piątek, 10 grudnia 2021

Funeral "Praesentialis In Aeternum" (2021) - recenzja

                     
Kolejna muzyczna premiera w 2021 roku, której nie mogłem się doczekać. Jestem fanem pogrzebowego doom metalu od wielu lat, a Norwegów z Funeral można śmiało uznać za protoplastów tego posępnego odłamu doom metalu (obok Skepticism, Thergothon, Esoteric czy Mordor ze Szwajcarii). Muzyka Funeral przeszła swoistą ewolucję: od ponurego i smutnego funeral doom metalu na demo "Tristesse" (1993) i albumie "Tragedies" (1995), w którym słyszymy zarówno brutalny growling, jak i delikatne kobiece wokale po bardziej przystępny, śpiewany z reguły czystym wokalem doom metal z gotyckimi naleciałościami na późniejszych albumach - od znakomitego "In Fields of Pestilent Grief" (2001) począwszy, na którym (co trzeba zauważyć) zaśpiewała niezwykle utalentowana wokalistka Hanne Hukkelberg. I tutaj osobista dygresja - z tego albumu pochodzi mój ulubiony kawałek Funeral w ogóle, wspaniały "When Light Will Dawn". Cudowna oda do smutku i melancholii. 

https://www.youtube.com/watch?v=FRcE3TpO32Q

Trzon zespołu od 1991 roku tworzy gitarzysta i perkusista Anders Eek, w zespole często dochodziło do roszad personalnych. Pogrzebowa muzyka Funeral do zbyt optymistycznych zatem nie należy, jest to także jedyny znany mi zespół metalowy, którego dwóch członków popełniło samobójstwo (gitarzysta, basista i wokalista Einar André Fredriksen 10 stycznia 2003 roku, znany także z Paradigma i The Flesh oraz gitarzysta i basista Christian Loos 28 października 2006 roku; Christian z Andersem Eekiem i innymi muzykami tworzyli świetny projekt funeral doom metalowy Fallen, polecam gorąco album "Tragedy's Bitter End" z 2004 roku, co intrygujące, zaśpiewany w całości czystym wokalem). 

Szósty album studyjny Funeral "Praesentialis In Aeternum" (premiera 10 grudnia 2021 roku via Season of Mist) jest bodaj najlepszym albumem Norwegów od czasu "In Fields of Pestilent Grief" (2001) i "From These Wounds" (2006), choć ciężko scharakteryzować go jako typowy posępny funeral doom. Atmosfera na "Praesentialis..." jest majestatyczna, epicka, symfoniczna oraz wciąż przesycona smutkiem, żałobą. Subiektywnie powiedziałbym, że obecnemu obliczu muzycznemu Funeral bliżej jest do kapel pokroju Isole (epicki doom metal ze Szwecji) czy Hamferd (Wyspy Owcze, farerski doom death) niż do ospałego pogrzebowego doom metalu z czasu "Tragedies" (1995). Growling używany jest bardzo sporadycznie, dominuje czysty śpiew, pojawiają się także goście jak np. Lars Are Nedland, multiinstrumentalista i wokalista Solefald i Borknagar w masywnym numerze otwierającym "Ånd". Moim ulubionym utworem na "Praesentialis In Aeternum" jest numer dwa "Materie" z cudownym delikatnym fragmentem, po którym wkracza brutalny growl. Co ciekawe, "Praesentialis In Aeternum"  to album w całości zaśpiewany po norwesku w odróżnieniu od pozostałych albumów Funeral zaśpiewanych po angielsku, co go dodatkowo wyróżnia. Dlatego uważam, że powinien też przypaść do gustu fanom norweskiego folka tj. Wardruna czy Forndom, mocno osadzonego w nordyckiej mitologii i naturze.  

Odsłuch:

https://funeraldoom.bandcamp.com/album/praesentialis-in-aeternum 

Trzeba teraz poczekać na "Return to the Void" Shape of Despair (premiera 22 lutego 2022 roku via Season of Mist).

