Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Holandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Holandia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 stycznia 2024

Clan of Xymox w 2Progi 20 stycznia 2024 r. (fotorelacja)

                                                                 



Nie da się ukryć, że Holendrzy z Clan of Xymox są jednym z najregularniej koncertujących zespołów w Europie. I zawsze z niekłamaną przyjemnością chodzę na ich koncerty. Twórcy kultowego albumu z wytwórni 4AD "Medusa" (1985) po raz drugi zagrali w Poznaniu. Tym razem wystąpili na scenie klubu Progi. O tym jak popularny jest to w Polsce zespół niech świadczy fakt, że koncert został dość szybko wyprzedany. Melancholijny darkwave tego niezwykle zasłużonego dla sceny gotyckiej zespołu znam od wielu lat, choć nie za sprawą słynnych audycji Tomasza Beksińskiego, który przybliżył polskim słuchaczom takie zespoły jak np. Sisters of Mercy, Fields of the Nephilim czy właśnie Clan of Xymox. Holendrzy tak jak poprzednio w Bazylu postawili na przekrojową i rozbudowaną setlistę, w której znalazło się miejsce na takie koncertowe pewniaki jak np. "Louise", "Jasmine and the Rose", "Emily" czy "Muscoviet Mosquito". Muszę przyznać, że nadal czuć tutaj ogromny entuzjazm grania na żywo. Prezencja sceniczna Clan of Xymox jest znakomita, podobnie kontakt z rozentuzjazmowaną publicznością, która zjawiła się tłumnie w 2Progi. 

Swoją drogą uwielbiam fajny sposób prowadzenia fanpejdża Clan of Xymox na Facebooku. Zespół zawsze wrzuca przed koncertem mini-relację z danego miasta, w którym występuje (stołowanie się w restauracjach i knajpach, zwiedzanie reprezentacyjnych miejsc np. Starego Rynku czy Placu Wolności w Poznaniu).   

Warto wspomnieć o supporcie z Polski/UK, a mianowicie Chaos International - to całkiem przyzwoity, choć słabo znany jednoosobowy projekt minimal electro.

Tak czy owak, mam nadzieję, że to nie mój ostatni koncert Clan of Xymox (na pewno mój czwarty). 

Set-lista Holendrów: "Intro Vince & Love Got Lost", "No Tomorrow", "Innocent", "Your Kiss", "Jasmine and the Rose", "Louise", "Emily", "All I Ever Know", "Loneliness", "She", "A Day" plus zagrane na bis "Obsession", "Muscoviet Mosquito", "Michelle", "Backdoor" oraz "Stranger", "Spider on the Wall" i "Lovers". Łącznie 90 minut wybornej muzyki.

Szkoda, że poznański koncert Diary of Dreams 21 stycznia 2024 roku (także w 2Progi) nie doszedł do skutku z powodu zaniedbań organizatora Pink Hearts.

piątek, 10 listopada 2023

Krolok, Laster i Sigh w 2Progi w dniu 10 listopada 2023 r. (fotorelacja)

                                                      





Nie mogłem odpuścić tego koncertu, gdyż bardzo lubię japoński Sigh i uważam, że to jeden z najoryginalniejszych zespołów black metalowych jakie powstały. I zarazem istniejący od 1990 roku protoplasta azjatyckiego black metalu, który zwrócił na siebie uwagę (dzięki albumowi "Scorn Defeat" z 1993 roku) Euronymousa z Mayhem. Ja tak naprawdę zacząłem poznawać awangardowy black metal Sigh dopiero od rewelacyjnej płyty "Imaginary Sonicscapes" z 2001 roku, którą lata temu kupiłem na CD. Dopiero w późniejszym czasie poznałem wcześniejsze albumy i EP-ki Sigh jeszcze z lat 90-tych np. "Infidel Art" czy "Hail Horror Hail". 

Sigh supportowały Krolok (black metal, Słowacja) oraz Laster (Holandia, eksperymentalny black metal). Krolok zagrali jedynie 6 kawałków, ich black metal był najbardziej tradycyjny, ale odznaczał się dość specyficznym wampiryczno-transylwańskim klimatem. Nic zatem dziwnego, że wokalista Krolok występował w długim wampirycznym płaszczu a la hrabia Drakula. Black metal Słowaków nie stroni od klawiszowych pasaży i ciekawych aranżacji. 

Set-lista Krolok: "Flying Above Ancient Ruins", "At the End of the New Age", "Hunger of Her Eyes", "Unveled Subterranean Treasures", "Towards the Duskportals", "Your Soul Is Mine!"

