Pokazywanie postów oznaczonych etykietą neurobiologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą neurobiologia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 września 2024

Samobójstwa wśród dzieci i młodzieży

                                                 

Dzisiaj mamy Międzynarodowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom. Przypomniało mi się samobójstwo 13-letnich Kingi i Zuzi w Dobczynie 31 sierpnia 2021 roku. Dziewczynki ubrały się na czarno, miały mocny makijaż, niosły ze sobą duże donice, po czym powiesiły się na gałęzi wierzby, nieopodal domu jednej z nich. To podwójne samobójstwo zapewne będzie często przywoływane w podręcznikach suicydologii jako przykład paktu samobójczego. Pisałem o nim w starym artykule, gdyż mocno mnie swego czasu poruszyło. Nawet teraz patrząc na zdjęcia tych dziewczynek jest mi zwyczajnie przykro. 

https://dtbbth.blogspot.com/2021/09/podwojne-samobojstwo-w-lesie-pod.html

Rzuciłem okiem na artykuły dotyczące samobójstw dzieci w Polsce w trakcie bieżącego roku. Zwróciłem uwagę na dwa przypadki. 28 czerwca 2024 roku 14-letnia Milena wyszła z mieszkania w Rudzie Śląskiej mówiąc rodzicom, że będzie nocować u koleżanki. Nie była to prawda. Dziewczynka odebrała sobie życie w lesie w Zabrzu, na granicy z Rudą Śląską. Być może doszło do nakłaniania do samobójstwa. 

18 sierpnia 2024 roku zaginęła 15-letnia Marcelina Kwapulińska z Orzesza. Monitoring zarejestrował dziewczynkę przy torach kolejowych. Ma się wrażenie jakby Marcelina się czegoś obawiała. Tam też znaleziono jej plecak i ślady krwi, jednakże ciało dziewczynki znaleziono w lesie między Orzeszem a Łaziskami Górnymi dzień później, kilkaset metrów od torowiska. W chwili gdy wspominam tą tajemniczą sprawę nie jest pewne czy dziewczynka popełniła samobójstwo, ale oczywiście taka możliwość jest rozpatrywana. 

Czytałem kilka artykułów o tym, że rośnie liczba samobójstw wśród dzieci i młodzieży w USA i Polsce (w Polsce od 2023 roku mamy jednak delikatny spadek). Tutaj trzeba działać szybko i zdecydowanie: dzieci i młodzi dorośli w stanie depresji i z myślami samobójczymi muszą otrzymać pomoc jak najszybciej. Wielu samobójstwom dziecięcym można w porę zapobiec. W Polsce mamy niedobór psychologów i psychiatrów dziecięcych, a pediatrzy często nie mają pojęcia o etiologii i symptomach depresji. Odnoszę niepokojące wrażenie, że wielu dorosłych nie jest świadomych tego, że także dzieci mogą mieć myśli, fantazje, plany suicydalne. Warto dodać, że czasem do samobójstwa dziecka czy nastolatka dochodzi bez ostrzeżenia, bez jakichkolwiek symptomów ostrzegawczych, pod wpływem nagłego i krótkotrwałego impulsu samobójczego. Dzieci mogą kontemplować popełnienie samobójstwa, o czym ich rodzice mogą nie wiedzieć, nie mieć pojęcia. Wyzwalaczem samobójstwa/próby samobójczej może być chociażby sprzeczka z rodzicem czy akt znęcania się przez rówieśników. 

Przy okazji polecam niniejszy artykuł naukowy traktujący o neurobiologii samobójstw:

https://www.termedia.pl/Samobojstwa-i-zachowania-samobojcze-jako-przedmiot-zainteresowan-r-nnauk-medycznych-Definicja-podzial-i-przeglad-biomarkerow-r-nzachowan-samobojczych-Czesc-I-Psychiatryczne-i-neuroobrazowe-r-nmarkery-,67,42902,1,0.html

I niniejszy wywiad:

https://ug.edu.pl/news/en/4841/suicide-risk-prevention-among-children-and-adolescents-how-were-supposed-know-latest-data-depression

Oba te teksty dały mi do myślenia.

EDIT: 19 września bieżącego roku 15-letnia Zuzanna wyskoczyła z 8-piętra bloku na ulicy Krasnodębskiej (Bródno, Warszawa). Zginęła na miejscu. Kolejny przykry przykład tego, że zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży w Polsce jest w wielu aspektach zaniedbywane. Na koniec trochę statystyk:

https://demagog.org.pl/analizy_i_raporty/samobojstwa-w-2023-roku-analizujemy-pelne-dane-policji/?cn-reloaded=1

EDIT: 16 września odebrała sobie życie 16-letnia Julia z Lubina. Dziewczynka padła ofiarą systematycznego i perfidnego hejtu ze strony szkolnych rówieśników. To tragiczne samobójstwo wnet podchwyciły media publikując na jego temat dziesiątki artykułów. I słusznie! Należy jednak nadmienić, że wiele dziecięcych i młodzieżowych samobójstw przechodzi w mediach prawie bez echa. Cóż, samobójstwa wśród dzieci i młodzieży to szczególnie wstydliwy problem dla polskich urzędników. 

https://www.lubin.pl/milczacy-krzyk-ulicami-miasta-przejdzie-marsz-dla-julii/?fbclid=IwY2xjawFoh71leHRuA2FlbQIxMQABHe3vqL2GK9Q_ZSx4Zqbg4v2QfDp6915AfuPH18WFX81pMPuOs1SPHjQmTQ_aem_fe7tInbZJP_SO38pGwTVeQ

środa, 8 grudnia 2021

Helen Thomson "Nie do pomyślenia" - recenzja

                                                   
Kolejna znakomita i ze swadą napisana książka za mną - tym razem z pogranicza neurobiologii i psychologii. Cytując neurobiolożkę i dziennikarkę "New Scientist" Helen Thomson "Oliver Sacks [znany i powszechnie szanowany neuronaukowiec] stwierdził kiedyś, że by naprawdę dobrze zrozumieć inną osobę, należy skupić się na uważnej i cichej obserwacji jej życia, myślenia, codzienności." Oj tak, absolutna prawda. I tak też postępuje Helen Thomson obserwując anormalne przypadki i rozmawiając z bohaterami niniejszej książki, czyli z ludźmi, których mózgi działają inaczej wskutek rozmaitych, stosunkowo rzadkich zaburzeń neurologicznych/psychicznych. Ludźmi, których osobowość diametralnie się zmieniła wskutek neurologicznego urazu czy choroby np. Alzheimera bądź udaru. Spotyka się z nimi w ich domach czy ulubionych restauracjach i po prostu zadaje im ciekawe pytania i uważnie słucha, gdy opowiadają o trapiących ich umysły dziwnych schorzeniach.