środa, 8 grudnia 2021

Helen Thomson "Nie do pomyślenia" - recenzja

                                                   
Kolejna znakomita i ze swadą napisana książka za mną - tym razem z pogranicza neurobiologii i psychologii. Cytując neurobiolożkę i dziennikarkę "New Scientist" Helen Thomson "Oliver Sacks [znany i powszechnie szanowany neuronaukowiec] stwierdził kiedyś, że by naprawdę dobrze zrozumieć inną osobę, należy skupić się na uważnej i cichej obserwacji jej życia, myślenia, codzienności." Oj tak, absolutna prawda. I tak też postępuje Helen Thomson obserwując anormalne przypadki i rozmawiając z bohaterami niniejszej książki, czyli z ludźmi, których mózgi działają inaczej wskutek rozmaitych, stosunkowo rzadkich zaburzeń neurologicznych/psychicznych. Ludźmi, których osobowość diametralnie się zmieniła wskutek neurologicznego urazu czy choroby np. Alzheimera bądź udaru. Spotyka się z nimi w ich domach czy ulubionych restauracjach i po prostu zadaje im ciekawe pytania i uważnie słucha, gdy opowiadają o trapiących ich umysły dziwnych schorzeniach.

Komu Helen poświęca między innymi uwagę? Geniuszom autobiograficznej pamięci takimi jak Bob, którzy pamiętają z doskonałą dokładnością praktycznie każdy dzień z ich przeszłego życia. Sharon, która gubi się we własnym domu (rozwojowa dezorientacja topograficzna, zaburzenie pamięci przestrzennej). Rubenowi, który jest synestetykiem (dziwaczne postrzeganie świata zwane synestezją) i dostrzega aureole. Tommy'emu, któremu wskutek uszkodzenia mózgu diametralnie odmieniła się osobowość (z kryminalisty z mroczną przeszłością stał się empatycznym wrażliwcem, który nie skrzywdzi nawet muchy). Sylvii, emerytowanej nauczycielce matematyki, która żyje w świecie ciągłych halucynacji muzycznych. Matarowi, który cierpi na niezwykle rzadkie schorzenie zwane lykantropią (likantropia kliniczna) i wierzy, że jest tygrysem (przywołana tutaj zostaje także postać historycznego wilkołaka Jeana Greniera). Louise, która cierpi na tzw. zespół DD (depersonalizacji-derealizacji), który charakteryzuje się odłączeniem od świata zewnętrznego i wewnętrznego, odcięciem się, samotniczą egzystencją w świecie odrealnionym, nierzeczywistym. Grahamowi, który cierpi na zespół Cotarda, czyli schorzenie charakteryzujące się tym, że pacjent uważa, że jest martwy, czuje, że się rozkłada, ale nie popełnia samobójstwa, gdyż po co ma się zabijać, skoro nie żyje. Joelowi, synestetykowi, który wyraziście odczuwa ból osób z jego otoczenia i żeby było bardziej groteskowo pracuje jako lekarz, a wieczorami ogląda horrory i thrillery, by zredukować intensywność tych odczuć, doznań.

Sporo ciekawych spostrzeżeń neurobiologicznych i nie tylko np. o korzyści czerwonego ubioru na randce, ciekawe opisy eksperymentów neurologicznych i mniej lub bardziej znanych w neurobiologii przypadków (Mademoiselle X w przypadku zespołu Cotarda, Phineas Gage). Prostowane są także pewne mocno zakorzenione mity o ludzkim mózgu (lewa i prawa półkula mózgu oraz ich odmienne funkcje). Po przeczytaniu książki warto zadać sobie kilka ważkich pytań np. kim jesteśmy? Czy istnieje wolna wola? Czym jest świadomość? 

"Staram się jak najwięcej myśleć o innych ludziach i doceniać spędzony z nimi czas, bo jeśli kiedyś ich nie będzie, mnie pozostaną wspomnienia." - Bob.

"Nasza rzeczywistość to zaledwie kontrolowana halucynacja, trzymana za uzdę przez nasze zmysły".

