wtorek, 12 lipca 2022

Castle Party 2022 (fotorelacja)

                                                            


































































Kolejny wyjazd na festiwal muzyki gotyckiej Castle Party za mną - ósmy od 2014 toku. Uzależniłem się od tej fantastycznej i bezsprzecznie unikatowej imprezy muzycznej w Polsce. Unikalna subkultura gotycka estetycznie i wizualnie ogromnie mi odpowiada - mroczny romantyzm, miłość do starych horrorów i wiktoriańskiej literatury grozy, dynamika i głębia wszechobecnej czerni, ostre makijaże, aura zakazanej tajemnicy. No i oczywiście wspaniała i zaskakująca różnorodnością muzyka (coldwave, darkwave, w tym ethereal, post-punk, rock gotycki, industrial, dark ambient, EBM, aggrotech), czasem agresywna i mroczna, często melancholijna, chłodna, uwodzicielska. W tym roku zdecydowałem się po raz pierwszy spędzić na Castle Party aż 4 dni. Do tej pory jeździłem na dzień-dwa-trzy. Spędzenie czterech nocy na hałaśliwym polu namiotowym to swoisty test na wytrzymałość, ale dałem radę i go zdałem, choć brak snu wymęczył mnie niemiłosiernie (miałem zatyczki do uszu, ale nie pomogły). 

Subkultura gotycka jest dla mnie ważna z prostego powodu: nie jest tak monotonna jak muzyczny 'mainstream'. To po prostu piękny przejaw kontrkultury, alternatywny styl życia, bezpieczna przystań dla ludzi uchodzących za odmieńców, wyrzutków. Od dzieciństwa jestem wielbicielem kina i literatury grozy, intrygują mnie mrok, makabra, tajemnica, mroczne sekrety ludzkiej psychiki, puste przestrzenie i rozkładające się struktury, czemu od lat daje wyraz na tym blogu. I choć wywodzę się z subkultury metalowej, którą notabene nadal cenię, gdyż otworzyła mi oczy na wiele spraw, to od dobrych kilku lat częściej sięgam po szeroko pojęte brzmienia gotyckie, w których się odnajduję.

Koncerty czwartkowe rozpoczęły się na scenie parkowej, na scenie zamkowej koncertów nie było, zatem odpadła także konieczność przemieszczania się między scenami i fragmentarycznego uczestnictwa w wybranych koncertach. Wszystkie cztery zespoły, które zagrały tego dnia wypadły świetnie (występu Lady Extasy nie widziałem). Żadnej wtopy nie było. Ale po kolei. 

1) Projekt Chanel (Polska, new wave) - Jak wiadomo zespół ten pod nazwą Chanel zadebiutował w 1991 roku na festiwalu w Opolu, na którym zaprezentował piosenkę "Koniec", po czym na wiele lat słuch po nich zaginął. W 2021 roku Chanel powrócił jako Projekt Chanel, a ich minialbum "Jestem" ukazał się w czerwcu tego roku via Requiem Records. Na drugą połowę 2022 roku  przewidziana jest premiera debiutanckiego albumu Projekt Chanel. I na pewno będą kolejne koncerty, gdyż zespół z Wałbrzycha zadebiutował na scenie w Bolkowie prezentując takie numery jak "Lustro", "Koniec", "Nocne niebo" czy "Stan umysłu". Warto śledzić dalsze poczynania Projekt Chanel, bo koncertowo nie zawiedli. Szczerze mówiąc sam usłyszałem o tym zespole dopiero w bieżącym roku. 

http://www.wmeskimkregu.pl/projekt-chanel-to-byla-wielka-odpowiedzialnosc-bo-ten-utwor-jest-dla-ludzi-wazny/ 

2) Je T'aime (Francja, post-punk/colwave) - Koncertowa petarda! Dawno nie doświadczyłem takiej dawki nieokiełznanej energii na koncercie post-punkowym. Francuzi skradli moje serce dwoma albumami "Je T'aime" (2019) i "Passive" (2022). Obecnie są dla mnie jednym z najbardziej interesujących zespołów post-punkowych w Europie. Koncert intensywny, pełen werwy, dzikości, szaleńczy, jednakże nie pozbawiony chwil zadumy i delikatnej melancholii. Jeśli jeszcze nie znacie ich muzyki, to czym prędzej nadróbcie:

https://jetaime-music.bandcamp.com/album/passive

3) Screaming Dead (UK, horror punk) - I znowu fantastycznie energetyczny koncert, na którym doskonale się bawiłem. Screaming Dead to weterani horror punka z UK, którzy nazwę zespołu zawdzięczają anglojęzycznemu horrorowi w reżyserii Jesusa Franco "Dracula contra Frankenstein" (1972).  Punkowa zadziorność i zainteresowanie kinem grozy to combo wręcz idealne!

4) Miguel of the Living Dead (Polska, horror punk/gothabilly/death rock) - Czwartkowy wieczór na zamkowej scenie zwieńczył gig Miguel and the Living Dead. Czyli znowu mamy wspaniałą fascynację kultowymi horrorami z lat 70-tych i 80-tych, wyrazisty image sceniczny muzyków i rozsadzającą punkową energię. Koncerty Miguel and the Living Dead są dość rzadkie, zatem w czwartek nadarzyła się okazja, by zobaczyć ten punkowy skład na żywo. Co prawda punk ze mnie żaden, wywodzę się z obszernej sub-gatunkowo sceny metalowej, jednakże urzekła mnie sceniczna żywiołowość Miguel and the Living Dead. Nie przypominam sobie, że widziałem ich wcześniej na żywo, ale na pewno łączy mnie z muzykami tego zespołu miłość do starych horrorów i filmów eksploatacji. 

Nie będę ukrywał, że na CP przyjeżdżam nie tylko w celu słuchania muzyki na żywo. To także dobra okazja, by spotkać starych znajomych i nawiązać cenne znajomości. Przyjechałem do Bolkowa z Poznania wraz z nowo poznanymi znajomymi, a i w trakcie imprezy udało się zawrzeć nowe znajomości. Z wiekiem socjalizacja przychodzi mi (jako introwertykowi) coraz łatwiej, choć w momencie zmęczenia potrafię zamknąć się w sobie. Mniejsza z tym. W piątek rano poszedłem do ulubionej cukierni w Bolkowie podładować telefon i poszwendałem się w okolicach opuszczonej garbarni. Niestety piątek 8 lipca okazał się dniem długiej obsuwy technicznej (bodaj półtoragodzinnej albo i dłuższej), która trochę pokrzyżowała mi plany.

