poniedziałek, 21 listopada 2022

Retrospective i Antimatter w 2Progi, 19 listopada 2022 (fotorelacja)

                                                       




Z nieukrywaną przyjemnością wybrałem się na koncert Antimatter do poznańskiego klubu 2Progi, gdyż zespół Micka Mossa znam i cenię od lat. To była pierwsza moja wizyta w 2Progi i muszę przyznać, że to całkiem fajny klub, który mieści się w podziemiach. Co prawda w pewnym momencie mojego życia straciłem zainteresowanie rockiem progresywnym na rzecz innych gatunków muzycznych, Antimatter w zasadzie został jedynym zespołem tego gatunku muzycznego, który stale słucham - przede wszystkim ze względu na poruszający głos Micka Mossa oraz ogromny ładunek melancholii tkwiący w muzyce Brytyjczyków. Muzyki otwierającego zespołu z Leszna, Retropsective nie znałem zupełnie i muszę przyznać, że koncert Polaków odebrałem bardzo pozytywnie. Żwawy, energiczny, fajnie zaaranżowane i rozbudowane piosenki, ciekawe żeńskie i męskie wokale. Do tej pory przesłuchałem tylko najnowszy (piąty) album Retrospective "Introvert" (2022), który gorąco polecam.

https://retrospectivepl.bandcamp.com/album/introvert

Ósmy album Antimatter "A Profusion of Thought" (2022), który ukazał się zaledwie kilka dni temu to piosenki pochodzące z długoletniego archiwum Micka Mossa, które nie znalazły się na wcześniejszych albumach Antimatter. Album bardzo udany, co stwierdziłem już po jego pierwszym odsłuchu. Ilekroć widzę zespół Micka Mossa na żywo to jestem naprawdę pod wrażeniem. Energia, przejmująca melancholia, doskonałe zgranie się muzyków, humorystyczne interakcje Micka i pozostałych muzyków z widownią. Nie inaczej było w 2Progach. Zapamiętałem wypowiedź 47-letniego Mossa, że "muzyka Antimatter jest dla niego terapią". Bez niej by zniknął. Poza tym Mick Moss często współpracuje wokalnie z zespołami metalowymi (doom death metalowcy z Clouds, black metalowcy z Eudaimony), zatem ma wszechstronny gust muzyczny. Tak czy owak Antimatter zagrali bardzo przekrojowy set obejmujący w zasadzie wszystkie albumy zespołu (plus trzy kompozycje z "A Profusion of Thoughts"). 

Set-lista z Poznania: "The Third Arm", "This Is Not Utopia", "Partners in Crime", "Can of Worms", "Black Eyed Man", "The Last Laugh", "Monochrome", "Angelic", "Fold", "No Contract", "Wish I Was Here", "Kick the Dog", "Leaving Eden", "Paranova", "Redemption".

https://open.spotify.com/album/6P83JPvL9LTJ9wp8RH1cWg

niedziela, 13 listopada 2022

Vévaki "Fórnspeki" (2022) - recenzja

                                         
Zaskoczył mnie drugi album studyjny islandzkiego projektu animistyczno-folkowego Vévaki, gdyż jest nieziemsko kojący, piękny i melancholijny. Vévaki początkowo był projektem jednoosobowym założonym przez Willa Huntera, obecnie funkcjonuje już jako pełnoprawny zespół (skład zasilili Sigurboði Grétarsson, Hrafnhildur Inga Guðjónsdóttir i Gísli Gunnarsson). Nie słyszałem debiutanckiego albumu Vévaki "Edda" (2020), co oczywiście będę musiał w przyszłości nadrobić. Póki co cieszę się jednak odsłuchem "Fórnspeki", drugiego albumu studyjnego Islandczyków, który ukazał się ponad dwa tygodnie temu via Season of Mist. 

Pogański folk Vévaki przypomina pod kątem namacalnego i eterycznego klimatu twórczość zespołów pokroju Wardruna, Heilung czy Forndom (z naciskiem na słynny zespół Einara Selvika), jednakże nadal jest to muzyka wciągająca, przesycona delikatną melancholią, z której aż bije fascynacja animizmem, pogańskimi rytuałami i uwielbieniem Natury. Piosenki (pogańskie pieśni) składające się na całość "Fórnspeki" są głęboko medytacyjne, intymne, przenikające słuchacza, wprawiające w rytualny trans. Służą temu bogactwo tradycyjnego i współczesnego instrumentarium, wyśmienite wokale oraz staranna aranżacja. To zaiste idealna muzyka do wędrówki po porannym, zamglonym lesie albo do obserwacji spokojnej erupcji lawowej na Islandii (choć wówczas warto się wsłuchać także w jej dźwięki i rytm).

Świetny album, który powinien przypaść do gustu wielbicielom nordyckiego folka. Trudno mi wyróżnić w tej chwili ulubione utwory na "Fórnspeki". Może siedmiominutowy, mocno filmowy i medytacyjny "Disablót", przepiękny spirytualny "Vitrun" albo poruszający "Varðloka"?

