niedziela, 6 listopada 2016

Kot Wampir z poznańskiej Nowiny



















Wiem że to być może głupie i niedorzeczne, ale chciałbym upamiętnić tutaj pewnego czarnego kota. Kota Wampira (Wampirka) z Nowiny w Poznaniu. Często bywam na przystanku autobusowym przy którym ten piękny kot się kręcił. Umilał czas ludziom czekającym na autobusy. Dał się głaskać, łasił się, był towarzyski. Nie wiem do kogo należał i jaka była jego historia. Niedawno dowiedziałem się że we wrześniu 2016 roku przejechał go autobus. Jeszcze w sierpniu 2016 roku robiłem mu zdjęcia i kręciłem nagrania tego kota. Tak czy owak ludzie, którzy lubili to zwierzę zrobili mu na przystanku mały ołtarzyk. To miłe z ich strony.

Zdjęcia Kota-Wampira z Nowiny z 2014 oku i z sierpnia 2016 roku.

Nagrania na Youtube:

https://www.youtube.com/watch?v=7WvePEtOJwc
https://www.youtube.com/watch?v=A8NG3vXhlbQ
https://www.youtube.com/watch?v=kGBREc1f_bY

piątek, 4 listopada 2016

Les Saisons/ Królestwo (2015) - recenzja

Z wielką chęcią wybrałem się wczoraj do kina studyjnego, by obejrzeć film dokumentalno-przyrodniczy "Królestwo" (2015) Jacquesa Perrina i Jacquesa Cluzarda. Nie da się ukryć iż przyciągnęła mnie do tego filmu informacja dotycząca jego częściowej realizacji w leśnych ostępach Puszczy Białowieskiej. Swego czasu głośno było o wycince Białowieży zaplanowanej przez Ministerstwo Środowiska, co spowodowało masowe protesty wśród społeczeństwa. "Królestwo" obejmuje okres czasowy kilkunastu tysięcy lat - od ustąpienia zlodowacenia po pojawienie się człowieka i jego ingerencję w pierwotny las aż do czasów współczesnych. Film kręcono w Białowieskim Parku Narodowym od maja do września 2013 roku. Przepiękne zdjęcia ukazują przyrodę w pełnej krasie: cielenie się lodowca, narodziny małego jelenia, małe rysie czy niedźwiadki pod opieką matki, polowanie watahy wilków na dzika oraz na dzikie konie (tarpany), węża polującego na mysz, bociana czarnego i sóweczkę, itd. Naturalnie pojawia się także człowiek - najbardziej ekspansywna istota na Ziemi zdolna tworzyć i niszczyć, przyczyniająca się do wycinki lasów, masowych wymierań, sprowadzania gatunków inwazyjnych i ucieczki zwierząt w mniej dostępne górskie tereny. Kiedyś człowiek starał się żyć w harmonii z Naturą, obecnie od wieków próbuje ją sobie podporządkować. Lasy są wycinane pod pola uprawne i farmy (nad którymi unoszą się opary pestycydów), postępuje ich fragmentaryzacja, faworyzowana jest monokultura drzew. Królestwo flory i fauny z dnia na dzień kurczy się. W trakcie seansu niejednokrotnie zadawałem sobie pytanie: "W jaki sposób uchwycono kamerą dany moment?" Weźmy chociażby pełną napięcia scenę, w której małe kaczuszki zeskakują z drzewa. Coś niesamowitego. Czytałem w Internecie opinie widzów, którzy oskarżali film Perrina i Cluzarda o moralizowanie. Czy moralizowaniem jest wyraźne przesłanie proekologiczne "Królestwa"? Tak trudno się przyznać, że za zmianami klimatycznymi, zakwaszeniem oceanów, topnieniem lodowców, masowymi wymieraniami flory i fauny, zatruciem i fragmentaryzacją środowiska, migracją zwierząt z terenów leśnych na tereny podmiejskie (np. dzików) i pojawieniem się gatunków inwazyjnych stoi nie kto inny, a człowiek? Gdyby jednak doszło do masowego wymierania ludzkości lasy, bory, knieje i puszcze znowu by się odrodziły. Natura poradziłaby sobie doskonale bez nas. Ale ludziom zaczyna brakować pokory wobec Natury. Są zbyt pewni siebie na skalistej planecie, która od wieków ich gości. Warto obejrzeć "Królestwo" i po seansie zastanowić się co dalej.