Odsłuch: https://krolok.bandcamp.com/album/funeral-winds-crimson-sky

Z kolei trio Laster wystąpiło w dość upiornych i abstrakcyjnych humanoidalnych maskach. Oczywiście w black metalu i muzyce pochodnej nie jest to żadna nowość (Morowe, Mgła, Terra Tenebrosa, Imperial Triumphant, itd.) Jednak muszę przyznać, że eksperymentalny post-black metal Holendrów jest dziwny, niepokojący, jakby nie z tego świata, raczej depresyjny i hipnotyczny. Czyste i posępne wokale przeplatały się z ostrym i przeszywającym black metalowym wrzaskiem. Nic dziwnego, że zainteresowała się tym triem niemiecka Prophecy Productions. Wielowymiarowa, odrealniona i intrygująca muzyka, nie łatwa do zaszufladkowania. 

https://laster.bandcamp.com/album/andermans-mijne 

Koncert Sigh ogromnie przypadł mi do gustu, choć w składzie zabrakło Dr Mikakannibal. Nie da się ukryć, że Japończycy od wielu lat tworzą ekstremalnie awangardowy black metal z wpływami heavy, power i doom metalu, psychodelicznego rocka, ethno folka, funka, jazzu i cholera wie czego jeszcze. O ile Furia jest zespołem na wskroś rodzimym, polskim, o tyle Sigh jest na wskroś japoński. W dodatku samurajsko-etniczny image muzyków był absolutnie niesamowity! Uwagę na siebie zwracał szczególnie przebrany za samuraja i ociekający krwią gitarzysta Nozomu, z którym po zakończeniu koncertu zrobiłem sobie pamiątkową fotkę. Publiczność przyjęła Japończyków bardzo gorąco, z głośnymi owacjami i wcale się temu nie dziwię. Set-lista Sigh: "Kuroi Kage/ Touji No Asa", "The Transfiguration Fear", "Hail Horror Hail", "Shikigami", "Shingontachikawa", "Mayonaka No Kaii", "Satsui - Genshi no Ato", "Gundali", "A Victory of Daikini", "Ready for the Final War", "Corpsecry - Angelfall", "The Soul Grave" oraz zagrany na bis cover Venom "Black Metal".  

Odsłuch: https://peaceville.bandcamp.com/album/shiki

piątek, 17 marca 2023

Helleruin, Bodyfarm i Destroyer 666 w 2Progi, 16 marca 2023 roku (fotorelacja)

                                                           






Tym razem ograniczę opis relacji do minimum, niech zdjęcia przemówią za siebie. Dobrych koncertów w Polsce mamy obecnie zatrzęsienie, doprawdy jest w czym wybierać. Z przykrością odpuszczam chociażby warszawski koncert VNV Nation i Traitrs w Progresji 19 marca, bo wyjazd do Stolicy oznacza dodatkowe koszty finansowe, na które obecnie nie mogę sobie pozwolić. W zamian wczoraj udałem się po raz drugi do poznańskiego klubu 2Progi, by zobaczyć Helleruin (black metal z Holandii), Bodyfarm (death metal z Holandii) i Destroyer 666 (Australia, black thrash) na żywo. Na koncertach Australijczyków zawsze jest dzika metalowa zabawa i nie inaczej było tym razem. Totalne pogo pod sceną, wylewanie piwa na stojących obok ludzi, próby stagedivingu. Nic w tym dziwnego, gdyż black thrash Destroyer 666 to totalny energetyczny napierdol i można by rzec, że kwintesencja metalu. Co prawda ostatnia płyta Australijczyków "Never Surrender" (2022) wywołała pewne poruszenie w środowisku metalowym, gdyż jest przesycona heavy i speed metalowymi wpływami, by nie rzec chwytliwa, jednakże nadal emanuje dziką energią i maniakalną dynamiką, do której przyzwyczaił słuchaczy Destroyer 666. Koncertowo zespół K.K Warsluta to wciąż bezlitosny wilk rozrywający swoją zdobycz. 

Set-lista D 666: "Never Surrender", "Wildfire", "A Breed Apart", "I Am not Deceived", "I Am the Wargod (Ode to the Battle Slain", "Guillotine", "Sons of  Perdition", "Pitch Black Night", "Trialed by Fire", "Lone Wolf Winter", "Metal and Hell" (cover Kat), "Satanic Speed Metal", "Iron Fist".

Warto wspomnieć także w kilku zdaniach o Bodyfarm i Helleruin (oba zespoły z Holandii). Bodyfarm grają całkiem dobry death metal, przesycony mocarnym groovem, czasem zahaczający o doom death a la Runemagick czy Asphyx (zagrany wczoraj "The Swamp"). Przyznam się, że nie słyszałem wcześniej płyt tego zespołu, więc będę musiał nadrobić, bo koncertowo przekonali mnie do siebie. Natomiast ortodoksyjny black metal Helleruin, choć nader melodyjny jest także dość złowieszczy, zatem warto przyglądać się temu zespołowi. Choć w metalu ukierunkowany jestem ostatnio na doom metal, zwłaszcza doom death i funeral doom doceniam również młodsze stażem kapele death metalowe i black metalowe. Ważne, że wciąż powstają nowe zespoły muzyczne i każdy słuchacz w obrębie danego sub-gatunku muzycznego znajdzie coś dla siebie. Niestety doba trwa tylko 24 godziny, a ogrom dobrej różnorodnej muzyki przytłacza. Czasem łapię się na tym, że częściej słucham starszych materiałów, ale zawsze polecam także niektóre młodsze stażem kapele. Odsłuchy:

