Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wirus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wirus. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 grudnia 2021

Komentarz odnośnie pandemii wariantu koronawirusa Omikron

Rzadko piszę tutaj o pandemii koronawirusa Sars-Cov-2, która stopniowo rozlała się na cały świat, jednak znowu zrobię wyjątek. Obecnie indyjski wariant Delta, który wysłał do grobu tysiące Polaków jest błyskawicznie wypierany przez nowy wariant Omikron, który został wykryty w listopadzie w RPA. Omikron posiada 60 mutacji w stosunku do oryginalnego wariantu koronawirusa SARS-CoV-2 z Wuhan, w tym aż 32 mutacje (losowe zmiany w kodzie genetycznym patogenu) dotyczące tzw. białek kolców (spike). Przede wszystkim wariant ten odznacza się ogromną zakaźnością, co oznacza, że łatwiej i częściej można się nim od nosiciela zarazić - także będąc ozdrowieńcem. Wzrost wykładniczy (eksponencjalny) zakażeń Omikronem m.in. w Anglii, niektórych stanach USA np. Floryda, Holandii czy Niemczech jest imponujący. Mówi się o prawdziwym 'tsunami' zakażeń, szybko rozprzestrzeniającym się pożarze infekcji. Niepokoją też informacje o wzroście hospitalizacji zakażonych Omikronem dzieci np. w Anglii czy Nowym Jorku. Potencjalnie groźna choroba dziecka to koszmar każdego rozsądnego rodzica. 

Osobiście nie uważam, aby Omikron był łagodny, a jeśli nawet jest łagodniejszy (mniejsza wirulencja, zjadliwość, a co za tym idzie mniejsze ryzyko hospitalizacji) od Delty to i tak z łatwością zablokuje szpitale ze względu na ogromną zakaźność, ucieczkę odporności uzyskanej po przechorowaniu poprzednich wariantów (Omikron łatwiej omija ochronę immunologiczną (szczepionki, przebyte zakażenie)) oraz potencjał do reinfekcji czy też podwójnych infekcji Deltą i Omikronem (pierwsze przypadki zarejestrowane w Hiszpanii). Trzeba także wziąć pod uwagę paskudne i długotrwałe (chroniczne) powikłania po bezobjawowym czy skąpoobjawowym przechorowaniu infekcji tzw. Long Covid np. częste efekty neurologiczne Covid19 (apoptoza neuronów, efekty widoczne na obrazowaniu magnetycznym), które mogą dotknąć zarówno dzieci, jak i osoby dorosłe. A to mnie jako osobę aktywną umysłowo niepokoi.

https://www.news-medical.net/amp/news/20201015/SARS-CoV-2-can-infect-brain-cells-and-damage-neurons.aspx

Poniższy model IHME (Institute for Health Metrics and Evaluation) z 22 grudnia przewiduje 3 miliardy zakażeń Omikronem w skali globalnej przez najbliższe trzy miesiące. Dominacja Omikronu w Europie  ma nastąpić do lutego 2022. Czy będzie aż tak źle? Czy czeka nas pandemia na sterydach? Gigantyczne wzrosty infekcji w prawie każdym kraju? Wiele na to wskazuje. Osobiście zaszczepiłem się trzykrotnie, by uniknąć ciężkiego przebiegu Covid i ewentualnej hospitalizacji, staram się także stosować DDM, unikać większych zgromadzeń i regularnie wietrzyć pomieszczenia. Jak zajdzie taka potrzeba to przyjmę czwartą dawkę. Tyle mogę zrobić dla dobrostanu swojego, moich rodziców, siostry i przyjaciół. Dla mnie (i dla milionów innych osób) oczywiste jest, że szczepienia działają, choć nieśmiertelności i uniknięcia zakażenia Omikronem nie gwarantują. Mają łagodzić przebieg choroby w razie infekcji i tyle. Czego mam się bać, jeśli chodzi o szczepienie? Krótkiego bólu ramienia i lekkiego osłabienia po iniekcji? Wolę lekarstwo niż rosyjską ruletkę w postaci podstępnej choroby.

https://covid19.healthdata.org/global?view=resource-use&tab=trend&resource=all_resources 

Pandemia Covid19 unaoczniła mi absolutną inercję niektórych polityków i decydentów w obliczu zagrożenia egzystencjalnego jakim jest pandemia (obecne działania pozorowane polskiego rządu na zasadzie przeczekania kryzysu zakrawają o kpinę) oraz wszechobecną wiarę wielu ludzi w antynaukowe bzdury, przekłamania i teorie spiskowe. Skoro nienależycie radzimy sobie z koronawirusem, to jak poradzimy sobie np. ze zmianami klimatycznymi czy hipotetyczną erupcją superwulkanu? Ano właśnie jak?

EDIT: 29 grudnia we Francji zarejestrowano ponad 208 000 zakażeń koronawirusem, głównie wariant Omikron, który zaczyna wypierać Deltę. Przy takim szaleńczym tempie rozprzestrzeniania się Omikronu między ludźmi jestem przekonany, że paraliż szpitali będzie praktycznie wszędzie nieuchronny - nawet w przypadku gdy ten wariant jest rzeczywiście 'łagodniejszy' (powikłania też powoduje łagodniejsze?) Czemu o tym wspominam? Gdyż matematyka wzrostu wykładniczego powinna być nauczana w szkołach, a nie rozumieją jej niektórzy politycy, decydenci, populiści i antyszczepionkowcy tworzący kult śmierci, a nie wolności. Nie rozumieją albo nie chcą zrozumieć, bo liczą na zysk i pieniądze.

Ciągle mam wrażenie, że w Polsce dysponowaliśmy narzędziami, by zredukować obecny i przyszły impakt panoszących się Delty i Omikrona (wypłaszczyć tą nadchodzącą monstrualną falę zakażeń), ale ich nie wykorzystaliśmy. PiS w obawie przed denialistami szczepień i w 'trosce' o antyszczepionkowy elektorat pozwolił na śmierć tysięcy ludzi, którzy często umierali na własne życzenie rezygnując z ochronnej funkcji darmowego szczepienia albo umarli wskutek przeciążenia szpitali pacjentami covidowymi (opóźniona chemioterapia dla pacjentów onkologicznych, przełożone zabiegi chirurgiczne, etc.) W przypadku pandemii jeszcze gorszego patogenu czy jakiegoś innego mniej lub bardziej prawdopodobnego zagrożenia egzystencjalnego znowu nastąpi erupcja denializmu, zaprzeczania i wypierania rzeczywistości. 

Więcej transmisji koronawirusa = więcej przyszłych wariantów i dłuższa pandemia. Nie ma trwałej odporności stadnej w przypadku Sars-Cov-2, który lubi mutować, podlegać metamorfozom. Czas pokaże czy Omikron stanie się ostatnim 'variant of concern', wirusem globalnie endemicznym. A może doczekamy się w najbliższych miesiącach kolejnego niepokojącego wariantu czy hybrydy? Dlaczego? Ponieważ Omikron jest w stanie gwałtownie mutować, ewoluować. A jego zakaźność jest imponująca.

Losowość życia. Niepewność wiedzy. Małość człowieka w kontekście ogromu rozszerzającego się Wszechświata.

Zdj. - Wariant Omikron pod mikroskopem elektronowym. Plus jako pomnik ludzkiej i trwającej od dekad ignorancji bagatelizowanie polio w 1948 roku.

środa, 13 maja 2020

Masowe testowanie górników na Śląsku i paralela z grypą hiszpanką z 1918 roku

















Od soboty postanowiłem samodzielnie ruszać na tripy urbexowe. Mam już kilka miejscówek rozplanowanych po najbliższej okolicy. Ale nie o tym ma być ten post. Na Śląsku stoi 5 kopalń i wzrasta liczba zakażeń wśród górników i ich rodzin. Owa wzrastająca liczba zakażeń na Śląsku może niepokoić, ale ja patrzę na to z drugiej strony. Masowe testowanie przesiewowe górników na obecność koronawirusa (zarówno zdrowych, jak i nosicieli bezobjawowych) ujawni realną skalę zjawiska - przynajmniej na Śląsku. Ogólne testowanie populacji pozwoli ujawnić zakres rozprzestrzeniania się Sars-Cov2 na Śląsku i udowodni, że bezobjawowi albo umiarkowanie objawowi młodzi nosiciele odgrywają znaczącą rolę w ekspansji epidemii, gdyż są najbardziej mobilni. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w Polsce takie masowe testowanie tysięcy ludzi jest póki co nierealne, ale wreszcie z chaosu statystycznego zaczyna wyłaniać się jakiś bardziej wyraźny obraz, jakaś niepokojąca prawidłowość. Trzymam kciuki za Śląsk i za moich wspaniałych tamtejszych znajomych. Przynajmniej wiedza co do skali zjawiska na Śląsku będzie odrobinę pełniejsza.