Polecam gorąco. Kawałek muzyczny jako muzyczne tło do lektury. Plus "Krzyk" (1910) Edwarda Muncha.

https://www.youtube.com/watch?v=q8pq_6AZ80w

poniedziałek, 6 grudnia 2021

Cmentarz Bezimiennych (Friedhof der Namenlosen) w Wiedniu

                                                   






























Cmentarz Bezimiennych (Friedhof der Namenlosen) w Wiedniu. Miejsce znalezione na Atlas Obscura. Zwany także cmentarzem topielców, samobójców. Spoczywają na nim bezimienni wyłowieni z Dunaju, którym odmówiono katolickiego pochówku na wiedeńskim Cmentarzu Centralnym: samobójcy, ofiary wypadków i morderstw np. utopione dzieci. Stara sekcja cmentarza opuszczona i zarośnięta przez przybrzeżny las; na nowej spoczywają 104 osoby, w tym 61 niezidentyfikowanych ciał, które Dunaj przywlekł na brzeg. Jeden z najpiękniejszych i zarazem najsmutniejszych cmentarzy, na których byłem, prosty, czarne żelazne krzyże i dużo dziecięcych zabawek. W zamkniętym domku przycmentarnym drewniana dziecięca trumna. Dla kontrastu tuż obok dwa elewatory zbożowe i fabryka. To jedno z miejsc, które pojawiły się w filmie romantycznym "Before Sunrise" (1995) z Julie Delpy i Ethanem Hawke. Starałem się skupić na fotograficznych detalach, ale z tym cmentarzykiem wiąże się wiele mrocznych historii, które zaraz przytoczę. W każdym razie jedyne w Europie miejsce poświęcone ofiarom rzeki, w tym przypadku wspomnianego Dunaju, który wyrzucał ciała topielców i topielic na brzeg. 

Tak jak wspomniałem do 1940 roku na tym cmentarzu chowano samobójców i samobójczynie, ofiary niewyjaśnionych morderstw czy wypadków. Grzebano tutaj zwłoki bezimiennych wyrzucone przez Dunaj. Na czarnych żelaznych krzyżach widnieją niemniej proste napisy: Kobieta, Mężczyzna, Bezimienny, Nieznany, czasem jest podana data, kiedy wyłowiono ciało. Nie wszystkie groby są anonimowe np. na jednym z dziecięcych grobów jest informacja, że dziecko zostało utopione. Poruszyła mnie także historia pewnej służącej, która odtrącona przez zakochanego w niej arystokratę rzuciła się w zimne objęcia Dunaju.

Wszystkie ciała (61 niezidentyfikowanych i 43 zidentyfikowane) pochowano na Cmentarzu Bezimiennych w latach 1900-40. Kaplica cmentarna powstała w 1935 roku, silosy zbożowe w 1939 roku. W 1940 roku na Friedhof der Namenlosen pochowano ostatnie ciało. Do 1939 roku ciała topielców grzebał tutaj lokalny grabarz Josef Fuchs, który zresztą opiekował się tym cmentarzykiem aż do swojej śmierci w 1996 roku w wieku 90 lat. Mężczyzna starał się identyfikować ciała osób, które grzebał. Warto dodać, że zidentyfikował wszystkie poza jednym. 

Warto zajrzeć na stronę cmentarzyka. Przepiękne, choć smutne miejsce, które uświadomiło mnie, że takich anonimowych grobów zapomnianych ludzi mogą być miliony. W Polsce też jest cmentarz bezimiennych w Antoninie koło Warszawy, na którym chowane są przede wszystkim osoby bezdomne.

http://friedhof-der-namenlosen.at/ 

Kawałek L'ame Imortelle poświęcony temu miejscu i Bezimiennym:

https://www.youtube.com/watch?v=_DBcGix9c5o 

Plus znacznie słynniejszy wiedeński Cmentarz Centralny (tym razem nie starczyło czasu, by zawitać tam ponownie). Przy okazji zaprzestałem tutaj wrzucania zdjęć z urbexów, choć nadal jeżdżę na urbexowe tripy. Zbyt dużo stron i kanałów na Youtube zajmujących się tą tematyką. Rozdmuchana w social media popularność zjawiska. Zbyt dużo wypraw w ostatnich latach. Za mało czasu na grzebanie się w tysiącach lepszych bądź gorszych zdjęć.

https://dtbbth.blogspot.com/2014/05/impresje-funeralne-z-wiedenskiego.html 

Zdjęcia wykonane przeze mnie i moją siostrę 4 XII 2021. Jedno z miejsc, które być może kiedyś nawiedzi mnie we snach.  