Komu Helen poświęca między innymi uwagę? Geniuszom autobiograficznej pamięci takimi jak Bob, którzy pamiętają z doskonałą dokładnością praktycznie każdy dzień z ich przeszłego życia. Sharon, która gubi się we własnym domu (rozwojowa dezorientacja topograficzna, zaburzenie pamięci przestrzennej). Rubenowi, który jest synestetykiem (dziwaczne postrzeganie świata zwane synestezją) i dostrzega aureole. Tommy'emu, któremu wskutek uszkodzenia mózgu diametralnie odmieniła się osobowość (z kryminalisty z mroczną przeszłością stał się empatycznym wrażliwcem, który nie skrzywdzi nawet muchy). Sylvii, emerytowanej nauczycielce matematyki, która żyje w świecie ciągłych halucynacji muzycznych. Matarowi, który cierpi na niezwykle rzadkie schorzenie zwane lykantropią (likantropia kliniczna) i wierzy, że jest tygrysem (przywołana tutaj zostaje także postać historycznego wilkołaka Jeana Greniera). Louise, która cierpi na tzw. zespół DD (depersonalizacji-derealizacji), który charakteryzuje się odłączeniem od świata zewnętrznego i wewnętrznego, odcięciem się, samotniczą egzystencją w świecie odrealnionym, nierzeczywistym. Grahamowi, który cierpi na zespół Cotarda, czyli schorzenie charakteryzujące się tym, że pacjent uważa, że jest martwy, czuje, że się rozkłada, ale nie popełnia samobójstwa, gdyż po co ma się zabijać, skoro nie żyje. Joelowi, synestetykowi, który wyraziście odczuwa ból osób z jego otoczenia i żeby było bardziej groteskowo pracuje jako lekarz, a wieczorami ogląda horrory i thrillery, by zredukować intensywność tych odczuć, doznań.

Sporo ciekawych spostrzeżeń neurobiologicznych i nie tylko np. o korzyści czerwonego ubioru na randce, ciekawe opisy eksperymentów neurologicznych i mniej lub bardziej znanych w neurobiologii przypadków (Mademoiselle X w przypadku zespołu Cotarda, Phineas Gage). Prostowane są także pewne mocno zakorzenione mity o ludzkim mózgu (lewa i prawa półkula mózgu oraz ich odmienne funkcje). Po przeczytaniu książki warto zadać sobie kilka ważkich pytań np. kim jesteśmy? Czy istnieje wolna wola? Czym jest świadomość? 

"Staram się jak najwięcej myśleć o innych ludziach i doceniać spędzony z nimi czas, bo jeśli kiedyś ich nie będzie, mnie pozostaną wspomnienia." - Bob.

"Nasza rzeczywistość to zaledwie kontrolowana halucynacja, trzymana za uzdę przez nasze zmysły".

Polecam gorąco. Kawałek muzyczny jako muzyczne tło do lektury. Plus "Krzyk" (1910) Edwarda Muncha.

https://www.youtube.com/watch?v=q8pq_6AZ80w

wtorek, 2 listopada 2021

Anders Hansen "Wyloguj swój mózg" - recenzja

 
Ostatnio w moje ręce trafiła krótka i kompaktowa książeczka szwedzkiego psychiatry Andersa Hansena "Wyloguj swój mózg" (2019, wydawnictwo Znak). Ogromnie dla mnie interesująca, gdyż traktująca o potężnym potencjale uzależniającym nowych technologii, w tym smartfonów czy mediów społecznościowych. I tutaj przyznaje się bez bicia: smartfon za sprawą mojej regularnej aktywności sieciowej od trzech lat rządzi moim życiem. Używam go często, korzystam z niego zarówno przed snem, jak i po przebudzeniu, z czym wiążą się moje problemy ze snem. Często zaglądam też na Facebook i Twitter, gdyż prowadzę fanpejdże i popularyzuję naukę. W pełni zdaję sobie sprawę z ogromnego potencjału uzależniającego smartfona, aczkolwiek niezwykle trudno jest mi przejść na technologiczny detoks.

Prawdą jest, że zbyt częste używanie telefonu komórkowego nas rozprasza (smartfony to idealne rozpraszacze), osłabia naszą koncentrację, prowadzi do zaburzeń snu i może wywoływać stres (głupie przykłady z życia codziennego to np. niepokój w chwili zgubienia smartfonu czy oddania go komuś na dłuższe przechowanie). Z kolei media społecznościowe (monopoliści cyfrowego świata) takie jak Facebook czy Instagram sprytnie wymuszają zaangażowanie użytkowników choćby przez promowanie/tolerowanie kontrowersyjnych treści (konflikty, kataklizmy i przepychanki polityczne cieszą się ogromnym powodzeniem, podobnie teorie spiskowe, pseudonauka, fake newsy i materiały antyszczepionkowe), wpędzają mnóstwo ludzi w depresję poprzez nieustanne porównywanie się z tysiącami innych użytkowników (cierpią na tym przede wszystkim dziewczęta) oraz ze względu na potęgowanie izolacji społecznej, samotności jednostki, są wykorzystywane do masowego szerzenia dezinformacji przez farmy trolli, obniżają czytelnictwo papierowych książek i powodują deficyt uwagi. Sam łapię się nierzadko na tym, że nie potrafię dostatecznie skupić się na czytaniu danej książki czy artykułu, ponieważ sama obecność smartfona mnie rozprasza. Ślizgam się po danym zagadnieniu, temacie, zamiast się należycie na nim skupić. Nie potrafię pracować czy działać wielozadaniowo. Multitasking sprzyja rozproszeniu, deficytowi koncentracji, co zostało potwierdzone naukowo.

Niewątpliwym antidotum na hakowanie naszych mózgów przez rozmaite media społecznościowe jest wspomniany detoks technologiczny i ruch. Aktywność fizyczna, zwłaszcza taka, która powoduje lekką zadyszkę i przyśpiesza puls (szybki codzienny spacer, bieganie) - niweluje ona stres, poprawia koncentrację, kreatywność i wzmacnia pamięć (np. przestrzenną). Po prostu mózg jest stworzony do ruchu. Anders Hansen apeluje o ograniczenie używania smartfonów, tabletów, a nawet e-booków i pod koniec książki podaje cenne porady 'jak to zrobić?' przeznaczone dla ludzi epoki cyfrowej. Lekka, łatwa do zrozumienia i przyjemna książka z odrobiną neurobiologii i psychologii behawioralnej, okraszona opisami licznych eksperymentów naukowych z ludźmi i małpami. Czyta się ją wyśmienicie. 

