Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Japonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Japonia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 listopada 2023

Krolok, Laster i Sigh w 2Progi w dniu 10 listopada 2023 r. (fotorelacja)

                                                      





Nie mogłem odpuścić tego koncertu, gdyż bardzo lubię japoński Sigh i uważam, że to jeden z najoryginalniejszych zespołów black metalowych jakie powstały. I zarazem istniejący od 1990 roku protoplasta azjatyckiego black metalu, który zwrócił na siebie uwagę (dzięki albumowi "Scorn Defeat" z 1993 roku) Euronymousa z Mayhem. Ja tak naprawdę zacząłem poznawać awangardowy black metal Sigh dopiero od rewelacyjnej płyty "Imaginary Sonicscapes" z 2001 roku, którą lata temu kupiłem na CD. Dopiero w późniejszym czasie poznałem wcześniejsze albumy i EP-ki Sigh jeszcze z lat 90-tych np. "Infidel Art" czy "Hail Horror Hail". 

Sigh supportowały Krolok (black metal, Słowacja) oraz Laster (Holandia, eksperymentalny black metal). Krolok zagrali jedynie 6 kawałków, ich black metal był najbardziej tradycyjny, ale odznaczał się dość specyficznym wampiryczno-transylwańskim klimatem. Nic zatem dziwnego, że wokalista Krolok występował w długim wampirycznym płaszczu a la hrabia Drakula. Black metal Słowaków nie stroni od klawiszowych pasaży i ciekawych aranżacji. 

Set-lista Krolok: "Flying Above Ancient Ruins", "At the End of the New Age", "Hunger of Her Eyes", "Unveled Subterranean Treasures", "Towards the Duskportals", "Your Soul Is Mine!"

Odsłuch: https://krolok.bandcamp.com/album/funeral-winds-crimson-sky

Z kolei trio Laster wystąpiło w dość upiornych i abstrakcyjnych humanoidalnych maskach. Oczywiście w black metalu i muzyce pochodnej nie jest to żadna nowość (Morowe, Mgła, Terra Tenebrosa, Imperial Triumphant, itd.) Jednak muszę przyznać, że eksperymentalny post-black metal Holendrów jest dziwny, niepokojący, jakby nie z tego świata, raczej depresyjny i hipnotyczny. Czyste i posępne wokale przeplatały się z ostrym i przeszywającym black metalowym wrzaskiem. Nic dziwnego, że zainteresowała się tym triem niemiecka Prophecy Productions. Wielowymiarowa, odrealniona i intrygująca muzyka, nie łatwa do zaszufladkowania. 

https://laster.bandcamp.com/album/andermans-mijne 

Koncert Sigh ogromnie przypadł mi do gustu, choć w składzie zabrakło Dr Mikakannibal. Nie da się ukryć, że Japończycy od wielu lat tworzą ekstremalnie awangardowy black metal z wpływami heavy, power i doom metalu, psychodelicznego rocka, ethno folka, funka, jazzu i cholera wie czego jeszcze. O ile Furia jest zespołem na wskroś rodzimym, polskim, o tyle Sigh jest na wskroś japoński. W dodatku samurajsko-etniczny image muzyków był absolutnie niesamowity! Uwagę na siebie zwracał szczególnie przebrany za samuraja i ociekający krwią gitarzysta Nozomu, z którym po zakończeniu koncertu zrobiłem sobie pamiątkową fotkę. Publiczność przyjęła Japończyków bardzo gorąco, z głośnymi owacjami i wcale się temu nie dziwię. Set-lista Sigh: "Kuroi Kage/ Touji No Asa", "The Transfiguration Fear", "Hail Horror Hail", "Shikigami", "Shingontachikawa", "Mayonaka No Kaii", "Satsui - Genshi no Ato", "Gundali", "A Victory of Daikini", "Ready for the Final War", "Corpsecry - Angelfall", "The Soul Grave" oraz zagrany na bis cover Venom "Black Metal".  

Odsłuch: https://peaceville.bandcamp.com/album/shiki

środa, 7 grudnia 2022

Moonage Daydream (2022) - recenzja

                                                      

Z racji tego, że nie udało mi się być na koncertach Raison d'Etre i Brighter Death Now 4 grudnia we Wrocławiu i Wardruna 6 grudnia w Poznaniu postanowiłem chociaż przejść się do poznańskiego kina Muza na seans "Moonage Daydream" (2022) Bretta Morgena, oszałamiającego wizualnie dokumentu o Davidzie Bowie. Z muzyką Davida mam podobnie jak z The Cure: wolę jego eksperymentalną, mroczniejszą i bardziej melancholijną twórczość niż tą celującą w mainstream, piosenkową. Szczególnie cenię albumy "Low", "Heroes", "Earthling" czy "Blackstar". Jednak zmarły 10 stycznia 2016 roku na raka wątroby David Bowie to prawdziwy człowiek renesansu: artysta na wskroś niezwykły, nieskończenie kreatywny, działający na rozmaitych poletkach sztuki: śpiewał, pisał piosenki, malował akryle, rzeźbił, bawił się eksperymentalną sztuką audiowizualną, grał w filmach (np. lesbijski horror wampiryczny "Zagadka nieśmiertelności" z 1983 roku).

