poniedziałek, 22 stycznia 2024

Clan of Xymox w 2Progi 20 stycznia 2024 r. (fotorelacja)

                                                                 



Nie da się ukryć, że Holendrzy z Clan of Xymox są jednym z najregularniej koncertujących zespołów w Europie. I zawsze z niekłamaną przyjemnością chodzę na ich koncerty. Twórcy kultowego albumu z wytwórni 4AD "Medusa" (1985) po raz drugi zagrali w Poznaniu. Tym razem wystąpili na scenie klubu Progi. O tym jak popularny jest to w Polsce zespół niech świadczy fakt, że koncert został dość szybko wyprzedany. Melancholijny darkwave tego niezwykle zasłużonego dla sceny gotyckiej zespołu znam od wielu lat, choć nie za sprawą słynnych audycji Tomasza Beksińskiego, który przybliżył polskim słuchaczom takie zespoły jak np. Sisters of Mercy, Fields of the Nephilim czy właśnie Clan of Xymox. Holendrzy tak jak poprzednio w Bazylu postawili na przekrojową i rozbudowaną setlistę, w której znalazło się miejsce na takie koncertowe pewniaki jak np. "Louise", "Jasmine and the Rose", "Emily" czy "Muscoviet Mosquito". Muszę przyznać, że nadal czuć tutaj ogromny entuzjazm grania na żywo. Prezencja sceniczna Clan of Xymox jest znakomita, podobnie kontakt z rozentuzjazmowaną publicznością, która zjawiła się tłumnie w 2Progi. 

Swoją drogą uwielbiam fajny sposób prowadzenia fanpejdża Clan of Xymox na Facebooku. Zespół zawsze wrzuca przed koncertem mini-relację z danego miasta, w którym występuje (stołowanie się w restauracjach i knajpach, zwiedzanie reprezentacyjnych miejsc np. Starego Rynku czy Placu Wolności w Poznaniu).   

Warto wspomnieć o supporcie z Polski/UK, a mianowicie Chaos International - to całkiem przyzwoity, choć słabo znany jednoosobowy projekt minimal electro.

Tak czy owak, mam nadzieję, że to nie mój ostatni koncert Clan of Xymox (na pewno mój czwarty). 

Set-lista Holendrów: "Intro Vince & Love Got Lost", "No Tomorrow", "Innocent", "Your Kiss", "Jasmine and the Rose", "Louise", "Emily", "All I Ever Know", "Loneliness", "She", "A Day" plus zagrane na bis "Obsession", "Muscoviet Mosquito", "Michelle", "Backdoor" oraz "Stranger", "Spider on the Wall" i "Lovers". Łącznie 90 minut wybornej muzyki.

Szkoda, że poznański koncert Diary of Dreams 21 stycznia 2024 roku (także w 2Progi) nie doszedł do skutku z powodu zaniedbań organizatora Pink Hearts.

"Dowody zbrodni" i "Żyletkę zawsze noszę przy sobie" - recenzje

                                                                             

Małgorzata Gołota "Żyletkę zawsze noszę przy sobie" (recenzja)

Reportaż o depresji dzieci i młodzieży. Poruszający i jakże potrzebny, napisany z wyczuciem i wrażliwością przez dziennikarkę Małgorzatę Gołotę. W "Żyletkę zawsze noszę przy sobie" znajdziemy sporo statystyk dotyczących skali zachorowalności na depresję zarówno w wymiarze globalnym i krajowym, a także niepokojące liczby prób samobójczych i samobójstw wśród dzieci i nastolatków. Jak wiadomo nieleczona depresja może prowadzić do śmierci (samobójstwa). Przyczyny depresji wśród dzieci i młodzieży, ale także wśród osób dorosłych są złożone: z jednej strony uwarunkowania genetyczne, z drugiej czynniki środowiskowe takie jak bieda, przemoc domowa, samotność, w kontekście osób młodych opresyjny system szkolnictwa skierowany na skrajną rywalizację, przemoc rówieśnicza czy nadużywanie mediów społecznościowych. Omawiane są sygnały ostrzegawcze i symptomy depresji wśród dzieci i młodzieży (takie jak samookaleczenia, izolacja, anhedonia, czyli nie odczuwanie przyjemności, derealizacja, problemy somatyczne, skłonność do uzależnień), ale też sposoby leczenia depresji (terapia indywidualna, grupowa, rodzinna, farmakoterapia, w najcięższych przypadkach pobyt w szpitalu psychiatrycznym).

Książka okraszona jest kilkoma wywiadami: z pacjentami (wypowiadają się same młode kobiety), matką jednej z dziewczynek, psychiatrami, psychoterapeutami, etc. Przykuł moją uwagę obszerny wywiad z profesorem Brunonem Hołystem, prawdziwym polskim autorytetem w dziedzinie suicydologii i wiktymologii. Wywiad, który dotyczy samobójstw wśród dzieci i młodzieży. Profesor opisuje chociażby przypadek ośmioletniego dziecka, które zdecydowało się na ostateczny krok, wskazuje także przypadki naśladownictw i paktów samobójczych. Co ciekawe, kilka lat temu sam miałem okazję przeprowadzić z profesorem wywiad. 

