poniedziałek, 19 grudnia 2016

Sobieskiego 100 - Opuszczona Ambasada Rosyjskich Dyplomatów



















Opuszczona Ambasada Rosyjskich Dyplomatów przy ulicy Sobieskiego 100 to jedna z najbardziej enigmatycznych opuszczonych lokalizacji w Polsce. Niewielu eksploratorom czy wielbicielom urebxu udało się tam wejść, gdyż miejsce jest starannie chronione (patrol ochrony w budzie przed obiektem, wysokie ogrodzenie z drutem kolczastym, kamery, czujki ruchu). Następnego dnia po Metalowej Wigilii 2016 w Warszawie postanowiłem pójść na Sobieskiego 100 i zobaczyć to miejsce chociaż z zewnątrz. Podobno na terenie Sobieskiego 100 działa tajemniczy klub 100, do którego wstęp mają jedynie osoby legitymujące się rosyjskim paszportem (emerytowani dyplomaci). Mając świadomość że wejście do obiektu na Sobieskiego 100 graniczy z cudem postanowiłem chociaż zrobić zdjęcia i nakręcić filmy na zewnątrz. Tak czy owak miejscówka mnie intryguje - chciałbym się tam kiedyś wybrać. Pokręciłem się trochę na zewnątrz budynku (w budzie ochroniarskiej paliło się światło, ale nie widziałem patrolującego teren ciecia), zrobiłem trochę zdjęć i nakręciłem trzy filmy. Ciekaw jestem jaki jest stan pomieszczeń w bryle na Sobieskiego 100 obecnie. Na pewno jest to jedna z najlepiej chronionych opuszczonych miejscówek w Polsce, w której wszystkie rozbite okna czy drzwi są szybko zabezpieczane.

Zapis filmowy:

https://www.youtube.com/watch?v=0HBzGZJTgzI
https://www.youtube.com/watch?v=6njE5QzSZlc
https://www.youtube.com/watch?v=0TTCsojR9FQ

niedziela, 11 grudnia 2016

Schola Posnaniensis po raz drugi



















W sobotni chłodny poranek powróciłem na wykłady do opuszczonej poznańskiej Wyższej Szkoły Sztuki Stosowanej Schola Posnaniensis. Ten zrujnowany budynek napawa mnie smutkiem. Jak można było dopuścić do takiej dewastacji? Podobno po opuszczeniu Wyższej Szkoły Sztuki Stosowanej Schola Posnaniensis w 2006 roku grupa pasjonatów opuszczonych miejsc chciała zaadaptować budynek pod squot. W 2007 roku nocą wdarła się jednak do Schola Posnaniensis grupa 15 bezmózgów z siekierami i rozwalała pomieszczenie za pomieszczeniem. Jeśli to prawda to naprawdę szkoda że tacy ludzie oddychają tym samym powietrzem co ja. Niestety nawet wśród ludzi, którzy zwą się szumnie eksploratorami zdarzają się wandale, którzy dokonują zniszczeń w opuszczonych budynkach. Inna sprawa że Urban Exploration staje się coraz bardziej popularny - stron ze zdjęciami i nagrań z opuszczonych miejscówek są setki. Można to zjawisko porównać do komercjalizacji himalajskiej wspinaczki i np. oblegania Mount Everestu, choć oczywiście Urbex praktycznie nic nie kosztuje w porównaniu ze wspinaczką wysokogórską. Jest paru eksploratorów i fotografów, których cenię ze względu na doskonale zrealizowane i trzymające w napięciu (nierzadko też nastrojowe) filmiki (czy zdjęcia) z opuszczonych miejsc, ale to 'elita'.

Poza tym wciąż uważam że dokumentowanie miejskiego rozkładu jest na swój sposób piękne i pasjonujące.