"Moonage Daydream" to wizualna orgia zmysłów oparta na setkach godzin materiałów archiwalnych z osobistych zbiorów Davida (podobnie jak "Wulkan miłości" oraz "The Fire Within" - dwa tegoroczne filmy dokumentalne oparte na materiałach archiwalnych pozostawionych przez parę nieustraszonych wulkanologów, Maurice'a i Katię Krafft). David Bowie był artystą niezwykle przenikliwym i ciekawym świata, chłonącym sztukę i muzykę, wcielającym się niczym kameleon w różne postaci w trakcie długiej, nieprzewidywalnej i eklektycznej kariery muzycznej (Ziggy Stardust, Halloween Jack, Thin White Duke). Sam dokument jest mocno dezorientujący, by nie rzec psychodeliczny. Znalazły się w nim ujęcia Davida Bowie w Berlinie Zachodnim (lata 1976-79), w USA czy w Japonii, wywiady telewizyjne, fragmenty koncertu "Ziggy Stardust and the Spiders from Mars" (1973) czy trasy z 1984 roku. Jest także krótka wzmianka o jego ślubie z somalijską modelką Iman w 1992 roku. Na krótko przed śmiercią Bowiego Iman napisała (zapamiętałem ten cytat): "Czasem nie docenia się chwil, dopóki nie staną się wspomnieniami". Jednak (jak widać) Bowie nie został zapomniany nawet po śmierci.

Bowie na pewno był nietuzinkowy, gdyż nie chciał być człowiekiem (artystą) nijakim. Stał się androgynicznym symbolem seksu, muzycznym eksperymentatorem, ikoną stylu, wszechstronnym erudytą. Interesowały go chaos i izolacja jednostki obecne we współczesnym mu i nam świecie. To Bowie jest głównym narratorem "Moonage Daydream" - jego narracja tchnie wrażliwością i głęboką mądrością ("ważne jest to, co w życiu robisz, a nie to, ile pozostało ci czasu"). Konkludując, "Moonage Daydream" to dzieło oszałamiające, niekiedy narkotyczne, niekiedy wysublimowane. Fascynujący film dokumentalny! Warto wybrać się na niego do kina. 

Neonowa halucynacja, fantasmagoria. 

O Davidzie Bowie blogowałem tutaj wielokrotnie:

https://dtbbth.blogspot.com/search?q=Bowie

Przy okazji polecanka muzyczna. Pojawił się trzeci kawałek młodego rodzimego zespołu Burial Fields. Żwawa, energiczna i sympatyczna piosenka z intrygującym żeńskim wokalem. Sprawdźcie ten zespół.

https://burialfields.bandcamp.com/ 

Aby do końca nie było tak łagodnie polecam także nowy klip niemieckich funeral doom metalowców z Ahab. "20 000 mil podmorskiej żeglugi" i Nautilus w animowanym teledysku.

https://www.youtube.com/watch?v=_y16EPGFK2E

piątek, 11 lutego 2022

Umiera Roman Kostrzewski z Kata

                                          
10 lutego social media obiegła wieść o śmierci Romana Kostrzewskiego, długoletniego wokalisty zespołu Kat i człowieka określanego mianem ojca polskiego metalu. I słusznie, gdyż wpływ zespołu Kat na rodzimą scenę metalową jest bezdyskusyjny. Osobiście nie mam z Katem zbyt wielu szczególnych wspomnień, gdyż o muzykę Kata zaledwie się otarłem (pierwszą płytą Kata, którą dane mi było mi poznać wiele lat temu była "Róże miłości najchętniej przyjmują się na grobach" z 1996 roku). Jednak mimo że nie byłem ogromnym wielbicielem Kata, trudno mi nie przestać myśleć o Romku, gdyż był wyjątkowo utalentowanym i dobrodusznym muzykiem. Nie dziwi mnie zatem fakt, że ludzie z różnych roczników wspominają koncerty Kata z Romanem Kostrzewskim na wokalu, płyty Kata, wywiady i pogaduszki z Romanem, który był bardzo dostępnym dla fanów człowiekiem. Na pewno żałuję, że nie miałem sposobności uczestniczyć w ostatnich koncertach Kata z Romanem na wokalu. Niestety taka kolej rzeczy. Tracimy artystów, których muzykę cenimy czy wręcz kochamy. Śmierć nie oszczędza nikogo. Nawet jeśli nie znamy danego artysty, muzyka, jego sztuka pozwała nam odkrywać samego siebie. Czasem fanowska żałoba po śmierci może potrwać nawet kilka tygodni: tak było w przypadku Davida Bowie, który zmarł w 2016 roku na nowotwór wątroby. Za tragiczną śmiercią LG Petrova z Entombed czy Romana Kostrzewskiego także stoi okrutny rak. 