Dużo jest w tej książce o zapaści psychiatrii dziecięcej w Polsce, jej przyczynach i skutkach. Poruszony zostaje także aspekt stygmatyzacji osób chorych i samobójców oraz ich rodzin przez nieczułe i obojętne otoczenie. A czasem wystarczy zwykła życzliwa rozmowa, by uratować komuś życie czy uczynić je na moment bardziej znośnym, lepszym. Najbardziej poruszające są wpisy z pamiętnika Joanny, która choruje na depresję od ósmego roku życia. Dziewczyna jako dziecko padła ofiarą przemocy domowej i molestowania seksualnego. Z jej wpisów wylewa się autentyczny mrok i ból psychiczny.
Książka ta jest głównie adresowana do rodziców i nauczycieli, ale w zasadzie mogę ją polecić każdemu, kto chciałby dowiedzieć się o depresji coś więcej. Konkludując, depresja to żadna chwilowa fanaberia, a podstępna i potencjalnie śmiertelna choroba, która staje się coraz bardziej rozpowszechniona i na szczęście przestaje być tabu, odium. Uwrażliwić społeczeństwo mogą w tej materii rzetelne kampanie społeczne i książki takie jak powyższa.
 
I ostatnie dane via Wykop: 
 
Średni czas oczekiwania na psychiatrę dziecięcego to 238 dni.
Są miejsca, w których okres oczekiwania wynosi ponad tysiąc dni, z czego trzy w Warszawie i jedno na Pomorzu, a rekord, który padł we wrześniu, to 2445 dni w jednym z ośrodków w Będzinie.
Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w 2022 roku próby samobójcze podjęło 2093 dzieci (w wieku 7–18 lat). W 156 przypadkach zakończyły się one śmiercią.
 
David J. Gibson "Dowody zbrodni" (recenzja)
 
Przeczytałem "Dowody zbrodni" botanika i biologa Davida J. Gibsona z fascynacją i zainteresowaniem. Ta propozycja popularnonaukowa dotyczy w dużej mierze botaniki sądowej. Autor przedstawia w niej w zajmujący i rzeczowy sposób rozmaite zagadnienia związane z dowodami roślinnymi na miejscach zbrodni. W jaki sposób makroskopowe (np. drewno, mech) czy mikroskopowe (np. pyłki) dowody roślinne przyczyniły się do aresztowania, osądzenia i skazania sprawców morderstw, gwałtów czy seryjnych morderców? 
 
Gibson omawia tutaj wiele ciekawych spraw kryminalnych, w których dowody roślinne przyczyniły się do wykrycia przestępcy. Jedne sprawy kryminalne były mi już wcześniej znane np. porwanie dla okupu i morderstwo dziecka Lindberghów, inne nie. Fascynujące są rozdziały o truciznach roślinnych czy grzybiczych, którymi posługiwali się mordercy i samobójcy (np. cykuta, atropina, strychnina, rycyna, muscymol, itd.) oraz o przemycie zagrożonych wyginięciem gatunków roślin (w szczególności storczyków). Do zapamiętania także fragmenty o niuansach rozkładu ludzkich zwłok i tzw. nekrobiomie. 
 
Trochę przystępnie podanej interdyscyplinarnej wiedzy z zakresu genetyki, botaniki, kryminalistyki, sądownictwa, toksykologii. Lektura obowiązkowa dla wielbicieli true crime. Objętościowo dość kompaktowa - jedynie 250 stron wraz z całkiem bogatym molekularnym słowniczkiem i przypisami.

poniedziałek, 8 stycznia 2024

Ostatnia Klatka, Yakutian Cult i Martyrmachine 5 stycznia 2024 r. (fotorelacja)

                                                           


To był mój pierwszy koncert w 2024 roku. Cena biletu jedynie 30 zł, zatem przypomniały mi się odległe czasy z lat 2005-06 i wzwyż, gdy rzeczywiście można było posłuchać muzyki na żywo tanio. Inna sprawa, że w CK Nowe Amore wystąpiły młode polskie zespoły ze sceny post-punk/rock gotycki/industrial/EBM. Młode, ale warto zwrócić na nie uwagę. Na początek zadebiutował swoim koncertem post-punkowy duet z Poznania Ostatnia Klatka. Wyczułem inspirację Siekierą, ale też She Past Away z Turcji (wokale). Natomiast trzyosobowy Yakutian Cult na myśl przywodził mi takie pionierskie zespoły post-punkowe i rockowo gotyckie jak Joy Division, Bauhaus czy Sisters of Mercy. Bardzo żwawy i intrygujący gig. Warto też zwrócić uwagę na Martyrmachine z Łodzi, gdyż występ duetu był mocno osadzony we wczesnej niemieckiej muzyce industrialnej a la Einsturzende Neubauten czy Die Krupps. Czyli bezkompromisowy, acz taneczny industrial /EBM/dark electro ze sporą dawką hałasu, opresji, post-apokaliptycznego klimatu. Bębnienie gwoździami w stalową beczkę przez Jakuba M. Kasińskiego zdecydowanie do zapamiętania. 

Set-lista Martyrmachine: "Intro + Age of Exploitation", "Eden", "Interregnum", "Reformation", "Infatuation", "The Eternal Guilt", "Fabryka żalu" i in. 

Odsłuch:

https://yakutiancult.bandcamp.com/

https://martyrmachinery.bandcamp.com/ ("Concrete" to doskonały materiał, Martyrmachine zyskał nowego fana).

