Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 lipca 2025

Castle Party 2025 (fotorelacja)

                                                      























Tym razem moja relacja będzie skrótowa, gdyż nie pojawiłem się na całości tegorocznej edycji, ponieważ w zasadzie zastanawiałem się czy w ogóle się pojawiać. Jednakże udało mi się w ostatniej chwili wygrać karnet na Castle Party 2025, zatem podjąłem decyzję, by przyjechać na weekend. Nie miałem noclegu na polu namiotowym (namiotu nie chciało mi się brać, karimaty i materaca zresztą też), ani w prywatnej kwaterze, zatem tym razem postanowiłem po prostu przetrwać dwie noce na trwających do 4 rano setach DJ-skich,, a potem spacerowałem uliczkami, alejkami i parkami Bolkowa co pewien czas odpoczywając. W nocy z niedzieli na poniedziałek spędziłem też kilkanaście minut na cmentarzu komunalnym w Bolkowie. Festiwal Castle Party słynie z tego, że jest bezpieczny dla zgromadzonej tam publiczności i mogę to śmiało potwierdzić. W trakcie moich samotniczych wędrówek nic złego mi się nie przytrafiło, mimo że miałem przy sobie portfel, smartfona, aparat fotograficzny. A będąc zmęczonym łatwo utracić czujność. Z drugiej strony nyktofilia (fascynacja ciemnością, nocą, czerpanie przyjemności z mroku) nie powinna być subkulturze gotyckiej obca. 

Castle Party odznacza się wyjątkowo przyjazną i przyjemną atmosferą. To idealna wręcz impreza dla introwertyków, wszelkiej maści odszczepieńców i outsiderów. Kilku moich znajomych z kręgów dark independent nie pojawiło się na tegorocznej edycji, gdyż nie odpowiadał im w ich mniemaniu słaby lineup. Początkowo też nie byłem zachwycony, ale obecnie podchodzę do tego nieco inaczej. Castle Party od lat stawia na muzyczną różnorodność: dobrą muzykę znajdą tutaj zarówno wielbiciele metalu, jak i dark independent. A że zespoły się powtarzają? Cóż, trudno. Możliwości headlinerskie też powoli się kończą. Może pora na CP 2026 zaprosić np. Mareux, Twin Tribes czy The Young Gods? Może pora dać szansę występowi jakiejś cenionej kapeli funeral doom metalowej np. Shape of Despair (Finandia)? Albo postawić na azjatycką scenę gotycką (stylistyka Gothic Lolita), by jeszcze bardziej zdywersyfikować grono odbiorców i odbiorczyń festiwalu? No i rzecz jasna nie obraziłbym się na jakieś tematyczne wykłady czy seanse starych horrorów/cyberpunkowych dystopii w trakcie festiwalu. Jaki kierunek obiorą w przyszłości organizatorzy Castle Party? Nie wiem, na pewno nie da się wszystkich zadowolić. Tak na dobrą sprawę na Wave Gotik Treffen czy Amphi zespoły też notorycznie się powtarzają. 

