Pokazywanie postów oznaczonych etykietą funeral doom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą funeral doom. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 sierpnia 2025

Lycia: Wywiad z Tarą VanFlower

                                          

Lycia z Arizony to jeden z najważniejszych dla mnie projektów muzycznych/zespołów. To muzycy, którzy (obok Attrition i Black Tape for a Blue Girl) zdefiniowali ethereal darkwave. Muzykę Lycia trudno jest ubrać w słowa: na pewno jest oniryczna, mroczna, gotycko eteryczna. Zawsze ciągnęło mnie w kierunku brzmień pokroju wczesnego Dead Can Dance, Cocteau Twins, Speaking Silence, Love Spirals Downwards czy Ostia, jednak to liczne odsłuchy Lycia i ich ambientowego darkwave sprawiły, że mocno wsiąknąłem w brzmienia ethereal darkwave (w shoegeaze i dream pop nieco mniej). Na koniec tego wywiadu, który odbył się już wiele miesięcy temu zaprezentuję kilka moich ulubionych piosenek Lycia, tymczasem oddaję głos wokalistce Lycia, Tarze VanFlower:

Czy pamiętasz w jakich okolicznościach dołączyłaś do Lycia? Czy słyszałaś wczesne albumy Lycia z tamtego okresu ("Wake", "Ionia", "A Day in the Stark Corner", "Vane"?

Pamiętam to, jakby to było wczoraj. Miałam korespondencyjnego znajomego, który udostępnił mi zdubbingowaną kopię płyty "Ionia". Poczułam natychmiastową więź i wiedziałam, że muszę poznać osobę/osoby stojące za tą muzyką. Odpisałam z prośbą o informację, a mój znajomy przesłał mi adres Projekt Records. Napisałam do Projekt z prośbą o dane kontaktowe i faktycznie odpowiedzieli. Napisałam do Mike'a i reszta, jak to mówią, jest historią. 

Lycia jest często uznawana za pionierów eterycznego podgatunku darkwave. Jakie inne zespoły gotyckie/darkwave były dla Ciebie źródłem inspiracji? Które wokalistki wywarły na Ciebie wpływ?

Zawsze starałam się robić swoje i celowo nie pozwalać, aby moje inspiracje zbytnio dyktowały moje podejście, ale czułam więź połączoną z ogromnym szacunkiem i podziwem dla Jarboe, Katie Jane Garside, Zoe Alexandry Wakefield i Siouxie Sioux, szczególnie w tych bardzo wczesnych latach. Jarboe była moją osobistą bohaterką i miała również ogromny wpływ na moje życie. Wiele zespołów, których słuchałam w mojej młodości miało nieco cięższe brzmienie. Nigdy tak naprawdę nie utożsamiałam się z "ładną" muzyką, że tak powiem, co jest dla mnie denerwujące, ponieważ czuję, że mój głos jest czasami trochę za ładny. 

Peter Steele z Type O'Negative był zagorzałym fanem i zwolennikiem Lycia. Szczególnie przypadł mu do gustu album "A Day in the Stark Corner" z 1993 roku. Jakie masz wspomnienia z Peterem? Muszę przyznać, że Type O'Negative nadal uznawany jest w Polsce za zespół kultowy. 

Peter był dla nas bardzo dobry. Skontaktował się z nami w sprawie grania koncertów i po prostu po to, żeby nawiązać kontakt na gruncie osobistym. Rozmawiał kilka razy z Mike'm o wspólnym projekcie i jestem do tej pory zasmucona, że do tej współpracy nie doszło. Mogę sobie tylko wyobrazić to, co by wspólnie zrobili. Był dla nas naprawdę bardzo wspierający i miły. Jestem naprawdę wdzięczna, że mogłam pracować z Type O'Negative i zaprzyjaźnić się z tak wspaniałymi ludźmi. 

Ile koncertów zagraliście jako support Type O'Negative w 1995 roku? Czy pamiętacie chociaż kilka z nich?

Chyba zagraliśmy z nimi pięć koncertów i byli absolutnie mocni. Powiedzenie, że ich fani nas nie lubili to zbyt mało powiedziane. Oczywiście od tamtej pory możemy podziękować tym przeszłym koncertom za to, że dotarliśmy do nowych odbiorców i regularnie słyszymy, że właśnie tak ludzie nas odkryli, dzięki Peterowi i owym koncertom. Niektóre wieczory były bardzo udane (koncerty w Nowym Jorku i Bostonie), ale inne były naprawdę brutalne. Ludzie nas opluwali, rzucali w nas butelkami, etc. Jeden ochroniarz powiedział nam, że nigdy nie widział zespołu gorzej traktowanego niż my. Teraz z perspektywy czasu to zabawne, ale wtedy wcale nie było fajnie. 

Czy graliście kiedykolwiek poza Stanami Zjednoczonymi? Czy mieliście jakieś plany odnośnie koncertów w Europie?

Graliśmy w Toronto (Kanada) oraz w Meksyku. Jednym z naszych największych rozczarowań jest to, że (jak dotąd) nigdy nie dotarliśmy do Europy. Kiedy byliśmy aktywnie koncertującym zespołem oferty nie były dla nas realne. Kto jednak wie, co przyniesie przyszłość. 

Jak wspominasz współpracę z Peterem Steele (Type O'Negative) przy piosence "Halloween in Heaven"?

Właśnie poruszyłam ten temat z Mike'm ostatnio. Nagrałam wokal w naszym studiu. Śpiewałam wersję demo utworu, w której Peter śpiewał moją partię. Bardzo chciałbym usłyszeć tę wersję. Mike ją gdzieś ma. Ale wszystko zostało przesłane przez AIM do Josha, klawiszowca Type O'Negative. Tak naprawdę nigdy nie współpracowałam z zespołem poza przesyłaniem plików do Josha przez AIM. Udało mi się wykonać ten utwór na żywo raz, kiedy Type O'Negative grali w Tempe (Arizona). 

Utwory Lycia są często coverowane przez inne zespoły/projekty. Jednym z moich ulubionych coverów Lycia jest "Estrella" Finów z Shape of Despair (funeral doom). Jakie są Twoje ulubione covery Lycia, które idealnie oddają tajemniczność i melancholię muzyki Lycia?

Zawsze mi bardzo miło, gdy ktoś coveruje piosenkę Lycia. Ciekawie jest słuchać interpretacji innych artystów. Uwielbiam słuchać jak inni wnoszą do piosenki Lycia swój własny klimat. 

Ze wszystkich albumów studyjnych, które nagrałaś który jest Twoim ulubionym i dlaczego?

Powiedziałabym, że "Ionia" (1991), bo ten album dosłownie odmienił moje życie. Jeśli chodzi o albumy, w których brałam udział, nie potrafię wybrać ulubionego. Mój mózg po prostu tak nie działa. 

Muzykę Lycia często uważam za introspektywną, melancholijną, enigmatyczną i zdumiewająco marzycielską. Jakie motywy przewijają się w piosenkach Lycia?

Myślę, że zawsze jest w nich poczucie nie przynależności do świata. Nie sądzę, żeby ktoś w zespole czuł, że przynależy 'gdzieś tam'. Jest w naszej muzyce poczucie odizolowania się od wszystkiego, tęsknota za jakimś innym miejscem. Większość moich piosenek opowiada o miłości i śmierci, przemijaniu czasu, nieuchronnym końcu rzeczy. Wszystko się kiedyś zakończy. 

Jakie są Twoje ulubione miejsca w Arizonie np. te najbardziej tajemnicze, o ponurej atmosferze?

