"Czy Wielki Wybuch był głośny?" - oto zaledwie jedno z setek pytań, którymi zasypuje astrofizyka i fizyka teoretyka Jeana Pierre'a Lasotę dziennikarka radia TOK FM i popularyzatorka nauki Karolina Głowacka. "Czy Wielki Wybuch był głośny?" to jednocześnie tytuł przepastnego wywiadu-rzeki (podzielonego na 11 rozmów), w którym dociekliwa Karolina dyskutuje z Jeanem Pierrem wypytując go o istotne zagadnienia astrofizyki, kosmologii i mechaniki kwantowej. Mnogość poruszonych tematów naukowych przemawia do wyobraźni i serca każdego kto fascynuje się astronomią, fizyką i kosmologią: ogólna teoria względności, Wielki Wybuch (w książce występuje pod angielską nazwą Big Bang), fale grawitacyjne i ich detekcja w 2015 roku, mikrofalowe promieniowanie tła, teoria inflacji i ekspansja Wszechświata, reakcje termojądrowe w gwiazdach, eksplozje supernowych, pulsary, kwazary, gwiazdy neutronowe, pochodzenie ciężkich pierwiastków, zegary atomowe i sposób ich działania, bogata menażeria cząstek elementarnych, ciemna materia i ciemna energia, zasada antropiczna, podział i struktura Układu Słonecznego, czarne dziury, promieniowanie Hawkinga, tunele czasoprzestrzenne, wiara religijna kontra astronomia, itd. Niektóre zadawane profesorowi przez Karolinę pytania wydają się być nieco banalne, ale ma to na celu drążenie tematu i wydobycie od wypytywanego jak najwięcej rzetelnych informacji. Karoliną kieruje niespożyta ciekawość, która rzecz jasna powinna charakteryzować naukowców, badaczy, uczonych i wielbicieli nauk ścisłych. Profesor stara się udzielać Karolinie wyczerpujących odpowiedzi często (w przypadku trudniejszych i wymagających większego skupienia zagadnień) operując analogiami i przykładami.
Zwróciłem też uwagę na liczne anegdoty i ciekawostki z życia naukowców (astronomów, astrofizyków i kosmologów, w tym polskich), którymi Jean Pierre sypie jak z rękawa. To są lata zdobywanej i starannie ugruntowywanej wiedzy, by dojść do takiej precyzji w formułowaniu wypowiedzi i przywoływaniu z pamięci rozmaitych historyjek z przeszłości. A profesor Lasota jest istną kopalnią wiedzy, choć w paru momentach jako dość uważny czytelnik natknąłem się na drobne błędy. Podam jeden przykład prosto z książki: strona 61 - "Niedawno odkryto, że pod lodowatą powierzchnią satelity Neptuna, Enceladusa, znajduje się ocean ciepłej wody, której temperatura na dnie, czyli przy skalistym jądrze dochodzi do 90 stopni Celsjusza." O ile się nie mylę Enceladus jest księżycem Saturna, nie Neptuna. Zresztą starannie badała go sonda Cassini.
Konkludując, "Czy Wielki Wybuch był głośny"? ("Skąd taki pomysł?" :-)) to książka fascynująca i zrozumiała dla laika z ledwie powierzchowną wiedzą z zakresu astronomii, którą czyta się szybko i z zapartym tchem. Jak na literaturę popularnonaukową przystało pojawia się w niej malutko wzorów matematycznych, ale się sporadycznie zdarzają (obowiązkowo E = mc2). Ogromny plus za rozdział poświęcony odkryciu fal grawitacyjnych, czyli rozchodzących się z prędkością światła zmian sił pływowych, które zgodnie z ogólną teorią względności są zmianami krzywizny czasoprzestrzeni. Owo przełomowe odkrycie miało miejsce 14 września 2015 roku i dokonane zostało przez detektory interferometryczne aLIGO - fale grawitacyjne wyemitowały dwie zlewające się ze sobą czarne dziury.
Mam nadzieję że Karolina Głowacka pójdzie za ciosem i zrobi kolejny wywiad-rzekę z uznanym polskim naukowcem (np. matematykiem, geologiem, oceanografem, klimatologiem czy biologiem).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą astronomia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą astronomia. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 15 maja 2017
piątek, 19 sierpnia 2016
Jim Baggott "Początek: Naukowa historia stworzenia" - recenzja
Kolejna książka popularnonaukowa za mną. Jakoś w ubiegłym roku zmierzyłem się z "Higgsem: Odkrycie boskiej cząstki" brytyjskiego chemika Jima Baggotta, w której Baggott opisywał kulisy odkrycia w CERN-ie bozonu Higgsa i w przystępny sposób objaśniał zagadnienia pola Higgsa oraz Modelu Standardowego fizyki cząstek. W "Początku: Naukowej historii stworzenia" Baggott staje przed wyzwaniem jak najbardziej precyzyjnego opisania trwającej 13.8 miliarda lat historii Wszechświata. Mamy zatem dużo kosmologii, astrofizyki i fizyki cząstek (Wielki Wybuch, czyli przestrzeń, czas, energia, ekspansja Wszechświata, formowanie się oraz ewolucja gwiazd i galaktyk, powstanie zdatnej do życia Ziemi, uformowanie się Księżyca po uderzeniu planety Thea w Ziemię, itd.) oraz objętościowo nieco mniej geologii, biologii (w tym ewolucyjnej i molekularnej), paleontologii i antropologii (skład chemiczny Ziemi od jądra przez płaszcz po skorupę ziemską, dryf kontynentalny, pojawienie się na Ziemi pierwszych żywych organizmów jednokomórkowych, endosymbioza, ewolucja kodu genetycznego, złożoność organizmów i wielokomorkowść, opisy pięciu głównych masowych wymierań (permskie - 251-252 milionów lat temu wskutek aktywności wulkanicznej na Syberii czy kredowe - asteroida zmiatająca z powierzchni Ziemi dinozaury + ewentualny wulkanizm - trapy Dekanu w Indiach), wreszcie dochodzimy do naczelnych, hominidów oraz powstania człowieczeństwa i ewolucji ludzkiej świadomości). Mnóstwo naukowych faktów i teorii - momentami byłem dość oszołomiony ilością informacji zawartych w "Początku". Książka jest interdyscyplinarna i szuka odpowiedzi na wiele ważkich i doniosłych pytań dotyczących natury świata materialnego, powstania Wszechświata czy genezy ziemskiego życia. W epilogu książki Baggott wspomina o możliwości istnienia pozaziemskich inteligentnych form życia, ale traktuje ich poszukiwania w ramach programu SETI jako akt wiary.
