Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dokument. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dokument. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 grudnia 2022

W głębiny: morderstwo na łodzi podwodnej (2020) - recenzja

                                                     
Po obejrzeniu poruszającego filmu dokumentalnego "Wulkan: Ewakuacja z Whakaari" (2022) stwierdziłem, że najwyższa pora obejrzeć na Netflixie jakiś dokument true crime. Wybór padł na "W głębiny" i był to bardzo dobry wybór. Oczywiście sprawa koszmarnego morderstwa dokonanego na szwedzkiej dziennikarce Kim Wall przez ekscentrycznego konstruktora z Danii Petera Madsena była mi znana od dawna, jednakże chętnie ją sobie odświeżyłem. W skrócie Madsen wespół z grupą wolontariuszy skonstruował mini-łódź podwodną "UC3 Nautilus" i 10 sierpnia 2017 roku zabrał na jej pokład szwedzką dziennikarkę Kim Wall, która pisała m.in. dla "The New York Times" i "Guardian", po czym oboje wyruszyli w podwodny rejs. Madsen celowo zatopił "UC3 Nautilus" i został uratowany przez załogę statku. Po Kim Wall nie było śladu. Niestety w następnych dniach duńska policja odnajdywała rozmaite fragmenty zwłok dziennikarki: tors, nogi, głowę, a także jej ubrania, nóż i piłę. Okazało się, że Madsen (co wyszło na jaw w późniejszym czasie), związał Kim, torturował dziennikarkę nożem i śrubokrętem, udusił ją (bądź poderżnął jej gardło), po czym ciało rozczłonkował piłą i próbował części ciała Kim utopić w wodzie zatoki. Wyniki badań torsu post-mortem wskazywały na rany kłute genitaliów i klatki piersiowej.

Madsen w "Into the Deep" wielokrotnie jawi się jako sadystyczny psychopata, narcyz i kłamca. Jednak pracujący z nim przy projektach (łódź podwodna, rakiety) wolontariusze i stażyści są Peterem oczarowani. Nie mają pojęcia, że to człowiek o podwójnym obliczu, zły do szpiku kości, zafascynowany prawdziwymi nagraniami morderstw (dekapitacji) kobiet (miał je na dysku komputera w swoim laboratorium), lubiący seks z podduszaniem, imprezy fetyszystyczne w Kopenhadze i pragnący zabić jakąkolwiek kobietę na pokładzie "UC3 Nautilus". Z dokumentu wynika, że umówiona z nim na wywiad Kim Wall nie była zaplanowaną ofiarą. Po prostu nadarzyła się okazja i Madsen ją wykorzystał. Chciał dominować, zadawać ból i zabić.  

Co mnie zaniepokoiło to 'żartobliwe' komentarze i wiadomości Madsena skierowane do reżyserki dokumentu oraz zafascynowanej nim wolontariuszki, z których wynikało, że z tym facetem jest coś nie w porządku. Zresztą "Into the Deep" przyczynił się do skazania Petera Madsena na dożywotnie pozbawienie wolności za okrutne morderstwo Kim Wall. To raczej posępny i ciut nieprzyjemny dokument obrazujący jak jeden uzdolniony człowiek potrafi nabrać otoczenie i starannie się maskować. 

Na zdjęciach Kim Wall oraz jej morderca Peter Madsen. Warto poczytać artykuły Kim Wall np. o amerykańskich próbach nuklearnych na Wyspach Marshalla.

środa, 7 grudnia 2022

Moonage Daydream (2022) - recenzja

                                                      

Z racji tego, że nie udało mi się być na koncertach Raison d'Etre i Brighter Death Now 4 grudnia we Wrocławiu i Wardruna 6 grudnia w Poznaniu postanowiłem chociaż przejść się do poznańskiego kina Muza na seans "Moonage Daydream" (2022) Bretta Morgena, oszałamiającego wizualnie dokumentu o Davidzie Bowie. Z muzyką Davida mam podobnie jak z The Cure: wolę jego eksperymentalną, mroczniejszą i bardziej melancholijną twórczość niż tą celującą w mainstream, piosenkową. Szczególnie cenię albumy "Low", "Heroes", "Earthling" czy "Blackstar". Jednak zmarły 10 stycznia 2016 roku na raka wątroby David Bowie to prawdziwy człowiek renesansu: artysta na wskroś niezwykły, nieskończenie kreatywny, działający na rozmaitych poletkach sztuki: śpiewał, pisał piosenki, malował akryle, rzeźbił, bawił się eksperymentalną sztuką audiowizualną, grał w filmach (np. lesbijski horror wampiryczny "Zagadka nieśmiertelności" z 1983 roku).

"Moonage Daydream" to wizualna orgia zmysłów oparta na setkach godzin materiałów archiwalnych z osobistych zbiorów Davida (podobnie jak "Wulkan miłości" oraz "The Fire Within" - dwa tegoroczne filmy dokumentalne oparte na materiałach archiwalnych pozostawionych przez parę nieustraszonych wulkanologów, Maurice'a i Katię Krafft). David Bowie był artystą niezwykle przenikliwym i ciekawym świata, chłonącym sztukę i muzykę, wcielającym się niczym kameleon w różne postaci w trakcie długiej, nieprzewidywalnej i eklektycznej kariery muzycznej (Ziggy Stardust, Halloween Jack, Thin White Duke). Sam dokument jest mocno dezorientujący, by nie rzec psychodeliczny. Znalazły się w nim ujęcia Davida Bowie w Berlinie Zachodnim (lata 1976-79), w USA czy w Japonii, wywiady telewizyjne, fragmenty koncertu "Ziggy Stardust and the Spiders from Mars" (1973) czy trasy z 1984 roku. Jest także krótka wzmianka o jego ślubie z somalijską modelką Iman w 1992 roku. Na krótko przed śmiercią Bowiego Iman napisała (zapamiętałem ten cytat): "Czasem nie docenia się chwil, dopóki nie staną się wspomnieniami". Jednak (jak widać) Bowie nie został zapomniany nawet po śmierci.

Bowie na pewno był nietuzinkowy, gdyż nie chciał być człowiekiem (artystą) nijakim. Stał się androgynicznym symbolem seksu, muzycznym eksperymentatorem, ikoną stylu, wszechstronnym erudytą. Interesowały go chaos i izolacja jednostki obecne we współczesnym mu i nam świecie. To Bowie jest głównym narratorem "Moonage Daydream" - jego narracja tchnie wrażliwością i głęboką mądrością ("ważne jest to, co w życiu robisz, a nie to, ile pozostało ci czasu"). Konkludując, "Moonage Daydream" to dzieło oszałamiające, niekiedy narkotyczne, niekiedy wysublimowane. Fascynujący film dokumentalny! Warto wybrać się na niego do kina. 

Neonowa halucynacja, fantasmagoria. 

O Davidzie Bowie blogowałem tutaj wielokrotnie:

https://dtbbth.blogspot.com/search?q=Bowie

Przy okazji polecanka muzyczna. Pojawił się trzeci kawałek młodego rodzimego zespołu Burial Fields. Żwawa, energiczna i sympatyczna piosenka z intrygującym żeńskim wokalem. Sprawdźcie ten zespół.

https://burialfields.bandcamp.com/ 

Aby do końca nie było tak łagodnie polecam także nowy klip niemieckich funeral doom metalowców z Ahab. "20 000 mil podmorskiej żeglugi" i Nautilus w animowanym teledysku.

https://www.youtube.com/watch?v=_y16EPGFK2E

sobota, 10 września 2022

Czerwony most w Luksemburgu

                                                    

Dzisiaj Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom. Czytałem właśnie artykuł o słynnych miejscach, w których ludzie popełniają samobójstwa tzw. suicide spots. Zdesperowane jednostki rzucają się z mostów, wiaduktów, nadmorskich klifów, wysokich budynków, pod pociągi, skaczą do kraterów wulkanów (Mount Mihara w Japonii) czy umierają głęboko w lesie Aokigahara. Jednym z najsłynniejszych mostów samobójczych jest most Golden Gate w San Francisco, główny 'bohater' poruszającego dokumentu Erica Steele'a "The Bridge" z 2004 roku. Jednak moją uwagę przykuł inny most samobójców, Czerwony Most w Luksemburgu rozciągający się nad domostwami Pfaffenthal. W 1991 roku reżyserka Genevieve Mersh nakręciła o nim krótkometrażowy dokument "The Red Bridge". Nie mogę tego filmu nigdzie znaleźć, zatem będę bazował na jego opisach. W każdym razie do pewnego czasu Czerwony Most był miejscem wielu skoków samobójczych. Samobójcy spadali na tereny zamieszkiwane, do ogrodów, zdarzały się sytuacje, że ciała dziurawiły dachy domów. Dzieci chodzące do szkoły były świadkami udanych prób samobójczych. W filmie pada zdanie z ust jednego dziecka: "Czasem oni leżą na ulicy i wyglądają w porządku, lecz wiesz... oni są porozrywani w środku." Dość powiedzieć, że pomalowany na czerwono most przestał być mostem samobójców po premierze tego filmu, gdyż w 1993 roku zainstalowano na nim bariery z pleksiglasu, by zapobiec dalszym samobójstwom, a w 2017 roku zastąpiły je zabezpieczenia ze stali nierdzewnej. No i proszę. Tak można zredukować liczbę samobójstw i prób samobójczych w jednym miejscu do zera, ale zdesperowane jednostki znajdą inne sposoby, by zniknąć. Tak czy siak przypominające siatkę czy szklane bariery na mostach i w innych wysokościowych suicide spots są niezbędne, podobnie jak tabliczki z numerami linii kryzysowych czy informujące o tym, że zawsze jest inne wyjście z sytuacji niż to ostateczne. 

