sobota, 24 lutego 2024

Wieże Fabryk i Pink Turns Blue w poznańskiej Minodze 23 lutego 2024 r. (fotorelacja)

                                                                       




W zasadzie dwa szczególnie wyczekiwane koncerty klubowe już za mną, a mianowicie Of the Wand and the Moon 4 lutego w Voodoo oraz Pink Turns Blue 23 lutego w poznańskiej Minodze. Gdy piszę te słowa doszły mnie słuchy że dzisiejszy warszawski koncert niemieckich weteranów post-punka/darkwave także został wyprzedany. Swoją drogą lubię czasem porównywać niektóre piosenki Pink Turns Blue to niektórych fatalistycznych piosenek Of the Wand and the Moon np. "A Cancer Called Love" Kima Larsena do "True Love (After All)" PTB - podobna zwarta dawka melancholii i smutku. Muzyka Of the Wand and the Moon, jak i Pink Turns Blue do najweselszych nie należą. Jeśli ktoś jest wrażliwym słuchaczem to z pewnością poczuje ten smutny i podszyty negatywnymi emocjami vibe. 

Dawno nie widziałem tak wielu młodych gotów w poznańskiej Minodze. Przypomniały mi się starsze koncerty Drab Majesty, VR Sex, Tempers, Selofan widziane w tym klubie i wówczas publiczność była znacznie przerzedzona. Najwyraźniej coś się zmienia na korzyść i młoda publiczność jest głodna zimnej fali, post-punka i darkwave'a. Jako support Pink Turns Blue wystąpili łodzianie z Wieże Fabryk, zespół znany mi od dłuższego czasu i po raz pierwszy widziany na żywo na Summer Dying Loud 2023. Wiem, że zagrali także koncert dla anarchistycznej publiczności poznańskiego Rozbratu. Na pewno w zimnej fali/post-punku Wież Fabryk jest dużo gniewu, desperacji, sama muzyka jest prosta, zwięzła, dosadna, energiczna. Odnoszę wrażenie, że przynajmniej część publiczności Minogi przyjechała wczoraj na koncert Wież Fabryk promujących najnowszy album "Doskonały świat" (2023). Wczoraj z całą pewnością wybrzmiały "Linia prosta", "Los, zguba", "Z dala", "Rozmyte zło", "Błyski", "Jeszcze będzie czas", "Od A do O" czy "Papieros", ale całej set-listy i jej kolejności nie pamiętam. No i na sam koniec polecam odsłuch:

https://wiezefabryk.bandcamp.com/album/doskona-y-wiat

Koncert Pink Turns Blue kojarzę doskonale z Castle Party 2021. Zresztą wówczas miałem okazję zobaczyć Niemców po raz pierwszy na żywo. I od tej pory nie chciałem przegapić jakiegoś koncertu klubowego weteranów post-punka, jeśli tylko nadarzy się okazja do ponownego zobaczenia występu tej trójki doświadczonych muzyków. Gdybym miał wymienić ulubione albumy studyjne PTB to na pewno byłoby to ostatni "Tainted" (2021, wszystkie piosenki doskonałe!) oraz "Ghost" (2007), nadto "Meta" (1987) z najsłynniejszym hitem Niemców "Your Master Is Calling", piosenką, która jest zapewne znana każdemu miłośnikowi europejskiego post-punka. Set-lista Pink Turns Blue była mocno przekrojowa, obejmująca piosenki jeszcze z lat 80-tych, ale też przejmujące kompozycje z ostatniego albumu Niemców "Tainted" z 2021 roku. Kolejny album studyjny Pink Turns Blue ma się ukazać w 2025 roku. Tymczasem warto wspomnieć, że post-punk PTB jest często smutny i melancholijny. Byłem wczoraj świadkiem, jak dziewczyna w trakcie wykonania "You Still Mean Too Much to Me" płakała. Dodam jeszcze, że muzycy Pink Turns Blue są w znakomitej formie. Zagrali długi, 105 minutowy koncert obejmujący aż 19 piosenek, dwukrotnie bisowali. To prawdziwa gratka zobaczyć PTB na żywo. 

Set-lista PTB: "Not Even Trying", "There Must Be So Much More", "I'll Never Give Up", "So Why Not Save This World", "Walking on Both Sides", "I Coldly Stare Out", "After All", "Touch the Skies", "Walk Away", "We Still Could Make It", "Missing You", "You Still Mean Too Much to Me", "Your Master is Calling" i zagrane na bis "Can't Be Love", "When It Rains", "Something Deep Inside", "Michelle", "State of Mind", "If Two Worlds Kiss".

https://pinkturnsblue.bandcamp.com/album/tainted

czwartek, 15 lutego 2024

Suffocation w 2Progi 14 lutego 2024 r. (fotorelacja)

                                                               







