poniedziałek, 8 maja 2023

HRV, Priest i Combichrist w Próżność, 07.05.2023 r. (fotorelacja)

                                                               



Muzyka nadal odgrywa ważną rolę w moim życiu, zwłaszcza ta doświadczana na żywo. Na przestrzeni lat uczestniczyłem w setkach koncertów i wiele zatarło się w mojej pamięci, ale nie mam dosyć. Z powodu braku czasu, konieczności rozsądnego oszczędzania pieniędzy związanego z panującą w Polsce wysoką inflacją i paru innych czynników ograniczyłem swoje wyjazdy koncertowe poza Poznań. W maju muszę odpuścić kilka koncertów, które rozważałem np. VNV Nation i Traitrs 10 maja w Warszawie, The Mission 15 maja w Warszawie (mam nadzieję, że zobaczę kiedyś ten zespół na żywo) czy Swallow the Sun 6 maja we Wrocławiu. Inna sprawa, że polscy organizatorzy wciąż nie kwapią się do zaproszenia do Polski zespołów pokroju Shape of Despair, Skepticism, Evoken, które osobiście uwielbiam (funeral doom, czyli najbardziej niszowa muzyka w metalu jaka istnieje). Tak czy owak pomyślałem, że pójdę do Próżności, by zobaczyć Combichrist po raz drugi. Tym bardziej, że Amerykanie z okazji 20-lecia istnienia mieli zaprezentować set czysto electro industrialny, bez wpływów industrialno metalowych i rockowych, które są obecne w ich aktualnej twórczości. 

Zaskoczony byłem całkiem dużą frekwencją na wczorajszym koncercie, gdyż spodziewałem się mniejszej liczby ludzi. Mało mam jako takich zdjęć, gdyż intensywne oświetlenie i ruch sceniczny na Priest i Combichrist nie pomagały w uchwyceniu muzyków. Z drugiej strony na koncerty powinno przychodzić się głównie po to, by słuchać muzyki, a nie robić zdjęcia. 

Kto wczoraj zaprezentował się na żywo w Próżności? Najpierw HRV (Bartosz Hervy, eks-muzyk Blindead) z krótkim setem dj-sko-elektronicznym, na który nieco się spóźniłem. Pamiętam jak czytałem z Bartoszem wywiad w Soundrive i podzielam jego brak entuzjazmu do radosnej i optymistycznej muzyki, za którą też zbytnio nie przepadam. 

Potem Priest ze Szwecji, w skład którego wchodzi dwóch dawnych muzyków Ghost. Ciekawy futursytyczny image muzyków oraz intrygujące brzmienia synthwave i electropop, dość chwytliwe i wpadające w ucho, w estetyce neonowo-cyberpunkowo-futurologicznej. Szwedzi mają jeszcze w bieżącym roku supportować Deathstars i stylistycznie pasują jak ulał. Z czystej ciekawości sprawdziłem na Encyclopedia Metallum, kto kiedyś grał w Ghost. Albin Linton Rubino, aka Nameless Ghoul (basista Ghost w latach 2013-14), obecnie wokalista Priest (Mercury), drugiego eks-muzyka Ghost nie mogę zidentyfikować. 

Set-lista Priest (orientacyjna): "The Pit", "Neuromancer", "Dead Ringer", "A Signal in the Noise", "Nightmare Hotel", "The Cross", "Blacklisted", "Let Your Body Go", "Obey", "History in Black", "Vaudeville". 

Odsłuch: https://priestofficial.bandcamp.com/album/body-machine

Combichrist widziałem na żywo po raz pierwszy w Bazylu kilka lat temu (gdy promowali udany album "One Fire" z 2019 roku) i wówczas zainteresowałem się na dobre electro industrialem/industrial metalem zespołu urodzonego w Norwegii Andy'ego La Plegua. Co ciekawe, Combichrist zremiksowali jeden kawałek Morbid Angel na EP-ce "Nevermore" z 2011 roku. Warto zaznaczyć, że w trakcie wczorajszego gigu Combichrist pojawił się pewien problem techniczny, który 'zastopował' występ duetu na ponad 5 minut. Na szczęście został rozwiązany i potem koncert ruszył intensywnie do przodu. Był to występ napompowany agresją i gniewem, jednakże nadal całkiem taneczny. W rzeczy samej Combichrist skupił się na set-liście obejmującej początki zespołu, która wyglądała mniej więcej następująco: "At the End of It All", "Are You Connected", "Blut Royale", "Electrohead", "Feed Your Anger", "Fuck That Shit", "I Want Your Blood", "Fuckmachine", "Get Your Body Beat", "Today I Woke to the Rain of Blood" czy "This Is My Rifle". Zapewne ta sama (albo podobna) set-lista zostanie zaprezentowana dzisiaj w Warszawie. Combichrist wraz z Hocico wystąpili także np. na Castle Party 2012, ale wówczas nie jeździłem jeszcze do Bolkowa na ten wspaniały festiwal. 

Odsłuch: https://combichrist.bandcamp.com/album/everybody-hates-you

Kolejny planowany koncert to być może Tempers 24 maja 2023 r. w Minodze. 

poniedziałek, 17 kwietnia 2023

Brutalne morderstwo trójki młodych kobiet w Ekwadorze

                                                     



Ciągle natrafiam na sprawy kryminalne, które mrożą mi krew w żyłach. Gdybym chciał je wszystkie tutaj na blogu opisać, to musiałbym chyba siedzieć dzień i noc. Przybliżę teraz potrójne morderstwo trzech młodych kobiet w Ekwadorze mając jednocześnie nadzieję, że sprawcy tej ponurej zbrodni zostaną schwytani i należycie ukarani. 

Trzy dziewczyny w wielu 19-21 lat, a mianowicie Yuliana Macias, Denisse Reyna i Nayeli Tapia były nierozłączne i pochodziły z Santo Domingo w Ekwadorze. Co prawda dwie z nich chciały w przyszłości opuścić Ekwador, by poszukać lepszego życia za granicą, jednak już im się to nie uda. 6 kwietnia 2023 roku ciała trzech młodych kobiet odnaleźli rybacy przy rzece Esmeralda (kanton Quininde). Oględziny miejsca odnalezienia zwłok wskazywały, że ciała noszą ślady tortur ostrymi narzędziami, prawdopodobnie maczetami. Wszystkie trzy pogrzebane w płytkim grobie ciała miały ręce skute kajdankami. Sprawca bądź sprawcy poderżnęli ofiarom gardła. Były to Yuliana, Denisse i Nayeli. 

