Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zagadka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zagadka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 października 2023

Zagadkowe morderstwo Krzysztofa Siudzińskiego ze Starołęki

                                                     





Ostatnio od pewnego czasu słucham kilku podcastów kryminalnych (Kryminatorium, Krymisfera, Kryminalny Patrol) i rzuciła mi się w oczy niewyjaśniona i ponura sprawa kryminalna z 2007 roku: okrutne morderstwo 30-letniego Krzysztofa Siudzińskiego ze Starołęki. Kilka dni temu postanowiłem odwiedzić miejsca związane z Krzysztofem: częściowo zrujnowany Fort I, ulicę Żorską, na której mieszkał i odludne okolice Warty, gdzie przychodził.

Jako że pomieszkuję w Poznaniu od kilku lat i jestem mocno zainteresowany kryminalistyką i kryminologią interesują mnie wyjaśnione i niewyjaśnione sprawy morderstw, zaginięć i tajemniczych śmieci z Poznania i okolic. Jedne bardziej głośne (Ewa Tylman i jej śmierć w Warcie, bezsensowne morderstwo Ewy Stankowskiej w grudniu 2000), inne mniej (okrutne morderstwo lesbijki na Sołaczu w 2011 roku, niewyjaśnione morderstwo 75-letniej staruszki blisko mostu Św. Rocha we wrześniu 2018 roku - sprawca nadal jest poszukiwany, itd.) Brutalna śmierć Krzysztofa Siudzińskiego kojarzy mi się nieco z zaginięciem Ewy Tylman, ale tylko w jednym aspekcie: wyłowienia jego zwłok z Warty w Czerwonaku. 

Nie chcę tutaj dublować bardziej szczegółowych informacji z innych źródeł, zatem w skrócie.30-letni Krzysztof Siudziński mieszkał z rodzicami i siostrą na ulicy Żorskiej. Pracował w sortowni odpadów, nie zarabiał zbyt wiele, był singlem, ale starał się wyglądać elegancko. W zasadzie mamy tylko jedno jego zdjęcie w sieci, co sprawia, że ta sprawa jest dość zagadkowa. Poza pracą Krzysztof lubił chodzić z piwem nad Wartę (sam bądź ze znajomymi), spacerować po częściowo zrujnowanym pobliskim Forcie I z XIX wieku, grać w karty w garażu z mieszkającym blisko kolegą. 30 kwietnia 2007 roku Krzysztof rzuca dotychczasową pracę i nie odbiera ostatnich 150 zł wynagrodzenia. Być może był w pracy pokłócony ze swoimi współpracownikami. 24 czerwca 2007 roku po 23 przed jego domem na Żorskiej pojawiła się grupa jego kolegów z zaproszeniem na grilla. Krzysiek odmówił zaproszenia wyglądając przez okno. Przedtem trzykrotnie rozmawiał przez telefon z kolegą.

25 czerwca około godziny 19.10 Krzysztof wychodzi z domu na Żorskiej tylko na chwilę. Przed tym wyjściem poza porannym spacerem po gazetę cały dzień siedział w domu. Jako ostatnia widziała go jedna z sąsiadek na Żorskiej. Młody mężczyzna zostawił w domu telefon komórkowy i dokumenty, wziął ze sobą tylko portfel z niewielką sumą pieniędzy. 

27 czerwca 2007 roku jego zmasakrowane i częściowo poćwiartowane zwłoki odnalazł rybak w Warcie (Czerwonak). Sprawca (bądź sprawcy) obciął nożem Krzysztofowi lewą nogę i lewą rękę, nacinał także kości, by je złamać. Nie dokończył jednak procesu rozczłonkowania. Krzysztof był prawdopodobnie bity kijami, o czym świadczyły połamane kości czaszki i żebra. Ktoś mógł skakać po jego ciele. Być może pił alkohol z mordercą/mordercami, gdyż badania toksykologiczne wykazały jego obecność w organizmie Krzysztofa. 

Zwłoki chłopaka były tak zmasakrowane, że identyfikacji dokonał jego ojciec na podstawie charakterystycznego tatuażu. Rodzi się pytanie: kto, dlaczego i gdzie zabił? Czy do mordu doszło nad Wartą albo w okolicach/na terenie Fortu I? Wiadomo jedynie tyle, że ktoś musiał przewieźć autem rozczłonkowane zwłoki Krzysztofa do Czerwonaka i tam porzucić je do Warty. Wiadomo też, że Krzysztof nie miał powiązań ze światkiem przestępczym. Nie ma na to dowodów. Czy zatem zginął przypadkowo będąc świadkiem np. jakiejś transakcji narkotykowej? A może oprawcami są jacyś jego bliżej nieokreśleni znajomi? Może w odpadach znalazł coś, czego nie powinien był znaleźć? Czy zaplanował to wyjście, tzn. był z kimś (grupą) wieczorem umówiony? Chciał coś załatwić z innymi np. nie oddał długu? Bał się kogoś? A może doszło do pijackiej awantury, której skutkiem był bestialski mord?

Nadal nie ma motywu tej zbrodni, a sprawcy zapewne są wolni. Po więcej informacji odsyłam na poniższy (swoją drogą doskonały) blog i na podcast Krymisfera.

https://niewyjasnione-zbrodnie.blogspot.com/2021/09/zabojstwo-krzysztofa-siudzinskiego.html

Zdjęcia mojego autorstwa przedstawiają odludne okolice Warty (gdy tam spacerowałem nie natknąłem się na nikogo), mocno zalesione ruiny fortu I z XIX wieku (podobnie) oraz opuszczony dom na Żorskiej.

wtorek, 20 czerwca 2023

Zaginięcie Krzysztofa Dymińskiego w centrum Warszawy

                                                     
Wciąż trwają poszukiwania 16-letniego Krzysztofa Dymińskiego, który zaginął w centrum Warszawy 27 maja. Sprawa zniknięcia tego chłopaka na swój sposób mnie poruszyła, gdyż oglądałem materiał TVN z jego rodzicami, widziałem ich rozpacz, ogromny ból. Nadto Krzysztof jako spokojny i wycofany introwertyk mocno przypomniał mnie, gdy byłem młodym chłopakiem i szukałem swojego miejsca wśród ekstrawertycznych rówieśników. Próbowałem zrozumieć dlaczego rówieśnicy mnie odrzucają i próbowałem odpierać (z czasem skuteczne) próby agresji wobec mnie. Pierwsze myśli samobójcze dopadły mnie jednak dopiero w trakcie studiowania i po studiach.

Dla przypomnienia Krzysztof mieszkał w Pogroszewie Kolonia. W sobotę 27 maja około godziny 04.00 w nocy i złapał autobus 713 do Warszawy. O godzinie 05.35 już w Warszawie Krzysztof zamieścił wpis na Instagramie "Dziękuję, żegnajcie", po czym ślad po nim się urwał na Moście Gdańskim. Być może powodem zniknięcia Krzysztofa była nieszczęśliwa miłość do przyjaciółki. Wielu młodych mężczyzn (mnie nie wyłączając) przechodziło przez coś takiego. Nieszczęśliwej miłości towarzyszy przykre poczucie odrzucenia, bezwartościowości, co pcha człowieka w ramiona smutku i melancholii. Co znamienne, Krzysztof wziął ze sobą m.in. telefon, słuchawki, plastikowy kwiatek, który dostał od przyjaciółki. Musiał być z tym podarunkiem emocjonalnie związany. Jestem ciekaw czy Krzysztof zostanie odnaleziony cały i zdrowy. Czy to ucieczka czy niestety samobójstwo? 

Utrata miłości czy romantyczne odrzucenie może być podłożem intensywnych emocji, myśli samobójczych. Myśli o osobie, która odrzuca (w gruncie rzeczy w pełni ma do tego prawo) stają się natrętne i nie do zniesienia. Osoba odrzucona postrzega siebie w bardzo negatywny sposób, ciągle obwinia siebie za romantyczne niepowodzenie. Pojawia się niska samoocena, pesymizm, bierność, samotność związana z percepcją bycia niechcianym. Potrzeba czasu, aby pozbyć się tych myśli, zaakceptować prawdę, odpuścić, dojrzeć, pozwolić innej osobie na miłość do kogoś innego, do kogoś, kto być może jest dla niej bardziej odpowiedni. Nie jest to jednak łatwe dla niektórych wrażliwych jednostek. Ludzie mogą umrzeć z powodu złamanego serca, gdyż taka sytuacja prowadzi do fizycznego i psychicznego wyczerpania. W ekstremalnych przypadkach osoba taka może targnąć się na swoje życie. 

Kiedy pragnąłem samotnego miejsca i pojawiały się u mnie myśli rezygnacyjne/samobójcze to rozmyślałem także o rzeczach pozytywnych, przyjemnych, których będzie mi brakować. Myślałem też o osobach, które nie zwracały na mnie należytej uwagi, gdy jej potrzebowałem. Czyż nie jest to ironiczne, że ludzie zaczynają mieć wyrzuty sumienia dopiero wówczas, gdy jest już za późno na odpowiednią reakcję, uważność, wysłuchanie? Wystarczy nie odwracać wzroku. I nauczyć się słuchać.

Chciałbym, aby Krzysztof odnalazł się cały i zdrów. Gdybym mieszkał w Warszawie to zapewne przyłączyłbym się do poszukiwań.

Także czasem wystarczy uśmiech i chęć wysłuchania, by uratować komuś życie. I może to być przypadkowy człowiek.

