sobota, 26 marca 2022

Selofan 25 marca 2022 roku w Minodze (fotorelacja)

                                     

Dzień po koncercie Fuoco Fatuo, Grave Miasma i The Ruins of Beverast postanowiłem na spontanie pójść na koncert z lżejszą muzyką: melancholijną zimną falą. Mój obecny gust muzyczny w większym stopniu niż kiedyś lawiruje pomiędzy różnorodnym metalem a szeroko pojętymi brzmieniami gotyckimi/dark independent (rock gotycki, post-punk, darkwave, w tym ethereal, EBM, industrial, coldwave, synthwave). Greków z Selofan miałem okazję widzieć wcześniej w trakcie Castle Party 2021 i ich występ na tyle mi się spodobał, że planowałem zobaczyć ten ateński duet ponownie w trakcie małego klubowego koncertu. Generalnie trudno nie pokusić się o porównanie muzyki Selofan z Lebanon Hanover, jednak grecki duet brzmi bardziej energicznie, choć także w ich twórczości nie brakuje mroku, chłodu i melancholii. To bardzo taneczny i narracyjny coldwave ze świetnymi wizualizacjami na żywo, melancholijnymi wokalami i charakterystycznym imidżem Joanny Pavlodiu oraz doskonałym basem Dimitrisa Pavlidisa. Grecy supportowali już She Past Away z Turcji i Lebanon Hanover z Niemiec, a to duże nazwy, jeśli chodzi o coldwave/darkwave. Ich muzyka w perfekcyjny sposób oddaje posępny, acz dość przystępny nastrój zespołów post-punkowych z lat 80-tych tj. jak Joy Division czy rodzima Siekiera. Zresztą Grecy wykonali wczoraj na żywo cover Siekiery "Misiowie puszyści" zatytułowany "Hysteria". Oprócz tego zgromadzona w Minodze widownia miała okazję usłyszeć np. "Grey Gardens" czy "Billie Was a Vampire". Tak czy owak był to bardzo przyjemny i żywiołowy koncert, który sprawił, że będę polecał muzykę duetu z Aten każdemu, kto zagłębi się bardziej w brzmienia zimnofalowo-gotyckie.

O supporcie Korus nie napiszę ani słowa, gdyż zjawiłem się na koncercie po ich występie.

Świetnie, że ludzie z Winiary Bookings organizują lokalnie koncerty takich wykonawców jak Selofan. Im więcej zimnej fali, darkwave'a i post-punka w Poznaniu, tym lepiej. Może kilka sugestii wykonawców na przyszłość: Linea Aspera, Der Blaue Reiter, Traitrs, Actors, Golden Apes, A Projection, Hapax, Horror Vacui, Abysmal Grief, etc. 

Na koniec rekomendacja muzyczna z Ukrainy. Znakomity coldwave/darkwave w stylistyce Selofan i Lebanon Hanover. Warto obecnie szczególnie wspierać ukraińskie zespoły muzyczne w sytuacji, gdy rosyjski agresor/okupant systematycznie wyniszcza Ukrainę. I dostaje ciężkie lanie od ukraińskich obrońców, choć okupione traumą i krwią wielu niewinnych cywili oraz koszmarną wojenną destrukcją. z chwilą gdy piszę te słowa prezydent USA prezydent Joe Biden jest już w Polsce, a Rosjanie ostrzelali rakietami Lwów. 

https://theglassbeads.bandcamp.com/album/therapy-2

piątek, 25 marca 2022

Fuoco Fatuo, Grave Miasma i The Ruins of Beverast w Bazylu, 24 marca 2022 roku (fotorelacja)

                                          





To mój pierwszy koncert metalowy od dłuższego czasu. Z wielu wcześniejszych zrezygnowałem w dużej mierze dzięki koronawirusowi. Zagrożenia epidemicznego nie bagatelizowałem i nadal nie bagatelizuję (stąd trzykrotne zaszczepienie i generalnie unikanie większych skupisk ludzkich), ale tym razem powiedziałem sobie, że zaryzykuję, bo skład kusił ogromnie. Brytyjskich death metalowców z Grave Miasma miałem okazję widzieć w starym Bazylu w 2013 roku, pozostałe dwa zespoły, czyli Fuoco Fatuo z Włoch oraz The Ruins of Beverast z Niemiec pragnąłem zobaczyć po raz pierwszy na żywo, gdyż ich muzyka po prostu robi na mnie wrażenie. 

Wielokrotnie wspominałem na tym blogu, że ogromnie cenię doom death i funeral doom. Koncerty zespołów grających wolno, masywnie i ponuro rzadko jednak mają miejsce w Polsce. Częściej można uczestniczyć w gigach stoner doom metalowych czy sludge doom metalowych. Dlatego otwierający trasę trzech zespołów koncert Włochów z Fuoco Fatuo bardzo mi się podobał. Złowieszczy i miażdżący doom death/funeral doom w stylu Tyranny, Esoteric czy Disembowelment. Jednak subtelnie zróżnicowany, choć takiej muzyki prosto z otchłani katakumb trzeba słuchać w skupieniu i mieć na nią nastrój. Nazwa zespołu jest też bardzo ciekawa - "błędne ogniki", czyli zjawy nawiedzające bagna, trzęsawiska czy opuszczone cmentarze. 

Odsłuch "Obsidian Katabasis":

https://fuocofatuo.bandcamp.com/album/obsidian-katabasis

Death metalowcy z Grave Miasma dali bardzo dziki i intensywny koncert. I zostali przyjęci bardzo ciepło przez zgromadzoną w poznańskim Bazylu publiczność. Na pewno był to najbardziej ekstremalny występ wczorajszego wieczoru. Znakomita porcja zatęchłego death metalu prosto z zapomnianej krypty.  Dokładnej set-listy nie pamiętam, bo skupiłem się na robieniu zdjęć, ale wychwyciłem "Ancestral Waters", "Under the Megalith", "Seven Coils" czy "Rogyapa". 

Odsłuch "Abyss of Wraithful Deities":

https://gravemiasma.bandcamp.com/album/abyss-of-wrathful-deities 

The Ruins of Beverast, znakomity projekt black doom metalowy Alexandra von Meilenwalda bardzo mocno chciałem zobaczyć na żywo. Cholernie odpowiada mi atmosferyczny black doom The Ruins of Beverast, gdyż ocieka mrocznym i niepokojącym nastrojem oraz jest mocno unikalny. Weźmy chociażby pod uwagę dwa ostatnie albumy The Ruins of Beverast "Exuvia" oraz najnowszy "The Thule Grimoires": są delikatniejsze, czuć na nich wpływ Dead Can Dance czy nawet gotyckiego rocka/gotyckiego doom metalu (Type O' Negative). To ciągłe poszukiwanie nowych środków wyrazu przez doświadczonego muzyka. Stąd też obecność gotyckich niuansów w atmosferycznym black doom metalu The Ruins of Beverast. Godzinny koncert Niemców całkowicie spełnił moje oczekiwania. A za wisienkę na torcie uznałem zagranie przez zespół cudownie upiornego "Daemon" z "Blood Vaults" (2013). 

Odsłuch "The Thule Grimoires": 

https://theruinsofbeverast.bandcamp.com/album/the-thule-grimoires

Tyle na dzisiaj. I wraz z tym wpisem stuknęło mi 900 000 wejść na bloga. Całkiem niezły wynik zważywszy na to, że blogowanie już nie przynosi takich zasięgów jak kiedyś. Teraz rządzą krótkie wpisy w mediach społecznościowych, podcasty do słuchania i wymyślne filmiki na TikToku, YouTube czy na Instagramie. Z drugiej strony od momentu powstania w 2013 roku ten blog miał być raczej undergroundowy i taki pozostanie.

wtorek, 15 marca 2022

Kolektywna odpowiedzialność Rosjan za wybuch wojny na Ukrainie?

                                                              
Ostatnio w ramach solidaryzowania się z Ukrainą słucham sporo różnorodnej ukraińskiej muzyki (od black, death i doom metalu po ukraiński post-punk, darkwave czy dark electro). Jestem też w kontakcie z kilkoma muzykami tamtejszej sceny metalowej/dark independent. Poza wsparciem finansowym, pomocą materialną dla uchodźców, umieszczaniem linków pomocowych tyle mogę zrobić (niestety nie mam obecnie warunków, by przygarnąć do siebie ukraińską rodzinę) - wsparcie słowem też się chyba liczy. Codziennie śledzę informacje dotyczące tej wojny i ogrania mnie gniew pomieszczany ze smutkiem, gdy widzę jak ostrzeliwane i niszczone są szpitale, szkoły, domy prywatne czy bloki mieszkalne. Giną osoby cywilne, w tym dzieci oraz lokalni i zagraniczni dziennikarze. 

Zacząłem ostatnio rozmyślać o tym czy należy objąć kolektywną odpowiedzialnością za tą agresję wszystkich obywateli Rosji. W końcu mnogość Rosjan (jakieś 70-80 procent) popiera bandyckie działanie Putina. Potężne sankcje gospodarcze nakładane na Rosję są słuszne, gdyż niebawem Putinowi i Szojgu wojna przestanie się kompletnie opłacać. Rosję czeka zapaść gospodarcza i bardzo dobrze! Jednak ile jeszcze zginie cywilów na Ukrainie? Ile masowych grobów zostanie naprędce wykopanych? Ile budynków zostanie zniszczonych? Ilu ludzi straci dorobek życia i będzie zmuszonych do ucieczki w nieznane? Trudno mi objąć umysłem skalę cierpienia jaką niesie za sobą wojna, która jest dla mnie po prostu destrukcją marzeń, aspiracji, pragnień, niszczeniem tego co cenne i własne. Mam wrażenie, że Ukraińcy się wykrwawiają, gdyż po prostu chcą być wolnymi Europejczykami. A gdy widzę polityków PiSu zbijających kapitał polityczny na tej tragedii (ach, jacy oni są teraz 'prounijni' i 'proeuropejscy') to ogarnia mnie pusty śmiech.