Odsłuch: https://vevaki.bandcamp.com/

Nie jestem dobrym recenzentem, ale mimo wszystko chcę, aby ciekawa i mniej znana muzyka jakoś docierała do grona odpowiednich słuchaczy. Recenzje muzyczne piszę sporadycznie, muszę mieć na to czas, wenę i wewnętrzny spokój. Interesuje mnie muzyka raczej mroczna, melancholijna, czasem agresywna i brutalna. Zatem jeśli macie zespoły i projekty metalowe (doom metal, z naciskiem na doom death i funeral doom, black metal, death metal, metal industrialny) albo gotyckie (post-punk, rock gotycki, death rock, neofolk, ethereal darkwave, coldwave, dark electro, EBM etc.) to zapraszam do kontaktu (krawczykbart@yahoo.com) - a nuż pojawi się u mnie recenzja, jeśli Wasz materiał mocno przypadnie mi do gustu.

sobota, 12 listopada 2022

Halszka Witkowska „Życie mimo wszystko: rozmowy o samobójstwie” - recenzja

                                                 

Suicydologia w Polsce jest trochę traktowana po macoszemu (samobójstwo jednostki to wciąż w Polsce tabu społeczne, co powoli się zmienia ), zatem z wielkim zainteresowaniem przeczytałem książkę-wywiad z Halszką Witkowską, suicydolożką "Życie mimo wszystko: rozmowy o samobójstwie". Książkę obecnie bardzo potrzebną, gdyż mamy trudne czasy inflacji, coraz większej biedy, niepewności, samotności i odrzucenia. Nie ma dnia, w którym nie docierałyby do mnie medialne doniesienia o czyimś samobójstwie. Oczywiście prawda jest, że mężczyźni zabijają się częściej, natomiast kobiety regularniej podejmują próby samobójcze.

W obszernym i niezwykle ciekawym wywiadzie z dziennikarzem Szymonem Falacińskim Halszka Witkowska porusza m.in. takie tematy jak tabu samobójstwa, przyczyny zachowań suicydalnych, skalę tego zjawiska w Polsce, listy pożegnalne, którym najczęściej towarzyszy ogromny wstyd, mity (stereotypy) narosłe wokół problematyki samobójstwa, samobójstwa dzieci, nastolatków, studentów, seniorów, mężczyzn, lekarzy weterynarii, internetowy hejt (pogarda), samobójstwa w trakcie dotkliwych kryzysów gospodarczych i społecznych takich jak pandemia koronawirusa czy wojna na Ukrainie, pierwsza pomoc emocjonalna osobie w trakcie kryzysu suicydalnego, próby samobójcze, żałoba po udanym samobójstwie osoby bliskiej, etc.

Autorka wypowiada się o samobójcach i osobach po próbach samobójczych z ogromną empatią, stara się wejść w mrok, który takie wrażliwe, osamotnione i odrzucone jednostki roztaczają wokół siebie. Kiedy na szali jest ludzkie życie osoby, która planuje je sobie odebrać trzeba działać szybko i starać się otoczyć jego/ją opieka emocjonalna. Taka podstawowa pomoc emocjonalna nie jest trudna (czasem wystarczy rozmowa, uśmiech, szczere zainteresowanie się problemami potencjalnego samobójcy, wysłuchanie go bez oceniania), choć oczywiście może być dla niektórych obciążająca psychicznie. Ludzie ze skłonnościami samobójczymi potrafią się także dobrze maskować, gdyż nie chcą być obciążeniem dla innych. Myślą o śmierci w czasach, gdy medycyna stara się przedłużyć, udoskonalić ludzkie życie, co samo przez się jest swoistym aktem rozpaczy w konsumpcyjnym świecie, który uniemożliwia szczęście.

W trakcie czytania rozdziału o samobójstwach lekarzy weterynarii przypomniała mi się smutna historia studentki farmacji Aleksandry Maliszewskiej z Łodzi. Dziewczyna targnęła się na swoje życie w ustronnym miejscu 26 maja 2015 roku. Odsyłam do poniższego artykułu.

https://dzienniklodzki.pl/aleksandra-maliszewska-nie-zyje-zwloki-25latki-znaleziono-na-widzewie/ar/3905053

Książkę Halszki Witkowskiej gorąco polecam, ponieważ pozwala ona lepiej zrozumieć osoby znajdujące się z różnych powodów w kryzysie samobójczym (niezależnie od ich wieku i płci), a nawet udzielić im stosownej pomocy w rozproszeniu myśli samobójczych, odegnaniu ich. 

Na zdj. obraz Wilhelma Kotarbińskiego "Mogiła samobójcy" z 1900 roku.

Zawsze przy okazji nowego tekstu polecam muzykę. No to najnowszy album Ukraińców z Drudkh. Bardzo solidny, chwilami agresywny i melancholijny black metal, który od razu wpada w ucho. Wczoraj Ukraina odbiła Chersoń - tak trzymać!

niedziela, 6 listopada 2022

Muzeum (1989) - recenzja

Metafizyczna dystopia. Sowiecki film sci-fi od reżysera urodzonego w Dnipro (Ukraina).

"Muzeum" wygląda na film, który nakręcono w piekle. W odróżnieniu od żótej post-apokaliptycznej dystopii "Listów martwego człowieka" (1986) Łopuszańskiego "Muzeum" to film pomarańczowy, czerwony. Także i tutaj mamy do czynienia ze światem poddanym bliżej nie sprecyzowanej ekologicznej zagładzie. Taka ekologiczna zagłada postępuje obecnie w formie antropogenicznych zmian klimatycznych i tzw. szóstego wymierania. Być może wciąż należy się spodziewać widma nuklearnej apokalipsy.

Pewien wędrowiec (turysta) przybywa do miejsca będącego gigantycznym i skażonym wysypiskiem śmieci. Garstka jego mieszkańców pali ogień, by trzymać z dala od siebie umieszczonych w rezerwatach 'degeneratów'. Mężczyzna pragnie dotrzeć do zatopionego tajemniczego muzeum, w którym być może znajduje się portal do innego świata. W trakcie niebezpiecznej podróży przechodzi transformację.

"Stalker" w ekologicznym piekle. "Muzeum" to film hipnotyczny, przesycony metafizycznym obłędem i nieco depresyjny. Doskonałe zdjęcia ponurych i przesyconych martwotą krajobrazów, pięknie uchwycona estetyka post-apo, świetna gra aktorska. Owszem, niektóre sceny mogą się mniej cierpliwym widzom dłużyć, jednak "Muzeum" niewątpliwie należy do kategorii filmów, które zostają w pamięci widza jeszcze długo po seansie. Konkludując, "Listy martwego człowieka" z 1986 roku są filmem bardziej koherentnym niż "Muzeum", ale oba te filmy warto obejrzeć, najlepiej jeden po drugim.