Jednym z moich ulubionych miejsc są Superstition Mountains (pasmo górskie w Arizonie), które znajdują się zaledwie kilka mil od naszego miejsca zamieszkania. Kilka miesięcy temu trawiły je pożary i opłakiwaliśmy stratę starożytnych sagauro (karnegia olbrzymia, rodzaj sukulenta z rodziny kaktusowatych), które spłonęły. W górach Superstition jest bardzo nieziemsko. Jednak w Arizonie jest wiele niezwykłych miejsc. Naprawdę można odczuć jak stara jest ziemia, gdy przebywasz na pustyni. Sedona jest pełna magii, oczywiście Wielki Kanion też. Mamy także stare górnicze miasteczko Jerome, które uwielbiamy odwiedzać. Naprawdę nie ma tutaj zbyt dużo 'mroku', kiedy jest gorąco i słonecznie przez 99 procent czasu, ale nieustanny upał i słońce zdecydowanie wywołują poczucie pustki, wyalienowania. 

Czy inspirujesz się nastrojowymi i rozległymi krajobrazami Arizony, jeśli chodzi o mroczne i eteryczne brzmienia Lycia?

Otoczenie zawsze wpływa na wszystko to, co tworzysz. Rzadko występuje bezpośrednia korelacja, ale nie sposób wyczuć charakteru otoczenia. Przykładowo na albumie "Cold" Lycia słychać zimowy krajobraz stanu Ohio, natomiast we wczesnej twórczości Mike'a z pewnością czuć pustynię. 

Co jeszcze robisz w życiu poza Lycia i twoimi eksperymentalnymi projektami solowymi?

Dużo piszę. Pisanie zajmuje mi więcej czasu niż wszystko inne. Mam kilka opublikowanych książek oraz współprac i ciekawych projektów audio/pisarskich, nad którymi pracuję z moją siostrą, Amandą Votta (The Floating World). 

Czy możesz się ze mną podzielić swoją wnikliwą opinią na temat wiary i religii, miłości i śmierci?

Nie wiem nawet jak powierzchownie omówić ten temat. Myślę, że wszystko jest ze sobą powiązane, wszystko jest ważne, wszystko tkwi w nas na poziomie komórkowym, niezależnie od tego czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie. To otacza nas nieustannie. Myślę, że religie mogą mieć swoje wady. gdyż ludzie są w nie mocno zaangażowani, a większość z nich ma ukryte motywy, nawet jeśli nie starają się ich mieć, osiągnąć. Magia jest wszędzie. Jest we wszystkim. Staram się być na nią otwarta, ale bardzo łatwo jest 'ugrzęznąć' w życiu i czasem przegapić magiczne chwile. Dlatego też pisanie znaczy dla mnie tak wiele. To tworzenie nowego świata, do którego mogę uciec od zmartwień bycia człowiekiem, otoczonym przez innych ludzi. Miłość jest dla mnie wszystkim. A śmierć zawsze czeka.

Czy jesteś zagorzałą zwolenniczką subkultury gotyckiej i mrocznej estetyki?

Popieram wszystko co się komuś podoba. Chcę, aby ludzie byli szczęśliwi i czuli się komfortowo w prawdziwy sposób, niezależnie od tego, w jakim opakowaniu to się znajduje. 

Czego można się spodziewać po Lycia w przyszłości?

Naprawdę nie wiem! Obecnie nic aktywnie nie tworzymy.

---

Kilka moich subiektywnie ulubionych piosenek Lycia:

"This Decline" https://www.youtube.com/watch?v=4iiMsnrCzfA

"Desert" https://www.youtube.com/watch?v=1k_5Rbf-n_k

"The Remnants and the Ruins" https://www.youtube.com/watch?v=FAnWFzYLsWM

"Sorrow Is Her Name" https://www.youtube.com/watch?v=pkuPlkeMSAw

"Ionia" https://www.youtube.com/watch?v=CC3R784VMvY

"Mist" https://www.youtube.com/watch?v=RjHOodtHkBQ

Cover "Estrella" Lycia w wykonaniu Shape of Despair https://www.youtube.com/watch?v=t3R-Ras4f88

"A Failure" https://www.youtube.com/watch?v=_OgEASy9iM4

"Late Night Solitude" https://www.youtube.com/watch?v=laAKlpKQZPA

Type O'Negative "Halloween in Heaven" z wokalami Tary:

https://www.youtube.com/watch?v=xU7kDt3rVuo

piątek, 1 listopada 2024

Fragment Soul, Nailed to Obscurity i Draconian 31 października 2024 r. (fotorelacja)

                                                                  






Tym razem udało mi się wygrać dwuosobowe zaproszenie na warszawski koncert szwedzkich goth doom death metalowców z Draconian. Warszawska Hydrozagadka była pierwszym przystankiem Szwedów przy okazji trasy trzydziestolecia istnienia zespołu. Do Draconian wróciła po 10 latach przerwy ich długoletnia wokalistka Lisa Johansson, którą na świetnych skądinąd albumach "Sovran" (2015) i Under a Godless Veil" (2022) zastępowała pochodząca z RPA Heike Langhans (m.in. Ison). No i właśnie Draconian widziałem wcześniej na żywo dwukrotnie (2016 rok - Wrocław, Liverpool i 2019 rok - Warszawa, Progresja) z Heike na wokalu. Zatem ucieszyłem się, że będę mógł zobaczyć szwedzki zespół tym razem z Lisą udzielającą się wokalnie. Lubię Draconian z prostego powodu: oprócz gotyckich naleciałości jest w muzyce Szwedów sporo doom death metalowego ciężaru, poza tym ów dualizm w sferze wokalnej tzn. mocny growling Andersa Jacobssona i eteryczny damski śpiew Lisy/Heike fajnie ze sobą współgra kreując refleksyjny nastrój smutku i melancholii. Draconian to zdecydowanie jedna z 'gwiazd' wyśmiewanej w środowisku metalowym Napalm Records. Nadto gitarzysta Draconian, Johan Ericson ma wspaniały projekt funeral doom metalowy Doom: VS. "Dead Words Speak" z 2008 roku to tak potężny doom metalowy cios, że czapki z głów. Posłuchajcie sami: 

https://doomvs.bandcamp.com/album/dead-words-speak

Wróćmy jednak do halloweenowego koncertu w Hydrozagadce. Jako supporty Draconian wystąpiły Fragment Soul z Grecji oraz Nailed to Obscurity z Niemiec. Od razu przyznam, że twórczości obu tych zespołów w zasadzie w ogóle nie znałem. Na szybko i wyrywkowo odsłuchałem ich muzykę na kilka dni przed koncertem. Grecy grają przyjemny i melancholijny doom metal z czystymi wokalami, zarówno męskimi, jak i żeńskimi. Zagrali całkiem solidny koncert, ale jak dla mnie za mało było w ich występie doom metalowego miażdżenia. Niemniej jednak to interesujący młody zespół w stylu wczesnej Anathemy.  Myślę, że warto sprawdzić ich wysublimowany prog doom:

https://fragmentsoul.bandcamp.com/album/galois-paradox

Z kolei Niemcy z Nailed to Obscurity postawili na ciężar i agresję ze sporą dozą melodii, aczkolwiek jakoś mnie ich muzyka nie powaliła na kolana. Przynajmniej nie na tyle, abym leciał na ich stoisko z merchem i kupował płyty. Scenicznie zaprezentowali się doskonale, mnóstwo energii i generalnie profesjonalne obycie koncertowe. Jednak miałem wrażenie, że nie było w ich występie zbyt wiele melancholii, a tego oczekuje od doom death metalu, także tego melodyjnego z czystymi wokalami. Nie da się ukryć, że można usłyszeć w ich muzyce choćby inspirację Finami ze Swallow the Sun. Mimo wszystko zachęcam do odsłuchu:

https://nailedtoobscurity.bandcamp.com/album/black-frost

Set-lista: "King Delusion", "Clouded Frame", "Resonance", "The Aberrant Host", "Liquid Morning", "Protean", "Deadening" i "Road to Perdition".