Rosja staje się krajem dyktatury totalnej, krajem nie do życia. Nieliczni uczestnicy demonstracji antywojennych np. w Moskwie czy w Petersburgu są szybko wyłapywani przez służby specjalne i ciągani po sądach. I żal mi tylko tych Rosjan czy Białorusinów, którzy mniej lub bardziej przeciwstawiają się tej haniebnej wojnie. Protestowanie w kraju obrzydliwie totalitarnym wymaga na pewno odwagi i świadomości ryzyka. Na pewno wielu Rosjan boli to, że kraj, w którym przyszło im żyć okrywa się hańbą na dekady. Sprawa jest dla mnie jasna jak 2+2=4: to jest wojna napastnicza, w której to Rosja jest agresorem, a Ukraina się broni. Dlatego też powinniśmy pomagać uchodźcom wojennym z Ukrainy, ale jednocześnie nie żywić nienawiści do każdego Rosjanina. I opłakiwać śmierć tysięcy obywateli Ukrainy (np. mieszkańców Mariupolu), którzy zasługiwali, by żyć i marzyć, a zostali po prostu zamordowani. 

Mam nadzieję, że Rosję w ciągu najbliższych miesięcy czeka spektakularny upadek gospodarczy będący zalążkiem pełnej demokratyzacji tego olbrzymiego kraju. Nie chcę III Wojny Światowej. Czekam na koniec tej wojny, która sprawia, że nie mogę już spać spokojnie. Nadal mam jednak dach nad głową i nie muszę spędzać bezsennych, pełnych niepewności nocy w metrze czy w schronie. Współczuję Ukraińcom tego przez co muszą przechodzić. Zdj. Getty Images/AFP.

Tymczasem posłuchajcie Sexual Purity z Ukrainy (dark electro/darkwave a la Boy Harsher):

https://sexualpurity.bandcamp.com/track/dont-touch

czwartek, 3 marca 2022

Ósmy dzień rosyjskiej inwazji na Ukrainę

                                                       
Ciekawie się ten rok zaczął. Pandemia Covid19 wbrew zaklinaniu czy ignorowaniu rzeczywistości przez foliarzy nadal się nie zakończyła, inflacja i kryzys gospodarczy wciąż mają się dobrze, do tego mamy antropogeniczne zmiany klimatyczne, które są nierozerwalną konsekwencją postępu technologicznego w skali globalnej mającego miejsce w ciągu ostatnich lat. Wreszcie mamy wyniszczającą i wciąż eskalującą wojnę na Ukrainie, która wybuchła z inicjatywy Putina w nocy 24 lutego 2022 roku. 

Nie jestem specem od wojskowości, ale i tak napiszę kilka słów na temat tego bezsensownego putinowskiego aktu agresji na wolne i suwerenne państwo sąsiadujące z Polską. Póki co poza Czernihowem Rosjanie nie zdobyli żadnego z większych ukraińskich miast (przykładowo Kijów i Odessa wciąż się dzielnie bronią). Sfrustrowani i przerażeni rosyjscy żołnierze często porzucają sprzęt wojskowy i oddają się do ukraińskiej niewoli bez walki, gdzie są dobrze traktowani. Rozgromiona została elitarna grupa morderców mająca za zadanie zabicie prezydenta Ukrainy w Kijowie, zatem próba obsadzenia Ukrainy marionetkową prorosyjską władzą (tkwiący w Mińsku Janukowycz) jest póki co daremna. Rosjanie wybrali obecnie zbrodniczą taktykę ostrzału dzielnic większych miast przez artylerię rakietową oraz bombardowań z powietrza, choć oczywiście niszczą też obiekty infrastruktury Sił Zbrojnych Ukrainy. Ostrzeliwane są m.in. urzędy, szkoły czy bloki mieszkalne w Charkowie, Ochtyrce, Czernihowie, Izjum, Bucza, Irpieniu, Borowiance, Żytomierzu i Mikołajowie. W Kijowie ostrzelana została instalacja nadawcza na wieży telewizyjnej. Zginęło 5 osób cywilnych. W Kijowie wyszukiwani i eliminowani są dywersanci. Agresor znajduje się w odległości kilkudziesięciu km od Kijowa. Putin uznaje zdobycie miasta za punkt honoru. Zapewne chce zdławić opór Ukraińców w drodze nocnych ostrzałów i głodu. Rzeczywiście w ukraińskich miastach zaczynają być braki w zaopatrzeniu, a zdesperowani ludzie (także rosyjscy żołnierze) szabrują sklepy (nagrania z Mariupola). 

Mamy do czynienia z największym kryzysem uchodźczym w XXI wieku. Od 24 lutego 2022 roku według danych ONZ milion osób opuściło Ukrainę. Mamy także do czynienia z totalną wojną informacyjną oraz totalną cyberwojną. Trwa cyberofensywa w kierunku Rosji. Globalna społeczność hakerska (w tym hakerzy grupy Anonymous czy ukraińscy) atakuje rosyjskie i białoruskie strony rządowe, banki czy systemy bezpieczeństwa (m.in. blokada dostępu do strony agencji Roskosmos czy Kremla), wykrada poufne dane, dementuje fake newsy i rozpowszechnia wśród rosyjskich cywili informacje o agresji wojsk Putina czy o stratach w armii rosyjskiej.Dezinformacja rosyjska nie jest tak skuteczna, gdyż trafia jedynie do obywateli Rosji. Samo śledzenie postępów tej cyberwojny jest dla mnie ciekawe. Tysiące ochotników z innych państw (m.in. z Finlandii, Irlandii) wstępuje w szeregi Obrony Terytorialnej czy zasila ukraińskie wojsko. Mieszkańcy miast uczą się sporządzać i rzucać koktajle Mołotowa, blokują przejazdy wrogich kolumn, mimo że siły rosyjskie przeważają liczebnie. Niestety w niektórych miastach zaczyna brakować wody, prądu, ogrzewania np. w Mariupolu.

Nie wiem jak skończy się ta brutalna wojna. Oczywiście kibicuję Ukrainie, gdyż naprawdę nie będzie dobrze, jeśli wojska rosyjskie i białoruskie staną u polskich granic. Póki co czas działa na niekorzyść Rosjan, Rosja jest też dławiona atakami hakerów i dotkliwymi sankcjami gospodarczymi, którą mogą doprowadzić ten kraj do zapaści gospodarczej i w konsekwencji do wybuchów niepokojów społecznych. Już w zasadzie ten kraj stał się technologiczną, przemysłową i kulturalną pustynią. Jednak martwi mnie przewaga militarna Putina, choć państwa zachodnie dostarczają Ukrainie uzbrojenie przeciwpancerne i bezzałogowe drony. W idealnej sytuacji ktoś z otoczenia Putina mógłby powstrzymać zdesperowanego tyrana od dalszego prowadzenia tej wojny (uwięzić go czy nawet zabić), ale nie wiadomo czy tak w ogóle się stanie. Bardziej liczyłbym na negocjacje prowadzące do trwałego zawieszenia broni, choć jeśli Ukraina ma przestać walczyć to (dla nas i dla Europy) będzie lepiej, żeby wojnę wygrała. Liczę się też z możliwością, że w Ukrainie będzie miał miejsce długoletni i wyniszczający rosyjski Wietnam.

Nadal jestem zdania że stanęliśmy na krawędzi otchłani, gdyż groźba wybuchu wojny nuklearnej jest w najczarniejszym scenariuszu realna, skoro Rosjanie już używają na Ukrainie broni próżniowej (termobarycznej). Póki co jednak nie sądzę, aby Rosja wraz z Białorusią zaatakowały Polskę, choć trudno przewidzieć co przyniesie przyszłość. Na dzień dzisiejszy dotarło do nas już 557 000 uchodźców wojennych z Ukrainy i ta liczba będzie wzrastać. Jęki i utyskiwania niechętnych cudzoziemcom radykalnych prawicowców niczego w tej materii nie zmienią. Exodus wojenny z Ukrainy stał się faktem. Rząd PiSu, którego nie lubię za polaryzowanie społeczeństwa, zapędy autorytarne i zawalenie walki z pandemią staje obecnie przed trudnym testem z przyzwoitości i międzynarodowej współpracy.

Trafny, choć nieco nihilistyczny cytat użytkownika Twittera, z którym się zgadzam: "Tego idiotycznego niszczenia dobytku biednych ludzi, zabijania cywilów, żołnierzy, najeżdżania… tego po prostu nie da się uzasadnić. Nie da się tego zrelatywizować. To jest po prostu hańba dla człowieka… nasz gatunek chyba zasługuje na wszystkie plagi, które nas dotykają." W jaki sposób można potem spojrzeć ze spokojem lustro będąc najeźdźcą i okupantem? To typowa bandycka taktyka odcięcia Ukraińców od prądu, wody, żywności, paliwa, łączności oraz wywołania kryzysu humanitarnego poprzez ostrzał obiektów cywilnych. Czy ta barbarzyńska strategia Rosji doprowadzi do zwycięstwa nad Ukrainą? A może Putin zostanie obalony i zakończy się to szaleństwo? Czy Rosję czeka na Ukrainie drugi Wietnam? Oto są pytania, na które póki co nikt nie jest w stanie odpowiedzieć.

