Kolejna książka popularnonaukowa za mną. Jakoś w ubiegłym roku zmierzyłem się z "Higgsem: Odkrycie boskiej cząstki" brytyjskiego chemika Jima Baggotta, w której Baggott opisywał kulisy odkrycia w CERN-ie bozonu Higgsa i w przystępny sposób objaśniał zagadnienia pola Higgsa oraz Modelu Standardowego fizyki cząstek. W "Początku: Naukowej historii stworzenia" Baggott staje przed wyzwaniem jak najbardziej precyzyjnego opisania trwającej 13.8 miliarda lat historii Wszechświata. Mamy zatem dużo kosmologii, astrofizyki i fizyki cząstek (Wielki Wybuch, czyli przestrzeń, czas, energia, ekspansja Wszechświata, formowanie się oraz ewolucja gwiazd i galaktyk, powstanie zdatnej do życia Ziemi, uformowanie się Księżyca po uderzeniu planety Thea w Ziemię, itd.) oraz objętościowo nieco mniej geologii, biologii (w tym ewolucyjnej i molekularnej), paleontologii i antropologii (skład chemiczny Ziemi od jądra przez płaszcz po skorupę ziemską, dryf kontynentalny, pojawienie się na Ziemi pierwszych żywych organizmów jednokomórkowych, endosymbioza, ewolucja kodu genetycznego, złożoność organizmów i wielokomorkowść, opisy pięciu głównych masowych wymierań (permskie - 251-252 milionów lat temu wskutek aktywności wulkanicznej na Syberii czy kredowe - asteroida zmiatająca z powierzchni Ziemi dinozaury + ewentualny wulkanizm - trapy Dekanu w Indiach), wreszcie dochodzimy do naczelnych, hominidów oraz powstania człowieczeństwa i ewolucji ludzkiej świadomości). Mnóstwo naukowych faktów i teorii - momentami byłem dość oszołomiony ilością informacji zawartych w "Początku". Książka jest interdyscyplinarna i szuka odpowiedzi na wiele ważkich i doniosłych pytań dotyczących natury świata materialnego, powstania Wszechświata czy genezy ziemskiego życia. W epilogu książki Baggott wspomina o możliwości istnienia pozaziemskich inteligentnych form życia, ale traktuje ich poszukiwania w ramach programu SETI jako akt wiary.
Wciąż zachwyca mnie rozwój astronomii czy kosmologii - chyba najbardziej w kwestii odkrywania coraz to nowych egzoplanet, a tych mogą być miliardy (podobnie jak egzoksiężyców okrążających te pozasłoneczne globy). Jeszcze kilkanaście lat temu można było jedynie spekulować o istnieniu planet poza macierzystym Układem Słonecznym. A teraz codziennie są jakieś odkrywane. Kosmos jest niewyobrażalnie monstrualny. A ludzkość z kosmicznej perspektywy jawi się jako kompletnie nie znacząca, by nie rzec trywialna.
Na zdjęciu Ziemia w dniu 6 lipca 2015 roku.