Występ Hansena na TedX o fundamentalnych atutach aktywności fizycznej:

https://www.youtube.com/watch?v=a9p3Z7L0f0U

Polecanka muzyczna. Sprawdźcie najnowszy singiel funeral doom metalowców z norweskiego Funeral. Teledysk przepiękny, akcentujący surowość i dziewicze piękno norweskiej przyrody. Sam kawałek dość epicki, a nawet folkowy a la Wardruna, cudownie zaśpiewany po norwesku. Polecam. 

https://www.youtube.com/watch?v=p5pDuS1cdbU

środa, 31 maja 2017

Sam Kean "Dziwne przypadki ludzkiego mózgu" - recenzja

Bardzo lubię neurobiologię, gdyż intrygują mnie sposób funkcjonowania ludzkiego mózgu, działanie neuronów, synaps, aksonów, dendrytów, komórek glejowych czy neuroprzekaźników, a także nierzadko dziwaczne choroby psychiczne czy neurodegeneracyjne. Gdy tylko dowiedziałem się że nakładem wydawnictwa Feeria ukazała się książka Sama Keana "Dziwne przypadki ludzkiego mózgu" wiedziałem że muszę ją przeczytać. Wpierw kilka słów o autorze tej książki. Dorastał w Południowej Dakocie, studiował fizykę i język angielski, posiada też dyplom bibliotekoznawstwa, zdarzyło mu się cierpieć na paraliż senny (czyli przeciwieństwo lunatykowania). Przed "Dziwnymi przypadkami ludzkiego mózgu" napisał dwie książki popularnonaukowe, które stały się bestsellerami: "The Disappearing Spoon" (o pierwiastkach, eksperymentach i wynalazczości) oraz "The Violinist's Thumb" (o kodzie genetycznym DNA). Nie miałem jednak okazji ich przeczytać - nawet nie sprawdzałem czy ukazały się na polskim rynku wydawniczym.

"Dziwne przypadki ludzkiego mózgu" to podszyta delikatnym humorem wyprawa w zakamarki ludzkiego mózgu podczas której Kean w przystępny i fascynujący sposób omawia wzloty i upadki rozwijającej się neurobiologii. Ludzki mózg jest niesamowity - to (obok serca) najważniejszy organ jaki posiadamy. Przykładowo zastanawiamy się nad naszym miejscem we Wszechświecie, zadajemy sobie egzystencjalne pytania, bywamy dociekliwi i niestrudzeni w szukaniu ważkich odpowiedzi, walczymy z zalewem (często bardzo intensywnych) emocji - to za pomocą ciekawskiego mózgu odkrywamy wciąż zaskakujący świat i otaczającą nas rzeczywistość. W "Dziwnych przypadkach ludzkiego mózgu" Kean przytacza kilka fascynujących historii, które potrafią zapaść w pamięć. Jedna z nich jest związana z tajemniczą chorobą neurodegeneracyjną z Papui Nowej Gwinei zwaną kuru i pewnym ekscentrycznym naukowcem Carletonem Gajduskiem. Kuru szerzyła się wśród członków lokalnego plemienia Fore - to Gajdusek wykrył związek szerzenia się choroby z makabryczną praktyką plemiennego kanibalizmu (rytualnym pożeraniem mózgów zmarłych krewnych praktykowanym przez plemię Fore). Pomimo że naukowiec za swoją monumentalną pracę badawczą otrzymał w 1976 roku nagrodę Nobla jego kariera legła w gruzach po oskarżeniach o pedofilię. Gajdusek w trakcie swej kariery naukowej sprowadzał do USA młodych chłopców z Papui Nowej Gwinei, by zapewnić im edukację i lepsze życie. Wyszła jednak na jaw jego skłonność do molestowania chłopców co zakończyło się skandalem i niesławą.

W innym rozdziale dotyczącym choroby beriberi pojawiają się dwaj brytyjscy lekarze (jednym z nich był zmarły w 2013 roku w wieku 97 lat Hugh de Wardener, drugim Bernard Lennox) zostali w trakcie II Wojny Światowej schwytani przez Japończyków i umieszczeni w obozie jenieckim Changi (Sinagpur). Obserwowali jak pojmani jeńcy masowo umierają na chorobę beri-beri, której przyczyną jest deficyt witaminy B1. Gdy Japończycy zaczęli niszczyć dowody swoich zbrodni wojennych de Wardener ukrył swoje naukowe notatki i raporty z sekcji zwłok w zapieczętowanym kanistrze, który został pogrzebany w grobie zmarłego żołnierza. Na szczęście materiały badawcze udało się potem odzyskać i zostały w 1947 roku opublikowane w "Lancet".

Takich frapujących historii i opisów dziwacznych schorzeń neurologicznych czy psychicznych jest w "Dziwnych przypadkach ludzkiego mózgu" o wiele więcej. Paraliż senny, epilepsja, bóle fantomowych kończyn, zespół Capgrasa (nasze najbliższe otoczenie to podstawione sobowtóry, istoty pozaziemskie, roboty), zespół Cotarda (syndrom chodzącego trupa, urojenie rozpadu ciała, rozkładu narządów, przekonanie o byciu martwym) czy zespół Alicji w Krainie Czarów (halucynacje i iluzje percepcji ciała) - to tylko kilka przykładów. Abyśmy mogli próbować zrozumieć działanie mózgu setki pacjentów na przestrzeni wieków musiało cierpieć - niektórzy umarli w męczarniach, inni pogodzili się z losem i próbowali jakoś żyć. Nadal wszakże nasza wiedza neurobiologiczna jest dość ograniczona. To dopiero wierzchołek ogromnej góry lodowej. Nadal mniej wiemy niż powinniśmy wiedzieć. Mocna książka, która skłania do refleksji.

czwartek, 8 grudnia 2016

Dr. Dean Burnett "Gupi muzg" - recenzja

Doktor Dean Burnett, autor "Gupiego muzgu" to brytyjski neurolog wykładający na uniwersytecie w Cardiff. Prowadzi także bloga Brain Flapping w wydaniu on-line brytyjskiego The Guardian, na którym opisuje zagadnienia związane z neuronauką, psychiatrią, mediami i komediami. Dlaczego komediami? Ano dlatego że poboczną pasją Burnetta są solowe występy jako komik. Książka popularnonaukowa "Gupi muzg: W co tak naprawdę pogrywa twoja głowa", która ukazała się nakładem wydawnictwa Feeria jest jego książkowym debiutem.