Przytoczę jeszcze jeden przykład. W sierpniu 2001 roku trzech chłopców w wieku 14, 17 i 18 lat skoczyło z ceglanego mostu kolejowego o wysokości 74 metrów pomiędzy Reichenbach a Plauen (Niemcy), tzw. wiaduktu Goltzsch. Samobójczy pakt, w którym lokalna policja doszukiwała się podłoża satanistycznego. W ich ślad poszły dwie 16-latki. Ta historia stała się kanwą niemieckiego filmu dokumentalnego "Diabolical Games" z 2002 roku. Ten największy ceglany most kolejowy na świecie z 1846-51 roku jest obecnie lepiej pilnowany przez policję. Ciekawe czy tak jest rzeczywiście.

Na zdjęciach Czerwony Most w Luksemburgu (zdj. Gerard Kieffer) oraz ostatnia fotografia 16-letniej kolejowej samobójczyni z Rosji Riny Palenkovej, którą zamieściła w 22 listopada 2015 roku w social mediach. Rina (oryginalnie Renata Kambolina) stała się przez pewien czas idolem dla młodocianych rosyjskich samobójców. Po dziś dzień aktywne dyskusje na jej temat toczą się chociażby na Reddit. 

Rozmowa. Umiejętność słuchania. Wykazanie zainteresowania. Niekiedy tyle wystarczy, by odwieść kogoś od zamiaru samobójstwa. Jednakże zdumiewa obojętność z jaką traktujemy się wzajemnie. Czasem mam wrażenie, że ludzi bardziej interesuje los krzywdzonych zwierząt (co oczywiście jest chwalebne) niż dobrostan psychiczny wyalienowanych i wrażliwych jednostek.

Aha, stuknęło mi milion wyświetleń. Całkiem nieźle jak na taki niszowy blog, który jeszcze chce mi się prowadzić. Niedługo wracam do koncertowego życia.

Tymczasem postępuje kontrofensywa Ukraińców w obwodzie charkowskim. Rosjanie są już wyparci bądź wypierani m.in. z Krupiańska, Izjum i Łymania. Mam nadzieję, że zostaną wyparci całkowicie z terytorium Ukrainy. Ciekawe co na to wszelkiej maści konserwatyści-rusofile i inni symetryści, dla których wrogiem numer jeden są NATO i 'zgniły' Zachód. Niezłe tempo kontrofensywy. Oby tak dalej.

Dzisiaj w odsłuchu ostatni album Valborg. Wściekły, brutalny, industrialno-punkowo-metalowy. Skrzyżowanie Godflesh z Triptykon. 

https://valborg.bandcamp.com/album/der-alte

wtorek, 19 lipca 2022

The Ossuary (1970) Jana Svankmajera oraz nowy zin Kinomisji

                                                                  

Wczoraj miałem okazję obejrzeć po raz pierwszy krótkometrażowy film Jana Svankmajera "The Ossuary" aka "Kostnica", który słynny czeski surrealista nakręcił w ossuarium w Sedlec. To bodaj najsłynniejsza kaplica kości i czaszek w Europie, w której znajdują się pozostałości kostne 40-70 000 ludzi zmarłych m.in. na dżumę. I zarazem obsesyjne dzieło sztuki funeralnej pieczołowicie zaaranżowane w XIX wieku przez cieślę Frantiska Rinta (rzędy czaszek, żyrandole kości, ornamentyka śmierci, którą można poczuć i obcować z nią z bliska). Kamera wykonuje obłąkańczy taniec w tym przesyconym martwotą miejscu - jednym z najpopularniejszych celów turystycznych w Czechach. Co ciekawe, oryginalna wersja filmu została na krótko zakazana przez ówczesne komunistyczne władze Czechosłowacji. 

Niejako przy okazji polecam nowy zin Kinomisji dotyczący włoskiego nurtu giallo. Jestem w trakcie lektury pierwszego numeru i muszę przyznać, że to fajna inicjatywa, która wyszła spod ręki grupki zapaleńców. Sam swego czasu tu i ówdzie dość mocno angażowałem się w popularyzowanie kina i literatury grozy w Polsce, zatem gorąco polecam zaglądanie na stronę Kinomisji i przyszły zakup owego zina (kolejnych numerów), ewentualnie zapoznanie się z jego zawartością w formie cyfrowej. Link poniżej: 

https://www.pulpzine.pl/

Doskonała robota od maniaków kina grozy i eksploatacji. 

czwartek, 17 lutego 2022

Type O Negative: After Dark (1998) - recenzja

 
Z racji tego, że z powodu pandemii koronawirusa w zasadzie zaprzestałem chodzenia na koncerty oglądam sporo dokumentów muzycznych i słucham dużo muzyki. Tym razem padło na "Type O Negative: After Dark" z 1998 roku. Dokument, w którym mamy wywiady z wszystkimi czterema muzykami Type O Negative oraz sporo czarnego humoru. Do tego dochodzą teledyski do "Christian Woman", "Black No.1" z "Bloody Kisses" (1993) oraz "Love You to Death", "My Girlfriend's Girlfriend" i "Cinnamon Girl" z "October Rust" (1996). 

Mamy w "After Dark" bitwę na papier toaletowy z muzykami Pantery w trakcie koncertu oraz obrzucanie ich jedzeniem. Peter Steele opowiada m.in. o tym, że jego ulubioną porą roku jest jesień. Generalnie z "After Dark" niewiele dowiemy się o samym zespole Type O Negative, ale nie jest to bynajmniej zarzut. Niestety nie dane mi było zobaczyć koncertu Amerykanów, choć obracam się wokół ciężkich brzmień (i nie tylko) od 1995-96 roku. Tak po prostu wypadło, że akurat w latach 2003 i 2007 (koncerty w Warszawie) nie fascynowałem się tym zespołem, choć wyrywkowo znałem kilka ich utworów oraz czytałem z nimi wywiady. No cóż, po śmierci Petera Steele'a w 2010 roku już niestety nie zobaczę Type O Negative nigdy na żywo. Steele miał natomiast fajny gust muzyczny m.in. Cocteau Twins, Lycia czy My Bloody Valentine (oprócz The Beatles i Black Sabbath).

Interesujący zapis z wizyty Type O Negative w Empiku przed koncertem w Stodole w 2003 roku. 

https://www.youtube.com/watch?v=IpyEkEI3vZc

środa, 9 lutego 2022

Oszust z Tindera (2022) - recenzja

W ten weekend obejrzałem kolejny film dokumentalny Netflixa "Oszust z Tindera" (2022). Nie żeby mnie specjalnie interesowała jego tematyka, ale podobał mi się poprzedni film true crime w reżyserii Felicity Morris o Luce Magnottcie, mordercy i kanibalu z Kanady, który za wszelką cenę pragnął internetowego rozgłosu (zaczął od zabijania kotków, skończył na brutalnym morderstwie człowieka). Tematyka "Oszusta z Tindera" nie jest aż tak drastyczna i wciągająca. Fabuła dotyczy izraelskiego oszusta i szwindlarza Simona Levieva, który w latach 2017-19 rozkochał w sobie i oszukał kilka kobiet w Europie używając do tego tzw. schematu Ponziego (piramidy finansowej). Zmieniał personalia, chwalił się na Tinderze luksusem roztaczając wokół siebie aurę nadzianego młodego biznesmena. Kobiety, które w sobie rozkochał długo dawały wodzić się za nos. Leviev podrabiał paszporty, prawa jazdy, karty kredytowe, czeki i pozwolenia na lot. Udawał syna izraelskiego króla diamentów Leva Levieva. Oczarowywał szukające miłości na Tinderze kobiety drogimi podarunkami i kolacjami na pokładzie samolotów używając do tego środków finansowych, które pożyczyły dla niego wcześniejsze ofiary. Oszukiwał je wysyłając nowo poznanym kobietom zdjęcia siebie oraz rannego ochroniarza (notabene Polaka, który obecnie chce pozwać Netflix na ogromną sumę za szkody wizerunkowe, choć zapewne wiedział, iż bierze udział w perfidnym szwindlu i na to się godził) - rzekomych ofiar ataku ze strony tajemniczych wrogów, których nie było. W 2019 roku historię Simona nagłośnił norweski tabloid Verdens Gang. Simon został aresztowany w Grecji i skazany na 15 miesięcy więzienia w Izrealu za podrobienie paszportu. Wskutek pandemii koronawirusa wyszedł na wolność po 5 miesiącach i dalej lansuje się na Instagramie. Kara śmiesznie niska, gdyż jego ofiary z klasy średniej do tej pory zmagają się z długami, w które popadły. Tak to jest zaufać nieodpowiedniej osobie.

Simon na pewno umiał manipulować udając osobę, której grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, zatem potrzebuje ona jak najszybciej (najlepiej oczywiście dużych) pieniędzy. Czasem w podzięce wysyłał dawnym 'miłościom' podrobione czeki, po czym zrywał kontakt. Najważniejsze dla niego były luksusowe podróże, drogie imprezy np. na Mykonos i ciuchy oraz sypianie z pięknymi kobietami. Niestety na świecie byli, są i będą tacy cwaniacy jak Simon. Nie należy zbytnio ufać świeżo poznanym romantycznym partnerom czy przyjaciołom, którzy prawie od razu żądają od nas pieniędzy.

