Pokazywanie postów oznaczonych etykietą folk metal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą folk metal. Pokaż wszystkie posty
piątek, 17 lutego 2017
Hegemone, Transceatla i Dordeduh w Bazylu, 16.02.2017 (fotorelacja)
Wybrałem się na kolejny koncert do Bazyla. Koncerty metalowe wciąż mnie przyciągają, choć czasu na regularne słuchanie muzyki mam coraz mniej i mniej. Chciałem zobaczyć Dordeduh - zespół będący owocem schizmy z 2009 roku pomiędzy Negru a Hupogrammosem i Solem Faurem z Negură Bunget. Obecna kondycja Negură Bunget pozostawia wiele do życzenia, choć nie słyszałem nawet jeszcze ich ostatniego albumu "Zi" (2016). Hupogrammos i Sol Faur po rozstaniu z Negru uformowali Dordeduh i nagrali dwa wyśmienite folkowo-progresywno-black metalowe materiały "Valea omului" (2010) oraz długograj "Dar de duh" (2012)- o niebo lepsze od ostatnich dokonań Negura Bunget. W dodatku Hupogrammos i Sol Faur mają jeszcze świetny psychodeliczno post-rockowy projekt Sunset in the 12th House, którego debiutanckiego albumu "Mozaic" (2015) słucha się z wielką przyjemnością. Do tego dochodzi jeszcze progresywno metalowa Transceatla, która dopiero co ma wydać debiutancki materiał. Jednak wczorajszy wieczór U Bazyla rozpoczął się koncertem lokalnego zespołu Hegemone prezentującego interesującą fuzję sludge metalu, post-rocka i black metalu. I choć ich koncert obejrzałem jedynie fragmentarycznie w paru momentach poczułem potęgę i trans tych intensywnych dźwięków.
Żałowałem że merch w trakcie koncertu był ubogi, gdyż chciałem sobie zakupić na CD materiały Dordeduh bądź Sunset in the 12th House. Niestety wszystkie płyty zostały sprzedane w trakcie trasy, pozostały jedynie koszulki. Tak czy owak progresywno-psychodeliczny black metal Transceatla (znakomity zamykający koncert kawałek "Cosmic Fingerprints" - kosmiczne odciski palców!) oraz atmosferyczny folkowy black metal Dordeduh po prostu urzekły mnie na żywo. To w Dordeduh jest obecnie więcej Negură Bunget niż w zespole Negru. Wspaniałe atmosferyczne folkowe intra, doskonałe lawirowanie pomiędzy wolnym a szybkim tempem, spirytualne czyste wokale i black metalowy jad, wreszcie owa wspaniała ethno-folkowa atmosfera utkana przez partie perkusji, cymbały, analogowe syntezatory i długie instrumenty dęte. Podoba mi się to że zarówno muzyka Transceatla, jak i Dordeduh jest eklektyczną (i co istotne - bardzo spójną) mieszaniną wielu stylów, która potrafi zniewolić słuchacza. Żal że na koncert takich wykonawców przychodzi jedynie około 50 osób. Trochę to dziwne że przyszły koncert Einara Selvika z Wardruny (4 marca, Blue Note) cieszy się olbrzymim zainteresowaniem i zostaje wyprzedany, a w trakcie występów Transceatla czy Dordeduh są pustki pod sceną. Przecież muzyka tych wykonawców wcale nie odbiega jakością od twórczości Wardruny (choć rzecz jasna jest bardziej brutalna). Mniejsza z tym. Hupogrammos trzykrotnie dziękował za obecność wszystkim tym co wczoraj pojawili się w Bazylu. Absolutnie nie żałuję że przyszedłem na ten skromny pod kątem frekwencji koncert.
Krótkie nagrania z koncertu:
https://www.youtube.com/watch?v=DIXLg2-kZlI
https://www.youtube.com/watch?v=2snopeEATXQ
poniedziałek, 30 stycznia 2017
Ragehammer, Thy Worshiper i Christ Agony u Bazyla, 29.01.2017 roku (fotorelacja)
W tym roku postanowiłem ograniczyć z przyczyn finansowych moje uczestnictwo w koncertach metalowych. Oczywiście wciąż jest kilka koncertów przewidzianych na 2017 rok, które chciałbym zobaczyć np. któryś z polskiej trasy Triptykon, ale zobaczymy czy się uda. W każdym razie wczoraj stawiłem się u Bazyla w Poznaniu, by zobaczyć Ragehammer, Thy Worshiper i Christ Agony na żywo. Na temat tego już minionego gigu nie mam zamiaru się rozpisywać, choć bawiłem się na nim całkiem przyjemnie. Zawsze miło jest też zobaczyć znajome twarze - z osobami z którymi łączą nas wspólne muzyczne (ale też i pozamuzyczne zainteresowania) warto utrzymywać kontakt.
1) Ragehammer - mocne, wściekłe i bezkompromisowe black thrashowe pierdolnięcie z Krakowa. Ragehammer w ubiegłym roku wydali ostrą jak lśniąca brzytwa płytkę "The Hammer Doctrine", która stopniem natężenia jadu dorównuje takim kapelom jak Voidhanger. Na wokalu Tymek Jędrzejczyk, który na scenie zamienia się w zawadiakę i szaleńca. Black thrash Ragehammer to muzyka pierońsko intensywna i dzika, pełna fantastycznej energii, która powinna skłaniać ludzi do 'przemocy' pod sceną. Tak jednak nie było, poznańska publika okazała się całkiem niemrawa na co nie omieszkał zwrócić uwagi Tymek. Dopiero po 3-4 kawałkach Rafehammer coś zaczęło się dziać pod sceną. Będę w końcu musiał się zapoznać z Them Pulp Criminals Tymka.