I nie mam wcale wrażenia, że ktoś chce unicestwić rodzimy przemysł wydobywczy, co próbowało mi wmówić kilka spiskowo nastawionych osób w trakcie jałowych dyskusji internetowych. Kopalnie, w których fedrują rzesze górników to idealne wylęgarnie dla koronawirusa Sars-Cov2. A tam gdzie występują duże skupiska ludzi taki wysoce zaraźliwy wirus (patogen) jak Sars-Cov2 z łatwością przeskakuje z jednego nosiciela na kolejne osoby. Masowe zakażenia w DPS-ach (domach pomocy społecznej), call-center (szeroko komentowany przypadek z Seulu), nocnych klubach (przykładowo Seul, Berlin) czy w amerykańskich zakładach mięsnych to zapewne wierzchołek góry lodowej. Koronawirus Sars-Cov2 powodujący chorobę Covid19 może sprawnie rozprzestrzeniać się także w takich zatłoczonych miejscach jak np. więzienia, szpitale psychiatryczne, obozy uchodźców czy domy dziecka.

Warto zatem sięgnąć do analogii z grypą hiszpanką, której pandemia uśmierciła w latach 1918-20 50-100 milionów mieszkańców Ziemi, w tym około 700 000 Amerykanów. Także wówczas zamykane były szkoły, place zabaw, boiska, kościoły, bary, kina, teatry oraz firmy, odwoływane festiwale, uroczystości kościelne czy parady uliczne. Także wówczas do masowych zakażeń dochodziło m.in. w kopalniach. Grypa hiszpanka nadeszła w trzech falach i błyskawicznie się rozprzestrzeniała. Tworzone były prowizoryczne szpitale (m.in. dla zakażonych żołnierzy) i izolatoria dla chorych. Pod szpitale adaptowano budynki sądów, szkolne audytoria (sale wykładowe) czy kościoły. Namioty z łóżkami szpitalnymi stawiano w parkach. W 1918 roku nie było jednak antybiotyków czy leków przeciwwirusowych, do pewnego momentu nie wiedziano, że za grypą hiszpanką stoi wirus podtypu H1N1. Także wówczas globalna pandemia doprowadziła do potężnego zakłócenia funkcjonowania więzi społecznych, ekonomicznych i gospodarczych. Przyhamować ją mogły jedynie surowo przestrzegane i skutecznie egzekwowane reguły dystansowania społecznego.

Mamy dużo szczęścia z koronawirusem Sars-Cov2, gdyż zabija on osoby starsze, z chorobami współistniejącymi oraz osoby z osłabionym układem odpornościowym. Wirus H1N1 zabijał dużo ludzi w przedziale wiekowym od 20 do 40 roku życia, zatem na pewno bym się tutaj zakwalifikował do zgonu jako mężczyzna przed 40-tką. Podatni na śmiercionośną grypę hiszpankę byli m.in. górnicy, liczne zachorowania i zgony dotyczyły także kobiet w ciąży. Obawiając się rychłego zachorowania i śmierci ludzie próbowali leczyć się samemu i słuchali wszelkiej maści szarlatanów i demagogów. Próbowano leczyć się poprzez używanie i spożywanie cebuli czy picie whisky. W dobie pandemii koronawirusa przestraszeni ludzie też są skłonni do wiary w różne dziwaczne teorie spiskowe (rzekomo szkodliwa technologia 5G mająca związek z pandemią koronawirusa, urojona depopulacja poprzez przyszłą (?) szczepionkę Billa Gatesa, który stał się dla wielu złem wcielonym, noszenie maseczek jako oznaka niewolnictwa i tym podobne bzdury), gdyż szukają prostych wytłumaczeń kryzysowej sytuacji, w której się znaleźli. Niektórzy wszędzie węszą spiski i zamiast doceniać ratowników medycznych, pielęgniarki i lekarzy żywią do nich niechęć, a nawet nienawiść.

W trakcie pandemii grypy hiszpanki niektóre miasta czy lokalne rządy znosiły obostrzenia zbyt szybko, co prowadziło do wybuchu drugiej bądź trzeciej fali zakażeń. Także poluzowywać obostrzenia w gromadzeniu się i przemieszczaniu się należy bardzo ostrożnie (i z naciskiem na opinię wybitnych epidemiologów). Każdy zakażony Sars-Cov2 może zakazić 2.2-2.5 innych osób, a osoba chora na grypę sezonową 1.3. Grypa hiszpanka dla porównania: nosiciel zakażał od 1.4 do 2.8 osób.

Każda taka przeszła epidemia bądź pandemia powinna być lekcją dla współczesnego społeczeństwa, ponieważ podobieństw jest mnóstwo - trzeba chcieć je jedynie dostrzec.

poniedziałek, 14 marca 2016

David Quammen "Ebola: Tropem zabójczego wirusa" - recenzja

Kolejna książka o wirusie Ebola? A jeszcze nie tak znowu dawno czytałem głośną "Strefę skażenia" Richarda Prestona. W każdym razie "Ebola: Tropem zabójczego wirusa" Davida Quammena pochłonąłem w zaledwie cztery godziny, gdyż tę pasjonującą opowieść o afrykańskich zoonozach (chorobach odzwierzęcych) czyta się błyskawicznie. Wirus Ebola (wszystkie pięć jego gatunków: Zair, Sudan, Reston, Tai Forest oraz Bundibungyo) stanowi tutaj głównego antybohatera, ale na kartach książki pojawiają się także inne mordercze zoonozy z naciskiem na blisko spokrewniony z Ebolą wirus Marburg, którego rezerwuarem są owocożerne nietoperze zamieszkujące afrykańskie groty i jaskinie. Oprócz atakowania ludzi filowirus Ebola zabija małpy np. makaki (Reston), szympansy czy goryle. Odkryto go po raz pierwszy w Zairze (obecnie Demokratyczna Republika Kongo) w 1976 roku blisko rzeki Ebola, choć z tego co pamiętam epidemia wirusa w Sudanie rozpoczęła się ciut wcześniej. Do tej pory naturalny rezerwuar wirusa Ebola (w odróżnieniu od Marburg) pozostaje nieznany. Epidemie wybuchają sporadycznie i są raczej lokalne, choć skala epidemii w Liberii, Gwinei, Sierra Leone oraz Nigerii w latach 2014-15 była przerażająca. Była to największa epidemia gorączki krwotocznej Ebola w historii. Szkoda że Quammen ledwie o ten temat zahacza, choć akurat pisał tą książkę jeszcze przed wybuchem tej koszmarnej biologicznej bomby. Nawet w styczniu i lutym 2016 roku miały miejsce jednostkowe przypadki wykrycia wirusa Ebola u nosicieli w Sierra Leone, o czym można poczytać na stronie CDC.

http://www.cdc.gov/vhf/ebola/outbreaks/2014-west-africa/index.html

Quammen w swojej książce skupia się na poszukiwaniu rezerwuaru wirusa Ebola, który po dziś dzień pozostaje nieznany. Być może są to nietoperze, ale czy aby na pewno? Autor omawia historię wybuchów epidemii wirusa Ebola, pracę wirusologów i weterynarzy w terenie, przypadki niefortunnych zakażeń wirusem Ebola w laboratorium oraz snuje przypuszczenia co do przyszłości wirusa. Wiadomo że osoba zostaje zainfekowana Ebolą poprzez kontakt z chorym zwierzęciem np. owocożernym nietoperzem czy poprzez zjedzenie mięsa martwego szympansa. A potem ludzie zarażają Ebolą innych ludzi poprzez kontakt z krwią czy innymi cielesnymi fluidami. Co ciekawe, w książce Quammen krytykuje "Strefę skażenia" Prestona za zbyt szokujące, a co za tym idzie nieprawdziwe opisy symptomów infekcji. Zastanawiam się (podobnie jak Quammen) co się stanie gdy wirus Ebola będzie dalej ewoluował, by jeszcze lepiej zaadaptować się do przenoszenia z jednego zarażonego na drugiego. Wciągająca książka o zacięciu detektywistyczno-wirusologicznym.