Yuliana była piosenkarką i występowała pod artystycznym pseudonimem Siria. Stale ćwiczyła śpiewanie, ale w przyszłości pragnęła także rozpocząć karierę jako psycholożka. Pragnęła wyjeżdzać z Ekwadoru i zwiedzać świat. 19-letnia studentka i modelka Denisse kochała zwierzęta i pragnęła w przyszłości mieć własną klinikę weterynaryjną. Jednocześnie po ukończeniu studiów chciała wyjechać do USA z przyjaciółką. Matka 4-letniej córki, 21-letnia Nayeli Tapia mieszkała w Quito wraz z siostrą Johaną. Także i ona pragnęła opuścić Ekwador i osiedlić się tym razem w Hiszpanii. 

Dziewczyny chciały spędzić wspólnie czas na plaży. Co ciekawe, 4 kwietnia Nayeli wysłała swojej siostrze na WhatsApp precyzyjną lokalizację miejsca, w pobliżu którego odnaleziono masowy grób. Tak na wszelki przypadek. Potem już nie odpowiadała. 

Póki co nie schwytano mordercy, tudzież morderców trójki dziewcząt. Śledztwo jest w toku. Dziewczyny przemieszczały się samochodem wypożyczonym w Santo Domingo. Policyjne źródło twierdzi jednak, że zidentyfikowane zostały dwa samochody, a dziewczynom towarzyszyła dwójka mężczyzn. Prawdopodobnie zostały bestialsko zamordowane 5 kwietnia 2023 r.

Przypomina mi się sprawa tragicznej śmierci Denbahi Escobar w Nuevo Leon (Meksyk) 8 kwietnia 2022 roku. Rozkładające się zwłoki Denbahi znalezione zostały w cysternie z wodą na terenie motelu Nueva Castilla dopiero 22 kwietnia. Do tej pory nie zidentyfikowano sprawcy morderstwa.

piątek, 14 kwietnia 2023

Ciśnienie, Krzta i Imperial Triumphant w 2Progi, 13.04.2023 r. (fotorelacja)

                                                                





Na powyższy koncert zdecydowałem się niemal w ostatniej chwili, gdyż przeczytałem jak świetne koncerty dają zamaskowani nowojorczycy z Imperial Triumphant. Do tej pory nie miałem okazji widzieć tria z NYC na żywo, choć występowali chociażby w ubiegłym roku na Mystic Festival. Na festiwale jednak w zasadzie nie jeżdżę (wyjątek stanowi Castle Party w Bolkowie), gdyż nie przepadam za dużymi skupiskami ludzi i nie lubię latać między scenami, by zobaczyć ulubione zespoły. Preferuję niewielkie koncerty klubowe, a i te wybieram dość selektywnie.  Jednak muzyka Imperial Triumphant jest intrygująca - jazzujący black death metal wspinający się na wyżyny awangardy, gęsty i zapętlony. Tak jakby skrzyżować Bohren und der Club of Gore z Gorguts czy Portal. 

Bazyl w Poznaniu nadal nie istnieje, zatem koncerty zostają przeniesione do innych klubów. I całe szczęście. W przeciwnym razie to miasto byłoby totalnie jałową koncertową pustynią, choć i tak obecnie wypada koncertowo słabo w porównaniu do Warszawy, Krakowa czy Wrocławia. Mimo wszystko nie jest źle, ale mogłoby być zawsze lepiej, jeśli chodzi o np. o scenę dark independent. Oj, przydałoby się tutaj więcej koncertów post-punkowych, industrialnych, dark ambientowych, bo metalowych gigów trochę jest. Inna sprawa, że od paru lat czekam na choć jeden stricte funeral doom metalowy koncert w Polsce. Wróćmy jednak do wczorajszego gigu. Co ciekawe, publika na rzeczonym gigu była zróżnicowana, ba, odniosłem być może złudne wrażenie, że ludzi siedzącym w ekstremalnym metalu było niewielu.

Na początek na scenie 2Progi pojawili się muzycy z Ciśnienia. Przed koncertem przesłuchałem kilka utworów Ciśnienia na Spotify i byłem całkiem zaintrygowany. Generalnie moja znajomość jazzu jest mocno ograniczona, jednak muszę przyznać, że awangardowy (eksperymentalny) jazz zespołu z Katowic przykuł moją uwagę. Podobało mi się jak muzyka Ciśnienia dryfowała, nabierała mocy. W trakcie ich koncertu wyczuwałem energię charakterystyczną dla oglądania licznych zespołów metalowych na żywo. Konkludując, polecam odsłuch. Warto pomagać takim zespołom zdobywać nowych słuchaczy.

https://cisnienie.bandcamp.com/album/radio-edit

Sludge metalu/mathcore'a Krzta z Olsztyna też wcześniej nie znałem. Jeszcze wiele lat temu miałem miałem dużą fazę na brzmienia sludge metalowe pokroju Isis, Cult of Luna czy Neurosis, obecnie moje gusta muzyczne odpłynęły w innym kierunku. Przed koncertem wrzuciłem sobie kilka numerów Krzta na Spotify, by sprawdzić czy muzyka mi się spodoba, dowiedziałem się też, że trio w tym roku zagra na Mystic Festival. Koncertowo wypadli w porządku: wściekle, jadowicie, hałaśliwie. Czuć, że w tych intensywnych dźwiękach tkwi katartyczny gniew, negatywizm, mrok. Odsłuch poniżej:

https://krzta.bandcamp.com/album/niszczenie-zgliszcze 

Nowojorczycy z Imperial Triumphant wypadli wczoraj doskonale. IT to niezwykle intrygujący zespół, ekstrawagancki, nietypowy, grający raczej nieprzystępną, acz gęstą i intensywną mieszaninę black death metalu a la Portal czy dysonansowego black metalu a la Deathspell Omega z eksperymentalnym jazzem/swingiem. Dużo w tym ekscentryczności, paranoi, nieskrępowanego pędu do udziwniania, bawienia się dźwiękami, eksperymentowania. Sceniczny image muzyków też robi wrażenie: złote maski faraońskie, teatralna atmosfera występu, nawiązujące do "Metropolis" wizualizacje, pojenie widowni szampanem, fascynacja Nowym Jorkiem z przełomu lat 20 i 30-tych XX wieku, kontrast pomiędzy blichtrem NYC a miejskim rozkładem. Nadal jednak w muzyce Nowojorczyków jest mnóstwo brutalności, mroku, dzikości, pokręconych aranżacji, atonalności, hipnotycznej dezorientacji. Na myśl nasuwają się tutaj takie nazwy jak Portal, Oranssi Pazuzu, Deathspell Omega, Dodheimsgard, White Ward czy Voivod, przykładowe zespoły, które nie boją się eksperymentować. To tylko szufladki. Nowojorczycy mają swój własny styl, który jest na swój sposób nieprzystępny, acz nieodparcie fascynujący. I oczywiście wysoki poziom kompozycyjny oraz techniczny.