2) Thy Worshiper - Choć to co gra Thy Worshiper z Dublina nie wszystkim przypada do gustu (np. mój znajomy z Poznania nie mógł zdzierżyć ich wczorajszego koncertu) muszę przyznać że pogański folk/black metal tej kapeli ujmuje mnie swą oryginalnością i nietuzinkowością. To nie jest muzyka przy której ma miejsce intensywne pogo pod sceną. To są dźwięki szamańskie, oniryczne, tajemnicze, przesycone niepokojącą aurą, która oblepia słuchacza niczym solidna pajęczyna. W zespole doszło do małej zmiany na stanowisku wokalistki: ze składu odeszła Anna Malarz, a zastąpiła ją Monika Lubas. Miło było zobaczyć Thy "Klechdy" Worshiper po raz kolejny na żywo.
3) Christ Agony - Ilekroć widzę weteranów melodyjnego black metalu Christ Agony na scenie to nie mogę się nadziwić czemu ta istniejąca od 1990 roku olsztyńska kapela nie odniosła większego sukcesu za granicą. Grają już tak długo, a kiedy powstawali ja nawet nie słuchałem metalu (co nie dziwi, bo byłem wtedy smarkaczem). Ciężkie dźwięki odkryłem dopiero (a może już) w 1995 roku i nadal pozostaję im wierny, choć wciąż daleko mi do ludzi, którzy są istnymi fanatykami podziemia (mam też inne zainteresowania). Na koncerty metalowe chodzę jednak chętnie, gdyż czuję specyficzną więź z metalową subkulturą. To najpierw metal ukształtował moją niechęć do wszelkich zorganizowanych religii, dopiero potem przyszły nauki ścisłe i przyrodnicze. Wracając jednak do koncertu CA Cezarego Augustynowicza publika przyjęła ten zasłużony dla rodzimej sceny metalowej zespół bardzo dobrze. Kapela skupiła się na promocji najnowszego krążka "Legacy" (2016), z którego zagrała m.in. numer tytułowy. Dokładnej set-listy CA nie pamiętam, ale wczoraj usłyszałem m.in. "Devilish Sad", "Paganhorns" "Mephistospell", "Moonlight", "Prophetical" i "Sadness Of Immortality". Z powodu braku kasy nowej płyty CA nie kupiłem, ale może kiedyś nadrobię tą zaległość.
1) Ragehammer - mocne, wściekłe i bezkompromisowe black thrashowe pierdolnięcie z Krakowa. Ragehammer w ubiegłym roku wydali ostrą jak lśniąca brzytwa płytkę "The Hammer Doctrine", która stopniem natężenia jadu dorównuje takim kapelom jak Voidhanger. Na wokalu Tymek Jędrzejczyk, który na scenie zamienia się w zawadiakę i szaleńca. Black thrash Ragehammer to muzyka pierońsko intensywna i dzika, pełna fantastycznej energii, która powinna skłaniać ludzi do 'przemocy' pod sceną. Tak jednak nie było, poznańska publika okazała się całkiem niemrawa na co nie omieszkał zwrócić uwagi Tymek. Dopiero po 3-4 kawałkach Rafehammer coś zaczęło się dziać pod sceną. Będę w końcu musiał się zapoznać z Them Pulp Criminals Tymka.
2) Thy Worshiper - Choć to co gra Thy Worshiper z Dublina nie wszystkim przypada do gustu (np. mój znajomy z Poznania nie mógł zdzierżyć ich wczorajszego koncertu) muszę przyznać że pogański folk/black metal tej kapeli ujmuje mnie swą oryginalnością i nietuzinkowością. To nie jest muzyka przy której ma miejsce intensywne pogo pod sceną. To są dźwięki szamańskie, oniryczne, tajemnicze, przesycone niepokojącą aurą, która oblepia słuchacza niczym solidna pajęczyna. W zespole doszło do małej zmiany na stanowisku wokalistki: ze składu odeszła Anna Malarz, a zastąpiła ją Monika Lubas. Miło było zobaczyć Thy "Klechdy" Worshiper po raz kolejny na żywo.
3) Christ Agony - Ilekroć widzę weteranów melodyjnego black metalu Christ Agony na scenie to nie mogę się nadziwić czemu ta istniejąca od 1990 roku olsztyńska kapela nie odniosła większego sukcesu za granicą. Grają już tak długo, a kiedy powstawali ja nawet nie słuchałem metalu (co nie dziwi, bo byłem wtedy smarkaczem). Ciężkie dźwięki odkryłem dopiero (a może już) w 1995 roku i nadal pozostaję im wierny, choć wciąż daleko mi do ludzi, którzy są istnymi fanatykami podziemia (mam też inne zainteresowania). Na koncerty metalowe chodzę jednak chętnie, gdyż czuję specyficzną więź z metalową subkulturą. To najpierw metal ukształtował moją niechęć do wszelkich zorganizowanych religii, dopiero potem przyszły nauki ścisłe i przyrodnicze. Wracając jednak do koncertu CA Cezarego Augustynowicza publika przyjęła ten zasłużony dla rodzimej sceny metalowej zespół bardzo dobrze. Kapela skupiła się na promocji najnowszego krążka "Legacy" (2016), z którego zagrała m.in. numer tytułowy. Dokładnej set-listy CA nie pamiętam, ale wczoraj usłyszałem m.in. "Devilish Sad", "Paganhorns" "Mephistospell", "Moonlight", "Prophetical" i "Sadness Of Immortality". Z powodu braku kasy nowej płyty CA nie kupiłem, ale może kiedyś nadrobię tą zaległość.
