czwartek, 20 lipca 2023

Castle Party 2023 (fotorelacja)

                                                      






















































Z początku narzekałem trochę na lineup tegorocznej edycji festiwalu Castle Party w Bolkowie, ale już po powrocie do Poznania zmieniłem nieco swój punkt zapatrywania. Lineup był różnorodny, każdy znalazł coś dla siebie - wielbiciele post-punka, tradycyjnego rocka gotyckiego, EBM/harsh electro, black metalu, neofolka, industrialu czy dark ambientu. Ja np. przyjechałem na CP2023 głównie dla koncertów Of the Wand and the Moon, Suicide Commando, Laibach czy Non Human, inni zapewne mieli innych koncertowych faworytów. Przykładowo zrezygnowałem całkowicie z uczestnictwa w koncertach zespołów folk metalowych, gdyż nie odnajduje się w takich dźwiękach (nie jestem ich adresatem). Mniejsza z tym. W Bolkowie pojawiłem się już w czwartek około godziny 15 i udałem się szybko na pole namiotowe, by zbytnio nie spóźnić się na czwartkowe koncerty parkowe. 

Lubię koncerty na małej scenie, gdyż są bardziej kameralne i intymne niż na scenie zamkowej. Zacząłem od koncertu Cierń - zimnofalowych post-punkowców z Berlina. Świetnie zaaranżowany post-punk, chwytliwe i mocno osadzone w brzmieniach z lat 80-tych piosenki, które są społecznie zaangażowane (prawa człowieka, zwierząt, zmiany klimatyczne). Tytułem dygresji coraz więcej zespołów/projektów ze sceny goth śpiewa o antropogenicznym globalnym ociepleniu np. Cierń, Pink Turns Blue czy Zanias. Artyści są coraz bardziej świadomi wielu przyszłych zagrożeń, które są związane ze zmianami klimatycznymi (np. podnoszenie się poziomu oceanów, ekstrema pogodowe takie jak susze, powodzie, tornada, wędrówki ludów) i apelują o ścięcie emisji CO2, by proces zmian klimatycznych wyhamować. Koncert Cierń bardzo fajny, żywiołowy, dla mnie pięknie otwarcie festiwalu. Kojarzę że zagrali "Glass Houses", "Bloody Rites", "The Emperor Rx" i "Reclamation".

https://ciern.bandcamp.com/album/the-emperor-rx

Kolejny czwartkowy koncert, który widziałem to Gotterdammerung z Niemiec, czyli "Zmierzch bogów" (1894), czwarta część dramatu muzycznego "Pierścień Nibelunga" Wagnera (pochodzenie nazwy zespołu). Istniejący od 1991 roku zespół death rockowy/post-punkowy, którego muzyki do tej pory nie słyszałem, co świadczy o tym, że Niemcy nie są zbyt znanym zespołem. Z drugiej strony zespołów sceny gotyckiej są tysiące (istniejących i nieistniejących), zatem nie sposób znać je wszystkie. Zawsze jak nie znam jakiegoś zespołu, a chcę poznać jego muzykę to staram się choćby pobieżnie przesłuchać jego twórczość, ale tutaj poszedłem na żywioł. Koncertowo jest energicznie, gitarowo i mrocznie. Zachęcam do odsłuchu ostatniego albumu Gotterdammerung - a nuż komuś przypadnie do gustu.

https://gotterdammerung.bandcamp.com/album/intensity-zone  

Koncerty zespołów Psychoformalina (Polska) i Frank the Baptist (Niemcy) widziałem fragmentarycznie, gdyż wyszedłem na zewnątrz scenicznego namiotu, by się socjalizować ze znajomymi. Warto jednak napisać o nich choć kilka słów. Psychoformalina powstał we Wrocławiu w połowie lat 90-tych, pierwsza płyta rodaków "Psychoformalina" ukazała się jednak w 2008 roku. To ciekawy twór muzyczny, którego coldwave/post-punk jest przesycony dużą dawką psychodelii i odrealnionej dekadenckiej poezji. Na żywo zabrzmieli intrygująco, duszno, posępnie i całkiem ciężko. Na pewno jest to muzyka antykomercyjna i surowa, raczej skierowana do wyrobionej grupy słuchaczy.

Odsłuch "Chimera": https://psychoformalina.bandcamp.com/album/chimera

Żwawy gig Frank the Baptist z Berlina jakoś szczególnie mnie nie zachwycił, ale niektórym moim znajomym z kręgów gotyckich się podobał. No cóż, gusta mamy odmienne i nie ma co się spierać. Mimo całkiem mrocznej warstwy lirycznej to bardzo przyjazny dla ucha indie goth rock z lekko psychodeliczną atmosferą i dość specyficznym męskim wokalem kojarzącym mi się z psych rockiem lat 70-tych. Swoją drogą znowu Berlin - czasem mam wrażenie, że Berlin stał się europejską stolicą muzyki gotyckiej (nie tylko klubowych imprez techno i rave parties).   

https://frankthebaptist.bandcamp.com/album/road-omen

W czwartek najbardziej czekałem na ostatni koncert gotycko rockowego The House of Usher (od "Zagłady domu Usherów" Poego).  I rzeczywiście jak dla mnie był to koncert dnia. Śmiało można powiedzieć, że The House of Usher to jedni z weteranów niemieckiego rocka gotyckiego, którzy istnieją od 1990 roku i mają już na koncie aż 14 albumów studyjnych.Tak czy owak, Niemcy grają znakomicie zaaranżowany i energiczny rock gotycki, który powinien przypaść do gustu wszystkim wielbicielom tradycyjnego goth rocka z lat 80-tych i 90-tych. Ja sam wyszedłem z koncertu Niemców na tyle zachwycony, że kupiłem (po zasięgnięciu opinii znajomego) dwie płyty CD: album z 2005 roku  "Radio Cornwall" oraz "Black Sunday Chronology" z 1998 roku. Będę miał co słuchać w najbliższych miesiącach. Tymczasem:

https://www.youtube.com/watch?v=bVlo4Fi0IVs

Aby odegnać zmęczenie nocowania na polu namiotowym (oj, w czwartek muzyka grała tam głośno praktycznie przez całą noc) w sobotni poranek udałem się na mały spacer po Bolkowie. Najpierw zamek, aby zerknąć na scenę koncertową i rozkładające się dopiero stoiska, a potem w kierunku opuszczonej garbarni (malownicza ruina) oraz opuszczonego hotelu Bolków obok którego znajduje się opuszczone kino (?). Oba te obiekty jako urbexer eksplorowałem już kilka razy, zatem odpuściłem włażenie do nich (wejścia do hotelu zamurowane) i zrobiłem kilka zdjęć z zewnątrz. Rozruszałem się trochę, po czym wróciłem na pole namiotowe, by odpocząć. Pierwszy koncert, który zobaczyłem na scenie zamkowej to Zee Van Ovitz - zaśpiewany w ojczystym języku przyzwoity rock gotycki z Warszawy. Zespół obecnie mało 'popularny', zatem warto przesłuchać ich album. Zwróciłem uwagę na piosenkę "Lokis" tytułem nawiązującą do subtelnego polskiego horroru z 1970 roku.

https://alcheravisions.bandcamp.com/album/po-nocy-cie

Koncerty Runika (folk metal) i Decadent Fun Club (kojarzę ich gig w Poznaniu, gdy ongiś supportowali New Model Army) odpuściłem i udałem się na Las Trumien na małej scenie. Soczysty sludge/stoner doom prosto z Katowic, pełen jadowitych wokali i inspirowany seryjnymi mordercami (Ian Brady, Bogdan Arnold, Edmund Kolanowski, którego anonimowy grób sfotografowałem ongiś na cmentarzu Miłostowo i masa innych). Czyli liryczne klimaty Macabre, Church of Misery i paru innych zespołów. Koncertowo chłopaki wypadli świetnie, wszystko mi się zgadzało. Więcej doom metalu na Castle Party? Oczywiście jestem na tak, choć przydałyby się na małej scenie także nigdy nie goszczące na CP kapele funeral doom metalowe a la Ahab, Evoken, Shape of Despair czy Bell Witch. 

