sobota, 11 marca 2023

Mindrot i Disembowelment: nowe nabytki płytowe

                                                               

10 marca udałem się na giełdę płyt CD i winyli, by sprawdzić czy uda mi się nabyć jakieś poszukiwane CD. Rzadko chodzę na giełdę, gdyż często po zawyżonych cenach są tam sprzedawane płyty CD, które są używane (co widać po rysach na powierzchni CD). Jednak wczoraj złamałem zasadę i wróciłem do domu z dwoma albumami, na które od dłuższego czasu polowałem. 

Mindrot "Dawning" (1995) - Mindrot to zespół, który zgasł stanowczo zbyt szybko. Dwa wyśmienite, wydane przez Relapse albumy "Dawning" (1995) i "Soul" (1998) i finito - zwłaszcza ten drugi ciężko zdobyć na CD, pierwszy jakoś się udało. Death doom Mindrot jest dość specyficzn i mocno katartyczny. To w zasadzie kulminacja licznych negatywnych emocji: gniew, nienawiść, smutek, żałoba. "Dawning" to zarazem dość intrygująca mieszanina: masywny doom death metal jak np. w "Forlorn", ale też wpływy rocka gotyckiego, thrash metalu i hardcore'a ("Withersoul") oraz trochę sampli. Kocham z tego albumu szczególnie "Burden" i "Across Vast Oceans" - co za duszny klimat, co za wokale Adriena Lerouxa! Wykapany Carl McCoy z Fields of the Nephilim! Ciarki na plecach, zwłaszcza przy moim ulubionym "Across Vast Oceans".

Lata 90-te w USA to wiele wspaniałego doom death metalu i funeral doom metalu np. Evoken, Ceremonium, Thorns of the Carrion, Morgion czy Dusk.
 
Do odsłuchu poruszający "Across Vast Oceans":
 
 
Disembowlement "Transcendence into the Peripheral" (1993) - Całkowicie subiektywnie to jeden z moich ulubionych albumów metalowych w ogóle. I jak na rok powstania nadal brzmi masywnie i brutalnie. Disembowelment z wprawą połączyli potężny i apokaliptyczny doom death z death metalem, a nawet grindem jak np. w "Excoriate". Dużo miażdżących zwolnień, grobowa atmosfera i trochę etnicznych wpływów Dead Can Dance czy oniryzmu Slowdive jak np. w "Your Prophetic Throne of Ivory" czy w delikatnym "Nightside of Eden" z kobiecym głosem (jaki to kontrast z brutalnym "Excoriate"). Z kolei "A Burial at Ornans" to kwintesencja funeral doom metalu, w którym jak wiadomo dominuje ultra-wolne tempo. Ogromny plus za pełną mistycyzmu, ezoteryczną warstwę liryczną.Widać, że Australijczycy chcieli się wyróżnić na scenie metalowej, zostawić na niej trwalszy ślad.
 
Na początku lat 90-tych tworzyły już takie zespoły doom metalowe jak Paradise Lost, Skepticism, My Dying Bride, Winter, Cathedral, Thergothon czy Funeral, ale chyba jedynie "From the Shadows" Unholy dorównywał w 1993 roku debiutowi Disembowelment pod kątem mrocznej i intensywnej brutalności. Cieszę się, że nabyłem dwupłytową kompilację Relapse z tym albumem, bo polowałem na nią od dawna. 


Wczoraj wydarzyło się coś przykrego blisko mojego miejsca zamieszkania. Wieczorem pod jednym z mostów drogowych (Mieszka I), do którego mam pieszo 5 minut drogi znaleziono zwłoki kobiety. Na miejscu pojawili się policjanci, prokuratura oraz lekarz, który po dokonaniu oględzin zwłok stwierdził brak działania osób trzecich. Czy zatem samobójstwo? Być może. Póki co nieznana pozostaje przyczyna śmierci tej kobiety ani jej tożsamość (kobieta pozostaje bezimienna). Jednak takie sytuacje także mnie dotykają, bo człowiek się zastanawia:co się tam pod osłoną mroku wydarzyło i kim była ta osoba? Jeśli to było samobójstwo, co można było zrobić, by do niego nie doszło? 

W Polsce nie jest dobrze, jeśli chodzi o samobójstwa. Rośnie chociażby liczba prób samobójczych dzieci i nastolatków. Ostatnio (zapewne pod wpływem nagonki prawicowych mediów) samobójstwo popełnił 15-letni Mikołaj, syn posłanki Małgorzaty Filiks. Polska według danych na zwjr.pl znajduje się na 18 miejscu pod kątem wskaźnika liczby samobójstw - za m.in. Koreą Południową, Litwą, Słowenią, Belgią, Łotwą, Węgrami czy Japonią. To nie jest kraj, w którym zdrowie psychiczne jego obywateli jest traktowane poważnie, priorytetowo. Cóż, 'uroki' życia w kraju rządzonym przez quasi-autokratyczny rząd. Tak czy owak uważam, że liczba samobójstw w Polsce pozostaje niedoszacowana. 
 
Często mijamy wiele dzikich niedostępnych miejsc nie zastanawiając się nad tym czy aby nie doszło w nich do jakiejś jednostkowej tragedii. W końcu każda przedwczesna śmierć (nawet naturalna) to czyjaś tragedia. Jednakże to betonowe przęsło chyba już zawsze będzie kojarzyło mi się ze śmiercią.

wtorek, 7 marca 2023

Host "IX" (2023) i La Scaltra "Mater" (2023) - recenzje

                                                                 

Krótkie recenzje dwóch albumów muzycznych, które ostatnio mocno polubiłem. 

Host to oczywiście najnowszy projekt Nicka Holmesa i Grega Mackintosha, muzyków doom metalowego Paradise Lost. Jak wiadomo Paradise Lost zaczęli eksperymentować z zimnofalową elektroniką już na "One Second" (1997), a w 1999 roku nakładem EMI ukazał się ich kontrowersyjny album "Host" (1999), na którym mocno słychać wpływy Depeche Mode czy The Cure. Kontrowersyjny, gdyż większość twardogłowych metalowców nie mogła przeboleć elektroniczno rockowego kierunku Raju Utraconego. No cóż, "Host" mi się do tej pory podoba, gdyż nadal tkwi w tej muzyce pierwiastek doom death metalowej melancholii. Zatem z niecierpliwością oczekiwałem na debiutancki album Host "IX", który niedawno ukazał się nakładem Nuclear Blast. Przepiękna książeczka do płyty obfitująca w zdjęcia uszkodzonych manekinów pogrążonych w stanie 'melancholii'. Czyli krótko mówiąc depersonalizacja człowieka w coraz mniej ludzkim społeczeństwie. 