Destroyer 666:

https://www.youtube.com/watch?v=KQJEDR2G9M4

Helleruin:

https://helleruin6.bandcamp.com/album/war-upon-man-full-length-2021 

Bodyfarm:

https://edgedcircleproductions.bandcamp.com/album/ultimate-abomination

EDIT 21 marca: Organizatorzy z Knock Out Records poinformowali, że na jednym z ostatnich organizowanych przez nich koncertów (Destroyer 666 w Hydrozagadce?) doszło do aktu molestowania. Nie powinno być miejsca na takie przykre sytuacje, które nie dotyczą tylko i wyłącznie festiwali i koncertów metalowych. Nie chcę niepotrzebnie generalizować, ale czasem mam wrażenie, że subkultura metalowa nie jest szczególnie inkluzywna i przyjazna (również dla kobiet). Co prawda wzrasta świadomość problemu i potrzeba reagowania w takich sytuacjach, ale mentalność niektórych napalonych i pijanych gości na koncertach nadal się nie zmienia. Naczytałem się wielu kobiecych opisów przykrych sytuacji chamskiego nagabywania i molestowania, których kobiety doświadczyły na festiwalach i koncertach, choćby wtedy gdy przybyły/zostały same. Na koncercie każdy niezależnie od płci powinien czuć się bezpiecznie. A niektórzy mężczyźni bagatelizują, wypierają, wyśmiewają problem, bowiem nie potrafią się wczuć w sytuację kobiety, która doświadcza molestowania.

piątek, 6 maja 2022

Helleruin, Kampfar i Taake w Bazylu 5 maja 2022 roku (fotorelacja)

                                           






W trakcie drogi na niniejszy koncert złapała mnie koszmarna ulewa. Nie pomógł rozłożony parasol, wystarczyła chwila i byłem już dość mocno przemoczony. Schroniłem się w bramie kamienicy i starałem się rzęsisty deszcz przeczekać. Zaczęła mi się kołatać myśl czy nie odpuścić tego koncertu i po prostu nie wrócić do domu, tym bardziej, że biletu nie miałem wcześniej zakupionego. Taake widziałem na żywo (ogromnym fanem norweskich black metalowców nie jestem, choć to kapela na pewno zasłużona dla skandynawskiej sceny black metalowej), ale przyciągał mnie Kampfar, który bardzo lubię. W końcu przemogłem się i w deszczu przybyłem do Bazyla. 

Niestety przybyłem z opóźnieniem, zatem załapałem się jedynie na końcówkę występu holenderskich black metalowców z Helleruin. Na krótko przed koncertem przesłuchałem w całości album "War Upon Man" (2021) i muszę przyznać, że był całkiem dobry. Agresywny, acz dość melodyjny black metal, który wprawnie kreuje złowieszczą i chłodną atmosferę. Koncert Holendrów (z tego co zdążyłem zobaczyć) był całkiem energiczny, intensywny. No nic, dla zachęty posłuchajcie Helleruin:

https://helleruin6.bandcamp.com/album/war-upon-man

Intensywnie było także na następnych koncertach. Kampfar absolutnie mnie nie zawiedli. Podobnie jak Taake ta norweska kapela jest dość mocno zasłużona, jeśli chodzi o skandynawską scenę black metalową. I słynie z mocnych, wyrazistych koncertów. Kampfar jako zespół także ewoluowali muzycznie: od mocno osadzonego w nordyckiej mitologii folk/pagan black metalu po mroczniejsze brzmienia progresywno black metalowe, jakimi zespół szczyci się obecnie (począwszy od albumu "Mare" z 2011 roku). Ilekroć słucham Kampfar to mam skojarzenia z Enslaved i Hades Almighty. Koncert Norwedzy dali świetny, intensywny, wciągający. Radością napawa mnie fakt, że mogłem Kampfar zobaczyć na scenie, choć w tej chwili nie jestem pewien, czy był to mój 'pierwszy raz' z ich muzyką na żywo. Mnóstwo koncertów sprzed wielu lat, w których uczestniczyłem zatarło mi się w pamięci. Set-lista Kampfar: "Our Hounds, Our Legion", "Troll, Dod Og Trolldom", "Ophidian", "Swarm Norvegicus", "Urkraft", "Mylder", "Tornekratt", "Det Sorte". 

