czwartek, 12 września 2013

Krajobrazy wulkaniczne - galeria






















Uwielbiam wulkany. Ci, co mnie znają wiedzą, że mam fioła na ich punkcie, co widać na moim blogu Wulkany Świata. Uwielbiam też Naturę nieskażoną obecnością największego destruktora, czyli człowieka. Natura jest dla mnie zrytualizowaną ciszą, ucieczką od hałasu życia. Wulkany są jej częścią, żyją i umierają jak ludzie, potrafią niszczyć i dawać życie. Kocham tę ich dwoistość. Mała galeria na której znajdziemy Emerald Lake w kraterze wulkanu Tongariro (Nowa Zelandia), krater wulkanu Mehetia (Polinezja Francuska), wygasły stożek wulkaniczny w Islandii, islandzkie jezioro kraterowe w pobliżu Landmannalaugur zwane Ljótipollur (brzydki staw) i utworzone w trakcie erupcji w 1477 roku systemu wulkanicznego Veiðivötn, wybuchający stożek Tavurur w kalderze Rabaul (Papua Nowa Gwinea), wulkany Bromo i Semeru na Jawie oraz Laguna Verde w Boliwii (widać też jezioro kraterowe wulkanu Licancabur).

środa, 11 września 2013

O Nattramnie, który "chciał" być jak Thomas Quick


























Urodzony 7 września 1977 roku Nattramn (Mikael Nilsson), wokalista depresyjnego black metalowego Silencer i bodaj najbardziej zagadkowa postać black metalu. Swego czasu dość regularnie słuchałem płyty Silencer "Death - Pierce Me" z 2001 roku, którą można uznać za sztandarowe dzieło depressive black metalu (obok dokonań Strid, Forgotten Woods i Bethlehem). Potem próbowałem wejść w niezdrowy psychicznie świat Nattramna za pośrednictwem jego dark ambientowego projektu Diagnose: Lebensgefahr i płyty "Transformalin" (2007).

Kilka dni temu skończyłem czytać książkę o szwedzkim "seryjnym mordercy" Thomasie Quicku i od razu przypomniała mi się obfitująca w plotki i niedopowiedzenia historia Nattramna z Silencer. Dotarłem do szwedzkiego artykułu z 7 maja 2001 roku. I tak 6 maja 26-letni mężczyzna ucieka ze szpitala psychiatrycznego (Sekcja 57) w Växjö i uzbrojony w topór atakuje dwie 6-letnie dziewczynki na placu zabaw w Ljungby (Szwecja). Wcześniej w ozdobionym swastykami liście napisze że: "Zacznę zabijać małe dziewczynki i stanę się tak znany jak Thomas Quick." Jedna z dziewczynek zostaje uderzona toporkiem w głowę (ostrze nie dociera do czaszki, dzięki temu przeżyje), druga otrzymuje cios w prawą rękę. Po ataku 26-latek ucieka rowerem. Ojciec rannej w głowę i obficie krwawiącej dziewczynki zabiera ją do szpitala w Ljungby. Tam małoletnia ofiara daje opis sprawcy policji. Szaleniec uciekł ze szpitala przez okno, złapał nocny autobus do Ljungby i tam zaatakował... wcześniej pozostawił list przyozdobiony swastykami. 7 maja o godzinie 12.55 policja odnajduje 26-latka w Hembygdsparken w Ljungby. Pacjent unosi toporek i krzyczy "Zabijcie mnie!", dopada go pies policyjny K-9, a potem gliniarze. Po chwili leży skrępowany na ziemi. Później odstawiono go do szpitala psychiatrycznego w Växjö, tego samego, z którego uciekł... no cóż, chciał być jak Thomas Quick.

Czy był to osławiony Nattramn z Silencer? Hmm, nie, sprawcą ataku na dwie dziewczynki był starszy chory psychicznie brat Nattramna imieniem Patrik, który po tygodniu pobytu w szpitalu popełnił samobójstwo przebywając samotnie pod prysznicem. Najwyraźniej Nattramn leczył się w tym samym szpitalu, co jego starszy brat Patrik (co jednak na 100 procent nie jest pewne). Tam też nagrał "Transformalin" (2007) Diagnose: Lebensgefahr w ramach terapii. Po latach Nattramn opuścił szpital, kupił dom blisko niego i napisał książkę "Grishjärta" ("Serce świni", 2011 rok). No cóż, jego zdjęcia z czasów Silencer (te ze świńskimi racicami) stały się niemałym hitem w sieci (nawet internetowe memy z nich powstały).

Zatrzymanie brata Nattramna (trzeba przyznać, że całkiem sprawna akcja policyjna) plus artykuł:

http://www.youtube.com/watch?v=cukf9u_oxjo
http://www.aftonbladet.se/nyheter/article20146.ab
Poezje Nattramna z "Serca świni": http://pl.scribd.com/doc/198508080/Grishjarta-Nattramn

Na zdjęciach Nattramn z Silencer, szaleństwo w parku i Nattramn z ojcem.