piątek, 14 sierpnia 2015

Transatlantyk 2015: "Slither" (2006) i "Antiviral" (2012)

















"Slither" (2006, reż. James Gunn) - W małym zapyziałym miasteczku Wheelsy w Karolinie Południowej spada meteoryt. Grant Grant (Michael Rooker, "Henry: Portret of a Serial Killer" z 1986 roku) jest sfrustrowany tym, że jego młodsza żona Starla (Elizabeth Banks) nie ma nastroju na seks. Pijany udaje się więc do lasu z inną kobietą Brendą Gutierrez i tam zostaje nabity na kolec wystrzelony z meteorytu. W ciągu kilku następnych dni Grant Grant przechodzi cielesną metamorfozę zamieniając się w spragnioną surowego mięsa kreaturę z mackami. Porywa Brendę i przetrzymuje ją w szopie. Tam dociera szeryf Bill Pardy (Nathan Fillion) wraz z ekipą poszukiwawczą. Okazuje się że Brenda spuchła do pokaźnych rozmiarów. Kobieta eksploduje uwalniając setki przypominających ślimaki robali. Te infekują ludzi zagnieżdżając się w ich ciałach i mózgach, po czym zamieniają ofiary w bezwolne zombies.

Debiut reżyserski Jamesa Gunna (scenarzysty rimejku "Świtu umarłych" z 2004 roku) ogląda się niczym remake kultowego horroru Freda Dekkera z lat 80-tych "Night of the Creeps". W "Robalach" Gunna zaznajomiony z kinem grozy widz wnet dostrzeże sporo odniesień do starszych horrorów i filmów eksploatacji. Przykładowo zmutowany i oślizły Grant Grant wygląda niczym Dr. Pretorius z "From Beyond" (1986) Stuarta Gordona, wielka śluzowata orgia pod koniec "Robali" to nic innego niż finał "Society" (1989) Briana Yuzny, mamy także bar zwany Henenlotter’s od Franka Henenlottera, reżysera trylogii "Basket Case", a w telewizji leci "Toksyczny mściciel" (1986) Tromy. Oprócz mnóstwa odniesień do innych reprezentantów gatunku w "Slither" jest sporo suspensu przeplatanego humorystyczno-sarkastycznymi dialogami. Film jest nieodparcie zabawny, a efekty make-up robali i kreatur są wyborne (nader oszczędne użycie CGI).

"Antiviral" (2012, Brendan Cronenberg) - Bliżej nieokreślona przyszłość. Kult celebrytów przybrał tak ogromne rozmiary, że zwykli ludzie płacą za zakażenie wirusami, które pochodzą z fetyszyzowanych ciał ich idoli. Sprostać ich zachciankom próbuje Syd March (Caleb Landry Jones), sprzedawca wirusów z firmy The Lucas Clinic. Syd ukradkowo dostarcza też wirusy na czarny rynek poprzez przenoszenie ich we własnym ciele. Tajemniczy wirus infekuje aktorkę Hannah Geist. Syd zostaje wysłany, by pobrać od niej próbkę i sam się owym wirusem infekuje zapadając na chorobę. Kiedy zostaje ogłoszona śmierć ukochanej przez wielu Hannah Syd dowiaduje się, że wirus został genetycznie zmodyfikowany przez rywalizującą z The Lucas Clinic inną firmę.

Intrygujący debiut reżyserski Brandona Cronenberga, syna Davida Cronenberga, kanadyjskiego mistrza cielesnego horroru. Świat ukazany w "Antiviral" jest zimny i zdepersonalizowany - ludzie infekują się wirusami ukochanych celebrytów i jedzą steki uformowane z komórek gwiazd szoł-biznesu. Podobnie jak w filmach Davida Cronenberga mamy tutaj do czynienia z fascynacją medycznymi eksperymentami, cielesnymi modyfikacjami/mutacjami i fetyszyzmem. Wirusy mogą stać się obiektem patentów, a firmy je genetycznie modyfikujące rywalizują ze sobą (np. poprzez kradzież i szpiegostwo) infekując celebrytów własnymi wirusami. Ba, można nosić opaski skórne od gwiazd co też czyni grany przez Malcolma McDowella doktor. "Antiviral" udowadnia że Brandon Cronenberg jest reżyserem obiecującym. Chętnie zobaczę jego kolejne filmy.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Transatlantyk 2015: "Contracted" (2013) i "A Girl Walks Home Alone at Night" (2014)















"Contracted" (2013, reż. Eric England) - Kolejny reprezentant cielesnego horroru, który miałem przyjemność obejrzeć w trakcie Transatlantyku 2015 to 78-minutowy horror Erica Englanda "Contracted". Pracująca w Los Angeles kelnerka Samantha England (Najarra Townsend) jest lesbijką. Jej intymny związek z dotychczasową partnerką Nikki ustaje, a rozczarowana dziewczyna zostaje zmuszona do wprowadzenia się do mieszkania jej matki. Aby załagodzić ból Samantha udaje się na przyjęcie, tam się upija i uprawia seks w samochodzie z przypadkowo poznanym mężczyzną, który przedstawia się jako B.J. Co się okazuje w następnych dniach? Samantha zaczyna chorować: ma obfity okres, robi się blada, w okolicach jej narządów intymnych pojawia się wysypka, jej oczy stają się czerwone, stopniowo zaczynają jej wypadać włosy i paznokcie, a zęby zaczynają gnić. Lekarz nie potrafi dziewczynie pomóc twierdząc że to jakiś nieznany, przenoszony drogą płciową wirus. Okazuje się, że tajemniczego B.J-a desperacko poszukuje policja.

Widzimy zatem jak piękno Najarry Townsend jest systematycznie niszczone przez chorobę. Nie przeszkadza to jej jednak uwieść pewnego samca beta i uprawiać z nim seks. Sama idea nieznanego wenerycznego wirusa, który stoi za upiorną metamorfozą Samanthy jest bardzo ciekawa. Możemy sobie np. wyobrazić zmutowanie wirusa HIV, które uczyni zespół nabytego niedoboru odporności AIDS jeszcze bardziej przerażającym i podstępnym. Mam jednak do "Contracted" jedno zastrzeżenie, choć być może się czepiam: skoro lekarz odkrywa jakiś nieznany i potencjalnie niebezpieczny wirus to dlaczego do diaska nie poddaje Samanthy kwarantannie w szpitalu? Podobało mi się jednak, że praktycznie nic nie dowiadujemy się o mężczyźnie, który zaraził Samanthę; nie widzimy nawet dokładnie jego twarzy. Film wypełnia sporo odniesień do chorób przenoszonych drogą płciową: banery przystankowe dotyczące AIDS, ostrzeżenia przed STD, pojemniki pełne prezerwatyw. Nie ma to jak przestroga przed niezabezpieczonym uprawianiem seksu z przygodnie poznanymi nieznajomymi. Porównajcie "Contracted" z kanadyjskim obrzydlistwem "Thanatomorphose" (2012) oraz ze "Starry Eyes" (2014). Wszystkie trzy filmy łączy zbliżony koncept cielesnego rozpadu.

