Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brazylia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brazylia. Pokaż wszystkie posty
środa, 27 kwietnia 2016
Hideous Divinity, Krisiun i Cannibal Corpse w Blue Note, 26.04.2016 (fotorelacja)
Kiedy dowiedziałem się że Cannibal Corpse ma zagrać w Poznaniu nie widziałem innej możliwości niż stawić się na ten koncert. Po pierwsze CC to jedna z najważniejszych i najbardziej rozpoznawalnych kapel death metalowych w historii muzyki metalowej. Jest to zespół, którego ociekające krwią liryki i okładki do tej pory potrafią szokować moralnych purytan. Dla mnie krwawa i perwersyjna otoczka muzyki Cannibal Corpse to jednak nic innego niż ukłon w stronę tanich i szokujących opowiastek gore o zombies czy seryjnych mordercach. Co ciekawe, CC z dorobkiem aż 13 albumów studyjnych jest najlepiej sprzedającym się zespołem death metalowym w historii. I od lat budzącym niemałe kontrowersje: 1) umoralniający konserwatyści z US np. senator Bob Dole go nienawidzili, 2) w Australii albumy CC były przez lata zakazane bądź poddawane cenzurze, podobnie (do 2006 roku) było w Niemczech (ban dotyczył np. albumu "Tomb of the Mutilated", 3) sześć z ośmiu koncertów Cannibal Corpse w trakcie trasy po Rosji w 2014 roku nie odbyło się z powodu protestów tamtejszych ortodoksów religijnych. Powód jest zawsze ten sam: rzekoma promocja ekstremalnej przemocy w lirykach i na okładkach zespołu. Nieważne że owa otoczka gore w muzyce Cannibal Corpse jest nie na serio. Jakakolwiek cenzura muzyki niezmiernie mnie irytuje - zarówno katolicka, jak i związana z nadmierną polityczną poprawnością. Na szczęście w Polsce oba gigi Cannibal Corpse (w warszawskiej Proximie, jak i w poznańskim Bazylu) odbyły się bez problemu. Mam tylko nadzieję, że w przyszłości kapele metalowe będą występowały u nas bez jakichś dziwnych akcji protestacyjnych np. Behemoth czy występujący w tym roku po raz pierwszy na żywo Graveland (nie byłem na ich koncercie, ale nie widzę żadnych przeciwwskazań żeby w przyszłości zobaczyć jak się prezentuje kapela Roba Darkena na żywo). Jakiejkolwiek cenzurze mówię nie, gdyż metal kojarzy mi się z wolnością bez skrępowania odgórnymi nakazami czy zakazami. To mój wybór czego chce słuchać i co mi się podoba, a co nie. A jeśli ktoś z młodych ludzi nie zaznajomionych z metalem przeczyta ten wywód i zacznie swą przygodę z ciężkim graniem od muzyki Cannibal Corpse to będzie to fajne.
Wróćmy jednak do koncertu. Do Blue Note'a dostałem się już na 15 minut przed początkiem otwierającego koncertu Włochów z Hideous Divinity. Rzymianie pozytywnie mnie zaskoczyli, choć na dzień przed koncertem przesłuchałem ich oba długograje "Obeisance Rising" (2012) i "Cobra Verde" (2014) na Youtube i wiedziałem że będzie dobrze. Świetne, niekiedy brutalne riffy, absorbujące solówki, doskonała praca perkusisty, mocarny growling wokalisty, sceniczna żywiołowość i potęga. Po prostu wciągający i brutalny techniczny death metal na wysokim poziomie. Chciałem nawet kupić ich drugi album "Cobra Verde" (2014) za 50 zł, ale ostatecznie wstrzymałem się na razie z zakupem. Swoją drogą merch kapel był dość drogi - zarówno Krisiun i Cannibal Corpse. 70 zł za ostatni długograj CC na CD to chyba jednak lekka przesada. Być może narzekam, ale nie zanosi się na razie na to że zostanę w przyszłości milionerem.
Nie był to mój pierwszy koncert braci Kolesne z Krisiun. Jak przez mgłę pamiętam ich gig w poznańskim Blue Note 31 maja 2011 roku wraz z Karnak i Kataklysm. Wczoraj będący od lat w służbie death metalu Brazylijczycy zagrali z werwą i pazurem. Koncert był solidny, choć nie ukrywam że spodziewałem się mocniejszego pierdolnięcia (które dostałem swoją drogą na Cannibal Corpse). Mimo wszystko jestem pełen podziwu dla oddania Brazylijczyków death metalowi. Widać że dla nich death metal to życie, ta muzyka płynie i pulsuje w ich żyłach. Ostatnia płyta Krisiun "Forged in Fury" (2015) średnio mi się podobała, ale koncertowo było lepiej niż dobrze. Na Krisiun zaczął się robić całkiem porządny kocioł pod sceną. Wokalista i basista Krisiun Alex Camargo chwalił polskich maniaków za intensywną zabawę twierdząc że to najlepszy gig Krisiun na całej trasie. Poznań zatem chyba przebił Warszawę. Całości set-listy Krisiun nie pamiętam, ale chyba była identyczna niż w Proximie, czyli "Combustion Inferno", "The Will to Potency", "Vengeance's Revelation", "Descending Abomination", "Blood of Lions" i "Hatred Inherit".
