czwartek, 14 sierpnia 2014
Transatlantyk 2014: "20 000 dni na Ziemi", "Bateria" i "Połów bez sieci"
Z racji tego, iż uczestniczę w tegorocznej edycji festiwalu filmowego Transatlantyk 2014 (w poprzednich dwóch edycjach też brałem udział) krótkie recenzje obejrzanych filmów.
"20 000 Days on Earth" (2014, "20 000 dni na Ziemi") - Intymny i niezwykle interesujący film dokumentalny będący udaną próbą wiwisekcji procesu twórczego Nicka Cave'a, lidera The Bad Seeds i cenionego na całym świecie piosenkarza i pisarza. Wspaniale zmontowana czołówka będąca zapisem życia Nicka Cave'a począwszy od dnia życia numer jeden do dnia numer dwadzieścia tysięcy. Będąc szczerym na muzyce Cave'a znam się słabo (uwielbiam chociażby jego soundtrackowe dokonania z Warrenem Ellisem), ale po projekcji "20 000 dni na Ziemi" to się chyba zmieni. Film powstał w trakcie nagrywania "Higgs Boson Blues" z piętnastego albumu studyjnego Nick Cave and the Bad Seeds "Push the Sky Away" (2013). Nick Cave zazdrośnie strzeże swojej prywatności, lecz tutaj opowiada o wspomnieniach swojego życia w rozmowie z psychoanalitykiem. Wspomina np. o pierwszym doświadczeniu seksualnym w wieku piętnastu lat (z dziewczyną "kabuki", która przebrała go w damskie fatałaszki), a także o lekturze pierwszego rozdziału "Lolity" Nabokova wraz z ojcem. Ciekawe są także dyskusje Nicka Cave'a z Kylie Minogue i eks-muzykiem The Bad Seeds i założycielem Einstürzende Neubauten Blixa Bargeldem w jadącym nadmorskimi ulicami Brighton samochodzie. Cave przyjeżdża na lunch do Warrena Ellisa, odwiedza Archiwum Nicka Cave'a mieszczące się w Melbourne, ale na potrzeby filmu przetransportowane do Brighton (w trakcie gigu Birthday Party w Niemczech jeden z fanów wysikał się na basistę Traceya Pew, po czym Tracey zrzucił go ze sceny). Na dokładkę Nick Cave i jego 12-letni bliźniacy Arthur i Earl zajadający kanapki przed telewizorem i oglądający "Człowieka z blizną" z Alem Pacino. Po prostu piękne.
"The Battery" (2012, "Bateria") - "Baterię", niezależny zombie horror będący skrzyżowaniem z kinem drogi Jeremy Gardner (filmowy Ben) zrealizował w ciągu dwóch tygodni za sumę 6000 dolarów. Reżyser filmu wciela się w postać jednego z protagonistów, Bena. Wspólnie z przyjacielem imieniem Mickey dwaj młodzi baseballiści wędrują przez post-apokaliptyczną Nową Anglię i pomimo odmienności charakterów próbują ze sobą współpracować przy eksterminacji żywych trupów. Miotacz i łapacz. W "The Battery" tak naprawdę zombies pojawiają się bardzo rzadko, stanowią jedynie delikatne tło akcji, której motywem przewodnim staje się wzajemna relacja pomiędzy Benem a Mickeyem. Nie dowiemy się dlaczego doszło do wybuchu epidemii zombifikacji, gdzie się ona rozpoczęła i jaki był jej przebieg. Ben i Mickey trzymają się z dala od miejskich molochów, wędrują niczym Thoreau ścieżkami przyrody, pośród jezior i lasów. Ben myśli racjonalnie, łowi i zbiera, nie stroni od zabijania, natomiast Mickey cierpi za utraconą miłością, a co za tym idzie jest bierny, apatyczny, smutny. Ucieka od rzeczywistości w świat muzyki prawie non-stop słuchanej z discmana. Nie do końca przekonał mnie "The Battery", a to głównie za sprawą nadmiernie rozwleczonych sekwencji np. mycia zębów czy dłużącego się finału w samochodzie stojącymi pomiędzy hordami zombies. W filmie praktycznie nie ma efektów gore, zombies pojawiają się sporadycznie, niemniej muszę przyznać, że scena, w której zamknięty w aucie Mickey na widok ukrytego pod podkoszulkiem biustu żeńskiego żywego trupa spuszcza spodenki i zaczyna się masturbować sprawiła, że buchnąłem gromkim śmiechem. Takiego rozwiązania w niezależnej produkcji o zombies się nie spodziewałem.