Cóż mogę powiedzieć o koncercie Draconian? Po raz trzeci czuję się usatysfakcjonowany. Lisa wyraźnie tęskniła za śpiewaniem w zespole i z radością zasiliła szeregi zespołu. Ustawiłem się tuż przy scenie, by zrobić kilka zdjęć i tam już pozostałem. Draconian postawili na bardzo przekrojową i różnorodną set-listę prezentując chociażby "The Cry of Silence", "Morphine Cloud', "Death, Come Near Me", "Pale Tortured Blue" czy zagrany jako ostatni "The Sethian". Osobiście zabrakło mi np. "The Sacrificial Flame" czy "Elysian Night", ale nie można mieć wszystkiego. Muzycy są zdecydowanie w formie, ale zwracałem też uwagę na publiczność w moim otoczeniu. Pod sceną dominowały młode kobiety i bawiły się wybornie: w transie, widać było radość na ich twarzach, choć doom death Draconian wręcz kipi od smutku, rozczarowania, melancholii. Cieszy sam fakt, że zespoły doom death metalowe czasem grają koncerty w Polsce, w końcu doom metal to nie tylko stoner doom, sludge doom czy trad/heavy doom. Nadal jednak tytułem dygresji czekam na występy Shape of Despair czy Evoken w Polsce. Dodam jeszcze, że Anders wciąż growluje świetnie, a Lisa potrafi swoim śpiewem oczarować. 

Odsłuch:

https://www.youtube.com/watch?v=BDM9xKPJcTE

Set-lista: "The Cry of Silence", "Heavy Lies the Crown", "Deadlight", "Heaven Laid in Tears", "Morphine Cloud", "Bloodflower", "Night Visitor", "Earthbound", "Daylight Mystery", "Pale Tortured Blue", "Death, Come Near Me" i "The Sethian". 

sobota, 11 marca 2023

Mindrot i Disembowelment: nowe nabytki płytowe

                                                               

10 marca udałem się na giełdę płyt CD i winyli, by sprawdzić czy uda mi się nabyć jakieś poszukiwane CD. Rzadko chodzę na giełdę, gdyż często po zawyżonych cenach są tam sprzedawane płyty CD, które są używane (co widać po rysach na powierzchni CD). Jednak wczoraj złamałem zasadę i wróciłem do domu z dwoma albumami, na które od dłuższego czasu polowałem. 

Mindrot "Dawning" (1995) - Mindrot to zespół, który zgasł stanowczo zbyt szybko. Dwa wyśmienite, wydane przez Relapse albumy "Dawning" (1995) i "Soul" (1998) i finito - zwłaszcza ten drugi ciężko zdobyć na CD, pierwszy jakoś się udało. Death doom Mindrot jest dość specyficzn i mocno katartyczny. To w zasadzie kulminacja licznych negatywnych emocji: gniew, nienawiść, smutek, żałoba. "Dawning" to zarazem dość intrygująca mieszanina: masywny doom death metal jak np. w "Forlorn", ale też wpływy rocka gotyckiego, thrash metalu i hardcore'a ("Withersoul") oraz trochę sampli. Kocham z tego albumu szczególnie "Burden" i "Across Vast Oceans" - co za duszny klimat, co za wokale Adriena Lerouxa! Wykapany Carl McCoy z Fields of the Nephilim! Ciarki na plecach, zwłaszcza przy moim ulubionym "Across Vast Oceans".

Lata 90-te w USA to wiele wspaniałego doom death metalu i funeral doom metalu np. Evoken, Ceremonium, Thorns of the Carrion, Morgion czy Dusk.
 
Do odsłuchu poruszający "Across Vast Oceans":
 
 
Disembowlement "Transcendence into the Peripheral" (1993) - Całkowicie subiektywnie to jeden z moich ulubionych albumów metalowych w ogóle. I jak na rok powstania nadal brzmi masywnie i brutalnie. Disembowelment z wprawą połączyli potężny i apokaliptyczny doom death z death metalem, a nawet grindem jak np. w "Excoriate". Dużo miażdżących zwolnień, grobowa atmosfera i trochę etnicznych wpływów Dead Can Dance czy oniryzmu Slowdive jak np. w "Your Prophetic Throne of Ivory" czy w delikatnym "Nightside of Eden" z kobiecym głosem (jaki to kontrast z brutalnym "Excoriate"). Z kolei "A Burial at Ornans" to kwintesencja funeral doom metalu, w którym jak wiadomo dominuje ultra-wolne tempo. Ogromny plus za pełną mistycyzmu, ezoteryczną warstwę liryczną.Widać, że Australijczycy chcieli się wyróżnić na scenie metalowej, zostawić na niej trwalszy ślad.
 
Na początku lat 90-tych tworzyły już takie zespoły doom metalowe jak Paradise Lost, Skepticism, My Dying Bride, Winter, Cathedral, Thergothon czy Funeral, ale chyba jedynie "From the Shadows" Unholy dorównywał w 1993 roku debiutowi Disembowelment pod kątem mrocznej i intensywnej brutalności. Cieszę się, że nabyłem dwupłytową kompilację Relapse z tym albumem, bo polowałem na nią od dawna. 


Wczoraj wydarzyło się coś przykrego blisko mojego miejsca zamieszkania. Wieczorem pod jednym z mostów drogowych (Mieszka I), do którego mam pieszo 5 minut drogi znaleziono zwłoki kobiety. Na miejscu pojawili się policjanci, prokuratura oraz lekarz, który po dokonaniu oględzin zwłok stwierdził brak działania osób trzecich. Czy zatem samobójstwo? Być może. Póki co nieznana pozostaje przyczyna śmierci tej kobiety ani jej tożsamość (kobieta pozostaje bezimienna). Jednak takie sytuacje także mnie dotykają, bo człowiek się zastanawia:co się tam pod osłoną mroku wydarzyło i kim była ta osoba? Jeśli to było samobójstwo, co można było zrobić, by do niego nie doszło? 

W Polsce nie jest dobrze, jeśli chodzi o samobójstwa. Rośnie chociażby liczba prób samobójczych dzieci i nastolatków. Ostatnio (zapewne pod wpływem nagonki prawicowych mediów) samobójstwo popełnił 15-letni Mikołaj, syn posłanki Małgorzaty Filiks. Polska według danych na zwjr.pl znajduje się na 18 miejscu pod kątem wskaźnika liczby samobójstw - za m.in. Koreą Południową, Litwą, Słowenią, Belgią, Łotwą, Węgrami czy Japonią. To nie jest kraj, w którym zdrowie psychiczne jego obywateli jest traktowane poważnie, priorytetowo. Cóż, 'uroki' życia w kraju rządzonym przez quasi-autokratyczny rząd. Tak czy owak uważam, że liczba samobójstw w Polsce pozostaje niedoszacowana. 
 
