poniedziałek, 15 maja 2017

Karolina Głowacka, Jean Pierre-Lasota "Czy Wielki Wybuch był głośny?" - recenzja

"Czy Wielki Wybuch był głośny?" - oto zaledwie jedno z setek pytań, którymi zasypuje astrofizyka i fizyka teoretyka Jeana Pierre'a Lasotę dziennikarka radia TOK FM i popularyzatorka nauki Karolina Głowacka. "Czy Wielki Wybuch był głośny?" to jednocześnie tytuł przepastnego wywiadu-rzeki (podzielonego na 11 rozmów), w którym dociekliwa Karolina dyskutuje z Jeanem Pierrem wypytując go o istotne zagadnienia astrofizyki, kosmologii i mechaniki kwantowej. Mnogość poruszonych tematów naukowych przemawia do wyobraźni i serca każdego kto fascynuje się astronomią, fizyką i kosmologią: ogólna teoria względności, Wielki Wybuch (w książce występuje pod angielską nazwą Big Bang), fale grawitacyjne i ich detekcja w 2015 roku, mikrofalowe promieniowanie tła, teoria inflacji i ekspansja Wszechświata, reakcje termojądrowe w gwiazdach, eksplozje supernowych, pulsary, kwazary, gwiazdy neutronowe, pochodzenie ciężkich pierwiastków, zegary atomowe i sposób ich działania, bogata menażeria cząstek elementarnych, ciemna materia i ciemna energia, zasada antropiczna, podział i struktura Układu Słonecznego, czarne dziury, promieniowanie Hawkinga, tunele czasoprzestrzenne, wiara religijna kontra astronomia, itd. Niektóre zadawane profesorowi przez Karolinę pytania wydają się być nieco banalne, ale ma to na celu drążenie tematu i wydobycie od wypytywanego jak najwięcej rzetelnych informacji. Karoliną kieruje niespożyta ciekawość, która rzecz jasna powinna charakteryzować naukowców, badaczy, uczonych i wielbicieli nauk ścisłych. Profesor stara się udzielać Karolinie wyczerpujących odpowiedzi często (w przypadku trudniejszych i wymagających większego skupienia zagadnień) operując analogiami i przykładami.

Zwróciłem też uwagę na liczne anegdoty i ciekawostki z życia naukowców (astronomów, astrofizyków i kosmologów, w tym polskich), którymi Jean Pierre sypie jak z rękawa. To są lata zdobywanej i starannie ugruntowywanej wiedzy, by dojść do takiej precyzji w formułowaniu wypowiedzi i przywoływaniu z pamięci rozmaitych historyjek z przeszłości. A profesor Lasota jest istną kopalnią wiedzy, choć w paru momentach jako dość uważny czytelnik natknąłem się na drobne błędy. Podam jeden przykład prosto z książki: strona 61 - "Niedawno odkryto, że pod lodowatą powierzchnią satelity Neptuna, Enceladusa, znajduje się ocean ciepłej wody, której temperatura na dnie, czyli przy skalistym jądrze dochodzi do 90 stopni Celsjusza." O ile się nie mylę Enceladus jest księżycem Saturna, nie Neptuna. Zresztą starannie badała go sonda Cassini.

Konkludując, "Czy Wielki Wybuch był głośny"? ("Skąd taki pomysł?" :-)) to książka fascynująca i zrozumiała dla laika z ledwie powierzchowną wiedzą z zakresu astronomii, którą czyta się szybko i z zapartym tchem. Jak na literaturę popularnonaukową przystało pojawia się w niej malutko wzorów matematycznych, ale się sporadycznie zdarzają (obowiązkowo E = mc2). Ogromny plus za rozdział poświęcony odkryciu fal grawitacyjnych, czyli rozchodzących się z prędkością światła zmian sił pływowych, które zgodnie z ogólną teorią względności są zmianami krzywizny czasoprzestrzeni. Owo przełomowe odkrycie miało miejsce 14 września 2015 roku i dokonane zostało przez detektory interferometryczne aLIGO - fale grawitacyjne wyemitowały dwie zlewające się ze sobą czarne dziury.