"Fishing Without Nets" (2014, "Połów bez sieci") - "Fishing Without Nets" w reżyserii Cuttera Hodierne to thriller, który pozwala spojrzeć na poczynania somalijskich piratów trudniących się porywaniem statków i ich załóg z perspektywy ubogich Somalijczyków. Abdi jest rybakiem w nędznej somalijskiej wiosce. Chłopak ma na utrzymaniu żonę i małego synka. Chcąc zapewnić najbliższym choćby okruchy nadziei na lepszy byt podejmuje decyzję o przeszmuglowaniu żony i dziecka do Jemenu. Kiedy żegna się z nimi ma świadomość, że bez pieniędzy może ich już nigdy nie zobaczyć. Abdi decyduje się więc przystąpić do somalijskich piratów i tym samym zarobić duże pieniądze. W końcu nie jest się mężczyzną gdy się nie umie zadbać o żonę i dziecko. Grupa Abdiego wypływa w morze i opanowuje francuski ropowiec płynący jednak bez cennego ładunku. W takiej mało komfortowej dla piratów sytuacji należy porwać (koniecznie) białych mężczyzn i liczyć na sowity okup. Ale nie wszystko pójdzie zgodnie z planem, gdyż niektórzy z piratów chcą pieniędzy od razu, inni pragną poczekać i wynegocjować lepsze warunki. W końcu za coś trzeba żyć... i żuć khat. Doskonale zagrany i emocjonujący thriller o niejednoznacznym zakończeniu pozwalającym na grę domysłów. Momentami dość brutalny, acz większość scen przemocy ma miejsce poza kadrem.
środa, 13 sierpnia 2014
Operacja Teapot, manekiny i Survival Town
Nevada, upstrzona kraterami po detonacjach nuklearnych pustynia Yucca Flats, rok 1955. Wówczas miało tam miejsce 14 próbnych eksplozji nuklearnych w ramach Operacji Teapot (Naczynie Herbaty). Powstała makieta miasta nazwana Survival Town (albo inaczej Doom Town). Budynki i struktury Survival Town wypełniono rodzinami manekinów w celu przebadania efektów detonacji nuklearnych w środowisku zurbanizowanym. Survival Town posiadało wszystko co potrzeba: domy, budynki, linie elektryczne, schrony przed nuklearnym opadem, stację radiową, ekwipunek komunikacyjny, a także manekiny bawiące się z potomstwem czy zjadające posiłek. Eksplozja ładunku atomowego o sile 31 kiloton z 5 maja 1955 roku (Apple-2, Jabłko-2) miała miejsce przy solidnych wiatrach. Niektóre budynki Survival Town stoją po dziś dzień (Area 1, Nevada Test Site), ale nie wolno ich fotografować ani kamerować. Czarno-białe zdjęcia manekinów fotografa Loomisa Deana są przerażające i zarazem odrealnione w swoim pięknie, słynna fotografia fali uderzeniowej niszczącej budynek pochodzi z próby nuklearnej "Annie" z 17 marca 1953 roku (siła 16 kiloton, Operacja Upshot-Knothole). Stan Nevada szczyci się także osławioną Strefą 51, ale o tym może kiedy indziej.
wtorek, 12 sierpnia 2014
Urbexing: Instytut Genetyki Roślin
W związku z samobójczą śmiercią Robina Williamsa (już wiadomo, iż powiesił się na pasku) zacytuję cytat ze "Stowarzyszenia umarłych poetów" (1989) i z Henry'ego Davida Thoreau - "Poszedłem do lasu, wybrałem bowiem życie z umiarem... Chcę żyć pełnią życia. Chcę wyssać wszystkie soki życia! By zgromić wszystko to, co życiem nie jest, i by nie odkryć tuż przed śmiercią, że nie umiałem żyć". Samobójstwo wybitnego aktora komediowego Robina Williamsa pokazuje, iż depresja nie zna statusu społecznego/ ekonomicznego. Kiepsko się coś ten sierpień zaczyna - 6 sierpnia umiera Marilyn Burns, pamiętna Sally Hardesty z "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną" (1974) Tobe Hoopera, a teraz Robin Williams.