Po zakończeniu koncertu Krisiun na zamykający koncert death metalowców z Cannibal Corpse trzeba było czekać ponad 40 minut. Czekanie umilały puszczane w formie żartu death metalowe covery w wykonaniu Six Feet Under, kapeli dawnego wokalisty Cannibal Corpse Chrisa Barnesa. Powoli zacząłem się denerwować i niecierpliwie zerkać na zegarek aż w końcu o godzinie 22.25 rozpoczęła się death metalowa jazda bez trzymanki. W trakcie występu Cannibal Corpse kocioł pod sceną zrobił się nieziemski - przezornie ustawiłem się nieco z boku, by zrobić choć kilka zdjęć. Oprócz kawałków nowszych poleciały jakże wyczekiwane przez widownię starocie. Potężny wokalista Kanibali George "Corpsegrinder" Fisher w przerwach między death metalowymi gore 'hiciorami' pozwalał sobie na żarciki z widownią. Ile ten facet ma potężnej energii w sobie aż trudno uwierzyć! Mimo potężnej dawki brutalności death metal Cannibal Corpse potrafi być całkiem przebojowy. Nie ma siły - przy muzyce Kanibali trzeba szaleć do utraty tchu. Set-lista CC: "Evisceration Plague", "The Time to Kill Is Now", "Scourge of Iron", "Death Walking Terror", "Stripped, Raped and Strangled", "The Wretched Spawn", "Pit of Zombies", "Kill or Become", "Sadistic Embodiment", "Icepick Lobotomy", "Covered with Sores", "Born in a Casket", "I Cum Blood" (piosenka miłosna Kanibali :-)), "Unleashing the Bloodthirsty", "Make Them Suffer", "Hammer Smashed Face" i "Devoured by Vermin". Łącznie siedemnaście wałków fantastycznego, przesyconego potężnym groovem death metalu.
Jak to powiedział Fisher do widowni "Keep supporting fucking death metal."
https://www.youtube.com/watch?v=2Op6wx6qPnA
wtorek, 8 grudnia 2015
Angelcunt, Nervochaos i Pentagram w Escape, Wiedeń, 4.12.2015 (fotorelacja)
Głodny muzyki metalowej na żywo i mając metalowy klub Escape niemal pod nosem 4 grudnia 2015 roku udałem się tam na koncert Angelcunt, Nervochaos i Pentagram z Chile (nie mylić z heavy doom metalowym Pentagram z US of A). Nigdy nie byłem w Escape, a muszę przyznać, że to miejsce idealne na podziemne gigi metalowe. Dobrze zaopatrzony w austriackie piwa bar, tablice z nazwami kapel metalowych dotąd grających w Escape (np. Vader w 2013 roku), wreszcie piwniczne podziemie, w którym odbywają się koncerty. Czyli generalnie do klubu można przyjść w celu wyłącznie towarzyskim (jest do tego osobna sala przy barze), niekoniecznie dla obcowania z ciężką muzyką na żywo (od tego są podziemia, gdzie znajduje się również bar). Przyszedłem do klubu ubrany normalnie, bo w gruncie rzeczy poszedłem na ten koncert kompletnie spontanicznie (Nervochaos miałem okazję widzieć na żywo w poznańskim Bazylu i sponiewierali konkretnie!). Normalnie w sensie zero czerni, brak koszulki metalowej, glanów czy ramoneski. Nie miałem tego kramu ze sobą. W każdym razie pierwsze zaskoczenie to barmanka, która dbała o obsługę gości klubu w koszulce Mgły. Nie dość że ładna dziewczyna to jeszcze ta koszulka. Zastanawiałem się czy dziewczyna nie jest z Polski. Zamówiłem u niej piwo i zaczęliśmy po angielsku rozmawiać. Okazało się że jest z Niemiec, lubi Mgłę, ale nie widziała ich jeszcze na żywo. Z racji tego że bardzo miło mi się z nią rozmawiało poprosiłem ją o kartkę papieru, długopis i wypisałem jej około 30 polskich kapel black metalowych np. Furia, Medico Peste, Cultes des Ghoules, Blaze of Perdition, Morowe, FDS, Odraza, Outre, itd. Ciekawe ile z tego przesłuchała. :-)
Tak się z nią zagadałem że umknęło mi kilka minut z otwierającego koncertu Angelcunt. Zespół młody parający się bluźnierczym black/death/thrash metalem w starym stylu. Na koncie tylko jedno demko "Demonic Proclamation" (2012), na którym znajduje się 5 kawałków: "Angelic Vagina", "Jesus the Uterine Cancer", "Buried Alive in Their Chapel", "Ejaculation of Sins" i "Defloration of Virgin Mary". Rozkoszne tytuły (zapewne chłopaki zagrali całe demko, ale mogę się mylić), przyjęcie ze strony niezbyt licznej publiki całkiem entuzjastyczne. Mnie również wulgarna i bezpośrednia muzyka Angelcunt przypadła do gustu, choć nie jest to nic odkrywczego. Swoją drogą odniosłem wrażenie w trakcie wszystkich trzech gigów że austriacka publika jest dość drętwa - żadnego pogo pod sceną, zero szaleństw, niemal dżentelmeńska atmosfera. Spoko, mi osobiście pasuje, choć z drugiej strony polscy metalowcy umieją szaleć w trakcie co bardziej intensywnych koncertów (trochę mi tego brakowało).
Jak miło było zobaczyć Brazylijczyków z Nervochaos ponownie! Pierwsze co mi się jednak rzuciło w oczy to roszady personalne w składzie kapeli od czasu koncertu w Poznaniu w marcu 2015 roku, kiedy supportowali Master - w zespole pojawiła się bowiem gitarzystka Cherry z heavy metalowego Hellsakura. Muzyka Nervochaos sprawdza się na żywo - to prosty death thrash w stylu starej Sepultury czy Sarcofago, zagrany jednak z odpowiednią werwą i pierdolnięciem. Zarówno fani death metalu, jak i thrash metalu a la Slayer powinni zobaczyć Nervochaos na żywo. Set-lista: "The Harvest", "Mind Under Siege", "Dark Chaotic Destruction", "For Passion Not Fashion", "To the Death", "All-Out War", "Mighty Justice", "Total Satan", "From Below and Not Above", "Pazuzu Is Here", "Mark of the Beast", "Shadows of Destruction" i "Pure Hemp".