W ramach ciekawostki dodam, że w trakcie jednego z kawałków granych wczoraj zaprosili na scenę saksofonistkę z Ciśnienia. 

Odsłuch "Vile Luxury" z 2018 roku:

https://imperialtriumphant.bandcamp.com/album/vile-luxury

Set-lista (obecnie nie jestem pewien jej prawidłowości, wymaga zweryfikowania): "Tower of Glory", "City of Shame", "Metrovertigo", "Atomic Age", "Devs est Machina", "Transmission to Mercury", "Chernobyl Blues", "Death on a Highway", "Cosmopolis", "Rotted Futures"

Przy okazji jeśli chcecie posłuchać ekstremalnie technicznego death metalu to polecam także Włochów z Ad Nauseam.

https://adnauseam-official.bandcamp.com/album/imperative-imperceptible-impulse-full-dynamic-range-dr11

poniedziałek, 3 kwietnia 2023

Holy Spider/ Święty pająk (2022) - recenzja

                                                                 
Ostatnio miałem okazję obejrzeć irański serial killer movie "Holy Spider" (2022) w reżyserii Ali Abbasi, który dość luźno (ale w miarę wiarygodnie) opiera się na prawdziwej historii seryjnego mordercy Saeeda Hanaei, który w latach 2000-01 mordował prostytutki w mieście Mashad (Iran). Saeed, bogobojny mąż i ojciec trójki dzieci (syna i dwóch córek) przez lata tkwił w dysfunkcjonalnej relacji ze swoją matką, która się nad nim znęcała. Mężczyzna był zgorzkniałym weteranem wojny iracko-irańskiej i pracował na budowach. 

Wieczorami i nocami polował na kobiety lekkich obyczajów, często narkomanki. Upatrzone ofiary zabierał do domu, tam je dusił ich własnymi chustami, a ich ciała porzucał niczym śmieci w okolicach Mashad. Łącznie zabił 16 kobiet. Po schwytaniu w lipcu 2001 roku twierdził, że jego celem było pozbycie się, ukrócenie 'moralnego zepsucia' w Masahad. W popełnianiu morderstw miał mu sprzyjać Allah. Co ciekawe, wielu religijnych fanatyków popierało morderstwa Saeeda i wspierało go dobrym słowem. Mimo to Saeed nie uniknął kary śmierci i został powieszony w więzieniu Masahad 8 kwietnia 2002 roku.

W "Holy Spider" na trop mordercy prostytutek zwanego Pająkiem wpada dziennikarka Arezoo Rahimi (Zar Amir Ebrahimi), która w Masahad styka się z wszechobecnym teistycznym patriarchatem oraz z charakteryzującą go mizoginią. Morderca w filmie to Saeed Azimi (Mehdi Bajestani) i w zasadzie jest on odzwierciedleniem Saeeda Hanaei (wierna żona, trójka dzieci, w tym syn, który uważa ojca za idola).  

W filmie Abbasi zaakcentowana zostaje głęboko zakorzeniona mizoginia, z jaką stykają się kobiety w Iranie. Nie brakuje też w nim brutalniejszych scen morderstw, seksu i odrobiny nagości, zatem nie można było nakręcić "Holy Spider" w Islamskiej Republice Iranu (film będący koprodukcją Niemiec, Danii, Szwecji i Francji nakręcono w Jordanii). Oczywiście irańscy fundamentaliści (już w oparciu o sam trailer) zawyrokowali, że thriller Abbasi obraża miliony muzułmanów. Natomiast na festiwalu w Cannes "Holy Spider" otrzymał owację na stojąco, gdyż jest doskonale zagrany, zrealizowany, całkiem sugestywny i potrafi wzbudzić smutek i niepokój. 

Po seansie warto obejrzeć wywiad z seryjnym mordercą Saeedem Hanaei z 2002 roku i członkami jego dysfunkcjonalnej rodziny:

https://iranwire.com/en/society/60247/

czwartek, 30 marca 2023

Masakra w szkole chrześcijańskiej w Nashville

Rankiem 27 marca 2023 roku doszło do masowego mordu w szkole chrześcijańskiej Covenant w Nashville. 27-letnia Audrey Elizabeth Hale (identyfikująca się jako mężczyzna imieniem Aiden) zastrzeliła w szkole trójkę 9-letnich dzieci i trójkę osób dorosłych. W dalszej części artykułu będę posługiwał się męskim imieniem Aiden. Zanim Aiden wtargnął uzbrojony w pistolet i karabiny (m.in. najpopularniejszy wśród amerykańskich masowych morderców AR-15) na teren szkoły wysłał do znajomego wiadomość, że "dziś planuje umrzeć". W wyniku działań active shootera zginęła trójka dzieci (wszystkie miały 9 lat) i trzy osoby dorosłe, w tym dyrektorka szkoły i nauczycielka. Masakra w szkole trwała 16 minut. O godzinie 10.27 Aiden został zastrzelony przez policję na drugim piętrze w lobby budynku. 

Aiden miał 28 lat. Urodził się jako kobieta, identyfikował się jako osoba trans i używał męskich zaimków. Mieszkał z rodzicami i pracował jako projektant grafiki. Nie był karany wcześniej, zatem nie miał problemu z nabyciem 7 sztuk broni palnej w latach 2020-22. W chwili masakry miał 28 lat. Jak wielu sprawców masowych mordów pozostawił po sobie manifest. Prawdopodobnie planował atak w innym miejscu (innej szkole), ale zrezygnował z powodu ochrony. Podobno manifest Aidena (Audrey) lada dzień ujrzy światło dzienne, w tej chwili analizowany jest przez policyjnych psychologów. 

