czwartek, 19 maja 2022

Zagadkowa śmierć 18-letniej Denbahi Escobar

                                              



Ta sprawa kryminalna wzbudziła ostatnio moje zainteresowanie, gdyż skojarzyła mi się z tragicznym zniknięciem Elisy Lam i odkryciem jej rozkładających się zwłok w zbiorniku wodnym na dachu hotelu Cecil. Tutaj jednak definitywnie możemy mieć do czynienia z morderstwem, tym bardziej, że Meksyk (nie czarujmy się) nie jest krajem bezpiecznym dla kobiet. Ale o tym później. Fascynują mnie i niepokoją sprawy kryminalne, w którym widzimy ostatnie zdjęcie ofiary czy jego/jej oprawcy bądź widzimy sprawcę/ofiarę na monitoringu. Tak czy owak, możemy narzekać na miejską inwigilację, ale monitoring bardzo często prowadzi do schwytania sprawców brutalnych przestępstw (niekoniecznie jednak w Meksyku).

W każdym razie 18-letnia Denbahi wybrała się 8 kwietnia 2022 roku na party z dwoma przyjaciółkami do miasta Escobedo, pokłóciła się z jedną z nich i zabawa została zakończona. Przyjaciółka wezwała Denbahi taksówkę, po dziewczynę przyjechał 47-letni 'zaufany' taksówkarz Juan David Cuellar, który miał osiemnastolatkę odstawić do domu. Zamiast podjechać pod dom dziewczyny pozostawił Denbahi samotną na drodze prowadzącej z Monterrey do przygranicznego miasteczka Tamaulipas wchodzącego w skład Nuevo Laredo. To Juan zrobił zdjęcie odwróconej od niego dziewczyny stojącej na drodze, po czym wysłał je jej przyjaciółkom i odjechał. Nie ma to jak pozostawić młodą kobietę na pastwę losu, ale zakładam, że Denbahi musiała mieć dobry powód, by wysiąść (zapewne ją molestował). Wiadomo, że w trakcie jazdy oboje pokłócili się. Potem dziewczynę zarejestrowała jeszcze kamera pobliskiej firmy przewozowej Alcosa Transportes Internacionales. Dziewczyna weszła na jej teren, ale już stamtąd nie wyszła. Niestety finał zniknięcia okazał się tragiczny.

Rozkładające się zwłoki Denbahi znaleziono po 13 dniach poszukiwań niedaleko miejsca, gdzie widziano ją po raz ostatni, w zbiorniku wodnym blisko przydrożnego motelu Nueva Castilla 13. Goście motelowi zaczęli skarżyć się na intensywny odór. Identyfikacja dziewczyny była możliwa dzięki jej ubiorowi i naszyjnikowi z krzyżykiem. Podobno meksykańska policja przeszukiwała teren motelu wielokrotnie. W każdym razie ktoś zamordował Denbahi (sekcja zwłok wykazała przynajmniej jednokrotne uderzenie w głowę) w innym miejscu (teren firmy?), po czym wrzucił ciało do zbiornika z wodą. 

Denbahi zaczęła studiować prawo, a we wrześniu obchodziłaby 19 urodziny. Niestety meksykańskie statystyki dotyczące zniknięć, morderstw i przemocy wobec kobiet są ponure i przerażające. Policja jest bezczynna, przestępstwa są bagatelizowane i nie są rozwiązywane. Tam kobiety po prostu znikają, dosłownie i w przenośni. Zapewne za częścią tych zniknięć stoją kartele narkotykowe oraz handlarze ludźmi. Wyczytałem, że w 2022 roku w samym stanie Nuevo Leon zarejestrowano 275 zniknięć kobiet. Oprócz Denbahi mniej więcej w tym samym czasie zamordowana została w tajemniczych okolicznościach 26-letnia Maria Fernanda Contreras. Zginęła od silnych uderzeń w głowę. Co prawda aresztowano w tej sprawie podejrzanego, niejakiego Raula Alfredo, ale podobno wypuszczono go na wolność. 

https://www.infobae.com/en/2022/04/24/debanhi-escobar-the-inconsistencies-of-the-case-from-leaving-the-taxi-driver-free-to-the-suspicion-of-sowing-the-body/ 

W Polsce zwróciłem natomiast uwagę na nagrane brutalne pobicie i morderstwo 29-letniego Macieja w bramie na warszawskim Nowym Świecie 28 tylko dlatego, bo stanął w obronie zaczepianych kobiet (zwrócił uwagę pijanym młodym mężczyznom i został przez nich zaatakowany, skopany i jeden z nich dźgnął go trzy razy w klatkę piersiową nożem). Może ktoś skojarzy, gdzie obecnie przebywa śmieć, którego zarejestrował monitoring? Aha, wbrew histerii prawicy wpisującej się w proputinowską narrację niechęci wobec Ukrainy póki co nic nie wskazuje na to, że był to obcokrajowiec np. Ukrainiec. Podejrzany jest pochodzenia polskiego, podobno znane jest jego imię i nazwisko. Natomiast ofiara przyjechała do Warszawy, by puszczać muzykę w klubach. 