Pentagram z Chile to kapela, której trochę się nie poszczęściło. Od trzydziestu lat łoją porywający thrash/death metal w starym stylu a la Slayer czy Possessed, w 1987 roku nagrali dwie uchodzące w podziemiu za kultowe demówki, a debiutanckiego pełnego albumu (który zakupiłem) "The Malefice" doczekali się dopiero w 2013 roku. Szkoda, bo kapela słusznie uchodzi za jeden z najważniejszych zespołów kreujących południowo-amerykańską scenę metalową w latach 80-tych. Wspaniały, drapieżny, pełen wokalnego jadu, intensywny thrash death z mocarnymi riffami, wyrywającymi z butów zwolnieniami i sporadycznym dźwiękowym chaosem. Aż smutek człowieka bierze że kapela tak słabo znana, by nie rzec zapomniana. Zagrali m.in. "Ritual Human Sacrifice" ze splitu z Unaussprechlichen Kulten (2015) oraz "La Fiura", "The Death of Satan" i "Horror Vacui" z debiutanckiego długograja. Z tego co się zorientowałem Pentagram z Chile zagrał 6 grudnia 2015 roku w Korbie w Katowicach. Jestem ciekaw czy publika dopisała, choć szczerze w to powątpiewam, gdyż jakoś ten koncert przeszedł bez echa.
A tak zabrzmiał chilijski Pentagram w Korbie: https://www.youtube.com/watch?v=lPlFyQr35-I
Tak się z nią zagadałem że umknęło mi kilka minut z otwierającego koncertu Angelcunt. Zespół młody parający się bluźnierczym black/death/thrash metalem w starym stylu. Na koncie tylko jedno demko "Demonic Proclamation" (2012), na którym znajduje się 5 kawałków: "Angelic Vagina", "Jesus the Uterine Cancer", "Buried Alive in Their Chapel", "Ejaculation of Sins" i "Defloration of Virgin Mary". Rozkoszne tytuły (zapewne chłopaki zagrali całe demko, ale mogę się mylić), przyjęcie ze strony niezbyt licznej publiki całkiem entuzjastyczne. Mnie również wulgarna i bezpośrednia muzyka Angelcunt przypadła do gustu, choć nie jest to nic odkrywczego. Swoją drogą odniosłem wrażenie w trakcie wszystkich trzech gigów że austriacka publika jest dość drętwa - żadnego pogo pod sceną, zero szaleństw, niemal dżentelmeńska atmosfera. Spoko, mi osobiście pasuje, choć z drugiej strony polscy metalowcy umieją szaleć w trakcie co bardziej intensywnych koncertów (trochę mi tego brakowało).
Jak miło było zobaczyć Brazylijczyków z Nervochaos ponownie! Pierwsze co mi się jednak rzuciło w oczy to roszady personalne w składzie kapeli od czasu koncertu w Poznaniu w marcu 2015 roku, kiedy supportowali Master - w zespole pojawiła się bowiem gitarzystka Cherry z heavy metalowego Hellsakura. Muzyka Nervochaos sprawdza się na żywo - to prosty death thrash w stylu starej Sepultury czy Sarcofago, zagrany jednak z odpowiednią werwą i pierdolnięciem. Zarówno fani death metalu, jak i thrash metalu a la Slayer powinni zobaczyć Nervochaos na żywo. Set-lista: "The Harvest", "Mind Under Siege", "Dark Chaotic Destruction", "For Passion Not Fashion", "To the Death", "All-Out War", "Mighty Justice", "Total Satan", "From Below and Not Above", "Pazuzu Is Here", "Mark of the Beast", "Shadows of Destruction" i "Pure Hemp".
Pentagram z Chile to kapela, której trochę się nie poszczęściło. Od trzydziestu lat łoją porywający thrash/death metal w starym stylu a la Slayer czy Possessed, w 1987 roku nagrali dwie uchodzące w podziemiu za kultowe demówki, a debiutanckiego pełnego albumu (który zakupiłem) "The Malefice" doczekali się dopiero w 2013 roku. Szkoda, bo kapela słusznie uchodzi za jeden z najważniejszych zespołów kreujących południowo-amerykańską scenę metalową w latach 80-tych. Wspaniały, drapieżny, pełen wokalnego jadu, intensywny thrash death z mocarnymi riffami, wyrywającymi z butów zwolnieniami i sporadycznym dźwiękowym chaosem. Aż smutek człowieka bierze że kapela tak słabo znana, by nie rzec zapomniana. Zagrali m.in. "Ritual Human Sacrifice" ze splitu z Unaussprechlichen Kulten (2015) oraz "La Fiura", "The Death of Satan" i "Horror Vacui" z debiutanckiego długograja. Z tego co się zorientowałem Pentagram z Chile zagrał 6 grudnia 2015 roku w Korbie w Katowicach. Jestem ciekaw czy publika dopisała, choć szczerze w to powątpiewam, gdyż jakoś ten koncert przeszedł bez echa.