Od 1982 roku 135 masowych mordów przy użyciu broni palnej zostało w USA dokonanych przez mężczyzn, jedynie w 4 przypadkach sprawczyniami były kobiety, a w 2 przypadkach kobieta i mężczyzna działali wspólnie. Przykładowo 30 stycznia 2006 roku Jennifer San Marco zastrzeliła 7 osób w Santa Barbara, Kalifornia. 

Nagranie unieszkodliwienia Aidena:

https://www.youtube.com/watch?v=9GO7TVqAGzU 

I nagranie z kamer CCTV:

https://www.youtube.com/watch?v=DBV42-XYTCY

Koszmar każdego rodzica.

W chwili gdy piszę te słowa w Wielkopolsce (okolice Międzychodu) trwa obława na 24-letniego Marcina Wolfa, który 29 marca zadźgał nożem dwie osoby w Muchocinie i Międzychodzie: 22-latka i 45-letnią kobietę. Po dokonaniu morderstw sprawca porzucił ukradziony samochód w lesie pomiędzy Międzychodem a Sierakowem i zapewne ucieka pieszo.

piątek, 17 marca 2023

Helleruin, Bodyfarm i Destroyer 666 w 2Progi, 16 marca 2023 roku (fotorelacja)

                                                           






Tym razem ograniczę opis relacji do minimum, niech zdjęcia przemówią za siebie. Dobrych koncertów w Polsce mamy obecnie zatrzęsienie, doprawdy jest w czym wybierać. Z przykrością odpuszczam chociażby warszawski koncert VNV Nation i Traitrs w Progresji 19 marca, bo wyjazd do Stolicy oznacza dodatkowe koszty finansowe, na które obecnie nie mogę sobie pozwolić. W zamian wczoraj udałem się po raz drugi do poznańskiego klubu 2Progi, by zobaczyć Helleruin (black metal z Holandii), Bodyfarm (death metal z Holandii) i Destroyer 666 (Australia, black thrash) na żywo. Na koncertach Australijczyków zawsze jest dzika metalowa zabawa i nie inaczej było tym razem. Totalne pogo pod sceną, wylewanie piwa na stojących obok ludzi, próby stagedivingu. Nic w tym dziwnego, gdyż black thrash Destroyer 666 to totalny energetyczny napierdol i można by rzec, że kwintesencja metalu. Co prawda ostatnia płyta Australijczyków "Never Surrender" (2022) wywołała pewne poruszenie w środowisku metalowym, gdyż jest przesycona heavy i speed metalowymi wpływami, by nie rzec chwytliwa, jednakże nadal emanuje dziką energią i maniakalną dynamiką, do której przyzwyczaił słuchaczy Destroyer 666. Koncertowo zespół K.K Warsluta to wciąż bezlitosny wilk rozrywający swoją zdobycz. 

Set-lista D 666: "Never Surrender", "Wildfire", "A Breed Apart", "I Am not Deceived", "I Am the Wargod (Ode to the Battle Slain", "Guillotine", "Sons of  Perdition", "Pitch Black Night", "Trialed by Fire", "Lone Wolf Winter", "Metal and Hell" (cover Kat), "Satanic Speed Metal", "Iron Fist".

Warto wspomnieć także w kilku zdaniach o Bodyfarm i Helleruin (oba zespoły z Holandii). Bodyfarm grają całkiem dobry death metal, przesycony mocarnym groovem, czasem zahaczający o doom death a la Runemagick czy Asphyx (zagrany wczoraj "The Swamp"). Przyznam się, że nie słyszałem wcześniej płyt tego zespołu, więc będę musiał nadrobić, bo koncertowo przekonali mnie do siebie. Natomiast ortodoksyjny black metal Helleruin, choć nader melodyjny jest także dość złowieszczy, zatem warto przyglądać się temu zespołowi. Choć w metalu ukierunkowany jestem ostatnio na doom metal, zwłaszcza doom death i funeral doom doceniam również młodsze stażem kapele death metalowe i black metalowe. Ważne, że wciąż powstają nowe zespoły muzyczne i każdy słuchacz w obrębie danego sub-gatunku muzycznego znajdzie coś dla siebie. Niestety doba trwa tylko 24 godziny, a ogrom dobrej różnorodnej muzyki przytłacza. Czasem łapię się na tym, że częściej słucham starszych materiałów, ale zawsze polecam także niektóre młodsze stażem kapele. Odsłuchy:

Destroyer 666:

https://www.youtube.com/watch?v=KQJEDR2G9M4

Helleruin:

https://helleruin6.bandcamp.com/album/war-upon-man-full-length-2021 

Bodyfarm:

https://edgedcircleproductions.bandcamp.com/album/ultimate-abomination

EDIT 21 marca: Organizatorzy z Knock Out Records poinformowali, że na jednym z ostatnich organizowanych przez nich koncertów (Destroyer 666 w Hydrozagadce?) doszło do aktu molestowania. Nie powinno być miejsca na takie przykre sytuacje, które nie dotyczą tylko i wyłącznie festiwali i koncertów metalowych. Nie chcę niepotrzebnie generalizować, ale czasem mam wrażenie, że subkultura metalowa nie jest szczególnie inkluzywna i przyjazna (również dla kobiet). Co prawda wzrasta świadomość problemu i potrzeba reagowania w takich sytuacjach, ale mentalność niektórych napalonych i pijanych gości na koncertach nadal się nie zmienia. Naczytałem się wielu kobiecych opisów przykrych sytuacji chamskiego nagabywania i molestowania, których kobiety doświadczyły na festiwalach i koncertach, choćby wtedy gdy przybyły/zostały same. Na koncercie każdy niezależnie od płci powinien czuć się bezpiecznie. A niektórzy mężczyźni bagatelizują, wypierają, wyśmiewają problem, bowiem nie potrafią się wczuć w sytuację kobiety, która doświadcza molestowania.