Nigdy nie przepadałem za Walentykami, gdyż uważałem, że cała celebracja to nic innego jak komercja, plastik i jeszcze jedna okazja do otwierania portfela. To już lepiej (ewentualnie) wybrać się na jakąś imprezę antywalentynkową albo iść na koncert death metalowy. Oczywiście warto wspierać i troszczyć się o partnerkę czy przyjaciółki każdego dnia, nie tylko w Walentynki. Warto być życzliwym w codziennym życiu, choć nie wszyscy to uszanują. Tak czy owak, 14 lutego 2024 roku w poznańskim klubie 2Progi zaprezentowali się nowojorscy death metalowcy Suffocation i była to dla mnie pierwsza okazja, by zobaczyć tych muzyków na żywo. W tym roku postanowiłem sobie (o ile budżet na to pozwoli) częściej chodzić na koncerty wykonawców, których jeszcze nie widziałem live. Inna sprawa, że ceny biletów dość mocno poszły w górę - zwłaszcza jeśli chodzi o zagranicznych (nawet niszowych) wykonawców. Osobiście koncerty stadionowe i wielkie festiwale w ogóle mnie nie interesują, ale co kto lubi. 

Na początek słowo o supportach Suffocation. Żadnego zbytnio nie znałem, bo też nie jestem jakimś wielkim fanem slam death metalu, deathcore'a, metalcore'a, itd. Jeśli już, to preferuję death metal w stylu Immolation, Incantation, Autopsy, itd. Suffocation w pewnym stopniu położyli podwaliny pod deathcore i slam death metal, choć ich płyty z lat 90-tych to kanon technicznego death metalu. Jakie zatem zespoły zaprezentowały się przed Suffocation?

Organectomy (Nowa Zelandia), Enterprise Earth (USA) i Sanguisugabogg (USA), czyli generalnie death metal/slam, deathcore/metalcore i groovyy death metal. Z całego tego zestawu Enterprise Earth podobał mi się najmniej, choć w ich muzyce były elementy thrash metalu, no i frontman imponował charyzmą i liczbą rzucanych fucków. Natomiast Organectomy i Sanguisugabogg dały radę, było sporo miażdżenia w wolnych i umiarkowanych tempach, co cenię (jako wielbiciel death doom metalu) w death metalu. Nowozelandczykom daleko do wygórowanego poziomu technicznego krajanów z Ulcerate, ale warto ich sprawdzić. Natomiast death metal Sanguisugabogg na myśl przywiódł mi wczesne Six Feet Under i oczywiście gwiazdę wieczoru, Suffocation. Na końcu wrzucę linki do bandcamów zespołów, abyście je sobie w spokoju sprawdzili. 

https://uniqueleaderrecords.bandcamp.com/album/nail-below-nail 

https://enterpriseearth.bandcamp.com/album/death-an-anthology 

https://sanguisugabogg.bandcamp.com/album/pornographic-seizures 

Co można natomiast powiedzieć o koncercie weteranów z Suffocation? No cóż, był znakomity, brutalny i precyzyjny, z mocno przekrojową setlistą. Publiczność w amoku (odchodziły mosh pity i stage diving), dawno nie stałem w takim ścisku przy barierkach na koncercie death metalowym. Set-lista mocno przekrojowa, gdyż Suffocation zaprezentowali kawałki także z albumów z lat 90-tych: "Breeding the Spawn" (1993), "Effigy of the Forgotten" (1991) czy "Pierced from Within" (1995). Te trzy albumy nowojorczyków są wśród metalowców najbardziej cenione. Sam zaczynałem przygodę z Suffocation od "Breeding the Spawn", a miało to miejsce pod koniec lat 90-tych. Co istotne, brutalny i techniczny death metal Amerykanów wciąż brzmi świeżo i gęsto, co udowadnia ich ostatni album "Hymns of the Apocrypha" (2023). Obecnie na wokalu Suffocation grolwuje Ricky Myers (Disgorge), który zastąpił Franka Mullena. Zawiłe i połamane riffy Terrance Hobbsa to kolejny niezaprzeczalny atut zespołu.

Set-lista Suffocation: "Seraphim Enslavement", "Thrones of Blood", "Breeding the Spawn", "Dim Veil of Obscurity", "Pierced from Within", "Funeral Inception", "Perpetual Deception", "Effigy of the Forgotten", "Hymns of the Apocrypha", "Catatonia", "Liege of Inveracity" i "Infecting the Crypts".

Odsłuch:

https://suffocation.bandcamp.com/album/hymns-from-the-apocrypha

wtorek, 6 lutego 2024

Alembik, Moriah Woods i Of the Wand and the Moon w Voodoo Club 4 lutego 2024 r. (fotorelacja)

                                     







Potrzebowałem wyjazdu na ten koncert nie tylko dlatego, że duński Of the Wand and the Moon jest jednym z moich ulubionych, jeśli nie ulubionym projektem/zespołem neofolkowym. Potrzebowałem smutnej i melancholijnej muzyki Kima Larsena dla nabrania choć chwilowej równowagi psychicznej po ostatnich wydarzeniach w życiu osobistym. Czasem mam wrażenie, że walczymy o coś i w zasadzie czujemy się bezradni natykając się na mur obojętności z drugiej strony. I nie wiem co jest gorsze: wyczekiwanie na kogoś czy zapomnienie o kimś. A może najgorsza jest w tym wszystkim niepewność, czy czekać czy zapomnieć? Potrzebowałem też tego wyjazdu, gdyż wiedziałem, że w Voodoo będą osoby przyjaźnie do mnie nastawione, z którymi będę mógł na luzie porozmawiać i spędzić miło czas w ich doborowym towarzystwie. Inna sprawa, że chciałem wreszcie zajrzeć do Voodoo Club, czyli jednego z najlepszych warszawskich klubów na mapie mrocznej alternatywy. No i ciągnęło mnie na akustyczny występ Kima Larsena, mój trzeci koncert Of the Wand and the Moon od 2017 roku. 