czwartek, 26 maja 2016
Thy Worshiper "Klechdy" (2016) - recenzja
Kolejny materiał od Thy Worshiper i od razu muszę zaznaczyć że nie byle jaki. "Klechdy" to bowiem wydawnictwo dwupłytowe zawierające blisko 80 minut znakomitej muzyki. Solidna długość, której nie powstydziłby się jakaś kapela funeral doom metalowa. Zaintrygował mnie już sam tytuł tego albumu, bo czymże są klechdy? Ano klechdy to ludowe podania, opowieści przekazywane z ust do ust, które mogą dotyczyć jezior, gór, rzek, miast czy zamków wyjaśniając ich pochodzenie czy nazewnictwo. W klechdach elementy realistyczne są wymieszane z fantastyką, baśniowością. Generalnie im więcej słucham muzyki Thy Worshiper tym coraz bardziej mnie ona wciąga wielowymiarowością dźwięków, specyficzną lekko schorowaną ludowością. Bardzo podobają mi się kompleksowe partie bębnów na najnowszym długograju (jakże adekwatne określenie!) Thy Worshiper: galopujące, szamańskie, perfekcyjne. Wokale Marcina Gąsiorowskiego znakomicie koegzystują ze śpiewem Anny Malarz, choć w trakcie wsłuchiwania się w "Klechdy" odniosłem wrażenie że na tym krążku Anna wiedzie prym, jeśli chodzi o śpiewanie. Zresztą bardzo charakterystycznym elementem folkowego black metalu Thy Worshiper są różnorodne style wokalne: black metalowe krzyki, chorały, szepty, hipnotyzujące zaśpiewy. Kompleksowość "Klechd" potrafi zaskoczyć słuchacza, wprawić go w zdumienie i zachwyt. Podobnie bogactwo instrumentarium i to w jaki sposób muzycy scalają ową feerię dźwięków w fantastycznie spójną całość. Kiedy trzeba Thy Worshiper potrafi pokazać kły i pazury np. w "Dziadach", "Anielskim orszaku" czy wyjątkowo dosadnej "Marzannie", lecz na płycie sporo jest także spokojniejszych fragmentów, które wpadają w ucho i wprawiają w słuchacza w stan muzycznego upojenia. W trakcie obcowania z "Klechdami" warto poświęcić tej muzyce jak najwięcej uwagi, stopniowo odkrywać wszystkie jej niuanse i smaczki. Szczególnie miłośnikom Wardruna czy Negura Bunget "Klechdy" powinny się spodobać... chociaż nawet słuchacze zbytnio nie zaznajomieni z pagan metalem powinni docenić przepych i nietuzinkowość tych dźwięków. Jestem niezmiernie ciekaw jak niektóre z tych piosenek zabrzmią na żywo. I czy Thy Worshiper w przyszłości stanie się jeszcze bardziej nieprzewidywalny, obłędny i eteryczny?
"Klechdy" ukazały się w białostockiej Arachnophobia Records wczoraj.
Płyta do odsłuchu poniżej:
https://thyworshiper.bandcamp.com/
niedziela, 3 stycznia 2016
Satarial w Bazylu 2 stycznia 2016 (fotorelacja)
Obiecywałem sobie że w 2016 roku rzadziej będę chodził na koncerty. Nie dotrzymałem jednak słowa... rosyjską scenę metalową znam słabo, ale cenię tamtejszy funeral doom np. Comatose Vigil czy Abstract Spirit. Obiła mi się o uszy także nazwa Korrozia Metalla - speed/thrash metalowej kapeli w Rosji wprost legendarnej. Speed thrash metalowej przynajmniej w latach 80-tych i na początku 90-tych. Satarial z Rosji również uchodzi za zespół znany i do tego skandalizujący. Znany na pewno w Rosji, ja szczerze mówiąc usłyszałem ich muzykę po raz pierwszy przed kilkoma dniami przeglądając ich stare nagrania koncertowe.
Nie spodziewałem się zatem w Bazylu dużej frekwencji i się nie pomyliłem, gdyż na koncert Satarial przyszła ledwie garstka ludzi. Jako support wystąpił tymczasowy duet Advin Moth z Petersburga mający grać electro industrial metal. W skład zespołu wchodzi więcej muzyków - nie mam pojęcia dlaczego zagrali bez pełnego składu. Krótko - ich muzyka do mnie nie przemówiła. Wokalista co prawda tłumaczył się że z jakichś powodów grają tylko na jedną gitarę i nie będzie to brzmiało metalowo, ale podejrzewam że ich muzyka z dwoma (czy więcej gitarami) wcale nie brzmi lepiej. Niemniej posłucham w stosownej chwili. Zabrakło mi w tym agresji, zadziorności - Advin Moth ze swoimi tanecznymi gothic industrialnymi dźwiękami bardziej celuje w publikę Wave Gothic Treffen czy Castle Party niż w fanów ciężkiego grania. Osobiście lubię rozmaite ambient black metalowe czy industrial black metalowe twory. Zespoły i projekty takie jak Darkspace, Mysticum, Thorns, The Axis of Perdition, Diabolicum, Aborym, Paysage d'Hiver czy ostatnio Akhlys goszczą w moim muzycznym repertuarze nader często, lecz tutaj po prostu nie chwyciło. Raczej nie moja bajka.