Raz jeszcze linki do inicjatyw pomocowych:

https://pomagam.pl/solidarnizukraina

Czerwony Krzyż na Ukrainie:

https://redcross.org.ua/donate/ 

Pomoc dla ukraińskiej armii:

https://armysos.com.ua/en/help-the-army

https://savelife.in.ua/en/donate/ 

Pomoc dla uchodźców:

https://www.pah.org.pl/sos-ukraina/?enable_cookies=all

Dla relaksu posłuchajcie nowego krótkiego materiału od Lycia - jednego z ulubionych zespołów Petera Steele'a z Type O Negative. Jedynie dwa kawałki, ale żwawe i fajne.

 https://lycia.bandcamp.com/album/simpler-times

poniedziałek, 28 lutego 2022

Shape of Despair "Return to the Void" (2022) - recenzja oraz wojna na Ukrainie

 

24 lutego 2022 roku o godzinie 03.45 w nocy rozpoczęła się rosyjska inwazja na Ukrainę i w konsekwencji gwałtowna eskalacja trwającego od 2014 roku konfliktu wojennego o Krym, Donbas i Łużańsk. Wybuch największej i najbardziej zmasowanej od czasów II WŚ wojny w Europie stał się faktem. Początkowo byłem tym ogromnie zaniepokojony, gdyż jak większość rozsądnych ludzi chcę żyć w świecie opartym na współpracy, a nie na terrorze i zabijaniu. Inicjatorem tego konfliktu jest oczywiście nie kto inny jak prezydent Rosji, nacjonalista i imperialista Władimir Putin. W pewnym momencie (jeszcze w trakcie pandemii, która się nie zakończyła) stanęliśmy na krawędzi otchłani i zaczęliśmy tam zaglądać.

Ukraińcy (żołnierze oraz ochotnicy) od 4 dni dzielnie się bronią zadając rosyjskim agresorem dotkliwe straty w sprzęcie i ludziach. W kraju jest powszechna mobilizacja wojskowa, obok zawodowych żołnierzy z okupantem walczą m.in. programiści, aktorzy, muzycy, tancerze, rolnicy, szeregi ochotników zasilają także kobiety. Bronią się Kijów, Charków oraz inne ukraińskie miasta. Zajęta zostaje przez Rosjan Czarnobylska Strefa Wykluczenia. Wojna wywołana przez Putina pod płaszczykiem "demilitaryzacji" Ukrainy staje się powoli kompromitacją jego wojsk, choć na razie trudno przewidzieć jaki będzie jej przebieg i w jaki sposób się ona zakończy (z chwilą gdy piszę te słowa trwają negocjacje obu stron nad rzeką Prypeć i jestem ciekaw czy nastąpi choćby chwilowe zawieszenie broni). Rosyjscy żołnierze porzucają czołgi i inny sprzęt bojowy, oddają się do niewoli bez walki, zaczyna brakować im jedzenia i paliwa, co sprzyja niskiemu morale. Ukraińcom nie brakuje woli walki, skoro wraz z nimi walczą prezydent Wołodymyr Zełeński oraz inni urzędnicy (bracia Kliczko). Tysiące uchodźców z Ukrainy (głównie kobiety z dziećmi i osoby starsze) ucieka do Polski, a Polacy pomagają, ile się da (masa pięknych i szlachetnych inicjatyw oddolnych, pomocowych czy zbiórek finansowych). W międzyczasie mają miejsce izolacja międzynarodowa Rosji, na którą nakładane są coraz to nowe i dotkliwe sankcje rujnujące jej gospodarkę, wojna dezinformacyjna oraz cyberwojna na niewiarygodną skalę, w której hakowane są rozmaite rosyjskie strony (Kremla, przedsiębiorstw wojskowych, propagandowych mediów). Putin straszy konsekwencjami militarnymi m.in. Szwecję oraz Finlandię, które chcą wejść do NATO. 

Nieprzypadkowo wspominam Finlandię, gdyż w dniu wybuchu wojny Rosji z Ukrainą zaliczam premierowy odsłuch nowego albumu funeral doom metalowców z Shape of Despair "Return to the Void" (wytwórnia Season of Mist). Posępny i melancholijny pogrzebowy doom metal to idealna muzyka na czasy, w których wojna wydaje się być tak bliska i namacalna. Naprawdę trudno się zasypia z myślą, że gdzieś tam za miedzą Rosjanie ostrzeliwują na oślep bloki, niszczą zabytkowe budynki i zabijają cywilów. Funeral doom Shape of Despair jest dość specyficzny, gdyż jest odrealniony i mocno introspektywny. Nie inaczej jest na "Return to the Void", na który składa się sześć monstrualnych kompozycji eterycznego ambient funeral doom metalu. 

To muzyka smutku, bólu, agonii i samotności. Powolne, płynące, transowe pejzaże rodem ze snów, halucynacji, majaków. Delikatne, rzadko przytłaczające ciężarem melodie, które hipnotyzują, zachwycają, wprawiają w stan refleksji nad kondycją człowieczeństwa, ludzkości. Nie jest mi łatwo opisać funeral doom Shape of Despair i kalejdoskop wrażeń, które słuchanie tej głęboko atmosferycznej muzyki wywołuje. To są po prostu żałobne kołysanki balansujące na krawędzi sennego koszmaru. Funeral doom (podobnie jak dark ambient) od dawna jest dla mnie zjawiskiem absolutnie fascynującym, niszowym sub-gatunkiem metalu raczej ignorowanym przez metalowców szukających w metalu wyłącznie agresji, szybkości, ekstremy. I choć czasem sięgam po brutalny metal całkiem spora część mojej kolekcji płytowej obejmuje właśnie pogrzebowy doom, doom death i pochodne. 

Chcecie zatracić się w wyśnionym labiryncie głęboko osobistych wrażeń i odczuć, po prostu uciec w głąb siebie? W takim razie "Return to the Void" stanie się waszym muzycznym przewodnikiem, spowolnionym tańcem odzianych w żałobną czerń baletnic, który zniekształci rzeczywistość, odrealni ją, wykrzywi. 

Konkludując, "Return to the Void" to kapitalny, pulsujący nastrojem następca "Monotony Fields" (2015). Fantasmagoryczny, różnorodny wokalnie (brutalny growling Henri Koivula skontrastowany z delikatnością śpiewu Natalie Koskinen, szamańskie zaśpiewy i black metalowe wokale w absolutnie zniewalającym "Forfeit"), utkany pajęczyną niesamowitości. Polecam z całego serca wielbicielom zespołów takich jak Skepticism, Thergothon, Longing for Dawn czy Funeral. Odsłuch poniżej:

https://shapeofdespair.bandcamp.com/album/return-to-the-void 

Wracając jeszcze do wątku wojny na Ukrainie nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ten bestialski konflikt jest całkowicie niepotrzebny. Od czasu II WŚ ludzkość mądrze i roztropnie zredukowała liczbę wyniszczających wojen i zrezygnowała z używania bomb atomowych jako narzędzia masowej zagłady. Wojna to koszmar brutalności, cierpienia i traumy. Podziwiam wspólnotowość Ukraińców w obliczu tego konfliktu, ich wolę obrony wolnego i suwerennego kraju, który kochają i w którym się urodzili. Żal mi niektórych młodych rosyjskich żołnierzy, którzy dopiero na miejscu uświadamiają sobie, że stali się marionetkami w rękach zbrodniczego autokraty i jego sługusów. Cieszę się, że Polacy masowo wspierają uchodźców z Ukrainy, sam też to robię. Mam nadzieję, że wkrótce doczekamy się końca tego strasznego konfliktu i nie będzie on dalej eskalować w kierunku coraz to gorszego rozlewu krwi i ekspansji działań wojennych na inne kraje. Jednak jedynie czas pokaże czy zbrodniarz wojenny Putin się opamięta, gdyż pcha Rosję w kierunku gospodarczej zapaści i globalnej izolacji. Tak czy owak od 24 lutego świat zmienił się zdecydowanie na gorsze. Obyśmy nie stanęli na krawędzi III WŚ.

Wspierajcie Ukrainę i jej dramatyczną walkę o samostanowienie. Wszelkie, choćby najdrobniejsze i najbardziej symboliczne inicjatywy pomocowe są obecnie cenne. Zdj. Reuters.

Kilka przydatnych i zweryfikowanych linków do pomocy finansowej Ukrainie. Blogowanie jest passe, zasięgi są małe, ale może ktoś z czytelników kliknie i pomoże:

https://pomagam.pl/solidarnizukraina

Czerwony Krzyż na Ukrainie:

https://redcross.org.ua/donate/ 

Pomoc dla ukraińskiej armii:

https://armysos.com.ua/en/help-the-army

https://savelife.in.ua/en/donate/ 

Pomoc dla uchodźców:

https://www.pah.org.pl/sos-ukraina/?enable_cookies=all

czwartek, 17 lutego 2022

Type O Negative: After Dark (1998) - recenzja

 
Z racji tego, że z powodu pandemii koronawirusa w zasadzie zaprzestałem chodzenia na koncerty oglądam sporo dokumentów muzycznych i słucham dużo muzyki. Tym razem padło na "Type O Negative: After Dark" z 1998 roku. Dokument, w którym mamy wywiady z wszystkimi czterema muzykami Type O Negative oraz sporo czarnego humoru. Do tego dochodzą teledyski do "Christian Woman", "Black No.1" z "Bloody Kisses" (1993) oraz "Love You to Death", "My Girlfriend's Girlfriend" i "Cinnamon Girl" z "October Rust" (1996). 