Natomiast koncert Taake, choć też intensywny trochę mnie znużył, ale chyba wynikało to z rosnącego zmęczenia. Niemniej podoba mi się upiorna prezencja sceniczna Hoesta, w tym jego wampiryczna peleryna a la Nosferatu. Zgromadzona w Bazylu publiczność przyjęła występ Taake bardzo żywiołowo. Widziałem też pod sceną sporo młodych ludzi, którzy zapewne dość niedawno zaczęli swoją przygodę z black metalem. Tak trzymać. Mam jednak nadzieję, że owi młodsi wiekiem fani wciąż będą kupować płyty ulubionych zespołów, a nie tylko słuchać ich np. na Spotify. Set-lista: "Nordbundet", "Du ville ville Westland", "Fra Vadested til Vandesmeed", "Orkan", "Doedsjarl", "Havet i huset", "Helvetesmakt", "Dei vil alltid klaga og kyta", "Hordalands Doedskvad 1" i "Myr".

Na koniec poruszę jeszcze jedną kwestię. W związku z wciąż trwającą pandemią i narastającą inflacją ceny biletów na koncerty, ale także merchu (ciuchów, płyt CD) rosną. Przykładowo kiedyś byłem w stanie nabyć płytę zespołu za 50 zł czy bluzę ulubionego zespołu w podobnej cenie, teraz normą są płyty CD za 70-80 zł sprzedawane na merchu. Drożyzna dotyka niestety także sfery koncertowej, w związku z tym chodzę na koncerty rzadziej i kupuję merch zespołów mniej regularnie, ale nadal kupuję. Nie będę z tego powodu narzekał (muzyka kosztuje i powinna kosztować, muzycy mają na niej zarabiać, a koronawirus na długi czas praktycznie unicestwił trasy koncertowe i ich organizację), ale widać jak wiele zmieniło się w sferze muzyczno-koncertowej dzięki pandemii Covid19 i inflacji, którą przyniosła. Osobna kwestia to odgórna likwidacja stoisk z płytami CD choćby w Media Markcie. Czyżbyśmy w dobie Spotify i bandcampa zmierzali powoli i systematycznie ku zmierzchowi tego fizycznego nośnika?

Odsłuch na dzisiaj to "HyperViolent" (2022) Hocico - płyta mocno zróżnicowana i długa, być może nieco przekombinowana, jednak warto poświęcić jej trochę uwagi. Znalazł się na niej oprócz coveru Ministry nawet kawałek industrial metalowy "Crown of Knives".

https://hocico666.bandcamp.com/

niedziela, 1 maja 2022

Clan of Xymox w Bazylu 30 kwietnia 2022 roku (fotorelacja)

                                                            




30 kwietnia 2022 roku holenderscy weterani melancholijnego darkwave'u po raz pierwszy (wreszcie) zagrali w Poznaniu. Lubię ten istniejący od 1981 roku zespół zdając sobie sprawę, że formacja ta tworzyła podwaliny sceny darkwave. To zatem zespół równie ważny dla subkultury gotyckiej jak np. Joy Dvision, Bauhaus, Sisters of Mercy, The Cure czy Fields of the Nephilim. Clan of Xymox, Sisters i Fields prezentował w swoich audycjach nieodżałowany Tomasz Beksiński, ale mnie te audycje ominęły z dwóch zasadniczych powodów: zbyt młody wiek oraz rodzące się wówczas we mnie zainteresowanie sceną metalową, a nie szeroko pojętą muzyką gotycką. Rock gotycki, post-punk, darkwave, coldwave czy EBM poszerzały moje horyzonty muzyczne stopniowo, a tak na dobre wsiąknąłem w ten klimat ledwie kilka lat temu. I już nie ma odwrotu. Moja uwielbienie do sceny gotyckiej rośnie coraz intensywniej, przez co mniej obecnie skupiam się na muzyce metalowej, która jeszcze kilkanaście lat temu miała u mnie priorytet. 

Generalnie koncert Clan of Xymox w poznańskim Bazylu został szybko wyprzedany, zatem nie udało mi się w porę nabyć biletu. Z pomocą przyszedł znajomy, który odsprzedał mi jeden bilet (podziękowania dla Mariusza). Support w zasadzie mnie ominął, gdyż spędziłem czas jego występu na pogaduszkach na świeżym powietrzu. Natomiast Clan of Xymox zaczęli grać koło 21.30, a zakończyli krótko po 23 prezentując aż sześć piosenek rozłożonych na dwa bisy. Setlista była zdecydowanie przekrojowa, a z ostatniego pandemicznego albumu "Limbo" Holendrzy zaprezentowali na żywo jedynie "Lockdown". I choć widziałem Clan of Xymox już poprzednio na żywo (choćby na festiwalu Castle Party) to nadal jestem pod wrażeniem jaką radość grania Holendrzy czerpią z występów na żywo. A koncertują często i obficie. Doskonały kontakt z publicznością oraz brak wypalenia artystycznego - to są wciąż atuty Clan of Xymox, zespołu, który trwale wpisał się już w historię szeroko pojętej muzyki gotyckiej. Set-lista wczorajszego wieczoru: "Stranger", "Your Kiss", "Jasmine and Rose", "Louise", "Emily", "All I Ever Know", "Lovers", "Loneliness", "She", "Lockdown", "There Is No Tomorrow" + bisy "Spider on the Wall", "In Love We Trust", "A Day", "Obsession", "Muscoviet Mosquito", "Hail Mary". Kolejny koncert Clan of Xymox w Krakowie jakoś po wakacjach.