5) Bedless Bones (Estonia) -  Estoński duet Bedless Bones tworzy muzykę niełatwą do sklasyfikowania, na pewno jednak nastrojową (ambientową), mocno osadzoną w stylistykach  coldwave i darkwave. Z Kadri Sammel (to jej projekt) miałem okazję kiedyś konwersować via Messenger - rozmowa dotyczyła percepcji mroku i smutku w muzyce. Kadri tworzy Bedless Bones wraz ze swoim partnerem Andersem Meltsem z dark electro-industrialnego Forgotten Sunrise. Na ostatnim albumie BB "Bending the Iron Bough" (2021) pojawią się instrumenty akustyczne i folkowe wzbogacające jego eteryczny klimat. Występ Bedless Bones był całkiem ciekawy, subtelny, zwiewny, trybalny, choć mam wrażenie, że jest to muzyka indywidualistyczna, dość wymagająca.

https://bedlessbones.bandcamp.com/album/bending-the-iron-bough 

6) Sex Gang Children (UK, post-punk, rock gotycki) - Koncert Łysa Góra odpuściłem, gdyż poszedłem na małe zakupy płytowe. Wróciłem na weteranów post-punka i rocka gotyckiego z Sex Gang Children (zespół istnieje od 1982 roku i to znacząca kapela wczesnej sceny Batcave). Koncert SGC był całkiem dobry, nieco teatralny, kabaretowy, złowieszczy. Zwracała na siebie uwagę niska postura wokalisty Sex Gang Children Andi'ego, pieszczotliwie zwanego Gotyckim Goblinem.

7 i 8) Po koncercie SGC zszedłem na scenę parkową, by zobaczyć fragmenty koncertów In Twilight's Embrace (black metal) i Mord'A'Stigmata. Muzyka tego pierwszego zespołu kojarzy mi się przede wszystkim z Watain i Tribulation i ma dużą szansę, by przebić się poza granicami Polski (zresztą ITE już aktywnie koncertują poza Polską). Natomiast awangardowi black metalowcy z Mord'A'Stigmata stale ewoluują i mam wrażenie, że brzmieniowo już na dobre odchodzą od black metalu na rzecz post-rocka, post-punka i zimnej fali.

9) Me and that Man (Polska, folk/rock/country) - Nie jestem obecnie wielkim fanem ani Behemoth (po doskonałym "The Satanist" straciłem zainteresowanie black death metalem tego zespołu), ani Me and That Man, jednakże całkiem niezły koncert zespołu Nergala i Johna Portera obejrzałem niemal w całości, gdyż urzekł mnie swoją żywiołowością. Nergal jest dość kontrowersyjną postacią w środowisku metalowym, ale jest sprawnym biznesmenem i doskonałym muzykiem. 72-letni Porter imponował sceniczną energią, natomiast Adam w swoich wystąpieniach nawiązywał do problematyki ochrony praw kobiet w Polsce oraz wojny na Ukrainie ("Jebać Putina"). Set-listy nie przytaczam, bo już nie pamiętam. Zresztą nie będę tego robił także w przypadku innych zespołów - za dużo czasochłonnego szukania.

10) Blutengel (Niemcy, synthpop/darkwave) - Jeden z najpopularniejszych gotyckich zespołów z Niemiec z imponującą dyskografią, której znam jedynie niewielki wycinek. Chwytliwy koncert Niemców ogromnie mi się podobał, przy czym dodatkowo wzbogaciły go elementy fetyszystycznej prowokacji i subtelnej lesbijskiej erotyki. Na scenie obok męsko-żeńskiego duetu wokalnego pojawiały się tancerki m.in. jako zdominowane przez diablicę zakonnice, a jednym z punktów kulminacyjnych koncertu Blutengel było strzelanie ogniem. 

11) New Model Army (UK, post-punk/punk rock) - Niestety nie dane mi było obejrzeć koncertu New Model Army do końca, gdyż zmęczenie i zimno zwyciężyło, a z powodu obsuwy ten ceniony brytyjski zespół zagrał bardzo późno. Jednakże nie pierwszy to mój koncert NMA i nie ostatni. Piętnaście albumów studyjnych na koncie, już ponad 40 lat istnienia i zespół jest nadal aktywny i ciągle koncertuje. Nie sposób nie wspomnieć o scenicznej charyzmie wokalisty Justina Sullivana, który śpiewa z pasją, znakomicie, przejmująco np. w szlagierze koncertowym "Here Comes the War". 

https://www.youtube.com/watch?v=1VJTy8pgdvs

Sobotę rozpocząłem od porannej wspinaczki z grupką nowo poznanych znajomych na Skopiec (724 metry wysokości), oficjalnie najwyższy szczyt Gór Kaczawskich. Jakże błoga cisza w odróżnieniu od hałaśliwego (także nocą) pola namiotowego. Przepiękne puste przestrzenie, las, polany, płaskie wierzchołki i nieczynne kamieniołomy (np. na górze Miłek). Ta poranna wyprawa wspinaczkowa dała mi sporo siły, by bawić się dalej na sobotnich koncertach. 

12) Electro Fear (Polska, EBM) - Pierwszym zespołem jaki zobaczyłem na scenie zamkowej był rodzimy duet horror electro Electro Fear. I znowu jest to mroczna elektronika, której głównym źródłem inspiracji są horrory. Osobiście spędziłem lata na oglądaniu niskobudżetowych horrorów i filmów eksploatacji z różnych krajów, zatem ucieszyła mnie całkiem liczna obecność zespołów inspirujących się kinem grozy na tegorocznej edycji CP. Tytułem dygresji także i tutaj zdarza mi się recenzować obskurne horrory i filmy pokrewne, o czym doskonale wiedzą (zapewne nieliczni) czytelnicy tego bloga. 

https://darktunes.bandcamp.com/album/blade-of-the-ripper 

13) The Fright (Niemcy, rock/metal gotycki) - Na koncert Niemców z The Fright jedynie zerknąłem, bo to raczej nie jest moja pula muzycznych zainteresowań. Niemcy wśród źródeł swoich muzycznych inspiracji wymieniają Misfits czy Danzig. Nie czułem tego, prędzej The 69 Eyes czy HIM, zespoły ongiś bardzo popularne w Polsce, a które nie należą do moich ulubieńców. Jednak koncert The Fright był żywiołowy i mógł się wielu osobom podobać. Dla każdego coś miłego. 