Wracam do urbexingu. Poznański Instytut Genetyki Roślin. Dość ciekawa (i jeszcze zbytnio nie zdewastowana przez grafficiarzy) miejscówka do której najlepiej wejść od strony Ogrodu Botanicznego. Gdzieniegdzie znajdują się doniczki, w jednym z pomieszczeń niszczeje monitor komputerowy stojący na biurku. Poza tym sporo mebli i zastawiony po bokach beczkami korytarz. Garść fotek. Nie mam pojęcia kiedy i dlaczego obiekt ów został opuszczony.
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Borwin Bandelow "Bestia: Dlaczego zło nas fascynuje?" - recenzja
>Książka niemieckiego psychologa i psychiatry Borwina Bandelowa "Bestia: Dlaczego zło nas fascynuje?" rzuciła mi się w oczy już dawno temu, gdy szperałem w Empiku po półkach z literaturą popularnonaukową. Od lat interesuję się kryminalistyką, kryminologią i psychologią śledczą, tudzież zjawiskiem seryjnych & masowych morderstw, a tytuł nęcił. Oferta wydawnicza PWN przyciąga naukową rzetelnością, więc książkę postanowiłem czym prędzej zakupić, by zasiliła moją bibliotekę z literaturą kryminologiczną. Przyjrzyjmy się bliżej jej merytorycznej zawartości.
Pierwszy i najbardziej obszerny rozdział książki dotyczy seryjnych morderców. Bandelow przytacza tutaj szerzej kilka przykładów m.in. Johanna "Jacka" Unterwegera (austriacki morderca prostytutek, udowodniono mu 9 morderstw, zabił prawdopodobnie 11 kobiet, powiesił się w celi), Thomasa Holsta (zamordował 4 kobiety) oraz osławionego "Kanibala z Milwakuee" Jeffreya Dahmera (17 morderstw homoseksualistów, zabity przez współwięźnia w 1994 roku). Omawia też osobowości z zaburzeniami psychiatrycznymi: narcystyczne, chwiejne emocjonalnie typu borderline, paranoiczne i dyssocjalne zwracając wszak uwagę, iż granice między nimi są płynne. Niemiecki psycholog zastanawia się także jak można uleczyć sadystycznych morderców seksualnych i czy w ogóle można. Jakie środki należy podjąć? Czy poskutkuje kastracja (operacyjne usunięcie jąder)? Kastracja chemiczna? A może umieszczenie w dalszej izolacji tak jak postąpiono z Mariuszem Trynkiewiczem? Jak potraktować proceduralne/sądowo, tudzież uzdrowić sprawcę z zaburzonym działaniem neurologicznych układów nagrody i kary? Sprawcę, który jest mistrzem manipulacji i stara się znaleźć wszelkie słabe strony wcześniej upatrzonej ofiary, aby łatwiej osiągnąć nad nią dominację i kontrolę.