EDIT: Podejrzanych jest trzech: 23-letni Sebastian Włodarczyk, 27-letni Łukasz Goławski i 24-letni Dawid Mirkowski. I zapewne niedługo zostaną zatrzymani, gdyż wystawiono za nimi wnioski o areszt i listy gończe. Oczywiście tchórze się ukrywają. Rzeczywiście są to 'obcokrajowcy'. Tak jak chcieli 'specjaliści' z Konfederacji i Ordo Iuris. Mam nadzieję, że te ścierwa lada moment zostaną schwytane, gdyż zamordowanie niewinnego mężczyzny za to, że ośmielił się agresorom zwrócić uwagę zasługuje na totalną infamię i potępienie. I jak najsurowszą karę. 

Nadal zadziwia mnie jak głupie, koszmarne i okrutne rzeczy ludzie robią bliźnim pod wpływem spożytego alkoholu. Banalna awantura kończąca się czyjąś całkowicie niepotrzebną śmiercią. Nie pierwszy taki przypadek i nie ostatni. Co do zasady staram się unikać pijanych i skłonnych do awantur ludzi, gdy np. wracam nocą z koncertu do domu. Ale zawsze mogę znaleźć się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Tutaj niestety ofiara zginęła, bo zareagowała, co bynajmniej wcale nie oznacza, że nie powinno się w ogóle reagować.

Z pozytywnych wieści na pochwałę zasługuje szybka reakcja warszawskiej policji i osób postronnych skutkująca uratowaniem 17-letniej dziewczyny od samobójczego skoku z mostu Świętokrzyskiego w Warszawie (poranek 12 maja). W takiej sytuacji trzeba reagować natychmiast i starać się z potencjalnym samobójcą/samobójczynią rozmawiać, okazać takiej osobie empatię i zrozumienie. Tutaj niedoszła samobójczyni była zdecydowana, by umrzeć, w pewnym momencie odwróciła się i chciała skoczyć, ale została przytrzymana i siłą wciągnięta przez policjantów i osobę postronną (empatyczną kobietę) na most. O samobójstwach dzieci i młodych ludzi napisałem w ubiegłym roku dłuższy artykuł, do którego odsyłam. To jest problem, o którym trzeba stale informować. 

http://dtbbth.blogspot.com/2021/09/podwojne-samobojstwo-w-lesie-pod.html 

W tematyce samobójczych skoków z mostu nieodmiennie polecam poruszający dokument "The Bridge" z 2006 roku. 

https://www.cda.pl/video/39851088c

https://dtbbth.blogspot.com/2013/06/gene-sprague-wspomnienia.html 

Rekomendacja muzyczna. Ostatni album black metalowców z Watain. Podoba mi się. Melodyjny, wciągający, znakomicie wyprodukowany, podniosły black metal. Momentami mam wrażenie, jakbym słuchał black metalowego Tribulation czy The Devil's Blood ("Serimosa", singlowy "We Remain"). I bardzo dobrze. Możliwe, że prędzej czy później ten materiał zrecenzuję.

https://watainsom.bandcamp.com/album/the-agony-ecstasy-of-watain

piątek, 6 maja 2022

Helleruin, Kampfar i Taake w Bazylu 5 maja 2022 roku (fotorelacja)

                                           






W trakcie drogi na niniejszy koncert złapała mnie koszmarna ulewa. Nie pomógł rozłożony parasol, wystarczyła chwila i byłem już dość mocno przemoczony. Schroniłem się w bramie kamienicy i starałem się rzęsisty deszcz przeczekać. Zaczęła mi się kołatać myśl czy nie odpuścić tego koncertu i po prostu nie wrócić do domu, tym bardziej, że biletu nie miałem wcześniej zakupionego. Taake widziałem na żywo (ogromnym fanem norweskich black metalowców nie jestem, choć to kapela na pewno zasłużona dla skandynawskiej sceny black metalowej), ale przyciągał mnie Kampfar, który bardzo lubię. W końcu przemogłem się i w deszczu przybyłem do Bazyla. 

