół budzi kontrowersje ze względu na wyrazistą sataniczno-blasfemiczną otoczkę. Jednakże prowokacja, dekadencja i nihilizm były obecne w death i black metalu od zawsze i jakieś marginalne protesty środowisk kościelnych tego nie zmienią. A polska młodzież się laicyzuje, o czym świadczy obecność wielu młodych metalowców na Belphegor (pozdrawiam dwóch młodych chłopaków stojących obok mnie na Belphegor oraz piękną dziewczynę z niebieskimi włosami - świetne tatuaże!) Sam koncert Belphegor przypominał bluźnierczą ceremonię (kadzidła, zwierzęce czaszki, dwie maczety, odwrócony krzyż na piersi postawnego wokalisty Belphegor, Helmutha). Wczorajszego wieczoru najlepszy koncert dali według mnie Amerykanie z Malevolent Creation, jednak Belphegor też mnie zaintrygował (trupi wygląd muzyków, sporo mrocznego miażdzenia w umiarkowanych tempach). Frekwencja dopisała, jak widać sporo metalowców nie pojechało na Summer Dying Loud 2024. A totalnie posępny Helmuth uśmiechnął się parę razy w trakcie koncertu Belphegor i łyknął solidną porcję whisky z butelki. 

Odsłuch: https://belphegor-austria.bandcamp.com/album/the-devils

I dla porównania starszy materiał od Belphegor:

https://belphegor-austria.bandcamp.com/album/blutsabbath-remastered-2021

https://belphegor-austria.bandcamp.com/music

Starsza fotorelacja z koncertu Belphegor w 2018 roku:

https://dtbbth.blogspot.com/2018/07/de-profundis-melechesh-i-belphegor-w.html

Następny koncert w planach: IAMX w Tamie 9 września br. Trzeba odpocząć od ciężkich brzmień i zagłębić się trochę w brzmienia gotyckie/elektroniczne. 

Zdjęcia wrzuciłem trochę nie po kolei, ale chrzanić to. Blogspot powoli robi się dość problematyczny, jeśli chodzi o wrzucanie zdjęć. 

poniedziałek, 22 kwietnia 2024

Jonathan Hulten i Myrkur w 2Progi 19 kwietnia 2024 r. (fotorelacja)

                                                                   





W zasadzie opisywany tutaj koncert spisałem na straty, gdyż nie zdążyłem zakupić w porę biletu i okazało się, że został wyprzedany. Na szczęście na dzień przed nim dwie przyjaciółki poinformowały mnie, że organizatorzy dorzucili dodatkową pulę biletów na Jonathana i Myrkur, zatem dalej poszło jak z płatka. Notabene Amalie Bruun (czyli Myrkur, po islandzku 'ciemność') miała wystąpić swego czasu na festiwalu Castle Party, ale odwołała swój koncert z powodu ciąży.

Tak czy owak, znowu pojawiam się w 2Progi, obecnie najczęściej odwiedzanym przeze mnie koncertowo klubie w Poznaniu (kiedyś był to Bazyl). Na drugim miejscu jest Minoga, na trzecim Tama - w obu tych klubach czasem odbywają się interesujące mnie koncerty metalowe czy gotyckie/dark independent. Wróćmy jednak do piątkowego wieczoru. 

Wpierw miałem okazję zobaczyć na żywo Jonathana Hultena, eks-gitarzystę szwedzkich gotyckich progressive death metalowców Tribulation, zespołu, który bardzo lubię. Hulten nagrał z Tribulation aż 5 albumów studyjnych, w tym "The Horror" (2009), mój ulubiony "The Formulas of Death" (2013), "The Children of the Night" (2015), "Down Below" (2018) i "Where the Gloom Becomes the Sound" (2021). Jego solowa twórczość to spokojny, melancholijny i zaśpiewany a cappella dark folk, który jest mocno osadzony w pogańskim uwielbieniu do natury. Zresztą w trakcie występu Jonathana scena przypominała gęsty i tajemniczy ogród, w którym wszystko może się zdarzyć. Naprawdę słowa uznania trzeba skierować do osób odpowiedzialnych za dekorację piątkowego koncertu. Hulten dysponuje wysublimowanym i wielowymiarowym wokalem, który potrafi poruszyć słuchacza. W dodatku przykuwają uwagę jego ekscentryczny image sceniczny oraz teatralne ruchy. 