Mam nadzieję że Karolina Głowacka pójdzie za ciosem i zrobi kolejny wywiad-rzekę z uznanym polskim naukowcem (np. matematykiem, geologiem, oceanografem, klimatologiem czy biologiem).

Entropia, Cobalt i Oranssi Pazuzu u Bazyla, 14.05.2017 (fotorelacja)



















Wreszcie mam trochę więcej czasu, by opisać wczorajszy koncert po którym mam bardzo przyjemne wspomnienia. Na występ Finów z Pomarańczowego Pazuzu napalałem się od dłuższego czasu, gdyż w ubiegłym roku nie było mi dane uczestniczyć w ich psychodelicznym koncercie-pandemonium. Grający koncerty Cobalt też ciekawił. Szykowała się naprawdę smakowita muzyczna uczta przy której można odpłynąć w bezmiar kosmicznej pustki.

Co prawda Bazyl tym razem nie pękał w szwach jak pod koniec kwietnia na koncercie Mgły, ale tak czy inaczej frekwencja była całkiem porządna. Kojarzę już z widzenia niektórych stałych bywalców koncertów metalowych w Poz., dostrzegłem też sporo osób przyjezdnych. No i dobrze. Oby jak najwięcej tak pysznych i wgniatających w ziemię koncertów w Poznaniu w przyszłości. Aura Noir 22 maja 2017 roku z przyczyn rodzinnych będę musiał sobie odpuścić, postaram się natomiast być na Rotting Christ 11 czerwca oraz na Obituary, Absu i Beheaded 10 lipca (obowiązkowo). Kiedy wchodziłem do jednego z moich ulubionych klubów (no dobra, ulubionego) w Poznaniu Entropia właśnie zaczęła grać. Pomknąłem pod scenę i ustawiłem się pod barierką, by zrobić kilka zdjęć i chłonąć sludge/post-black metal zespołu z Oleśnicy całym ciałem. To nie był mój pierwszy koncert Miary Nieuporządkowania Układu i zapewne nie ostatni. Członkowie zespołu są ogromnie utalentowani, ich koncerty są porywające i charakteryzują się specyficznym transowym nastrojem. Ta nowa, solidnie rozbudowana kompozycja otwierająca gig Entropii wciągnęła mnie poza horyzont zdarzeń czarnej dziury. Muzyka Entropii doskonale sprawdza się na żywo, jest w niej mnóstwo pasji, energii, kompozycyjnych smaczków. Czekam na świeży materiał od Oleśniczan.

Cobalt - intrygował mnie ten zespół od czasu ich przyjętego z uznaniem albumu "Gin" (2009). Od początku istnienia Cobalt tworzyło dwóch muzyków - perkusista Eric Wunder oraz wokalista Phil McSorley. Jednak wskutek wewnętrznych tarć Wunder wykopał McSorleya z Cobalt i skompletował nowy skład z wokalistą Charlie Fellem na czele. Dodatkowo w marcu 2016 roku zespół wypuścił najdłuższy album w swojej karierze "Slow Forever", który zdecydowanie warto posłuchać. Mój pierwszy raz z Cobalt na żywo okazał się naprawdę intensywnym doświadczeniem. Ogromnie dynamiczny, przepełniony agresją, punkową zadziornością i potężnym żywiołem gig - muzycy ruchliwi i energiczni, a wokalista Charlie Fell to istny szaleniec, co szczególnie udowodnił w trakcie bisu Oranssi Pazuzu, ale o tym później. Pyszny black metalowy hałas, który mnie zachwycił. Szkoda że nie mieli ze sobą żadnych CD na sprzedaż (wszystko wykupione!) Zagrali "Hunt the Buffalo", "Throat", "Stomach", "Gin", "Slow Forever" i "Elephant Graveyard", po czym przyszła kolej na Oranssi Pazuzu.

