Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belgia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belgia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 czerwca 2024

Kaelan Mikla w Poznaniu oraz undertheskin i Ultra Sunn we Wrocławiu 8-9 czerwca 2024 r. (fotorelacja)

                                                               








Tym razem relacja zbiorcza z dwóch koncertów, które wypadły mi w zasadzie dzień po dniu. Pierwszy koncert odbył się w dobrze mi znanym klubie 2Progi. Wystąpiły Islandki z Kaelan Mikla, które widziałem na pewno na festiwalu Castle Party oraz gdy supportowały Alcest. Jako supporty przed KM zaprezentowali się rodzimy Pastry (rock alternatywny, indie rock, kompletnie nie moje zainteresowania muzyczne, ale życzę muzykom powodzenia) oraz mieszkająca w Polsce Amerykanka Moriah Woods, która ostatnio supportowała neofolkowy Of the Wand and the Moon. Jej poruszający kobiecy dark folk może się spodobać tym z was, którzy cenią nietuzinkowe artystki pokroju Darkher czy Chelsea Wolfe.  

Bardzo lubię niepokojący i nieco wiedźmowaty post-punk/darkwave Islandek z Kaelan Mikla. Mogę wręcz śmiało powiedzieć, że jeśli tylko nadarzy się okazja, to wybiorę się na ich koncert ponownie. Jest w muzyce tria dziewcząt z Reykjaviku coś onirycznego, chwytającego za serce, szamańsko-teatralnego. Z jednej strony te dźwięki potrafią być kojące, aksamitne, wysublimowane, relaksacyjne, tajemnicze, z drugiej (czasami) gniewne, krzykliwe i histeryczne. Publiczność gotycka pokochała Kaelan Mikla, ale Islandki często goszczą także jako support zespołów metalowych, tudzież są zapraszane na festiwale metalowe. A jeśli chcecie sprawdzić dodatkowo Kaelan Mikla z lat 80-tych, to polecam szwajcarskie trio The Vyllies. 

Set-lista z Poznania: "Kaelan Mikla", "Stormurinn", "Draumadis", "Andvaka", "Orlogin", "Kalt", "Sirenur", "Svort augu", "Nott eftir nott", "Hverning kemst eg upp?", "Naeturblom", "Osynileg", "Solstodur", "Hvitir Sandar" i na bis "Nornalagid". 

Odsłuch Kaelan Mikla (trzy pełniaki łącznie z debiutem z 2016 roku, "Draumadis" wciąż pozostaje największym 'hitem' Kaelan Mikla):

https://kaelanmikla.bandcamp.com/album/n-tt-eftir-n-tt

https://kaelanmikla.bandcamp.com/album/k-lan-mikla 

https://kaelanmikla.bandcamp.com/album/undir-k-ldum-nor-urlj-sum

Nazajutrz o 12.33 wsiadłem w pociąg regionalny do Wrocławia, by zobaczyć kolejny koncert, tym razem undertheskin (Polska, post-punk/coldwave) i Ultra Sunn (Belgia, EBM/industrial/dark electro). Zanim jednak trafiłem jednak do klubu Liverpool, postanowiłem przejść się na stary cmentarz żydowski na Ślężnej. Cóż za urocze miejsce. Nie będę wrzucał tutaj fotorelacji, jednak zachęcam do odwiedzin. Sporo grobowców rodzinnych i zapomnianych grobów, wiele z nich pięknie obrośniętych paprociami i innymi roślinami. Chodziłem zachwycony cmentarnymi alejkami tego pięknego cmentarza. Ale wróćmy do koncertu undertheskin i Ultra Sunn. Pospacerowałem niecałą godzinkę po Starym Mieście Wrocławia, zjadłem hamburgera i poszedłem pod Liverpool. Ogromnie mi się podobało, gdy pod klubem zaczęła się gromadzić publika gotycka, czyli (zazwyczaj) obowiązkowa czerń, radykalne makijaże i fryzury, etc., a zwyczajni przechodnie rzucali ukradkowe i zaciekawione spojrzenia. Ostatnio stykam się z tym także i ja i to coraz częściej ze względu na mój 'mroczny' i 'posępny' wizerunek. Z drugiej strony dla mnie nieistotne jest ile masz tatuaży, piercingu i jak się ubierasz, ważne jest natomiast jak empatyczny, uważny i życzliwy jesteś. Pamiętajcie Czytelnicy i Czytelniczki tego bloga: nie słowa innych są ważne, obserwujcie ich zachowania np. czy z empatią i życzliwością odnoszą się do osób z bliskiego otoczenia. 