Mamy w "After Dark" bitwę na papier toaletowy z muzykami Pantery w trakcie koncertu oraz obrzucanie ich jedzeniem. Peter Steele opowiada m.in. o tym, że jego ulubioną porą roku jest jesień. Generalnie z "After Dark" niewiele dowiemy się o samym zespole Type O Negative, ale nie jest to bynajmniej zarzut. Niestety nie dane mi było zobaczyć koncertu Amerykanów, choć obracam się wokół ciężkich brzmień (i nie tylko) od 1995-96 roku. Tak po prostu wypadło, że akurat w latach 2003 i 2007 (koncerty w Warszawie) nie fascynowałem się tym zespołem, choć wyrywkowo znałem kilka ich utworów oraz czytałem z nimi wywiady. No cóż, po śmierci Petera Steele'a w 2010 roku już niestety nie zobaczę Type O Negative nigdy na żywo. Steele miał natomiast fajny gust muzyczny m.in. Cocteau Twins, Lycia czy My Bloody Valentine (oprócz The Beatles i Black Sabbath).

Interesujący zapis z wizyty Type O Negative w Empiku przed koncertem w Stodole w 2003 roku. 

https://www.youtube.com/watch?v=IpyEkEI3vZc

środa, 16 lutego 2022

Anne Sverdrup-Thygeson "Ekipa do naprawy świata" - recenzja


Już chwytliwy tytuł niniejszej uroczej książki biologiczno-przyrodniczej zwraca uwagę: "Ekipa do naprawy świata: Jak 10 milionów gatunków staje na głowie, by uratować ci tyłek". Na pewno mam w biblioteczce popularnonaukowej poprzednią książkę Norweżki Anne Sverdrup-Thygeson "Terra Insecta" i jestem przekonany, że ją przeczytałem. W każdym razie noworoczne postanowienie znowu spełnione (przeczytanie w ciągu miesiąca przynajmniej jednej książki). 

"Ekipa do naprawy świata" to książka o zwinnych, sprytnych i często anonimowych stworzeniach (mikroorganizmy, owady, ptaki, gady, płazy, ssaki, rośliny, etc.), dzięki którym raczej niewdzięczny przyrodzie Homo sapiens żyje wygodnie na Ziemi i rozwija się naukowo oraz technologicznie. Małże filtrują wodę, mech usuwa trujący arszenik, owady-zapylacze dbają o nasze bezpieczeństwo żywnościowe, cis pomaga walczyć z podstępnym nowotworem, z rozmaitych roślin czy grzybów pozyskujemy antybiotyki i inne lekarstwa na trapiące nas choroby i dolegliwości, lasy namorzynowe działają niczym falochron chroniąc ludzkie osady przed powodziami i falami tsunami. Biolożka konserwacyjna Anne Sverdup-Thygeson wplotła do książki mnóstwo ciekawostek biologicznych, przyrodniczych czy związanych z ekologią. 

W "Ekipie do naprawy świata" nie brakuje też anegdot autorki, jej wspomnień z dzieciństwa, pięknych cytatów czy głębokiego zachwytu nad przyrodą, naturą, biosferą, którą ludzie tak usilnie próbują sobie od lat podporządkować (wycinka lasów pod uprawy i pastwiska, antropogeniczne zmiany klimatyczne, utrata bioróżnorodności, zagłada wrażliwych ekosystemów). Na co dzień zajęci przetrwaniem i gromadzeniem materialnych dóbr nie umiemy zauważyć tej ogromnej różnorodności flory i fauny, która nas otacza. Nie doceniamy znaczenia przyrody ani nie okazujemy jej wdzięczności. Nasza perspektywa poznawcza jest krótkowzroczna, zaburzona.

Bardzo przystępnie napisana, klarowna i frapująca książka, którą warto nabyć i przeczytać. Lektura przyjazna dla laika. Na zdj. Timothy K. ekosystem namorzynowy.

piątek, 11 lutego 2022

Umiera Roman Kostrzewski z Kata

                                          
10 lutego social media obiegła wieść o śmierci Romana Kostrzewskiego, długoletniego wokalisty zespołu Kat i człowieka określanego mianem ojca polskiego metalu. I słusznie, gdyż wpływ zespołu Kat na rodzimą scenę metalową jest bezdyskusyjny. Osobiście nie mam z Katem zbyt wielu szczególnych wspomnień, gdyż o muzykę Kata zaledwie się otarłem (pierwszą płytą Kata, którą dane mi było mi poznać wiele lat temu była "Róże miłości najchętniej przyjmują się na grobach" z 1996 roku). Jednak mimo że nie byłem ogromnym wielbicielem Kata, trudno mi nie przestać myśleć o Romku, gdyż był wyjątkowo utalentowanym i dobrodusznym muzykiem. Nie dziwi mnie zatem fakt, że ludzie z różnych roczników wspominają koncerty Kata z Romanem Kostrzewskim na wokalu, płyty Kata, wywiady i pogaduszki z Romanem, który był bardzo dostępnym dla fanów człowiekiem. Na pewno żałuję, że nie miałem sposobności uczestniczyć w ostatnich koncertach Kata z Romanem na wokalu. Niestety taka kolej rzeczy. Tracimy artystów, których muzykę cenimy czy wręcz kochamy. Śmierć nie oszczędza nikogo. Nawet jeśli nie znamy danego artysty, muzyka, jego sztuka pozwała nam odkrywać samego siebie. Czasem fanowska żałoba po śmierci może potrwać nawet kilka tygodni: tak było w przypadku Davida Bowie, który zmarł w 2016 roku na nowotwór wątroby. Za tragiczną śmiercią LG Petrova z Entombed czy Romana Kostrzewskiego także stoi okrutny rak. 

Dorastamy z twórczością artysty, który prędzej czy później umrze. Oglądamy jego filmy, czytamy jego książki czy tomiki poezji, słuchamy jego muzyki. Ulubiony muzyk, zespół, artysta staje się tak jakby częścią naszej najbliższej rodziny, z którą jesteśmy zżyci. Stąd głębokie i bolesne poczucie straty, które nam towarzyszy, które nas gnębi. Ponieważ muzyka czy generalnie sztuka danego artysty potrafi zmienić nas na lepsze, zmusić do refleksji bądź wydobyć z nas najskrytsze pokłady emocji. Dobra sztuka potrafi rezonować z jej odbiorcami, dlatego gdy nasz ulubiony artysta umrze tak głęboko to odczuwamy. Chodzi tutaj przede wszystkim o tą piękną intymną więź między twórcą, kreatorem, artystą a odbiorcą, słuchaczem, czytelnikiem. Przykładowo muzyka pomaga nam zmagać się z samotnością ludzkiej egzystencji, z uchodzeniem za odludka, wyrzutka, odmieńca. Ulubiony artysta, który odszedł był naszym nieznajomym-przyjacielem, który nas rozumiał, nie oceniał. 

RIP Roman Kostrzewski (1960-2022).

https://www.metal-archives.com/artists/Roman_Kostrzewski/3577 

Kilka mini-recenzji muzycznych filmów dokumentalnych:

"Berlin Now" (1985) w reżyserii Wolfganga Bülda to hipnotyczny i uroczy dokument muzyczny o podzielonym murem mieście i jego najważniejszych muzykach eksperymentalnych. Dużo świetnej muzyki, intrygująca praca kamery oraz trochę onirycznej fantastyki. Wśród wykonawców znaleźli się między innymi Einstürzende Neubauten, Die Schlampen/ Blixa Bargeld, Mona Mur, D.A.F. czy Sprung aus den Wolken. Berlin, miasto, które nigdy nie zasypia. Znakomita scena kowbojskiego napadu na bank.

"1/2 Mensch" (1985) - Istna symfonia industrialnego hałasu. Zapis występu Niemców z Einstürzende Neubauten w opuszczonej fabryce i na sali koncertowej. I zapewne inspiracja dla cyberpunk/body horroru "Tetsuo"(1988) Shinya Tsukamoto. Cudowna inkorporacja tancerzy butoh z grupy Byakko-sha. Industrialny rozkład, dżdżownice, piła mechaniczna, płomienie, zestawy telewizorów, wózki sklepowe, zgrzyty, trzaski, ryki. Muzyczny albo antymuzyczny obłęd. Dla wielbicieli estetyki cyberpunk, futurystycznej dystopii oraz industrialnego hałasu/urbexu film jak znalazł.

Na zdjęciach muzycy Kata z zespołem Metallica (koncert 10 lutego 1987 roku w Katowicach, Kat zagrał jako support) oraz kadr z "1/2 Mensch".