"A Girl Walks Home Alone at Night" (2014, reż. Ana Lily Amirpour) - Irański hipsterski wampiryczny romans. Brzmi intrygująco? Do mnie taki króciuteńki opis filmu przemówił, choć do hipsterów się nie zaliczam. W każdym razie "A Girl Walks Home Alone at Night" opowiada o nietypowym związku pomiędzy stylizowanym na Jamesa Deana Irańczykiem i dziwną, małomówną wampirzycą w czarnym czadorze. Arash przez wiele lat pracował na swój wystrzałowy sportowy samochód. Niestety auto zabiera mu diler narkotykowy Saeed w ramach długu za narkotykowy nałóg ojca Arasha, Hosseina. Saeed ma jednak pecha w Złym Mieście, gdyż zabiera do swojego mieszkania tajemniczą młodą dziewczynę. Ta okazuje się krwiopijcą, atakuje i zabija dilera. W tym samym czasie pojawia się Arash, który odnajduje martwego handlarza narkotyków, zabiera swoje auto oraz walizkę z pieniędzmi i dragami.

Kinem grozy interesuje się od wielu lat, ale jeszcze nie słyszałem o irańskich przedstawicielach gatunku. "A Girl Walks Home Alone at Night" można uznać za film irański, gdyż nakręcono go wyłącznie z udziałem irańskiej obsady, ale należy pamiętać, iż film ów reżyserka Ana Lily Amirpour zrealizowała w USA. Lokalizacja plenerowa to nie Iran, a okolice Taft i Bakersfield w Kalifornii. Irańska obsada to aktorzy mieszkający na stałe w USA. Film jednak lepiej się sprzeda jeśli zostanie uznany za irański. Inna sprawa, że w "A Girl Walks Home Alone at Night" znajdują się sceny, które na pewno nie spodobałyby się irańskim cenzorom: zażywanie i handel narkotykami, prostytucja, seks oralny w samochodzie, szczypta nagości, etc. Sporo długich i hipnotycznych ujęć, kilka sekwencji zapadających w pamięć np. wampirzyca (Sheila Vand) prześladująca irańskiego chłopca i zabierająca mu deskorolkę na której jeździ potem w zwiewnym czadorze. Swoją drogą jestem niemal pewien, że reżyserka Ana Lily Amirpour widziała czarno-biały wampiryczny horror "Nadja" Michaela Almereydy z 1994 roku, w którym melancholijna wampirzyca (Elina Lowensohn) wędruje po Nowym Jorku szukając zaspokojenia żądzy krwi.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Richard Preston "Strefa skażenia" - recenzja

Nieodparcie fascynuje mnie długa na 200 metrów jaskinia Kitum zlokalizowana na zboczu wygasłego wulkanu Elgon w Kenii. To jedyne miejsce na Ziemi do którego wchodzą słonie, by zlizywać sole ze skał. Jaskinia Kitum to także prawdopodobny rezerwuar wirusa Marburg (MHF), gdyż dwaj pacjenci zero zarazili się wirusem Marburg właśnie w niej - Marburg to bliski krewny osławionego wirusa gorączki krwotocznej Ebola. W roku 1980 dochodzi do pierwszej infekcji w jaskini Kitum, której ofiarą pada francuski inżynier-elektryk pracujący w fabryce cukru w Nzoia. Mężczyzna, który w "Strefie skażenia" nosi pseudonim Charles Monet umiera w szpitalu w Nairobi zainfekowany wirusem gorączki krwotocznej Marburg szczep MARV. Drugi przypadek: w roku 1987 w jaskini Kitum wirusem Marburg szczep RAVN (obecnie RAVV) zaraża się 15-letni chłopiec z Danii spędzający z rodzicami wakacje w Kenii (w książce nosi on pseudonim Peter Cardinal). W 2008 roku (co już nie zostało uwzględnione w książce) tym razem w ugandyjskiej jaskini Python infekcją MARV zaraża się 41-letnia obywatelka Holandii, która umiera w szpitalu w Leiden. Afrykańskie jaskinie potrafią być niebezpieczne - być może rezerwuarem wirusa są zamieszkujące w nich owocożerne nietoperze i ich sproszkowane guano. Do tej pory zwierzęcy wektor wirusa pozostaje nieznany.

Rzadko obecnie sięgam po powieści, ale best-sellerową "Strefę skażenia" ("The Hot Zone") Richarda Prestona z 1994 roku czyta się z zapartym tchem. W "Strefie skażenia" Preston opisuje historię lokalnych epidemii filowirusów Marburg i Ebola. Skupia się także na incydencie w Reston, stan Virginia z października 1989 roku w trakcie którego rozpoznano zmutowaną formę wirusa Ebola zwaną Reston (RESTV), groźną i zabójczą dla małp, niegroźną dla ludzi. RESTV zaczął się szerzyć wśród sprowadzonych z Filipin małp. Opowiedziana zostaje historia Dr. Nancy Jaax, która w laboratorium Level 4 Biosafety w Fort Detrick, Maryland bada śmiercionośny wirus Ebola. W finale książki Preston udaje się do jaskini Kitum w Kenii i ją zwiedza. Zachwalana przez Stephena Kinga "Strefa skażenia" była też krytykowana przez niektórych badaczy za nadawanie posmaku sensacji objawom infekcji wirusa Ebola (np. rozpuszczanie organów wewnętrznych). Mimo wszystko każdy kto interesuje się wirusologią i epidemiologią powinien sięgnąć po "The Hot Zone".

Richard Preston miał rację. Wirus Ebola powrócił ze zdwojoną siłą w grudniu 2013 roku - rozszerzona epidemia wybuchła w kilku krajach Afryki Zachodniej i trwa po dziś dzień największe krwawe żniwo zbierając w Liberii, Sierra Leone i Gwinei. Do 31 marca 2015 roku naliczono 10 477 zgonów spowodowanych infekcją wirusem Ebola, a co za tym idzie 25 263 przypadki zachorowań. Pacjentem zero okazał się 1-roczny chłopiec Emile Ouamouno z wioski Meliandou w Gwinei. W sierpniu 2014 roku osobna epidemia wirusa Ebola szczep Zair wybuchła w Kongo w wyniku której umarło 49 ludzi. Nic zatem dziwnego że thriller non-fiction Richarda Prestona został wznowiony właśnie teraz.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Jaskinia Kitum rezerwuarem wirusa Marburg?



















Afryka nadal nie może sobie poradzić z wybuchem epidemii Ebola w Liberii, Sierra Leone, Gwinei i Nigerii. W tej chwili od początku epidemii mamy 3069 podejrzewanych i potwierdzonych przypadków zachorowań na Ebola, w tym 1552 zgony. Statystyka śmiertelności wynosi 52% (42% w Sierra Leone, 66% w Gwinei). Wybuch oddzielnej epidemii stwierdzono laboratoryjnie w Demokratycznej Republice Kongo - pomiędzy 28 lipca a 18 sierpnia 24 podejrzewane przypadki gorączki krwotocznej Ebola, w tym 14 zgonów.

Ale nie o Ebola będzie dzisiaj, lecz o wirusie Marburg wywodzącym się z rodziny filowirusów (wysoce wirulentnych patogenów o zdolności spowodowania wybuchu lokalnej epidemii). Epidemie i sporadyczne zakażenia wirusem wybuchały w Kongo, Angoli, Kenii i RPA. Zarażenie poprzez bliski kontakt z krwią i wydzielinami ciała chorego (ślina, odchody, uryna, wymiociny). Objawy: ostry ból głowy, wysoka gorączka, bóle mięśni, gwałtowne osłabienie, ostra biegunka, mdłości i wymioty rozpoczynają się zazwyczaj trzeciego dnia od infekcji. Pacjenci znajdują się wówczas w stanie ekstremalnego letargu. Tak jak w przypadku wirusa Ebola występuje krwawienie z różnych otworów ciała, w tym z nosa, dziąseł i waginy. Ma to miejsce po 5-7 dniach od infekcji. W kilku przypadkach odnotowano zapalenie jądra. Śmierć następuje w niektórych przypadkach po 8-9 dniach od zarażenia, zazwyczaj wskutek utraty krwi i szoku. Po raz pierwszy do epidemii wirusa Marburg doszło w 1967 roku w Niemczech (Frankfurt i Marburg) i byłej Jugosławii. Pracownicy laboratorium mieli kontakt z koczkodanami z Ugandy (25 potwierdzonych przypadków, 7 zgonów), a konkretnie z krwią małp. Wreszcie dochodzimy do jaskini Kitum znajdującej się w wygasłym wulkanie tarczowym Elgon w Kenii. Na ścianach długiej na 200 metrów jaskini odnajdziemy liczne zadrapania i ślady po pazurach. Słonie, bawoły, antylopy, hieny czy leopardy przez setki lat wędrowały do Kitum, aby zlizywać znajdujące się tam pokłady soli.