Wciąż zachwyca mnie rozwój astronomii czy kosmologii - chyba najbardziej w kwestii odkrywania coraz to nowych egzoplanet, a tych mogą być miliardy (podobnie jak egzoksiężyców okrążających te pozasłoneczne globy). Jeszcze kilkanaście lat temu można było jedynie spekulować o istnieniu planet poza macierzystym Układem Słonecznym. A teraz codziennie są jakieś odkrywane. Kosmos jest niewyobrażalnie monstrualny. A ludzkość z kosmicznej perspektywy jawi się jako kompletnie nie znacząca, by nie rzec trywialna.
Na zdjęciu Ziemia w dniu 6 lipca 2015 roku.
http://www.nasa.gov/image-feature/nasa-captures-epic-earth-image
Wciąż zachwyca mnie rozwój astronomii czy kosmologii - chyba najbardziej w kwestii odkrywania coraz to nowych egzoplanet, a tych mogą być miliardy (podobnie jak egzoksiężyców okrążających te pozasłoneczne globy). Jeszcze kilkanaście lat temu można było jedynie spekulować o istnieniu planet poza macierzystym Układem Słonecznym. A teraz codziennie są jakieś odkrywane. Kosmos jest niewyobrażalnie monstrualny. A ludzkość z kosmicznej perspektywy jawi się jako kompletnie nie znacząca, by nie rzec trywialna.
Na zdjęciu Ziemia w dniu 6 lipca 2015 roku.
http://www.nasa.gov/image-feature/nasa-captures-epic-earth-image
piątek, 28 sierpnia 2015
Jeremiah P. Ostriker, Simon Mitton "Jądro ciemności" - recenzja
"Jądro ciemności" - taki tytuł nosiła słynna powieść Josepha Conrada na której oparł się reżyser Francis Ford Coppola realizując niemniej słynny film antywojenny "Czas Apokalipsy" (1979). W "Jądrze ciemności" (2013) dwójki astronomów Jeremiaha P. Ostrikiera i Simona Mittona głównymi 'bohaterami' są ciemna materia i ciemna energia - wiodące komponenty Wszechświata. Zarówno ciemna materia, jak i dominująca ciemna energia są tajemnicze i słabo poznane - nie oddziałują ze zwykłą materią z której my jesteśmy zbudowani, chyba że bardzo słabo, grawitacyjnie, nie absorbują, ani też nie emitują światła. To ciemna energia (o odpychającym oddziaływaniu grawitacyjnym) powoduje zwiększanie prędkości rozszerzania się Wszechświata. Potencjalnymi składnikami tworzącej soczewki grawitacyjne ciemnej materii mogą być WIMP-y (słabo oddziałujące masywne cząstki) będące nieznanymi jeszcze cząstkami elementarnymi czy hipotetyczne cząstki o małej masie zwane aksjonami, tudzież supersymetryczni partnerzy znanych cząstek. Ciemna energia zaś odpowiada za przyśpieszenie ekspansji Wszechświata. Mitton i Ostriker rozpoczynają opowieść o poszukiwaniach dowodów istnienia ciemnej materii i ciemnej energii od wizyty w starożytnej Grecji (Arystarch z Samos, Arystoteles), opisują odkrycia Kopernika, Galileusza, Keplera, Newtona i wkraczają w zagadnienia ogólnej i szczególnej teorii względności Einsteina, pionierskich obserwacji astronomicznych Edwina Hubble'a czy przełomowego odkrycia mikrofalowego promieniowania tła. Wiele kosmologicznych pytań pozostaje jednak wciąż bez odpowiedzi, co zostaje omówione w ostatnim rozdziale "Jądra ciemności". Dwie uwagi na sam koniec: po pierwsze Fritz Zwicky nadał dziwnej substancji nazwę Dunkle materie (Ciemna materia) w roku 1933, a nie 1937. Po drugie Albert Einstein nie otrzymał w 1921 roku Nobla za odkrycie efektu fotoelektrycznego, a za jego wyjaśnienie i matematyczny opis. Mimo tych usterek warto sięgnąć po "Jądro ciemności" Mittona i Ostrikera, gdyż jest to książka przystępnie napisana i nie wymagająca znajomości zaawansowanego aparatu matematycznego. Nie obraziłbym się jednak gdyby wydawnictwo Prószyński i Spółka w przyszłości znacznie poszerzyło swoją ofertę popularno-naukową o książki z dziedzin takich jak geologia, biologia ewolucyjna, genetyka, chemia, oceanografia czy klimatologia, gdyż odnoszę wrażenie, że w propozycjach popularno-naukowych wydawnictwa dominują książki z zakresu astronomii, kosmologii czy fizyki kwantowej.