Przed Voodoo Club byłem jakoś koło 17.20 i czekałem cierpliwie na przyjaciółkę z Warszawy, która miała się pojawić przed 18. Wspólnie weszliśmy do klubu. I od razu to miejsce mi się spodobało, urzekło mnie swoim punkowo-gotycko-industrialno-horrorowym klimatem. Gdybym mieszkał w Warszawie, to z pewnością zaglądałbym do Voodoo od czasu do czasu. Pierwsza rzecz jaką zrobiliśmy z przyjaciółką Justyną to zatrzymanie się na dłużej przy merchu Of the Wand and the Moon. Kupiłem sobie koszulkę i torbę Of the Wand and the Moon (przepiękny wzór autorstwa Aleksandry Kruczej, z którą też się zapoznałem i chwilę porozmawiałem), a potem przyszła pora na koncerty, socjalizowanie się i poznawanie nowych osób w Voodoo Club.

Dungeon synthowy Alembik z Krakowa tworzą The Fall (Mgła, Hauntologist, Owls Woods Graves) i K. Hoarder. Jest to muzyka instrumentalna, syntezatorowa - dungeon synth w stylu Mortiis, Wongraven czy Depressive Silence. Może się spodobać, gdyż kreuje dość przyjemny i wciągający nastrój. To był w ogóle pierwszy koncert dwójki muzyków w mnisich habitach a la Sunn O))) i na pewno całkiem udany i godny zapamiętania. 5 lutego Alembik supportował Of the Wand and the Moon w krakowskiej Alchemii. Oto przed wami debiutancki materiał muzyków z Krakowa.

https://alembik-ds.bandcamp.com/album/alembik

Moriah Woods miałem okazję widzieć na żywo w 2023 roku na kameralnym koncercie w Poznaniu. I muszę przyznać, że już wtedy jej smutny i melancholijny dark folk w stylistyce Chelsea Wolfe przypadł mi do gustu. Jest w muzyce Amerykanki z Kolorado coś poruszającego, eterycznego, zapadającego w pamięć. Ta mieszkająca w Polsce artystka ma już na koncie cztery albumy studyjne i występy na Mystic Festival 2023, ale w Voodoo Club zaśpiewała po raz pierwszy. I myślę, że jej delikatna i smutna muzyka spodobała się zgromadzonej w klubie widowni. Na pewno artystka była szczęśliwa z życzliwego przyjęcia jej twórczości.  

https://moriahwoods.bandcamp.com/album/human

Of the Wand and the Moon zacząłem słuchać wiele lat temu pędząc na fali mojego zainteresowania neofolkiem Death in June, Current 93, Nest, Tenhi, Vali, Empyrium czy Forseti. Zresztą Kim Larsen uważa Death in June za projekt formatywny dla Of the Wand and the Moon. Co ciekawe, OtWatM stanowi z kolei źródło inspiracji dla skądinąd znakomitego zespołu folk doom/black metalowego Agalloch. No cóż, Kima Larsena w wersji akustycznej widziałem po raz pierwszy na żywo (wcześniejsze koncerty Of the Wand and the Moon miałem okazję doświadczyć z zespołem - 2017 rok, poznański Las, 2023 rok - Castle Party 2023). Nie zabrakło w trakcie akustycznego występu Kima naprawdę poruszającego wykonania "Whispers of the Past", "Lucifer", "Lost in Emptiness" czy "Sunspot". Eksperymentalny neofolk Of the Wand and the Moon mocno do mnie przemawia, gdyż obok tematyki pogańskiej obraca się także wokół tematyki fatalistycznej (niechcianej) miłości, rozpadu/degeneracji przyjaźni i intymnych związków, śmierci. To jest muzyka poruszająca i niepowtarzalna, której warto posłuchać w chwili jakiegokolwiek kryzysu psychicznego, wówczas potrafi ona szczególnie przemówić, dotrzeć do słuchacza, utulić go w żałobie. Jak to Kim określa "(un)happy songs". Ta muzyka potrafi zatracić się w pustce. 

Przed koncertem i po koncercie trochę rozmawiałem z Kimem, wpisałem się także do jego guestbooka.  Pytałem go o kulisy jego odejścia z doom metalowego Saturnus, o jego mało znany zespół funeral doom metalowy Black Wreath, o pierwszy koncert w Polsce, źródła inspiracji (Death in June) i przyszłe plany muzyczne. Przesympatyczny człowiek, skory do rozmowy i opowiadania. No i oczywiście dziękuję wszystkim znajomym, z którymi rozmawiałem tamtego wieczoru: Justynie, Thomasowi, Aleksandrze, Magdzie, Bartłomiejowi i Dionizemu. Wspaniałe doborowe towarzystwo. Osobne podziękowania dla Disco Hospital Booking za fachową organizację tej akustycznej trasy.