Zastanawiam się jak długo postoi jeszcze Wyższa Szkoła Sztuki Stosowanej Schola Posnaniensis - kiedy przyjdzie jej definitywny kres? Bo w końcu kres nadejdzie... znikoma ilość opuszczonych miejsc dostaje szanse na drugie życie.

czwartek, 8 grudnia 2016

Dr. Dean Burnett "Gupi muzg" - recenzja

Doktor Dean Burnett, autor "Gupiego muzgu" to brytyjski neurolog wykładający na uniwersytecie w Cardiff. Prowadzi także bloga Brain Flapping w wydaniu on-line brytyjskiego The Guardian, na którym opisuje zagadnienia związane z neuronauką, psychiatrią, mediami i komediami. Dlaczego komediami? Ano dlatego że poboczną pasją Burnetta są solowe występy jako komik. Książka popularnonaukowa "Gupi muzg: W co tak naprawdę pogrywa twoja głowa", która ukazała się nakładem wydawnictwa Feeria jest jego książkowym debiutem.

Neuronauka zajmuje się badaniem układu nerwowego i tradycyjnie uznaje się ją za odgałęzienie biologii. Tak naprawdę jest to jednak wiedza interdyscyplinarna obejmująca elementy chemii, kognitywistyki, psychologii, informatyki, inżynierii, matematyki, lingwistyki, medycyny, fizyki, filozofii i genetyki. Neuronauka wpływa także na nowe, dopiero co raczkujące dyscypliny naukowe takie jak neuroprawo, neuroedukacja czy neuroetyka. W "Gupim muzgu" doktor Dean Burnett w przystępny, obrazowy i pozbawiony naukowego zadęcia sposób omawia chaotyczne i egocentryczne funkcjonowanie najwspanialszego i najbardziej kompleksowego organu we Wszechświecie, czyli ludzkiego mózgu. Książka jest podzielona na osiem głównych rozdziałów, które są podzielone na mniejsze podrozdziały, co znacznie ułatwia czytanie i przyswajanie nierzadko trudnego i skomplikowanego materiału. Przykładowo w rozdziale pierwszym naukowiec analizuje sposoby regulacji funkcji organizmu przez mózg takie jak zachowania związane z jedzeniem i piciem, sen, lunatykowanie czy strach. W kolejnych rozdziałach doktor Dean Burnett przybliża Czytelnikom zagadnienia takie jak pamięć (wspomnienia, ich analiza, przywoływanie, przetwarzanie), pragnienie odczuwania przez ludzi strachu (co tłumaczy chociażby ciągle niesłabnąca popularność kina grozy czy poszukiwanie mocnych wrażeń w sportach ekstremalnych), inteligencja (iloraz inteligencji IQ, rodzaje inteligencji, jak i czy w ogóle da się podwyższyć naszą błyskotliwość? ), zmysły (piątka podstawowych, czyli smak, węch, wzrok, słych, dotyk plus dodatkowe) oraz tajemnicza, trudno uchwytna osobowość (ekstrawertyczna bądź introwertyczna, ich wady i zalety). Przykuwające uwagę są szczególnie dwa ostatnie rozdziały "Gupiego muzgu", które dotyczą wpływu na mózg jednostki wywieranego przez grupę oraz chorób psychicznych, tudzież neurodegeneracyjnych. Praktycznie każdy człowiek pragnie przynależeć do jakiejś grupy, chce być przez członków tejże grupy lubiany i akceptowany (często za cenę wyzbycia się prywatnych poglądów na różne sprawy) - grupa potrafi jednostkę zdominować i skutecznie zmanipulować. Przywołany w tym rozdziale zostaje psychologiczny efekt widza - po raz pierwszy opisany przez psychologów po brutalnym morderstwie Kitty Genovese w 1964 roku w Nowym Jorku. Pojawiają się także nie mniej słynne eksperymenty takie jak chociażby szeroko cytowany i komentowany eksperyment więzienny (stanfordzki) Philipa Zimbardo, który po sześciu dniach musiał zostać przerwany, ponieważ wymknął się spod kontroli. Dlaczego? Studenci odgrywający rolę strażników więziennych zaczęli się pastwić nad studentami grającymi więźniów. W ostatnim rozdziale Burnett z ogromną empatią wypowiada się o osobach cierpiących na depresję, które postanowiły odebrać sobie życie apelując o nie stygmatyzowanie samobójców (a także ich rodzin). Generalnie ostatni rozdział "Gupiego muzgu" to ciężki kaliber: depresja, załamanie nerwowe, wyniszczające fizycznie i mentalnie uzależnienie od narkotyków, omamy charakteryzujące schizofrenię czy choroby neurodegeneracyjne (Parkinson, Alzheimer).