8 stycznia 1980 roku 56-letni Francuz zaraził się wirusem Marburg prawdopodobnie w jaskini Kitum. Umarł 15 stycznia w szpitalu w Nairobi - nie pomogły zabiegi resuscytacji. 9 dni później zachorował jego lekarz Shem Musoke, ale udało mu się wydobrzeć (szczep wirusa Musoke). 13 sierpnia 1987 roku 15-letni Duńczyk od miesiąca przebywający w Kenii trafił do szpitala z objawami gorączki, apatii, wymiotów i bólu głowy. Diagnoza: wirus Marburg, szczep Ravn (od nazwiska pacjenta). Dziewięć dni wcześniej pacjent przebywał w jaskini Kitum. Mimo natychmiast podjętej terapii chłopiec umarł po 11 dniach pobytu w szpitalu.

Czy wirus Marburg kryje się w jaskini Kitum? Całkiem możliwe, choć nowych przypadków zakażeń nie stwierdzono. Jaskinia Kitum nie jest przyjemnym miejscem. Gnieżdżą się tam setki drapieżnych i pożerających owoce nietoperzy (być może zwierzęcych wektorów wirusa). Można się też natknąć na obfite zasoby nietoperzowego guana (być może to wdychanie guana sprzyja infekcji wirusem Marburg) oraz rozpadlinę, w której bieleją kości słoni, które w nią wpadły.

Rosjanie pracowali w laboratoriach biologicznych zarówno nad wirusem Ebola, jak i Marburg. W 1988 roku doktor Nikolai Ustinov zaraził się wirusem Marburg (szczep MARV) po przypadkowym ukłuciu się igłą. Umarł w męczarniach. Ustinov pracował nad arsenałem sowieckiej broni biologicznej. Jego dziennik był pokryty krwią i musiał zostać zniszczony. Po jego śmierci rosyjscy naukowcy wyodrębnili wysoce wirulentny szczep wirusa Marburg, który można było przenosić drogą powietrzną. Ku czci Ustinova ów szczep nazwano Wariant U.

wtorek, 8 kwietnia 2014

Vozrozhdeniya i Gruinard: Wyspy Wąglika




















Lubię pisać o Rosji, bo Rosja to stan umysłu. Tym razem będzie trochę o broni biologicznej i o pewnym uroczym zakątku na wysychającym Morzu Aralskim. Wyspa Vozrozhdeniya (Odrodzenia)... niegdyś wyspa, obecnie półwysep (przynajmniej tak było jeszcze w 2010 roku). Kiedyś miała małe wymiary, ale jak Morze Aralskie na skutek katastrofalnej irygacji Rosjan zaczęło wysychać Vozrozhdeniya zaczęła się rozrastać. Na Wyspie Odrodzenia oraz sąsiadującej z nią wyspie Komsomolskiy w 1954 roku wybudowano laboratorium Aralsk-7, w którym testowano wszelakie rodzaje broni biologicznej. Testowano tam na zwierzętach i ptakach laseczki wąglika, wirusa ospy, pałeczki dżumy Yersinia pestis, gramujemne pałeczki Brucella od brucelozy oraz polimorficzne pałeczki Francisella tularensis będące czynnikiem etiologicznym tularemii. Testowano wirus Ebola oraz wenezuelski wirus Equine encephalitis. I tak jak na brytyjskiej wysepce Gruinard na Vozrozhdeniya ukryto pojemniki z wąglikiem (w 2002 roku część z nich zneutralizowano, od 100 do 200 ton). Rosjanie są jednak przedsiębiorczy - od 1996 roku zaczęli rozkradać co się da z opuszczonego w pośpiechu w 1992 roku laboratorium, a także z wymarłego miasta Kantubek znajdującego się w pobliżu. Nie tylko ukraiński Prypeć padł ofiarą ludzkich sępów szukających przemysłowej padliny. W 1971 roku doszło do wielodniowej kwarantanny miasta Aralsk, bo miała tam miejsce lokalna epidemia czarnej ospy. Zachorowało 10 osób, trzy zmarły. Szczepionkę podano 50 000 ludziom, pacjentów izolowano w szpitalu. Pacjentem zero stała się pewna ichtiolog (ichtiolożka w feministycznym żargonie), która przemieszczając się po Morzu Aralskim na małej łodzi rybackiej "Lev Berg" 6 sierpnia 1971 roku mogła zarazić się wirusem ospy. Co ciekawe, w Aralsku na ospę zachorowało dwoje niemowląt (dzieci zmarły), mógł to zatem być nietypowy szczep wirusa, wysoce wirulentny i oporny na działanie szczepionki. Niewątpliwie rosyjscy badacze z wyspy Vozrozhdeniya odnieśli sukces w rozprowadzaniu wirusa ospy w formie powietrznego aerozolu. Oto piękna i zaskakująca Rosja... wirusa ospy można tam złapać nawet w trakcie połowu ryb.

Brytyjczycy wcale nie byli lepsi. Chcieli się dowiedzieć czy wąglik okaże się efektowną bronią biologiczną wobec nazistów, tudzież ich bydła, a jak wiadomo ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Owalna wysepka Gruinard o długości 2 km i szerokości 1 km stała się obiektem eksperymentowania z wąglikiem Bacillus anthracis (i to już od 1941-42 roku), a konkretnie jego wysoce wirulentnym typem zwanym Vollum 14578. Na szkocką wyspę przetransportowano 80 owieczek, po czym w ich obecności zdetonowano bomby z przetrwalnikami wąglika. Brązowawa chmura aerozolu powędrowała w stronę owiec, które szybko zaczęły umierać. Ciała zwierząt spalono w naprędce przygotowanych piecach. Eksperyment dobiegł końca. Od 1986 roku wyspę Gruinard poddano dekontaminacji przy pomocy rozpuszczonego w wodzie formaldehydu, którym spryskano skrawek lądu. Zadziałało. Wysepka stała się wolna od zarazy, ale nadal nie ma chętnych na osiedlenie się na niej. Jedynym budynkiem na Gruinard jest zrujnowana zagroda pasterska.

https://www.youtube.com/watch?v=u_2lJ4gtMLE 

https://www.youtube.com/watch?v=6Mykjxkwwe0  (eksperyment z owcami)

Na zdjęciach wymarłe miasto-laboratorium Kantubek w Uzbekistanie (dawna wyspa Odrodzenia) oraz szkocka wyspa Gruinard.

Wizyta w Kantubek: http://englishrussia.com/2014/04/02/abandoned-island-with-bio-warfare-polygon/

piątek, 4 kwietnia 2014

Wirus Ebola znowu medialny



















Epidemia wirusa Ebola wybuchła w Gwinei. W tej chwili potwierdzona liczba ofiar wynosi 83, natomiast liczba potwierdzonych i podejrzewanych przypadków zachorowań wynosi 127 (w tym 14 przypadków zachorowań wśród pracowników medycznych, ośmioro z nich zmarło). Osiem podejrzewanych i potwierdzonych przypadków zachorowań odnotowano w sąsiedniej Liberii, w tym sześć zgonów. Od razu zainfekowanego delikwenta odizolowuje się od otoczenia, a osoby mające z nim bezpośrednią styczność znajdują się pod medycznym nadzorem. Epidemia wirusa Ebola wybuchła w lutym w południowo-wschodniej Gwinei, a pierwsze przypadki zachorowań w stolicy państwa, Konakry, stwierdzono w ubiegłym tygodniu. W ramach prewencji Senegal zamknął granice z Gwineą. Nadto potwierdzone bądź podejrzewane są przypadki infekcji wirusem; w Sierra Leone (na razie sześć, w tym pięć śmiertelnych) i Mali (trzy).