OP - nie będę się rozpisywał, ale cóż to była za odjechana psychodelia! Przez ponad 70 minut Finowie czarowali swoim dziwacznym awangardowym black metalem, który momentami skręcał w kierunku kosmicznej otchłani, morderczej ściany dźwięku, która sprawiała fizyczny ból i fizyczną rozkosz. Zdaję sobie sprawę że fińska scena metalowa obfituje bądź obfitowała w kapele parające się kompletnie pokręconym awangardowym black czy doom metalem jak np. Unholy czy Dolorian - no i w tą chlubną tradycję znakomicie wpisuje się kosmiczno-szamański Oranssi Pazuzu. Ich muzyka potrafi być psychodeliczna, narkotyczna, opętana, przenikliwa. Muzycy OP wili się na scenie generując intensywny trans czasem zlewający się w najdzikszą kakofonię. Coś pięknego, choć po gigu Finów można wyjść na zewnątrz lekko otumanionym. Zakupiłem ich ostatni długograj na CD "Värähtelijä" (2016) i będę go systematycznie katował. Surrealizm i psychotronika najwyższej próby! Dodam na sam koniec że w trakcie bisu OP na scenę wyskoczył goły wokalista Cobalt Charlie Fell i częstował widownię flachą whisky. Nie załapałem się jednak na łyka ognistej wody.

Opuszczałem Bazyla szczęśliwy - kocham muzykę metalową od lat, a koncerty metalowe i ich specyficzna atmosfera uzależniają. Oby tak dalej.

Entropia: https://www.youtube.com/watch?v=ZHjnsp13Cnk&t=74s
Cobalt: https://www.youtube.com/watch?v=GbN4aQu-W1Y
Oranssi Pazuzu: https://www.youtube.com/watch?v=mEzl8_bd4Jw

wtorek, 9 maja 2017

Stephen Budiansky "Wojna szyfrów" - recenzja

O Narodowej Agencji Bezpieczeństwa z siedzibą w Fort Meade (Maryland, USA) stało się głośno w 2013 roku za sprawą whistle blowera Edwarda Snowdena, który ujawnił mediom mnóstwo informacji odnośnie NSA (National Security Agency), w tym przede wszystkim szczegóły i zdumiewającą skalę programu podsłuchiwania rozmów telefonicznych i przeglądania maili obywateli Stanów Zjednoczonych. Za sprawą wstrząsających rewelacji Snowdena reputacja NSA ogromnie ucierpiała. W "Wojnie szyfrów" (wydawnictwo Prószyński i Spółka) znawca wojskowości i kryptologii Stephen Budiansky przedstawia rywalizację amerykańskich łamaczy kodów z NSA z Sowietami w okresie czterech dekad zimnej wojny. Autor z godną pozazdroszczenia wnikliwością przedstawia historię przesadnie tajnej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa, której początki sięgają czasów II Wojny Światowej, złamania przez aliantów słynnej maszyny szyfrującej Enigma oraz innych niemieckich i japońskich szyfrów. Po wojnie głównym wrogiem demokratycznych Stanów Zjednoczonych stał się stalinowski Związek Radziecki oraz jego sojusznicy z Europy Wschodniej oraz Azji (np. Korea Północna, Wietnam). Rozpoczęła się zażarta rywalizacja pomiędzy amerykańskimi a sowieckimi kryptoanalitykami czy szpiegami. W okresie zimnej wojny to NSA odgrywała znaczącą rolę w takich znaczących wydarzeniach historycznych jak np. wojna w Korei (1950-53, wojska północnokoreańskie i chińskie kontra wojska ONZ i południowokoreańskie), kryzys kubański z 1962 roku, czyli skryte rozmieszczenie przez ZSRR na terytorium komunistycznej Kuby rakiet balistycznych średniego zasięgu bezpośrednio zagrażających terytorium USA) czy wreszcie długotrwała wojna w Wietnamie (1962-1975, komunistyczna północno-wietnamska partyzantka wspierana przez Chiny i ZSRR versus Wietnam Południowy i USA).

