Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thrash metal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thrash metal. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 września 2024

Confess, Monument of Misanthropy, Malevolent Creation i Belphegor w 2Progi, 07.09.2024 (fotorelacja)

                                                               







W zasadzie jakoś szczególnie nie planowałem wybrać się na niniejszy koncert, ale wygrałem na niego bilet, zatem wskazane było pojawić się 7 września 2024 roku w poznańskim 2Progi, w którym obecnie (obok Minogi) odbywają się najciekawsze koncerty metalowe i alternatywne w Poznaniu. Nie zanosi się póki co na odrodzenie poznańskiego klubu u Bazyla. 5 września Malevolent Creation i Belphegor wystąpiły w warszawskim klubie Proxima mimo skąpych frekwencyjnie protestów ze strony Krucjaty Młodych, które nic nie dały i jakichś dziwnych petycji. No bo wiadomo, że zespoły pokroju Belphegor czy Malevolent Creation deprawują młodzież, gdyż 'ich muzyka jest przesiąknięta satanizmem, złem i ohydą'. Śmieszne jest to, że takie protesty odbywają się przed wydarzeniami zamkniętymi, biletowanymi, na które przychodzą osoby chętne do posłuchania metalu na żywo. Metalu, który bywa prowokacyjny, bluźnierczy, okultystyczny, sataniczny, dekadencki, nihilistyczny. Jednak sekciarskie i służalcze monoteizmy, w tym, rzecz jasna, chrześcijaństwo także potrafią być zdeprawowane, pełne fałszu i hipokryzji, przesycone złem i ukrywaną perwersją. Na szczęście w Poznaniu cyrku z protestem grupki katolickich radykałów zabrakło i można było bez przeszkód posłuchać czterech zagranicznych zespołów. 

Na początek Confess, czyli groove/thrash metal z Iranu/Norwegii. Pierwotnie zespół powstał w 2010 roku w Teheranie, ale dwaj muzycy Confess zostali tam aresztowani w 2015 roku. Zarzucono im bluźnierstwo ('treści antyreligijne, sataniczne, antyrządowe i wywiady z zakazanymi zagranicznymi rozgłośniami radiowymi'), groziła im egzekucja, ostatecznie muzycy zostali w 2019 roku skazani łącznie na 14.5 lat więzienia i chłostę. Czego oczekiwać od Iranu, kraju islamskiego zamordyzmu, w którym muzyka, metal, koncerty są zakazane, a kobiety są od lat traktowane jako podludzie? W każdym razie muzycy Confess (wokalista i basista) uciekli przez Turcję do Norwegii, gdzie uzyskali azyl, dokoptowali norweskich muzyków i dalej tworzą. Z tego też względu odebrałem groove/nu/thrash metal Confess bardzo pozytywnie, gdyż spodobała mi się determinacja i wywrotowość Irańczyków. Mam znajomą Irankę, która wciąż mieszka w Iranie i marzy o tym, aby się stamtąd wynieść. Reżimy autokratyczne i religijne tłamszą wolność jednostki, także w sferze upodobań muzycznych. Iran jest niestety tego smutnym dowodem. Koncertowo Confess mnie kupili, był ciężar, bujający groove, dobry growlujący wokal Nikana Khosravi i kilka okazji do headbangingu. Polecam odsłuch. 

https://confessband.bandcamp.com/album/revenge-at-all-costs

Austriaków z Monument of Misanthropy widziałem w 2019 roku w Bazylu, gdy supportowali Ragnarok i Immolation. Wiedeńczycy grają brutalny death metal bardziej w estetyce Dying Fetus, aborted i Devourment niż Morbid Angel czy Cannibal Corpse. Sporo w death metalu Monument of Misanthropy jest chwytliwości i groove'a. W warstwie lirycznej przewija się tematyka seryjnych morderców. Dość powiedzieć, że w 2021 roku Monument of Misanthrophy wydali album "Unterweger" dotyczący seryjnego mordercy dziesięciu kobiet Jacka Unterwegera wywodzącego się z austriackich elit. Tak czy owak, momentami brutalny death metal MoM wydawał mi się ciut monotonny, ale jeśli i tak bawiłem się na koncercie Austriaków całkiem nieźle. Ich numery takie jak 'Exceptionally Sadistic" są krótkie i kompaktowe. Poniżej odsłuch:

https://monumentofmisanthropy.bandcamp.com/album/anger-mismanagement

Cóż, przyznaję się bez bicia, że nigdy nie widziałem Malevolent Creation na żywo, jakoś nigdy nie było ku temu okazji, a gdy zaczynałem słuchać metalu w drugiej połowie lat 90tych to była to dla mnie bardzo ważna kapela. Do tej pory posiadam kilka płyt Malevolent Creation na CD np. "Warkult", "Stillborn", "In Cold Blood", "The Fine Art of Murder" czy "The Will to Kill", choć dość dawno do nich nie wracałem. Muszę niebawem zrobić sobie dzień z death metalem Malevolent Creation i trochę uzupełnić ich dyskografię, bo do tego zespołu mam duży sentyment. Z najstarszego składu Malevolent Creation pozostał tylko gitarzysta Phil Fasciana, a na wokalu od 2022 roku growluje Deron Miller. Pamiętam też jak przygnębiła mnie w lipcu 2018 roku wiadomość o śmierci wokalisty MC Bretta Hoffmana na raka prostaty. Koncertowo Amerykanie wymietli. Doskonale zagrany, precyzyjny, gniotący death metal zmuszający do częstego moshingu i headbangingu. Świetny kontakt z publicznością (muzycy np. pytali co to znaczy po polsku skandowane 'napierdalać') i mocarne brzmienie na żywo. Nie jestem pewien setlisty, ale wyłapałem np. "Alliance or War", "Dominated Resurgency", "Coronation of Our Domain", "Monster", "Homicial Rant", "Multiple Stab Wounds", "Infernal Desire", "Living in Fear", "Kill Zone", "Blood Borthers" i chyba "Eve of the Apocalypse".

Odsłuch: https://centurymedia.bandcamp.com/album/the-13th-beast-bonus-tracks-edition

I w ramach ciekawostki demo szwajcarskiego Silent Death z 1995 roku z Brettem Hoffmanem (ex-Malevolent Creation) na wokalu:

https://www.youtube.com/watch?v=plDuyuIUbkc

No i dochodzimy do sedna sprawy, czyli koncertu Austriaków z Belphegor. Odnoszę wrażenie, że trochę publiczności przyszło wyłącznie na koncert Belphegor (liczne noszone koszulki, sporo osób na merchu). Belphegor wywołuje ambiwalentne odczucia także w środowisku metalowym. Niektórzy nie trawią choćby ich albumów nagrywanych dla Nuclear Blast. Ja też mam wrażenie, że obecnie muzyka Austriaków przypomina black death Behemoth z domieszką Morbid Angel. Mnie osobiście to nie przeszkadza, ale też nie jestem jakimś wybitnym fanem Austriaków. Natomiast ten zespół budzi kontrowersje ze względu na wyrazistą sataniczno-blasfemiczną otoczkę. Jednakże prowokacja, dekadencja i nihilizm były obecne w death i black metalu od zawsze i jakieś marginalne protesty środowisk kościelnych tego nie zmienią. A polska młodzież się laicyzuje, o czym świadczy obecność wielu młodych metalowców na Belphegor (pozdrawiam dwóch młodych chłopaków stojących obok mnie na Belphegor oraz piękną dziewczynę z niebieskimi włosami - świetne tatuaże!) Sam koncert Belphegor przypominał bluźnierczą ceremonię (kadzidła, zwierzęce czaszki, dwie maczety, odwrócony krzyż na piersi postawnego wokalisty Belphegor, Helmutha). Wczorajszego wieczoru najlepszy koncert dali według mnie Amerykanie z Malevolent Creation, jednak Belphegor też mnie zaintrygował (trupi wygląd muzyków, sporo mrocznego miażdzenia w umiarkowanych tempach). Frekwencja dopisała, jak widać sporo metalowców nie pojechało na Summer Dying Loud 2024. A totalnie posępny Helmuth uśmiechnął się parę razy w trakcie koncertu Belphegor i łyknął solidną porcję whisky z butelki. 

Odsłuch: https://belphegor-austria.bandcamp.com/album/the-devils

I dla porównania starszy materiał od Belphegor:

https://belphegor-austria.bandcamp.com/album/blutsabbath-remastered-2021

https://belphegor-austria.bandcamp.com/music

Starsza fotorelacja z koncertu Belphegor w 2018 roku:

https://dtbbth.blogspot.com/2018/07/de-profundis-melechesh-i-belphegor-w.html

Następny koncert w planach: IAMX w Tamie 9 września br. Trzeba odpocząć od ciężkich brzmień i zagłębić się trochę w brzmienia gotyckie/elektroniczne. 