Często mijamy wiele dzikich niedostępnych miejsc nie zastanawiając się nad tym czy aby nie doszło w nich do jakiejś jednostkowej tragedii. W końcu każda przedwczesna śmierć (nawet naturalna) to czyjaś tragedia. Jednakże to betonowe przęsło chyba już zawsze będzie kojarzyło mi się ze śmiercią.

czwartek, 26 stycznia 2023

Arche "Transitions" (2022) - recenzja

                                                
Zaległa recenzja, ale przegapiłem premierę pierwszego długograja Arche, która miała miejsce w grudniu 2022 roku. "Transitions" duetu z Arche to kwintesencja fińskiego funeral doom metalu, muzyka poruszająca i unurzana w melancholii. Generalnie Finlandia pogrzebowym doom metalem stoi. Można wręcz zaryzykować śmiałą tezę, że funeral doom wykrystalizowywał się właśnie w tej cudownej krainie zorzy polarnej, lasów i setek jezior. Wystarczy wymienić Thergothon, Skepticism, Unburied czy nawet Unholy (choć Finowie z Unholy są protoplastami awangardowego black doom metalu). Owszem, na początku lat 90-tych atmosferyczne doom metalowe czy funeral doom metalowe debiuty dostarczały słuchaczom także Evoken (USA), Esoteric (Wielka Brytania), Mordor (Szwajcaria), Monumentum i Ras Algethi (Włochy), Ysigim i Gallileous (Polska) czy Funeral (Norwegia, nie mogę się doczekać reedycji "Tragedies"), jednak jak dla mnie ojczyzną funeral doom metalu raczej pozostanie Finlandia i basta - głównie dzięki funeral doom metalowi Thergothon i Skepticism. 

Ano właśnie "Transitions" to idealna płyta dla wielbicieli funeral doom metalu Skepticism, Thergothon, Profetus czy uwielbianego przeze mnie Shape of Despair. Można jeszcze dodać wspomniany Evoken czy wspaniały Mournful Congregation z Australii. Na pewno album ten nie trafi w gusta metalowców zasłuchanych w black metalu czy death metalu, dla których liczą się tylko wściekłość i nieustająca agresja. Zresztą ja nadal uważam pogrzebowy doom za największą niszę w metalu, muzykę, która jest często postrzegana jako 'nudna, monotonna, depresyjna'. I o to chodzi: o wolne tempa, posępną atmosferę przesyconą smutkiem, żałobą i przemijaniem życia. Atmosfera funeral doom metalu bywa czasem nieco melodramatyczna, z drugiej strony jakoś to nie przeszkadza wielu słuchaczom uznanych zespołów pokroju My Dying Bride (swoją drogą od lat uwielbiam Brytyjczyków i bodaj trzykrotnie widziałem ich na żywo). Funeral doom Arche na "Transitions" jest mroczny, tajemniczy, eteryczny, bardzo piękny. Budzi skojarzenia z wędrówką po mglistym lesie tuż przy wijącej się rzece albo blisko otulonego mgiełką jeziora.

16-minutowy "Reverential Silence" to ciężki funeral doom metalowy kolos z delikatnymi akustycznymi melodiami. Z kolei "Transition" zatraca się w delikatności i onirycznej melancholii i budzi skojarzenia (przynajmniej moje) z akustycznym folkiem Tenhi. "In Solace A Light" to powrót do masywnych funeral doom metalowych riffów zwieńczony przejmującymi partiami akustycznymi. 

Jeden z najlepszych funeral doom metalowych albumów ubiegłego roku. Chętnie przygarnę go z czasem na CD. Tymczasem polecam odsłuch: 

https://archefin.bandcamp.com/album/transitions-atmospheric-funeral-doom-metal

Swoją drogą Encyclopedia Metallum wylicza "tylko" 743 zespoły funeral doom metalowe.Mało w porównaniu do prawie 46 000 różnorodnych zespołów black metalowych czy ponad 55 000 death metalowych (choć tutaj wliczany jest także lubiany przeze mnie doom death czy death doom).

https://www.metal-archives.com/search?searchString=funeral+doom&type=band_genre  

https://www.metal-archives.com/lists/black 

sobota, 23 lipca 2022

Zespoły, które chciałbym zobaczyć w Polsce na żywo

Jako że staram się dość regularnie chodzić na koncerty metalowe i gotyckie postanowiłem stworzyć listę zespołów, których muzyka subiektywnie wiele dla mnie znaczy, a których nie miałem okazji do tej pory widzieć na żywo. W dużej mierze dlatego, że nie grały jeszcze w Polsce. Może przeczyta ten wpis któryś z rodzimych organizatorów koncertów i je zaprosi do Polski, kto wie? Winiary Bookings? Iron Realm? Knock Out? Ja niestety nie mam żadnego doświadczenia w organizowaniu koncertów, choć gdybym mógł to oczywiście pomógł bym ulubionym muzykom choćby w organizacji noclegu tu w Poznaniu. Lista będzie sukcesywnie powiększana o kolejne zespoły/projekty muzyczne, które mogłyby zagrać kiedyś w Polsce (póki jeszcze istnieją i koncertują). Przy okazji gorąco polecam te zespoły każdemu z moich czytelników. A nuż zdobędą nowych fanów/nowe fanki.

1) Dark Sanctuary (Francja) - melancholijny neoclassical darkwave z Francji. W ubiegłym roku muzycy zeszli się na nowo i pracują nad kolejnym albumem. Żałobna muzyka zapomnianych cmentarzy. Mam nadzieję, że jednak wrócą do koncertowania, bo nowy album to dobra ku temu okazja.

https://www.youtube.com/watch?v=YIUokGogZ9I

2) Skepticism (Finlandia) - jedni z protoplastów funeral doom metalu. Nigdy nie grali w Polsce. Może pora to zmienić? EDIT: Zagrali w 2003 roku w Madness we Wrocławiu wraz z Pantheist. Moje niedopatrzenie, aczkolwiek zespół nadal tutaj zostanie, bo wówczas nie znałem muzyki Finów. Ciekaw jestem ile osób przyszło wówczas na koncert Skepticism.

https://skepticism.bandcamp.com/album/stormcrowfleet

3) Shape of Despair (Finlandia) - kolejny z moich ulubionych zespołów funeral doom metalowych. Muzyka posępna, ambientowa i oniryczna. Uwielbiam. Marzy mi się ich koncert np. na Castle Party.

https://shapeofdespair.bandcamp.com/album/monotony-fields-2 

4) Funeral (Norwegia) - także protoplaści skandynawskiego funeral doom metalu. Nie kojarzę ich koncertu w Polsce, a to świetny zespół. 

https://funeraldoom.bandcamp.com/album/in-fields-of-pestilent-grief

5) Tenhi (Finlandia) - esencja fińskiego melancholijnego neofolka z elementami neoclassical. 

https://www.youtube.com/watch?v=5vsWZe58R6k 

6) Empyrium (Niemcy) - piękny neofolk z elementami black metalu. Uwielbiam. 

https://empyrium.bandcamp.com/album/ber-den-sternen

7) Vemod (Norwegia) - idealny mariaż atmosferycznego dark ambientu i black metalu. Kocham.

https://vemod.bandcamp.com/album/venter-p-stormene 

8) Evoken (USA) - grają czasem po festiwalach, ale nie w Polsce. Doskonały funeral doom. Esencja smutku i ciemności. Więcej funeral doomu na żywo w naszym kraju, a będę zadowolony.

https://solitudeproductions.bandcamp.com/album/embrace-the-emptiness

9) Darkspace (Szwajcaria) - najekstremalniejszy z wymienionych zespołów. Agresywny ambient black metal. Kosmos i chaos. 

https://darkspace.bandcamp.com/album/dark-space-iii

10) Der Blaue Reiter (Hiszpania) - melancholijny neoclassical darkwave i klimatyczny martial industrial w jednym. Muzyka post-apokalipsy i opuszczonych przestrzeni.