Warto wspierać młode zespoły/projekty i chodzić na ich koncerty - zwłaszcza z rodzimej sceny goth/industrial, gdyż jest ona w Polsce mało rozpoznawalna.

piątek, 22 grudnia 2023

Ghosting jako źródło myśli rezygnacyjnych, samobójczych/ masakra w Pradze

                                                             

Zaintrygowała mnie ostatnio ta tematyka, gdyż od dobrych kilku tygodni mocno i intensywnie przeżywam rozterki związane z ghostingiem, odrzuceniem przyjaźni, blokadą w mediach społecznościowych. Nie będę wdawał się tutaj w szczegóły, gdyż wolę je pozostawić dla siebie. Zdaję sobie sprawę, że nasze relacje z innymi (przyjacielskie, romantyczne) mogą być ulotne, nietrwałe, jednak jako osoba wrażliwa wciąż poszukuję osób, na które będzie można w przyszłości liczyć. Czasem można takie znaleźć, choć dochodzę do wniosku, że im człowiek starszy, tym bardziej staje się osamotniony. 

Ghosting definiuje jako niesprowokowane i bezwzględne urwanie kontaktu (komunikacji) z przyjacielem, krewnym czy romantycznym partnerem. Niesie on za sobą porównywalnie bolesne skutki jak nagłe odcięcie się od przyjaciela/przyjaciół w przypadku, gdy np. znajdujemy partnera/partnerkę. Ghosting stosują zarówno kobiety, jak i mężczyźni, ale raczej z odmiennych powodów. Na pewno nie jest to przyjemnie doświadczenie dla osoby, która zostaje w taki sposób odrzucona. Pojawia się u niej poczucie winy, bezradności, bezwartościowości, wyobcowania. Ta strategia nagłego urywania znajomości często kończy dłuższe, wartościowe i znaczące (przynajmniej dla jednej strony) relacje. Rozumiem zasadność ghostingu w przypadku osób skrajnie toksycznych, niebezpiecznych, obsesyjnych stalkerów/stalkerek, jednakże ghosting jest też często stosowany wobec osób wrażliwych, empatycznych, delikatnych, zmagających się z różnorodnymi kryzysami psychicznymi. 

Żyjemy w czasach cyfryzacji znajomości. Potrafimy godzinami spędzać/trwonić czas w mediach społecznościowych na bezwartościowych dyskusjach i szukaniu atencji. Cyfrowa 'bliskość' nie zastąpi jednak piękna bliskości z drugą osobą w realnej rzeczywistości. Oczywiście rzeczywistość też nie jest kolorowa: napotkani ludzie mogą okazać się osobami toksycznymi, zdradzieckimi, fałszywymi, manipulacyjnymi, chcącymi wyrządzić nam krzywdę. Internet pozwala na szybkie odsiewanie niewłaściwych znajomości. To jednak miecz obosieczny: bardzo łatwo można skrzywdzić/zranić kogoś poprzez nagłe i zaplanowane odcięcie komunikacji, także wtedy gdy na to po prostu nie zasłużył. 

Ghosting może prowadzić do depresji (bądź jej nasilenia), bezsenności, braku apetytu, myśli rezygnacyjnych, a nawet samobójczych. Ogólnie rzecz biorąc do deterioracji zdrowia psychicznego osoby, która padła jego ofiarą. Wówczas niezbędne pozostanie poproszenie o pomoc z zewnątrz (przyjaciół, jeśli ich mamy, bliskich, ewentualnie zgłoszenie się po pomoc psychologiczną). Trzeba z kimś porozmawiać. 

Pasywno-agresywny i egoistyczny ghosting oznacza niemożność prawidłowego zinterpretowania co poszło w relacji nie tak, choć oczywiście czasem domyślamy się, że może chodzić o te cechy, które w sobie nienawidzimy. Brak kontaktu oznacza też niemożliwość wytłumaczenia się, przeproszenia, naprawienia relacji, która nagle ustała. Jest szczególnie bolesny dla osób z niskim poziomem samooceny. A poczucie odrzucenia potrafi sprawić ból. Lepiej już jasno zakomunikować, dlaczego i z jakich powodów chcemy zakończyć/ograniczyć daną relację, wówczas wszystko staje się klarowne, przejrzyste. Tylko tyle i aż tyle. 

Boli, gdy okazuje się, że z dnia na dzień przestajecie istnieć dla osoby, na której obecności wam zależało.

Na sam koniec kilka słów o masakrze (mass shooting) w Pradze. 21 grudnia 2023 r. 24-letni student historii David Kozak zastrzelił karabinem AR-10 14 osób na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Karola, ranił 25, po czym popełnił samobójstwo na dachu budynku. Prawdopodobnie zabił też wcześniej ojca, którego ciało znaleziono w domu w podpraskim miasteczku Hostoun. Kozak jest także prawdopodobnym sprawcą zastrzelenia 32-letnia ojca i niemowlaka w wózku, do którego doszło 15 grudnia w rezerwacie leśnym Klanovice 15 grudnia. Mężczyzna być może prowadził po rosyjsku konto na Telegramie, na którym pojawiały się przerażające wpisy o nienawiści do ludzkości i pragnieniu zabijania. Kozak wychwalał też innych sprawców szkolnych masakr m.in. z Rosji. Nie zostało to jednak na razie w stu procentach potwierdzone przez czeską policję. 

Jedną z ofiar Kozaka była specjalizująca się w muzyce renesansowej 49-letnia muzykolog Lenka Hlavkova. Co ciekawe, Kozak został wyróżniony za licencjat dotyczący powstania krakowskiego i rabacji w roku 1846, zatem musiał mówić i czytać po polsku.