Jakie zatem wrażenia pozostawiła po mnie tegoroczna edycja CP 2025? Jak najbardziej pozytywne. Z czwartku najbardziej żałowałem nieobecności na koncertach Darkways (Hiszpania) i Corpus Delicti (Francja), w piątek może Carpenter Brut (Francja). Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Barceloński Darkways mam nadzieję zobaczyć na żywo w poznańskiej Minodze 6 września br. Sobota chyba mi najbardziej odpowiadała pod kątem mojego muzycznego gustu, zatem tego dnia kursowałem jak szalony między sceną zamkową a parkową. Niektóre sobotnie koncerty widziałem w całości (Lovelorn Dolls, The Last Decade, Aux Animaux, Swallow the Sun, Psyclon Nine, Myrkur), inne fragmentarycznie (The Sweet Kill, Date at Midnight, Soror Dolorosa). Najagresywniej zaprezentowali się w sobotę Amerykanie z Psyclon Nine (dark electro/industrial/metal industrialny). Nero Bellum to niepozorny frontman, ale muzyka jego zespołu jest mroczna, brutalna, przesycona nihilizmem, antyreligijnością i przemocą (przy "Shoot to Kill" pod sceną był dość spory młyn). Melodyjny doom death metal Finów ze Swallow the Sun też czasem zabrzmiał dość mocno ("These Woods Breathe Evil", niemal death metalowy "Swallow (Horror Part.1", druga połowa "Cathedral Walls"). Cieszę się, że Finowie zaprezentowali "Stonewings", bo na koncercie klubowym Swallow the Sun w Poznaniu tego melancholijnego numeru zabrakło. Także z zamykającym sobotę koncertem Myrkur mam pozytywne wspomnienia. Amalie Bruun dysponuje bardzo pięknym i wyrazistym wokalem i wygląda na to, że była z występu na CP 2025 zadowolona. Zwolennicy post-punka, darkwave i gotyckiego rocka doskonale bawili się na świetnych gigach The Last Decade, Aux Animaux, Date at Midnight oraz Soror Dolorosa (załapałem się na pół godziny totalnie energicznego koncertu francuskiego tria, co za świetny występ, dziękuję za "Autumn Wounds" i "Beau Suicide"). Sobotni DJ-ski set też wspominam całkiem dobrze, gdyż poleciało sporo niemieckiego industrialu m.in. Die Krupps. Wytańczyłem się należycie i ruszyłem na kilkugodzinną włóczęgę. 

Niedziela przyniosła mi uczestnictwo w mniejszej liczbie koncertów. W zasadzie całkowicie odpuściłem scenę parkową i zostałem na zamku. Wcześniej jednak (mimo nieprzespanej nocy) wypiłem ze znajomym przez kilka godzin 5-6 piw. Dotarłem na zamek dopiero na wyborny koncert francuskich post-punkowców z Je T'amie. Pamiętam ich występ na małej scenie, a teraz Francuzi zadebiutowali na dużej (zamkowej). Totalnie zaraźliwa energia ich post-punka potrafi doprawdy zaczarować. Wyśmienity koncert dali także Belgowie z Ultra Sunn (EBM, darkwave, new beat), a nie mieli zbyt wiele czasu na przygotowanie. Gothminister z Norwegii - fajny teatralny goth metalowy gig; Antimatter z UK nie zawiedli, jeden z najlepszych koncertów CP 2025, doskonała atmosfera i muzyczny profesjonalizm. Niedzielę zakończyła Anja Huwe (ex-Xmal Deutschland) z całkiem eklektycznym i awangardowym występem z ciut położonym brzmieniem. Wiem, że dla wielu gotów i gotek niemiecki Xmal Deutschland był zespołem ważnym i cenionym, ale i tak odniosłem wrażenie, że frekwencja na finalnym niedzielnym gigu zamkowym nie była jakaś powalająca. 

Na sam koniec trochę muzyki obecnej na tegorocznej edycji CP:

https://centurymedia.bandcamp.com/album/songs-from-the-north-i-ii-iii

https://auxanimaux.bandcamp.com/album/body-horror

https://dateatmidnight.bandcamp.com/album/fading-into-this-grace

https://psyclonnine.bandcamp.com/album/and-then-oblivion

https://sorordolorosa.bandcamp.com/album/mond

https://thesweetkill.bandcamp.com/album/nowhere

https://xmaldeutschland.bandcamp.com/album/codes

Do zobaczenia (mam nadzieję) na Castle Party 2026. 

środa, 9 lipca 2025

Rites of Fall, Buzz Kull i Kontravoid 3 czerwca 2025 r. w Hydrozagdace (fotorelacja)

 




Fotorelacja zamieszczona z dużym opóźnieniem, ale musi się tutaj ukazać. Tym samym wracam tutaj do regularniejszego publikowania. 

