sobota, 10 września 2022

Czerwony most w Luksemburgu

                                                    

Dzisiaj Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom. Czytałem właśnie artykuł o słynnych miejscach, w których ludzie popełniają samobójstwa tzw. suicide spots. Zdesperowane jednostki rzucają się z mostów, wiaduktów, nadmorskich klifów, wysokich budynków, pod pociągi, skaczą do kraterów wulkanów (Mount Mihara w Japonii) czy umierają głęboko w lesie Aokigahara. Jednym z najsłynniejszych mostów samobójczych jest most Golden Gate w San Francisco, główny 'bohater' poruszającego dokumentu Erica Steele'a "The Bridge" z 2004 roku. Jednak moją uwagę przykuł inny most samobójców, Czerwony Most w Luksemburgu rozciągający się nad domostwami Pfaffenthal. W 1991 roku reżyserka Genevieve Mersh nakręciła o nim krótkometrażowy dokument "The Red Bridge". Nie mogę tego filmu nigdzie znaleźć, zatem będę bazował na jego opisach. W każdym razie do pewnego czasu Czerwony Most był miejscem wielu skoków samobójczych. Samobójcy spadali na tereny zamieszkiwane, do ogrodów, zdarzały się sytuacje, że ciała dziurawiły dachy domów. Dzieci chodzące do szkoły były świadkami udanych prób samobójczych. W filmie pada zdanie z ust jednego dziecka: "Czasem oni leżą na ulicy i wyglądają w porządku, lecz wiesz... oni są porozrywani w środku." Dość powiedzieć, że pomalowany na czerwono most przestał być mostem samobójców po premierze tego filmu, gdyż w 1993 roku zainstalowano na nim bariery z pleksiglasu, by zapobiec dalszym samobójstwom, a w 2017 roku zastąpiły je zabezpieczenia ze stali nierdzewnej. No i proszę. Tak można zredukować liczbę samobójstw i prób samobójczych w jednym miejscu do zera, ale zdesperowane jednostki znajdą inne sposoby, by zniknąć. Tak czy siak przypominające siatkę czy szklane bariery na mostach i w innych wysokościowych suicide spots są niezbędne, podobnie jak tabliczki z numerami linii kryzysowych czy informujące o tym, że zawsze jest inne wyjście z sytuacji niż to ostateczne. 

Przytoczę jeszcze jeden przykład. W sierpniu 2001 roku trzech chłopców w wieku 14, 17 i 18 lat skoczyło z ceglanego mostu kolejowego o wysokości 74 metrów pomiędzy Reichenbach a Plauen (Niemcy), tzw. wiaduktu Goltzsch. Samobójczy pakt, w którym lokalna policja doszukiwała się podłoża satanistycznego. W ich ślad poszły dwie 16-latki. Ta historia stała się kanwą niemieckiego filmu dokumentalnego "Diabolical Games" z 2002 roku. Ten największy ceglany most kolejowy na świecie z 1846-51 roku jest obecnie lepiej pilnowany przez policję. Ciekawe czy tak jest rzeczywiście.

Na zdjęciach Czerwony Most w Luksemburgu (zdj. Gerard Kieffer) oraz ostatnia fotografia 16-letniej kolejowej samobójczyni z Rosji Riny Palenkovej, którą zamieściła w 22 listopada 2015 roku w social mediach. Rina (oryginalnie Renata Kambolina) stała się przez pewien czas idolem dla młodocianych rosyjskich samobójców. Po dziś dzień aktywne dyskusje na jej temat toczą się chociażby na Reddit. 

Rozmowa. Umiejętność słuchania. Wykazanie zainteresowania. Niekiedy tyle wystarczy, by odwieść kogoś od zamiaru samobójstwa. Jednakże zdumiewa obojętność z jaką traktujemy się wzajemnie. Czasem mam wrażenie, że ludzi bardziej interesuje los krzywdzonych zwierząt (co oczywiście jest chwalebne) niż dobrostan psychiczny wyalienowanych i wrażliwych jednostek.

Aha, stuknęło mi milion wyświetleń. Całkiem nieźle jak na taki niszowy blog, który jeszcze chce mi się prowadzić. Niedługo wracam do koncertowego życia.

Tymczasem postępuje kontrofensywa Ukraińców w obwodzie charkowskim. Rosjanie są już wyparci bądź wypierani m.in. z Krupiańska, Izjum i Łymania. Mam nadzieję, że zostaną wyparci całkowicie z terytorium Ukrainy. Ciekawe co na to wszelkiej maści konserwatyści-rusofile i inni symetryści, dla których wrogiem numer jeden są NATO i 'zgniły' Zachód. Niezłe tempo kontrofensywy. Oby tak dalej.

Dzisiaj w odsłuchu ostatni album Valborg. Wściekły, brutalny, industrialno-punkowo-metalowy. Skrzyżowanie Godflesh z Triptykon. 

https://valborg.bandcamp.com/album/der-alte

środa, 31 sierpnia 2022

Zazda strasti/ Thirst of Passion (1991) - recenzja

                                               

W zamierzeniu blog niniejszy ma mieć zauważalny feeling gotycki, zatem często opisuję tutaj horrory z pieczołowicie oddanym klimatem grozy i niesamowitości. W dobie agresji Rosji na Ukrainę raczej wstrzymuję się z promocją rosyjskiej kultury, ale tym razem zrobię wyjątek. "Zazda strasti" aka "Thirst of Passion" to ciekawy przykład sowieckiego horroru. Film jak się zdaję mocno inspirowany gotyckim horrorem z lat 60-tych, filmami giallo Mario Bavy i Dario Argento (być może "Suspiria" z 1977 roku była tutaj główną inspiracją dla reżysera Andrieja Kharitonova) oraz odrealnionym surrealizmem Davida Lyncha. W szkole podstawowej uczyłem się trochę rosyjskiego, jednakże nie wszystko z fabuły "Thirst of Passion" byłem w stanie zrozumieć. Niemniej jednak obfitująca w nadprzyrodzone zdarzenia fabuła dotyczy morderstwa dokonanego na bogatej wdowie. Pewien odziany w długi płaszcz detektyw usiłuje rozwikłać zagadkę śmierci kobiety. W tym celu nawiązuje kontakt z jej kochankiem-lekarzem. Pojawia się także odziany w czerń i uwodzicielski doppelganger (sobowtór) zamordowanej. 

Horrory oglądam od wczesnych lat dzieciństwa, widziałem ich na przestrzeni lat tysiące, ale czasem trafiam na taką zapomnianą perełkę jak "Zazda strasti". Co mnie szczególnie urzekło w "Thirst of Passion"? Gęsta i znakomicie wykreowana atmosfera rodem z gotyckiego horroru (mroczne wnętrza pałacu, cmentarne alejki, pojawiające się znienacka ghoule, tudzież demony, zjawy [miałem tutaj skojarzenia z innym znakomitym gotycko-wampirycznym horrorem z USA "Lemora: A Child's Tale of the Supernatural" z 1973 roku], kwintesencja gotyku, czyli złowrogi, ale jakże uwodzicielski doppelganger, subtelna scena lesbijska), wreszcie całkiem krwawe sceny morderstw przypominające wysmakowane sceny śmierci z najlepszych gialli np. uduszenie młodej kobiety dłoniami w skórzanych rękawiczkach. Jeśli ktoś lubi Eurohorror (gotycką grozę i filmy giallo) to na pewno wychwyci wyraziste wypływy i inspiracje obecne w "Zazda strasti". Niedawno przybliżyłem tutaj belgijski "Malpertuis" z 1971 roku, film oniryczny i piękny, choć nie pozbawiony akcentów humorystycznych. "Thirst of Passion" to podobna, starannie utkana fantasmagoria, obraz, który urzeka odrealnionym nastrojem i nie pozwala się nudzić ani przez moment. 

Przy okazji polecam bardziej szczegółową recenzję znajomej z Kinomisji: 

https://www.pulpzine.pl/thirst-of-passion-1991-argento-po-radziecku/

Natomiast 1 września obejrzałem po raz pierwszy "Il caso Valdemar" (1936) - włoską adaptację noweli (opowieści niesamowitej) z 1845 roku autorstwa mistrza Edgara Allana Poe wyreżyserowaną przez Gianni Hoepli i Ubaldo Magnaghi. To w zasadzie pionierski film gore w historii kina grozy ze świetną sceną topienia się twarzy, której nie powstydziłby się maestro horroru Lucio Fulci. Hipnoza i rozkład ciała po przebudzeniu Ernesta Valdemara na łożu śmierci. Rewelacja!