 "Megin Runar" (kocham tą piosenkę):

https://www.youtube.com/watch?v=eSIJJ5mIfDk 

Set-lista Of the Wand and the Moon akustycznie: "Viper Soul", "Your Love Can't Hold This Wreath of Sorrow", "Tear It Apart", "Let's Take a Ride (My Love)", "Lucifer", "Whispers of the Past", "Twilight Halo", "Lost in Emptiness", "Absence", "Sunspot", "I Crave for You", "A Tomb of Seasoned Dye".

poniedziałek, 22 stycznia 2024

Clan of Xymox w 2Progi 20 stycznia 2024 r. (fotorelacja)

                                                                 



Nie da się ukryć, że Holendrzy z Clan of Xymox są jednym z najregularniej koncertujących zespołów w Europie. I zawsze z niekłamaną przyjemnością chodzę na ich koncerty. Twórcy kultowego albumu z wytwórni 4AD "Medusa" (1985) po raz drugi zagrali w Poznaniu. Tym razem wystąpili na scenie klubu Progi. O tym jak popularny jest to w Polsce zespół niech świadczy fakt, że koncert został dość szybko wyprzedany. Melancholijny darkwave tego niezwykle zasłużonego dla sceny gotyckiej zespołu znam od wielu lat, choć nie za sprawą słynnych audycji Tomasza Beksińskiego, który przybliżył polskim słuchaczom takie zespoły jak np. Sisters of Mercy, Fields of the Nephilim czy właśnie Clan of Xymox. Holendrzy tak jak poprzednio w Bazylu postawili na przekrojową i rozbudowaną setlistę, w której znalazło się miejsce na takie koncertowe pewniaki jak np. "Louise", "Jasmine and the Rose", "Emily" czy "Muscoviet Mosquito". Muszę przyznać, że nadal czuć tutaj ogromny entuzjazm grania na żywo. Prezencja sceniczna Clan of Xymox jest znakomita, podobnie kontakt z rozentuzjazmowaną publicznością, która zjawiła się tłumnie w 2Progi. 

Swoją drogą uwielbiam fajny sposób prowadzenia fanpejdża Clan of Xymox na Facebooku. Zespół zawsze wrzuca przed koncertem mini-relację z danego miasta, w którym występuje (stołowanie się w restauracjach i knajpach, zwiedzanie reprezentacyjnych miejsc np. Starego Rynku czy Placu Wolności w Poznaniu).   

Warto wspomnieć o supporcie z Polski/UK, a mianowicie Chaos International - to całkiem przyzwoity, choć słabo znany jednoosobowy projekt minimal electro.

Tak czy owak, mam nadzieję, że to nie mój ostatni koncert Clan of Xymox (na pewno mój czwarty). 

Set-lista Holendrów: "Intro Vince & Love Got Lost", "No Tomorrow", "Innocent", "Your Kiss", "Jasmine and the Rose", "Louise", "Emily", "All I Ever Know", "Loneliness", "She", "A Day" plus zagrane na bis "Obsession", "Muscoviet Mosquito", "Michelle", "Backdoor" oraz "Stranger", "Spider on the Wall" i "Lovers". Łącznie 90 minut wybornej muzyki.

Szkoda, że poznański koncert Diary of Dreams 21 stycznia 2024 roku (także w 2Progi) nie doszedł do skutku z powodu zaniedbań organizatora Pink Hearts.

"Dowody zbrodni" i "Żyletkę zawsze noszę przy sobie" - recenzje

                                                                             

Małgorzata Gołota "Żyletkę zawsze noszę przy sobie" (recenzja)

Reportaż o depresji dzieci i młodzieży. Poruszający i jakże potrzebny, napisany z wyczuciem i wrażliwością przez dziennikarkę Małgorzatę Gołotę. W "Żyletkę zawsze noszę przy sobie" znajdziemy sporo statystyk dotyczących skali zachorowalności na depresję zarówno w wymiarze globalnym i krajowym, a także niepokojące liczby prób samobójczych i samobójstw wśród dzieci i nastolatków. Jak wiadomo nieleczona depresja może prowadzić do śmierci (samobójstwa). Przyczyny depresji wśród dzieci i młodzieży, ale także wśród osób dorosłych są złożone: z jednej strony uwarunkowania genetyczne, z drugiej czynniki środowiskowe takie jak bieda, przemoc domowa, samotność, w kontekście osób młodych opresyjny system szkolnictwa skierowany na skrajną rywalizację, przemoc rówieśnicza czy nadużywanie mediów społecznościowych. Omawiane są sygnały ostrzegawcze i symptomy depresji wśród dzieci i młodzieży (takie jak samookaleczenia, izolacja, anhedonia, czyli nie odczuwanie przyjemności, derealizacja, problemy somatyczne, skłonność do uzależnień), ale też sposoby leczenia depresji (terapia indywidualna, grupowa, rodzinna, farmakoterapia, w najcięższych przypadkach pobyt w szpitalu psychiatrycznym).