Z drugiej strony przytoczę jedną historię (tak, wiem, dowód anegdotyczny). Tyle się obecnie mówi o empatii wobec osób z problemami psychicznymi, o kryzysie psychicznym polskiej młodzieży i katastrofalnym stanie dziecięcej psychiatrii. Kiedy odważyłem się kiedyś powiedzieć pewnej osobie, która od dawna nie jest moją znajomą o tym, że przechodzę kryzys i jest mi źle zostałem zbesztany, bo wzbudziłem w niej dyskomfort.

piątek, 1 lipca 2022

Tristan Brübach: morderstwo w kanale

                                                         

15 lipca 2022 roku ma zapaść w Krakowie wyrok w głośnej sprawie kryminalnej kryptonim "Skóra". Oskarżony o morderstwo ze szczególnym okrucieństwem Robert J. nie przyznaje się do winy. Jestem ciekaw wyroku i chciałbym poznać motywację działania sprawcy zamordowania i oskórowania studentki religioznastwa Katarzyny Z. pod koniec 1998 roku. Jeśli chodzi o nierozwiązane sprawy kryminalne to przypomniała mi się właśnie sprawa brutalnego morderstwa 13-letniego Tristana Brübacha. Pamiętam, że dawno temu zmroziła mi krew w żyłach ze względu na jej bestialstwo i dokonanie mordu w biały dzień, w parku blisko dworca i szkoły, na terenie uczęszczanym przez ludzi, w tym dzieci. Sprawca tego okrutnego czynu nigdy nie został schwytany. 

Urodzony w 1984 roku i w chwili śmierci 13-letni Tristan był chłopcem raczej nieśmiałym, ale uwielbiał zwierzęta domowe i często samotnie włóczył się po ulicach i parkach Frankfurtu nad Menem. Nie przeszkadzało mu to nawiązywać kontakt z obcymi osobami np. właścicielami/właścicielkami psów, które uwielbiał. 

Tristan był widziany po raz ostatni żywy 26 marca 1998 roku w parku Bruno-Asch-Anlage naprzeciwko dworca kolejowego o godzinie 15.20. Raport o znalezieniu jego ciała przez dzieci wracające ze szkoły został przyjęty przez niemiecką policję o godzinie 17.08. Chłopiec został zamordowany w podziemnym tunelu (kanale) Liederbach o długości 130 metrów, przez który przepływa rzeka o tej samej nazwie. Morderstwo było wyjątkowo brutalne. Christian został pobity do nieprzytomności i był duszony, na jego szyi sprawca pozostawił głębokie rozcięcie. Morderca wyciął z jego zwłok jądra oraz mięśnie pośladków i ud, po czym umieścił ciało na betonowym podłożu. Być może oprawca rozciął gardło Tristana jeszcze na zewnątrz tunelu, po czym krwawiącego chłopca wciągnął do niego. Zapewne morderca użył plecaka chłopca, by zabrać ze sobą wycięte części ciała. Na ciele zamordowanego Tristana położył jego buty.

Co mrozi krew w żyłach, morderstwo z oddali widzieli trzej niemieccy uczniowie, ale nie skojarzyli, że ktoś kogoś morduje/okalecza w kanale. Po prostu chcieli przez tunel przejść, jednak zaniepokojeni oddalili się od kanału Liederbach. Mimo wszystko opisali sprawcę, co jednak nie doprowadziło do jego schwytania. W marcu 1999 roku plecak chłopca został znaleziony w lesie w Niderhausen. W środku znajdował się atlas Niemiec w języku czeskim, prawdopodobnie nie należący do chłopca, który nie znał języka czeskiego. 

Opis potencjalnego sprawcy: zaniedbany mężczyzna wówczas w wieku od 25 do 35 lat, z zajęczą wargą lub blizną na wardze, samotnik. Zauważyła go 12-letnia dziewczynka gdy wychodził około godziny 15.50 z krzaków blisko tunelu. Miał wówczas kapelusz z kucykiem lub warkoczem wystającym z tyłu. Podobno mężczyzna był już widziany wcześniej z Tristanem i to więcej niż raz. Pewna kobieta zeznała, że około 15.20 Tristan siedział na ławce w parku i palił papierosa. Trochę z nim porozmawiała, po czym krótko potem zauważyła, że Tristan siedzi na ławce w towarzystwie dwóch mężczyzn. 10-25 minut później ktoś bestialsko zamordował chłopca w kanale Liederbach. I musiał to zrobić szybko, metodycznie, z wprawą.

7 kwietnia 1998 roku, dzień po pogrzebie Tristana z dworca kolejowego koło parku Bruno-Asch-Anlage zadzwonił mężczyzna, który przyznał się do morderstwa i chciał, by go policja stamtąd zabrała. Jednak zniknął gdy tylko policjanci przyjechali to zrobić. Tutaj możecie usłyszeć jego głos:

https://www.youtube.com/watch?v=SXEVDm4jJLE

W październiku 1999 roku ktoś w nocy rozkopał grób Tristana docierając aż do trumny. Czy był to potencjalny sprawca? A może po prostu osoba mentalnie zaburzona?  Za zidentyfikowanie sprawcy mordu na Tristanie oferowana jest nagroda 20 000 euro, ale póki co ta straszliwa sprawa kryminalna pozostaje nie rozwiązana.

Jednym z podejrzanych był niemiecki seryjny morderca kobiet i seksualny sadysta Manfred Seel, który w latach 1971-2004 mógł zamordować w okrutny sposób przynajmniej 5 kobiet. Jednak Manfred, czyli "Rozpruwacz z Hesse" zabijał wyłącznie kobiety, zazwyczaj uzależnione od narkotyków prostytutki, ofiary łatwe, których los nikogo nie obchodzi. No i w chwili zabicia Tristana miałby 51 lat. Tak czy owak opis jego zbrodni i tortur, które zadawał ofiarom mrozi krew w żyłach. Seel (na zdjęciu) zmarł w 2014 roku, a seria jego sadystycznych morderstw wyszła na jaw dopiero po śmierci Manfreda. Wówczas córka Seela znalazła w jego garażu (w dwóch zaplombowanych niebieskich beczkach) części ciała prostytutki Britty Simone Dallo, która zniknęła jesienią 2003 roku. Seela początkowo łączono ze sprawą Tristana, gdyż zwłoki rozcinał i kolekcjonował części ciał zamordowanych kobiet. Kierowały nim seksualny sadyzm, kanibalizm oraz być może nekrofilia. Totalna kontrola nad ofiarą i jej ciałem. 

https://en.wikipedia.org/wiki/Manfred_Seel

Jeśli Seel nie zabił Tristana, to może miał wspólnika? 

Warto wspomnieć także o niezidentyfikowanym Kanałowym Mordercy nastolatków z Frankfurtu nad Menem, ale tutaj odsyłam już do niniejszego opisu:

https://www.archiwumzbrodni.pl/kanalowy-morderca-z-frankfurtu-kim-jest-nieuchwytny-od-czterech-dekad-zabojca-nastolatkow/

http://dtbbth.blogspot.com/2015/01/zagadka-morderstwa-katarzyny-z.html 

poniedziałek, 27 czerwca 2022

Ravenser Odd i inne zaginione średniowieczne osady wybrzeża Yorkshire

                                                            
Zafascynowała mnie ostatnio historia zaginionego, zmytego do morza średniowiecznego miasta Ravenser Odd (które podobno zostało w czerwcu 2022 roku odnalezione). Ravenser Odd (znane także jako Ravensrodd) zostało zbudowane w połowie XIII wieku na piaszczystych ławicach u ujścia rzeki Humber. W Ravenser Odd znajdowało się około 100 domów, portowe wybrzeże przeznaczone dla drewnianych statków kupieckich, sąd, kościół, więzienie oraz magazyny. Kres położonego na piaszczystym cyplu średniowiecznego miasta nadszedł w styczniu 1362 roku, gdy zmyła je potężna fala sztormowa cyklonu. Już nieco wcześniej (w latach 1356-57) miasto zostało zalane wskutek przemieszczenia się/migracji piaszczystego cypla i w konsekwencji zostało opuszczone. Wówczas woda wdarła się na teren przykościelnego cmentarza wymywając groby i pozostawiając w piasku cypla kości umarłych.

Ravenser Odd padło ofiarą erozji morskiego wybrzeża i obecnie znajduje się pod wodą. Na krańcu wąskiej wyspy pływowej Spurn Point zostało wybudowane inne pochłonięte przez wodę morza Północnego miasto zwane Ravenspurn zlokalizowane blisko Ravenser Odd. Inne zatopione osady wschodniego wybrzeża Yorkshire w UK to Hoton, Sunthorpe i Kilnsea. W jakim stanie się znajdują obecnie pod wodą nie wiadomo. Intrygująca tajemnica podwodnej archeologii. 

Na zdjęciu Roba Pumpheya opuszczona latarnia morska z 1852 roku na Spurn Point.

EDIT: Krótki komentarz odnośnie wczorajszego rosyjskiego uderzenia rakietowego na centrum handlowo-rozrywkowe w Krzemieńczuku na Ukrainie, w rezultacie którego zginęło 18 osób, a 59 odniosło obrażenia. Perfidna zbrodnia wojenna, ot co, mająca na celu siać terror i zwątpienie. Nadal żywię nadzieję, że Ukraińcy z czasem na dobre wyrzucą Rosjan z Krymu, Donbasu i Ługańska. 

Dziwię się też Rosjanom, którzy biorą udział w tej haniebnej wojnie, choć niektórzy są do tego zmuszeni (a innym zapewne nie przeszkadza rozlew krwi, bandyterka i demolka na Ukrainie). Torturować, zabijać i niszczyć dla autokratycznego Putina i bandy oligarchów, którzy zwykłych obywateli mają w pogardzie potrafią chyba tylko mózgi kompletnie przeżarte toporną propagandą, tudzież czyniące to na rozkaz. W imię czyichś wybujałych ambicji imperialistycznych młodzi żołnierze stają się mięsem armatnim, Gruzem 200.