Jako osoba żywo zainteresowana neurobiologią i naukami pokrewnymi polecam "Gupi muzg" każdemu kto ceni sobie dobrą literaturę popularnonaukową. To książka całkiem przyswajalna, okraszona humorem, wciągająca, skłaniająca do refleksji.

Recenzja niniejsza ukazała się także na portalu naTemat.pl.

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Piotr Litka, Bogdan Michalec, Mariusz Nowak "Polskie Archiwum X" - recenzja

Książkę "Polskie Archiwum X" pochłonąłem w trzy godziny. W telegraficznym skrócie "Archiwum X" to jednostka (Grupa Operacyjno-Śledcza w Krakowie) powołana do istnienia 23 stycznia 2004 roku do spraw niewykrytych zabójstw. Przez kilkanaście lat istnienia policjanci z tej jednostki odnieśli wiele sukcesów wykrywczych w sprawach niewyjaśnionych morderstw. Nie zawsze jednak odnoszą sukcesy np. do tej pory próbują zidentyfikować sprawcę morderstwa i oskórowania studentki Katarzyny Z. z 1998 roku (tzw. "Kuśnierza"). W książce "Polskie Archiwum X" o kulisach powstania jednostki i dziesięciu rozwiązanych sprawach morderstw opowiadają dwaj przyjaciele i policjanci z "Archiwum X" Bogdan Michalec i Mariusz Nowak. Opowiadają ciekawie i pasjonująco, a ich wspomnienia czyta się z zainteresowaniem. Z większością spraw kryminalnych tutaj omówionych zetknąłem się już w przeszłości. Mamy tutaj opisane między innymi - 1) brutalne morderstwo ciężarnej kobiety w Zakopanem w 1993 roku - tzw. sprawę "Hakowego" (jest to bodaj jedyna sprawa w książce, w której sprawca i ofiara mordu wcześniej nie znali się) 2) zamordowanie krakowskiego radcy prawnego w 2000 roku, poćwiartowanie jego ciała i wrzucenie części jego zwłok do Wisły 3) makabryczne morderstwo i poćwiartowanie zwłok bezdomnej prostytutki (odnalezienie korpusu kobiety w grudniu 2005 roku w okolicy parku Jerzmanowskich w Krakowie ) 4) potrójne morderstwo w niewielkiej górskiej miejscowości koło Nowego Sącza w 1999 roku 5) zabójstwo i zamurowanie zwłok mężczyzny na balkonie w Krakowie w maju 2005 itp. Motywy morderstw stare jak świat: zazdrość, chciwość, pieniądze, strach, żądza dominacji, złudne poczucie bezkarności. W trakcie lektury odniosłem wrażenie że policjanci z "Archiwum X" większą wagę przykładali do dedukcji, rozpytywań, przesłuchań, prób wejścia w skórę sprawcy, dokładnego przeanalizowania ostatnich chwil życia danej ofiary oraz jej środowiska rodzinnego & znajomych niż do dowodów kryminalistycznych takich jak badania DNA czy odciski palców. Oczywiście to dobre podejście, ale tylko w przypadku gdy sprawca z ofiarą znali się wcześniej - wtedy należy postawić na obserwację zmian zachowań i nawyków potencjalnego sprawcy. Inaczej jest gdy dana jednostka staje się przypadkową ofiarą seryjnego mordercy, który atakuje niespodziewanie i znika. Wówczas liczy się każdy dowód kryminalistyczny, biologiczny. Weźmy np. sprawę "Hakowego" - do schwytania po latach sprawcy brutalnego morderstwa kobiety w Zakopanem przyczyniły się media (program "Bez przedawnienia" poświęcony tej sprawie). Gnębiony przez lata wyrzutami sumienia Paweł D. przyznał się żonie do dokonania zabójstwa, a ta udała się na policję. Tak czy owak wyrzuty sumienia dopadły już niejednego mordercę, gdyż dokonany w przeszłości akt morderstwa u niejednego sprawcy zostawia ślad w psychice. Pewne zaobserwowane drobiazgi np. długotrwałe palenie światła w nocy (aby odpędzić koszmary) mogą świadczyć o tym że sprawcę gryzie sumienie - zwłaszcza gdy zwłoki ofiary ukrył gdzieś na posesji, w której mieszka.