Przy okazji polecam ten rodzimy album. Muzyka onirycznych przestrzeni, dzikich i bezludnych pustkowi, jesienne piosenki neofolkowe z domieszką black metalu o uwielbieniu natury, depresji i wychodzeniu z niej oraz o zapomnieniu. Dla wielbicieli Tenhi, Kauan, Vali, Forndom czy black folkowego oblicza Ulver.

https://paganrecords.bandcamp.com/album/pustkowia

Poprzednia recenzja:

czwartek, 3 listopada 2022

Samobójstwo młodej matki w Szczecinie

                                                  
Ze smutkiem obejrzałem wczoraj nagranie na Twitterze z 31 października, w którym 30-letnia kobieta wypadła z okna dziesiątego piętra bloku na ulicy Wilczej w Szczecinie. Kobieta siedziała na zewnętrznej stronie parapetu. Zapewne rozmyśliła się i zdecydowała mimo trudności żyć dalej. Próbowała zatem wrócić do wewnątrz mieszkania. W pewnym momencie przy odwracaniu się straciła równowagę i zawisła na parapecie. Dwie osoby (jej siostra i policjant) próbowały wciągnąć ją do środka, ale im się to nie udało. Walka zdesperowanej kobiety o nie spadnięcie trwała kilkanaście sekund i niestety zakończyła się upadkiem z dziesiątego piętra i śmiercią na miejscu. W sieci filmik ten był udostępniany setki razy, ja oczywiście nie zamierzam go tutaj publikować. Pojawiła się też masa kretyńskich komentarzy np. zaniżony wiek kobiety, challenge na Tik-Toku i tym podobne chore plotki, które w przypadku bulwersujących opinię publiczną zgonów mnożą się niczym wirus.

Kobietą, która poniosła śmierć okazała się 30-letnia matka, która cierpiała, gdyż nie mogła widywać się z własnymi dziećmi. To była przyczyna chęci odebrania sobie własnego życia. Poczucie winy, które toczyło ją od środka. Napisał o tym jej brat na fanpejdżu Wiedzy Bezużytecznej. Ten filmik mocno mnie przygnębił, gdyż sam zmagam się z poczuciem winy, ale z diametralnie innych powodów. 

Rodzi się pytanie: czy zasadne jest wrzucanie tego typu nagrań do sieci? Moim zdaniem nie, gdyż takie filmiki godzą w rodzinę pokrzywdzonej i skazują ją na ostracyzm. Jednak w czasie dominacji smartfonów i kamer przemysłowych powstawanie takich materiałów i umieszczanie ich w sieci wydaje się być nieuniknione. Takie nagrania mogą mieć również 'walory' refleksyjne. Niech jako przykład posłuży poruszający dokument "Most samobójców" (2006) o skoczkach z mostu Golden Gate, w którym znajdują się autentyczne nagrania samobójczych skoków. Widziałem go już 2-3 razy i skłonił mnie do przemyśleń nad kruchością i delikatnością ludzkiego życia, nad tym, jak często nie umiemy sobie poradzić z nawarstwiającymi się problemami.

Generalnie suicydologia jest dziedziną, która jest dla mnie bardzo interesująca. Śledzę czasem doniesienia prasowe na temat samobójstw i oto kilka ostatnich przykładów z Polski.

21-letnia Katarzyna Dychus (na zdj.) zaginęła 21 września 2022 roku w Krakowie. Wyszła z mieszkania przy ulicy Celarowskiej i do niego nie powróciła. Jej ciało odnaleźli ratownicy z psem tropiącym 4 października 2022 roku w zaroślach w pobliżu ulicy Radzikowskiego. Dziewczyna wybrała ustronne i trudno dostępne miejsce, by (zapewne) odebrać sobie życie. Czemu piszę o tej sprawie? Ponieważ zajrzałem z ciekawości na jej profil na FB, Katarzyna słuchała metalu, zatem była osobą, z którą z pewnością bym się dogadał (wspólne, tudzież pokrewne zainteresowania muzyczne).

19 października samobójstwo popełnił 16-letni Filip z Obornik Wielkopolskich. Jego zwłoki odnaleziono dwa dni później przy stacji przekaźnikowej. Nastolatek targnął się na swoje życie, bo był w szkole gnębiony przez swoich rówieśników. Też przez to przechodziłem w szkole podstawowej. Wiem, co to znaczy. Prześladowania się skończyły, gdy pobiłem jednego z nękających w trakcie bójki. I nie żałuję tego. Dzieci potrafią być okrutne wobec outsiderów, dzieci nieśmiałych, biednych, odmiennych. Stosują przemoc fizyczną i psychiczną, a także cyberbullying. Szkoły powinny szybko reagować w przypadku stwierdzenia kryzysu suicydalnego u ucznia, a nauczyciele powinni być wyczuleni na bullying wśród uczniów. W tym akurat przypadku winnych zaszczucia Filipa póki co nie ma. 

Jak powszechnie wiadomo w Polsce psychiatra dziecięca jest od dawna w zapaści. A dla czarnkowego Ministerstwa Edukacji ważniejsze jest wychowanie dzieci w duchu żarliwego patriotyzmu i religijnej służalczości, a nie odpowiednie dbanie o dobrostan psychiczny dzieci.

12 października 15-letnia dziewczynka rzuciła się pod pociąg Kolei Dolnośląskich na torach kolejowych w Zgorzelcu. Po prostu wbiegła na torowisko i położyła się na torach. Według świadków miała ona w tym samym czasie rozmawiać z kimś przez telefon. Poniosła śmierć na miejscu. Nie udało jej się w porę pomóc. 

Tytułem dygresji sam lubię spacerować po torach kolejowych (miałem z tego powodu jedną niebezpieczną sytuację ocierając się o śmierć), zwłaszcza tych zarośniętych, nieczynnych, interesują mnie także opuszczone mosty kolejowe i inne obiekty infrastruktury kolejowej.