Inny stosunek mam do ukraińskich żołnierzy, którzy bronią swoich ziem przed agresorem. I mam nadzieję, że będą w tej obronie coraz bardziej skuteczni. Szkoda tylko, że wielu z nich zapłaci za to najwyższą cenę.

niedziela, 12 grudnia 2021

Na miejscu zbrodni: Zaginięcie w hotelu Cecil (2021) - komentarz

                                                   


Na Netflixie oglądam zazwyczaj horrory i filmy dokumentalne, czasem zainteresuję się jakimś serialem np. "Squid Game" czy "Katla". O tajemniczym zniknięciu Elisy Lam w hotelu Cecil pisałem na tym blogu w styczniu 2014 roku, czyli na długo zanim stało się to modne. Teraz w zasadzie każda strona o tematyce kryminalnej, każdy podcast czy materiał na Youtube dotyczący zagadkowych zniknięć, morderstw czy niepokojących zdarzeń musi wziąć na celownik zniknięcie Elisy Lam w hotelu Cecil (blisko owianego złą sławą dystryktu Skid Row w Los Angeles). Zniknięcia zakończonego odnalezieniem jej częściowo rozkładających się zwłok w zbiorniku wodnym na dachu wspomnianego hotelu. Generalnie ta sprawa wciąż pobudza wyobraźnię, gdyż w rzeczy samej może trochę kojarzyć się z japońskim horrorem "Dark Water" (2003) oraz jego amerykańskim rimejkiem. I ma tak zwany creep factor, który zmusza niektórych do jej roztrząsania nawet po latach. Stary tekst z 2014 roku (nic w nim nie zmieniam):

https://dtbbth.blogspot.com/2014/01/tajemnicza-historia-elisy-lam.html

Sam dokument jest całkiem interesujący, choć mam co do niego pewne zastrzeżenia. Primo, jest za długi i trochę zanadto rozwleczony (takie samo wrażenie miałem w trakcie oglądania na Netflixie hiszpańskiego dokumentu o mrocznej sprawie Dziewcząt z Alcasser, o której kiedyś też tutaj pisałem). Secundo, za bardzo nurza się w teoriach spiskowych. Fajnie przedstawiony został w nim rys historyczny Skid Row (miejsca pełnego bezdomnych, narkomanów, prostytutek) oraz hotelu Cecil, w którym ongiś zdawały się królować samobójstwo, deprawacja i rozpusta. Jedno dla mnie jest pewne: nie przemawia do mnie wątek morderstwa forsowany przez niektórych internetowych detektywów. Uważam, że cierpiąca na dwubiegunówkę Elisa miała ciężki epizod psychotyczny/maniakalny i usiłowała się ukryć - z tragicznym dla niej skutkiem. Jak wiadomo ostra postać manii obejmuje halucynacje, urojenia, paranoję czy katatonię. Na nagraniu z windy widać wyraźnie, że Elisa była pobudzona psychomotorycznie. Warto dodać, że w jej ciele nie znaleziono śladów zażycia narkotyków czy alkoholu, zatem wersję z podaniem jej dragów gwałtu tj. jak Rohypnol, ketamina czy GHB należy wykluczyć. Zakładam zatem, że dziewczyna dostała się do 4 zbiorników z wodą przy pomocy schodów pożarowych, rozebrała się, podniosła stalową pokrywę zbiornika z wodą i dostała się do środka, zamknęła pokrywę, po czym już stamtąd nie wyszła. Kierowały nią halucynacje, ot co. Zachowywała się irracjonalnie. Elisa była samotna i w stanie depresji, co jasno wynika z jej licznych wpisów na tumblr.

Podobna sprawa (choć nie tak nagłośniona) miała miejsce w maju 2015 roku w Malezji.

https://www.theedgemarkets.com/article/mystery-deepens-over-decomposed-body-bukit-damansara-condo-water-tank

W dokumencie zaciekawił mnie wątek muzyka metalowego z Meksyku o niewyszukanej ksywce Morbid (Pablo Vergara). Facet padł ofiarą polowania na wiedźmy uskutecznionego przez samozwańczych detektywów internetowych i został bezpodstawnie oskarżony o zamordowanie Elisy Lam. Jego przykład dobitnie pokazuje jak cyberbullying potrafi złamać komuś psychikę. Sam kiedyś zostałem na Facebooku oskarżony o 'promocję satanizmu i czarne msze' przez jakiegoś kretyna, który doszukał się 'deprawujących' treści na niniejszym blogu. Był to jednak jednostkowy przypadek, a nie zmasowany atak. No cóż, nie jestem popularnym Youtuberem, a blogowanie (choć robię to od dawna) jest obecnie trochę 'staroświeckie' i już nie robi takich zasięgów jak kilka lat temu. Generalnie bardzo łatwo jest atakować osoby, które tworzą 'nieodpowiednią' muzykę i takiej słuchają czy ubierają się/wyglądają inaczej. Albo o zgrozo! mają ekscentryczne zainteresowania, niezrozumiałe dla otoczenia. Oczywiście może się zdarzyć, że w takiej jednostce rzeczywiście drzemie/ujawni się zło, ale w tym akurat przypadku hejt wylany na Morbida był totalnie bezsensownym sieciowym linczem.

https://www.metal-archives.com/artists/Morbid/589236

Jego muzyki możecie posłuchać choćby tutaj:

https://thesilentstill.bandcamp.com/album/necromurder-original-movie-soundtrack 

niedziela, 30 maja 2021

Guys... down the hill. - zdjęcie mordercy z opuszczonego mostu

                                                               

                                                    
Nie będę ukrywał, że tekst niniejszy powstał pod wpływem odcinka Marcina Myszki (podcast Kryminatorium), choć ta sprawa kryminalna była mi znana od przynajmniej 2018 roku, ale dopiero teraz zdecydowałem się ją w skrócie opisać. Może dlatego że sam lubię eksplorować miejsca, które uchodzą za niebezpieczne i opuszczone i zdarzyło mi się natknąć w nich na kilka niepokojących rzeczy. Filmik Marcina możecie obejrzeć poniżej, do czego zachęcam. Kilka słów ode mnie o tej zagadkowej i ponurej sprawie kryminalnej, która jeszcze nie doczekała się realnego rozwiązania. 

https://www.youtube.com/watch?v=YYuu_1I6LHE

Historia ta wydarzyła się 13 lutego 2017 roku na szlaku Monon High Bridge na wschód od niewielkiej (populacja 3000 mieszkańców) mieściny Delphi w stanie Indiana. Dwie najlepsze przyjaciółki, 13-letnia Abigail “Abby” Williams oraz 14-letnia Liberty “Libby” German miały dzień wolny od szkoły. W ten ciepły zimowy dzień dziewczynki chciały porobić zdjęcia drzew i kwiatów oraz przespacerować się opuszczonym mostem Monon High Bridge. Starsza siostra Libby o imieniu Kelsi podwiozła i wysadziła dziewczynki blisko szlaku prowadzącego do mostu około godziny 13.45, dziadek Libby miał je odebrać około godziny 15.15. 

O godzinie 14.07 Libby wrzuciła na Snapchacie zdjęcie Abby Williams idącej po moście Monon High Bridge. Było to ostatnie zdjęcie jakie kiedykolwiek opublikowała w sieci. 

Dziadek Libby pojawił się punktualnie na miejscu, ale nie zastał dziewczynek. Dwukrotnie próbował się z Libby kontaktować, ale ta nie odbierała telefonu. Początkowo szukał ich sam, potem pomagała mu rodzina. O godzinie 17.30 rodzina German powiadomiła lokalną policję i biuro szeryfa. Poszukiwania były kontynuowane następnego dnia z udziałem policjantów, strażaków, droniarzy, ochotników, płetwonurków i psów. Być może dziewczynki po prostu się zgubiły. Padły im baterie w telefonach albo ich telefony zostały wyłączone. Poszukiwania prowadzono wzdłuż Deer Creek oraz szlaku. 

Ciała Liberty i Abigail odnaleziono 14 lutego 2017 roku na obficie zalesionym kawałku prywatnej własności, w odległości 15 metrów od północnego brzegu Deer Creek, 800 metrów na północ od mostu Monon High, po którym przechodziły. Nie wiadomo w jaki sposób dziewczynki zostały zamordowane, policja tego nie ujawniła. Nie wykluczone, że doszło do mordu na tle seksualnym. Wiadomo tylko że morderca pozostawił kilka 'dziwnych podpisów [signatures]' na miejscu zbrodni.

15 lutego lokalna policja opublikowała odnalezione na telefonie Liberty zdjęcie mężczyzny idącego mostem za dziewczynkami. Prawdopodobnie to morderca obu dzieci. Liberty miała też na tyle odwagi, by nagrać idącego za nimi mężczyznę. Słychać jego głos, który mówi tylko: "Guys... down the hill." (polecenie zejścia w dół wzgórza). Wiadomo także o nagranych materiałach, w których dziewczynki (obie były fankami true crimes) rozmawiały o mężczyźnie, który je śledził. Bały się go. Te materiały nie zostały jednak ujawnione opinii publicznej. 

Sprawa nadal pozostaje nie rozwiązana. Potencjalny sprawca - biały mężczyzna w niebieskich dżinsach, niebieskiej kurtce i bluzie z kapturem - zapewne mieszka w Delphi albo często miasteczko odwiedza/odwiedzał. Po moście szedł szybkim i pewnym krokiem trzymając ręce w kieszeniach, znał dobrze okolicę, lasy, szlaki, zapewne zabił dziewczynki, gdy zeszły na jego polecenie z mostu. Policja jednak nie ujawniła informacji czy pobrano DNA sprawcy z ciał dziewczynek i miejsca przestępstwa. 