https://www.youtube.com/watch?v=EZrZBAf6HGs

11) Klimt 1918 (Włochy) - oniryczny shoegaze/alternatywny rock. Cudowne okładki i niezwykła muzyka.

https://klimt-1918.bandcamp.com/album/sentimentale

12) Northaunt (Norwegia) - z tego co się orientuję to Northaunt, twórca jednego z moich ulubionych albumów dark ambientowych "Horizons" (2006) nigdy nie wystąpił w Polsce. 

https://northaunt.bandcamp.com/album/horizons

13) The Wake (USA) - sugestia od znajomej. The Wake, czyli jeden z najstarszych amerykańskich zespołów gotycko rockowych.

https://thewakeband.bandcamp.com/ 

14) Clouds (Rumunia) - atmosferyczny doom death z elementami post-rocka, ogromnie melancholijny. Czasem grają koncerty. Masa muzyków przewinęła się przez ten zespół, także muzycy z 15) Pantheist i 16) Aeonian Sorrow - oba te funeral doom metalowe zespoły także mogłyby wystąpić w Polsce po raz pierwszy na żywo.  

https://cloudsofficial.bandcamp.com/album/dor-2

17) Mysticum (Norwegia) - jedni z pionierów industrial black metalu za sprawą "In the Streams of Inferno" (1996). Grają na tegorocznej edycji Brutal Assault obok m.in. Evoken, Skepticism i Phlebotomized. Oczywiście żadnego koncertu klubowego do tej pory w Polsce. Czemu? Niestety na BA się nie wybieram z powodu starań rozsądnego zarządzania swoim budżetem i innego niekoncertowego wyjazdu.

https://peaceville.bandcamp.com/album/in-the-streams-of-inferno

18) Phlebotomized (Holandia) - awangardowy i eklektyczny doom death metal. Nie kojarzę ich występu w Polsce, a to weterani nietuzinkowego ciężkiego grania. Generalnie chciałbym więcej koncertów funeral i doom death metalowych w naszym kraju, bo stoner czy sludge doom metalowych mamy pod dostatkiem. 

https://phlebotomizedhhr.bandcamp.com/album/immense-intense-suspense-skycontact

19 i 20) Funeralium i Ataraxie (Francja) - dwa doskonałe, masywne i dołujące zespoły funeral/doom death metalowe. Brak występów w Polsce.

https://ataraxie.bandcamp.com/album/slow-transcending-agony-10th-birthday-remastered-edition 

21) Oh Hiroshima (Szwecja) - miałem kilka lat temu krótki okres fascynacji post-rockiem i post-metalem (Isis, Red Sparowes, Riverside, itd.), ale obecnie takie brzmienia mi się przejadły. Tutaj sugestia od czytelnika. Posłuchałem trochę muzyki Oh Hiroshima i jest całkiem niezła, klimatyczna, melancholijna. Brak gigu w Polsce.

https://ohhiroshima.bandcamp.com/album/myriad

22) Urfaust (Holandia) - okultystyczny i nader ekscentryczny ambient black metal/black doom. Kiedy koncert w Polsce?  

https://urfaust.bandcamp.com/album/teufelsgeist

23) Autopsy (USA) - legendarna kapela death metalowa w estetyce gore. Po dziś dzień brak koncertu klubowego w Polsce. 

https://peaceville.bandcamp.com/album/mental-funeral 

24) Lamia Vox (Rosja) - jedna z moich ulubionych artystek z Rosji. Tej samej Rosji, która prowadzi haniebną wojnę napastniczą z Ukrainą. Może kiedyś warto ją zaprosić na występ w Polsce - już po zakończeniu wojny? Mroczny ritual dark ambient. Artystka chyba mieszka w Pradze. 

https://cycliclaw.bandcamp.com/album/sigillum-diaboli

25) Bauhaus (Wielka Brytania) - zespół, którego nie trzeba przestawić. Prekursorzy rocka gotyckiego z UK. Kapela-legenda w subkulturze gotyckiej. Czy doczekamy się koncertu Bauhaus w Polsce? Peter Murphy już występował nie raz.

https://www.youtube.com/watch?v=OKRJfIPiJGY

26) i 27) Marche Funebre (Belgia) i Hellight (Brazylia) - dwa atmosferyczne doom death metalowe zespoły z Belgii i Brazylii. Brak koncertów w Polsce. Czemu się w sumie dziwić, skoro funeral doom czy doom death nie są zbyt popularne w naszym kraju. Tych sub-gatunków doom metalu słucha zapewne garstka fanów. Liczba rodzimych zespołów funeral doom też nie jest obecnie powalająca.

https://helllight.bandcamp.com/album/until-the-silence-embraces 

To be continued. Zespoły, które w bliższej lub dalszej przyszłości wystąpią w Polsce zostaną z listy usunięte, gdyż będę tutaj czasem zaglądał. A może moi czytelnicy mają jakieś swoje typy zespołów nieobecnych scenicznie w Polsce? Piszcie w komentarzach. Na zdj. Tenhi. 

piątek, 25 marca 2022

Fuoco Fatuo, Grave Miasma i The Ruins of Beverast w Bazylu, 24 marca 2022 roku (fotorelacja)

                                          





To mój pierwszy koncert metalowy od dłuższego czasu. Z wielu wcześniejszych zrezygnowałem w dużej mierze dzięki koronawirusowi. Zagrożenia epidemicznego nie bagatelizowałem i nadal nie bagatelizuję (stąd trzykrotne zaszczepienie i generalnie unikanie większych skupisk ludzkich), ale tym razem powiedziałem sobie, że zaryzykuję, bo skład kusił ogromnie. Brytyjskich death metalowców z Grave Miasma miałem okazję widzieć w starym Bazylu w 2013 roku, pozostałe dwa zespoły, czyli Fuoco Fatuo z Włoch oraz The Ruins of Beverast z Niemiec pragnąłem zobaczyć po raz pierwszy na żywo, gdyż ich muzyka po prostu robi na mnie wrażenie. 

Wielokrotnie wspominałem na tym blogu, że ogromnie cenię doom death i funeral doom. Koncerty zespołów grających wolno, masywnie i ponuro rzadko jednak mają miejsce w Polsce. Częściej można uczestniczyć w gigach stoner doom metalowych czy sludge doom metalowych. Dlatego otwierający trasę trzech zespołów koncert Włochów z Fuoco Fatuo bardzo mi się podobał. Złowieszczy i miażdżący doom death/funeral doom w stylu Tyranny, Esoteric czy Disembowelment. Jednak subtelnie zróżnicowany, choć takiej muzyki prosto z otchłani katakumb trzeba słuchać w skupieniu i mieć na nią nastrój. Nazwa zespołu jest też bardzo ciekawa - "błędne ogniki", czyli zjawy nawiedzające bagna, trzęsawiska czy opuszczone cmentarze. 

Odsłuch "Obsidian Katabasis":

https://fuocofatuo.bandcamp.com/album/obsidian-katabasis

Death metalowcy z Grave Miasma dali bardzo dziki i intensywny koncert. I zostali przyjęci bardzo ciepło przez zgromadzoną w poznańskim Bazylu publiczność. Na pewno był to najbardziej ekstremalny występ wczorajszego wieczoru. Znakomita porcja zatęchłego death metalu prosto z zapomnianej krypty.  Dokładnej set-listy nie pamiętam, bo skupiłem się na robieniu zdjęć, ale wychwyciłem "Ancestral Waters", "Under the Megalith", "Seven Coils" czy "Rogyapa". 

