Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jezioro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jezioro. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 grudnia 2016

Poznańskie szachty (glinianki) oraz opuszczona cegielnia Kotowo



















Dziś mroźnym porankiem w ramach ostatniej wyprawy urbexowej w 2016 roku wybrałem się nad poznańskie glinianki (wyrobiska górnicze po odkrywkowej eksploatacji gliny, inaczej szachty, stawy powyrobiskowe), aby dotrzeć do ruin cegielni Kotowo, która zaprzestała działalności w latach 90-tych XX wieku. Jakoś nigdy nie było mi po drodze z gliniankami Rudnicza i starą cegielnią, a tereny są to piękne i warte długiego spaceru. Stara cegielnia przez wiele lat produkowała materiały budowlane aż w końcu zaprzestała działalności. Pozostała smutna i przygnębiająca ruina malowniczo położona nad stawami. Nikt tego obiektu nie pilnuje, choć ku mojemu zaskoczeniu został on odgrodzony taśmami na świeżo umiejscowionych palikach. Czyżby jakiś developer chce w przyszłości wyburzyć to miejsce pod kolejne niezbędne dla ludzkości osiedle? Wcale bym się nie zdziwił. Obecnie niektóre opuszczone miejsca są wyburzane, wysadzane, poddawane rozbiórce pod osiedla mieszkalne, domy handlowe czy inne developerskie fantazje. Typowy przykład to Pstrąże, ale doszły mnie ostatnio słuchy o rozbiórce niedokończonego parkingu we Wrocławiu. Miejsca tak szybko znikają z powierzchni ziemi że warto je fotografować ku potomności - wielbiciele miejskiej eksploracji to robią i za to im chwała. Widzę w takim działaniu jakiś głębszy sens. Zamrozić takie miejsca w czasie, zachować je na zdjęciach dla tych, którzy kiedyś w nich żyli, pracowali i snuli plany. A także dla kolejnych pokoleń. Opuszczone miejsca to zwiastuny depopulacji.

Wszystkiego najlepszego z okazji nadchodzącego 2017 roku dla moich Czytelników, jeśli w ogóle jacyś są. Blogowania i urbexu w nadchodzącym roku nie zarzucę, choć mogę działać w tych kierunkach rzadziej.

Zapis filmowy wyprawy (nie stracicie dużo czasu - to gwarantuję):

https://www.youtube.com/watch?v=5YCUkrA4RHU
https://www.youtube.com/watch?v=EImlRTyH4eg
https://www.youtube.com/watch?v=-DA5dl_r11s
https://www.youtube.com/watch?v=7qFuSGpKr4I
https://www.youtube.com/watch?v=BB66qTe4tNc
https://www.youtube.com/watch?v=7mVPWvrrpIM
https://www.youtube.com/watch?v=OlqaK9vfQYs

czwartek, 20 października 2016

Podwójne morderstwo nad jeziorem Appojaure



















Lubicie zagadkowe sprawy kryminalne? Ja też. Tego typu artykuły są tutaj najbardziej popularne, zatem przed Wami tekst dotyczący jednej z najsłynniejszych i najbardziej mrożących krew w żyłach szwedzkich spraw - podwójnego morderstwa holenderskiej pary w namiocie w Appojaure (skojarzenia z masowym zabójstwem nad fińskim jeziorem Bodom są jak najbardziej na miejscu). 12 lipca 1984 roku nad jeziorem Appojaure w pobliżu Gällivare zostaje zamordowana holenderska para Marinus (rocznik 1945) i Janny Stegehuis (rocznik 1950). Podróżujące zieloną Toyotą Corollą po Skandynawii ofiary rozbiły swój namiot w odosobnionym miejscu nad jeziorem. Około godziny 21 Marinus i Janny położyli się spać w namiocie. Nastała głęboka noc. Noc w trakcie której uderzył uzbrojony w dwa noże morderca. Marinus i Janny otrzymali wiele ciosów nożem, ich srebrzysty namiot został rozcięty. Zwłoki bestialsko zamordowanej pary zostały odnalezione jeszcze tej samej nocy przez trójkę szwedzkich turystów. Na miejscu szybko pojawił się policyjny patrol. Leżący w śpiworze Marinus otrzymał 25 ciosów nożem - rany defensywne na ciele wskazywały że próbował się bronić. Janny morderca zadał 20 ciosów nożem. Zaatakowana kobieta przeturlała się w kierunku męża. Umarła leżąc na prawej stronie z głową blisko jego biodra. Najpierw zginął Marinus, potem Janny. Para została zamordowana ich własnym nożem do filetowania (firmy Falcon) pozostawionym na zewnątrz namiotu. Furia ataku sprawcy była tak wielka że ostrze noża złamało się na kości Janny i pozostało w namiocie. Do zielonej Toyoty Corolli sprawca nie włamał się. Czy podwójny mord nad jeziorem Appojaure był zatem dziełem szaleńca? Duża liczba ran ciętych i kłutych świadczyła o tym że sprawca zadawał ciosy przez materiał (płótno) namiotu. Atak miał miejsce bardzo szybko. Obie ofiary nie zdołały się nawet wygramolić ze śpiworów. Jest to niewątpliwie coś potwornego: bezimienny sprawca dźgający ofiary śpiące w namiocie, zwyrodniały atak, który zdawał się nie mieć żadnego motywu.