wtorek, 27 stycznia 2015
Bliskie spotkanie z 2004 BL86
26 stycznia 2015 roku obok Ziemi bezpiecznie przeleciała asteroida 2004 BL86. Najbliżej Ziemi znajdowała się w odległości 1.2 miliona kilometrów o godzinie 8.19 czasu PST. Szybko okazało się, że odkryta 30 stycznia 2004 roku asteroida 2004 BL86 o szerokości 325 metrów posiada orbitujący wokół niej mały księżyc o szerokości 70 metrów. Do kolejnego tak bliskiego przelotu (poznanej) asteroidy nad Ziemią dojdzie dopiero w roku 2027, gdy do Ziemi zbliży się 1999 AN10. NASA starannie monitoruje wszystkie Obiekty Bliskie Ziemi (tzw. NEOs). O tym jak groźne potrafią być asteroidy niech świadczy przykryty osadami krater Chicxulub na półwyspie Jukatan w Meksyku. Jak wiadomo uderzenie tego obiektu o szacowanej średnicy 10 do 20 km mogło przyczynić się do wymierania dinozaurów pod koniec kredy. Może nie tyle samo uderzenie, co jego skutki. Miliardy ton pyłu wyrzuconego do atmosfery przez okres kilku lat przesłoniło Słońce, co doprowadziło do globalnego ochłodzenia, zaniku wegetacji roślin i w konsekwencji wymarcia dinozaurów, amonitów, belemnitów i większości gatunków otwornic. Oczywiście do owego wymierania mogło się też przyczynić uderzenie innych bolidów z granicy kredy i paleogenu, a także powódź bazaltu na płaskowyżu Dekan w Indiach (potężne wylewy lawy bazaltowej około 66 milionów lat temu) formująca tzw. trapy (pokrywy lawowe) Dekanu.
Nadal nie mogę się nadziwić jak wiele szczęścia ma ludzkość. Do tej pory katastrofy naturalne, których doświadczamy co pewien czas mają charakter raczej ściśle zlokalizowany, niż globalny.
czwartek, 13 listopada 2014
Pierwsze zdjęcia z powierzchni komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko
Na szczęście lądownik Philae jest już stabilny i może przesyłać zdjęcia z powierzchni komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko. Wczoraj czyli 12 listopada 2014 roku o godzinie 8.35 czasu GMT Philae odłączył się od sondy Rosetta (z którą od 2004 roku przebył odległość 6.4 miliardów kilometrów), o godzinie 15.33 lądował po raz pierwszy odbijając się od powierzchni na wysokość setek metrów, o godzinie 17.26 drugie lądowanie z małym odbiciem, a o godzinie 17.33 trzecie lądowanie. W tej chwili lądownik znajduje się na nieznanym obszarze, który może stwarzać rozmaite zagrożenia, pierwotne miejsce lądowania czyli Agilkia zostało gdzieś w oddali. Czekam na kolejne zdjęcia panoramiczno-powierzchniowe i przyszłą analizę składu chemicznego komety. Piękne warstwowe skały z ostrymi krawędziami!
Przypuszczalnie lądownik nie znajduje się na płaskim terenie, być może utknął. Nie jest to dobra wiadomość. Krawędź klifu może blokować dostęp promieni słonecznych do Philae, a bateria lądownika działa jedynie przez okres 60 godzin.
Godzina 00.36 UTC. Utrata sygnału z lądownikiem. Koniec przekazu danych. Zapadł w sen. Wszystkie instrumenty i systemy pokładowe wyłączone. Możliwość nawiązania komunikacji 15 listopada około 10.00 UTC. Potrzebne promienie Słońca.
Obcy świat: http://vimeo.com/111696559
Uwielbiam takie kosmiczne krajobrazy, których nigdy nie odwiedzę. Chyba że w wyobraźni. Martwy świat gruzu i pyłu, ale jakże fascynujący w swym odosobnieniu.
wtorek, 5 sierpnia 2014
Rosetta dociera do komety okresowej 67P/Czuriumow-Gierasimenko
Podróż statku kosmicznego Rosetta trwała (wraz z serią manewrów) ponad 10 lat (od marca 2004 roku). Rosetta dotąd przebyła 6.4 miliardów km. Już jutro czyli 6 sierpnia 2014 roku o godzinie 8 GMT Rosetta (jeśli wszystko pójdzie bezproblemowo) znajdzie się na orbicie komety okresowej 67P/Czuriumow-Gierasimienko. Nigdy jeszcze żaden statek kosmiczny nie orbitował przy jądrze kometarnym. W zdjęcia komety zrobione przy użyciu kamery NAVCAM wpatruję się jak zaklęty. Poprzez badanie komety naukowcy z ESA zamierzają dowiedzieć się więcej o powstaniu i ewolucji naszego Układu Słonecznego, w tym, rzecz jasna, Ziemi. Kometa przypuszczalnie składa się z cząsteczek organicznych wodoru, azotu, tlenu i węgla co być może pozwoli na analizę tajemnicy życia, które przed eonami pojawiło się na Ziemi. Przez dwa miesiące Rosetta będzie badać powierzchnię komety z orbity, a w listopadzie na powierzchnię tego ciała niebieskiego trafi lądownik Philae, który obfotografuje powierzchnię komety, przy użyciu czujników określi jej skład i wwierci się w grunt, by pobrać próbki i przebadać je mikroskopowo.