Oczywiście oszust wykorzystał zaufanie i empatię uwiedzionych kobiet. Działał metodycznie, choć w sposób powtarzalny. Jego zachowanie zasługuje na napiętnowanie w mediach społecznościowych, choć zbyt często mam niestety wrażenie, że oszuści, manipulatorzy, pseudocelebryci czy patostreamerzy są w sieci promowani jako osoby zaradne, umiejące zarabiać duże pieniądze. To oczywiście wina odbiorców ich treści, dzięki którym rosną ich zasięgi. W końcu posmak sukcesu finansowego, luksusu należy stale podtrzymywać na IG czy TikToku, nawet jeśli to oszustwo, mistyfikacja, starannie zaplanowana zagrywka pijarowska. Lgniemy do ludzi sukcesu jak muchy plujki do padliny, chcemy żyć i doświadczać tak jak oni, a oni doskonale umieją to wykorzystać.

niedziela, 2 stycznia 2022

Don't Look Up/ Nie patrz w górę (2021) - recenzja

                                                 



Wokół "Nie patrz w górę" (2021) w reżyserii Adama McKaya powstał ostatnio ogromny internetowy buzz, zatem chciałem się z tym filmem jak najszybciej skonfrontować. Po ofertę Netflixa sięgam jednak okazjonalnie głównie oglądając horrory, thrillery, dokumenty true crime oraz popularnonaukowe. Oprócz "Nie patrz w górę" z gwiazdorską obsadą (Jennifer Lawrence, Leonardo DiCaprio, Ron Perlman, Cate Blanchett, itd.) w Sylwestra obejrzałem także kiepski feministyczny remake kultowego slashera z 1974 roku "Black Christmas" (2019) oraz dwa dokumenty o brytyjskich seryjnych mordercach, o których wspomnę na sam koniec niniejszego wywodu. Teraz skupię się na "Nie patrz w górę".

O tym filmie napisano już dziesiątki analiz, artykułów, recenzji czy rekomendacji. Polecali go dziennikarze (nawet prawicowi np. Marcin Rola), aktywiści klimatyczni z Extinction Rebellion, klimatolodzy i wielu recenzentów. Ogólnie rzecz biorąc "Nie patrz w górę" to mroczna satyra przedstawiająca w krzywym zwierciadle bierną reakcję polityków, mediów, bogaczy i społeczeństwa na jakiekolwiek zagrożenia egzystencjalne (w filmie owym zagrożeniem jest zbliżająca się do Ziemi kometa odkryta teleskopem przez astronomkę Jennifer Lawrence, której rychłe uderzenie zmiecie z powierzchni Ziemi całą ludzkość), z którymi zmagamy się obecnie bądź możemy mieć do czynienia w przyszłości: pandemia Covid19 czy innego niebezpiecznej choroby, antropogeniczne zmiany klimatyczne czy gigantyczna erupcja superwulkanu. A w zasadzie brak stosownej reakcji na nadciągające zagrożenie skutkujące natychmiastową bądź stopniową zagładą ludzkości.

Główną ideą "Don't Look Up" jest zatem szerzenie się błahych informacji, fake newsów i wszelkiej maści teorii spiskowych/bzdur. Mamy tutaj dwójkę naukowców (Jennifer Lawrence i Leonardo DiCaprio) próbujących usilnie przekonać niekompetentną, wzorowaną na Donaldzie Trumpie prezydentkę (Meryl Streep), aby podjęła stosowne działania wobec nadchodzącej zagłady ludzkości (uderzenie komety w Ziemię). Jak wiadomo posłuch naukowców wśród społeczeństwa jest znikomy, co udowadnia pandemia Covid19 i szerzące się w Polsce (i na świecie) nierzadko histeryczne próby wyolbrzymiania zagrożenia szczepionkami i bagatelizowania/wypierania pandemii. Inna sprawa, że naszym krajem rządzi banda skompromitowanych kłamców i manipulatorów z zakusami autorytarnymi, nic zatem dziwnego, że skuteczne poradzenie sobie z pandemią nie leży w interesie rozmodlonych konserwatystów z PiSu. Za niekompetencję demokratycznie wybranych polityków przyjdzie nam drogo zapłacić, ponieważ w przypadku rządu Morawieckiego króluje zasada "po trupach do celu", czyli stare dobre pieniądze, kolesiostwo i władza za wszelką cenę. Już za to płacimy coraz dotkliwszą inflacją i najwyższą umieralnością rodaków od czasów II WŚ, do czego przyczynia się także antysanitarna postawa części polskiego społeczeństwa. 

Kolejna postać z filmu, o której warto wspomnieć to technologiczny miliarder Peter Isherwell, swoisty amalgamat Elona Muska, Marka Zuckerberga, Jeffa Bezosa i Billa Gatesa. Chciwy technokrata i drapieżny kapitalista z ambicjami podróży międzyplanetarnych, mający w poważaniu zagrożenie egzystencjalne w postaci mknącej ku Ziemi komety, chcący po prostu na niej szybko zarobić (wydobycie pierwiastków ziem rzadkich tj. jak itr czy terb, które są niezbędne dla rozwoju high tech). Swoją drogą większość miliarderów marzy o podboju kosmosu. W razie jakiegokolwiek zagrożenia oni pierwsi będą próbowali z Ziemi spierdolić albo chociaż ukryć się w prywatnych podziemnych schronach wraz z ochroną i przynajmniej częścią zgromadzonego majątku. Celem nadrzędnym tych technokratów jest spełnianie naszych rozbuchanych potrzeb konsumpcyjnych, w zamian otrzymują od nas gigantyczne pieniądze, monopol i wielką władzę. Zuckenberg i jego współpracownicy doskonale wiedzą jak nas uzależnić od Facebooka i Instagrama, a w trakcie pandemii to dezinformacja i jej milcząca aprobata służą im do ciągłego powiększania majątków. 

Osoba kwestia poruszona w filmie to komunikacja medialna w postaci np. telewizji śniadaniowej, w której informacja ma być podana w przystępny sposób i musi mieć wydźwięk pozytywny. Uderzenie komety czy szkodliwe zmiany klimatyczne to nie są nośne tematy, lepiej skupiać się na 'burzliwych' związkach i rozstaniach celebrytów z Instagrama, którzy non-stop monetyzują naszą atencję i zaangażowanie. Kult celebry ponad wszystko. Generalnie odnoszę wrażenie, że popularyzowanie jakiejkolwiek nauki w mediach nastawionych na lifestyle i rozrywkę jest raczej trudne i niewdzięczne, choćby dlatego, że trzeba drastycznie spłycić temat i mówić zrozumiale (bez operowania naukowym żargonem), by trafić do potocznego odbiorcy. Zazwyczaj też ludzie utwierdzeni w swoich przekonaniach wiedzą 'lepiej' i czasem wręcz kwestionują długoletnie ustalenia badaczy, choć nie mają ku temu żadnych kompetencji/predyspozycji. Wolą wierzyć wszelkiej maści celebrytom, którzy plotą bzdury, szerzą teorie spiskowe i zarabiają na ignorancji części społeczeństwa, która woli poczytać ploteczki o celebrytach czy przejrzeć zdjęcia jakiejś uroczej influencerki zrobione w modnym Dubaju niż wzbogacić się o solidną wiedzę ekspercką o zmianach klimatycznych, kometach czy patogenach. Inna sprawa, że dopóki będziemy konsumować ile wlezie, wierzyć w mit nieskończonego wzrostu gospodarczego czy uważać się za panów tego świata, którym wszystko wolno to nie ma szans w najbliższym czasie na rozwiązanie palącego problemu zmian klimatycznych. To musi być kolektywny i szalenie trudny wysiłek, na podjęcie którego większość społeczeństwa póki co nie stać. Konkludując, informacje ważne i definiujące życie nasze i przyszłych pokoleń muszą poczekać, gdyż nie są dla masowego odbiorcy wystarczająco atrakcyjne, ważniejsze wciąż pozostają magiczne sukcesy, cudowne diety, bajońskie zarobki, intymne związki, bajeczne podróże czy luksusowe ubiory/marki celebrytów, prowokacyjne/wołające o atencję filmiki czy urocze bądź dramatyczne nagrania (z ratowania) kotków i piesków. 

I jeszcze jedno: film pokazuje marginalizację kobiet w świecie nauki. Kate (Jennifer Lawrence) odkrywa zmierzającą ku Ziemi kometę, jednak jej odkrycie nie zostaje w pełni zauważone, docenione. Często pada stwierdzenie, że "Don't Look Up" nie przekazuje nic nowego, bo po prostu tacy jesteśmy. Jednak pandemia Covid19 uzmysłowiła mi w pełni monstrualną skalę dezinformacji w sieci, antynaukowej ignorancji, samooszukiwania się i krótkowzroczności ludzi. Zamiast walczyć z globalnymi problemami wypieramy je czy negujemy, wolimy schować głowę w piasek i przeczekać żywiąc nadzieję, że naukowcy wespół z mądrze rządzącymi politykami ocalą ten świat. To jednak utopia, gdyż naukowcy (wirusolodzy, epidemiolodzy, klimatolodzy, przyrodnicy) wciąż nie są wystarczająco słuchani.