Natomiast cieszy mnie obecność Nitzer Ebb jako jednego z headlinerów tegorocznej edycji Castle Party, gdyż ominął mnie ich koncert w Warszawie.

Rekomendacja muzyczna na dziś to przepiękny i niezwykły funeral doom od Australijczyków z Mournful Congregation. Nowa EP-ka "The Exuviae of Gods" (2022). Co za wspaniałe i melancholijne partie gitar. Jestem fanem pogrzebowego doom metalu Mournful Congregation od wielu lat.

https://www.youtube.com/watch?v=zmlg_vpr7Y0

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Clan of Xymox we wrocławskim A2, 24.01.2020 (fotorelacja)



















Pierwszy post koncertowy 2020 roku. 24 stycznia udałem się do Wrocławia, by zobaczyć po raz drugi holenderskich weteranów electro darkwave/gotyckiego rocka Clan of Xymox na scenie A2. Skrótowo koncert blisko dwugodzinny, żwawy, zagrany z werwą, bardzo przekrojowy. Po raz pierwszy zespół zagrał nowy kawałek singlowy (premiera bodaj 14 lutego). Set-lista obszerna i z różnych albumów Clan of Xymox, takie swoiste the best of zespołu, m.in. "Emily", "Jasmine and the Rose", "Hail Mary", "Cry in the Wind", "Muscoviet Musquito", "Louise", "Leave Me Be", "Loneliness", "Farewell", itd. Udało mi się dorwać na CD ich najsłynniejszy album "Medusa" (1986) - wydanie 4AD, raczej już trudno dostępne.

piątek, 10 maja 2019

Thijs H. - morderca właścicieli psów z Holandii?



















Zerkając na statystyki tego bloga najczęściej czytane były moje teksty o morderstwach, samobójstwach, zniknięciach i zagadkowych zgonach. Myślę że co pewien czas będę wracał do takiej tematyki, choć po prostu brakuje mi czasu, by częściej aktualizować tego bloga. Tym razem świeża sprawa kryminalna z Holandii, która mnie zaintrygowała 'nietypowym' doborem ofiar mordercy. Co o niej do tej pory wiemy?

W sobotę 4 maja 56-letnia Japonka wychodzi ze swojego domu w Scheveningen pomiędzy 14.30 a 15.00 po południu. Codziennie wyprowadza swoje dwa psy: jeden z nich (czarny labrador) jest niepełnosprawny i potrzebuje chodzika. O godzinie 15.40 na zwłoki kobiety natyka się przechodzień. Leżą w krzakach w Galgenpad, ciała pilnują oba psy. Morderca dopadł ofiarę i zadźgał.

W poniedziałek na terenie wrzosowisk w Brunssummerheide, Limburg odnalezione zostają zwłoki dwóch innych osób wyprowadzających psy: 68-letniego mężczyzny i 63-letniej kobiety. Oba ciała z ranami kłutymi na ciele znajdują się blisko siebie, w pobliżu obu krążą psy zamordowanych zabrane potem przez psi ambulans.

Holenderska policja rozpoczyna poszukiwania osoby podejrzanej. W środę wieczorem w Limburgu zatrzymany zostaje 27-letni student Thijs H. Wcześniej policja ostrzega przed potencjalnym sprawcą 'w mentalnie niestabilnym stanie'. 27-latek mieszka w Hadze, studiował antropologię kulturową na Uniwersytecie w Leiden, posiada dyplom ukończenia ekologii przemysłowej z Uniwersytetu Delft. Podejrzany Thijs H. może kontaktować się jedynie ze swoim adwokatem. Koledzy ze studiów opisują go jako inteligentnego i uprzejmego, ale posępnego i smutnego człowieka. Młoda kobieta opisała jak Thijs H. szedł za nią gdy spacerowała z psem na wrzosowisku Brunssummerheide (na zdjęciu). Zaniepokoiła się gdyż nie prowadził ze sobą psia, miał dziwne spojrzenie i niepokojący śmiech. Inny świadek naoczny z Limburga opowiedział że Thijs H. po prostu stał z rękoma w kieszeniach i rozglądał się wokół siebie.