MORITURI (austriacki poeta Georg Heym, przekład: Andrzej Lam)

Gdy samobójcy chcą umrzeć przykładnie,
Nie unikają gwarnych ulic wtedy,
By ich prąd życia nie ominął zdradnie,
Gdy układają się do swojej śmierci.

Więc skaczą z mostów w pomroczne głębiny,
Z ludzkiego tłumu w krainę umarłych.
W rozgwarze miasta strzały nagle słyszysz,
Gdzie ci samotność z ciszą doskwierały.

Bo chociaż w trwodze duch się także mrozi,
To pragnie wszak przed śmierci jeszcze bramą,
Choć od okrutnej drętwieje ciemności,
By go do życia na powrót wezwano.

Więc od głębiny ciemnych lasów stronią,
Gdzie łzy padają tylko na kamienie,
I gdzie z ich duszy cierpień przeogromnych
Szydercze echo stokrotnie się śmieje.

Ungarisches Haus (Węgierski Dom) Elżbiety Batory w Wiedniu

 






Powrót do Wiednia po sześciu latach. W stolicy Austrii mieszka i pracuje moja siostra, zatem najwyższa pora była ją odwiedzić. Oczywiście przyjechałem do Wiednia w pełny, trwający do 12 grudnia lockdown - wszystkie jarmarki świąteczne, muzea, kluby muzyczne, kina, restauracje, kawiarnie, bary, centra handlowe były zatem zamknięte, czynne  były jedynie sklepy spożywcze i apteki. W metrze wszyscy jeżdżą w maskach FFP2, jak ktoś zostanie złapany bez maski to grozi mu uciążliwa kara finansowa. Lockdown w Austrii przynosi efekt mimo skazanych na porażkę protestów antyszczepionkowych - spada liczba zakażeń i zgonów, rośnie liczba osób zaszczepionych. Generalnie Austria jest krajem prawidłowo zarządzanym, jeśli chodzi o walkę z pandemią koronawirusa Sars-Cov-2. To pierwszy kraj w Europie, w którym wprowadzony został powszechny obowiązek szczepień. Tutaj nie ma taryfy ulgowej dla antyszczepionkowców i koronasceptyków. A same szczepienia są po to, żeby hamować wzrost zachorowań i zgonów. Nie uczynią nikogo nieśmiertelnym. Mnie to wystarczy.

Pierwsze miejsce z Atlas Obscura, które chciałbym tutaj przedstawić to Hungarian House (Ungarisches Haus), ścisłe centrum Wiednia. Drzwi prowadzące do budynku, w którym nieregularnie mieszkała słynna morderczyni Elżbieta Batory (Erzebet Bathory) wraz z mężem. To słynna węgierska morderczyni 600 młodych kobiet (Blood Countness, Krwawa Hrabina), która kąpała się we krwi młodych dziewic, tudzież piła ich krew, by zachować piękno i młodość. Czarna legenda o Krwawej Hrabinie, choć kontrowersyjna i bazująca na plotkach na stałe przedostała się do pop-kultury (komiks, kino grozy i erotyczne np. "Opowieści niemoralne" Waleriana Borowczyka, powieść, muzyka, zarówno metalowa, jak i gotycka np. Bathory, XIII Stoleti). 

Nadto wrzucam zdjęcia Narrenturm - kolistego budynku, w którym pierwotnie mieścił się szpital psychiatryczny, obecnie mieści się muzeum anatomii patologicznej (z powodu lockdownu nieczynne, a szkoda) oraz pięknej rzeki Dunaj.

