poniedziałek, 28 lutego 2022

Shape of Despair "Return to the Void" (2022) - recenzja oraz wojna na Ukrainie

 

24 lutego 2022 roku o godzinie 03.45 w nocy rozpoczęła się rosyjska inwazja na Ukrainę i w konsekwencji gwałtowna eskalacja trwającego od 2014 roku konfliktu wojennego o Krym, Donbas i Łużańsk. Wybuch największej i najbardziej zmasowanej od czasów II WŚ wojny w Europie stał się faktem. Początkowo byłem tym ogromnie zaniepokojony, gdyż jak większość rozsądnych ludzi chcę żyć w świecie opartym na współpracy, a nie na terrorze i zabijaniu. Inicjatorem tego konfliktu jest oczywiście nie kto inny jak prezydent Rosji, nacjonalista i imperialista Władimir Putin. W pewnym momencie (jeszcze w trakcie pandemii, która się nie zakończyła) stanęliśmy na krawędzi otchłani i zaczęliśmy tam zaglądać.

Ukraińcy (żołnierze oraz ochotnicy) od 4 dni dzielnie się bronią zadając rosyjskim agresorem dotkliwe straty w sprzęcie i ludziach. W kraju jest powszechna mobilizacja wojskowa, obok zawodowych żołnierzy z okupantem walczą m.in. programiści, aktorzy, muzycy, tancerze, rolnicy, szeregi ochotników zasilają także kobiety. Bronią się Kijów, Charków oraz inne ukraińskie miasta. Zajęta zostaje przez Rosjan Czarnobylska Strefa Wykluczenia. Wojna wywołana przez Putina pod płaszczykiem "demilitaryzacji" Ukrainy staje się powoli kompromitacją jego wojsk, choć na razie trudno przewidzieć jaki będzie jej przebieg i w jaki sposób się ona zakończy (z chwilą gdy piszę te słowa trwają negocjacje obu stron nad rzeką Prypeć i jestem ciekaw czy nastąpi choćby chwilowe zawieszenie broni). Rosyjscy żołnierze porzucają czołgi i inny sprzęt bojowy, oddają się do niewoli bez walki, zaczyna brakować im jedzenia i paliwa, co sprzyja niskiemu morale. Ukraińcom nie brakuje woli walki, skoro wraz z nimi walczą prezydent Wołodymyr Zełeński oraz inni urzędnicy (bracia Kliczko). Tysiące uchodźców z Ukrainy (głównie kobiety z dziećmi i osoby starsze) ucieka do Polski, a Polacy pomagają, ile się da (masa pięknych i szlachetnych inicjatyw oddolnych, pomocowych czy zbiórek finansowych). W międzyczasie mają miejsce izolacja międzynarodowa Rosji, na którą nakładane są coraz to nowe i dotkliwe sankcje rujnujące jej gospodarkę, wojna dezinformacyjna oraz cyberwojna na niewiarygodną skalę, w której hakowane są rozmaite rosyjskie strony (Kremla, przedsiębiorstw wojskowych, propagandowych mediów). Putin straszy konsekwencjami militarnymi m.in. Szwecję oraz Finlandię, które chcą wejść do NATO. 

Nieprzypadkowo wspominam Finlandię, gdyż w dniu wybuchu wojny Rosji z Ukrainą zaliczam premierowy odsłuch nowego albumu funeral doom metalowców z Shape of Despair "Return to the Void" (wytwórnia Season of Mist). Posępny i melancholijny pogrzebowy doom metal to idealna muzyka na czasy, w których wojna wydaje się być tak bliska i namacalna. Naprawdę trudno się zasypia z myślą, że gdzieś tam za miedzą Rosjanie ostrzeliwują na oślep bloki, niszczą zabytkowe budynki i zabijają cywilów. Funeral doom Shape of Despair jest dość specyficzny, gdyż jest odrealniony i mocno introspektywny. Nie inaczej jest na "Return to the Void", na który składa się sześć monstrualnych kompozycji eterycznego ambient funeral doom metalu. 