Wreszcie Warszawa. 26 października z mostu Poniatowskiego skacze 17-letnia dziewczyna. Upada na piaszczystą łachę, tuż przy przęśle mostu. Przy sobie ma list, być może pożegnalny. Niestety nastolatka umiera kilka dni później w szpitalu. 31 października (w Halloween) z tego samego mostu do Wisły skacze 31-letni mężczyzna, jednak udaje się go przytomnego wyłowić z rzeki. 

Takie przykłady można mnożyć i mnożyć. Nie są pierwsze i zapewne nie będą ostatnie. Czasem mam wrażenie, że czyjeś rozterki, problemy, cierpienie, piekło depresji mało kogo obchodzą. Być może gdzieś tam tkwi rozwiązanie, ale osoba w depresji, pogrążona w myślach samobójczych często tego rozwiązania nie widzi, tłumi w sobie poczucie porażki i zniechęcenia, wstydzi się prosić o pomoc, natyka się na mur obojętności ze strony otoczenia, jest całkowicie osamotniona, choć naturalnie może skorzystać z pomocy linii kryzysowej/psychologicznej. Dlatego zawsze warto być życzliwym i empatycznym w kontaktach z innymi, nauczyć się słuchać i nie oceniać. Ilu śmierciom samobójczym można by było zapobiec, gdyby obojętność i chłód relacji międzyludzkich zastąpić życzliwością, zrozumieniem i empatią (niezależnie od tego jaki światopogląd polityczny i gospodarczy prezentujemy)? Ile osób, które mijamy na ulicy rozważa odebranie sobie życia, bo nie widzi innej drogi?

Przy okazji polecam lekturę tej książki. Może sam pokuszę się w przyszłości o jej recenzję.

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5031119/zycie-mimo-wszystko-rozmowy-o-samobojstwie

A jeśli akurat zmagacie się z kryzysem psychicznym to polecam szukać pomocy na tej stronie:

https://zwjr.pl/ 

Z rzeczy, których ostatnio słuchałem zaintrygował mnie projekt DSBM (depressive black metal) None z USA. Rzadko słucham obecnie suicydalnego black metalu (preferuję funeral doom i melancholijny post-punk/darkwave), jednak None tworzy ciekawe, przeszywające i głęboko emocjonalne dźwięki a la Xasthur, Woods of Desolation, Austere czy Nocturnal Depression. 

https://hypnoticdirgerecords.bandcamp.com/album/damp-chill-of-life 

poniedziałek, 24 października 2022

Morderstwa Nadii w Inowrocławiu i Loli w Paryżu

                                                            

Obiły mi się o uszy dwa okrutne morderstwa dokonane ostatnio na dzieciach: jedno w Inowrocławiu, drugie w Paryżu. Obie sprawy kryminalne są ze wszech miar bulwersujące. 13-letnia Nadia została zamordowana przez 18-letniego Mikołaja J. 16 października 2022 roku blisko pustostanu przy jednym z osiedli w Inowrocławiu, w miejscu, do którego często przychodziła lokalna młodzież, by spędzić czas i napić się alkoholu. Nadia wykrwawiła się na śmierć po zadaniu jej przez Mikołaja wielu ran kłutych na szyi i tułowiu. Byłem na profilu Mikołaja. To młody antyfaszysta i anarchista, skinhead słuchający The Exploited (swoją drogą uwielbiam zmetalizowany "Beat the Bastards" z 1996 roku). Podobno motywem tego morderstwa popełnionego ze szczególnym okrucieństwem było narysowanie przez Nadię dla żartu swastyki. Tak czy owak, kompletnie bezsensowny i wyrachowany mord i woda na młyn dla środowisk katoprawicowych (bo jak wiadomo w ich szeregach są sami kryształowi i dobroduszni ludzie niezdolni do stosowania brutalnej przemocy). Mikołaj przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia. Mam nadzieję, że w przyszłości otrzyma jak najsurowszą karę. 

14 października w Paryżu (Rue Manin) została zamordowana 12-letnia gimnastyczka Lola Daviet. Zwłoki dziewczynki zostały znalezione w walizce na podwórzu apartamentu, w którym mieszkała. Obraz z kamer CCTV wykazał, że w ostatnich chwilach życia Loli towarzyszyła jej młoda kobieta, 24-letnia Dahbia Benkired z Algierii. Potem Dahbia wychodziła z apartamentu dźwigając walizkę z ciałem Loli. Jak się okazało kobieta zwabiła Lolę do apartamentu swojej 26-letniej siostry, tam rozkazała gimnastyczce wziąć prysznic. Następnie dziewczynka została zgwałcona (zmuszona do seksu oralnego), jej twarz została owinięta taśmą, jej stopy i nadgarstki zostały związane. Lola została uduszona w jednym z pomieszczeń piwnicznych, na jej szyi widniały także nacięcia, a na jej skórze widoczne były cyfry 0 i 1. Sprawczyni tego okrutnego mordu miała problemy psychiczne i w feralnym czasie była bezdomna. W trakcie transportu walizki z ciałem Loli w środku kupiła w piekarni croissanta. Dahbia w trakcie przesłuchania nie wykazała cienia skruchy, ba, powiedziała policjantom, że 'sama została kiedyś zgwałcona, a jej rodzice umarli na jej oczach'. Swoją drogą przypadki morderstw seksualnych dokonywanych przez kobiety na dzieciach są statystycznie rzadkie (albo niedoszacowane). Tak czy owak, ta sprawa mrozi krew w żyłach będąc koszmarem dla każdego rodzica. 