środa, 9 lutego 2022

Oszust z Tindera (2022) - recenzja

W ten weekend obejrzałem kolejny film dokumentalny Netflixa "Oszust z Tindera" (2022). Nie żeby mnie specjalnie interesowała jego tematyka, ale podobał mi się poprzedni film true crime w reżyserii Felicity Morris o Luce Magnottcie, mordercy i kanibalu z Kanady, który za wszelką cenę pragnął internetowego rozgłosu (zaczął od zabijania kotków, skończył na brutalnym morderstwie człowieka). Tematyka "Oszusta z Tindera" nie jest aż tak drastyczna i wciągająca. Fabuła dotyczy izraelskiego oszusta i szwindlarza Simona Levieva, który w latach 2017-19 rozkochał w sobie i oszukał kilka kobiet w Europie używając do tego tzw. schematu Ponziego (piramidy finansowej). Zmieniał personalia, chwalił się na Tinderze luksusem roztaczając wokół siebie aurę nadzianego młodego biznesmena. Kobiety, które w sobie rozkochał długo dawały wodzić się za nos. Leviev podrabiał paszporty, prawa jazdy, karty kredytowe, czeki i pozwolenia na lot. Udawał syna izraelskiego króla diamentów Leva Levieva. Oczarowywał szukające miłości na Tinderze kobiety drogimi podarunkami i kolacjami na pokładzie samolotów używając do tego środków finansowych, które pożyczyły dla niego wcześniejsze ofiary. Oszukiwał je wysyłając nowo poznanym kobietom zdjęcia siebie oraz rannego ochroniarza (notabene Polaka, który obecnie chce pozwać Netflix na ogromną sumę za szkody wizerunkowe, choć zapewne wiedział, iż bierze udział w perfidnym szwindlu i na to się godził) - rzekomych ofiar ataku ze strony tajemniczych wrogów, których nie było. W 2019 roku historię Simona nagłośnił norweski tabloid Verdens Gang. Simon został aresztowany w Grecji i skazany na 15 miesięcy więzienia w Izrealu za podrobienie paszportu. Wskutek pandemii koronawirusa wyszedł na wolność po 5 miesiącach i dalej lansuje się na Instagramie. Kara śmiesznie niska, gdyż jego ofiary z klasy średniej do tej pory zmagają się z długami, w które popadły. Tak to jest zaufać nieodpowiedniej osobie.

Simon na pewno umiał manipulować udając osobę, której grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, zatem potrzebuje ona jak najszybciej (najlepiej oczywiście dużych) pieniędzy. Czasem w podzięce wysyłał dawnym 'miłościom' podrobione czeki, po czym zrywał kontakt. Najważniejsze dla niego były luksusowe podróże, drogie imprezy np. na Mykonos i ciuchy oraz sypianie z pięknymi kobietami. Niestety na świecie byli, są i będą tacy cwaniacy jak Simon. Nie należy zbytnio ufać świeżo poznanym romantycznym partnerom czy przyjaciołom, którzy prawie od razu żądają od nas pieniędzy.

Oczywiście oszust wykorzystał zaufanie i empatię uwiedzionych kobiet. Działał metodycznie, choć w sposób powtarzalny. Jego zachowanie zasługuje na napiętnowanie w mediach społecznościowych, choć zbyt często mam niestety wrażenie, że oszuści, manipulatorzy, pseudocelebryci czy patostreamerzy są w sieci promowani jako osoby zaradne, umiejące zarabiać duże pieniądze. To oczywiście wina odbiorców ich treści, dzięki którym rosną ich zasięgi. W końcu posmak sukcesu finansowego, luksusu należy stale podtrzymywać na IG czy TikToku, nawet jeśli to oszustwo, mistyfikacja, starannie zaplanowana zagrywka pijarowska. Lgniemy do ludzi sukcesu jak muchy plujki do padliny, chcemy żyć i doświadczać tak jak oni, a oni doskonale umieją to wykorzystać.

środa, 2 lutego 2022

Dandy (1988) - recenzja

                                              

Wreszcie "Dandy" obejrzany, gdyż jako osoba zainteresowana związkiem post-punka, metalu, industrialu, nowej fali czy rocka gotyckiego z kinem chciałem ten dziwaczny arthouse zobaczyć od dawna. Według reżysera Petera Sempela "Dandy" w luźny sposób bazuje na filozoficznej i obrazoburczej satyrze Woltera "Kandyd" (1759). To na pewno film chaotyczny, rwący się, anarchiczny i być może pretensjonalny, ale mimo to na swój sposób dziwnie hipnotyczny i odrealniony. Powinien przypaść do gustu widzom, którzy cenią surrealistyczne tripy i muzyczną scenę Berlina Zachodniego lat 80-tych.

Pojawiają się tutaj znani muzycy tacy jak Blixa Bargeld (Einsturzende Neübauten) oraz Nick Cave (jako Nicholas Cave). Przypominająca kolaż akcja "Dandy" toczy się w wielu różnorodnych miejscach: Berlin Zachodni, Indie (Ganges), Madryt, Nowy Jork, Tokio, Kair (piramidy egipskie), Marrakesz, etc. W eksperymentalnym "Dandy" znajdziemy kilka fascynujących momentów: Cave śpiewający bluesowy kawałek czy grający w rosyjską ruletkę, odziany w czerń Bargeld siedzący na przystanku, śpiewające razem Nina Hagen i Lene Lovich, itd.

Na soundtracku znalazły się m.in. utwory klasyczne Mozarta, Bacha, Beethovena oraz piosenki Einstürzende Neubauten, Nick Cave and the Bad Seeds ("City of Refuge", "Moon is in the Gutter"), The Birthday Party ("Mutiny in Heaven"), DAF, Crass i Die Toten Hosen. 

Zatem może jakaś ilustracja muzyczna do tej recenzji? Koncertówka Einsturzende Neübauten z 1982 roku będzie idealna. Nagrania z Hamburga i Berlina. Kwintesencja industrialnego hałasu.

https://einstrzendeneubauten.bandcamp.com/

sobota, 29 stycznia 2022

Steven Pinker "Racjonalność" - recenzja

Postanowiłem w ciągu miesiąca czytać przynajmniej jedną-dwie książki i wybór tym razem padł na najnowszą książkę znanego i cenionego psychologa-kognitywisty i lingwisty Stevena Pinkera "Racjonalność" (2021). Zaintrygowała mnie jej tematyka: błędy poznawcze, złudzenia, deficyty racjonalnego rozumowania wśród ludzi, wiara w teorie spiskowe i pseudonaukowe bzdury rozprzestrzeniająca się w tempie viralowym za pośrednictwem mediów społecznościowych. Dlaczego ludzie tak często myślą i zachowują się irracjonalnie? Dlaczego wiarę pokładają w gusłach i mitologii (zorganizowane religie, mit narodowy), a nie w osiągnięciach nauki? Dlaczego tak rzadko korzystamy w trakcie polemicznych sporów z potężnych narzędzi rozumowania takich jak logika, krytyczne myślenie, korelacja i przyczynowość, wnioskowanie bayesowskie, teoria gier czy indywidualne i zbiorowe dokonywanie optymalnych wyborów? Dlaczego tak łatwo poddajemy się manipulacji ze strony cynicznych populistów? W końcu racjonalność (logika, probabilistyka i rozumowanie empiryczne) oraz wnikliwa argumentacja mogą przyczynić się do podejmowania lepszych decyzji życiowych przez racjonalną jednostkę. 

Tymczasem mamy istne zatrzęsienie antyszczepionkowców, negacjonistów antropogenicznych zmian klimatycznych czy wyznawców różnorodnych, często wykluczających się wzajemnie teorii spiskowych (np. QAnon w USA). Mamy ludzi wierzących w istnienie duszy, duchy, nawiedzone domy, postrzeganie pozazmysłowe, uzdrawianie psychiczne, demoniczne opętania, medycynę alternatywną (znachorstwo) czy w płaską Ziemię. W "Racjonalności" Pinker bardzo wnikliwie i z charakterystyczną dla niego swadą omawia podstawowe zagadnienia z zakresu logiki czy statystyki analizując liczne przykłady błędów & skrzywień poznawczych. I słusznie pod koniec książki zauważa, że należy zacząć uczyć racjonalności najmłodsze pokolenia w szkołach (obok umiejętności czytania, pisania i rachowania-arytmetyki).

Pinker wśród wielu przykładów nieracjonalnego myślenia wymienia m.in. strach przed lataniem samolotem i preferowanie jazdy samochodem, choć więcej osób statystycznie ginie w wypadkach samochodowych niż w katastrofach lotniczych czy demonizowanie energetyki jądrowej w dobie antropogenicznych zmian klimatycznych (więcej ludzi zabija co roku smog niż wszystkie sporadyczne przypadki awarii elektrowni jądrowych razem wzięte: Three Mile Island, Czarnobyl, Fukushima). Strach przed terroryzmem także jest przesadzony i sprzyja np. masowej inwigilacji obywateli i wywoływaniu konfliktów zbrojnych, co oczywiście wcale nie oznacza, aby zjawisko terroryzmu zupełnie ignorować. Podobnie strach przed śmiercią w paszczy rekina czy przed niepożądanym odczynem poszczepiennym. Jednak stronnicze media uwielbiają rozpisywać się na temat szokujących, acz statystycznie rzadkich zdarzeń, gdyż przesycone histerią artykuły to doskonałe clickbaity. Tabloidyzacja mediów postępuje, choć (co pocieszające) coraz intensywniej promowany bywa fact-checking.

Cytaty z książki: "Nie chodzi o to, żeby mieć rację. Chodzi o to, żeby zrozumieć."