Sami oceńcie: https://www.youtube.com/watch?v=f185kvknFV0

niedziela, 28 sierpnia 2022

Drugi numer zina Shades of Darkness

Zajrzałem ostatnio do jednego z poznańskich Empików, by pogrzebać w płytach CD.  Po bezsensownej likwidacji działów z płytami CD i winylami w Media Marktach pozostał tylko Empik, którego oferta płytowa jest po prostu biedna i powtarzalna. Pomijając wygórowane ceny na stoiskach płytowych Empiku rzadko trafiam na albumy, które mnie interesują. A interesuje mnie głównie muzyka niszowa (metal, brzmienia gotyckie, mroczna elektronika, etc.) Ok, można ewentualnie uzupełnić w Empiku dyskografię takich zespołów metalowych jak Kreator, Tankard, Saxon, Kat, Celtic Frost, Slayer, Megadeth czy Sepultura, ale na płyty z black metalem czy death metalem trafia się tam dość rzadko (oczywiście są wyjątki typu Vader, Decapitated, Cannibal Corpse, Satyricon). W każdym razie Empik nigdy nie miał startu do obfitości działów płytowych w Media Marktach. Tak czy owak, feralnego dnia kupiłem na CD Sisters of Mercy BBC Sessions (lata 1982-84) i dwa albumy Davida Bowie "Heroes" (1977) i "Reality" (2003). Jednocześnie rzucił mi się w oczy zin Shades of Darkness, który trochę mnie zaintrygował. 

Metalu zacząłem na dobre słuchać w latach 1995-96. Najpierw były teledyski kapel metalowych nagrywane na kasety video, potem przyszło kupowanie kaset magnetofonowych i pierwszych płyt CD, wreszcie uczestnictwo w pierwszych koncertach. Oprócz tego przez dłuższy okres czasu kupowałem Morbid Noizz, Thrash'em All czy Metal Hammer i pochłaniałem wywiady z muzykami. Od wielu lat nie kupowałem czasopism i zinów, gdyż wolałem skupić się na czytaniu książek i kupowaniu płyt CD ulubionych wykonawców. W tym roku jednak coś się zmieniło. Najpierw przeczytałem od deski do deski zina Kinomisja o nurcie giallo (zin filmowy), a teraz zacząłem czytać Shades of Darkness, który kupiłem kilka dni temu. Zaintrygowała mnie jego grubość i zawartość. Przykładowo Watain, Unleashed, Marduk, Immolation... hmm, wszystkie te zespoły wciąż cenię, choć obecnie nie siedzę w ciężkich brzmieniach tak intensywnie jak kiedyś. Przerzuciłem się na szeroko pojęte brzmienia gotyckie (dark electro, EBM, post-punk, darkwave, rock gotycki, industrial, coldwave, death rock) z domieszką neofolka i neoclassical, ale o metalu nie zapomniałem i raczej już nigdy nie zapomnę. Ciężko bowiem trwale odseparować się od muzyki, która ukształtowała mnie światopoglądowo w młodości. Nigdy tego nie zrobię. Wiadomo jednak, że gusta muzyczne stale ewoluują. Nie są twardym monolitem.

Na razie przeczytałem kilka wywiadów w Shades of Darkness (co ciekawe, wypytujący muzyków Woland mieszka pod Poznaniem) i jest dobrze. Dziś na pewno zabiorę się za wywiad z Einarem Selvikiem z Wardruna. Same wywiady są ciekawe, pogłębione, niebanalne, wnikliwie przeprowadzone, przypominają mi nieco sposób wypytywania muzyków w  zinie Bardo Methodology. Cieszy mnie inicjatywa wydawania zinów takich jak Kinomisja czy Shades of Darkness, ponieważ tworzą je zapaleńcy, fascynaci. Tkwi w tym ogromny zapał, chęć zagłębienia się w twórczość danego artysty, dowiedzenia się co nim kieruje. W Shades of Darkness nacisk jest głównie na black metal i death metal, jednakże mam nadzieję, że z czasem zagoszczą tam także kapele doom metalowe czy idąc dalej gotyckie. Ale to są akurat moje preferencje muzyczne, które niekoniecznie muszą kolidować z preferencjami muzycznymi innych.

Fajnie, że nadal ktoś w Polsce tworzy ziny. Sam wielokrotnie kwestionowałem sens pisania na tym blogu, choć jakichś odbiorców niewątpliwie mam. Jednakże blogowanie nie może już konkurować z podcastami, filmikami na Instagramie czy TikToku. Mam wrażenie, że duży odsetek odbiorców woli oglądać i słuchać, niż czytać. Tyle na dzisiaj. Shades of Darkness polecam.A Filipowi "Welandowi" Kowalczukowi życzę powodzenia w dalszym tworzeniu kolejnych numerów. Dobra robota! Do zobaczenia na jakimś koncercie metalowym w Poznaniu.

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Wywody profesora Roszkowskiego o muzyce i śmierć córki Aleksandra Dugina

                                               

W ostatnim czasie ograniczyłem nieco aktywność blogerską, gdyż mam dużo ważniejszych spraw na głowie. Z uwagą jednak śledzę rozmaite wydarzenia, które mają ostatnio miejsce (katastrofę ekologiczną na Odrze i inercję polskiego rządu w tej sprawie, tak jakby chciał zamieść tą tragedię pod dywan, rozmaite sprawy kryminalne, etc.) Postaram się jednak skomentować dwa wydarzenia w Polsce i Rosji.

Ostatnio zaroiło się w sieci od memów i złośliwych komentarzy pod adresem pseudonaukowego podręcznika profesora Wojciecha Roszkowskiego "1945-1979: Historia i teraźniejszość" przeznaczonego dla liceów i techników. Nie będę się nad nim pastwił, bo inni już wnikliwie to zrobili. Natomiast mocno rozbawiły mnie jako muzykofila cytaty muzyczne z poprzedniej alarmistycznej książki Roszkowskiego z 2019 roku "Roztrzaskane lustro: Upadek cywilizacji zachodniej". Autor upatruje wszelkiego zła i zgnilizny moralnej w kulturze masowej lat  70-tych, 80-tych i 90-tych m.in. w Black Sabbath, Madonnie, Michaelu Jacksonie, Nicku Cave, Eminemie, Marilynie Mansonie, punk rocku, thrash metalu, death metalu czy black metalu. Drażnią go alkoholizm, narkotyki, erotyka i seks obecne w pop-kulturze. Przejawem moralnej degrengolady jest także "flirt z Szatanem" obecny m.in. w "Sympathy for the Devil" (1968) The Rolling Stones oraz m.in. muzyka Nick Cave and the Bad Seeds. Profesora niepokoi 'agresywny nihilizm' wielu wykonawców muzycznych. Doprawdy jest się czego bać.

Oczywiście Roszkowski wojuje też z szeroko pojętą muzyką metalową/industrial rockową będącą 'nośnikiem' treści satanistycznych. Dostaje się takim zespołom jak Megadeth (w książce błędnie Megadeath), Metallica, Nine Inch Nails (za kawałek "Big Man with a Gun", dobrze, że profesor nie dokopał się do teledysków z "Broken" :-)), Rammstein, Marilyn Manson, Behemoth, Judas Priest, Iron Maiden czy Venom. Thrash metal to dla niego 'śmieciowa' odmiana gatunku (oj, przydałyby się dla Roszkowskiego korki z angielskiego), black metal (Mayhem, Satyricon) to wyłącznie metal 'satanistyczny', a death metal (Possessed) 'śmiercionośny'. O black metalu tak profesor pisze: "To istotnie rodzaj opętania hałasem, chrapliwymi wrzaskami solistów, malujących się w upiorne kolory, wykrzykujących wśród migotania laserowych świateł słowa pełne nienawiści i agresji oraz wykonujących gesty sprośne i bluźniercze". Liryki zespołów takich jak Dark Funeral, Blasphemy, Hellhammer czy Impaled Nazarene mają zachęcać słuchaczy do samobójstwa. Umoralniająca diagnoza rodem z kościelnej gazetki albo portalu Fronda. Dobrze, że profesor nie odkrył jeszcze industrialu, noise'a czy EBM/aggrotech.

Osobiście lubię agresywną i mroczną muzykę i będę wręcz zachęcał młodzież do jej słuchania. Ba, gdybym nie znał żadnego z wymienionych tutaj zespołów/wykonawców to taki umoralniający i zacofany wywód skłoniłby mnie do natychmiastowego sięgnięcia po nie. I sprawdzenia czy ten diabeł jest taki straszny, jak go malują. Jak wiadomo zakazany owoc smakuje najlepiej. Czyli efekt odwrotny od zamierzonego. Pokazałem cytaty z tej książki znajomej gotce. Określiła to trafnie: "Mentalne średniowiecze." Myślę jednak, że pokaźna część młodzieży nie da się na te konserwatywne brednie nabrać. Opętanie hałasem? Czemu nie? 