Fascynujący jest rozdział poświęcony ofiarom tzw. syndromu sztokholmskiego (w skrócie ofiara współpracuje ze sprawcą, nie ucieka, gdy jest przetrzymywana, choć nierzadko ma ku temu sposobność, ba, zdarza się, że współczuje swojemu oprawcy). I tutaj przytoczonych zostaje parę przykładów: Natascha Kampusch i pedofil Wolfgang Priklopil. Przetrzymywana przez 14 lat przez Phillipa Garrido i jego żonę Nancy Jaycee Dugard, która powiła porywaczowi dwie córki. Shawn Hornbeck porwany przez pedofila Michaela J. Devlina i odnaleziony dopiero po czterech latach wraz z innym chłopcem w apartamencie Devlina. Porwana przez gwałciciela i seksualnego sadystę Camerona Hookera Colleen Stan (dziewczyna była przetrzymywana w latach 1977-84 w drewnianej skrzyni pod łóżkiem dzielonym przez Camerona i jego żonę Janice, torturowana i regularnie gwałcona). Więziona przez belgijskiego pedofila i seryjnego mordercę Marca Dutrouxa 12-letnia wówczas Sabine Dardenne. Przykłady można mnożyć. Bandelow nie unika trudnych pytań: dlaczego przetrzymywane ofiary nie próbują uciec od swoich porywaczy? Dlaczego wykształca się pomiędzy nimi prymitywna więź emocjonalna? Zbliżona sytuacja dotyczy tzw. serial killer groupies, kobiet zafascynowanych gwałcicielami, seryjnymi mordercami i brutalnymi kryminalistami, piszących do nich płomienne listy miłosne, składających zbrodniarzom oferty matrymonialne. Skąd w kobietach rodzi się aż tak intensywna fascynacja złem, które zdaje się niektóre zagubione jednostki przyciągać niczym płomień ćmy...
O tym jak w perfidny sposób manipulują ludźmi guru wszelakich sekt religijnych i quasi-religijnych można przeczytać w rozdziale trzecim. Oczywiście koronnym przykładem pokazanym w nim jest masowe samobójstwo/morderstwo członków sekty Świątynia Ludu kierowanej przez samozwańczego guru Jima Jonesa 18-19 listopada 1978 roku w Gujanie w trakcie tzw. "białej nocy". Pozostałe rozdziały książki dotyczą terrorystów (uwielbiający skórzane kurtki "człowiek czynu o chodzie tygrysa" Andreas Baader, Ulrike Meinhof i Frakcja Czerwonej Armii), otoczeni kultem jednostki dyktatorzy (prezydent Turkmenistanu Saparmyrat Nijazow, Adolf Hitler czy posiadający kolekcję 15 000 filmów, w tym cykle "Rambo" i "Piątek trzynastego" Kim Dzong Il), kierowane poczuciem władzy nad życiem pacjentów seryjne morderczynie (pielęgniarka Irene Becker odsiadująca od 2007 roku dożywocie za zamordowanie pięciu chorych), perfidne matki z zastępczym syndromem Münchausena dręczące własne dzieci, by wymusić opiekę lekarską czy wreszcie genialni oszuści-manipulatorzy (Victor Lustig, "człowiek, który sprzedał wieżę Eiffla dwa razy" czy bardziej współczesny przykład z Niemiec: podszywający się pod lekarza-orydnatora placówki psychiatrycznej listonosz Gert Uwe Postel).
Pozostańcie czujnymi obserwatorami i wolnomyślicielami - nie dajcie się zwieść innym. Przeczytajcie "Bestię". Na zdjęciach Natascha Kampusch ukryta pod niebieskim kocem tuż po uwolnieniu po trwającej 3096 dni piwnicznej gehennie (oraz jej porywacz Wolfgang Priklopil, który popełnił samobójstwo rzucając się pod pociąg tuż po ucieczce dziewczynki), Jeffrey Dahmer, pozłacany pomnik zmarłego w 2006 roku wodza narodu Turkmenistanu Saparmyrata Nijazowa oraz niemiecki młodociany seryjny morderca Jürgen Bartsch, który zabił czwórkę chłopców. Zmarł w trakcie dobrowolnej operacji chirurgicznej kastracji w 1976 roku. Swoją drogą zbieżność imienia i nazwiska z liderem niemieckiego dark metalowego Bethlehem przypadkowa.