"Aby zrozumieć niedorzeczne virale, takie jak miejskie legendy, nagłówki tabloidów i fake newsy, musimy pamiętać o ich ogromnych walorach rozrywkowych."

"Trudno jest nakłonić człowieka do zrozumienia czegoś w sytuacji, gdy niezrozumienie jest warunkiem otrzymania pensji."

"Niepożądane jest wierzyć w jakąś tezę, jeśli nie ma żadnych podstaw, aby przypuszczać, że jest ona prawdziwa." - Bertrand Russell.

czwartek, 27 stycznia 2022

Impakt komety zwanej Omikronem

                   
W zasadzie miałem już nie pisać o pandemii koronawirusa Sars-Cov-2 (wariantu Omikron wypierającego wariant Delta) w kontekście ojczystego kraju, ale dzisiaj mamy 57 659 zakażeń i 262 zgony. Od trzech dni bijemy rekordy. Te liczby i tak są zapewne grubo niedoszacowane, gdyż niektórzy ludzie nie zgłaszają zakażeń ani kontaktów, aby tylko nie trafić na kwarantannę. No bo po co się izolować? Lepiej dalej zakażać i narazić innych na ewentualny zgon, tudzież mniej lub bardziej trwały uszczerbek na zdrowiu.

Akurat przyszło mi żyć w dobie globalnej pandemii Covid19 (2019-2022) i w czasach antropogenicznych zmian klimatycznych, zatem już dawno straciłem złudzenia. Obserwuję totalne fiasko walki PiSu z koronawirusem skutkujące największym masowym wymieraniem Polaków od czasu II WS (zmarło ponad 100 000 rodaków, często na własne życzenie), pozorowane działania w buńczucznej oprawie propagandy sukcesu rodem z Korei Północnej, brak zdecydowanej woli walki z siejącymi dezinformację ruchami antyszczepionkowymi próbującymi usilnie podważać skuteczność/sensowność szczepień (znacznie obniżone ryzyko ciężkiego przebiegu Covid i hospitalizacji dzięki szczepionce to dla mnie kluczowy argument za przyjęciem szczepionki, także tej aktualizowanej; ryzyko hospitalizacji jest znacznie większe, gdy dany pacjent jest niezaszczepiony), ponieważ to część elektoratu PiSu i Konfederacji (a twardy elektorat trzeba głaskać i dbać o jego poparcie, liczy się tylko utrzymanie u władzy, dalsze bogacenie się i zabezpieczanie majątków, raz obranej linii narracji nie wolno zmieniać, no bo wiecie, utrata reputacji, wiarygodności, etc.). Polityka w rękach odklejonych od rzeczywistości i nauki prawicowych populistów zaczyna mnie irytować, ich hipokryzja (otwarcie negujemy szczepienia, ale się po kryjomu zaszczepimy np. trzech członków Konfy czy niejaka małopolska kurator oświaty Barbara Nowak, która powinna nadrobić braki w edukacji o szczepieniach), bezustanne kłamstwa, inercja, indolencja, pudrowanie rzeczywistości, inwigilacja, afery i finansowe przekręty na wielką skalę, walka o zdyskredytowanie nauki. Mam coraz większe wrażenie, że żyję w bandyckim, quasi-autorytarnym, pseudo-nacjonalistycznym i nie liczącym się na arenie międzynarodowej kraju, który usilnie stara się być europejskim bastionem (przedmurzem) chrześcijaństwa, konserwatywnej tradycji i mentalnej zaściankowości. I w efekcie laicyzuje się coraz szybciej bez względu na utopijne wysiłki ministra Czarnka i rozwodowych hipokrytów z Ordo Iuris. Z drugiej strony jako dawnemu metalowcowi nigdy nie było mi z jakąkolwiek zorganizowaną religią po drodze. I raczej już nie będzie.

Takie zagrożenia egzystencjalne jak pandemia patogenu dobitnie obrazują, że nawet w XXI wieku ludzie nie ufają nauce, nie słuchają ekspertów, gdyż sami wiedzą najlepiej. Polskie społeczeństwo w niedojrzałej większości odrzuciło zarówno darmowe szczepienia (booster przyjęło do tej pory chyba tylko 25 procent Polaków), jak i DDM. Efekt tego będzie widoczny w najbliższych dniach, tygodniach. Już mamy w UK czy w Danii nową hiperzakaźną mutację (sub-wariant) Omikrona zwaną BA.2, a funkcja ochronna używanych szczepionek zacznie spadać, zatem boostery muszą zaliczyć jak najszybszy update. Wirus Sars-Cov-2 pięknie i wzorcowo mutuje, bo chce 'żyć' i się namnażać. Biologiczny android zdolny do replikacji i adaptacji. Szkoda przepracowanych medyków użerających się z antyszczepionkowcami, którzy ich nienawidzą, zmarłych na Covid, którzy nie zdążyli się zaszczepić/doszczepić tj. Piotr Kuldanek, pacjentów onkologicznych i innych podatnych na ciężki przebieg tej podstępnej wielonarządowej choroby oraz dzieci (rosną liczby pediatrycznych hospitalizacji w UK, Danii, USA, Francji, Hiszpanii, tej rzeczywistości nie da się zakłamać), które często za wolnościową głupotę i bunt rodziców zapłacą zdrowiem.

Jako gatunek nie zdaliśmy kolektywnie egzaminu. I raczej nie zdamy go także w trakcie zmian klimatycznych, kolejnej pandemii wirulentnego patogenu czy w razie uderzenia asteroidy i erupcji superwulkanu. 

Zdj. komety 67P Czuriumow/Gierasimienko ESA, misja Rosetta. Cudowność.

Do posłuchania instrumentalny Ulver w oprawie soundtrackowo-horrorowej.

https://ulver.bandcamp.com/album/scary-muzak

I trzeci singiel fińskich funeral doomowców od Shape of Despair okraszony surowymi i pustymi krajobrazami Islandii i Norwegii.

https://www.youtube.com/watch?v=jZtEl7aqIsI 

EDIT: Nowy sub-wariant Omikron BA.2 może być nawet 1.5 raza bardziej zakaźny od pierwotnego wariantu BA.1. (pierwsze dane z Danii, w której zaczyna dominować wypierając BA.1). Zapowiada się zatem kolejna fala reinfekcji. I naturalnie rośnie obawa, że wskutek nawału pacjentów covidowych może zabraknąć łóżek i obsługi medycznej dla pacjentów z innymi schorzeniami np. po wypadku czy zawałowców. Nie pozostaje nic innego jak czekać i obserwować jak będzie wyglądała pandemia w lutym w Polsce. Czas pokaże czy sprawdzą się najczarniejsze scenariusze kolapsu systemu opieki zdrowotnej. Póki co zarządzanie pandemią przez PiS leży i kwiczy (typowa strategia na zasadzie "jakoś to będzie", na przeczekanie i zajęcie ludzi różnymi ustawkami i teatralnymi posunięciami), a pogrążeni w inercji politycy za swoje celowe niepowodzenia usilnie próbują zgonić winę na społeczeństwo: pracodawców, pracowników (bubel prawny zwany nową ustawą covidową, na szczęście odrzucony), lekarzy, nauczycieli, naukowców, opozycję, etc. Brak stanowczego zarządzania pandemią Covid w Polsce skrytykowano nawet w cenionym czasopiśmie medycznym The Lancet:

https://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(22)00159-3/fulltext

EDIT: W USA wariant BA.2 powoli zaczyna dominować. Tak samo zapewne będzie w całej Europie, w tym i w Polsce.

niedziela, 23 stycznia 2022

Morte sospetta di una minorenne/ Podejrzana śmierć małoletniej (1975) - recenzja

                                             
Film obejrzany na Netflixie. Rzeczywiście to dość dziwaczna i osobliwa hybryda giallo, poliziotteschi oraz ocierającej się o slapstick komedii. W "Podejrzanej śmierci małoletniej" tajemniczy morderca w okularach (Roberto Posse) podcina gardło młodziutkiej prostytutce. Śledztwo w sprawie brutalnego morderstwa prowadzi elokwentny i arogancki detektyw Germi (Claudio Cassinelli) i owo węszenie wspólnie z pewnym nastoletnim złodziejaszkiem (Adolfo Caruso) doprowadzi go do mrocznego półświatka pedofilii i handlu małoletnimi prostytutkami...

Za scenariusz do niniejszego komediowego giallo/filmu policyjnego odpowiadają niestrudzony Ernesto Gastaldi oraz reżyser Sergio Martino (wspaniałe giallo "Torso" z 1973 roku). Film ogląda się wybornie. Mamy tutaj trzy całkiem brutalne sceny morderstw (podcięcie gardła, zadźganie, uduszenie), świetnie zrealizowaną scenę samochodowego pościgu ze slapstickowymi akcentami komediowymi (wirowanie pieszego na głowie!), strzelaninę na rollercoasterze, którą wieńczy pieszy pościg i kilka innych momentów zdecydowanie do zapamiętania. Odrobina nagości i sporo niespodzianek. Na plus także rewelacyjna ścieżka dźwiękowa autorstwa Luciano Michelini przypominająca muzykę Goblins z filmów giallo Dario Argento. W obsadzie m.in. Mel Ferrer i Barbara Magnolfi.