środa, 1 grudnia 2021

Stefano Mancuso "Rewolucyjny geniusz roślin" - recenzja

                    
Nie jest to pierwsza książka Stefano Mancuso, którą przeczytałem - tą pierwszą była "Błyskotliwa zieleń". Włoch jest profesorem Uniwersytetu Florenckiego oraz dyrektorem Międzynarodowego Laboratorium Neurobiologii Roślin, a jego książki dotyczące inteligencji i unikalności roślin są autentycznie porywające. Tak się powinno popularyzować naukę (w tym przypadku botanikę): w sposób jasny, klarowny, przejrzysty nawet dla kompletnego laika (masowego odbiorcy). Naukowiec jest dla mnie osobą ciekawą świata, skupioną, uważną, która zadaje pytania i szuka odpowiedzi. Być może w pewien sposób idealizuję naukowców (także wśród nich znajdą się czarne owce), jednakże wolę ich słuchać niż cynicznych i kłamliwych  polityków (także wśród nich znajdą się ludzie tytułujący się często niemałym dorobkiem naukowym).

Rośliny są często marginalizowane, ale ich znaczenie dla ludzkości jest ogromne. Produkują tlen, który wdychamy i wiążą CO2, otwierają łańcuch pokarmowy zwierząt, stanowią cenny surowiec budowlany (np. drewno), ich substancje czynne wchodzą w skład wielu leków, etc. Botanicy co roku odkrywają nowe i fascynujące gatunki roślin. Rośliny w odróżnieniu od zwierząt prowadzą osiadły tryb życia, wytwarzają energię ze słońca i charakteryzują się budową modułową, powtarzalną. Nie mają jak uciec drapieżnikom, jednakże sposoby obronne//odstraszające niektórych z nich są naprawdę zmyślne i perfidne. Generalnie bogaty i wielowymiarowy świat flory odznacza się ogromną innowacyjnością i decentralizacją, rozproszeniem bez zarządzania centralnego (sieć stożków wzrostu korzeni aktywnie eksplorująca glebę).

Jakie zagadnienia obejmuje m.in "Rewolucyjny geniusz roślin"? Mimoza wstydliwa, która zamyka liście pod wpływem bodźców zewnętrznych np. ludzkiego dotyku. Uzależnienie niektórych konsumentów od kapsaicyny obecnej w papryczkach chili (rodzina psiankowate, podobny mechanizm jak uzależnienie od substancji psychoaktywnych, seksu, hazardu, opioidów). Mimikra (niewiarygodne naśladownictwo) stosowane m.in. przez pnącze Boquila trifoliolata czy przez litopsy (tzw. żywe kamienie, kaktusy przypominające kamienie przystosowane do życia na pustyni Namib). Globalny Bank Nasion jako miejsce przechowywania nasion wszystkich znanych roślin użytkowych i próba zabezpieczenia ich dziedzictwa genetycznego. Wpływające za pośrednictwem nektaru pozkwiatowego na zachowania mrówek akacje (roślinni manipulatorzy, dilerzy). Skala pomiaru ostrości chili, tzw. Scoville'a i kulisy jej powstania. Wikipedia czy spółdzielnie jako formy struktury zdecentralizowanej, rozproszonej (podobnie jak system korzeniowy danej rośliny). Wiktoria królewska i jej niezwykłe liście będące inspiracją dla inżynierów konstruktorów oraz architektów. Hodowla roślin w przestrzeni kosmicznej. Tyle wystarczy, do tego profesor Mancuso dorzuca sporo anegdot historycznych czy prywatnych skarżąc się np. na włoską biurokrację. Książkę czyta się szybko i z zainteresowaniem. 

Na zdjęciu wiktoria amazońska, królewska. 