Czarne domy i latarnie morskie








Najsłynniejszym Czarnym Domem była siedziba założyciela Kościoła Szatana, Antona Szandora LaVeya mieszcząca się przy 6114 California Street w San Francisco. Autor "Biblii Szatana" i "Satanistycznych Rytuałów" rezydował w Czarnym Domu do swojej śmierci w 1997 roku. Tam odbywały się seminaria i rytuały, tam też LaVey 'ochrzcił' w 1967 roku swoją córkę Zeenę Schreck (po latach Zeena zerwała kontakt z Kościołem Szatana i stała się buddystką). Po śmierci LaVeya dom wyburzono 17 października 2001 roku. Obecnie na jego miejscu stoi replika. Oryginał skonstruowano w 1905 roku. Czarny Dom La Veya na pierwszym zdjęciu od góry.

Innym dość znanym czarnym domem jest pokryty gumą Black Rubber Beach House w Kent, Wielka Brytania znajdujący się na plaży Dungeness, dzieło architektów z Simon Conder Associates (2003 rok) - trzecie zdjęcie od góry.

Pięknie prezentuje się też samotny czarny domek na Islandii w otoczeniu ciemnego wulkanicznego materiału.

Czarne latarnie morskie są na świecie dokładnie trzy: 1) najsłynniejsza czyli Queenscliff, Victoria, Australia, 2) w Cork, Irlandia (latarnia Ballycotton) oraz 3) w Teksasie, USA (latarnia Bolivar Point). - dwie ostatnie na zdjęciach.

wtorek, 10 września 2013

Pustynny grób "Eduarda Bohlena"



















Miejsce: Namibia, pustynia Namib, Wybrzeże Szkieletowe. Tutaj zagrzebany w piasku odnalazł swój grób frachtowiec "Eduard Bohlen", który 5 września 1909 roku natrafił na gęstą mgłę w drodze z Swakopmund (Namibia) do Table Bay (RPA) i osiadł na płyciźnie. Po ponad 100 latach od rozbicia statku w Concepcion Bay "Eduard Bohlen" leży przysypany piaskiem namibijskiej pustyni w odległości 1 km od brzegu. Frachtowiec zbudowali Niemcy w 1891 roku w celach transportowych. Wyporność 2272 ton, długość 310 stóp.

Inne znane wraki Wybrzeża Szkieletów w Namibii to: 1) "Montrose" (czerwiec 1973, blisko Weather Bay, kiepskie warunki pogodowe), 2) "Dunedin Star" (jeden z najsłynniejszych wraków Wybrzeża Szkieletowego, opuszczony w 1942 roku, nie udało się go uratować, ba, próby zakończyły się zniszczeniem jeszcze jednej łodzi o nazwie "Sir Charles Elliot" i bombowca z zaopatrzeniem), 3) "Winston" (ważący 180 ton statek rozbił się w październiku 1970 roku z powodu gęstej mgły), 4) "Suiderkus" (trawler rybacki zniszczony w 1976 roku w trakcie rejsu inicjacyjnego w Mowe Bay).

Wybrzeże Szkieletów to istna nekropolia wraków. Miejsce, w którym czas nieubłaganie niszczy to, co pozostawili po sobie ludzie...

Melodyjnie i doom metalowo: Slumber i Enshine


















Lubię od czasu do czasu posłuchać sobie melodyjnego death doom metalu. Ot, takich kapel jak Draconian, Swallow the Sun, Daylight Dies, Forest of Shadows czy Forest Stream, natomiast unikam melodyjnego death metalu jak ognia, gdyż kompletnie do mnie nie przemawia (no, może poza Insomnium). Jeśli miałbym jednak wskazać na jeden z moich ulubionych albumów melodic doom death metalowych byłby to "Fallout" (2004) szwedzkiego zespołu Slumber. Siedem magicznych kawałków melodyjnego doom metalu z dużym naciskiem na klawisze. Pełna gracji i harmonii, wpadająca w ucho, acz nadal melancholijna muzyka z mocnym growlingiem irańskiego wokalisty Siavosha Bigonaha. Czytałem na Youtube, że ktoś po wysłuchaniu utworu "Rapture" popełnił samobójstwo skacząc z dachu. Hmm... jasne!  Ku mojemu zdziwieniu Slumber rozpadł się w 2011 roku nie nagrywając godnego następcy "Fallout". Jak to się mówi kapela jednej płyty, ale jakiej! Nasuwa się nieodparte skojarzenie z Winter czy Disembowelment.