Fajnie, że na Netflixie można znaleźć kultowe włoskie produkcje. "Nieuchwytny morderca" (1971), "Demony 1 i 2", a teraz "Podejrzana śmierć małoletniej" ("Suspected Death of a Minor"). Oby tak dalej. Więcej filmów Davida Lyncha, Johna Carpentera, Martina Scorsese oraz włoskich horrorów, gialli i poliziotteschi. 

piątek, 21 stycznia 2022

Stage Fright (2014) - recenzja

                                                 
20 stycznia 2022 roku w wieku 74 lat zmarł Meat Loaf. Moja znajomość jego muzyki jest mizerna i ogranicza się do pamiętania kilku jego przebojów, aczkolwiek muszę przyznać, że ten artysta miał całkiem imponującą karierę filmową. Oprócz wystąpienia w kultowym dla subkultury gotyckiej "The Rocky Horror Picture Show" (1975) zagrał także w kilku horrorach min. w humorystycznym i ociekającym krwią mariażu slashera i musicalu "Stage Fright" (2014), w którym ukryty za maską kabuki morderca będący fanem hard rocka i heavy metalu wyrzyna ekipę obozowego teatru muzycznego przed i w trakcie spektaklu "Haunting of the Opera".

Sporo zabawnych i wpadających w ucho piosenek oraz świetny kostium mordercy (Metal Killer). Dobra obsada (zwracają na siebie uwagę zwłaszcza Minnie Driver i Meat Loaf), krwawe sceny morderstw oraz trochę wyrazistych nawiązań do obozowych slasherów i "Carrie" (1976) Briana De Palmy, "Hellraiser" (1987) Clive Barkera czy "The Texas Chainsaw Massacre" (1974) Tobe Hoopera. Tożsamość mordercy bardzo łatwo odgadnąć, ale nie jest to zarzut. Polubiłem ten absurdalno-parodystyczny slasher/musical w odróżnieniu od słabego i na siłę feministycznego rimejku "Black Christmas" z 2019 roku. 

Nie mylić z jednym z moich ulubionych włoskich slasherów/gialli z lat 80-tych "Stagefright" aka "Aquarius" (1987) w reżyserii Michele Soavi. Tam z kolei pojawia się morderca w masce sowy.

piątek, 14 stycznia 2022

Ashling Murphy: morderstwo nad kanałem

              
Aktualna sprawa kryminalna z Irlandii, ale stwierdziłem, że warto o niej napisać z prostego powodu: sam mieszkam blisko Warty i Wartostrady, prawie codziennie chodzę na spacery (nie biegam tak jak ofiara), zarówno nad rzekę, jak i w jej bardziej odludne leśne okolice i często natykam się na rowerzystów, biegaczy, biegaczki, spacerowiczów czy kobiety wyprowadzające psy. 12 stycznia 2022 roku 23-letnia skrzypaczka i nauczycielka muzyki w szkole w Durrow (jej klasa 5-7 latków liczyła 28 dzieci), Ashling Murphy wyszła z domu w Tullamore godzinę po powrocie z pracy, by pobiegać. Została zaatakowana około godziny 16.00 lokalnego czasu w Cappincur, Tullamore, nad brzegiem Grand Canal przez nieznanego sprawcę i zmarła wskutek odniesionych obrażeń. Irlandzka policja na razie nie podaje informacji o charakterze tych obrażeń, ale nie należy wykluczyć motywu seksualnego napaści, która miała miejsce w biały dzień. Sprawca prawdopodobnie został spłoszony przez spacerujące dwie kobiety. Tak czy owak musiał być zdesperowany, gdyż dokonał napaści i morderstwa w miejscu, które jest popularne wśród spacerowiczów i biegaczy z Tullamore. To najgorszy koszmar dla każdej kobiety dbającej o aktywność fizyczną (biegającej, spacerującej, etc.), chcącej żyć bez strachu o własne bezpieczeństwo.

Irlandzka policja (Gardaí) aresztowała 40-letniego mężczyznę, ale go wypuściła i już nie jest on osobą podejrzaną. Działający samotnie sprawca nadal pozostaje na wolności. Poszukiwany jest posiadacz roweru górskiego Falcon Storm, który może mieć związek z atakiem. Napastnik mógł przemieszczać się tym rowerem, po czym spłoszony porzucił go i zbiegł.

Ta sprawa skojarzyła mi się z niedawnym brutalnym gwałtem i morderstwem dokonanym na polskiej studentce Paulinie Dembskiej w Garden Independence w Sliema (Malta) przez 20-letniego Abnera Aquilinę. 29-letnia Paulina została zgwałcona i uduszona wczesnym rankiem 2 stycznia 2022 roku przez sprawcę, którego nie znała. Zapewne tak samo jest i w przypadku Ashling: sprawca i ofiara nie znali się. Paulina także wyszła pobiegać i przy okazji dokarmić bezpańskie koty.

Takie sprawy jak powyższa są o tyle przerażające i niepokojące, gdyż mogą dotyczyć każdej dziewczyny, kobiety. W końcu to czynność najnormalniejsza pod słońcem: wyjść na dłuższy spacer czy pobiegać po powrocie z pracy. Ashling biegła wzdłuż Fiona's Way, nazwanej w taki sposób ku czci zaginionej Fiony Pender. 25-letnia Fiona zaginęła w Tullamore 23 sierpnia 1996 roku i po dziś nie została odnaleziona. Być może została zamordowana, a jej ciało zostało starannie ukryte.

Za takie napaści i morderstwa (często na tle seksualnym) odpowiadają mężczyźni. Oczywiście nie wszyscy, aczkolwiek pewien odsetek. Sam często spaceruję po odludnych okolicach, lubię też szwendać się po opuszczonych miejscach i do tej pory nic złego mnie nie spotkało. Jednak to samotne kobiety ryzykują na co dzień bardziej. Ryzykują napaść na tle seksualnym, która może skutkować morderstwem. Przemoc fizyczna/seksualna wobec kobiet jest dużym problemem - niezależnie od tego czy oprawcą jest partner, znajomy czy obcy mężczyzna. Problemem, o którym trzeba stale i głośno mówić. 

Irlandzka policja ma już nowego podejrzanego, który zgłosił się do szpitala z ranami po nożu oraz z obrażeniami na twarzy (śladami zadrapania). 31-letni Słowak Jozef Puska został już postawiony w stan oskarżenia.

https://www.dublinlive.ie/news/dublin-news/ashling-murphy-murder-new-chief-22767933

EDIT: I jeszcze rodzima sprawa pedofila i seksualnego drapieżcy, który w 2005 roku wykorzystał seksualnie kobietę w Southampton, a w 2009 roku wykorzystał seksualnie dwie dziewczynki w wieku 14 i 16 lat w leśnym bunkrze w wielkopolskiej wsi Antonin. Jak podaje wielkopolska policja: "Kiedy były w środku, wszedł do nich nagi mężczyzna ze slipami założonymi na głowę. Napastnik zatorował im wyjście, sterroryzował je, wykorzystał seksualnie, a następnie uciekł". Jedna z ofiar przytomnie zadzwoniła na numer alarmowy i dzięki temu udało się nagrać głos dewianta. Miałem okazję wysłuchać to niepokojące nagranie i powiem tylko tyle: mam nadzieję, że ten prymitywny zboczeniec (jeśli jeszcze żyje) zostanie schwytany i odpowie za traumę, którą zgotował tym dwóm nastolatkom. Także podejrzewam, że był to znający teren (ten konkretny las i bunkier) miejscowy. Osobiście gdybym był świadkiem takiego zdarzenia to chyba bym zmiótł tego osobnika z powierzchni ziemi. Autentycznie brzydzę się ludźmi, którzy w tak ohydny sposób krzywdzą słabszych. Może ktoś skojarzy ten obleśny głos:

https://www.youtube.com/watch?v=d7lqjQadSDI

niedziela, 9 stycznia 2022

The Image (1967) - recenzja

Skoro 8 stycznia minęła rocznica narodzin wybitnego artysty Davida Bowie, a 10 sierpnia minie rocznica jego śmierci (10 I 2016) postanowiłem zrecenzować "The Image" - jego aktorski debiut i krótko napisać o związku Bowie z kinem grozy, niesamowitości i fantasy.

Nakręcony w ciągu trzech dni we wrześniu 1967 roku i utrzymany w estetyce psychodelicznego horroru film krótkometrażowy o artyście (Michael Byrne), którego dzieło w postaci inkarnacji obrazu młodziutkiego Davida Bowie powraca do życia. Młody malarz próbuje tego pięknego, przypominającego manekina/żywego trupa młodzieńca unicestwić - najpierw przy pomocy rzymskiego posążka, potem noża. Jednak obraz nie chce umrzeć... 

Fajnie nakręcony, oniryczny i psychodeliczny horror od reżysera sadystycznego "Mark of the Devil" (1970), filmu o procesach wiedźm w XVIII wiecznej Austrii. Akcja "The Image" toczy się w trakcie posępnej deszczowej nocy, co tylko podkręca nastrój tego króciutkiego dreszczowca. Zero dialogów, w zamian sporo niepokojącej muzyki i ekspresjonistycznej kolorystyki. Intrygująco pokazany motyw doppelgängera budzący skojarzenia z "Portretem Doriana Graya" Wilde'a. Zarówno Byrne, jak i androgyniczny Bowie na plus. Na Youtube można obejrzeć także wersję koloryzowaną. W sumie obie wersje mi się podobają (zarówno ekspresjonistyczna czarno-biała, jak i kolorowa).