Nie będę ukrywał, że był to jeden z bardziej wyczekiwanych przeze mnie w bieżącym roku koncertów. Ze stołeczną Hydrozagadką mam przynajmniej kilka unikalnych koncertowych wspomnień. Na przestrzeni lat widziałem w Hydrozagadce tak różnorodne stylistycznie zespoły i projekty jak chociażby Agalloch, Rome, Rope Sect, Final Gasp, Draconian czy Twin Tribes. Na pewno Hydrozagadka obok Voodoo Club jest moim ulubionym warszawskim klubem muzycznym, jeśli chodzi gigi bardziej undergroundowych, acz niezwykle inspirujących i lubianych przeze mnie wykonawców. Tym razem pojawiłem się w tym niebanalnym klubie zlokalizowanym na praskim podwórku przy ulicy 11 listopada po to, by zatopić się w brzmieniach eksperymentalno-elektronicznych, industrialnych, ciemnofalowo-post-punkowych i EBM, których bogatą paletę zapewniły Rites of Fall (Polska), Buzz Kull (Australia) i Kontravoid (USA). 

Rites of Fall z Warszawy to istniejący od 2017 roku projekt elektroniczny Bartka Kuszewskiego, z którym nie byłem wcześniej zaznajomiony. Na pewno zaskoczył mnie jego brawurowy eklektyzm, gdyż w trackie obcowania z elektroniczną muzyką Rites of Fall na żywo nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że ścierają się w nim jakże różnorodne wpływy industrialu, noisu, dark ambientu, dubu czy folka obficie zroszone mistycyzmem i gęstniejącym mrokiem. Bogactwo ambientowych tekstur, połamane linie melodyczne oraz kinowa atmosfera przypominająca nieśmiertelny "Perdition City" (2000) Norwegów z Ulver. W rzeczy samej mocna, niekiedy hałaśliwa, zniekształcona i odrealniona muzyka Rites of Fall stanowiłaby idealne tło do śmiałej, acz ostrożnej eksploracji opuszczonego i bezlitośnie pochłanianego przez roślinność kompleksu fabrycznego czy samotnej włóczęgi leśno-górskiej. Dark ambient i industrial często kojarzą mi się z miejską eksploracją (urban exploration), odnajdywaniem spokoju wśród samotnych ruin i malowniczego rozkładu, wkraczaniem w pustkę. Nie inaczej jest w przypadku niebanalnej i jakże niepokojącej elektroniki Rites of Fall. Subiektywnie polecam zapoznać się najpierw z albumem "Venoms" (2023), a potem z pozostałą dyskografią Rytuałów Upadku. A najbliższa okazja, by skonfrontować się z eksperymentalną muzyką Bartka Kruszewskiego to festiwal Castle Party 2025 (scena parkowa, 12 lipca br.)

Odsłuch: https://ritesoffall.bandcamp.com/album/venoms

Istniejący od 2012 roku, jednoosobowy projekt darkwave/post-punk Buzz Kull z Sydney, za którym stoi Marc Dwyer miałem okazję poznać z rekomendacji w drugiej połowie 2018 roku, w trakcie której na poważnie zacząłem chłonąć brzmienia post-punkowe, gotycko rockowe, ciemno i zimnofalowe. Pamiętam nawet pierwszą piosenkę Buzz Kull, jaką wówczas usłyszałem, a mianowicie melancholijną "We Were Lovers" z albumu "Chroma" (2017). Natomiast "Last in the Club" z albumu "Fascination" (2023) stał się swoistym 'hitem' gotyckich potańcówek, gdyż słyszałem ten chwytliwy numer bodaj dwukrotnie w trakcie DJ-skich setów. Warto zaakcentować, że Marc początkowo zaczął tworzyć muzykę pod pseudonimem Buzz Kull jako terapeutyczne remedium na bolesne rozstanie. Dostał jednak pozytywny feedback od otoczenia i tym samym jego kariera muzyczna trwa nadal. Cóż mogę zatem powiedzieć o występie Buzz Kull? Mimo raczej nieśmiałego charakteru Marc to istny wulkan energii na scenie. Pochłonięty muzyką, którą tworzy, zatracony w tańcu wśród pulsującego oświetlenia. Ogromnie się cieszę, że miałem przyjemność tego wieczoru usłyszeć "We Were Lovers", "Into the Void" czy "Last in the Club" - mimo swojego tanecznego charakteru muzyka Australijczyka jest delikatnie naznaczona mrokiem i melancholią. Jeśli zmagacie się z wewnętrznymi demonami i niezrozumieniem, to powinna przynieść wam jakże potrzebne ukojenie. 