Dorastamy z twórczością artysty, który prędzej czy później umrze. Oglądamy jego filmy, czytamy jego książki czy tomiki poezji, słuchamy jego muzyki. Ulubiony muzyk, zespół, artysta staje się tak jakby częścią naszej najbliższej rodziny, z którą jesteśmy zżyci. Stąd głębokie i bolesne poczucie straty, które nam towarzyszy, które nas gnębi. Ponieważ muzyka czy generalnie sztuka danego artysty potrafi zmienić nas na lepsze, zmusić do refleksji bądź wydobyć z nas najskrytsze pokłady emocji. Dobra sztuka potrafi rezonować z jej odbiorcami, dlatego gdy nasz ulubiony artysta umrze tak głęboko to odczuwamy. Chodzi tutaj przede wszystkim o tą piękną intymną więź między twórcą, kreatorem, artystą a odbiorcą, słuchaczem, czytelnikiem. Przykładowo muzyka pomaga nam zmagać się z samotnością ludzkiej egzystencji, z uchodzeniem za odludka, wyrzutka, odmieńca. Ulubiony artysta, który odszedł był naszym nieznajomym-przyjacielem, który nas rozumiał, nie oceniał. 

RIP Roman Kostrzewski (1960-2022).

https://www.metal-archives.com/artists/Roman_Kostrzewski/3577 

Kilka mini-recenzji muzycznych filmów dokumentalnych:

"Berlin Now" (1985) w reżyserii Wolfganga Bülda to hipnotyczny i uroczy dokument muzyczny o podzielonym murem mieście i jego najważniejszych muzykach eksperymentalnych. Dużo świetnej muzyki, intrygująca praca kamery oraz trochę onirycznej fantastyki. Wśród wykonawców znaleźli się między innymi Einstürzende Neubauten, Die Schlampen/ Blixa Bargeld, Mona Mur, D.A.F. czy Sprung aus den Wolken. Berlin, miasto, które nigdy nie zasypia. Znakomita scena kowbojskiego napadu na bank.

"1/2 Mensch" (1985) - Istna symfonia industrialnego hałasu. Zapis występu Niemców z Einstürzende Neubauten w opuszczonej fabryce i na sali koncertowej. I zapewne inspiracja dla cyberpunk/body horroru "Tetsuo"(1988) Shinya Tsukamoto. Cudowna inkorporacja tancerzy butoh z grupy Byakko-sha. Industrialny rozkład, dżdżownice, piła mechaniczna, płomienie, zestawy telewizorów, wózki sklepowe, zgrzyty, trzaski, ryki. Muzyczny albo antymuzyczny obłęd. Dla wielbicieli estetyki cyberpunk, futurystycznej dystopii oraz industrialnego hałasu/urbexu film jak znalazł.

Na zdjęciach muzycy Kata z zespołem Metallica (koncert 10 lutego 1987 roku w Katowicach, Kat zagrał jako support) oraz kadr z "1/2 Mensch".

piątek, 15 października 2021

Hausu/ House (1977) - recenzja

                                      
Kopę lat nie widziałem "Hausu". Recenzowałem tą psychodeliczną parodię horroru zarówno na Danse Macabre, jak i na IMDb (4 października 2007 roku). Pamiętam, że oglądałem "House" po japońsku na długo zanim ten film ukazał się z angielskimi napisami w ramach Criterion Collection. I już wówczas psychodeliczna parodia horroru o duchach w reżyserii Nobuhiko Obayashi zachwyciła mnie całkiem mocno. Przede wszystkim ogromną kreatywnością i fantazją jak na lata powstania (końcówka lat 70-tych).

Można "Hausu" śmiało przyrównać pod kątem pomysłowości do takich filmów jak "The Evil Dead" (1981) Raimiego, "Sok z żuka" (1988), "Mordercze klauny z kosmosu" (1988) braci Chiodo oraz do niskobudżetowych horrorów Williama Castle'a. To film wysmakowany, stylowy, piękny kolorystycznie i baśniowy a la "Suspiria" (1977) czy "Phenomena" (1984) Dario Argento. Jednocześnie wyjątkowo pocieszny, kreskówkowy i ogromnie psychodeliczny. Ekscentryczna fantasmagoria nie pozbawiona akcentów humorystycznych.

Reżyser Obayashi w tej unikalnej opowieści o 7 uczennicach (o imionach tj. Fantasy, Kung-Fu i Melody), które trafiają do nawiedzonego zamku pewnej cioteczki stosuje eksperymentalny metody filmowania: niekonwencjonalne metody kręcenia, animację stop-motion, kalejdoskopowe kolory, pomysłowy montaż, interludia muzyczne, itd. Z  tego też względu mamy tutaj do czynienia z jednym z najbardziej ekscentrycznych horrorów lat 70-tych.  

