Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyspy Owcze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyspy Owcze. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 października 2022

Elinborg i Eivor w poznańskim Zamku, 2 października 2022 roku (fotorelacja)

                                                                 







Ominął mnie koncert farerskiej wokalistki Eivor na Castle Party 2019, ale szczerze mówiąc muzykę tej utalentowanej artystki poznałem dopiero jakieś dwa lata temu. Przynajmniej trzy osoby ze środowiska gotyckiego polecały mi jej koncerty, zatem kiedy dowiedziałem się, że Eivor wystąpi w poznańskim Zamku to nie wahałem się ani chwili i kupiłem bilet. Inna sprawa, że koncert został dość szybko wyprzedany. Nic dziwnego, gdyż z Eivor robi się powoli fenomen podobny do Wardruna: koncerty szybko się wyprzedają i przychodzi na nie zróżnicowana publiczność. Widoczne to było na wczorajszym koncercie: widziałem metalowców, gotki, fanów Stevena Wilsona i mnóstwo osób 'normalnie' ubranych (sam byłem obowiązkowo w totalnej czerni, bo od dłuższego czasu nie mam ochoty ubierać się na jasno). Po prostu muzyka Eivor jest bardzo przystępna i przyjazna dla ucha, acz nie pozbawiona pierwiastka dzikości i melancholii. Dla Eivor była to zresztą specjalna trasa, gdyż supportowała ją młodsza siostra Elinborg. Koncert Elinborg był jednak dość krótki (trwał bodaj 25 minut) - muzycznie raczej delikatna fuzja elektroniki i gitarowego brzmienia z melancholijnym skandynawskim wokalem. Taka muzyka może się podobać, jeśli ktoś lubi refleksyjne i introspektywne brzmienia. 

Natomiast Eivor zagrała wraz z towarzyszącymi jej muzykami wspaniały, blisko półtora godzinny set z rozmaitych płyt. Już na Castle Party 2019 koncert Eivor został okrzyczany przez środowisko gotyckie jako jeden z najlepszych tamtego pamiętnego festiwalu, ja niestety go nie widziałem, bo w niedzielę wróciłem do domu. Wracając jednak do Eivor jej przepiękny śpiew kojarzy mi się momentami ze wspaniałymi możliwościami wokalnymi Kate Bush. W dodatku w trakcie koncertu Eivor wraz z zespołem w niezwykle płynny sposób lawirowali między rozmaitymi sub-gatunkami muzycznymi: alternatywnym rockiem, rockiem progresywnym, subtelnym i melancholijnym synthpopem/electro popem i wreszcie skandynawskim folkiem a la Wardruna, Heilung czy Garmarna. To świadczy o ogromnej wszechstronności twórczej tej utalentowanej wokalistki z Wysp Owczych, która nie waha się eksperymentować i doskonale odnajduje się w rozmaitych sub-gatunkach muzycznych. Koncert był świetny, czarujący, Eivor często uśmiechała się i komplementowała widownię i zapewniła, że uwielbia koncertować. Na pewno nie raz będzie jeszcze okazja ją zobaczyć na żywo w Polsce. Tak czy owak, wyszedłem z jej koncertu zadowolony, kupiłem "Segl" (2020) na CD, który mi Eivor podpisała. 

Set-lista Eivor: "Boxes", "Nothing to Fear", "Salt", "Only Love", "Let It Come", "Livstraedrir", "Helig", "Skyscrapers", "This City", "Rain" (wspólny występ z siostrą), "True Love", "Gullspunnin", "Truth", "I Tokuni" oraz na bis "Trollabundin" i "Falling Free".

Zazwyczaj wrzucam tutaj linki do ostatnich albumów artystów mając nadzieję, że dzięki temu znajdą oni nowych fanów zwłaszcza wśród młodszego ode mnie pokolenia. Nie inaczej będzie tym razem.

Odsłuch: https://eivor.bandcamp.com/album/segl

Aha, w trakcie koncertu Eivor zemdlała kobieta. I została szybko wyprowadzona z sali. Mam nadzieję, że wszystko u niej w porządku. 

niedziela, 6 października 2019

Heidra, Hamferd i Omnium Gatherum w Bazylu 1 października 2019 (fotorelacja)



















To był jeden z takich koncertów na który poszedłem wyłącznie dla jednego zespołu. Nigdy nie mogłem przekonać się do melodyjnego death metalu (poza małymi wyjątkami), zatem występ Finów z Omnium Gatherum niezbyt mnie interesował. Lubię natomiast doom death i funeral doom, dlatego też poszedłem głównie w celu zobaczenia po raz drugi Farerów z Hamferd. Ich melancholijny, śpiewany i growlowany po farersku doom death swego czasu bardzo mnie urzekł. To doskonała muzyka dla ludzi, którzy szukają w muzyce emocji, a już w szczególności smutku, zadumy, refleksji. Farerzy dali znakomity i bardzo stonowany koncert w porównaniu do bardziej żwawych i energicznych występów Heidra (Dania) i Omnium Gatherum (Finlandia). Ubrani w eleganckie garnitury z wprawą kreowali posępne doom metalowe dźwięki. W Hamferd podobają mi się niezmiernie wokale Jona Aldary - czyste i niemal operowe przeplatane mocnym growlem. Farerzy zaprezentowali numery z albumów "Evst" (2013) oraz "Tamsins likam" (2018) oraz z EP-ki "Odn" (2019). Posłuchajcie ich muzyki tutaj:

https://hamferd.bandcamp.com/album/t-msins-likam

Koncerty Heidra i Omnium Gatherum były całkiem przyjemne, ale nie jest to moja muzyczna działka. Tak czy owak wrzucam zdjęcia wszystkich zespołów, które zagrały tamtego wieczoru. Swoją drogą warto byłoby częściej zapraszać na sceny rodzimych klubów kapele doom death metalowe i funeral doom metalowe. Marzy mi się zobaczenie np. Skepticism czy Evoken na żywo.