Książka okraszona jest kilkoma wywiadami: z pacjentami (wypowiadają się same młode kobiety), matką jednej z dziewczynek, psychiatrami, psychoterapeutami, etc. Przykuł moją uwagę obszerny wywiad z profesorem Brunonem Hołystem, prawdziwym polskim autorytetem w dziedzinie suicydologii i wiktymologii. Wywiad, który dotyczy samobójstw wśród dzieci i młodzieży. Profesor opisuje chociażby przypadek ośmioletniego dziecka, które zdecydowało się na ostateczny krok, wskazuje także przypadki naśladownictw i paktów samobójczych. Co ciekawe, kilka lat temu sam miałem okazję przeprowadzić z profesorem wywiad. 

Dużo jest w tej książce o zapaści psychiatrii dziecięcej w Polsce, jej przyczynach i skutkach. Poruszony zostaje także aspekt stygmatyzacji osób chorych i samobójców oraz ich rodzin przez nieczułe i obojętne otoczenie. A czasem wystarczy zwykła życzliwa rozmowa, by uratować komuś życie czy uczynić je na moment bardziej znośnym, lepszym. Najbardziej poruszające są wpisy z pamiętnika Joanny, która choruje na depresję od ósmego roku życia. Dziewczyna jako dziecko padła ofiarą przemocy domowej i molestowania seksualnego. Z jej wpisów wylewa się autentyczny mrok i ból psychiczny.
Książka ta jest głównie adresowana do rodziców i nauczycieli, ale w zasadzie mogę ją polecić każdemu, kto chciałby dowiedzieć się o depresji coś więcej. Konkludując, depresja to żadna chwilowa fanaberia, a podstępna i potencjalnie śmiertelna choroba, która staje się coraz bardziej rozpowszechniona i na szczęście przestaje być tabu, odium. Uwrażliwić społeczeństwo mogą w tej materii rzetelne kampanie społeczne i książki takie jak powyższa.
 
I ostatnie dane via Wykop: 
 
Średni czas oczekiwania na psychiatrę dziecięcego to 238 dni.
Są miejsca, w których okres oczekiwania wynosi ponad tysiąc dni, z czego trzy w Warszawie i jedno na Pomorzu, a rekord, który padł we wrześniu, to 2445 dni w jednym z ośrodków w Będzinie.
Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w 2022 roku próby samobójcze podjęło 2093 dzieci (w wieku 7–18 lat). W 156 przypadkach zakończyły się one śmiercią.
 
David J. Gibson "Dowody zbrodni" (recenzja)
 
Przeczytałem "Dowody zbrodni" botanika i biologa Davida J. Gibsona z fascynacją i zainteresowaniem. Ta propozycja popularnonaukowa dotyczy w dużej mierze botaniki sądowej. Autor przedstawia w niej w zajmujący i rzeczowy sposób rozmaite zagadnienia związane z dowodami roślinnymi na miejscach zbrodni. W jaki sposób makroskopowe (np. drewno, mech) czy mikroskopowe (np. pyłki) dowody roślinne przyczyniły się do aresztowania, osądzenia i skazania sprawców morderstw, gwałtów czy seryjnych morderców? 
 
Gibson omawia tutaj wiele ciekawych spraw kryminalnych, w których dowody roślinne przyczyniły się do wykrycia przestępcy. Jedne sprawy kryminalne były mi już wcześniej znane np. porwanie dla okupu i morderstwo dziecka Lindberghów, inne nie. Fascynujące są rozdziały o truciznach roślinnych czy grzybiczych, którymi posługiwali się mordercy i samobójcy (np. cykuta, atropina, strychnina, rycyna, muscymol, itd.) oraz o przemycie zagrożonych wyginięciem gatunków roślin (w szczególności storczyków). Do zapamiętania także fragmenty o niuansach rozkładu ludzkich zwłok i tzw. nekrobiomie. 
 
Trochę przystępnie podanej interdyscyplinarnej wiedzy z zakresu genetyki, botaniki, kryminalistyki, sądownictwa, toksykologii. Lektura obowiązkowa dla wielbicieli true crime. Objętościowo dość kompaktowa - jedynie 250 stron wraz z całkiem bogatym molekularnym słowniczkiem i przypisami.

poniedziałek, 8 stycznia 2024

Ostatnia Klatka, Yakutian Cult i Martyrmachine 5 stycznia 2024 r. (fotorelacja)

                                                           