Co szokuje w tej sprawie najbardziej to to, że Czechy do tej pory nie kojarzyły mi się z krajami, w których masowe morderstwa przy użyciu broni palnej były powszechne (łatwo można zweryfikować to na Wikipedii). Sprawca posiadał pozwolenie na broń. 

https://www.expats.cz/czech-news/article/manhunt-underway-after-double-murder-in-prague-forest-what-we-know-so-far

wtorek, 12 grudnia 2023

Whalesong i Hexvessel w Minodze 11 grudnia 2023 r. (fotorelacja)

                                                                    




Zdecydowanie mój ostatni koncert w tym mijającym już bieżącym roku. Oczywiście mam już pewne plany koncertowe na rok 2024. I zapewne pojawią się tutaj relacje z owych przyszłych koncertów. Finów z Hexvessel Mata McNerneya widziałem po raz pierwszy w Minodze pod koniec marca 2016 roku, kiedy promowali retro rockowy album "When We Are Death" (2016), album, z którego pochodzi jedna z moich ulubionych piosenek zespołu, czyli "Cosmic Truth". W tym momencie odsyłam do  starszej relacji z tamtego koncertu:

https://dtbbth.blogspot.com/2016/03/new-keepers-of-water-towers-i-hexvessel.html

Co ciekawe, na najnowszym albumie Hexvessel "Polar Veil" (2023) Mat McNerney powraca do swoich black metalowych korzeni, czyli do Void (płyta industrial black metalowa "Posthuman" z 2003 roku), Code (dwa albumy progresywnego black metalu) oraz Dodheimsgard ("Supervillain Outcast" z 2007 roku). Najpierw jednak kilka zdań o supporcie Hexvessel, czyli Whalesong z Tarnowskich Gór. 

Ominął mnie koncert Whalesong na Castle Party 2023, gdyż akurat w momencie jego trwania zagadałem się z dwójką znajomych na zewnątrz małej sceny. Zatem przyszła pora nadrobić doświadczenie wielowymiarowej muzyki Whalesong na żywo w Minodze. Ostatni album Whalesong to iście niezwykłe emocjonalne doświadczenie: dwugodzinny hipnotyczny kolos, w którym ścierają się wpływy industrialu, industrialnego metalu a la Godflesh, doom metalu, dark jazzu (a la Bohren und der Club of Gore), drone'a, sludge metalu, awangardy, neofolka i post-punka. To intrygujące dzieło przypominające mi ostatnie dwupłytowe albumy Swans. W masywnej i ciężkiej muzyce Whalesong tkwi nieskrępowana chęć do eksperymentowania, zacierania gatunkowych granic. Świadczy o tym chociażby różnorodne instrumentarium, które jest obecne na "Leaving a Dream" i widoczne było także na koncercie np. gong, cymbały, dzwony rurowe. Tak czy owak, koncert Whalesong podobał mi się bardzo: był hipnotyczny, wciągający, raczej posępny i ze wszech miar intrygujący. Po prostu zachęcam do zapoznania się z tą niebanalną muzyką:

https://whalesong.bandcamp.com/album/leaving-a-dream

Set-lista: "Drown the World", "Forgive", "Come Down", "Leaving a Dream", "Hope", "From the Ashes". 

Tak jak już wspomniałem na najnowszym albumie Hexvessel "Polar Veil" (2023) uwidocznione zostają black metalowe korzenie Mata McNerneya (Kvohsta), choć w gruncie rzeczy nie jest to black metalowy album. Natomiast jego aura jest zdecydowanie zimowa, polarna, lodowata, przesycona dzikością i surowością tundry. Odbierając tą muzykę na żywo miałem wrażenie, że Kvohst chciał stworzyć najcięższy i najmroczniejszy album w karierze Finów. Inna sprawa, że wokale Mata są nadal poruszające, melancholijne i zapadające w pamięć. Konkludując, blisko 80 minutowy koncert Hexvessel był znakomity, energiczny i transowy. Mat jest znakomitym muzykiem, któremu nieobce są black metal, neofolk czy post-punk (nieodżałowany Beastmilk i Grave Pleasures), ale jednocześnie osobą bardzo skromną i grzeczną. Przykładowo w trakcie wczorajszego gigu podziękował poznańskiej widowni za wierność i oddanie muzyce Hexvessel. Miałem okazję chwilę pogadać z Matem już po koncercie i jestem pod wrażeniem jego elokwencji. 

Odsłuch: https://hexvessel.bandcamp.com/album/polar-veil

Set-lista: "Heaven and Earth Magic", "Black Mountain Poet", "The Tundra Is Awake", "Listen to the River", "Eternal Meadow", "Phaedra", "Older than the Gods", "Joy of Sacrifice", "His Portal Tomb", "Ring", przyjęty wyjątkowo entuzjastycznie "A Cabin in Montana" oraz "Homeward Polar Spirit". 

I jeszcze jedno na koniec: wczoraj na koncercie wypiłem dwa piwa za piękny upadek autokratycznego, oligarchicznego i złodziejskiego rządu PiSu, który rujnował Polskę przez ostatnie osiem lat skłócając nas z sąsiadami i polaryzując społeczeństwo za pośrednictwem aparatu topornej propagandy.  