poniedziałek, 13 marca 2023

Jednostkowy kult papieża Jana Pawła II w Polsce

Jednostkowy kult papieża Jana Pawała II w Polsce nigdy do mnie nie przemawiał, mimo że jestem formalnie osobą ochrzczoną. No cóż, jaki mogłem mieć wybór jako niemowlę? Co ciekawe, moi najbliżsi z czasem stali się coraz bardziej świeccy (szczególnie tata). Z zorganizowaną religią na dobre zerwałem kontakt w wieku 17-18  lat. Nie będę ukrywał, że przyczyniła się do tego ta 'straszna, deprawująca młodzież' muzyka metalowa. Czytałem mnóstwo wywiadów z muzykami z antyreligijnych i antysystemowych kapel, wsiąknąłem w 'groźną' subkulturę. Potem przyszła lektura książek astrofizycznych, przyrodniczych o teorii ewolucji i uświadomiłem sobie, że wiara, religia tkwi w bezpiecznej banieczce dogmatów i nawet nie stara się odpowiadać na ważkie pytania. Bawiła mnie służalczość obecna w niemal każdej monoteistycznej religii, irytował i przerażał religijny fanatyzm. Wkurzało systemowe, trwające od dekad tuszowanie pedofilii za murami kościołów, klasztorów i plebanii. Tak jakby nie liczyła się krzywda ofiar, pokrzywdzonych, dzieci. Denerwowało mnie to, jak łatwo kościół katolicki w Polsce jest dotowany przez partię rządzącą i z jaką łatwością (i bezczelnością) przychodzi mu gromadzenie majątku (to samo dotyczy bezczelnego bogacenia się polityków PiSu). Wizyta w kilku opuszczonych kościołach ewangelickich na przestrzeni lat dała mi do myślenia. Moja wiara jest lepsza niż Twoja, zatem czas ją wykorzenić, wyplenić jak chwasty.  

Dochodzimy teraz do trwającej od kilku dni wojny ideologicznej o papieża wpisującej się w polityczny cel dzielenia społeczeństwa. Jestem oczywiście za prawem wyboru i za prawem do krytykowania osób, które uchodzą za historyczne, moralne i etyczne autorytety. Karol Wojtyła uchodzi w Polsce za nieskalany autorytet, ktoś ponad, ktoś lepszy od pospólstwa, ale jego liczne poczynania są moralnie wątpliwe. Oto kilka przykładów: ignorowanie, tudzież normalizowanie praktyk pedofilii w Kościele, antykobiece i homofobiczne nauki, wspieranie prawicowej dyktatury Pinocheta w Chile, krytyka aborcji, in vitro, eutanazji, używania prezerwatyw i kierowanie się przesądami, tolerowanie i podsycanie  powstania sekciarskich grup takich jak Opus Dei, zmuszanie zgwałconych przez Serbów Bośniaczek do rodzenia dzieci, tolerowanie obecności wokół siebie seksualnych drapieżców i pedofilów (Sodano, McCarrick, Degollado, Paetz, Groer), ukrywanie malwersacji finansowych banku watykańskiego (włoska mafia i zniknięcie Emanuelli Orlandi w Watykanie się kłaniają), itd. Imponujący autorytet moralny, obrońca wartości i wzór do naśladowania dla młodzieży, nieprawdaż? 

Oczywiście nie neguję tego, że każda religia monoteistyczna opiera się na poczuciu wspólnotowości, przynależności. Z drugiej strony wartościową i ciekawą wspólnotę można odnaleźć w dowolnej subkulturze (metalowej, gotyckiej, punkowej, itd.) czy w grupkach zainteresowań/wsparcia - bez nadętego sekciarstwa i ceremoniału. Osobiście mam już od dawna dosyć tej ideologicznej presji, narzucania mi obrazu statystycznego Polaka jako usłużnego katolika. Nie przepadam też za kłamstwami i hipokryzją, wypieraniem niewygodnych faktów i obłudą kleru. Serio zastanawiam się kim jest papież dla polskiej młodzieży? Autorytetem moralnym? A może kremówkowym memem, symbolem uwsteczniającego obciachu? Być może w czasach Solidarności i walki z komunizmem potrzebowaliśmy podniosłego autorytetu, który rzekomo 'obalił' komunizm, ale czy naprawdę potrzebujemy go nadal w czasach wszechobecnych smartfonów, Spotify, czata GPT i szybko rozwijającego się sektora high-tech?

Warto obejrzeć rzetelny reportaż TVN "Franciszkańska 3", w którym przedstawione zostają trzy sylwetki księży pedofilów (ich ofiarami byli młodzi mężczyźni, 10-11 letni chłopcy oraz dziewczynki), o sprawach których Karol Wojtyła doskonale wiedział. Rodzi się pytanie jaka była i jest obecnie skala nadużyć seksualnych w polskim kościele katolickim, także tym krakowskim? O ilu sprawach krzywdzenia dzieci i nastolatków jeszcze nie wiemy i czy wyjdą one na jaw? Dlaczego polski kościół jest tak smutną, przeżartą deprawacją i hipokryzją instytucją, z którą rozsądny człowiek nie chce mieć nic wspólnego?

https://www.youtube.com/watch?v=3zxN7-hz1uY 

sobota, 11 marca 2023

Mindrot i Disembowelment: nowe nabytki płytowe

                                                               

10 marca udałem się na giełdę płyt CD i winyli, by sprawdzić czy uda mi się nabyć jakieś poszukiwane CD. Rzadko chodzę na giełdę, gdyż często po zawyżonych cenach są tam sprzedawane płyty CD, które są używane (co widać po rysach na powierzchni CD). Jednak wczoraj złamałem zasadę i wróciłem do domu z dwoma albumami, na które od dłuższego czasu polowałem. 

Mindrot "Dawning" (1995) - Mindrot to zespół, który zgasł stanowczo zbyt szybko. Dwa wyśmienite, wydane przez Relapse albumy "Dawning" (1995) i "Soul" (1998) i finito - zwłaszcza ten drugi ciężko zdobyć na CD, pierwszy jakoś się udało. Death doom Mindrot jest dość specyficzn i mocno katartyczny. To w zasadzie kulminacja licznych negatywnych emocji: gniew, nienawiść, smutek, żałoba. "Dawning" to zarazem dość intrygująca mieszanina: masywny doom death metal jak np. w "Forlorn", ale też wpływy rocka gotyckiego, thrash metalu i hardcore'a ("Withersoul") oraz trochę sampli. Kocham z tego albumu szczególnie "Burden" i "Across Vast Oceans" - co za duszny klimat, co za wokale Adriena Lerouxa! Wykapany Carl McCoy z Fields of the Nephilim! Ciarki na plecach, zwłaszcza przy moim ulubionym "Across Vast Oceans".

Lata 90-te w USA to wiele wspaniałego doom death metalu i funeral doom metalu np. Evoken, Ceremonium, Thorns of the Carrion, Morgion czy Dusk.
 