undertheskin z Warszawy na pewno widziałem już wcześniej na Castle Party. To obecnie i w sumie od lat jeden z najciekawszych zespołów post-punkowych w Polsce, który oferuje słuchaczom muzykę chłodną, mroczną, melancholijną. Znakomite wokale Mariusza, melancholijne brzmienie gitar, doskonale uchwycona atmosfera refleksyjnego smutku. Wybrzmiały m.in. "Wave", "Borderline", "End This Summer", "Burn", "Drown", mój ulubiony "Freezing Lights", itd. Reakcja publiczności była ogromnie entuzjastyczna, zatem istnieje zapotrzebowanie na więcej koncertów undertheskin w Polsce. Osobiście zapraszam kiedyś do Poznania np. do Minogi albo 2Progi. 

Set-lista: "Poison", "Borderline", "Cold", "Wrong", "Undone", "Burn", "Nothere", "Wave", "Drown", "Freezing Lights", "Done", "End This Summer".

Odsłuch: https://underskin.bandcamp.com/album/n-e-g-a-t-i-v-e-2019

Belgijskie trio Ultra Sunn zdobywa w kręgach gotyckich i miłośników nieco mroczniejszej, acz melodyjnej elektroniki/EBM coraz większą popularność. Słyszałem o osobach, które przyjechały na ich wrocławski koncert ponownie. Ultra Sunn ostatnio wystąpili chociażby na Dark Malta Festival, a w Polsce wyprzedali koncert w Krakowie 7 czerwca 2024 r. Tak czy owak, jestem pod wrażeniem koncertu Belgów. Energiczny, żwawy, totalnie żywiołowy, ze znakomitymi męskimi wokalami a la Dave Gahan z Depeche Mode oraz tanecznymi partiami synth/industrialnymi. Wokalista Ultra Sunn = istna sceniczna charyzma.

Set-lista: "Intro", "Some Ghost Could Follow", "Young Foxes", "The Speed", "You & Me", "Broken Monsters",  "This Is Not About You", "Lost and Found", "Out of the Cage", "Can You Believe It", "The Truth", "Shake Your Demons" i na bis "Keep Your Eyes Peeled" i "Night Is Mine". 

https://ultrasunn.bandcamp.com/album/us

Podróż powrotna nocnym pociągiem z Wrocławia do Gdyni przez Poznań była męcząca. Przećwiczyłem to jednak już wcześniej w przypadku innych wrocławskich koncertów, w których uczestniczyłem. Wypada jednak pozdrowić dwie gotki, które jechały w tym samym wagonie osiemnastym co ja.

środa, 9 sierpnia 2023

Powerstroke i Evildead, 9 sierpnia 2023 r. w Minodze (fotorelacja)

                                              



Akurat w moje urodziny postanowiłem przejść się na jedyny w Polsce koncert weteranów crossover thrash metalu z Evildead. Zespół z Los Angeles (podobnie jak Possessed) ma na koncie jedynie trzy albumy studyjne, w tym świetnie przyjęte przez thrash maniaków "Annihilation of Civilization" (1989), "The Underworld" (1991) oraz "United States of Anarchy" (2020) plus nieliczne dema i EP-ki. Podobnie jak Possessed powrócili z trzecim albumem studyjnym po wielu latach twórczego niebytu. Ich thrash metal, choć inspirowany kinem grozy (zresztą nazwa zespołu to oczywiście tytuł kultowego i wielokrotnie oglądanego przeze mnie horroru Sama Raimiego "Martwe zło" aka "The Evil Dead" z 1981 roku, który znalazł się swego czasu na kuriozalnej brytyjskiej liście video nasties) jest także społecznie zaangażowany i ma zacięcie crossover/hardcore. Można porównać dziki thrash metal Evildead pod kątem intensywności i agresji do Vio-lence, Dark Angel, wczesnego Kreator i być może nawet Demolition Hammer, choć nie brakuje w nim chórków a la Suicidal Tendencies. Koncertowo było energicznie i intensywnie, jednakże publiczność nie dopisała (z drugiej strony czego oczekiwać w sytuacji, gdy w Poznaniu prawie dzień po dniu grają Possessed, Deicide i Evildead). 