https://lastrumien.bandcamp.com/album/g-d-zabijania 

Koncertu Whalesong (industrial metal/experimental) nie widziałem, bo zagadałem się na zewnątrz sceny ze znajomymi. Ale co nieco słyszałem i mi się podobało. Poleciałem natomiast na dużą scenę, by zobaczyć Niemców z Girls Under Glass. Powstały w 1986 roku w Hamburgu GUG to jeden z najdłużej działających (z przerwami) zespołów niemieckiej sceny gotyckiej. Flirtowali na swoich albumach z electro-industrialem a la Skinny Puppy czy Front Line Assembly, synth popem, industrialnym rockiem czy industrialnym metalem. Ślady industrial metalu a la Ministry znajdziemy choćby na ich albumie "Darius" z 1992 roku. 2 czerwca 2023 roku ukazał się ich ostatni jak dotąd album "Backdraft", z którego zagrali parę numerów. Niemcy wypadli naprawdę fantastycznie, czuć było w tym pasję grania i dzielenia się muzyką, wybrzmiał chociażby ich szlagier z "Darius" (1992), czyli "Reach for the Stars". To był bodaj ich pierwszy koncert na festiwalu Castle Party.

https://girlsunderglass1986.bandcamp.com/album/darius

Ominął mnie koncert Grendel, bo zapragnąłem posłuchać punkowo black metalowego projektu 3/4 muzyków Mgły, czyli Owls Woods Graves.  To zdecydowanie był jeden z najbardziej wściekłych koncertów tegorocznej edycji CP, intensywny, zwarty i arogancki. Są tnące riffy, pokłady agresji, chórki i chwytliwe piosenki a la "Antichristian Hooligan", "Return of Satan" czy "Idzie Diabeł", które są idealne do zanucenia w trakcie kaca. Owls Woods Graves to w każdym razie nic zobowiązującego, ale ten agresywny mariaż punka i black metalu może się naprawdę podobać. 

https://malignantvoices.bandcamp.com/album/secret-spies-of-the-horned-patrician

Nigdy nie byłem fanem The 69 Eyes, ba, kiedy siedziałem dość mocno w metalu to kompletnie nie rozumiałem fenomenu Finów, choć znałem kilka ich piosenek. Zespoły pokroju HIM czy The 69 Eyes kojarzyły mi się z muzyką dla nastoletnich gotek. Jednak z wiekiem nabrałem pokory i wyzbyłem się bzdurnego młodzieńczego elitaryzmu. Stwierdziłem, że zobaczę The 69 Eyes po raz pierwszy na żywo i nie żałuję, choć gdy wybrzmiał najbardziej znany hit Finów, czyli "Brandon Lee" zrobiłem kurs powrotny na małą scenę. Muzyka The 69 Eyes to chwytliwy dark rock, albo inaczej goth'n'roll zaśpiewany w żywiołowy sposób przez charakterystycznego frontmana z kruczoczarnymi włosami a la Peter Steele z Type O'Negative, Jyrkiego 69.

https://www.youtube.com/watch?v=gKm4yZura_o

A poleciałem na scenę parkową, by zobaczyć enigmatyczny zespół Dolch z Berlina. Subiektywnie to jedno z moich odkryć koncertowych tegorocznego CP. W obiegu funkcjonuje taki termin jak 'nocturnal music' i flirtujący z ethereal darkwave a la Lycia i ambientem drone doom/occult rock Dolch doskonale się w ramy tego terminu wpisuje. 'Nocturnal music', czyli muzyka nocnej jazdy samochodem bez wyraźnego celu, nocnego spaceru po lesie czy nocnego urbexu. Doskonałe żeńskie wokale (mistyczne i tajemnicze) i transowy minimalizm, senno-odrealniona atmosfera. Prześwietny koncert, choć niestety nie widziany w całości. Zresztą sami się przekonajcie i dajcie się ponieść lynchowskiemu "Nacht" (2022):

https://dolch.bandcamp.com/album/nacht

Istniejący od 1980 roku Laibach ze Słowenii to zespół zjawisko, dlatego musiałem po prostu zobaczyć ten kolektyw na żywo. Nie znam szczerze mówiąc całości przepastnej twórczości Słoweńców, ale swego czasu słuchałem "Opus Dei", "Jesus Christ Superstars", "Nova Akropola", "Laibach", "Kapital" czy "Volk". Laibach nigdy nie wchodził mi od razu i nadal nie wchodzi. Ale nie da się ukryć, że wpływ Laibach na martial industrial, eksperymentalny industrial czy neoclassical darkwave jest niepodważalny. Słoweńcy niejednokrotnie parodiowali systemy totalitarne, autokratyczne i nacjonalistyczne przez co budzili kontrowersje (użycie mundurów, totalitarna estetyka zespołu). Zwracał też na siebie barytonowy wokal Milana Frasa, niewątpliwa inspiracja dla Tilla Lindemanna z Rammstein. W sierpniu 2015 roku Laibach zagrał dwa koncerty w Pjongjangu (Korea Północna). Pojawiały się też informacje, że Laibach to zespół komunistyczny, przy czym większość ich materiałów jest powiązana z komunizmem. Ja jednak mam wrażenie, że totalitarna estetyka Laibach jest celowo przesadzona, wyolbrzymiona, parodystyczna. Do najsłynniejszych piosenek Laibach należą "God Is God", "Life Is Life" oraz taneczny "Tanz mit Laibach". Konkludując, awangardowy, mocno teatralny i bogaty w wizualizacje spektakl Laibach był dla mnie fascynującym zjawiskiem, choć momentami trudno jest muzykę Laibach uznać za łatwo zrozumiałą. Na pewno to unikalny zespół.

https://www.youtube.com/watch?v=Glu9wA4HjE0 

https://www.youtube.com/watch?v=2BqLv2T8vSc 

Sobota miała być najgorętszym dniem Castle Party. Istna patelnia z temperaturami sięgającymi ponad 30 stopni Celsjusza. No cóż, jeszcze trochę i doczekamy się w Polsce iście tropikalnych temperatur. Dobrze zatem było się zaszyć przed koncertami w barze blisko Leszego i raczyć się zimnym piwem z przyjacielem. W planach miałem głównie koncerty na małej scenie parkowej poza dwoma wyjątkami. Trochę żałuję koncertów The Beauty of Gemina i Dawn of Ashes, ale zwyciężyła chęć zobaczenia zespołów na mniejszej scenie. Nie mam niestety zdolności teleportacji/bilokacji. 

Pierwszym występem o jaki zahaczyłem w cieplarnianą sobotę był ambient drone Michała Krawczuka z rodzimego projektu neofolkowego By the Spirits, który nawiasem mówiąc nagrał cover "Wintry Mantle" Of the Wand and the Moon na tegorocznym tribute albumie. Spokojny i kontemplacyjny ambient drone inspirowany urbexem, górami i lasami. Posłuchajcie poniżej:

https://michalkrawczuk.bandcamp.com/album/giants

Mimo wszechogarniającego upału wróciłem na zamek, by zobaczyć zimnofalowy koncert undertheskin z Warszawy, rodzimego zespołu post-punkowego, który zdobył już pewną niszową popularność za granicą. Co ciekawe, undertheskin wystąpi w grudniu 2023 roku w Warszawie jako support Turków z She Past Away. Zamkowy koncert zespołu Mariusza Łuniewskiego przypadł mi do gustu, mimo żaru lejącego się z nieba był przesycony chłodem, smutkiem i melancholią.  Wybrzmiały m.in. "End This Summer" oraz zapowiedź najnowszego albumu, czyli "Freezing Lights" (2023). 

https://underskin.bandcamp.com/track/freezing-lights-2023

Musiałem niestety zrezygnować z koncertu Amerykanów z Dawn of Ashes, gdyż kolidował mi z NNHMN (Non Human) z Berlina. Berliński duet występuje w Polsce rzadko, zatem nadarzyła się okazja, której nie należało zmarnować. Swoją drogą znam ich twórczość wybiórczo, ale bardzo lubię takie piosenki jak "Cold Eyes", "Haxan" czy "Der Unweise". Generalnie jestem tak ostatnio przytłoczony nadmiarem muzyki, że w zasadzie od lat zaprzestałem poznawania pełnych dyskografii zespołów (oczywiście są od tego wyjątki). Leci kilka kawałków np. Lycia, a potem sięgam po funeral doom Shape of Despair, potem po hiszpański neofolk, itd. Wracając do koncertu Non Human: oj tak, był doskonały. Sensualna dark electro skłaniająca do kołysania się i rozmarzenia. Serio NNHMN jest jednym z moich ulubionych tworów dark electro/darkwave, gdyż muzyka duetu jest hipnotyczna, zmysłowa, oniryczna. Posłuchajcie chociażby "Tomorrow's Heroine". Rewelacja!