14) Sweet Ermengarde (Niemcy, rock gotycki) - Nieco mocniej przypadł mi do gustu bardziej klasyczny gitarowy rock gotycki w wykonaniu Niemców ze Sweet Ermengarde z głębokim wokalem a la Carl McCoy z Fields of the Nephilim. Zresztą w trakcie oglądania solidnego koncertu Niemców wciąż miałem wrażenie jakbym słuchał właśnie FOTN oraz Love Like Blood, i bynajmniej nie jest to krytyka twórczości zespołu. Po prostu czuć w twórczości Sweet Ermengarde mocną inspirację kapelami pokroju Fields of the Nephilim, zarówno w sferze wokalnej, jak i aranżacyjnej. I znowu mała dygresja: niestety nie udało mi się nabyć w tym roku "Mourning Sun" (2005) FOTN na CD, a to jedyna płyta Brytyjczyków, której obecnie szukam.

https://sweetermengarde.bandcamp.com/album/once-you-break-typhonian-trance

15) XIII Stoleti (Czechy, rock gotycki) - Oddanym fanem nie jestem, ale ogromnie doceniam, gdyż wypromowany ongiś przez Tomka Beksińskiego XIII Stoleti jest obecnie jednym z najpopularniejszych zespołów goth rockowych w Polsce. W związku z tym na XIII Stoleti przyszła ogromna liczba fanów. To już jest GWIAZDA Castle Party, zespół, który otoczony jest nimbem niemałego kultu. Czesi dali niezwykle żywiołowy koncert, który wysłuchałem z przyjemnością. Oczywiście nie mogło zabraknąć ich wampirycznego hitu "Elizabeth", który leci na polu namiotowym co dzień i co noc. Zaryzykowałbym wręcz twierdzenie, że XIII Stoleti = Castle Party. Nie sposób było odpuścić tego czeskiego fenomenu, którego słuchają wspólnie zarówno goci, jak i metalowcy.

https://www.youtube.com/watch?v=tcJmEFd0llU

16) Z powodu utrudnień związanych ze strajkami na lotniskach w sobotę nie wystąpiły Nosferatu (Szwecja) i Psyclon Nine (USA), zatem wskazane było udać się na scenę zamkową, by zobaczyć kolejny gotycki fenomen, turecki She Past Away. I tutaj pierwszy zonk. Ogromna kolejka na zamek, w której czekałem z kumplem przynajmniej ze 25 minut, gdy Turcy już grali. Rozumiem, że frekwencja dopisała, a przepustowość wejścia na zamek jest jaka jest, ale można było chyba ciut usprawnić procedurę sprawdzania koncertowych opasek, toreb i plecaków przez ochronę? Pierwszy raz spotkałem się z taką sytuacją odkąd pojawiam się na CP od 2014 roku. Zatem nie mogę powiedzieć, że widziałem koncert She Past Away, w dużej mierze go słyszałem. Być może wskazane będzie przejechać się na ich gig w październiku 2022 r. Po obejrzeniu 4-5 kawałków SPA czym prędzej udałem się na scenę parkową, by zobaczyć na żywo po wielu latach Ordo Rosarius Equilibro.

17) Ordo Rosarius Equilibro (Szwecja, neofolk/martial industrial) - Szwedów z ORE widziałem po raz pierwszy w Poznaniu (nieistniejąca już od 2009 roku Piwnica 21) wraz ze Spiritual Front w 2006 roku (promowali wówczas split "Satyriasis" nagrany wspólnie z Włochami). Tak poznałem perwersyjny i militarystyczny industrial/neofolk Szwedów i bardzo mi zależało na zobaczeniu Ordo na żywo. I absolutnie się nie zawiodłem. Piękny hipnotyczny koncert i doskonały kontakt Tomasa z widownią. Ucieszyłem się z obecności "Lucifer In Love" czy "A Song 4 Hate & Devotion" w setliście Ordo, jednak nie zagrali "A World Not So Beautiful". Tak czy owak, był to jeden z moich koncertowych faworytów tegorocznej edycji CP, dzięki któremu z premedytacją spóźniłem się znacznie na koncert 18) Nitzer Ebb z UK i widziałem w zasadzie tylko trzy kompozycje pionierów EBM z UK. Szkoda, że koncerty She Past Away, Nitzer Ebb i Ordo Rosarius Equilibro nałożyły się na siebie i człowiek musiał dokonać wyboru. 

https://www.youtube.com/watch?v=1kHaL_qC4dY 

Raczej deszczową niedzielę rozpocząłem od spaceru do miejskiego parku w Bolkowie (Leszy, dziad borowy!) oraz do pobliskich Wierzchosławic, gdzie szukałem m.in. urbexów. Dwa razy spadł deszcz i ciut mnie zmoczył, ale to akurat nie problem. W niedzielę zacząłem już walczyć z brakiem snu i zmęczeniem, a to oznacza w moim przypadku wycofanie się, zamknięcie w sobie. Trochę mi się jednak polepszyło w trakcie koncertów. 

Pierwszy zobaczony gig zamkowy to 19) Alvarez Perez - bliżej mi nieznany zespół dark electro rockowy z Brna. Całkiem przyzwoity koncert, choć nic spektakularnego. Nie jest to porywający poziom XIII Stoleti, a pod sceną były jeszcze pustki. 

20) Kaelan Mikla (Islandia, post-punk) - Odpuściłem gig Jeremiah Kane, natomiast z niekłamaną przyjemnością wysłuchałem występu Islandek z Kaelan Mikla. Niewielka wulkaniczna Islandia to prawdziwy muzyczny tygiel, czego dowodem jest choćby dziewczęce trio z Kaelan Mikla. Zaprezentowany przez nie post-punk jest całkiem unikalny. Mistyczno-oniryczny, wiedźmowaty, powiedziałbym wręcz, że mocno islandzki. Zwracały na siebie niezwykle ekspresyjne ruchy blondwłosej wokalistki tria Laufey, która fajnie śpiewa i czasem wrzeszczy.

21) Byłbym zapomniał. Przed występem Kaelan Mikla poszedłem na scenę parkową, by zobaczyć jakieś 20 minut występu World, Interrupted - polskiego duetu dark electro/darkwave. Warto śledzić poczynania tego zespołu i posłuchać ich emanującej chłodem EP-ki "Deception, Follow Me" z 2021 roku. Można polecić ten duet fanom NNHMN czy Stridulum, innych rodzimych projektów mrocznej elektroniki.

https://detritirecords.bandcamp.com/album/world-interrupted-deception-follow-me

22) Koncert Aesthetic Perfection z Austrii widziałem fragmentarycznie - popowy EBM czy industrial pop AP jest dla mnie zbyt łagodny i przyjazny dla ucha, ale widowni się podobało, gdyż reagowała bardzo entuzjastycznie. Wokalista dwoił się i troił, by rozruszać tłum pod zamkową sceną i mu się to doskonale udawało. Tak czy owak, muzyka AP ma duży potencjał radiowy, czego zdecydowanie brakuje Hocico.