Byłbym zapomniał o Powerstroke. Belgowie od 2010 roku grają thrash/groove metal, który na żywo brzmi całkiem w porządku. Nie jest to totalnie porywająca muzyka, ale bawiłem się na ich koncercie całkiem nieźle, choć obecnie daleko mi do częstego słuchania zespołów a la Pantera czy Machine Head (zainteresowanie groove metalem minęło mi już dawno). Jednakże Belgowie wiedzą jak rozruszać widownię - wokalista i gitarzysta regularnie schodzili ze sceny, by występować wśród publiczności.  

Setlista Evildead: "A.O.P/ The Descending", "Gone Shooting", "Napoleon Complex", "Future Shock", "Sloe Death", "Bathe in Fire" (nowy numer z 2023 r. i zapowiedź kolejnego albumu), "Blasphemy Divine", "Word of God", "The Awakening", "Process Elimination" i "Annihilation of Civilization". 

Odsłuch "The Underworld" (1991) i "United States of Anarchy" (2020):

https://www.youtube.com/watch?v=jUr-ad_rCgI

https://www.youtube.com/watch?v=bcYLFem4UoA 

poniedziałek, 7 sierpnia 2023

Cobra the Impaler i Possessed, 6 sierpnia 2023 roku w 2Progi (fotorelacja)

                                                





Znowu zdecydowałem się na pójście na koncert w ostatniej chwili, gdyż supporty jakoś zbytnio nie zachęcały mnie na weteranów thrash death metalu z Possessed. Swoją drogą nigdy nie postrzegałem Possessed Jeffa Becerry za zespół death metalowy, choć wpływ Amerykanów na kierunek death metalu był niepodważalny (obok Necrophagia, Death, Master czy wczesnej Sepultura). Stwierdziłem jednak, że odpuszczę poznański koncert Deicide 8 sierpnia i zamiast niego pójdę na Possessed (supporty przed Deicide też nie zachwycają). No dobra, słówko o supportach, które moim zdaniem mocno odbiegały stylistycznie od Possessed. Rozumiem, że młode zespoły muszą się prezentować na żywo przed scenicznymi wyjadaczami, ale ja nie obraził bym się za jakiś death, thrash death czy thrash metal przed tak znaczącą i lubianą kapelą jak Possessed.

Na początek Cobra the Impaler, chyba najlepszy ze wczorajszych supportów. Młody zespół z Belgii z jednym długograjem "Colossal Gods" (2022) na koncie. Klasyfikowany na MA jako progresywny metalcore, choć moim zdaniem bliżej Belgom do Mastodon czy Baroness niż do raczej nie lubianego przeze mnie metalcore'a. Czyli da się wychwycić w muzyce Belgów wpływy stoner metalu, sludge doom metalu i prog/thrash metalu. Koncertowo wypadli na pewno energicznie, ale nie do końca przekonuje mnie taki support przed Possessed. Kolejne dwa supporty (Matt Miller, instrumentalny death metal i Stoic Suffering, deathcore z wpływami electro) oglądałem bez większego zainteresowania czekając na występ gwiazdy wieczoru. 

Odsłuch debiutu Cobra the Impaler:

https://listenable-records.bandcamp.com/album/colossal-gods

Possessed z San Francisco to zespół ceniony w Polsce i mocno hołubiony, co było widać na wczorajszym gigu. Dużo koszulek zespołu i spory przekrój wiekowy fanów (ludzie po 40-tce i 50-tce, ale także sporo metalowej młodzieży). Possessed to zbrutalizowany thrash metal i można uznać, że nazwa death metal pochodzi od ich dema z 1984 roku. Ich dwa albumy studyjne "Seven Churches" (1985) i "Beyond the Gates" (1986) oraz EP-ka "The Eyes of Horror" (1987) to pomniki ekstremalnego thrash metalu z satanistyczną aurą i horrorową otoczką. Zespół koncertował w latach 80-tych m.in. ze Slayer, Venom, Deathrow, Megadeth czy Voivod. W 1989 roku wskutek postrzału z broni palnej w trakcie rabunku wokalista Jeff Becerra zostaje sparaliżowany i po dziś dzień porusza się na wózku inwalidzkim, choć we wrześniu 2021 roku po raz pierwszy od 30 lat udało mu się spacerować na robotycznych nogach. W 2019 roku via Nuclear Blast ukazuje się trzeci album Possessed "Revelations of Oblivion", bardzo udany, pełen agresji i gęstego gitarowego grania. Tyle skrótowej historii.