Do posłuchania znakomity post-punk prosto z nowojorskiego Brooklynu, gdyż celem tego bloga jest także popularyzacja dobrej muzyki (najlepiej niszowej, mało znanej). 

https://bootblacks.bandcamp.com/album/thin-skies

czwartek, 25 listopada 2021

Łukasz Sakowski "Bioksiążka" - recenzja

                                       
Wpadła mi ostatnio w łapy bardzo interesująca książka popularnonaukowa autorstwa Łukasza Sakowskiego "Bioksiążka: Biologia dla niewtajemniczonych". Mimo (nie waham się do tego przyznać, choć naturalnie staram się z tyn walczyć) uzależnienia od aplikacji mobilnych i mediów społecznościowych staram się jak najwięcej czytać i wciąż uczyć się nowej wiedzy. Nie wyobrażam sobie nie przeczytać w ciągu jednego miesiąca przynajmniej 1-2 książek. Przeczytać, zrozumieć i zapamiętać jak najwięcej. Podobnie jak Łukasz odnoszę wrażenie, że w dobie algorytmów (np. Facebooka czy Twittera) zaprogramowanych na zaangażowanie emocjonalne użytkowników i szerzących infodemię (teorie spiskowe, manipulacje, półprawdy, ordynarne kłamstwa, hejt czy klikbajty) coraz trudniej z tego informacyjnego chaosu wyłowić wartościowe treści, które nigdy nie będą miały takiego powodzenia w social mediach jak treści clickbaitowe, dezinformujące, konfrontacyjne, fake newsy. Koncerny technologiczne takie jak Facebook nastawione są przede wszystkim na gigantyczny zysk i stają się obłudnymi monopolistami w zarządzaniu ludzkimi emocjami w świecie wirtualnym. 

Biolog i popularyzator nauki Łukasz Sakowski prowadzi bloga popularnonaukowego To tylko teoria, na który czasem zaglądam. Najsłynniejszą inicjatywą Łukasza jest organizowany przez niego plebiscyt na Biologiczną Bzdurę Roku, w trakcie którego na blogu i jego fanpejdżu Łukasz prezentuje bzdurne i absurdalne wypowiedzi celebrytów, naukowców czy polityków (konserwatystów, liberałów, lewicowców). Mylić się jest rzeczą ludzką, ale w mediach społecznościowych mamy istny zalew (nie tylko biologicznych) bzdur, ponieważ każdy może się wypowiedzieć i każdy może siać dezinformację. Prawdą jest to, że obecnie sporo ludzi chętnie wyraża w sieci swoje opinie, które jednak nie są oparte na solidnie ugruntowanej wiedzy. Widać to szczególnie mocno w trakcie globalnej pandemii Covid-19, z którą zmagamy się już drugi rok. Uaktywniły się ruchy antyszczepionkowe podważające sensowność szczepień, wyolbrzymiające zagrożenia związane ze szczepionkami i generalnie starające się zasiać wątpliwości wśród osób, które jeszcze się nie zaszczepiły. Lepszej szalupy ratunkowej niż szczepionki przeciwko koronawirusowi Sars-Cov-2 póki co nie mamy. Wystarczy dla mnie argument, że szczepienia przyczyniły się do całkowitej/częściowej eradykacji kilku chorób zakaźnych np. ospy prawdziwej w 1980 roku oraz redukują liczbę hospitalizacji i zgonów w trakcie obecnej pandemii. 

"Bioksiążka" jest fascynująca, gdyż jej autor z wprawą porusza się po różnych obszarach biologii (genetyka, histologia, cytologia, ekologia, teoria ewolucji, botanika, zoologia, biologia rozwoju, biochemia, biotechnologia, biologia nowotworów), a jego obserwacje socjologiczne dotyczące mediów społecznościowych i ich potencjału uzależniającego/dezinformującego są wnikliwe i trafne. Łukasz w rzeczowy sposób punktuje ruchy antyszczepionkowe, pseudomedycynę żerującą na naiwności i  desperacji osób chorych, ekoaktywistów demonizujących GMO czy atom, denialistów teorii ewolucji czy zmian klimatycznych, tudzież osoby odmawiające otyłości statusu choroby cywilizacyjnej. Przypadły mi szczególnie do gustu rozdziały o patogenach (wirusy, grzyby, lekooporne bakterie, pasożytnicze pierwotniaki), o mechanizmach obronnych układu odpornościowego (immunologicznego) i szczepieniach, o budzących grozę nowotworach czy o pseudoterapiach. Kojarzyłem chociażby hochsztaplera Jerzego Ziębę i leczenie 'lewoskrętną' witaminą C, ale nie miałem świadomości, że drogich i nie działających pseudoterapii jest tak wiele. Cyniczna metoda zarabiania grubego hajsu, niestety kosztem ludzi poważnie chorych, naiwnych i zdesperowanych. Drapieżny neuromarketing w pełnej krasie.