Elementy elektroniki i industrialu pojawiają się także w muzyce Satarial. W ogóle Satarial to dziwny twór - dość intrygująca, acz mało skomplikowana mieszanina black metalu, industrialu, gotyckiego rocka i pogańskiego folka. Kapela rzekomo zaczęła już funkcjonować w Moskwie od 1989 roku jako Ad Maiorum Satan Glorium, a w 1993 roku przybrała nazwę Satarial. Lider zespołu Lord Seth pojawił się zresztą w tandetnym reportażu o rosyjskich satanistach, który miałem wątpliwą przyjemność obejrzeć już po koncercie. Dochodzimy zatem do sedna sprawy, czyli obrazoburczych i skandalizujących koncertów z których Satarial słynie. I rzeczywiście wczorajszy gig Satarial przypominał lekko perwersyjny spektakl teatralny, a może lepiej rytuał czarnej magii: pentagramy, woń kadzideł, świece i erotyka. Ten ostatni aspekt jest w występach Satarial dość mocno uwypuklony. Tym razem metalowej trupie Satarial towarzyszyła tylko jedna tancerka Lolita, która od czasu do czasu w przerwach między ekstatycznymi tańcami zadęła w norweski róg. To na niej spoczywały popisowe numery z wczorajszego wieczoru: ze świecą, fajerwerkiem (w tych dwóch momentach pomogła jej perkusistka zespołu), snopy iskier ze szlifierki, dźganie laleczki voodoo, częstowanie widowni winem z 'kielicha' bezbożnej wiedźmy czy paradowanie nago po scenie. Nie mam pojęcia jaka była set-lista, ale na pewno Lord Seth skupił się na odgrywaniu kompozycji z ostatniego albumu Satarial "Lunar Cross" (2014). I choć muzyka zespołu z Moskwy może wydawać się nieco jednostajna i toporna, ale na żywo zabrzmiała całkiem w porządku. Nie był to może koncert po którym zbierałem szczękę z podłogi, ale ze względu na otoczkę zapamiętam go na długo. Satarial został przyjęty dość ciepło przez nieliczną poznańską widownię, dzisiaj będą podbijać Wrocław.
Nie spodziewałem się zatem w Bazylu dużej frekwencji i się nie pomyliłem, gdyż na koncert Satarial przyszła ledwie garstka ludzi. Jako support wystąpił tymczasowy duet Advin Moth z Petersburga mający grać electro industrial metal. W skład zespołu wchodzi więcej muzyków - nie mam pojęcia dlaczego zagrali bez pełnego składu. Krótko - ich muzyka do mnie nie przemówiła. Wokalista co prawda tłumaczył się że z jakichś powodów grają tylko na jedną gitarę i nie będzie to brzmiało metalowo, ale podejrzewam że ich muzyka z dwoma (czy więcej gitarami) wcale nie brzmi lepiej. Niemniej posłucham w stosownej chwili. Zabrakło mi w tym agresji, zadziorności - Advin Moth ze swoimi tanecznymi gothic industrialnymi dźwiękami bardziej celuje w publikę Wave Gothic Treffen czy Castle Party niż w fanów ciężkiego grania. Osobiście lubię rozmaite ambient black metalowe czy industrial black metalowe twory. Zespoły i projekty takie jak Darkspace, Mysticum, Thorns, The Axis of Perdition, Diabolicum, Aborym, Paysage d'Hiver czy ostatnio Akhlys goszczą w moim muzycznym repertuarze nader często, lecz tutaj po prostu nie chwyciło. Raczej nie moja bajka.
Elementy elektroniki i industrialu pojawiają się także w muzyce Satarial. W ogóle Satarial to dziwny twór - dość intrygująca, acz mało skomplikowana mieszanina black metalu, industrialu, gotyckiego rocka i pogańskiego folka. Kapela rzekomo zaczęła już funkcjonować w Moskwie od 1989 roku jako Ad Maiorum Satan Glorium, a w 1993 roku przybrała nazwę Satarial. Lider zespołu Lord Seth pojawił się zresztą w tandetnym reportażu o rosyjskich satanistach, który miałem wątpliwą przyjemność obejrzeć już po koncercie. Dochodzimy zatem do sedna sprawy, czyli obrazoburczych i skandalizujących koncertów z których Satarial słynie. I rzeczywiście wczorajszy gig Satarial przypominał lekko perwersyjny spektakl teatralny, a może lepiej rytuał czarnej magii: pentagramy, woń kadzideł, świece i erotyka. Ten ostatni aspekt jest w występach Satarial dość mocno uwypuklony. Tym razem metalowej trupie Satarial towarzyszyła tylko jedna tancerka Lolita, która od czasu do czasu w przerwach między ekstatycznymi tańcami zadęła w norweski róg. To na niej spoczywały popisowe numery z wczorajszego wieczoru: ze świecą, fajerwerkiem (w tych dwóch momentach pomogła jej perkusistka zespołu), snopy iskier ze szlifierki, dźganie laleczki voodoo, częstowanie widowni winem z 'kielicha' bezbożnej wiedźmy czy paradowanie nago po scenie. Nie mam pojęcia jaka była set-lista, ale na pewno Lord Seth skupił się na odgrywaniu kompozycji z ostatniego albumu Satarial "Lunar Cross" (2014). I choć muzyka zespołu z Moskwy może wydawać się nieco jednostajna i toporna, ale na żywo zabrzmiała całkiem w porządku. Nie był to może koncert po którym zbierałem szczękę z podłogi, ale ze względu na otoczkę zapamiętam go na długo. Satarial został przyjęty dość ciepło przez nieliczną poznańską widownię, dzisiaj będą podbijać Wrocław.