Obecnie jednym z podejrzanych w sprawie podwójnego morderstwa w Delphi jest 42-letni James Brian Chadwell z pobliskiego Lafayette. Porwał on 19 kwietnia 2021 roku, wykorzystał seksualnie i uwięził w piwnicy 9-letnią dziewczynkę. Mógłby być podejrzanym, gdyż lubi spędzać czas na aktywności w outdoorze, posiada tatuaże dziewczynek płaczących krwawymi łzami i ma bogatą kartotekę kryminalną. Ale czy jest mordercą z opuszczonego mostu? Nie wiadomo. Póki co nikogo nie aresztowano i nikomu nie postawiono zarzutów w sprawie podwójnego morderstwa w Delphi. 

https://heavy.com/news/james-brian-chadwell/ 

Sprawa mrozi krew w żyłach i skłoniła mnie do poszukiwań innych podobnych przypadków: zdjęć i nagrań morderców zrobionych przez ich ofiary tuż przed śmiercią. To scenariusz jak z mocnego dreszczowca - ze starym opuszczonym mostem, który okazał się idealną pułapką bez wyjścia. Zdj. dragonsegg.

https://www.nzherald.co.nz/world/photos-capture-murdered-teens-death-march-down-the-hill-ordered-by-killer/IRZMCW3NRF2TLMY457M4LZ2H5I/

czwartek, 20 maja 2021

Islandia: tajemnicze zaginięcia Guðmundura Einarssona i Geirfinnura Einarssona

                                                             
Bodaj najsłynniejsza sprawa kryminalna w historii Islandii i jedna z najbardziej tajemniczych. W 1974 roku w odstępie 10 miesięcy znikają na Islandii dwaj mężczyźni. Najpierw 26 stycznia znika 18-letni Guðmundur Einarsson. Guðmundur wraca pieszo z Hafnarfjörður do swojego miejsca zamieszkania. Młody mężczyzna ma do przejścia odległość 10 km, ostatni raz widzi go kierowca, potem rozpływa się bez śladu. 19 listopada 1974 roku znika bez śladu Geirfinnur Einarsson, 32-letni pracownik budowy (brak pokrewieństwa z pierwszą ofiarą). Geirfinnur odbiera w domu telefon, wsiada w samochód, podjeżdża do małej nadbrzeżnej kafejki w Keflavik, pozostawia klucze w stacyjce... i już nie pojawia się z powrotem. 

Pod presją mediów i społeczeństwa islandzka policja postanawia potraktować oba incydenty jako jedną sprawę. Pomimo braku ciał (nie zostały odnalezione do tej pory), braku motywów i braku naocznych świadków sześciu podejrzanych (Sævar Ciesielski, Kristján Viðar Viðarsson, Tryggvi Rúnar Leifsson, Albert Klahn Skaftason, Guðjón Skarphéðinsson i Erla Bolladóttir) zostało zatrzymanych i umieszczonych w izolatkach. Podejrzanych zmuszono do pisemnego przyznania się do obu morderstw (?). Zatrzymani mieli zminimalizowany kontakt z obrońcami, byli intensywnie przesłuchiwani, podawano im narkotyki (np. diazepam czy Mogadon), stosowano wobec nich tortury (np. wodną wobec Ciesielskiego) i deprywację snu. Ciesielski jako rzekomy lider był przetrzymywany w zamknięciu przez okres 1533 dni, Tryggvi Rúnar Leifsson przez 655 dni. 

Islandzka policja sfabrykowała motyw obu morderstw zakładając, że szóstka podejrzanych cierpi na amnezję. Aby zmusić przetrzymywane w izolacji osoby do odzyskania pamięci policjanci wozili je na miejsca rzekomych morderstw, tam podejrzanych zmuszano do odtwarzania danego morderstwa i ich fotografowano, a później te 'rekonstrukcje zbrodni' w formie fotografii służyły jako dowód w sprawie. 

27 września 2018 roku piątka podejrzanych została uniewinniona. W każdym razie doszło do jednego z najgorszych niesprawiedliwych wyroków w historii europejskiego procesu karnego. Warto o tej zagadkowej sprawie kryminalnej pamiętać, gdyż także i w Polsce zdarzają się niesprawiedliwe wyroki - choćby niesłuszne skazanie Tomasza Komendy za morderstwo 15-letniej Małgosi Kwiatkowskiej w Miłoszycach w noc sylwestrową 1996/97. Zdj. mbl is -  miejsce morderstwa (?) Geirfinnura Einarssona.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Sprawa_Tomasza_Komendy

Pamiętam jak opisywałem tutaj różne niekiedy bulwersujące sprawy i ciekawostki kryminalne i te artykuły cieszyły się wielkim powodzeniem. Może warto do tego wrócić? Jak myślicie?

piątek, 10 kwietnia 2020

Zagadka tożsamości i okoliczności śmierci kobiety z Isdal
















Ta zagadkowa sprawa kryminalna (?) jest dość dobrze znana wśród wielbicieli tajemniczych przypadków, jednak warto ją przybliżyć. Mnie się ona trochę kojarzy ze słynną i do tej pory niewyjaśnioną sprawą morderstwa dwójki studentów na szlaku na Narożnik w sierpniu 1997 roku, o której ostatnio czytałem w najnowszej Polityce. 29 listopada 1970 roku w dolinie Isdalen za Mount Ulriken (po norwesku "Dolina Lodu", lokalnie znana też jako "Dolina Śmierci") blisko Bergen profesor z dwójką córek odkryli ciało nieznanej kobiety. Ciało leżało horyzontalnie na plecach z twarzą w górę z zaciśniętymi nad torsem dłoniami, przód jej ciała oraz ubrania kobiety były spalone, co czyniło jej tożsamość nie do rozpoznania. W pobliżu zwłok kobiety z Isdal norwescy policjanci odkryli nadpaloną butelkę likieru, dwie plastikowe butelki wody, plastikowe opakowanie na paszport, gumowe buty, wełniany sweter, chustkę, nylonowe pończochy, parasol, portmonetkę, pudełko zapałek, zegarek, dwa kolczyki i pierścionek. Wokół ciała leżały spalone skrawki papieru, a pod ciałem znajdowała się futrzana czapka ze śladami benzyny. Wszelkie oznaczenia mogące zidentyfikować marki odnalezionych rzeczy pieczołowicie usunięto.

To nie koniec zagadki. Trzy dni później śledczy znaleźli na stacji kolejowej w Bergen dwie walizki należące do kobiety z Isdal. W podszewce jednej z nich znajdowała się suma pieniędzy w wysokości 500 marek. Inne odnalezione rzeczy to 135 norweskich koron, ubrania, buty, akcesoria do makijażu, peruka w kolorze mahoniu, mapy, rozkłady jazdy, belgijskie, szwajcarskie i brytyjskie monety, para okularów, okulary słoneczne, kosmetyki, krem stosowany do egzemy i notatnik z zakodowanymi datami i miejscami, w których była. I znowu usunięto wszelkie możliwe oznaczenia, aby utrudnić identyfikację odnalezionych zwłok.

Isdalskvinnen zmarła (co wykazała autopsja) wskutek kombinacji zatrucia dwutlenkiem węgla i przedawkowania fenobarbitalu (organiczny związek chemiczny, fenylowo–etylowa pochodna kwasu barbiturowego). Obecność sadzy w w jej żołądku świadczyła o tym że kobieta żyła jeszcze gdy się paliła. Siniaki na jej szyi wskazywały na uderzenie bądź upadek. Ofiara samobójstwa (?) zażyła 50-70 tabletek środków nasennych Fenemalu (fenobarbital), blisko jej ciała śledczy odkryli dalszych 12 tabletek.

Przez prawie 50 lat prób rozwiązania zagadki powstało wiele teorii kim była kobieta z Doliny Lodu. Nadal tak naprawdę nie wiadomo kim była, co dokładnie robiła w Bergen i w jaki sposób oraz dlaczego zginęła. Czy była agentem wywiadu, o czym mogło świadczyć to że co chwila zmieniała pokoje hotelowe, nosiła peruki i płaciła zawsze gotówką? Ostatni raz widziano ją 23 listopada gdy wymeldowała się z pokoju 407 w hotelu Hordalheimen i zamówiła taksówkę na dworzec kolejowy. Podobno dosiadł się do niej jakiś mężczyzna. Pracownicy hotelu zapamiętali ją jako niewysoką (1.63 m) ładną kobietę z długimi ciemnobrązowymi włosami i dużymi brązowymi oczami. Z notatek przez nią pozostawionych wynikało że podróżowała po Norwegii (była m.in. w hotelach w Oslo, Trondheim i Stavanger) przedstawiając się jako handlarka antykami i komiwojażerka, twierdziła też że jest z Belgii, odwiedziła także Paryż. Posługiwała się przynajmniej dziewięcioma podrabianymi paszportami. Mówiła po angielsku, niemiecku i flamandzku - przynajmniej tak zeznawali pracownicy hotelów, w których się zatrzymywała. Była czujna, pewna siebie i chłodna. Widziano ją w Bergen z kilkoma mężczyznami, ale nie stwierdzono kim byli. Jeden ze świadków zapamiętał że powiedziała do mężczyzny w Bergen: "Ich komme bald" ("Przyjdę wkrótce.")

Konkluzja policji: samobójstwo. A może jednak brutalne morderstwo? Czy zatem Isdalskvinnen była agentką wywiadu/członkinią jakiejś siatki szpiegowskiej? A może prostytutką? Nie ma na to wiarygodnych dowodów. Generalnie nie wiadomo czy zagadka kobiety z Isdal ma w ogóle wymiar kryminalny. Na pewno jednak to ciekawy i tajemniczy przypadek pozwalający na grę domysłów. Dolinę Lodu wciąż otacza mgła niewiedzy.

W lutym 1971 kobietę z Isdal pochowano w nieoznaczonym grobie na cmentarzu w Bergen. W cynkowej trumnie - w przypadku gdyby kiedykolwiek zgłosiła się jej rodzina, aby zidentyfikować ciało. W 2017 roku analiza izotopów uzębienia Isdalskvinnen wykazała iż kobieta urodziła się w latach 30-tych XX wieku w Nuremberg (Niemcy) albo gdzieś blisko i edukację pobierała we Francji bądź gdzieś blisko granicy francusko-niemieckiej.