I jeszcze jedno. Gdy czytam wypowiedzi ministra edukacji Czarnka takie jak przytoczona w nawiasach („Tak, to jest wojna kulturowa, w pełnym tego słowa znaczeniu, co więcej, znaleźliśmy się na froncie tej wojny, dlatego tak to wygląda. Jest to walka o świadomość młodych pokoleń, przecież nie przez przypadek nie uczono ich wcześniej o tym, co się działo pod koniec II wojny światowej i po II wojnie światowej, w drugiej połowie XX wieku i na początku XXI wieku”) to jestem zdania, że przydałoby się Polsce otrzeźwienie w postaci sekularyzacji. Ten proces już zachodzi. Kropla systematycznie drąży skałę. Przejawem patriotyzmu nie jest dla mnie katolicki fundamentalizm, ale np. ochrona polskich rzek i dbałość o rodzimą przyrodę. To jest dla mnie prawdziwe dziedzictwo narodowe, a nie narzucona nam jedna z wielu monoteistycznych religii.

Także wbrew twierdzeniom profesora Roszkowskiego dalej słuchajcie metalu, industrialu, punka, hip-hopu, muzyki gotyckiej - jakiejkolwiek muzyki kontrkulturowej, która jest uznawana przez boomerów za społecznie szkodliwą. Np. Kampfar z Norwegii. Zapowiada się świetny album, pełen jadu i agresji.

https://kampfarofnorway.bandcamp.com/album/til-klovers-takt-2

Albo amerykański Psyclon Nine. Mroczna elektronika z domieszką industrial metalu, choć nieco stonowana w porównaniu do poprzednich albumów zespołu.

https://psyclonnine.bandcamp.com/album/less-to-heaven 

Kolejna kwestia, która mnie zaintrygowała to sobotni zamach na Darię Duginę, córkę radykalnie prawicowego rosyjskiego filozofa Aleksandra Dugina. Zamach udany. Reprezentująca i w pełni aprobująca radykalne poglądy ojca dziewczyna zginęła w eksplozji samochodu terenowego, choć miał zginąć Dugin. Mam wrażenie, że 'rewolucja zaczyna pożerać własne dzieci' w Rosji, w której czystki wśród swoich były, są i będą niechlubną tradycją. Być może to wewnętrzna robota FSB, szczerze wątpię, że to zrobili Ukraińcy. Zapewne wpierw zaczęliby eliminować oprawców z Buczy, Hostomela i Irpienia. Niemniej jednak widok zaszokowanego Dugina dał mi do myślenia. Fajnie się głosi radykalne poglądy w zaciszu gabinetów, w propagandowych mediach czy na zlotach, jednak gdy przychodzi konfrontacja z nagłą śmiercią osoby bliskiej powodująca ogromne cierpienie psychiczne wówczas pojawia się szok i niedowierzanie. Imperialiści, autokraci, wszelkiej maści radykałowie polityczni też nie są nieśmiertelni. Wątpię, że postawa Dugina po tym zamachu się zmieni. Pewnie nadal będzie nawoływał do masowego mordu na Ukraińcach i kwestionował istnienie suwerennej Polski. Oczywiście chciałbym się w tej materii mylić. Bo śmierć to często zimny prysznic i długotrwała trauma pozwalająca zrewidować stanowisko na wiele spraw. Jedno jest pewne: życie w autokratycznym kraju wszechobecnej propagandy, inwigilacji, donosów, terroru i czystek nie jest fajnym doświadczeniem. Już Orwell o tym ostrzegał. 

Oczywiście już FSB znalazło winną śmierci Duginy  - rzekomego szpiega płci żeńskiej z Ukrainy. Moim zdaniem 24 sierpnia można będzie spodziewać się dalszej eskalacji wojny na Ukrainie. Mord na Darii to także próba zmobilizowania narodu do wojny z Ukrainą mająca na celu przykryć problemy z produkcją nowego sprzętu wojskowego i mobilizacją kolejnego mięsa armatniego z rozmaitych rosyjskich bantustanów. Oby nie doszło do jakiejś prowokacji Rosjan w elektrowni jądrowej Zaporoże.

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Malpertuis (1971) - recenzja

                                      

Młodziutki marynarz Jan (Mathieu Carriere) poszukując rodzinnego domu zostaje porwany w tajemniczych okolicznościach i budzi się w posępnej rezydencji zwanej Malpertuis. Dziwnym i odrealnionym domostwie, które zaludniają szalone i groteskowe postaci. Domostwie pełnym labiryntowych korytarzy, spiralnych schodów i przyprawiających o dreszcze tajemnic. Jego przykuty do łóżka wujek-okultysta Kasawiusz (genialny Orson Welles) zwołuje wszystkich, by podyktować im testament. Uczestnicy spotkania mają zamieszkać w Malpertuis, nikt nie może rezydencji opuścić...

Starałem się zbytnio nie spoilerować, zatem ograniczyłem się jedynie do przedstawienia zarysu fabuły. "Malpertuis" to adaptacja onirycznej powieści fantasy/horror Jean Ray z 1943 roku. Jeśli mieliście okazję ją kiedyś czytać, to tym bardziej zachęcam do zapoznania się z jej belgijsko-holenderską adaptacją z 1971 roku. Z prostego powodu: to jeden z esencjonalnych gotyckich filmów fantasy z elementami horroru z lat 70-tych. Film ogromnie wysmakowany, stylowy, doskonale zagrany i zrealizowany. Harry Kümel wyreżyserował w 1971 roku także świetny lesbijski horror wampiryczny "Daughters of Darkness", który można śmiało uznać za prekursora "Zagadki nieśmiertelności" (1983).  Podobnie jak w "Dzieciach nocy" także i w "Malpertuis" jest mnóstwo efektownej gotyckiej atmosfery grozy i niesamowitości oraz nieco uwodzicielskiej erotyki i seksualnego napięcia. Film jest także bogaty w symbolizm i oniryzm rodem z "Alicji w Krainie Czarów" Lewisa Carrolla.

Labirynt fantasmagorycznego szaleństwa. Uwielbiam!

Fani Eurohorroru i filmowego surrealizmu muszą zobaczyć ten w gruncie rzeczy raczej mało znany film.  

"I Am Love" "I Am Death" - Jestem miłością. Jestem śmiercią. 

Link do obejrzenia "Malpertuis":

https://www.youtube.com/watch?v=8TWOSn130ac

czwartek, 28 lipca 2022

La Femme Qui Se Poudre (1972) - recenzja

                                          

Dopiero niedawno natrafiłem na mroczne, eksperymentalne i surrealne kino animowane francuskiego filmowca Patricka Bokanowskiego i po obejrzeniu "La Femme Qui Se Poudre" aka "The Woman Who Powders Herself" jestem pod wrażeniem. To fascynujący gotycki ekspresjonizm unurzany w oniryzmie i abstrakcyjnej grotesce, w którym postaci (zjawy) są zamaskowane, zdeformowane, zniekształcone.  W "La Femme..." nie ma linearnej fabuły, ani linearnego dźwięku. Ten film jest niczym kolaż (wystawa) nawiedzających człowieka monochromatycznych koszmarów. Niepokojąca fantasmagoria. 

Cenię kino surrealistyczne (filmy Svankmajera, braci Quay, "Eraserhead" Lyncha czy "Begotten" Eliasa Merhige, którego reżyser z pewnością inspirował się omawianym tutaj krótkim metrażem), gdyż potrafi mnie zabrać w odrealniony świat snów, majaków, halucynacji. Mam też wrażenie, że "La Femme Qui Se Poudre" mógł obejrzeć Douglas P. z neofolkowego Death In June (jego koncertowa maska). Nie mam pojęcia czy David Lynch kiedykolwiek widział "La Femme Qui Se Poudre", natomiast bracia Quay na pewno.

Pora to zmienić i sprawić, by kino Bokanowskiego stało się nieco bardziej znane. Rzadko wrzucam tutaj linki do filmów, bo chciałbym, aby moi czytelnicy sami danego filmu poszukali, ale zrobię wyjątek:

https://www.youtube.com/watch?v=pyfhTXHZ5Hs

"L'Ange" (1982):

https://www.youtube.com/watch?v=WRnhDFtCypE 

Na koniec jeśli chcecie obejrzeć bardziej konwencjonalny film grozy to zachęcam do seansu "Dzieci nocy" z 1971 roku. To jeden z najpiękniejszych, najbardziej wysmakowanych filmów wampirycznych, które zostały kiedykolwiek nakręcone. I może budzić pewne skojarzenia ze słynną "Zagadką nieśmiertelności" (1983) - ulubionym filmem subkultury gotów ze względu na obecność grupy Bauhaus i Davida Bowie.

sobota, 23 lipca 2022

Zespoły, które chciałbym zobaczyć w Polsce na żywo

Jako że staram się dość regularnie chodzić na koncerty metalowe i gotyckie postanowiłem stworzyć listę zespołów, których muzyka subiektywnie wiele dla mnie znaczy, a których nie miałem okazji do tej pory widzieć na żywo. W dużej mierze dlatego, że nie grały jeszcze w Polsce. Może przeczyta ten wpis któryś z rodzimych organizatorów koncertów i je zaprosi do Polski, kto wie? Winiary Bookings? Iron Realm? Knock Out? Ja niestety nie mam żadnego doświadczenia w organizowaniu koncertów, choć gdybym mógł to oczywiście pomógł bym ulubionym muzykom choćby w organizacji noclegu tu w Poznaniu. Lista będzie sukcesywnie powiększana o kolejne zespoły/projekty muzyczne, które mogłyby zagrać kiedyś w Polsce (póki jeszcze istnieją i koncertują). Przy okazji gorąco polecam te zespoły każdemu z moich czytelników. A nuż zdobędą nowych fanów/nowe fanki.