Neuronauka zajmuje się badaniem układu nerwowego i tradycyjnie uznaje się ją za odgałęzienie biologii. Tak naprawdę jest to jednak wiedza interdyscyplinarna obejmująca elementy chemii, kognitywistyki, psychologii, informatyki, inżynierii, matematyki, lingwistyki, medycyny, fizyki, filozofii i genetyki. Neuronauka wpływa także na nowe, dopiero co raczkujące dyscypliny naukowe takie jak neuroprawo, neuroedukacja czy neuroetyka. W "Gupim muzgu" doktor Dean Burnett w przystępny, obrazowy i pozbawiony naukowego zadęcia sposób omawia chaotyczne i egocentryczne funkcjonowanie najwspanialszego i najbardziej kompleksowego organu we Wszechświecie, czyli ludzkiego mózgu. Książka jest podzielona na osiem głównych rozdziałów, które są podzielone na mniejsze podrozdziały, co znacznie ułatwia czytanie i przyswajanie nierzadko trudnego i skomplikowanego materiału. Przykładowo w rozdziale pierwszym naukowiec analizuje sposoby regulacji funkcji organizmu przez mózg takie jak zachowania związane z jedzeniem i piciem, sen, lunatykowanie czy strach. W kolejnych rozdziałach doktor Dean Burnett przybliża Czytelnikom zagadnienia takie jak pamięć (wspomnienia, ich analiza, przywoływanie, przetwarzanie), pragnienie odczuwania przez ludzi strachu (co tłumaczy chociażby ciągle niesłabnąca popularność kina grozy czy poszukiwanie mocnych wrażeń w sportach ekstremalnych), inteligencja (iloraz inteligencji IQ, rodzaje inteligencji, jak i czy w ogóle da się podwyższyć naszą błyskotliwość? ), zmysły (piątka podstawowych, czyli smak, węch, wzrok, słych, dotyk plus dodatkowe) oraz tajemnicza, trudno uchwytna osobowość (ekstrawertyczna bądź introwertyczna, ich wady i zalety). Przykuwające uwagę są szczególnie dwa ostatnie rozdziały "Gupiego muzgu", które dotyczą wpływu na mózg jednostki wywieranego przez grupę oraz chorób psychicznych, tudzież neurodegeneracyjnych. Praktycznie każdy człowiek pragnie przynależeć do jakiejś grupy, chce być przez członków tejże grupy lubiany i akceptowany (często za cenę wyzbycia się prywatnych poglądów na różne sprawy) - grupa potrafi jednostkę zdominować i skutecznie zmanipulować. Przywołany w tym rozdziale zostaje psychologiczny efekt widza - po raz pierwszy opisany przez psychologów po brutalnym morderstwie Kitty Genovese w 1964 roku w Nowym Jorku. Pojawiają się także nie mniej słynne eksperymenty takie jak chociażby szeroko cytowany i komentowany eksperyment więzienny (stanfordzki) Philipa Zimbardo, który po sześciu dniach musiał zostać przerwany, ponieważ wymknął się spod kontroli. Dlaczego? Studenci odgrywający rolę strażników więziennych zaczęli się pastwić nad studentami grającymi więźniów. W ostatnim rozdziale Burnett z ogromną empatią wypowiada się o osobach cierpiących na depresję, które postanowiły odebrać sobie życie apelując o nie stygmatyzowanie samobójców (a także ich rodzin). Generalnie ostatni rozdział "Gupiego muzgu" to ciężki kaliber: depresja, załamanie nerwowe, wyniszczające fizycznie i mentalnie uzależnienie od narkotyków, omamy charakteryzujące schizofrenię czy choroby neurodegeneracyjne (Parkinson, Alzheimer).

Jako osoba żywo zainteresowana neurobiologią i naukami pokrewnymi polecam "Gupi muzg" każdemu kto ceni sobie dobrą literaturę popularnonaukową. To książka całkiem przyswajalna, okraszona humorem, wciągająca, skłaniająca do refleksji.

Recenzja niniejsza ukazała się także na portalu naTemat.pl.

piątek, 19 sierpnia 2016

Jim Baggott "Początek: Naukowa historia stworzenia" - recenzja

Kolejna książka popularnonaukowa za mną. Jakoś w ubiegłym roku zmierzyłem się z "Higgsem: Odkrycie boskiej cząstki" brytyjskiego chemika Jima Baggotta, w której Baggott opisywał kulisy odkrycia w CERN-ie bozonu Higgsa i w przystępny sposób objaśniał zagadnienia pola Higgsa oraz Modelu Standardowego fizyki cząstek. W "Początku: Naukowej historii stworzenia" Baggott staje przed wyzwaniem jak najbardziej precyzyjnego opisania trwającej 13.8 miliarda lat historii Wszechświata. Mamy zatem dużo kosmologii, astrofizyki i fizyki cząstek (Wielki Wybuch, czyli przestrzeń, czas, energia, ekspansja Wszechświata, formowanie się oraz ewolucja gwiazd i galaktyk, powstanie zdatnej do życia Ziemi, uformowanie się Księżyca po uderzeniu planety Thea w Ziemię, itd.) oraz objętościowo nieco mniej geologii, biologii (w tym ewolucyjnej i molekularnej), paleontologii i antropologii (skład chemiczny Ziemi od jądra przez płaszcz po skorupę ziemską, dryf kontynentalny, pojawienie się na Ziemi pierwszych żywych organizmów jednokomórkowych, endosymbioza, ewolucja kodu genetycznego, złożoność organizmów i wielokomorkowść, opisy pięciu głównych masowych wymierań (permskie - 251-252 milionów lat temu wskutek aktywności wulkanicznej na Syberii czy kredowe - asteroida zmiatająca z powierzchni Ziemi dinozaury + ewentualny wulkanizm - trapy Dekanu w Indiach), wreszcie dochodzimy do naczelnych, hominidów oraz powstania człowieczeństwa i ewolucji ludzkiej świadomości). Mnóstwo naukowych faktów i teorii - momentami byłem dość oszołomiony ilością informacji zawartych w "Początku". Książka jest interdyscyplinarna i szuka odpowiedzi na wiele ważkich i doniosłych pytań dotyczących natury świata materialnego, powstania Wszechświata czy genezy ziemskiego życia. W epilogu książki Baggott wspomina o możliwości istnienia pozaziemskich inteligentnych form życia, ale traktuje ich poszukiwania w ramach programu SETI jako akt wiary.