Kim była Isdalskvinnen? I czy prowadziła podwójne życie?

sobota, 5 września 2015

Zaginięcie Lisanne Kroon i Kris Kremers w Panamie



















1 kwietnia 2014 roku dwie młode Holenderki Lisanne Kroon (lat 22) i Kris Kremers (lat 21) zniknęły z miasta Boquete w Panamie. Dziewczyny oddaliły się z hostelu, w którym przebywały i udały się do pobliskiego lasu deszczowego na trekking. Nie spotkały się z umówionym przewodnikiem, nikomu nie powiedziały dokąd się udają i rozpłynęły się w powietrzu. W wyprawie towarzyszył im pies zwany Blue, który wrócił do hostelu. Zaginionej dwójki kobiet poszukiwali panamscy ochotnicy, miejscowa policja oraz holenderscy dochodzeniowcy. Nie znaleźli nic. Żadnych śladów. Niczego. Dopiero 14 czerwca Angel Palacios wraz z żoną w panamskim Continental Divide daleko od Boquete odnaleźli blisko rzeki Rio Culebre niebieski plecak. Jego zawartość: 83$, paszport Lisanne Froon, dwie pary tanich okularów przeciwsłonecznych, dwa biustonosze, aparat fotograficzny i dwa telefony komórkowe. Wszystko ładnie uporządkowane i w dobrym stanie. W pobliżu plecaka za drzewem znajdował się but, w którym tkwiła ludzka stopa. Skoro odnaleziono ludzką stopę jedna z zaginionych kobiet musiała być martwa. Rodziło się pytanie jak zaginionym udało się dotrzeć tak daleko? Miejsce odnalezienia plecaka i szczątków to Altos Romeros - przynajmniej dzień drogi od Boquete. Z powodu pogorszenia się pogody do pomocy w poszukiwaniach wezwani zostali Indianie. Odnaleźli na skale starannie ułożone spodenki Kris oraz niebieski but. A także inne ludzkie kości należące zarówno do Lisanne, jak i Kris. Łącznie 28 kości Lisanne (w tym dwie długie kości złączone ze skórą - po czterech miesiącach od zaginięcia!) i tylko dwie Kris. Lisanne i Kris zostawiły należące do nich rzeczy w hostelu, zatem planowały wrócić. Co poszło nie tak?

Kości. Dziwne było to że stopa Lisanne została odłamana przy kostce i pozostawiona w bucie. Niektóre odnalezione kości Lisanne wciąż pokryte były tkanką, natomiast kości Kris nie. Kości Kris były wybielone fosforem. Jedna z hipotez stanowiła, iż ktoś mógł użyć chemikaliów czy użyźniaczy na szczątkach, aby się ich pozbyć. Jednak kości nie nosiły śladów cięcia czy innych urazów. Kolejną zagadką był aparat fotograficzny, którego bateria była niemal pełna. I zdjęcia. Dzięki zdjęciom ustalono że Lisanne i Kris były na El Mirador na szlaku El Pianista już 1 kwietnia - dotarły na szczyt Continental Divide w dniu w którym zaginęły około godziny 1 p.m. O godzinie 2 p.m. Kris zrobiła sobie zdjęcie w quebrada (wąwozie). Potem w baranca (wąwóz o bardziej stromych ścianach). Miejsca zdradliwe deszczową porą. Aby dotrzeć do miejsca, w którym odnaleziono ich kości dziewczęta musiały przejść przez pięć wąwozów (queberas/barrancas) i przekroczyć trzy rzeki. Przez 7 dni aparat dziewcząt był uśpiony, aż tu 8 kwietnia o godzinie 1 w nocy zostały zrobione dwa zdjęcia. Na pierwszym widać krzaki poniżej skały. Na drugim wierzchołek skały z dwoma kijkami, każdy z nich z małym kawałkiem czerwonej plastikowej folii i dwoma opakowaniami po gumie do żucia. Włączony aparat robił zdjęcia jeszcze przez 3 godziny - łącznie 88 fotografii na których widać tylko mrok. Ciemność. Żadnych zdjęć ścieżek, napotkanych zwierząt czy ludzi. Może dziewczyny używały flesza, by oświetlić sobie drogę? Z drugiej strony flesz powoduje krótkotrwałą ślepotę i nie sprzyja przyzwyczajeniu się wzroku do ciemności. Być może próbowały zwrócić uwagę ekipy poszukiwawczej w dżungli.

Dziewczęta były zatem o godzinie 1 p.m. na Continental Divide. Świadkowie twierdzili jednak inaczej. Kobieta w szkole języka hiszpańskiego do której Lisanne i Kris uczęszczały przysięgała że o tej godzinie były w szkole. Lokalny przewodnik twierdził że widział je w Boquete pomiędzy 2 a 2.15 p.m. Inny mężczyzna widział je pomiędzy 2.30 a 3. Być może tych pięcioro świadków widziało Lisanne i Kris dzień wcześniej.

Godzina 4.30 1 kwietnia 2014 roku - Lisanne i Kris dzwonią pod numer 112 po raz pierwszy. Po raz drugi 20 minut później. Obszar, w którym zostały znalezione ich kości znajdował się przynajmniej 12 godzin drogi od El Mirador, zatem musiały być daleko od tego obszaru. Od tej pory one (albo ktoś) próbował używać ich telefonów 88 razy. Aż do 11 kwietnia 2014 roku. 11 prób dzwonienia pod numer alarmowy, 77 włączania i wyłączania, by sprawdzić czy telefony jeszcze działają. 5 kwietnia telefon Kris został włączony kilka razy, ale nie podano prawidłowego kodu sim. Czyżby telefonu używała osoba trzecia? Nie wiadomo. Nie było żadnych smsów od Kris i Lisanne, nawet do ukochanych rodziców. W każdym razie 3 kwietnia miała miejsce ostatnia próba połączenia się z numerem alarmowym, 11 kwietnia telefon Kris został włączony po raz ostatni.

Co się przydarzyło Lisanne i Kris w panamskiej dżungli? Zapewne nigdy się tego nie dowiemy. Kości dziewcząt nie nosiły śladów urazów. Nie było śladów krwi na ich ubraniach. Nadto dżungla po której się poruszały obfitowała w niebezpieczne zwierzęta: węże, pumy, pantery. Rzeki też były niebezpieczne np. Rio Culebre. Czy Lisanne i Kris poszły w złym kierunku? Czemu nie zawróciły? Czemu nie oznaczyły szlaku? A może ktoś trzeci im towarzyszył? 1 kwietnia 2014 roku w dniu zaginięcia dziewcząt dzień był słoneczny; wąwozy były suche. Może rzeczywiście Lisanne i Kris zboczyły ze szlaku?

Dalsze pytania: Czemu odnaleziono tak mało kości? Gdzie jest ich reszta? Czemu Lisanne i Kris nie pozostawiły żadnego znaku, że potrzebują pomocy np. napisu na drzewie? Dlaczego nie pisały smsów do rodziców? Co oznaczają dwa ostatnie zdjęcia, na których coś widać? Czemu Kris zdjęła spodenki? Dlaczego biustonosze dziewcząt zostały włożone do plecaka? Czemu spodenki Kris zostały starannie położone? Pytania można mnożyć.

W lutym 2015 roku pojawiła się hipoteza, iż dziewczęta mogły spaść z klifu o wysokości 30-40 metrów. W takim układzie nie należy brać pod uwagę działania osoby trzeciej.

Kolejna teoria: porwanie przez członków panamskiego gangu, z którymi powiązany był taksówkarz, który dostarczył obie dziewczyny na szlak oraz lokalny przewodnik Feliciano, który jako pierwszy wszedł do pokoju obu dziewcząt i jako pierwszy odnalazł plecak z  rzeczami. Być może to właśnie Feliciano miał za zadanie ukryć ślady przestępstwa poprzez to, że śmierć dziewcząt miała zostać uznana za wypadek. To on mógł dysponować telefonami dziewcząt i ich aparatem, wykonywać połączenia alarmowe czy robić nocne zdjęcia. Sprawa jest o tyle dziwna i niepokojąca, że ma się wrażenie jakby rządowi Panamy nie zależało na jej rozwiązaniu, gdyż śmierć dwóch turystek z Europy z rąk gangu mogłaby sprawić, że ucierpi na tym turystyka. Poniżej znajdziecie link dotyczący tej frapującej sprawy:

https://www.youtube.com/watch?v=cmgXTbZnpso 

środa, 25 lutego 2015

Zagadka podwójnego morderstwa na atolu Palmyra



















Stara sprawa kryminalna, ale zaintrygowała mnie. Wpierw nieco o atolu Palmyra, który stanowi terytorium Stanów Zjednoczonych i wchodzi w skład wysp Line. Powierzchnia 12 km kwadratowych, rozległa rafa, dwie płytkie laguny i blisko 50 piaszczystych i rafowo-skalistych wysepek z palmami kokosowymi. 30 sierpnia 1974 roku doszło na atolu Palmyra do podwójnego morderstwa. Ofiary: 40-letnia Eleanor Graham zwana Muff oraz jej 43-letni mąż Malcolm “Mac” Graham III zniknęli. Małżonkowie żeglowali swoim luksusowym jachtem "The Sea Wind" i wybrali złą wyspę na przycumowanie. Mordercą okazał się Buck Duane Walker, który wraz ze swoją dziewczyną Stephanie Stearns także cumowali przy lagunie. Walker był eks-skazańcem, który zamierzał na atolu uprawiać konopie indyjskie. Grahamowie byli konserwatywni, natomiast Walker i Stearns uchodzili w ich oczach za 'hipisów', lekkoduchów, a więc konflikt wisiał w powietrzu. Dodam jeszcze, że obie łodzie cumowały obok siebie.