1) Dark Sanctuary (Francja) - melancholijny neoclassical darkwave z Francji. W ubiegłym roku muzycy zeszli się na nowo i pracują nad kolejnym albumem. Żałobna muzyka zapomnianych cmentarzy. Mam nadzieję, że jednak wrócą do koncertowania, bo nowy album to dobra ku temu okazja.

https://www.youtube.com/watch?v=YIUokGogZ9I

2) Skepticism (Finlandia) - jedni z protoplastów funeral doom metalu. Nigdy nie grali w Polsce. Może pora to zmienić? EDIT: Zagrali w 2003 roku w Madness we Wrocławiu wraz z Pantheist. Moje niedopatrzenie, aczkolwiek zespół nadal tutaj zostanie, bo wówczas nie znałem muzyki Finów. Ciekaw jestem ile osób przyszło wówczas na koncert Skepticism.

https://skepticism.bandcamp.com/album/stormcrowfleet

3) Shape of Despair (Finlandia) - kolejny z moich ulubionych zespołów funeral doom metalowych. Muzyka posępna, ambientowa i oniryczna. Uwielbiam. Marzy mi się ich koncert np. na Castle Party.

https://shapeofdespair.bandcamp.com/album/monotony-fields-2 

4) Funeral (Norwegia) - także protoplaści skandynawskiego funeral doom metalu. Nie kojarzę ich koncertu w Polsce, a to świetny zespół. 

https://funeraldoom.bandcamp.com/album/in-fields-of-pestilent-grief

5) Tenhi (Finlandia) - esencja fińskiego melancholijnego neofolka z elementami neoclassical. 

https://www.youtube.com/watch?v=5vsWZe58R6k 

6) Empyrium (Niemcy) - piękny neofolk z elementami black metalu. Uwielbiam. 

https://empyrium.bandcamp.com/album/ber-den-sternen

7) Vemod (Norwegia) - idealny mariaż atmosferycznego dark ambientu i black metalu. Kocham.

https://vemod.bandcamp.com/album/venter-p-stormene 

8) Evoken (USA) - grają czasem po festiwalach, ale nie w Polsce. Doskonały funeral doom. Esencja smutku i ciemności. Więcej funeral doomu na żywo w naszym kraju, a będę zadowolony.

https://solitudeproductions.bandcamp.com/album/embrace-the-emptiness

9) Darkspace (Szwajcaria) - najekstremalniejszy z wymienionych zespołów. Agresywny ambient black metal. Kosmos i chaos. 

https://darkspace.bandcamp.com/album/dark-space-iii

10) Der Blaue Reiter (Hiszpania) - melancholijny neoclassical darkwave i klimatyczny martial industrial w jednym. Muzyka post-apokalipsy i opuszczonych przestrzeni.

https://www.youtube.com/watch?v=EZrZBAf6HGs

11) Klimt 1918 (Włochy) - oniryczny shoegaze/alternatywny rock. Cudowne okładki i niezwykła muzyka.

https://klimt-1918.bandcamp.com/album/sentimentale

12) Northaunt (Norwegia) - z tego co się orientuję to Northaunt, twórca jednego z moich ulubionych albumów dark ambientowych "Horizons" (2006) nigdy nie wystąpił w Polsce. 

https://northaunt.bandcamp.com/album/horizons

13) The Wake (USA) - sugestia od znajomej. The Wake, czyli jeden z najstarszych amerykańskich zespołów gotycko rockowych.

https://thewakeband.bandcamp.com/ 

14) Clouds (Rumunia) - atmosferyczny doom death z elementami post-rocka, ogromnie melancholijny. Czasem grają koncerty. Masa muzyków przewinęła się przez ten zespół, także muzycy z 15) Pantheist i 16) Aeonian Sorrow - oba te funeral doom metalowe zespoły także mogłyby wystąpić w Polsce po raz pierwszy na żywo.  

https://cloudsofficial.bandcamp.com/album/dor-2

17) Mysticum (Norwegia) - jedni z pionierów industrial black metalu za sprawą "In the Streams of Inferno" (1996). Grają na tegorocznej edycji Brutal Assault obok m.in. Evoken, Skepticism i Phlebotomized. Oczywiście żadnego koncertu klubowego do tej pory w Polsce. Czemu? Niestety na BA się nie wybieram z powodu starań rozsądnego zarządzania swoim budżetem i innego niekoncertowego wyjazdu.

https://peaceville.bandcamp.com/album/in-the-streams-of-inferno

18) Phlebotomized (Holandia) - awangardowy i eklektyczny doom death metal. Nie kojarzę ich występu w Polsce, a to weterani nietuzinkowego ciężkiego grania. Generalnie chciałbym więcej koncertów funeral i doom death metalowych w naszym kraju, bo stoner czy sludge doom metalowych mamy pod dostatkiem. 

https://phlebotomizedhhr.bandcamp.com/album/immense-intense-suspense-skycontact

19 i 20) Funeralium i Ataraxie (Francja) - dwa doskonałe, masywne i dołujące zespoły funeral/doom death metalowe. Brak występów w Polsce.

https://ataraxie.bandcamp.com/album/slow-transcending-agony-10th-birthday-remastered-edition 

21) Oh Hiroshima (Szwecja) - miałem kilka lat temu krótki okres fascynacji post-rockiem i post-metalem (Isis, Red Sparowes, Riverside, itd.), ale obecnie takie brzmienia mi się przejadły. Tutaj sugestia od czytelnika. Posłuchałem trochę muzyki Oh Hiroshima i jest całkiem niezła, klimatyczna, melancholijna. Brak gigu w Polsce.

https://ohhiroshima.bandcamp.com/album/myriad

22) Urfaust (Holandia) - okultystyczny i nader ekscentryczny ambient black metal/black doom. Kiedy koncert w Polsce?  

https://urfaust.bandcamp.com/album/teufelsgeist

23) Autopsy (USA) - legendarna kapela death metalowa w estetyce gore. Po dziś dzień brak koncertu klubowego w Polsce. 

https://peaceville.bandcamp.com/album/mental-funeral 

24) Lamia Vox (Rosja) - jedna z moich ulubionych artystek z Rosji. Tej samej Rosji, która prowadzi haniebną wojnę napastniczą z Ukrainą. Może kiedyś warto ją zaprosić na występ w Polsce - już po zakończeniu wojny? Mroczny ritual dark ambient. Artystka chyba mieszka w Pradze. 

https://cycliclaw.bandcamp.com/album/sigillum-diaboli

25) Bauhaus (Wielka Brytania) - zespół, którego nie trzeba przestawić. Prekursorzy rocka gotyckiego z UK. Kapela-legenda w subkulturze gotyckiej. Czy doczekamy się koncertu Bauhaus w Polsce? Peter Murphy już występował nie raz.

https://www.youtube.com/watch?v=OKRJfIPiJGY

26) i 27) Marche Funebre (Belgia) i Hellight (Brazylia) - dwa atmosferyczne doom death metalowe zespoły z Belgii i Brazylii. Brak koncertów w Polsce. Czemu się w sumie dziwić, skoro funeral doom czy doom death nie są zbyt popularne w naszym kraju. Tych sub-gatunków doom metalu słucha zapewne garstka fanów. Liczba rodzimych zespołów funeral doom też nie jest obecnie powalająca.

https://helllight.bandcamp.com/album/until-the-silence-embraces 

To be continued. Zespoły, które w bliższej lub dalszej przyszłości wystąpią w Polsce zostaną z listy usunięte, gdyż będę tutaj czasem zaglądał. A może moi czytelnicy mają jakieś swoje typy zespołów nieobecnych scenicznie w Polsce? Piszcie w komentarzach. Na zdj. Tenhi. 

wtorek, 19 lipca 2022

The Ossuary (1970) Jana Svankmajera oraz nowy zin Kinomisji

                                                                  

Wczoraj miałem okazję obejrzeć po raz pierwszy krótkometrażowy film Jana Svankmajera "The Ossuary" aka "Kostnica", który słynny czeski surrealista nakręcił w ossuarium w Sedlec. To bodaj najsłynniejsza kaplica kości i czaszek w Europie, w której znajdują się pozostałości kostne 40-70 000 ludzi zmarłych m.in. na dżumę. I zarazem obsesyjne dzieło sztuki funeralnej pieczołowicie zaaranżowane w XIX wieku przez cieślę Frantiska Rinta (rzędy czaszek, żyrandole kości, ornamentyka śmierci, którą można poczuć i obcować z nią z bliska). Kamera wykonuje obłąkańczy taniec w tym przesyconym martwotą miejscu - jednym z najpopularniejszych celów turystycznych w Czechach. Co ciekawe, oryginalna wersja filmu została na krótko zakazana przez ówczesne komunistyczne władze Czechosłowacji. 