czwartek, 8 lutego 2018

Hamferd i Downfall of Gaia, 07.02.2018, Kraków (fotorelacja)



















Zaczynam coraz bardziej zaniedbywać tego bloga, choć powód ku temu jest prozaiczny: brak czasu. Ale relacje z koncertów nadal będą się tutaj pojawiać, bo po prostu lubię je pisać (wolę je od recenzji płyt). Do Krakowa pojechałem w dużej mierze by zobaczyć po raz pierwszy na żywo farerski Hamferd - kapelę doom death metalową z Wysp Owczych, którą bardzo lubię. Długa podróż pociągiem z Poznania, ale warto było. Musiałem odnaleźć klub studencki Żaczek, w którym nigdy przedtem nie byłem. Inna sprawa że na koncertach metalowych w Krakowie bywam sporadycznie, bo z Poznania jest po prostu daleko. Ale lubię Kraków, jego zagadki i głośne sprawy kryminalne (Kuśnierz i morderstwo Katarzyny Z., Karol Kot) oraz krakowską Mgłę, Outre czy Biesy. Poszwendać się trochę po stolicy Małopolski to rzecz wspaniała i wskazana.

Zanim dotarłem do Żaczka zastała mnie w Krakowie solidna zima. Znajomi, u których później po koncercie nocowałem żartowali że to ja ją do Krakowa przywlokłem. Sam Żaczek to bardzo przyjemny i zadbany klub z miłą obsługą - idealne miejsce na podziemne koncerty metalowe. Przestronne, dobrze zaopatrzone w alkohol, po prostu fajne. Ale wróćmy do koncertu. Zanim Hamferd zaczął grać zaopatrzyłem się w merch (koszulkę plus dwie płyty) i porozmawiałem trochę o farerskim doom metalu.

Hamferd - Tak, chciałem bardzo zobaczyć Farerów na żywo, bo wszystkie trzy ich wydawnictwa wywarły na mnie ogromne wrażenie. Fantastyczny i zagrany z pasją, głęboko emocjonalny doom death o śmiertelności, utracie, izolacji. W dawnych czasach zjawa marynarza, który utonął w morskich głębinach w ramach ostatecznego pożegnania miała się ukazywać jego rodzinie. Jeśli miałbym przyrównać Hamferd do jakiejkolwiek innej kapeli to podałbym nazwę Ahab. Doom death/funeral doom Farerów nurza się w melancholii i mroku. Potężne gitary oraz nie mniej potężna praca perkusji, znakomite wokale Jón Aldará będące skrzyżowaniem mocnego growlingu z podniosłym, nieco operowym śpiewem oraz proste, acz poruszające melodie kreujące iście przenikliwą atmosferę smutku, żałoby, epickości. Koncertowo Hamferd wypadł znakomicie. Zagrali kawałki z wszystkich trzech wydawnictw, w tym z "Evst" (2013) i ostatniego znakomitego albumu "Támsins likam" (2018, ta płyta od momentu jej premiery chodzi za mną dzień w dzień i jeszcze mi się nie znudziła, to chyba dobrze świadczy o jej klasie, nie?). Wychwyciłem m.in. "Deyðir varðar", "Hon syndrast", "Frosthvarv", "Tvístevndur meldur" czy "Stygd". Podoba mi się także elegancki (coś a la Akercocke) sceniczny image muzyków Hamferd - białe koszule, garnitury, etc. Koncert Hamferd trwał godzinkę i nadeszła pora na Niemców z Downfall of Gaia. W kilku słowach: doskonały doom death z progresywnymi naleciałościami i epickim nastrojem.

Downfall of Gaia - Nie znałem wcześniej twórczości tej kapeli poza ich ostatnim albumem "Atrophy" (2016). Niemcy oferują słuchaczom agresywny i apokaliptyczny sludge/post-black metal z ciekawymi gitarowymi melodiami. Koncertowo (choć niestety musiałem wyjść przed końcem ich występu) DoG zaprezentowali się z pasją i energią. Duży plus za wściekłe partie perkusyjne, pełne jadu wokale i specyficzny nastrój melancholii. Chciałbym z większą uwagą śledzić globalną scenę metalową, ale tak naprawdę interesujących zespołów są tysiące. Kiedy mam znaleźć na to czas?

Jeszcze na sam koniec tytułem małej dygresji doom death i funeral doom od lat rezonują we mnie najbardziej (może obok dark ambientu i niektórych (nielicznych) kapel black metalowych). Może dlatego że uwielbiam wolne tempa w metalu, powolnie miażdżenie gitarami i obrazowość tych posępnych dźwięków. Do tego dochodzi nierzadko przytłaczająca tematyka śmierci, tragedii, samotności, śmiertelności jednostki, która powinna być bliska każdemu. Powoli (jako ateistę) zaczyna nużyć mnie dominujący w metalu okultyzm, antychrześcijaństwo czy spirytualizm w jakiejkolwiek formie. Życzyłbym sobie natomiast więcej kapel metalowych poruszających tematy naukowe (astronomia, fizyka, matematyka, post-apokaliptyczne widmo ziemskiej zagłady).