Odsłuch "Abyss of Wraithful Deities":

https://gravemiasma.bandcamp.com/album/abyss-of-wrathful-deities 

The Ruins of Beverast, znakomity projekt black doom metalowy Alexandra von Meilenwalda bardzo mocno chciałem zobaczyć na żywo. Cholernie odpowiada mi atmosferyczny black doom The Ruins of Beverast, gdyż ocieka mrocznym i niepokojącym nastrojem oraz jest mocno unikalny. Weźmy chociażby pod uwagę dwa ostatnie albumy The Ruins of Beverast "Exuvia" oraz najnowszy "The Thule Grimoires": są delikatniejsze, czuć na nich wpływ Dead Can Dance czy nawet gotyckiego rocka/gotyckiego doom metalu (Type O' Negative). To ciągłe poszukiwanie nowych środków wyrazu przez doświadczonego muzyka. Stąd też obecność gotyckich niuansów w atmosferycznym black doom metalu The Ruins of Beverast. Godzinny koncert Niemców całkowicie spełnił moje oczekiwania. A za wisienkę na torcie uznałem zagranie przez zespół cudownie upiornego "Daemon" z "Blood Vaults" (2013). 

Odsłuch "The Thule Grimoires": 

https://theruinsofbeverast.bandcamp.com/album/the-thule-grimoires

Tyle na dzisiaj. I wraz z tym wpisem stuknęło mi 900 000 wejść na bloga. Całkiem niezły wynik zważywszy na to, że blogowanie już nie przynosi takich zasięgów jak kiedyś. Teraz rządzą krótkie wpisy w mediach społecznościowych, podcasty do słuchania i wymyślne filmiki na TikToku, YouTube czy na Instagramie. Z drugiej strony od momentu powstania w 2013 roku ten blog miał być raczej undergroundowy i taki pozostanie.

poniedziałek, 28 lutego 2022

Shape of Despair "Return to the Void" (2022) - recenzja oraz wojna na Ukrainie

 

24 lutego 2022 roku o godzinie 03.45 w nocy rozpoczęła się rosyjska inwazja na Ukrainę i w konsekwencji gwałtowna eskalacja trwającego od 2014 roku konfliktu wojennego o Krym, Donbas i Łużańsk. Wybuch największej i najbardziej zmasowanej od czasów II WŚ wojny w Europie stał się faktem. Początkowo byłem tym ogromnie zaniepokojony, gdyż jak większość rozsądnych ludzi chcę żyć w świecie opartym na współpracy, a nie na terrorze i zabijaniu. Inicjatorem tego konfliktu jest oczywiście nie kto inny jak prezydent Rosji, nacjonalista i imperialista Władimir Putin. W pewnym momencie (jeszcze w trakcie pandemii, która się nie zakończyła) stanęliśmy na krawędzi otchłani i zaczęliśmy tam zaglądać.

Ukraińcy (żołnierze oraz ochotnicy) od 4 dni dzielnie się bronią zadając rosyjskim agresorem dotkliwe straty w sprzęcie i ludziach. W kraju jest powszechna mobilizacja wojskowa, obok zawodowych żołnierzy z okupantem walczą m.in. programiści, aktorzy, muzycy, tancerze, rolnicy, szeregi ochotników zasilają także kobiety. Bronią się Kijów, Charków oraz inne ukraińskie miasta. Zajęta zostaje przez Rosjan Czarnobylska Strefa Wykluczenia. Wojna wywołana przez Putina pod płaszczykiem "demilitaryzacji" Ukrainy staje się powoli kompromitacją jego wojsk, choć na razie trudno przewidzieć jaki będzie jej przebieg i w jaki sposób się ona zakończy (z chwilą gdy piszę te słowa trwają negocjacje obu stron nad rzeką Prypeć i jestem ciekaw czy nastąpi choćby chwilowe zawieszenie broni). Rosyjscy żołnierze porzucają czołgi i inny sprzęt bojowy, oddają się do niewoli bez walki, zaczyna brakować im jedzenia i paliwa, co sprzyja niskiemu morale. Ukraińcom nie brakuje woli walki, skoro wraz z nimi walczą prezydent Wołodymyr Zełeński oraz inni urzędnicy (bracia Kliczko). Tysiące uchodźców z Ukrainy (głównie kobiety z dziećmi i osoby starsze) ucieka do Polski, a Polacy pomagają, ile się da (masa pięknych i szlachetnych inicjatyw oddolnych, pomocowych czy zbiórek finansowych). W międzyczasie mają miejsce izolacja międzynarodowa Rosji, na którą nakładane są coraz to nowe i dotkliwe sankcje rujnujące jej gospodarkę, wojna dezinformacyjna oraz cyberwojna na niewiarygodną skalę, w której hakowane są rozmaite rosyjskie strony (Kremla, przedsiębiorstw wojskowych, propagandowych mediów). Putin straszy konsekwencjami militarnymi m.in. Szwecję oraz Finlandię, które chcą wejść do NATO. 

Nieprzypadkowo wspominam Finlandię, gdyż w dniu wybuchu wojny Rosji z Ukrainą zaliczam premierowy odsłuch nowego albumu funeral doom metalowców z Shape of Despair "Return to the Void" (wytwórnia Season of Mist). Posępny i melancholijny pogrzebowy doom metal to idealna muzyka na czasy, w których wojna wydaje się być tak bliska i namacalna. Naprawdę trudno się zasypia z myślą, że gdzieś tam za miedzą Rosjanie ostrzeliwują na oślep bloki, niszczą zabytkowe budynki i zabijają cywilów. Funeral doom Shape of Despair jest dość specyficzny, gdyż jest odrealniony i mocno introspektywny. Nie inaczej jest na "Return to the Void", na który składa się sześć monstrualnych kompozycji eterycznego ambient funeral doom metalu. 

To muzyka smutku, bólu, agonii i samotności. Powolne, płynące, transowe pejzaże rodem ze snów, halucynacji, majaków. Delikatne, rzadko przytłaczające ciężarem melodie, które hipnotyzują, zachwycają, wprawiają w stan refleksji nad kondycją człowieczeństwa, ludzkości. Nie jest mi łatwo opisać funeral doom Shape of Despair i kalejdoskop wrażeń, które słuchanie tej głęboko atmosferycznej muzyki wywołuje. To są po prostu żałobne kołysanki balansujące na krawędzi sennego koszmaru. Funeral doom (podobnie jak dark ambient) od dawna jest dla mnie zjawiskiem absolutnie fascynującym, niszowym sub-gatunkiem metalu raczej ignorowanym przez metalowców szukających w metalu wyłącznie agresji, szybkości, ekstremy. I choć czasem sięgam po brutalny metal całkiem spora część mojej kolekcji płytowej obejmuje właśnie pogrzebowy doom, doom death i pochodne. 

Chcecie zatracić się w wyśnionym labiryncie głęboko osobistych wrażeń i odczuć, po prostu uciec w głąb siebie? W takim razie "Return to the Void" stanie się waszym muzycznym przewodnikiem, spowolnionym tańcem odzianych w żałobną czerń baletnic, który zniekształci rzeczywistość, odrealni ją, wykrzywi. 