Wciąż zachwyca mnie rozwój astronomii czy kosmologii - chyba najbardziej w kwestii odkrywania coraz to nowych egzoplanet, a tych mogą być miliardy (podobnie jak egzoksiężyców okrążających te pozasłoneczne globy). Jeszcze kilkanaście lat temu można było jedynie spekulować o istnieniu planet poza macierzystym Układem Słonecznym. A teraz codziennie są jakieś odkrywane. Kosmos jest niewyobrażalnie monstrualny. A ludzkość z kosmicznej perspektywy jawi się jako kompletnie nie znacząca, by nie rzec trywialna.

Na zdjęciu Ziemia w dniu 6 lipca 2015 roku.

http://www.nasa.gov/image-feature/nasa-captures-epic-earth-image

czwartek, 11 sierpnia 2016

Leonard Mlodinow "Nieświadomy mózg" - recenzja

Lubię czytać książki popularnonaukowe, gdyż po pierwsze jestem głodny wiedzy na temat funkcjonowania świata, a po drugie pragnę poszerzyć zasób swojego słownictwa. Poza tym bycie naukowcem kojarzy mi się z wysoką inteligencją i nie mniej wysokim społecznym prestiżem. Tym razem wziąłem się za lekturę "Nieświadomego mózgu" fizyka teoretyka z Harvardu Leonarda Mlodinowa, przyjaciela Stephena Hawkinga. Jednak "Nieświadomy mózg" to nie jest książka popularyzująca fizykę (choć pojawiają się w niej fragmenty dotyczące Wielkiego Wybuchu oraz działania funkcjonalnego rezonansu magnetycznego). Mamy tutaj do czynienia z pozycją z pogranicza psychologii i neuronauki. Mlodinow skupia się na roli nieświadomości w podejmowaniu decyzji przez ludzi. Decyzji, które czasem wręcz bywają sprzeczne z naszymi świadomymi wyborami. W jaki sposób przebiega interakcja pomiędzy świadomością a nieświadomością? Gdzie znajduje się granica między nimi? Podobała mi się przykładowo sekcja książki o wspomnieniach - pamiętamy w miarę dobrze ogólne obrazy z przeszłości, ale z przywołaniem szczegółów mamy już duży problem. Luki we wspomnieniach zalepiamy elementami układanki, które nie pasują do całości bądź są fałszywe. Mlodinow zwraca chociażby uwagę na to że naoczni świadkowie rozmaitych przestępstw (gwałtów, morderstw, itd.) często błędnie identyfikują sprawcę. Wspomnienia potrafią być doprawdy zwodnicze. Nadto wpływ oczekiwań na jednostkowe/kolektywne zachowania, podejmowane decyzje czy postrzeganie bywa niepodważalny. Ludzie wyrabiają sobie (nierzadko krzywdzące) zdanie o innych osobach na podstawie ich fizycznego wyglądu, postawy czy komunikacji niewerbalnej. W trakcie debaty publicznej między Johnem Fitzgeraldem Kennedym a Richardem Nixonem w 1960 roku to Nixon przegrał, gdyż mimo lepszego merytorycznego przygotowania prezentował się kiepsko w odróżnieniu od fotogenicznego Kennedy'ego. Marnym pocieszeniem było dla niego to że dla słuchaczy radiowych (którzy Nixona nie widzieli, a jedynie słyszeli jego głos w radioodbiornikach) stał się zwycięzcą. Mlodinow opisuje także ludzką skłonność do kategoryzowania i podziału na grupy z powodu powierzchownych bądź niewiele znaczących różnic, co może prowadzić do stereotypizacji, dyskryminacji i aktów agresji. Książka jest napisana przystępnym językiem i czyta się ją z zainteresowaniem. Uzmysłowiła mi jak wielki wpływ na moje decyzje czy postrzeganie ma ukryta nieświadomość. W "Nieświadomym mózgu" Czytelnik odnajdzie sporo ilustracji, ciekawostek historycznych czy osobistych wspomnień Autora dotyczących jego matki, ojca oraz syna.

Po jej lekturze zacząłem się zastanawiać między innymi nad tym co by było gdybym 1) pamiętał całe swoje dzieciństwo, dorastanie i młodość niezwykle dokładnie i precyzyjnie bez jakichkolwiek luk w pamięci 2) dowiedział się że wszystkie moje wspomnienia, które posiadam są fałszywe, okazują się mirażem, iluzją.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Tim Spector "Jednakowo odmienni" - recenzja

Ostatnio trochę opuściłem się w lekturze książek popularnonaukowych, ale nadal czytam mnóstwo. Nie wyobrażam sobie życia bez stymulującej intelekt książki pod ręką. Z wykształcenia jestem humanistą, z zamiłowania typowym geekiem, którego od kilku lat pasjonują nauki ścisłe. Chciałem zatem liznąć trochę wiedzy z epigenetyki, zatem trzeba było zaopatrzyć się w książkę epidemiologa genetycznego Tima Spectora "Jednakowo odmienni: Dlaczego możemy zmienić swoje geny", którą wzorcowo przetłumaczyła redaktor Wiedzy i Życia Olga Orzyłowska-Śliwińska. Spector uchodzi za autorytet w zakresie badań bliźniąt jednojajowych i w książce wskazuje iż warto skupić się nie tylko na ich podobieństwach, ale przede wszystkim na dzielących bliźnięta różnicach. Jako przykład niech posłużą słynne irańskie bliźniaczki zrośnięte głowami Ladan i Laleh, które w 2003 roku zmarły w wyniku nieudanej operacji ich rozdzielenia. Obie pragnęły zostać rozdzielone, gdyż charakteryzowały się odmiennymi zainteresowaniami i aspiracjami. Skąd zatem biorą się wśród bliźniąt jednojajowych takowe różnice np. w zakresie religijności, temperamentu seksualnego czy podatności na dane choroby, skoro ich środowisko i geny są identyczne? Tutaj do akcji wkraczają mechanizmy epigenetyczne, które Spector nakreśla bez zbytniego wchodzenia w szczegóły. Dla naukowców zawodowo zajmujących się epigenetyką może to być rozczarowanie, dla mnie nie było. Dużo w "Jednakowo odmiennych" cytatów pochodzących od par bliźniąt jednojajowych, które ilustrują ich przypadki. Autor, aby dodatkowo przykuć uwagę czytelników w poszczególnych rozdziałach omawia m.in. podłoże genetyczne ("geny") homoseksualizmu, niewierności, autyzmu, nowotworzenia, religijności czy otyłości. Wniosek po lekturze tej zajmującej książki jest następujący: nie jesteśmy niewolnikami naszych genów (ciekawe co na to autor "Samolubnego genu" Richard Dawkins?), gdyż wydarzenia w naszym życiu i wybory, które powzięliśmy w przeszłości (tak samo jak wydarzenia w życiu naszych przodków i ich wybory) łączą się z naszymi dziedziczonymi genami kształtując w pełni zindywidualizowane jednostki.