To był mój pierwszy koncert w 2024 roku. Cena biletu jedynie 30 zł, zatem przypomniały mi się odległe czasy z lat 2005-06 i wzwyż, gdy rzeczywiście można było posłuchać muzyki na żywo tanio. Inna sprawa, że w CK Nowe Amore wystąpiły młode polskie zespoły ze sceny post-punk/rock gotycki/industrial/EBM. Młode, ale warto zwrócić na nie uwagę. Na początek zadebiutował swoim koncertem post-punkowy duet z Poznania Ostatnia Klatka. Wyczułem inspirację Siekierą, ale też She Past Away z Turcji (wokale). Natomiast trzyosobowy Yakutian Cult na myśl przywodził mi takie pionierskie zespoły post-punkowe i rockowo gotyckie jak Joy Division, Bauhaus czy Sisters of Mercy. Bardzo żwawy i intrygujący gig. Warto też zwrócić uwagę na Martyrmachine z Łodzi, gdyż występ duetu był mocno osadzony we wczesnej niemieckiej muzyce industrialnej a la Einsturzende Neubauten czy Die Krupps. Czyli bezkompromisowy, acz taneczny industrial /EBM/dark electro ze sporą dawką hałasu, opresji, post-apokaliptycznego klimatu. Bębnienie gwoździami w stalową beczkę przez Jakuba M. Kasińskiego zdecydowanie do zapamiętania. 

Set-lista Martyrmachine: "Intro + Age of Exploitation", "Eden", "Interregnum", "Reformation", "Infatuation", "The Eternal Guilt", "Fabryka żalu" i in. 

Odsłuch:

https://yakutiancult.bandcamp.com/

https://martyrmachinery.bandcamp.com/ ("Concrete" to doskonały materiał, Martyrmachine zyskał nowego fana).

Warto wspierać młode zespoły/projekty i chodzić na ich koncerty - zwłaszcza z rodzimej sceny goth/industrial, gdyż jest ona w Polsce mało rozpoznawalna.

piątek, 22 grudnia 2023

Ghosting jako źródło myśli rezygnacyjnych, samobójczych/ masakra w Pradze

                                                             

Zaintrygowała mnie ostatnio ta tematyka, gdyż od dobrych kilku tygodni mocno i intensywnie przeżywam rozterki związane z ghostingiem, odrzuceniem przyjaźni, blokadą w mediach społecznościowych. Nie będę wdawał się tutaj w szczegóły, gdyż wolę je pozostawić dla siebie. Zdaję sobie sprawę, że nasze relacje z innymi (przyjacielskie, romantyczne) mogą być ulotne, nietrwałe, jednak jako osoba wrażliwa wciąż poszukuję osób, na które będzie można w przyszłości liczyć. Czasem można takie znaleźć, choć dochodzę do wniosku, że im człowiek starszy, tym bardziej staje się osamotniony. 

Ghosting definiuje jako niesprowokowane i bezwzględne urwanie kontaktu (komunikacji) z przyjacielem, krewnym czy romantycznym partnerem. Niesie on za sobą porównywalnie bolesne skutki jak nagłe odcięcie się od przyjaciela/przyjaciół w przypadku, gdy np. znajdujemy partnera/partnerkę. Ghosting stosują zarówno kobiety, jak i mężczyźni, ale raczej z odmiennych powodów. Na pewno nie jest to przyjemnie doświadczenie dla osoby, która zostaje w taki sposób odrzucona. Pojawia się u niej poczucie winy, bezradności, bezwartościowości, wyobcowania. Ta strategia nagłego urywania znajomości często kończy dłuższe, wartościowe i znaczące (przynajmniej dla jednej strony) relacje. Rozumiem zasadność ghostingu w przypadku osób skrajnie toksycznych, niebezpiecznych, obsesyjnych stalkerów/stalkerek, jednakże ghosting jest też często stosowany wobec osób wrażliwych, empatycznych, delikatnych, zmagających się z różnorodnymi kryzysami psychicznymi. 

Żyjemy w czasach cyfryzacji znajomości. Potrafimy godzinami spędzać/trwonić czas w mediach społecznościowych na bezwartościowych dyskusjach i szukaniu atencji. Cyfrowa 'bliskość' nie zastąpi jednak piękna bliskości z drugą osobą w realnej rzeczywistości. Oczywiście rzeczywistość też nie jest kolorowa: napotkani ludzie mogą okazać się osobami toksycznymi, zdradzieckimi, fałszywymi, manipulacyjnymi, chcącymi wyrządzić nam krzywdę. Internet pozwala na szybkie odsiewanie niewłaściwych znajomości. To jednak miecz obosieczny: bardzo łatwo można skrzywdzić/zranić kogoś poprzez nagłe i zaplanowane odcięcie komunikacji, także wtedy gdy na to po prostu nie zasłużył. 

Ghosting może prowadzić do depresji (bądź jej nasilenia), bezsenności, braku apetytu, myśli rezygnacyjnych, a nawet samobójczych. Ogólnie rzecz biorąc do deterioracji zdrowia psychicznego osoby, która padła jego ofiarą. Wówczas niezbędne pozostanie poproszenie o pomoc z zewnątrz (przyjaciół, jeśli ich mamy, bliskich, ewentualnie zgłoszenie się po pomoc psychologiczną). Trzeba z kimś porozmawiać. 