Jak uchronić się przed dezinformacją i denializmem naukowym (nie tylko w obrębie medycyny)? Przede wszystkim podchodzić z dystansem do każdej niepewnej informacji czy tzw. dowodu anegdotycznego, korzystać z wielu źródeł, porównywać je i stale się uczyć (także na błędach poznawczych). Uświadomić sobie, że media społecznościowe są idealnym narzędziem do szerzenia dezinformacji przez osoby, które mają w tym osobisty, polityczny czy materialny interes. 

Konkludując, fajna, mądra i bezkompromisowa książka. Muszę jednak przyznać, że stare plakaty antyszczepionkowe są całkiem urocze. Jeden z nich jako ilustracja recenzji.

Do posłuchania "Disinformation" Ministry z ostatniego albumu "Moral Hygiene" - najlepszego materiału Ministry od czasu "The Last Sucker" (2009).

https://ministryband.bandcamp.com/track/disinformation

środa, 24 listopada 2021

Traitrs "Horses in the Abbatoir" (2021) - recenzja

Już sama zachęta ze strony zespołu Traitrs do zapoznania się z najnowszym albumem kanadyjskiego duetu "Horses in the Abbatoir" skłoniła mnie do posłuchania ich muzyki już w dniu premiery. Ten album jest adresowany do wrażliwych słuchaczy, którzy m.in. "kochali i utracili, zmagają się z bolesnymi wspomnieniami, ledwie powstrzymują się od płaczu i szukają wewnętrznego spokoju, harmonii, ukojenia". Jeszcze kilka lat temu nie interesowałem się zbytnio muzyką post-punkową i zimną falą, gdyż byłem dość mocno zakotwiczony w scenie metalowej. Naturalnie znałem twórczość protoplastów sub-gatunku Joy Division (szczególnie zakochany byłem w "The Eternal", depresyjno-melancholijnym utworze z "Closer" (1980)), znałem też wyrywkowo niektóre kawałki The Cure i Bauhaus. Jednak skupiałem się w dużej mierze na black metalu, doom metalu, death metalu, dark ambiencie czy neofolku traktując post-punk i rock gotycki trochę po macoszemu. Obecnie sprawa ma się odmiennie, zainteresowanie ciężkimi brzmieniami nieco u mnie opadło (ale nie ustało, ponieważ jak można przestać słuchać muzyki, która mnie w młodości ukształtowała?) na rzecz zanurzenia się w rock gotycki, coldwave, post-punk, eteryczny darkwave, shoegaze czy mroczną elektronikę.  

Post-punk przemówił do mnie, gdyż to sub-gatunek introspektywny, przesycony smutkiem, nostalgią, melancholią, jesiennym chłodem, zdominowany przez gitarę basową, zazwyczaj jednak dopuszczający pewną dozę eksperymentowania i surrealistycznego nastroju. Zdaję jednak sobie sprawę, że często granica między post-punkiem i np. synthopopem czy nową falą zaciera się, nie jest precyzyjna. Sam mam trudności z zaszufladkowaniem wielu zespołów, których muzykę poznaję bądź dopiero poznam. Nie da się jednak zaprzeczyć, że to dzięki brzmieniu post-punkowemu zawdzięczamy pojawienie się wielu innych sub-gatunków muzycznych np. rocka gotyckiego czy shoegaze'a. Jednym z moich ulubionych współczesnych zespołów post-punkowych (obok m.in. Hapax, Horror Vacui, Bleib Modern, Soft Kill, itp.) jest kanadyjski duet Traitrs, którego album "Horses in the Abbatoir" jest absolutnie wciągający.