Praca dobrego kryptoanalityka nie jest łatwa, gdyż wymaga zarówno doskonałej znajomości matematyki, jak i nauk lingwistycznych. Budiansky przytacza wspaniałe sukcesy i druzgocące wpadki NSA w trakcie tajnej wojny między sowieckimi a amerykańskimi łamaczami szyfrów. Przykładowo jedną z najboleśniejszych porażek w historii Narodowej Agencji Wywiadowczej było przechwycenie w 1968 roku przez marynarkę północnokoreańską amerykańskiego okrętu rozpoznawczego USS "Pueblo" wraz z załogą, tajnymi urządzeniami i dokumentami (członkowie załogi "Pubelo" nie zdążyli wszystkiego zniszczyć). Osiem lat wcześniej do Związku Radzieckiego uciekli dwaj amerykańscy kryptoanalitycy William H. Martin i Bernon F. Mitchell, a w 1963 roku w Moskwie pojawił się inny pracownik NSA Victor N. Hamilton. Trzej zbiegowie ujawnili liczne sekrety Narodowej Agencji Bezpieczeństwa dotyczące współpracy USA z sojusznikami oraz rutynowego nasłuchu łączności nie tylko ZSRR, ale też innych państw komunistycznych (i nie tylko). Historia "Wojny szyfrów" kończy się wraz z rozbiciem muru berlińskiego w 1989 roku i w dalszej konsekwencji upadkiem Związku Radzieckiego w 1991 roku. Pod koniec książki w pięciu dodatkach Budiansky omawia matematyczne sposoby szyfrowania wiadomości przez Sowietów oraz metody używane przez pracowników NSA do ich rozszyfrowania (wskazana jest przy tym m.in. znajomość analizy statystycznej i teorii prawdopodobieństwa).

Książka idealna dla wielbicieli historii szyfrowania i deszyfrowania oraz dla miłośników kryptologii i kryptoanalizy.

sobota, 6 maja 2017

Koncert The Body w Lesie, 05.05.2017 (fotorelacja)



















Tym razem wybrałem się do Lasu (Off-Garbary), by zobaczyć amerykański duet The Body. Las to miejsce specyficzne niemalże w całości otoczone przez opuszczone budynki. Jest to także jedna z najaktywniejszych koncertowo miejscówek w Poznaniu - praktycznie codziennie mają tam miejsce alternatywne koncerty. Występowali w Lesie m.in. Francuzi z Dirge, Aluk Todolo czy właśnie The Body. Gdybym mieszkał bliżej i miał więcej czasu to pojawiałbym się na Off-Garbarach regularniej. W planach miałem też spotkać ze znajomym z Wrocławia, który uwielbia The Body i od paru lat eksploruje opuszczone miejsca. Była zatem okazja poruszyć temat Urban Exploration (miejskiej eksploracji) z której skwapliwie skorzystałem.

Aktem otwierającym był duet młodzieńców z Nowego Jorku Uniform oferujący słuchaczom intensywną i hałaśliwą mieszaninę harsh noisu, industrialu, metalu i power electronics. Niestety nie było mi dane zbyt długo posłuchać Uniform, gdyż wyszedłem ze znajomymi z Lasu na pogaduchę. Inna sprawa że występ Uniform mnie nie porwał. Tak czy owak właśnie przesłuchuję sobie na bandcampie ich drugi album "Wake in Fright" (2017) pisząc tą króciutką relację. Jego tytuł to oczywiste skojarzenie z arcydziełem australijskiego kina outback "Wake in Fright" (1971) Teda Kotcheffa.

Metal Archives charakteryzuje muzykę The Body jako eksperymentalny doom metal/sludge/noise/industrial - to potężna i katartyczna, acz fascynująca dawka muzycznej mizantropii. Zespół od 1999 roku tworzą perkusista Lee Buford oraz gitarzysta/wokalista Chip King, jednak wczoraj mieliśmy do czynienia z gigiem elektronicznym (czyli zero gitar i perkusji). Koncert The Body był jednak porażająco intensywnym (choć krótkim) doświadczeniem. To był industrialno-noisowy, okraszony niepokojącymi wizualizacjami koszmar z kilkoma chwilami na wyciszenie. Obecnie The Body stał się tworem bardziej piosenkowym i jakby odrobinę bardziej przyswajalnym - w ich brutalnym sludge doomie odnajdziemy wpływy industrialu, noisu, drone'a czy nawet hip-hopu. Nadal jest to jednak muzyka abstrakcyjna, odważna, eklektyczna. Zresztą poświećcie kilka godzin na przesłuchanie ich bogatej dyskografii, a niejeden raz będziecie zaskoczeni. Z ciekawości przyglądałem się widowni, która zapewne nieprzypadkowo znalazła się na koncercie The Body. Frekwencja całkiem spora (około 70-80 osób, na pewno mniej niż 100), wśród fanów zdarzały się też dość liczne kobiety (np. zwróciłem uwagę na dwie młodziutkie niewiasty stojące z boku tuż przy scenie - jak widać obłąkana muzyka The Body przemawia nie tylko do płci brzydkiej). The Body wkrótce wypuści kolejne dwa materiały, które mają już nagrane (kumpel robił z nimi wywiad). Warto będzie na nie czekać. Co jeszcze? Wspominałem już że koncert Amerykanów był bardzo krótki - nieco ponad pół godziny. Po jego zakończeniu z tego powodu miałem niedosyt, gdyż wkręciłem się w te niesamowite dźwięki. Ale wspomnienia w formie zdjęć i nagrań pozostaną. :-)