Generalnie "IX" ocieka subtelną elektroniką rodem z nocnych klubów lat 80tych, choć oczywiście pojawiają się także gitary. Generalnie album, choć chwytliwy przesycony jest smutkiem. W trakcie odsłuchu można wyczuć wpływy Depeche Mode czy Sisters of Mercy np. w moim faworycie "A Troubled Mind". Gdybym miał wymienić ulubione kawałki to poza wspomnianym "A Troubled Mind" byłyby to "Inquisition", "Wretched Soul", "Tomorrow's Sky" czy "Hiding from Tomorrow". Muzycy Paradise Lost uwielbiają smutne piosenki i bardzo dobrze!

Odsłuch: https://www.youtube.com/watch?v=vy1v_dENffg

Zdj. Tom Maddick (cmentarzysko manekinów w Lincolnshire). 

Niemiecki zespół (pierwotnie żeński duet) La Scaltra poznałem jakoś 2-3 lata temu w trakcie stopniowego zagłębiania się w scenę darkwave/gothic rock/post-punk. O ile pierwsze albumy La Scaltra przesycone były mroczną i nader taneczną elektroniką, o tyle wydany przez berlińską wytwórnię Solar Lodge "Mater" (2023) to już muzyka bardziej gitarowa, mistyczna, ocierająca się o occult rock, a nawet doom metal. Nic dziwnego, że płytę pochwalił Aaron Stainthorpe, wokalista My Dying Bride. "Mater" charakteryzuje się dość specyficznym, mistycznym, nieco odrealnionym i złowieszczym nastrojem. W trakcie przesłuchania tego albumu nieprzypadkowo miałem skojarzenia z gotyckim doom metalem Włochów z Abysmal Grief: fajnie uchwycona atmosfera grozy przywodząca na myśl stare gotyckie horrory z lat 60-tych czy 70-tych (najlepiej włoskie, hiszpańskie i brytyjskie). Czyli zamczyska, krypty, kandelabry, pogrzebowe procesje, owładnięte żądzą krwi wampirzyce czy złowrogie wiedźmy. 

Niesamowity, ociekający atmosferą album z gościnnym śpiewem wokalisty Wisborg w "Azazel" i doskonałym żeńskim wokalem. Nastrojowe, nieco złowieszcze piosenki jak np. "Delilah" czy "Vassago". Totalnie widziałbym ten zespół na małej scenie Castle Party w Bolkowie. Odsłuch poniżej. 

Zdj via Solar Lodge.

https://lascaltra.bandcamp.com/album/mater-digital-album-2023-new

Mord na ukraińskim jeńcu wojennym

                                                       
Z gniewem i smutkiem obejrzałem wczoraj nagranie, na którym rosyjscy agresorzy zastrzelili pojmanego  ukraińskiego żołnierza. Najpierw pozwolili mu zapalić papierosa, a gdy odważnie powiedział "Sława Ukrainie"został zabity serią z karabinu maszynowego. Mężczyzna zapewne zdawał sobie sprawę, że lada moment zginie, pozostał twardy do końca. Nagrany telefonem filmik jest przerażający, gdyż pokazuje skalę zezwierzęcenia rosyjskich żołnierzy w trakcie wciąż niestety trwającej wojny na Ukrainie. 

Jeniec z zimną krwią zastrzelony przez rosyjskich 'gierojów' to prawdopodobnie Tymofij Mikołajewicz Szadura (data urodzenia 7 I 1982 roku), zaginiony 3 lutego w okolicy Bachmutu. Prawdopodobnie, bo jest mowa także o szeregowym Aleksandrze Maciewskim (urodzony 10 maja 1980 roku, czyli nieco starszy ode mnie), który walczył pod Bachmutem jako snajper. Jego pogrzeb miał miejsce 14 lutego 2023 roku w Niżyniu. Aleksander osierocił 19 letniego syna. 

Tak czy owak śmierć tego ukraińskiego żołnierza stała się już symbolem wojny na Ukrainie. Zachował godność i odwagę w obliczu nieuniknionej śmierci. Widząc jednak takie barbarzyństwo Rosjan mam coraz mniejszą ochotę na jakikolwiek przyszły kontakt z rosyjską nauką, sztuką, kulturą. Być może niektórzy Rosjanie wciąż pozostają neutralni, bierni czy skrycie nienawidzą Putina i tej agresywnej wojny napastniczej, którą ten autokrata wywołał. I za to im chwała. Jednak nadal jest sporo Rosjan, którzy chętnie widzieliby w przyszłości inwazję na Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię czy Finlandię. Najwyraźniej odpowiada im wojenne ludobójstwo. Żywię jednak nadzieję, że jakiś czas imperializm w Rosji upadnie z hukiem. 

Tymczasem obejrzyjcie uważnie to nagranie. Skłania do przemyśleń o tym jak propaganda w Rosji dehumanizuje człowieka. Ma się wrażenie, że w Rosji odradza się III Rzesza z arsenałem nuklearnym. Dobrze, że chociaż niektórzy z pytanych zachowali ludzkie odruchy.

https://www.youtube.com/watch?v=-CYHgPclI-g

poniedziałek, 27 lutego 2023

Species, Pandemic Outbreak i Frightful, 26 lutego 2023 roku (fotorelacja)

                                            




Dawno nie byłem na koncercie, na którego bilet kosztował zaledwie 30 zł. Tym razem na deskach poznańskiej Minogi zaprezentowało się trio polskich kapel thrash metalowych (Species, Pandemic Outbreak i Frightful) wydawanych przez chiński label Awakening Records. Debiutancki album Species "To Find Deliverance" (2022) usłyszałem po raz pierwszy jakoś w ubiegłym roku. Pamiętam, że wybrzmiał mi w słuchawkach w trakcie wędrówki przez las i byłem nim zachwycony. Totalnie porywający techniczny thrash metal i coś całkiem unikalnego na obecnej rodzimej scenie metalowej zdominowanej przez black metal i death metal. 