Obejrzałem także dwa solidne dokumenty o brytyjskich seryjnych mordercach Peterze Williamie Sutcliffie ("Rozpruwacz z Yorkshire") oraz Dennisie Nilsenie, a mianowicie "Rozpruwacz z Yorkshire" (2020) oraz "Pamiętniki mordercy: Taśmy Dennisa Nilsena" (2021). W pierwszym z nich poraża niekompetencja policji z Yorkshire, która przez 5 lat nie była w stanie złapać seryjnego mordercy kobiet, który zabił i straszliwie okaleczył młotkiem, nożem czy śrubokrętem w latach 1975-80 13 kobiet i zranił 7. Sutcliffe był wyjątkowo groźnym seryjnym mordercą, który atakował w ustronnych miejscach prostytutki, uczennice, studentki, po prostu kobiety. O jego złapaniu w styczniu 1981 roku przesądził czysty przypadek. Faktem jest natomiast, że brytyjska policja była słusznie krytykowana za mizoginiczne podejście do prostytuujących się ofiar, gdyż prostytutki to łatwe ofiary z kategorii tych, których śmierć prawie nikogo nie obchodzi. Na niewidoczne ofiary (męskie prostytutki, bezdomnych gejów czy heteroseksualistów) polował również homoseksualny seryjny morderca i nekrofil Dennis Nilsen, który w latach 1978-83 udusił i poćwiartował w Londynie 15 młodych mężczyzn. Nilsen oferował swoim ofiarom schronienie, jedzenie i alkohol w dwóch mieszaniach w Północnym Londynie, po czym je dusił, rozczłonkowywał, wreszcie ich szczątki palił na stosie w ogrodzie bądź spłukiwał w toalecie (zablokowanie kanalizacji przez ludzkie tkanki i kości doprowadziło do jego ujęcia). Nilsen nie mógł przestać zabijać i choć mordowanie nie sprawiało mu przyjemności "cenił akt i sztukę śmierci". W dokumencie odnajdziemy sporo cytatów z jego opublikowanej post-mortem w styczniu 2021 roku więziennej autobiografii oraz z nagranych taśm. Zapewne niektórzy moi czytelnicy pamiętają też posępny "Killing for Company" zespołu Swans z albumu "The Great Annihilator" (1985):

https://www.youtube.com/watch?v=wfvjKD6D_Zo

Pierwszy post w 2022 roku, a już się rozpisałem. :-)

sobota, 18 grudnia 2021

Luka Magnotta i "Don't Fuck with Cats: Hunting an Internet Killer" (2019)

                

Sprawa internetowego mordercy z Kanady Luka Magnotty jest mi znana w zasadzie już od 2013 roku, ale tutaj o niej szerzej nie pisałem jedynie ją wspominając. Dopiero teraz zapoznałem się z trzyczęściowym filmem dokumentalnym "Don't Fuck With Cats: Hunting an Internet Killer" i muszę przyznać, że to fascynujący dokument przedstawiający kulisy polowania na mordercę, który początkowo zamieszczał filmiki z zabijania kociąt w sieci, po czym zapragnął zabić człowieka. Luka Rocco Magnotta był patologicznym narcyzem, który desperacko pragnął zostać celebrytą. Sława przyciąga jak magnes, oznacza luksus, prestiż, szybkie i łatwe pieniądze, nieustanne brylowanie w sieci i łechtanie narcystycznego ego. Chłopak próbował swoich sił jako aktor w gejowskich filmach porno, jako pin-up model czy uczestnik telewizyjnych reality shows, czasem pracował jako męska prostytutka. Jego obecność w sieci była zaiste imponująca: dziesiątki profili i fejkowych kont w social mediach i na grupach dyskusyjnych, olbrzymia liczba fotomontaży, które miały za zadanie pokazywać, że prywatne życie Luki opływa w luksusy i bajeczne podróże. Luka rozpuszczał także plotkę o byciu partnerem słynnej kanadyjskiej morderczyni Karli Homolki, najbardziej znienawidzonej kobiety w Kanadzie, a potem sam jej zaprzeczał. Fascynowali go seryjni mordercy tacy jak Ian Brady i Myra Hindley (Mordercy z wrzosowisk, zapewne niektórzy czytelnicy tego bloga kojarzą poniższy utwór The Smiths).

https://www.youtube.com/watch?v=Xux9-UQ4wJ4

Był gotów prowokować, zrobić wszystko dla sławy, zatem zaczął transmitować morderstwa kotków online np. poprzez uduszenie ich odkurzaczem, utopienie w wannie czy nakarmienie pytona. Wówczas zaczęli go szukać w sieci internetowi detektywi i obrońcy praw zwierząt, w tym obecni w filmie Deanna Thompson i John Green. Analizowali wszelkie cyfrowe ślady młodego mężczyzny, który pojawiał się zakapturzony w nagraniach np. wygląd pokoju, w którym przebywał i papierosy, które palił. Kwestią czasu było zabicie przez Lukę człowieka, do czego sprawca podszedł w sposób zorganizowany, metodyczny.

25 maja 2012 roku na nieistniejącej już stronie Best Gore pojawiło się szokujące nagranie 1 Lunatic 1 Ice Pick, na którym zarejestrowano brutalne morderstwo przy użyciu śrubokrętu (imitującego szpikulec do lodu z "Nagiego instynktu") i noża, ćwiartowanie zwłok, kanibalizm i nekrofilię. Ofiarą był otumaniony lekami mężczyzna azjatyckiego pochodzenia, jako tło muzyczne leciał kawałek New Order "True Faith" (obecny także w filmowej ekranizacji "American Psycho" z 2000 roku), nad łóżkiem wisiał plakat filmu "Casablanca" (1942) - była to inscenizacja erotycznej sceny morderstwa dokonanego przez Sharon Stone we wspomnianym "Nagim instynkcie" (1992). Sprawcą bestialskiego mordu i zbezczeszczenia zwłok dokonanego w Montrealu okazał się 29-letni wówczas Luka Rocco Magnotta, jego ofiarą był pochodzący z chińskiego Wuhan student Jun Li. Magnotta był na tyle zuchwały, że po dokonaniu morderstwa i zaprezentowaniu go online globalnej widowni wysłał poćwiartowane części ciała Juna Li m.in. do siedziby Partii Konserwatystów oraz Liberałów w Montrealu. Zanim policja zidentyfikowała ciało ofiary i samego sprawcę Lucę udało mu się wylecieć z Montrealu do Paryża, tam ukrywał się przez kilka dni. Został schwytany 4 czerwca w kafejce internetowej w Berlinie, gdy czytał informacje dotyczące jego osoby na stronie Interpolu. Dwa tygodnie później poddano go ekstradycji do Kanady. W 2014 roku dostał karę dożywotniego pozbawienia wolności. W zakładzie karnym wziął ślub z innym mordercą.

Pisałem tutaj wcześniej o samobójstwach transmitowanych online. Jednak casus Luki Magnotty to chyba najbardziej znany przykład sytuacji, w której morderca chwali się morderstwem zarejestrowanym na żywo (filmem snuff) przed globalną widownią w mrocznych odmętach darknetu i mediów społecznościowych. Luka zdawał sobie sprawę, że znajdzie audiencję, gdyż masa ludzi na świecie jest zafascynowana true crime. Dlatego też zostawiał w sieci ślady bawiąc się z internetowymi detektywami w kotka i myszkę, karmił się ich gniewem, atencją, desperacją. Nie był pierwszym, ani ostatnim człowiekiem, który ośmielił się nakręcić/sfotografować moment morderstwa, jednak do tej pory sprawcy okrutnych morderstw robili to zazwyczaj dla własnych potrzeb, by powracać do tych chwil, ukrywali takie materiały, nie dzielili się nimi online - dopóki nie wpadły one w ręce organów ścigania i nie nastąpił ich celowy wyciek do sieci.

Sam lubię tematykę true crime. I powiem więcej: najpopularniejsze teksty na tym blogu dotyczą nie muzyki, filmów, koncertów, książek, ale właśnie szokujących zagadek kryminalnych, morderstw czy samobójstw. Jednak nie miałem zamiaru ograniczać się tylko i wyłącznie do tej tematyki, gdyż nie lubię być monotematyczny. 