Pasywno-agresywny i egoistyczny ghosting oznacza niemożność prawidłowego zinterpretowania co poszło w relacji nie tak, choć oczywiście czasem domyślamy się, że może chodzić o te cechy, które w sobie nienawidzimy. Brak kontaktu oznacza też niemożliwość wytłumaczenia się, przeproszenia, naprawienia relacji, która nagle ustała. Jest szczególnie bolesny dla osób z niskim poziomem samooceny. A poczucie odrzucenia potrafi sprawić ból. Lepiej już jasno zakomunikować, dlaczego i z jakich powodów chcemy zakończyć/ograniczyć daną relację, wówczas wszystko staje się klarowne, przejrzyste. Tylko tyle i aż tyle. 

Boli, gdy okazuje się, że z dnia na dzień przestajecie istnieć dla osoby, na której obecności wam zależało.

Na sam koniec kilka słów o masakrze (mass shooting) w Pradze. 21 grudnia 2023 r. 24-letni student historii David Kozak zastrzelił karabinem AR-10 14 osób na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Karola, ranił 25, po czym popełnił samobójstwo na dachu budynku. Prawdopodobnie zabił też wcześniej ojca, którego ciało znaleziono w domu w podpraskim miasteczku Hostoun. Kozak jest także prawdopodobnym sprawcą zastrzelenia 32-letnia ojca i niemowlaka w wózku, do którego doszło 15 grudnia w rezerwacie leśnym Klanovice 15 grudnia. Mężczyzna być może prowadził po rosyjsku konto na Telegramie, na którym pojawiały się przerażające wpisy o nienawiści do ludzkości i pragnieniu zabijania. Kozak wychwalał też innych sprawców szkolnych masakr m.in. z Rosji. Nie zostało to jednak na razie w stu procentach potwierdzone przez czeską policję. 

Jedną z ofiar Kozaka była specjalizująca się w muzyce renesansowej 49-letnia muzykolog Lenka Hlavkova. Co ciekawe, Kozak został wyróżniony za licencjat dotyczący powstania krakowskiego i rabacji w roku 1846, zatem musiał mówić i czytać po polsku.

Co szokuje w tej sprawie najbardziej to to, że Czechy do tej pory nie kojarzyły mi się z krajami, w których masowe morderstwa przy użyciu broni palnej były powszechne (łatwo można zweryfikować to na Wikipedii). Sprawca posiadał pozwolenie na broń. 

https://www.expats.cz/czech-news/article/manhunt-underway-after-double-murder-in-prague-forest-what-we-know-so-far

wtorek, 12 grudnia 2023

Whalesong i Hexvessel w Minodze 11 grudnia 2023 r. (fotorelacja)

                                                                    




Zdecydowanie mój ostatni koncert w tym mijającym już bieżącym roku. Oczywiście mam już pewne plany koncertowe na rok 2024. I zapewne pojawią się tutaj relacje z owych przyszłych koncertów. Finów z Hexvessel Mata McNerneya widziałem po raz pierwszy w Minodze pod koniec marca 2016 roku, kiedy promowali retro rockowy album "When We Are Death" (2016), album, z którego pochodzi jedna z moich ulubionych piosenek zespołu, czyli "Cosmic Truth". W tym momencie odsyłam do  starszej relacji z tamtego koncertu:

https://dtbbth.blogspot.com/2016/03/new-keepers-of-water-towers-i-hexvessel.html

Co ciekawe, na najnowszym albumie Hexvessel "Polar Veil" (2023) Mat McNerney powraca do swoich black metalowych korzeni, czyli do Void (płyta industrial black metalowa "Posthuman" z 2003 roku), Code (dwa albumy progresywnego black metalu) oraz Dodheimsgard ("Supervillain Outcast" z 2007 roku). Najpierw jednak kilka zdań o supporcie Hexvessel, czyli Whalesong z Tarnowskich Gór. 

Ominął mnie koncert Whalesong na Castle Party 2023, gdyż akurat w momencie jego trwania zagadałem się z dwójką znajomych na zewnątrz małej sceny. Zatem przyszła pora nadrobić doświadczenie wielowymiarowej muzyki Whalesong na żywo w Minodze. Ostatni album Whalesong to iście niezwykłe emocjonalne doświadczenie: dwugodzinny hipnotyczny kolos, w którym ścierają się wpływy industrialu, industrialnego metalu a la Godflesh, doom metalu, dark jazzu (a la Bohren und der Club of Gore), drone'a, sludge metalu, awangardy, neofolka i post-punka. To intrygujące dzieło przypominające mi ostatnie dwupłytowe albumy Swans. W masywnej i ciężkiej muzyce Whalesong tkwi nieskrępowana chęć do eksperymentowania, zacierania gatunkowych granic. Świadczy o tym chociażby różnorodne instrumentarium, które jest obecne na "Leaving a Dream" i widoczne było także na koncercie np. gong, cymbały, dzwony rurowe. Tak czy owak, koncert Whalesong podobał mi się bardzo: był hipnotyczny, wciągający, raczej posępny i ze wszech miar intrygujący. Po prostu zachęcam do zapoznania się z tą niebanalną muzyką:

https://whalesong.bandcamp.com/album/leaving-a-dream

Set-lista: "Drown the World", "Forgive", "Come Down", "Leaving a Dream", "Hope", "From the Ashes". 