Co ciekawe, lokalnym przysmakiem w Gwinei jest pikantna zupa z nietoperza oraz pieczony nad płomieniem nietoperz. W Gwinei zjada się także szczury. Oprócz małp, szympansów i goryli wektorami Ebola są także wspomniane nietoperze - generalnie nosiciele wszelkiej maści zoonoz: wścieklizny, histoplazmozy, wirusa Marburg, SARS, Nipah, Hendra czy też sprawcy infekcji lyssawirusami. Nie ma to jak smaczna potrawka z nietoperza. Bon Apetit!

UPDATE: Stan na 1 sierpnia 2014 roku według WHO: 1603 podejrzewanych oraz potwierdzonych laboratoryjnie przypadków infekcji wirusem Ebola, 887 zgonów, z czego najwięcej w Gwinei, Sierra Leone i Liberii. Genetyczna analiza wirusa wskazuje, iż jest blisko spokrewniony (w 97% identyczny) z wariantami wirusa Ebola (gatunek Zaire ebolavirus) wcześniej zidentyfikowanymi w Kongo i Gabonie. Obywatel USA, 40-letni Patrick Sawyer, który przyleciał z Liberii do Lagos (Nigeria) został zainfekowany i umarł 25 lipca 2014 roku - to pierwszy przypadek gorączki krwotocznej Ebola w Nigerii. Wcześniej zdołał zarazić 8 osób, w tym nigeryjskiego lekarza, który go badał.

No i wygląda na to, że jest potencjalne lekarstwo na wirusa Ebola, ale nie każdy może je używać. Uratowano nim dwóch amerykańskich misjonarzy w Liberii, którzy zachorowali na gorączkę krwotoczną Ebola. Chodzi o tajemniczy ZMapp, wcześniej wypróbowany na zainfekowanych wirusem Ebola małpach. Myszy testowe poddano działaniu fragmentów wirusa Ebola, w ich krwi pojawiły się monoklonalne przeciwciała anty-Bola, po czym je pobrano, by stworzyć szczepionkę. Lek powstrzymuje wirus przed dostaniem się do organizmu i infekcją komórek... może być skuteczny.

wtorek, 4 marca 2014

Uśpiony wirus pod lodem Syberii



















Pithovirus sibericum czekał na naukowców pogrzebany pod syberyjskim lodem Czukotki przez 30 000 lat. I nawet po jego wybudzeniu jest ciągle wirulentny. Nowo odkryty przez biologów ewolucyjnych Jeana Michela Clavarie i Chantal Abergel z Uniwersytetu Aix-Marseille wirus ma długość 1.5 mikrometra i średnicę 0.5 mikrometra, zatem jego rozmiar można porównać do rozmiaru bakterii. Nazwa pierwszego członu "pithos" pochodzi od wielkiego pojemnika, w którym starożytni Grecy trzymali jedzenie i wino. Już w 2003 roku Clavarie i Chantal odkryli innego wirusa-olbrzyma Mimivirus, a w ubiegłym roku dwa Pandorawirusy (o nich będzie krótko na sam koniec artykułu).

Dwa lata temu rosyjscy naukowcy ożywili prehistoryczny kwiat Silene stenophylla z owoców pogrzebanych w syberyjskiej zmarzlinie 30 000 lat temu. Clavarie i Chantal postanowili 'ożywić' Pithovirus sibericum, który poluje na ameby. Użyli do tego próbek zmarzliny dostarczonych przez rosyjski team i ameb jako przynęty. Pierwotniaki zaczęły umierać, a w nich odnaleziono cząstki wirusa. Pod mikroskopem Pithovirus sibericum wygląda niczym owal z grubymi ściankami. Wirus posiada 'korek' wraz ze strukturą przypominającą plaster miodu, który wieńczy jego otwarcie na jednym z końców. Kopiuje się poprzez budowę 'fabryk' replikacyjnych w cytoplazmie nosiciela - nie atakuje jądra jak czyni to większość wirusów. Jedynie jedna trzecia jego białek jest podobna do białek innych wirusów. Jego genom jest też mniejszy od genomu Pandorawirusów, gdyż obejmuje zaledwie 500 genów. Cząsteczka Pithovirus sibericum jest praktycznie pusta, nie ma w niej ciasno upakowanego DNA; ba, Pithovirus sibericum jest mniej zagęszczony niż jakikolwiek bakteriofag (wirus atakujący bakterie). Wirusy-olbrzymy zazwyczaj atakują ameby, ale wirusolog Christelle Desnues w ubiegłym roku wykazała, że Marseillevirus zainfekował 11-miesięczne dziecko. W jego krwi odkryto ślady DNA wirusa. Jak widać wirosfera się rozrasta, a odkrycia następują lawinowo.

Istnieje ryzyko, że wraz z globalnym ociepleniem powodującym topnienie syberyjskiej zmarzliny i prowadzeniem wierceń w tundrze zostaną odgrzebane nowe śmiertelnie niebezpieczne wirusy (z tym że musiałyby one pochodzić z zamrożonego prehistorycznego człowieka). Zatem nie tylko metan znajdujący się pod syberyjską zmarzliną może (ale nie musi) stanowić zagrożenie dla ludzkości. 

Pandorawirusy - NLF ('new life form', nowa forma życia), odkryta przez Chantal i Claverie w próbce wody pobranej przy wybrzeżu Chile. Infekowała i zabijała ameby. Później odkryto inny Pandorawirus w sadzawce w Australii. Zaledwie 7% genów tychże struktur pasowało do genetycznej bazy danych. Różnorodność wirusów jest wciąż niezbadana, to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Nazwy łacińskie odkrytych wirusów: Pandoravirus salinus i Pandoravirus dulcis. Wcześniej parazytolodzy uważali te dwa organizmy za pasożytnicze bądź symbiotyczne bakterie. Pandorawirusy nie wytwarzają własnych białek, nie produkują energii za pomocą ATP (nukleotydu adenozynotrójfosforanu) i nie reprodukują się poprzez podział. Prawdopodobnie wyewoluowały z komórek.

Video: http://www.youtube.com/watch?v=KIuIhsskxGk

wtorek, 29 października 2013

Mutacja wirusa ptasiej grypy H7N9 na horyzoncie?


















Wirusolodzy Ron Fouchier i Yoshihiro Kawaoka oraz 20 innych naukowców pragną zmutować wirus ptasiej grypy H7N9 po to by sprawdzić jak łatwo dochodzi do jego transmisji między ludźmi. Jak już wspominałem w Chinach w trakcie epidemii H7N9 udowodniono transmisję wirusa pomiędzy ojcem a córką. Fouchier i Kawaoka pragną użyć fretek jako zwierząt laboratoryjnych, aby przeprowadzić doświadczenia. Chcą zmutować gen hemaglutyniny (HA) znajdującej się na powierzchni wirusa grypy, czyli gen odpowiedzialny za produkcję białka, które przyłącza cząstki wirusa do komórek gospodarza. Propozycja Fouchiera i Kawaoki już spotkała się z miażdżącą krytyką. Dlaczego? Ponieważ obecnie wirus H7N9 nie transmituje się łatwo pomiędzy ludźmi - podobnie jak szczep H5N1. Krytycy boją się, że po zmutowaniu H7N9 owa mutacja zostanie przypadkowo bądź celowo uwolniona (np. przez bioterrorystów) i doprowadzi do pandemii wśród ludzi przenosząc się wśród nich drogą kropelkową. Do tej pory nie wiadomo jak doszło do transmisji szczepu H7N9 pomiędzy ojcem a córką (obie osoby zmarły), choć w grę może wchodzić genetyczna wrażliwość na grypę. Zdaniem wirusologa Wendy Barclay "eksperymenty takie jak planowany pozwolą naukowcom lepiej zrozumieć w jaki sposób ewoluuje wirus ptasiej grypy." Inżyniera genetyczna wirusów powoli staje się faktem.

wtorek, 15 października 2013

Przegrana wirusologa Rona Fouchiera (sprawa H5N1)



