EDIT: Dzisiejszego ranka o godzinie 9.30 UTC Rosetta dotarła na orbitę komety okresowej 67P/Czuriumow-Gierasimenko, która obecnie znajduje się w odległości około 450 milionów kilometrów od Ziemi. Najpiękniejszy cel eksploracji: dotrzeć tam, gdzie jeszcze nie dotarliśmy!
sobota, 5 lipca 2014
Krater impaktowy Haughton na wyspie Devon
Kanadyjska wyspa Devon o powierzchni 55 247 km kwadratowych (czyli mniej więcej rozmiary Chorwacji) uchodzi za największą niezamieszkałą wyspę na Ziemi. Składa się w dużej mierze z płaskowyżu sięgającego wysokości 300-500 metrów otoczonego stromymi klifami, wschodnia część wyspy znajduje się pod lodowcem o powierzchni 14 010 km kwadratowych. Lato na Devon trwa 40-55 dni. Wówczas gleba staje się wolna od śniegu, a temperatura sięga 10 stopni Celsjusza. Obszar nizinny Truelove Lowland na północnym wybrzeżu Devon zamieszkują nieliczne piżmowoły oraz niedźwiedzie polarne i to chyba tyle jeśli chodzi o większe zwierzęta na wyspie. Przez kilkanaście lat w Dundas Harbour na wyspie Devon żyli Inuici w liczbie 52, ale osada została trwale opuszczona w 1951 roku. Inuici do tej pory przypływają na wyspę by zapolować.
Interesującą strukturą na wyspie Devon jest krater impaktowy Haughton o szerokości 23 km znajdujący się na zachodniej połowie Devon. To zimy i surowy teren na którym temperatura praktycznie w ciągu całego roku spada poniżej zera. Wegetacja jest niezmiernie rzadka, erozja postępuje umiarkowanie. Brekcje impaktowe w kraterze inkrustowane wieczną zmarzliną i wielobocznymi formacjami przypominają rzeźbę terenu Marsa. Od dekady krater Haughton na Devon był używany przez Mars Society jako obiekt badawczy do określenia czy ludzie będą mogli w przyszłości żyć i pracować na Czerwonej Planecie. Badania odbywały się jednak wyłącznie w ciągu bardzo krótkich na Devon pór letnich. Na grzbiecie ponad kraterem posadowiono Flashline Mars Arctic Research Station z czasowym personelem badawczym. Kanadyjski rząd obecnie używa wyspy Devon do ćwiczeń militarnych.
http://arctic.marssociety.org/
niedziela, 2 marca 2014
Aeolis Mons podglądany przez Curiosity

Lubię przyglądać się zdjęciom powierzchni Marsa robionym przez marsjańskie łaziki. Dla astronomów powierzchnia Czerwonej Planety to wciąż jeszcze terra incognita. Nie wiem czy za mojego życia uda się ludziom dotrzeć na Marsa i spróbować się tam osiedlić. Być może na skutek stale rosnącego przeludnienia ludzkość w końcu zostanie do tego zmuszona. Na razie pozostaje mi jedynie delektować się zdjęciami rdzawej i suchej powierzchni Marsa wykonywanymi przez niestrudzony łazik NASA Curiosity. Żyjemy w ciekawych czasach niezwykle szybkiego postępu naukowego i technologicznego, bo czyż pokolenia sprzed wieków mogły zaglądać tak daleko (i coraz dalej) w kosmos?
Mozaikowe zdjęcie wykonane przez Curiosity 19 lutego 2014 roku przedstawia rzędy skał, pręgowany grunt oraz mierzącą 5500 metrów górę Mount Sharp (Aeolis Mons) w oddali. W połowie tego roku Curiosity powinien dotrzeć do jej niższych zboczy. Tam łazik pobierze próbki skał w celu ich studiowania. Ma jeszcze przed sobą pięć kilometrów do przemierzenia.
https://twitter.com/marscuriosity
"Zobaczyć świat w ziarenku piasku,
Niebiosa w jednym kwiecie z lasu.
W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar,
W godzinie – nieskończoność czasu." - William Blake.
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Nietypowa skała odkryta przez łazik Opportunity

Przed kilkoma dniami przed marsjańskim łazikiem Opportunity pojawiła się 'znikąd' skała o nietypowym składzie i o kształcie przypominającym pączek z marmoladą. Niestrudzony łazik Opportunity działa na powierzchni Marsa od 25 stycznia 2004 roku i w najbliższą sobotę upłynie dziesięciolecie jego pracy geologicznej. Do tej pory przebył 38 km i działał przez 3552 Sole (Sol = marsjańska doba trwająca 24 godziny, 39.5 minut). Odkryty przez Opportunity skalny fragment nazwany 'Pinnacle Island' był ciemnoczerwony pośrodku z białymi krawędziami. Wylądowanie skały na drodze łazika mogło zostać spowodowane przez pobliski impakt meteorytu, ale obecności krateru uderzeniowego nie stwierdzono. Łazik manewrował na trasie, co mogło spowodować przewrócenie/strącenie skały, która zablokowała jego koło. Skład: duża zawartość siarki, duża zawartość magnezu i duża zawartość manganu. Czyżby zagadkowa skała była owocem pozaziemskiej (czytaj: marsjańskiej) ingerencji? :-)
We wrześniu 2013 roku łazik Curiosity wykrył obecność wody w marsjańskiej glebie, a w grudniu ubiegłego roku ślady antycznego jeziora.