https://www.youtube.com/watch?v=nF0aVPeUNp4 

Na szwedzkim mistrzu dark ambientowym Desiderii Marginis przechodziłem mały kryzys związany z kolejną nieprzespaną nocą. Hałaśliwe pole namiotowe potrafi dać człowiekowi w kość. No cóż, pisząc te słowa przypomniał mi się rewelacyjny kawałek Delphine Coma "We Never Sleep". Wróćmy jednak do dark ambientu, który jest muzyką mocno hermetyczną, introspektywną, która (podobnie jak funeral doom) wymaga od słuchacza skupienia, wtopienia się w te mroczne i przenikliwe dźwięki. Melancholijny dark ambient Desiderii Marginis (Johana Levina) jest idealny do wędrówek wśród apokaliptycznych ruin opuszczonych kościołów, mauzoleów czy przestrzeni industrialnych. Esencjonalna 'nocturnal music'. Jeśli polubicie się z dark ambientem Desiderii Marginis to polecam także Northaunt i Svartsinn.

https://www.youtube.com/watch?v=wfkPJETfs4c

https://desiderii.bandcamp.com/album/the-night-slept-on-my-arm

Lekka obsuwa i małą sceną zawładnęli Francuzi z Derniere Volonte, których można zaszufladkować jako martial industrial/neofolk z wpływami synth popu. Znowu nie znałem twórczości Francuzów na tyle dobrze, by pisać na jej temat pochwalne elaboraty, ale koncertowo wypadli wspaniale. Publika dużo tańczyła przy ich żywiołowym i chwytliwym martial industrialu/neofolku. Cieszę się, że mogłem doświadczyć militarystycznej muzyki duetu Derniere Volonte na żywo, gdyż Francuzi koncertują jedynie okazjonalnie. Ach, jak mi się marzy koncert Dark Sanctuary, tudzież Elend!

https://tescogermany.bandcamp.com/album/cristal 

Koncert Of the Wand and the Moon Kima Larsena był jednym z najbardziej przeze mnie wyczekiwanych na Castle Party 2023. Zapewne dlatego, że projekt/zespół Kim Larsena to czołówka eksperymentalnego neofolku i muzyka poruszająca, głęboko emocjonalna, ogromnie melancholijna. Lubię zarówno wczesne runiczno-pogańskie brzmienia neofolkowe Of the Wand and the Moon, jak i te eksperymentalne, z trąbką i z ostatnim rewelacyjnym albumem "Your Love Can't Hold This Wreath of Sorrow" (2021) na czele. Koncert Of the Wand and the Moon był przesycony smutkiem, tęsknotą, autentycznie nastrojowy i niezwykły (ach, te lilie i tajemnicze wizualizacje). Z neofolkiem Kima niezwykle łatwo stworzyć emocjonalną więź, gdyż muzyka Of the Wand and the Moon snuje delikatne opowieści o samotności, tęsknocie, rozstaniu, nieodwzajemnianej miłości. Doskonały koncert, jeśli nie najlepszy! Usłyszałem m.in. "Your Love Can't Hold This Wreath of Sorrow", "Whispers of the Past", "Sunspot", "I Crave for You" i "Let's Take a Ride (My Love)". Tymczasem "Megin Runar" z "Lucifer" (2003) - darzę tą piosenkę wielką miłością, bo to esencja Of the Wand and the Moon:

https://www.youtube.com/watch?v=eSIJJ5mIfDk

Po koncercie Of the Wand and the Moon wróciłem jeszcze na Zamek, by zostać do końca na koncercie Deine Lakaien. Także doskonałym, także melancholijnym i poruszającym, choć może w nieco mniejszym natężeniu. Tak czy owak, muzyka Deine Lakaien to wysmakowany mariaż awangardowej elektroniki, darkwave i neoclassical. To jednocześnie zespół ogromnie zasłużony dla sceny gotyckiej, choć twórczość Deine Lakaien (podobnie zresztą jak Laibach) wymyka się prostym klasyfikacjom. Nie będę przytaczał tutaj całej setlisty Deine Lakaien, gdyż nie widziałem całości koncertu, ale Alexander Veljanov przepięknie zaśpiewał chociażby "Gone", "Farewell", covery Patti Smith i The Cure "Because the Night" i "The Walk", "Dark Star" i obowiązkowo "Love Me to the End" w trakcie bisu.

https://deinelakaien.bandcamp.com/album/dual-1

Noc spędziłem na rozmowach ze znajomymi w Hacjendzie i polu namiotowym. Snu oczywiście praktycznie w ogóle nie było, ale taka jest cena fizjologiczna aktywnego uczestnictwa w jakimkolwiek festiwalu. Niedzielę postanowiłem spędzić głównie na Zamku i zejść na dół tylko na koncert Alien Vampires. Tak też zrobiłem. Najpierw jednak zerknąłem na koncert CattaC - niemieckiego duetu darkwave, EBM i industrial. Przyzwoity koncert z wokalistą, którego śpiew przypominał mi mocno nieodżałowanego Petera Steele'a z Type O'Negative. Rola otwieraczy festiwali jest nieco niewdzięczna, gdyż są to raczej nieznane zespoły z zazwyczaj niewielkim dorobkiem artystycznym. 

https://darktunes.bandcamp.com/album/deliverance

Następnym zespołem, który miałem przyjemność zobaczyć po raz pierwszy na żywo był niemiecki Golden Apes. Z tego co się orientuję Niemcy sporo koncertują i są mocno rozpoznawalni w kraju ojczystym, ale także poza jego granicami. W każdym razie na Castle Party wystąpili wcześniej dwukrotnie na małej scenie, a w niedzielę zadebiutowali na dużej scenie. I był to fajny, żywiołowy i przyjemny koncert. Wokalista Golden Apes, Peer Lebrecht dysponuje naprawdę ciekawym i chwytającym za serce wokalem - idealnym do gotycko rockowej/post-punkowej estetyki. I sporo pali na scenie. Polecam mocno zapoznanie się z wciągającą muzyką Golden Apes - można łatwo wpaść w sidła melancholii "From the Sky","Grey" czy "Hold Me":

https://goldenapes.bandcamp.com/album/from-the-sky-23

No i przyszła kolej na koncert post-punkowców z Vancouver (Kanada), czyli Actors. I również tutaj byłem zachwycony. Co za prezencja sceniczna (lateks i tatuaże), co za fantastyczny koncert! Muzyka Actors jest co prawda nieco wesoła i bardzo przebojowa (choć czasem czuć w niej zadumę i melancholię), ale w trakcie gigu miałem wrażenie jakbym cofnął się w czasie w lata 80-te i znalazł się na koncercie Sisters of Mercy z set-listą złożoną z kawałków z "Floodland" (1987). Actors jest zespołem uwielbianym w Kanadzie i to chyba (obok Traitrs) najlepszy towar eksportowy z tego kraju, jeśli chodzi o post-punk. Totalna energia na scenie i doskonała zabawa! 18 lipca Actors zagrali wyprzedany koncert w Warszawie, także fajnie, że ja zobaczyłem ich akurat na CP 2023. Spójrzcie na liczbę entuzjastycznych komentarzy na bandcampie. Dużo jak na zespół, który jest młody stażem.