środa, 6 grudnia 2023

Enisum i Ereb Altor w Minodze 5 grudnia 2023 r. (fotorelacja)

                                                                 




Może ten koncert nie był moim żelaznym priorytetem w 2023 roku, ale stwierdziłem, że wybiorę się na niego dla Ereb Altor, gdyż bardzo lubię viking black/epic doom Szwedów (przydałby się też w Polsce koncert epicko doom metalowego Isole, gdyż Ereb Altor to w zasadzie trójka muzyków Isole). Oczywiście powszechnie wiadomo, że muzyka Ereb Altor jest totalnie inspirowana Bathory, ale z drugiej strony co z tego? Bathory już od dawna nie istnieje, gdyż Quorthon zmarł w 2004 roku. Bogata spuścizna black/epic viking metalu Bathory wciąż żyje wśród skandynawskich (i nie tylko) metalowców inspirując zespoły pokroju Ereb Altor. 

Jako support wystąpili bliżej mi nieznani post black metalowcy z Enisum (Włochy). Muzyka jakoś mnie nie zachwyciła, choć słuchałem Włochów z uwagą. Na pewno dało się wyczuć tutaj wpływy kapel pokroju Agalloch czy Wolves in the Throne Room (US Cascadian black metal), czyli w przypadku Enisum mamy do czynienia z melodyjnym, acz odrobinę jednostajnym post-black metalem z melancholijnymi akustycznymi/ambientowymi pasażami. Występuje tutaj kontrast między melancholią a optymizmem, delikatnym spokojem a black metalową agresją. Przyzwoity i całkiem bombastyczny post-black metal, ale nie pochłonął mnie emocjonalnie tak jak powinien. Odsłuch ostatniego albumu poniżej:

https://avantgardemusic.bandcamp.com/album/forgotten-mountains

Set-lista: "The Place You Died", "Forgotten Mountains", "Night Forest", "Woods of Sorrow", "Nothing", "The Wind Shells", "Arpitanian Lands", "Pure Sadness". 

Natomiast na porywającym gigu Ereb Altor bawiłem się doskonale. Wychwyciłem chociażby takie piosenki jak "Fenris", "Queen of All Seas", "Midsommarblot" czy "I Have the Sky". Generalnie viking black/epic doom metalu Ereb Altor słucha się z ogromną przyjemnością. To metal utrzymany raczej umiarkowanych tempach, bardzo podniosły, majestatyczny, natchniony, czasem gwałtowny, złowieszczy i agresywny, czasami przechodzący w miażdżący doom. Czuć też, że muzycy Ereb Altor czerpią ogromną radość z grania na żywo. No i Szwedzi znają polskie słówko: "kurwa". Szkoda tylko, że publiczność wczoraj nie dopisała, było koło 40-50 osób. Natomiast cieszy obecność wielu kobiet, które słuchają dłużej lub krócej cięższych brzmień. 

Odsłuch: https://erebaltor.bandcamp.com/album/vargtimman

wtorek, 28 listopada 2023

Stridulum "Paradigm" (2023) - recenzja

Kiedy piszę ową recenzję za oknem panuje nieśmiała zimowa aura z lekkim mrozem i naprawdę znikomą dawką śniegu. To idealny wieczór, by posłuchać nieco poruszającej mrocznej elektroniki, a nadarzyła się ku temu niemała okazja, gdyż 24 listopada miała miejsce premiera (via Manic Depression Records) drugiego albumu studyjnego rodzimego duetu darkwave/dark electro Stridulum zatytułowanego "Paradigm". Już poprzedni album (pełnometrażowy debiut) Stridulum "Soothing Tales of Escapism" (2021) ogromnie mi się podobał, ale po kilkukrotnym przesłuchaniu "Paradigm" śmiem twierdzić, że najnowszy album Marity i Arkadiusza jest jeszcze lepszy, bardziej wielowymiarowy i pięknie jesienno-zimowo-melancholijny. 

Nie da się ukryć, że słuchałem "Paradigm" w trakcie dość trudnego okresu w moim życiu i dzięki temu o wiele łatwiej było mi utożsamić się z muzyką Stridulum, jej warstwą liryczną i ujmującą atmosferą. Mam kilku ulubionych artystów, których muzyka szczególnie do mnie przemawia (np. Shape of Despair, Of the Wand and the Moon, Linea Aspera, Lycia, ostatnio też The Devil's Trade, etc.) i Stridulum wraz z "Paradigm" dołącza do tego grona. W moim subiektywnym rankingu to najbardziej melancholijna płyta dark electro/darkwave od czasu Linea Aspera "II" (2020). Tutaj od początku odsłuchu czuć synchroniczność z płynącymi mroczno-elektronicznymi dźwiękami. To oznaka doskonałego muzycznego wyczucia: muzyka Stridulum potrafi być mroczna, refleksyjna, smutna i tym samym kompatybilna z gustem wrażliwych słuchaczy, którzy się z nią zetknęli. Wiele fragmentów na "Paradigm" autentycznie mnie poruszyło, a z warstwą liryczną "Debris" czy "Eterna" każdy, kto przeżywa jakieś wewnętrzne rozterki związane choćby z poczuciem winy, bezsensu istnienia, utratą miłości czy przyjaźni, tęsknotą za tym co było, ale bezpowrotnie minęło mógłby się utożsamić. 