Niestety przybyłem z opóźnieniem, zatem załapałem się jedynie na końcówkę występu holenderskich black metalowców z Helleruin. Na krótko przed koncertem przesłuchałem w całości album "War Upon Man" (2021) i muszę przyznać, że był całkiem dobry. Agresywny, acz dość melodyjny black metal, który wprawnie kreuje złowieszczą i chłodną atmosferę. Koncert Holendrów (z tego co zdążyłem zobaczyć) był całkiem energiczny, intensywny. No nic, dla zachęty posłuchajcie Helleruin:

https://helleruin6.bandcamp.com/album/war-upon-man

Intensywnie było także na następnych koncertach. Kampfar absolutnie mnie nie zawiedli. Podobnie jak Taake ta norweska kapela jest dość mocno zasłużona, jeśli chodzi o skandynawską scenę black metalową. I słynie z mocnych, wyrazistych koncertów. Kampfar jako zespół także ewoluowali muzycznie: od mocno osadzonego w nordyckiej mitologii folk/pagan black metalu po mroczniejsze brzmienia progresywno black metalowe, jakimi zespół szczyci się obecnie (począwszy od albumu "Mare" z 2011 roku). Ilekroć słucham Kampfar to mam skojarzenia z Enslaved i Hades Almighty. Koncert Norwedzy dali świetny, intensywny, wciągający. Radością napawa mnie fakt, że mogłem Kampfar zobaczyć na scenie, choć w tej chwili nie jestem pewien, czy był to mój 'pierwszy raz' z ich muzyką na żywo. Mnóstwo koncertów sprzed wielu lat, w których uczestniczyłem zatarło mi się w pamięci. Set-lista Kampfar: "Our Hounds, Our Legion", "Troll, Dod Og Trolldom", "Ophidian", "Swarm Norvegicus", "Urkraft", "Mylder", "Tornekratt", "Det Sorte". 

Natomiast koncert Taake, choć też intensywny trochę mnie znużył, ale chyba wynikało to z rosnącego zmęczenia. Niemniej podoba mi się upiorna prezencja sceniczna Hoesta, w tym jego wampiryczna peleryna a la Nosferatu. Zgromadzona w Bazylu publiczność przyjęła występ Taake bardzo żywiołowo. Widziałem też pod sceną sporo młodych ludzi, którzy zapewne dość niedawno zaczęli swoją przygodę z black metalem. Tak trzymać. Mam jednak nadzieję, że owi młodsi wiekiem fani wciąż będą kupować płyty ulubionych zespołów, a nie tylko słuchać ich np. na Spotify. Set-lista: "Nordbundet", "Du ville ville Westland", "Fra Vadested til Vandesmeed", "Orkan", "Doedsjarl", "Havet i huset", "Helvetesmakt", "Dei vil alltid klaga og kyta", "Hordalands Doedskvad 1" i "Myr".

Na koniec poruszę jeszcze jedną kwestię. W związku z wciąż trwającą pandemią i narastającą inflacją ceny biletów na koncerty, ale także merchu (ciuchów, płyt CD) rosną. Przykładowo kiedyś byłem w stanie nabyć płytę zespołu za 50 zł czy bluzę ulubionego zespołu w podobnej cenie, teraz normą są płyty CD za 70-80 zł sprzedawane na merchu. Drożyzna dotyka niestety także sfery koncertowej, w związku z tym chodzę na koncerty rzadziej i kupuję merch zespołów mniej regularnie, ale nadal kupuję. Nie będę z tego powodu narzekał (muzyka kosztuje i powinna kosztować, muzycy mają na niej zarabiać, a koronawirus na długi czas praktycznie unicestwił trasy koncertowe i ich organizację), ale widać jak wiele zmieniło się w sferze muzyczno-koncertowej dzięki pandemii Covid19 i inflacji, którą przyniosła. Osobna kwestia to odgórna likwidacja stoisk z płytami CD choćby w Media Markcie. Czyżbyśmy w dobie Spotify i bandcampa zmierzali powoli i systematycznie ku zmierzchowi tego fizycznego nośnika?

Odsłuch na dzisiaj to "HyperViolent" (2022) Hocico - płyta mocno zróżnicowana i długa, być może nieco przekombinowana, jednak warto poświęcić jej trochę uwagi. Znalazł się na niej oprócz coveru Ministry nawet kawałek industrial metalowy "Crown of Knives".

https://hocico666.bandcamp.com/

środa, 4 maja 2022

Tragedia Mariupolu i zaciekłe walki o Azowstal

                                                    