wtorek, 1 listopada 2016

"The Witness" (2015) i "Amanda Knox" (2015) - recenzje

Założyłem sobie konto na Netflix - w zasadzie tylko po to, by obejrzeć najnowszy film dokumentalny "Into the Inferno" (2016) Wernera Herzoga (rewelacja! polecam wszystkim). Rodzima oferta filmowo-serialowa Netflix wydaje mi się póki co dość biedna (przykładowo sekcja Horror jest bardzo słaba), zatem po obejrzeniu "Into the Inferno" postanowiłem skupić się na filmach dokumentalnych o tematyce kryminalnej (czyli na czymś co tygrysy lubią najbardziej!). Oto mini-recenzje dwóch z nich:

"The Witness" (2015, reż. James D. Solomon) - Sprawa brutalnego morderstwa 28-letniej Kitty Genovese jest jednym z najsłynniejszych przypadków w historii kryminalistyki i socjologii. 13 marca 1964 roku Kitty została zadźgana przez Winstona Moseleya (zmarł w więzieniu 28 marca 2016 roku) na zewnątrz jej apartamentu w Kew Downs, Queens, Nowy Jork. Brutalne morderstwo poruszyło Amerykanów za sprawą przesadzonego artykułu w "The New York Times", którego autor dziennikarz Martin Gansberg twierdził że akt morderstwa widziało 37 bądź 38 świadków, przy czym nikt nie zareagował, nikt nie próbował pomóc krzyczącej z przerażenia Kitty, nikt nie wezwał policji. Narodził się zatem psychologiczny efekt widza (syndrom Kitty Genovese) obrazujący apatię wielkomiejskiego & metropolitalnego społeczeństwa. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej złożona, co pokazuje film dokumentalny "The Witness" (2015), w którym brat zamordowanej Kitty Bill usiłuje dociec czy legendarny artykuł opisuje stan faktyczny czy jest niczym więcej niż tylko przykładem nierzetelnej medialnej sensacji. Gdy Kitty została zadźgana przez Moseleya Bill miał 16 lat. Trzy lata później w trakcie wojny w Wietnamie stracił obie nogi. Po 50 latach nadal usiłuje dociec prawdy: skupia się na dowodach, robi wnikliwy research, przepytuje jeszcze żyjących świadków morderstwa, sąsiadów, członków rodziny, policjantów, prawników (obrońców i prokuratorów), dziennikarzy. Okazuje się że słynny artykuł Gansberga został kompletnie zmanipulowany. Po co? Dla wzbudzenia sensacji. Dla wysokich słupków czytelniczych. Bill spotyka się nawet z synem mordercy jego siostry, który został pastorem (mężczyzna twierdzi że Kitty obrzuciła jego ojca rasistowskimi wyzwiskami, co miało go sprowokować do ataku). Wróćmy jednak do zmanipulowanego i sfabrykowanego artykułu: były dwa ataki Moseleya na Kitty Genovese, nie trzy, świadkowie w większości nie widzieli zdarzenia, ale je słyszeli, dzwonili na policję (np. Karl Ross), a liczba 38 biernych świadków zaobserwowania morderstwa okazała się wyssana z palca. Ludzie po prostu nie zdawali sobie sprawy że ma miejsce morderstwo, myśleli że doszło do kłótni kochanków, żaden ze świadków nie widział pełnej sekwencji wydarzeń, gdyż oba ataki Moseleya na Kitty Genovese nastąpiły w odrębnych lokalizacjach. Wzruszająca jest scena w której Bill Genovese rozmawia z sąsiadką Sophią Farrar, która zeszła do umierającej Kitty i pocieszała ją w ostatnich chwilach. Co ciekawe, w "The Witness" poznajemy Kitty nie tylko jako ofiarę gwałtu i morderstwa, ale też Kitty żywą jako łobuzowatą, ale sympatyczną lesbijkę. Mam nadzieję że Bill szukając prawdy odnośnie śmierci swojej siostry osiągnął spokój. Nie za bardzo rozumiem jednak ideę odtworzenia tamtej feralnej nocy za pomocą aktorki Shannon Beeby. W jakim celu to było?