Zdjęcia wrzuciłem trochę nie po kolei, ale chrzanić to. Blogspot powoli robi się dość problematyczny, jeśli chodzi o wrzucanie zdjęć. 

środa, 28 lutego 2024

Atheist i Cryptopsy w 2Progi 27 lutego 2024 roku (fotorelacja)

                              






Kolejny koncert metalowy już za mną. Stwierdziłem, że raczej (choć nie jest reguła) będę się skupiał na koncertach klubowych zespołów, których do tej pory jeszcze nie widziałem na żywo. Na festiwale metalowe obecnie jeżdżę bardzo rzadko, zatem pozostają mi mniejsze gigi klubowe. W 2Progi byłem ostatnio na nowojorskich death metalowcach z Suffocation, tym razem przyszła kolej na florydzkich technicznych death metalowców z Atheist i Kanadyjczyków z Cryptopsy. Luty był u mnie miesiącem dość koncertowym, w marcu postanowiłem trochę wyluzować z koncertami, choć obecności na jednym-dwóch nie wykluczam. 

Atheist i Cryptopsy supportowały dwa mniej znane zespoły. Najpierw Almost Dead z Kalifornii, thrash groove/hardcore, zespół istnieje od 2002 roku i dorobił się kilku albumów, w tym ostatniego "Destruction Is All We Know" (2024). Rola pierwszego supportu jest trochę niewdzięczna, gdyż Almost Dead grali dla niewielu zgromadzonych metalowców. Mimo wszystko ich energiczny i intensywny koncert mógł się podobać. Wokalista ze dwa-trzy razy przechodził poza barierki i śpiewał wśród widowni, kładł się na podłodze, itp., natomiast perkusista z wprawą podrzucał pałeczkę perkusyjną.  

Odsłuch: https://innerstrengthrecords.bandcamp.com/album/almost-dead-destruction-is-all-we-know

Z kolei Węgrzy z Monastery to podobno jeden z pierwszych zespołów death metalowych z kraju obecnej dyktatury Orbana. I rzeczywiście mają choćby na koncie dwa albumy studyjne "Far from Christ" (1992) i "Postmortem Aggressive End" (1994) we wczesnych latach 90-tych. Także ich występ był całkiem solidny. Utrzymany w umiarkowanych tempach, raczej prosty death metal, z doom metalowymi zwolnieniami i thrash metalowymi przyśpieszeniami. Nigdy wcześniej nie słyszałem tego zespołu, zatem podrzucam linki do posłuchania. Warto dodać, że muzycy Monastery to dosłownie waga ciężka a la Crowbar. 

Odsłuch: https://www.youtube.com/watch?v=kOoLcdF1yYo (jakość po 20 minutach się psuje).

Na koncert Atheist czekałem szczególnie, gdyż nigdy nie miałem okazji widzieć występu Amerykanów na żywo. A obok Death i Cynic Atheist uchodzi za prekursorów amerykańskiego progresywnego death metalu z jazzującymi fragmentami. Ich albumy "Piece of Time" (1990) oraz "Unquestionable Presence" (1991) na pewno należą do kanonu progresywnego death/thrash metalu i są chyba wśród fanów ciężkiego grania najbardziej cenione. Zespołem od 1987 roku niestrudzenie kierują obecnie 55-letni wokalista Kelly Shaefer oraz perkusista Steve Flynn, zmieniają się natomiast grający z nimi muzycy. Trzeba przyznać, że wczorajszy koncert Atheist był mistrzowski, pełen energii, precyzji, polotu, znakomitych partii gitarowych, naprawdę wspaniale się oglądało gig Amerykanów. Pozostaje mi życzyć Atheist jeszcze długiego koncertowania i nagrania następcy "Jupiter" (2018). Tymczasem set-lista: "No Truth", "Mineral", "On They Slay", "Enthralled in Essence", "Your Life's Retribution", "Air", "An Incarnation's Dream", "The Formative Years", "Fire", "Water", "I Deny", "Unquestionable Presence", "Mother Man" i "Piece of Time". 

https://atheist.bandcamp.com/album/the-best-of-atheist

To był pierwszy koncert Atheist w Polsce od czasu trasy z Benediction w 1993 roku.

