Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 marca 2023

Mord na ukraińskim jeńcu wojennym

                                                       
Z gniewem i smutkiem obejrzałem wczoraj nagranie, na którym rosyjscy agresorzy zastrzelili pojmanego  ukraińskiego żołnierza. Najpierw pozwolili mu zapalić papierosa, a gdy odważnie powiedział "Sława Ukrainie"został zabity serią z karabinu maszynowego. Mężczyzna zapewne zdawał sobie sprawę, że lada moment zginie, pozostał twardy do końca. Nagrany telefonem filmik jest przerażający, gdyż pokazuje skalę zezwierzęcenia rosyjskich żołnierzy w trakcie wciąż niestety trwającej wojny na Ukrainie. 

Jeniec z zimną krwią zastrzelony przez rosyjskich 'gierojów' to prawdopodobnie Tymofij Mikołajewicz Szadura (data urodzenia 7 I 1982 roku), zaginiony 3 lutego w okolicy Bachmutu. Prawdopodobnie, bo jest mowa także o szeregowym Aleksandrze Maciewskim (urodzony 10 maja 1980 roku, czyli nieco starszy ode mnie), który walczył pod Bachmutem jako snajper. Jego pogrzeb miał miejsce 14 lutego 2023 roku w Niżyniu. Aleksander osierocił 19 letniego syna. 

Tak czy owak śmierć tego ukraińskiego żołnierza stała się już symbolem wojny na Ukrainie. Zachował godność i odwagę w obliczu nieuniknionej śmierci. Widząc jednak takie barbarzyństwo Rosjan mam coraz mniejszą ochotę na jakikolwiek przyszły kontakt z rosyjską nauką, sztuką, kulturą. Być może niektórzy Rosjanie wciąż pozostają neutralni, bierni czy skrycie nienawidzą Putina i tej agresywnej wojny napastniczej, którą ten autokrata wywołał. I za to im chwała. Jednak nadal jest sporo Rosjan, którzy chętnie widzieliby w przyszłości inwazję na Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię czy Finlandię. Najwyraźniej odpowiada im wojenne ludobójstwo. Żywię jednak nadzieję, że jakiś czas imperializm w Rosji upadnie z hukiem. 

Tymczasem obejrzyjcie uważnie to nagranie. Skłania do przemyśleń o tym jak propaganda w Rosji dehumanizuje człowieka. Ma się wrażenie, że w Rosji odradza się III Rzesza z arsenałem nuklearnym. Dobrze, że chociaż niektórzy z pytanych zachowali ludzkie odruchy.

https://www.youtube.com/watch?v=-CYHgPclI-g

poniedziałek, 11 października 2021

Paryskie katakumby w 1861 roku

                                                               





Uwielbiam pionierskie zdjęcia paryskich katakumb wykonane w 1861 roku przez francuskiego pioniera fotografii Felixa Nadara (Gaspard-Félix Tournachon, pseudonim Nadar). Owszem, to właśnie te zdjęcia zrobione przy użyciu sztucznego oświetlenia ('baterii' Bunsena) przyczyniły się do uczynienia paryskich katakumb popularnym miejscem do zwiedzania przez żądnych mocnych wrażeń paryżan. Nadar był cenionym i radykalnym paryskim fotografem. Oprócz zrobienia licznych zdjęć katakumb i kanałów Paryża trudnił się także fotografią portretową, wykonał m.in. portrety Victora Hugo, George Sand, Charlesa Baudelaire'a czy Honoré de Balzaca. 

Nadar fotografował niekończące się rzędy ludzkich czaszek i kości, a do przedstawienia pracy ludzkiej w gęstniejącym mroku katakumb (z powodu 18-minutowego czasu ekspozycji) użył manekinów. 

"I had judged it advisable to animate some of these scenes by the use of a human figure — less from considerations of picturesqueness than in order to give a sense of scale, a precaution too often neglected by explorers in this medium and with sometimes disconcerting consequences. For these eighteen minutes of exposure time, I found it difficult to obtain from a human being the absolute, inorganic immobility I required. I tried to get round this difficulty by means of mannequins, which I dressed up in workmen’s clothes and positioned in the scene with as little awkwardness as possible."