Z chwilą gdy piszę tego posta trwają zaciekłe walki o kombinat metalurgiczny Azowstal, do którego wdarli się rosyjscy żołnierze. Burmistrz miasta poinformował, że utracony został kontakt z siłami ukraińskimi broniącymi zakład. Warto dodać, że w podziemiach (wielokilometrowym labiryncie podziemnych korytarzy) Azowstalu wciąż kryją się także cywile, choć część ludności cywilnej Azowstalu (łącznie 156 osób) udało się bezpiecznie ewakuować do Zaporoża. Nie mam pojęcia jak długo będą trwać walki o Azowstal, gdyż przewaga liczebna Rosjan jest wyraźna. Poza tym obrońcy m.in. z pułku Azow są wymęczeni i mogą nie mieć wystarczająco jedzenia i amunicji. Rosjanom ogromnie zależy na jakimkolwiek większym sukcesie strategicznym na potrzeby orwellowskiej machiny propagandy. Do tej pory nie odnieśli oni większych sukcesów w trakcie wojny na Ukrainie, a zatopienie krążownika "Moskwa" przez Ukraińców było dla rosyjskich propagandystów nie lada szokiem. Na ulicach zrujnowanego ("wyzwolonego od rzekomych nazistów") Mariupola Rosjanie pragną zorganizować 9 maja paradę, być może z udziałem pojmanych jeńców. 

Tak czy owak będzie to parada wstydu zważywszy na ogrom zbrodni wojennych i szabrownictwa, jakiego Rosjanie dopuścili się na zajętych terytoriach. Strategia Rosjan w wojnie na Ukrainie jest prosta: niszczyć/uszkadzać krytyczną infrastrukturę, terroryzować, traumatyzować i emocjonalnie wykańczać Ukraińców, sprawić, aby stale się bali. Do tego miały posłużyć m.in. tortury i egzekucje w Buczy, Irpieniu, Hostomelu, Mariupolu czy Borodziance. Do tego służą też ostrzał rakietowy obiektów cywilnych oraz bombardowania. Celem Rosjan jest też wywołanie kryzysu humanitarnego i żywnościowego na wielką skalę, czemu ma posłużyć ujawniona niedawno kradzież 400 000 ton pszenicy.

Żal mi Mariupola, choć nigdy nie miałem okazji wizytować tego miasta. Parada 'zwycięstwa' w tak wykrwawionym i zniszczonym mieście brzmi jak jakiś koszmarny żart, absurd. Wciąż jednak liczę na zwycięstwo Ukrainy w tej haniebnej, wywołanej przez Rosję wojnie. Putin zapewne będzie chciał sprzedać na potrzeby rosyjskiej propagandy samą ideę zwycięstwa Rosji w trakcie tej tzw. 'operacji specjalnej'. Całkowita kontrola nad upadłym Mariupolem to oczekiwane 'zwycięstwo' nad 'nazistami' i 'banderowcami'.

Żal mi także obrońców Azowstali, gdyż nie wiadomo jaki czeka ich los. Być może śmierć, a w razie pojmania żywcem niewyobrażalne tortury. Straceńcza obrona kompleksu metalurgicznego Azowstal słusznie bywa porównywana do Termopile.  

Zastanawiam się jaki będzie finał tej wojny. Czy np. Putin w swoim autokratycznym obłędzie nie zdecyduje się użyć broni jądrowej, jeśli Rosjanie zostaną ostatecznie wyparci z Donbasu? Czy wojna nie rozleje się na Mołdawię i być może inne kraje europejskie? Czy potencjalne wejście Szwecji i Finlandii do NATO nie stanie się przyczynkiem do kolejnych rosyjskich aktów wojennej agresji? 

Rosja rozmieściła 22 batalionowe grupy taktyczne w pobliżu Izjum - celem jest zajęcie Kramatorska i Sewierodoniecka. Czy uda się go zrealizować przed 9 maja?

Analityk wojskowy ze mnie żaden, ale oto kilka moich luźnych przemyśleń pisanych w trakcie odsłuchu najnowszego albumu The Devil and the Universe.

https://aufnahmeundwiedergabe.bandcamp.com/album/goatopia 

Na środkowym zdjęciu dwóch żołnierzy walecznego pułku Azow oraz lekarka. Być może to już ostatnia fotografia tych ludzi. 

niedziela, 1 maja 2022

Clan of Xymox w Bazylu 30 kwietnia 2022 roku (fotorelacja)

                                                            




30 kwietnia 2022 roku holenderscy weterani melancholijnego darkwave'u po raz pierwszy (wreszcie) zagrali w Poznaniu. Lubię ten istniejący od 1981 roku zespół zdając sobie sprawę, że formacja ta tworzyła podwaliny sceny darkwave. To zatem zespół równie ważny dla subkultury gotyckiej jak np. Joy Dvision, Bauhaus, Sisters of Mercy, The Cure czy Fields of the Nephilim. Clan of Xymox, Sisters i Fields prezentował w swoich audycjach nieodżałowany Tomasz Beksiński, ale mnie te audycje ominęły z dwóch zasadniczych powodów: zbyt młody wiek oraz rodzące się wówczas we mnie zainteresowanie sceną metalową, a nie szeroko pojętą muzyką gotycką. Rock gotycki, post-punk, darkwave, coldwave czy EBM poszerzały moje horyzonty muzyczne stopniowo, a tak na dobre wsiąknąłem w ten klimat ledwie kilka lat temu. I już nie ma odwrotu. Moja uwielbienie do sceny gotyckiej rośnie coraz intensywniej, przez co mniej obecnie skupiam się na muzyce metalowej, która jeszcze kilkanaście lat temu miała u mnie priorytet. 