Według Stephanie Stearns 30 sierpnia 1974 roku Grahamowie zaprosili Walkera i Stearns na kolację na pokładzie "The Sea Wind". Walker i Stearns pojawili się o godzinie 6.30 wieczorem, ale Grahamów nie było. Nie wrócili z połowu ryb. Walker twierdził, że pod nieobecność Grahamów 'mają się czuć jak u siebie w domu' na pokładzie jachtu (rzekomo małżeństwo tak mu powiedziało). Nastała noc, a po Grahamach nie było śladu. Nazajutrz Walker wraz z Stearns udali się na poszukiwania małżeństwa i zauważyli przewróconą łódź rybacką (dinghy) przy brzegu laguny. Czyżby miał miejsce tragiczny wypadek?

Walkerowi i Stearns nie pozostało więc nic innego niż wziąć pod swoją opiekę luksusowy jacht Grahamów i dopłynąć nim do Honolulu. Tam go przemalowali i nadali "Morskiemu Wiatru" inną nazwę, ale i tak jacht rozpoznano jako nie należący do nich. Twierdzili, że ich własny jacht "Iola" utknął na rafie atolu Palmyra. W rzeczywistości ukradli "The Sea Wind". Oskarżono ich jednak tylko o kradzież jachtu, a nie o morderstwo (choć byli o nie podejrzewani), bo nie było ciał. Walker i Stearns szybko przestali być parą.

Pewnego ranka 1981 roku marynarz Sharon Jordan z Durbanu w RPA spacerując po plaży atolu Palmyra natknęła się na ludzką czaszkę i kości, które wypadły z aluminiowego pojemnika zagrzebanego w piasku. Pozostałości szkieletu zidentyfikowano jako Muff Graham. Kobieta zginęła od uderzenia w głowę, jej zwłoki zostały poćwiartowane, a jej twarz przypalono palnikiem acetylenowym wchodzącym w skład wyposażenia jachtu Grahamów. Ciało ukryto w metalowym pojemniku, który obciążony miał zatonąć w lagunie, ale jednak w 1981 roku wypłynął na powierzchnię. Zwłok, a w zasadzie szkieletu Malcolma Grahama do tej pory nie odnaleziono.

Buck Walker i Stephanie Stearns byli sądzeni oddzielnie za morderstwo Muff Graham. Walkera uznano za winnego w 1985 roku, natomiast obrońcą Stephanie Stearns był słynny Vincent Bugliosi. Kobiecie udało się przekonać skład orzekający, że Walker mordował sam i sam ukrył ciała Grahamów w aluminiowych pojemnikach. Została oczyszczona z zarzutu morderstwa. Walkera zwolniono w 2007 roku. Napisał książkę, w której twierdził, że wdał się w romans z Muff Graham, odkrył to jej małżonek, po czym oszalał z zazdrości, więc Walker musiał się przed nim bronić. Malcom miał jakoby najpierw zastrzelić swoją żonę, po czym zaatakował Walkera, który działał w samoobronie. Walker zmarł w 2010 roku w wieku 72 lat.

Gdzie jest ciało Malcolma Grahama? Czy Malcolm został zabity w innym miejscu niż jego żona? Nie wiadomo. Walker powiedział poszukiwaczom: "Szukajcie go. Nigdy go nie znajdziecie." Na podstawie historii 'klątwy Palmyry' nakręcono w 1991 roku film telewizyjny "And the Sea Will Tell" (reż. Tommy Lee Wallace).

czwartek, 12 lutego 2015

Morderstwo rodziny w Setagaya



















Rankiem 31 grudnia 2000 roku w domu w tokijskim Setagaya Ward w pobliżu Parku Soshigaya odnaleziono zwłoki czteroosobowej rodziny: Mikio Miyazawa, lat 44, jego 41-letniej żony Yasuko oraz dwójki ich dzieci - 8-letniej córki Niiny oraz 6-letniego synka Rei. Morderca udusił najmłodszego członka rodziny, natomiast pozostałą trójkę zamordował nożem. Po dokonaniu morderstwa spędził w domu rodziny Miyazawa kilka godzin wyjadając im zapasy z lodówki i używając ich komputera. Wskazują na to odciski palców i inne ślady. W sąsiednim domu mieszkała matka Yasuko, którą w tamtym czasie wizytowała starsza siostra zamordowanej wraz z mężem. Po morderstwie oboje wyjechali. Oba domy stoją w praktycznie niezmienionym stanie. Do morderstwa mogło dojść o godzinie 11.30 w nocy 30 grudnia 2000 roku - to wówczas krewni rodziny Miyazawa słyszeli dochodzące z ich domu hałasy. Morderca mógł używać komputera dla połączenia się z internetem o godzinie 1.18 w nocy po morderstwie (utworzył pusty folder), potem prawdopodobnie zbiegł. Do tej pory nie został schwytany.

Na miejscu pozostawił białą bluzę sportową z fioletowymi rękawami, szary kapelusz, małą torbę na biodro, szalik, czarną kurtkę, czarną rękawiczkę i chusteczkę oraz wyprodukowane w Korei sportowe buty rozmiar 43. Mordował nożem Yanagiba-bocho (do cięcia ryb na Sashimi). Policja wywnioskowała, że wszystkie te przedmioty zakupił przed morderstwem w Prefekturze Kanagawa. Dostał się do domu rodziny Miyazawa przez okno w łazience. Najpierw udusił śpiącego Rei. Ojciec Mikio mógł usłyszeć hałasy i pójść sprawdzić co się dzieje. Został zabity nożem. Potem morderca udał się na trzecie piętro domu i zadźgał śpiącą matkę i córkę. Kontynuował pastwienie się nad ciałami po ich śmierci. W trakcie ataku na 44-letniego Mikio sprawca uszkodził nóż Sashimi, po zabójstwie wrócił do kuchni, by wziąć inny, tym razem kuchenny. Mężczyzna zranił się nożem. Obandażował sobie ranę. Ślady jego krwi znaleziono na bandażu; jego fragment wystawał z zamkniętych drzwi lodówki. Do zatamowania krwi mógł użyć także ręcznika. W trakcie plądrowania domu rodziny Miyazawa żuł gumę. Po morderstwie otworzył lodówkę, skonsumował melona, napił się jęczmiennej herbaty, zjadł cztery lizaki z mrożonego soku, nie ruszył natomiast żadnej z 10 puszek piwa. Wypróżnił się w toalecie. Prawdopodobnie zabrał ze sobą Noworoczną Kartkę. Pootwierał szuflady, dokumenty identyfikacyjne rodziny ułożył blisko sofy. Od północy od pierwszej łączył się z Internetem - ba, dotarłem do informacji, iż mógł przebywać w domu zamordowanej rodziny nawet przez 10 godzin po morderstwie. Przeglądał witrynę Mikio Miyazawy (mężczyzna miał domową firmę) i informacje o jego wykształceniu, bezskutecznie próbował zamówić bilet od Shiki Theater Company (link był w zakładkach). Z siecią łączył się dwukrotnie, posługiwał się myszką, nie dotykał klawiatury.

100 dni po morderstwie w pobliżu miejsca zbrodni ktoś pozostawił figurkę Buddy Ksitigarbha wyprowadzającego ludzi ze smutku i cierpienia, opiekuna dzieci. 100 dni to też data nieprzypadkowa, gdyż to wówczas zjawa zmarłego na dobre opuszcza ludzki świat - czyżby morderca chciał uspokoić duchy pomordowanych? Kto zatem zamordował całą rodzinę?

Niedaleko miejsca zbrodni znajdowały się rampy i przeszkody dla skejterów. Jeden ze świadków twierdził, że na kilka dni przed morderstwem Mikio Miyazawa pokłócił się z deskorolkowcem. Inny twierdził, że ojciec rodziny sprzeczał się z członkami rowerowego gangu (Bōsōzoku). Latem 2000 roku w okolicy miejsca zbrodni ktoś zabijał dzikie koty obdzierając je ze skóry.

Morderca używał perfum francuskiej marki Drakkar Noir. W domu brakowało starej kurtki i 150 000 jenów w gotówce. W trakcie ataków nie założył rękawiczek mimo tego że miał je przy sobie. W jego torbie na biodro i na jego butach sportowych odnaleziono ślady fluorescencyjnego barwnika, a w kieszeniach sportowej bluzy miał liście brzozy i ślady brzostownicy japońskiej. Ślady DNA wskazują, iż morderca miał matkę europejskiego pochodzenia, przypuszczalnie z kraju nad Morzem Śródziemnym bądź Adriatyckim. Analiza chromosomu Y wskazuje, iż ojciec mordercy był pochodzenia azjatyckiego.

Kim jest ta osoba? Nadal nie wiadomo. Dom rodziny Miyazawa stoi po dziś dzień (na zdjęciach). Podobno jest stale pilnowany przez policję, która wciąż próbuje odnaleźć sprawcę poczwórnego morderstwa sprzed lat.

http://www.keishicho.metro.tokyo.jp/foreign/wanted/seijo/image/seijo_c2.pdf

EDIT: Stan na 2020 rok. Sprawa nadal nie rozwiązana. Policja tokijska planuje wyburzyć dom, w którym dokonano w 2000 roku masowego mordu. Bliscy rodziny Setagaya walczą o jego pozostawienie w stanie nienaruszonym.

http://www.asahi.com/ajw/articles/AJ202001190032.html
http://en.twwtn.com/Bignews/53877.html

piątek, 9 stycznia 2015

Lucjan Staniak, Czerwony Pająk, który nie istniał

Zajrzałem dzisiaj na Crime Library, gdzie Michael Newton barwnie opisał historię Łucjana (Lucjana) Staniaka, polskiego seryjnego mordercy i rozpruwacza młodych kobiet, który działając w latach 1964-67 zamordował od 6 do 20 kobiet. Porównywano go do słynnego Kuby Rozpruwacza, gdyż ofiary (zazwyczaj nastoletnie dziewczęta) gwałcił, dusił, okaleczał śrubokrętem i patroszył. 26-latek zwany "Czerwonym Pająkiem" przyznał się do dwudziestu morderstw, skazano go jednak za sześć i zafundowano mu dożywotni pobyt w szpitalu psychiatrycznym. W którym? Tego oczywiście nie wiadomo.