Niejako przy okazji polecam nowy zin Kinomisji dotyczący włoskiego nurtu giallo. Jestem w trakcie lektury pierwszego numeru i muszę przyznać, że to fajna inicjatywa, która wyszła spod ręki grupki zapaleńców. Sam swego czasu tu i ówdzie dość mocno angażowałem się w popularyzowanie kina i literatury grozy w Polsce, zatem gorąco polecam zaglądanie na stronę Kinomisji i przyszły zakup owego zina (kolejnych numerów), ewentualnie zapoznanie się z jego zawartością w formie cyfrowej. Link poniżej: 

https://www.pulpzine.pl/

Doskonała robota od maniaków kina grozy i eksploatacji. 

niedziela, 17 lipca 2022

Out of Town (1988) i inne mało znane krótkie metraże w estetyce horroru

                                               
"Out of Town" (1988) - Świetny film krótkometrażowy utrzymany w estetyce horroru. Noga pechowego wędrowca (David Morrissey) grzęźnie w błotnistej dziurze przy drodze gdzieś na zamglonej brytyjskiej prowincji. Młody mężczyzna nie umie wydostać się z pułapki. I spotyka się z okrutną obojętnością mijających go ludzi aż do przewrotnego finału...

Fabuła "Out of Town" nieco przypomina o wiele bardziej znany hiszpański "La Cabina" (1972), w którym pewien hiszpański obywatel zostaje uwięziony w budce telefonicznej i nie może się z niej wydostać. Brytyjski filmik jest podobnie niepokojący i absurdalny.  Uświadamia widzowi, że są sytuacje kompletnie poza naszą kontrolą tj. choćby niemożność wydostania się z jakiejś okropnej pułapki.  

Rewelacja! Użycie "Dies Irae" Vivaldiego w finale zasługuję na wzmiankę.  

"The Spirit of Dark and Lonely Water" (1973) - Niespełna dwuminutowy brytyjski krótki metraż mający za zadanie przestrzec dzieci przed nierozważnym zachowaniem się w pobliżu wody. Występuje w nim tajemnicza postać w mnisim habicie, a narratorem jest Donald Pleasence, którego finalne słowa "I will be back... back... back" dźwięczą w uszach po seansie. Filmik nakręcono gdzieś na północ od Londynu. I w sumie nadal jest całkiem nastrojowy (mgła, pływające w wodzie drzewa i gałęzie, zardzewiałe przedmioty na brzegu jeziora). Polecam gorąco obejrzeć go na YouTube.

A sam tytuł fantastyczny! Szkoda, że filmik jest tak krótki.

"Silver Slime" (1981) - Wysmakowany wizualnie hołd reżysera "Silent Hill" (2006) Christophe'a Gansa dla włoskich filmów giallo, w szczególności dla thrillerów Mario Bavy i Dario Argento, nakręcony na rok przed "Tenebre" (1982) Argento. Fabuła prosta, by nie rzec pretekstowa: odziany w skórę morderca z brzytwą poluje na młodą kobietę w jej stylowo oświetlonym budynku. Neonowa kolorystyka, ciekawe ujęcia, odrobina stylowej przemocy. Takie studenckie hołdy dla filmów giallo to ja rozumiem!

"Panic" (1978) - Trzymający w napięciu i niepokojący dreszczowiec o modelce (Julie Neesam), która podróżuje w deszczową noc samochodem. Najpierw natyka się na dwójkę agresywnych punków, a potem w odruchu litości zabiera starszą kobietę jako autostopowiczkę. Jednak staruszka wzbudza w niej narastający lęk...

Tonący w deszczu i stylowo zrealizowany thriller (wysmakowana kolorystyka a la Mario Bava czy Dario Argento) bazujący na strachu przed braniem autostopowiczów. Sugestywny, z powoli narastającą atmosferą grozy i intrygującym twistem w zakończeniu. No i ten deszcz, który zdaje się nigdy nie kończyć.

Aha, wczoraj po 11 rano w pobliżu mojego miejsca zamieszkania doszło do samobójstwa 18-letniej nastolatki. Zapłakana dziewczyna rzuciła się z poznańskiego mostu Świętego Rocha w objęcia Warty. Nie wiem dlaczego życie stało się dla niej ciężarem nie do zniesienia (mogę się tego jedynie domyślać), ale nie pomogły rozmowy z dwójką obcych jej osób. Takie historie zawsze mnie przygnębiają, gdyż jestem w stanie zrozumieć osoby zmagające się z myślami samobójczymi i autodestrukcyjnymi. Tak czy owak, nigdy nie powinniśmy bagatelizować sygnałów ostrzegawczych u osób z naszego otoczenia, powinniśmy być bardziej empatyczni, uważniejsi, współodczuwający. Gdybym był akurat o tej godzinie na tym moście to zrobiłbym wszystko co w mojej mocy, by zdesperowanej osobie pomóc. A znam ten most bardzo dobrze, a teraz zacznie mi się kojarzyć z niepotrzebną śmiercią tej nieznanej mi dziewczyny.

No cóż, pora na melancholijny post-punk. Nie mam pojęcia czy prezentowałem tutaj Bleib Modern, ale uwielbiam ten zespół. Chciałbym aby wrócili do Polski, by zagrać koncerty.

https://bleibmodern.bandcamp.com/album/afraid-to-leave-lp

środa, 13 lipca 2022

Convulse i Incantation w Minodze, 12 lipca 2022 (fotorelacja)

                                                   












Choć opaska z Castle Party 2022 nadal wisi mi na prawej ręce nie zapominam o mojej metalowej przeszłości. Skoro na miejscu mam koncert fińsko-amerykańskiego death metalowego comba w postaci Convulse i Incantation to grzech się nie wybrać, czyż nie? Pierwotnie gig miał mieć miejsce w Bazylu, ale został przeniesiony do klubu pod Minogą. Scena mniejsza, ale umożliwiająca bliższy kontakt z grającymi kapelami, zatem nie ma co narzekać.  Na rodzimy R.I.P grający speed thrash spóźniłem się, widziałem tylko mały fragment ich koncertu. Przezornie przed gigiem Convulse zakupiłem re-edycję "World Without God" (1991) na CD za 50 zł (taka cena zachęca od razu do zakupu). Cieszy sam fakt re-edycji takich albumów, które powinny wręcz być słuchane przez młodsze pokolenia fanów metalu.

Convulse był jednym pionierskich zespołów death metalowych w Finlandii obok np. Demilich, Funebre, Demigod, Sentenced czy Adramelech. Zresztą trudno nie lubić fińskiej sceny metalowej z lat 90-tych, z której wywodzą się m.in. mój ukochany funeral doom (Thergothon, Skepticism, Unburied), black doom (Unholy), kapele black metalowe pokroju Beherit czy intrygujące zespoły z pogranicza gotyckiego metalu i darkwave a la Decoryah. Na nagranym w lipcu 1991 roku "World Without God" Convulse zaprezentowali mroczny i grobowy, acz nie pozbawiony wariacji (typu użycie dzwonów kościelnych, gitary akustycznej czy klawiszy) i doom metalowych zwolnień death metal. Na pewno jest to jedna z tych płyt, które kształtowały fińskie podziemie death metalowe na początku lat 90-tych, kiedy byłem jeszcze dzieciakiem bez wyrobionego gustu muzycznego, dla którego najcięższym zespołem, jaki znałem był szwedzki Europe. :-) W zasadzie trudno nie porównać antychrześcijańskiego i mrocznego death metalu na "World Without God" (1991) z licznymi albumami studyjnymi Incantation: podobna aura złowieszczego mroku, miażdżące doom metalowe sekcje.

Koncertowo obie kapele wypadły znakomicie. Ustawiłem się nieco z boku, by zrobić kilka zdjęć i muszę przyznać, że fanów obu zespołów ogarnął amok pod sceną. Na koncercie Convulse pojawiły się fińskie flagi, co sprawiło muzykom zespołu wiele radości. Co prawda obecna progresywno death metalowa twórczość Finów średnio mnie przekonuje, ale muszę przyznać, że odegrali "World Without God" wzorowo. Także koncert Incantation był wspaniały. Potężny i mroczny death metal, który po prostu miażdży niczym walec na żywo. John McEntee, wokalista Incantation i jeden z najsympatyczniejszych muzyków death metalowych był wyraźnie szczęśliwy widząc szaleńcze reakcje polskich maniaków death metalu. Oczywiście wystąpił w koszulce "World Without God" Convulse, co też jest godne odnotowania. Nie będę tym razem silił się na wypisywanie set-list (często to tutaj robię), gdyż są na zdjęciach. Tak czy owak, jestem zadowolony z uczestnictwa w tym fajnym podziemnym koncercie. Oby więcej takich w Poznaniu.