Generalnie koncert Clan of Xymox w poznańskim Bazylu został szybko wyprzedany, zatem nie udało mi się w porę nabyć biletu. Z pomocą przyszedł znajomy, który odsprzedał mi jeden bilet (podziękowania dla Mariusza). Support w zasadzie mnie ominął, gdyż spędziłem czas jego występu na pogaduszkach na świeżym powietrzu. Natomiast Clan of Xymox zaczęli grać koło 21.30, a zakończyli krótko po 23 prezentując aż sześć piosenek rozłożonych na dwa bisy. Setlista była zdecydowanie przekrojowa, a z ostatniego pandemicznego albumu "Limbo" Holendrzy zaprezentowali na żywo jedynie "Lockdown". I choć widziałem Clan of Xymox już poprzednio na żywo (choćby na festiwalu Castle Party) to nadal jestem pod wrażeniem jaką radość grania Holendrzy czerpią z występów na żywo. A koncertują często i obficie. Doskonały kontakt z publicznością oraz brak wypalenia artystycznego - to są wciąż atuty Clan of Xymox, zespołu, który trwale wpisał się już w historię szeroko pojętej muzyki gotyckiej. Set-lista wczorajszego wieczoru: "Stranger", "Your Kiss", "Jasmine and Rose", "Louise", "Emily", "All I Ever Know", "Lovers", "Loneliness", "She", "Lockdown", "There Is No Tomorrow" + bisy "Spider on the Wall", "In Love We Trust", "A Day", "Obsession", "Muscoviet Mosquito", "Hail Mary". Kolejny koncert Clan of Xymox w Krakowie jakoś po wakacjach.

Natomiast cieszy mnie obecność Nitzer Ebb jako jednego z headlinerów tegorocznej edycji Castle Party, gdyż ominął mnie ich koncert w Warszawie.

Rekomendacja muzyczna na dziś to przepiękny i niezwykły funeral doom od Australijczyków z Mournful Congregation. Nowa EP-ka "The Exuviae of Gods" (2022). Co za wspaniałe i melancholijne partie gitar. Jestem fanem pogrzebowego doom metalu Mournful Congregation od wielu lat.

https://www.youtube.com/watch?v=zmlg_vpr7Y0

piątek, 29 kwietnia 2022

Warszawa: Osiedle Dudziarska i Sobieskiego 100 (Szpiegowo)

                                                           























W trakcie ostatniej kwietniowej wizyty w Warszawie zahaczyłem ponownie o już opuszczony przez Rosjan budynek Sobieskiego 100 oraz o Osiedle Dudziarska. Kilka słów o obu tych miejscach.

Dzisiejsze zdjęcia Szpiegowa/ Sobieskiego 100 w Warszawie, słynnego rosyjskiego kompleksu w poniedziałek medialnie przejętego z rąk Rosjan. Przed przejęciem Rosjanie co się dało rozszabrowali i zniszczyli. Obiekt jednak kusi zielonym rozkładem wnętrz i widokiem z dachu. Zdjęcia z zewnątrz, bo ochroniarz nie dał się przekonać, by wpuścić mnie na teren. Zresztą chodzi ich tam i pilnuje tej ruiny aż trzech. Z ochroniarzem rozmawiałem z 10 minut. "Może Pan robić zdjęcia z zewnątrz, ale na teren pana nie wpuszczę. Wymagane pozwolenie." Tak czy owak nie była to moja aktywność stricte urbexowa, bardziej spacerek i rekonesans. Spotkałem jednak na miejscu 17-latka, który wyraźnie chciał się dostać na teren, a potem na dach. Czyhał na odpowiedni moment i nie przeszkadzało mu to, że jest na widoku. Wejść się da, pytanie czy obecnie rzeczywiście warto? Bo odnoszę wrażenie, że przejęcie tej fajnej architektonicznie ruiny to tylko gest symboliczny i obiekt raczej już nie nadaje się w wielu miejscach do remontu. Rosjanie już się o to postarali. W każdym razie od poniedziałku Sobieskiego 100 to Nieruchomość Skarbu Państwa, o czym informuje kilka tabliczek na bramie i ogrodzeniu.