http://www.rp.pl/artykul/1180634-Policyjne-Archiwum-X-naprawia-cudze-bledy.html#ap-9
http://facet.interia.pl/meskie-tematy/news-archiwum-x-policyjny-oddzial-do-zadan-specjalnych,nId,2293443

wtorek, 22 listopada 2016

Insidius, Infernal War i Vader "Imperium Poloniae", Blue Note 22.10.2016 (fotorelacja)



















No dobra, trasa "Imperium Poloniae" obejmująca 12 polskich miast (począwszy od Poznania) i promująca nowy album Vader "The Empire" (2016). Będąc szczerym to niezbyt dobrze jestem osłuchany z najnowszym albumem studyjnym Vader (to niestety tylko poprawna i słabo zapadająca w pamięć płyta), zatem po koncercie kapeli Petera (Piotra Wiwczarka) nie oczekiwałem zbyt wiele. To znaczy wiedziałem że będzie niezwykle profesjonalny i intensywny, gdyż koncerty Vader są udane. Nawet straciłem już rachubę ile razy widziałem Vader na żywo na przestrzeni lat. Na pewno kilka razy. Ostatnio wokół lidera zespołu Petera narosło trochę kontrowersji i podśmiechujek ze względu na jego niefortunne wypowiedzi np. adresowane do muzyków grających w kapturach (np. Mgła, Mord'A'Stigmata, Thaw). Zaczęła krążyć plotka o specjalnej liście obejmującej osoby z Loży (i spoza Loży), które nie mają wstępu na koncerty Vader. W trakcie zakupu biletu nie widziałem żadnej podejrzanej listy. :-) Mniejsza z tym. Na koncert dostałem się bez problemu, nikt nie sprawdzał mojego dowodu osobistego, hahaha.

Blue Note jest całkiem przyjemnym jazzowym klubem, który czasem otwiera się na cięższe metalowe brzmienia. Są w nim warunki do organizowania fajnych koncertów metalowych, które powinny odbywać się w BN częściej. Zespołem otwierającym "Imperium Poloniae" w Poznaniu był death metalowy Insidius z Olsztyna - zespół podobno istniejący już od 1990 roku (przez dwa lata), ale którego debiutancki album "Shadows of Humanity" ukazał się dopiero w 2016 roku. Nie miałem okazji przesłuchać go przed koncertem zatem muzykę Insidius usłyszałem po raz pierwszy na koncercie. Rzeczywiście da się wyczuć że zespół nie tworzą nowicjusze, lecz osoby łojące metal od lat. Muzycznie całkiem przyzwoity i urozmaicony death metal w starym stylu zagrany z werwą i pazurem. Set-lista Insidius obejmowała kawałki z debiutu m.in. "Slow Death" czy "A Rose on a Grave". Konkludując, kolejna z wielu obiecujących rodzimych kapel death metalowych. Warto chłopaków sprawdzić - chociażby poprzez obejrzenie teledysku do utworu "The Final Journey".

Od Infernal War oczekiwałem bestialskiego pokazu wulgarnej agresji i się nie zawiodłem. Ostatnia płyta zespołu z Częstochowy "Axiom" (2015) nader często kręciła się w moim odtwarzaczu, choć słyszałem opinie że jest nieco mniej brutalna niż "Redesekration" (2007) czy EP-ka "Conflagrator" (2009). Lubię koncerty Infernal War, gdyż w ich trakcie ze sceny bije potężna i intensywna energia, w brutalnym metalu tej formacji skumulowana jest ogromna dawka nienawiści, wściekłości i nihilizmu. Mamy w Polsce kilka zespołów, które nie biorą jeńców zarówno koncertowo, jak i z płyt. Są to Bestial Raids, Azarath, Stillborn no i właśnie IW. Trochę się zdziwiłem że to Infernal War będą supportowali Vader, ale przyszedłem na gig przede wszystkim w celu któregoś z kolei zobaczenia tej kapeli. Zagrali m.in. "Axiom", "Crushing Impure Idolatry", "Spill the Dirty Blood of Jesus" czy "Paradygmat" ("Hosanna, hosanna w piekle!").