Odsłuch: https://kscopemusic.bandcamp.com/album/the-forest-sessions

Uroczo mroczny klip do "Where Devils Weep":

https://www.youtube.com/watch?v=MlRHxllnEnA

I mój ulubiony album Tribulation, czyli metalowa przeszłość Jonathana:

https://invictusproductions666.bandcamp.com/album/the-formulas-of-death

Set-lista Jonathana: "A Dance in the Road", "The Call to Adventure", "Holy Woods", "... and the Pillars Tremble", "The Roses", "Where Devils Weep", "Leaving".

Kiedyś raczej ignorowałem folk black metalową twórczość Myrkur, czyli popowej wokalistki Amalie Bruun. I w zasadzie nadal przemawia ona do mnie połowicznie, choć za Myrkur stoi tak uznana wytwórnia metalowa z USA jak Relapse. Niemniej wychodzę z założenia, że kobiety mają prawo realizować się w każdej muzyce, którą lubią, w tym także w zdominowanym przez płeć męską black metalu. Inna sprawa, że atmosferyczny black metal w stylu wczesnego Ulver jest w muzyce Myrkur jedynie dodatkiem (riffowanie tremolo, rzadkie black metalowe krzyki Amalie), rdzeń wciąż stanowi skandynawski pagan folk, a ostatnia dynamiczna płyta "Spine" Amalie (2023) jest momentami wręcz popowa. Tak czy owak, mogę dość rzadko słuchać Myrkur, ale jestem ogromnie zadowolony z jej koncertu. Piękne eteryczne wokale Amalie (zabrakło mi trochę jej black metalowych wrzasków), kilka gitarowych fragmentów black metalowych, doskonała prezencja sceniczna Amalie oraz basistki/drugiej wokalistki Maji Shining i sporo delikatnej melancholii... czyli pierwiastka, którego szukam w najczęściej mrocznej muzyce, którą starannie wybieram do słuchania. 

Dodatkowo ten koncert był towarzysko doskonały, gdyż spotkałem kilka moich koleżanek. Same życzliwe mi osoby, które cenię. Zabrałem na Jonathana i Myrkur także mojego przyjaciela z Meksyku, któremu piątkowy koncert przypadł do gustu. 

Set-lista Myrkur: "Balfaerd", "Like Humans", "Mothlike", "My Blood Is Gold", "Spine", "Valkyriernes sang", "Dybt i skoven", "The Serpent", "Crown", "Blazing Sky", "Devil in the Detail", zaśpiewany współnie z Jonathanem "House Carpenter", "Bonden og kragen", "Leaves of Yggdrasil" i na bis "Ulvinde" i "Death of Days". 

Odsłuch: https://myrkur.bandcamp.com/album/spine

Świetny teledysk do "Ulvinde":

https://www.youtube.com/watch?v=M9cNZQIzShc

Plus znakomite zdjęcia Joanny Dark z tego koncertu (na jednym z nich się pojawiam):

https://www.facebook.com/joanna.dArk.art/posts/pfbid02zAJjZoCqvSsbc15b11KrEqwaGsBjn9YpUjvivo8zJMChYNokn7LfAxPazxmGDVMel?notif_id=1713723119144767&notif_t=tagged_with_story&ref=notif

Podziękowania dla Iron Realm Productions za staranną organizację tego koncertu. Sprowadźcie proszę Finów z Shape of Despair (funeral doom) do Polski.

środa, 6 grudnia 2023

Enisum i Ereb Altor w Minodze 5 grudnia 2023 r. (fotorelacja)

                                                                 




Może ten koncert nie był moim żelaznym priorytetem w 2023 roku, ale stwierdziłem, że wybiorę się na niego dla Ereb Altor, gdyż bardzo lubię viking black/epic doom Szwedów (przydałby się też w Polsce koncert epicko doom metalowego Isole, gdyż Ereb Altor to w zasadzie trójka muzyków Isole). Oczywiście powszechnie wiadomo, że muzyka Ereb Altor jest totalnie inspirowana Bathory, ale z drugiej strony co z tego? Bathory już od dawna nie istnieje, gdyż Quorthon zmarł w 2004 roku. Bogata spuścizna black/epic viking metalu Bathory wciąż żyje wśród skandynawskich (i nie tylko) metalowców inspirując zespoły pokroju Ereb Altor. 