Znowu będzie o zabójczych wirusach. Swego czasu śledziłem odkrycia tego  wirusologa z Erasmus Medical Center w Rotterdamie. 21 czerwca 2012 roku artykuł Fouchiera dotyczący zwiększenia wirulencji wirusa ptasiej grypy H5N1 ukazał się w prestiżowym "Science". Wystarczy co najmniej 5 mutacji, aby wirus przechodził z fretki na fretkę drogą kropelkową. 25 września 2013 roku sąd w Haarlem uznał, że Ron Fouchier przed publikacją owej kontrowersyjnej pracy powinien uzyskać oficjalną zgodę władz w formie eksportowej licencji. Drugi sporny artykuł dotyczył prawdopodobieństwa spontanicznego pojawienia się zmutowanego wirusa H5N1 w przyrodzie. Holenderskie władze wystraszyły się dokonań naukowca, które mogłyby wpaść w ręce potencjalnych bioterrorystów i posłużyć jako biologiczna broń masowej zagłady. Zatem przyszłe badania nad transmisją H5N1 i kolejnym letalnym szczepem H7N9, który pojawił się tego lata we Wschodnich Chinach będą wymagały zgody władz. Fouchier stwierdził, że rząd ingeruje w wolność akademicką, co nie jest dalekie od prawdy. Wirusolog i jego uczelnia Erasmus MC mają 6 tygodni na wniesienie odwołania do Sądu Apelacyjnego w Amsterdamie. Mamy tutaj do czynienia z fundamentalnym atakiem na wolność naukowej wypowiedzi.

O co bliżej chodzi? Pozwolę sobie zamieścić tutaj mój stary opublikowany w lipcu 2012 roku artykuł odnośnie pracy Rona Fouchiera i jego zespołu. Kontrowersyjna praca Rona Fouchiera udowodniła, iż wirus H5N1 może rozprzestrzeniać się drogą kropelkową. Fouchier i jego grupa badawcza stworzyli groźny szczep, który zarażał fretki (modelowe zwierzęta laboratoryjne) rozprzestrzeniając się w powietrzu. Po raz pierwszy wyizolowany w Hong Kongu w 1997 roku niezwykle patogenny wirus H5N1 przyczynił się do śmierci 300 z 600 zarażonych do tej pory osób. Lecz aby się nim zarazić potrzeba bezpośredniego kontaktu z zainfekowanym ptakiem bądź człowiekiem. Od kilku miesięcy wiadomo, że wirus potrafi wyewoluować na drodze eksperymentalnej, co wzbudziło wśród środowiska medycznego uzasadnione obawy przed wybuchem globalnej pandemii oraz potencjalną możliwością bioterroryzmu.

Fouchier wraz ze swoją grupą badawczą wyizolował szczep wirusa z Indonezji (2005 rok), po czym go genetycznie zmodyfikował dodając trzy mutacje. Pierwsze dwie, Q222L i G224S, zmieniły gen hemaglutyniny (HA) w taki sposób, że jego białko zaczęło wykazywać preferencję przywierania do receptorów typu ludzkiego, a nie do tych zawartych w komórkach ptasich. Trzecia modyfikacja (E627K) zmieniła gen PB2, który bierze udział w kopiowaniu materiału genetycznego wirusa powodując tym samym jego bardziej sprawną replikację. Tak zmodyfikowany szczep H5N1 naukowcy wstrzyknęli do nosów fretek, po czym codziennie przez cztery dni zbierali próbki. Po 10 rundach zmutowany wirus rozprzestrzeniał się w powietrzu infekując fretki znajdujące się w oddzielnych klatkach. Do trzech mutacji Fouchiera doszły dwie kolejne: w genie hemaglutyniny (HA), a mianowicie T156A oddziaływający na wiązania receptora oraz H103Y stabilizujący białko. Pomimo zainfekowania zmutowanym szczepem wirusa fretki nie umarły, co może wskazywać, iż wysoce wirulentny szczep stał się mniej zabójczy.

Publikacja Fouchiera dotycząca zwiększenia wirulencji wirusa ptasiej grypy wywołała liczne obawy dotyczące przede wszystkim wykorzystania 'przepisu' eksperymentu przez bioterrorystów, przypadkowego wydostania się zmutowanego szczepu na zewnątrz pilnie strzeżonego laboratorium i doprowadzenia do wybuchu pandemii czy wreszcie spowodowania infekcji wewnątrz budynku na skutek wypadku przy pracy. Do tej pory H5N1 wymagał do zarażenia bezpośredniego kontaktu z zainfekowanym zwierzęciem bądź człowiekiem, niemniej szacuje się, iż w przypadku wirusa ptasiej grypy śmiertelność sięga od 60 do 80%. Istnieje hipotetyczna możliwość bioterroru, o czym świadczy chociażby 'Amerithrax'. Jesienią 2001 roku tajemniczy seryjny morderca wysłał do siedzib kilku koncernów medialnych i do biur dwóch senatorów listy zawierające niewielkie ilości sproszkowanych przetrwalników wąglika. W następstwie 'Amerithrax' umarło pięć osób, natomiast siedemnaście ciężko zachorowało. W połowie 2008 roku obiektem zainteresowania FBI stał się mikrobiolog Bruce Edward Ivins, który dowiedziawszy się o szykowanym przeciwko niemu oskarżeniu popełnił samobójstwo zażywając nadmierną ilość leków. Ivins pracował w Instytucie Badań Medycznych nad Chorobami Zakaźnymi Armii Stanów Zjednoczonych (USAMRIID) w Fort Detrick w stanie Maryland, skąd prawdopodobnie pochodził użyty do aktów biologicznego terroru szczep wąglika. I choć obecne badania nad H5N1 trwały na tzw. trzecim poziomie bezpieczeństwa biologicznego (Biosafety Level Three) ich rezultatem był wysoce zjadliwy genetycznie zmodyfikowany szczep bardziej odpowiedni dla Biosafety Level 4.

Ron Fouchier nie był jedynym wirusologiem, który przeprowadził kontrowersyjne eksperymenty z wirusem H5N1. 2 maja 2012 roku w "Nature" ukazała się praca japońskiego wirusologa Yoshihiro Kawaoki z Uniwersytetu Wisconsin–Madison, który stworzył wirusa-hybrydę dwóch szczepów H5N1 oraz H1N1 (odpowiedzialnego za wybuch pandemii w 2009 roku).

Linki do obu artykułów w języku angielskim:

"Nature" (Yoshihiro Kawaoka i in.)

http://www.nature.com/nature/journal/v486/n740/full/nature10831.html

"Science" (Ron Fouchier i in.)

http://www.sciencemag.org/content/336/6088/1534.full

Szczep wirusa ptasiej grypy H7N9 według grupy uznanych chińskich wirusologów, epidemiologów i mikrobiologów może przenosić się między ludźmi. Chodzi o transmisję wirusa pomiędzy 60-letnim ojcem a 32-letnią córką - obie osoby po pewnym czasie zmarły. To bardzo rzadki przypadek. Epidemia H7N9 wybuchła w marcu 2013 roku. Zarażone zostały 132 osoby, 43 umarły. Wygląda na to, że szczep H7N9 jest jednym z najbardziej letalnych wirusów ptasiej grypy. Jego źródłem były fermy żywego drobiu w Zheijang wzdłuż wybrzeża.