Odsłuch: https://buzzkull.bandcamp.com/album/fascination

Z kolei za uformowany w 2012 roku Kontravoid odpowiada urodzony w Kanadzie, a mieszkający obecnie w Los Angeles Cameron Findlay, który często w teledyskach i w trakcie koncertów ukrywa swoje oblicze za upiorną halloweenową maską. Jednak w Warszawie wystąpił bez maski dając eksplodujący intensywną energią i totalnie immersyjny koncert. Pamiętam jakie wrażenie zrobił na mnie w ubiegłym roku animowany klip do singla "Reckoning" promujący ostatni album Kontravoid "Detachment" (2024). Totalne animowane gore w estetyce japońskiego anime, którego Cameron jest zresztą zagorzałym fanem. Artysta w ubiegłorocznym wywiadzie dla Back to Crunchyroll przyznał, że głównymi inspiracjami dla tego intensywnego i obrazoburczego teledysku były neonoirowe/cyberpunkowe anime "Wicked City" (1987) Yoshiaki Kawajiri oraz klipy Aphex Twin np. "Come to Daddy". Wśród innych ulubionych anime Cameron wymienia "Akira" (1988), "Neon Genesis Evangelion" (1995-96), "Ghost in the Shell" (1995) czy "Perfect Blue" (1997). Powróćmy jednak do koncertu Kontravoid, a było co chłonąć. Totalnie wciągająca, emanująca gwałtowną energią elektroniczna jazda bez trzymanki, przy której nie sposób było stać w bezruchu. I znowu ucieszyłem się, gdy Cameron zaprezentował zgromadzonej w Hydrozagadce publiczności wspomniany "Reckoning", huraganowy "Nitrous" czy "Death Shot". Rozentuzjazmowana publika nie miała dosyć żywiołowej i niekiedy wręcz brutalnej elektroniki Kontravoid i Cameron dał się wywołać na bis.

Odsłuch: https://kontravoid.bandcamp.com/album/detachment

Mocny animowany teledysk do "Reckoning":

https://www.youtube.com/watch?v=WT2ea9mFL2Y&pp=0gcJCfwAo7VqN5tD

Set-lista Buzz Kull: "New Kind of Cross", "Rise From Your Grave", "Into the Void", "Dancing with Machines", "Destination", "Avoiding the Light", "Man on the Beat", "Burn It to the Ground", "Fascination" i "Last in the Club". 

Set-lista Kontravoid: "Turn Away", "So It Seems", "For What It Is", "Sin Walker", "Death Shot", "Cost of Life", "Reckoning", "Nitorus", "How It Ends", "Undone" i "Too Deep".

piątek, 1 listopada 2024

Fragment Soul, Nailed to Obscurity i Draconian 31 października 2024 r. (fotorelacja)

                                                                  