Osiedle Dudziarska w Warszawie. Kolejne ekscentryczne miejsce w Stolicy zaliczone w trakcie mikro-wyprawy. Archetypiczne złe osiedle trzech bloków na Dudziarskiej - do 2019 roku zamieszkiwane przez osoby wyeksmitowane z kamienic na Pradze Południe i w Śródmieściu. Trzy zamurowane bloki w sąsiedztwie aresztu śledczego, spalarni śmieci i torów kolejowych. Teren odizolowany, zlokalizowany między torami kolejowymi i raczej posępny. Osiedle tworzyło swoiste getto dla ludzi pozbawionych perspektyw, stygmatyzowanych i wyrzuconych poza nawias społeczeństwa. To były bloki, z których ludzie mieli wynieść się jak najszybciej. Odizolowane od świata, taka jakby samotna wyspa-więzienie gdzieś na połaci miejskiego oceanu. W pobliżu zrujnowane domki działkowe - klimat rodem z "Teksaskiej masakry piłą mechaniczną". Brzydko i niepokojąco. Jestem ciekaw jaki będzie dalszy los Osiedla Dudziarska? Nieuchronna rozbiórka?

Tak czy owak Osiedle Dudziarska jest jednym z najbardziej intrygujących i turpistycznie pięknych miejsc w Warszawie. :-) A ja strasznie lubię niecodzienne i ekscentryczne miejsca.

Zdjęć wrzucam tylko kilka, gdyż wrzucanie większej liczby na blogspocie jest irytujące i czasochłonne. Poza tym urbexem nie zajmuję się już tak często jak dawniej. Albo inaczej: już zdjęć opuszczonych miejsc zbytnio nie pokazuję. Nie widzę sensu, skoro miejska eksploracja stała się zjawiskiem ogromnie popularnym, masowym i powszechnym. Wszystkie zdjęcia z 14 i 17 kwietnia 2022.

poniedziałek, 25 kwietnia 2022

The Sadness/ Smutek (2021) - recenzja

                                                                      
Ekstremalny horror gore, którego akcja toczy się w Tajpei, stolicy Tajwanu. Na ulicach miasta rozpoczyna się epidemia wirusa Alvin, który atakuje mózg (układ limbiczny) i zamienia zainfekowanych w opętanych żądzą mordu, seksu i gwałtu zwyrodnialców. Wirusolog ostrzega polityków i społeczeństwo, że wirus może zmutować do postaci zbliżonej do wirusa wścieklizny, ale zostaje zignorowany. Politycy nie chcą zamknąć kraju, gdyż obawiają się recesji. Ludzie atakują się wzajemnie i mordują w straszliwy sposób przy użyciu wszystkiego, co im akurat wpadnie w ręce. Młoda para zostaje rozdzielona, jednak chłopak postanawia za wszelką cenę odnaleźć dziewczynę mimo wszechobecnego chaosu i orgii przemocy w Tajpei...

Pamiętam, że zwiastun "The Sadness" zrobił na mnie wrażenie, gdyż był ekstremalnie brutalny i krwawy.  I rzeczywiście tajwański "Smutek" ocieka gore: ludzie są dźgani na różne sposoby i w różne części ciała, gardła są przegryzane, nosy odgryzane, krew tryska strugami w trakcie jatki w metrze, dochodzi nawet do krwawej orgii. Zainfekowani nie przypominają jednak zombies, gdyż po zabiciu nie ożywają. Są zdolni do logicznych zachowań mimo niepohamowanej żądzy krwi i seksu. Film jest dziki, krwawy, wulgarny i frenetyczny. Przypominał mi skrzyżowanie "Wściekłości" (1977) Davida Cronenberga z nihilistycznym kinem Takashi Miike czy Siona Sono. Na myśl przywodził też takie francuskie horrory jak "Trouble Every Day" (2001), "Inside" (2007) czy "Martyrs" (2008), tudzież słynny "A Serbian Movie" (2010). Czyli jednym słowem ekstrema z realistycznymi efektami gore (wykrzywione deformacjami twarze robią wrażenie), gwałtowną akcją i niezłym aktorstwem. I choć fabuła jest prosta i raczej przewidywalna seans "The Sadness" to całkiem intensywne doświadczenie. Film niniejszy można także potraktować jako zgryźliwy komentarz odnośnie pandemii Covid19: także i tutaj pandemia zostaje upolityczniona, pojawiają się teorie spiskowe głoszone przez foliarzy. Tak czy owak jeśli ktoś lubi dobrze nakręcone, mroczne i transgresywne kino grozy to warto "The Sadness" sprawdzić. 