Enshine można uznać za pełnoprawnego następcę Slumber. Zespół tworzą ex-gitarzysta Slumber, Jari Lindholm oraz wokalista Sebastien Pierre (Fractal Gates, Cold Insight). W maju 2013 roku ukazała się debiutancka płyta Enshine "Origin", w której z miejsca się zauroczyłem. Jeśli chodzi o kapele metalowe stosujące klawisze to zazwyczaj podchodzę do takowych z dużą dozą rezerwy, gdyż najczęściej przedobrzają z klawiszowym męczeniem. Niemniej w przypadku Enshine (i Slumber też) klawisze tworzą znakomity nastrój smutku i melancholii. W dodatku w muzyce szwedzko-francuskiego projektu słuchacz wychwyci sporo eksperymentalnych smaczków i ambientowo-kosmicznych dźwięków. "Origin" (2013) jest jednym z najlepszych melodic doom death metalowych albumów, jakie miałem okazję słyszeć w tym roku.

Plany koncertowe na październik: Negura Bunget - 1.10, Grave Miasma, Necros Christos - 11.10.

Slumber "Rapture" - http://www.youtube.com/watch?v=EYDfd0WLB9A
Enshine "Ambivalence" - http://www.youtube.com/watch?v=maHne08NyUM

Twarz miesiąca: Nina Covington























Na zdjęcia Niny Covington, modelki z Nashville, Tennessee trafiłem przeglądając fantasmagoryczne fotografie Thomasa Dodda. Przykuła moją uwagę zwłaszcza czarno-biała, utrzymana w duchu steampunkowo-gotyckim fotografia Niny na której ubrana w wiktoriańską długą suknię Nina stoi obok urządzenia emitującego coś na kształt białych błyskawic (inspiracja dokonaniami ekscentrycznego inżyniera i wynalazcy Nikola Tesli). W czasach wiktoriańskich energia parowa zrewolucjonizowała przemysł i doprowadziła do industrializacji na szeroką skalę, a co za tym idzie do dalszego rozwoju nauki, społeczeństw, usług. Owa wyjątkowa fotografia utkwiła mi w pamięci tak mocno, że zacząłem szukać innych zdjęć Niny (najlepiej w sztafażu gotyckim). Nawiązałem z nią też kontakt. Zadziwiła mnie różnorodność zdjęć Niny w sieci: od fotografii gotyckich, alternatywnych, w stylu neo-noir po ociekające erotyzmem, acz subtelne akty.

Fotografie by Thomas Dood (Wyrocznia Low-Fi), Kenny Kivett, Kevin James i photominimal. Gotycka sesja Kevina Jamesa z Niną miała miejsce w ruinach historycznego więzienia Ohio State Reformatory, w którym częściowo nakręcono "Skazanych na Shawshank" (1994) oraz horror "Fallen Angels" (2006).

Facebook: https://www.facebook.com/covington.nina
Akty i i nie tylko: http://ninacovington.tumblr.com/

sobota, 7 września 2013

Hannes Rastam "Seryjny morderca Thomas Quick" - recenzja





Sture Bergwall aka Thomas Quick. Okrzyczany przez media pierwszym seryjnym mordercą w historii szwedzkiej kryminologii. Twierdził, że zamordował prawie 30 osób (skazano go za 8 udowodnionych morderstw): jego ofiarami padały młode kobiety i mężczyźni, a także dzieci i nastolatki. Po raz pierwszy zabił w wieku 14 lat mordując chłopca o imieniu Thomas, a jego zwłoki porzucając w szopie na rowery. Większość morderstw, które popełnił miała tło seksualne. Thomas Quick był szwedzką odpowiedzią na doktora Hannibala Lectera, pedofilem i zboczeńcem seksualnym, który gwałcił, torturował, mordował, dokonywał aktów nekrofilii, ćwiartował zwłoki ofiar, a nawet zjadał fragmenty ich ciał. Szczątki ludzkie zabierał ze sobą jako trofea, aby podsycać przyszłe fantazje. Lecz tak naprawdę to tylko fasada. Thomas Quick okazał się seryjnym mordercą, który... nie zabił nikogo. Wszystko zmyślił. Kłamał ile wlezie. Był mitomanem, genialnym manipulatorem; ba, seryjnego mordercę Thomasa Quicka po części stworzył szwedzki wymiar sprawiedliwości wraz z członkami opieki psychiatrycznej. 