A tak zabrzmiał chilijski Pentagram w Korbie: https://www.youtube.com/watch?v=lPlFyQr35-I
piątek, 13 marca 2015
Deadly Whispers, Nervochaos, Absurdity, Master w Bazylu, 12.03.2015 (fotorelacja)
Czekałem na ten koncert z niecierpliwością, gdyż nigdy nie widziałem Master na żywo jednocześnie zdając sobie sprawę z niezaprzeczalnego faktu, iż kapelę Paula Speckmanna śmiało można uznać za protoplastów death metalu (obok Death czy Possessed). Mieszkający od lat w Czechach 51-letni Speckmann swój pierwszy band założył w 1982 roku, z Master nagrał łącznie 12 albumów studyjnych (w tym ogromnie szanowane w podziemiu "Master" z 1990 roku oraz "On the Seventh Day God Created... Master" z 1991 roku), nadto po dziś dzień posiada kilka międzynardowych death metalowych side-projectów, w tym Cadaveric Poison i Speckmann & Johansson. Jako supporty Master miały wystąpić dwa zespoły z Francji, a mianowicie death/thrash metalowy Deadly Whispers i deathcorowy Absurdity, a także death metalowe trio z Brazylii Nervochaos. Koncert rozpoczął się dopiero po 20.30 na skutek sporej obsuwy czasowej związanej ze spóźnieniem jednego z supportów. Na szczęście potem obyło się bez dłuższych przerw, choć np. Brazylijczycy z Nervochaos nie zagrali ostatniego zapowiadanego kawałka. Ale po kolei.
Deadly Whispers to istniejąca od 2005 roku kapela z Tarbes z demem "Deadly Whispers" (2005) i pojedynczym długograjem na koncie "Merchant of War" (2013). Koncert był całkiem solidny, choć thrashująco-corowy death metal Francuzów nie był dla mnie niczym zaskakującym, gdyż tego typu zespołów mamy na scenie od groma. Słuchało się jednak krótkiego występu Francuzów bardzo przyjemnie, wściekła energia emanowała ze sceny, a w trakcie kawałka "Merchant of War" pod sceną zrobiło się małe pogo. Muzycy zaprezentowali m.in. takie utwory jak "Sociality", "Black Mass", "Absolution" czy wspomniany "Merchant of War".
Po krótkim gigu Deadly Whispers poszedłem ze znajomymi na dość skromne stoisko z merchem. No i pierwsze zdziwienie. Płytki Nervochaos i Deadly Whispers za 20 zł, Absurdity za bodaj 30 zł, a albumy Master na CD za 60 zł. Najbardziej rozwaliła mnie cena książki Paula Speckmanna "SPECKMANN - Underground Survivor - The Pictoral", która kosztowała 180 zł! Mimo wszystko postanowiłem zainwestować w Nervochaos i Master, co też uczyniłem po gigu Nervochaos.
Brazylijskie trio Nervochaos zagrało moim zdaniem najlepszy (po Master) koncert wczorajszego wieczoru. Z racji tego że kapela z San Paulo istnieje od 1996 roku i ma już w swoim dorobku 6 długograjów powinni występować przed Master. W każdym razie na kilka dni przed koncertem zapoznałem się na Youtube z dwoma ostatnimi albumami Nervochaos "To the Death" (2012) oraz "The Art of Vengeance" (2014) i oba przypadły mi do gustu, także wiedziałem, że Brazylijczycy zagrają świetny koncert. Włożenie muzyki Nervochaos do szufladki z napisem 'death metal' jest zbyt proste, gdyż w twórczości Brazylijczyków można wyczuć wpływy wczesnej Sepultury czy Sarcofago z domieszką doom metalowej aury. To po prostu old-schoolowy death/thrash metal ze złowieszczą sataniczną atmosferą, który na scenie wybrzmiał niezwykle świeżo i przekonująco. Nie mam pojęcia dlaczego Nervochaos pozostaje nadal w cieniu. Na pewno chętnie zapoznam się z dyskografią tej kapeli, gdy czas mi na to pozwoli. Set-lista Nervochaos wyglądała mniej więcej tak: "All-Out War", "To the Death", "Mind Under Siege", "Dark Chaotic Destruction", "Shadows of Destruction", "Total Satan", "Pazuzu Is Here", "Pure Hemp". Na pewno nie zagrali jednego (albo dwóch) kawałka, gdyż z powodu obsuwy czasowej musieli zejść ze sceny.
Z Absurdity także zapoznałem się przed koncertem i choć raczej nie przepadam za siłowym deathcorem ich muzyka ze względu na użycie industrialnych sampli trochę mnie zaintrygowała. Zaczynali jako kapela death/thrash metalowa inspirowana Carcass, Bolt Thrower czy wczesną Sepulturą, by od 2008 roku wkroczyć na teren deathcore'a z elementami industrialu. I rzeczywiście niemal każdy kawałek zagrany wczoraj przez Absurdity poprzedzony był industrialnym samplem. Koncertowo Francuzi wypadli całkiem intensywnie, acz odniosłem wrażenie, że na ich gigu sala koncertowa u Bazyla dość mocno się przerzedziła. No cóż, nie każdy słuchacz muzyki metalowej przepada za deathcorem/metalcorem... Mimo wszystko w trakcie gigu Absurdity ciężar był momentami okrutny, a niektóre szybkie partie gitarowe skłaniały do żwawego machania łbem.
Wreszcie przyszła kolej na Master Paula Speckmanna. Obecnie Master tworzą Speckmann oraz (od 2003 roku) dwaj muzycy czeskiego thrash metalowego Shaark: gitarzysta Ales Nejezchleba oraz perkusista Zdeněk Pradlovský. Szczery i przekonujący death/thrash metal Master nadal tkwi zakorzeniony w charakterystycznym dla lat 80-tych brzmieniu, muzyka Master jest niczym nie poddający się erozji monolit, co dla fanów zespołu stanowi powód do dumy, a dla innych może być oznaką twórczego skostnienia. Mnie akurat niezmienność Master cieszy, a sam Speckmann bez dwóch zdań pozostaje death metalową ikoną. Master na żywo to wciąż granie pełne entuzjazmu, porywające energią i na wskroś staromodne. Także społeczno-polityczna warstwa liryczna Master od początku istnienia zespołu pozostaje niezmienna, co zbliża Master do kapel punkowych czy hardcorowych. Na obecną chwilę nie jestem w stanie przypomnieć sobie dokładnej set-listy z wczorajszego wieczoru (bogatą dyskografię Master znam wybiórczo), ale publika najgłośniej domagała się "Funeral Bitch" (w końcu Speckmann uległ i zagrał ten kawałek sprzed "stu lat" :-)), nadto zagrane zostały "Judgement of Will" oraz "Submerged in Sin".