Z jednej strony fascynują mnie mroczne sprawy kryminalne, z drugiej przeraża to, jak łatwo komuś przychodzi odebrać życie innej osobie. Błahe powody. Banalność zła.

niedziela, 23 października 2022

EO (2022) - recenzja

                                                                         
Kilka dni temu miałem sposobność obejrzeć najnowszy film 84-letniego Jerzego Skolimowskiego zatytułowany "EO" (2022). Refleksyjny i przepełniony symboliką dramat o osiołku, który po uwolnieniu z cyrku przez prozwierzęcych aktywistów zaczyna wędrować z miejsca na miejsce natykając się na różnych właścicieli i doznając od nich empatii, obojętności czy okrucieństwa. Osiołek stara się odszukać Kasandrę (Sandra Drzymalska), cyrkową opiekunkę, która go kochała i się nim opiekowała. Oczywiście "EO" może budzić skojarzenia ze słynnym filmem Roberta Bressona "Au Hasard Balthazar" (1966), a także z w pewnym sensie z szokującym dramatem antywojennym "Idź i patrz" (1985). Nie brakuje w "EO" scen psychodelicznych, smutnych i przejmujących (EO mijający umierającego wilka czy pobity przez wściekłych kiboli), zahaczających o horror (podcięcie gardła jednej z postaci) czy humorystycznych (mecz piłkarski gdzieś na przaśnej polskiej prowincji). Dość powiedzieć, że sekwencja wędrówki osiołka przez las nasuwa na myśl mroczną i surrealistyczną baśń. EO jawi mi się jako zwierzę niewinne, czułe, delikatne, o smutnych brązowych oczach kontrastujące ze zgnilizną, brzydotą i dzikością niektórych ludzkich postaci, które w trakcie odysei napotka. Film za sprawą doskonałych zdjęć bywa hipnotyczny, przejmujący, nieco melancholijny. To w zasadzie moralitet o tym jak ludzkość zatraciła więź z przyrodą i przestała być czuła wobec gospodarskich zwierząt. Ludzie bywają chciwi i obojętni wobec cierpienia, a co za tym idzie skłonni do eksploatowania zwierząt i traktowania ich z sadystycznym okrucieństwem (cyrk, ubojnie, zwierzęta wykorzystywane jako posłuszne źródło transportu, fermy futrzarskie). 

Na plus nieoczywista i nierzadko zaskakująca narracja, symboliczno-hipnotyczny nastrój "EO" oraz eksperymentowanie ze stroną wizualną filmu. Zapadają w pamięć także pulsująca elektroniczna ścieżka dźwiękowa Pawła Mykietyna oraz pierwszorzędne zdjęcia Michała Dymka (film kręcono m.in. na Podkarpaciu). Nic zatem dziwnego, że dramat Skolimowskiego doceniony został przez krytyków na festiwalach w Berlinie, Cannes i Wenecji. 

Dystrybucja Gutek Film. Zapraszam do kin studyjnych. Obok "Wulkanu miłości" (2022) Sary Dosy jedna z najciekawszych tegorocznych premier. 

Niestety nie dojadę na koncert w Zabrzu, ale w pisaniu tej krótkiej recenzji towarzyszyła mi wielowymiarowa i bogata w emocje muzyka Diary of Dreams.

https://diaryofdreams.bandcamp.com/album/hell-in-eden

czwartek, 6 października 2022

Gaerea, Saor i Gaahls Wyrd w Bazylu, 5 października 2022 (fotorelacja)

                                             










Pamiętam dość dobrze koncert Gaahls Wyrd w poznańskim Bazylu w 2019 roku (supporty: Idle Hands, Uada i Tribulation), zatem nadarzyła się okazja, by zobaczyć norweskich black metalowców ponownie, której nie wolno było ominąć. Bilet kupiłem na dzień przed koncertem i przed 18 ruszyłem z mojego miejsca pobytu do Bazyla. Trochę spóźniłem się na otwierający koncert Portugalczyków z Gaerea z powodu sporej kolejki, ale tylko trochę. Od razu po sprawdzeniu biletu ruszyłem pod scenę, by posłuchać black metalu Gaerea. 

Mam wrażenie, że Gaerea to obecnie jedna z najbardziej rozpoznawalnych portugalskich kapel  metalowych, choć oczywiście sporo jeszcze Portugalczykom brakuje do sławy Moonspell. Oczywiście czuć w brutalnej i intensywnej muzyce Portugalczyków inspirację Mgłą czy Behemoth, aczkolwiek mocny black metal kwintetu z Porto nie pozbawiony jest delikatniejszych i melancholijnych post-metalowych elementów. Intensywne trasy po Europie i intrygujące klipy na pewno przyczyniły się do coraz większej rozpoznawalności zespołu w środowisku metalowym. Portugalczycy kilka dni temu uraczyli słuchaczy trzecim albumem "Mirage" (2022), który miałem okazję przesłuchać dopiero raz. Koncertowo wypadli doskonale: czuło się brutalność, intensywność, gęstość i swoistą teatralność ich występu. To mroczna i gniewna muzyka z pełnymi agonii wokalami, która wymaga w trakcie odsłuchu cierpliwości i skupienia. Chciałem kupić "Mirage" na CD, ale odstraszyła mnie cena 100 zł za płytę. O tym jednak napiszę na końcu.

Odsłuch: https://gaerea.bandcamp.com/

Set-lista (nie wiem na razie na ile prawidłowa): "Conspiranoia", "Salve", "Glare", "Null", "Mantle", "Urge". 

Z atmosferycznym/melodyjnym black metalem Saor miałem do tej pory czynienia w znikomym stopniu. W trakcie fajnego skądinąd występu Szkotów z Glasgow wychwyciłem sporo folkowych naleciałości i wpływów heavy metalowych. Jedno jest pewne: koncert istniejącego od 2013 roku Saor był wczoraj najbardziej przyjazny dla słuchaczy, co wcale nie oznacza, że zupełnie delikatny. Zespół (a w zasadzie jednoosobowy projekt Andy'ego Marshalla) ma już na koncie aż 5 albumów studyjnych, z których ostatni "Origins" ukazał się w czerwcu 2022 roku. Szczerze znam je dość słabo, ale znajdę czas, by to nadrobić. Na pewno tkwi w tej muzyce melancholia oraz uwielbienie szkockiej natury i historii. 

