Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Węgry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Węgry. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 lutego 2024

Atheist i Cryptopsy w 2Progi 27 lutego 2024 roku (fotorelacja)

                              






Kolejny koncert metalowy już za mną. Stwierdziłem, że raczej (choć nie jest reguła) będę się skupiał na koncertach klubowych zespołów, których do tej pory jeszcze nie widziałem na żywo. Na festiwale metalowe obecnie jeżdżę bardzo rzadko, zatem pozostają mi mniejsze gigi klubowe. W 2Progi byłem ostatnio na nowojorskich death metalowcach z Suffocation, tym razem przyszła kolej na florydzkich technicznych death metalowców z Atheist i Kanadyjczyków z Cryptopsy. Luty był u mnie miesiącem dość koncertowym, w marcu postanowiłem trochę wyluzować z koncertami, choć obecności na jednym-dwóch nie wykluczam. 

Atheist i Cryptopsy supportowały dwa mniej znane zespoły. Najpierw Almost Dead z Kalifornii, thrash groove/hardcore, zespół istnieje od 2002 roku i dorobił się kilku albumów, w tym ostatniego "Destruction Is All We Know" (2024). Rola pierwszego supportu jest trochę niewdzięczna, gdyż Almost Dead grali dla niewielu zgromadzonych metalowców. Mimo wszystko ich energiczny i intensywny koncert mógł się podobać. Wokalista ze dwa-trzy razy przechodził poza barierki i śpiewał wśród widowni, kładł się na podłodze, itp., natomiast perkusista z wprawą podrzucał pałeczkę perkusyjną.  

Odsłuch: https://innerstrengthrecords.bandcamp.com/album/almost-dead-destruction-is-all-we-know

Z kolei Węgrzy z Monastery to podobno jeden z pierwszych zespołów death metalowych z kraju obecnej dyktatury Orbana. I rzeczywiście mają choćby na koncie dwa albumy studyjne "Far from Christ" (1992) i "Postmortem Aggressive End" (1994) we wczesnych latach 90-tych. Także ich występ był całkiem solidny. Utrzymany w umiarkowanych tempach, raczej prosty death metal, z doom metalowymi zwolnieniami i thrash metalowymi przyśpieszeniami. Nigdy wcześniej nie słyszałem tego zespołu, zatem podrzucam linki do posłuchania. Warto dodać, że muzycy Monastery to dosłownie waga ciężka a la Crowbar. 

Odsłuch: https://www.youtube.com/watch?v=kOoLcdF1yYo (jakość po 20 minutach się psuje).

Na koncert Atheist czekałem szczególnie, gdyż nigdy nie miałem okazji widzieć występu Amerykanów na żywo. A obok Death i Cynic Atheist uchodzi za prekursorów amerykańskiego progresywnego death metalu z jazzującymi fragmentami. Ich albumy "Piece of Time" (1990) oraz "Unquestionable Presence" (1991) na pewno należą do kanonu progresywnego death/thrash metalu i są chyba wśród fanów ciężkiego grania najbardziej cenione. Zespołem od 1987 roku niestrudzenie kierują obecnie 55-letni wokalista Kelly Shaefer oraz perkusista Steve Flynn, zmieniają się natomiast grający z nimi muzycy. Trzeba przyznać, że wczorajszy koncert Atheist był mistrzowski, pełen energii, precyzji, polotu, znakomitych partii gitarowych, naprawdę wspaniale się oglądało gig Amerykanów. Pozostaje mi życzyć Atheist jeszcze długiego koncertowania i nagrania następcy "Jupiter" (2018). Tymczasem set-lista: "No Truth", "Mineral", "On They Slay", "Enthralled in Essence", "Your Life's Retribution", "Air", "An Incarnation's Dream", "The Formative Years", "Fire", "Water", "I Deny", "Unquestionable Presence", "Mother Man" i "Piece of Time". 

https://atheist.bandcamp.com/album/the-best-of-atheist

To był pierwszy koncert Atheist w Polsce od czasu trasy z Benediction w 1993 roku.