To muzyka smutku, bólu, agonii i samotności. Powolne, płynące, transowe pejzaże rodem ze snów, halucynacji, majaków. Delikatne, rzadko przytłaczające ciężarem melodie, które hipnotyzują, zachwycają, wprawiają w stan refleksji nad kondycją człowieczeństwa, ludzkości. Nie jest mi łatwo opisać funeral doom Shape of Despair i kalejdoskop wrażeń, które słuchanie tej głęboko atmosferycznej muzyki wywołuje. To są po prostu żałobne kołysanki balansujące na krawędzi sennego koszmaru. Funeral doom (podobnie jak dark ambient) od dawna jest dla mnie zjawiskiem absolutnie fascynującym, niszowym sub-gatunkiem metalu raczej ignorowanym przez metalowców szukających w metalu wyłącznie agresji, szybkości, ekstremy. I choć czasem sięgam po brutalny metal całkiem spora część mojej kolekcji płytowej obejmuje właśnie pogrzebowy doom, doom death i pochodne. 

Chcecie zatracić się w wyśnionym labiryncie głęboko osobistych wrażeń i odczuć, po prostu uciec w głąb siebie? W takim razie "Return to the Void" stanie się waszym muzycznym przewodnikiem, spowolnionym tańcem odzianych w żałobną czerń baletnic, który zniekształci rzeczywistość, odrealni ją, wykrzywi. 

Konkludując, "Return to the Void" to kapitalny, pulsujący nastrojem następca "Monotony Fields" (2015). Fantasmagoryczny, różnorodny wokalnie (brutalny growling Henri Koivula skontrastowany z delikatnością śpiewu Natalie Koskinen, szamańskie zaśpiewy i black metalowe wokale w absolutnie zniewalającym "Forfeit"), utkany pajęczyną niesamowitości. Polecam z całego serca wielbicielom zespołów takich jak Skepticism, Thergothon, Longing for Dawn czy Funeral. Odsłuch poniżej:

https://shapeofdespair.bandcamp.com/album/return-to-the-void 

Wracając jeszcze do wątku wojny na Ukrainie nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ten bestialski konflikt jest całkowicie niepotrzebny. Od czasu II WŚ ludzkość mądrze i roztropnie zredukowała liczbę wyniszczających wojen i zrezygnowała z używania bomb atomowych jako narzędzia masowej zagłady. Wojna to koszmar brutalności, cierpienia i traumy. Podziwiam wspólnotowość Ukraińców w obliczu tego konfliktu, ich wolę obrony wolnego i suwerennego kraju, który kochają i w którym się urodzili. Żal mi niektórych młodych rosyjskich żołnierzy, którzy dopiero na miejscu uświadamiają sobie, że stali się marionetkami w rękach zbrodniczego autokraty i jego sługusów. Cieszę się, że Polacy masowo wspierają uchodźców z Ukrainy, sam też to robię. Mam nadzieję, że wkrótce doczekamy się końca tego strasznego konfliktu i nie będzie on dalej eskalować w kierunku coraz to gorszego rozlewu krwi i ekspansji działań wojennych na inne kraje. Jednak jedynie czas pokaże czy zbrodniarz wojenny Putin się opamięta, gdyż pcha Rosję w kierunku gospodarczej zapaści i globalnej izolacji. Tak czy owak od 24 lutego świat zmienił się zdecydowanie na gorsze. Obyśmy nie stanęli na krawędzi III WŚ.

Wspierajcie Ukrainę i jej dramatyczną walkę o samostanowienie. Wszelkie, choćby najdrobniejsze i najbardziej symboliczne inicjatywy pomocowe są obecnie cenne. Zdj. Reuters.

Kilka przydatnych i zweryfikowanych linków do pomocy finansowej Ukrainie. Blogowanie jest passe, zasięgi są małe, ale może ktoś z czytelników kliknie i pomoże:

https://pomagam.pl/solidarnizukraina

Czerwony Krzyż na Ukrainie:

https://redcross.org.ua/donate/ 

Pomoc dla ukraińskiej armii:

https://armysos.com.ua/en/help-the-army

https://savelife.in.ua/en/donate/ 

Pomoc dla uchodźców:

https://www.pah.org.pl/sos-ukraina/?enable_cookies=all

czwartek, 17 lutego 2022

Type O Negative: After Dark (1998) - recenzja

 
Z racji tego, że z powodu pandemii koronawirusa w zasadzie zaprzestałem chodzenia na koncerty oglądam sporo dokumentów muzycznych i słucham dużo muzyki. Tym razem padło na "Type O Negative: After Dark" z 1998 roku. Dokument, w którym mamy wywiady z wszystkimi czterema muzykami Type O Negative oraz sporo czarnego humoru. Do tego dochodzą teledyski do "Christian Woman", "Black No.1" z "Bloody Kisses" (1993) oraz "Love You to Death", "My Girlfriend's Girlfriend" i "Cinnamon Girl" z "October Rust" (1996). 