Set-lista (jw.): "Call of the Carnyx", "Beyond the Wall", "The Ancient Ones", "Origins", "The Awakening", "Aura", "Tears of a Nation", "Fallen"

Odsłuch: https://saor.bandcamp.com/

Lubię psychodeliczny i szamański black metal Gaahls Wyrd (Bergen, Norwegia), gdyż jest mocno specyficzny, nieco odrealniony, zaśpiewany czystymi wokalami. Tak, Gaahl (ex-Gorgoroth, Trelldom, ex-God Seed) potrafi świetnie śpiewać. Zarówno na "GastiR - Ghosts Invited" (2019), jak i na "The Humming Mountain" (2021) można wychwycić wpływy dark folkowe/neofolkowe a la Wardruna czy Hexvessel, prog metalowe czy post-metalowe. Gaahl w Gaahls Wyrd nie stroni od eksperymentowania, za co należy mu się aplauz. Tak czy owak, oprócz delikatniejszych "Carving the Voices" czy "The Humming Mountain" na koncercie Gaahls Wyrd nie zabrakło black metalowej agresji w postaci coverów Gorgoroth, Trelldom czy God Seed. Gaahl spokojnie spacerował po scenie i robił wrażenie ponurym wyglądem, aczkolwiek okazał się sympatycznym muzykiem, który witał się z widownią, a po koncercie robił z ludźmi wspólne zdjęcia i podpisywał płyty. Także pamiątkowa fotka na koniec trzaśnięta. 

Set-lista: "Ghosts Invited", "Carving the Giant" (Gorgoroth), "Wound Upon Wound" (Gorgoroth), "The Humming Mountain", "The Dwell", "Awakening Remains - Before Leaving", "Carving the Voices", "Aldrande Tre" (God Seed), "From the Spear", "Slave till el kommende natt" (Trelldom), "Sanhet, smerte og dod" (Trelldom), "Through and Past and Past", "Exit - Through Carved Stones" (Gorgoroth), "Alt Liv" (God Seed). 

Odsłuch: https://gaahlswyrd.bandcamp.com/

No i na koniec kwestia cen płyt. Nie chcę wyjść na marudę, ale cena za płyty CD 100 zł na merchu jest lekko wygórowana, tym bardziej, że oba materiały Gaahls Wyrd można dostać taniej choćby na fan.pl. Podobnie ma się sprawa z albumami Saor i Gaerea. Nie tędy droga. Rozumiem, że koszty organizacji tras koncertowych rosną, co przedkłada się na droższe bilety i merch, ale byłem w tym roku na dwóch koncertach (Linea Aspera we Wrocławiu i Akhlys, Fides Inversa i Chaos Invocation w Poznaniu), gdzie kupiłem płyty za 50 zł. Dla mnie akceptowalna cena za płytę CD to 70 zł. Do pozostałego merchu i jego cen się nie odnoszę: koszulki kupuję rzadko, hoodies jeszcze rzadziej, winyli wcale. Natomiast wciąż lubię kupować płyty CD ulubionych wykonawców, choć nie robię już tego tak regularnie jak kiedyś. Tak czy owak, warto czy wręcz trzeba chodzić na koncerty, bo jest to wsparcie dla zespołów, które jeszcze aktywnie koncertują.

środa, 5 października 2022

The Pit (1962) - recenzja

Świetna i perfekcyjnie udźwiękowiona adaptacja opowiadania Edgara Allana Poe "Studnia i wahadło" (1842). W zasadzie całkowicie pozbawiona dialogów poza złowróżbnym słowem "morte". Młody mężczyzna zostaje skazany przez grupkę mnichów-inkwizytorów na tortury w mrocznym lochu, które mają na celu pogrążyć go w szaleństwie.

Głęboko atmosferyczny film krótkometrażowy, którego nie powstydziliby się Mario Bava ("Black Sunday" z 1960 roku) czy Riccardo Freda ("I Vampiri" z 1956 roku). Duszna atmosfera gotycka, obłędna aura i odrobinka makabry. Pierwszy seans i jestem urzeczony. Brakuje jedynie szczurów obecnych w opowiadaniu amerykańskiego mistrza gotyckiej grozy. Jednakże jak powszechnie wiadomo "Studnia i wahadło" to opowiadanie stawiające na realizm sytuacyjny, pozbawione wątków nadnaturalnych. "The Pit" Edwarda Abrahama z 1962 roku stanowi wyjątkowo wierną jej ekranizację. 

Link do obejrzenia:

https://www.youtube.com/watch?v=B4xEyz4Er7Q

poniedziałek, 3 października 2022

Elinborg i Eivor w poznańskim Zamku, 2 października 2022 roku (fotorelacja)

                                                                 







Ominął mnie koncert farerskiej wokalistki Eivor na Castle Party 2019, ale szczerze mówiąc muzykę tej utalentowanej artystki poznałem dopiero jakieś dwa lata temu. Przynajmniej trzy osoby ze środowiska gotyckiego polecały mi jej koncerty, zatem kiedy dowiedziałem się, że Eivor wystąpi w poznańskim Zamku to nie wahałem się ani chwili i kupiłem bilet. Inna sprawa, że koncert został dość szybko wyprzedany. Nic dziwnego, gdyż z Eivor robi się powoli fenomen podobny do Wardruna: koncerty szybko się wyprzedają i przychodzi na nie zróżnicowana publiczność. Widoczne to było na wczorajszym koncercie: widziałem metalowców, gotki, fanów Stevena Wilsona i mnóstwo osób 'normalnie' ubranych (sam byłem obowiązkowo w totalnej czerni, bo od dłuższego czasu nie mam ochoty ubierać się na jasno). Po prostu muzyka Eivor jest bardzo przystępna i przyjazna dla ucha, acz nie pozbawiona pierwiastka dzikości i melancholii. Dla Eivor była to zresztą specjalna trasa, gdyż supportowała ją młodsza siostra Elinborg. Koncert Elinborg był jednak dość krótki (trwał bodaj 25 minut) - muzycznie raczej delikatna fuzja elektroniki i gitarowego brzmienia z melancholijnym skandynawskim wokalem. Taka muzyka może się podobać, jeśli ktoś lubi refleksyjne i introspektywne brzmienia. 