https://actors.bandcamp.com/album/acts-of-worship-lp

Koncerty Suicide Commando (Belgia) i Alien Vampires (Włochy) opiszę łącznie, gdyż oba projekty/zespoły tworzą w nurcie dark electro/EBM/electro-industrial, z tym że w AV czuć dodatkowo wpływy black metalowe. I jednocześnie nie stronią od prowokacji i perwersji, zarówno w warstwie lirycznej, jak i w wizualizacjach. Suicide Commando słynie chociażby z nurzania się w takiej tematyce jak np. tortury, samobójstwo, sadomasochizm, wojna, nienawiść, przemoc, seryjne i masowe morderstwa. Każdy, kto choć trochę liznął EBMu/dark electro na pewno słyszał takie klubowe hity Suicide Commando jak "Hellraiser", "See You in Hell", "Die Motherfucker Die" czy "Love Breeds Suicide". Nie da się ukryć, że muzyka Suicide Commando jest zimna, mroczna i agresywna, co akurat nie dziwi, gdyż Johan van Roy jest wielkim fanem Skinny Puppy czy Klinik. A tak w ogóle Johan jest porywającym frontmanem, szalał na scenie niezmordowanie, a duszną atmosferę koncertu Suicide Commando podsycały niekiedy brutalne wizualizacje. Publiczność bawiła się jednak na SC doskonale mnie nie wyłączając. Rok temu Hocico, teraz Suicide Commando. :-)

Alien Vampires także zagrali dziki i intensywny koncert, który zapewne wielu cybergotów zapamięta na długo. Jeden z muzyków, Nysrok Infernalien skomponował i nagrał swego czasu trzy albumy z industrial black metalowcami Aborym (mam "Generator" w kolekcji CD) i współpracował też z Bloodline (nihilistyczny black metal ze Szwecji). Alien Vampires słynie z sataniczno-bluźnierczej otoczki, w ich wizualizacjach pojawiają się cyber zakonnice w lateksie. Trochę żałuję, że nie zostałem na całości koncertu AV (widziałem jakieś 40 minut), ale na długo zapamiętam taneczne szaleństwo publiki na małej scenie i bliski kontakt wokalisty z widownią w pierwszym rzędzie (też w nim byłem). Uwaga! Będzie dużo muzyki do posłuchania.

https://suicidecommando.bandcamp.com/album/mindstrip-redux

https://alfamatrix.bandcamp.com/album/drag-you-to-hell-uncensored-bonus-tracks-version 

Zwieńczeniem Castle Party 2023 był Therion ze Szwecji. Zespół, który na początku grał świetny szwedzki death metal, a później zaczął ewoluować w stronę symfonicznego metalu i metalowej opery. Tak na dobrą sprawę zakończyłem słuchanie Therion na "Lemuria/Sirius B" (albo na "Gothic Kaballah"), później widziałem jakieś teledyski z nowszych materiałów, ale twórczością zespołu się nie interesowałem. Niewykluczone, że z czasem nadrobię, bo koncert Therion przypadł mi do gustu. Było przekrojowo, żywiołowo, przyjaźnie dla słuchacza. Można się zżymać, że Szwedzi już dawno odeszli od death metalu z "Of Darkness" (1991) i "Beyond Sanctorum" (1992), ale wciąż tworzą dość oryginalną muzykę. Natomiast zastanawiam się czy fani operowo-metalowego Therion trawią to wczesne death metalowe oblicze Therion. Ogromnie cieszę się, że zobaczyłem Szwedów na żywo, choć nie wiem czy kiedykolwiek zaopatrzę się w ich płyty nagrane po "Gothic Kabbalah" (2007).

https://www.youtube.com/watch?v=fWkcXIx5Bgg

Konkludując, znowu udany towarzysko i muzycznie Castle Party i kolejny raz jestem na całości tego unikalnego festiwalu. Czekam na CP 2024 i zastanawiam się jakie niespodzianki organizatorzy przygotują tym razem. No i zastanawiam się czy nie zaproszą Diary of Dreams czy XII Stoleti, choć oczywiście liczę na to, że wystąpi jak najwięcej zespołów, które jeszcze dotąd na CP nie występowały np. La Scaltra, Traitrs, Tempers, Velvet Acid Christ, Empyrium, Tenhi, może jakieś zespoły ambient funeral doom metalowe a la Shape of Despair czy ambientowo black metalowe a la Vemod? Jako headlinery mogłyby być Katatonia i Skinny Puppy, ewentualnie ponownie Fields of the Nephilim. No i pionierski industrial metal Godflesh na małej scenie.

sobota, 1 lipca 2023

Moriah Woods na Malta Festival w dniu 30 czerwca 2023 r. (fotorelacja)

                                                      

Nie ukrywam, że do wczoraj w zasadzie nie byłem obeznany z dark folkiem/rockiem Moriah Woods, jednak usłyszałem kiedyś o tej mieszkającej w Polsce (Puławy) od kilku lat wokalistce od znajomej. W przypadku Moriah padały porównania do Chelsea Wolfe, Zoli Jesus, P.J Harvey czy Darkher. Na szybko i dość pobieżnie zapoznałem się z jej twórczością na Spotify i ruszyłem na koncert. Dodatkową zachętą było to, że występ Moriah Woods w ramach Malta Festival był w pełni darmowy (wcześniej Moriah wystąpiła w tym roku m.in. na Mystic Festival 2023). Jako że lubię muzykę przesyconą melancholią i niezbyt radosną blisko godzinny występ Moriah całkiem do mnie przemówił. Moriah dysponuje intrygującymi możliwościami wokalnymi i doprawdy czuć, że jest to muzyczny talent. Dwa utwory wykonała solo, natomiast w trakcie wykonania pozostałych piosenek towarzyszyło jej trzech polskich muzyków. 

Dark folk/rock Moriah Woods to muzyka introspektywna, wrażliwa. Przykładowo jej album "Old Boy" z 2019 roku to płyta zainspirowana walką jej ojca z uzależnieniem i chorobą psychiczną. Ojciec Moriah zmagał się z depresją i popełnił w 2017 roku samobójstwo. Tak czy owak, piosenki Moriah są doprawdy piękne, pełne lynchowskiej tajemniczości, refleksyjnej nostalgii i delikatnego mroku. Wpadają w ucho, angażują słuchacza, potrafią poruszyć, ale jednocześnie mają potencjał radiowy. Na koncercie Moriah wykonała z zespołem cover "Roads" Portishead i przyznała, że to jeden z jej ulubionych zespołów. Fajnie, bo mój też (lubię szczególnie ich drugi album studyjny "Portishead" oraz nowojorski album koncertowy, "Dummy" nieco mniej). Co ciekawe, "Roads" świetnie scoverowali także doom metalowcy z My Dying Bride. Konkludując, Moriah Woods widziałbym na małej scenie Castle Party w przyszłości. 

Set-lista m.in. "Humanhood", "Roads", "Old Friend", "Currents", 'What Goes Up", "Of Fate", itd.

Odsłuch Moriah Woods:

https://moriahwoods.bandcamp.com/music

Mam nadzieję, że Moriah pozostanie w Polsce na dłużej.

piątek, 30 czerwca 2023

Natalia Janoszek oraz nieistniejące filmy na IMDb

Głośno ostatnio o kontrowersjach związanych z polską aktorką Natalią Janoszek, z której media zrobiły gwiazdę Hollywood i Bollywood. Dziewczyna prawdopodobnie dość mocno podkoloryzowała swoją karierę, gdyż serio kilka drobnych rólek epizodycznych (np. w filmie dokumentalnym o burzliwej historii  absyntu "The Green Fairy" z 2016 roku) to za mało, by kogoś określić mianem 'gwiazdy'. Janoszek jest instacelebrytką z 1.8 miliona obserwujących na Instagramie, na którym chwali się luksusowym życiem oraz egzotycznymi podróżami. No cóż, zakładam, że stoją za nią sztab ludzi oraz grube pieniądze. Dziennikarz Krzysztof Stanowski ujawnił w odcinku "Kanału sportowego", że spektakularna kariera medialna i internetowa Natalii Janoszek opiera się łagodnie mówiąc na koloryzowaniu rzeczywistości. 

Pal licho epizodyczne rólki. Mnie jako wielbiciela kina grozy klasy B zastanawiają dwie produkcje amerykańskie, w których Natalia wystąpiła: "Coachella Massacre" (data 2013 na Filmwebie, na IMDb in development) oraz horror "Death Rang" (na Filmwebie data 2015, na IMDb pre-production). Skąd takie rozbieżności? Czy te filmy aby na pewno istnieją? Jeśli tak, to czekam na ich zwiastuny i zdjęcia z planu. I naprawdę chętnie je w przyszłości obejrzę. Dziwne jest to, że na wielu stronach (artykuły, Filmweb) podane są ich daty produkcji, a na IMDb już nie.