23) Hocico (Meksyk, EBM/harsh electro) - Jakoś po 2002 roku, nie pamiętam już w jakich okolicznościach kupiłem na CD album Hocico "Signos de Aberracion", a nie znałem się wtedy jakoś szczególnie na aggrotech i intensywnym EBM, kojarzyłem natomiast japoński noise (Merzbow, Masonna), fascynował mnie industrialny metal. Szczególnie urzekł mnie z tej płyty niebywale wściekły "Twisted Lines" z ziejącymi desperacją black metalowymi wokalami. Dopiero po latach zaczynałem bardziej zagłębiać się w twórczość dwójki Meksykanów, a ich koncert na CP 2022 był moim pierwszym doświadczeniem ich agresywnej elektroniki na żywo. I rzeczywiście nie ma tutaj zmiłuj: intensywna elektronika miesza się z agresją i brutalnością w warstwie lirycznej utworów meksykańskiego duetu, który mieszka w kraju słynącym z fali przemocy narkotykowej i wobec kobiet. To był jedyny koncert na CP 2022, gdzie pod sceną zaroiło się od ochroniarzy! No bo to muzyka elektronicznego czy industrialnego terroru spod znaku SPK, Skinny Puppy, Wumpscut, Suicide Commando czy Velvet Acid Christ. Koncert Hocico podobał mi się i to bardzo. Szacunek dla nie oszczędzającego się na scenie i będącego w ciągłym ruchu wokalisty Erka Aickraga. Nic dziwnego, że dla dwójki muzyków Hocico główną inspiracją są Kanadyjczycy ze Skinny Puppy. 

Łapcie "Twisted Lines":

https://www.youtube.com/watch?v=wE3zvTXlcjg

24) Lacuna Coil (Włochy, gotycki metal, nu metal/alt rock) - Z Lacuna Coil mam ten problem, że znajomość ich muzyki zakończyłem na płycie "Comalies" (2002), która zawierała całkiem przyzwoitą porcję gotyckiego metalu. Magnesem przyciągającym do zespołu była jego urodziwa wokalistka Cristina Scabbia. Potem (od płyty "Karmacode" z 2006 roku) w Lacuna Coil zaszła mało interesująca stylistyczna wolta - ich brzmienie zaczęło przypominać nu metal/alternatywny rock i przestałem interesować się muzyką Włochów. W związku z tym nie widziałem sensu, by zostać do końca koncertu LC. Po prostu ich obecna twórczość mi nie odpowiada, więc po co się męczyć? Jednak aby nie było do końca negatywnie zespół umiał przykuć uwagę widowni: ciągły ruch na scenie, żywiołowość, radosna energia. Ich koncert mógł się podobać, jednak... no cóż, wolę LC z czasów, gdy rzeczywiście grali całkiem przyzwoity gotycki metal. 

https://www.youtube.com/watch?v=-Lgl7URrEsk

Załapałem się jeszcze na 10 minut występu Düsseldorf (rodzimi pionierzy EBM) i wróciłem na pole namiotowe, bo czekała mnie pobudka o 5 rano. Powrót pociągiem do Poznania i pieszo do mieszkania był trudny, gdyż czułem się jak żywy trup. Ale już odespałem i prezentuję niniejszą relację. Oczywiście czekam na CP 2023. Pojawię się na pewno. Liczę na występ Zanias/Linea Aspera, Traitrs, The Frozen Autumn plus paru innych wykonawców. Jako gwiazda może być Killing Joke albo Skinny Puppy. :-)

Przy okazji kupiłem kilka płyt CD na Zamku: Die Krupps, SPK, Je T'aime, The Third and the Mortal, Canaan, Christian Death i Bleib Modern. Ceny w miarę przystępne, zatem trzeba powiększyć kolekcję. No i oczywiście żałuję, że nie byłem na kilku koncertach na małej scenie: Dool, Treha Sektori, The Devil's Trade, Nemuer czy Miseria Ultima, ale nie można mieć wszystkiego. Na szczęście CP to nie Mystic Festival czy francuski Hellfest z 4-8 scenami muzycznymi i frustrującą niemożnością zobaczenia na żywo wielu ciekawych projektów & zespołów.

Do następnego CP. Byleby nie dowiedział się o nim jakiś kolejny Cenckiewicz czy inny pseudo-obrońca rodzimej moralności.

wtorek, 5 lipca 2022

The Shadowed Mind (1988) - recenzja

"The Shadowed Mind" Cedrica Sundstroma poleciła mi szerry, zatem podziękowania dla niej. Stylowy arthouse slasher Cedrica Sundstroma został zbanowany w RPA, a potem na długie lata popadł w zapomnienie. Akcja "The Shadowed Mind" toczy się w prywatnym szpitalu psychiatrycznym (to w zasadzie opuszczony magazyn) dla pacjentów z seksualnymi dysfunkcjami. Owa placówka jest zarządzana przez doktora Hildersheimera i pielęgniarkę Helen. Trafia tam Stephanie (Adrienne Pearce), która nawiązuje romans z jednym z pacjentów, po czym dochodzi do serii morderstw przy użyciu noża...

"The Shadowed Mind" to film dziwny, ale ładny, by nie rzec wysmakowany wizualnie. Jego stylowa kolorystyka, odrealnione wnętrza i niektóre ujęcia mocno przypominały mi "Suspirię" (1977) Dario Argento. Sporo nagości (zarówno żeńskiej, jak i męskiej) plus trochę seksu i akcentów homoseksualnych. Sceny morderstw (naliczyłem trzy) są dość krwawe i brutalne - zwłaszcza zadźganie na poły rozebranej pacjentki szpitala leżącej na łóżku. Zakończenie całkiem mocne i do zapamiętania. Skojarzenia z pewnym znanym i ongiś skandalizującym filmem Nagisy Oshimy jak najbardziej na miejscu.

Aktorstwo pozostawia nieco do życzenia, ale osobiście szczególnie zwróciłem uwagę na fajnie zagraną przez Trish Downing postać Helen. Generalnie film polecam, zwłaszcza wielbicielom kina arthouse, nurtu giallo oraz slasherów. Daję jednak 7/10 w skali Filmwebu, gdyż nie zawsze "The Shadowed Mind" potrafił przykuć mnie całkowicie do ekranu. 

Warto dodać, że seans "The Shadowed Mind" niejako uzmysłowił mi jak kiepsko znam kino z RPA. Trzeba to w tym roku nadrobić i obejrzeć choćby "Jannie Totsiens" (1970), film, który uchodzi za esencję kina grozy z tego kraju. 