Sportretował też samego siebie na tle ściany ludzkich czaszek i kości. Obecnie jedynie malutka część labiryntu paryskich katakumb jest dostępna dla turystów, pozostałe części od dekad toną w ciemnościach i czekają na eksploratorów znanych w Paryżu jako cataphiles.

czwartek, 5 sierpnia 2021

Yuval Noah Harari "21 lekcji na XXI wiek" - recenzja

                                                              
Ciąg dalszy nadrabiania zaległości książkowych. Ostatnia książka Harariego, którą miałem w prywatnej bibliotece do przeczytania. Wcześniej miałem okazję czytać zarówno "Sapiens" (2014), jak i "Homo Deus" (2016) i obie (odległa przyszłość, odległa przeszłość) zrobiły na mnie duże wrażenie. "21 lekcji na XXI wiek" dotyczy teraźniejszości i niedalekiej przyszłości. Można się z Hararim w niektórych kwestiach nie zgadzać, ale nie da się ukryć, że metodycznie napisane i wnikliwe książki Izraelczyka stymulują intelekt i skłaniają do wielu przemyśleń i obserwacji. 

Podoba mi się u Harariego futurologiczne zacięcie, choćby stwierdzenie, że rozwój biotechnologii i opartej na big data sztucznej inteligencji może w przyszłości przyczynić się do powstania nowej klasy społecznej: pozbawionej znaczenia na rynku pracy, nie nadążającej za postępem technologicznym, bezużytecznej. Według izraelskiego historyka największymi zagrożeniami dla ludzkości są bioinżynieria, oparte na big data algorytmy sztucznej inteligencji, widmo zagłady nuklearnej i katastrofy ekologicznej oraz antropogeniczne zmiany klimatyczne, które są problemem, z którym powinniśmy zacząć walczyć tu i teraz, bez zbędnej zwłoki. Wszystkie te zagrożenia egzystencjalne wymagają kolektywnej współpracy na szczeblu globalnym, a nie lokalnym. Jako zadeklarowany weganin Harari nawołuje też do ukrócenia barbarzyńskiego chowu przemysłowego. Natomiast nie należy bać się terroryzmu określanego jako teatr przemocy, gdyż jego wpływ na ludzkość nadal jest marginalny.

Harari zwraca także uwagę na to, iż ze względu na postęp technologiczny autorytarne rządy i korporacje przy pomocy sztucznej inteligencji i big data mogą sprawować totalną kontrolę nad obywatelami. Czy zatem dysponujemy wolną wolą? W "21 lekcjach" pojawia się także ulubiona tematyka izraelskiego badacza: kolektywne mity takie jak pieniądze, nacjonalizm, liberalizm, monoteistyczne religie, itd., które służą do cementowania/jednoczenia ludzi na Ziemi. Weźmy np. zorganizowaną religię taką jak chrześcijaństwo. Wystarczy zdać sobie sprawę, że Ziemia ma 4.5 miliarda lat, a Wszechświat 13.8 miliarda lat, ludzkość istnieje zaledwie od 250-200 000 lat, a chrześcijaństwo pojawiło się raptem kilka tysięcy lat temu, by uznać że ta monoteistyczna religia (islam, judaizm, buddyzm, etc. zresztą też) została wymyślona jako mitologia, stara opowieść, pełna nietolerancji i zabobonów. Dlatego warto nauczyć się krytycznego myślenia, kwestionowania jakichkolwiek dogmatów, odróżniania tego, co ważne od tego, co nie . W XXI wieku świat zmienia się szybko i nieubłaganie, przeraża i intryguje, a człowiek zostaje zmuszony do ciągłej nauki, aby nie pozostać w tyle. Nauki, która pozwoli unikać choćby fake newsów, post-prawdy. W końcu można zweryfikować fałszywość danej informacji, ale trzeba chcieć podjąć taki wysiłek. Pandemia Covid19 uwypukliła skłonność niektórych osób do pokładania wiary w niesprawdzone informacje - zwłaszcza szczepionki przeciwko koronawirusowi Sars-Cov-2 są obecnie demonizowane. 

"21 lekcji na XXI wiek" czyta się wybornie. Kilka trafnych cytatów dla zachęty:

"Jeśli chcesz, by światem kierowała Twoja religia, ideologia czy Twój światopogląd, najpierw chciałbym Cie zapytać: jaki był największy błąd popełniony przez Twoją religię, ideologię albo Twój światopogląd. W czym się pomyliły?"

"Gdy tysiąc ludzi przez miesiąc wierzy w jakąś zmyśloną opowieść, jest to fake news. Gdy miliard ludzi wierzy w nią przez tysiąc lat, jest to religia - i ten, kto nazywa ją fake newsem, ma tego nie robić, żeby nie ranić uczuć wierzących (albo nie ściągnąć na siebie ich gniewu)."