Przez jakiś czas udzielałem się na IMDb, zatem wiem jak łatwo jest na tej stronie dodać filmy, które nie istnieją albo prawdopodobnie nie istnieją, ponieważ nikt tego nie zweryfikuje. Co prawda kiedyś usunięty został z IMDb nieistniejący horror "sLaughterhouse II" (1988), ale na Internet Movie Database wciąż znajdziemy filmy, których istnienie jest mocno dyskusyjne. 

Oto kilka przykładów z mojego researchu:

1. "Dead End" (1985) - komediowy zombie horror w reżyserii Emersona Bixby. Film, który prawdopodobnie nie istnieje, choć jego reżyser zarzeka się, że istnieje. Na IMDb czy Letterboxed pojawiają się jego recenzje, aczkolwiek są one zapewne fejkami pisanymi przez internetowych śmieszków. Po dziś dzień nie ma żadnych zdjęć czy zwiastunów "Dead End". Horror widmo? Warto poczytać w tym drugim linku komentarze.

https://www.imdb.com/title/tt0131260/ 

https://lostmediaarchive.fandom.com/wiki/Dead_End_(Lost_1985_Zombie_Film) 

2. Podobnie ma się sprawa z kilkoma filmami niejakiego Leona Armanda, powiązanego z Emersonem Bixby np. "Savannah" (1989), "Dark Harvest" (1986) czy "Blood Red" (1985). Gdzie są te filmy? Zdaję sobie sprawę, że wiele filmów (także horrorów) rzeczywiście uchodzi za zaginione np. "London After Midnight" (1927) czy "Voodoo Heartbeat" (1975), ale tutaj śmierdzi mi oszustwem, fałszem na kilometr.

https://www.imdb.com/title/tt0226408/ 

3. "Las Noches del Hombre Lobo" (1968) w reżyserii Rene Govara. Zapewne sprytne oszustwo ikony hiszpańskiego horroru Paula Naschy'ego, który do swojej śmierci twierdził, że ten horror istnieje. Być może chciał udowodnić w 1968 roku producentom, że już zagrał w filmie i ma pewne doświadczenie aktorskie. Tak czy owak, "Las Noches del Hombre Lobo" nikt do tej pory nie widział i zapewne ten horror z Naschym jako El Hombre Lobo to jedynie miejska legenda (urban legend).

https://www.imdb.com/title/tt0063362/ 

https://alchetron.com/Las-Noches-del-Hombre-Lobo

Być może także Natalia Janoszek podkoloryzowała w taki sposób swoją hollywoodzką i bollywoodzką karierę, co stało się trampoliną dla jej szybkiego medialnego i celebryckiego sukcesu. A jak wiadomo nie wszyscy dziennikarze umieją przeprowadzić wnikliwy research. Konkludując, zastanawiam się ile takich celebryckich karier istnieje dzięki sprytnemu koloryzowaniu, kłamstwom, manipulacjom, oszustwu. Jest to na pewno intrygujące zagadnienie, któremu warto byłoby bliżej się przyjrzeć. 

Viktor Oliver, "The Absinthe Drinker" (1901). Zielona Wróżka, a jak.

Odium Humani Generis i Spectral Wound w Minodze, 29.06.2023 (fotorelacja)

                                                          





Ostatnio rzadko chodzę na koncerty, gdyż staram się trochę zminimalizować wydatki w czasie inflacji. Kolejna sprawa, że stałem się dość wybredny i selektywny, jeśli chodzi o klubowe koncerty. Coraz rzadziej pojawiam się na gigach metalowych i coraz rzadziej wyjeżdżam poza Poznań, by zobaczyć koncert jakiegoś zespołu czy wykonawcy. Jednak pozytywna opinia znajomego odnośnie warszawskiego koncertu Kanadyjczyków ze Spectral Wound skusiła mnie na ich poznański koncert, który miał miejsce wczoraj w Minodze. 

Ostatnio czytałem mało rzetelny artykuł we Frondzie, który straszył destruktywnym wpływem muzyki black metalowej (ale także dark ambientu) na młodzież. I choć black metalu słucham obecnie sporadycznie (nadal jednak uwielbiam black metalowe eksperymenty - przykładowo "Black Medium Current" Dodheimsgard to album wręcz znakomity!) to jednak wciąż lubię mrok, nienawiść i melancholię tego gatunku. Absolutnie nie przeszkadza mi antyreligijny i nierzadko mizantropijny charakter black metalu, gdyż od dawna nie jestem osobą wierzącą i póki co nie zamierzam przechodzić nawrócenia. Natomiast mam w swoim otoczeniu osoby wierzące czy agnostyków i ich obecność mi nie przeszkadza. Wychodzę z założenia, że warto rozmawiać i poznawać odrębne światopoglądy, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam i je krytykuję. Jaki jest sens zamykać się w jednej bańce informacyjnej?

Co ciekawe, na wczorajszym koncercie Odium Humani Generis i Spectral Wound zauważyłem dużo osób młodych. Fajnie, że młodzież słucha black metalu, kupuje merch zespołów i chodzi na takie koncerty. Mnogość zespołów metalowych tworzących ciekawą muzykę oraz nastolatki słuchające różnorodnego metalu świadczą o tym, że zainteresowanie ciężkimi brzmieniami nie spada, choć są oczywiście sub-gatunki metalu bardzo niszowe (np. funeral doom, industrialny black metal czy drone doom). 

Wczoraj w Minodze wystąpiły dwa zespoły. Najpierw Odium Humani Generis - black metalowy zespół z Łodzi, czasem przyrównywany do Furii. Wyczułem jednak w muzyce OHG delikatne wpływy depresyjnego black metalu oraz post-rocka. Zespół już kilkakrotnie występował na zagranicznych festiwalach metalowych, zatem staje się coraz bardziej rozpoznawalny (podobnie jak Species z Warszawy). Koncert trwał 45 minut i był całkiem dobry. Set-listy nie podam, ale na pewno polecę odsłuch "Przeddzień" Odium Humani Generis: 

https://ohgofficial.bandcamp.com/album/przeddzie

Dodam jeszcze, że black metal OHG nie jest nastawiony na szybkość i agresję, lecz na kreowanie posępnej, chwilami wręcz depresyjnej atmosfery, stąd sporo w nim umiarkowanych temp i delikatnych fragmentów instrumentalnych. Warstwa liryczna w języku polskim także na plus. Tak trzymać.  

Spectral Wound z Kanady wczoraj skradli wieczór. Ich albumy, szczególnie "A Diabolic Thirst" (2021) są znakomite, ale koncert był ma maxa intensywny i agresywny, choć dało się odczuć w ich wściekłym black metalu także aurę melancholii, desperacji. Świetne riffy, doskonała praca perkusisty, lodowata atmosfera, duszna agresja, umiejętne operowanie napięciem i przesycone smutkiem melodie. Porównania do fińskiej (np. Sargeist), szwedzkiej czy francuskiej sceny black metalowej (LLN, Les Legions Noires) są całkiem trafne.  Jest w black metalu Spectral Wound miejsce na szybkość, umiarkowane tempa, agresję, melancholię i okultyzm. W set-liście wychwyciłem "Imperial Saison Noire", "Frigid and Spellbound", "Diabolic Immanence", "Slaughter of the Medusa" czy "Fair Lucifer, Sad Relic", ale co do jej poprawności to nie jestem pewny. Tak czy owak zapraszam do odsłuchu:

https://spectralwound.bandcamp.com/album/a-diabolic-thirst

Tyle na dzisiaj. Rozważam także poznański koncert Gallower i Hellripper 4 lipca 2023 roku i zapewne pojawię się na Castle Party 2023, bo jeżdżę do Bolkowa co roku. 

wtorek, 27 czerwca 2023

"Verfolger" (1994) i "Elevated" (1997) - recenzje

Ostatnio oprócz przypomnienia sobie kilku moich ulubionych horrorów z lat 80-tych (np. obozowego slashera "Uśpiony obóz" z 1983 roku) postanowiłem obejrzeć oszukać kilka krótkometrażowych filmów grozy. Mam wrażenie, że kino krótkometrażowe jest przez entuzjastów X Muzy traktowane nieco po macoszemu, choć na dobrą sprawę początki kina to wyłącznie filmy krótkometrażowe. Dwa z tych filmów zasługują na szczególną uwagę:

"Verfolger" (1994) w reżyserii Sebastiana Niemanna - Intrygujący krótkometrażowy horror o młodej turystce z plecakiem prześladowanej przez czarną furgonetkę, która łaknie ludzkiej krwi. Pozbawiony dialogów, utrzymany w czarno-białej tonacji, przyzwoicie zagrany i zrealizowany, niepokojący. W trakcie seansu wyczuwałem wpływy "The Car" (1977), "Wampira z Feratu" (1982), ale także grozy cyberpunkowej a la "Tetsuo" (1989) czy "Hardware" (1990). 