Na "Paradigm" słuchacz odnajdzie wiele ciekawych smaczków, tanecznych rytmów i zapadających w pamięć fragmentów np. porywającą ambientowo-transową elektronikę w "Wasteland" (początek ok. 2.30 minuty) czy hipnotyczną shoegazową gitarę w fenomenalnie nastrojowym "Astray" (gościnnie wystąpił tutaj Manu H. z Distance H.) W zasadzie każda piosenka na "Paradigm" zapada w pamięć, czymś zaskakuje. Nie brakuje oczywiście na najnowszym albumie Stridulum mroku i melancholii obecnych chociażby w "Sorrow" czy w eterycznym, przypominającym mi muzyczne dokonania Lycia "Flame", w którym śpiew Marity znakomicie uzupełnia się z głębokim wokalem Peera z Golden Apes. Wyróżnić także trzeba dość ciepły, acz nadal przejmujący "Refugium" - ta piosenka skojarzyła mi się z kojącym poczuciem bezpieczeństwa, gdy jesteśmy w towarzystwie osób nam najbliższych. I choć na "Paradigm" pojawiają się znamienici goście trzeba docenić ogromny muzyczny talent i zaangażowanie Marity i Arkadiusza. Aż dziw bierze, że w Polsce Stridulum jest projektem relatywnie mało znanym. Z drugiej strony nasza rodzima scena gotycka nie jest jakaś znacząca w porównaniu do brytyjskiej, niemieckiej, francuskiej czy amerykańskiej. Można by nawet wysnuć śmiałą tezę, że jest dopiero w powijakach. Mam nadzieję zobaczyć kiedyś duet Stridulum na żywo, tymczasem zachęcam do obejrzenia teledysku do "Astray" i posłuchania, tudzież zakupienia "Paradigm":

https://strdlm.bandcamp.com/album/paradigm

 https://www.youtube.com/watch?v=szF8ZntmqxM

Dla porównania posłuchajcie także "II" Linea Aspera:

https://lineaaspera.bandcamp.com/album/linea-aspera-lp-ii 

sobota, 25 listopada 2023

Antimatter w Minodze 24 listopada 2023 roku (fotorelacja)

                                                          

Na przestrzeni lat widziałem Antimatter z Liverpoolu 4-5 razy na żywo. Bardzo lubię progresywną muzykę Micka Mossa, gdyż jest ogromnie melancholijna i głęboko emocjonalna. Tym razem Mick Moss dał w Minodze wspaniały, ponad 90 minutowy akustyczny występ, w którym stare piosenki Antimatter przeplatały się z młodszymi. Nie będę się rozpisywał co do formy wokalnej Micka, gdyż jest nadal wspaniała, poruszająca, wprawiająca w stan zadumy, nostalgii, smutku. Niewielka przestrzeń koncertowa Minogi uwydatniła płynące ze sceny emocje. W pewnym momencie Mick otwarcie powiedział, że cierpi na depresję i aby świat go nie przytłaczał korzysta z terapii farmakologicznej. Cieszę się, gdy artyści mówią otwarcie o trapiących ich problemach psychicznych, gdyż mam wówczas świadomość, że nie jestem sam z moją dystymią. Tak czy owak, to był naprawdę udany, piękny i poruszający koncert. Jedyna jego wada, to gadający ludzie gdzieś z tyłu widowni. Zastanawiam się czy kupują bilety na koncert po to, by słuchać muzyki czy po prostu socjalizować się przy piwie. Jak widać ważniejsze jest to drugie. 

Set-lista Antimatter w Poznaniu: "Leaving Eden", "Partners in Crime", "Conspire", "Little Piggy", "Comrades", "By My Side", "Over Your Shoulder", "Templates", "A Place in the Sun", "The Weight of the World", "Paranoid Carbon", "Entheogen", "Dream", "Saviour", "Between the Atoms" i zagrany na bis "Hole" (z fragmentem "Whole Lotta Love"). 

Tytułem dygresji w trakcie koncertu towarzyszyły mi myśli o tym, jak łatwo przychodzi się nam się w czasach mediów społecznościowych rozstawać. Jak bardzo pragniemy naprawić pewne przyjacielskie relacje, które zaczęły zanikać, przepraszamy, zabiegamy, walczymy o to i często skazani jesteśmy na porażkę. Nic nie jest dane na zawsze, ale jednocześnie chcielibyśmy, aby jednostki, do których czuliśmy więź przywiązania nie odchodziły, nie zrywały kontaktu. Wyobrażamy sobie, że nadal gdzieś tam są obok nas. Przypomniała mi się najsmutniejsza piosenka o utracie miłości (można ją także odnieść do umierającej przyjaźni) jaka kiedykolwiek powstała (przynajmniej w moim subiektywnym rankingu). Oto ona:

https://www.youtube.com/watch?v=FYyZ-ZbEh-U

piątek, 17 listopada 2023

Kvaen, In Mourning i Insomnium w 2Progi 12 października 2023 r. (fotorelacja)

                                                     








Tym razem ograniczę się do niezbędnego minimum opisu, gdyż i tak niniejszą relację wrzucam z opóźnieniem. Nie jestem jakimś wielkim fanem melodyjnego death metalu, ale zarówno Insomnium, jak i In Mourning zespoły, którym nieobca jest melancholijna atmosfera. Zatem na koncert postanowiłem się mimo wszystko wybrać. I nie żałuję! Jako pierwszy wystąpił szwedzki Kvaen - melodyjny, acz agresywny black metal z elementami speed i viking/pagan metalu. W składzie są m.in. obecni i byli muzycy Necrophobic, Nifelheim i Destroyer 666. W porównaniu do in Mourning i Insomnium był to zdecydowanie najagresywniejszy występ tamtego wieczoru, choć nadal nie pozbawiony szwedzkiej melodyjności.

In Mourning cenię szczególnie za ich debiut "Shrouded Divine" z 2008 roku. Szwedzi zaczynali jako gotycki doom death band, by potem pójść w kierunku melodyjnego death metalu ze sporą dawką progresywności i melancholii. Także ich koncert uważam za udany. Można nawet wysnuć tezę, że muzyka In Mourning przypomina nieco Opeth z czasów growlu Mikaela Akerfelda. Fantastyczne akustyczne interludia z czystym śpiewem, doskonale wyeksponowany bas. No i na żywo rewelacyjna forma. 