"[...] ranienie innych jest zawsze ranieniem samego siebie. Każdy akt przemocy na świecie zaczyna się od pragnienia przemocy w czyimś umyśle, które zakłóca spokój i szczęście tej osoby, zanim jeszcze zakłóci spokój i szczęście kogokolwiek innego. Dlatego ludzie rzadko kradną, jeśli wcześniej w ich umyśle nie pojawi się silna chciwość i zazdrość. Ludzie zazwyczaj nikogo nie mordują, jeśli wcześniej nie zrodzi się w ich sercu gniew i nienawiść. Emocje w rodzaju chciwości, zazdrości, gniewu i nienawiści są bardzo nieprzyjemne. Nie potrafimy doznawać radości i harmonii, gdy gdzieś w środku kipimy ze złości czy zawiści. A zatem na długo przed tym, zanim człowiek kogokolwiek zabija, własny gniew zabija już spokój jego umysłu."

czwartek, 9 kwietnia 2020

Plaga dżumy w Mandżurii w 1910-11 - galeria


















Pod koniec 1910 roku chińską Mandżurię oraz Mongolię dotknęła plaga dżumy płucnej. Widziałem już dziesiątki archiwalnych zdjęć z pandemii grypy hiszpanki (wirusa H1N1) w latach 1918-19, ale muszę przyznać że te stare fotografie z Mandżurii są autentycznie mroczne. Głównym rezerwuarem bakterii (pałeczek) Yersinia pestis były gryzonie, a w szczególności szczury. Jednak należy pamiętać że w przypadku nieleczonej postaci dżumy płucnej śmiertelność wynosi blisko 100 procent. I taka była plaga mandżurska w 1910-11, której rezerwuarem mogły być świstaki, na które w owym czasie polowano dla futra. Mieszkańcy wspólnych domostw zarażali się drogą powietrzną (kropelkową), co powodowało szybkie rozprzestrzenianie się Czarnej Śmierci.

Pacjentami zero w przypadku tej historycznej zarazy byli dwaj górnicy, którzy powrócili z Rosji do Chin. Mieli wysoką gorączkę, krwisty kaszel i wrzodziejące zmiany skórne. Zanim umarli kilka dni później zdążyli zarazić dziesiątki ludzi. Pierwsze symptomy to była gorączka, kaszel i przewlekłe zmęczenie. Potem kaszel stawał się krwisty i dochodziło zapalenie płuc prowadzące do zgonu. Pierwotne symptomy przypominały najzwyklejsze przeziębienie, zatem były przez ówczesnych medyków ignorowane. Przemieszczanie się ludzi rozniosło plagę po całej Mandżurii. Narastała psychoza strachu. Ludzie barykadowali się w domach i nie dopuszczali do siebie obcych. Jeśli wychodzili z domów to tylko na moment i zawsze w maskach.

Dopiero po miesiącu rozprzestrzeniania się epidemii urodzony w Malezji doktor Wu Lien-teh pobrał w Harbinie w trakcie pierwszej w Chinach autopsji próbki krwi i tkanek od zmarłej japońskiej kobiety i pod mikroskopem odkrył bakterię Yersinia pestis (bacillus pestis). Analizując rozmaite przypadki uczony odkrył że zaraza roznosi się poprzez transmisję powietrzną. 7 stycznia 1911 roku do doktora Wu dołączył francuski doktor Girard Mesny. Francuz dokonał badań czwórki pacjentów bez maski, zaraził się i 11 stycznia zmarł.

Szybko Harbin stał się miastem zamkniętym. Domy chorych dezynfekowano karbolem i siarką, pacjentów poddawano surowej kwarantannie, ciała zmarłych polewano parafiną i palono na stosach, te zakopane wydobywano z ziemi i także palono. Były to pierwsze kremacje w historii Chin. Doktorzy i lokalni urzędnicy nosili maski z warstwami bawełny i gazy, by skuteczniej filtrować powietrze.

Szacuje się że plaga dżumy w Mandżurii uśmierciła około 63 000 ludzi zabijając wszystkich mieszkańców wielu wsi i miasteczek. Nieskremowane ciała zmarłych leżały na ulicy i były gryzione przez bezpańskie psy. Po sześciu miesiącach epidemia dżumy w Mandżurii i Mongolii została zdławiona.

W 1935 roku doktor Wu został nominowany do nagrody Nobla. Warto dodać że był pierwszym obywatelem Chin z dyplomem medycyny uzyskanym na Uniwersytecie Cambridge. Zmarł 21 stycznia 1960 roku w wieku 81 lat.