Więcej tutaj: http://www.bmj.com/content/347/bmj.f4752#ref-6

niedziela, 13 października 2013

Najgroźniejsze i najbardziej zjadliwe wirusy






Biosafety Level 4 (czwarty poziom bezpieczeństwa biologicznego) - na tym największym poziomie bezpieczeństwa badane są najbardziej niebezpieczne i śmiercionośne wirusy na które nie ma szczepionki (ok, na niektóre z nich szczepionki już opracowano). Są to w telegraficznym skrócie:

Wirus gorączki krwotocznej Ebola (siedem znanych odmian) - gorączka krwotoczna Ebola jest jedną z najbardziej zjadliwych i wirulentnych chorób w historii ludzkości. Nie ma na nią szczepionki, śmiertelność dochodzi do 90% w zależności od szczepu. Ebola, podobnie jak spokrewniony wirus Marburg należy do filowirusów. Oba wirusy są endemiczne dla Afryki, z tym że śmiertelność w przypadku zainfekowania wirusem Marburg dochodzi do 30%. Ebola i Marburg roznoszą się poprzez kontakt ludzi z płynami ustrojowymi, krwią, potem i kałem zainfekowanych osób czy zwierząt (gryzonie, koczkodany saba). Infekcja obejmuje wysoką temperaturę, bóle mięśni, biegunkę, z czasem przychodzą wymioty czarną krwią, bóle brzucha, klatki piersiowej i głowy, pojawiają się krostowata wysypka i podskórne krwawe wybroczyny, wreszcie krwawienie z otworów ciała (np. z kanalików łzowych oczu, z nosa, waginy czy odbytu). Może pojawić się również niekończąca się czkawka. Wirus Ebola odkryto w 1976 roku w Zairze i Sudanie, jego ognisko znajdowało się w pobliżu rzeki Ebola. Zainfekował 284 osoby, śmiertelność wyniosła 53%. Kilka miesięcy później wirus pojawił się w Yambuku, Zair (obecnie Kongo). Ebola-Zair (EBOZ) zainfekował 318 osób, śmiertelność wyniosła tym razem 88%. Trzeci szczep wirusa Ebola, tzw. EBOR (Ebola-Reston) zidentyfikowano u małp importowanych do Reston w stanie Virginia z Mindanao (Filipiny), wykryto go również u tamtejszych świń. Nie przeniósł się on jednak na ludzi. Kolejnym szczepem wirusa Ebola jest szczep Ebola Cote-d'Ivoire (EBO-CI), który został odkryty w 1994 roku - etolog przeprowadzała nekropsję na martwym szympansie w lesie Tai (Wybrzeże Kości Słoniowej) i zaraziła się EBO-CI. W 1994 roku wybuchła epidemia wirusa Ebola w miasteczku Kikwit, Kongo. Pacjentem zero okazał się 42-letni G.M, który zaraził się wirusem w lesie Mbwambala, w którym wytwarzał węgiel drzewny. Po uśmierceniu G.M i jego najbliższych Ebola dotarł do szpitala położniczego w Kikwicie, gdzie zaatakował ciężarne kobiety, chirurgów, członków zespołu operacyjnego oraz pełniące funkcje pielęgniarek zakonnice z klasztoru w Bergamo. Zaraza rozpleniła się na Kikwit i okoliczne miejscowości. Łącznie zaraziło się 315 ludzi, 214 zmarło. Prawdopodobny rezerwuar wirusa Marburg znajduje się w jaskini Kitum w pobliżu wulkanu Elgon w Kenii, być może przenoszą go nietoperze. Również i on potrafi być groźny - w 2005 roku w prowincji Uige w Angoli jego nieznana dotąd odmiana zabiła 244 osoby. Jeśli chodzi zaś o wirus Ebola to za jego najgroźniejszy szczep uchodzi odmiana Ebola-Zair ze statystyczną śmiertelnością (i czterema wybuchami epidemii od 1976 roku) 83% w ciągu 27 lat. Inne odmiany wirusa Ebola, których jeszcze nie omówiłem to Ebola-Sudan (SEBOV, odkryto go w 1976 roku, początkowo miał być identyczny ze szczepem Zair) oraz ostatni jak na razie wykryty szczep Bundibugyo (BEBOV), którego epidemie wybuchły w 2007-08 w Ugandzie (39 ofiar śmiertelnych) oraz w 2012 roku Kongo (10 ofiar śmiertelnych).

Wirus Machupo (śmiertelność 30%) powoduje boliwijską gorączkę krwotoczną i jest endemiczny dla Boliwii. Należy do rodziny wirusów Arenaviridae (arenawirusy). Jego rezerwuarem są gryzonie Calomys callosus, które wydalają wirusa z moczem. Objawy zakażenia to gorączka, dreszcze, bóle mięśni, bóle głowy, osłabienie organizmu, bóle brzucha, jadłowstręt, hipotonia, na ciele tak jak w przypadku wirusów Ebola i Marburg pojawiają się wybroczyny, ma miejsce krwawienie z kanalików łzowych oczu, odbytu, waginy, dziąseł, nosa, a także wymioty krwią. W 1994 roku doszło do wybuchu epidemii w miasteczku Magdalena, zmarło m.in sześciu członków jednej rodziny. Kolejnym śmiercionośnym arenawirusem jest wirus Guanarito (śmiertelność 25%) powodujący wenezuelską gorączkę krwotoczną. Wektorami wirusa są gryzonie, przyczyną zakażenia ludzi jest kontakt z nimi lub ich kałem czy śliną. Objawy: nudności, wymioty, gorączka, ból głowy, zapalenie gardła z powiększeniem węzłów chłonnych, kaszel, wybroczyny na skórze, krwawienie z nosa, dziąseł, waginy i odbytu, leukopenia i trombocytopenia (niedobór leukocytów i trombocytów). 24 marca 2013 roku fiolka z letalnym wirusem Guanarito zniknęła z laboratorium w Teksasie. 

Z kolei wirus Junin (znowuż arenawirusy) powoduje argentyńską gorączkę krwotoczną. Rezerwuar ponownie stanowią gryzonie, przyczyną zakażenia ludzi jest kontakt z nimi lub ich kałem czy śliną (droga wziewna czy krwiopochodna). Śmiertelność wynosi 15-30%, ale przeciw wirusowi Junin opracowano skuteczną szczepionkę o nazwie Candid #1. Objawy podobne jak u wirusa Guanarito, występują: obfite krwawienie z nosa, dziąseł, bóle brzucha, nudności, wymioty krwią. 

Wenezuelskie końskie zapalenie mózgu (VEE) oraz japońskie zapalenie mózgu (JEV). Powodują je wirusy neutropowe (arbowirusy), które atakują mózg i rdzeń kręgowy, czego skutkiem może być zapadnięcie w śpiączkę i śmierć. Wektorami wirusów są komary. JEV atakuje głównie kraje azjatyckie. Opracowano przeciwko tej chorobie skuteczną szczepionkę. Pochodzący z Malezji wirus Nipah (paramyksowirus) przenoszą nietoperze z rodzaju Pteropus. Ich kał prawdopodobnie zanieczyścił karmę trzody chlewnej. Wirus najpierw zaatakował świnie w Malezji i Singapurze masowo je zabijając. Ludzie po kontakcie z zakażonymi świniami także zaczęli chorować. Wirus Nipah (NiV, śmiertelność 70%) wywołuje bardzo groźne zapalenie mózgu lub zapalenie płuc. Do 1999 roku w Malezji uśmiercił 105 ludzi. Padło kilka milionów świń. Objawy Nipah: ostre zapalenie mózgu, wysoka gorączka, bóle głowy, zapalenie układu oddechowego, tachykardia, wreszcie śpiączka prowadząca do śmierci.  Do tej samej rodziny co Nipah należą wirusy Hendra (chorobotwórczy dla koni i ludzi) oraz Menangle (chorobotwórczy głównie dla świń). Ten pierwszy odkryto w Australii w 1994 roku. Rezerwuar tego wirusa znowu tworzą nietoperze Pteropus, z tym że zaraża on konie (i ludzi też, rzecz jasna). Podobnie jak Nipah Hendra atakuje mózg człowieka niszcząc neurony i komórki glejowe. Śmiertelność u ludzi w przypadku wirusa Hendra wynosi 50%. Objawy to m.in. zaburzenia świadomości, zaburzenia ruchowe, drgawki, nieprawidłowe odruchy, wymioty, gorączka i bóle głowy. Patogeny odpowiedzialne za zoonozy i przenoszone przez nietoperze jak widać mają się dobrze!

Uważać też trzeba na wirusy powodujące gorączkę dengę oraz gorączkę Lassa. W tym pierwszym przypadku rezerwuarem są komary Aedes aegypti i Aedes albopictus, w tym drugim gryzonie (m.in. szczury, ich odchody i kał). Objawy gorączki Lassa są zbliżone do wirusa Ebola, choć nie jest to choroba o tak wysokim stopniu śmiertelności. Każdy z opisanych tutaj wirusów to potencjalna broń biologiczna.

Na zdjęciach m.in pochówek ofiar wyjątkowo wirulentnej odmiany wirusa Marburg w Angoli oraz krwawe wybroczyny na ręce pacjenta zainfekowanego wirusem Ebola.