Do odsłuchu poruszający "Across Vast Oceans":
 
 
Disembowlement "Transcendence into the Peripheral" (1993) - Całkowicie subiektywnie to jeden z moich ulubionych albumów metalowych w ogóle. I jak na rok powstania nadal brzmi masywnie i brutalnie. Disembowelment z wprawą połączyli potężny i apokaliptyczny doom death z death metalem, a nawet grindem jak np. w "Excoriate". Dużo miażdżących zwolnień, grobowa atmosfera i trochę etnicznych wpływów Dead Can Dance czy oniryzmu Slowdive jak np. w "Your Prophetic Throne of Ivory" czy w delikatnym "Nightside of Eden" z kobiecym głosem (jaki to kontrast z brutalnym "Excoriate"). Z kolei "A Burial at Ornans" to kwintesencja funeral doom metalu, w którym jak wiadomo dominuje ultra-wolne tempo. Ogromny plus za pełną mistycyzmu, ezoteryczną warstwę liryczną.Widać, że Australijczycy chcieli się wyróżnić na scenie metalowej, zostawić na niej trwalszy ślad.
 
Na początku lat 90-tych tworzyły już takie zespoły doom metalowe jak Paradise Lost, Skepticism, My Dying Bride, Winter, Cathedral, Thergothon czy Funeral, ale chyba jedynie "From the Shadows" Unholy dorównywał w 1993 roku debiutowi Disembowelment pod kątem mrocznej i intensywnej brutalności. Cieszę się, że nabyłem dwupłytową kompilację Relapse z tym albumem, bo polowałem na nią od dawna. 


Wczoraj wydarzyło się coś przykrego blisko mojego miejsca zamieszkania. Wieczorem pod jednym z mostów drogowych (Mieszka I), do którego mam pieszo 5 minut drogi znaleziono zwłoki kobiety. Na miejscu pojawili się policjanci, prokuratura oraz lekarz, który po dokonaniu oględzin zwłok stwierdził brak działania osób trzecich. Czy zatem samobójstwo? Być może. Póki co nieznana pozostaje przyczyna śmierci tej kobiety ani jej tożsamość (kobieta pozostaje bezimienna). Jednak takie sytuacje także mnie dotykają, bo człowiek się zastanawia:co się tam pod osłoną mroku wydarzyło i kim była ta osoba? Jeśli to było samobójstwo, co można było zrobić, by do niego nie doszło? 

W Polsce nie jest dobrze, jeśli chodzi o samobójstwa. Rośnie chociażby liczba prób samobójczych dzieci i nastolatków. Ostatnio (zapewne pod wpływem nagonki prawicowych mediów) samobójstwo popełnił 15-letni Mikołaj, syn posłanki Małgorzaty Filiks. Polska według danych na zwjr.pl znajduje się na 18 miejscu pod kątem wskaźnika liczby samobójstw - za m.in. Koreą Południową, Litwą, Słowenią, Belgią, Łotwą, Węgrami czy Japonią. To nie jest kraj, w którym zdrowie psychiczne jego obywateli jest traktowane poważnie, priorytetowo. Cóż, 'uroki' życia w kraju rządzonym przez quasi-autokratyczny rząd. Tak czy owak uważam, że liczba samobójstw w Polsce pozostaje niedoszacowana. 
 
Często mijamy wiele dzikich niedostępnych miejsc nie zastanawiając się nad tym czy aby nie doszło w nich do jakiejś jednostkowej tragedii. W końcu każda przedwczesna śmierć (nawet naturalna) to czyjaś tragedia. Jednakże to betonowe przęsło chyba już zawsze będzie kojarzyło mi się ze śmiercią.

wtorek, 7 marca 2023

Host "IX" (2023) i La Scaltra "Mater" (2023) - recenzje

                                                                 

Krótkie recenzje dwóch albumów muzycznych, które ostatnio mocno polubiłem. 

Host to oczywiście najnowszy projekt Nicka Holmesa i Grega Mackintosha, muzyków doom metalowego Paradise Lost. Jak wiadomo Paradise Lost zaczęli eksperymentować z zimnofalową elektroniką już na "One Second" (1997), a w 1999 roku nakładem EMI ukazał się ich kontrowersyjny album "Host" (1999), na którym mocno słychać wpływy Depeche Mode czy The Cure. Kontrowersyjny, gdyż większość twardogłowych metalowców nie mogła przeboleć elektroniczno rockowego kierunku Raju Utraconego. No cóż, "Host" mi się do tej pory podoba, gdyż nadal tkwi w tej muzyce pierwiastek doom death metalowej melancholii. Zatem z niecierpliwością oczekiwałem na debiutancki album Host "IX", który niedawno ukazał się nakładem Nuclear Blast. Przepiękna książeczka do płyty obfitująca w zdjęcia uszkodzonych manekinów pogrążonych w stanie 'melancholii'. Czyli krótko mówiąc depersonalizacja człowieka w coraz mniej ludzkim społeczeństwie. 

Generalnie "IX" ocieka subtelną elektroniką rodem z nocnych klubów lat 80tych, choć oczywiście pojawiają się także gitary. Generalnie album, choć chwytliwy przesycony jest smutkiem. W trakcie odsłuchu można wyczuć wpływy Depeche Mode czy Sisters of Mercy np. w moim faworycie "A Troubled Mind". Gdybym miał wymienić ulubione kawałki to poza wspomnianym "A Troubled Mind" byłyby to "Inquisition", "Wretched Soul", "Tomorrow's Sky" czy "Hiding from Tomorrow". Muzycy Paradise Lost uwielbiają smutne piosenki i bardzo dobrze!

Odsłuch: https://www.youtube.com/watch?v=vy1v_dENffg

Zdj. Tom Maddick (cmentarzysko manekinów w Lincolnshire). 

Niemiecki zespół (pierwotnie żeński duet) La Scaltra poznałem jakoś 2-3 lata temu w trakcie stopniowego zagłębiania się w scenę darkwave/gothic rock/post-punk. O ile pierwsze albumy La Scaltra przesycone były mroczną i nader taneczną elektroniką, o tyle wydany przez berlińską wytwórnię Solar Lodge "Mater" (2023) to już muzyka bardziej gitarowa, mistyczna, ocierająca się o occult rock, a nawet doom metal. Nic dziwnego, że płytę pochwalił Aaron Stainthorpe, wokalista My Dying Bride. "Mater" charakteryzuje się dość specyficznym, mistycznym, nieco odrealnionym i złowieszczym nastrojem. W trakcie przesłuchania tego albumu nieprzypadkowo miałem skojarzenia z gotyckim doom metalem Włochów z Abysmal Grief: fajnie uchwycona atmosfera grozy przywodząca na myśl stare gotyckie horrory z lat 60-tych czy 70-tych (najlepiej włoskie, hiszpańskie i brytyjskie). Czyli zamczyska, krypty, kandelabry, pogrzebowe procesje, owładnięte żądzą krwi wampirzyce czy złowrogie wiedźmy. 