Zatem skoro nadarzyła się okazja to trzeba było zobaczyć trio warszawiaków na żywo. I muszę przyznać, że był to świetny, wyjątkowo energiczny gig. Thrash metal zaprezentowany przez Species jest mocno techniczny, zakręcony, urzekający słuchacza kosmicznym klimatem. Powinien przypaść do gustu wielbicielom Voivod, Deathrow, Atheist czy Coroner. Muzycy skupili się na odegraniu kawałków z debiutanckiego albumu, ale zaprezentowali też przynajmniej jeden nowy numer. Poleciały m.in. kawałki takie jak "Parasite", "Malfunction, "Thy Name Is Slaughter" czy "Ex Machina". Zwróciłem też uwagę na koszulki Piotra i Michała: "Noc żywych trupów" (1968) George'a A. Romero czy Goblins. Cudownie. Oddany fan horrorów i kina eksploatacji się kłania. 

Odsłuch. Koniecznie zapoznajcie się z debiutanckim albumem Species.

https://species1.bandcamp.com/album/to-find-deliverance

Pozostałe dwie kapele Pandemic Outbreak i Frightful (obie z Pomorza) grały już mniej techniczną i zniuansowaną muzykę niż Species stawiając na brutalną thrash metalową agresję z domieszką ciekawych solówek. Pandemic Outbreak nieco przypominali mi Sepulturę z czasów "Beneath the Remains" (1989) i "Arise" (1991) czy Dark Angel, czyli po prostu intensywny death thrash, natomiast w thrash metalu Frightful więcej było black metalowych naleciałości (wczesny Kreator, melodyjność Dissection). Dopiero będę musiał się zapoznać się z albumami obu tych zespołów z Gdańska, ale koncertowo mi się podobało. 

Odsłuch Frightful i Pandemic Outbreak. 

https://awakeningrecordscn.bandcamp.com/album/spectral-creator 

https://awakeningrecordscn.bandcamp.com/album/skulls-beneath-the-cross

Na koniec mała dygresja odnośnie ceny biletu. Zdaje sobie sprawę, że czasy tanich koncertów z wielu względów minęły bezpowrotnie, jednakże jak widać nadal organizowane są podziemne gigi młodych zespołów, gdzie za bilet wyda się równowartość powiedzmy dwóch piw zamówionych w barze. Można? Można. Osobiście zrezygnowałem całkowicie z chodzenia na koncerty stadionowe wielu gwiazd właśnie ze względu na przesadzone ceny biletów.  Bilety na koncerty klubowe zagranicznych wykonawców też podrożały, ale nie aż tak znacznie. No cóż, w 2003 roku na koncert Marilyna Mansona w poznańskiej Arenie dałem 90 zł, a za występ Nine Inch Nails w 2009 roku na poznańskich targach 95 zł. Dlatego też zachęcam do chodzenia na koncerty mniej znanych rodzimych zespołów.

W marcu też chciałbym pójść na przynajmniej 3-4 różnorodne koncerty, ale zobaczymy czy się uda.

wtorek, 21 lutego 2023

Stray Dogs/ Psy (1989) - recenzja

                                                  
Wskutek konstrukcji zapory pewna osada w Kazachstanie ("Psy" nakręcono nad wysychającym wskutek wywołanej przez Sowietów katastrofy ekologicznej Morzem Aralskim) zamienia się w pustynię i staje się niezdatna do życia, co skutkuje jej opuszczeniem przez mieszkańców. Na miejscu pozostają zdziczałe psy, które nie wahają się atakować i zabijać ludzi. W wymarłej pustynnej osadzie pojawia się grupa bezlitosnych eksterminatorów pod przewodnictwem Iwana, której zadaniem jest wyrżnięcie w pień stada krwiożerczych psów.

"Psy" to jeden z najdziwniejszych filmów jakie miałem okazję w bieżącym roku oglądać. To brutalny i surrealistyczny thriller post-apo z ZSRR, którego fabuła toczy się wśród piasków, opuszczonych budynków i zardzewiałych wraków Morza Aralskiego. Sporo brutalności, trochę gore, fascynująca lokalizacja, nihilistyczna atmosfera, nastrojowa ścieżka dźwiękowa Mashina Vremeni oraz dobra gra aktorska.

Jedna uwaga: w filmie są brutalne i zapewne traumatyczne dla zwierząt sceny strzelania do psów. Owe sceny są nad wyraz mocne i dość realistyczne. Zastanawiam się czy w trakcie kręcenia "Psów" rzeczywiście żadne zwierzę nie zostało trwale skrzywdzone. Tak czy owak, film ogląda się z fascynacją, obrzydzeniem i zainteresowaniem. Do zapamiętania choćby scena wessania busa przez piasek i śmierci jednej z postaci.

Gdy zmarł Ruggero Deodato, reżyser "Jungle Holocaust" i "Cannibal Holocaust" niektórzy moi znajomi ucieszyli się z jego śmierci, gdyż na planie filmów kanibalistycznych Włocha realnie umierały zwierzęta. Takim osobom odradzam też seans "Psów", choć istnieje oczywiście możliwość, że żadne zwierzę nie zostało w trakcie kręcenia scen filmu skrzywdzone. 

Ten pustynny sowiecki film post-apo skojarzył mi się nieco z australijskim arcydziełem kina outback "Wake In Fright" (1971) Teda Kotcheffa, w którym mamy drastyczną scenę polowania na kangury.  Dla wielbicieli "Zapisków martwego człowieka" (1986) film jak znalazł.Także wielbiciele nurtu animal attack powinni zapisać "Psy" na listę filmów do obejrzenia.