Na sam koniec sceną zawładnęli Kanadyjczycy z Cryptopsy i nie brali jeńców. Ultra-brutalny techniczny death metal, w którym na szczęście nie ma już nadmiernego eksperymentowania z deathcorem jak na generalnie znienawidzonym "The Unspoken King" (2012). Na co zwróciłem uwagę w trakcie huraganowego koncertu Cryptopsy? Przede wszystkim na prawie nieustający headbanging i moshing długowłosego wokalisty Matta McGachy'ego. No i oczywiście na zdumiewającą precyzję perkusisty Flo Mouniera (Vltimas, Tribes of Pazuzu). Masa ciekawych riffów, bestialski chaos, praktycznie nieustająca brutalność i intensywność. No i obowiązkowo pojawiły się piosenki z "Blasphemy Made Flesh" (1994) i "None So Vile" (1996). 

Odsłuch: https://cryptopsyofficial.bandcamp.com/album/as-gomorrah-burns

Orientacyjna setlista: "In Abeyance", "Graves of the Fathers", "Lascivious Undivine", "Crown of Horns", "Slit Your Guts", "Back to the Worms", "Detritus (The One They Kept)", "Sire of Sin", "Flayed the Swine", "Phobophile" i "Orgiastic Disembowelment". 

środa, 9 sierpnia 2023

Powerstroke i Evildead, 9 sierpnia 2023 r. w Minodze (fotorelacja)

                                              



Akurat w moje urodziny postanowiłem przejść się na jedyny w Polsce koncert weteranów crossover thrash metalu z Evildead. Zespół z Los Angeles (podobnie jak Possessed) ma na koncie jedynie trzy albumy studyjne, w tym świetnie przyjęte przez thrash maniaków "Annihilation of Civilization" (1989), "The Underworld" (1991) oraz "United States of Anarchy" (2020) plus nieliczne dema i EP-ki. Podobnie jak Possessed powrócili z trzecim albumem studyjnym po wielu latach twórczego niebytu. Ich thrash metal, choć inspirowany kinem grozy (zresztą nazwa zespołu to oczywiście tytuł kultowego i wielokrotnie oglądanego przeze mnie horroru Sama Raimiego "Martwe zło" aka "The Evil Dead" z 1981 roku, który znalazł się swego czasu na kuriozalnej brytyjskiej liście video nasties) jest także społecznie zaangażowany i ma zacięcie crossover/hardcore. Można porównać dziki thrash metal Evildead pod kątem intensywności i agresji do Vio-lence, Dark Angel, wczesnego Kreator i być może nawet Demolition Hammer, choć nie brakuje w nim chórków a la Suicidal Tendencies. Koncertowo było energicznie i intensywnie, jednakże publiczność nie dopisała (z drugiej strony czego oczekiwać w sytuacji, gdy w Poznaniu prawie dzień po dniu grają Possessed, Deicide i Evildead). 

Byłbym zapomniał o Powerstroke. Belgowie od 2010 roku grają thrash/groove metal, który na żywo brzmi całkiem w porządku. Nie jest to totalnie porywająca muzyka, ale bawiłem się na ich koncercie całkiem nieźle, choć obecnie daleko mi do częstego słuchania zespołów a la Pantera czy Machine Head (zainteresowanie groove metalem minęło mi już dawno). Jednakże Belgowie wiedzą jak rozruszać widownię - wokalista i gitarzysta regularnie schodzili ze sceny, by występować wśród publiczności.  

Setlista Evildead: "A.O.P/ The Descending", "Gone Shooting", "Napoleon Complex", "Future Shock", "Sloe Death", "Bathe in Fire" (nowy numer z 2023 r. i zapowiedź kolejnego albumu), "Blasphemy Divine", "Word of God", "The Awakening", "Process Elimination" i "Annihilation of Civilization". 