Konkludując, "Return to the Void" to kapitalny, pulsujący nastrojem następca "Monotony Fields" (2015). Fantasmagoryczny, różnorodny wokalnie (brutalny growling Henri Koivula skontrastowany z delikatnością śpiewu Natalie Koskinen, szamańskie zaśpiewy i black metalowe wokale w absolutnie zniewalającym "Forfeit"), utkany pajęczyną niesamowitości. Polecam z całego serca wielbicielom zespołów takich jak Skepticism, Thergothon, Longing for Dawn czy Funeral. Odsłuch poniżej:

https://shapeofdespair.bandcamp.com/album/return-to-the-void 

Wracając jeszcze do wątku wojny na Ukrainie nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ten bestialski konflikt jest całkowicie niepotrzebny. Od czasu II WŚ ludzkość mądrze i roztropnie zredukowała liczbę wyniszczających wojen i zrezygnowała z używania bomb atomowych jako narzędzia masowej zagłady. Wojna to koszmar brutalności, cierpienia i traumy. Podziwiam wspólnotowość Ukraińców w obliczu tego konfliktu, ich wolę obrony wolnego i suwerennego kraju, który kochają i w którym się urodzili. Żal mi niektórych młodych rosyjskich żołnierzy, którzy dopiero na miejscu uświadamiają sobie, że stali się marionetkami w rękach zbrodniczego autokraty i jego sługusów. Cieszę się, że Polacy masowo wspierają uchodźców z Ukrainy, sam też to robię. Mam nadzieję, że wkrótce doczekamy się końca tego strasznego konfliktu i nie będzie on dalej eskalować w kierunku coraz to gorszego rozlewu krwi i ekspansji działań wojennych na inne kraje. Jednak jedynie czas pokaże czy zbrodniarz wojenny Putin się opamięta, gdyż pcha Rosję w kierunku gospodarczej zapaści i globalnej izolacji. Tak czy owak od 24 lutego świat zmienił się zdecydowanie na gorsze. Obyśmy nie stanęli na krawędzi III WŚ.

Wspierajcie Ukrainę i jej dramatyczną walkę o samostanowienie. Wszelkie, choćby najdrobniejsze i najbardziej symboliczne inicjatywy pomocowe są obecnie cenne. Zdj. Reuters.

Kilka przydatnych i zweryfikowanych linków do pomocy finansowej Ukrainie. Blogowanie jest passe, zasięgi są małe, ale może ktoś z czytelników kliknie i pomoże:

https://pomagam.pl/solidarnizukraina

Czerwony Krzyż na Ukrainie:

https://redcross.org.ua/donate/ 

Pomoc dla ukraińskiej armii:

https://armysos.com.ua/en/help-the-army

https://savelife.in.ua/en/donate/ 

Pomoc dla uchodźców:

https://www.pah.org.pl/sos-ukraina/?enable_cookies=all

piątek, 10 grudnia 2021

Funeral "Praesentialis In Aeternum" (2021) - recenzja

                     
Kolejna muzyczna premiera w 2021 roku, której nie mogłem się doczekać. Jestem fanem pogrzebowego doom metalu od wielu lat, a Norwegów z Funeral można śmiało uznać za protoplastów tego posępnego odłamu doom metalu (obok Skepticism, Thergothon, Esoteric czy Mordor ze Szwajcarii). Muzyka Funeral przeszła swoistą ewolucję: od ponurego i smutnego funeral doom metalu na demo "Tristesse" (1993) i albumie "Tragedies" (1995), w którym słyszymy zarówno brutalny growling, jak i delikatne kobiece wokale po bardziej przystępny, śpiewany z reguły czystym wokalem doom metal z gotyckimi naleciałościami na późniejszych albumach - od znakomitego "In Fields of Pestilent Grief" (2001) począwszy, na którym (co trzeba zauważyć) zaśpiewała niezwykle utalentowana wokalistka Hanne Hukkelberg. I tutaj osobista dygresja - z tego albumu pochodzi mój ulubiony kawałek Funeral w ogóle, wspaniały "When Light Will Dawn". Cudowna oda do smutku i melancholii. 

https://www.youtube.com/watch?v=FRcE3TpO32Q

Trzon zespołu od 1991 roku tworzy gitarzysta i perkusista Anders Eek, w zespole często dochodziło do roszad personalnych. Pogrzebowa muzyka Funeral do zbyt optymistycznych zatem nie należy, jest to także jedyny znany mi zespół metalowy, którego dwóch członków popełniło samobójstwo (gitarzysta, basista i wokalista Einar André Fredriksen 10 stycznia 2003 roku, znany także z Paradigma i The Flesh oraz gitarzysta i basista Christian Loos 28 października 2006 roku; Christian z Andersem Eekiem i innymi muzykami tworzyli świetny projekt funeral doom metalowy Fallen, polecam gorąco album "Tragedy's Bitter End" z 2004 roku, co intrygujące, zaśpiewany w całości czystym wokalem). 

Szósty album studyjny Funeral "Praesentialis In Aeternum" (premiera 10 grudnia 2021 roku via Season of Mist) jest bodaj najlepszym albumem Norwegów od czasu "In Fields of Pestilent Grief" (2001) i "From These Wounds" (2006), choć ciężko scharakteryzować go jako typowy posępny funeral doom. Atmosfera na "Praesentialis..." jest majestatyczna, epicka, symfoniczna oraz wciąż przesycona smutkiem, żałobą. Subiektywnie powiedziałbym, że obecnemu obliczu muzycznemu Funeral bliżej jest do kapel pokroju Isole (epicki doom metal ze Szwecji) czy Hamferd (Wyspy Owcze, farerski doom death) niż do ospałego pogrzebowego doom metalu z czasu "Tragedies" (1995). Growling używany jest bardzo sporadycznie, dominuje czysty śpiew, pojawiają się także goście jak np. Lars Are Nedland, multiinstrumentalista i wokalista Solefald i Borknagar w masywnym numerze otwierającym "Ånd". Moim ulubionym utworem na "Praesentialis In Aeternum" jest numer dwa "Materie" z cudownym delikatnym fragmentem, po którym wkracza brutalny growl. Co ciekawe, "Praesentialis In Aeternum"  to album w całości zaśpiewany po norwesku w odróżnieniu od pozostałych albumów Funeral zaśpiewanych po angielsku, co go dodatkowo wyróżnia. Dlatego uważam, że powinien też przypaść do gustu fanom norweskiego folka tj. Wardruna czy Forndom, mocno osadzonego w nordyckiej mitologii i naturze.  

Odsłuch:

https://funeraldoom.bandcamp.com/album/praesentialis-in-aeternum 

Trzeba teraz poczekać na "Return to the Void" Shape of Despair (premiera 22 lutego 2022 roku via Season of Mist).

piątek, 19 listopada 2021

Abysmal Grief "Funeral Cult of Personality" (2021) - recenzja

                                     
Od wielu lat uwielbiam gotyckie kino grozy, szczególnie włoskie i hiszpańskie, czyli ogólnie rzecz biorąc Eurohorror i amerykański southern gothic, zwłaszcza z lat 60-tych, 70-tych i 80-tych. Zostańmy jednak przy włoskim kinie grozy/giallo, które fascynuje wielu fanów horroru na świecie. Mario Bava, Dario Argento, Antonio Margheriti, Pupi Avati, Francisco Barilli, Joe D'Amato, Lamberto Bava, Michele Soavi - są to reżyserzy, których filmografię warto poznać, jeśli ktoś chce się zagłębić w fenomen włoskiego Eurohorroru. Ach, gotyckie kino grozy z Włoch (albo z Francji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii): mordercy w długich płaszczach, kapeluszach i skórzanych rękawiczkach, majestatyczne zamczyska ze skąpanymi w mroku korytarzami i piwnicami, pogrzebowe procesje, wioski pełne wampirów, otulone mgłą cmentarze, powabne wampirzyce, kandelabry i mroczne sekrety kryjące się za murami zamków. Przez wiele lat szukałem zespołu, który w pełni odda niepowtarzalny nastrój kultowych gotyckich Eurohorrorów. Aż kilka lat temu natrafiłem na włoski Abysmal Grief. 