http://www.nasa.gov/image-feature/nasa-captures-epic-earth-image
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą geologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą geologia. Pokaż wszystkie posty
piątek, 19 sierpnia 2016
niedziela, 1 lutego 2015
Simon Flynn "Naukowa lista przebojów" - recenzja
"Naukową listę przebojów: Wybór fascynujących faktów, anegdot i żartów ze skarbnicy nauki" chemika i filozofa Simona Flynna przeczytałem bardzo szybko, gdyż nie jest to książka dużej objętości. Sympatyczny debiut pisarski Simona Flynna stanowi niewyczerpujące kompendium ciekawostek, anegdot i historii z matematyki, fizyki, biologii, geologii czy chemii. Widać że książka została napisana dla laików, gdyż absolwenci chemii czy fizyki nie znajdą tutaj zbyt wielu nowych zagadnień. Ale muszę pochwalić niebywały czy wręcz zaraźliwy entuzjazm Autora w przytaczaniu naukowych ciekawostek, cytatów czy faktów. Czego tutaj nie ma? Omówienie Modelu Standardowego cząstek. Spór Galileusza z Kościołem Katolickim zakończony jego przymusowym aresztem. Kosmologiczny paradoks Olbersa (dlaczego w nocy niebo jest ciemne?) wyjaśniony przez Edgara Allana Poe. Teoria ewolucji Karola Darwina i jej wpływ na XIX-wieczną i XX-wieczną naukę (spór między ewolucjonistami a kreacjonistami). Eksperymenty Gregora Mendla z grochem zwyczajnym będące podwalinami genetyki. Ogólna i szczególna teoria względności Alberta Einsteina. Rozpad promieniotwórczy przedstawiony na podstawie uranu. Omówienie logarytmicznej skali Richtera. Eksperyment myślowy dotyczący słynnego Kota Schrödingera. Liczba Pi oraz ciąg liczb Fibonacciego i jego własności. Efekt Mpemby, czyli zjawisko polegające na szybszym zamarzaniu wody cieplejszej od zimniejszej w określonych warunkach. Można by poszczególne zagadnienia i anegdoty z nimi związane wymieniać długo, ale mija się to z celem. Nie ukrywam, że książce Flynna przydałoby się większe uporządkowanie, lecz nie jest to jej znacząca wada. Niektóre żarty przytoczone w "Naukowej liście przebojów" są autentycznie śmieszne na przykład studencka odpowiedź na pytanie: czy biblijne Piekło jest egzotermiczne (oddaje ciepło) czy endotermiczne (pochłania ciepło)? Wśród wielkich naukowców według krajów dwukrotnie wymieniony zostaje wulkanolog Haroun Tazieff, co mnie akurat bardzo cieszy. Ogromy plus także za przytoczenie przez Simona Flynna kilku poematów związanych z naukami ścisłymi np. "List Caroline Herschel" Siv Cedering. Z przyjemnością jeszcze kiedyś powrócę do tej książki, gdyż odebrałem ją bardzo pozytywnie.
Na zdjęciach niestabilny izotop uranu-235 oraz poemat Percy Bysshe Shelleya "Ozymandias" (tłumaczenie Adama Asnyka poniżej).
"Podróżnik, wracający z starożytnej ziemi,
Rzekł do mnie: "Nóg olbrzymich z głazu dwoje sterczy
Wśród puszczy bez tułowia. W pobliżu za niemi
Tonie w piasku strzaskana twarz. Jej wzrok szyderczy,
Zacięte usta, wyraz zimnego rozkazu
Świadczą, iż rzeźbiarz dobrze na tej bryle głazu
Odtworzył skryte żądze, co, choć w poniewierce
Przetrwały rękę mistrza i mocarza serce.
A na podstawie napis dochował się cało:
"Ja jestem Ozymandias, król królów. Mocarze!
Patrzcie na moje dzieła i przed moją chwałą
Gińcie z rozpaczy!" Więcej nic już nie zostało
Gdzie stąpić, gruz bezkształtny oczom się ukaże
I piaski bielejące w pustyni obszarze."
Na zdjęciach niestabilny izotop uranu-235 oraz poemat Percy Bysshe Shelleya "Ozymandias" (tłumaczenie Adama Asnyka poniżej).
"Podróżnik, wracający z starożytnej ziemi,
Rzekł do mnie: "Nóg olbrzymich z głazu dwoje sterczy
Wśród puszczy bez tułowia. W pobliżu za niemi
Tonie w piasku strzaskana twarz. Jej wzrok szyderczy,
Zacięte usta, wyraz zimnego rozkazu
Świadczą, iż rzeźbiarz dobrze na tej bryle głazu
Odtworzył skryte żądze, co, choć w poniewierce
Przetrwały rękę mistrza i mocarza serce.
A na podstawie napis dochował się cało:
"Ja jestem Ozymandias, król królów. Mocarze!