"Elevated" (1997) - Debiutancki horror krótkometrażowy od reżysera "Cube" (1997) Vincenzo Natali. Ben i Ellen to pasażerowie windy, którzy chcą dojechać na parter. W pewnym momencie wbiega do nich okrwawiony ochroniarz imieniem Hank, który twierdzi, że na zewnątrz grasuje potwór a la "Alien"...

Pierwszorzędny montaż, dobra reżyseria, wiarygodne aktorstwo i doskonałe oświetlenie. Wzorcowo uchwycona atmosfera grozy, chaosu i paranoi w zamkniętej przestrzeni oraz trochę krwi. Wieczorny seans "Elevated" zachęcił mnie do odświeżenia nietuzinkowego "Cube" (1997).

wtorek, 20 czerwca 2023

Zaginięcie Krzysztofa Dymińskiego w centrum Warszawy

                                                     
Wciąż trwają poszukiwania 16-letniego Krzysztofa Dymińskiego, który zaginął w centrum Warszawy 27 maja. Sprawa zniknięcia tego chłopaka na swój sposób mnie poruszyła, gdyż oglądałem materiał TVN z jego rodzicami, widziałem ich rozpacz, ogromny ból. Nadto Krzysztof jako spokojny i wycofany introwertyk mocno przypomniał mnie, gdy byłem młodym chłopakiem i szukałem swojego miejsca wśród ekstrawertycznych rówieśników. Próbowałem zrozumieć dlaczego rówieśnicy mnie odrzucają i próbowałem odpierać (z czasem skuteczne) próby agresji wobec mnie. Pierwsze myśli samobójcze dopadły mnie jednak dopiero w trakcie studiowania i po studiach.

Dla przypomnienia Krzysztof mieszkał w Pogroszewie Kolonia. W sobotę 27 maja około godziny 04.00 w nocy i złapał autobus 713 do Warszawy. O godzinie 05.35 już w Warszawie Krzysztof zamieścił wpis na Instagramie "Dziękuję, żegnajcie", po czym ślad po nim się urwał na Moście Gdańskim. Być może powodem zniknięcia Krzysztofa była nieszczęśliwa miłość do przyjaciółki. Wielu młodych mężczyzn (mnie nie wyłączając) przechodziło przez coś takiego. Nieszczęśliwej miłości towarzyszy przykre poczucie odrzucenia, bezwartościowości, co pcha człowieka w ramiona smutku i melancholii. Co znamienne, Krzysztof wziął ze sobą m.in. telefon, słuchawki, plastikowy kwiatek, który dostał od przyjaciółki. Musiał być z tym podarunkiem emocjonalnie związany. Jestem ciekaw czy Krzysztof zostanie odnaleziony cały i zdrowy. Czy to ucieczka czy niestety samobójstwo? 

Utrata miłości czy romantyczne odrzucenie może być podłożem intensywnych emocji, myśli samobójczych. Myśli o osobie, która odrzuca (w gruncie rzeczy w pełni ma do tego prawo) stają się natrętne i nie do zniesienia. Osoba odrzucona postrzega siebie w bardzo negatywny sposób, ciągle obwinia siebie za romantyczne niepowodzenie. Pojawia się niska samoocena, pesymizm, bierność, samotność związana z percepcją bycia niechcianym. Potrzeba czasu, aby pozbyć się tych myśli, zaakceptować prawdę, odpuścić, dojrzeć, pozwolić innej osobie na miłość do kogoś innego, do kogoś, kto być może jest dla niej bardziej odpowiedni. Nie jest to jednak łatwe dla niektórych wrażliwych jednostek. Ludzie mogą umrzeć z powodu złamanego serca, gdyż taka sytuacja prowadzi do fizycznego i psychicznego wyczerpania. W ekstremalnych przypadkach osoba taka może targnąć się na swoje życie. 

Kiedy pragnąłem samotnego miejsca i pojawiały się u mnie myśli rezygnacyjne/samobójcze to rozmyślałem także o rzeczach pozytywnych, przyjemnych, których będzie mi brakować. Myślałem też o osobach, które nie zwracały na mnie należytej uwagi, gdy jej potrzebowałem. Czyż nie jest to ironiczne, że ludzie zaczynają mieć wyrzuty sumienia dopiero wówczas, gdy jest już za późno na odpowiednią reakcję, uważność, wysłuchanie? Wystarczy nie odwracać wzroku. I nauczyć się słuchać.

Chciałbym, aby Krzysztof odnalazł się cały i zdrów. Gdybym mieszkał w Warszawie to zapewne przyłączyłbym się do poszukiwań.

Także czasem wystarczy uśmiech i chęć wysłuchania, by uratować komuś życie. I może to być przypadkowy człowiek.

Z drugiej strony przytoczę jedną historię (tak, wiem, dowód anegdotyczny). Tyle się obecnie mówi o empatii wobec osób z problemami psychicznymi, o kryzysie psychicznym polskiej młodzieży i katastrofalnym stanie dziecięcej psychiatrii. Kiedy odważyłem się kiedyś powiedzieć pewnej osobie, która od dawna nie jest moją znajomą o tym, że przechodzę kryzys i jest mi źle zostałem zbesztany, bo wzbudziłem w niej dyskomfort.

niedziela, 18 czerwca 2023

Uprowadzenie 27-letniej Anastazji Rubińskiej na wyspie Kos

Myślę, że tą sprawą kryminalną Polska będzie żyła przez najbliższe dni. Też śledziłem ją z uwagą, gdyż przebywałem krótko na greckiej wyspie Kos w 2015 roku. Dzisiaj biorąca udział w poszukiwaniach wolontariuszka odnalazła zwłoki 27-letniej Anastazji Rubińskiej pod drzewem, w rejonie słonego jeziora Alykes, 1 km od domu głównego podejrzanego z Bangladeszu. Na pewno jej tożsamość potwierdzi chłopak ofiary. Nagie i rozkładające się ciało młodej kobiety było owinięte prześcieradłem, częściowo ukryte w foliowym worku, przykryte liśćmi i gałęziami i znajdowało się około 500 metrów od miejsca (opuszczony budynek), w którym odnaleziony został pozbawiony karty SIM telefon dziewczyny.

O uprowadzenie zostali oskarżeni 32-letni obywatel Bangladeszu oraz mieszkający z nim Pakistańczyk. Zapewne mężczyznom postawione zostaną kolejne zarzuty, na przykład Pakistańczykowi zarzut zacierania śladów. Mężczyzna kłamał, że kobiety z nimi nie było. Na pewno Anastazja weszła z Banglijczykiem do jego domu, po czym z niego już nie wyszła. W owym domu znaleziono blond włosy, ślady DNA Anastazji, dwa noże i koszulkę ze śladami krwi. 

27-letnia Anastazja była poszukiwania od wtorku 12 czerwca przez grecką policję. Miała wolne w pracy, zatem postanowiła napić się alkoholu. Potem dołączyło do niej pięciu Banglijczyków i Pakistańczyków. Wówczas skontaktowała się ze swoim chłopakiem po raz ostatni informując go, że ktoś przywiezie ją z powrotem motocyklem. No i nie wróciła, a jej telefon został wyłączony.

Musiała walczyć z banglijskim mordercą, gdyż na jego ciele policjanci stwierdzili zadrapania. Mężczyzna nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że uprawiał z Anastazją konsensualny seks, a potem odwiózł ją motocyklem na miejsce, do którego miał przyjechać jej chłopak. Co ciekawe, dzień po zniknięciu Anastazji Banglijczyk kupił bilet lotniczy do Włoch. Także nie można wykluczyć, że grunt zaczął palić mu się pod nogami, zatem próbował uciec z Kos.