Odsłuch: https://convulsefinland.bandcamp.com/album/world-without-god

https://incantation666.bandcamp.com/ 

EDIT: Wczoraj doszły mnie słuchy, że Convulse w ostatniej chwili odwołali koncert w Krakowie z powodu Covid19. Niefajnie, ale mamy w Europie ogromnie zaraźliwy wariant koronawirusa BA.5, który rozprzestrzenia się błyskawicznie, a pełne ludzi koncerty klubowe są znakomitym siedliskiem dla patogenu. Sam zacząłem uczęszczać na koncerty i festiwale dopiero po trzykrotnym zaszczepieniu się szczepionką Pfizer będąc w pełni świadomym tego, że i tak mogę się od kogoś zakazić, tym bardziej, że obecne warianty BA.4 i BA.5 wymykają się szczepionkom (odporności) i są wysoce reinfekcyjne (brak enigmatycznej odporności stadnej w przypadku koronawirusa Sars-Cov-2). W Polsce Covid19 jest w ukryciu. Zadbał o to rząd PiSu wyłączając masowe testowanie i póki co uniemożliwiając zainteresowanym (w tym i mi, nie jestem antyszczepionkowym tchórzem, profilaktyka to element survivalu) doszczepienie się kolejnym boosterem. Przecież muzycy nie wyjdą na scenę i będą grać zakażeni koronawirusem, bo tego chcą od nich fani? Zdrowie prywatne i publiczne zawsze powinno być priorytetem. No cóż, partia matka nie chce się narazić antywackom z ich elektoratu (czysta kalkulacja polityczna), zatem wybrała drogę "nie róbmy nic, jakoś to będzie". Ważne, że są bezkarni w łupieniu państwa i pozabezpieczali/poukrywali majątki. Quasimafijnemu układowi inflacja, drożyzna nie straszna. Sposób rządzenia prawie jak w autokratycznej Rosji, która nadal brnie w agresywną wojnę napastniczą z Ukrainą. Doprawdy niewiele nam brakuje.

Aha, w ostatnich dniach w trakcie tras koncertowych na Covid19 zachorowali m.in. muzycy Paradise Lost i Dark Funeral, a co za tym idzie musieli odwołać niektóre koncerty. Życie. Covid19 nadal z nami jest i zaklinanie rzeczywistości tutaj nie pomoże. Chaos na lotniskach spowodowany brakiem (odpływem) pracowników także powoduje, że niektóre zespoły odwołują zaplanowane koncerty np. Katatonia.

wtorek, 12 lipca 2022

Castle Party 2022 (fotorelacja)

                                                            


































































Kolejny wyjazd na festiwal muzyki gotyckiej Castle Party za mną - ósmy od 2014 toku. Uzależniłem się od tej fantastycznej i bezsprzecznie unikatowej imprezy muzycznej w Polsce. Unikalna subkultura gotycka estetycznie i wizualnie ogromnie mi odpowiada - mroczny romantyzm, miłość do starych horrorów i wiktoriańskiej literatury grozy, dynamika i głębia wszechobecnej czerni, ostre makijaże, aura zakazanej tajemnicy. No i oczywiście wspaniała i zaskakująca różnorodnością muzyka (coldwave, darkwave, w tym ethereal, post-punk, rock gotycki, industrial, dark ambient, EBM, aggrotech), czasem agresywna i mroczna, często melancholijna, chłodna, uwodzicielska. W tym roku zdecydowałem się po raz pierwszy spędzić na Castle Party aż 4 dni. Do tej pory jeździłem na dzień-dwa-trzy. Spędzenie czterech nocy na hałaśliwym polu namiotowym to swoisty test na wytrzymałość, ale dałem radę i go zdałem, choć brak snu wymęczył mnie niemiłosiernie (miałem zatyczki do uszu, ale nie pomogły). 

Subkultura gotycka jest dla mnie ważna z prostego powodu: nie jest tak monotonna jak muzyczny 'mainstream'. To po prostu piękny przejaw kontrkultury, alternatywny styl życia, bezpieczna przystań dla ludzi uchodzących za odmieńców, wyrzutków. Od dzieciństwa jestem wielbicielem kina i literatury grozy, intrygują mnie mrok, makabra, tajemnica, mroczne sekrety ludzkiej psychiki, puste przestrzenie i rozkładające się struktury, czemu od lat daje wyraz na tym blogu. I choć wywodzę się z subkultury metalowej, którą notabene nadal cenię, gdyż otworzyła mi oczy na wiele spraw, to od dobrych kilku lat częściej sięgam po szeroko pojęte brzmienia gotyckie, w których się odnajduję.

Koncerty czwartkowe rozpoczęły się na scenie parkowej, na scenie zamkowej koncertów nie było, zatem odpadła także konieczność przemieszczania się między scenami i fragmentarycznego uczestnictwa w wybranych koncertach. Wszystkie cztery zespoły, które zagrały tego dnia wypadły świetnie (występu Lady Extasy nie widziałem). Żadnej wtopy nie było. Ale po kolei. 

1) Projekt Chanel (Polska, new wave) - Jak wiadomo zespół ten pod nazwą Chanel zadebiutował w 1991 roku na festiwalu w Opolu, na którym zaprezentował piosenkę "Koniec", po czym na wiele lat słuch po nich zaginął. W 2021 roku Chanel powrócił jako Projekt Chanel, a ich minialbum "Jestem" ukazał się w czerwcu tego roku via Requiem Records. Na drugą połowę 2022 roku  przewidziana jest premiera debiutanckiego albumu Projekt Chanel. I na pewno będą kolejne koncerty, gdyż zespół z Wałbrzycha zadebiutował na scenie w Bolkowie prezentując takie numery jak "Lustro", "Koniec", "Nocne niebo" czy "Stan umysłu". Warto śledzić dalsze poczynania Projekt Chanel, bo koncertowo nie zawiedli. Szczerze mówiąc sam usłyszałem o tym zespole dopiero w bieżącym roku. 

http://www.wmeskimkregu.pl/projekt-chanel-to-byla-wielka-odpowiedzialnosc-bo-ten-utwor-jest-dla-ludzi-wazny/ 

2) Je T'aime (Francja, post-punk/colwave) - Koncertowa petarda! Dawno nie doświadczyłem takiej dawki nieokiełznanej energii na koncercie post-punkowym. Francuzi skradli moje serce dwoma albumami "Je T'aime" (2019) i "Passive" (2022). Obecnie są dla mnie jednym z najbardziej interesujących zespołów post-punkowych w Europie. Koncert intensywny, pełen werwy, dzikości, szaleńczy, jednakże nie pozbawiony chwil zadumy i delikatnej melancholii. Jeśli jeszcze nie znacie ich muzyki, to czym prędzej nadróbcie:

https://jetaime-music.bandcamp.com/album/passive

3) Screaming Dead (UK, horror punk) - I znowu fantastycznie energetyczny koncert, na którym doskonale się bawiłem. Screaming Dead to weterani horror punka z UK, którzy nazwę zespołu zawdzięczają anglojęzycznemu horrorowi w reżyserii Jesusa Franco "Dracula contra Frankenstein" (1972).  Punkowa zadziorność i zainteresowanie kinem grozy to combo wręcz idealne!

4) Miguel of the Living Dead (Polska, horror punk/gothabilly/death rock) - Czwartkowy wieczór na zamkowej scenie zwieńczył gig Miguel and the Living Dead. Czyli znowu mamy wspaniałą fascynację kultowymi horrorami z lat 70-tych i 80-tych, wyrazisty image sceniczny muzyków i rozsadzającą punkową energię. Koncerty Miguel and the Living Dead są dość rzadkie, zatem w czwartek nadarzyła się okazja, by zobaczyć ten punkowy skład na żywo. Co prawda punk ze mnie żaden, wywodzę się z obszernej sub-gatunkowo sceny metalowej, jednakże urzekła mnie sceniczna żywiołowość Miguel and the Living Dead. Nie przypominam sobie, że widziałem ich wcześniej na żywo, ale na pewno łączy mnie z muzykami tego zespołu miłość do starych horrorów i filmów eksploatacji. 

Nie będę ukrywał, że na CP przyjeżdżam nie tylko w celu słuchania muzyki na żywo. To także dobra okazja, by spotkać starych znajomych i nawiązać cenne znajomości. Przyjechałem do Bolkowa z Poznania wraz z nowo poznanymi znajomymi, a i w trakcie imprezy udało się zawrzeć nowe znajomości. Z wiekiem socjalizacja przychodzi mi (jako introwertykowi) coraz łatwiej, choć w momencie zmęczenia potrafię zamknąć się w sobie. Mniejsza z tym. W piątek rano poszedłem do ulubionej cukierni w Bolkowie podładować telefon i poszwendałem się w okolicach opuszczonej garbarni. Niestety piątek 8 lipca okazał się dniem długiej obsuwy technicznej (bodaj półtoragodzinnej albo i dłuższej), która trochę pokrzyżowała mi plany.