Odsłuch "The Underworld" (1991) i "United States of Anarchy" (2020):

https://www.youtube.com/watch?v=jUr-ad_rCgI

https://www.youtube.com/watch?v=bcYLFem4UoA 

poniedziałek, 7 sierpnia 2023

Cobra the Impaler i Possessed, 6 sierpnia 2023 roku w 2Progi (fotorelacja)

                                                





Znowu zdecydowałem się na pójście na koncert w ostatniej chwili, gdyż supporty jakoś zbytnio nie zachęcały mnie na weteranów thrash death metalu z Possessed. Swoją drogą nigdy nie postrzegałem Possessed Jeffa Becerry za zespół death metalowy, choć wpływ Amerykanów na kierunek death metalu był niepodważalny (obok Necrophagia, Death, Master czy wczesnej Sepultura). Stwierdziłem jednak, że odpuszczę poznański koncert Deicide 8 sierpnia i zamiast niego pójdę na Possessed (supporty przed Deicide też nie zachwycają). No dobra, słówko o supportach, które moim zdaniem mocno odbiegały stylistycznie od Possessed. Rozumiem, że młode zespoły muszą się prezentować na żywo przed scenicznymi wyjadaczami, ale ja nie obraził bym się za jakiś death, thrash death czy thrash metal przed tak znaczącą i lubianą kapelą jak Possessed.

Na początek Cobra the Impaler, chyba najlepszy ze wczorajszych supportów. Młody zespół z Belgii z jednym długograjem "Colossal Gods" (2022) na koncie. Klasyfikowany na MA jako progresywny metalcore, choć moim zdaniem bliżej Belgom do Mastodon czy Baroness niż do raczej nie lubianego przeze mnie metalcore'a. Czyli da się wychwycić w muzyce Belgów wpływy stoner metalu, sludge doom metalu i prog/thrash metalu. Koncertowo wypadli na pewno energicznie, ale nie do końca przekonuje mnie taki support przed Possessed. Kolejne dwa supporty (Matt Miller, instrumentalny death metal i Stoic Suffering, deathcore z wpływami electro) oglądałem bez większego zainteresowania czekając na występ gwiazdy wieczoru. 

Odsłuch debiutu Cobra the Impaler:

https://listenable-records.bandcamp.com/album/colossal-gods

Possessed z San Francisco to zespół ceniony w Polsce i mocno hołubiony, co było widać na wczorajszym gigu. Dużo koszulek zespołu i spory przekrój wiekowy fanów (ludzie po 40-tce i 50-tce, ale także sporo metalowej młodzieży). Possessed to zbrutalizowany thrash metal i można uznać, że nazwa death metal pochodzi od ich dema z 1984 roku. Ich dwa albumy studyjne "Seven Churches" (1985) i "Beyond the Gates" (1986) oraz EP-ka "The Eyes of Horror" (1987) to pomniki ekstremalnego thrash metalu z satanistyczną aurą i horrorową otoczką. Zespół koncertował w latach 80-tych m.in. ze Slayer, Venom, Deathrow, Megadeth czy Voivod. W 1989 roku wskutek postrzału z broni palnej w trakcie rabunku wokalista Jeff Becerra zostaje sparaliżowany i po dziś dzień porusza się na wózku inwalidzkim, choć we wrześniu 2021 roku po raz pierwszy od 30 lat udało mu się spacerować na robotycznych nogach. W 2019 roku via Nuclear Blast ukazuje się trzeci album Possessed "Revelations of Oblivion", bardzo udany, pełen agresji i gęstego gitarowego grania. Tyle skrótowej historii.

Ogromny szacunek dla Jeffa Becerra za pozbieranie się i potężną determinację, by ciągnąć Possessed dalej. Wczorajszy koncert był intensywny i mocno przekrojowy. Młyn pod sceną potężny, nie obyło się także bez stage divingu. Bawiący się obok mnie z grupą młodzieniec zgubił koszulkę zespołu i mam nadzieję, że ją znalazł. Wokale Jeffa wciąż agresywne, niepowtarzalne i nawiedzone, muzycy, którzy mu obecnie towarzyszą doskonali (fenomenalne partie gitarowe i perkusyjne, doskonałe solówki). Set-lista Possessed: "No More Room in Hell", "Damned", "Beyond the Gates", "Pentagram", "Tribulation", "The Word", "Storm in My Mind", "Shadowcult", "My Belief", "Graven", "The Exorcist", "Demon", "Fallen Angel", "Death Metal", "Dominion", "Swing the Axe" i "Burning in Hell".