O przyjaźni Davida Bowie z maestro włoskiego horroru Dario Argento i o genialnej roli piosenkarza jako umierającego wampira w "Zagadce nieśmiertelności" (1983) Tony'ego Scotta już tutaj pisałem. Fani artysty powinni też odszukać (jest na Vimeo) "Pierrot in Turquoise or The Looking Glass Murders" (1970) - surrealistyczny spektakl teatralny z trzema upiornymi mimami i śpiewem Bowiego jako Cloud. Lubię też jego występ i zaśpiewanie "Heroes" w "My, dzieci z dworca Zoo" (1981) Uli Edela oraz krótki, acz cholernie wyrazisty epizod u Davida Lyncha w "Twin Peaks: Ogniu krocz za mną" (1992). Szkoda, że David nie pojawił się choćby epizodycznie w innych filmach Lyncha oraz nigdy nie zagrał w jakimś giallo Argento. Oczywiście trzeba też wspomnieć o występie Bowiego u Jima Hensona w familijnym fantasy "Labirynt" (1986). Muszę też kiedyś obejrzeć węgierski dramat fantasy "Büvös vadász" aka "Magiczne kule" (1994) - stosunkowo mało znany baśniowy film, który Bowie wyprodukował. 

OK, nie będę sobą jak nie wrzucę coś smutnego z Bowiego. Wybór "Blackstar" (2016) byłby zbyt oczywisty, choć to zdecydowanie najbardziej poruszający album tego artysty-innowatora (artysty wizualnego, aktora, muzyka, teoretyka kultury), jego rozstanie raz na zawsze z doczesnością. To może przykładowo "Slow Burn", "Heathen", "Word on Wing", "No Plan", "Subterraneans", "Ashes to Ashes", "Where Are We Now?", "Bring Me the Disco King", "Always Crashing in the Same Car", "Shadow Man"  czy "The Loneliest Guy"?

https://www.youtube.com/watch?v=x6MDhtBEmCs 

https://www.youtube.com/watch?v=NSEhQfGlM8w 

https://www.youtube.com/watch?v=hmtL3RxiVjc 

https://www.youtube.com/watch?v=xIgdid8dsC8 

https://www.youtube.com/watch?v=FVY2ERXkNgY 

https://www.youtube.com/watch?v=du_pVBhT4DE 

https://www.youtube.com/watch?v=QWtsV50_-p4 

https://www.youtube.com/watch?v=oqv-NXxIU38 

https://www.youtube.com/watch?v=-m30aaI5Yf8 

https://www.youtube.com/watch?v=MOVD_VgnBKQ 

https://www.youtube.com/watch?v=rYlsdigdswA 

https://dtbbth.blogspot.com/2021/01/david-bowie-i-dario-argento-na-wspolnej.html

Warto jeszcze dodać w ramach ciekawostki, że w remake'u "Suspirii" (2018) pojawia się fotografia Davida oraz Drzewa Życia Kabały z 1974 roku autorstwa Steve'a Schapiro. Muzyk interesował się judaizmem w latach 70-tych (dwie jego wczesne największe inspiracje muzyczne to żydowscy muzycy Lou Reed i Bob Dylan), zresztą jego wieloletnia podróż spirytualna objęła oprócz Kabały także tybetański buddyzm, chrześcijański mistycyzm czy okultyzm (ezoteryczne książki Alesteira Crowleya).

https://www.theatlantic.com/photo/2016/04/Capturing-David-Bowie/478371/

piątek, 7 stycznia 2022

Samobójstwa dzieci i nastolatków w trakcie pandemii Covid19

                             
Z niepokojem czytam o samobójstwach wśród dzieci w trakcie pandemii. Media dość mocno nagłaśniają takie zaplanowane i rozpaczliwe akty samobójcze. I słusznie, gdyż jest to wstydliwy i czasem wręcz ignorowany problem. Posłużę się tutaj trzema niedawnymi przykładami: 20 grudnia 2021 roku około godziny 22 pod kołami pociągu relacji Gdynia-Warszawa Zachodnia zginęła 17-letnia dziewczyna i 19-letni chłopak, oboje mieszkańcy Nowego Dworu Mazowieckiego. 3 stycznia 2022 roku około godziny 10 przy stacji Warszawa-Olszynka Grochowska pociąg SKM jadący do Otwocka śmiertelnie potrącił 16-letnią dziewczynę. Wypadek czy samobójstwo? Obstawiam niestety w obu przypadkach drugą ewentualność. Z kolei 29 grudnia 2021 roku samobójstwo popełnia 12-letnia Kinga, dziewczynka z okolic Dąbrowy Tarnowskiej (wieś Smęgorzów, Małopolska), ofiara molestowania  seksualnego w rodzinie. O molestowaniu dowiedziały się następujące organy: policja, prokuratura, władze szkoły, do której uczęszczała, sąd rodzinny czy centrum pomocy rodzinie. Molestował ją znajomy rodziny, w domu rodzinnym nie otrzymała wsparcia, jedynie pretensje i awantury, tam także padła ofiarą molestowania. Dziewczynka chciała zamieszkać z ciocią w Środzie Śląskiej, ale wskutek opieszałości prokuratury musiała wrócić do rodzinnego, przepełnionego piekłem domu. Według jej zeznań krzywdzili ją dwaj mężczyźni (ojczym i przyjaciel jej rodziców), jednak dziecku nie dano wiary i nie zapewniono mu bezpieczeństwa. Zapewne była zastraszana, maltretowana. Sąd rodzinny nie zabezpieczył jednak dziewczynki w rodzinie zastępczej ciotki i jej męża. Dziewczynka w końcu trafiła na oddział psychiatrii dziecięcej, gdyż mówiła o samobójstwie. Tam została poddana badaniom. Odtrącali ją także jej szkolni rówieśnicy. Była stygmatyzowana, naznaczona. Sprawę nagłośnił dziennikarz Radia TokFM Michał Janczura w reportażu z 14 września 2021 roku "Dziewczynka, która prosiła o pomoc." I tej pomocy w porę nie otrzymała. Powiesiła się.

"Straciłam nadzieję, że będzie lepiej i to, że ktoś próbuje mnie przekonać, że będzie. I tak wiem, że nie będzie". - W tej wiadomości od Kingi do cioci aż kipi od poczucia rezygnacji i bezsilności.

https://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103085,27552378,dziewczynka-ktora-prosila-o-pomoc-ciociu-cos-sie-wydarzylo.html

Po przeczytaniu tego reportażu zacząłem zastanawiać się jak pandemia Covid19 wpływa na dobrostan psychiczny dzieci i młodych ludzi. Samobójstwa dzieci są rzadkie w porównaniu do samobójstw osób dorosłych z innych grup demograficznych, jednak szokują najbardziej z powodu wieku osób odbierających sobie życie. Nie widzę podstaw, by twierdzić, że w trakcie pandemii koronawirusa wzrosła w Polsce liczba dziecięcych samobójstw, jednak trzeba przyznać, że pewne czynniki związane z pandemią mogą wpływać na zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży. Mogą to być nauka zdalna w trakcie lockdownu (brak należytego kontaktu z rówieśnikami), śmierć kogoś bliskiego z powodu Covid19 np. rodzica, dziadka, babci (trauma i żałoba), kłopoty finansowe w rodzinie, poczucie izolacji  (brak wsparcia, zrozumienia), wyobcowania, bolesne rozstanie czy odrzucenie, zakazana miłość, wreszcie przemoc domowa, w tym seksualna sprzyjająca myślom samobójczym (zamknięcie w czterech ścianach z osobami, które zamiast kochać krzywdzą). Ryzyko samookaleczeń (autoagresji) i samobójstwa w trakcie takiego zagrożenia egzystencjalnego jak pandemia na pewno wzrasta.

Ciągnąca się pandemia też jest zjawiskiem drenującym mnie mentalnie, choć staram się ją przetrwać i zaadaptować się do tych jakże niefortunnych okoliczności najlepiej jak potrafię. To okres stresu, strachu i niepokoju. Braku poczucia bezpieczeństwa finansowego. Recesji ekonomicznej. Martwię się o moją przyszłość i o dobrostan osób mi bliskich. Sam miałem kiedyś intensywne myśli samobójcze i wiem co to znaczy czuć się bezsilnym, niezrozumianym przez otoczenie. Te myśli jeszcze czasem do mnie wracają, kryją się w zakamarkach mojej jaźni niczym złośliwe demony, choć chyba mam je pod kontrolą, staram się od nich uciec albo je przeczekać, zająć się czymś, co odrealni rzeczywistość. Dzięki temu łatwiej jest mi zrozumieć ludzi, które decydują się na ten ostateczny krok. Jednocześnie chciałbym, aby takie osoby uświadomiły sobie, że mają dla kogo żyć, że zawsze znajdzie się na tym świecie ktoś (nawet osoba im obca), kto je wysłucha, zrozumie, postara się wesprzeć, pomóc (bez oceniania czy odtrącenia). Kinga odebrała sobie życie, gdyż przebywała w domu rodzinnym, w którym nie mogła liczyć na bezpieczeństwo. Znowu państwo polskie zawiodło. Nie pierwszy raz i nie ostatni.

Kawałek na dzisiaj (poruszający neofolk z Hiszpanii, szkoda, że projekt Fragile jest tak nieznany):

https://www.youtube.com/watch?v=L2DDGfMhbB4

Jeśli czujecie się bezradni i osamotnieni i poszukujecie kontaktu to można do mnie napisać: krawczykbart@yahoo.com