Tym razem udało mi się wygrać dwuosobowe zaproszenie na warszawski koncert szwedzkich goth doom death metalowców z Draconian. Warszawska Hydrozagadka była pierwszym przystankiem Szwedów przy okazji trasy trzydziestolecia istnienia zespołu. Do Draconian wróciła po 10 latach przerwy ich długoletnia wokalistka Lisa Johansson, którą na świetnych skądinąd albumach "Sovran" (2015) i Under a Godless Veil" (2022) zastępowała pochodząca z RPA Heike Langhans (m.in. Ison). No i właśnie Draconian widziałem wcześniej na żywo dwukrotnie (2016 rok - Wrocław, Liverpool i 2019 rok - Warszawa, Progresja) z Heike na wokalu. Zatem ucieszyłem się, że będę mógł zobaczyć szwedzki zespół tym razem z Lisą udzielającą się wokalnie. Lubię Draconian z prostego powodu: oprócz gotyckich naleciałości jest w muzyce Szwedów sporo doom death metalowego ciężaru, poza tym ów dualizm w sferze wokalnej tzn. mocny growling Andersa Jacobssona i eteryczny damski śpiew Lisy/Heike fajnie ze sobą współgra kreując refleksyjny nastrój smutku i melancholii. Draconian to zdecydowanie jedna z 'gwiazd' wyśmiewanej w środowisku metalowym Napalm Records. Nadto gitarzysta Draconian, Johan Ericson ma wspaniały projekt funeral doom metalowy Doom: VS. "Dead Words Speak" z 2008 roku to tak potężny doom metalowy cios, że czapki z głów. Posłuchajcie sami: 

https://doomvs.bandcamp.com/album/dead-words-speak

Wróćmy jednak do halloweenowego koncertu w Hydrozagadce. Jako supporty Draconian wystąpiły Fragment Soul z Grecji oraz Nailed to Obscurity z Niemiec. Od razu przyznam, że twórczości obu tych zespołów w zasadzie w ogóle nie znałem. Na szybko i wyrywkowo odsłuchałem ich muzykę na kilka dni przed koncertem. Grecy grają przyjemny i melancholijny doom metal z czystymi wokalami, zarówno męskimi, jak i żeńskimi. Zagrali całkiem solidny koncert, ale jak dla mnie za mało było w ich występie doom metalowego miażdżenia. Niemniej jednak to interesujący młody zespół w stylu wczesnej Anathemy.  Myślę, że warto sprawdzić ich wysublimowany prog doom:

https://fragmentsoul.bandcamp.com/album/galois-paradox

Z kolei Niemcy z Nailed to Obscurity postawili na ciężar i agresję ze sporą dozą melodii, aczkolwiek jakoś mnie ich muzyka nie powaliła na kolana. Przynajmniej nie na tyle, abym leciał na ich stoisko z merchem i kupował płyty. Scenicznie zaprezentowali się doskonale, mnóstwo energii i generalnie profesjonalne obycie koncertowe. Jednak miałem wrażenie, że nie było w ich występie zbyt wiele melancholii, a tego oczekuje od doom death metalu, także tego melodyjnego z czystymi wokalami. Nie da się ukryć, że można usłyszeć w ich muzyce choćby inspirację Finami ze Swallow the Sun. Mimo wszystko zachęcam do odsłuchu:

https://nailedtoobscurity.bandcamp.com/album/black-frost

Set-lista: "King Delusion", "Clouded Frame", "Resonance", "The Aberrant Host", "Liquid Morning", "Protean", "Deadening" i "Road to Perdition".