Pierwszy i najbardziej obszerny rozdział książki dotyczy seryjnych morderców. Bandelow przytacza tutaj szerzej kilka przykładów m.in. Johanna "Jacka" Unterwegera (austriacki morderca prostytutek, udowodniono mu 9 morderstw, zabił prawdopodobnie 11 kobiet, powiesił się w celi), Thomasa Holsta (zamordował 4 kobiety) oraz osławionego "Kanibala z Milwakuee" Jeffreya Dahmera (17 morderstw homoseksualistów, zabity przez współwięźnia w 1994 roku). Omawia też osobowości z zaburzeniami psychiatrycznymi: narcystyczne, chwiejne emocjonalnie typu borderline, paranoiczne i dyssocjalne zwracając wszak uwagę, iż granice między nimi są płynne. Niemiecki psycholog zastanawia się także jak można uleczyć sadystycznych morderców seksualnych i czy w ogóle można. Jakie środki należy podjąć? Czy poskutkuje kastracja (operacyjne usunięcie jąder)? Kastracja chemiczna? A może umieszczenie w dalszej izolacji tak jak postąpiono z Mariuszem Trynkiewiczem? Jak potraktować proceduralne/sądowo, tudzież uzdrowić sprawcę z zaburzonym działaniem neurologicznych układów nagrody i kary? Sprawcę, który jest mistrzem manipulacji i stara się znaleźć wszelkie słabe strony wcześniej upatrzonej ofiary, aby łatwiej osiągnąć nad nią dominację i kontrolę.
Fascynujący jest rozdział poświęcony ofiarom tzw. syndromu sztokholmskiego (w skrócie ofiara współpracuje ze sprawcą, nie ucieka, gdy jest przetrzymywana, choć nierzadko ma ku temu sposobność, ba, zdarza się, że współczuje swojemu oprawcy). I tutaj przytoczonych zostaje parę przykładów: Natascha Kampusch i pedofil Wolfgang Priklopil. Przetrzymywana przez 14 lat przez Phillipa Garrido i jego żonę Nancy Jaycee Dugard, która powiła porywaczowi dwie córki. Shawn Hornbeck porwany przez pedofila Michaela J. Devlina i odnaleziony dopiero po czterech latach wraz z innym chłopcem w apartamencie Devlina. Porwana przez gwałciciela i seksualnego sadystę Camerona Hookera Colleen Stan (dziewczyna była przetrzymywana w latach 1977-84 w drewnianej skrzyni pod łóżkiem dzielonym przez Camerona i jego żonę Janice, torturowana i regularnie gwałcona). Więziona przez belgijskiego pedofila i seryjnego mordercę Marca Dutrouxa 12-letnia wówczas Sabine Dardenne. Przykłady można mnożyć. Bandelow nie unika trudnych pytań: dlaczego przetrzymywane ofiary nie próbują uciec od swoich porywaczy? Dlaczego wykształca się pomiędzy nimi prymitywna więź emocjonalna? Zbliżona sytuacja dotyczy tzw. serial killer groupies, kobiet zafascynowanych gwałcicielami, seryjnymi mordercami i brutalnymi kryminalistami, piszących do nich płomienne listy miłosne, składających zbrodniarzom oferty matrymonialne. Skąd w kobietach rodzi się aż tak intensywna fascynacja złem, które zdaje się niektóre zagubione jednostki przyciągać niczym płomień ćmy...
O tym jak w perfidny sposób manipulują ludźmi guru wszelakich sekt religijnych i quasi-religijnych można przeczytać w rozdziale trzecim. Oczywiście koronnym przykładem pokazanym w nim jest masowe samobójstwo/morderstwo członków sekty Świątynia Ludu kierowanej przez samozwańczego guru Jima Jonesa 18-19 listopada 1978 roku w Gujanie w trakcie tzw. "białej nocy". Pozostałe rozdziały książki dotyczą terrorystów (uwielbiający skórzane kurtki "człowiek czynu o chodzie tygrysa" Andreas Baader, Ulrike Meinhof i Frakcja Czerwonej Armii), otoczeni kultem jednostki dyktatorzy (prezydent Turkmenistanu Saparmyrat Nijazow, Adolf Hitler czy posiadający kolekcję 15 000 filmów, w tym cykle "Rambo" i "Piątek trzynastego" Kim Dzong Il), kierowane poczuciem władzy nad życiem pacjentów seryjne morderczynie (pielęgniarka Irene Becker odsiadująca od 2007 roku dożywocie za zamordowanie pięciu chorych), perfidne matki z zastępczym syndromem Münchausena dręczące własne dzieci, by wymusić opiekę lekarską czy wreszcie genialni oszuści-manipulatorzy (Victor Lustig, "człowiek, który sprzedał wieżę Eiffla dwa razy" czy bardziej współczesny przykład z Niemiec: podszywający się pod lekarza-orydnatora placówki psychiatrycznej listonosz Gert Uwe Postel).