Ogromny szacunek dla Jeffa Becerra za pozbieranie się i potężną determinację, by ciągnąć Possessed dalej. Wczorajszy koncert był intensywny i mocno przekrojowy. Młyn pod sceną potężny, nie obyło się także bez stage divingu. Bawiący się obok mnie z grupą młodzieniec zgubił koszulkę zespołu i mam nadzieję, że ją znalazł. Wokale Jeffa wciąż agresywne, niepowtarzalne i nawiedzone, muzycy, którzy mu obecnie towarzyszą doskonali (fenomenalne partie gitarowe i perkusyjne, doskonałe solówki). Set-lista Possessed: "No More Room in Hell", "Damned", "Beyond the Gates", "Pentagram", "Tribulation", "The Word", "Storm in My Mind", "Shadowcult", "My Belief", "Graven", "The Exorcist", "Demon", "Fallen Angel", "Death Metal", "Dominion", "Swing the Axe" i "Burning in Hell".

"Seven Churches" (1985) do odsłuchu:

https://www.youtube.com/watch?v=XlYiVBP8JHw

poniedziałek, 30 stycznia 2023

Intrepid, Reject the Sickness, Origin i Monstrosity w Tama, 29 stycznia 2023 r. (fotorelacja)

                                                                       







Koncert, który miał się odbyć w poznańskim Bazylu, ale z racji braku jego funkcjonowania został przeniesiony do Tamy. Zarazem finalny koncert death metalowej trasy Monsters of Death, w skład której wchodziły Intrepid (Estonia), Reject the Sickness (Belgia), Origin (USA) oraz Monstrosity (USA). Chciałem na niego pójść głównie ze względów sentymentalnych, gdyż kiedy zaczynałem słuchać metalu w latach 1995-96 kaseta magnetofonowa Monstrosity z albumem "Millenium" (1996) była jednym z moich pierwszych kontaktów z amerykańskim death metalem (obok m.in. Broken Hope "Loathing" czy Brutality "In Mourning"). 

Tama głównie słynie z koncertów transowo elektronicznych, ale czasem zdarzają się w tym klubie koncerty metalowe. Kojarzę, że byłem tam przed pandemią na gigu New Model Army, na który zabrałem swojego ojca. Tak czy owak, to fajny i przestronny klub idealny także na koncerty metalowe. W związku z likwidacją Bazyla nie da się zauważyć, że koncerty są przenoszone do Tamy, Próżności czy 2Progi. Bazyl był dla mnie wyjątkowym klubem, jednak plusem wszystkich wymienionych powyżej klubów jest to, że mam do nich dość blisko pieszo. 

Jako  pierwsi wystąpili Estończycy z Intrepid. Młody i obiecujący zespół oferujący słuchaczom sprawnie zagrany death metal/death thrash w stylu Morbid Angel, Death, Obituary czy wczesnej Sepultury. Młodzieńcy póki co wydali własnym sumptem dwa dema i jeden album studyjny "Unused Imaginative Capacity" (2020), zatem jeszcze sporo przed nimi. Tak czy owak, ich death metal (na żywo i z albumu) jest na tyle zróżnicowany i profesjonalnie zagrany, że warto się z muzyką Intrepid zapoznać. Ich półgodzinny występ dużo publiczności nie ściągnął, aczkolwiek wczoraj i tak Tama nie pękała w szwach. 

Odsłuch: https://intrepidest.bandcamp.com/album/unused-imaginative-capacity

Potem przez pół godziny grali na scenie Belgowie z Reject the Sickness. Szczerze nie przepadam zbytnio za melodyjnym death metalem/metalcorem, zatem nie znałem wcale muzyki tego zespołu, ale krótki występ Belgów był całkiem niezły. Dużo energii, zróżnicowane tempa, wokalista Guy zagrzewający publiczność do zabawy w koszulce Kat "Metal and Hell" (miły akcent dla polskich metalowców) i w sumie interesująca, dość połamana muzyka, z którą na pewno nie omieszkam się prędzej czy później zapoznać. 