środa, 8 lutego 2023

Mvtant i A Place to Bury Strangers w Minodze, 7 luty 2023 roku (fotorelacja)

                                                     





Będąc szczerym z noise rockiem A Place to Bury Strangers zaznajomiłem się nieco na kilka dni przed koncertem nowojorskiego tria w Minodze. Zaintrygowała mnie być może przesadzona łatka, jaka przylgnęła do Amerykanów: "najgłośniejszy zespół na świecie" albo w "Nowym Jorku". Takie łatki przylgnęły już wcześniej choćby do Swans czy Sunn O))). Nadto nazwa zespołu zwraca od siebie uwagę, jest ciekawa i intrygująca. Przesłuchałem debiut i "Exploding Head", po czym stwierdziłem, że przejdę się na ich koncert. Dodatkowo zaciekawił mnie industrialny support Mvtant, który równie dobrze sprawdziłby się na festiwalu Castle Party. 

Kilka zdań o jednoosobowym projekcie Mvtant z San Antonio. Na koncie jeden album "Gore + Mirrorshade" z 2021 roku (a w zasadzie dwie EPki plus remiksy): intrygujący miks industrialu a la Godflesh z synth/darkwave. Na żywo Mvtant brzmi całkiem intensywnie i wciągająco. Muzyk w ciągłym ruchu, dużo mgły i efektów stroboskopowych w trakcie jego występu, co utrudniło robienie zdjęć. Zapraszam poniżej do odsłuchu:

https://mvtant.bandcamp.com/album/gore-mirrorshade

Jedno trzeba przyznać po koncercie nowojorskiego tria A Place to Bury Strangers: byli głośni i psychodeliczni. Ich połączenie noise rocka, post-punka, drone'a i psych rocka wgniatało w ziemię. Piękna i głośna ściana gitar na myśl przywodząca My Bloody Valentine, Ride, Sonic Youth czy Slowdive, mroczna tematyka piosenek (tęsknota, rozstanie, zagubienie) w stylu wczesnego The Cure czy Joy Division. Muzycy A Place to Bury Strangers zagrali wczorajszy godzinny koncert z ogromnym entuzjazmem. Byli hałaśliwi, głośni i psychodeliczni. Totalnie dziki, ostry i chwilami zniekształcony gitarowy feedback utopiony w oniryzmie shoegaze, industrialnym chaosie i statycznym hałasie. Shoegaze potrafi być agresywny, co udowadniają nowojorczycy. Na pewno jestem A Place to Bury Strangers zaintrygowany, co oznacza, że zespół zyskał nowego fana. Set-lista (nie mam pojęcia czy kolejność piosenek właściwa): "Dragged in a Hole", "Lost Feeling", "You Are the One", "We've Come So Far", "I'm So Clean", "So Low", "I Disappear (When You're Near"), "End of the Night", "You Are the One", "Disgust", "I Live My Life to Stand in the Shadow of Your Heart", "Have You Ever Been in Love".

https://aplacetoburystrangers.bandcamp.com/album/exploding-head

https://aplacetoburystrangers.bandcamp.com/album/a-place-to-bury-strangers 

poniedziałek, 30 stycznia 2023

Intrepid, Reject the Sickness, Origin i Monstrosity w Tama, 29 stycznia 2023 r. (fotorelacja)

                                                                       







Koncert, który miał się odbyć w poznańskim Bazylu, ale z racji braku jego funkcjonowania został przeniesiony do Tamy. Zarazem finalny koncert death metalowej trasy Monsters of Death, w skład której wchodziły Intrepid (Estonia), Reject the Sickness (Belgia), Origin (USA) oraz Monstrosity (USA). Chciałem na niego pójść głównie ze względów sentymentalnych, gdyż kiedy zaczynałem słuchać metalu w latach 1995-96 kaseta magnetofonowa Monstrosity z albumem "Millenium" (1996) była jednym z moich pierwszych kontaktów z amerykańskim death metalem (obok m.in. Broken Hope "Loathing" czy Brutality "In Mourning"). 

Tama głównie słynie z koncertów transowo elektronicznych, ale czasem zdarzają się w tym klubie koncerty metalowe. Kojarzę, że byłem tam przed pandemią na gigu New Model Army, na który zabrałem swojego ojca. Tak czy owak, to fajny i przestronny klub idealny także na koncerty metalowe. W związku z likwidacją Bazyla nie da się zauważyć, że koncerty są przenoszone do Tamy, Próżności czy 2Progi. Bazyl był dla mnie wyjątkowym klubem, jednak plusem wszystkich wymienionych powyżej klubów jest to, że mam do nich dość blisko pieszo. 

Jako  pierwsi wystąpili Estończycy z Intrepid. Młody i obiecujący zespół oferujący słuchaczom sprawnie zagrany death metal/death thrash w stylu Morbid Angel, Death, Obituary czy wczesnej Sepultury. Młodzieńcy póki co wydali własnym sumptem dwa dema i jeden album studyjny "Unused Imaginative Capacity" (2020), zatem jeszcze sporo przed nimi. Tak czy owak, ich death metal (na żywo i z albumu) jest na tyle zróżnicowany i profesjonalnie zagrany, że warto się z muzyką Intrepid zapoznać. Ich półgodzinny występ dużo publiczności nie ściągnął, aczkolwiek wczoraj i tak Tama nie pękała w szwach. 

Odsłuch: https://intrepidest.bandcamp.com/album/unused-imaginative-capacity

Potem przez pół godziny grali na scenie Belgowie z Reject the Sickness. Szczerze nie przepadam zbytnio za melodyjnym death metalem/metalcorem, zatem nie znałem wcale muzyki tego zespołu, ale krótki występ Belgów był całkiem niezły. Dużo energii, zróżnicowane tempa, wokalista Guy zagrzewający publiczność do zabawy w koszulce Kat "Metal and Hell" (miły akcent dla polskich metalowców) i w sumie interesująca, dość połamana muzyka, z którą na pewno nie omieszkam się prędzej czy później zapoznać. 

Link: https://rejectthesickness.bandcamp.com/album/while-our-world-dissolves

Trzeci występ należał do Amerykanów z Origin. To zespół mocno poważany w środowisku metalowym - przede wszystkim ze względu na szaleńczo techniczne i brutalne brzmienie. Oprócz technicznych wygibasów death metal Origin obfituje w piękne miażdżące zwolnienia. Amerykanom zdarzają się także (np. na "Chaoscosmos") fragmenty melodyjne, by nie rzec przebojowe. Mało i nieregularnie słucham technicznego death metalu, ale koncert Origin był taki jaki powinien być: brutalny, intensywny, gniotący ciężarem.  