Natomiast Eivor zagrała wraz z towarzyszącymi jej muzykami wspaniały, blisko półtora godzinny set z rozmaitych płyt. Już na Castle Party 2019 koncert Eivor został okrzyczany przez środowisko gotyckie jako jeden z najlepszych tamtego pamiętnego festiwalu, ja niestety go nie widziałem, bo w niedzielę wróciłem do domu. Wracając jednak do Eivor jej przepiękny śpiew kojarzy mi się momentami ze wspaniałymi możliwościami wokalnymi Kate Bush. W dodatku w trakcie koncertu Eivor wraz z zespołem w niezwykle płynny sposób lawirowali między rozmaitymi sub-gatunkami muzycznymi: alternatywnym rockiem, rockiem progresywnym, subtelnym i melancholijnym synthpopem/electro popem i wreszcie skandynawskim folkiem a la Wardruna, Heilung czy Garmarna. To świadczy o ogromnej wszechstronności twórczej tej utalentowanej wokalistki z Wysp Owczych, która nie waha się eksperymentować i doskonale odnajduje się w rozmaitych sub-gatunkach muzycznych. Koncert był świetny, czarujący, Eivor często uśmiechała się i komplementowała widownię i zapewniła, że uwielbia koncertować. Na pewno nie raz będzie jeszcze okazja ją zobaczyć na żywo w Polsce. Tak czy owak, wyszedłem z jej koncertu zadowolony, kupiłem "Segl" (2020) na CD, który mi Eivor podpisała. 

Set-lista Eivor: "Boxes", "Nothing to Fear", "Salt", "Only Love", "Let It Come", "Livstraedrir", "Helig", "Skyscrapers", "This City", "Rain" (wspólny występ z siostrą), "True Love", "Gullspunnin", "Truth", "I Tokuni" oraz na bis "Trollabundin" i "Falling Free".

Zazwyczaj wrzucam tutaj linki do ostatnich albumów artystów mając nadzieję, że dzięki temu znajdą oni nowych fanów zwłaszcza wśród młodszego ode mnie pokolenia. Nie inaczej będzie tym razem.

Odsłuch: https://eivor.bandcamp.com/album/segl

Aha, w trakcie koncertu Eivor zemdlała kobieta. I została szybko wyprowadzona z sali. Mam nadzieję, że wszystko u niej w porządku. 

piątek, 30 września 2022

The Soft Moon w klubie Próżność, 30 września 2022 r. (fotorelacja)

                                                            



Chciałem się wybrać po raz drugi na koncert The Soft Moon, gdyż jest to zdecydowanie jeden z moich ulubionych zespołów post-punkowych z US (obok np. Drab Majesty czy Soft Kill). Pamiętam jak w 2018 roku skądinąd depresyjną muzykę Luisa Vazqueza poleciła mi Marita, wokalistka Stridulum (świetny polski projekt dark electro/darkwave). Posłuchałem "Criminal" (2018) oraz "Deeper" (2015) i byłem pod wrażeniem jak mroczny i depresyjny potrafi być industrialny post-punk The Soft Moon. Obie płyty (obok debiutu Whispering Sons z Belgii) wywarły na mnie wówczas ogromne wrażenie. Luis zawarł na nich swoje wewnętrzne demony, generalnie jego muzyka krzyczy, niepokoi, wprawia w stan melancholii czy refleksji. Tak jest, roztańczony i mroczny post-punk The Soft Moon jest katartyczny (od katharsis). Kilka dni temu pojawił się kolejny album TSM "Exister" (2022) i muszę przyznać, że jest znakomity: zróżnicowany, intensywny, atmosferyczny, mroczny, rozedrgany, czasem delikatny. Byłem ciekaw jak wypadną piosenki z "Exister" na żywo.

Słówko o Próżność. Byłem w tym klubie po raz pierwszy i muszę przyznać, że jest całkiem stylowy i przestronny. Co prawda przeważają w nim imprezy elektroniczne, a ja osobiście raczej nie przepadam za klubową elektroniką. U mnie elektronika może być taneczna, ale jednocześnie ma być mroczna, melancholijna, niepokojąca, hipnotyczna, a nawet przerażająca. A że twórczość The Soft Moon (przynajmniej w warstwie lirycznej) nieodparcie kojarzy mi się z depresyjnymi początkami industrialno-rockowymi/industrialnymi Nine Inch Nails musiałem być na koncercie Amerykanów. Ale po kolei. Koncert TSF znacznie obsunął się czasowo, gdyż muzycy nie dotarli na czas z powodu korków. O 21 przez 20 minut prezentował się bliżej mi nie znany duet z Barcelony, Fatamorgana. Całkiem przyzwoite taneczne electro, choć daleko do poziomu np. Zanias czy Linea Aspera. Tak czy owak, posłucham muzyki Hiszpanów na bandcampie i może bardziej docenię. Luis wraz z dwójką muzyków mu towarzyszących rozpoczęli koncert o 21.30 i zakończyli grać około 22.20. No i muszę przyznać, że koncert The Soft Moon był intensywny, zadziorny, energiczny, czasem wręcz hałaśliwy. Nie zabrakło też (oprócz chwytliwego "Become the Lies" z "Exister") depresyjnych, acz nadal tanecznych i hipnotycznych "Wasting", "The Pain" i "Like a Father" z odpowiednio "Deeper" (2015) i "Criminal" (2018). Generalnie odnoszę wrażenie, że post-punkThe Soft Moon oferuje szerokie spektrum (rollercoaster) emocji: od ekstatycznej radości aż po głęboki depresyjny dół. To zatem muzyka ciekawych kontrastów i zarazem wypadkowa rozmaitych sub-gatunków: dark industrial, post-punk, electro pop, darkwave, itp. Powinna spodobać się zarówno fanom Godflesh, wczesnego The Cure, jak i Drab Majesty czy Nine Inch Nails. To był świetny koncert z fajną publicznością i intensywnym przekazem. Być może nieco za krótki (50 minut), ale cóż poradzić.