Dla niektórych widzów "Hausu" będzie irytujący, inni zakochają się w jego psychodelicznej atmosferze. Ja należę do tej drugiej grupy, gdyż jak tu nie polubić eleganckiego filmu, w którym znajdziemy m.in. żarłoczny fortepian, tańczący szkielet, latającą odciętą głowę ze studni czy białego kota zjawę (Snowy). Toż to William Castle  ("House on Haunted Hill", "The Old Dark House") na psychodelikach! 

Film powinien przypaść do gustu nawet dzieciakom, które siedzą w po uszy w mandze. Zapewne przypadnie też do gustu fanom azjatyckiego kina, którzy uwielbiają "Squid Game" (2021), głównie ze względu na ekscentryczną scenografię.

czwartek, 6 października 2016

Tajemnicza śmierć Atsumi Yoshikubo w kanadyjskiej tajdze















Kiedy przeglądam sobie statystyki tego bloga to od razu rzuca mi się w oczy pewna prawidłowość: najczęściej czytane są tutaj teksty dotyczące zniknięć czy tajemniczych morderstw. Może powinienem skupić się w przyszłości na nich? Któż to wie? Ostatnio śledząc japońską prasę dowiedziałem się o zaginięciu 30-letniej Natsumi Kogawa w Vancouver. Ucząca się angielskiego w szkole kobieta zniknęła 8 września 2016 roku. Jej znajomi zaczęli poszukiwania na własną rękę, o zniknięciu Natsumi informowały social media. Sprawa znalazła jednak swój tragiczny finał w środę w nocy 28 września, gdy zwłoki japońskiej studentki zostały znalezione na terenie opuszczonej willi w Vancouver zwanej Gabriola Mansion (wybudowanej w latach 1900-01). Po dwóch tygodniach od zaginięcia Japonki Burnaby RCMP udostępniło nagranie na którym widać jak w dzień zniknięcia o godzinie 1:30 p.m. kobieta rozmawia z nieznanym mężczyzną z plecakiem. Aresztowany został 48-letni William Victor Schneider, który ma za sobą kryminalną przeszłość. Na razie nie wiadomo w jaki sposób przyczynił się do śmierci Natsumi Kogawa.

Nie jest to pierwsza sprawa związana ze zniknięciem Japonki w Kanadzie. Dość dawno temu zapoznałem się ze sprawą związaną z zaginięciem Atsumi Yoshikubo i muszę przyznać że utkwiła mi ona w pamięci. 45-letnią Atsumi po raz ostatni widziała kierująca samochodem Jessica Riehl 22 października 2014 roku około godziny 11.30. Kobieta przemieszczała się na północ wzdłuż szlaku Ingraham znajdującego się na przedmieściach Yellowknife. 17 października Atsumi przyleciała do Yellowknife z miasta Uto, prefektura Kumamoto na wyspie Kiusiu. Zatrzymała się na tydzień w hotelu Explorer. Była sama. Chciała zobaczyć zorzę polarną. Japonki często podróżują w samotności, ale zazwyczaj przyłączają się do innych turystów. Jednak Atsumi wolała spędzać czas samotnie. Kamery bezpieczeństwa zarejestrowały jej obecność 19 października w galerii handlowej zwanej Gallery of the Midnight Sun. Kupowała dla kogoś prezenty. Potem zarejestrowały ją kamery w centrum informacji turystycznej. Była ubrana w różowy płaszcz, ciemniejszy różowy kapelusz, czarne spodnie i białe buty. Następnie nie wiadomo co się z nią działo przez dwa dni. 22 października kamery hotelu Explorer zarejestrowały Yoshikubo jak wychodziła. Po raz ostatni widziała ją wspomniana wcześniej Jessica Riehl, gdy Japonka szła wzdłuż szlaku Ingraham pomiędzy jeziorami Niven i Jackfish. Miała zamiar się zatrzymać i zapytać czy Yoshikubo nie potrzebuje transportu, ale pojechała dalej. Atsumi nie wróciła już do hotelu. W pokoju hotelowym zostawiła spakowaną walizkę, nie dotarła na lot powrotny z Yellowknife do Japonii. Rozpoczęły się jej poszukiwania w tajdze Yellowknife. Szukali jej funkcjonariusze RCMP oraz miejscowi. Zbliżały się coraz bardziej zimne dni.

4 listopada wyszło na jaw że Atsumi "przyjechała do Yellowknife z zamiarem zniknięcia w tajdze". "Powzięła kroki by uniknąć wykrycia". Jej brat w wywiadzie dla telewizji przyznał że Yoshikubo wysłała przyjaciółce list, w którym zasugerowała że chce zakończyć życie w Kanadzie. Nie jest pewne czy ten list rzeczywiście istniał, gdyż jej brat go nie czytał. Czy zatem Atsumi weszła do tajgi z zamiarem samobójczym? Podobnie jak robią to zdesperowane jednostki wkraczające w leśne ostępy Aokigahara. Może chciała sprawdzić czy ktoś ją odnajdzie i w porę uratuje? Czasowa ucieczka z myślami samobójczymi w głąb leśnej dziczy. Ostateczna próba kontroli procesu samobójczej śmierci.