niedziela, 19 stycznia 2014
Historia krateru impaktowego Kamil
Zauważył go w 2008 roku przy pomocy aplikacji Google Earth włoski mineralog Vincenzo De Michele szukając struktur geologicznych w przygranicznym regionie Egiptu, Libii i Sudanu. Skontaktował się z astrofizykiem Mario DiMartino, który w lutym 2010 roku zorganizował pierwszą 40-osobową ekspedycję na miejsce impaktu. Pewnego dnia w ciągu minionych 5000 lat rzadki meteoryt żelazny poruszający się z prędkością 12 tysięcy km na godzinę uderzył w Ziemię. Miał długość 1.3 metra i ważył 10 ton. Ognista kula oraz obłok wygenerowane przez impakt widoczne były z odległości 1000 km. Powstał krater o szerokości 45 metrów i głębokości 10 metrów. Przez tysiące lat prawdopodobnie nikt na niego nie natrafił. Po trwającej trzy dni podróży w pustynnym żarze 40 stopni Celsjusza ekspedycja dotarła na miejsce krateru znając jego koordynaty GPS. Krater Kamil był doskonale zachowany, co świadczy o tym, iż ważące plus minus 10 ton meteoryty żelazne wchodząc do ziemskiej atmosfery nie rozpadają się na kawałki. Ekspedycja znalazła 1000 kg fragmentu meteorytu, w tym jeden kawałek ważący 83 kg. Przeprowadzono badania geologiczne, topograficzne, geomagnetyczne i sejsmiczne. Krater nazwano od góry Gebel Kamil znajdującej się w odległości około 65 km od niego. Wokół krateru można zauważyć tzw. ejecta rays (promienie odłamkowe), częste wokół kraterów meteorytowych na Księżycu, bardzo rzadkie na Ziemi, gdyż szybko niszczone przez erozję. Czytając o historii krateru Kamil zacząłem zastanawiać się ile takich pozostałości po meteorytowych impaktach kryją niedostępne dla ludzi głębiny oceanów, a także miejsca na Ziemi, gdzie dotąd nie stanęła stopa ludzka (wierzę, że takie jeszcze są).
piątek, 10 stycznia 2014
Pareidolia - postrzeganie nieistniejącego

Czasami wydaje się nam (przynajmniej niektórym z nas), że postrzegamy rzeczy, które nie istnieją, słyszymy dźwięki, które nie istnieją czy też odczuwamy dotyk rzeczy nieistniejących. Pareidolia to przykład apofenii: ludzie są skłonni widzieć twarze Chrystusa w gęstniejących chmurach czy jego rozmazane wizerunki na szybach. Pareidolia stoi za licznymi widzeniami potwora z Loch Ness, niezidentyfikowanych obiektów latających (UFO), Bigfoota czy Elvisa Presleya. Ludzie religijni czy wierzący w zjawiska paranormalne są bardziej skłonni do postrzegania twarzy w martwych obiektach bądź krajobrazach. Przykładem słuchowej pareidolii są ukryte teksty/przekazy w muzyce popularnej. Nadto użytkownicy telefonów komórkowych mogą słyszeć fantomowe dzwonki telefoniczne czy nieistniejące wibracje swoich komórek.
Ja natomiast skupię się na 3-4 pareidoliach marsjańskich. Najsłynniejszą pareidolią marsjańską jest twarz na Marsie - zrobiona 25 lipca 1976 roku przez próbnik Viking 1 słynna już fotografia o niskiej rozdzielczości przedstawiająca zerodowaną górę stołową w regionie Cydonia. Oto do czego prowadzi odpowiednia gra cieni! Na innych zdjęciach NASA 'falliczny' szlak łazika marsjańskiego Spirit, 'ludzka figurka' na Marsie (będąca po prostu fragmentem skały) oraz 'marsjańskie drzewa' - w rzeczywistości ciemne pasma materiału schodzącego z wydm piaskowych na skutek wiosennej ewaporacji CO2.
Więcej marsjańskich pareidolii tutaj:
http://www.space.com/11947-photos-mars-illusions-martian-face-images.html
poniedziałek, 18 listopada 2013
Jezioro Cheko kraterem impaktowym?
30 czerwca 1908 roku obiekt astronomiczny eksplodował nad syberyjską rzeką Tunguska. 2150 km kwadratowych tajgi zostało zniszczonych, 80 milionów drzew zostało wywróconych niczym zapałki. Eksplozja była 1000 razy silniejsza od bomby atomowej zrzuconej przez Amerykanów na Hiroszimę i dwie trzecie razy silniejsza od Bomby Cara, najpotężniejszego ładunku nuklearnego kiedykolwiek zdetonowanego. Około 7.17 lokalnego czasu osadnicy na wzgórzach na południowy zachód od jeziora Bajkał zaobserwowali kolumnę niebieskawego światła, rozległ się błysk i odgłos przypominający kanonadę artylerii. Fala uderzeniowa wywracała ludzi i wybijała szyby w domach oddalonych setki kilometrów od miejsca zdarzenia. Większość świadków odczuwała dźwięki i drgania; nie widziała momentu eksplozji. Przez lata naukowcy spierali się czy przyczyną eksplozji był meteoryt czy kometa. W 2013 roku amerykańscy, niemieccy i ukraińscy naukowcy odnaleźli mikroskopijne odłamki meteorytu w warstwie częściowo zgniłej wegetacji (torfie). Za pomocą spektroskopii zidentyfikowali skupienia węglowców - diamentu, grafitu i lonsdaleitu. Ten ostatni w szczególności formuje się, gdy bogaty w węgiel materiał zostaje nagle wystawiony na działanie fali uderzeniowej wykreowanej przez eksplozję. Lonsdaleity zawierają mniejsze inkluzje siarczków żelaza i stopów żelaza i niklu takich jak taenit czy troilit, charakterystycznych minerałów znajdowanych w meteorytach. Meteoryt tunguski był największym meteorytowym impaktem odnotowanym w czasach historycznych. Rozerwał się, gdy wszedł do atmosfery pod kątem; jedynie niewielkie odłamki dotarły do ziemskiej powierzchni. Analogia z impaktem czelabińskim nasuwa się sama.