Link: https://rejectthesickness.bandcamp.com/album/while-our-world-dissolves

Trzeci występ należał do Amerykanów z Origin. To zespół mocno poważany w środowisku metalowym - przede wszystkim ze względu na szaleńczo techniczne i brutalne brzmienie. Oprócz technicznych wygibasów death metal Origin obfituje w piękne miażdżące zwolnienia. Amerykanom zdarzają się także (np. na "Chaoscosmos") fragmenty melodyjne, by nie rzec przebojowe. Mało i nieregularnie słucham technicznego death metalu, ale koncert Origin był taki jaki powinien być: brutalny, intensywny, gniotący ciężarem.  

Odsłuch: https://relapsealumni.bandcamp.com/album/antithesis

Monstrosity to z kolei esencja florydzkiego death metalu (Tampa). Na dwóch pierwszych albumach ("Imperial Doom", "Millenium") growlował obecny wokalista Cannibal Corpse George "Corpsegrinder" Fisher i odnoszę wrażenie, że Monstrosity jest pamiętane głównie przez pryzmat obu tych znakomitych death metalowych albumów. Jednakże ich późniejsze materiały z innymi wokalistami np. ("In Dark Purity" z Jasonem Avery na wokalu) wcale nie odstają jakoś specjalnie jakością od "Imperial Doom" czy "Millenium". Na "The Passage of Existence" (2018) jest sporo melodyjnych solówek i nie ma już tak dusznej brutalności jak na płytach Monstrosity z lat 90-tych, niemniej jednak to całkiem niezły album. Koncertowo Monstrosity wypadli bardzo przyzwoicie, zatem cieszę się, że mogłem po raz pierwszy zobaczyć ten zasłużony amerykański zespół na żywo. Być może pierwszy i ostatni raz, któż to wie?

Link: https://www.youtube.com/watch?v=kihDLFaPCUE

Set-lista Monstrosity: "Cosmic Pandemia", "Kingdom of Fire", "Firestorm", "Suffering the Conquered", "Final Cremation", "Abysmal Gods", "Ceremonial Void", "Definitive Inquisition" i na bis "Destroying Divinity", "Angels Venom", "Manic".  

EDIT: Okazuje się, że Monstrosity widziałem kiedyś na żywo. I był to jeden z moich pierwszych koncertów metalowych. Thrash'em All Festival 2002 w poznańskim Eskulapie - zagrali Contempt, Dissenter, Lost Soul, Sceptic, Trauma, Vomitory i Monstrosity. No cóż, wiele tych dawnych koncertów, które widziałem w czasach studenckich zatarło mi się w pamięci.

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Malpertuis (1971) - recenzja

                                      

Młodziutki marynarz Jan (Mathieu Carriere) poszukując rodzinnego domu zostaje porwany w tajemniczych okolicznościach i budzi się w posępnej rezydencji zwanej Malpertuis. Dziwnym i odrealnionym domostwie, które zaludniają szalone i groteskowe postaci. Domostwie pełnym labiryntowych korytarzy, spiralnych schodów i przyprawiających o dreszcze tajemnic. Jego przykuty do łóżka wujek-okultysta Kasawiusz (genialny Orson Welles) zwołuje wszystkich, by podyktować im testament. Uczestnicy spotkania mają zamieszkać w Malpertuis, nikt nie może rezydencji opuścić...

Starałem się zbytnio nie spoilerować, zatem ograniczyłem się jedynie do przedstawienia zarysu fabuły. "Malpertuis" to adaptacja onirycznej powieści fantasy/horror Jean Ray z 1943 roku. Jeśli mieliście okazję ją kiedyś czytać, to tym bardziej zachęcam do zapoznania się z jej belgijsko-holenderską adaptacją z 1971 roku. Z prostego powodu: to jeden z esencjonalnych gotyckich filmów fantasy z elementami horroru z lat 70-tych. Film ogromnie wysmakowany, stylowy, doskonale zagrany i zrealizowany. Harry Kümel wyreżyserował w 1971 roku także świetny lesbijski horror wampiryczny "Daughters of Darkness", który można śmiało uznać za prekursora "Zagadki nieśmiertelności" (1983).  Podobnie jak w "Dzieciach nocy" także i w "Malpertuis" jest mnóstwo efektownej gotyckiej atmosfery grozy i niesamowitości oraz nieco uwodzicielskiej erotyki i seksualnego napięcia. Film jest także bogaty w symbolizm i oniryzm rodem z "Alicji w Krainie Czarów" Lewisa Carrolla.