Deadly Whispers to istniejąca od 2005 roku kapela z Tarbes z demem "Deadly Whispers" (2005) i pojedynczym długograjem na koncie "Merchant of War" (2013). Koncert był całkiem solidny, choć thrashująco-corowy death metal Francuzów nie był dla mnie niczym zaskakującym, gdyż tego typu zespołów mamy na scenie od groma. Słuchało się jednak krótkiego występu Francuzów bardzo przyjemnie, wściekła energia emanowała ze sceny, a w trakcie kawałka "Merchant of War" pod sceną zrobiło się małe pogo. Muzycy zaprezentowali m.in. takie utwory jak "Sociality", "Black Mass", "Absolution" czy wspomniany "Merchant of War".
Po krótkim gigu Deadly Whispers poszedłem ze znajomymi na dość skromne stoisko z merchem. No i pierwsze zdziwienie. Płytki Nervochaos i Deadly Whispers za 20 zł, Absurdity za bodaj 30 zł, a albumy Master na CD za 60 zł. Najbardziej rozwaliła mnie cena książki Paula Speckmanna "SPECKMANN - Underground Survivor - The Pictoral", która kosztowała 180 zł! Mimo wszystko postanowiłem zainwestować w Nervochaos i Master, co też uczyniłem po gigu Nervochaos.
Brazylijskie trio Nervochaos zagrało moim zdaniem najlepszy (po Master) koncert wczorajszego wieczoru. Z racji tego że kapela z San Paulo istnieje od 1996 roku i ma już w swoim dorobku 6 długograjów powinni występować przed Master. W każdym razie na kilka dni przed koncertem zapoznałem się na Youtube z dwoma ostatnimi albumami Nervochaos "To the Death" (2012) oraz "The Art of Vengeance" (2014) i oba przypadły mi do gustu, także wiedziałem, że Brazylijczycy zagrają świetny koncert. Włożenie muzyki Nervochaos do szufladki z napisem 'death metal' jest zbyt proste, gdyż w twórczości Brazylijczyków można wyczuć wpływy wczesnej Sepultury czy Sarcofago z domieszką doom metalowej aury. To po prostu old-schoolowy death/thrash metal ze złowieszczą sataniczną atmosferą, który na scenie wybrzmiał niezwykle świeżo i przekonująco. Nie mam pojęcia dlaczego Nervochaos pozostaje nadal w cieniu. Na pewno chętnie zapoznam się z dyskografią tej kapeli, gdy czas mi na to pozwoli. Set-lista Nervochaos wyglądała mniej więcej tak: "All-Out War", "To the Death", "Mind Under Siege", "Dark Chaotic Destruction", "Shadows of Destruction", "Total Satan", "Pazuzu Is Here", "Pure Hemp". Na pewno nie zagrali jednego (albo dwóch) kawałka, gdyż z powodu obsuwy czasowej musieli zejść ze sceny.
Z Absurdity także zapoznałem się przed koncertem i choć raczej nie przepadam za siłowym deathcorem ich muzyka ze względu na użycie industrialnych sampli trochę mnie zaintrygowała. Zaczynali jako kapela death/thrash metalowa inspirowana Carcass, Bolt Thrower czy wczesną Sepulturą, by od 2008 roku wkroczyć na teren deathcore'a z elementami industrialu. I rzeczywiście niemal każdy kawałek zagrany wczoraj przez Absurdity poprzedzony był industrialnym samplem. Koncertowo Francuzi wypadli całkiem intensywnie, acz odniosłem wrażenie, że na ich gigu sala koncertowa u Bazyla dość mocno się przerzedziła. No cóż, nie każdy słuchacz muzyki metalowej przepada za deathcorem/metalcorem... Mimo wszystko w trakcie gigu Absurdity ciężar był momentami okrutny, a niektóre szybkie partie gitarowe skłaniały do żwawego machania łbem.
Wreszcie przyszła kolej na Master Paula Speckmanna. Obecnie Master tworzą Speckmann oraz (od 2003 roku) dwaj muzycy czeskiego thrash metalowego Shaark: gitarzysta Ales Nejezchleba oraz perkusista Zdeněk Pradlovský. Szczery i przekonujący death/thrash metal Master nadal tkwi zakorzeniony w charakterystycznym dla lat 80-tych brzmieniu, muzyka Master jest niczym nie poddający się erozji monolit, co dla fanów zespołu stanowi powód do dumy, a dla innych może być oznaką twórczego skostnienia. Mnie akurat niezmienność Master cieszy, a sam Speckmann bez dwóch zdań pozostaje death metalową ikoną. Master na żywo to wciąż granie pełne entuzjazmu, porywające energią i na wskroś staromodne. Także społeczno-polityczna warstwa liryczna Master od początku istnienia zespołu pozostaje niezmienna, co zbliża Master do kapel punkowych czy hardcorowych. Na obecną chwilę nie jestem w stanie przypomnieć sobie dokładnej set-listy z wczorajszego wieczoru (bogatą dyskografię Master znam wybiórczo), ale publika najgłośniej domagała się "Funeral Bitch" (w końcu Speckmann uległ i zagrał ten kawałek sprzed "stu lat" :-)), nadto zagrane zostały "Judgement of Will" oraz "Submerged in Sin".