Set-lista: "Thornwalker", "The Broken Orbit", "The Smoke", "Sovergein Colossus", "Amnesia", "Black Storm". 

Pamiętam, że w 2022 roku miałem się wybrać do Wrocławia na gig My Dying Bride w ramach Ultima Ratio Fest. Jednak zrezygnowałem, gdyż właśnie wtedy MDB nie zagrali, a w zamian wystąpili Finowie z Insomnium. Tak czy owak, nie przeszkodziło mi to, by zobaczyć Insomnium po raz pierwszy na żywo właśnie w 2Progi. Finowie tworzą muzykę melodyjną, zmienną, przesyconą melancholią, osadzoną w fińskim folklorze. To na pewno jeden z najciekawszych obecnie zespołów melo-death metalowych, ze ślicznymi akustycznymi wstawkami i bez lukru. Na żywo nieustająca energia i radość grania. 

Setlista Insomnium: "1696", "Ephemeral", "White Christ", "Pale Morning Star", "Only One Who Waits", "Change of Heart", "And Bells They Toll", "Lilian", "The Rapids", "The Gale", "Mortal Share", "Song of the Dusk".

piątek, 10 listopada 2023

Krolok, Laster i Sigh w 2Progi w dniu 10 listopada 2023 r. (fotorelacja)

                                                      





Nie mogłem odpuścić tego koncertu, gdyż bardzo lubię japoński Sigh i uważam, że to jeden z najoryginalniejszych zespołów black metalowych jakie powstały. I zarazem istniejący od 1990 roku protoplasta azjatyckiego black metalu, który zwrócił na siebie uwagę (dzięki albumowi "Scorn Defeat" z 1993 roku) Euronymousa z Mayhem. Ja tak naprawdę zacząłem poznawać awangardowy black metal Sigh dopiero od rewelacyjnej płyty "Imaginary Sonicscapes" z 2001 roku, którą lata temu kupiłem na CD. Dopiero w późniejszym czasie poznałem wcześniejsze albumy i EP-ki Sigh jeszcze z lat 90-tych np. "Infidel Art" czy "Hail Horror Hail". 

Sigh supportowały Krolok (black metal, Słowacja) oraz Laster (Holandia, eksperymentalny black metal). Krolok zagrali jedynie 6 kawałków, ich black metal był najbardziej tradycyjny, ale odznaczał się dość specyficznym wampiryczno-transylwańskim klimatem. Nic zatem dziwnego, że wokalista Krolok występował w długim wampirycznym płaszczu a la hrabia Drakula. Black metal Słowaków nie stroni od klawiszowych pasaży i ciekawych aranżacji. 

Set-lista Krolok: "Flying Above Ancient Ruins", "At the End of the New Age", "Hunger of Her Eyes", "Unveled Subterranean Treasures", "Towards the Duskportals", "Your Soul Is Mine!"

Odsłuch: https://krolok.bandcamp.com/album/funeral-winds-crimson-sky

Z kolei trio Laster wystąpiło w dość upiornych i abstrakcyjnych humanoidalnych maskach. Oczywiście w black metalu i muzyce pochodnej nie jest to żadna nowość (Morowe, Mgła, Terra Tenebrosa, Imperial Triumphant, itd.) Jednak muszę przyznać, że eksperymentalny post-black metal Holendrów jest dziwny, niepokojący, jakby nie z tego świata, raczej depresyjny i hipnotyczny. Czyste i posępne wokale przeplatały się z ostrym i przeszywającym black metalowym wrzaskiem. Nic dziwnego, że zainteresowała się tym triem niemiecka Prophecy Productions. Wielowymiarowa, odrealniona i intrygująca muzyka, nie łatwa do zaszufladkowania. 

https://laster.bandcamp.com/album/andermans-mijne 

Koncert Sigh ogromnie przypadł mi do gustu, choć w składzie zabrakło Dr Mikakannibal. Nie da się ukryć, że Japończycy od wielu lat tworzą ekstremalnie awangardowy black metal z wpływami heavy, power i doom metalu, psychodelicznego rocka, ethno folka, funka, jazzu i cholera wie czego jeszcze. O ile Furia jest zespołem na wskroś rodzimym, polskim, o tyle Sigh jest na wskroś japoński. W dodatku samurajsko-etniczny image muzyków był absolutnie niesamowity! Uwagę na siebie zwracał szczególnie przebrany za samuraja i ociekający krwią gitarzysta Nozomu, z którym po zakończeniu koncertu zrobiłem sobie pamiątkową fotkę. Publiczność przyjęła Japończyków bardzo gorąco, z głośnymi owacjami i wcale się temu nie dziwię. Set-lista Sigh: "Kuroi Kage/ Touji No Asa", "The Transfiguration Fear", "Hail Horror Hail", "Shikigami", "Shingontachikawa", "Mayonaka No Kaii", "Satsui - Genshi no Ato", "Gundali", "A Victory of Daikini", "Ready for the Final War", "Corpsecry - Angelfall", "The Soul Grave" oraz zagrany na bis cover Venom "Black Metal".  