Niesamowity, ociekający atmosferą album z gościnnym śpiewem wokalisty Wisborg w "Azazel" i doskonałym żeńskim wokalem. Nastrojowe, nieco złowieszcze piosenki jak np. "Delilah" czy "Vassago". Totalnie widziałbym ten zespół na małej scenie Castle Party w Bolkowie. Odsłuch poniżej. 

Zdj via Solar Lodge.

https://lascaltra.bandcamp.com/album/mater-digital-album-2023-new

Mord na ukraińskim jeńcu wojennym

                                                       
Z gniewem i smutkiem obejrzałem wczoraj nagranie, na którym rosyjscy agresorzy zastrzelili pojmanego  ukraińskiego żołnierza. Najpierw pozwolili mu zapalić papierosa, a gdy odważnie powiedział "Sława Ukrainie"został zabity serią z karabinu maszynowego. Mężczyzna zapewne zdawał sobie sprawę, że lada moment zginie, pozostał twardy do końca. Nagrany telefonem filmik jest przerażający, gdyż pokazuje skalę zezwierzęcenia rosyjskich żołnierzy w trakcie wciąż niestety trwającej wojny na Ukrainie. 

Jeniec z zimną krwią zastrzelony przez rosyjskich 'gierojów' to prawdopodobnie Tymofij Mikołajewicz Szadura (data urodzenia 7 I 1982 roku), zaginiony 3 lutego w okolicy Bachmutu. Prawdopodobnie, bo jest mowa także o szeregowym Aleksandrze Maciewskim (urodzony 10 maja 1980 roku, czyli nieco starszy ode mnie), który walczył pod Bachmutem jako snajper. Jego pogrzeb miał miejsce 14 lutego 2023 roku w Niżyniu. Aleksander osierocił 19 letniego syna. 

Tak czy owak śmierć tego ukraińskiego żołnierza stała się już symbolem wojny na Ukrainie. Zachował godność i odwagę w obliczu nieuniknionej śmierci. Widząc jednak takie barbarzyństwo Rosjan mam coraz mniejszą ochotę na jakikolwiek przyszły kontakt z rosyjską nauką, sztuką, kulturą. Być może niektórzy Rosjanie wciąż pozostają neutralni, bierni czy skrycie nienawidzą Putina i tej agresywnej wojny napastniczej, którą ten autokrata wywołał. I za to im chwała. Jednak nadal jest sporo Rosjan, którzy chętnie widzieliby w przyszłości inwazję na Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię czy Finlandię. Najwyraźniej odpowiada im wojenne ludobójstwo. Żywię jednak nadzieję, że jakiś czas imperializm w Rosji upadnie z hukiem. 

Tymczasem obejrzyjcie uważnie to nagranie. Skłania do przemyśleń o tym jak propaganda w Rosji dehumanizuje człowieka. Ma się wrażenie, że w Rosji odradza się III Rzesza z arsenałem nuklearnym. Dobrze, że chociaż niektórzy z pytanych zachowali ludzkie odruchy.

https://www.youtube.com/watch?v=-CYHgPclI-g

poniedziałek, 27 lutego 2023

Species, Pandemic Outbreak i Frightful, 26 lutego 2023 roku (fotorelacja)

                                            




Dawno nie byłem na koncercie, na którego bilet kosztował zaledwie 30 zł. Tym razem na deskach poznańskiej Minogi zaprezentowało się trio polskich kapel thrash metalowych (Species, Pandemic Outbreak i Frightful) wydawanych przez chiński label Awakening Records. Debiutancki album Species "To Find Deliverance" (2022) usłyszałem po raz pierwszy jakoś w ubiegłym roku. Pamiętam, że wybrzmiał mi w słuchawkach w trakcie wędrówki przez las i byłem nim zachwycony. Totalnie porywający techniczny thrash metal i coś całkiem unikalnego na obecnej rodzimej scenie metalowej zdominowanej przez black metal i death metal. 

Zatem skoro nadarzyła się okazja to trzeba było zobaczyć trio warszawiaków na żywo. I muszę przyznać, że był to świetny, wyjątkowo energiczny gig. Thrash metal zaprezentowany przez Species jest mocno techniczny, zakręcony, urzekający słuchacza kosmicznym klimatem. Powinien przypaść do gustu wielbicielom Voivod, Deathrow, Atheist czy Coroner. Muzycy skupili się na odegraniu kawałków z debiutanckiego albumu, ale zaprezentowali też przynajmniej jeden nowy numer. Poleciały m.in. kawałki takie jak "Parasite", "Malfunction, "Thy Name Is Slaughter" czy "Ex Machina". Zwróciłem też uwagę na koszulki Piotra i Michała: "Noc żywych trupów" (1968) George'a A. Romero czy Goblins. Cudownie. Oddany fan horrorów i kina eksploatacji się kłania. 

Odsłuch. Koniecznie zapoznajcie się z debiutanckim albumem Species.

https://species1.bandcamp.com/album/to-find-deliverance

Pozostałe dwie kapele Pandemic Outbreak i Frightful (obie z Pomorza) grały już mniej techniczną i zniuansowaną muzykę niż Species stawiając na brutalną thrash metalową agresję z domieszką ciekawych solówek. Pandemic Outbreak nieco przypominali mi Sepulturę z czasów "Beneath the Remains" (1989) i "Arise" (1991) czy Dark Angel, czyli po prostu intensywny death thrash, natomiast w thrash metalu Frightful więcej było black metalowych naleciałości (wczesny Kreator, melodyjność Dissection). Dopiero będę musiał się zapoznać się z albumami obu tych zespołów z Gdańska, ale koncertowo mi się podobało. 