"Amanda Knox" (2015, reż. Rod Blackhurst, Brian McGinn) - Dom przy Via della Pergola 7, Perugia, Włochy, 1 listopada 2007 roku. Na podłodze w sypialni zostają odnalezione zwłoki 21-letniej studentki Meredith Kercher. O morderstwo studentki włoska policja oskarża jej współlokatorkę 20-letnią wówczas Amandę Knox i jej ówczesnego chłopaka 23-letniego Raffaele Sollecito. Knox zeznaje że spędziła noc ze swoim chłopakiem (oglądali "Amelię" i się kochali) i rankiem 2 listopada wraca na Via della Pergola 7. Mimo odnalezienia plam krwi w łazience i odchodów w toalecie Knox spokojnie bierze prysznic. Nie mogąc się dostać do pokoju Meredith Kercher Amanda sprowadza Raffaele. Ten próbuje bezskutecznie wyważyć drzwi, po czym dzwoni po policję. Zwłoki Kercher są przykryte kołdrą, ktoś prawdopodobnie wykorzystał ją seksualnie i poderżnął jej gardło.

Knox i Sollecito zostali oskarżeni o morderstwo Meredith Kercher, potem do grona oskarżonych trafił 20-letni Rudy Guede, gdyż to jego odciski palców odnaleziono w sypialni Kercher. Guede już wcześniej wszedł w konflikt z prawem, ponieważ był pospolitym włamywaczem i dilerem narkotyków. Proces trójki oskarżonych, czyli Amandy Knox, Raffaele Sollecito i Rudy Guede rozpoczął się w styczniu 2009 roku i stał się niesamowitym spektaklem medialnym zrzeszającym dziennikarzy z Włoch, USA, Wielkiej Brytanii i innych krajów. Początkowo uważano że Knox, Sollecito i Guede razem dopuścili się morderstwa na Kercher. Wyzwolona Knox, która lubiła seks i często zmieniała kochanków miała jakoby zabić Kercher, gdyż nie odpowiadała jej pruderia Brytyjki. Pomimo skazania Knox i Sollecito Guede na 26 lat więzienia w grudniu 2009 roku (a Guede na 16 lat pozbawienia wolności) na jaw zaczęły wychodzić policyjne zaniedbania w zakresie analizy miejsca zbrodni i gromadzenia dowodów m.in. kontaminacja obcym DNA np. Sollecito. Knox tłumaczyła się że jej przyznanie się do winy zostało wymuszone przez włoską policję i nastąpiło pod silną psychologiczną presją. Dopiero 27 marca 2015 roku Sąd Apelacyjny oczyścił Sollecito i Knox z wszystkich zarzutów. To Rudy Guede okazał się mordercą Meredith Kercher, gdyż to jego biologiczne ślady znaleziono na miejscu zbrodni i na ciele ofiary. Tak czy owak tabloidy uczyniły z atrakcyjnej Amandy Knox celebrytkę grzebiąc w jej przeszłości i czyniąc z niej demona seksu. "Amanda Knox" to interesujący (choć bezsprzecznie sympatyzujący z Amandą) dokument na temat głośnej sprawy kryminalnej, w którym wypowiadają się między innymi Knox, Sollecito, przedstawiciele włoskich służb ścigania czy dziennikarze relacjonujący sprawę i proces. Powinien być jednak bardziej szczegółowy i obiektywny, gdyż w tej sprawie jest zbyt wiele nieścisłości - niemniej warto go obejrzeć. Osobiście nie jestem w stu procentach przekonany co do całkowitej niewinności Knox i Sollecito, gdyż mam pewne wątpliwości. Media mają moc zrobienia z winnego niewinnego i odwrotnie - z niewinnego winnego. Jednak Sąd orzekł tak, a nie inaczej, zatem Knox i Sollecito są wolni.

sobota, 29 października 2016

Castle i Blindead w Bazylu 28.10.2016 (fotorelacja)



















Zastanawiałem się czy pójść na koncert Blindead w Poznaniu, ale zwyciężyła ciekawość. Co prawda zespół ten zagrał koncert na Zamku w trakcie tegorocznego Castle Party - niestety mnie ominął, gdyż akurat tego dnia w dawnym Kościele Ewangelickim przypadł dzień dark ambientowo-industrialny, którego nie chciałem odpuścić. Byłem zwłaszcza ciekaw jak zaprezentuje się nowy wokalista Blindead Paweł Pietza i czy godnie zastąpi Patryka Zwolińskiego. Poza dwoma utworami z "Ascension" (2016), które udostępnione zostały na Youtube nie wiedziałem też czego można się spodziewać po pierwszej płycie Blindead bez Patryka. Po doświadczeniu jej na żywo w dniu wczorajszym już mniej więcej wiem.