Odsłuch: https://relapsealumni.bandcamp.com/album/antithesis

Monstrosity to z kolei esencja florydzkiego death metalu (Tampa). Na dwóch pierwszych albumach ("Imperial Doom", "Millenium") growlował obecny wokalista Cannibal Corpse George "Corpsegrinder" Fisher i odnoszę wrażenie, że Monstrosity jest pamiętane głównie przez pryzmat obu tych znakomitych death metalowych albumów. Jednakże ich późniejsze materiały z innymi wokalistami np. ("In Dark Purity" z Jasonem Avery na wokalu) wcale nie odstają jakoś specjalnie jakością od "Imperial Doom" czy "Millenium". Na "The Passage of Existence" (2018) jest sporo melodyjnych solówek i nie ma już tak dusznej brutalności jak na płytach Monstrosity z lat 90-tych, niemniej jednak to całkiem niezły album. Koncertowo Monstrosity wypadli bardzo przyzwoicie, zatem cieszę się, że mogłem po raz pierwszy zobaczyć ten zasłużony amerykański zespół na żywo. Być może pierwszy i ostatni raz, któż to wie?

Link: https://www.youtube.com/watch?v=kihDLFaPCUE

Set-lista Monstrosity: "Cosmic Pandemia", "Kingdom of Fire", "Firestorm", "Suffering the Conquered", "Final Cremation", "Abysmal Gods", "Ceremonial Void", "Definitive Inquisition" i na bis "Destroying Divinity", "Angels Venom", "Manic".  

EDIT: Okazuje się, że Monstrosity widziałem kiedyś na żywo. I był to jeden z moich pierwszych koncertów metalowych. Thrash'em All Festival 2002 w poznańskim Eskulapie - zagrali Contempt, Dissenter, Lost Soul, Sceptic, Trauma, Vomitory i Monstrosity. No cóż, wiele tych dawnych koncertów, które widziałem w czasach studenckich zatarło mi się w pamięci.

piątek, 27 stycznia 2023

Kai Fu-Lee i Chen Quifan "Sztuczna inteligencja 2041" oraz Ewa Krawczyk "Plagi świata" - recenzje

                                             


Wpadły mi ostatnio w ręce dwie interesujące książki, o których chciałbym pokrótce napisać. Recenzje są już zaległe, gdyż obie przeczytałem w grudniu 2022 roku. Tym razem opisy ograniczę do minimum.

Ewa Krawczyk "Plagi świata" (wydawnictwo Pascal) - Autorka "Plag świata" jest z zawodu biolożką i specjalistką mikrobiologii lekarskiej, zatem na rzetelność "Plag świata" nie można narzekać. Omówione zostają tutaj całkiem wnikliwie następujące choroby i patogeny (zarazki chorobotwórcze), które je wywołują: dżuma, wąglik, ospa prawdziwa, cholera, trąd, tyfus plamisty, malaria, odra (plagi zagrażające ludzkości), wirusy Hendra i Nipah, tularemia, wirusy gorączki krwotocznej Ebola i Marburg w drugiej części poświęconej patogenom wykorzystywanym jako potencjalna broń biologiczna, HIV i inne retrowirusy, kiła, rzeżączka i chlamydioza (choroby przenoszone drogą płciową - niestety seks nie zawsze jest czynnością bezpieczną dla naszego zdrowia, aczkolwiek ryzyko zarażenia można skrajnie zminimalizować), jaglica, wścieklizna, denga i chikungunya, treponematozy (zaniedbane choroby tropikalne, których wektorami (roznosicielami) są m.in. psy, koty, komary), koronawirusy SARS i MERS (tak, są w książce ogólne informacje o chorobie Covid19), grypa i wirus RSV, wirus Zika, bakterie odporne na antybiotyki (stare i nowe zagrożenia). Autorka omawia historię globalnych pandemii i lokalnych epidemii wywołanych przez dany patogen, jego nosicieli i sposoby przenoszenia zarazka (szerzenia się choroby), różnorodne objawy chorobotwórcze, stopień śmiertelności danej choroby, wreszcie ewentualne sposoby przeciwdziałania i leczenia (antybiotyki, szczepienia, itd.)

W dobie masowych zachorowań na Covid19 (Kraken niedługo zawładnie Polską, ale formalnie w Polsce już pandemii nie ma), grypę i zakażeń wirusem RSV warto mieć tą książkę pod ręką. "Plagi świata" czyta się szybko i z niemałym zainteresowaniem. Sam generalnie uważam, że po koronawirusie Sars-Cov-2 może w przyszłości nadejść pandemia jeszcze gorszego zarazka. Zagrożeniem ciągle czającym się na horyzoncie są też antybiotykooporne bakterie. Czy jesteśmy zatem przygotowani na kolejną dziesiątkującą ludzkość zarazę? 

Kai Fu-Lee, Chen Quifan "Sztuczna inteligencja 2041" (Media Rodzina) - Ciekawa książka napisana przez dwóch azjatyckich współpracowników z Google'a. Chen Quifan jest autorem dziesięciu fikcyjnych, acz realistycznych opowiadań zawartych w "2041", natomiast Kai Fu-Lee omawia technologie AI w tych opowiadaniach zaprezentowane uznając, że sztuczna inteligencja (AI) mimo że nie nauczy się charakteryzującej homo sapiens kreatywności, zręczności i empatii i tak wpłynie prędzej czy później na ludzkość XXI wieku w znaczący sposób. W książce omawiane są m.in. następujące zagadnienia: uczenie maszynowe i jego zastosowanie w internecie, big data, rozpoznawanie obrazów, konwolucyjne sieci neuronowe, deepfake, generatywne sieci współzawodniczące, biometria, bezpieczeństwo SI, przetwarzanie języka naturalnego (NLP), trenowanie pod własnym nadzorem, GPT-3, silna sztuczna inteligencja (AGI) i świadomość, spersonalizowana edukacja SI, SI w opiece zdrowotnej, Alphafold, aplikacje robotyczne, przyśpieszenie automatyzacji w wyniku pandemii Covid19, wirtualna, rozszerzona i mieszana rzeczywistość (VR, MR i AR), interfejs mózg-komputer (BCI), pojazdy autonomiczne, inteligentne drogi i miasta, komputery kwantowe, bezpieczeństwo transakcji kryptowalutowych, broń autonomiczna (np. roje minaturowych zabójczych dronów) jako potencjalne zagrożenie dla ludzi, SI likwidująca dziesiątki rutynowych stanowisk pracy, bezwarunkowy dochód podstawowy (BDP), zasada 3R (reduce, reuse, recycle) jako rozwiązanie problemu masowej likwidacji miejsc pracy wskutek wdrożenia SI, SI a szczęście, rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO), dane osobowe, przetwarzanie danych wrażliwych przy pomocy systemu federated learning i zaufanego środowiska wykonawczego, nowe modele gospodarcze, przyszłość pieniądza, technologiczna osobliwość. Uff, ogrom zagadnień, ale omówionych zarówno w opowiadaniach, jak i w komentarzach (analizach) w sposób jasny, klarowny i przejrzysty. 