31 lipca 2013 roku Sture Bergwall został uniewinniony od ósmego i ostatniego oskarżenia o morderstwo, a ta decyzja sądowa otwarła drogę ku jego zwolnieniu ze szpitala psychiatrycznego, w którym spędził ponad 20 lat. W 2001 roku, właśnie po ósmym skazaniu, Sture zaprzestał rozmów z oskarżycielami, odciął się od dziennikarzy. Po prostu zamilkł kompletnie. Wcześniej pomiędzy 1994 a 2001 rokiem skazano go za osiem brutalnych morderstw... skazano go na podstawie jego własnych zeznań. Lecz w 2008 roku Bergwall odwołał swoje zeznania twierdząc, że przyznawał się do morderstw pod wpływem benzodiazepin przepisywanych mu przez psychiatrów oraz próbując wpasować się w przygotowany mu przez organy śledcze profil seryjnego mordercy. Przebywając na przepustkach Sture jechał do biblioteki sztokholmskiej, gdzie wyszukiwał w prasie wszelkie informacje o niewyjaśnionych przypadkach morderstw, wysnuwał je też z własnych przesłuchań; potem zapamiętywał je i powtarzał, by przypisać sobie winę za kolejne morderstwa. Zbrodnie, do których popełnienia się przyznawał współgrały ze wspomnieniami Sture z dzieciństwa (również zmyślonymi), w których był bity i wykorzystywany seksualnie przez matkę i ojca. Terapia polegała na tym, że jeden z tych elementów (trauma z dzieciństwa) nie mógł nie istnieć bez drugiego (seria morderstw, do których Sture powracał we wspomnieniach), oba musiały być wobec siebie komplementarne.

Ale Sture Bergwall, choć okazał się wyrafinowanym kłamcą, a nie seryjnym mordercą, miał za sobą nader bogatą przeszłość kryminalną. Molestowanie czwórki chłopców, nieudany napad na bank ze wspólnikiem w przebraniu za Świętych Mikołajów, atak nożem na przyjaciela pod wpływem narkotyków. Po incydencie bankowym i schwytaniu Sture zmienił personalia na Thomas Quick i zaczął przyznawać się do licznych niewyjaśnionych morderstw. Chciał się stać kimś innym, chciał być postrzegany jako intelektualista w oczach badających go lekarzy. O Sture Bergwallu aka Thomasie Quicku opowiada doskonała książka dziennikarza śledczego Hannesa Rastama "Seryjny morderca Thomas Quick", którą czyta się niczym rasowy thriller. Stara się ona odpowiedzieć na pytanie dlaczego szwedzka prokuratora, policja, adwokaci, sędziowie oraz psycholodzy, psychiatrzy, eksperci od pamięci i dziennikarze zrobili z osoby ewidentnie chorej psychicznie kanibala i seryjnego mordercę. Jak wiele jest w annałach kryminologii przypadków, gdy ktoś zostaje niesłusznie skazany, bo przyznaje się do winy będąc chorym psychicznie czy upośledzonym umysłowo? Dobitnie świadczą o tym np. reporterskie wspomnienia wizji lokalnych z udziałem Thomasa Quicka, kiedy wraz z policją i prokuraturą (dosłownie naćpany benzodiazepinami) rzekomy "seryjny morderca" szuka miejsc ukrycia zwłok swoich ofiar klucząc i klucząc po meandrach wspomnień, które tworzy na potrzeby starannie zaarnanżowanego spektaklu... Procesy i skazanie Sture Bergwalla aka Thomasa Quicka zaiste okazały się największym skandalem w historii szwedzkiej kryminalistyki i uwydatniły wadliwość szwedzkiego systemu sprawiedliwości. Analogie z wymuszonymi zeznaniami upośledzonego umysłowo Jessiego Misskelleya z West Memphis Three nasuwają się same.

Trochę miejsca w książce Rastam poświęca podwójnemu morderstwu nad jeziorem Appojaure w Norwegii, do którego również przyznał się Quick. 12 lipca 1984 roku holenderska para Marinus i Janni Stegehuis została znaleziona martwa w namiocie nad jeziorem Appojaure w Norwegii. Morderca zadał ofiarom ponad pięćdziesiąt ciosów nożem przez namiot. Sprawa jest o tyle przerażająca, że brzmi jak by była żywcem wyjęta z jakiegoś niskobudżetowego horroru typu slasher. Quick kłamał także w tej sprawie, oczyszczono go z zarzutów w 2013 roku. Mordercą z nad jeziora Appojaure był zapewne miejscowy sprawca, który dobrze znał teren.