Krótko, zwięźle i na temat w artykule Gazety Wyborczej: http://wyborcza.pl/1,75400,17451931,Co_rzadzi_twoim_DNA__Geny_to_nie_wszystko___naukowcy.html

Na zdjęciach bliźniaczki jednojajowe grające na harfach Camille i Kennerly Kitt oraz schemat przedstawiający dwa podstawowe mechanizmy epigenetyczne, czyli metylację DNA oraz modyfikację histonów.

piątek, 28 sierpnia 2015

Larry Young, Brian Alexander "Chemia między nami" - recenzja

Pożądanie i miłość. Dwa aspekty ludzkiego jestestwa, które potrafią nas kompletnie zniewolić. Nic dziwnego, że niektóre osoby po bolesnym rozstaniu z partnerem bądź po jego śmierci podupadają na zdrowiu czy w ekstremalnych przypadkach popełniają samobójstwa. Zawód miłosny (czy tego chcemy czy nie) jest nadal jednym z wiodących czynników, które pchają najczęściej młodych ludzi do autodestrukcji i samobójstw. W "Chemii między nami: miłości, seksie i naukowych podstawach przyciągania" neurobiolog Larry Young oraz dziennikarz Brian Alexander omawiają chemiczne procesy w mózgach osób zakochanych, uprawiających seks czy żyjących w ustabilizowanym związku. Miłość zostaje słusznie porównana do narkotykowego uzależnienia (uwalnia te same neuroprzekaźniki w mózgu), a hormony takie jak oksytocyna, testosteron, dopamina czy wazopresyna formują ludzką seksualność. W końcu intensywność przeżywanych emocji w trakcie zakochania czy seksu można wytłumaczyć chemicznymi reakcjami zachodzącymi w naszych mózgach. Wystarczy liznąć trochę wiedzy z neurobiologii. W pierwszym rozdziale książki autorzy opisują m.in. przypadek machihembra z Dominikany, czyli odmieńców, którzy urodzili się jako dziewczynki, po czym w okresie dojrzewania stali się chłopcami. Young i Alexander wyjaśniają także subtelną zmianę zachowań, preferencji i zapachów u kobiet w trakcie owulacji - mężczyźni to wyczuwają, dlatego też owulujące striptizerki w nocnych klubach mogą liczyć na wyższe napiwki. W trakcie ciąży u kobiet ujawnia się głęboki instynkt macierzyński - nawet u tych, które kiedyś zarzekały się, że nie chcą mieć dzieci. Autorzy nie omijają także kontrowersyjnej tematyki seksualnej niewierności wskazując że zdrada z punktu widzenia biologii i genetyki jest u homo sapiens czymś naturalnym (czy tego chcemy czy nie). W jaki sposób mózg tworzy seksualne pożądanie? Odpowiedź znajdziecie w "Chemii między nami".

Weźmy na przykład wspomniane powyżej dwa hormony oksytocynę i wazopresynę. Oksytocyna odpowiada u kobiet za skurcze mięśni macicy przy porodzie, za wydzielanie mleka czy za macierzyńską wieź. Można zatem założyć że to oksytocyna stoi za przywiązaniem kobiety do jej partnera. Z kolei wazopresyna u mężczyzn odpowiada za agresję, terytorialność czy konieczność ochrony partnerki przed zakusami innych samców. Kobieta staje się dla mężczyzny swoistym przedłużeniem jego terytorium. Opiewana przez tysiące artystów i poetów romantyczna/fizyczna miłość zostaje w "Chemii między nami" zdjęta z piedestału, gdyż ma ona swoje źródło w behawiorze zwierząt (przykładowo monogamicznych norników preriowych). Lecz nadal uważam, iż miłość to piękne neurochemiczne doświadczenie, zwłaszcza gdy jest intensywna, żarliwa i obustronna.

poniedziałek, 25 maja 2015

Kevin Dutton "Mądrość psychopatów" - recenzja

Być może zabrzmi to kontrowersyjnie, ale zazdroszczę pewnych cech psychopatom: nieustraszoności, ogromnej pewności siebie, stoickiego spokoju w sytuacjach stresowych, zdolności do perswazji, braku empatii, skupienia się na teraźniejszości, a nie na przeszłości i przyszłości. Gdybym posiadał te cechy życie stałoby się łatwiejsze i nikt, absolutnie nikt nie mógłby mnie wyprowadzić z równowagi. Odrzucenie przestałoby boleć, a smutek i strach byłyby tylko złudzeniem. Kiedy słyszymy słowo 'psychopata' to pierwsze co nam przychodzi do głowy to zimny i wyrachowany kryminalista o lodowatym, przeszywającym spojrzeniu: seryjny morderca (Ted Bundy czy Jeffrey Dahmer), gwałciciel, pedofil czy szpieg. Psycholog Kevin Dutton w książce "Mądrość psychopatów" nie skupia się jednak wyłącznie na psychopatach stosujących przemoc i tortury. Twierdzi, że niektóre cechy psychopatycznej osobowości mogą być pozytywne. Jako przykład podaje np. psychopatycznych neurochirurgów, prawników, policjantów czy żołnierzy jednostek specjalnych SAS. Chodzi o to, że inteligentni osobnicy psychopatyczni są asertywni, nie odkładają niczego na później koncentrując się na celu tu i teraz, nie przejmują się porażkami ani odrzuceniem, a presja otoczenia w pracy nie robi na nich wrażenia. Są odporni psychicznie i beznamiętni. Dlatego psychopaci odnoszą sukcesy w biznesie czy na giełdzie. Kluczem jest odpowiednia regulacja tych cech: włączanie ich kiedy trzeba i wyłączanie, tudzież trzymanie ich na średnim poziomie. Tam gdzie istnieje hierarchia, możliwość manipulowania innymi czy osiągnięcia nad jednostkami pełni kontroli tam działają psychopaci. I odnoszą sukcesy finansowe, nie narzekają też na brak powodzenia u kobiet. Można wytrenować w sobie cechy psychopatyczne. Trzeba po prostu nauczyć się kontrolować emocje i całkowicie skupić się na celu, który pragniemy osiągnąć. Umieć odczytywać mikro-ekspresje z twarzy osób z którymi wchodzimy w rozmaite interakcje.