Mnie interesuję jezioro Cheko, okrągłe o długości 700 metrów, z dnem w kształcie leja, o głębokości max 50 metrów i o bogatych w glinę osadach dennych, które mogły się akumulować od 100 lat czyli np. od eksplozji meteorytu tunguskiego. W 2009 roku magnetometry rozmieszczone w ciasnej siatce dokonując pomiarów wykazały istnienie słabej anomalii magnetycznej w obszarze wyższej gęstości. Czy jezioro Cheko stanowi zatem krater impaktowy? Opinie wśród badaczy są podzielone. Ja natomiast chętnie bym się udał w to miejsce na wakacje, rozsiadł się nad brzegiem owego jeziorka, założył słuchawki, posłuchał dark ambientu czy black metalu i wpatrywał się w jego toń. Kto wie, może nawet bym w nim popływał. :-)
piątek, 1 listopada 2013
Kepler 78b, egzoplaneta średnicy Ziemi

Przy użyciu teleskopa Kepler przeznaczonego do poszukiwań przez NASA planet pozasłonecznych odkryto planetę Kepler 78b. Tym samym planetarna familia egzoplanet Kepler stale się powiększa. Dwa zespoły badawcze przy użyciu teleskopów naziemnych scharakteryzowały planetę Kepler 78b określając jej średnicę, która wyniosła 1.2 rozmiaru Ziemi. Kepler 78b jest 1.7 razy masywniejszy od Ziemi, co oznacza zbliżoną do ziemskiej gęstość i sugeruje podobną skalisto-żelazną budowę. Gwiazda, którą okrąża Kepler 78b jest nieco mniejsza od naszego Słońca i znajduje się w odległości 400 lat świetlnych od Ziemi w Gwiazdozbiorze Łabędzia (Cygnus). Kepler 78b okrąża gwiazdę w ciągu 8 i pół godziny. Nie może istnieć na niej życie ani woda w stanie ciekłym, gdyż temperatura na powierzchni egzoplanety wynosi 2000-2800 stopni Celsjusza (to tak jakby pływać w morzu lawy!) Migracja Kepler 78b w pobliże macierzystej gwiazdy nastąpiła z bliżej nieznanych powodów, co spowodowało utratę atmosfery. W ciągu trzech miliardów lat Kepler 78b zostanie wchłonięty przez macierzyste Słońce.
Na zdjęciu NASA widoczny jest Tytan, księżyc Saturna, pełen jezior i mórz płynnego metanu i etanu, które w szczególności znajdują się w pobliżu północnego bieguna księżyca.
czwartek, 5 września 2013
Ligeia Mare, morskie odmęty na Tytanie

Tytan, największy księżyc Saturna. Zimny i wilgotny świat (temperatura około -179 stopni Celsjusza), lecz jednocześnie dość podobny do ziemskiego ze względu na określone cechy. Na powierzchni Tytana ma miejsce cykl hydrologiczny; odbywa się obieg cieczy w dużych koncentracjach. Węglowodory takie jak metan czy etan opadają z warstw chmur Tytana, krążą rzekami na jego powierzchni, po czym wpływają do ogromnych jezior i rzek. Astrobiolodzy twierdzą, że na Tytanie mogą żyć pozaziemskie organizmy.
Ligeia Mare jest jednym z największych jezior Tytana, jeziorem płynnego metanu i etanu w północnym regionie polarnym Tytana. Największe jezioro Tytana zwie się Kraken Mare i ma szacowane wymiary ziemskiego Morza Kaspijskiego. Wymiary Ligeia Mare: 420 x 350 km, długość linii brzegowej ponad 2000 km. Ligeia była jedną z trzech syren, uwodziła piskliwym śpiewem marynarzy wśród bielejących kości zagrzebanych w piasku. Powierzchnia Ligeia Mare jest gładka niczym lustro - nie ma na niej żadnych fal.
""Człowiek nie ustępowałby aniołom i nie podlegałby wcale śmierci, gdyby nie słabość wątłej jego woli."
W obliczu powyższych słów człowieczeństwo lady Ligei winno zostać zakwestionowane." - Edgar Allen Poe.