Przy okazji gorąco polecam poniższy blog kryminalistyczny, który odkryłem niedawno. Tutaj obszerny tekst o Luce, który dosłownie zagląda w umysł tego mordercy-'celebryty':

https://thecrimes.pl/magnotta/

niedziela, 12 grudnia 2021

Na miejscu zbrodni: Zaginięcie w hotelu Cecil (2021) - komentarz

                                                   


Na Netflixie oglądam zazwyczaj horrory i filmy dokumentalne, czasem zainteresuję się jakimś serialem np. "Squid Game" czy "Katla". O tajemniczym zniknięciu Elisy Lam w hotelu Cecil pisałem na tym blogu w styczniu 2014 roku, czyli na długo zanim stało się to modne. Teraz w zasadzie każda strona o tematyce kryminalnej, każdy podcast czy materiał na Youtube dotyczący zagadkowych zniknięć, morderstw czy niepokojących zdarzeń musi wziąć na celownik zniknięcie Elisy Lam w hotelu Cecil (blisko owianego złą sławą dystryktu Skid Row w Los Angeles). Zniknięcia zakończonego odnalezieniem jej częściowo rozkładających się zwłok w zbiorniku wodnym na dachu wspomnianego hotelu. Generalnie ta sprawa wciąż pobudza wyobraźnię, gdyż w rzeczy samej może trochę kojarzyć się z japońskim horrorem "Dark Water" (2003) oraz jego amerykańskim rimejkiem. I ma tak zwany creep factor, który zmusza niektórych do jej roztrząsania nawet po latach. Stary tekst z 2014 roku (nic w nim nie zmieniam):

https://dtbbth.blogspot.com/2014/01/tajemnicza-historia-elisy-lam.html

Sam dokument jest całkiem interesujący, choć mam co do niego pewne zastrzeżenia. Primo, jest za długi i trochę zanadto rozwleczony (takie samo wrażenie miałem w trakcie oglądania na Netflixie hiszpańskiego dokumentu o mrocznej sprawie Dziewcząt z Alcasser, o której kiedyś też tutaj pisałem). Secundo, za bardzo nurza się w teoriach spiskowych. Fajnie przedstawiony został w nim rys historyczny Skid Row (miejsca pełnego bezdomnych, narkomanów, prostytutek) oraz hotelu Cecil, w którym ongiś zdawały się królować samobójstwo, deprawacja i rozpusta. Jedno dla mnie jest pewne: nie przemawia do mnie wątek morderstwa forsowany przez niektórych internetowych detektywów. Uważam, że cierpiąca na dwubiegunówkę Elisa miała ciężki epizod psychotyczny/maniakalny i usiłowała się ukryć - z tragicznym dla niej skutkiem. Jak wiadomo ostra postać manii obejmuje halucynacje, urojenia, paranoję czy katatonię. Na nagraniu z windy widać wyraźnie, że Elisa była pobudzona psychomotorycznie. Warto dodać, że w jej ciele nie znaleziono śladów zażycia narkotyków czy alkoholu, zatem wersję z podaniem jej dragów gwałtu tj. jak Rohypnol, ketamina czy GHB należy wykluczyć. Zakładam zatem, że dziewczyna dostała się do 4 zbiorników z wodą przy pomocy schodów pożarowych, rozebrała się, podniosła stalową pokrywę zbiornika z wodą i dostała się do środka, zamknęła pokrywę, po czym już stamtąd nie wyszła. Kierowały nią halucynacje, ot co. Zachowywała się irracjonalnie. Elisa była samotna i w stanie depresji, co jasno wynika z jej licznych wpisów na tumblr.

Podobna sprawa (choć nie tak nagłośniona) miała miejsce w maju 2015 roku w Malezji.

https://www.theedgemarkets.com/article/mystery-deepens-over-decomposed-body-bukit-damansara-condo-water-tank

W dokumencie zaciekawił mnie wątek muzyka metalowego z Meksyku o niewyszukanej ksywce Morbid (Pablo Vergara). Facet padł ofiarą polowania na wiedźmy uskutecznionego przez samozwańczych detektywów internetowych i został bezpodstawnie oskarżony o zamordowanie Elisy Lam. Jego przykład dobitnie pokazuje jak cyberbullying potrafi złamać komuś psychikę. Sam kiedyś zostałem na Facebooku oskarżony o 'promocję satanizmu i czarne msze' przez jakiegoś kretyna, który doszukał się 'deprawujących' treści na niniejszym blogu. Był to jednak jednostkowy przypadek, a nie zmasowany atak. No cóż, nie jestem popularnym Youtuberem, a blogowanie (choć robię to od dawna) jest obecnie trochę 'staroświeckie' i już nie robi takich zasięgów jak kilka lat temu. Generalnie bardzo łatwo jest atakować osoby, które tworzą 'nieodpowiednią' muzykę i takiej słuchają czy ubierają się/wyglądają inaczej. Albo o zgrozo! mają ekscentryczne zainteresowania, niezrozumiałe dla otoczenia. Oczywiście może się zdarzyć, że w takiej jednostce rzeczywiście drzemie/ujawni się zło, ale w tym akurat przypadku hejt wylany na Morbida był totalnie bezsensownym sieciowym linczem.

https://www.metal-archives.com/artists/Morbid/589236

Jego muzyki możecie posłuchać choćby tutaj:

https://thesilentstill.bandcamp.com/album/necromurder-original-movie-soundtrack 

sobota, 25 września 2021

Skepticism "Companion" (2021) - recenzja

                                                                         
Funeral doom był i jest dla mnie bliskim sub-gatunkiem doom metalu. Miałem w życiu okres, gdy oprócz dark ambientu czy black metalu (najczęściej industrialnego) słuchałem bardzo dużo doom death metalu czy pogrzebowego doom metalu. Jest kilka albumów, które zapoczątkowały funeral doom na początku lat 90-tych. Są to m.in. demo Thergothon "Fhtagn-nagh Yog-Sothoth" z 1991 roku, demo Funeral "Tristesse" z 1993 roku, demo Esoteric "Esoteric Emotions" z 1993 roku, demo Evoken "Shades of Night Descending" z 1994 roku, demo Mordor "Odes" z 1990 roku, album Voj "Кругами вечности" z 1991 roku oraz demo "Aeothe Kaear" (1994) i album "Stormcrowfleet" Skepticism z 1995 roku. To jednak właśnie Finowie ze Skepticism (obok Thergthon) są uznawani za pionierów funeral doom metalu. Na pewno jest to jeden z najdłużej działających zespołów parających się funeral doom metalem nie tylko w Finlandii (powstali w 1991 roku). Sam uwielbiam fiński funeral doom metal (Colosseum, Tyranny, Shape of Despair, Thergothon, Skepticism, Profetus, etc.) oraz Unholy i Dolorian (awangardowy black doom metal). 

Funeral doom był dla mnie bliski ze względu na duszną i żałobną atmosferę smutku, rozpaczy i melancholii oraz powolne, niekiedy wręcz zahaczające o ambient tempa. To najbardziej posępna i wisielcza muzyka w całym szeroko pojętym metalu - obok depresyjnego black metalu, z którego jednak lubię zaledwie kilku wykonawców. Ale wróćmy do Skepticism, gdyż ukazał się właśnie via Svart Records szósty albumów melancholijnych Finów zatytułowany "Companion" ("Towarzysz"). Tradycyjnie sześć utworów, jednak niepozbawionych nowych elementów. Pierwsze trzy kanoniczne albumy Skepticism były minimalistyczne i mocno introspektywne, "Companion" natomiast jest albumem mniej subtelnym, bardziej agresywnym i bezpośrednim. Ba, to chyba najagresywniejszy album w 30-letniej karierze Finów. Pojawiają się w nim (podobnie jak na "Alloy" z 2008 roku) elementy doom death metalu, death metalowe riffy ("Passage"). Oczywiście są także obecne klawisze i organy, lecz daleko "Companion" do miękkości i delikatności "Stormcrowfleet" (1995). Niemniej 10-minutowy "The March of the Four" to esencjonalny pogrzebowy doom metal, po prostu żałobny Skepticism, jaki uwielbiam. Zamykający album " The Swan and the Raven", do którego powstał całkiem intrygujący teledysk także odznacza się odczuwalną aurą smutku i żałoby. 

W sumie ciężko polecić funeral doom Skepticism np. fanom black metalu czy death metalu, gdyż to muzyka wolna i posępna, ale jakże fascynująca. Z drugiej strony funeral doom (bodaj największa nisza w szeroko pojętej muzyce metalowej) za sprawą takich zespołów jak Bell Witch czy Ahab powoli zaczyna trafiać do szerszego grona słuchaczy. Dla większości metalowców będzie to jednak muzyka nudna i odpychająca (no może poza Evoken czy Esoteric). Zawsze jednak powtarzam, że funeral doom, dark ambient czy refleksyjny neofolk a la Of the Wand and the Moon są idealne do słuchania w trakcie deszczowych, jesiennych wieczorów czy lodowatych, zimowych nocy. 

Niech żyje funeral doom! "Companion" do przesłuchania tutaj:

https://skepticism.bandcamp.com/album/companion 

Obejrzyjcie także wysmakowany dokument o Skepticism. Warto!

https://www.youtube.com/watch?v=HcOxHbfiqko

Swoją drogą Skepticism nigdy nie zagrali w Polsce. Może pora to zmienić, organizatorzy koncertów?

sobota, 3 kwietnia 2021

Dead Hands Dig Deep (2015) - recenzja / Kettle Cadaver

                                                               
Interesujący dokument o ekstremalnym wokaliście bliżej mi wcześniej nieznanej punkowo-gotycko-metalowej grupy Kettle Cadaver. Urodzony w Norwegii Edwin Borsheim był swoistym odpowiednikiem G.G Allina sceny ciężkiego grania. Zanim zabrałem się za "Dead Hands Dig Deep" obejrzałem oba muzyczne DVD Kettle Cadaver "A Taste of Blood" i "Among the Damned", aby poznać muzykę zespołu i ekstremalne ekscesy Edwina. No i jest grubo - samookaleczanie przy użyciu gwoździ, agrafek, przebijanie przyrodzenia, tłuczenie butelek na głowie, zaszywanie ust, oporządzanie martwych zwierząt, rozwalanie domu, bijatyki z fanami na koncertach czy wprawiający w osłupienie moment, w którym jakaś blondynka wypija krew Edwina i potem pluje mu nią w twarz.