Seryjni mordercy zostają w "Mądrości psychopatów" potraktowani trochę po macoszemu. Dutton wspomina m.in. o Johnie Waynie Gacy'm, Henry Lee Lucasie czy Tedzie Bundym, wizytuje też szpital psychiatryczny Broadmoor, w którym przebywają najgroźniejsi kryminaliści Wielkiej Brytanii np. Peter Sutcliffe, Rozpruwacz z Yorkshire. Nie miałem natomiast pojęcia, że we włoskiej Florencji znajduje się Muzeum Seryjnych Morderców (na Lonely Planet nie ma o nim wpisu). Jeśli kiedykolwiek odwiedzę to miasto zajrzę tam na pewno, gdyż takie miejsca wydają mi się fascynujące. Ciekawy jest także przytoczony fakt odnośnie słynnego seryjnego mordercy kobiet Teda Bundy'ego, który potrafił wyczuć dobrą kandydatkę na ofiarę po sposobie jej chodu. Nadto w książce pojawia się króciutka wzmianka o nieuchwytnym seryjnym mordercy z Long Island o którym już tutaj pisałem. Rzeczywiście seryjni mordercy lubią porzucać zwłoki zamordowanych ofiar wzdłuż dróg, autostrad czy też blisko przydrożnych parkingów. Ale tak naprawdę jedynie początek i koniec książki dotyczy psychopatycznych kryminalistów. "Mądrość psychopatów" Duttona czyta się szybko i z zaangażowaniem, tym bardziej że książka podszyta jest sporą dawką humoru. Zwarta dawka informacji z neuroprawa i neurobiologii to kolejny jej atut.

"Możesz sprawić aby ludzie byli mili. Co oczywiście daje ci nad nimi wielką władzę." - cytat z książki.

Na zdjęciu piwnica Johna Wayne'a Gacy'ego w której grzebał ciała zamordowanych chłopców, Muzeum Seryjnych Morderców we Florencji oraz skan mózgów normalnego i psychopaty.

sobota, 31 maja 2014

Ian Stewart "Matematyka życia" - recenzja



















Lubię sięgać po matematyczne książki popularnonaukowe emerytowanego profesora Iana Stewarta, cenionego i znanego popularyzatora nauk ścisłych. Dlatego też lektura "Matematyki życia" sprawiła mi wiele radości. W książce owej Ian Stewart we frapujący i klarowny sposób wyłuszcza podstawy biomatematyki, czy inaczej mówiąc tych aspektów biologii, w których nieodzowny jest aparat matematyczny. Zgadzam się ze Stewartem co do jednego: to właśnie matematyka w XXI wieku będzie koniem napędowym biologii, która rozwija się w zastraszającym tempie (do czego przyczyniają się, rzecz jasna, postępy na przepastnym polu genetyki i biologii molekularnej). Współczesna biologia nie może obejść się bez topologii, teorii węzłów, teorii gier, geometrii wielu wymiarów, teorii chaosu czy statystyki. Oczywiście nie mogło się w książce obejść bez omówienia charakterystycznego ciągu liczb Fibonacciego u większości roślin (1, 1, 2, 3, 5, 8, 13, 21, 34, 55, 89, 144... suma dwóch liczb poprzedzających daje każdą kolejną liczbę ciągu). Inny przykład: teoria węzłów znajduje zastosowanie przy szerszym zrozumieniu procesów replikacji czy transkrypcji DNA. Ian Stewart zastanawia się także nad możliwością istnienia inteligentnego pozaziemskiego życia w kosmosie. Póki co nie odkryliśmy na razie obecności  najprostszych organizmów ekstremofilnych, ale takowe mogą się kryć pod lodowymi oceanami Europy, Tytana, Ganimedesa, Enceladusa czy Kalisto czy nawet gdzieś w odmętach oceanu siarki na Io. Mars, Europa, Ganimedes, Tytan, Enceladus, a nawet takie niegościnne i odległe światy jak Wenus, Tryton czy Charon mogą być (bardziej lub mniej prawdopodobnie) domem dla prostych form życia. Ale tego nadal nie wiemy.  Z drugiej strony śmieszą mnie te wszystkie wymyślne teorie konspiracyjne, które usilnie szukają na Ziemi śladów kosmitów bądź w każdym niezidentyfikowanym obiekcie wojskowym widzą UFO, a także 'naoczni' świadkowie, którzy wmawiają podatnej na sugestie opinii publicznej, że zostali porwani przez antropomorficzne zielone ludziki (antropomorficzne, czyli po prostu... nazbyt zbliżone wyglądem do poczciwego homo sapiens). Niemniej bardzo lubię stare horrory o morderczych humanoidalnych kosmitach. :-) Stewart jawi mi się także jako delikatny religijny sceptyk. I bardzo dobrze. Tym chętniej będę kupował jego popularnonaukowe książki.

W "Matematyce życia" znajdziecie odniesienia do klasycznej biologii, neurobiologii, astrobiologii, genetyki, biologii molekularnej, ekologii, a także teorii ewolucji będącej owocem wspaniałej podróży Darwina na "Beagle" (i jego pobytu na wulkanicznych Wyspach Galapagos). Świetna pozycja popularnonaukowa... o wiele przystępniejsza dla matematycznego laika niźli obecnie czytane "17 równań, które zmieniły świat" tego samego autora. Na zdjęciu mikroskopowe struktury (przejaw pozaziemskiego życia?) w marsjańskim meteorycie ALH84001 zaobserwowane przy użyciu mikroskopu elektronowego (średnica: 20-100 nanometrów).

piątek, 10 stycznia 2014

Pareidolia - postrzeganie nieistniejącego






















Czasami wydaje się nam (przynajmniej niektórym z nas), że postrzegamy rzeczy, które nie istnieją, słyszymy dźwięki, które nie istnieją czy też odczuwamy dotyk rzeczy nieistniejących. Pareidolia to przykład apofenii: ludzie są skłonni widzieć twarze Chrystusa w gęstniejących chmurach czy jego rozmazane wizerunki na szybach. Pareidolia stoi za licznymi widzeniami potwora z Loch Ness, niezidentyfikowanych obiektów latających (UFO), Bigfoota czy Elvisa Presleya. Ludzie religijni czy wierzący w zjawiska paranormalne są bardziej skłonni do postrzegania twarzy w martwych obiektach bądź krajobrazach. Przykładem słuchowej pareidolii są ukryte teksty/przekazy w muzyce popularnej. Nadto użytkownicy telefonów komórkowych mogą słyszeć fantomowe dzwonki telefoniczne czy nieistniejące wibracje swoich komórek.