W książce omawiane są też różnorodne zagadnienia etyczne i społeczne związane ze sztuczną inteligencją np. algorytmy głębokiego uczenia, które wzmacniają szkodliwe uprzedzenia zamiast je eliminować, asystenci AI, z którym człowiek osiągnie głębię intymnej więzi, akty terroru i mordu dokonywane przez złoczyńców przy użyciu autonomicznej broni oraz komputery kwantowe używane do łamania kluczy prywatnych w celu kradzieży bitcoinów. Rodzi się pytanie czy futurystyczne scenariusze opisane w "2041" na pewno się ziszczą w ciągu najbliższych dekad? A może to technologiczna utopia, tudzież dystopia? Czy rzeczywiście AI będzie w stosunku do ludzi pozytywnie bądź neutralnie nastawiona? Wreszcie czy kryptowaluty są ludzkości rzeczywiście niezbędne, skoro ich pozyskiwanie sprzyja degradacji środowiska i postępującym zmianom klimatycznym na Ziemi? Póki co uważam, że sztuczna inteligencja nie pomoże nam rozwiązać problemu antropogenicznego globalnego ocieplenia.

Fascynująca książka, do której chętnie wrócę w przyszłości. 

Na zdjęciach oprócz okładek książek mężczyzna chory na wściekliznę i coraz popularniejszy wśród gawiedzi czat GPT.

Brutalne morderstwo kolumbijskiej DJ-ki

                                      


Tą sprawę kryminalną szybko podchwyciły międzynarodowe media, ale po raz pierwszy przeczytałem o niej w serwisie muzyki elektronicznej muno.pl. Młoda kolumbijska Dj-ka Valentina Trespalacios została uduszona przez amerykańskiego chłopaka, 35-letniego Johna Nelsona Poulos z Teksasu, ojca trójki dzieci. Ciało 23-latki morderca umieścił w oklejonej taśmą niebieskiej walizce, po czym walizkę wyrzucił do pojemnika na śmieci blisko Międzynarodowego Lotniska El Dorado w Bogocie, stolicy Kolumbii. Po zabiciu obiecującej DJ-ki potencjalny sprawca próbował przez Panamę uciec do Turcji, a potem do Czarnogóry, jednak w Panamie został zatrzymany i poddany ekstradycji do Kolumbii. Kiedy go zatrzymano na jego twarzy widniały widoczne ślady zadrapań, zatem Valentina musiała się bronić. Poulos próbował być na tyle cwany i bezczelny, że kupił bilet lotniczy do Sao Paulo w Brazylii, aby zmylić ścigających go stróży prawa. 

Poulos zaczął się spotykać z Trespalacios rok temu po poznaniu dziewczyny na aplikacji randkowej. Kilkukrotnie przyjeżdżał do niej do Kolumbii, planował się z nią ożenić. Dawał jej prezenty i chciał, aby dziewczyna pokazywała się z nim dla atencji w mediach społecznościowych - w końcu nic tak nie łechce męskiego ego jak pokazanie się z atrakcyjną wybranką. Valentina jednak wolała nie ujawniać swojego życia prywatnego, gdyż w social media skupiała się na promocji kariery didżejskiej. Występowała już w licznych klubach, zarówno lokalnych, jak i międzynarodowych. Wielu lubianych przeze mnie artystów tak robi - starannie oddziela swoją prywatność od promocyjnych działań mających na celu prezentację własnej twórczości. Rozumiem i doceniam takie podejście. Drażni mnie epatowanie, by nie rzec kupczenie swoim życiem prywatnym, choć oczywiście znajdą się celebryci, którzy będą zarabiać na pokazywaniu każdego aspektu swojego życia prywatnego. No cóż, żyjemy w czasach gdy bardziej docenia się (często fasadowy) wizerunek danej osoby niż jej dokonania na polu sztuki, nauki, edukacji, etc. Dzisiaj mnóstwo ludzi dąży do tego by być artystami, twórcami contentu, bo da się zarobić na tym szybkie i duże pieniądze (choćby Instagram czy YouTube to umożliwiają). Mnie interesuje jednak sztuka mroczna, dość specyficzna, a nawet trudna w odbiorze - nigdy łatwa, lekka i przyjemna, doskonale sprzedająca się. O muzyce Sanah czy Dawida Podsiadło raczej tutaj nie przeczytacie. :-)

Jeśli rzeczywiście Poulos zamordował Valentinę (np. z powodu ataku zazdrości) to mamy tutaj do czynienia z typowym przykładem femicide, czyli intencjonalnym zabójstwem kobiet dokonywanym zazwyczaj przez partnerów bądź eks-partnerów. Niektórzy mężczyźni nie lubą gdy kobieta mówi im nie np. chce się rozstać. Czują się odrzuceni i reagują agresją. Co prawda, Poulos twierdzi, że był prześladowany przez kartel Medellin, ale wiele wskazuje (zadrapania na twarzy, napięta atmosfera pomiędzy nim a Valentiną przed dokonaniem morderstwa), że to on dokonał mordu. Tak czy owak, będę śledził tą sprawę kryminalną. Na sam koniec dodam, że trzeba reagować w sytuacji stosowania przemocy wobec kobiet czy dzieci. Niestety takie morderstwa będą się powtarzać.