Zanim jednak Blindead odegrali na żywo w całości "Ascension" na scenie poznańskiego Bazyla pojawiło się trio muzyków z San Francisco/Toronto zwane Castle. Ich mieszanina tradycyjnego heavy metalu i doom metalu raczej nie przemówiła do mnie z płyt, lecz na żywo zabrzmiała całkiem świeżo i energicznie. Niektóre riffy brzmiały ciężko i melodyjnie słaniając co poniektórych do machania łbem. Podobały mi się dualne damsko-męskie wokale - z naciskiem jednak na śpiew Elizabeth Blackwell, który zdaje się dominować w twórczości tria. Oczywiście muzykę Castle trudno uznać za coś przełomowego - kapel grających retro heavy/doom metal z okultystycznymi naleciałościami jest obecnie sporo. Jednak mający na swoim koncie już cztery długograje Castle z pewnością zasługuje na uwagę.

https://www.youtube.com/watch?v=aLu43vcZG3g

Po solidnym heavy doom metalowym gigu Zamku przyszedł czas na Blindead - zespół, który gościł w tutejszych relacjach już parę razy. Od razu muszę przyznać że z początku musiałem się przyzwyczaić do wokali Pawła Pietzy, następcy Patryka Zwolińskiego. Paweł ma swój styl i nie próbuje kopiować Patryka, co się chwali. W trakcie odgrywania materiału z "Ascension" na żywo przez Blindead zwróciłem uwagę na plemienne partie perkusji przypominające mi Neurosis czy Minsk. Odniosłem też wrażenie że płyta ma dość mocno zarysowany ambientowy charakter mimo ciężkich fragmentów takich jak np. w "Hunt", "Horns" i "Ascend". Nadal wszakże nad muzyką Blindead unosi się namacalna aura melancholii i niepokoju. Zespół pożegnał się z fanami kawałkami 'starego' Blindead - "So It Feels Like Misunderstanding When..." i "Absence".

https://www.youtube.com/watch?v=0IZsRB4s87E

I jeszcze słówko o pewnej nieciekawej sytuacji na koniec. W Szczecinie Blindead mieli supportować Białorusini z funeral doomowego Woe Unto Me. Jednak na dwa dni przed koncertem właściciel tamtejszego klubu Free Blues Club nie pozwolił im zagrać, bo ich pogrzebowy doom był dla niego zbyt negatywny i poczuł się źle od jego słuchania. Nigdy jeszcze nie spotkałem się z tak kretyńskim powodem odmówienia kapeli klubowego występu.

środa, 26 października 2016

Furia "Guido" (2016) - recenzja

Najnowszy materiał Furii zaskakuje, ale wpierw pokrótce o tytule tego minialbumu sięgającego długością niejednego pełnometrażowego albumu death metalowego czy grindcorowego. "Guido" to stara kopalnia w Zabrzu założona w 1855 roku przez hrabiego Guido Henckel von Donnersmarcka. Zaprzestano w niej wydobycia w 1928 roku. Obejmuje część naziemną i dwa szyby "Guido" i "Kolejowy". Od 2007 roku dzięki staraniom władz Zabrza udostępniona do zwiedzania turystom. Można odwiedzić w niej trzy poziomy: 170, 320 lub 355 m. Na drugim poziomie znajduje się najgłębiej położony pub na świecie. To w głębinach kopalni "Guido" black metalowa (czy aby na pewno?) Furia 16 kwietnia 2016 roku nagrała swój najnowszy materiał składający się z dwóch części "Stara Polska Księżycowa" oraz "Ubrdy część I". Na "Starą Polskę Księżycową" składają się dwie kompozycje "I" i "II" których warstwę liryczną stanowią dwa wiersze krakowskiego poety Lucjana Rydla (zmarł w 1918 roku) "Pieśń topielców" i "Księżyc wyszedł i płynie". Oba możecie przeczytać tutaj (albo pobrać je w formie PDF-u):