Labirynt fantasmagorycznego szaleństwa. Uwielbiam!

Fani Eurohorroru i filmowego surrealizmu muszą zobaczyć ten w gruncie rzeczy raczej mało znany film.  

"I Am Love" "I Am Death" - Jestem miłością. Jestem śmiercią. 

Link do obejrzenia "Malpertuis":

https://www.youtube.com/watch?v=8TWOSn130ac

poniedziałek, 6 czerwca 2022

Obsidian Mantra i Wiegedood w Minodze 5.06.2022 (fotorelacja)

                                                                    



Z racji tego, że nie mogłem uczestniczyć w tegorocznym Mystic Festival postanowiłem zobaczyć choć jeden z tam występujących zespołów: holenderskich black metalowców z Wiegedood, trio parające się wściekłym i odrobinę eksperymentalnym black metalem. Jako support wystąpili rodzimi progresywni death metalowcy z Obdisian Mantra. Przed udaniem się na koncert do poznańskiego klubu pod Minogą zapoznałem się z ich dwoma albumami na bandcampie: "Existential Gavity" (2017) oraz "Minds Led Astray" (2020) i uznałem je za całkiem solidne. Koncertowo Obsidian Mantra wypadli całkiem dobrze, a w ich muzyce wyczułem wpływy Francuzów z Gojira oraz Szwedów z Meshuggah.

https://obsidianmantra.bandcamp.com/album/minds-led-astray 

Krótka przerwa na piwo i sceną zawładnęło belgijskie trio z Wiegedood. Oj, ale był to hałaśliwy, intensywny i mocny koncert. Swoją drogą nazwa zespołu oznacza SIDS, czyli „Sudden Infant Death Syndrome”, zespół nagłej śmierci łóżeczkowej, niespodziewany zgon zdrowego dziecka, które nie ukończyło pierwszego roku życia, a przyczyna jego śmierci pozostaje niewyjaśniona. Nazwa adekwatna do mrocznej, rozpaczliwej i post-apokaliptycznej muzyki Belgów. Ktoś określił ich ostatni album "There Is Always Blood at the End of the Road" (2022) mianem ataku roju szerszeni. Świetne porównanie, gdyż zawartość tego albumu to istny wybuch black metalowej wściekłości i furii o nieco industrialnym i eksperymentalnym posmaku. Brutalna perkusja, ostre brzmienie gitar, transowy minimalizm, chwilami nieco plemienny sposób śpiewu wokalisty i generalnie unosząca się nad muzyką Belgów aura post-apokaliptycznej zagłady. Minimalistyczny, by nie rzec prymitywny black metal z ciągotami progresywnymi. Nie da się ukryć, że czuję w muzyce Belgów dużo frustracji, rozpaczy, bólu, wściekłości, choć nie jest to kapela DSBM (depresyjny black metal). Zresztą sami posłuchajcie poniżej. Black metalowego jadu nigdy nie za wiele:

https://www.youtube.com/watch?v=0tySUtCC4Fk 

Około godzinny koncert Wiegedood, ale naprawdę doskonały.  

Podziękowania dla Winiary Bookings za organizację niniejszego koncertu. Postaram się być w tym roku na 3-4 kolejnych.  

poniedziałek, 20 lipca 2015

Castle Party 2015, 18 lipca 2015 roku (fotorelacja)



















Tym razem relacja z tegorocznego Castle Party będzie nader skromna, gdyż chciałem być tak naprawdę tylko w sobotę 18 lipca 2015 roku, czyli w dzień w którym na polskiej ziemi po raz pierwszy wystąpi norweska folkowo-ambientowa Wardruna, kolektyw doświadczonych muzyków (niestety już bez Gaahla, eks-muzyka Gorgoroth, który formalnie nadal pozostaje członkiem zespołu, ale od kwietnia 2015 roku nie występuje z nim na żywo) z Einarem Selvikiem/Kvitrafnem na czele i zarazem zespół niezwykle hołubiony przez środowisko metalowe (pogańskie, viking black metalowe, etc.) Oczywiście w pozostałe dni festiwalowe znalazły by się zespoły które chętnie bym zobaczył raz jeszcze na żywo (w piątek Antimatter, w niedzielę Juno Reactor), ale nie można mieć wszystkiego. Lepszy rydz niż nic, zatem 18 lipca wsiadłem w pociąg do Wrocławia, a stamtąd w autobus do Jeleniej Góry i stawiłem się w Bolkowie. Jednak praktycznie cały koncertowy dzień postanowiłem spędzić w kościele, gdzie na sobotę przewidziane były występy muzyków dark ambientowych.