Jak co roku lada moment wybieram się na festiwal Castle Party do Bolkowa. Po moim powrocie na pewno pojawi się tutaj obszerna relacja. Przy okazji polecam zapoznanie się z najnowszym albumem szwedzkich gotyckich rockowców z Then Comes Silence. Pierwszorzędna dawka przebojowego rocka gotyckiego/post-punka. Taką muzykę wręcz trzeba promować w opozycji do zazwyczaj miałkiego muzycznego mainstreamu.

https://thencomessilence.bandcamp.com/album/hunger

piątek, 1 lipca 2022

Tristan Brübach: morderstwo w kanale

                                                         

15 lipca 2022 roku ma zapaść w Krakowie wyrok w głośnej sprawie kryminalnej kryptonim "Skóra". Oskarżony o morderstwo ze szczególnym okrucieństwem Robert J. nie przyznaje się do winy. Jestem ciekaw wyroku i chciałbym poznać motywację działania sprawcy zamordowania i oskórowania studentki religioznastwa Katarzyny Z. pod koniec 1998 roku. Jeśli chodzi o nierozwiązane sprawy kryminalne to przypomniała mi się właśnie sprawa brutalnego morderstwa 13-letniego Tristana Brübacha. Pamiętam, że dawno temu zmroziła mi krew w żyłach ze względu na jej bestialstwo i dokonanie mordu w biały dzień, w parku blisko dworca i szkoły, na terenie uczęszczanym przez ludzi, w tym dzieci. Sprawca tego okrutnego czynu nigdy nie został schwytany. 

Urodzony w 1984 roku i w chwili śmierci 13-letni Tristan był chłopcem raczej nieśmiałym, ale uwielbiał zwierzęta domowe i często samotnie włóczył się po ulicach i parkach Frankfurtu nad Menem. Nie przeszkadzało mu to nawiązywać kontakt z obcymi osobami np. właścicielami/właścicielkami psów, które uwielbiał. 

Tristan był widziany po raz ostatni żywy 26 marca 1998 roku w parku Bruno-Asch-Anlage naprzeciwko dworca kolejowego o godzinie 15.20. Raport o znalezieniu jego ciała przez dzieci wracające ze szkoły został przyjęty przez niemiecką policję o godzinie 17.08. Chłopiec został zamordowany w podziemnym tunelu (kanale) Liederbach o długości 130 metrów, przez który przepływa rzeka o tej samej nazwie. Morderstwo było wyjątkowo brutalne. Christian został pobity do nieprzytomności i był duszony, na jego szyi sprawca pozostawił głębokie rozcięcie. Morderca wyciął z jego zwłok jądra oraz mięśnie pośladków i ud, po czym umieścił ciało na betonowym podłożu. Być może oprawca rozciął gardło Tristana jeszcze na zewnątrz tunelu, po czym krwawiącego chłopca wciągnął do niego. Zapewne morderca użył plecaka chłopca, by zabrać ze sobą wycięte części ciała. Na ciele zamordowanego Tristana położył jego buty.

Co mrozi krew w żyłach, morderstwo z oddali widzieli trzej niemieccy uczniowie, ale nie skojarzyli, że ktoś kogoś morduje/okalecza w kanale. Po prostu chcieli przez tunel przejść, jednak zaniepokojeni oddalili się od kanału Liederbach. Mimo wszystko opisali sprawcę, co jednak nie doprowadziło do jego schwytania. W marcu 1999 roku plecak chłopca został znaleziony w lesie w Niderhausen. W środku znajdował się atlas Niemiec w języku czeskim, prawdopodobnie nie należący do chłopca, który nie znał języka czeskiego. 

Opis potencjalnego sprawcy: zaniedbany mężczyzna wówczas w wieku od 25 do 35 lat, z zajęczą wargą lub blizną na wardze, samotnik. Zauważyła go 12-letnia dziewczynka gdy wychodził około godziny 15.50 z krzaków blisko tunelu. Miał wówczas kapelusz z kucykiem lub warkoczem wystającym z tyłu. Podobno mężczyzna był już widziany wcześniej z Tristanem i to więcej niż raz. Pewna kobieta zeznała, że około 15.20 Tristan siedział na ławce w parku i palił papierosa. Trochę z nim porozmawiała, po czym krótko potem zauważyła, że Tristan siedzi na ławce w towarzystwie dwóch mężczyzn. 10-25 minut później ktoś bestialsko zamordował chłopca w kanale Liederbach. I musiał to zrobić szybko, metodycznie, z wprawą.

7 kwietnia 1998 roku, dzień po pogrzebie Tristana z dworca kolejowego koło parku Bruno-Asch-Anlage zadzwonił mężczyzna, który przyznał się do morderstwa i chciał, by go policja stamtąd zabrała. Jednak zniknął gdy tylko policjanci przyjechali to zrobić. Tutaj możecie usłyszeć jego głos:

https://www.youtube.com/watch?v=SXEVDm4jJLE

W październiku 1999 roku ktoś w nocy rozkopał grób Tristana docierając aż do trumny. Czy był to potencjalny sprawca? A może po prostu osoba mentalnie zaburzona?  Za zidentyfikowanie sprawcy mordu na Tristanie oferowana jest nagroda 20 000 euro, ale póki co ta straszliwa sprawa kryminalna pozostaje nie rozwiązana.

Jednym z podejrzanych był niemiecki seryjny morderca kobiet i seksualny sadysta Manfred Seel, który w latach 1971-2004 mógł zamordować w okrutny sposób przynajmniej 5 kobiet. Jednak Manfred, czyli "Rozpruwacz z Hesse" zabijał wyłącznie kobiety, zazwyczaj uzależnione od narkotyków prostytutki, ofiary łatwe, których los nikogo nie obchodzi. No i w chwili zabicia Tristana miałby 51 lat. Tak czy owak opis jego zbrodni i tortur, które zadawał ofiarom mrozi krew w żyłach. Seel (na zdjęciu) zmarł w 2014 roku, a seria jego sadystycznych morderstw wyszła na jaw dopiero po śmierci Manfreda. Wówczas córka Seela znalazła w jego garażu (w dwóch zaplombowanych niebieskich beczkach) części ciała prostytutki Britty Simone Dallo, która zniknęła jesienią 2003 roku. Seela początkowo łączono ze sprawą Tristana, gdyż zwłoki rozcinał i kolekcjonował części ciał zamordowanych kobiet. Kierowały nim seksualny sadyzm, kanibalizm oraz być może nekrofilia. Totalna kontrola nad ofiarą i jej ciałem. 

https://en.wikipedia.org/wiki/Manfred_Seel

Jeśli Seel nie zabił Tristana, to może miał wspólnika? 