Zastanawiałem się po seansie skąd taki tytuł: "The Sadness" (Smutek). Kanadyjski reżyser Rob Jabbaz doskonale to wyjaśnia w poniższym wywiadzie. Smutek, który towarzyszy ludziom niezadowolonym ze swojego osobistego życia, z pracy, którą wykonują, z decyzji, które podjęli bądź dopiero będą musieli podjąć. Smutek, który zamienia się w buzującą wściekłość. Infekujący ludzi patogen sprzyja wyzwoleniu tego obłąkańczego gniewu, tej nieposkromionej frustracji, tej skumulowanej goryczy w formie przypadkowych aktów ultra-przemocy. 

https://ihorror.com/fantasia-2021-interview-rob-jabbaz-the-sadness/

poniedziałek, 4 kwietnia 2022

O rosyjskich zbrodniach wojennych na Ukrainie

                                           

Niestety wychodzą na jaw coraz gorsze zbrodnie wojenne dokonane przez rosyjskich żołnierzy na terytorium Ukrainy (Mariupol, Irpień, Bucza, Hostomel, Borodianka, wieś Motyżyn), a to zapewne dopiero wierzchołek góry lodowej. Pod płaszczykiem 'denazifikacji' mordowani są cywile, gwałcone kobiety i dziewczynki, mają miejsce masowe grabieże. Przykładowo zdjęcia z Buczy są szczególnie wymowne i wstrząsające: mężczyźni w wieku poborowym, związani, odwróceni tyłem i zabici strzałem w tył głowy w ciemnej i zimnej piwnicy, cywile wracający pieszo czy rowerem z zakupów zastrzeleni na ulicy. Co jeszcze? Masowy grób w lesie we wsi Motyżyn (zastrzelono z zimną krwią rodzinę Olgi Sunienko), samochody cywilne ostrzeliwane czy miażdżone przez czołgi (pomimo napisów na karoserii "Dzieci"), tortury (odcięte uszy, wyrwane zęby) w piwnicach Buczy i Mariupolu, gwałty (nierzadko zbiorowe) na kobietach i dzieciach, nieudolne próby zatarcia śladów przez spalenie zwłok. Młode kobiety i dziewczynki, aby uniknąć gwałtu i być mniej atrakcyjnymi dla oprawców ścinające długie włosy. Groby zamordowanych ludzi naprędce wykopane blisko placów zabaw. Mobilne krematoria sprowadzone do Mariupola, aby usunąć ślady zamordowanych cywilów i zamienić miasto w jeden wielki obóz śmierci.

Ciężko jest skomentować bestialstwo rosyjskich żołnierzy i kadyrowców w Ukrainie. Czuję smutek, gniew i obrzydzenie. Tak zwana 'denazifikacja' Ukrainy przez Rosję zmierza do anihilacji wszystkiego, co ukraińskie, do wyniszczenia tego narodu, upodlenia go tylko dlatego, bo ośmielił się być proeuropejski. Bo oczywiście według rosyjskiej propagandy proeuropejskimi 'nazistami' i banderowcami są wszyscy Ukraińcy bez wyjątku. Jakże to przypomina wypowiedzi niektórych polskich rusofili (np. z Konfederacji), zwolenników tamtejszego autokratyzmu i imperializmu, mieniących się często 'patriotami', krzyczących non-stop o Wołyniu i UPA, rozpamiętujących przeszłość. Myślę, że tacy ludzie (w dużej mierze antynaukowi i antyszczepionkowi) czuli by się w Rosji bardzo dobrze. I wcale tutaj nie twierdzę, że na Ukrainie nie ma zwolenników Stepana Bandery, bo są. Tylko takie wieczne rozpamiętywanie nic nie daje, jedynie dalej jątrzy i antagonizuje. Pamięć tak, rozpamiętywanie nie. Nic nie usprawiedliwia systematycznego ludobójstwa, którego Rosja dokonuje na Ukrainie. I jeszcze bezczelnie tamtejsza propaganda kłamie, że to ustawka, prowokacja, mistyfikacja, także odwołując się do Wołynia i haniebnych poczynań UPA z przeszłości. Przeczytajcie uważnie ten świeży tekst z RIA Novosti, który otwarcie nawołuje do ludobójstwa pod płaszczykiem 'denazifikacji' Ukrainy:

https://cryptodrftng.substack.com/p/day-40-what-russia-should-do-with?s=r

Kto następny będzie denazifikowany? Polska? Litwa? Łotwa? Estonia? Mołdawia? Finlandia?