Vader rozpoczął koncert jakoś po 21 i grali nieco ponad 80 minut. O ile kawałki z "The Empire" nie przekonują mnie z płyty, o tyle Vader koncertowo to już inna historia. Ten zespół nadal umie skopać publiczności tyłki. W trakcie "Imperium Poloniae" Vader zaprezentował kilka nowych piosenek z najnowszej płyty, ale to starocie takie jak "Carnal", "Back to the Blind", "Sothis" czy "Cold Demons" zostały najlepiej przyjęte przez publikę. Akurat nic tym dziwnego - te kawałki zna każdy kto słyszał Vader i nie urodził się pod skałą. W trakcie gigu przyglądałem się Peterowi - od tego faceta nadal emanuje radość grania, łojenie death metalu czy obecnie thrash death metalu wciąż sprawia mu przyjemność. On ma to we krwi. Warto się wybrać na koncert Vader i samemu wyrobić sobie zdanie.

Po zakończeniu koncertu gdy już siedząc w autobusie wracałem do domu pomyślałem sobie że nigdy nie przestanę słuchać metalu. Pozostanę wierny ciężkiemu graniu i mrocznej muzyce. Słucham muzyki metalowej od dwudziestu lat i ciągle nie mam jej dosyć. Nie widzę innej alternatywy (no może poza muzyką poważną :-)) Lubię dziką i pierwotną energię oraz brutalność koncertów metalowych, fajnie jest też obserwować młode pokolenie chłonące metal, które (być może) będzie potem zakładać nowe kapele i grać. A może już to robi.

PS Idąc na koncert natknąłem się na dość dziwny samochód. Dobrze mieć aparat fotograficzny zawsze przy sobie.

Fragment koncertu:

Vader: https://www.youtube.com/watch?v=E55OZyIAvTo
Infernal War: https://www.youtube.com/watch?v=pxDRkXak2Xc

niedziela, 20 listopada 2016

Urbex: Agencja towarzyska Cindy w Poznaniu



















Miejscówka dość słynna w Poznaniu, ale dopiero dzisiaj (czyli rankiem 20 listopada 2016 roku) zwiedzona. Agencje towarzyskie Cindy i Naomi zlikwidowali we wrześniu 2010 roku wielkopolscy policjanci. Obie uchodziły za jedne z najbardziej ekskluzywnych w Polsce, a kontrolował je gang Drexa. Do zatrzymań w obu agencjach doszło niespodziewanie - gdy w obu przybytkach rozkoszy trwała dobra zabawa. Obecnie budynek Cindy jest opuszczony, zdewastowany i dostępny dla wielbicieli Urban Exploration. Wybrałem się do niego dzisiejszym rankiem z kumplem. Mnóstwo śmieci w środku, flaszek, trochę płyt i gazet, ślady bytności bezdomnych w niektórych pomieszczeniach i na największej sali z barem. Najciekawszym miejscem w Cindy wciąż pozostaje czerwony pokój (apartament) z jacuzzi, zdezelowanym prysznicem i azteckimi (?) twarzami na ścianach. Sala z barem też niczego sobie, choć byłaby ładniejsza gdyby dzicy lokatorzy nie zrobili tam syfu. Polecam wyprawę do Cindy wielbicielom Urban Exploration, którzy zajrzą do Poznania.

Cindy Crawford i Naomi Cambpell. Ciekawy pomysł z nazwami burdeli od imion supermodelek. :-)

Kilka nagrań z owego przybytku rozkoszy cielesnych i estetycznych:

https://www.youtube.com/watch?v=T-M69JOsljU
https://www.youtube.com/watch?v=v4bKZXK2Vh0
https://www.youtube.com/watch?v=_oo-quFwKII
https://www.youtube.com/watch?v=XUOwGGKyfxY
https://www.youtube.com/watch?v=lNoukU_WKKs
https://www.youtube.com/watch?v=2nCZlR_5D2A