We wrześniu 2015 roku myśliwy polujący w okolicy Ingraham Trail odnalazł fragmenty ludzkich kości i rzeczy osobiste należące do Atsumi Yoshikubo. W kwietniu 2016 roku potwierdzono że kości należą do zaginionej Atsumi. Co ciekawe, Atsumi Yoshikubo była z zawodu psychiatrą.

Na zdjęciach rezydencja Gabriola, ostatnie zdjęcie Natsumi Kogawa idącej wraz z mężczyzną, Atsumi Yoshikubo (nagrana w sklepie) oraz szlak Ingraham (tam gdzie zaginęła).

https://www.youtube.com/watch?v=f2y0gH1hzjk
https://www.youtube.com/watch?v=Dte6aVhBR8w

Inna przerażająca sprawa kryminalna, o której czytałem wydarzyła się na Okinawie. 28 kwietnia 2016 roku w trakcie wieczornego spaceru zaginęła tam 20-letnia Rina Shimabukuro. Jej zwłoki odnaleziono trzy tygodnie później w lesie. Zamordował ją 32-letni Kenneth Gadson Shinzato (nazwisko japońskiej żony), cywilny pracownik amerykańskiej bazy powietrznej Kadena, eks-marine. Mężczyzna krążył samochodem wypatrując ofiary do zgwałcenia. Gdy napotkał na swojej drodze Rinę pobił ją kijem, wepchnął do samochodu, zgwałcił i porzucił w lesie kiedy jeszcze żyła. Stał się podejrzanym gdy zarejestrowała go kamera w trakcie kupowania soli i spryskiwania nią samochodu aby pozbyć się śladów krwi. Po tym morderstwie czara goryczy u Japończyków się przelała i zaczęli protestować przeciwko obecności militarnej bazy USA na Okinawie.

poniedziałek, 25 lipca 2016

Masakra w Tsukui Yamauri Garden/ Ewa Tylman odnaleziona















Dwa niusy z rana. Wczoraj o godzinie 19.30 z Warty w Czerwonaku wyłowiono zwłoki zaginionej Ewy Tylman. Ciało było w stanie daleko posuniętego rozkładu, bardzo nabrzmiałe. Poznańska policja twierdzi że to zaginiona w nocy z 22 na 23 listopada 2015 roku Ewa, na co wskazują jej ubiór, buty, klucze do mieszkania oraz znalezione przy niej dokumenty (karta płatnicza z jej nazwiskiem). W zakładzie medycyny sądowej ma zostać przeprowadzona sekcja zwłok. Ciało Ewy mogło wypłynąć spod wody wskutek fal powstałych po przepłynięciu barek z wielotonowym ładunkiem na pokładach. Adam Z. wciąż przebywa w areszcie.

http://poznan.wyborcza.pl/poznan/1,36037,20453037,sledczy-nieoficjalnie-mamy-karte-klucze-i-torebke-ewy-tylman.html#TRNajCzytSST

Ostatnio nie ma dnia gdy nie dochodzi do jakiegoś zamachu terrorystycznego, brutalnego morderstwa czy masowego mordu. Tym razem niepokojące informacje dochodzą z Japonii. W placówce dla niepełnosprawnych Tsukui Yamauri Garden (prefektura Kanagawa, Sagamihara na zachód od Tokio) jej 26-letni eks-pracownik Satoshi Uematsu zabija nożem 19 osób niepełnosprawnych i rani 26+. Potem sam zgłasza się na policję mówiąc "Ja to zrobiłem. Niepełnosprawni muszą zniknąć." Przy sobie ma torbę z trzema nożami kuchennymi, jednym okrwawionym. Ubrany jest w czarną koszulkę i czarne spodnie. Mężczyzna został zwolniony z placówki w lutym i nie mógł się z tym pogodzić. Zabijał ofiary w wieku od 19 do 70 lat, zamordował nożem 9 kobiet i 10 mężczyzn. O godzinie 2.10 w nocy włamał się do budynku wybijając szybę w oknie, związał opiekunów, zabrał im klucze i zaczął krążyć po salach i pokojach z nożami dźgając niepełnosprawnych m.in. w szyje. Wyszło na jaw że Satoshi w lutym 2016 roku wysłał list do prawnika w Tokio, w którym chciał przedyskutować eliminację osób niepełnosprawnych w drodze eutanazji. W liście napisał między innymi "Marzę o świecie, w którym niepełnosprawni będą mogli umrzeć w spokoju. Zrealizuję plan bez krzywdzenia obsługi i zgłoszę się na policję po zabiciu niepełnosprawnych."