Edwin przez kilka lat był mężem Evy O. z death rockowego Christian Death. Po rozpadzie tego związku mężczyzna odizolował się kompletnie od społeczeństwa. Trawiły go obsesja na punkcie Evy i jej córki, depresja i uzależnienie od narkotyków, być może schizofrenia. Myślał o mordowaniu innych ludzi, groził śmiercią także ekipie filmowej "Dead Hands Dig Deep". Zastanawiał się nad samobójstwem, pragnął, aby przy muzyce Kettle Cadaver ludzie odbierali sobie życie. Sypiał w trumnie, a ze swojego domostwa stworzył prawdziwy gabinet tortur z licznymi akcesoriami do zadawania fizycznego bólu. Już sama wizyta filmowców w tym przesyconym mroczną aurą miejscu robi wrażenie.

"Dead Hands Dig Deep" przedstawia skomplikowaną sylwetkę Edwina, mężczyzny sadomasochistycznego, zaburzonego, nieszczęśliwego, do głębi zafascynowanego makabrą i brutalnością. Jednak w pewnym momencie zacząłem Edwinowi współczuć, gdy wyszło na jaw, że jego biologiczny przemocowy ojciec popełnił samobójstwo, a brat umarł po przedawkowaniu heroiny. Ból jest głębszy niż pogrzebane w ziemi ciało i trawi umysł przez całe życie. Film mocny, nieprzyjemny, chwilami bardzo brutalny, ale wart obejrzenia w komplecie z dwoma muzycznymi DVD Kettle Cadaver (oba są dostępne na Youtube). 

Edwin Borsheim powiesił się w Czarnym Domu 20 czerwca 2017 roku. Co znamienne, niedawno minęła też kolejna rocznica samobójczej śmierci Rozza Williamsa z Christian Death (1 kwietnia 1998 roku). 

https://www.metal-archives.com/bands/Kettle_Cadaver/9742

poniedziałek, 18 maja 2020

"Zabawa w chowanego" braci Sekielskich - krótki komentarz













Nowy dokument Tomasza Sekielskiego o tuszowaniu pedofilii w wielkopolskim kościele katolickim obejrzałem już w dniu premiery. Poruszający i przygnębiający. Tym razem zaakcentowana zostaje zmowa pomiędzy kościołem a prokuraturą, by jak najdłużej chronić dewiantów w koloratkach. Tytułowa zabawa w chowanego to nic innego jak właśnie chowanie, przenoszenie z parafii na parafię, skrzętne ukrywanie. W tym całym odrażającym, wyrachowanym i cynicznym procederze szkoda najbardziej szukających sprawiedliwości ofiar (młodych chłopaków), które zostają do końca życia okaleczone psychicznie i przytłoczone bezdusznością, fałszem i pogardą tego systemu. Od zinstytucjonalizowanej religii odseparowałem się w wieku 17-18 lat i z perspektywy czasu nadal uważam, że była to mądra decyzja. Warto obejrzeć, by dostrzec tą obłudę i fałsz - nawet wówczas gdy ktoś jest osobą wierzącą, nadal praktykującą.

Co jest w "Zabawie w chowanego" najbardziej przygnębiające? Owo paskudne systemowe ukrywanie sprawców czynów pedofilskich w obrębie kościoła katolickiego. Szokujące jest także działanie Prokuratury Krajowej w postaci instrukcji adresowanej do prokuratur lokalnych, która zobowiązuje prokuratorów do traktowania księży w sposób wyjątkowy, ekstraordynaryjny, nad wyraz delikatny. A z jakiej to racji? I czemu tylko księży? Lepiej udawać, zaprzeczać lub lekceważyć sprawy pedofili w szeregach kościoła zamiast rozliczać winnych, czego konsekwencją może być przyszłe odwrócenie się ludzi od instytucjonalnego kościoła. Politycy też są zakłamani,a ich deklaracje gówno warte: państwowa komisja ds. pedofilii w ogóle nie powstała. Niektórzy decydenci przejmują się tak bardzo losem nienarodzonych dzieci iż chcą częściowo lub całkowicie zakazać aborcji - natomiast odnoszę wrażenie że los dzieci molestowanych i gwałconych przez księży jest im obojętny. Symbioza polityki i kościoła funkcjonuje w Polsce od dawna, stąd ten bezustanny parasol ochronny nad Kościołem katolickim.

Głównymi postaciami w "Zabawie w chowanego" są dwaj bracia Jakub i Bartłomiej Pankowiak molestowani w dzieciństwie przez księdza. Co ciekawe, ten sam ksiądz w pewnym momencie przyznaje się do winy (na nagraniu audio) tłumacząc że sam był wykorzystywany seksualnie. Czyli z ofiary sam się stał oprawcą. Jest mowa także o tzw. lawendowej mafii, grupie wysoko postawionych homoseksualnych hierarchów kościelnych w Watykanie, których obowiązuje zmowa milczenia (o homoseksualizmie wśród księży pisał Martel w "Sodomie"). Bycie homoseksualistą wcale nie oznacza bycia pedofilem (ofiarami kościelnych pedofilów padają także dziewczynki), aczkolwiek takie tabu na pewno istnieje w seminariach, klasztorach i kościołach oraz może skutkować przestępstwami/nadużyciami seksualnymi - również wobec dzieci, które są łatwymi zastępczymi ofiarami. Kościół się do tego nie przyznaje, ba, zdecydowanie potępia homoseksualizm (tęczową zarazę) mając homoseksualistów we własnych szeregach. Totalna hipokryzja i zakłamanie.

Po obejrzeniu "Zabawy w chowanego" miałem skojarzenia z gwałtami, porwaniami i morderstwami czwórki dziewczynek w Belgii. Chodzi mi tutaj o sprawę Marca Dutrouxa i jego wspólników na początku lat 90-tych. Po schwytaniu Dutroux zaczął mówić o domniemanej zorganizowanej, międzynarodowej siatce pedofilów składającej się z polityków, policjantów, biznesmenów i wielu wpływowych ludzi. Tam działania policji były wyjątkowo nieudolne i zapewne miały na celu zatuszowanie pewnych niepokojących aspektów sprawy. Tak czy owak zorganizowana siatka wpływowych pedofilów (jeśli rzeczywiście istniała) nie została wykryta ani skazana, za kraty trafili jedynie Dutroux, jego żona Michelle i dwaj wspólnicy.

https://www.dziennikwschodni.pl/magazyn/bartlomiej-pankowiak-glowny-bohater-filmu-zabawa-w-chowanego-mysle-ze-ksiadz-doskonale-mnie-pamieta,n,1000266573.html

Film do obejrzenia, jeśli jeszcze nie widzieliście:

https://www.youtube.com/watch?v=T0ym5kPf3Vc

poniedziałek, 13 maja 2019

"Tylko nie mów nikomu" Sekielskiego - krótki komentarz















To nie będzie tradycyjna recenzja, raczej krótki komentarz odnośnie filmu dokumentalnego Tomasza Sekielskiego "Tylko nie mów nikomu" o pedofilii w polskim kościele katolickim uzurpującym sobie prawo do umoralniania innych, który na obecną chwilę obejrzało w Polsce (i na świecie - tak jest, nawet za granicą ten film oglądają, stąd angielskie i hiszpańskie napisy) ponad 7 milionów widzów.

Pedofilia w polskim kościele katolickim istnieje i ma się dobrze, co udowadnia poruszający dokument Sekielskiego, w którym dziennikarz pokazuje konfrontacje po latach pomiędzy pedofilami w sutannach a ich ofiarami oraz zagłębia się w temat bezdusznego zamiatania takich szokujących występków pod dywan przez hierarchów i wyższych urzędników kościelnych. Oglądając "Tylko nie mów nikomu" odczuwałem smutek, obrzydzenie, wściekłość. Ten film utwierdził mnie jedynie w przekonaniu że nie chcę mieć z tak zdeprawowaną instytucją jak Kościół katolicki nic wspólnego. No bo każda instytucja, której członkowie niszczą dzieciństwo niewinnym ofiarom nie zasługuje na jakiekolwiek wsparcie. Tutaj mamy do czynienia z autentycznym cierpieniem jednostek, które nie potrafią sobie poradzić w dorosłym życiu z traumą związaną z gwałtem i seksualnym molestowaniem ze strony księdza. Kapłana, który dla wielu religijnych osób miał być wzorem moralności, postępowania, orędownikiem rzekomego dobra. To cierpienie widać na twarzach ofiar księży pedofilów - niewinnych ofiar, które miały odwagę wystąpić w tym filmie. Kiedyś szczerze wierzących i uległych, by nie rzec zniewolonych ofiar instytucji o potężnych wpływach, która je tak bardzo zawiodła, zniszczyła im życie.