Tymczasem niech słowo stanie się Ciałem:

https://thebody.bandcamp.com/

Fragmenty hałasu The Body:

https://www.youtube.com/watch?v=EpSijoY070s
https://www.youtube.com/watch?v=TIKNGZ0U7Q0

niedziela, 30 kwietnia 2017

Lvcifyre, Bestial Raids i Mgła w Bazylu, 29.04.2017 (fotorelacja)



















Bilet na ten koncert kupiłem prawie w ostatniej chwili. Musiałem się śpieszyć, bo krakowska Mgła jest zespołem, który wyprzedaje koncerty i zapełnia kompletnie sale klubowe. Widziałem ich na żywo do tej pory dwukrotnie (oba koncerty w Krakowie, ten pierwszy wyprzedany błyskawicznie) i nadal próbuję ogarnąć fenomen popularności Mgły nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Ich koncerty były ekskluzywne, dość rzadkie, ale w tej chwili zapytać jakiegokolwiek cudzoziemca, który słucha black metalu o kapele z Polski to na pewno wymieni Mgłę. Może właśnie ta otoczka ekskluzywności (i doskonała muzyka) zapewniła Mgle zainteresowanie na które kapele pokroju Vader czy Behemoth musiały pracować latami. W przypadku Mgły ta popularność wybuchła raptem w ciągu paru lat (powiedzmy od 2012 roku od czasu wydania "With Hearts Toward None" i rozpoczęcia koncertowania). Jakoś to szybciej poszło. A teraz koncerty we Wrocławiu i wczorajszy poznański wyprzedane - inne nie wiem, ale zapewne można spodziewać się dzikich tłumów. Mgły zaczęli też słuchać miłośnicy muzyki alternatywnej, zespół został zauważony przez mainstreamową prasę, która co do zasady (z pewnymi wyjątkami) ignoruje rodzimy metal. Nawet Furia nie gromadzi takich tłumów jak Mgła. Może rzeczywiście nastały czasy gdy black metal stał się pewnego rodzaju trendem, przestał być niszowy (ale tak naprawdę ta popularność dotyczy zaledwie kilkunastu kapel). W każdym razie idąc wczoraj do Bazyla spodziewałem się mnóstwa ludzi i rzeczywiście frekwencja dopisała w dwójnasób.

Po wejściu do klubu od razu udałem się na merch w celu zakupienia "Sun Eater" (2014) Lvcifyre i koszulki Mgły. Ceny merchu rozsądne np. 30 zł za CD, 40 zł za t-shirty, bluzy bodaj za 120 zł. Na pewno branie było duże. Oczekiwaniu na koncert Lvcifyre towarzyszył puszczony głośno "Hope" (2017) Mord'A'Stigmata. Intrygował mnie zwłaszcza Lvcifyre grający kurewsko mroczny i potężny black death metal, gdyż to kawał soczystego metalowego mięcha. I na żywo nie zawiedli. Lvcifyre zalali zgromadzonych pod sceną pulsującą od brutalności black death metalową magmą. Gdy tak słucham sobie w tej chwili "Sun Eater" to uderza mnie w twarz gęstniejąca ciemność tej muzyki i ta nieokrzesana moc, atmosferyczna potęga. Oczywiście nie jest to jednostajna jatka, gdyż w muzyce Lvcifyre pojawiają się pełne napięcia doomowe zwolnienia i gitarowe solówki. Tak czy owak cieszę się że zobaczyłem Lvcifyre na żywo i żywię nadzieję że będą się częściej pojawiali w Polsce na koncertach, gdyż trzon zespołu tworzą rodacy. Publika na Lvcifyre była nieco nieruchawa, choć dało się zauważyć zaczątki młyna, ale kapela została przyjęta ciepło. Jeśli lubicie dziki, nawiedzony i posępny black death Lvcifyre to znakomity wybór do słuchania. Są to istne dźwięki z otchłani.