Japonia jest w miarę bezpiecznym krajem, ale czasem dochodzi tam do ataków nożowników. Przykładowo 8 czerwca 2001 roku 37-letni Mamoru Tokuma zabija kuchennym nożem 8 dzieci i rani 15 w szkole podstawowej Ikeda. Sprawcę powieszono w 2004 roku. Innym znanym przykładem ataku nożownika w Japonii jest tzw. masakra w Akihabara z 8 czerwca 2008 roku. 25-letni Tomohiro Katō wjechał ciężarówką Isuzu w tłum zabijając trzy osoby i raniąc dwie, po czym zadźgał sztyletem cztery osoby i zranił osiem. Katō obawiał się że zostanie zwolniony z pracy po sprzeczce ze współpracownikami. Narzekał też na brak dziewczyny, że jest ignorowany i nie ma przyjaciół. Został uznany za przypadek Hikikomori, czyli wycofania się ze społeczeństwa.

https://www.youtube.com/watch?time_continue=8&v=yywYfz0_ph0

W maju 2016 roku popowa gwiazda Mayu Tomita została dźgnięta nożem w szyję i klatkę piersiową przez 27-letniego psycho-fana Tomohiro Iwazaki, po tym jak odmówiła przyjęcia od niego upominku. Dziewczyna odzyskała przytomność po dwóch tygodniach. Iwazaki skarżył się że Tomita odsyłała mu upominki, które chciał jej dać np. zegarek.

Plan Satoshi Uematsu (tłumaczenie z angielskiego - fragmenty): "Zostanie zrealizowany w trakcie nocnej zmiany, gdy obsługi jest mało. Celem będą dwa ośrodki, w których rezyduje wiele osób niepełnosprawnych. Obsługa zostanie związana kablem, aby nie mogła się poruszyć i nawiązać z nikim kontaktu. Akt zostanie dokonany błyskawicznie i bez krzywdzenia obsługi. Po zabiciu 260 osób w obu ośrodkach zgłoszę się na policję."

I nikt tego listu nie potraktował poważnie???

http://www.japantoday.com/category/crime/view/letter-by-suspect-in-stabbing-rampage-carried-a-warning

Satoshi Uematsu w trakcie masowego mordowania działał na Twitterze (konto Satoshi). Jego ostatnia wiadomość z 26 lipca 2016 roku to "Niech zapanuje pokój na świecie. Piękna Japonia!!!"

http://www.asahi.com/ajw/articles/AJ201607260044.html

środa, 13 lipca 2016

Tomioka, Okuma, Namie i Futaba - miasta Fukushimy



















Fascynuje mnie miejski rozkład i post-apokliptyczny krajobraz opuszczenia. Malezyjskiemu eksploratorowi Keow Wee Loongowi udało się wślizgnąć pod osłoną nocy do strefy wykluczenia obejmującej obszar o średnicy 20 kilometrów wokół elektrowni jądrowej Fukushima Daiichi i zrobić te powyższe zdjęcia. Strefa wykluczenia obejmuje naprędce ewakuowane miasta Tomioka, Okuma, Namie i Futaba, w których czas się zatrzymał. Ewakuowani w liczbie około 150 000 osób nie mieli czasu na spakowanie się i zabranie ze sobą potrzebnych rzeczy. Pozostały po nich opuszczone domy, sklepy z filmami DVD, supermarkety z rozkładającą się żywnością, pralnie, butiki, dziesiątki samochodów na parkingach, etc. Loong znalazł na miejscu dużo kosztowności, a nawet złoto i pieniądze. Na miejscu wyczuwał zapach chemikaliów, miał wrażenie parzących oczu.

Wybrane zdjęcia Keow Wee Long, lipiec 2016.

EDIT: Wybuchła niemała afera z tymi zdjęciami. Japończycy zarzucili fotografowi kłamstwa, pozowanie dla sensacji i brak respektu. Rzeczywiście nie jest do końca prawdą że w Fukushimie nikt nie mieszka. Trwają tam prace rekonstrukcyjne, robotnicy pracują przy odbudowie. W rzeczywistości mieszkańcy Fukushimy nie mogą wrócić do swych miejsc zamieszkania dopóty dopóki nie zostaną ukończone prace rekonstrukcyjne. Przeczytałem też post innego fotografa Polaka Arkadiusza Podniesińskiego, który wizytował Fukushimę wiele razy i skrytykował Keow Wee Longa.

http://www.podniesinski.pl/portal/attention-seeking-kid-keow-wee-loong/

Warto przeczytać i samemu wyrobić sobie zdanie. Wygląda na to że Keow zrobił zdjęcia w otwartej dla wszystkich zielonej strefie i na drodze nr. 6 przechodzącej przez prefekturę, a potem wmówił mediom że zdjęcia zostały zrobione w strefie wykluczenia. Też dałem się na to nabrać. Bardzo nieładnie.