Cóż mogę powiedzieć o koncercie Draconian? Po raz trzeci czuję się usatysfakcjonowany. Lisa wyraźnie tęskniła za śpiewaniem w zespole i z radością zasiliła szeregi zespołu. Ustawiłem się tuż przy scenie, by zrobić kilka zdjęć i tam już pozostałem. Draconian postawili na bardzo przekrojową i różnorodną set-listę prezentując chociażby "The Cry of Silence", "Morphine Cloud', "Death, Come Near Me", "Pale Tortured Blue" czy zagrany jako ostatni "The Sethian". Osobiście zabrakło mi np. "The Sacrificial Flame" czy "Elysian Night", ale nie można mieć wszystkiego. Muzycy są zdecydowanie w formie, ale zwracałem też uwagę na publiczność w moim otoczeniu. Pod sceną dominowały młode kobiety i bawiły się wybornie: w transie, widać było radość na ich twarzach, choć doom death Draconian wręcz kipi od smutku, rozczarowania, melancholii. Cieszy sam fakt, że zespoły doom death metalowe czasem grają koncerty w Polsce, w końcu doom metal to nie tylko stoner doom, sludge doom czy trad/heavy doom. Nadal jednak tytułem dygresji czekam na występy Shape of Despair czy Evoken w Polsce. Dodam jeszcze, że Anders wciąż growluje świetnie, a Lisa potrafi swoim śpiewem oczarować. 

Odsłuch:

https://www.youtube.com/watch?v=BDM9xKPJcTE

Set-lista: "The Cry of Silence", "Heavy Lies the Crown", "Deadlight", "Heaven Laid in Tears", "Morphine Cloud", "Bloodflower", "Night Visitor", "Earthbound", "Daylight Mystery", "Pale Tortured Blue", "Death, Come Near Me" i "The Sethian". 

niedziela, 20 października 2024

Lana Del Rabies, Kollaps i Pharmakon w Pawilonie 18 października 2024 roku (fotorelacja)

                                                                       






W piątek 18 października po raz pierwszy od wielu lat wybrałem się do poznańskiego Pawilonu, by zobaczyć nietypowy koncert. Dlaczego nietypowy? Z prostego powodu: występy noisowe, death industrialne i power electronics są w Polsce rzadkością (ominął mnie w tym roku chociażby lutowy występ Brighter Death Now w Łodzi). Cena biletu (60 zł) też była zachęcająca, gdyż koncerty zagranicznych wykonawców rzadko są obecnie sprzedawane poniżej 100 zł. 

Z tego względu fani agresywnego i mrocznego industrialu dopisali, wychwyciłem także obecność kilku osób z subkultury gotyckiej. Muzyka prezentowana przez wszystkich trzech wykonawców (Lana Del Rabies, Kollaps, Pharmakon, choć tak naprawdę Kollaps można nazwać pełnoprawnym zespołem) była brutalna, agresywna, transowa. Cóż, death industrial, power electronics i noise nie należą do najprzyjemniejszych dźwięków, chociaż Lana Del Rabies i Pharmakon to nadal nie poziom ekstremy Merzbow czy Masonna. Są to jednak coraz bardziej cenione artystki (obie z USA) w niszy mrocznego industrialu i noise'a. Podobało mi się że wszyscy muzycy (Lana Del Rabies, wokalista Kollaps, Pharmakon, czyli Margaret Chardiet) wychodzili do publiczności i tam wśród dźwięków industrialnego noisu wrzeszczeli, przepychali się z fanami. To nadawało wszystkim trzem występom jeszcze bardziej intymnego i mrocznego charakteru. Wokalista Kollaps Wade Black (wyglądający trochę jak młody Trent Reznor z Nine Inch Nails) ubliżał publiczności, a nawet na nią pluł. Totalna agresja i energia na scenie. 

Serio życzyłbym sobie więcej koncertów dark industrialu, dark ambientu i noisu w Pawilonie. Mam nadzieję, że w 2025 roku takowe się pojawią. Lana Del Rabies (jej ostatni album "Strega Beata" z 2023 roku jest zaskakująco delikatny i eklektyczny) napisała dziś na swoim IG, że koncert w Poznaniu był jej ulubionym. 