Plaga dżumy w Mandżurii przypomina mi pod wieloma względami XXI-wieczną pandemię Covid-19, która rozlała się praktycznie na cały świat. Najpierw połowa listopada/tudzież grudzień 2019 roku, pierwsze przypadki tajemniczej choroby w Wuhan powiązane z lokalnymi wet markets i całkowite zamknięcie miasta, absolutna konieczność zakrywania maseczkami nosa i ust (koronawirus może przetrwać w powietrzu około 3 godzin), zbliżone symptomy i wysoka zaraźliwość, wreszcie palenie ciał w krematoriach (tak było w Chinach, tak jest też w Guayaquil (Ekwador), gdzie ciała ofiar Covid-19 są palone przez członków rodzin na ulicach, gdyż wskutek straszliwych zaniedbań nikt ich nie zabiera).

Korzystałem z następujących źródeł:

https://en.wikipedia.org/wiki/Wu_Lien-teh
https://www.thinkchina.sg/photo-story-manchurian-plague-outbreak-and-malayan-doctor-wu-lien-teh
https://www.thearticle.com/what-china-can-learn-from-the-manchurian-plague-of-1911

Autorzy niektórych zdjęć nieznani, ale zdjęcia pochodzą m.in. z Thomas H. Hahn Docu-Images Historical photographs of China 中国摄影史图片库» The Manchurian Plague 1910-11

wtorek, 3 października 2017

Yuval Noah Harari "Sapiens: Od zwierząt do bogów" - recenzja

Międzynarodowy popularnonaukowy bestseller i zarazem książka niezwykle ciekawa, którą do tej pory przeczytałem dwa razy (wpierw po angielsku, potem po polsku). Chętnie sięgnę w przyszłości po „Homo Deus” tego samego autora. „Od zwierząt do bogów” to po prostu w niezwykle barwny i sugestywny sposób przedstawiona historia ludzkości – jej główna idea to próba odpowiedzi na pytanie w jaki sposób trzy rewolucje (kognitywna, rolnicza i naukowa) wpłynęły na homo sapiens i podporządkowane mu gatunki zwierząt. Harari twierdzi że homo sapiens uzyskał przewagę nad innymi hominidami poprzez zdolność do wiary we współdzielone mitologie. Religia, narody, pieniądze to wszystko ludzkie wymysły, które pozwalały ludziom w sposób masowy wzajemnie współpracować i się organizować w większe grupy, społeczności, struktury. W „Od zwierząt do bogów” podobała mi się szczególnie płynna interdyscyplinarność: fakty historyczne są w niej przeplatane z lingwistyką, antropologią, biologią, ekonomią, socjologią, filozofią, psychologią, genetyką czy neuronaukami. To naprawdę ogrom wiadomości, ale podany w przystępny i nierzadko dość prowokacyjny sposób.

Zaintrygował mnie np. ostatni rozdział będący próbą nakreślenia wpływu biotechnologii i sztucznej inteligencji (AI) na przyszłość ludzkiego gatunku (cyborgi, interfejs ludzki mózg-komputer, rozwój bioniki i bioinformatyki, roboty zastępujące ludzi w wielu pracach i czyniące z homo sapiens gatunek ekonomicznie bezużyteczny, inżynieria genetyczna bakterii i wirusów [w tym patogennych], projekt Gilgamesz, algorytmy zastępujące ludzkie mózgi w przyswajaniu coraz intensywniejszego potopu danych).

W „Od zwierząt do bogów” Harari często zwraca się (bezpośrednio i pośrednio) do Czytelnika, by skłonić go do myślenia o tym co wiemy i o tym czego nie możemy być pewni. Ciekawe anegdoty i analogie pozwalają Izraelczykowi w przystępny sposób wytłumaczyć kilka bardziej złożonych i trudniejszych zagadnień.

Czy zatem globalne ocieplenie i postępująca ekologiczna degradacja środowiska doprowadzą do przyhamowania postępu naukowego i technologicznego? Harari jest zdania że ów postęp jeszcze wzmocnią. Postępu naukowego i technologicznego nie da się zatrzymać – należy się jednak skupić na tym jak go w prawidłowy sposób użyć.

Człowiek stał się obecnie najpotężniejszą siłą kontrolującą całą planetę – a to za sprawą zdolności do wymyślania mitologii (abstrakcyjnych konceptów, kolektywnych fikcji) w postaci religii czy narodów. Jednak ludziom brakuje zdolności do odróżniania fikcyjnych opowieści tkwiących w ich głowach od rzeczywistości (czego dowodem są wszelkiej maści fanatycy religijni), a to prowadzi do wojen, kataklizmów i innych problemów. Niektórzy stali się np. niewolnikami opresyjnych systemów religijnych czy pieniądza. Jako że ludzkość zdominowała całą Ziemię konsekwencje błędnych decyzji i wyborów podejmowanych przez członków elit mogą się w przyszłości okazać katastrofalne – zarówno dla nas samych, jak i dla bioróżnorodności Ziemi.