Patrzcie na moje dzieła i przed moją chwałą
Gińcie z rozpaczy!" Więcej nic już nie zostało
Gdzie stąpić, gruz bezkształtny oczom się ukaże
I piaski bielejące w pustyni obszarze."
wtorek, 27 stycznia 2015
Bliskie spotkanie z 2004 BL86
26 stycznia 2015 roku obok Ziemi bezpiecznie przeleciała asteroida 2004 BL86. Najbliżej Ziemi znajdowała się w odległości 1.2 miliona kilometrów o godzinie 8.19 czasu PST. Szybko okazało się, że odkryta 30 stycznia 2004 roku asteroida 2004 BL86 o szerokości 325 metrów posiada orbitujący wokół niej mały księżyc o szerokości 70 metrów. Do kolejnego tak bliskiego przelotu (poznanej) asteroidy nad Ziemią dojdzie dopiero w roku 2027, gdy do Ziemi zbliży się 1999 AN10. NASA starannie monitoruje wszystkie Obiekty Bliskie Ziemi (tzw. NEOs). O tym jak groźne potrafią być asteroidy niech świadczy przykryty osadami krater Chicxulub na półwyspie Jukatan w Meksyku. Jak wiadomo uderzenie tego obiektu o szacowanej średnicy 10 do 20 km mogło przyczynić się do wymierania dinozaurów pod koniec kredy. Może nie tyle samo uderzenie, co jego skutki. Miliardy ton pyłu wyrzuconego do atmosfery przez okres kilku lat przesłoniło Słońce, co doprowadziło do globalnego ochłodzenia, zaniku wegetacji roślin i w konsekwencji wymarcia dinozaurów, amonitów, belemnitów i większości gatunków otwornic. Oczywiście do owego wymierania mogło się też przyczynić uderzenie innych bolidów z granicy kredy i paleogenu, a także powódź bazaltu na płaskowyżu Dekan w Indiach (potężne wylewy lawy bazaltowej około 66 milionów lat temu) formująca tzw. trapy (pokrywy lawowe) Dekanu.
Nadal nie mogę się nadziwić jak wiele szczęścia ma ludzkość. Do tej pory katastrofy naturalne, których doświadczamy co pewien czas mają charakter raczej ściśle zlokalizowany, niż globalny.
sobota, 17 stycznia 2015
Robert M. Hazen "Historia Ziemi: od gwiezdnego pyłu do żyjącej planety" - recenzja
Nasza planeta Ziemia jest zachwycająca. Profesor nauk o Ziemi Robert M. Hazen w książce "Historia Ziemi: od gwiezdnego pyłu do żyjącej planety" w przystępny sposób omawia ko-ewolucję geosfery i biosfery, która kształtowała Ziemię przez miliardy lat od momentu jej powstania (4.567 miliardów lat temu), choć Hazen cofa się jeszcze dalej - do momentu Wielkiego Wybuchu 13.7 miliardów lat temu. Więc najpierw mamy Wielki Wybuch z którego naśmiewają się zindoktrynowani kreacjoniści, wreszcie Ziemia formuje się z gwiezdnego pyłu (akrecja planetozymali), potem mamy wiek niemowlęcy Ziemi charakteryzujący się powstaniem Księżyca i wielkim bombardowaniem, pierwszą skorupę bazaltową, powstanie oceanów, pierwszą skorupę granitową, pojawienie się pierwotnych jednokomórkowców, Wielkie Utlenianie i fotosyntezę, mineralną rewolucję, Ziemię jako śnieżną kulę, czyli przeplatające się wzajemnie epizody globalnego ochłodzenia i ocieplenia, wreszcie wykształcenie się ziemskiej biosfery i powstanie złożonego życia. Hazena jako mineraloga interesuje zwłaszcza formowanie się minerałów w trakcie eonów istnienia Ziemi.
