Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alaska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alaska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 września 2015

Wojenne tajemnice wysp Kiska i Attu


















Od dawna intryguje mnie aleucka wyspa Kiska. Nie tylko dlatego że jest wyspą wulkaniczną. Chodzi o fragment jej historii z czasów II Wojny Światowej oraz to co można na niej odnaleźć. W czasie wojennej zawieruchy na Kiska mieściła się stacja pogodowa, w której pracowało 10 mężczyzn. 6-7 czerwca 1942 roku Kiskę i pobliską wyspę Attu zajęli żołnierze japońscy w liczbie 1200. Na Kisce zginęło dwóch pracowników stacji pogodowej, pozostałych ośmiu wziętych zostało do niewoli i odesłano ich do Japonii. Japończycy wybudowali na wyspie pas startowy dla samolotów, bazy dla okrętów podwodnych i samolotów morskich, kwatery dla piechoty, rozlokowali stanowiska ogniowe. Zarówno Kiska, jak i Attu zostały ufortyfikowane. Amerykanie rozpoczęli bombardowania Kiski zadając Japończykom okupującym wyspę spore straty. 15 sierpnia 1943 roku na Kisce wylądowały wojska amerykańskie. Nie zastały na niej nikogo. Japońscy żołnierze (teraz w liczbie 5400 ludzi) opuścili Kiskę 28 lipca pod osłoną gęstej mgły (japońska okupacja Kiski trwała zatem 13 miesięcy). Amerykanie ponieśli jednak spore straty (200 zabitych żołnierzy) z powodu przyjaznego ognia czy eksplozji min. Po dziś dzień Kiska jest upstrzona pozostałościami obiektów i instalacji militarnych. Znajdują się na niej m.in. wrak miniaturowego okrętu podwodnego, pordzewiałe stanowiska karabinów maszynowych czy broni przeciwlotniczej, podziemne tunele oraz opustoszałe zniszczone budynki np. hangaru lotniczego. Wraki japońskich statków transportowych np. "Nozima Maru" czy "Borneo Maru" spoczywają zatopione blisko wyspy. Na wietrzną i zatopioną we mglę Kiskę trudno się dostać - trzeba uzyskać na to zgodę Alaska Maritime National Wildlife Refuge i U.S. Fish and Wildlife Service.

Plotki mówią że na Attu wciąż znajdują się dżipy i ciężarówki z czasów II WŚ. Zbyt drogo kosztuje odholowanie ich na brzeg.

http://gizmodo.com/the-time-the-u-s-invaded-a-japanese-submarine-base-1508089828
http://imgur.com/gallery/ppmAi
http://www.slate.com/blogs/atlas_obscura/2014/08/25/world_war_ii_relics_on_kiska_island.html

sobota, 21 grudnia 2013

Wspomnienie wagabundy: Carl McCunn
























Pamiętacie idealistę Christophera McCandlesa, bohatera książki "Into the Wild" (1996) Jona Krakauera na podstawie której Sean Penn zrealizował w 2007 roku udany dramat "Wszystko za życie" okraszony soundtrackiem Eddiego Veddera z Pearl Jam? Poznajcie zatem Carla McCunna.

"Mówią, że to nie boli" - takie były ostatnie słowa Carla McCunna, które napisał w swoim dzienniku zanim popełnił samobójstwo strzelając sobie w łeb z karabinu. Miało to miejsce 18 grudnia 1981 roku. Wychudzone i zamarznięte ciało fotografa dzikiej przyrody odkryto w zamkniętym namiocie 2 lutego 1982 roku wraz ze 100-stronicowym dziennikiem. W marcu 1981 roku McCunn zapłacił pilotowi, aby zabrał go nad jezioro bez nazwy 362 km na północny wschód od Fairbanks w pobliżu Colleen River (masyw Brooks Range). Alaskańskie ostępy tundry potrafią dać solidnie w kość o czym Carl miał się dopiero przekonać.

Zamysłem McCunna było fotografowanie przyrody przez pięć miesięcy. Zabrał ze sobą 500 rolek filmu, 1400 funtów zasobów, dwa karabiny i strzelbę. Jego dziennik z początku brzmiał optymistycznie (McCunn zachwycał się nadchodzącymi oznakami lata), by zakończyć się 8.5 miesięcy później opisami agonii umierającego z głodu i wyczerpania, żywiącego się padliną pozostawioną przez lisy samotnika. McCunn znał teren, w 1975 roku spędził w Brooks Range pięć miesięcy. Pilotowi jedynie napomknął, aby wrócił po niego w sierpniu 1981 roku. W owym czasie, gdy jego zasoby zaczęły się kurczyć napisał w dzienniku: "Mogłem być bardziej przezorny aranżując mój powrót. Wkrótce zobaczymy." Już wtedy przestał datować wpisy: w desperacji szukał jedzenia, strzelał do kaczek, piżmaków, suszył mięso karibu, które utonęło w jeziorze. Jego strach wzrastał. W dzienniku prosił: "Przybądźcie proszę. Nie przyleciałem tutaj po to, by tak skończyć." Jego przyjaciele zgłosili alaskańskiej policji brak wiadomości od McCunna. Policjant David Hamilton przeleciał nad obozowiskiem fotografa. Widział jak Carl macha do nich czerwoną torbą, ale czynił to w "zwyczajny sposób". Hamilton wraz z pilotem po trzecim przelocie nad obzowiskiem uznali, że nie ma sytuacji zagrożenia życia i wrócili tam skąd przybyli. A McCunn uświadomił sobie, że się pomylił w sygnalizacji do pilota. "Podniosłem moją prawą rękę, ramię w górę, potrząsałem pięścią przy drugim przelocie samolotu. Sygnał znaczył tyle, co 'Wszystko ok. Nie czekajcie.' Nie mogę w to uwierzyć!".

Nadeszła sroga zima, jezioro bez nazwy zamarzło. McCunn próbował zastrzelić wilka, usłyszał jego skowyt, gdy ten czmychnął w busz. "Kiepski strzał i kiepska próba cierpliwości"- zanotował w dzienniku. Zakładał pułapki na króliki, ale jego zdobycz padała łupem wilków i lisów. W listopadzie 1981 roku nie miał już jedzenia. "Boję się o moje życie, ale nie poddam się" - napisał. Chciał dotrzeć do oddalonego o 120 km Fort Yukon, lecz jego stan fizyczny pogarszał się z dnia na dzień. 26 listopada w Święto Dziękczynienia zanotował w dzienniku: "Jestem osłabiony. Od trzech dni mam ciągłe dreszcze. Nie mogę już tego znieść. Myślę o użyciu kuli." Ostatków paliwa użył do rozpalenia ogniska, poprosił Boga o wybaczenie za wszelkie grzechy i słabości, na osobnej notce polecił, aby znalazca oddał jego rzeczy ojcu (mógł natomiast zatrzymać broń Carla), przyczepił dokument prawa jazdy do notki, aby umożliwić szybką identyfikację... i się zastrzelił. "Mówią, że to nie boli."