Przypomina mi się głośna sprawa kryminalna z Katowic z 9 listopada 2016 roku. 62-letnia kobieta Danuta B. ginie zamordowana w parku Kościuszki 20 minut po wyjściu na spacer z psem. Morderca zamordował ją nożem, o czym świadczyły rany kłute i podcięte gardło. Śledztwo umorzono wskutek niewykrycia przypadkowego sprawcy. Analogia nasuwa się sama.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Are All Men Pedophiles?/ Czy mężczyźni to pedofile? (2012) - recenzja

Pamiętam, że ominął mnie ów holenderski dokument na Transatlantyku 2013, zatem postanowiłem obejrzeć go dopiero teraz. Pomimo kontrowersyjnego tytułu otrzymałem interesujący film dokumentalny, który stawia niewygodne pytania i skłania do refleksji po seansie. Tytuł "Are All Men Pedophiles?" jest celowo prowokacyjny, gdyż ogólna definicja pedofilii w zachodnich mediach jest zbyt szeroka i tym samym stwarza pole do wielu nadużyć. Chodzi o pociąg seksualny wobec osób (zarówno dziewcząt, jak i chłopców), które nie ukończyły jeszcze 18 lat. Posługując się taką definicją za pedofilów można uznać wszystkich mężczyzn, dla których dziewczęta po osiągnięciu wieku dojrzałości stają się seksualnie atrakcyjne. Nadto pod tą definicję można też podpiąć chłopców czy dziewczęta, a także liczne kobiety. Według reżysera filmu Jana-Willema Breure'a należy posługiwać się węższą kliniczną definicją pedofilii, a mianowicie odróżnić: 1) infantofilię - pociąg seksualny do dzieci w wieku do 3-5 lat, 2) pedofilię - pociąg seksualny do dzieci przed okresem pokwitania i, 3) efebofilię - pociąg seksualny do osób w wieku od 15 do 19 lat. Występuje też podział na pedofilów ekskluzywnych (pociąg seksualny wyłącznie do dzieci) i nie-ekskluzywnych (pociąg seksualny zarówno do dzieci, jak i do osób dorosłych).

"Are All Men Pedophiles?" pokazuje histerię na punkcie pedofilii w świecie zachodnim właśnie dzięki używaniu w prasie szerokiej definicji. W takim wypadku rzeczywiście każdy mężczyzna po ukończeniu 18 roku życia i osiągnięciu dorosłości, któremu podobają się młodsze od niego osoby (np. dziewczęta w wieku 15-17 lat) może zostać uznany za pedofila. W filmie nie zabrakło nawiązań do praktykowanej w antycznej Grecji i Rzymie pederastii, a także szerzenia się pedofilii za murami Kościołów spowodowanej przez wprowadzenie celibatu. Pojawiają się także przygnębiające wywiady: 1) z dziewczyną, która w dzieciństwie była gwałcona przez ojca i sąsiada, 2) z męskim, a także z żeńskim pedofilem. Dobrze, że Jan-Willem Breure zauważa zazwyczaj marginalizowane przez mass-media zjawisko żeńskiej pedofilii, tudzież efebofilii. Marginalizowane, gdyż ofiary płci męskiej rzadko zgłaszają gwałt czy molestowanie seksualne. Inna sprawa, że kobiety postrzega się jako opiekuńcze wobec dzieci, niezdolne do wyrządzenia im krzywdy. I nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o płomienny 'romans', który nauczycielka nawiązała ze swoim młodszym o kilka lat uczniem. Stosowanie medialnej i w związku z tym popularnej (a nie klinicznej) definicji pedofilii w środkach masowego przekazu doprowadza do smutnych absurdów: 1) mężczyźni unikają pracy jako nauczyciele czy opiekunowie w obawie o to, że zostaną uznani za pedofilów, 2) chłopak, który otrzyma od nieletniej nagie zdjęcie (tzw. sexting) trafia do więzienia jako winny rozpowszechniania dziecięcej pornografii - tak naprawdę niezależnie od tego, czy to on zdjęcie otrzymał czy je wysyłał, kobiety zazwyczaj unikają analogicznej kary. "Are All Men Pedophiles?" wspomina także o nadmiernej seksualizacji dziewcząt w wieku 12-19 lat w świecie mody, gdzie pozowane zdjęcia młodziutkich modelek są uznawane jako przejaw artystycznego wyrazu. Czyli z jednej strony mamy do czynienia z branżą artystyczną (moda, muzyka młodzieżowa, także kino adresowane do nastolatków), która fetyszyzuje młodość, jędrność, gładkość skóry, a z drugiej pojawia się owo natrętne pytanie: czy wszyscy mężczyźni są pedofilami?