Seryjnego mordercę jako postać fikcyjną można stworzyć od podstaw, o czym dobrze wie Michael Newton, autor "The Encyclopedia of Serial Killers" (2006), który stoi za wykreowaniem postaci Łucjana Staniaka, "Czerwonego pająka", polskiego seryjnego mordercy-rozpruwacza, który w latach 1964-67 zabił 6-20 kobiet. Niektórzy do tej pory wierzą, że "Czerwony pająk" istniał...  Pamiętajcie: "Nie ma szczęścia bez łez i życia bez śmierci". :-)

Na zdjęciach "seryjny morderca" Thomas Quick  (sam i z autorem książki, który zmarł na raka w ub. roku), miejsce morderstwa na izraelskim turyście Yenonie Levi (lasy Darlana w Szwecji, ofiara została zabita w trakcie trekkingu) za które w 1997 roku skazano Quicka, miejsce zbrodni nad jeziorem Appojaure, w tym namiot, w którym zginęła holenderska para oraz wizja lokalna z udziałem Quicka.

http://murderpedia.org/male.Q/q/quick-thomas.htm

Blog Sture Bergwalla: http://sturebergwall.wordpress.com/

Hannes Rastam "Seryjny morderca Thomas Quick" (2012), wydawnictwo Prószyński i Spółka.  

piątek, 6 września 2013

Ms. 45/ Kaliber 45 (1981) - recenzja






Zoe Tamerlis Lund. (1962-1999). Żyła zaledwie 37 lat, była muzykiem, modelką i aktorką. Krótkie, ale intensywne życie przerwane zawałem serca w Paryżu i zaprzepaszczone przez nadużywanie kokainy. Lund była współautorką scenariusza do "Złego porucznika" (1992) Abla Ferrary, gdzie zresztą wystąpiła. Jej inne filmy godne zapamiętania to horror Larry'ego Cohena "Special Effects" ("Efekty specjalne", 1984) oraz mój ulubiony film Abla Ferrary "Ms. 45" (1981), do którego lubię powrócić co pewien czas.

17-letnia w chwili realizacji "Ms. 45" Zoe Tamerlis wciela się w postać niemej Thany, anioła zemsty ze spluwą wycinającego w pień męską populację Nowego Jorku. Thana pochodzi od Thanatosa (Tanatosa), greckiego boga śmierci, brata boga snu, Hypnosa... od Tanatosa pochodzą takie dyscypliny naukowe jak tanatologia czy tanatopraksja oraz lęk przed śmiercią, czyli tanatofobia. Thana pracuje w nowojorskiej szwalni, którą zarządza lubieżny Albert. Pewnego dnia, gdy Thana wraca z pracy do domu w brudnym zaułku dopada ją zamaskowany opryszek (reżyser filmu Abel Ferrara) i gwałci. Kiedy zaszokowanej Thanie udaje się dotrzeć do mieszkania koszmar się nie kończy, gdyż czyha tam na nią uzbrojony w pistolet włamywacz. Dochodzi do drugiego gwałtu na niemej dziewczynie, ale tym razem sprawy przybierają morderczy obrót. Thana zabija kryminalistę żelazkiem, kroi jego ciało na kawałki w wannie, te umieszcza w czarnych workach i stopniowo pozbywa się ich spacerując po Nowym Jorku. W jej posiadanie wchodzi też pistolet należący do włamywacza. Następuje metamorfoza Thany w odzianego w czerń anioła śmierci, który zaczyna polować na każdego mężczyznę, którego uzna za zagrożenie... lecz wkrótce spirala przemocy wymyka się spod kontroli sprawczyni...

Nie bardzo trafia do mnie tłumaczenie Abla Ferrary, że "Ms. 45" ma wydźwięk feministyczny. Metafora, że kobiety są codziennie w taki czy w inny sposób gwałcone w świecie zdominowanym przez mężczyzn wydaje mi się nietrafna, tym bardziej, że Ferrara po pierwsze gra tutaj epizod gwałciciela, po drugie fetyszyzuje Thanę, co widoczne jest zwłaszcza blisko finału filmu, w scenie gdy Thana przebiera się za uwodzicielską zakonnicę (czerwona szminka, podwiązki) i dokonuje namaszczenia kul, które mają nieść za sobą krwawe żniwo. Tamerlis z kolei twierdziła, że "Ms. 45" jest filmem o wyzwoleniu spod jarzma opresji każdego, kto czuł się w jakikolwiek sposób represjonowany (niemi, pracownicy, ofiary przestępstw, kobiety, etc.).

I choć w "Ms. 45" widać kilka dziur fabularnych (gdzie Thana nauczyła się tak doskonale strzelać? skąd bierze kule do pistoletu?) to film ogląda się wybornie. Przy "The Driller Killer" (1979) Ferrary zdarzało mi się patrzeć na zegarek, tutaj akcja jest szybka, fabuła wciąga, a seans mija jak z bicza strzelił. W dodatku film przesycony jest czarnym humorem (hałaśliwy pies i daremne próby pozbycia się go przez Thanę, zrzędliwa i cholernie wścibska sąsiadka) oraz dużą dawką przemocy. Plus za ukazanie Nowego Jorku jako siedliska brudu i rozpusty; miejsca, gdzie zagrożenie czyha na każdym kroku. W XXI wieku podobno w Nowym Jorku jest już bezpiecznie, plaga przestępczości przeniosła się do mniejszych miast stanowych takich jak Rochester...