czwartek, 11 grudnia 2014
Jason Korolenko "Sepultura: Brazylijska furia" - recenzja
Tak naprawdę na Sepulturze postawiłem krzyżyk w momencie ukazania się "Roots" (1996), jeszcze z Maksem Cavalerą na wokalu. Nie mogłem się do tej płyty przełamać z racji nadmiernego przesycenia jej elementami nu-metalu i plemiennymi eksperymentami. Ostatnią płytą na której Sepultura jeszcze mnie przekonywała była "Chaos A.D." (1994). Nadto nie mogę zapomnieć chwil gdy katowałem na kasetach magnetofonowych takie death thrashowe monstra Sepultury jak "Arise" (1991) czy "Beneath the Remains" (1989) z naciskiem na tą pierwszą (do "Arise" mam zresztą największy sentyment!). Po "Roots" jak wiadomo skład Sepultury opuścił Max Cavalera, który poświęcił się tworzeniu w swoim nu-metalowym zespole Soulfly (a potem w Cavalera Conspiracy wraz z bratem Igorem), a jego miejsce zajął Amerykanin Derrick Green. Praktycznie od momentu premiery "Against" przestałem się interesować Sepulturą, choć wyrywkowo gdzieś tam w audycjach metalowych słyszałem jakieś nowe kawałki Sepultury z Greenem np. "Sepulnation" czy "Bottomed Out". Brazylijska Sepultura zaczęła odchodzić już od thrash death metalowej stylistyki na "Chaos A.D." - co było nieuchronne gdyż muzycy Sepultury (zwłaszcza gitarzysta Andreas Kisser i eks-perkusista Igor Cavalera) byli otwarci na hardcore, punk czy industrial metal a la Ministry. Niemniej nasycenie muzyki Sepultury plemiennymi eksperymentami, groove metalem, dęciakami czy śladowe ilości thrash metalu na kolejnych płytach Sepy z Derrickiem Greenem (np. na "Dante XXI") nie przemawiały do mnie. To już nie była stara dobra Sepultura z czasów "Chaos A.D.", "Beneath the Remains" bądź "Schizophrenia".
Traf jednak chciał że otrzymałem do ręki książkę Jasona Korolenko "Sepultura: Brazylijska furia" i przeczytałem ją dość błyskawicznie. Wpierw nadmienię, że nie miałem jeszcze okazji przeczytać "Krwawych korzeni" Maxa Cavalery (biografii założyciela i eks-wokalisty Sepultury, która ukazała się nakładem rodzimego wydawnictwa Kagra), także nie mam porównania. Blisko trzystu-stronicowa książka Jasona Korolenki obejmuje niemal trzydziestoletni okres istnienia Sepultury - od momentu powstania kapeli w 1984 roku w Belo Horizonte do mniej więcej wydania trzynastego longplaya studyjnego "The Mediator Between Head and Hands Must Be the Heart" (2013). Oczywiście najbardziej interesował mnie wątek odejścia Maxa Cavalery z Sepultury po nagraniu "Roots". Andreas Kisser, Paulo Jr. i Igor Cavalera twierdzą, że odejście Maxa z Sepy było nieuniknione, gdyż menadżerka zespołu i żona Maxa Gloria faworyzowała swojego męża traktując pozostałych muzyków jako tło. Interesujące były też podstawowe informacje Jasona Korolenki odnośnie eksplozji brazylijskiej sceny thrash/death metalowej w latach 80-tych. Wiadomo, jest to książka o Sepulturze, ale chciałbym nieco więcej barwnych nawiązań do takich kapel jak Sarcofago, Vulcano, Mutilator czy Overdose. Jednak muszę przyznać, że "Brazylijską furię" czyta się dobrze, choć momentami autor zdaje się prześlizgiwać po co bardziej kontrowersyjnych wątkach. Omówione zostają wszystkie większe trasy koncertowe Sepultury i wszelkie roszady personalne, każdy z dwunastu (poza ostatnim) studyjnych longplayów Sepultury zostaje zrecenzowany (forma: analiza danego kawałka pod kątem techniki wykonania i warstwy lirycznej). Widać że Korolenko jest ogromnym fanem legendy brazylijskiego metalu, by nie rzec fan boyem. Bądźmy jednak poważni. Żadna z płyt nagranych z Derrickiem Greenem w latach 1998-2013 nie dorasta do pięt "Arise" czy "Beneath the Remains" z Maxem Cavalerą na wokalu. Jeśli chodzi o spór na linii Gloria i Max Cavalera a reszta zespołu (Max będący bratem Igora nie odzywał się do niego przez 10 lat!) to został on przez Autora potraktowany na szczęście raczej bezstronnie, bez wyraźnego opowiadania się za jedną z dwóch racji. Mnie się jednak wydaje, że związek i ślub założyciela i frontmana Sepultury z menadżerką zespołu musiał doprowadzić do nieuchronnego rozłamu, który nastąpił 16 grudnia 1996 roku w Londynie. Książkę warto przeczytać, zwłaszcza gdy jest się fanem Sepultury. Można się zżymać na obecną twórczość zespołu czy dla wielu wciąż niestrawne wokale Derricka Greena, ale "Brazylijska furia" skłoniła mnie do ponownego sięgnięcia po płyty Sepultury - zespołu kontrowersyjnego, acz uparcie, bez oglądania się na wpływy i opinie innych tworzącego to co chcą. Właśnie daję szansę "Roorback" (2003), potem przyjdzie czas na kolejne albumy Sepy z Derrickiem Greenem na wokalu. Dwa kciuki w górę za sporo ciekawych archiwalnych zdjęć na końcu książki.