Odsłuch Lana Del Rabies, Kollaps i Pharmakon: 

https://deathbombarc.bandcamp.com/album/shadow-world

https://kollaps-noise.bandcamp.com/album/mechanical-christ

https://pharmakon.bandcamp.com/album/maggot-mass

środa, 16 października 2024

Thantifaxath, Five the Hierpohant i Inter Arma w Minodze 16 października 2024 roku (fotorelacja)

                                                                    






Od razu zaznaczę, że relacje koncertowe będą się pojawiać na tym blogu rzadziej i skupię się na nim głównie na brzmieniach metalowych (koncerty zahaczające o dark independent/goth będą pojawiały się na Darkultura, portalu i zinie, który współtworzę z przyjaciółkami od września 2024 roku). Zachęcam, aby tam czasem zaglądać. Jak dobrze pójdzie, to w grudniu ukaże się pierwszy numer drukowanego zina Darkultura. 

https://darkultura.com/

Inna sprawa, że na klubowe koncerty metalowe chodzę obecnie rzadko.

Cóż, najbardziej z wczorajszego składu zależało mi na zobaczeniu Thantifaxath, gdyż chaotyczny i oparty na dysonansach black metal Kanadyjczyków wywarł na mnie spore wrażenie w trakcie odsłuchu "Sacred White Noise" (2014) i "Hive Mind Narcosis" (2023). Generalnie anonimowi muzycy z Kanady tworzą black metal zwyrodniały, dezorientujący i wzbudzający niepokój, na myśl nasuwający takie zespoły jak Akhlys, The Axis of Perdition, Blut Aus Nord, Deathspell Omega czy Darkspace. Odziani w mnisie habity i kaptury Thantifaxath wypadli na żywo bardzo intensywnie i mrocznie. Mnóstwo technicznej precyzji, intrygujących zmian temp, namacalna atmosfera abstrakcji i obłędu. To był doprawdy niezwykły koncert i pierwszy ich występ w Polsce. 

Set-listy nie pamiętam, ale kojarzę, że zagrali "Solar Witch" czy "Surgical Utopian Love".

Odsłuch: https://darkdescentrecords.bandcamp.com/album/void-masquerading-as-matter

https://darkdescentrecords.bandcamp.com/album/hive-mind-narcosis

Five the Hierophant też mnie zaintrygował. To był najlżejszy koncert wczorajszego wieczoru, acz mocno transowy i kontemplacyjny. Psychodeliczny, relaksacyjny i w dużej mierze instrumentalny doom jazz inspirowany dark jazzem Bohren und der Club of Gore czy The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble. Miało się wrażenie hipnotycznego odpływania w trakcie koncertu brytyjsko-polskiego zespołu. Bogactwo instrumentarium, zapach kadzideł i bujający doom metalowy ciężar dopełniały całości tego muzycznego rytuału. Co ciekawe, w Five the Hierophant gra Geyron, gitarzysta i wokalista Witchmaster i eks-muzyk Profanum. 

Odsłuch: https://five-the-hierophant.bandcamp.com/album/through-aureate-void

Nie będę się przechwalał, że znam dyskografię Inter Arma, bo zespołu z USA słuchałem wybiórczo na kilka dni przed koncertem. Na pewno to dość eklektyczna i eksperymentalna mieszanina death metalowego miażdżenia a la Morbid Angel, sludge doom metalu, black metalu i post-metalu. Koncertowo było bardzo intensywnie, hałaśliwie, z bodaj dwoma spokojniejszymi instrumentalnymi przerywnikami. Zrobił na mnie wrażenie wokalista Mike Paparo, który nie wahał się wyjść do widowni i growlować w niewielkim tłumie. Na pewno muzyka Inter Arma jest psychodeliczna, nieszablonowa, chwilami okrutnie ciężka, kipiąca od różnorodnych pomysłów. Zresztą już po koncercie miałem wrażenie, że Amerykanie doskonale się na nim bawili. 

Odsłuch ostatniego albumu Inter Arma: https://interarma.bandcamp.com/album/new-heaven

Tyle na dzisiaj. Zdjęcia jak zwykle wyszły kiepsko.