Kościół katolicki, hierarchowie, urzędnicy kościelni, niektórzy wierni - wszyscy oni usilnie wypierają się tych haniebnych czynów dokonanych przez ich braci we wierze, ba, winą są często obarczane ofiary gwałcone i maltretowane seksualnie przez księży w czasie dzieciństwa. Przeraża w tym filmie najbardziej całkowicie odczłowieczona machina obojętności, zimna zmowa milczenia wokół setek przestępstw seksualnych popełnionych na przestrzeni dekad przez duchownych. A potem następują puste przeprosiny, kłamliwe frazesy o chęci poprawy czegoś co jest zepsute do szpiku kości, a proceder ukrywania sprawców, przenoszenia do innych parafii nadal trwa i zapewne będzie trwał. Oczywiście nie twierdzę że ten dokument (przynajmniej chwilowo) nie przyniesie jakichś pozytywnych skutków, zmian na lepsze, przynajmniej jednostkowych, bo to już się dzieje np. odsunięcia winnych nadużyć seksualnych od działalności duszpasterskiej czy wydalenia z zakonów (inna sprawa że powinni odpokutować za swoje czyny w więzieniu), ale czy ofiary nadużyć seksualnych ze strony księży wreszcie zaczną być traktowane poważnie? W to śmiem powątpiewać. Za jakiś czas (gdy minie szum medialny wokół filmu Sekielskiego) zapewne wszystko wróci do normy, a ukrywanie sprawców i kościelna zmowa milczenia znowu staną się powszechne. W końcu przez dekady można tkwić w obłudzie i zakłamaniu.

Obym się jednak w tej materii pomylił.

Kompletnie nie trafiają do mnie argumenty o nakręceniu filmów o pedofilii wśród artystów, nauczycieli, lekarzy, sędziów, kierowców, po prostu innych warstw zawodowych. Przede wszystkim dlatego że sprawcy przestępstw seksualnych dokonywanych na dzieciach wywodzący się z tych innych warstw zostają zazwyczaj postawieni w stan oskarżenia i mniej lub bardziej należycie ukarani (kara pozbawienia wolności, dożywotni zakaz pracy z dziećmi, ostracyzm społeczny), a nie są systematycznie przenoszeni gdzie indziej, chowani, ukrywani po innych parafiach (i co pokazuje "Tylko nie mów nikomu" mogą nadal odprawiać nabożeństwa czy mieć kontakt z najmłodszymi w trakcie rekolekcji). A tacy skażeni ludzie jak prałat Henryk Jankowski stają się patronami szkół i stawiane są im pomniki. Pedofilia w polskim kościele jest niestety zjawiskiem istniejącym i częstokroć przemilczanym. Czas najwyższy z tym skończyć.

Film obejrzałem w dniu premiery - czyli 11 maja 2019 roku. Jakoś krótko po 15 zacząłem go oglądać, co też robiłem z przerwami. Dokument Sekielskiego ma o wiele większą siłę rażenia niż "Kler" (2018) Smarzowskiego. I bardzo dobrze że Sekielski chce nakręcić jego ciąg dalszy. Niech kolejni pedofile w sutannach zaczną się bać.

Dwugodzinny dokument Sekielskiego do obejrzenia tutaj. Powinni go obejrzeć ateiści, agnostycy, ale też przede wszystkim ludzie głęboko wierzący. Zarówno młodzi (nastolatki i studenci), jak i osoby dojrzałe, starsze. Gdyż nie jest to jak sugerował jeden z polskich dostojników kościelnych "byle co".

https://www.youtube.com/watch?v=BrUvQ3W3nV4

piątek, 4 listopada 2016

Les Saisons/ Królestwo (2015) - recenzja

Z wielką chęcią wybrałem się wczoraj do kina studyjnego, by obejrzeć film dokumentalno-przyrodniczy "Królestwo" (2015) Jacquesa Perrina i Jacquesa Cluzarda. Nie da się ukryć iż przyciągnęła mnie do tego filmu informacja dotycząca jego częściowej realizacji w leśnych ostępach Puszczy Białowieskiej. Swego czasu głośno było o wycince Białowieży zaplanowanej przez Ministerstwo Środowiska, co spowodowało masowe protesty wśród społeczeństwa. "Królestwo" obejmuje okres czasowy kilkunastu tysięcy lat - od ustąpienia zlodowacenia po pojawienie się człowieka i jego ingerencję w pierwotny las aż do czasów współczesnych. Film kręcono w Białowieskim Parku Narodowym od maja do września 2013 roku. Przepiękne zdjęcia ukazują przyrodę w pełnej krasie: cielenie się lodowca, narodziny małego jelenia, małe rysie czy niedźwiadki pod opieką matki, polowanie watahy wilków na dzika oraz na dzikie konie (tarpany), węża polującego na mysz, bociana czarnego i sóweczkę, itd. Naturalnie pojawia się także człowiek - najbardziej ekspansywna istota na Ziemi zdolna tworzyć i niszczyć, przyczyniająca się do wycinki lasów, masowych wymierań, sprowadzania gatunków inwazyjnych i ucieczki zwierząt w mniej dostępne górskie tereny. Kiedyś człowiek starał się żyć w harmonii z Naturą, obecnie od wieków próbuje ją sobie podporządkować. Lasy są wycinane pod pola uprawne i farmy (nad którymi unoszą się opary pestycydów), postępuje ich fragmentaryzacja, faworyzowana jest monokultura drzew. Królestwo flory i fauny z dnia na dzień kurczy się. W trakcie seansu niejednokrotnie zadawałem sobie pytanie: "W jaki sposób uchwycono kamerą dany moment?" Weźmy chociażby pełną napięcia scenę, w której małe kaczuszki zeskakują z drzewa. Coś niesamowitego. Czytałem w Internecie opinie widzów, którzy oskarżali film Perrina i Cluzarda o moralizowanie. Czy moralizowaniem jest wyraźne przesłanie proekologiczne "Królestwa"? Tak trudno się przyznać, że za zmianami klimatycznymi, zakwaszeniem oceanów, topnieniem lodowców, masowymi wymieraniami flory i fauny, zatruciem i fragmentaryzacją środowiska, migracją zwierząt z terenów leśnych na tereny podmiejskie (np. dzików) i pojawieniem się gatunków inwazyjnych stoi nie kto inny, a człowiek? Gdyby jednak doszło do masowego wymierania ludzkości lasy, bory, knieje i puszcze znowu by się odrodziły. Natura poradziłaby sobie doskonale bez nas. Ale ludziom zaczyna brakować pokory wobec Natury. Są zbyt pewni siebie na skalistej planecie, która od wieków ich gości. Warto obejrzeć "Królestwo" i po seansie zastanowić się co dalej.

wtorek, 1 listopada 2016

"The Witness" (2015) i "Amanda Knox" (2015) - recenzje

Założyłem sobie konto na Netflix - w zasadzie tylko po to, by obejrzeć najnowszy film dokumentalny "Into the Inferno" (2016) Wernera Herzoga (rewelacja! polecam wszystkim). Rodzima oferta filmowo-serialowa Netflix wydaje mi się póki co dość biedna (przykładowo sekcja Horror jest bardzo słaba), zatem po obejrzeniu "Into the Inferno" postanowiłem skupić się na filmach dokumentalnych o tematyce kryminalnej (czyli na czymś co tygrysy lubią najbardziej!). Oto mini-recenzje dwóch z nich:

"The Witness" (2015, reż. James D. Solomon) - Sprawa brutalnego morderstwa 28-letniej Kitty Genovese jest jednym z najsłynniejszych przypadków w historii kryminalistyki i socjologii. 13 marca 1964 roku Kitty została zadźgana przez Winstona Moseleya (zmarł w więzieniu 28 marca 2016 roku) na zewnątrz jej apartamentu w Kew Downs, Queens, Nowy Jork. Brutalne morderstwo poruszyło Amerykanów za sprawą przesadzonego artykułu w "The New York Times", którego autor dziennikarz Martin Gansberg twierdził że akt morderstwa widziało 37 bądź 38 świadków, przy czym nikt nie zareagował, nikt nie próbował pomóc krzyczącej z przerażenia Kitty, nikt nie wezwał policji. Narodził się zatem psychologiczny efekt widza (syndrom Kitty Genovese) obrazujący apatię wielkomiejskiego & metropolitalnego społeczeństwa. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej złożona, co pokazuje film dokumentalny "The Witness" (2015), w którym brat zamordowanej Kitty Bill usiłuje dociec czy legendarny artykuł opisuje stan faktyczny czy jest niczym więcej niż tylko przykładem nierzetelnej medialnej sensacji. Gdy Kitty została zadźgana przez Moseleya Bill miał 16 lat. Trzy lata później w trakcie wojny w Wietnamie stracił obie nogi. Po 50 latach nadal usiłuje dociec prawdy: skupia się na dowodach, robi wnikliwy research, przepytuje jeszcze żyjących świadków morderstwa, sąsiadów, członków rodziny, policjantów, prawników (obrońców i prokuratorów), dziennikarzy. Okazuje się że słynny artykuł Gansberga został kompletnie zmanipulowany. Po co? Dla wzbudzenia sensacji. Dla wysokich słupków czytelniczych. Bill spotyka się nawet z synem mordercy jego siostry, który został pastorem (mężczyzna twierdzi że Kitty obrzuciła jego ojca rasistowskimi wyzwiskami, co miało go sprowokować do ataku). Wróćmy jednak do zmanipulowanego i sfabrykowanego artykułu: były dwa ataki Moseleya na Kitty Genovese, nie trzy, świadkowie w większości nie widzieli zdarzenia, ale je słyszeli, dzwonili na policję (np. Karl Ross), a liczba 38 biernych świadków zaobserwowania morderstwa okazała się wyssana z palca. Ludzie po prostu nie zdawali sobie sprawy że ma miejsce morderstwo, myśleli że doszło do kłótni kochanków, żaden ze świadków nie widział pełnej sekwencji wydarzeń, gdyż oba ataki Moseleya na Kitty Genovese nastąpiły w odrębnych lokalizacjach. Wzruszająca jest scena w której Bill Genovese rozmawia z sąsiadką Sophią Farrar, która zeszła do umierającej Kitty i pocieszała ją w ostatnich chwilach. Co ciekawe, w "The Witness" poznajemy Kitty nie tylko jako ofiarę gwałtu i morderstwa, ale też Kitty żywą jako łobuzowatą, ale sympatyczną lesbijkę. Mam nadzieję że Bill szukając prawdy odnośnie śmierci swojej siostry osiągnął spokój. Nie za bardzo rozumiem jednak ideę odtworzenia tamtej feralnej nocy za pomocą aktorki Shannon Beeby. W jakim celu to było?