'Zwykli' rosyjscy żołnierze dokonujący egzekucji, bo ktoś wyżej w hierarchii wmówił im, że tak trzeba, że to konieczne, że stoją za tym jakieś wyższe wyimaginowane cele takie jak 'demilitaryzacja', ' dekolonizacja' czy 'denazifikacja' (pretekst do agresji zawsze można znaleźć, wymyślić, wykreować, odpowiednio nazwać na potrzeby orwellowskiej machiny propagandy). Czasem mam wrażenie, że to bezrefleksyjne posłuszeństwo (służalczość) jakiejś władzy/idei skłania jednostki do czynienia ogromu zła. Wówczas zachodzi iście kafkowska przemiana dobra i przyzwoitości w pogardę dla życia drugiego człowieka i okrucieństwo. Generalnie każda wojna bez wyjątku wyzwala w ludziach najgorsze, najbardziej prymitywne instynkty. Można gwałcić, kraść, mordować na rozkaz jakiegoś popaprańca z góry albo po prostu z czystych sadystycznych motywów zasługujących na potępienie. I jeszcze niektórzy zbrodniarze wojenni dostają potem za to ordery albo są chowani uroczyście i z honorami. O ile ich ciała w ogóle zostaną z Ukrainy zabrane, bo rosyjscy żołnierze nie kwapią się, by brać ze sobą zwłoki poległych kamratów.

Do tej pory broniłem osiągnięć rosyjskiej kultury i nie miałem nic przeciwko temu, by np. rosyjskie zespoły metalowe czy gotyckie występowały w Polsce. Po przyswojeniu doniesień o zbrodniach wojennych w Buczy już nie jestem co do tego przekonany. 

Rosję prędzej czy później czeka upadek gospodarczy i międzynarodowa izolacja. Im szybciej, tym lepiej. Rosjanie marzący o powrocie czasów ZSRR zapewne będą zadowoleni. Mimo wszystko nadal szkoda mi tych pojedynczych jednostek (głównie młodych rosyjskich kobiet, ale mężczyźni też się zdarzają), które dzielnie wychodzą protestować w Moskwie czy w innych rosyjskich miastach przeciwko wojnie, barbarzyństwu i agresji. To jednak nadal jest niestety promil. Nawet na Białorusi protesty zmierzające do obalenia Łukaszenki były swego czasu większe i intensywniejsze. No cóż, kropla drąży skałę, może z czasem te protesty nabiorą wigoru. Jednak zmiana mentalności statystycznego Rosjanina urabianego przez potężny mechanizm propagandy zajmie zapewne lata. Świadomi hańby i infamii Rosjanie po prostu uciekli z kraju, gdy była jeszcze taka możliwość i mieli oszczędności i wizję, by tego dokonać. Nie dziwię im się, bo chyba sam bym tak zrobił. Nie mógłbym patrzeć w lustro.

Rok 2022 jest mroczny. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Pandemia koronawirusa od 2020 roku zabiła miliony ludzi na całym świecie, teraz mamy brutalną i pełną przemocy wojnę w kraju sąsiadującym z Polską. W kraju Czarnobyla, Prypeci, Czerwonego Lasu, Lwowa, Odessy i samosiołów. Tymczasem polski rząd dzielnie odwołał pandemię i wyłączył system testowania, ale Covid nie zniknął z naszego życia. I zapewne prędko nie zniknie. Wojna na Ukrainie też jeszcze trochę potrwa. Nikt nie wie kiedy się skończy.

Zastanawiam się jakie jeszcze koszmary (kataklizmy naturalne, wojny, głód, gigantyczna inflacja) przyniosą kolejne lata mojego życia. Czy czasy wygody i względnego bezpieczeństwa, w którym przyszło nam Europejczykom żyć minęły bezpowrotnie? A może niebawem umrę i już niczym nie będę musiał się martwić? Pozostaną po mnie blogi i artykuły plus trochę wspomnień u osób, które mnie ceniły i lubiły. Z taką alternatywą liczę się od dawna.

Na koniec rekomendacja muzyczna. Je T'Aime - francuski zespół post-punkowy, który ma zagrać na tegorocznym CP 2022. Znakomite granie w melancholijnym stylu The Cure (czasy "Faith", "Disintegration" czy "Pornography" się kłaniają) oraz Joy Division. Sprawdźcie, bo warto.

https://jetaime-music.bandcamp.com/album/passive

Dobrze, że są książki, kino i muzyka, gdyż pozwalają choć na moment zapomnieć o tej przeklętej wojnie oraz o innych problemach, obawach i wątpliwościach związanych z nierzadko przytłaczającą rzeczywistością. Dlatego mocno cenię i wspieram artystów, gdyż ich sztuka służy mi jako katharsis i daje poczucie, że są wokół ludzie, którzy czują i myślą (odbierają rzeczywistość) podobnie.

Bierność i neutralność pomagają agresorowi, nigdy ofierze. Przy okazji twarze i personalia morderców z Buczy są już znane i rozpracowane przez Ukraińców. Oto piątka z nich, wiek 20-33 lata, dwaj służyli uprzednio w Syrii.

https://www.youtube.com/watch?v=2C-rNt-8U0U