Pozostańcie czujnymi obserwatorami i wolnomyślicielami - nie dajcie się zwieść innym. Przeczytajcie "Bestię". Na zdjęciach Natascha Kampusch ukryta pod niebieskim kocem tuż po uwolnieniu po trwającej 3096 dni piwnicznej gehennie (oraz jej porywacz Wolfgang Priklopil, który popełnił samobójstwo rzucając się pod pociąg tuż po ucieczce dziewczynki), Jeffrey Dahmer, pozłacany pomnik zmarłego w 2006 roku wodza narodu Turkmenistanu Saparmyrata Nijazowa oraz niemiecki młodociany seryjny morderca Jürgen Bartsch, który zabił czwórkę chłopców. Zmarł w trakcie dobrowolnej operacji chirurgicznej kastracji w 1976 roku. Swoją drogą zbieżność imienia i nazwiska z liderem niemieckiego dark metalowego Bethlehem przypadkowa.
niedziela, 10 sierpnia 2014
Ilona Wiśniewska "Białe" - recenzja
Takiej książki o Spitsbergenie potrzebowałem. Może dlatego, że lubię marzyć o arktycznych skrawkach lądu, a od czasu mojego pobytu na Islandii owe marzenia się tylko zintensyfikowały. Tak naprawdę Spitsbergen wchodzący w skład archipelagu Svalbard zawsze leżał nieco w cieniu innych arktycznych wysp o których z lubością czytałem i poszukiwałem informacji, a mianowicie Jan Mayen (ależ bym chciał się wspiąć na czynny wulkan Beerenberg!) czy skalistej Wyspy Niedźwiedziej. Wiedziałem o Spitsbergenie podstawowe rzeczy: tam znajduje się wykuty w zmarzlinie skały Globalny Bank Nasion, opuszczone miasto (rosyjska górnicza osada) Pyramiden czy wreszcie tam docierają co roku polscy naukowcy (Hornsund, Polska Stacja Polarna) prowadzący badania meteorologiczne, sejsmologiczne, glacjologiczne, hydrologiczne czy geologiczne. Po przeczytaniu "Białe" Ilony Wiśniewskiej mogę z całą pewnością powiedzieć, że moja wiedza na temat Spitsbergenu stała się prawie kompletna. I nie potrzeba mi do tego Lonely Planet. Bo jeśli kiedykolwiek zawitam do Longyearbyen to jako przewodnik wezmę ze sobą "Białe" :-)
Wiśniewska zna się na rzeczy, gdyż mieszka na Spitsbergenie od czterech lat. Przygnała ją na Svalbard miłość do starszego o trzydzieści lat Birgera Amundsena. Zamieszkała wraz z mężem w Longyearbyen ("Latem jest tutaj jasno i zimno, a zimą ciemno i bardzo zimno"). O wielu informacjach, które Autorka przytacza nie miałem pojęcia. Nie wiedziałem, że na Spitsbergenie nie wolno posiadać kotów, gdyż te mogą się zarazić wścieklizną od lisów polarnych. Nie pamiętałem o katastrofie samolotu czarterowego z 29 sierpnia 1996 roku, który uderzył w zbocze Operafjellet (nikt nie usłyszał odgłosu uderzenia), czego rezultatem była śmierć wszystkich 141 ludzi na pokładzie. Nie miałem pojęcia o tym, że w Longyearbyen (mieście Longyeara) najliczniejszą mniejszość stanowią raczej skryci i izolujący się od innych mniejszości Tajowie. Iloma Wiśniewska dokładnie opisuje opuszczoną w pośpiechu od 1998 roku osadę górniczą Pyramiden, w której Rosjanie stworzyli coś na kształt komunistycznego mikrokosmosu. Akurat Pyramiden byłby miejscem, które bardzo chciałbym odwiedzić gdybym kiedykolwiek zawitał na Spitsbergen. W końcu jest to najprawdziwsze miasto-widmo, a w pomieszczeniach ongiś tętniącej życiem Piramidy wciąż znajdują się przedmioty powszechnego użytku pozostawione przez osadników w takim stanie jak w 1998 roku. Niezmiernie intrygujący jest także rozdział o kulisach powstania i barwnej historii Polskiej Stacji Polarnej w Hornsund, gdzie praktycznie co roku przebywają polscy naukowcy. No i rzecz jasna otwarty pod koniec 2008 roku Globalny Bank Nasion w którym (w temperaturze -18 stopni Celsjusza) znajduje się siedemset siedemdziesiąt tysięcy rodzajów nasion roślin jadalnych na wypadek globalnego zaniku gatunków w następstwie jakiegoś globalnego kataklizmu (największy skład nasion i depozyt tychże ma ogarnięta wyniszczającą wojną domową Syria).