https://pl.wikisource.org/wiki/Poezye_(Rydel)/ca%C5%82o%C5%9B%C4%87

"Ubrdy część I" to z kolei 4 kompozycje, z których pierwsza "320 w 2" to nic innego niż wizyta muzyków Furii na poziomie 320 zabrzańskiej kopalni "Guido". Swoją drogą 'utwór' ten skojarzył mi się z instrumentalem "The Elevator Beneath the Valve" na inspirowanej serią "Silent Hill" płycie The Axis of Perdition "Deleted Scenes from the Transition Hospital" (2005, jeśli lubicie koszmarny dark ambient/black metal ta płyta jest muzycznym ucieleśnieniem horroru). Czym są zatem Ubrdy? Ubrdać sobie znaczy tyle co coś sobie wymyślić, uroić. I właśnie "Ubrdy" w postaci "Haharów", "Łączki" i "Lwa Albinosa" przypominają dziwaczne i psychodeliczne urojenia niespokojnego i rozgorączkowanego umysłu. Owe ekscentryczne imaginacje chłonie się jednak niczym gąbka. Co prawda Furia na "Guido" oddala się coraz bardziej od black metalu (delikatną i oniryczną "Łączkę" recenzenci porównywali do muzyki Świetlików), ale jest to wciąż zespół, który intryguje i inteligentnie prowokuje. Nie jestem Ślązakiem, niemniej w śląskiej gwarze słowo "Hahary", tudzież "Chachary" oznacza włóczęgę, łobuza, chuligana, haharka to po prostu włóczęga. Lwy albinosy rzeczywiście istnieją. I wbrew pozorom ich biel nie jest przejawem albinizmu (pigment w skórze, sierści i tęczówce oczu nie występuje), lecz leucyzmu (niedobór ciemniejszych pigmentów w skórze i sierści, ale nie w tęczówkach oczu). Wszystkiemu winna jest mutacja odpowiedniego genu. Rdzenni mieszkańcy kontynentu afrykańskiego uważają sporadycznie występujące białe lwy (lwy albinosy) za zwierzęta święte.

Tyle o "Guido" Furii. "Księżyc milczy luty" też niedługo wzejdzie.

Odsłuch na Youtube: https://www.youtube.com/watch?v=i9k4RCPZtpY

Nihil to taki łobuziak, urwis, wisus, hultaj, huncwot, hahar black metalu. :-)

wtorek, 25 października 2016

Szymon Drobniak "Co nas może zabić w mieście" - recenzja

Okładka "Co nas może zabić w mieście" Szymona Drobniaka rzuciła mi się w oczy od razu gdy ostatnio szperałem po w sekcji popularnonaukowej mojej ulubionej księgarni. W pierwszej chwili można pomyśleć że mamy tutaj do czynienia z cukierkowym romansidłem dla nastolatków, ale nic bardziej mylnego, bo już sam tytuł intryguje. Autor książki jest zresztą biologiem ewolucyjnym, popularyzatorem nauki i podróżnikiem - odwiedził wiele miejsc na Ziemi, wiele miast rozsianych po ziemskim globie (np. Paryż, Los Angeles, Reykjavik, Tokio, Kioto, Sztokholm, Seul, Rio de Janeiro, La Paz, Nowosybirsk, etc.), które w książce omawia. Każde z tych miast (wśród których znajdą się także rodzimy Kraków i rodzime Suwałki) charakteryzuje się swoistymi zagrożeniami biologicznymi, chemicznymi czy geologicznymi. Czego tutaj nie ma? Trzęsienia ziemi i trująca ryba fugu odznaczająca się obecnością zabójczej tetrodotoksyny (Tokio, Japonia), erupcje wulkanów i powodzie glacjalne (Reykjavik, Islandia), wulkaniczny smog, tzw. vog (Hilo, Hawaje), choroba kesonowa płetwonurków (Agania, Guam), trujące rośliny i ich toksyny (Allendale i Alnwick w Anglii, słynny Ogród Botaniczny w Alnwick i cała plejada trucizn m.in. atropina, strychnina, kolchicyna, rycyna, abryna - roślinki to po kolei pokrzyk wilcza jagoda, kulczyba wronie oko, ziemowit jesienny, rącznik pospolity i modligroszek różańcowy), hipotetyczne zagrożenia związane z Wielkim Zderzaczem Hadronów (Genewa, Szwajcaria), przenoszące za pośrednictwem pcheł pałeczki dżumy szczury (Nowy Jork), jadowite grzechotniki południowe i agresywne pumy (Los Angeles), topniejąca pod wpływem globalnego ocieplenia marzłoć, inaczej wieczna zmarzlina i zawarty w niej metan, tudzież zakonserwowane w niej nieznane nauce bakterie i inne zarazki tkwiące w ciałach zamarzniętych mamutów i nosorożców włochatych (Nowosybirsk), słynny krakowski smog z zawartością benzo(a)pirenu i pyłów zawieszonych (Kraków), chmury burzowe, leje krasowe i niebezpieczne ameby (Miami, Floryda), wielkie japońskie szerszenie (Kioto, Japonia), kostkomeduzy, czyli osławione osy morskie, a także mordercze pająki (atraks), żarłacze białe i szkaradnice (Sydney, Australia), śmierć przez erekcję wywołaną przez ukąszenie wałęsaka brazylijskiego (Rio De Janeiro, Brazylia), itd. Myślę że warto w tym miejscu ową wyliczankę śmiertelnych urbanistycznych zagrożeń zakończyć, aby nie psuć potencjalnym Czytelnikom zabawy, ale to zaledwie wierzchołek góry lodowej, gdyż jest ich w książce wymienionych i omówionych znacznie więcej. Autor skupia się w książce na zagrożeniach biologicznych i toksykologicznych, ale nader często zahacza także o zagrożenia chemiczne i fizyczne. W przypadku jakiegoś śmiertelnego jadu czy trucizny np. botuliny (jad kiełbasiany) wytwarzanej przez beztlenowe pałeczki Clostridium botulinum omawia skutki i objawy medyczne zatrucia wskazując na metody ratunku, jeśli takowe istnieją. Książka jest napisana lekko, finezyjnie i z humorem, bez naukowego zadęcia, choć niektóre zagrożenia w niej zawarte są czysto hipotetyczne. Jedyne moje zastrzeżenie jest następujące - skoro piszemy o potencjalnym subdukcyjnym trzęsieniu ziemi niszczącym w przyszłości Tokio to warto by było przytoczyć chociażby jeden historyczny przykład np. Wielkie Trzęsienie Ziemi z 1923 roku, które uśmierciło w Tokio i okolicach blisko 143 000 ludzi. Z kontynentu afrykańskiego omówiona została jedynie ugandyjska Kampala i tamtejsze choroby tropikalne (malaria, denga, wirus zika czy wywoływana przez świdrowca gambijskiego śpiączka afrykańska) - czemu zatem nie pójść dalej i nie omówić wirusów Ebola i Marburg? W końcu oba te śmiertelnie niebezpieczne wirusy siały spustoszenie w Ugandzie. Tego mi osobiście zabrakło.