niedziela, 22 maja 2016

Marsz śmierci w górach Hakkoda



















Szukałem ostatnio informacji na temat zdarzeń podobnych do słynnej tragedii na przełęczy Diatłowa i znalazłem marsz śmierci w górach Hakkoda. Góry Hakkoda to masyw wulkaniczny na który składa się 14 stratowulkanów i kopuł lawowych. Wulkany północnej grupy Hakkoda są geologicznie młodsze, natomiast te z południowej starsze. 23 stycznia 1902 roku grupa 210 japońskich żołnierzy wcześniej stacjonująca w mieście Aomori wkroczyła w góry Hakkoda. Celem wojskowej misji było zimowe przejście przez masyw wulkaniczny na wypadek przyszłej wojny Japonii z Rosją. O godzinie 06.55 rano jednostka 210 mężczyzn wyruszyła z Aomori. Żołnierze mieli dotrzeć do gorącego źródła Tashiro w górach Hakkoda, czyli mieli do przejścia odległość 20 kilometrów. O godzinie 16.00 jednostka dotarła na wierzchołek Umatateba o wysokości 732 metrów. Stamtąd do Tashiro mieli tylko 4 kilometry, ale nagle w mężczyzn uderzyła gwałtowna śnieżna zamieć. 210 mężczyzn znalazło się w śmiertelnie mroźnej pułapce. Agonia jednostki trwała przez kilka dni. Żołnierze przebijali się przez zaspy śnieżne i walczyli z bezlitosną zamiecią. Zamarzali na północno-wschodnim zboczu masywu Hakkoda. Łącznie zamarzło 193 żołnierzy, kolejna szóstka zmarła w ciągu dwóch miesięcy od ocalenia. Jedynie 11 żołnierzom udało się przeżyć, ale wszystkim odcięto kończyny z powodu odmrożeń. 27 stycznia 1902 roku pierwszym odnalezionym przez ekipę poszukiwawczą żołnierzem stał się porucznik Fusanosuke Goto. Stał zagrzebany w śniegu. Po ocaleniu odcięto mu nogi i dłonie, ale przeżył marsz śmierci. Ostatniego ocalałego żołnierza odnaleziono 2 lutego, natomiast ostatnie ciało wydobyto ze śniegu 28 maja 1902 roku. Co znamienne, 25 stycznia 1902 roku w górach Hakkoda zarejestrowano najniższą temperaturę w historii japońskiej obserwacji meteorologicznej - minus 41 stopni Celsjusza.

Powolna śmierć w zimnie. Stare zdjęcia z marszu śmierci w górach Hakkoda mówią same za siebie. Zwłaszcza fotka przedstawiająca grupę zamarzniętych żołnierzy.

sobota, 19 września 2015

"Zekka" - kontrowersyjna autobiografia Seito Sakakibara

Japonia nie przestaje mnie zadziwiać. 10 czerwca 2015 roku do sprzedaży trafiła autobiografia Seito Sakakibara, czyli tzw. Chłopca A i z miejsca wzbudziła wiele kontrowersji. Dlaczego? Ano dlatego że pseudonim Seito Sakakibara (prawdziwe imię i nazwisko Shinichirou Azuma) to okrutny morderca dwójki dzieci w Kobe, który zasłynął naśladownictwem osławionego amerykańskiego Zodiaka. W "Zekko" Seito w dokładny sposób opisuje dwa makabryczne morderstwa oraz trzy ataki na dzieci, których się dopuścił. A wszystkiego tego dokonał w 1997 roku mając 14 lat. Już w wieku 12 lat Seito pastwi się nad kotami. Do szkoły przynosi noże. W marcu 1997 roku chłopiec atakuje i rani trzy uczennice. 16 marca zabija młotkiem 10-letnią Ayakę Yamashitę. Jednak to kolejne morderstwo tak naprawdę zwróci na niego uwagę i rozpocznie się podsycana przez media panika. 27 maja 1997 roku ucięta głowa 11-letniego ucznia szkoły specjalnej Juna Hase odnaleziona zostaje przy bramie do Tomogaoka Junior High School. W ustach zamordowanego chłopca Seito pozostawia napisaną czerwonym atramentem notkę "To początek gry. Spróbujcie mnie powstrzymać głupia policjo. Desperacko chce widzieć jak umierają ludzie. To dla mnie dreszczyk emocji popełnić morderstwo. Krwawa zemsta jest potrzebna za lata mojej goryczy." Na notce znajdują się też napisane po angielsku słowa "Szkolny morderca". Potem chłopiec wysyła do gazety Kobe Shinbun dwa listy, w tym ten drugi długi na 1400 słów, w których identyfikuje się jako Seito Sakakibara i grozi kolejnymi morderstwami. Zostaje aresztowany 28 czerwca 1997 roku jako podejrzany w sprawie morderstwa Juna Hase i szybko przyznaje się do winy. To, rzecz jasna, nie jedyna sprawa kryminalna w historii japońskiej kryminologii związana z nieletnimi sprawcami. 1 czerwca 2004 roku 11-latka ze szkoły podstawowej Okubo w Sasebo morduje nożem 12-latkę Satomi Mitarai w pustej sali lekcyjnej, po czym powraca na lekcję w zakrwawionych ciuchach. Powód morderstwa? Mitarai się z niej wyśmiewała. Sprawczyni była fanką animacji Adobe Flash "Red Room" oraz noweli/filmu "Battle Royale" (2000). Wróćmy jednak do sprawy Seito Sakakibara.