Nie chcę mi się w całości przytaczać historii "Czerwonego Pająka", bo jest ewidentnie zmyślona. Kiedyś i ja w nią wierzyłem czytając amerykańskie i brytyjskie publikacje na temat seryjnych morderców. Staniak pojawił się m.in. w "The Encyclopedia of Serial Killers" (2006) Michaela Newtona, który mógł go po prostu wymyślić. Cała jego historia to podszyta grubymi nićmi mistyfikacja, acz nadająca się na fabułę doskonałego thrillera. Staniak miał jakoby pisać poetyckie listy do ówczesnej milicji i prasy np. "Nie ma szczęścia bez łez, życia bez śmierci. Strzeżcie się! Jeszcze zapłaczecie z mojego powodu." Prasa czyli "Przegląd Polityczny", a także poznański "Kurier Zachodni" - gazety, które w owym czasie nie istniały (przykładowo pierwsze wydanie kwartalnika "Przeglądu Politycznego" ukazało się dopiero w 1983 roku). Nie istniało też katowickie mieszkanie Staniaka przy nieistniejących Alejach Wyzwolenia 117. Nie ma absolutnie żadnych dowodów, że Łucjan (Lucjan) Staniak kiedykolwiek istniał: żadnej pisemnej dokumentacji i akt sprawy, żadnych zdjęć archiwalnych Czerwonego Pająka, żadnych fotografii z miejsc zbrodni. Personalia ofiar (np. 17-letnia Janina Kozielska z Krakowa) zostały zmyślone. Podobnie personalia funkcjonariuszy milicji, którzy rzekomo zajmowali się tą sprawą. Listy pisane przez Staniaka czerwonym atramentem to także urocza bajka. I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu też złapałem się na haczyk.

Jeśli Łucjan Staniak nie istnieje to ktoś musiał go wymyślić, nieprawdaż? Osobiście obstawiałem Michaela Newtona, ale to raczej to Colin Wilson stoi za tą mistyfikacją (książka "A Casebook of Murder" z 1969 roku), która nadal jest obecna chociażby na Crime Library albo na niektórych rodzimych stronach/forach poświęconych seryjnym mordercom. Podobnie mamy do czynienia z filmami fabularnymi, które zostały wymyślone i nie istnieją vide zombie horror Emersona Bixby "Dead End" z 1985 roku. W Internecie pojawiają się różne niestworzone plotki i zmyślone historie, gdyż sieć stanowi dla nich żyzną glebę. Jak wiadomo plotka wielokrotnie powtarzana może w końcu okazać się 'prawdziwą historią'. Szkoda, że kiedyś dawałem się nabrać na historyjkę o Łucjanie Staniaku. Mea culpa. Nie byłem wszak jedyny. Dość powiedzieć, że z polskiej Wikipedii artykuł o Staniaku już usunięto.

http://wiadomosci.onet.pl/na-tropie/z-brzuchow-kobiet-wybuchaja-kwiaty/48rn8

czwartek, 1 stycznia 2015

Zagadka morderstwa Katarzyny Z.

Po niedawnym obejrzeniu "Milczenia owiec" (1991) ta słynna (i wciąż nierozwiązana) sprawa kryminalna zaczęła chodzić mi po głowie. Zapewne w tym tekście nie znajdzie się nic nowego, ale warto o niej wspomnieć - tym bardziej że śledztwo w sprawie makabrycznej morderstwa 23-letniej studentki Katarzyny Zowady zostało przedłużone do 31 stycznia 2015 roku. Czyżby policjanci z Archiwum X byli wreszcie na tropie sprawcy jednego z najbardziej tajemniczych, odrażających i groteskowych morderstw w annałach rodzimej (i nie tylko) kryminalistyki? Chodzi o uzyskanie szeregu zleconych opinii specjalistycznych z zakresu genetyki, kryminalistyki, informatyki, medycyny sądowej, metalurgii oraz daktyloskopii, a także o przesłuchanie nowych świadków, którzy mogą wnieść do śledztwa nowe informacje, tudzież zaznajomienie się z tłumaczeniami materiału dowodowego zgromadzonego na terenie Austrii. Jestem niezmiernie ciekaw czy sprawa morderstwa Katarzyny Z. zostanie kiedykolwiek rozwiązana.

7 stycznia 1999 roku pracownicy wiślańskiej barki "Łoś" wydobywają z turbiny silnika kobiecą skórę, która została zdarta z ofiary jeszcze za jej życia. Barka zaczęła tracić obroty, gdy jej śruba wciągnęła coś z dna Wisły. Zaniepokojeni smrodem pracownicy domyślili się, że chodzi o fragment ludzkich zwłok i zawiadomili policję. Wstępne oględziny wykazały, że jest to skóra zdarta z młodej kobiety, a także fragmenty jej odzieży. Ustalono, że sprawca oskalpował ofiarę począwszy od szyi, a na podbrzuszu (wysokości pachwin) kończąc. Ofiarą mordercy okazała się 23-letnia studentka religioznawstwa Katarzyna Zowada (nie Zawada), introwertyczka mieszkająca z matką. Dziewczynę po raz ostatni widziano żywą 12 listopada 1998 roku. Sprawca z makabrycznego skórnego kostiumu odciął sutki, co mogło sugerować seksualne tło czynu. Tydzień później z Wisły wyłowiono kończynę dolną wraz z częścią obręczy miedniczej oraz fragment pośladka. Gdzie się podziała reszta rozkwałkowanych zwłok? Czyżby sprawca zaczął się pozbywać części ciała Katarzyny Z., gdy dowiedział się o znalezieniu skóry? Co odczuwał w trakcie ściągania skóry ze swojej ofiary? Czy ów makabryczny kostium zakładał na siebie? Dlaczego zdecydował się go wyrzucić do Wisły? Bo zaczął się rozkładać? W tej sprawie roi się od wielu pytań na które warto byłoby znaleźć odpowiedzi.

W maju 1999 roku był już pierwszy podejrzany. Chodzi o sprawę o kryptonimie "Skalp" z podkrakowskiej wsi. 31 maja 1999 roku obywatel Kaukazu Władimir W. zamordował szpikulcem w piwnicy domu jednorodzinnego dziadka swojego 50-letniego ojca, ciało powiesił do góry nogami przywiązawszy je do kraty okna piwnicznego (jako odwrócony krzyż), odciął głowę i ściągnął z niej skórę. Władimir W. po wyrzuceniu głowy ofiary w chwasty pod balkonem zszył skalp na całej długości nitką, posypał skórę solą, aby nie gniła, po czym przykleił ją sobie do twarzy - ubrał skórę ojca oraz jego ubrania (dres, kapelusz, szalik) i w tym stroju paradował przed lekko niedowidzącym dziadkiem. Wyszedł przed dom i tam przypadkowo spotkał jednego z sąsiadów. Dziadek dopiero gdy znalazł zwłoki w suterenie poszedł do sąsiadów zadzwonić na policję. Władimir W. chciał "stworzyć dzieło sztuki i tym samym pokazać szczyt ludzkiej podłości". Władimir W. nie był jednak mordercą Katarzyny Zawady; morderstwo ojca miało charakter rodzinny i wynikało z nienawiści do ojca, który zdradził matkę Władimira W. Ludmiłę i pozostawił ją na Kaukazie. Motywem była zemsta. Niepokojącym zbiegiem okoliczności jest to, że studiował oprócz medycyny psychologię - Katarzyna przez rok także ją studiowała. Dziewczyna była skrytą, zamkniętą w sobie osobą, miała tylko dwie-trzy koleżanki, była praktycznie przez nikogo nie zauważana. Nikt się nią nie interesował, ona sama izolowała się. Winiąc się za śmierć ojca próbowała się zabić. Swojego mordercę zapewne gdzieś poznała, gdyż na kilka tygodni przed zniknięciem nie pojawiała się na wykładach. Być może zainteresował się nią, oczarował, poznał jej słabe strony i w końcu ją zabił.

Czerwiec 1983 rok, znowu Kraków, jedno z tamtejszych osiedli - 48-letni Jan N. zabija nożem i skalpuje byłą żonę i 17-letniego syna. 16 lat później gdy zamordowano Katarzynę był na przepustce. Sprawca po zamordowaniu ofiar wrzuca fragmenty ich zwłok do Wisły. Profanuje zwłoki kobiety post-mortem ucinając jej głowę i wyjmując gałki oczne. Zwłoki syna ćwiartuje, wyjmuje z nich wnętrzności, kończyny umieszcza w reklamówce, którą wyrzuca do Wisły. Podobieństwa są, ale nie wykazano, że sprawca tej makabrycznej zbrodni zabił Katarzynę. Miał alibi i w związku z tym wyjęto go z kręgu podejrzanych.

26 czerwca 1992 roku, Katowice, osiedle "Tysiąclecia" - Kolejna sprawa co do której można znaleźć punkty styczne z morderstwem Katarzyny Z. Zwłoki kobiety o nieznanej do tej pory tożsamości zostały umieszczone w walizce, którą nieznany sprawca porzucił w pobliżu rzeki Rawy. Sprawca uciął ofierze głowę, wyciął brodawki sutkowe; ciało było rozebrane i częściowo zmumifikowane. Kto zabił i kim była ofiara po dziś dzień nie wiadomo. Czy ów ktoś mógł potem zabić Katarzynę Z. w Krakowie? Czy sprawca morderstwa Katarzyny Zowady może mieć zatem na sumieniu więcej niewyjaśnionych morderstw? Czy zabił tylko ten jeden raz?