czwartek, 30 lipca 2015
Agalloch w Hydrozagadce, 29 lipca 2015 roku (fotorelacja)
Istniejący od 1995 roku i pochodzący z Portland zespół Agalloch po raz pierwszy miałem sposobność zobaczyć w trakcie Asymmetry Festival 2013 przed występem black metalowców z norweskiego Mayhem. Koncert ów na tyle zapadł mi w pamięć, że postanowiłem przy najbliższej okazji raz jeszcze doświadczyć muzyki Agalloch na żywo. Okazja ta nadarzyła się 29 lipca 2015 roku, gdy Agalloch wystąpił w warszawskim klubie Hydrozagadka, w którym co pewien czas mają miejsce koncerty sludge doom metalowe czy post-rockowe. Nie wiedziałem czego się spodziewać po Hydrozagadce, gdyż byłem w tym miejscu po raz pierwszy. Scena jest dość mała i w klubie wczoraj panowała niezła duchota, ale fajnym rozwiązaniem jest możliwość wyjścia na zewnątrz np. na papierosa i przewietrzenia się. Publika dopisała, tak na oko było około 400 osób. Stoisko z merchem całkiem obfite, ceny koszulek zespołu 60 zł, wszystkich pięciu długograjów również po 60 zł, EP-ek i solowych dokonań Johna Haughma po 40 zł. Kupiłem "Marrow of the Spirit" (2010) na CD.
Supportować Agalloch miał tego dnia francuski sludge doom metalowy Crown, ale z powodu choroby jednego z muzyków ich koncert się nie odbył. Trochę szkoda, bo chętnie bym posłuchał Francuzów na żywo. W zamian o godzinie 20 na scenę Hydrozagadki wkroczył w ciemnym kapeluszu wokalista John Haughm i zaprezentował kilka utworów solowych, w zamierzeniu abstrakcyjnych, niestety nieco nużących. Nie doświadczyłem ani melancholii, ani introspektywnego nastroju, niemniej słucham właśnie płyty Johna Haughma i Mathiasa Grassowa "Auræ" z bandcampa i owa ambientowa muzyka wydaje mi się być nader intrygująca. Wczoraj jednak nie mogłem się doczekać koncertu Agalloch, zresztą nie tylko ja.
Agalloch cieszy się w Polsce niemałym uznaniem. W ich tajemniczej i ogromnie zróżnicowanej twórczości nie ma miejsca na słowo "kompromis". Grupa ma na swoim koncie pięć długograjów ("Pale Folklore" - 1999, "The Mantle" - 2002, "Ashes Against the Grain" - 2006, "Marrow of the Spirit" - 2010, "The Serpent & the Sphere") oraz kilka dem i EP-ek, w tym będącą hołdem dla "Fausta" Johanna Wolfganga von Goethe "Faustian Echoes" z 2012 roku. Muzyka Agalloch pełna jest starannie utkanej, mrocznej atmosfery, tkwi w niej ziarno tragicznej melancholii, pojawia się zaduma nad holistyczną reprezentacją natury, śmiercią, depresją, spirytualną pustką i najbardziej negatywnymi ludzkimi emocjami związanymi z samotnością i odrzuceniem. Od czasu "Marrow of the Spirit" Agalloch kładzie nacisk na black metal, a wokalista John Haughm niemal całkowicie eliminuje czyste wokale, co również dało się odczuć na wczorajszym koncercie. Ostre jak brzytwa black metalowe riffy przeplatały się z delikatnymi partiami akustycznymi i melodyjnymi dźwiękami wiodącej gitary Dona Andersona, muzyka Agalloch (zarówno na żywo, jak i z płyt) ciągle się przepoczwarza stanowiąc stylistyczną i zachwycającą mozaikę wielu muzycznych sub-gatunków: black metal, black/funeral doom, folk, post-rock, ambient, ale w gruncie rzeczy brzmiącą po prostu jak nic innego. Jak Agalloch. W Hydrozagadce Agalloch zagrał długi, blisko dwugodzinny koncert w którym przeplatały się utwory z kilku wydawnictw zespołu. Set-lista była następująca: "The Astral Dialogue", "Vales Beyond Dimension", "Limbs", "Ghosts of the Midwinter Fires", "Dark Matter Gods", "The Melancholy Spirit", "Celestial Effigy", "Great Cold Death of the Earth", "Into the Painted Grey" plus na bis "Falling Snow" oraz "Plateau of the Ages".
piątek, 14 listopada 2014
Dzicz 2014: Rogi, Thy Worshiper, Witchmaster i Furia w Bazylu - 13.11.2014 roku (fotorelacja)
Dzicz 2014 dla mnie była jedną z najbardziej oczekiwanych tras w 2014 roku. Zarówno Furia, jak i Witchmaster promowały na niej swoje nowe albumy - "Nocel" i "Antichristus Ex Utero". Listopadowa trasa objęła szereg polskich miast począwszy od koncertu w Krakowie 6 listopada, a na koncercie katowickim 15 listopada skończywszy. Chłodny i nieprzewidywalny listopad jest odpowiednim miesiącem na taką trasę i nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o aluzję do "Martwej Polską Jesieni" Furii. Postanowiłem zatem odwiedzić gościnne progi Bazyla, by zobaczyć co też ciekawego Dzicz ma do zaoferowania. Po wejściu do klubu szybki rzut okiem na merchandise - zauważyłem płytki Arachnophobia Records, trochę fajnych CD można było znaleźć, ale zdecydowałem się na zakup ostatniego albumu Furii oraz na szykowną bluzę z kapturem, na nowy album Witchmaster nie starczyło mi już kasy. Innym razem.