Jako osoba zainteresowana geologią (a szczególnie wulkanologią) z przyjemnością przeczytałem "Historię Ziemi: od gwiezdnego pyłu do żyjącej planety" i chętnie zarekomendował bym niniejszą książkę osobom, które chcą poznać obfitującą w przysłowiowe 'wzloty i upadki' historię Ziemi. Hazen z wprawą sięga po rozmaite informacje z geologii, geofizyki, mineralogii, astrobiologii, astronomii i kosmologii podając je czytelnikowi w klarowny i przejrzysty sposób. Przykładowo opisując powstanie Księżyca omawia trzy teorie: koformacji, przechwycenia i rozszczepienia, które to współistniały ze sobą jeszcze przed księżycowymi misjami Apollo. Świadectwo skał księżycowych dało asumpt do obalenia każdej z nich i zaakceptowania teorii impaktu (wielka Thea uderza w jeszcze większą Ziemię). Swoją drogą gdybym jakimś cudem wszedł w posiadanie skał księżycowych i je potem odsprzedał byłbym teraz zamożnym człowiekiem. I stać by mnie było, by odbyć podróż dookoła świata. Hazen omawia też bazalt i granit - bazalt powszechny nie tylko na ziemskim oceanicznym dnie, ale też na Księżycu, Merkurym, Wenus i Marsie. Ale to granit formuje kontynenty. Granit, który powstaje w wyniku krystalizowania się wolno stygnącej magmy wulkanicznej. Bez uformowania się skorupy granitowej Ziemia byłaby wodnym światem z zaledwie kilkoma archipelagami wulkanicznymi np. Hawajami. W ostatnim rozdziale Hazen zastanawia się jaka przyszłość czeka Ziemię. Ano niewesoła. Słońce za 5 miliardów lat stanie się czerwonym olbrzymem, który albo pochłonie Ziemię albo sprawi, że nasza planeta stanie się martwą bryłą żużlu. Ale o to nie muszę się martwić, gdyż wówczas nie pozostanie po mnie absolutnie żaden ślad.
A ludzkość? Nawet jeśli nadejdzie nasza nagła i całkowita zagłada (np. wskutek erupcji superwulkanu, powodzi bazaltu czy uderzenia asteroidy) życie w takiej czy innej postaci odrodzi się na Ziemi. Tak jak miało to miejsce chociażby po kolosalnym wymieraniu na granicy permu i triasu wskutek megaerupcji na Syberii około 251-250 milionów lat temu. Na zdjęciach stromatolity z Shark Bay (Zachodnia Australia) oraz skała księżycowa.
Jako osoba zainteresowana geologią (a szczególnie wulkanologią) z przyjemnością przeczytałem "Historię Ziemi: od gwiezdnego pyłu do żyjącej planety" i chętnie zarekomendował bym niniejszą książkę osobom, które chcą poznać obfitującą w przysłowiowe 'wzloty i upadki' historię Ziemi. Hazen z wprawą sięga po rozmaite informacje z geologii, geofizyki, mineralogii, astrobiologii, astronomii i kosmologii podając je czytelnikowi w klarowny i przejrzysty sposób. Przykładowo opisując powstanie Księżyca omawia trzy teorie: koformacji, przechwycenia i rozszczepienia, które to współistniały ze sobą jeszcze przed księżycowymi misjami Apollo. Świadectwo skał księżycowych dało asumpt do obalenia każdej z nich i zaakceptowania teorii impaktu (wielka Thea uderza w jeszcze większą Ziemię). Swoją drogą gdybym jakimś cudem wszedł w posiadanie skał księżycowych i je potem odsprzedał byłbym teraz zamożnym człowiekiem. I stać by mnie było, by odbyć podróż dookoła świata. Hazen omawia też bazalt i granit - bazalt powszechny nie tylko na ziemskim oceanicznym dnie, ale też na Księżycu, Merkurym, Wenus i Marsie. Ale to granit formuje kontynenty. Granit, który powstaje w wyniku krystalizowania się wolno stygnącej magmy wulkanicznej. Bez uformowania się skorupy granitowej Ziemia byłaby wodnym światem z zaledwie kilkoma archipelagami wulkanicznymi np. Hawajami. W ostatnim rozdziale Hazen zastanawia się jaka przyszłość czeka Ziemię. Ano niewesoła. Słońce za 5 miliardów lat stanie się czerwonym olbrzymem, który albo pochłonie Ziemię albo sprawi, że nasza planeta stanie się martwą bryłą żużlu. Ale o to nie muszę się martwić, gdyż wówczas nie pozostanie po mnie absolutnie żaden ślad.