"Seven Churches" (1985) do odsłuchu:

https://www.youtube.com/watch?v=XlYiVBP8JHw

poniedziałek, 27 lutego 2023

Species, Pandemic Outbreak i Frightful, 26 lutego 2023 roku (fotorelacja)

                                            




Dawno nie byłem na koncercie, na którego bilet kosztował zaledwie 30 zł. Tym razem na deskach poznańskiej Minogi zaprezentowało się trio polskich kapel thrash metalowych (Species, Pandemic Outbreak i Frightful) wydawanych przez chiński label Awakening Records. Debiutancki album Species "To Find Deliverance" (2022) usłyszałem po raz pierwszy jakoś w ubiegłym roku. Pamiętam, że wybrzmiał mi w słuchawkach w trakcie wędrówki przez las i byłem nim zachwycony. Totalnie porywający techniczny thrash metal i coś całkiem unikalnego na obecnej rodzimej scenie metalowej zdominowanej przez black metal i death metal. 

Zatem skoro nadarzyła się okazja to trzeba było zobaczyć trio warszawiaków na żywo. I muszę przyznać, że był to świetny, wyjątkowo energiczny gig. Thrash metal zaprezentowany przez Species jest mocno techniczny, zakręcony, urzekający słuchacza kosmicznym klimatem. Powinien przypaść do gustu wielbicielom Voivod, Deathrow, Atheist czy Coroner. Muzycy skupili się na odegraniu kawałków z debiutanckiego albumu, ale zaprezentowali też przynajmniej jeden nowy numer. Poleciały m.in. kawałki takie jak "Parasite", "Malfunction, "Thy Name Is Slaughter" czy "Ex Machina". Zwróciłem też uwagę na koszulki Piotra i Michała: "Noc żywych trupów" (1968) George'a A. Romero czy Goblins. Cudownie. Oddany fan horrorów i kina eksploatacji się kłania. 

Odsłuch. Koniecznie zapoznajcie się z debiutanckim albumem Species.

https://species1.bandcamp.com/album/to-find-deliverance

Pozostałe dwie kapele Pandemic Outbreak i Frightful (obie z Pomorza) grały już mniej techniczną i zniuansowaną muzykę niż Species stawiając na brutalną thrash metalową agresję z domieszką ciekawych solówek. Pandemic Outbreak nieco przypominali mi Sepulturę z czasów "Beneath the Remains" (1989) i "Arise" (1991) czy Dark Angel, czyli po prostu intensywny death thrash, natomiast w thrash metalu Frightful więcej było black metalowych naleciałości (wczesny Kreator, melodyjność Dissection). Dopiero będę musiał się zapoznać się z albumami obu tych zespołów z Gdańska, ale koncertowo mi się podobało. 

Odsłuch Frightful i Pandemic Outbreak. 

https://awakeningrecordscn.bandcamp.com/album/spectral-creator 

https://awakeningrecordscn.bandcamp.com/album/skulls-beneath-the-cross

Na koniec mała dygresja odnośnie ceny biletu. Zdaje sobie sprawę, że czasy tanich koncertów z wielu względów minęły bezpowrotnie, jednakże jak widać nadal organizowane są podziemne gigi młodych zespołów, gdzie za bilet wyda się równowartość powiedzmy dwóch piw zamówionych w barze. Można? Można. Osobiście zrezygnowałem całkowicie z chodzenia na koncerty stadionowe wielu gwiazd właśnie ze względu na przesadzone ceny biletów.  Bilety na koncerty klubowe zagranicznych wykonawców też podrożały, ale nie aż tak znacznie. No cóż, w 2003 roku na koncert Marilyna Mansona w poznańskiej Arenie dałem 90 zł, a za występ Nine Inch Nails w 2009 roku na poznańskich targach 95 zł. Dlatego też zachęcam do chodzenia na koncerty mniej znanych rodzimych zespołów.

W marcu też chciałbym pójść na przynajmniej 3-4 różnorodne koncerty, ale zobaczymy czy się uda.

piątek, 7 grudnia 2018

Vorbid, Obliteration i Aura Noir w Bazylu 5 grudnia 2018 roku (fotorelacja)



















Przedwczoraj wybrałem się na jedyny w Polsce koncert Vorbid, Obliteration i Aura Noir w poznańskim Bazylu. Wcześniej miałem przyjemność uczestniczyć w dwóch innych koncertach w Poznaniu, a mianowicie Antimatter (melancholijny progresywny rock Micka Mossa, zespół, który bardzo lubię) oraz Zola Jesus (mroczna i melancholijna elektronika, ostatnia płyta tej młodej artystki "Okovi" bardzo mnie zachwyciła) - jednak z powodu braku czasu i być może chęci ich tutaj nie opisałem. W grudniu miałem zaplanowanych kilka koncertów m.in. funeral doomowego Bell Witch we Wrocławiu (7 XII), ale z powodu braku wolnego nie uda mi się w nich uczestniczyć. Głód koncertowy nie pozwolił mi jednak zignorować koncertu Vorbid, Obliteration i Aura Noir, który odbył się 5 grudnia w poznańskim Bazylu.