5) Bedless Bones (Estonia) -  Estoński duet Bedless Bones tworzy muzykę niełatwą do sklasyfikowania, na pewno jednak nastrojową (ambientową), mocno osadzoną w stylistykach  coldwave i darkwave. Z Kadri Sammel (to jej projekt) miałem okazję kiedyś konwersować via Messenger - rozmowa dotyczyła percepcji mroku i smutku w muzyce. Kadri tworzy Bedless Bones wraz ze swoim partnerem Andersem Meltsem z dark electro-industrialnego Forgotten Sunrise. Na ostatnim albumie BB "Bending the Iron Bough" (2021) pojawią się instrumenty akustyczne i folkowe wzbogacające jego eteryczny klimat. Występ Bedless Bones był całkiem ciekawy, subtelny, zwiewny, trybalny, choć mam wrażenie, że jest to muzyka indywidualistyczna, dość wymagająca.

https://bedlessbones.bandcamp.com/album/bending-the-iron-bough 

6) Sex Gang Children (UK, post-punk, rock gotycki) - Koncert Łysa Góra odpuściłem, gdyż poszedłem na małe zakupy płytowe. Wróciłem na weteranów post-punka i rocka gotyckiego z Sex Gang Children (zespół istnieje od 1982 roku i to znacząca kapela wczesnej sceny Batcave). Koncert SGC był całkiem dobry, nieco teatralny, kabaretowy, złowieszczy. Zwracała na siebie uwagę niska postura wokalisty Sex Gang Children Andi'ego, pieszczotliwie zwanego Gotyckim Goblinem.

7 i 8) Po koncercie SGC zszedłem na scenę parkową, by zobaczyć fragmenty koncertów In Twilight's Embrace (black metal) i Mord'A'Stigmata. Muzyka tego pierwszego zespołu kojarzy mi się przede wszystkim z Watain i Tribulation i ma dużą szansę, by przebić się poza granicami Polski (zresztą ITE już aktywnie koncertują poza Polską). Natomiast awangardowi black metalowcy z Mord'A'Stigmata stale ewoluują i mam wrażenie, że brzmieniowo już na dobre odchodzą od black metalu na rzecz post-rocka, post-punka i zimnej fali.

9) Me and that Man (Polska, folk/rock/country) - Nie jestem obecnie wielkim fanem ani Behemoth (po doskonałym "The Satanist" straciłem zainteresowanie black death metalem tego zespołu), ani Me and That Man, jednakże całkiem niezły koncert zespołu Nergala i Johna Portera obejrzałem niemal w całości, gdyż urzekł mnie swoją żywiołowością. Nergal jest dość kontrowersyjną postacią w środowisku metalowym, ale jest sprawnym biznesmenem i doskonałym muzykiem. 72-letni Porter imponował sceniczną energią, natomiast Adam w swoich wystąpieniach nawiązywał do problematyki ochrony praw kobiet w Polsce oraz wojny na Ukrainie ("Jebać Putina"). Set-listy nie przytaczam, bo już nie pamiętam. Zresztą nie będę tego robił także w przypadku innych zespołów - za dużo czasochłonnego szukania.

10) Blutengel (Niemcy, synthpop/darkwave) - Jeden z najpopularniejszych gotyckich zespołów z Niemiec z imponującą dyskografią, której znam jedynie niewielki wycinek. Chwytliwy koncert Niemców ogromnie mi się podobał, przy czym dodatkowo wzbogaciły go elementy fetyszystycznej prowokacji i subtelnej lesbijskiej erotyki. Na scenie obok męsko-żeńskiego duetu wokalnego pojawiały się tancerki m.in. jako zdominowane przez diablicę zakonnice, a jednym z punktów kulminacyjnych koncertu Blutengel było strzelanie ogniem. 

11) New Model Army (UK, post-punk/punk rock) - Niestety nie dane mi było obejrzeć koncertu New Model Army do końca, gdyż zmęczenie i zimno zwyciężyło, a z powodu obsuwy ten ceniony brytyjski zespół zagrał bardzo późno. Jednakże nie pierwszy to mój koncert NMA i nie ostatni. Piętnaście albumów studyjnych na koncie, już ponad 40 lat istnienia i zespół jest nadal aktywny i ciągle koncertuje. Nie sposób nie wspomnieć o scenicznej charyzmie wokalisty Justina Sullivana, który śpiewa z pasją, znakomicie, przejmująco np. w szlagierze koncertowym "Here Comes the War". 

https://www.youtube.com/watch?v=1VJTy8pgdvs

Sobotę rozpocząłem od porannej wspinaczki z grupką nowo poznanych znajomych na Skopiec (724 metry wysokości), oficjalnie najwyższy szczyt Gór Kaczawskich. Jakże błoga cisza w odróżnieniu od hałaśliwego (także nocą) pola namiotowego. Przepiękne puste przestrzenie, las, polany, płaskie wierzchołki i nieczynne kamieniołomy (np. na górze Miłek). Ta poranna wyprawa wspinaczkowa dała mi sporo siły, by bawić się dalej na sobotnich koncertach. 

12) Electro Fear (Polska, EBM) - Pierwszym zespołem jaki zobaczyłem na scenie zamkowej był rodzimy duet horror electro Electro Fear. I znowu jest to mroczna elektronika, której głównym źródłem inspiracji są horrory. Osobiście spędziłem lata na oglądaniu niskobudżetowych horrorów i filmów eksploatacji z różnych krajów, zatem ucieszyła mnie całkiem liczna obecność zespołów inspirujących się kinem grozy na tegorocznej edycji CP. Tytułem dygresji także i tutaj zdarza mi się recenzować obskurne horrory i filmy pokrewne, o czym doskonale wiedzą (zapewne nieliczni) czytelnicy tego bloga. 

https://darktunes.bandcamp.com/album/blade-of-the-ripper 

13) The Fright (Niemcy, rock/metal gotycki) - Na koncert Niemców z The Fright jedynie zerknąłem, bo to raczej nie jest moja pula muzycznych zainteresowań. Niemcy wśród źródeł swoich muzycznych inspiracji wymieniają Misfits czy Danzig. Nie czułem tego, prędzej The 69 Eyes czy HIM, zespoły ongiś bardzo popularne w Polsce, a które nie należą do moich ulubieńców. Jednak koncert The Fright był żywiołowy i mógł się wielu osobom podobać. Dla każdego coś miłego. 

14) Sweet Ermengarde (Niemcy, rock gotycki) - Nieco mocniej przypadł mi do gustu bardziej klasyczny gitarowy rock gotycki w wykonaniu Niemców ze Sweet Ermengarde z głębokim wokalem a la Carl McCoy z Fields of the Nephilim. Zresztą w trakcie oglądania solidnego koncertu Niemców wciąż miałem wrażenie jakbym słuchał właśnie FOTN oraz Love Like Blood, i bynajmniej nie jest to krytyka twórczości zespołu. Po prostu czuć w twórczości Sweet Ermengarde mocną inspirację kapelami pokroju Fields of the Nephilim, zarówno w sferze wokalnej, jak i aranżacyjnej. I znowu mała dygresja: niestety nie udało mi się nabyć w tym roku "Mourning Sun" (2005) FOTN na CD, a to jedyna płyta Brytyjczyków, której obecnie szukam.

https://sweetermengarde.bandcamp.com/album/once-you-break-typhonian-trance

15) XIII Stoleti (Czechy, rock gotycki) - Oddanym fanem nie jestem, ale ogromnie doceniam, gdyż wypromowany ongiś przez Tomka Beksińskiego XIII Stoleti jest obecnie jednym z najpopularniejszych zespołów goth rockowych w Polsce. W związku z tym na XIII Stoleti przyszła ogromna liczba fanów. To już jest GWIAZDA Castle Party, zespół, który otoczony jest nimbem niemałego kultu. Czesi dali niezwykle żywiołowy koncert, który wysłuchałem z przyjemnością. Oczywiście nie mogło zabraknąć ich wampirycznego hitu "Elizabeth", który leci na polu namiotowym co dzień i co noc. Zaryzykowałbym wręcz twierdzenie, że XIII Stoleti = Castle Party. Nie sposób było odpuścić tego czeskiego fenomenu, którego słuchają wspólnie zarówno goci, jak i metalowcy.

https://www.youtube.com/watch?v=tcJmEFd0llU

16) Z powodu utrudnień związanych ze strajkami na lotniskach w sobotę nie wystąpiły Nosferatu (Szwecja) i Psyclon Nine (USA), zatem wskazane było udać się na scenę zamkową, by zobaczyć kolejny gotycki fenomen, turecki She Past Away. I tutaj pierwszy zonk. Ogromna kolejka na zamek, w której czekałem z kumplem przynajmniej ze 25 minut, gdy Turcy już grali. Rozumiem, że frekwencja dopisała, a przepustowość wejścia na zamek jest jaka jest, ale można było chyba ciut usprawnić procedurę sprawdzania koncertowych opasek, toreb i plecaków przez ochronę? Pierwszy raz spotkałem się z taką sytuacją odkąd pojawiam się na CP od 2014 roku. Zatem nie mogę powiedzieć, że widziałem koncert She Past Away, w dużej mierze go słyszałem. Być może wskazane będzie przejechać się na ich gig w październiku 2022 r. Po obejrzeniu 4-5 kawałków SPA czym prędzej udałem się na scenę parkową, by zobaczyć na żywo po wielu latach Ordo Rosarius Equilibro.