Czy zatem właściwe jest gdy mężczyzna w wieku 24 lat uprawia seks z 16-latką za jej zgodą? A co by było gdyby jego wiek podnieść do 33 albo 44 lat? Czy efebofilię czyli pociąg seksualny do dziewcząt po okresie fizycznego dojrzewania należy piętnować? Moim zdaniem nie, gdyż nastolatki w tym wieku są już częstokroć aktywne seksualnie. Trudno nie zgodzić się również z tezą, że fraza "teen sex" (seks nastolatków) jest obecnie najczęściej wyszukiwaną frazą jeśli chodzi o sieciową pornografię. To biznes za którym stoją kolosalne pieniądze. Granica między pedofilią a efebofilią w wielu przypadkach zdaje się zacierać. Reasumując, subtelny i skłaniający do refleksji film dokumentalny po który warto sięgnąć.

czwartek, 14 listopada 2013

Ofiara morderstwa na Google Maps




























Ot, makabryczna ciekawostka z USA. Z całą pewnością link ów zostanie prędzej czy później usunięty, ale szczerze mówiąc po raz pierwszy się z czymś takim spotykam. W pobliżu linii kolejowej Sanford Avenue miasta Richmond leży trup, prawdopodobnie ofiara morderstwa. Niedaleko stoi radiowóz policyjny. Albo policjanci przybyli na miejsce przestępstwa, by zebrać dowody albo sami ustrzelili przestępcę. Richmond jest jednym z najbardziej niebezpiecznych i kryminogennych miast w USA. Pomiędzy lutym a październikiem 2009 roku 6 osób zostało zamordowanych w pobliżu tych właśnie torów m.in. 14-letni Kevin Barrera. Być może to któraś z tych ofiar.

Link: https://maps.google.com/maps?hl=en&ll=37.951694,-122.360435&spn=0.000447,0.00066&t=k&z=21

Ciekawostką jest też inny kadr z Google Maps, który histerycznie wzięto za miejsce zbrodni (rzekome ślady krwi na molu w Holandii prowadzące do trupa). Faktycznie przedstawiał on jednak zabawę właściciela z psem w aportowanie.

UPDATE: Ofiarą morderstwa okazał się 14-letni Kevin Barrera zastrzelony nocą 14 sierpnia 2009 roku. Ojciec nastolatka Jose Barrera prosi Google Earth o usunięcie zdjęcia, na co gigant przystał i ma zamienić obraz satelitarny. Firma nigdy wcześniej czegoś takiego nie zrobiła. Morderstwo do tej pory nie zostało rozwiązane. 

wtorek, 15 października 2013

Przegrana wirusologa Rona Fouchiera (sprawa H5N1)



















Znowu będzie o zabójczych wirusach. Swego czasu śledziłem odkrycia tego  wirusologa z Erasmus Medical Center w Rotterdamie. 21 czerwca 2012 roku artykuł Fouchiera dotyczący zwiększenia wirulencji wirusa ptasiej grypy H5N1 ukazał się w prestiżowym "Science". Wystarczy co najmniej 5 mutacji, aby wirus przechodził z fretki na fretkę drogą kropelkową. 25 września 2013 roku sąd w Haarlem uznał, że Ron Fouchier przed publikacją owej kontrowersyjnej pracy powinien uzyskać oficjalną zgodę władz w formie eksportowej licencji. Drugi sporny artykuł dotyczył prawdopodobieństwa spontanicznego pojawienia się zmutowanego wirusa H5N1 w przyrodzie. Holenderskie władze wystraszyły się dokonań naukowca, które mogłyby wpaść w ręce potencjalnych bioterrorystów i posłużyć jako biologiczna broń masowej zagłady. Zatem przyszłe badania nad transmisją H5N1 i kolejnym letalnym szczepem H7N9, który pojawił się tego lata we Wschodnich Chinach będą wymagały zgody władz. Fouchier stwierdził, że rząd ingeruje w wolność akademicką, co nie jest dalekie od prawdy. Wirusolog i jego uczelnia Erasmus MC mają 6 tygodni na wniesienie odwołania do Sądu Apelacyjnego w Amsterdamie. Mamy tutaj do czynienia z fundamentalnym atakiem na wolność naukowej wypowiedzi.

O co bliżej chodzi? Pozwolę sobie zamieścić tutaj mój stary opublikowany w lipcu 2012 roku artykuł odnośnie pracy Rona Fouchiera i jego zespołu. Kontrowersyjna praca Rona Fouchiera udowodniła, iż wirus H5N1 może rozprzestrzeniać się drogą kropelkową. Fouchier i jego grupa badawcza stworzyli groźny szczep, który zarażał fretki (modelowe zwierzęta laboratoryjne) rozprzestrzeniając się w powietrzu. Po raz pierwszy wyizolowany w Hong Kongu w 1997 roku niezwykle patogenny wirus H5N1 przyczynił się do śmierci 300 z 600 zarażonych do tej pory osób. Lecz aby się nim zarazić potrzeba bezpośredniego kontaktu z zainfekowanym ptakiem bądź człowiekiem. Od kilku miesięcy wiadomo, że wirus potrafi wyewoluować na drodze eksperymentalnej, co wzbudziło wśród środowiska medycznego uzasadnione obawy przed wybuchem globalnej pandemii oraz potencjalną możliwością bioterroryzmu.