Na zdjęciach śmiercionośna ryba fugu, kratery na syberyjskim Jamale oraz brama do ogrodu trucizn w Almwick, UK.

Vervrax, Antigama, Corruption i Decapitated w Blue Note 23.10.2016 (fotorelacja)



















W niedzielę 23 października postanowiłem wybrać się na koncert Decapitated w ramach trasy koncertowej świętowania 20-lecia działalności zespołu. Nie jestem fanatykiem Decapitated, ale nie da się ukryć że to kapela zasłużona dla polskiej sceny metalowej i obok Behemoth i Vader najbardziej znana globalnie. W dodatku koncerty Vogga i spółki są cholernie energetyczne i mocne. Nie do końca przekonały mnie supporty (poza Antigamą, która dała tego wieczoru drugi najlepszy koncert), ale o tym za chwilę. W jazzowym Blue Note odbywają się co pewien czas koncerty metalowe, co mnie akurat cieszy (ostatni raz byłem w tym klubie na Cannibal Corpse jeszcze w tym roku). W zasadzie na poznańskiej mapie klubów, w których można posłuchać cięższych brzmień pozostały już w dużej mierze nowy Bazyl oraz w mniejszym stopniu Blue Note i Minoga. Przed klubem pojawiłem się punktualnie, już wewnątrz pokręciłem się trochę i podszedłem pod scenę by posłuchać zespołu otwierającego koncert, czyli Vervrax z Iławy. Obejrzałem na Youtube przed ich występem profesjonalnie zrealizowany teledysk do utworu "Nemesis" i muzyka mnie nie porwała. Inna sprawa że nie przepadam za brzmieniami typu melodyjny death metal czy metalcore. Rola otwieracza koncertu jest dość niewdzięczna, gdyż tak naprawdę publiczność koncertowa dopiero się gromadzi w klubie, ale Vervrax zagrali całkiem w porządku. Tak jak jednak wspomniałem nie jest sub-gatunek metalu, który wytrwale śledzę zatem po zrobieniu kilku zdjęć i obejrzeniu kilku utworów zespołu oddaliłem się w kierunku baru, by zamówić sobie piwo.