17) Ordo Rosarius Equilibro (Szwecja, neofolk/martial industrial) - Szwedów z ORE widziałem po raz pierwszy w Poznaniu (nieistniejąca już od 2009 roku Piwnica 21) wraz ze Spiritual Front w 2006 roku (promowali wówczas split "Satyriasis" nagrany wspólnie z Włochami). Tak poznałem perwersyjny i militarystyczny industrial/neofolk Szwedów i bardzo mi zależało na zobaczeniu Ordo na żywo. I absolutnie się nie zawiodłem. Piękny hipnotyczny koncert i doskonały kontakt Tomasa z widownią. Ucieszyłem się z obecności "Lucifer In Love" czy "A Song 4 Hate & Devotion" w setliście Ordo, jednak nie zagrali "A World Not So Beautiful". Tak czy owak, był to jeden z moich koncertowych faworytów tegorocznej edycji CP, dzięki któremu z premedytacją spóźniłem się znacznie na koncert 18) Nitzer Ebb z UK i widziałem w zasadzie tylko trzy kompozycje pionierów EBM z UK. Szkoda, że koncerty She Past Away, Nitzer Ebb i Ordo Rosarius Equilibro nałożyły się na siebie i człowiek musiał dokonać wyboru. 

https://www.youtube.com/watch?v=1kHaL_qC4dY 

Raczej deszczową niedzielę rozpocząłem od spaceru do miejskiego parku w Bolkowie (Leszy, dziad borowy!) oraz do pobliskich Wierzchosławic, gdzie szukałem m.in. urbexów. Dwa razy spadł deszcz i ciut mnie zmoczył, ale to akurat nie problem. W niedzielę zacząłem już walczyć z brakiem snu i zmęczeniem, a to oznacza w moim przypadku wycofanie się, zamknięcie w sobie. Trochę mi się jednak polepszyło w trakcie koncertów. 

Pierwszy zobaczony gig zamkowy to 19) Alvarez Perez - bliżej mi nieznany zespół dark electro rockowy z Brna. Całkiem przyzwoity koncert, choć nic spektakularnego. Nie jest to porywający poziom XIII Stoleti, a pod sceną były jeszcze pustki. 

20) Kaelan Mikla (Islandia, post-punk) - Odpuściłem gig Jeremiah Kane, natomiast z niekłamaną przyjemnością wysłuchałem występu Islandek z Kaelan Mikla. Niewielka wulkaniczna Islandia to prawdziwy muzyczny tygiel, czego dowodem jest choćby dziewczęce trio z Kaelan Mikla. Zaprezentowany przez nie post-punk jest całkiem unikalny. Mistyczno-oniryczny, wiedźmowaty, powiedziałbym wręcz, że mocno islandzki. Zwracały na siebie niezwykle ekspresyjne ruchy blondwłosej wokalistki tria Laufey, która fajnie śpiewa i czasem wrzeszczy.

21) Byłbym zapomniał. Przed występem Kaelan Mikla poszedłem na scenę parkową, by zobaczyć jakieś 20 minut występu World, Interrupted - polskiego duetu dark electro/darkwave. Warto śledzić poczynania tego zespołu i posłuchać ich emanującej chłodem EP-ki "Deception, Follow Me" z 2021 roku. Można polecić ten duet fanom NNHMN czy Stridulum, innych rodzimych projektów mrocznej elektroniki.

https://detritirecords.bandcamp.com/album/world-interrupted-deception-follow-me

22) Koncert Aesthetic Perfection z Austrii widziałem fragmentarycznie - popowy EBM czy industrial pop AP jest dla mnie zbyt łagodny i przyjazny dla ucha, ale widowni się podobało, gdyż reagowała bardzo entuzjastycznie. Wokalista dwoił się i troił, by rozruszać tłum pod zamkową sceną i mu się to doskonale udawało. Tak czy owak, muzyka AP ma duży potencjał radiowy, czego zdecydowanie brakuje Hocico.

23) Hocico (Meksyk, EBM/harsh electro) - Jakoś po 2002 roku, nie pamiętam już w jakich okolicznościach kupiłem na CD album Hocico "Signos de Aberracion", a nie znałem się wtedy jakoś szczególnie na aggrotech i intensywnym EBM, kojarzyłem natomiast japoński noise (Merzbow, Masonna), fascynował mnie industrialny metal. Szczególnie urzekł mnie z tej płyty niebywale wściekły "Twisted Lines" z ziejącymi desperacją black metalowymi wokalami. Dopiero po latach zaczynałem bardziej zagłębiać się w twórczość dwójki Meksykanów, a ich koncert na CP 2022 był moim pierwszym doświadczeniem ich agresywnej elektroniki na żywo. I rzeczywiście nie ma tutaj zmiłuj: intensywna elektronika miesza się z agresją i brutalnością w warstwie lirycznej utworów meksykańskiego duetu, który mieszka w kraju słynącym z fali przemocy narkotykowej i wobec kobiet. To był jedyny koncert na CP 2022, gdzie pod sceną zaroiło się od ochroniarzy! No bo to muzyka elektronicznego czy industrialnego terroru spod znaku SPK, Skinny Puppy, Wumpscut, Suicide Commando czy Velvet Acid Christ. Koncert Hocico podobał mi się i to bardzo. Szacunek dla nie oszczędzającego się na scenie i będącego w ciągłym ruchu wokalisty Erka Aickraga. Nic dziwnego, że dla dwójki muzyków Hocico główną inspiracją są Kanadyjczycy ze Skinny Puppy. 

Łapcie "Twisted Lines":

https://www.youtube.com/watch?v=wE3zvTXlcjg

24) Lacuna Coil (Włochy, gotycki metal, nu metal/alt rock) - Z Lacuna Coil mam ten problem, że znajomość ich muzyki zakończyłem na płycie "Comalies" (2002), która zawierała całkiem przyzwoitą porcję gotyckiego metalu. Magnesem przyciągającym do zespołu była jego urodziwa wokalistka Cristina Scabbia. Potem (od płyty "Karmacode" z 2006 roku) w Lacuna Coil zaszła mało interesująca stylistyczna wolta - ich brzmienie zaczęło przypominać nu metal/alternatywny rock i przestałem interesować się muzyką Włochów. W związku z tym nie widziałem sensu, by zostać do końca koncertu LC. Po prostu ich obecna twórczość mi nie odpowiada, więc po co się męczyć? Jednak aby nie było do końca negatywnie zespół umiał przykuć uwagę widowni: ciągły ruch na scenie, żywiołowość, radosna energia. Ich koncert mógł się podobać, jednak... no cóż, wolę LC z czasów, gdy rzeczywiście grali całkiem przyzwoity gotycki metal. 

https://www.youtube.com/watch?v=-Lgl7URrEsk

Załapałem się jeszcze na 10 minut występu Düsseldorf (rodzimi pionierzy EBM) i wróciłem na pole namiotowe, bo czekała mnie pobudka o 5 rano. Powrót pociągiem do Poznania i pieszo do mieszkania był trudny, gdyż czułem się jak żywy trup. Ale już odespałem i prezentuję niniejszą relację. Oczywiście czekam na CP 2023. Pojawię się na pewno. Liczę na występ Zanias/Linea Aspera, Traitrs, The Frozen Autumn plus paru innych wykonawców. Jako gwiazda może być Killing Joke albo Skinny Puppy. :-)

Przy okazji kupiłem kilka płyt CD na Zamku: Die Krupps, SPK, Je T'aime, The Third and the Mortal, Canaan, Christian Death i Bleib Modern. Ceny w miarę przystępne, zatem trzeba powiększyć kolekcję. No i oczywiście żałuję, że nie byłem na kilku koncertach na małej scenie: Dool, Treha Sektori, The Devil's Trade, Nemuer czy Miseria Ultima, ale nie można mieć wszystkiego. Na szczęście CP to nie Mystic Festival czy francuski Hellfest z 4-8 scenami muzycznymi i frustrującą niemożnością zobaczenia na żywo wielu ciekawych projektów & zespołów.

Do następnego CP. Byleby nie dowiedział się o nim jakiś kolejny Cenckiewicz czy inny pseudo-obrońca rodzimej moralności.