Na sam koniec sceną zawładnęli Kanadyjczycy z Cryptopsy i nie brali jeńców. Ultra-brutalny techniczny death metal, w którym na szczęście nie ma już nadmiernego eksperymentowania z deathcorem jak na generalnie znienawidzonym "The Unspoken King" (2012). Na co zwróciłem uwagę w trakcie huraganowego koncertu Cryptopsy? Przede wszystkim na prawie nieustający headbanging i moshing długowłosego wokalisty Matta McGachy'ego. No i oczywiście na zdumiewającą precyzję perkusisty Flo Mouniera (Vltimas, Tribes of Pazuzu). Masa ciekawych riffów, bestialski chaos, praktycznie nieustająca brutalność i intensywność. No i obowiązkowo pojawiły się piosenki z "Blasphemy Made Flesh" (1994) i "None So Vile" (1996). 

Odsłuch: https://cryptopsyofficial.bandcamp.com/album/as-gomorrah-burns

Orientacyjna setlista: "In Abeyance", "Graves of the Fathers", "Lascivious Undivine", "Crown of Horns", "Slit Your Guts", "Back to the Worms", "Detritus (The One They Kept)", "Sire of Sin", "Flayed the Swine", "Phobophile" i "Orgiastic Disembowelment". 

poniedziałek, 9 października 2023

The Devil's Trade i Alcest w 2Progi w dniu 8 października 2023 r. (fotorelacja)

                                                                 



I kolejny koncert za mną. Tym razem w szczególności zależało mi na zobaczeniu na żywo The Devil's Trade z Budapesztu, gdyż solowy i bardzo chwalony przez moich znajomych występ Davida Mako na Castle Party 2022 zwyczajnie mnie ominął. Obecnie jednoosobowy projekt dark folkowy Davida Mako stał się pełnoprawnym i regularnym zespołem, co też udowadnia ostatnia płyta TDT "Vidékek Vannak Idebenn" z 2023 roku. Kilka słów o niej: jest mroczna, poruszająca, katartyczna i głęboko emocjonalna. Jeśli lubicie ciemność w muzyce to koniecznie zapoznajcie się z tym wspaniałym materiałem:

https://thedevilstrade.bandcamp.com/album/vid-kek-vannak-idebenn

Wrócę jednak do koncertu Węgrów. O ile poprzednie płyty The Devil's Trade miały charakter melancholijno dark folkowy, o tyle miałem wrażenie, że zespół na żywo brzmiał momentami ciężko, duszno, post/doom metalowo. W set-liście TDT znalazły się takie piosenki jak "Harom Arva", "Liminal", "Dead Sister", "12 to Die 6 to Rise", "Flashing Through the Lack of Light" (zawsze mam ciarki na ciele i ściśnięte gardło, gdy słucham tej akurat piosenki) i "Vidékek Vannak Idebenn". Co ciekawe, teledysk do "Flashing..." został nakręcony na przepięknym cmentarzu Kerepesi w Budapeszcie, który miałem przyjemność wizytować w lipcu 2023 roku. Polecam seans i odsłuch. 

https://www.youtube.com/watch?v=opNooIfBJts

Pozostaje jeszcze jedna kwestia. Melancholijny i ekspresyjny śpiew Davida Mako kojarzy mi się nieco z wokalami Micka Mossa z Antimatter oraz Jerome Reutera z Rome. I oczywiście jest to ogromna zaleta. Zdecydowanie jest to jeden z najbardziej poruszających męskich wokali w muzyce niszowej. 