Rubińska przyjechała wraz z 28-letnim partnerem na grecką wyspę, by pracować w hotelu w Tigaki-Mamari. Główny podejrzany o gwałt i morderstwo Anastazji to Salahuddin S., który wypiera się wszelkich zarzutów. Niestety sekcja zwłok dziewczyny na Rodos potwierdziła, że Anastazja była bita, torturowana, miała założone kajdanki i została uduszona. Pytanie czy sprawców (oprócz Salahuddina S.) było więcej? Czy doszło do odurzenia dziewczyny i zbiorowego gwałtu? Jaką rolę w tej ponurej sprawie kryminalnej odegrał współlokator i rówieśnik Salahuddina S.? Czy tylko zacierał ślady? Czy do uduszenia doszło w domu głównego podejrzanego czy w pobliskim opuszczonym budynku?

Media podają póki co sporo sprzecznych informacji (sam nie jestem w stanie niektórych z nich zweryfikować). Mam nadzieję, że sprawa zostanie należycie rozwiązana i wyjaśniona. Ogromnie mi szkoda tej dziewczyny (nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego strachu i upodlenia, jakiego doznała) i irytuje mnie jej obwinianie. Popełniła błąd natykając się na oprawcę/oprawców, ale nie jest to powód, by ją obrażać po śmierci. Niestety z seksualną przemocą wciąż ma do czynienia mnóstwo kobiet, a nie powinno tak być. 

EDIT: Grecka policja ujawniła, że uprowadzona Anastazja została zmuszona do wysłania smsa adresowanego do partnera o tym, że jest bezpieczna. Wcześniej wysłała innego o tym, że nie czuła się w domu Banglijczyka komfortowo ("Chodź, zabierz mnie stąd, nie czuję się komfortowo.") Współlokator Salahuddina S. zmienił zeznania (najpierw twierdził, że Anastazji w ogóle w domu nie zastał) i teraz twierdzi, że w trakcie powrotu do domu zastał Anastazję i Banglijczyka pijących alkohol i kazał im wyjść. Oboje tak zrobili i odjechali razem na motorze. Oznacza to, że do gwałtu i morderstwa mogło dojść w opuszczonym domu nad jeziorem blisko miejsca odnalezienia ciała dziewczyny. Zwłoki mogły też zostać przeniesione z miejsca na miejsce (pod rozłożyste drzewo). Pytanie czy sprawca działał sam czy miał wspólnika/wspólników? 

22 czerwca Salahuddinowi S. postawiono zarzut uprowadzenia, gwałtu i zabójstwa z premedytacją.  Zakłada się, że udał się z Anastazją do opuszczonego domu pod pretekstem wzięcia haszyszu i tam dopuścił się gwałtu i morderstwa. Morderca obciął Anastazji palce, by utrudnić identyfikację ofiary - pastwił się nad kobietą przez 45 minut. Z dużą dozą prawdopodobieństwa działał sam.

Zdjęcie wnętrza opuszczonego domu na zdjęciu oraz w nagraniu. Warto zwrócić uwagę na foliowe worki. Na innym zdjęciu via kos.gr słonowodne jezioro Alykes na wyspie Kos.

https://greekcitytimes.com/2023/06/19/kos-polish-anastasia-found-dead/ 

https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1587938%2Ckorespondent-pap-na-miejscu-zbrodni-domu-w-ktorym-prawdopodobnie-doszlo-do 

Konkludując, przypomina mi się trochę morderstwo 29-letniej Pauliny Dembskiej 2 stycznia 2022 roku na promenadzie w Sliema (Malta). Dziewczyna została zgwałcona i uduszona przez 20-letniego Abnera Aqulinę. Była przypadkową ofiarą, nie znała sprawcy. Po prostu przyszła karmić wcześniej rano koty i znalazła się w nieodpowiednim miejscu o złym czasie. Aquilina w trakcie procesu twierdził, że dystopijny film Stanleya Kubricka "Mechaniczna pomarańcza" z 1971 roku był 'odbiciem jego życia'.

Kolejna nasuwająca mi się na myśl sprawa kryminalna to gwałt i morderstwo 19-letniej studentki medycyny Marii Ladenburger we Freiburgu. W nocy 16 października 2016 roku udający nieletniego uchodźcę z Afganistanu 24-letni Irańczyk Hussein Khavari dopadł Marię, gdy wracała rowerem z imprezy, zgwałcił ją i utopił w rzece. Już w 2013 roku Hussein próbował obrabować i zrzucił z klifu 20-letnią studentkę w Korfu (Grecja), ale ofiara przeżyła. Po wyjściu z więzienia jako nieletni uchodźca z Afganistanu trafił do Niemiec. Za zamordowanie Marii został skazany na dożywocie.

Subiektywnie o skandalu wokół Tilla Lindemanna i Rammstein

Od kilku tygodni głośno jest o skandalu wokół wokalisty Rammstein, Tilla Lindemanna, którego kilka kobiet oskarża m.in. o stosowanie przemocy, przemoc seksualną i odurzanie w trakcie w tzw. afterparties. Oskarżenia wobec Tilla zainicjowała 24-letnia Shelby Lynn przy okazji koncertu Rammstein 22 maja w Wilnie. Wygląda na to, że Till miał dość specyficzny system rekrutacji (castingu) młodych dziewczyn do tzw. Row 0, któremu pośredniczyła Rosjanka, Alena. Row 0 (dziewczyny nie musiały płacić za bilety na koncert, ale musiały spełnić pewne warunki np. być wystarczająco młode i atrakcyjne, nie brać ze sobą partnerów, ubrać się odpowiednio, etc.) umożliwiał wejście na backstage, a potem wzięcie udziału w prywatnej imprezie z Tillem, która odbywała się przed, w trakcie i po koncercie. Till upatrywał sobie dziewczyny, z którymi chciał uprawiać seks w maleńkim pokoiku pod sceną. Niektóre się na to zgadzały, inne nie były tego świadome. W trakcie parties z Tillem lał się alkohol, być może podawane były w nim środki odurzające. Nie wolno było robić zdjęć ani kręcić filmów. Telefony na krótko zabierano.

Nie zamierzam stawiać w obronie Tilla, bo muzyka Rammstein i jego solowa twórczość są mi obojętne, ba, zbytnio do mnie nie przemawiają (ich zbytnia chwytliwość, radiowość na pewno w tym nie pomagają). Facet jest seksoholikiem i to widać w jego poezji oraz w niektórych prowokacyjnych teledyskach (np. "Till the End" Na Chui, "Knebel" w wersji uncut, "Platz Eins"). Jakakolwiek kontrowersja, skandal, przekraczanie kolejnych granic, szokowanie zazwyczaj dobrze się sprzedają, co zapewne sprawiło, że Rammstein stał się (jak dla mnie niezrozumiałym) fenomenem i urósł do rangi zespołu na koncerty którego zapraszane są wszelkiej maści influencerki. Nie mam też powodu, by nie wierzyć Shelby i innym dziewczynom, które padają ofiarami ogromnego hejtu ze strony fandomu Rammstein. Skoro chcemy, aby koncerty były przestrzenią bezpieczną dla kobiet i na przykład piętnujemy zjawisko odurzania i molestowania na imprezach muzycznych to bądźmy konsekwentni. I tak, oczywiście wiem o istnieniu groupies, jeśli niektóre kobiety wyrażają zgodę na to, żeby być kochankami muzyków to nic mi do tego. Jednak jednym dziewczynom będzie to odpowiadać, innym nie. 