Doskonały rape and revenge thriller, który wciąż ogląda się z zapartym tchem. Chyba mój czwarty czy piąty jego seans w ciągu paru lat i nadal jestem pod wrażeniem.

czwartek, 5 września 2013

Ligeia Mare, morskie odmęty na Tytanie
























Tytan, największy księżyc Saturna. Zimny i wilgotny świat (temperatura około -179 stopni Celsjusza), lecz jednocześnie dość podobny do ziemskiego ze względu na określone cechy. Na powierzchni Tytana ma miejsce cykl hydrologiczny; odbywa się obieg cieczy w dużych koncentracjach. Węglowodory takie jak metan czy etan opadają z warstw chmur Tytana, krążą rzekami na jego powierzchni, po czym wpływają do ogromnych jezior i rzek. Astrobiolodzy twierdzą, że na Tytanie mogą żyć pozaziemskie organizmy.

Ligeia Mare jest jednym z największych jezior Tytana, jeziorem płynnego metanu i etanu w północnym regionie polarnym Tytana. Największe jezioro Tytana zwie się Kraken Mare i ma szacowane wymiary ziemskiego Morza Kaspijskiego. Wymiary Ligeia Mare: 420 x 350 km, długość linii brzegowej ponad 2000 km. Ligeia była jedną z trzech syren, uwodziła piskliwym śpiewem marynarzy wśród bielejących kości zagrzebanych w piasku. Powierzchnia Ligeia Mare jest gładka niczym lustro - nie ma na niej żadnych fal.

""Człowiek nie ustępowałby aniołom i nie podlegałby wcale śmierci, gdyby nie słabość wątłej jego woli."
W obliczu powyższych słów człowieczeństwo lady Ligei winno zostać zakwestionowane." - Edgar Allen Poe.

Kawałek na dziś - doom black metalowy Eyes of Ligeia i utwór "Polaris":

http://www.youtube.com/watch?v=Cs0h7DYGCZ8

wtorek, 3 września 2013

Horror Rises From the Tomb/ El Espanto Surge de la Tumba (1973) - recenzja






XV wiek, okolice Carcasonne. W prologu zły czarownik Alaric de Marnac (legenda hiszpańskiego horroru Jacinto Molina/ Paul Naschy) zostaje zdekapitowany za morderstwa, kanibalizm i konszachty z Diabłem, a jego wspólniczka Mabilee de Lancre (demoniczna Helga Line) powieszona na sękatym drzewie. Przed egzekucją oboje rzucają klątwę na swoich francuskich oprawców. Akcja przenosi się potem w lata 70-te do Paryża. Po seansie spirytystycznym potomek Alarcia, Hugo de Marnac (znowu Paul Naschy, który często bywał obsadzany w horrorach w podwójnej roli), malarz Maurice Roland (solidnie grający Victor Alcazar) oraz dwie piękne niewiasty, Sylvia (Betsabe Ruiz) i Paula (Cristina Suriani) udają się do rezydencji przodków, w której Alaric grasował i mordował. Oczywiście w krypcie gotyckiego monasteru znajdują się leżące w trumnach ciała Alarica i Mabilee. Wystarczy tylko odkopać skrzynię, w której znajduje się... ucięta głowa Alarica, która dołącza do jego korpusu. Przy pomocy sterowanych siłą woli służących zmartwychwstaje również spragniona krwi Mabilee. Obaj apostaci dokonują krwawej zemsty na swoich potomkach...

Jeden z moich ulubionych horrorów z lat 70-tych ze wspaniałym Paulem Naschy w podwójnej... nie, nawet potrójnej roli (Alaric de Marnac, Armand, brat Alarica w prologu oraz XX-wieczny Hugo de Marnac). Naschy bez dwóch zdań najlepiej sprawdza się w rolach demonicznych, opętanych przez zło postaci. Zawsze go za to uwielbiałem. "Horror Rises From the Tomb" cechuje się strukturą onirycznego koszmaru. Długie, pozbawione dialogów sekcje filmu, w których pierwsze skrzypce gra ścieżka dźwiękowa i odgłosy otoczenia kreują złowieszczą atmosferę grozy. Żywe trupy (zombies) z bagna pojawiają się co prawda tylko na około 5 minut i panicznie boją się ognia, toteż w tym zakresie każdy, kto oczekuje po "Horror Rises From the Tomb" zombie horroru srogo się rozczaruje. Niemniej umarlaki wyglądają efektownie - jakby żywcem wyjęte z "Horror Express" (1972) Eugenio Martino. Film jest krwawy jak na rok powstania, ale bez nadmiernego przelewu krwi. Do zapamiętania scena wyrywania serca z klatki piersiowej męskiej ofierze przez wampiryczną Helgę Line czy dekapitacja w prologu. Sporo golizny dla wielbicieli Eurohorroru, każda aktorka grająca w filmie pozbywa się ubrań w danej scenie bądź dwóch. Helga Line ("Nightmare Castle" Mario Caiano) nie miała żadnych obiekcji co do występowania w scenach rozbieranych.