Tak jak już wspomniałem na najnowszym albumie Hexvessel "Polar Veil" (2023) uwidocznione zostają black metalowe korzenie Mata McNerneya (Kvohsta), choć w gruncie rzeczy nie jest to black metalowy album. Natomiast jego aura jest zdecydowanie zimowa, polarna, lodowata, przesycona dzikością i surowością tundry. Odbierając tą muzykę na żywo miałem wrażenie, że Kvohst chciał stworzyć najcięższy i najmroczniejszy album w karierze Finów. Inna sprawa, że wokale Mata są nadal poruszające, melancholijne i zapadające w pamięć. Konkludując, blisko 80 minutowy koncert Hexvessel był znakomity, energiczny i transowy. Mat jest znakomitym muzykiem, któremu nieobce są black metal, neofolk czy post-punk (nieodżałowany Beastmilk i Grave Pleasures), ale jednocześnie osobą bardzo skromną i grzeczną. Przykładowo w trakcie wczorajszego gigu podziękował poznańskiej widowni za wierność i oddanie muzyce Hexvessel. Miałem okazję chwilę pogadać z Matem już po koncercie i jestem pod wrażeniem jego elokwencji. 

Odsłuch: https://hexvessel.bandcamp.com/album/polar-veil

Set-lista: "Heaven and Earth Magic", "Black Mountain Poet", "The Tundra Is Awake", "Listen to the River", "Eternal Meadow", "Phaedra", "Older than the Gods", "Joy of Sacrifice", "His Portal Tomb", "Ring", przyjęty wyjątkowo entuzjastycznie "A Cabin in Montana" oraz "Homeward Polar Spirit". 

I jeszcze jedno na koniec: wczoraj na koncercie wypiłem dwa piwa za piękny upadek autokratycznego, oligarchicznego i złodziejskiego rządu PiSu, który rujnował Polskę przez ostatnie osiem lat skłócając nas z sąsiadami i polaryzując społeczeństwo za pośrednictwem aparatu topornej propagandy.  

środa, 6 grudnia 2023

Enisum i Ereb Altor w Minodze 5 grudnia 2023 r. (fotorelacja)

                                                                 




Może ten koncert nie był moim żelaznym priorytetem w 2023 roku, ale stwierdziłem, że wybiorę się na niego dla Ereb Altor, gdyż bardzo lubię viking black/epic doom Szwedów (przydałby się też w Polsce koncert epicko doom metalowego Isole, gdyż Ereb Altor to w zasadzie trójka muzyków Isole). Oczywiście powszechnie wiadomo, że muzyka Ereb Altor jest totalnie inspirowana Bathory, ale z drugiej strony co z tego? Bathory już od dawna nie istnieje, gdyż Quorthon zmarł w 2004 roku. Bogata spuścizna black/epic viking metalu Bathory wciąż żyje wśród skandynawskich (i nie tylko) metalowców inspirując zespoły pokroju Ereb Altor. 

Jako support wystąpili bliżej mi nieznani post black metalowcy z Enisum (Włochy). Muzyka jakoś mnie nie zachwyciła, choć słuchałem Włochów z uwagą. Na pewno dało się wyczuć tutaj wpływy kapel pokroju Agalloch czy Wolves in the Throne Room (US Cascadian black metal), czyli w przypadku Enisum mamy do czynienia z melodyjnym, acz odrobinę jednostajnym post-black metalem z melancholijnymi akustycznymi/ambientowymi pasażami. Występuje tutaj kontrast między melancholią a optymizmem, delikatnym spokojem a black metalową agresją. Przyzwoity i całkiem bombastyczny post-black metal, ale nie pochłonął mnie emocjonalnie tak jak powinien. Odsłuch ostatniego albumu poniżej:

https://avantgardemusic.bandcamp.com/album/forgotten-mountains

Set-lista: "The Place You Died", "Forgotten Mountains", "Night Forest", "Woods of Sorrow", "Nothing", "The Wind Shells", "Arpitanian Lands", "Pure Sadness". 

Natomiast na porywającym gigu Ereb Altor bawiłem się doskonale. Wychwyciłem chociażby takie piosenki jak "Fenris", "Queen of All Seas", "Midsommarblot" czy "I Have the Sky". Generalnie viking black/epic doom metalu Ereb Altor słucha się z ogromną przyjemnością. To metal utrzymany raczej umiarkowanych tempach, bardzo podniosły, majestatyczny, natchniony, czasem gwałtowny, złowieszczy i agresywny, czasami przechodzący w miażdżący doom. Czuć też, że muzycy Ereb Altor czerpią ogromną radość z grania na żywo. No i Szwedzi znają polskie słówko: "kurwa". Szkoda tylko, że publiczność wczoraj nie dopisała, było koło 40-50 osób. Natomiast cieszy obecność wielu kobiet, które słuchają dłużej lub krócej cięższych brzmień. 

Odsłuch: https://erebaltor.bandcamp.com/album/vargtimman