Warto wspomnieć także o niezidentyfikowanym Kanałowym Mordercy nastolatków z Frankfurtu nad Menem, ale tutaj odsyłam już do niniejszego opisu:

https://www.archiwumzbrodni.pl/kanalowy-morderca-z-frankfurtu-kim-jest-nieuchwytny-od-czterech-dekad-zabojca-nastolatkow/

http://dtbbth.blogspot.com/2015/01/zagadka-morderstwa-katarzyny-z.html 

poniedziałek, 27 czerwca 2022

Ravenser Odd i inne zaginione średniowieczne osady wybrzeża Yorkshire

                                                            
Zafascynowała mnie ostatnio historia zaginionego, zmytego do morza średniowiecznego miasta Ravenser Odd (które podobno zostało w czerwcu 2022 roku odnalezione). Ravenser Odd (znane także jako Ravensrodd) zostało zbudowane w połowie XIII wieku na piaszczystych ławicach u ujścia rzeki Humber. W Ravenser Odd znajdowało się około 100 domów, portowe wybrzeże przeznaczone dla drewnianych statków kupieckich, sąd, kościół, więzienie oraz magazyny. Kres położonego na piaszczystym cyplu średniowiecznego miasta nadszedł w styczniu 1362 roku, gdy zmyła je potężna fala sztormowa cyklonu. Już nieco wcześniej (w latach 1356-57) miasto zostało zalane wskutek przemieszczenia się/migracji piaszczystego cypla i w konsekwencji zostało opuszczone. Wówczas woda wdarła się na teren przykościelnego cmentarza wymywając groby i pozostawiając w piasku cypla kości umarłych.

Ravenser Odd padło ofiarą erozji morskiego wybrzeża i obecnie znajduje się pod wodą. Na krańcu wąskiej wyspy pływowej Spurn Point zostało wybudowane inne pochłonięte przez wodę morza Północnego miasto zwane Ravenspurn zlokalizowane blisko Ravenser Odd. Inne zatopione osady wschodniego wybrzeża Yorkshire w UK to Hoton, Sunthorpe i Kilnsea. W jakim stanie się znajdują obecnie pod wodą nie wiadomo. Intrygująca tajemnica podwodnej archeologii. 

Na zdjęciu Roba Pumpheya opuszczona latarnia morska z 1852 roku na Spurn Point.

EDIT: Krótki komentarz odnośnie wczorajszego rosyjskiego uderzenia rakietowego na centrum handlowo-rozrywkowe w Krzemieńczuku na Ukrainie, w rezultacie którego zginęło 18 osób, a 59 odniosło obrażenia. Perfidna zbrodnia wojenna, ot co, mająca na celu siać terror i zwątpienie. Nadal żywię nadzieję, że Ukraińcy z czasem na dobre wyrzucą Rosjan z Krymu, Donbasu i Ługańska. 

Dziwię się też Rosjanom, którzy biorą udział w tej haniebnej wojnie, choć niektórzy są do tego zmuszeni (a innym zapewne nie przeszkadza rozlew krwi, bandyterka i demolka na Ukrainie). Torturować, zabijać i niszczyć dla autokratycznego Putina i bandy oligarchów, którzy zwykłych obywateli mają w pogardzie potrafią chyba tylko mózgi kompletnie przeżarte toporną propagandą, tudzież czyniące to na rozkaz. W imię czyichś wybujałych ambicji imperialistycznych młodzi żołnierze stają się mięsem armatnim, Gruzem 200.

Inny stosunek mam do ukraińskich żołnierzy, którzy bronią swoich ziem przed agresorem. I mam nadzieję, że będą w tej obronie coraz bardziej skuteczni. Szkoda tylko, że wielu z nich zapłaci za to najwyższą cenę.

wtorek, 21 czerwca 2022

Obsidian Mantra i Vltimas w Bazylu, 21 czerwca 2022 roku (fotorelacja)

                                                              






Po znakomitym koncercie elektronicznym Linea Aspera przyszła kolej na koncert metalowy. Na Vltimas zdecydowałem się pójść w ostatniej chwili, gdyż wychowałem się na death metalu Morbid Angel z Davidem Vincentem na wokalu. Inna sprawa, że Vincent ma już 58 lat, zatem nie wiadomo jak długo będzie jeszcze koncertował. Trzeba chodzić na koncerty zespołów,  które ceniliśmy w przeszłości, bo nic nie trwa wiecznie. Jako support zagrali death metalowcy z Obsidian Mantra, ale nie śpieszyłem się na ich koncert, gdyż miałem okazję w całości widzieć ich występ przed Belgami z Wiegedood. Załapałem się na końcówkę ich gigu. Natomiast ogromnie podobała mi się skromna przemowa wokalisty Obsidian Mantra na sam koniec ich występu akcentująca to, jakim zaszczytem dla młodego zespołu jest zagranie przed Vltimas. 

W końcu Vltimas to supergrupa, w skład której wchodzą David Vincent (ex-wokalista Morbid Angel), obecnie mieszkający w Portugalii Rune 'Blasphemer' Eriksen (ex-gitarzysta Mayem) czy Flo Mournier (perkusista Cryptopsy). Na koncie mają naprawdę przyzwoity album "Something Wicked Marches In" (2019) będący wypadkową brzmień Mayhem ("Chimera", "Grand Declaration of War", "Ordo ad Chao"), Thorns, Morbid Angel i Cryptopsy. Fajne lodowate riffy Blasphemera, precyzyjne partie bębnów Flo Mourrniera oraz nadal mocne wokale Vincenta, choć były wokalista Morbid Angel ma swoje lata. Jego sceniczna, pełna charyzmy prezencja w kowbojskim prochowcu i kapeluszu przypominała mi nieco wyrazisty imidż Carla McCoya z Fields of the Nephilim. Muzycy siłą rzeczy skupili się na prezentacji na żywo kawałków z "Something Wicked Marches In", ale podobno pracują nad drugim albumem studyjnym, który ma się ukazać jeszcze w tym roku. Tak czy owak na debiucie są znakomite kawałki np. mroczno-romantyczny "Monolith", powolny i złowieszczy "Last Ones Alive Win Nothing" czy energiczny "Praevalidus". Zatem set-lista to w zasadzie ich debiutancki album w całości plus znakomite solo perkusyjne Flo.

Odsłuch:

https://vltimas.bandcamp.com/album/something-wicked-marches-in

Zerknąłem na ceny merchu Vltimas - przystępne (np. debiutancka płyta CD za 50 zł). I bardzo dobrze. Można? Można. Chciałem być na koncercie Of the Wand and the Moon w Warszawie, jednak człowiek nie ma zdolności bilokacji. Jednak tam z cenami merchu mocno przeszarżowali.