Kapela z Genui grająca genialny, piekielnie atmosferyczny trad doom metal z elementami black metalu. I bardzo mocno nawiązująca nastrojem do gotyckich horrorów/filmów giallo. Już album Abysmal Grief "Feretri" (2013) miał na okładce kadr z włoskiego giallo "The Lady In Red Kills Seven Times" (1972), zdjęcie z najnowszego albumu Włochów "Funeral Cult of Personality" (2021) też jest intrygujące, ale w tej chwili nie kojarzę z jakiego filmu ono pochodzi. 

W trakcie słuchania "Funeral Cult of Personality" (2021) i innych albumów AG mam nieodparte wrażenie, że muzyka Włochów jest na wskroś gotycka. Black doom metalowi Abysmal Grief pod kątem specyficznego nastroju blisko do gotyckiego rocka a la Fields of the Nephilim czy Bauhaus ze względu na swoistą teatralność i autentycznie złowieszcze brzmienie inspirowane kinem grozy. Tak, doom metal Abysmal Grief jest posępny i zgniły niczym wieko starej trumny. Chyba nie ma drugiego takiego zespołu metalowego, który byłby tak intensywnie tajemniczy, gotycki. W rzeczy samej szufladka horror doom metal pasuje do muzyki Włochów idealnie! Ciężkie doom metalowe riffy, wyrazista obecność organów, sample ze starych horrorów plus diaboliczno-okultystyczna aura tworzą tutaj iście intrygującą mieszankę. Nie będę tutaj rozpływał się nad poszczególnymi utworami na "Funeral...", po prostu sami posłuchajcie i dajcie się ponieść tym upiornym dźwiękom. 

https://sunandmoonrecords.bandcamp.com/album/funeral-cult-of-personality

Co mi się ostatnio jeszcze spodobało z doom metalu. Krótko i na temat. 

Worm (USA) i album "Foreverglade". Mocny i intensywny doom death/black doom mocno nawiązujący brzmieniowo do "Transcendence Into the Peripheral" (1993) Disembowelment z Australii. Bagno ekstremalnego doom metalu. Wyborna płyta.

https://listen.20buckspin.com/album/foreverglade

Clouds (Rumunia) i album "Despartire". Atmosferyczny doom metal, refleksyjny, introspektywny, przesycony smutkiem i żałobą. Wśród gości na tym albumie znaleźli się m.in. Mick Moss z Antimatter czy Aaron Stainthorpe z My Dying Bride.

https://cloudsofficial.bandcamp.com/album/despartire

Ophis (Niemcy) i album "Spew Forth Odium". Wciągający i melancholijny niemiecki death doom/funeral doom dla wielbicieli Evoken czy Esoteric.

https://ophis.bandcamp.com/album/spew-forth-odium 

Ku mojej uciesze ukazały się także nowe single od Funeral (Norwegia) i Shape of Despair (Finlandia). Kocham funeral doom i nie mogę się doczekać premiery obu albumów tych zespołów. 

"Materie" Funeral (cudowny teledysk z surową norweską przyrodą w tle):

https://www.youtube.com/watch?v=p5pDuS1cdbU

"Reflection in Slow Time" Shape of Despair.

https://www.youtube.com/watch?v=x8TJq3JYUZ4 

Na zdjęciach Abysmal Grief i kadr z jednego z moich ulubionych włoskich horrorów "Domu o śmiejących się oknach" (1976) Pupi Avatiego.

sobota, 25 września 2021

Skepticism "Companion" (2021) - recenzja

                                                                         
Funeral doom był i jest dla mnie bliskim sub-gatunkiem doom metalu. Miałem w życiu okres, gdy oprócz dark ambientu czy black metalu (najczęściej industrialnego) słuchałem bardzo dużo doom death metalu czy pogrzebowego doom metalu. Jest kilka albumów, które zapoczątkowały funeral doom na początku lat 90-tych. Są to m.in. demo Thergothon "Fhtagn-nagh Yog-Sothoth" z 1991 roku, demo Funeral "Tristesse" z 1993 roku, demo Esoteric "Esoteric Emotions" z 1993 roku, demo Evoken "Shades of Night Descending" z 1994 roku, demo Mordor "Odes" z 1990 roku, album Voj "Кругами вечности" z 1991 roku oraz demo "Aeothe Kaear" (1994) i album "Stormcrowfleet" Skepticism z 1995 roku. To jednak właśnie Finowie ze Skepticism (obok Thergthon) są uznawani za pionierów funeral doom metalu. Na pewno jest to jeden z najdłużej działających zespołów parających się funeral doom metalem nie tylko w Finlandii (powstali w 1991 roku). Sam uwielbiam fiński funeral doom metal (Colosseum, Tyranny, Shape of Despair, Thergothon, Skepticism, Profetus, etc.) oraz Unholy i Dolorian (awangardowy black doom metal). 

Funeral doom był dla mnie bliski ze względu na duszną i żałobną atmosferę smutku, rozpaczy i melancholii oraz powolne, niekiedy wręcz zahaczające o ambient tempa. To najbardziej posępna i wisielcza muzyka w całym szeroko pojętym metalu - obok depresyjnego black metalu, z którego jednak lubię zaledwie kilku wykonawców. Ale wróćmy do Skepticism, gdyż ukazał się właśnie via Svart Records szósty albumów melancholijnych Finów zatytułowany "Companion" ("Towarzysz"). Tradycyjnie sześć utworów, jednak niepozbawionych nowych elementów. Pierwsze trzy kanoniczne albumy Skepticism były minimalistyczne i mocno introspektywne, "Companion" natomiast jest albumem mniej subtelnym, bardziej agresywnym i bezpośrednim. Ba, to chyba najagresywniejszy album w 30-letniej karierze Finów. Pojawiają się w nim (podobnie jak na "Alloy" z 2008 roku) elementy doom death metalu, death metalowe riffy ("Passage"). Oczywiście są także obecne klawisze i organy, lecz daleko "Companion" do miękkości i delikatności "Stormcrowfleet" (1995). Niemniej 10-minutowy "The March of the Four" to esencjonalny pogrzebowy doom metal, po prostu żałobny Skepticism, jaki uwielbiam. Zamykający album " The Swan and the Raven", do którego powstał całkiem intrygujący teledysk także odznacza się odczuwalną aurą smutku i żałoby. 

W sumie ciężko polecić funeral doom Skepticism np. fanom black metalu czy death metalu, gdyż to muzyka wolna i posępna, ale jakże fascynująca. Z drugiej strony funeral doom (bodaj największa nisza w szeroko pojętej muzyce metalowej) za sprawą takich zespołów jak Bell Witch czy Ahab powoli zaczyna trafiać do szerszego grona słuchaczy. Dla większości metalowców będzie to jednak muzyka nudna i odpychająca (no może poza Evoken czy Esoteric). Zawsze jednak powtarzam, że funeral doom, dark ambient czy refleksyjny neofolk a la Of the Wand and the Moon są idealne do słuchania w trakcie deszczowych, jesiennych wieczorów czy lodowatych, zimowych nocy. 

Niech żyje funeral doom! "Companion" do przesłuchania tutaj:

https://skepticism.bandcamp.com/album/companion 

Obejrzyjcie także wysmakowany dokument o Skepticism. Warto!

https://www.youtube.com/watch?v=HcOxHbfiqko

Swoją drogą Skepticism nigdy nie zagrali w Polsce. Może pora to zmienić, organizatorzy koncertów?