Jako support wystąpili bliżej mi nieznani post black metalowcy z Enisum (Włochy). Muzyka jakoś mnie nie zachwyciła, choć słuchałem Włochów z uwagą. Na pewno dało się wyczuć tutaj wpływy kapel pokroju Agalloch czy Wolves in the Throne Room (US Cascadian black metal), czyli w przypadku Enisum mamy do czynienia z melodyjnym, acz odrobinę jednostajnym post-black metalem z melancholijnymi akustycznymi/ambientowymi pasażami. Występuje tutaj kontrast między melancholią a optymizmem, delikatnym spokojem a black metalową agresją. Przyzwoity i całkiem bombastyczny post-black metal, ale nie pochłonął mnie emocjonalnie tak jak powinien. Odsłuch ostatniego albumu poniżej:

https://avantgardemusic.bandcamp.com/album/forgotten-mountains

Set-lista: "The Place You Died", "Forgotten Mountains", "Night Forest", "Woods of Sorrow", "Nothing", "The Wind Shells", "Arpitanian Lands", "Pure Sadness". 

Natomiast na porywającym gigu Ereb Altor bawiłem się doskonale. Wychwyciłem chociażby takie piosenki jak "Fenris", "Queen of All Seas", "Midsommarblot" czy "I Have the Sky". Generalnie viking black/epic doom metalu Ereb Altor słucha się z ogromną przyjemnością. To metal utrzymany raczej umiarkowanych tempach, bardzo podniosły, majestatyczny, natchniony, czasem gwałtowny, złowieszczy i agresywny, czasami przechodzący w miażdżący doom. Czuć też, że muzycy Ereb Altor czerpią ogromną radość z grania na żywo. No i Szwedzi znają polskie słówko: "kurwa". Szkoda tylko, że publiczność wczoraj nie dopisała, było koło 40-50 osób. Natomiast cieszy obecność wielu kobiet, które słuchają dłużej lub krócej cięższych brzmień. 

Odsłuch: https://erebaltor.bandcamp.com/album/vargtimman

piątek, 17 listopada 2023

Kvaen, In Mourning i Insomnium w 2Progi 12 października 2023 r. (fotorelacja)

                                                     








Tym razem ograniczę się do niezbędnego minimum opisu, gdyż i tak niniejszą relację wrzucam z opóźnieniem. Nie jestem jakimś wielkim fanem melodyjnego death metalu, ale zarówno Insomnium, jak i In Mourning zespoły, którym nieobca jest melancholijna atmosfera. Zatem na koncert postanowiłem się mimo wszystko wybrać. I nie żałuję! Jako pierwszy wystąpił szwedzki Kvaen - melodyjny, acz agresywny black metal z elementami speed i viking/pagan metalu. W składzie są m.in. obecni i byli muzycy Necrophobic, Nifelheim i Destroyer 666. W porównaniu do in Mourning i Insomnium był to zdecydowanie najagresywniejszy występ tamtego wieczoru, choć nadal nie pozbawiony szwedzkiej melodyjności.

In Mourning cenię szczególnie za ich debiut "Shrouded Divine" z 2008 roku. Szwedzi zaczynali jako gotycki doom death band, by potem pójść w kierunku melodyjnego death metalu ze sporą dawką progresywności i melancholii. Także ich koncert uważam za udany. Można nawet wysnuć tezę, że muzyka In Mourning przypomina nieco Opeth z czasów growlu Mikaela Akerfelda. Fantastyczne akustyczne interludia z czystym śpiewem, doskonale wyeksponowany bas. No i na żywo rewelacyjna forma. 

Set-lista: "Thornwalker", "The Broken Orbit", "The Smoke", "Sovergein Colossus", "Amnesia", "Black Storm". 

Pamiętam, że w 2022 roku miałem się wybrać do Wrocławia na gig My Dying Bride w ramach Ultima Ratio Fest. Jednak zrezygnowałem, gdyż właśnie wtedy MDB nie zagrali, a w zamian wystąpili Finowie z Insomnium. Tak czy owak, nie przeszkodziło mi to, by zobaczyć Insomnium po raz pierwszy na żywo właśnie w 2Progi. Finowie tworzą muzykę melodyjną, zmienną, przesyconą melancholią, osadzoną w fińskim folklorze. To na pewno jeden z najciekawszych obecnie zespołów melo-death metalowych, ze ślicznymi akustycznymi wstawkami i bez lukru. Na żywo nieustająca energia i radość grania. 