Czekałem natomiast na koncert grindcorowej Antigamy z Warszawy. Przede wszystkim ich eksperymentalny grind jest cholernie intensywny - zarówno z płyt, jak i scenicznie. To doprawdy piorunująca grindcorowa rzeź, ale z elementami odważnego eksperymentowania. W ubiegłym roku za pośrednictwem Selfmadegod ukazał się "The Insolent" (2015) - kolejny morderczy cios od Antimagamy. W trakcie koncertu zespół zaprezentował kilka kawałków z tej ostatniej płyty, w tym numer tytułowy. Antigama na żywo to niesamowity żywioł, istny walec agresji w stylu Napalm Death, Pig Destroyer czy nieodżałowanego Nasum. Wokale Łukasza Myszkowskiego są niesamowicie wściekłe, a jego obłędna prezencja sceniczna robi niesamowite wrażenie. Na przyszłe koncerty Antigamy będę wpadał chętnie, choć grindu słucham obecnie dość sporadycznie. Lecz ekscentryczny grindcore Antigamy bardzo mi leży.

"Stop the Chaos" Antigamy poniżej:

https://www.youtube.com/watch?v=JuOYBDq5ogI

Corruption to także zespół zasłużony dla rodzimej sceny metalowej, ale to jest również muzyka znajdująca się daleko poza orbitą moich muzycznych zainteresowań. Oczywiście zdaję sobie sprawę że Corruption zaczynali jako kapela death doom metalowa, a potem zmienili styl muzyczny i zaczęli grać energetycznego stoner rocka w stylu Kyuss, Cathedral, Orange Goblin czy Corrosion Of Conformity. Koncert zespołu rozpoczął się od intra z "Od zmierzchu do świtu" (1996) Roberta Rodrigueza i muzycy przyłoili zmetalizowanym stoner rockiem z elementami bluesa. Publiczność zgromadzona w Blue Note zareagowała na ich koncert żywiołowo i bawiła się wybornie, ja natomiast czekałem na Decapitated.

W Decapitated doszło w tym roku do zmiany w składzie - nowym basistą został Hubert Więcek znany z Banisher i Redemptor zastępując Pawła Paska. Decapitated zaczęli grać około godziny 21.30 i rzeczywiście zmielili publikę Blue Note'a wśród której był Titus z Acid Drinkers. To co do mnie przemawia w technicznym death metalu tego akurat zespołu to przede wszystkim jego gniotąca intensywność, ale także zdumiewająca kreatywność i technika wykonawcza. Set Decapitated w ramach trasy był przekrojowy i obejmował także wcześniejszą twórczość zespołu wychodzącą daleko poza ostatni album "Blood Mantra" (2014), co zapewne przyprawiło fanów zespołu o szybsze bicie serc. Set-lista była następująca: "Visual Delusion", "Lying and Weak", "404", "Way to Salvation", "Day 69", "Post Organic", "Revelation of Existence (The Trip)", "Nest", "Veins", "Winds of Creation", "Mother War", "Spheres of Madness", "Pest", "Blood Mantra", "The Blasphemous Psalm to the Dummy God Creation". Niestety w trakcie drugiego bisu Decapitated bardzo źle się poczułem i musiałem wyjść z klubu.

Alina Orlova i Alena Savchenko



















Takie sprawy wywołują ogólne wzburzenie wśród społeczeństwa, co wszak nie dziwi. Jako pierwsi zwracają na nie uwagę aktywiści z organizacji chroniących zwierzęta. Torturowanie i mordowanie zwierząt przez sprawców wchodzi w skład tzw. triady socjopatycznej MacDonalda (obok podpaleń i nocnego moczenia się). Stanowi niejako próbę wstępną przed aktem morderstwa na człowieku. Torturował i mordował zwierzęta Luka Magnotta z Kanady zanim dokonał bestialskiego morderstwa na człowieku, nad zwierzętami (zanim dokonali serii 21 morderstw) w okrutny sposób pastwili się Maniacy z Dniepropietrowska. To zaledwie dwa przykłady, które pojawiły się w mojej głowie po przeczytaniu kilku artykułów o Alinie Orlovej (Orłowej) i Alenie Savchenko (Sawczenko). Zwierzęta są przez przyszłych morderców ludzi postrzegane jako słabe, bezbronne i wrażliwe - istoty na które można przelać skumulowaną frustrację oraz gniew. 17-letnia Alina i 17-letnia Alena (obie z Khabarovska) wrzuciły na stronę social media Vkontakte zdjęcia torturowanych i zamordowanych kotów i psów. Alina przyznała się już do winy. Wcześniej twierdziła że nie brała udziału w katowaniu zwierząt, gdyż padła ofiarą manipulacji, a w torturowaniu i zabijaniu miała brać udział trzecia dziewczyna. Dziewczyny brały zwierzęta domowe ze schronisk, po czym je brutalnie zabijały w budynkach opuszczonego szpitala (biły kijem, wieszały, wydłubywały im oczy, dźgały, strzelały do nich z pistoletu pneumatycznego, wiązały - swoją drogą ktoś dwa lata temu zabijał koty w opuszczonym szpitalu w Radomsku). Prowodyrką była Alina - częściej pojawia się na zdjęciach jako oprawca. Obie młode kobiety mieszkały w tym samym bloku i chodziły wcześniej do tego samego liceum. W stosunku do obu sprawczyń zastosowany został środek aresztu domowego. Nie spodziewam się jednak wysokich kar pozbawienia wolności w Rosji za okrucieństwo wobec zwierząt. Zapewne skończy się na grzywnie bądź pracy społecznej (może nawet w schronisku dla zwierząt). Jednak z tego co wyczytałem w prasie to Alina w przyszłości planowała zamordować matkę.