Traf jednak chciał że otrzymałem do ręki książkę Jasona Korolenko "Sepultura: Brazylijska furia" i przeczytałem ją dość błyskawicznie. Wpierw nadmienię, że nie miałem jeszcze okazji przeczytać "Krwawych korzeni" Maxa Cavalery (biografii założyciela i eks-wokalisty Sepultury, która ukazała się nakładem rodzimego wydawnictwa Kagra), także nie mam porównania. Blisko trzystu-stronicowa książka Jasona Korolenki obejmuje niemal trzydziestoletni okres istnienia Sepultury - od momentu powstania kapeli w 1984 roku w Belo Horizonte do mniej więcej wydania trzynastego longplaya studyjnego "The Mediator Between Head and Hands Must Be the Heart" (2013). Oczywiście najbardziej interesował mnie wątek odejścia Maxa Cavalery z Sepultury po nagraniu "Roots". Andreas Kisser, Paulo Jr. i Igor Cavalera twierdzą, że odejście Maxa z Sepy było nieuniknione, gdyż menadżerka zespołu i żona Maxa Gloria faworyzowała swojego męża traktując pozostałych muzyków jako tło. Interesujące były też podstawowe informacje Jasona Korolenki odnośnie eksplozji brazylijskiej sceny thrash/death metalowej w latach 80-tych. Wiadomo, jest to książka o Sepulturze, ale chciałbym nieco więcej barwnych nawiązań do takich kapel jak Sarcofago, Vulcano, Mutilator czy Overdose. Jednak muszę przyznać, że "Brazylijską furię" czyta się dobrze, choć momentami autor zdaje się prześlizgiwać po co bardziej kontrowersyjnych wątkach. Omówione zostają wszystkie większe trasy koncertowe Sepultury i wszelkie roszady personalne, każdy z dwunastu (poza ostatnim) studyjnych longplayów Sepultury zostaje zrecenzowany (forma: analiza danego kawałka pod kątem techniki wykonania i warstwy lirycznej). Widać że Korolenko jest ogromnym fanem legendy brazylijskiego metalu, by nie rzec fan boyem. Bądźmy jednak poważni. Żadna z płyt nagranych z Derrickiem Greenem w latach 1998-2013 nie dorasta do pięt "Arise" czy "Beneath the Remains" z Maxem Cavalerą na wokalu. Jeśli chodzi o spór na linii Gloria i Max Cavalera a reszta zespołu (Max będący bratem Igora nie odzywał się do niego przez 10 lat!) to został on przez Autora potraktowany na szczęście raczej bezstronnie, bez wyraźnego opowiadania się za jedną z dwóch racji. Mnie się jednak wydaje, że związek i ślub założyciela i frontmana Sepultury z menadżerką zespołu musiał doprowadzić do nieuchronnego rozłamu, który nastąpił 16 grudnia 1996 roku w Londynie. Książkę warto przeczytać, zwłaszcza gdy jest się fanem Sepultury. Można się zżymać na obecną twórczość zespołu czy dla wielu wciąż niestrawne wokale Derricka Greena, ale "Brazylijska furia" skłoniła mnie do ponownego sięgnięcia po płyty Sepultury - zespołu kontrowersyjnego, acz uparcie, bez oglądania się na wpływy i opinie innych tworzącego to co chcą. Właśnie daję szansę "Roorback" (2003), potem przyjdzie czas na kolejne albumy Sepy z Derrickiem Greenem na wokalu. Dwa kciuki w górę za sporo ciekawych archiwalnych zdjęć na końcu książki.
niedziela, 15 czerwca 2014
Goatblood, Satanize, Horrid i Mystifier w Poznaniu - 14 czerwca 2014 roku (fotorelacja)

Zastanawiałem się do ostatniej chwili czy iść na ten koncert, a teraz po odespaniu wczorajszej nocy stwierdzam, że była to dobra decyzja. Gig włoskiego Horrid i brazylijskiego Mystifier zapamiętam bowiem na długo. To było istne szaleństwo, celebracja metalowego hałasu najwyższej próby. Oczywiście w poznańskim Bazylu nie obyło się bez czasowej obsuwy, poza tym frekwencja nie była najwyższych lotów (podobnie było dwa dni wcześniej na Supreme Lord i Incantation we wrocławskim Liverpoolu). Trochę szkoda, ale przynajmniej nie musiałem się przeciskać przez tłum ludzi by znaleźć się pod sceną.
Krótko przed 20 sceną zawładnęli Niemcy z Goatblood mający na koncie trzy wydane na kasetach magnetofonowych dema "Invocation of Doom" (2013), "Sadistic Body Rites" (2013) i "Nekro Rituals" (2014). Ich muzyka to chamski, prymitywny, lejący po mordzie black/death metal, toporny, acz do bólu agresywny. Zgromadzonej widowni raczej się podobało. Image sceniczny muzyków odpowiedni do wykonywanej muzyki: łańcuchy, odwrócone krzyże, zdarte spodnie, naboje, dualne zdzieranie strun głosowych. Podobało mi się. Ktoś z tyłu co chwila skandował "Piwko!", "Zagrajcie piwko!"... muzyka Goatblood sprawdza się idealnie w trakcie konsumpcji browaru. To fakt.