Zresztą samo istnienie jakiegoś Row 0 na koncertach Rammstein uważam za dyskryminujące... wszystkich mężczyzn i kobiety nie wpasowujące się w kanon castingu. W rzeczy samej czemu inni uczestnicy nie mają dostępu do tych imprez? Byłoby fair, bez faworyzowania określonego wieku, tudzież płci. Wygląda na to, że Tillowi chodzi w dużej mierze o obcowanie płciowe z młodymi fankami. I tutaj pojawia się zgoda lub jej brak w zależności od charakteru danej osoby (oraz być może stopnia jej odurzenia, to przede wszystkim należałoby wyjaśnić, czy takie przypadki rzeczywiście miały miejsce na koncertach Rammstein, bo to jest okazja do licznych nadużyć). Nie sądzę, że obecna afera w jakikolwiek znaczący sposób zaszkodzi Rammstein, może tylko wizerunkowo. Chętni na słuchanie Niemców na pewno się znajdą, zresztą oni mają oddany, fanatyczny fandom, który będzie chodził na ich koncerty i je wyprzedawał. 

Swoją drogą zastanawiam się czemu Peter z Hypocrisy opuścił Lindemanna? Czyżby uznał, że "Platz Eins" i "Till the End" to dla niego przekroczenie czerwonej linii? A może były inne powody?

Jako alternatywę polecam np. Laibach, Clock DVA, Front Line Assembly, Die Krupps, Skinny Puppy, Godflesh, Ministry czy KMFDM. 

Przykładowo: https://www.youtube.com/watch?v=5g2GQaCwZyo

Konkludując, Till jawi mi się jako seksoholik, który potrzebuje mieć co rusz nowe i młode partnerki seksualne przed, w trakcie i po występach. Zarabiającym krocie członkom Rammstein jak widać to zbytnio nie przeszkadza. Rekrutacja fanek przez Alenę podobno nadal trwa. Jeśli niektóre fanki Tilla się na taki obrót sprawy (ewentualny seks) godzą to nic mi do tego. Natomiast każda kobieta ma prawo rozmyślić się i zasygnalizować brak zgody. Nie podoba mi się także możliwość odurzania tych dziewczyn, by czynić je bardziej uległymi. Pójście na imprezę o określonym charakterze nie oznacza zgody na stosunek seksualny. Zgoda na seks nie oznacza zgody na bycie odurzoną, ot co.

czwartek, 25 maja 2023

Tempers w Minodze, 24 maja 2023 roku (fotorelacja)

                                                          

                 
                               
O koncercie nowojorskiego duetu Tempers myślałem już od dłuższego czasu, gdyż od dobrych kilku lat staram się eksplorować scenę gotycką/dark independent (zwłaszcza post-punk, coldwave, darkwave, w tym ethereal, synth-pop czy shoegaze). Oddaliłem się tym samym nieco od brzmień metalowych, niemniej jednak nadal sięgam czasami po black, death, thrash czy doom metal. Muzykę, którą lubię niezależnie od przynależności gatunkowej spajają mrok, melancholia, smutek, oniryzm, chłód, charakteryzująca metal agresja i wściekłość zeszły na drugi plan. Dlatego też tak często zahaczam o koncerty post-punkowe i synth-popowe, gdyż także w takich brzmieniach odnajduje emocje, których poszukuję. 

W skład Tempers wchodzą Jasmine Golestaneh (dziewczyna ma irańskie korzenie) i Eddie Cooper. Duet od 2013 roku ma na koncie już bodaj 3 albumy studyjne, które z przyjemnością odsłuchałem. I wszystkie polecam z najnowszym "New Meaning" (2022) na czele, gdyż to porcja doskonałej taneczno-mroczno-onirycznej muzyki. Do muzyki Tempers przylgnął skądinąd słuszny przydomek 'nocturnal' (nocny), kojarzący się z nocnymi spacerami i śnieniem na jawie. Wiele zespołów sceny synth-pop czy darkwave próbuje osiągnąć ten specyficzny nastrój hipnotycznego oniryzmu (np. Delphine Coma), ale tak naprawdę prekursorami dla mnie są zespoły nurtu shoegaze i darkwave a la My Bloody Valentine, Slowdive, Lycia czy A Black Tape for a Blue Girl. 

Występ Tempers (nie było wczoraj żadnego supportu) skojarzył mi się z zimną falą Lebanon Hanover czy Selofan, ale to zbytnie uproszczenie, gdyż czuć także w muzyce duetu mocne wpływy shoegaze'a i krautrocka. W jednym z wywiadów Jasmine powiedziała, że ceni zarówno Joy Division, jak i Nirvana. Blisko 70 minutowy koncert Tempers był znakomity. Bujający klimat utkany z sennej melancholii, ciągły posmak jakiejś niewypowiedzianej tajemnicy. W rzeczy samej idealna muzyka do słuchania jej w trakcie nocnej wędrówki miejskimi zaułkami czy przejażdżki autem po północy. Swoją drogą ostatnio mam szczęście widzieć na żywo różnorodne zespoły z Nowego Jorku: najpierw A Place to Bury Strangers, potem Imperial Triumphant, teraz Tempers. Oby tak dalej. Nigdy nie byłem w NYC, ale obecnie przebywa tam i pracuje moja siostra. Zatem może kiedyś się uda?

Aha, wczoraj zmarli awangardowy reżyser Kenneth Anger oraz Tina Turner. Psychodeliczne filmy Angera polecam (sporo jest na YouTube), natomiast komercyjny pop i rock Tiny Turner to już nie moja bajka. Jednak Tina wyrwała się z rąk kokainisty i przemocowca i tak na dobrą sprawę osiągnęła szczyt po 40-tce, zatem powinna być przykładem tego, że nie ma rzeczy niemożliwych, jeśli oczywiście ktoś ma talent artystyczny czy naukowy. I wciąż pragnie się rozwijać. Takie osoby należy cenić i starać się brać z nich przykład. Sukces osobisty jest możliwy, dopóki człowiek cieszy się dobrym zdrowiem i jest jeszcze na tyle odporny psychicznie, że jeszcze chce mu się zmagać z przeciwnościami losu. 

A Tempers bardzo polecam. Duetów tworzących synth-pop, dark electro/darkwave jest mnóstwo (Lebanon Hanover, Selofan, Agnes Circle, NNHMN, Bedless Bones, Glass Beads, nieodżałowany Linea Aspera, a w Polsce Stridulum czy World, Interrupted), jednak Tempers warto poznać jak najszybciej. Odsłuch:

https://tempers.bandcamp.com/album/new-meaning

Senna melancholia zakuta w dźwięki:

https://www.youtube.com/watch?v=g1ZlFhs4vNk 

Podziękowania dla Winiary Bookings za zorganizowanie tego koncertu. Oby więcej takich brzmień w przyszłości w Poznaniu. No i subiektywnie chciałbym aby w Minodze zagościły kapele funeral doom metalowe pokroju Shape of Despair, Funeral czy Skepticism, póki jeszcze istnieją. Może warto je zaprosić do Polski, bo koncertów zespołów funeral doom metalowych w Polsce praktycznie nie ma (tak, wiem o sierpniowym koncercie Bell Witch i Fuoco Fatuo we Wrocławiu i wstępnie wybieram się na niego).

wtorek, 23 maja 2023

Stefanies Geschenk (1996) - recenzja

Oniryczny i niepokojący film w estetyce arthouse, w którym rzeczywistość przeplata się z buzującą wyobraźnią dwunastoletniej Stefanie. Dziewczynka dorasta seksualnie i widzi różne dziwne rzeczy m.in. morduje swoich rodziców, którzy usiłują wywrzeć na nią nieustanną presję (dziewczynka unika szkoły) czy przeżywa pierwszą inicjację seksualną.

Eleganckie czarno-białe zdjęcia, ciekawe kadry i sporo lekkiego fetyszyzmu m.in. dużo zbliżeń na usta dziewczynki, jej nogi czy makijaż. "Stefanie Geschenk" potrafi być ździebko perwersyjny i nihilistyczny, choć daleko mu w tej materii do dosłowności "Maladolescenza" (1977) Pierre Giuseppe Murgia. Doskonała rola młodziutkiej szwajcarskiej modelki Soraya Da Mota (w chwili nakręcenia "Stefanie's Gift" miała 14 lat). 

Polecam, jeśli lubicie kino arthouse i coming-of-age. Mocna inspiracja niemieckim ekspresjonizmem a la "Nosferatu" Murnaua czy "Vampyr" Dreyera. Ten deliryczny film można obejrzeć na YouTube za darmo. Któż by pomyślał jak wiele dziwnych filmów oraz zapomnianych muzycznych albumów, dem i EP-ek można tam znaleźć.