Po intensywnym gigu Lvcifyre wyszedłem na dwór trochę zaczerpnąć powietrza i spotkałem znajomych, z którymi trochę pogadałem. Po koncercie kieleckiego Bestial Raids wiedziałem czego się spodziewać: totalnej black death metalowej surowizny i gniotącej brutalności. Gdy się widzi Bestial Raids na żywo to wręcz czuć ten ich przekaz: prymitywny, zepsuty do szpiku kości, przesycony punkową furią. To po prostu bestialska nawałnica przeznaczona dla wielbicieli Teitanblood, Proclamation, Conqueror, Blasphemy i Revenge. Dla mnie osobiście trochę zbyt monotonna (naprawdę przydałoby się aby BR stworzyli np. jakiegoś złowieszczego doom metalowego walca bądź wpletli jakieś miażdżące i zapadające w pamięć riffy do war metalowej konwencji), ale publika na ich koncercie zaczęła się rozkręcać. Rozszalał się młyn, rozpoczęły się tańce i hulanki. Zespół zaprezentował kilka kawałków z najnowszego albumu "Master's Satan Witchery" (2016), ale nie pytajcie mnie jakich (generalnie zagrali dość przekrojowy koncert). Może później uda mi się ustalić jakąś sensowną set-listę. Na pewno był to najekstremalniejszy koncert wczorajszego wieczoru. Zero litości i głaskania.

Set-lista BR (nie cała): "Ceremonial Bloodshed", "Debauchery Enthroned", "Descending the Thantifaxath", "Kingdom Below", "Angel of the Abyss", "Unholy Spirit Diabolos".

Przed występem Mgły scena Bazyla zagęściła się od ludzi. Do barierek nie sposób było się dopchać - próbował tego bezowocnie dziennikarz Co jest grane? - dodatku do poznańskiej Wyborczej. No proszę, dziennikarze Wyborczej goszczą na koncercie black metalowym. A jeszcze kilka lat temu nawet ta bardziej liberalna prasa wspominała o muzyce metalowej jedynie w negatywnym kontekście ekscesów domorosłych satanistów. Satanizm, okultyzm, moralne zepsucie, deprawowanie młodzieży, etc. Jestem na tyle stary że pamiętam kilka takich alarmistycznych artykułów. A teraz? O Mgle i Furii (często z zabawnym skutkiem) piszą dziennikarze mainstreamowych mediów. Jak widać czasy się zmieniły, choć obecnie żyjemy w kraju rządzonym przez żałosną klęcznikową partię. Dość tych dygresji - Mgła zagrała ponad 50 minutowy koncert bez bisowania. Pod sceną ścisk, szaleństwo, miałem trudności z robieniem sensownych zdjęć i w końcu dałem sobie spokój. Kawałki grali z różnych materiałów - "Further Down the Nest", "Mdłości", "Groza", "With Hearts Toward None" i "Exercises in Futility" (bodaj II i VI). Zwróciłem uwagę jak dużo niewiast przewijało się w koszulkach Mgły - no tak, szczególnie Furia i Mgła gromadzą na koncertach płeć piękną. Mgła to fenomen. Surowy i skrajnie nihilistyczny (acz melodyjny) black metal, który dotarł w krótkim czasie do szerszego grona odbiorców wychodząc w zasadzie z podziemia. A może ten zespół mimowolnie był skazany na sukces? W każdym razie jeżeli wizytówką polskiego black metalu za granicą ma być Mgła czy przykładowo Cultes des Ghoules to super.