Natomiast black metalowe trio Satanize z Portugalii, które zawładnęło sceną Bazyla po Goatblood trochę mnie wymęczyło. Kapela ma na koncie wiele dem, splitów i trzy długograje (ostatni "Black Rotten Witchcraft" z 2013 roku), ale osobiście nie zadałem sobie wiele trudu przed koncertem Portugalczyków by zapoznać się z ich zrytualizowanym black metalem. Przesłuchałem ze 2-3 kawałki dostępne na Youtube i to wszystko. Na zdjęciach Satanize pozują w mnisich habitach, a tutaj pierwsze zaskoczenie... jedynie wokalista zespołu o długachnej ksywie Reverend of Blasphemous Incantations and Dark Summonings odziany był w czarny habit. Facet dysponuje cholernie agresywnym black metalowym wokalem, ale koncert Satanize był dość monotonny, a co za tym idzie repetytywny. Brak zróżnicowania skutkował znużeniem u niżej podpisanego. Generalnie mundial mam gdzieś, ale nażelowany perkusista zespołu rzeczywiście odrobinę przypominał Cristiano Ronaldo. :-)
Natomiast włoski death metalowy Horrid mnie porwał. To prawdziwi weterani death metalowego łomotu, gdyż istnieją od 1988 roku, a pierwsze demo "Eternal Suffering" nagrali w 1992 roku. Zagrali bardzo fajny, kopiący w dupsko koncert - przyłoili energetycznym death metalem w stylu starego Autopsy oraz starej szwedzkiej szkoły a la Carnage, Grave czy Dismember. Tak mi się podobało, że po koncercie poleciałem kupić ich ostatni album "Sacrilegious Fornication" (2014), z którego zaprezentowali wczoraj na żywo kilka kawałków, w tym noszący tytuł starego satanicznego horroru z 1970 roku "Blood on Satan's Claw" Piersa Haggarda. Zaiste krew na pazurze Szatana! Szwedzkie riffy i harmonie, doom metalowe zwolnienia, głęboki, mrożący krew w żyłach growling... i młyn pod sceną wskazany! Świetny, tryskający pieprzoną energią koncert zespołu, który powinien być w Polsce o wiele bardziej znany i doceniany.
Mystifier... po raz pierwszy usłyszałem Brazylijczyków wiele lat temu dzięki kawałkowi "Give the Human Devil His Due", który znalazł się na soundtracku do filmu "Gummo" (1997) Harmony Korine'a. Byłem cholernie ciekaw, jak zaprezentuje się legenda brazylijskiego black metalu na żywo. I muszę przyznać, że "canarinhos" brazylijskiego, podszytego okultyzmem i Crowleyem black metalu dali z siebie wszystko. Takiej fenomenalnej prezencji scenicznej wiele kapel może im pozazdrościć. W trakcie Mystfier Tour 2014 zespół zaprezentował się z nowym wokalistą Diego Araujo, który zastąpił Meugninousouana. Ze starego składu Mystifier pozostał jedynie ciemnoskóry ex-basista, obecnie gitarzysta Beelzeebubth. Od początku swojej aktywności Mystifier wykazywał fiksację na punkcie okultyzmu... wczoraj na koncercie dało się to odczuć. Fantastycznie wypadły na żywo agresywne black/thrash metalowe sekcje płynnie przechodzące w majestatyczne doom metalowe zwolnienia. Pod sceną wrzący kocioł, w którym parokrotnie brałem udział uniesiony intensywną muzyką Brazylijczyków. Już po koncercie (i po bisach) uśmiechnięty i szczęśliwy Beelzeebubth gorąco dziękował polskim maniakom za przyjście na koncert. W publiczność poleciały koszulka perkusisty Mystifier (fenomenalny Alex Rocha), jedna sztuka kompilacji na digipacku "25 Years of Blasphemy and War" plus obowiązkowo pałki perkusyjne. Szkoda, że nie znalazłem na merchu re-edycji mojego ulubionego (wyprzedanego już dawno temu) albumu Mystifier "Goetia" (1993). Niemniej warto przychodzić na takie koncerty jak wczorajszy. Kto nie był, niech żałuje...
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Wizyta na Wyspie Węży nie jest wskazana


Bardzo lubię wyszukiwać informacje o odizolowanych od świata wyspach, gdzie stopa ludzka albo w ogóle jeszcze nie stanęła, albo człowiek pojawia się tam z rzadka. Fascynuje mnie od dawna norweska Wyspa Bouveta - skuta lodem, tonąca we mgle wysepka wulkaniczna, której przypadł honor bycia najbardziej samotnym i niedostępnym miejscem na Ziemi. Równie niedostępna jest brazylijska Wyspa Węży - Ilha de Queimada Grande. Brazylijski rząd surowo zabrania podróży na ten skrawek lądu. Dla bezpieczeństwa ludzi. Dlaczego? Ponieważ na wsypie zamieszkuje żararaka wyspowa (Bothrops insularis), gatunek endemiczny właśnie dla Queimada Grande. Jad tego niewielkiego węża (długość do 60-70 cm, max 110 cm) jest bardzo silny i żrący. Populacja żararaki na wyspie liczy około 5000 osobników; jednak systematycznie się zmniejsza - wskutek nielegalnego handlu żararakami (1500-2000 osobników obecnie). Węże zamieszkują krzaczasty las na niej, prowadzą naziemny i nadrzewny tryb życia, polują w dzień na ptaki. Jad żararaki wyspowej zabija błyskawicznie - w jego skład wchodzą koagulany, hemoraginy i cytotoksyny, a także związki o działaniu neurotoksycznym i miotoksycznym. Żararaka wyspowa uchodzi za najbardziej jadowitego węża obu Ameryk. O eterycznej Wyspie Bouveta możecie przeczytać tutaj:
http://bartkrawczyk.natemat.pl/52637,ostatnie-miejsce-na-ziemi-wywiad
Dokument Vice o Ilha de Queimada Grande: https://www.youtube.com/watch?v=kjaz0mynQvk&hd=1
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