Postać Alarica de Marnaca jest oczywiście wzorowana na żyjącym w XV wieku Gillesie de Raisie, zdeprawowanym francuskim baronie, którego oskarżono o porwanie, zgwałcenie i torturowanie setek dzieci w wieku od 6 do 18 lat. Gilles uwielbiał cierpienie konających małoletnich, pobudzało go ono seksualnie. Był seksualnym sadystą najczystszej próby; jednym z najokrutniejszych historycznych seryjnych morderców. Scenariusz do "Horror Rises From the Tomb" napisano w ciągu półtora dnia, film kręcono m.in. w domu rodzinnym Naschy'ego położonym w dolinie Lozoya. I choć akcja horroru Carlosa Aureda ("Blue Eyes of the Broken Doll", "Vengeance of the Mummy") czasami wlecze się niemiłosiernie, scenariusz obfituje w makabryczne niespodzianki. Alaric de Marnac, złowroga postać nekromanty wykreowana przez Paula Naschy'ego pojawi się raz jeszcze w satyrycznym "Panic Beats" (1983). Jak ja uwielbiam wracać po latach do takich gotyckich Eurohorrorów jak "El Espanto Surge de la Tumba"!

poniedziałek, 2 września 2013

Damien Echols "Życie po śmierci" - recenzja







Ze sprawą Trójki z West Memphis zetknąłem się po raz pierwszy kilka lat temu w trakcie studiów prawniczych. Pamiętam, że na język angielski miałem przygotować artykuł na temat amerykańskiego prawa procesowego. Przeglądając Internet natknąłem się na sprawę West Memphis Three. W telegraficznym skrócie: 5 maja 1993 roku w miasteczku West Memphis nad rzeką Mississippi (stan Arkansas) zaginęła trójka ośmioletnich chłopców: Chris Byers, Michael Moore i Stevie Branch. Dzieci widziane były po raz ostatni około godziny 18.30. Poszukiwania trwały przez całą noc. 6 maja 1993 roku w zagajniku zwanym Robin Hood Hills, w wypełnionym wodą stojącą rowie melioracyjnym znaleziono nagie zwłoki trójki zaginionych chłopców. Nogi i ręce Chrisa, Michaela i Steviego zostały spętane sznurówkami, ciała były okaleczone i posiniaczone, widoczne były otarcia, rany szarpane i zadrapania. Chrisowi Byersowi usunięto jądra, a jego penis był obdarty ze skóry.

Od razu pojawiły się wśród mieszkańców West Memphis plotki o tym, że za potrójnym morderstwem stoją sataniści. Wkrótce aresztowano trójkę nastolatków: 16-letniego Jasona Baldwina, 17-letniego Jessiego Misskelleya oraz 18-letniego Damiena Echolsa. Proces trójki z West Memphis był hańbą amerykańskiego systemu sprawiedliwości, polowaniem na czarownice przypominającym to z Salem w latach 1692-93. Sąd opierał się nie na wiarygodnych dowodach rzeczowych (ich po prostu nie było!), ale na pogłoskach, uprzedzeniach, kłamstwach, manipulacjach oraz na wymuszonych zeznaniach upośledzonego umysłowo Jessiego Misskelleya, w rezultacie których Jason i Jessie skazani zostali na dożywocie, a Damien jako rzekomy lider 'satanistycznej sekty' na karę śmierci. Powstały trzy filmy dokumentalne HBO Joe Berlingera i Bruce'a Sinofskyego dotyczące tej sprawy ("Paradise Lost: The Child Murders at Robin Hood Hills", "Paradise Lost 2: Revelations" oraz "Paradise Lost 3: Purgatory"), książka dziennikarki Mary Leveritt "Devil's Knot" oraz dokument "West of Memphis" z 2012 roku. Zwolennicy Trójki z Memphis zakładali witryny internetowe domagając się uwolnienia niesłusznie skazanych chłopaków. Trójkę z Memphis wspierali także celebryci świata filmu i muzyki m.in. Peter Jackson, Fran Walsh, Johnny Depp, Jacob Pitts, Winona Ryder, Marilyn Manson, Eddie Vedder z Pearl Jam, Henry Rollins, Tom Waits czy muzycy Metallica, a także żona Echolsa, architektka Lorri Davis (poślubił ją w 1999 roku). 19 sierpnia 2011 roku po 18 latach odsiadki Echols, Baldwin i Misskelley zostali zwolnieni na mocy tzw. ugody Arnolda, zgodnie z którą oskarżeni przyjęli ustalenia winy, jednocześnie zachowując prawnie swą niewinność. Nie zostali więc oczyszczeni z zarzutów... o to walka wciąż trwa.

Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałem książkę Damiena Echolsa "Życie po śmierci" wydaną przez krakowski Znak. Jest to na poły autobiografia Damiena i na poły jego wspomnienia czy zapiski z 18-letniego pobytu w celi śmierci (Death Row). Echols wspaniale opisuje zaściankowość umysłową Południa, biedę, z którą się zmagał, dzieciństwo i wiek nastoletni. Wspomina przyjaciół, swoje dziewczyny Deannę oraz Domini (z tego związku tuż po skazaniu narodzi się jego syn, Seth) oraz czasy szkolne. Jawi się jako człowiek wrażliwy, pełen empatii, zainteresowany mistycyzmem i okultyzmem. W trakcie pobytu w więzieniu został buddystą, odnalazł się także w celebracji katolickiej mszy, choć z jego ust niejednokrotnie padają gorzkie słowa pod adresem chrześcijan, którzy uznali Damiena za 'satanistę'. Dlaczego? Ano z powodu ordynarnych uprzedzeń. Damien słuchał heavy metalu, thrash metalu i muzyki gotyckiej (Iron Maiden, Metallica, Slayer, Testament, Anthrax, Megadeth, Type O'Negative, Siouxsie and the Banshees, Bauhaus, etc.), nosił długie czarne włosy, ubierał się w czerń (czarne spodnie i buty, długi czarny prochowiec), pożyczał książki 'okultystyczne' (m.in. "Magic" Maurice'a Boissona oraz "Cotton Mather on Witchcraft" dotycząca polowania na wiedźmy w Salem), kolekcjonował czaszki i kości zwierzęce, nałogowo oglądał horrory i zaczytywał się w powieściach Stephena Kinga, Deana Koontza i Anne Rice. Voila, przepis na nastoletniego 'satanistę' urządzającego seksualne orgie i zabijającego rytualnie zwierzęta gotowy! Konserwatywna część społeczeństwa West Memphis nie mogła przeboleć jego inności. Musiała znaleźć sobie kozła ofiarnego, a w zasadzie trzy kozły. Policja przekonana o tym, że za potrójne morderstwo odpowiedzialni są czciciele Szatana nadała sprawie West Memphis Three sygnaturę kończącą się liczbą 666. Czyż to nie żałosne? Nic w tym jednak dziwnego, w końcu w Westboro, Arkansas znajduje się siedziba nienawistnych oszołomów z Westboro Baptist Church. Arkansas to oaza dla religijnych fundamentalistów i radykałów.

"Ludzie z miejsc takich jak West Memphis nie lubią dosłownie wszystkiego, co się wyróżnia. Gardzą na przykład inteligencją i pięknem... wszyscy wkładają niedzielne ubrania i składają ofiarę na ołtarzu w rzeźni, a później przyjmują kanibalistyczną komunię... jeśli człowiek nie chce się narażać na szyderstwa, musi spuścić wzrok i maszerować z resztą stada." - Damien Echols, cytat z książki.

Ciekawe są informacje o codziennym życiu skazanego w celi śmierci. Okrucieństwo strażników, próby zabicia bezczynności poprzez lekturę tysięcy książek, kilkugodzinną medytację i pompki, utrapienia związane z brakiem snu, izolacją, agresją innych więźniów, szczurami, świerszczami i komarami, itd. Jest to bezduszne Piekło inercji, miejsce utraty wszelkich złudzeń, gdzie zabierają skazanym godność... ale Echols, parokrotnie bliski załamania, nigdy się nie poddał, miał odwagę, by przetrwać. Po wyjściu na wolność w sierpniu 2011 roku początkowo mieszkał w Nowym Jorku, natomiast w 2013 osiedlił się wraz z żoną w Salem. Nie wszyscy powitali go tam przyjacielsko... ale o tym możecie przeczytać tutaj:

http://www.bostonmagazine.com/news/article/2013/06/25/damien-echols-salem/

"Życie po śmierci" to książka, która wciąga, fascynuje, wzrusza, bawi i przeraża. No i dotyczy jednej z najbardziej kontrowersyjnych spraw kryminalnych XX wieku. Do tej pory nierozwiązanej z powodu rażących zaniedbań policji i sądu, a także satanicznej histerii, która się wytworzyła w West Memphis. Polecam gorąco.

Na zdjęciach Damien Echols w więzieniu i po wyjściu na wolność, rzekomi sprawcy i ich ofiary oraz miejsce zbrodni (obecnie dla niepoznaki ścięto wszystkie drzewa tworząc pole, jedynie most rurowy, po którym przeszedł morderca(-y) pozostał).