Info dla organizatorów koncertów (informacyjnie). Warto obniżyć ceny płyt i innego merchu (koszulki, bluzy, winyle, etc.)  na koncertach, wówczas ludzie będą więcej kupować w czasach szalejącej inflacji. Poinformować o tym zespoły. Sam unikam np. zakupu płyty danego zespołu za 70-80 zł (chyba że ogromnie mi na posiadaniu danej płyty zależy), 50 zł to dla mnie cena w pełni akceptowalna. 

A Vltimas "Something Wicked Marches In" kupiłem w ongiś moim ulubionym Media Markcie, kiedy istniały jeszcze w tych sklepach działy z muzyką. Potem ktoś odgórnie nakazał je zlikwidować, co wydarzyło się w całej Polsce. Rezultat? Przestałem chodzić do MM, bo nieobecność (likwidacja) działu z płytami CD i winylami zaczęła mnie wkurwiać. To zresztą świetny temat na przyszły większy artykuł.

czwartek, 16 czerwca 2022

Linea Aspera we Wrocławiu, Akademia, 15 czerwca 2022 roku (fotorelacja)

                                                  



To był jeden z moich bardziej wyczekiwanych koncertów w tym roku. Tak na dobrą sprawę piękny i melancholijny synthwave/darkwave Linea Aspera odkryłem dopiero w 2020 roku. "II" ujęła mnie głębią emocjonalną i aurą melancholii, do czego przyczynił się piękny śpiew Alison Lewis/Zoe Zanias (od razu zachęcam do sprawdzenia obok Linea Aspera, kolejnych projektów Alison, czyli Zanias i Keluar) oraz znakomity podkład chłodnej elektroniki. Jest jeszcze jeden aspekt Linea Aspera, który od razu zapadł mi w pamięć. Alison w swoich piosenkach w subtelny sposób nawiązuje do rozmaitych dyscyplin naukowych np. do klimatologii (EP-ka "Extinction" Zanias), astrofizyki i mechaniki kwantowej (genialny album "II" Linea Aspera, osobiście jeden z moich ulubionych materiałów darkwave/synthwave ostatnich lat) czy mikrobiologii ("Malarone" z "I", doskonałego debiutu Linea Aspera). Oczywiście rdzeniem lirycznym twórczości Linea Aspera są relacje międzyludzkie, w tym damsko-męskie (przyjaźń, miłość, rozczarowanie, smutek i ciężar rozstania), jednak owe wspomniane nawiązania do nauk ścisłych w twórczości Alison czynią jej muzykę zjawiskiem unikatowym na szeroko pojętej scenie gotyckiej. Warstwa tekstowa Linea Aspera także do mnie przemawia, gdyż jest głęboko intymna, szczera, skłaniająca do refleksji i czasem przejmująco smutna. 

Zatem trzeba było wybrać się do Wrocławia na na występ duetu Linea Aspera i po raz pierwszy skonfrontować się z eterycznym pięknem tej muzyki na żywo. Nigdy wcześniej nie byłem w klubie Akademia i muszę przyznać (moje pierwsze wrażenia), że to całkiem fajne, przestronne, przyjazne dla wielbicieli koncertów miejsce. Zapewne pojawię się tam w przyszłości niejeden raz. 

Jako support wystąpił francuski duet z Paryża Bracco. No cóż, Francuzi nie zachwycili mnie już w trakcie pierwszego odsłuchu na bandcampie i nie zmieniło się to w trakcie oglądania ich na żywo. Support moim zdaniem nietrafiony i dość męczący. Czasem mam tak, że dopiero po kilku odsłuchach muzyka danego wykonawcy zaczyna do mnie przemawiać, innym razem łapię jej klimat od razu (tak miałem choćby z Linea Aspera). Występ DJ-ski po Bracco też w zasadzie odpuściłem i wróciłem na salę dopiero na Linea Aspera.

No cóż, to był świetny, porywający i niezwykły koncert duetu Alison Lewis (wokale, warstwa liryczna) i Ryan Ambridge (syntezatory) i iście niezapomniany muzyczny wieczór. Wybrzmiało wiele piosenek zarówno z debiutu "I" (2012), jak i z "II" (2019) m.in. "Synapse", "Malarone", "Redshift", trochę przypominający mi abstrakcyjną elektronikę Autechre "Decoherence", "Solar Flare", itd. Hipnotyczna, pulsująca elektronika, wszechobecna melancholia i zachwycający śpiew Alison. Szczerze synthwave/darkwave Linea Aspera przemawia do mnie bardziej niż chociażby Lebanon Hanover, choć ten ostatni duet też darzę estymą. Konkludując, bawiłem się na niespełna 70 minutowym koncercie Linea Aspera znakomicie i chciałbym zobaczyć ten duet ponownie. 

Set-lista LA (nie wiem na obecną chwilę czy właściwa, podróż z Wrocławia do Poznania przepełnionym nocnym pociągiem ciut mnie wymęczyła i sprawiła, że nie pamiętam kolejności wszystkich piosenek): "Preservation Bias", "Equilibrium", "Redshift", "Hinterland", "Entropy", "Decoherence", "Attica", "Event Horizon", "Malarone", "Solar Flare", "Synapse", "Reunion". Jedyne czego mi zabrakło to przejmującego "Wave Function Collapse" (kolapsu funkcji falowej), ale zakładam, że ten utwór może być dla Alison ciężki emocjonalnie do zaśpiewania.

Jeszcze jedno warto zauważyć. Muzycy LA sprzedawali oba albumy na CD za 50 zł, winyl "II"  mieli za 100 zł. To są bardzo korzystne ceny jeszcze przed inflacją. Teraz normą jest, że płyty CD zagranicznych zespołów na koncertach potrafią kosztować 70-80 zł. Nie narzekam, ale zauważam różnicę i doceniam gest ze strony Linea Aspera w czasach szalejącej drożyzny. W dodatku to są bardzo sympatyczni i mili muzycy. "I" mi podpisali, nie zabrakło też wspólnej fotografii.