Dark ambient to dla mnie coś więcej niż tylko muzyka. To doświadczenie fizjologiczne, wymagające nie lada skupienia, przenikliwe niczym promieniowanie gamma - niepokojące dark ambientowe kompozycje kreują obrazy śmierci, przemysłowego rozkładu, izolacji, odosobnienia, smutku, kontemplacji czy melancholii. Dla wielu słuchaczy dark ambient, ritual dark ambient czy ambient noise będzie czymś monotonnym i niezrozumiałym, ja natomiast często sięgam po rozmaite projekty dark ambientowe, by odczuć tą muzykę, chłonąć ją. Nie spodziewałem się dużej frekwencji na sali koncertowej w kościele, większość gotów wolała pójść pod scenę zamkową. I rzeczywiście w trakcie występu pięciu artystów na sali kościoła znaleźli się tylko wybrańcy, którzy po prostu czują dark ambient i pokrewne brzmienia. Takie właśnie przestrzenne, płynące i mroczne dźwięki królowały w kościele ewangelickim w tą sobotę. Wszyscy zaproszeni wykonawcy dali klimatyczne i zapadające w pamięć występy: i tak 1) na rodzimy jednoosobowy projekt dark ambientowy Radosława Kamińskiego Ab Intra się trochę spóźniłem, lecz muzyka Od Wewnątrz (po łacińsku Ab Intra) do mnie przemówiła. To atmosferyczna dark ambientowa manifestacja obrazów, które pojawiły się w głowie twórcy projektu. Dark ambient serwowany przez Ab Intra potrafi być głośny, intensywny, dronujący, lecz nie brak w nim pięknych, melancholijnych melodii. Zdecydowanie zamierzam się zapoznać z projektem Kamińskiego, jak tylko oderwę się od dyskografii szwedzkiego Trepaneringsritualen. 2) Polski duet Inner Vision Laboratory znam głównie z płyty "Anywhere Out of this World" (2010), którą kiedyś tam w zamierzchłych czasach słuchałem. Płyta owa mnie urzekła swoim melancholijnym, kipiącym od emocji nastrojem, ale Inner Vision Laboratory nigdy nie miałem okazji widzieć na żywo. No i wreszcie taka okazja się nadarzyła. Bardzo przypadło do gustu w występie IVL nader częste sięganie po nietypowe instrumentarium; zresztą w dark ambient Karola Skrzypca wplecione są inspiracje muzyką orientalną, etniczną czy klasyczną. 3) Opisywanie muzyki dark ambientowej i gatunków pokrewnych wymaga jak największego skupienia, gdyż często zwarte i z pozoru tylko monotonne kompozycje dark ambientowe trudno jest rozbić na wyróżniające się fragmenty. Moja percepcja dark ambientu to nic innego jak zamknięcie oczu, oderwanie się od rzeczywistości i kreowanie w głowie obrazów, które pojawiają się wraz z odbiorem tych dźwięków. Wstyd się przyznać, ale belgijskiego Hybryds do tej pory nie znałem, a ich pierwsze nagrania sięgają roku 1986. Po świetnym koncercie Hybryds chyba będę musiał naprawić ów błąd i z bogatą dyskografią Belgów zaznajomić się choćby pobieżnie. Tak naprawdę trudno jest mi scharakteryzować twórczość Hybryds: jest tutaj miejsce na ziejący ciemnością rytualny dark ambient, plemienny industrial (partie bębnów miażdżyły!) czy mroczny trip-hop. Złowieszcze kobiece wokale i monologi, muzyczny kolaż, hipnotyczny hałas - jednym słowem wspaniały twórczy eklektyzm i niezachwiana skłonność do eksperymentowania. Ależ mi się koncert belgijskiego tria podobał! 4) Job Karma z Wrocławia, która wystąpiła po Hybryds zaprezentowała głównie materiał z ostatniej płyty "Society Suicide" (2014) okraszony wspaniałymi wizualizacjami obrazującymi mroczną i koszmarną animowaną dystopię. Z tego co się zdążyłem zorientować na ostatniej płycie Job Karma odeszła od surowizny brzmień industrialnych na rzecz przystępności i większej chwytliwości materiału zahaczając nawet o wpływy popowe. Muzyka Job Karma stała się po prostu otwarta na szerszego odbiorcę. Dało się to odczuć w trakcie prezentacji kompozycji z nowego albumu na żywo. 5) Na sam koniec Raison d'Etre czyli Peter Andersson we własnej osobie. Kwintesencja zimnego i przeszywającego industrial dark ambientu z wpływami muzyki sakralnej (chorały gregoriańskie). Z tego co wyczytałem termin 'dark ambient' ukuł nie kto inny jak Roger Karmanik z Brighter Death Now określając tym terminem stylistykę muzyki Raison d'Etre. Nie wiem jednak ile jest w tym prawdy. W każdym razie jako tło do występu Petera Anderssona służył jego film krótkometażowy z 2005 roku "Natura Fluxus" przedstawiający opuszczone konstrukcje fabryki benzyny syntetycznej w Policach, a także ujęcia z wnętrza ossuarium w Sedlec. Wciągający niczym otchłań bez dna dark ambient Szweda zachwycił mnie tak samo jak na Wrotyczu 2014.