Organizacja koncertu przez Left Hand Sounds wyjątkowo profesjonalna i wzorowa. Warto kibicować i trzymać kciuki za kolejne doskonałe koncerty metalowe pod egidą LHS. Osobiście chętnie zobaczyłbym na żywo u nas w kraju Szwajcarów z Darkspace czy Amerykanów z Evoken.

Tak było w Poznaniu:

Lvcifyre - https://www.youtube.com/watch?v=2nHyPMap4Gs
Bestial Raids - https://www.youtube.com/watch?v=op-nmEnhF3Q
Mgła - https://www.youtube.com/watch?v=UtBQxtkoLFg

piątek, 28 kwietnia 2017

Mord'A'Stigmata "Hope" (2017) - recenzja
























Nadzieja. W sprzyjających okolicznościach potrafi uskrzydlić i zniewolić. Jednocześnie może stać się absolutną torturą. Gdy jesteśmy bez wzajemności zakochani w osobie, która tego nie dostrzega bądź z takich czy innych względów nie chce się z nami wiązać trzymamy się kurczowo złudnej nadziei bycia razem. Gdy ktoś nam bliski śmiertelnie zachorował i nie ma już dla niego medycznego ratunku bezsensownie pragniemy aby powrócił do zdrowia. Gdy ktoś bezpowrotnie odchodzi chcemy aby powrócił i żeby było jak dawniej. Kiedy wszystko idzie źle i tracimy kontrolę nad naszym własnym życiem co nam pozostaje? Ano ta przeklęta nadzieja. Z taką nadzieją-udręką mamy do czynienia na najnowszym albumie Mord'A'Stigmata "Hope" (2017, Pagan Records, premiera krążka 17 lutego 2017 roku). Na "Hope" składają się cztery ponure, przytłaczające i utrzymane w nieśpiesznych tempach kompozycje, które potrafią autentycznie wciągnąć. Muzykę zespołu z Bochni/ Krakowa często wrzuca się do przepastnego wora z wyblakłą etykietą post-black metal, ale w trakcie odsłuchu "Hope" i zapoznawania się z warstwą liryczną tej płyty miałem nieodparte skojarzenia z depresyjnym black metalem. I rzeczywiście wszystkie utwory na "Hope" kipią od pesymizmu, są chłodne niczym świeże ciało na stole sekcyjnym. Awangardowy black metal Mord'A'Stigmata charakteryzuje się hipnotyzującą aurą, psychodelicznym delirium i chorą, negatywną wymową całości. Nie są to dźwięki łatwo przyswajalne, przyjemne, raczej wymagają skupienia, wyłączenia się na prawie 45 minut. Nieprzypadkowo miło wspominam obcowanie z "Ansia" (2013) i "Our Hearts Slow Down" (2015), czyli poprzednimi materiałami grupy. Niestety nie było mi dane zobaczyć Mord'A'Stigmata na żywo gdy supportowali Secrets of the Moon oraz Triptykon, ale w Bazylu w marcu 2017 roku zagrali znakomicie (koncert wraz z poznańskim Above Aurora). Warto dać szansę "Nadziei" i postawić twórczość Mord'A'Stigmata obok innych nietuzinkowych rodzimych kapel takich jak np. Medico Peste, Nightly Gale, Lux Occulta czy Non Opus Dei.

Odsłuch: https://mordastigmata.bandcamp.com/

Podsumowaniem tego luźnego słowotoku subiektywnych impresji i skojarzeń niechaj będzie cytat z "Podróży do kresu nocy" (1932) Celine'a: "Jeszcze gorsze jest to, że człowiek pyta siebie, skąd nazajutrz weźmie dość sił, żeby robić dalej to, co wczoraj i już od tak dawna, gdzie znajdzie siłę do tych głupich zabiegów, do tych tysięcznych projektów nie prowadzących do niczego, tych prób wyjścia z przygniatającej konieczności, usiłowań, które zawsze zawodzą, a wszystkie wiodą do tego, by się przekonać raz jeszcze, że losu przezwyciężyć nie można, że trzeba upaść z powrotem pod mur, co wieczór, pod grozą tego jutra, zawsze coraz niepewniejszego, coraz wstrętniejszego."