Łapcie fanowski teledysk do "Decoherence" Linea Aspera (klimatyczne użycie eksperymentalnego horroru "Outer Space" (1999) z Barbarą Hershey jako tła, brawa dla autora).

https://www.youtube.com/watch?v=aNITRoul5Mw

I pulsujący energią "Attica":

https://www.youtube.com/watch?v=eB1QjMauNbE  

No i moja mini-recenzja "Outer Space" (1999):

https://dtbbth.blogspot.com/2021/10/outer-space-1999-recenzja.html

Przy okazji gorąco polecam teledysk do "Fear" Stridulum, mroczny, hipnotyczny i zmysłowy. Stridulum to obecnie najlepszy rodzimy projekt dark electro/darkwave. Projekt niezwykle obiecujący i tworzący niebanalną muzykę, która intryguje i zachwyca melancholijnym nastrojem.

https://www.youtube.com/watch?v=q7gl3vnu-1o 

poniedziałek, 6 czerwca 2022

Obsidian Mantra i Wiegedood w Minodze 5.06.2022 (fotorelacja)

                                                                    



Z racji tego, że nie mogłem uczestniczyć w tegorocznym Mystic Festival postanowiłem zobaczyć choć jeden z tam występujących zespołów: holenderskich black metalowców z Wiegedood, trio parające się wściekłym i odrobinę eksperymentalnym black metalem. Jako support wystąpili rodzimi progresywni death metalowcy z Obdisian Mantra. Przed udaniem się na koncert do poznańskiego klubu pod Minogą zapoznałem się z ich dwoma albumami na bandcampie: "Existential Gavity" (2017) oraz "Minds Led Astray" (2020) i uznałem je za całkiem solidne. Koncertowo Obsidian Mantra wypadli całkiem dobrze, a w ich muzyce wyczułem wpływy Francuzów z Gojira oraz Szwedów z Meshuggah.

https://obsidianmantra.bandcamp.com/album/minds-led-astray 

Krótka przerwa na piwo i sceną zawładnęło belgijskie trio z Wiegedood. Oj, ale był to hałaśliwy, intensywny i mocny koncert. Swoją drogą nazwa zespołu oznacza SIDS, czyli „Sudden Infant Death Syndrome”, zespół nagłej śmierci łóżeczkowej, niespodziewany zgon zdrowego dziecka, które nie ukończyło pierwszego roku życia, a przyczyna jego śmierci pozostaje niewyjaśniona. Nazwa adekwatna do mrocznej, rozpaczliwej i post-apokaliptycznej muzyki Belgów. Ktoś określił ich ostatni album "There Is Always Blood at the End of the Road" (2022) mianem ataku roju szerszeni. Świetne porównanie, gdyż zawartość tego albumu to istny wybuch black metalowej wściekłości i furii o nieco industrialnym i eksperymentalnym posmaku. Brutalna perkusja, ostre brzmienie gitar, transowy minimalizm, chwilami nieco plemienny sposób śpiewu wokalisty i generalnie unosząca się nad muzyką Belgów aura post-apokaliptycznej zagłady. Minimalistyczny, by nie rzec prymitywny black metal z ciągotami progresywnymi. Nie da się ukryć, że czuję w muzyce Belgów dużo frustracji, rozpaczy, bólu, wściekłości, choć nie jest to kapela DSBM (depresyjny black metal). Zresztą sami posłuchajcie poniżej. Black metalowego jadu nigdy nie za wiele:

https://www.youtube.com/watch?v=0tySUtCC4Fk 

Około godzinny koncert Wiegedood, ale naprawdę doskonały.  

Podziękowania dla Winiary Bookings za organizację niniejszego koncertu. Postaram się być w tym roku na 3-4 kolejnych.  

środa, 1 czerwca 2022

Needle spiking w słynnym berlińskim klubie Berghain

                                               
Kilka dni temu jedna z moich ulubionych artystek sceny darkwave Zoe Zanias/Linea Aspera wrzuciła w mediach społecznościowych posta o tym, że została ukłuta igłą w słynnym berlińskim klubie techno Berghain. Napisała, że gdy przebywała na parkiecie pojawiły się u niej problemy z oddychaniem, w końcu zasłabła. "Po tym jak personel medyczny mnie reanimował doznałam odrętwienia, chwilowej amnezji, suchości w ustach i bólu gardła." Później okazało się, że miała ukłucie w ramieniu, co też potwierdził lekarz. To nie był jednak kompletny black out, bardziej "abstrakcyjno-psychodeliczny horror trip". Oszołomienie. Niemożność chodzenia, słyszenia, widzenia. Dezorientacja. Na szczęście na miejscu był jej bliski przyjaciel, który zaopiekował się Zanias, choć oboje zostali po tym zajściu z Berghain wyrzuceni.

Nie mam powodów, by Zanias nie wierzyć, jej opis wygląda na wiarygodny, takie przypadki mogą się zdarzyć w nocnym klubie czy w dyskotece. To niepokojące zjawisko zwane jako 'needle spiking', którego liczne przypadki podobno zarejestrowano już w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Francji, Belgii czy Niemczech. Ofiarami ukłuć igłą i wstrzyknięcia niezidentyfikowanych środków uspokajających skutkujących amnezją i niewydolnością oddechową padają głównie młode kobiety. Jednakże mam wątpliwości co do częstotliwości występowania takich zdarzeń, gdyż zapewne spory odsetek przypadków 'needle spiking' to przypadki niepotwierdzone. Ile takich przypadków rzeczywiście miało miejsce? Póki co nie natrafiłem na wiarygodne dane. Zakładam też, że szybkie i umiejętne wykonanie takiego zastrzyku nie jest łatwe do wykonania bez bycia przez potencjalną ofiarę zauważonym.

Mam też wrażenie, że opisujące to zjawisko media wyolbrzymiają skalę zagrożenia, gdyż dziennikarzom tabloidów zależy na wywołaniu moralnej histerii wśród czytelników i tym samym na wzroście klikalności. Podobnie sprawa miała się z koreańskim serialem "Squid Game", który widziało mnóstwo dzieci. Niektóre media starały się przestrzec rodziców dzieci przed brutalnością serialu. Moralna histeria, panika musiała zostać wykreowana, bo na niej się zarabia. "Squid Game" cieszył się dużym powodzeniem wśród dzieci i małoletnich, docenili go także liczni widzowie dorośli. Obecnie jednak zainteresowanie tym serialem znacznie opadło.

Tak czy owak najlepiej iść do klubu czy na dyskotekę w towarzystwie i wzajemnie się pilnować. Wówczas można uniknąć nieprzyjemności takich jak dosypanie jakiegoś narkotyku do drinka, niechciana atencja czy molestowanie. Bądź bezczelna kradzież pieniędzy, co stało się normalką w szemranych klubach tj. Cocomo/Temptation/Touch/Euphoria (jak zwał, tak zwał, to sama fabryka oszustw), w których obsługa celowo rozpija klientów, dosypuje im do drinka Rohypnol (flunitrazepam), po czym tracą oni świadomość i duże sumy pieniędzy.

A ikoniczny berliński Berghain zapewne skrywa niejeden mroczny sekret, choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że w miejscach takich jak ten klub i jemu podobne narkotyki i substancje psychoaktywne były, są i będą na wyciągnięcie ręki. 

https://www.spiegel.de/international/germany/silence-surrounds-overdose-death-at-berghain-a-1198980.html