A ludzkość? Nawet jeśli nadejdzie nasza nagła i całkowita zagłada (np. wskutek erupcji superwulkanu, powodzi bazaltu czy uderzenia asteroidy) życie w takiej czy innej postaci odrodzi się na Ziemi. Tak jak miało to miejsce chociażby po kolosalnym wymieraniu na granicy permu i triasu wskutek megaerupcji na Syberii około 251-250 milionów lat temu. Na zdjęciach stromatolity z Shark Bay (Zachodnia Australia) oraz skała księżycowa.
poniedziałek, 13 października 2014
Marcin Ryszkiewicz "Okruchy ewolucji" - recenzja
Nie będę ukrywał, że wprost pochłaniam książki popularnonaukowe. Książka "Okruchy ewolucji: Tajemnice historii naturalnej" autorstwa geologa i niestrudzonego popularyzatora nauki, wieloletniego współpracownika "Wiedzy i życie" Marcina Ryszkiewicza rzuciła mi się w oczy niemal od razu po przybyciu do mojej ulubionej księgarni. Nadto niejednokrotnie miałem okazję czytać wciągające artykuły tego naukowca we wspomnianej "WiŻ". Zanim dokonałem zakupu książki zacząłem ją kartkować przeglądając jej zawartość i rzuciły mi się w oczy szczególnie dwa rozdziały zatytułowane "Czy na naszą planetę nie spadały duże meteoryty?" oraz "Jak to możliwe, że najwyższa góra Marsa jest trzy razy wyższa niż Mount Everest?" Interesuję się geologią, a już szczególnie wulkanologią, a także impaktami meteorytów i astroblemami, zatem wiedziałem, że "Okruchy ewolucji" kupię bez wahania. Z dobrą książką mam tak samo jak z dobrą płytą kapeli metalowej. Muszę ją mieć i to jak najszybciej.
Ale "Okruchy ewolucji" to nie tylko te dwa rozdziały, jest jeszcze dwanaście innych zebranych w trzech aktach: "Ewolucji Człowieka", "Ewolucji Życia" i "Ewolucji Planetarnej". Wszystkie rozdziały m.in. "Dlaczego się starzejemy? I dlaczego umieramy?", "Do czego służą nam linie papilarne?" czy "Dlaczego ludzie są praworęczni?" napisane zostały w formie łatwo przyswajalnych esejów sięgających w głąb biologii ewolucyjnej, paleoantropologii, paleontologii, socjologii i geologii. Oczywiście większość wiedzy zawartej w "Okruchach ewolucji" dla specjalistów nie będzie niczym nowym, ale laicy na pewno dowiedzą się z książki Ryszkiewicza wielu ciekawych faktów i teorii. Dziwnym krokiem ze strony wydawnictwa DEMART było umieszczenie w książce zarówno czarnobiałych, jak i kolorowych zdjęć tej samej treści (te ostatnie znajdują się na końcu książki w ośmiostronicowej wklejce). Nie można było od razu zilustrować książki kolorowymi zdjęciami? Brak wyjustowania tekstu w poszczególnych rozdziałach książki też jest niecodziennym zabiegiem. Mnie akurat nie razi zbytnio, ale przydałaby się większa staranność w zakresie edytorskim i foto-edytorskim.