Odsłuch: https://peaceville.bandcamp.com/album/shiki

piątek, 3 listopada 2023

Krzta, Owls Woods Graves, Zamilska i Furia w Tamie 2 listopada 2023 r. (fotorelacja)

                                                          







Ominął mnie koncert Furii na Summer Dying Loud 2023, a żywię spory sentyment do tego nietuzinkowego i niekonwencjonalnego zespołu black metalowego z Katowic. Od 2014 roku relacjonowałem tutaj kilka koncertów Furii, na których byłem m.in. na Castle Party 2016 czy trasa Za ćmą, w dym" w 2017 roku. Kupiłem bilet na ostatnią chwilę mając na uwadze to, że koncerty w Krakowie czy we Wrocławiu zostały wyprzedane. Chciałem też zobaczyć występ elektroniczny Natalii Zamilskiej na żywo, bo zdarzało mi się w przeszłości jej słuchać. Mroczna elektronika (industrial, dark electro, EBM, aggrotech, dark ambient, a także wszelaki mariaż elektroniki z metalem) od dawna leżą w kręgu moich zainteresowań. Generalnie jestem za urozmaicaniem koncertów metalowych obecnością artystów z odmiennej szuflady muzycznej. Zamilska jest fanką black metalu np. Darkthrone i Mayhem, zatem wpisuje się w trasę doskonale.

Zdarza mi się czasem chodzić na koncerty w Tamie, choć kiedyś ten klub kojarzył mi się wyłącznie z imprezami elektronicznymi. Ale od dobrych paru lat to się zmieniło, gdyż w Tamie gości coraz więcej zespołów metalowych i rockowych. Nie inaczej było 2 listopada. Na początek zaprezentowali się olsztynianie z Krzta. Solidny ciężar w estetyce sludge/hardcore/mathcore, muzyka nienawistna, katartyczna i nihilistyczna. Na żywo panowie gniotą wściekłością i jadem. Dobry krzykliwy wokal, może czasem ciut jednostajny, ale fani hardcore'a i sludge metalu powinni się z Krzta zapoznać. Koncert krótki, acz bardzo intensywny, nie oszczędzający słuchaczy. 13 kwietnia 2023 r. Krzta supportowali Imperial Triumphant w 2Progi i wtedy zetknąłem się z ich twórczością po raz pierwszy na żywo.

Odsłuch: https://krzta.bandcamp.com/album/niszczenie-zgliszcze

Począwszy od lipca 2023 roku Owls Woods Graves widziałem trzy razy na żywo: wpierw na Castle Party 2023, potem na Summer Dying Loud 2023, a teraz jako support Furii. Chyba jeszcze nie miałem wcześniej takiej sytuacji. Tak czy siak, arogancki, zwarty, skoczny i bezpośredni black metal/punk zespołu z Krakowa może się podobać, a "Idzie diabeł" czy "Antichristian Hooligans" urastają do rangi prawdziwych koncertowych 'hitów' zespołu, gdyż publiczność reaguje na te numery szczególnie żywiołowo. Muzyka OWG jest na tyle chwytliwa, że nadaje się na jakąś suto zakrapianą imprezę metalową albo aby rozbudzić się w trakcie porannego spaceru do pracy. 

Odsłuch: https://malignantvoices.bandcamp.com/album/secret-spies-of-the-horned-patrician  

Zamilska - jakaż to była odmiana od dwóch intensywnych koncertów metalowych. Mimo wszystko trzeba przyznać, że elektronika Zamilskiej, choć taneczna i transowa, potrafi być też całkiem masywna i mroczna. Ścierają się w niej wpływy techno, brzmień etnicznych (użycie rozmaitych głosów, chorałów) i industrialu. Znakomitego setu Zamilskiej dopełniały ciekawe psychodeliczne wizualizację. Pochwalić tutaj trzeba osoby odpowiedzialne za stronę wizualną wczorajszego koncertu. Rewelacja! A set Zamilskiej chętnie widziałbym w przyszłości na festiwalu Castle Party.

Odsłuch: https://zamilskaofficial.bandcamp.com/album/uncovered

10 października 2023 roku via Pagan Records ukazał się nowy album Furii "Huta Luna" (black metalowo-ambientowy). Szczerze nie przypasował mi on od razu do gustu, gdyż wydawał mi się dość jednostajny (non-stop kanonada blastów, brak urozmaiceń w postaci zwolnień i umiarkowanych temp), ale może za któryś razem chwyci. Podobny problem miałem ze słuchowiskowym i mało zobowiązującym, acz niewątpliwie oryginalnym "W śnialni" (2021). Wczoraj jednak Furia znowu stanęła na wysokości zadania, koncert był intensywny, pełen transowych riffów i specyficznej odrealnionej jednostajności. Z "Huta Luna" poleciało 6-7 numerów, natomiast ze starszych numerów usłyszeliśmy m.in. "Są to koła", "Kosi ta śmierć", "Zamawianie drugie", "Ohydny jestem", "Za ćmą, w dym" czy "Zwykłe czary wieją". Nie da się jednak ukryć, że w coraz bardziej pokręconym black metalu Furii czuć polskość, śląskość, swojskość, ludyczność, a stale meandrujący styl zespołu z Katowic jest niepodrabialny. 

Odsłuch: https://paganrecords.bandcamp.com/album/huta-luna

Dla porównania "Martwa polska jesień" (2007):

https://paganrecords.bandcamp.com/album/martwa-polska-jesie 

I w ramach ciekawostki wrzucam industrialno black metalowy projekt Nihila Cssaba, gdyż jest bardzo interesujący, a mało kto go zna:

https://www.youtube.com/watch?v=XQfQ9Z7NouU