czwartek, 26 stycznia 2023

Arche "Transitions" (2022) - recenzja

                                                
Zaległa recenzja, ale przegapiłem premierę pierwszego długograja Arche, która miała miejsce w grudniu 2022 roku. "Transitions" duetu z Arche to kwintesencja fińskiego funeral doom metalu, muzyka poruszająca i unurzana w melancholii. Generalnie Finlandia pogrzebowym doom metalem stoi. Można wręcz zaryzykować śmiałą tezę, że funeral doom wykrystalizowywał się właśnie w tej cudownej krainie zorzy polarnej, lasów i setek jezior. Wystarczy wymienić Thergothon, Skepticism, Unburied czy nawet Unholy (choć Finowie z Unholy są protoplastami awangardowego black doom metalu). Owszem, na początku lat 90-tych atmosferyczne doom metalowe czy funeral doom metalowe debiuty dostarczały słuchaczom także Evoken (USA), Esoteric (Wielka Brytania), Mordor (Szwajcaria), Monumentum i Ras Algethi (Włochy), Ysigim i Gallileous (Polska) czy Funeral (Norwegia, nie mogę się doczekać reedycji "Tragedies"), jednak jak dla mnie ojczyzną funeral doom metalu raczej pozostanie Finlandia i basta - głównie dzięki funeral doom metalowi Thergothon i Skepticism. 

Ano właśnie "Transitions" to idealna płyta dla wielbicieli funeral doom metalu Skepticism, Thergothon, Profetus czy uwielbianego przeze mnie Shape of Despair. Można jeszcze dodać wspomniany Evoken czy wspaniały Mournful Congregation z Australii. Na pewno album ten nie trafi w gusta metalowców zasłuchanych w black metalu czy death metalu, dla których liczą się tylko wściekłość i nieustająca agresja. Zresztą ja nadal uważam pogrzebowy doom za największą niszę w metalu, muzykę, która jest często postrzegana jako 'nudna, monotonna, depresyjna'. I o to chodzi: o wolne tempa, posępną atmosferę przesyconą smutkiem, żałobą i przemijaniem życia. Atmosfera funeral doom metalu bywa czasem nieco melodramatyczna, z drugiej strony jakoś to nie przeszkadza wielu słuchaczom uznanych zespołów pokroju My Dying Bride (swoją drogą od lat uwielbiam Brytyjczyków i bodaj trzykrotnie widziałem ich na żywo). Funeral doom Arche na "Transitions" jest mroczny, tajemniczy, eteryczny, bardzo piękny. Budzi skojarzenia z wędrówką po mglistym lesie tuż przy wijącej się rzece albo blisko otulonego mgiełką jeziora.

16-minutowy "Reverential Silence" to ciężki funeral doom metalowy kolos z delikatnymi akustycznymi melodiami. Z kolei "Transition" zatraca się w delikatności i onirycznej melancholii i budzi skojarzenia (przynajmniej moje) z akustycznym folkiem Tenhi. "In Solace A Light" to powrót do masywnych funeral doom metalowych riffów zwieńczony przejmującymi partiami akustycznymi. 

Jeden z najlepszych funeral doom metalowych albumów ubiegłego roku. Chętnie przygarnę go z czasem na CD. Tymczasem polecam odsłuch: 

https://archefin.bandcamp.com/album/transitions-atmospheric-funeral-doom-metal

Swoją drogą Encyclopedia Metallum wylicza "tylko" 743 zespoły funeral doom metalowe.Mało w porównaniu do prawie 46 000 różnorodnych zespołów black metalowych czy ponad 55 000 death metalowych (choć tutaj wliczany jest także lubiany przeze mnie doom death czy death doom).

https://www.metal-archives.com/search?searchString=funeral+doom&type=band_genre  

https://www.metal-archives.com/lists/black 

poniedziałek, 23 stycznia 2023

Hiroszyma i Kurs Valut w Domu Tramwajarza, 23 stycznia 2023 roku (fotorelacja)

                                                     





Mój pierwszy koncert w 2023 roku i zapewne nie ostatni. W zasadzie tym pierwszym miał być Sunnata, Entropia i Mord'A'Stigmata w Próżności 19 stycznia, ale akurat nie mogłem tego dnia pójść na występ owych trzech polskich zespołów. Z racji tego że ustawicznie lawiruję pomiędzy słuchaniem ciężkich brzmień oraz szeroko pojętej muzyki gotyckiej tym razem wybrałem się na występ Hiroszyma (solowy projekt DJ-ski Grzegorza Szyma z Das Moon) oraz Kurs Valut z Dniepro (Ukraina), tego samego miasta, w którym kilka dni temu (14 stycznia) Rosjanie zniszczyli rakietą blok mieszkalny zabijając 46 osób, w tym dzieci. 

Gdy wybuchła bezsensowna wojna napastnicza wywołana przez Rosję w ramach solidaryzowania się z napadniętą Ukrainą zacząłem szerzej przyglądać się tamtejszej scenie gothic/dark electro. Szczególnie zwróciłem uwagę na ukraiński duet Glass Beads (ostatnio wspólnie koncertowali z Lebanon Hanover i Selofan) oraz na Kurs Valut, duet synthpop/synthwave mocno zaangażowany w sytuację wojenną na Ukrainie. 

Koncert Hiroszyma i Kurs Valut odbył się w bliżej mi do tej pory nieznanym Domu Tramwajarza w ramach Musicians Defend Ukraine, chwalebnej inicjatywy charytatywnej wspierających muzyków ukraińskich walczących z rosyjskim agresorem, czyli tzw. 'bratnim narodem", który traktuje Ukraińców jak podludzi dokonując aktów terroru i ludobójstwa. Dlatego należy sympatyzować z Ukraińcami, gdyż agresja Rosji może kiedyś zostać skierowana na Polskę albo na inny kraj europejski. 'Bratni naród' będący potencjalnym ludobójczym agresorem - dobre sobie.

Sam koncert był świetny, roztańczony, energiczny, zimnofalowy. Lubię synthopop, synthwave, darkwave czy coldwave. Przez lata subkultura gotycka stała mi się bliska, choć nadal cenię ciężką/atmosferyczną muzykę metalową, która mnie w młodości ukształtowała. Ukrainie życzę rychłego zwycięstwa, kupiłem też na CD drugi album Kurs Valut (co ciekawe, ostatni i podpisany przez muzyków egzemplarz, istny biały kruk). 