Osobiście chyba najbardziej zaintrygowała mnie tragedia w Svenkshuset (Szwedzkim Domu), która miała miejsce w 1872-73 roku. Lubię takie historie, zatem przytoczę ją tutaj w skrócie. Svenkshuset to najstarszy dom na Spistbergenie. Zimą 1872-73 roku umarło w nim 17 mężczyzn, obywateli Norwegii. Ciała były owinięte brezentem, inne spoczywały na krzesłach, w łóżkach, na podłodze. Wpierw podejrzewano szkorbut, ale rozwiązanie zagadki okazało się o wiele bardziej groteskowe. Nieszczęśników zabiło spożywane jedzenie, a konkretnie puszki zalutowane ołowiem. Ołów skaził żywność i mężczyźni, którzy ją spożywali umierali jeden za drugim. Wyjaśniło się to dopiero w 2008 roku po analizie szkieletów pechowych mieszkańców Szwedzkiego Domu.
Fascynująca książka o fascynujących mieszkańcach Spitsbergenu i historiach związanych z archipelagiem Svalbard (zarówno tych mrocznych, jak i bardziej zabawnych np. dokarmianie niedźwiadka polarnego przez Birgera, reakcja naukowców z Polskiej Stacji Polarnej na wybuch stanu wojennego w Polsce 13 grudnia 1981 roku). Chętnie wrócę do niej kiedyś raz jeszcze, bo wyspy są opowieściami, a opowieści wyspami.
"W centralnym punkcie miasta (Pyramiden) stoi pomnik Lenina. Tylko głowa, ale wyniesiona na kilka metrów. Teraz jest szara, ale archiwalne zdjęcia pokazują, że wcześniej była pomalowana na złoto i połyskiwała w tym niezachodzącym słońcu jak cerkiewna kopuła." - cytat z książki.
Wiśniewska zna się na rzeczy, gdyż mieszka na Spitsbergenie od czterech lat. Przygnała ją na Svalbard miłość do starszego o trzydzieści lat Birgera Amundsena. Zamieszkała wraz z mężem w Longyearbyen ("Latem jest tutaj jasno i zimno, a zimą ciemno i bardzo zimno"). O wielu informacjach, które Autorka przytacza nie miałem pojęcia. Nie wiedziałem, że na Spitsbergenie nie wolno posiadać kotów, gdyż te mogą się zarazić wścieklizną od lisów polarnych. Nie pamiętałem o katastrofie samolotu czarterowego z 29 sierpnia 1996 roku, który uderzył w zbocze Operafjellet (nikt nie usłyszał odgłosu uderzenia), czego rezultatem była śmierć wszystkich 141 ludzi na pokładzie. Nie miałem pojęcia o tym, że w Longyearbyen (mieście Longyeara) najliczniejszą mniejszość stanowią raczej skryci i izolujący się od innych mniejszości Tajowie. Iloma Wiśniewska dokładnie opisuje opuszczoną w pośpiechu od 1998 roku osadę górniczą Pyramiden, w której Rosjanie stworzyli coś na kształt komunistycznego mikrokosmosu. Akurat Pyramiden byłby miejscem, które bardzo chciałbym odwiedzić gdybym kiedykolwiek zawitał na Spitsbergen. W końcu jest to najprawdziwsze miasto-widmo, a w pomieszczeniach ongiś tętniącej życiem Piramidy wciąż znajdują się przedmioty powszechnego użytku pozostawione przez osadników w takim stanie jak w 1998 roku. Niezmiernie intrygujący jest także rozdział o kulisach powstania i barwnej historii Polskiej Stacji Polarnej w Hornsund, gdzie praktycznie co roku przebywają polscy naukowcy. No i rzecz jasna otwarty pod koniec 2008 roku Globalny Bank Nasion w którym (w temperaturze -18 stopni Celsjusza) znajduje się siedemset siedemdziesiąt tysięcy rodzajów nasion roślin jadalnych na wypadek globalnego zaniku gatunków w następstwie jakiegoś globalnego kataklizmu (największy skład nasion i depozyt tychże ma ogarnięta wyniszczającą wojną domową Syria).