Fouchier wraz ze swoją grupą badawczą wyizolował szczep wirusa z Indonezji (2005 rok), po czym go genetycznie zmodyfikował dodając trzy mutacje. Pierwsze dwie, Q222L i G224S, zmieniły gen hemaglutyniny (HA) w taki sposób, że jego białko zaczęło wykazywać preferencję przywierania do receptorów typu ludzkiego, a nie do tych zawartych w komórkach ptasich. Trzecia modyfikacja (E627K) zmieniła gen PB2, który bierze udział w kopiowaniu materiału genetycznego wirusa powodując tym samym jego bardziej sprawną replikację. Tak zmodyfikowany szczep H5N1 naukowcy wstrzyknęli do nosów fretek, po czym codziennie przez cztery dni zbierali próbki. Po 10 rundach zmutowany wirus rozprzestrzeniał się w powietrzu infekując fretki znajdujące się w oddzielnych klatkach. Do trzech mutacji Fouchiera doszły dwie kolejne: w genie hemaglutyniny (HA), a mianowicie T156A oddziaływający na wiązania receptora oraz H103Y stabilizujący białko. Pomimo zainfekowania zmutowanym szczepem wirusa fretki nie umarły, co może wskazywać, iż wysoce wirulentny szczep stał się mniej zabójczy.

Publikacja Fouchiera dotycząca zwiększenia wirulencji wirusa ptasiej grypy wywołała liczne obawy dotyczące przede wszystkim wykorzystania 'przepisu' eksperymentu przez bioterrorystów, przypadkowego wydostania się zmutowanego szczepu na zewnątrz pilnie strzeżonego laboratorium i doprowadzenia do wybuchu pandemii czy wreszcie spowodowania infekcji wewnątrz budynku na skutek wypadku przy pracy. Do tej pory H5N1 wymagał do zarażenia bezpośredniego kontaktu z zainfekowanym zwierzęciem bądź człowiekiem, niemniej szacuje się, iż w przypadku wirusa ptasiej grypy śmiertelność sięga od 60 do 80%. Istnieje hipotetyczna możliwość bioterroru, o czym świadczy chociażby 'Amerithrax'. Jesienią 2001 roku tajemniczy seryjny morderca wysłał do siedzib kilku koncernów medialnych i do biur dwóch senatorów listy zawierające niewielkie ilości sproszkowanych przetrwalników wąglika. W następstwie 'Amerithrax' umarło pięć osób, natomiast siedemnaście ciężko zachorowało. W połowie 2008 roku obiektem zainteresowania FBI stał się mikrobiolog Bruce Edward Ivins, który dowiedziawszy się o szykowanym przeciwko niemu oskarżeniu popełnił samobójstwo zażywając nadmierną ilość leków. Ivins pracował w Instytucie Badań Medycznych nad Chorobami Zakaźnymi Armii Stanów Zjednoczonych (USAMRIID) w Fort Detrick w stanie Maryland, skąd prawdopodobnie pochodził użyty do aktów biologicznego terroru szczep wąglika. I choć obecne badania nad H5N1 trwały na tzw. trzecim poziomie bezpieczeństwa biologicznego (Biosafety Level Three) ich rezultatem był wysoce zjadliwy genetycznie zmodyfikowany szczep bardziej odpowiedni dla Biosafety Level 4.

Ron Fouchier nie był jedynym wirusologiem, który przeprowadził kontrowersyjne eksperymenty z wirusem H5N1. 2 maja 2012 roku w "Nature" ukazała się praca japońskiego wirusologa Yoshihiro Kawaoki z Uniwersytetu Wisconsin–Madison, który stworzył wirusa-hybrydę dwóch szczepów H5N1 oraz H1N1 (odpowiedzialnego za wybuch pandemii w 2009 roku).

Linki do obu artykułów w języku angielskim:

"Nature" (Yoshihiro Kawaoka i in.)

http://www.nature.com/nature/journal/v486/n740/full/nature10831.html

"Science" (Ron Fouchier i in.)

http://www.sciencemag.org/content/336/6088/1534.full

Szczep wirusa ptasiej grypy H7N9 według grupy uznanych chińskich wirusologów, epidemiologów i mikrobiologów może przenosić się między ludźmi. Chodzi o transmisję wirusa pomiędzy 60-letnim ojcem a 32-letnią córką - obie osoby po pewnym czasie zmarły. To bardzo rzadki przypadek. Epidemia H7N9 wybuchła w marcu 2013 roku. Zarażone zostały 132 osoby, 43 umarły. Wygląda na to, że szczep H7N9 jest jednym z najbardziej letalnych wirusów ptasiej grypy. Jego źródłem były fermy żywego drobiu w Zheijang wzdłuż wybrzeża.

Więcej tutaj: http://www.bmj.com/content/347/bmj.f4752#ref-6