Przy okazji miałem się tym tutaj nie chwalić, gdyż blog ten jest bardziej osobisty, a i temat jest bardziej odpowiedni na Wulkany Świata. Napisałem jednak książkę, która ukazała się nakładem wydawnictwa Pascal już jakiś czas temu, bo 23 listopada 2022 roku. Starałem się w niej zawrzeć trochę mroku. Jeśli macie ochotę to możecie ją zakupić choćby tutaj:

https://bonito.pl/produkt/wulkany-sekrety-wysp-wulkanicznych 

Sprawdźcie obowiązkowo Kurs Valut:

https://kursvalut.bandcamp.com/album/kurs-val-t

poniedziałek, 9 stycznia 2023

Bryan Kohberger i morderstwo czterech studentów w Moscow, Idaho

                                                                     

Zaintrygowała mnie ostatnio ta sprawa kryminalna z USA. Rankiem 13 listopada 2022 roku (w przedziale czasowym pomiędzy 4 a 4.25 rano) 4 studentów zostało zadźganych nożem w wynajmowanych pokojach rezydencji blisko campusu uniwersyteckiego. Ofiarami mordercy byli 20-letni Ethan Chapin, 21-letnia Kayleen Gonclaves, 20-letnia Xana Kernodle i 21-letnia Madison Mogen. W domu przebywały także dwie inne studentki, ale nie padły one ofiarami bestialskiego ataku. Warto dodać, że Ethan był chłopakiem Xany i mieszkał w campusie, ale akurat feralnej nocy przebywał w pokoju ze swoją dziewczyną. 

Kilka faktów w tej sprawie kryminalnej mrozi krew w żyłach. Jedna z dwójki ocalałych studentek (nazwana DM) spała na drugim piętrze (na tym samym, co Kernodle i Chapin) i po 4 w nocy przynajmniej trzy razy otwierała drzwi od swojego pokoju. Za drugim razem usłyszała płacz dochodzący z pokoju Xany Kernodle, warczenie psa Gonclaves (około godziny 04.17 rano) oraz męski głos "Wszystko dobrze. Pomogę ci." Dziewczyna otworzyła drzwi po raz trzeci i ujrzała odzianego w czerń i zamaskowanego mężczyznę zmierzającego w jej kierunku. Mężczyzna przeszedł obok niej, nie wiadomo czy ją zauważył. Przerażona DM zamknęła się w pokoju.

Morderca dźgał ofiary dużym nożem, kiedy te spały w łóżkach. Działo się to na drugim i trzecim piętrze domu, w którym pokoje wynajmowały. Niektórzy zamordowani próbowali się bronić, o czym świadczyły rany defensywne na ich rękach. Krew tryskała na ściany pokojów, w których spali Chapin i Kernodle oraz Gonclaves i Mogen. Morderca oszczędził psa Gonclaves. Zamordowana czwórka nie została związana ani zakneblowana. Nie było także śladów napaści seksualnej. 

30 grudnia 2022 roku aresztowany został 28-letni Bryan Kohberger. Jego samochód (biały Hyundai Elantra) czterokrotnie zarejestrowały kamery w okolicach domu ofiar w noc mordu. Mężczyzna został także powiązany z poczwórnym morderstwem także dzięki śladowi DNA odnalezionemu na skórzanym pokrowcu na nóż (leżał na łóżku przy Madison Mogen) oraz dzięki danym z jego telefonu komórkowego. Kohberger mieszkał z rodzicami w Lehigh Valley, Pennsylvania. Przed aresztowaniem był obserwowany. Kilka razy nosił lateksowe rękawiczki, dokładnie wyczyścił swój samochód wewnątrz i na zewnątrz. Co ciekawe, Bryan ukończył psychologię i kryminologię. Chciał zrobić staż na policji. Interesowały go m.in. stany psychiczne morderców przestępstw w trakcie ataków na ofiary (zrobił o tym sondę wśród eks-przestępców na Reddit). Uważał się za inteligentnego, ale jednak pozostawił na miejscu zbrodni swój ślad DNA. Przez pewien czas był uzależniony od heroiny. 

Zastanawiam się nad motywacją Bryana Kohbergera. Stanie się sławnym i analizowanym później przez studentów kryminologii przypadkiem? Naśladownictwo Dennisa Radera (Dusiciela BTK), który też w trakcie pierwszego morderstwa w 1974 roku zabił 4 osoby (rodzina Otero)? Chęć dowiedzenia się jak to jest odebrać komuś życie? Stalking którejś z młodych kobiet? Być może z czasem się dowiemy. Na pewno ten bestialski mord Bryan starannie zaplanował. 

Z rodzimych przypadków zwróciłem uwagę na brutalne morderstwo sylwestrowe w Łodzi (kamienica przy ulicy Wojska Polskiego, Bałuty). 50-letni samotny mężczyzna Andrzej P. przygarnął w odruchu dobrego serca do mieszkania bezdomnego 29-latka, Bartosza K. 31 grudnia 2022 roku obaj pili piwo i szampana, potem wyszli na chwilę na zewnątrz, by obserwować fajerwerki. Gdy już wrócili do domu, o godzinie 1 w nocy 29-latek zaatakował 50-latka, gdy ten siedział na łóżku. Najpierw go dusił, potem poszły w ruch butelka i nóż. Po dokonaniu mordu Bartosz K. usiłował spalić zwłoki Andrzeja P. łatwopalną substancją, po czym wyszedł z mieszkania i ukrył się w pustostanie. 

Ten bezsensowny mord uczy nas, aby w odruchu empatii nie przygarniać do siebie obcych osób, gdyż może się to skończyć tragicznie.Nie warto być lekkomyślnie ufnym. 

https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/lodz/lodz-morderstwo-przy-wojska-polskiego-prokurator-to-zabojstwo-ze-szczegolnym/4109q4k

Na zdjęciach Bryan Kohberger, ostatnie wspólne zdjęcie czwórki ofiar z Instagramu oraz miejsce zbrodni w Moscow, Idaho.