Po Raison d'Etre trzeba się było czym prędzej udać na zamek aby zająć miejsce w miarę blisko sceny, gdyż o godzinie 21.45 miał się rozpocząć pierwszy w Polsce koncert norweskiej supergrupy folkowej Wardruna. Miała jednak miejsce nieco frustrująca 20-minutowa obsuwa. No ale potem miałem już do czynienia z doświadczeniem iście mistycznym i kontemplacyjnym, gdyż inaczej nie można określić muzyki Wardruny. Pierwotna energia drewnianego instrumentarium, doskonale zaaranżowane utwory, wspaniałe zaśpiewy Einara Selvika i wokalistki Lindy Fay Hella - po prostu dźwięki za którym kryje się głębokie zrozumienie runicznego alfabetu. Nic dziwnego, że utwór "Fehu" Wardruny został użyty w serialu "Wikingowie" w trakcie wikińskiego rajdu na monaster. No i rzecz jasna nie mogło go zabraknąć na koncercie. Oprócz użycia bogatego instrumentarium (np. tradycyjnego skandynawskiego rogu) w muzyce Wardruny podoba mi się także jej autentyczność dodatkowo wzbogacana odgłosami Natury (śpiew ptaków, szum strumienia, trzaskające płomienie, miarowy oddech człowieka). Nie pamiętam w tej chwili set-listy Wardruny, na pewno uraczyli zamkową widownię nowymi melodiami, a na sam koniec zagrali pogrzebowy song o umieraniu "Helvegen" (Ścieżką do Hel). Niezapomniany koncert otoczonej już nimbem kultu formacji.

Sobotni dzień Castle Party zwieńczył koncert Brytyjczyków z Paradise Lost, obok Anathemy i My Dying Bride protoplastów death doom metalu (a potem zmetalizowanego gotyckiego rocka). Jednak od czasu "Symbol of Life" (2002) nie śledzę już poczynań Raju Utraconego regularnie, a ostania płyta zespołu "The Plague Within" (2015) jakoś do mnie nie przemówiła, choć znajduje się na niej fenomenalny doomowy walec "Beneath Broken Earth". Paradise Lost dali jednak przekrojowy koncert często sięgając do przeszłości i grając starsze numery np. "As I Die", "Gothic", "Isolate" czy "True Belief", a z nowego albumu usłyszeliśmy m.in. "No Hope in Sight" czy "Terminal". Fajnie że Raj Utracony nadal gra i czyni to z ogromnym entuzjazmem, a Nick Holmes powrócił do growlowania. Ich przebojowy gotycki metal/rock został dobrze przyjęty przez widownię. Osobiście jednak wolałbym zobaczyć na scenie zamkowej My Dying Bride... może za rok.