22 lipca portmonetka Janny zostaje odnaleziona w rowie blisko wioski Renhagen. Śledztwo zaczyna prowadzić holenderska policja. Okazuje się że zginęły z miejsca zbrodni odtwarzacz kasetowy (odnaleziony 27 maja w rowie blisko Vittangi), a także aparat fotograficzny i torba na niego. Jednym z podejrzanych był 28-letni mężczyzna zwany Kroppsbyggaren (Osiłek). Przebywał 12 lipca z grupą przyjaciół w pobliżu miejsca podwójnego morderstwa. Podczas sprzeczki z przyjaciółmi oddalił się od nich i powrócił potem okrwawiony z nożem. Tłumaczył się że zabił renifera. Informacja ta jednak nigdy nie została należycie zweryfikowana. Mężczyzna zabił się w 1996 roku odcinając sobie przedramię siekierą. Czy mógłby być sprawcą? Całkiem prawdopodobne, mógł się wściec po kłótni i zamordować przypadkowe osoby. Inna sprawa że historia z Osiłkiem mnie osobiście nie przekonuje. Drugim podejrzanym, który przyznał się do popełnienia tego mordu był 'seryjny morderca' Sture Bergwall (Thomas Quick) - kryminalista i patologiczny kłamca, który przyznawał się do wszystkich nierozwiązanych morderstw w Szwecji. Dlaczego? Chciał zwrócić na siebie uwagę innych z powodu głębokiej samotności, którą odczuwał. Dzięki przyznaniu się do winy był dobrze traktowany w szwedzkim szpitalu psychiatrycznym, otrzymywał leki i terapię na żądanie, miał komputer i dostęp do Internetu. Poświęcano mu czas. Był kimś ważnym.

Sprawa podwójnego mordu nad jeziorem Appojaure po dziś dzień pozostaje nierozwiązana.

Jeśli ktoś zna szwedzki to proszę bardzo:

https://www.youtube.com/watch?v=ovaYEEnzIK4

piątek, 9 października 2015

Posępny czar opuszczonych miejsc np. strzeszyńskiego Budomelu



















Ostatnimi czasy często wybieram się na długie wyprawy rowerowe. Nie chodzi mi tylko i wyłącznie o to by jak najdłużej utrzymać tężyznę fizyczną (to dla mnie bardzo ważne!), ale też jazdy rowerem pozwalają mi się wyciszyć. Inna sprawa, że mam obecnie więcej wolnego czasu niż go powinienem mieć z powodu trudności ze znalezieniem satysfakcjonującej mnie pracy. Chcę tutaj wspomnieć o opuszczonych miejscach, które od dawna rzucają na mnie swoje zaklęcia. Ongiś tętniły one życiem, dziś straszą zgliszczami i posępną martwotą. Czy to z powodu zawieruchy wojennej, czy może z powodu pożaru czy też z przyczyn ekonomicznych... nieważne, w takich miejscach zatrzymał się czas. Uwielbiam czuć rozkład takich miejsc, częstokroć niebezpiecznych, zazwyczaj zapomnianych. Urbexing to coś fantastycznego. Trzeba uwieczniać na zdjęciach opuszczone miejsca, gdyż prędzej czy później mogą przestać istnieć...

Dwa miejsca: opuszczony dom za jeziorem i stawami Strzeszyńskimi oraz Budomel na Strzeszynie, który miał być środkiem szkolenia kadr rolniczych. W obu przypadkach nie wchodziłem do środka (w pierwszym z powodu zawalenia się stropu dachu, w drugim z powodu posiadania ze sobą roweru - nie chciałem go pozostawić niepilnowanego). Z Budomelem wiąże się jednak dość zła sława - na przestrzeni kilku lat w trakcie niebezpiecznych zabaw zginęło tam czterech młodych ludzi, a kilkoro zostało rannych.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Budomel
http://www.tvn24.pl/prosto-z-polski,18,m/zabawy-ze-smiercia,1267.html