Interesujące jest powiązanie makabrycznego morderstwa Katarzyny Z. z thrillerem "Milczenie owiec" (1991), w którym agentka Starling (Jodie Foster) ściga seryjnego mordercę Buffalo Billa posługując się wskazówkami od seryjnego kanibala Hannibala Lectera. Buffalo Bill/ Jame Gumb morduje kobiety, bo chce stać się kobietą. Obdziera je ze skóry, gdyż chce stworzyć dla siebie kostium, który będzie zakładał. Zajmuje się krawiectwem i wycina skrawki kobiecych ubrań. Nienawidzi swojej tożsamości. Gumb niczym Ted Bundy poluje na kobiety (ale z nadwagą) udając osobę poszkodowaną, porywa je, więzi w studni i tam głodzi (odchudza), zabija, wreszcie z ciał zamordowanych ofiar wycina odpowiednie fragmenty skóry. Zwłoki ofiar porzuca m.in. blisko rzeki bądź w rzece. Niektóre z nich obciąża, aby prędko nie wypłynęły. Postać Buffalo Billa stanowi wypadkową 6 realnych seryjnych morderców : 1) wspomnianego Teda Bundy (swoje ofiary prosił o pomoc mając np. rękę na temblaku, zwłoki młodych kobiet porzucał w różnych lokalizacjach), 2) Jerry Brudos (morderczy fetyszysta, który ubierał się w odzież swoich ofiar i trzymał ich buty, ciała zamordowanych kobiet wrzucał do rzeki), 3) Gary Ridgway (słynny Green River Killer, zwłoki prostytutek porzucał m.in. w rzece, stąd też jego przydomek), 4) Ed Gein (sporządził kostium z kobiecej skóry, a także rękawiczki i maskę, najbardziej wyrazisty pierwowzór Buffalo Billa), 5) Gary Heidnik (porwał i przetrzymywał jako seksualne niewolnice 6 kobiet, głodził je i torturował), 6) Ed Kemper. Czy sprawca morderstwa Katarzyny Z. słyszał kiedykolwiek o Edzie Geinie i czytał o nim? Czy był transseksualistą czy może nekrofilem jak Gein? Czy tak go zafascynowało "Milczenie owiec", że postanowił wykorzystać pomysł Buffalo Billa na stworzenie kostiumu z ludzkiej skóry? Ciekawe czy kiedykolwiek poznamy tożsamość tzw. Kuśnierza.

Na zdjęciach maska z ludzkiej skóry Eda Geina, Katarzyna Zawada oraz artykuł o Edzie Geinie z Plainfield, Wisconsin - inspiracji dla Normana Batesa z "Psychozy", Leatherface'a z "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną" (1974) i Buffalo Billa.

EDIT: 4 października 2017 roku - Być może wreszcie doczekamy się przełomu w śledztwie. Jest podejrzany o morderstwo ze szczególnym okrucieństwem - obecnie 52-letni Robert J., który zamieszkiwał w Krakowie. Według informacji zawartej w prasie Robert J. (cytat) "leczył się psychiatrycznie, nienawidził kobiet, kupował damską bieliznę i spacerował wieczorami nad Wisłą. Wiele osób, które znały Roberta J. po dowiedzeniu się o zbrodni automatycznie podejrzewały, że mógł to zrobić. Śledczy jednak wykluczyli, by Robert J. miał jakikolwiek udział w tym morderstwie."

Link: http://www.radiokrakow.pl/wiadomosci/krakow/wiemy-kim-jest-zatrzymany-w-sprawie-zabojstwa-katarzyny-z/
https://krakow.onet.pl/19-lat-temu-oskorowal-studentke-podejrzany-o-morderstwo-zostal-zatrzymany-ujawniamy/c6fb23q?utm_source=wiadomosci_viasg&utm_medium=nitro&utm_campaign=allonet_nitro_new&srcc=ucs&utm_v=2

Z przeczytanych artykułów wynika obraz Roberta J. jako osoby żarliwie religijnej, ale też ponadprzeciętnie inteligentnej i skłonnej do sadystycznej przemocy. Morderstwo dokonane na Katarzynie Z. miał opisać w pamiętniku. To biseksualista, który umie manipulować osobami słabszymi, rozpaczliwie poszukującymi bliskości (tak być może było w przypadku Katarzyny Z., którą znał) Dziewczynę miał bić, torturować i zamordować w położonym na obrzeżach Krakowa domku. Pozostałości jej ciała do tej pory nie odnaleziono.

Tak czy owak troszkę mnie zastanawia dlaczego teraz zrobił się taki medialny szum wokół tej sprawy - czy Robert J. to faktyczny sprawca tego odrażającego morderstwa? A może te artykuły prasowe to uzgodniona z dziennikarzami prowokacja policji mająca skłonić faktycznego sprawcę do ujawnienia się, popełnienia błędu? Sam już nie wiem. W każdym razie na Twitterze dziennikarza Dawida Serafina pojawiła się informacja że Robert J. ma usłyszeć zarzut morderstwa ze szczególnym okrucieństwem. Katarzynę Z. miał pozbawić wolności, przetrzymywać ją w zamkniętym pomieszczeniu, podawać jej określone związki chemiczne (nie wiadomo jakie) w celu uczynienia jej bezbronną. Sprawca w czasie uwięzienia Katarzyny J., "zanim dokonał zabójstwa pokrzywdzonej, torturował ją, maltretował i męczył fizycznie i psychicznie. Zadał jej szereg ciosów w postaci kopnięć, bił narzędziem twardym, tępym i tępokrawędzistym oraz ostrokrawędzistym, jakim jest np. nóż, a także oskórował swoją ofiarę." Tak czy inaczej proces Roberta J. będzie moim zdaniem czysto poszlakowy. Z drugiej strony o winie Roberta J. może świadczyć to że kilkakrotnie odwiedzał grób dziewczyny, co zostało zarejestrowane kamerą. Także nie mógł jej nie znać.

Natrafiłem na bloga poety Józefa Janczeskiego (prawdopodobnie ojca Roberta J.) - zwróćcie uwagę na okładkę tomiku "Iba Ibi" z 2011 roku.

https://twitter.com/dawidserafinn?lang=pl

http://jozefjanczewski.blogspot.com/p/poezja.html

Fragment książki zadedykowany Robertowi i Joasi, w którym dużo jest o biciu i maltretowaniu dziecka.

https://docs.google.com/file/d/0B23dbn2SNtPJRVp2bG9oUktkUlU/preview?pli=1

EDIT 1 lipca 2022 roku: Wyrok w sprawie Roberta J. ma zapaść 15 lipca. Podejrzany o morderstwo ze szczególnym okrucieństwem wciąż nie przyznaje się do winy. Robert miał Katarzynę torturować i maltretować psychicznie, podając jej "leki psychotyczne, przeciwlękowe oraz środki zawierające chlorek potasu", dusząc łańcuchem oraz kopiąc i bijąc sztangą do ćwiczeń kulturystycznych.

Nadal ogromnie interesuje mnie aspekt kryminalistyczny i kryminologiczny tej makabrycznej sprawy z Krakowa. Link:

https://tvn24.pl/polska/sprawa-skory-wyrok-w-sprawie-brutalnego-katarzyny-z-zapadnie-w-polowie-lipca-5768649

wtorek, 9 września 2014

Odkryto jeden ze statków arktycznej Ekspedycji Johna Franklina















Zelektryzowała mnie ta wiadomość, tym bardziej że jestem wielbicielem świetnej książki Dana Simmonsa "Terror". Nie wiadomo w tej chwili czy odkryto HMS "Erebus" czy HMS "Terror", ale znalezisko potwierdzono 7 września 2014 roku za pomocą zdalnie sterowanego pojazdu "Investigator". Zdjęcia sonaru wskazują na obecność wraku na głębokości 11 metrów w arktycznych wodach przesmyku Victoria blisko Wyspy Króla Williama (obecnie Nunavut). Wrak wydaje się być dobrze zachowany, a jego uszkodzenia są niewielkie. Pokład statku znajduje się w niemal nietkniętym stanie (za wyjątkiem trzech masztów ściętych zapewne przez kry oraz braku niektórych desek pokładowych), ciekawe jak wyglądają jego wnętrza. Gwoli przypomnienia Ekspedycja Johna Franklina utknęła w lodowym paku w 1845 roku w trakcie poszukiwań Przejścia Północno-Zachodniego Ameryki Północnej. Wszyscy członkowie tragicznej ekspedycji w liczbie 129 umarli (niektórzy z członków feralnej wyprawy żyli zapewne jeszcze przez pewien czas). Tajemnica śmierci Johna Franklina i jego ludzi przez dekady pozostawała niewyjaśniona. Inuici (Eskimosi) w latach 40-tych XIX wieku twierdzili, że jeden ze statków zatonął na zachód od Wyspy Króla Williama, a drugi dotarł na południe do Zatoki Królowej Maud. Jak widać w tym pierwszym przypadku nie mylili się. Niedawno na Wyspie Nunavut odnaleziono dwa artefakty związane z Ekspedycją Johna Franklina. Zastanawia mnie czy odnaleziony został HMS "Erebus" czy HMS "Terror". Nie na darmo dwa wulkany na antarktycznej Wyspie Rossa nazwano Erebus i Terror.

http://www.thecanadianencyclopedia.ca/en/article/franklin-search/
http://11ahdeadbodies.wikispaces.com/Franklin+state+and+presevation

EDIT: Odkrytym statkiem okazał się HMS "Erebus" - statek kapitański Johna Franklina. Wrak spoczywa dobrze zachowany w zimnym arktycznym grobie. Wydobyto z niego na powierzchnię m.in. dzwon Royal Navy z datą 1845. Zdjęcie poniżej:

http://www.nunatsiaqonline.ca/stories/article/65674photo_royal_navy_bell_retrieved_from_franklin_wreck/