Odsłuch "Exister": https://thesoftmoon.bandcamp.com/album/exister

Set-lista The Soft Moon: "Burn", "Circles", "Insides", "Far", "Face Is Gone", "Become the Lies", "Try", "The Pain", "Wrong", "Black", "Wasting", "Dead Love", "Breathe the Fire", "Machines", "Like a Father", "Die Life", "Want".

Przy okazji gorąco polecam nowy teledysk francuskiego projektu Distance H, w którym zaśpiewała Marita ze Stridulum. Hipnotyczny darkwave z elementami shoegaze. Sam teledysk atmosferyczny, wciągający, świetnie zrealizowany.

https://www.youtube.com/watch?v=k_fQuMEYL7Q

Zdjęć mam mało, bo ze względu na oświetlenie koncertu 90 procent z nich wyszła słabo. Wrzucę jednak kilka. I tak mało kto przeczyta tą relację. 

poniedziałek, 26 września 2022

Masakra w szkole w Iżewsku i efekt Columbine w Rosji

                                                                 




Nie umknęła mi wiadomość o kolejnej masakrze szkolnej w Rosji, którą rosyjska propaganda zapewne wzbogaci o 'wątek ukraiński'. Do masowego morderstwa doszło w szkole numer 88 w Iżewsku. Sprawca, uzbrojony w 2 pistolety 34-letni Artem Kazantsew zastrzelił 15 osób, w tym 11 dzieci oraz dwoje nauczycieli i dwoje szkolnych ochroniarzy, ranił 24 osoby, po czym popełnił samobójstwo. Był wychowankiem szkoły i mieszkał w odległości 250 metrów od budynku. Oczywiście sąsiedzi opisują Artrema jako cichego samotnika, który nie miał przyjaciół ani dziewczyny. Dowiedziałem się z rosyjskiej prasy, że Artem miał zdiagnozowaną schizofrenię. Skoro tak było to gdzie zdobył nielegalnie broń. Czarny rynek?

W każdym razie Artem miał na sobie czarną koszulkę z czerwoną swastyką i ukrywał się za czarną balaclavą. Rosyjscy śledczy przeszukują obecnie jego mieszkanie i próbują dowieść związków Artema z ruchami neonazistowskimi i ideologią nazistowską. Co ciekawe, ujawnia się tutaj tzw. efekt Columbine. Magazynki z amunicją ułożone na biurku obok ciała Artema nosiły słowo 'nienawiść', natomiast dwa pistolety Artema miały splecione sznurki z napisami Columbine, Dylan i Eric. Jak wiadomo Dylan Klebold i Eric Harris 20 kwietnia 1999 roku w szkole w Columbine zastrzelili 13 osób. Oczywiste jest dla mnie, że Artem (jak wielu innych masowych morderców i active shooters) mógł idealizować Erica i Dylana. 

Kilka przykładów masakr szkolnych w Rosji z ostatnich lat:

20 września 2021 roku 'przesiąknięty nienawiścią' do ludzkości 18-letni student prawa Timur Bekmansurow zastrzelił 6 osób ( w wieku od 18 do 66 lat), a 47 ranił w trakcie ataku na uniwersytet w Permie. Ubrany był na czarno i miał na sobie hełm. Nie popełnił samobójstwa, został postrzelony w trakcie wymiany ognia z policją. 

11 maja 2021 roku 19-letni Ilnaz Galawijew dokonał masakry w szkole (gimnazjum) w Kazaniu (Tatarstan). Zamordował siedmiu uczniów i dwójkę nauczycieli, 23 osoby ranił, zdetonował bombę. Jeden z uczniów popełnił samobójstwo tuż po szkolnej masakrze. Ilnaz został zatrzymany. Zanim dokonał masowego mordu na swoim koncie na Telegramie napisał: "Dziś zabiję mnóstwo biośmieci i zastrzelę siebie." Pozował także w masce z napisem "Bóg".

17 października 2018 roku 18-letni Władisław Roslakow zastrzelił 20 osób w politechnice w Kerczu (ukraiński Krym) i zranił 70, po czym popełnił samobójstwo w bibliotece. W trakcie ataku zdetonował bombę z gwoździami. W wyniku strzałów zginęło łącznie 15 nastolatków i 5 nauczycieli. Sprawca nienawidził politechniki, pojawiły się także raporty o tym, że był obiektem drwin i znęcania się. Czuł się ignorowany przez otoczenie. W trakcie masakry miał na sobie czarne spodnie i białą koszulkę z napisem 'nienawiść'. Należał też do sieciowych fanclubów Erica Harrisa i Dylana Klebolda, morderców z Columbine. Podobnie jak Eric Harris Roslakow zastrzelił się w szkolnej bibliotece. Oczywiście za masakrę w Kerczu najpierw rosyjscy włodarze obwinili rzekomych ukraińskich sabotażystów. I w tym przypadku najdobitniej dał o sobie znać tzw. efekt Columbine, czyli naśladownictwo/idealizowanie Harrisa i Klebolda przez rozmaitych masowych morderców z różnych stron świata, w tym także z imperialistycznej putinowskiej Rosji. 

Inny tekst: https://dtbbth.blogspot.com/2022/05/salvador-ramos-i-masakra-w-szkole.html