Setlista Insomnium: "1696", "Ephemeral", "White Christ", "Pale Morning Star", "Only One Who Waits", "Change of Heart", "And Bells They Toll", "Lilian", "The Rapids", "The Gale", "Mortal Share", "Song of the Dusk".

piątek, 10 listopada 2023

Krolok, Laster i Sigh w 2Progi w dniu 10 listopada 2023 r. (fotorelacja)

                                                      





Nie mogłem odpuścić tego koncertu, gdyż bardzo lubię japoński Sigh i uważam, że to jeden z najoryginalniejszych zespołów black metalowych jakie powstały. I zarazem istniejący od 1990 roku protoplasta azjatyckiego black metalu, który zwrócił na siebie uwagę (dzięki albumowi "Scorn Defeat" z 1993 roku) Euronymousa z Mayhem. Ja tak naprawdę zacząłem poznawać awangardowy black metal Sigh dopiero od rewelacyjnej płyty "Imaginary Sonicscapes" z 2001 roku, którą lata temu kupiłem na CD. Dopiero w późniejszym czasie poznałem wcześniejsze albumy i EP-ki Sigh jeszcze z lat 90-tych np. "Infidel Art" czy "Hail Horror Hail". 

Sigh supportowały Krolok (black metal, Słowacja) oraz Laster (Holandia, eksperymentalny black metal). Krolok zagrali jedynie 6 kawałków, ich black metal był najbardziej tradycyjny, ale odznaczał się dość specyficznym wampiryczno-transylwańskim klimatem. Nic zatem dziwnego, że wokalista Krolok występował w długim wampirycznym płaszczu a la hrabia Drakula. Black metal Słowaków nie stroni od klawiszowych pasaży i ciekawych aranżacji. 

Set-lista Krolok: "Flying Above Ancient Ruins", "At the End of the New Age", "Hunger of Her Eyes", "Unveled Subterranean Treasures", "Towards the Duskportals", "Your Soul Is Mine!"

Odsłuch: https://krolok.bandcamp.com/album/funeral-winds-crimson-sky

Z kolei trio Laster wystąpiło w dość upiornych i abstrakcyjnych humanoidalnych maskach. Oczywiście w black metalu i muzyce pochodnej nie jest to żadna nowość (Morowe, Mgła, Terra Tenebrosa, Imperial Triumphant, itd.) Jednak muszę przyznać, że eksperymentalny post-black metal Holendrów jest dziwny, niepokojący, jakby nie z tego świata, raczej depresyjny i hipnotyczny. Czyste i posępne wokale przeplatały się z ostrym i przeszywającym black metalowym wrzaskiem. Nic dziwnego, że zainteresowała się tym triem niemiecka Prophecy Productions. Wielowymiarowa, odrealniona i intrygująca muzyka, nie łatwa do zaszufladkowania. 

https://laster.bandcamp.com/album/andermans-mijne 

Koncert Sigh ogromnie przypadł mi do gustu, choć w składzie zabrakło Dr Mikakannibal. Nie da się ukryć, że Japończycy od wielu lat tworzą ekstremalnie awangardowy black metal z wpływami heavy, power i doom metalu, psychodelicznego rocka, ethno folka, funka, jazzu i cholera wie czego jeszcze. O ile Furia jest zespołem na wskroś rodzimym, polskim, o tyle Sigh jest na wskroś japoński. W dodatku samurajsko-etniczny image muzyków był absolutnie niesamowity! Uwagę na siebie zwracał szczególnie przebrany za samuraja i ociekający krwią gitarzysta Nozomu, z którym po zakończeniu koncertu zrobiłem sobie pamiątkową fotkę. Publiczność przyjęła Japończyków bardzo gorąco, z głośnymi owacjami i wcale się temu nie dziwię. Set-lista Sigh: "Kuroi Kage/ Touji No Asa", "The Transfiguration Fear", "Hail Horror Hail", "Shikigami", "Shingontachikawa", "Mayonaka No Kaii", "Satsui - Genshi no Ato", "Gundali", "A Victory of Daikini", "Ready for the Final War", "Corpsecry - Angelfall", "The Soul Grave" oraz zagrany na bis cover Venom "Black Metal".  

Odsłuch: https://peaceville.bandcamp.com/album/shiki