Odsłuch Frightful i Pandemic Outbreak. 

https://awakeningrecordscn.bandcamp.com/album/spectral-creator 

https://awakeningrecordscn.bandcamp.com/album/skulls-beneath-the-cross

Na koniec mała dygresja odnośnie ceny biletu. Zdaje sobie sprawę, że czasy tanich koncertów z wielu względów minęły bezpowrotnie, jednakże jak widać nadal organizowane są podziemne gigi młodych zespołów, gdzie za bilet wyda się równowartość powiedzmy dwóch piw zamówionych w barze. Można? Można. Osobiście zrezygnowałem całkowicie z chodzenia na koncerty stadionowe wielu gwiazd właśnie ze względu na przesadzone ceny biletów.  Bilety na koncerty klubowe zagranicznych wykonawców też podrożały, ale nie aż tak znacznie. No cóż, w 2003 roku na koncert Marilyna Mansona w poznańskiej Arenie dałem 90 zł, a za występ Nine Inch Nails w 2009 roku na poznańskich targach 95 zł. Dlatego też zachęcam do chodzenia na koncerty mniej znanych rodzimych zespołów.

W marcu też chciałbym pójść na przynajmniej 3-4 różnorodne koncerty, ale zobaczymy czy się uda.

wtorek, 21 lutego 2023

Stray Dogs/ Psy (1989) - recenzja

                                                  
Wskutek konstrukcji zapory pewna osada w Kazachstanie ("Psy" nakręcono nad wysychającym wskutek wywołanej przez Sowietów katastrofy ekologicznej Morzem Aralskim) zamienia się w pustynię i staje się niezdatna do życia, co skutkuje jej opuszczeniem przez mieszkańców. Na miejscu pozostają zdziczałe psy, które nie wahają się atakować i zabijać ludzi. W wymarłej pustynnej osadzie pojawia się grupa bezlitosnych eksterminatorów pod przewodnictwem Iwana, której zadaniem jest wyrżnięcie w pień stada krwiożerczych psów.

"Psy" to jeden z najdziwniejszych filmów jakie miałem okazję w bieżącym roku oglądać. To brutalny i surrealistyczny thriller post-apo z ZSRR, którego fabuła toczy się wśród piasków, opuszczonych budynków i zardzewiałych wraków Morza Aralskiego. Sporo brutalności, trochę gore, fascynująca lokalizacja, nihilistyczna atmosfera, nastrojowa ścieżka dźwiękowa Mashina Vremeni oraz dobra gra aktorska.

Jedna uwaga: w filmie są brutalne i zapewne traumatyczne dla zwierząt sceny strzelania do psów. Owe sceny są nad wyraz mocne i dość realistyczne. Zastanawiam się czy w trakcie kręcenia "Psów" rzeczywiście żadne zwierzę nie zostało trwale skrzywdzone. Tak czy owak, film ogląda się z fascynacją, obrzydzeniem i zainteresowaniem. Do zapamiętania choćby scena wessania busa przez piasek i śmierci jednej z postaci.

Gdy zmarł Ruggero Deodato, reżyser "Jungle Holocaust" i "Cannibal Holocaust" niektórzy moi znajomi ucieszyli się z jego śmierci, gdyż na planie filmów kanibalistycznych Włocha realnie umierały zwierzęta. Takim osobom odradzam też seans "Psów", choć istnieje oczywiście możliwość, że żadne zwierzę nie zostało w trakcie kręcenia scen filmu skrzywdzone. 

Ten pustynny sowiecki film post-apo skojarzył mi się nieco z australijskim arcydziełem kina outback "Wake In Fright" (1971) Teda Kotcheffa, w którym mamy drastyczną scenę polowania na kangury.  Dla wielbicieli "Zapisków martwego człowieka" (1986) film jak znalazł.Także wielbiciele nurtu animal attack powinni zapisać "Psy" na listę filmów do obejrzenia.

środa, 8 lutego 2023

Mvtant i A Place to Bury Strangers w Minodze, 7 luty 2023 roku (fotorelacja)

                                                     





Będąc szczerym z noise rockiem A Place to Bury Strangers zaznajomiłem się nieco na kilka dni przed koncertem nowojorskiego tria w Minodze. Zaintrygowała mnie być może przesadzona łatka, jaka przylgnęła do Amerykanów: "najgłośniejszy zespół na świecie" albo w "Nowym Jorku". Takie łatki przylgnęły już wcześniej choćby do Swans czy Sunn O))). Nadto nazwa zespołu zwraca od siebie uwagę, jest ciekawa i intrygująca. Przesłuchałem debiut i "Exploding Head", po czym stwierdziłem, że przejdę się na ich koncert. Dodatkowo zaciekawił mnie industrialny support Mvtant, który równie dobrze sprawdziłby się na festiwalu Castle Party. 

Kilka zdań o jednoosobowym projekcie Mvtant z San Antonio. Na koncie jeden album "Gore + Mirrorshade" z 2021 roku (a w zasadzie dwie EPki plus remiksy): intrygujący miks industrialu a la Godflesh z synth/darkwave. Na żywo Mvtant brzmi całkiem intensywnie i wciągająco. Muzyk w ciągłym ruchu, dużo mgły i efektów stroboskopowych w trakcie jego występu, co utrudniło robienie zdjęć. Zapraszam poniżej do odsłuchu:

https://mvtant.bandcamp.com/album/gore-mirrorshade

Jedno trzeba przyznać po koncercie nowojorskiego tria A Place to Bury Strangers: byli głośni i psychodeliczni. Ich połączenie noise rocka, post-punka, drone'a i psych rocka wgniatało w ziemię. Piękna i głośna ściana gitar na myśl przywodząca My Bloody Valentine, Ride, Sonic Youth czy Slowdive, mroczna tematyka piosenek (tęsknota, rozstanie, zagubienie) w stylu wczesnego The Cure czy Joy Division. Muzycy A Place to Bury Strangers zagrali wczorajszy godzinny koncert z ogromnym entuzjazmem. Byli hałaśliwi, głośni i psychodeliczni. Totalnie dziki, ostry i chwilami zniekształcony gitarowy feedback utopiony w oniryzmie shoegaze, industrialnym chaosie i statycznym hałasie. Shoegaze potrafi być agresywny, co udowadniają nowojorczycy. Na pewno jestem A Place to Bury Strangers zaintrygowany, co oznacza, że zespół zyskał nowego fana. Set-lista (nie mam pojęcia czy kolejność piosenek właściwa): "Dragged in a Hole", "Lost Feeling", "You Are the One", "We've Come So Far", "I'm So Clean", "So Low", "I Disappear (When You're Near"), "End of the Night", "You Are the One", "Disgust", "I Live My Life to Stand in the Shadow of Your Heart", "Have You Ever Been in Love".

https://aplacetoburystrangers.bandcamp.com/album/exploding-head

https://aplacetoburystrangers.bandcamp.com/album/a-place-to-bury-strangers