Zawsze jednak pozostaje nadzieja. A w zasadzie bezsens nadziei. Miraż. Fatamorgana.

środa, 26 kwietnia 2017

Urbex: Dentysta na skraju lasu



















Czasem natrafia się na miejsca dziwaczne, abstrakcyjne, jakby odrealnione. Takim miejscem jest niewątpliwie pewien samotny dom na skraju lasu. Myślę że został opuszczony najwcześniej w 2010 roku ze względu na obecne wewnątrz gazety. Nie ujawnię jego lokalizacji, gdyż nie chcę aby podzielił losu wielu zdemolowanych przez ludzi opuszczonych miejsc. Ten dom to taka trochę anomalia, gdyż kryje w sobie pewne lekko niepokojące niespodzianki. Ciemna piwnica stanowi kuchnię, pierwsze piętro to gabinet dentystyczny (z unitem stomatologicznym Chiradent BH) i gabinet odnowy biologicznej (albo coś w ten deseń), na drugim ktoś pozostawił filiżanki na stoliku, na trzecim znajdują się łazienka i dwie toalety. Dużo kluczy w środku - dom pełen kluczy. Jest już odrobinkę zaśmiecony (sporo puszek po piwie się wala) - całkiem możliwe że ktoś już w nim pomieszkiwał. Z takich miejsc często korzystają osoby bezdomne. Tak samo kaloryfery zostały wymontowane - jakby czekając na przybycie złomiarzy.

Lokalizacja nie jest istotna. Mam nadzieję że odwiedzi to frapujące miejsce jak najmniej ludzi. Wśród miłośników miejskiej eksploracji (która staje się niestety coraz bardziej popularna za sprawą mediów, Youtube'a i portali społecznościowych) są jednak zwolennicy poglądu że dane miejsce powinno być dostępne dla wszystkich. To błędne założenie. Zawsze kończy się to bezmyślną dewastacją i pozbawieniem obiektu walorów estetycznych. Najlepszy przykład ostatnich miesięcy to słynny ośrodek wypoczynkowy nad jeziorem. Czyżby właściciel domu na skraju lasu zmarł bądź wyjechał pozostawiając obiekt na pastwę czasu i zapomnienia? Ile takich opuszczonych domów przemija wokół nas? Jakie sekrety kryją? Ile osób w nich umarło? I ja w końcu przeminę i pamięć o mnie - rzecz nieunikniona. Urbex to przemijalność opuszczonych przestrzeni. Śmierć i rozkład.

Swoją drogą właśnie dowiedziałem się o śmierci Jonathana Demme - reżysera przede wszystkim świetnej ekranizacji thrillera Thomasa Harrisa "Milczenie owiec" (1991) - ostatnio ten film dość regularnie odświeżała polska telewizja. To zapewne "Milczeniem owiec" Demme'a inspirowany był jeden z najsłynniejszych nierozwiązanych przypadków polskiej kryminalistyki - sprawa 'Kuśnierza' i ludzkiej skóry w Wiśle. "Milczenie owiec" z Hopkinsem i Foster oglądałem wielokrotnie, gdyż lubię ten precyzyjnie zrealizowany thriller oparty na słynnych przypadkach seryjnych morderców z USA. Z eklektycznej filmografii Demme'a wryły mi się w pamięć także "Filadelfia" (1993) z Tomem Hanksem oraz "Caged Heat" (1974) - klasyka więziennego kina eksploatacji. Dzięki "Milczeniu owiec" inteligentny Hannibal Lecter stał się swoistą filmową ikoną, a ćma trupia główka (Acherontia atropos) całkiem znanym owadem.

Tyle ode mnie. Muszę wrócić do zamieszczania tutaj innych treści (np. muzycznych), nie tylko urbexowych.

Nagrania z tego specyficznego miejsca, które na swój sposób mnie urzekło.

https://www.youtube.com/watch?v=BJx0Hn68E5k
https://www.youtube.com/watch?v=SBJzGY4jUDw
https://www.youtube.com/watch?v=pstjj7YgLZw
https://www.youtube.com/watch?v=x_DcbGMYqpQ