Seito Sakakibara wychodzi na wolność w styczniu 2005 roku. W wieku 32 lat publikuje autobiografię zatytułowaną "Zekko", która wywołuje skandal w Japonii. Seryjny kryminalista nie ma łatwo, jeśli chodzi o publikację książki. Tzw. Prawo Syna Sama nie pozwala mu czerpać profitów z nagłaśniania czynów kryminalnych, które popełnił. Jednak w Japonii znalazło się tokijskie wydawnictwo zwane Ohta, które wydało wspomnienia Seito Sakakibara "Zekka" (luźne tłumaczenie "Desperacka piosenka"). Oczywiście mimo krytyki książka okazała się w Japonii wydawniczym bestsellerem, choć rodziny ofiar czuły się pokrzywdzone, a księgarnie odmawiały jej wystawiania. Pierwsza partia 50 000 egzemplarzy rozeszła się błyskawicznie, dodruk zapewne też. Co ciekawe, rodzina Juna Hase otrzymała od wydawnictwa darmowy egzemplarz książki wraz z przeprosinami od mordercy ich syna. Nie do końca wiadomo czy Seito czerpie zyski ze sprzedaży książki, ale są w niej fragmenty, w których wykazuje skruchę. Prawda jest jednak taka że nikt nie pytał o zgodę na publikację książki rodzin zamordowanych dzieci. Seito Sakakibara nie jest jednak pierwszym japońskim kryminalistą, który opublikował autobiografię. Wcześniej zrobili to Tatsuya Ichihashi, który w 2007 roku zgwałcił i zamordował 22-letnią nauczycielkę z UK Lindsay Hawker oraz Tomohiro Kato, który w 2008 roku zamordował nożem siedem obcych osób w trakcie ataku szału na ulicy Akihabara w Tokio.

Podobno Seito założył własną stronę internetową, na której pisze o sobie i zamieszcza różne dziwne fotografie i rysunki. Link do niej poniżej:

http://www.sonzainotaerarenaitomeisa.biz/
http://www.sonzainotaerarenaitomeisa.biz/%E3%82%AE%E3%83%A3%E3%83%A9%E3%83%AA%E3%83%BC/

EDIT maj 2020: Jakiś czas temu dowiedziałem się iż tabloid Shūkan Post ujawnił personalia Seiko Sakakibara, czyli Shinichiro Azuma. Dowiedziałem się następujących rzeczy: Shinichiro Azuma mieszkał pod aliasem początkowo w Matsuyama, Shikoku, potem w 2011 roku przeprowadził się do kompleksu apartamentów w Hamamatsu, Shizuoka. W 2015 roku przeprowadził się do Adachi-ku, Tokio, następnie w 2018 roku wyprowadził się z Tokio i obecnie nie wiadomo gdzie przebywa. Podobno ma dziecko. Na zdj. Seito Sakakibara w wieku 33 lat.

wtorek, 10 marca 2015

Opuszczone miasta Fukushimy



















11 marca 2011 roku miała miejsce katastrofa w elektrowni atomowej Fukushima Daiichi będąca następstwem trzęsienia ziemi i tsunami Tōhoku w wyniku którego zginęło 15889 ludzi, a 2601 osób uznano za zaginione. Strefa zamknięta wokół elektrowni atomowej Fukushima Daiichi obejmuje obszar o powierzchni 800 km kwadratowych. Miasta widma opuszczone przez ich mieszkańców to Futaba, Okuba, Tomioka i Namie. Do Futaba mieszkańcy mogą przyjechać zaledwie na kilka godzin w miesiącu. Wszystkie te cztery miasta znajdują się w strefie zamkniętej. Z Namie ewakuowano 21 000 mieszkańców - strefa ewakuacji wokół Fukushimy wyniosła 32 km. Opuszczone domy, sklepy, ulice, zardzewiałe poprzewracane samochody, chwasty i trawa porastające rozpadliny w chodnikach i ulicach. Znaki ostrzegawcze informujące kierowców aby z powodu skażenia nie opuszczali pojazdów, nie otwierali okien i nie stykali się z tamtejszym powietrzem. Tysiące worków na śmieci położonych jedne na drugich i zawierających skażoną ziemię, gałęzie, krzaki oraz inne radioaktywne odpady. Post-apokliptyczny krajobraz zniszczenia i radioaktywnej kontaminacji. Do strefy zamkniętej mieszkańcy miast widm będą mogli wrócić najwcześniej w roku 2017 o ile nie później. Pytanie czy w ogóle zechcą tam wrócić. Rząd japoński bardzo by tego chciał, gdyż mógłby w ten sposób zaoszczędzić pieniądze.