Wracając do kraterów impaktowych Ryszkiewicz w interesujący sposób opisuje wszystkie najważniejsze ziemskie astroblemy m.in. Sudbury w Kanadzie, poznański impakt w Morasku (ukłon w stronę rodzimych wielbicieli meteorytów), jukatański Chixculub czy amerykański słynny krater uderzeniowy Barringera. Zabrakło mi mimo wszystko choćby wzmianki o rosyjskich impaktach tunguskim i czelabińskim. Chcecie wiedzieć dlaczego marsjańskie wulkany tarczowe np. Olympus Mons są ponad trzykrotnie wyższe i znacznie rozleglejsze od najwyższych szczytów Himalajów czy Karakorum? Rozwiązanie tkwi w astenosferze, tektonice płyt, a także w tzw. punktach gorąca znajdujących się chociażby pod wulkanami hawajskimi. Zachęcam do czytania. A ja zabieram się powoli za "Homo sapiens. Meandry ewolucji" tego samego autora. Na zdjęciach krater impaktowy Pingualuit w kanadyjskim Quebecu (moim zdaniem jedno z najpiękniejszych miejsc na Ziemi) oraz przykład adermoglyfii (ADG, adermatoglifia, Choroba Utrudnień Imigracyjnych) - rzadkiej i słabo zbadanej choroby genetycznej skutkującej brakiem linii papilarnych i związanej z mutacją genu SMARCAD1.
Ale "Okruchy ewolucji" to nie tylko te dwa rozdziały, jest jeszcze dwanaście innych zebranych w trzech aktach: "Ewolucji Człowieka", "Ewolucji Życia" i "Ewolucji Planetarnej". Wszystkie rozdziały m.in. "Dlaczego się starzejemy? I dlaczego umieramy?", "Do czego służą nam linie papilarne?" czy "Dlaczego ludzie są praworęczni?" napisane zostały w formie łatwo przyswajalnych esejów sięgających w głąb biologii ewolucyjnej, paleoantropologii, paleontologii, socjologii i geologii. Oczywiście większość wiedzy zawartej w "Okruchach ewolucji" dla specjalistów nie będzie niczym nowym, ale laicy na pewno dowiedzą się z książki Ryszkiewicza wielu ciekawych faktów i teorii. Dziwnym krokiem ze strony wydawnictwa DEMART było umieszczenie w książce zarówno czarnobiałych, jak i kolorowych zdjęć tej samej treści (te ostatnie znajdują się na końcu książki w ośmiostronicowej wklejce). Nie można było od razu zilustrować książki kolorowymi zdjęciami? Brak wyjustowania tekstu w poszczególnych rozdziałach książki też jest niecodziennym zabiegiem. Mnie akurat nie razi zbytnio, ale przydałaby się większa staranność w zakresie edytorskim i foto-edytorskim.
Wracając do kraterów impaktowych Ryszkiewicz w interesujący sposób opisuje wszystkie najważniejsze ziemskie astroblemy m.in. Sudbury w Kanadzie, poznański impakt w Morasku (ukłon w stronę rodzimych wielbicieli meteorytów), jukatański Chixculub czy amerykański słynny krater uderzeniowy Barringera. Zabrakło mi mimo wszystko choćby wzmianki o rosyjskich impaktach tunguskim i czelabińskim. Chcecie wiedzieć dlaczego marsjańskie wulkany tarczowe np. Olympus Mons są ponad trzykrotnie wyższe i znacznie rozleglejsze od najwyższych szczytów Himalajów czy Karakorum? Rozwiązanie tkwi w astenosferze, tektonice płyt, a także w tzw. punktach gorąca znajdujących się chociażby pod wulkanami hawajskimi. Zachęcam do czytania. A ja zabieram się powoli za "Homo sapiens. Meandry ewolucji" tego samego autora. Na zdjęciach krater impaktowy Pingualuit w kanadyjskim Quebecu (moim zdaniem jedno z najpiękniejszych miejsc na Ziemi) oraz przykład adermoglyfii (ADG, adermatoglifia, Choroba Utrudnień Imigracyjnych) - rzadkiej i słabo zbadanej choroby genetycznej skutkującej brakiem linii papilarnych i związanej z mutacją genu SMARCAD1.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