Osobiście chyba najbardziej zaintrygowała mnie tragedia w Svenkshuset (Szwedzkim Domu), która miała miejsce w 1872-73 roku. Lubię takie historie, zatem przytoczę ją tutaj w skrócie. Svenkshuset to najstarszy dom na Spistbergenie. Zimą 1872-73 roku umarło w nim 17 mężczyzn, obywateli Norwegii. Ciała były owinięte brezentem, inne spoczywały na krzesłach, w łóżkach, na podłodze. Wpierw podejrzewano szkorbut, ale rozwiązanie zagadki okazało się o wiele bardziej groteskowe. Nieszczęśników zabiło spożywane jedzenie, a konkretnie puszki zalutowane ołowiem. Ołów skaził żywność i mężczyźni, którzy ją spożywali umierali jeden za drugim. Wyjaśniło się to dopiero w 2008 roku po analizie szkieletów pechowych mieszkańców Szwedzkiego Domu.
Fascynująca książka o fascynujących mieszkańcach Spitsbergenu i historiach związanych z archipelagiem Svalbard (zarówno tych mrocznych, jak i bardziej zabawnych np. dokarmianie niedźwiadka polarnego przez Birgera, reakcja naukowców z Polskiej Stacji Polarnej na wybuch stanu wojennego w Polsce 13 grudnia 1981 roku). Chętnie wrócę do niej kiedyś raz jeszcze, bo wyspy są opowieściami, a opowieści wyspami.
"W centralnym punkcie miasta (Pyramiden) stoi pomnik Lenina. Tylko głowa, ale wyniesiona na kilka metrów. Teraz jest szara, ale archiwalne zdjęcia pokazują, że wcześniej była pomalowana na złoto i połyskiwała w tym niezachodzącym słońcu jak cerkiewna kopuła." - cytat z książki.
czwartek, 7 sierpnia 2014
Urbexing: Zakłady Pozmeat
Piękno rozkładu porzuconych i pozostawionych na pastwę czasu budynków, instalacji militarnych, zamczysk, fabryk, kopalni, szpitali. Zawsze gdy (okazjonalnie) wchodzę do opuszczonych miejsc zadziwia mnie oprócz nieodwracalnego gnicia ścian, podłóg i dachów to jak szybko przyroda pochłania te ongiś tętniące ludzkim życiem obiekty. Opuszczone od 1998 roku budynki zakładów mięsnych Pozmeat przy ul. Wilkońskich w Poznaniu mijam prawie codziennie. Szczególnie fabryczny komin wywiera na mnie kolosalne wrażenie. Stoi niewzruszony pośród ogromu dewastacji.
EDIT 2017: Miejsca już nie ma. Wyburzone rok temu pod Lidl. Taki smutny los spotyka opuszczone i zapomniane miejsca. Śpieszmy robić im zdjęcia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


































