To bardzo mroczny album - podobnie jak "Pornography" (1982) The Cure. O ponurym odbiciu pandemicznej rzeczywistości: izolacji, samotności, depresji, paranoi, śmierci, nieuchronnym upływie czasu czy bezcelowości ludzkiej egzystencji. Kiedy usłyszałem pierwsze numery singlowe tj. "Oh, Ballerina", "Ghost and the Storm" czy "Magdalene" zapowiadające "Horses..." to od razu wiedziałem, że będę miał do czynienia z albumem pięknym, nietuzinkowym i pesymistycznym. Podobnie jak poprzedni album Traitrs "Butcher's Coin" (2018) "Horses..." to album zdumiewająco dojrzały, kinematograficzny, doskonale zaaranżowany, subtelnie elektroniczny, przejmująco zaśpiewany przez Seana Patricka Nolana i głęboko nastrojowy, który mógłby posłużyć jako idealny soundtrack do jakiegoś awangardowego horroru/dramatu. Zapraszam do odsłuchu i zapoznania się z muzyką Traitrs. 

https://traitrs.bandcamp.com/album/horses-in-the-abattoir

Dodatkowy plus za świetny cover albumu (rozmarzona baletnica w estetyce vintage).

poniedziałek, 22 listopada 2021

Dark Sanctuary "Iterum" (2021) - recenzja

Jedna z największych muzycznych niespodzianek dla mnie to powrót Dark Sanctuary, francuskiego zespołu neoclassical darkwave po wielu latach braku aktywności. Z wokalistką DS Dame Pandorą jestem w kontakcie, kilka razy rozmawiałem z nią o muzycznych fascynacjach i jej projektach zespołach (Iris Capricorn, Dark Sanctuary), ale powrotu twórczego Francuzów się nie spodziewałem. A tu proszę, 20 listopada ni stąd, ni zowąd ukazuje się najnowsza EP-ka Dark Sanctuary "Iterum", na którą składają się dwie kompozycje: "Renaissance" i "L'Intime". Lubię na tym blogu opisywać różnorodną muzykę, a już szczególnie mocno polecać zespoły raczej niszowe, których twórczość przesycona jest mroczną melancholią. O DS pisałem już na tym blogu w 2013 roku, napiszę jednak jeszcze raz, skoro wraz z premierą "Iterum" nadarzyła się ku temu okazja. 

Obie kompozycje zawarte na "Iterum" to przepiękny, perfekcyjnie zaaranżowany neoclassical ambient, nad którym unosi się neoklasyczna twórczość Dead Can Dance (zwłaszcza żałobny duch "Within the Realm of a Dying Sun" z 1986 roku, po dziś dzień mojej ulubionej i najczęściej słuchanej płyty DCD). Jednak trudno w muzyce Dark Sanctuary odnaleźć radość i nadzieję. To muzyka refleksyjna, spokojna, mroczna i smutna. Jednak smutną i mroczną muzykę odczuwa się mocniej, intensywniej, pełniej - nie na darmo (dygresyjnie) największym powodzeniem wśród fanów cieszą się najmroczniejsze albumy The Cure "Faith", "Pornography" czy "Disintegration". W muzyce DS oprócz żałobnej atmosfery kreowanej m.in. przez skrzypce czy fortepian zachwycały mnie zawsze eteryczne wokale Dame Pandory. Zarówno "Renaissance", jak i "L'Intime" są zachwycająco piękne. I powinny przypaść do gustu wielbicielom Dead Can Dance, Arcana, Ataraxia czy Dargaard. Zatem czekam na więcej muzyki Dark Sanctuary oraz być może na nowe utwory fenomenalnego Elend. 

https://darksanctuary.bandcamp.com/

https://dtbbth.blogspot.com/2013/06/sanktuarium-mroku.html 

Dla  równowagi surowy projekt black metalowy Le Prochain Hiver jednego z muzyków Dark Sanctuary, Hylgaryssa:

https://www.youtube.com/watch?v=LyB7HJU5U4g