Kawałek na dziś - doom black metalowy Eyes of Ligeia i utwór "Polaris":
http://www.youtube.com/watch?v=Cs0h7DYGCZ8
czwartek, 22 sierpnia 2013
Voices of the Cosmos II - recenzja

Dzisiaj rano przyszła płytka CD projektu Voices of the Cosmos przeznaczona do recenzji. Czynię to z przyjemnością, gdyż jestem miłośnikiem astronomii i kosmologii. Projekt Voices of the Cosmos tworzą Rafał Iwański (X-Navi: Et) oraz Wojciech Zięba (Electric Uranus, założyciel grudziądzkiej wytwórni Beast of Prey). Co ciekawe, Voices of the Cosmos jest jedynym w Polsce projektem dark ambientowym/elektroakustycznym, który w ramy swojej twórczości zaprzągł fascynującą astronomię i jej dokonania. Chodzi o to, że muzycy VotC do nagrań wykorzystują sygnały pochodzące z kosmosu wychwycone przez radioteleskopy (w tym i toruński, który mierzy 32 metry). Owe dźwięki są starannie wkomponowane w niepokojące ambientowe pasaże starannie utkane za pomocą instrumentów, zarówno akustycznych, jak i elektronicznych. W "II" Voices of the Cosmos słyszymy wychwycone przez radioteleskop sygnały zorzy polarnej (aurory), magnetosfery, Słońca oraz trzech pulsarów: PSR B1933+16, PSR 0329+54, PSR 0950+08. Pulsary, czyli wirujące gwiazdy neutronowe wirując emitują fale radiowe w postaci wiązki promieni - jak latarnia morska. Natomiast zorza polarna (Aurora, rzymska bogini świtu, Jutrzenka) powstaje wskutek zderzeń szybkich cząstek wiatru słonecznego z cząstkami gazów w górnych warstwach ziemskiej atmosfery.
Płyta jest mroczna, niepokojąca, zabiera słuchaczy w podróż w kosmiczną otchłań, choć jej motywem przewodnim jest aktywność słoneczna i sygnały radiowe z nią związane. Pięknie to brzmi zwłaszcza wówczas, gdy niebo za oknem jest usłane tysiącami gwiazd. Wielbiciele astronomii, dark ambientu, eksperymentalnej elektroniki czy kosmicznego ambient black metalu powinni się jak najszybciej zapoznać z Voices of the Cosmos. Na mnie już po pierwszym przesłuchaniu ta płyta wywarła duże wrażenie.
Voices of the Cosmos możecie posłuchać na żywo poniżej:
http://www.youtube.com/watch?v=CgacGjhuDQ0
niedziela, 11 sierpnia 2013
Kłopoty z gwiazdą Matuzalem

HD 140283. Zwana także gwiazdą Matuzalem. Znajduje się w odległości 190.1 milionów lat świetlnych od Ziemi. Jest do tej pory odkrytą najstarszą gwiazdą we Wszechświecie. Jej wiek początkowo oceniano na 14-15 miliardów lat, co stanowi oczywistą sprzeczność z teorią Wielkiego Wybuchu, z której wynika, że Wszechświat liczy 13.8 miliarda lat. Po ustaleniu danych na temat odległości, jasności, składu i wewnętrznej struktury gwiazdy Matuzalem wiek HD 140283 ustalono na 14.5 miliarda lat plus minus 800 milionów lat, co sprawia że gwiazda licząc wiekowo 13.7 miliarda lat jest nieco młodsza od Wszechświata. Nieco... Dalsze obserwacje mogą jeszcze obniżyć jej szacowany wiek. Niemniej znowuż pojawia się jakże nielubiana przez astronomów i kosmologów niepewność. Z drugiej strony nauka jest rewizjonistyczna, prezentowane dane są reinterpretowane, zmieniane, uściślane, etc.
HD 140283 znana była już od stulecia. Porusza się z prędkością 1.3 miliona km/h i nadyma się obecnie w czerwonego olbrzyma. Urodziła się prawdopodobnie w galaktyce karłowatej, która została połknięta przez Drogę Mleczną w akcie kosmicznego kanibalizmu.
Wypatrujcie w najbliższych dniach sierpnia roju Perseid. Ma być wyjątkowo liczny. :-)
piątek, 2 sierpnia 2013
Stonhenge cmentarzyskiem?
Z zainteresowaniem przeczytałem artykuł Wojciecha Pastuszki o Stonehenge w najnowszym numerze "Wiedzy i Życie". Chodzi o działania Stonehenge Riverside Project mające na celu wzbogacić wiedzę na temat słynnego kamiennego kręgu o średnicy 110 metrów. Badacze wpierw zajęli się jednak badaniem Durrington Walls - pobliskiego kręgu o niebagatelnej średnicy 480 metrów (największego w Anglii). Tam archeolodzy odkryli pozostałości neolitycznej osady w postaci klepisk kilku domów - sezonowa osada istniała przez kilkadziesiąt lat około 2500 r. p.n.e, czyli w czasie powstawania Stonehenge. Tam mogli mieszkać budowniczy Stonehenge. Z Durrington Walls prowadziła kamienna droga do rzeki Avon (o długości 150 metrów). Także Stonehenge miało swoje połączenie z tą rzeką zwane Avenue (dwie pary równoległych rowów i wałów o długości 3 km). Przy styku Alei i Avon archeolodzy natrafili na pozostałości nieznanego dotąd kamiennego kręgu o średnicy 10 metrów i składającego się z 25 mniejszych głazów. To z niego owe kamienie trafiły do Stonehenge, te większe dotarły tam z równiny Salisbury.