W wielu podobnych sprawach nie przestaje mnie zadziwiać z jaką nonszalancją sprawcy bądź sprawczynie wrzucają inkryminujące dowody swoich poczynań do sieci (zdjęcia czy filmy na strony social media). Chwalą się nimi. Chcą by świat się o nich dowiedział. Internetowy fejm musi się zgadzać. Sława i wpływ na innych. Jednak to co wrzucamy do sieci już nigdy nie zginie. Pozostanie tam na zawsze.

Profile obu dziewcząt na Vkontakte:

https://vk.com/sadcat669
https://vk.com/id250130203

Triada MacDonalda:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Triada_MacDonalda

Muzyka na dziś: Psychonaut 4 (depressive black metal z Gruzji).

https://psychonaut4.bandcamp.com/album/neurasthenia

EDIT: Krótko po napisaniu tego tekstu dowiedziałem się że ktoś wytruł środkiem toksycznym rodzinę czarnych łabędzi w poznańskim Starym Zoo. Dwa dorosłe łabędzie i piątkę młodych. W Starym Zoo zdarzyło mi się bywać i widziałem te piękne ptaki. Mam nadzieję że sprawca tego bestialstwa zostanie schwytany bądź ujawni się w jakiś sposób. Do podobnej sytuacji doszło w nocy z 13 na 14 października 2016 roku w Śremie - wówczas nieznani wandale po dokonaniu dewastacji w tamtejszym ogrodzie zoologicznym złamali kark i urwali głowę czarnemu łabędziowi. W punktach gdzie trzymane są zwierzęta jednak potrzebny jest monitoring.

EDIT 2: Ruszył proces tych dwóch dziewcząt. Może im grozić kara do 10 lat więzienia. Na ławie oskarżonych zasiadł też 18-letni Valery Smyshlyaev, który wspólnie z Savchenko umówił pewnego mężczyznę z niepełnoletnią dziewczynką w celu późniejszego szantażu poprzez oskarżenie o bycie pedofilem. W grę wchodzi też rabunek z użyciem broni. Alena to niezłe ziółko. Podobno lubiła smarować się świeżą krwią zabitych zwierząt.

Więcej tutaj: http://siberiantimes.com/weird-and-wonderful/news-and-features/news/n0851-teenage-girls-in-shocking-animal-abuse-and-mutilation-case-are-charged-with-cruelty/

sobota, 22 października 2016

Opuszczony kościół w Morasku



















Kolejna opuszczona miejscówka odhaczona. Na początku października eksplorowałem pałac w Morasku (w niedzielę brama do niego jest otwierana dla samochodów gdy w kościele obok celebrowane są msze), a ów mały kościółek widziałem jedynie z zewnątrz. Dzisiaj w ramach kolejnej już wycieczki do rezerwatu meteorytowego Morasko (jesienią kratery uderzeniowe wyglądają pięknie!) postanowiłem odwiedzić tą miejscówkę (Kościół p.w. Św. Trójcy). W zasadzie niewiele tam zostało do zobaczenia: pusta sala z ołtarzykiem, jedno pomieszczenie boczne, wejście na piętro po dość przegniłych schodach, brak możliwości wejścia na poddasze dzwonnicy. Na piętrze byłem łącznie trzykrotnie. W trakcie eksploracji spotkałem nieszkodliwego pijaczka, który w kościele raczył się alkoholem zakupionym w pobliskim spożywczaku. Był całkiem rozmowny. I co najważniejsze nie przeszkadzał w robieniu zdjęć.

Krótkie nagranie: https://www.youtube.com/watch?v=YX0cdpIC9Zg&feature=youtu.be