Rogi to intrygujący jednoosobowy twór Bartka Rogalewicza. Miałem okazję już wcześniej załapać się na fragment występu Rogów przed koncertem Antigama, ale wówczas wysłuchałem ze dwa kawałki. Wczoraj miałem wreszcie sposobność doświadczyć koncertu Rogów w całości. Tak naprawdę ciężko mi zaszufladkować Rogi: wyczuwam w projekcie Bartka atawistyczną wściekłość Eyehategod i Grief, plemienne miażdżenie Neurosis czy pewne punkty styczne z tzw. Cascadian black metalem np. Wolves in the Throne Room. Niesamowite jest to z jaką wprawą Bartek gra jedną ręką na perkusji, drugą na gitarze i jeszcze potrafi się wydzierać. Czuję w tej muzyce spontan, brud, agresję, nade wszystko wolność twórczą. W dodatku scenografia na występie Rogów jest niesamowita: wysunięte na przód rogi jelenia, za nimi Bartek i jego instrumentarium do czynienia hałasu. Krótki, acz intensywny doom metalowy (?) rytuał Rogów znakomicie wpasował się w nieskrępowaną Dzicz.
Jakiś czas temu recenzowałem jak dotąd ostatni album Thy Worshiper "Czarna dzika czerwień" (2014) i bardzo mi się spodobał. Generalnie nie mam nic przeciwko łączeniu black metalu z folkowymi brzmieniami, gdyż często zagłębiam się w świat pogańskiego neofolka. W przypadku Thy Worshiper (jako że muzycy kapeli mieszkają w tej chwili w Dublinie) dochodzą do tego także wpływy muzyki celtyckiej. Czytałem relacje z koncertu Thy Worshiper na innych portalach i recenzenci raczej sceptycznie podchodzili do muzyki TW. Mnie natomiast ich koncert się podobał. Świetna praca perkusji i gitar, dużo plemiennej rytmiki, bogate aranżacje, doskonały balans pomiędzy brutalnymi wokalami Marcina Gąsiorowskiego, a delikatnym śpiewem Anny Malarz. Zgromadzona w Bazylu publika głośno domagała się "Zimy" z najnowszego albumu i ją otrzymała, co mnie ucieszyło, bo to jeden z moich ulubionych kawałków z "Czarnej dzikiej czerwieni".
Witchmaster promował na Dziczy 2014 swój najnowszy album "Antichristus Ex Utero" (2014), z którym zdążyłem się zapoznać po łebkach. Ich koncert to zdecydowanie najbrutalniejszy akcent tego tour. Bluźnierczy i agresywny sataniczny black/thrash Witchmaster skłonił zagorzałych fanów kapeli do szaleńczego pogo pod sceną. Swego czasu Witchmaster wraz z Anima Damnata i Throneum stanowiły esencję wulgarnego metalowego napierdalania. Szatan, szarganie świętości, perwersyjny seks i morze wypitego alkoholu - takie są oczywiste skojarzenia z Witchmaster. I nie chodzi mi tu tylko i wyłącznie o warstwę liryczną. Na scenie dwie nabite ludzkie czaszki i zwoje drutu kolczastego, eks-muzyk Profanum Bastis wyrzygujący bluźniercze liryki w trakcie chamskiej i brutalnej, acz momentami przebojowej black/thrash metalowej nawałnicy. Ogień i pożoga, a potem dymiące zgliszcza. Nie mam w głowie set-listy, ale na pewno zagrali "Satanic Metal Attack", "Trucizna", "Black Bondage Flagellation" i numer tytułowy z ostatniej płyty.
A Furia? Po raz kolejny katowiczanie udowodnili, że są doskonałym zespołem koncertowym. Zaczęli grać około 22.15 a skończyli krótko przed 23.30 coverem Darkthrone. Z set-listą Furii byłem wcześniej obeznany, także nie spodziewałem się żadnych niespodzianek, ale byłem ciekaw jak wypadną kawałki z "Nocel" (swoją drogą na pewno zrecenzuję tutaj tę płytę) na żywo. Z najnowszej płyty Furia zagrała "Opętaniec", "Zamawianie drugie" i "Ogromna noc", poza tym z wcześniejszych wydawnictw Furii należy wyróżnić "Są to koła", "Przechrzszczony" , "Płoń!", "Idzie zima" i "Kosi ta śmierć". Muzycy Furii wymalowani, z nagimi torsami w oparach mgły wyglądali dość przerażająco, chociaż uwaga ludzi niewątpliwie skupiała się na Nihilu. W trakcie koncertu Furii nie było tak intensywnego młyna jak przy Witchmaster, ale parokrotnie musiałem odpychać osoby, które na mnie wpadały albo je przytrzymywać, by nie upadły. Lubię muzykę leśnych dziadów z Furii, bo jest to specyficzny black metal. Wielowymiarowy, zagrany z pasją, pełen obłędu, wciągający. Nadto uwielbiam liryki Nihila, jego dziwaczne gry słów, bo można je interpretować wielorako (oczywiście jeśli ktoś zada sobie trochę trudu, by się w nie wczytać).