Ja natomiast skupię się na 3-4 pareidoliach marsjańskich. Najsłynniejszą pareidolią marsjańską jest twarz na Marsie - zrobiona 25 lipca 1976 roku przez próbnik Viking 1 słynna już fotografia o niskiej rozdzielczości przedstawiająca zerodowaną górę stołową w regionie Cydonia. Oto do czego prowadzi odpowiednia gra cieni! Na innych zdjęciach NASA 'falliczny' szlak łazika marsjańskiego Spirit, 'ludzka figurka' na Marsie (będąca po prostu fragmentem skały) oraz 'marsjańskie drzewa' - w rzeczywistości ciemne pasma materiału schodzącego z wydm piaskowych na skutek wiosennej ewaporacji CO2.

Więcej marsjańskich pareidolii tutaj:

http://www.space.com/11947-photos-mars-illusions-martian-face-images.html

środa, 16 października 2013

Patricia S. Churchland "Moralność mózgu" - recenzja








































Z racji tego, że bardzo lubię czytać książki popularnonaukowe z najróżniejszych dziedzin (w celu poszerzania horyzontów i dowiadywania się wciąż nowych rzeczy) wpadła mi ostatnio w ręce interesująca książka Patricii S. Churchland "Moralność mózgu" zahaczająca o neurobiologię, neurokognitywistykę, neurofilozofię oraz psychologię ewolucyjną. Omawia ona kwestie moralności człowieka z punktu widzenia neurobiologii. Książka jest przystępnie napisana i prezentuje wiele faktów, tudzież teorii naukowych, przede wszystkim z zakresu neurobiologii. Autorka stara się odpowiedzieć na różne ważkie, choć bardzo trudne pytania: Skąd bierze się moralność? Czy jej źródeł można poszukiwać w biologii? Jaką rolę odgrywa mózg w kształtowaniu naszych postaw moralnych? Czy moralność jest czymś specyficznie ludzkim? Posługuje się przy tym badaniami naukowymi oraz ilustracjami. Moralność ma swoje źródło w neurobiologii przywiązania, opieki i kooperacji oraz opiera się na sieci oksytocyny-wazopresyny, która jest modyfikowalna. W książce omawiane są także takie zagadnienia jak neurony lustrzane, geny a zachowania, imitacja, Złota Reguła, konsekwencjonalizm i utylitaność, itd. Neuronauki wciąż rozwijają się, zakres wiedzy na ich żyznym polu z roku na rok się poszerza, zatem warto sięgnąć po "Moralność mózgu". Na polskim rynku popularnonaukowym mamy od groma książek z takich dziedzin nauk ścisłych jak astronomia, kosmologia czy mechanika kwantowa (w tym przoduje Prószyński i Spółka), natomiast doskonałe i przystępnie napisane publikacje neurobiologiczne zdarzają się rzadko. Zatem marsz do księgarni. Polecam również "Pejzaż moralny" Sama Harrisa, który przeczytałem rok temu - kolejną doskonałą książkę z poletka neurofilozofii.

"Cokolwiek sprawia, że pewne rzeczy są dobre, sprawiedliwe lub właściwe, zakorzenione jest to w naturze ludzi i współtworzonego przez nich społeczeństwa, a nie w naturze stworzonych przez nas bogów."

"Ze względu na odmienność kulturową, ludzka moralność nie stanowi jednolitego zbioru wartości. Niektóre kultury akceptują dzieciobójstwo niepełnosprawnych i niechcianych, zaś inne uznają takie praktyki za moralnie odrażające." - cytaty z książki.

Zdjęcie miesiąca. Fotografowi Lassi Rautiainenowi udało się uwiecznić przyjaźń między wilczycą a niedźwiedziem brunatnym w leśnej dziczy północnej Finlandii. Wilczyca co wieczór przychodziła do niedźwiedzia, który dzielił się z nią jedzeniem.

Zespół obcej ręki (syndrom dr. Strangelove'a) i zaburzenie BIID



























Przyczyna: uszkodzenie spoidła przedniego lub spoidła wielkiego. Jedna ręka wykonuje czynności, których wykonywania pacjent nie jest świadom. Zdarza się też, że obie ręce podejmują konkurencyjne działania (jedna zapina guziki, inna je rozpina). Jedna ręka dusi pacjenta, druga stara się ją oderwać od gardła. Pacjent może również być przekonany, że ręka jest mu obca. Nadto pacjent może żywić wobec swojej porażonej kończyny nienawiść, lęk, lekceważenie lub strach. Pamiętacie może horror "Mad Love" z 1935 roku, w którym szalony chirurg Peter Lorre przyszywa pianiście dłoń mordercy-nożownika i ta zaczyna żyć własnym życiem? Pacjenci cierpiący na zespół obcej ręki są świadomi, że ręka coś robi, ale często skarżą się, że nie mają nad nią kontroli. Innym schorzeniem zbliżonym do zespołu obcej ręki jest tzw. zaburzenie BIID (Body Integrity Identity Disorder), inaczej apotemnofilia. Pacjent twierdzi, że  kończyna 'nie jest jego częścią' i obsesyjnie myśli o jej amputacji. Wtedy szuka pomocy u chirurga lub się samookalecza, aby przyśpieszyć przyszłą amputację. Kończyna jawi mu się jako obce ciało, intruz, impostor. W 2005 roku wywiad objął 52 chorych na BIID, 9 z nich amputowało w taki czy inny sposób niechcianą kończynę. W 1998 roku chirurg bez licencji amputował w Tijuanie zdrową kończynę choremu na apotemnofilię; pacjent zmarł wkrótce po zabiegu na skutek postępującej gangreny.