Mamy w "After Dark" bitwę na papier toaletowy z muzykami Pantery w trakcie koncertu oraz obrzucanie ich jedzeniem. Peter Steele opowiada m.in. o tym, że jego ulubioną porą roku jest jesień. Generalnie z "After Dark" niewiele dowiemy się o samym zespole Type O Negative, ale nie jest to bynajmniej zarzut. Niestety nie dane mi było zobaczyć koncertu Amerykanów, choć obracam się wokół ciężkich brzmień (i nie tylko) od 1995-96 roku. Tak po prostu wypadło, że akurat w latach 2003 i 2007 (koncerty w Warszawie) nie fascynowałem się tym zespołem, choć wyrywkowo znałem kilka ich utworów oraz czytałem z nimi wywiady. No cóż, po śmierci Petera Steele'a w 2010 roku już niestety nie zobaczę Type O Negative nigdy na żywo. Steele miał natomiast fajny gust muzyczny m.in. Cocteau Twins, Lycia czy My Bloody Valentine (oprócz The Beatles i Black Sabbath).

Interesujący zapis z wizyty Type O Negative w Empiku przed koncertem w Stodole w 2003 roku. 

https://www.youtube.com/watch?v=IpyEkEI3vZc

środa, 16 lutego 2022

Anne Sverdrup-Thygeson "Ekipa do naprawy świata" - recenzja


Już chwytliwy tytuł niniejszej uroczej książki biologiczno-przyrodniczej zwraca uwagę: "Ekipa do naprawy świata: Jak 10 milionów gatunków staje na głowie, by uratować ci tyłek". Na pewno mam w biblioteczce popularnonaukowej poprzednią książkę Norweżki Anne Sverdrup-Thygeson "Terra Insecta" i jestem przekonany, że ją przeczytałem. W każdym razie noworoczne postanowienie znowu spełnione (przeczytanie w ciągu miesiąca przynajmniej jednej książki). 

"Ekipa do naprawy świata" to książka o zwinnych, sprytnych i często anonimowych stworzeniach (mikroorganizmy, owady, ptaki, gady, płazy, ssaki, rośliny, etc.), dzięki którym raczej niewdzięczny przyrodzie Homo sapiens żyje wygodnie na Ziemi i rozwija się naukowo oraz technologicznie. Małże filtrują wodę, mech usuwa trujący arszenik, owady-zapylacze dbają o nasze bezpieczeństwo żywnościowe, cis pomaga walczyć z podstępnym nowotworem, z rozmaitych roślin czy grzybów pozyskujemy antybiotyki i inne lekarstwa na trapiące nas choroby i dolegliwości, lasy namorzynowe działają niczym falochron chroniąc ludzkie osady przed powodziami i falami tsunami. Biolożka konserwacyjna Anne Sverdup-Thygeson wplotła do książki mnóstwo ciekawostek biologicznych, przyrodniczych czy związanych z ekologią. 

W "Ekipie do naprawy świata" nie brakuje też anegdot autorki, jej wspomnień z dzieciństwa, pięknych cytatów czy głębokiego zachwytu nad przyrodą, naturą, biosferą, którą ludzie tak usilnie próbują sobie od lat podporządkować (wycinka lasów pod uprawy i pastwiska, antropogeniczne zmiany klimatyczne, utrata bioróżnorodności, zagłada wrażliwych ekosystemów). Na co dzień zajęci przetrwaniem i gromadzeniem materialnych dóbr nie umiemy zauważyć tej ogromnej różnorodności flory i fauny, która nas otacza. Nie doceniamy znaczenia przyrody ani nie okazujemy jej wdzięczności. Nasza perspektywa poznawcza jest krótkowzroczna, zaburzona.