Generalnie fajny koncert: sporo rozmów towarzyskich, parę świeżo zapoznanych twarzy, sympatyczna atmosfera. Oby więcej takich tras w Poznaniu, bo pod kątem koncertów metalowych to miasto wypada słabiej niż Warszawa, Kraków czy Wrocław. Ciekawostką Dziczy 2014 była niewątpliwie pewna Japonka, która dzielnie uczestniczyła w każdym z koncertów trasy. Przed nią jeszcze dwa: Wrocław i Katowice. To się nazywa poświęcenie. Ja tymczasem czekam na gig islandzkiego Solstafir 16 listopada w Blue Note. :-)
Swoją drogą Metal Archives ogłosiło dzisiaj wpisanie kapeli nr 100 000 do bazy danych. I jak tu nie narzekać na nadmiar muzyki. :-)
Rogi to intrygujący jednoosobowy twór Bartka Rogalewicza. Miałem okazję już wcześniej załapać się na fragment występu Rogów przed koncertem Antigama, ale wówczas wysłuchałem ze dwa kawałki. Wczoraj miałem wreszcie sposobność doświadczyć koncertu Rogów w całości. Tak naprawdę ciężko mi zaszufladkować Rogi: wyczuwam w projekcie Bartka atawistyczną wściekłość Eyehategod i Grief, plemienne miażdżenie Neurosis czy pewne punkty styczne z tzw. Cascadian black metalem np. Wolves in the Throne Room. Niesamowite jest to z jaką wprawą Bartek gra jedną ręką na perkusji, drugą na gitarze i jeszcze potrafi się wydzierać. Czuję w tej muzyce spontan, brud, agresję, nade wszystko wolność twórczą. W dodatku scenografia na występie Rogów jest niesamowita: wysunięte na przód rogi jelenia, za nimi Bartek i jego instrumentarium do czynienia hałasu. Krótki, acz intensywny doom metalowy (?) rytuał Rogów znakomicie wpasował się w nieskrępowaną Dzicz.
Jakiś czas temu recenzowałem jak dotąd ostatni album Thy Worshiper "Czarna dzika czerwień" (2014) i bardzo mi się spodobał. Generalnie nie mam nic przeciwko łączeniu black metalu z folkowymi brzmieniami, gdyż często zagłębiam się w świat pogańskiego neofolka. W przypadku Thy Worshiper (jako że muzycy kapeli mieszkają w tej chwili w Dublinie) dochodzą do tego także wpływy muzyki celtyckiej. Czytałem relacje z koncertu Thy Worshiper na innych portalach i recenzenci raczej sceptycznie podchodzili do muzyki TW. Mnie natomiast ich koncert się podobał. Świetna praca perkusji i gitar, dużo plemiennej rytmiki, bogate aranżacje, doskonały balans pomiędzy brutalnymi wokalami Marcina Gąsiorowskiego, a delikatnym śpiewem Anny Malarz. Zgromadzona w Bazylu publika głośno domagała się "Zimy" z najnowszego albumu i ją otrzymała, co mnie ucieszyło, bo to jeden z moich ulubionych kawałków z "Czarnej dzikiej czerwieni".
Witchmaster promował na Dziczy 2014 swój najnowszy album "Antichristus Ex Utero" (2014), z którym zdążyłem się zapoznać po łebkach. Ich koncert to zdecydowanie najbrutalniejszy akcent tego tour. Bluźnierczy i agresywny sataniczny black/thrash Witchmaster skłonił zagorzałych fanów kapeli do szaleńczego pogo pod sceną. Swego czasu Witchmaster wraz z Anima Damnata i Throneum stanowiły esencję wulgarnego metalowego napierdalania. Szatan, szarganie świętości, perwersyjny seks i morze wypitego alkoholu - takie są oczywiste skojarzenia z Witchmaster. I nie chodzi mi tu tylko i wyłącznie o warstwę liryczną. Na scenie dwie nabite ludzkie czaszki i zwoje drutu kolczastego, eks-muzyk Profanum Bastis wyrzygujący bluźniercze liryki w trakcie chamskiej i brutalnej, acz momentami przebojowej black/thrash metalowej nawałnicy. Ogień i pożoga, a potem dymiące zgliszcza. Nie mam w głowie set-listy, ale na pewno zagrali "Satanic Metal Attack", "Trucizna", "Black Bondage Flagellation" i numer tytułowy z ostatniej płyty.
A Furia? Po raz kolejny katowiczanie udowodnili, że są doskonałym zespołem koncertowym. Zaczęli grać około 22.15 a skończyli krótko przed 23.30 coverem Darkthrone. Z set-listą Furii byłem wcześniej obeznany, także nie spodziewałem się żadnych niespodzianek, ale byłem ciekaw jak wypadną kawałki z "Nocel" (swoją drogą na pewno zrecenzuję tutaj tę płytę) na żywo. Z najnowszej płyty Furia zagrała "Opętaniec", "Zamawianie drugie" i "Ogromna noc", poza tym z wcześniejszych wydawnictw Furii należy wyróżnić "Są to koła", "Przechrzszczony" , "Płoń!", "Idzie zima" i "Kosi ta śmierć". Muzycy Furii wymalowani, z nagimi torsami w oparach mgły wyglądali dość przerażająco, chociaż uwaga ludzi niewątpliwie skupiała się na Nihilu. W trakcie koncertu Furii nie było tak intensywnego młyna jak przy Witchmaster, ale parokrotnie musiałem odpychać osoby, które na mnie wpadały albo je przytrzymywać, by nie upadły. Lubię muzykę leśnych dziadów z Furii, bo jest to specyficzny black metal. Wielowymiarowy, zagrany z pasją, pełen obłędu, wciągający. Nadto uwielbiam liryki Nihila, jego dziwaczne gry słów, bo można je interpretować wielorako (oczywiście jeśli ktoś zada sobie trochę trudu, by się w nie wczytać).