Francuzów z Alcest widziałem już wcześniej na żywo m.in. w 2020 roku gdy supportowały ich Islandki z Kaelan Mikla. Nie da się ukryć, że długowłosy wokalista zespołu Neige jest jednym z prekursorów tzw. black gaze, czyli miksu black metalu z shoegaze (Slowdive, My Bloody Valentine, etc.), który zaowocował muzyką rozmarzoną, oniryczną, ciepłą, rzadko agresywną. Alcest na żywo nadal daje całkiem dobre koncerty, w których delikatność, oniryzm i marzycielskość shoegaze'a czy dreampopu przeplata się z agresją black metalu, jednak w przypadku Alcest agresją raczej stonowaną. Dość powiedzieć, że poznański koncert The Devil's Trade został wyprzedany, podobnie jak wrocławski. 

Tak czy owak, Alcest to absolutny top, jeśli chodzi o blackgaze. Płynące melodie, ciekawa praca rytmiczna, doskonałe wokale, eteryczna atmosfera, doskonała forma sceniczna. Słuchając Alcest ma się wrażenie powrotu do marzeń z dzieciństwa, kiedy wszystko wydawało się łatwiejsze, bardziej spontaniczne i częściej w dziecku budził się zachwyt. To muzyka, która przywołuje poczucie nostalgii za czymś, co minęło bezpowrotnie. Nic dziwnego, że na koncerty Alcest przychodzi bardzo dużo fanek, gdyż w blackgaze Alcest więcej jest łagodności niż agresji.

Odsłuch: https://alcest.bandcamp.com/

Set-lista Alcest: "Écailles de lune - Part 1", "Écailles de lune - Part 2", "Percées de lumière", "Abysses", "Solar Song", "Sur l'océan couleur de fer", "Souvenirs d'un autre monde", "Protection", "Sapphire", "Oiseaux de proie", "Autre temps" i "Délivrance".

czwartek, 19 lutego 2015

The Moon and the Nightspirit w Bazylu, 19.02.2015 (fotorelacja)



















Chcąc nie chcąc zrobiłem sobie niewielką przerwę od uczestnictwa w koncertach. Rok 2015 zapowiada się pod kątem koncertowym nieco mniej atrakcyjnie niż ubiegły, ale od czasu do czasu będę wpadał na co ciekawsze gigi. Z letargu koncertowego wyrwał mnie koncert Węgrów z The Moon and the Nightspirt, których najnowszy album studyjny "Holdrejtek" ukazał się w ubiegłym roku nakładem niemieckiej Prophecy. Lubię rozmarzony pogański folk The Moon and the Nightspirit, a także inne zespoły/projekty rockowe/neofolkowe/folk black metalowe z Prophecy (Antimatter, Tenhi, Vali, Empyrium, itd.), zatem moja obecność na tym gigu była obowiązkowa. Support Węgrów, czyli rodzimy Hegemony sobie odpuściłem i czekałem na występ węgierskiego kwartetu.

Muzyka The Moon and the Nightspirit zaprasza słuchaczy w głąb porośniętego mchem lasu, tam gdzie odbywają się mistyczne pogańskie rytuały i celebracje. I takie też miałem wrażenie wsłuchując się w płynące ze sceny folkowe dźwięki akcentujące nierozerwalny związek człowieka z Matką Ziemią. Eteryczną i marzycielską twórczość tego zespołu poznałem kilka lat temu za sprawą fenomenalnego "Rego Rejtem" z 2007 roku, z którego muzycy zaprezentowali numer tytułowy. Muzyka The Moon and the Nightspirit potrafi być energiczna, żwawa, kojąca, ale też smutna, przesycona sporą dawką melancholii. Nie ukrywam, że Węgrzy w wydaniu melancholijnym najbardziej mi odpowiadają, gdyż ich delikatne i spokojne fragmenty skłaniają do introspekcji. Znakomicie współgrają ze sobą anielskie śpiewy grającej na skrzypcach Ágnes Tóth oraz podniosły śpiew Mihálya Szabó. Składu na żywo dopełniają energiczny i uśmiechnięty bębniarz Gábor Végh oraz basista Gergely Cseh. Reasumując, udany wieczór z węgierską muzyką ludową. Koncert trwał blisko 80 minut, zespół bisował dwukrotnie. Dokładnej set-listy nie pamiętam.