Dzięki badaniom radiowęglowym ustalono, że Stonehenge powstał około 3000 r. p.n.e (wpierw wał, rów i tzw. jamy Aubreya - 56 ziemskich otworów). Około 2500 r. p.n.e ruszyła rozbudowa Stonehenge. Posadowiono potężne bloki piaskowca sarsenu tworzące kamienny krąg (największe o wadze 25 ton i wysokości do 9 metrów), w jego wnętrzu uformowano podkowę z pięciu trylitów (megalitycznych konstrukcji złożonych z głazów - dwóch pionowych i jednego poziomego położonego na nich). Dopiero potem budowniczy zaczęli stawiać mniejsze głazy (tzw. bluestones/niebieskie kamienie). Skanowanie laserowe Stonehenge ujawniło obecność 71 rytów przedstawiających sztylety bądź topory.
Czym jest Stonehenge? Świątynią Słońca albo druidów? Obserwatorium astronomicznym? Kalendarzem słonecznym? Według najnowszej hipotezy Stonehenge to nic innego, niż cmentarzysko - ekipa badawcza Parkera Pearsona odkopała z jednej z jam Aubreya szczątki 60 osób (z nieznanymi pochówkami włącznie), szczątki prawie tak stare, jak samo Stonehenge! Chowano tam ludzi przez okres co najmniej 600 lat - łącznie ponad 240 osób! Mogło to być neolityczne elitarne cmentarzysko, gdzie chowano dynastycznych władców, o czym świadczy chociażby kamienna głowa maczugi jako nieliczny dar grobowy. Za budową Stonehenge zdaniem Pearsona stali rdzenni mieszkańcy Brytanii. To było kolosalne przedsięwzięcie wymagające transportu głazów np. aż z zachodniej Walii (Preseli Hills). Wejście do Stonehenge i pierwszy odcinek Alei są skierowane w kierunku wschodu słońca związanego z solstycjum, co wcale nie oznacza, że Stonehenge miało być obserwatorium astronomicznym. Natomiast (co smutne) prawdopodobnie już nigdy nie dowiemy się jaka mitologia kryła się za Stonehenge i za innymi kręgami czy kopcami grobowymi równiny Salisbury. Wielka szkoda, ale badania archeologiczne trzeba prowadzić dalej...
Do posłuchania płocki Stonehenge (doom metal, demo "Engraved Enigma" z 1997 roku)
https://www.youtube.com/watch?v=fu23GfeC5Ds
Fascynujące :-) Natomiast LOL dnia dla artykułu o znalezieniu 'pentagramu' na zdjęciach satelitarnych w Kazachstanie. Nieważne, że filmy o tym 'znalezisku' na Youtube obecnie już były w 2011 roku - niewiarygodne.pl natrafiło na nie dopiero teraz robiąc z czytelników idiotów. Tak jak kiedyś wspomniałem ludzie uwierzą w największe bzdury jakie zaserwuje im prasa...
http://niewiarygodne.pl/kat,1031981,title,Spektakularne-znalezisko-wstrzasnelo-internautami-Czy-to-miejsce-kultu-szatana,wid,15865554,wiadomosc.html
poniedziałek, 29 lipca 2013
TrES-2b - ciemna egzoplaneta

Egzoplaneta TrES-2b (Kepler 1-b) krąży wokół gwiazdy GSC 03549-02811 (oddalonej o 750 lat świetlnych od Ziemi) i najprawdopodobniej należy do kategorii gazowych olbrzymów. Odbija ona zaledwie 1% słonecznego światła - nie odkryto do tej pory bardziej ciemnego obiektu (planety, księżyca) we Wszechświecie. To obcy świat odbijający mniej światła niż czarna akrylowa farba. Temperatura na powierzchni TrES-2b sięga wysokości 1800 stopni Fahrenheita (ponad 1000 stopni Celsjusza). Atmosfera tej egzoplanety zawiera parujący sód i potas oraz gazowy tlenek tytanu, co jednak nie tłumaczy ekstremalnej czerni TrES-2b. Planeta jest jednak na tyle rozgrzana, że emituje słabą czerwonawą poświatę. Brak odbijających światło chmur (tak jak w przypadku Jowisza), co jest konsekwencją bliskości wobec macierzystej gwiazdy i wysokiej temperatury powoduje że Kepler 1-b dosłownie tonie w czerni. Ciekawe ile ma egzoksiężyców...
TrES-2b
TrES-2b
TrES-2b
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Japet: Ciemna strona księżyca


Aby rozruszać trochę ten blog postaram się co jakiś czas wrzucać na nim moje ulubione ciekawostki naukowe. Z racji tego, że interesuje się wieloma dyscyplinami naukowymi, w tym astronomią i kosmologią wpierw będzie o jednym z moich ulubionych księżyców Układu Słonecznego, czyli o Japetusie (Japet), trzecim co do wielkości księżycu Saturna. Uwielbiam też inne księżyce planetarne np. Io, Tytan, Tryton, Europa, Enceladus, Hyperion, itd, ale Japet to zaiste tajemniczy obiekt kosmiczny. Połowa księżyca jest ciemna niczym karbonatytowa lawa, druga połowa jest jasna niczym biel śniegu i skuta lodem odbijającym światło. Wzdłuż równika przebiega kolosalny grzbiet górski (wysokość 13 km, szerokość 20 km, długość 1300 km), kratery impaktowe dominują na białej półkuli. W przypadku Japeta pink floydowski tytuł "Dark Side of the Moon" wydaje się być zdumiewająco adekwatny. Sonda Cassini wykonała to zdjęcie w 2007 roku. Japet jest absolutnie fascynujący.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


