Frekwencja dość przeciętna, to nie zazwyczaj wyprzedane koncerty Cannibal Corpse, Behemoth czy Watain. Tak czy owak preferuję koncerty klubowe od dużych festiwali, gdyż jako introwertyk nie przepadam za dużymi zbiorowiskami ludzi. Vorbid (Norwegia) poszedł na pierwszy ogień - młoda i obiecująca kapela thrash metalowa z Arendal. Thrash metalu słucham obecnie bardzo rzadko, generalnie ostatnio nie rezygnując jednak całkowicie z ciężkich brzmień coraz śmielej zagłębiam się w post-punk, rock gotycki czy darkwave, ale w thrash metalu Vorbid sporo jest ciekawych progresywnych smaczków, kompozycje takie jak np. "Zombie" są rozbudowane i ogromnie urozmaicone. Nie ma tutaj miejsca na monotonię. Dużo długich i porywających solówek, generalnie thrash metalu Vorbid słucha się z przyjemnością, choć nie do końca przekonały mnie wysokie i przenikliwe wokale Michaela Eriksena.

https://vorbid.bandcamp.com/

Na Obliteration czekałem chyba najbardziej, bo to wspaniały zepsuty do szpiku kości retro death metal, z którego emanuje mrok i ohyda. Mamy nieodpartą skłonność do szufladkowania i kategoryzowania, zatem powtórzę za znajomym: death metalowy debiut Darkthrone "Soulside Journey" (1991) oraz Autopsy "Mental Funeral" (1991) to dobre odnośniki. I rzeczywiście w death metalu Obliteration bardzo dużo jest złowieszczej atmosfery, jadu, żółci i odoru grobu. W trakcie intensywnego i porywającego koncertu Norwegów trudno było nie zwrócić uwagi na selektywne i mocne brzmienie - dźwiękowiec spisał się na medal. Set-lista następująca: "Cenotaph Obscure" z najnowszego albumu Obliteration pod tym samym tytułem, który zakupiłem na CD, "Nekropsalms Evoke the Frozen Age", "Tumulus of Ancient Bones", "Detestation Ride", instrumentalny "Orb", "Goat Skull Crown" (z "Black Death Horizon" z 2013 roku ten jeden numer), "Exterminate" oraz "Charnel Plains". Czyli generalnie set-lista oparta na "Cenotaph Obscure" (2018).

https://obliterationorway.bandcamp.com/album/cenotaph-obscure

Brzydki i agresywny black thrash Norwegów z Aura Noir lubię, choć w takiej stylistyce obracam się bardzo sporadycznie (choć ostatnio wzięło mnie na odsłuch "Fields of Rot" Nocturnal Breed). I to właśnie dostałem na koncercie 'najbrzydszego zespołu na świecie' (the ugliest band in the world). Czysty i nierozwodniony "Black Thrash Attack". Mroczny i brudny, z konkretną dawką punkowej zadziorności. Aura Noir to weterani black thrash metalu i cieszy fakt że kapela od wielu lat robi swoje i nie zmienia się praktycznie wcale, co też udowadnia ich ostatni album "Aura Noire" (2018). Wspaniałe demoniczne wokale Aggressora, a na perkusji wymiatał Kristian Valbo z Obliteration. Na poprzednim koncercie Aura Noir 25 maja 2017 roku w Bazylu nie byłem (jako suporty zagrały wówczas Kurhan, Voidhanger i Occvlta), więc tym razem nadrobiłem zaległości. Wychodzę z założenia że warto zobaczyć choć raz w życiu koncerty kapel, które znamy i cenimy, gdyż być może każdy taki koncert to ostatnia okazja, by zobaczyć dany band na żywo. Muzycy też nie są wieczni tak jak odbiorcy ich sztuki.

https://auranoir.bandcamp.com/album/aura-noire