"Amanda Knox" (2015, reż. Rod Blackhurst, Brian McGinn) - Dom przy Via della Pergola 7, Perugia, Włochy, 1 listopada 2007 roku. Na podłodze w sypialni zostają odnalezione zwłoki 21-letniej studentki Meredith Kercher. O morderstwo studentki włoska policja oskarża jej współlokatorkę 20-letnią wówczas Amandę Knox i jej ówczesnego chłopaka 23-letniego Raffaele Sollecito. Knox zeznaje że spędziła noc ze swoim chłopakiem (oglądali "Amelię" i się kochali) i rankiem 2 listopada wraca na Via della Pergola 7. Mimo odnalezienia plam krwi w łazience i odchodów w toalecie Knox spokojnie bierze prysznic. Nie mogąc się dostać do pokoju Meredith Kercher Amanda sprowadza Raffaele. Ten próbuje bezskutecznie wyważyć drzwi, po czym dzwoni po policję. Zwłoki Kercher są przykryte kołdrą, ktoś prawdopodobnie wykorzystał ją seksualnie i poderżnął jej gardło.

Knox i Sollecito zostali oskarżeni o morderstwo Meredith Kercher, potem do grona oskarżonych trafił 20-letni Rudy Guede, gdyż to jego odciski palców odnaleziono w sypialni Kercher. Guede już wcześniej wszedł w konflikt z prawem, ponieważ był pospolitym włamywaczem i dilerem narkotyków. Proces trójki oskarżonych, czyli Amandy Knox, Raffaele Sollecito i Rudy Guede rozpoczął się w styczniu 2009 roku i stał się niesamowitym spektaklem medialnym zrzeszającym dziennikarzy z Włoch, USA, Wielkiej Brytanii i innych krajów. Początkowo uważano że Knox, Sollecito i Guede razem dopuścili się morderstwa na Kercher. Wyzwolona Knox, która lubiła seks i często zmieniała kochanków miała jakoby zabić Kercher, gdyż nie odpowiadała jej pruderia Brytyjki. Pomimo skazania Knox i Sollecito Guede na 26 lat więzienia w grudniu 2009 roku (a Guede na 16 lat pozbawienia wolności) na jaw zaczęły wychodzić policyjne zaniedbania w zakresie analizy miejsca zbrodni i gromadzenia dowodów m.in. kontaminacja obcym DNA np. Sollecito. Knox tłumaczyła się że jej przyznanie się do winy zostało wymuszone przez włoską policję i nastąpiło pod silną psychologiczną presją. Dopiero 27 marca 2015 roku Sąd Apelacyjny oczyścił Sollecito i Knox z wszystkich zarzutów. To Rudy Guede okazał się mordercą Meredith Kercher, gdyż to jego biologiczne ślady znaleziono na miejscu zbrodni i na ciele ofiary. Tak czy owak tabloidy uczyniły z atrakcyjnej Amandy Knox celebrytkę grzebiąc w jej przeszłości i czyniąc z niej demona seksu. "Amanda Knox" to interesujący (choć bezsprzecznie sympatyzujący z Amandą) dokument na temat głośnej sprawy kryminalnej, w którym wypowiadają się między innymi Knox, Sollecito, przedstawiciele włoskich służb ścigania czy dziennikarze relacjonujący sprawę i proces. Powinien być jednak bardziej szczegółowy i obiektywny, gdyż w tej sprawie jest zbyt wiele nieścisłości - niemniej warto go obejrzeć. Osobiście nie jestem w stu procentach przekonany co do całkowitej niewinności Knox i Sollecito, gdyż mam pewne wątpliwości. Media mają moc zrobienia z winnego niewinnego i odwrotnie - z niewinnego winnego. Jednak Sąd orzekł tak, a nie inaczej, zatem Knox i Sollecito są wolni.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Transatlantyk 2015: "More Than Honey" (2012) i "Excess Flesh" (2015)















"More Than Honey" (2012, reż. Marcus Imhoof) - W mediach co pewien czas poruszana jest tematyka zagłady pszczół, czyli zapylaczy różnorodnych roślin okrytonasiennych. Chodzi tutaj o zjawisko występujące pod nazwą CCD (Colony Collapse Disorder - Nagłe Wymieranie Rojów) w wyniku którego dotąd dobrze zaopatrzone ule pustoszeją. Przyczyny CCD okazują się być złożone: wirusy atakujące pszczoły, roztocza żerujące na ich larwach (wywołujący warrozę Varroa destructor, pasożyt pszczoły miodnej i pszczoły wschodniej), zgnilec będący chorobą bakteryjną pszczelego czerwiu, szkodliwe działanie herbicydów i pestycydów, antybiotyki, a także fragmentacja siedlisk pszczół. Podobno najsłynniejszy fizyk XX wieku Albert Einstein ongiś powiedział: "Jeśli pszczoły znikną z powierzchni Ziemi człowiekowi pozostaną cztery lata życia". Nad tym problemem zastanawia się szwajcarski reżyser Marcus Imhoof, który w pouczającym i zarazem przejmującym dokumencie "Więcej niż miód" rozmawia z pszczelarzami ze Szwajcarii i USA oraz z genetykami i biotechnologami; odwiedza Szwajcarię, USA, Chiny (gdzie ludzie sami zapylają drzewka owocowe, choć nie są w tym tak efektywni jak pszczoły) oraz Australię. W "More Than Honey" pojawiają się także niebezpieczne i wredne dla ludzi pszczoły afrykańskie. Film jest pięknie sfotografowany i bogaty w wiedzę na temat pszczół. Urzekły mnie np. zdjęcia pszczelego tańca mającego na celu wskazanie innym robotnicom dobrego miejsca na zapylanie czy kopulacja odbywającej lot godowy królowej z trutniami, które natychmiast po zapłodnieniu królowej-matki padają na ziemię martwe. Jak wiadomo królowa składa jaja - z zapłodnionych narodzą się bezpłodne robotnice, a z niezapłodnionych trutnie, których jedynym życiowym celem jest kopulacja z królową. Imhoof porusza jeszcze takie tematy jak ewolucja pszczół czy organizacja ich społeczności w roju. Wymarcie pszczół w przyszłości oznacza katastrofę agrokulturalną w skali globalnej. Warto o tym pamiętać.

"Excess Flesh" (2015, reż. Patrick Kennelly) - Muszę przyznać, że "Excess Flesh" Patricka Kennelly'ego to kawał ekstremalnego kina, film raczej odrażający i nieprzyjemny, choć nie pozbawiony też szczypty czarnego humoru. Dość powiedzieć, że w trakcie seansu kinowego "Excess Flesh" w poznańskiej Muzie w ramach festiwalu Transatlantyk 2015 przynajmniej ze cztery osoby wyszły. Fabuła filmu toczy się wokół dwójki różniących się od siebie współlokatorek. Jennifer (Mary Loveless) pracuje jako modelka, posiada idealną figurę, uwielbia głośny seks i obżeranie się czipsami. Z kolei Jill (Bethany Orr) uważa się za osobę grubą, od 9 miesięcy jest bezrobotna, cierpi na depresję i aby złagodzić ból sięga po jedzenie, które jeszcze w trakcie konsumpcji (bądź już po) zwraca przy okazji bijąc się po twarzy. Kiedy Jennifer wyżywa się fizycznie na Jill ta druga ma już dosyć. Przywiązuje swoją przyjaciółkę łańcuchami, po czym zaczyna ją dręczyć fizycznie i psychicznie.

W "Excess Flesh" od razu widoczna staje się fascynacja reżysera zaburzeniami jedzenia np. bulimią i anoreksją (jadłowstrętem). Jednocześnie mamy tutaj do czynienia z krytyką świata mody (opresyjnym wizerunkiem kobiecej urody) dzięki któremu modelki wybierają niezdrowe diety i podejmują złe decyzje life-stylowe. Swoją drogą w trakcie projekcji "Excess Flesh" na myśl przyszły mi takie filmy jak "Requiem dla snu" (2000) czy "Misery" (1991), adaptacja poczytnej powieści Stephena Kinga. Sporo szaleństwa, wstydu i agresji, dużo obrzydliwych odgłosów wydawanych w trakcie konsumpcji, odrobina gore i wymioty. Do tego smutek i nienawiść, obżarstwo jako akt rebelii i frustracji. Zdecydowanie konfrontacyjne kino z rewelacyjną grą aktorską Bethany Orr, która niemal stopiła się ze swą rolą. Reżyser w trakcie pogadanki po filmie stwierdził, że jego ulubionymi reżyserami są Andrzej Żuławski, David Lynch i Abel Ferrara. To widać i czuć w "Excess Flesh". Zaiste food torture porn. :-)