Generalnie fajny koncert: sporo rozmów towarzyskich, parę świeżo zapoznanych twarzy, sympatyczna atmosfera. Oby więcej takich tras w Poznaniu, bo pod kątem koncertów metalowych to miasto wypada słabiej niż Warszawa, Kraków czy Wrocław. Ciekawostką Dziczy 2014 była niewątpliwie pewna Japonka, która dzielnie uczestniczyła w każdym z koncertów trasy. Przed nią jeszcze dwa: Wrocław i Katowice. To się nazywa poświęcenie. Ja tymczasem czekam na gig islandzkiego Solstafir 16 listopada w Blue Note. :-)
Swoją drogą Metal Archives ogłosiło dzisiaj wpisanie kapeli nr 100 000 do bazy danych. I jak tu nie narzekać na nadmiar muzyki. :-)
niedziela, 23 lutego 2014
Panychida "Grief for an Idol" (2013) - recenzja
Rzadko dostaję od zespołów materiały do recenzji, więc cieszy mnie to, że ktoś tam ze świata muzycznego zada sobie trochę trudu, by odnaleźć mój blog. Inna sprawa, że obecnie kapel parających się metalem w najszerszym tego słowa znaczeniu są tysiące. Gdzieś wyczytałem, że co roku do Metal Archives dołączanych jest 8000 nowych zespołów. Trzeba mieć nie lada zapał (i mnóstwo wolnego czasu), aby przedzierać się przez ten nieprzebyty gąszcz muzyki i wyławiać co smakowitsze kąski. Twórczości czeskiego pagan black metalowego Panychida wcześniej nie znałem, a kapela ma już na koncie dwa dema, EP-kę i trzy długograje, w tym ostatni recenzowany tutaj "Grief for an Idol" (2013). I muszę przyznać, że Czesi nagrali całkiem solidny i dojrzały materiał. Płyta jest pełna chwytliwych melodii, riffy są świetne, kawałki zróżnicowane i w związku z tym nie nudzą. Wokalnie spójny podział na blackowy jazgot, growle, czysty śpiew oraz sekcje szeptane. Generalnie od "Grief for an Idol" bije fajna majestatyczna atmosfera, w której można się zatracić. Panychida nie jest także obce użycie folkowego instrumentarium, czego przykładem jest chociażby "Wayfarer's Awakening", w którym pojawiają się dudy. Świetne jest też akustyczne intro do "Krasatina (Grief for the Idol)". Tak naprawdę twórczość Panychida wymyka się łatwej klasyfikacji: najbezpieczniej uznać "Grief for an Idol" za nieortodoksyjny miks black metalu z melodyjnym death metalem i do tego tygla dodać jeszcze naleciałości pagan folkowe. Z ciekawostek warto wspomnieć, iż w utworze "Minnestund" gościnnie śpiewa V'gandr, wokalista norweskiego viking metalowego Helheim (oraz basista Taake live), a kawałek "O veliji Vezě" zaśpiewany został po staro-słowiańsku. Nie jest to może muzyka, której słucham na co dzień, ale warto Czechów sprawdzić, gdyż oferują coś nietuzinkowego.
Facebook zespołu: https://www.facebook.com/panychida
Odsłuch "Krasatina": http://www.youtube.com/watch?v=G_nfkX3q9N0
http://panychida.bandcamp.com/
czwartek, 13 lutego 2014
Nowa płyta zespołu Alne na horyzoncie
Cieszę się, że mogę wspomnieć o nadchodzącej drugiej płycie Alne, bo jest jeden z ciekawszych projektów sceny folk metalowej w Polsce. I tak zespół Alne pracuje nad drugim krążkiem, gotowe są już partie perkusji, prawdopodobnie w tym miesiącu nagrane zostaną gitary. Zmienił się skład zespołu. Nad nowymi piosenkami pracują:
Kasia - śpiew
Klimorh - gitara
Horizon - gitara
Góral - bas
A.S. - perkusja
Agnieszka - wiolonczela
Na pewno można oczekiwać sporych zmian, ogólnie rzecz biorąc - będzie bardziej akustycznie. Na stronie można posłuchać fragmentu perkusji do jednego z utworów.
Znamy też tytuły niektórych utworów: "Dola", "Waligóra i Wyrwidąb", "Wola Przetrwania", "Hej, Demony", "Jutrzenka". Trzy teksty na płytę zostały przygotowane przez zespół, zaś autorami pozostałych tekstów są współcześni poeci poruszający się w 'pogańskich' klimatach: Piołun oraz Wojciech Mytnik. W sumie przygotowanych zostanie 9 utworów, w tym przeróbka utworu zespołu Ved Buens Ende "A Mask in the Mirror". Część grafik przygotuje Black Forest Forge. Więcej informacji na stronie zespołu: http://alne1.wordpress.com/
Alne "Perunowy Kamień":
https://www.youtube.com/watch?v=Z89M-FQZ-0k
Subskrybuj:
Posty (Atom)








