Bardzo przystępnie napisana, klarowna i frapująca książka, którą warto nabyć i przeczytać. Lektura przyjazna dla laika. Na zdj. Timothy K. ekosystem namorzynowy.

piątek, 11 lutego 2022

Umiera Roman Kostrzewski z Kata

                                          
10 lutego social media obiegła wieść o śmierci Romana Kostrzewskiego, długoletniego wokalisty zespołu Kat i człowieka określanego mianem ojca polskiego metalu. I słusznie, gdyż wpływ zespołu Kat na rodzimą scenę metalową jest bezdyskusyjny. Osobiście nie mam z Katem zbyt wielu szczególnych wspomnień, gdyż o muzykę Kata zaledwie się otarłem (pierwszą płytą Kata, którą dane mi było mi poznać wiele lat temu była "Róże miłości najchętniej przyjmują się na grobach" z 1996 roku). Jednak mimo że nie byłem ogromnym wielbicielem Kata, trudno mi nie przestać myśleć o Romku, gdyż był wyjątkowo utalentowanym i dobrodusznym muzykiem. Nie dziwi mnie zatem fakt, że ludzie z różnych roczników wspominają koncerty Kata z Romanem Kostrzewskim na wokalu, płyty Kata, wywiady i pogaduszki z Romanem, który był bardzo dostępnym dla fanów człowiekiem. Na pewno żałuję, że nie miałem sposobności uczestniczyć w ostatnich koncertach Kata z Romanem na wokalu. Niestety taka kolej rzeczy. Tracimy artystów, których muzykę cenimy czy wręcz kochamy. Śmierć nie oszczędza nikogo. Nawet jeśli nie znamy danego artysty, muzyka, jego sztuka pozwała nam odkrywać samego siebie. Czasem fanowska żałoba po śmierci może potrwać nawet kilka tygodni: tak było w przypadku Davida Bowie, który zmarł w 2016 roku na nowotwór wątroby. Za tragiczną śmiercią LG Petrova z Entombed czy Romana Kostrzewskiego także stoi okrutny rak. 

Dorastamy z twórczością artysty, który prędzej czy później umrze. Oglądamy jego filmy, czytamy jego książki czy tomiki poezji, słuchamy jego muzyki. Ulubiony muzyk, zespół, artysta staje się tak jakby częścią naszej najbliższej rodziny, z którą jesteśmy zżyci. Stąd głębokie i bolesne poczucie straty, które nam towarzyszy, które nas gnębi. Ponieważ muzyka czy generalnie sztuka danego artysty potrafi zmienić nas na lepsze, zmusić do refleksji bądź wydobyć z nas najskrytsze pokłady emocji. Dobra sztuka potrafi rezonować z jej odbiorcami, dlatego gdy nasz ulubiony artysta umrze tak głęboko to odczuwamy. Chodzi tutaj przede wszystkim o tą piękną intymną więź między twórcą, kreatorem, artystą a odbiorcą, słuchaczem, czytelnikiem. Przykładowo muzyka pomaga nam zmagać się z samotnością ludzkiej egzystencji, z uchodzeniem za odludka, wyrzutka, odmieńca. Ulubiony artysta, który odszedł był naszym nieznajomym-przyjacielem, który nas rozumiał, nie oceniał. 

RIP Roman Kostrzewski (1960-2022).

https://www.metal-archives.com/artists/Roman_Kostrzewski/3577 

Kilka mini-recenzji muzycznych filmów dokumentalnych:

"Berlin Now" (1985) w reżyserii Wolfganga Bülda to hipnotyczny i uroczy dokument muzyczny o podzielonym murem mieście i jego najważniejszych muzykach eksperymentalnych. Dużo świetnej muzyki, intrygująca praca kamery oraz trochę onirycznej fantastyki. Wśród wykonawców znaleźli się między innymi Einstürzende Neubauten, Die Schlampen/ Blixa Bargeld, Mona Mur, D.A.F. czy Sprung aus den Wolken. Berlin, miasto, które nigdy nie zasypia. Znakomita scena kowbojskiego napadu na bank.

"1/2 Mensch" (1985) - Istna symfonia industrialnego hałasu. Zapis występu Niemców z Einstürzende Neubauten w opuszczonej fabryce i na sali koncertowej. I zapewne inspiracja dla cyberpunk/body horroru "Tetsuo"(1988) Shinya Tsukamoto. Cudowna inkorporacja tancerzy butoh z grupy Byakko-sha. Industrialny rozkład, dżdżownice, piła mechaniczna, płomienie, zestawy telewizorów, wózki sklepowe, zgrzyty, trzaski, ryki. Muzyczny albo antymuzyczny obłęd. Dla wielbicieli estetyki cyberpunk, futurystycznej dystopii oraz industrialnego hałasu/urbexu film jak znalazł.

Na zdjęciach muzycy Kata z zespołem Metallica (koncert 10 lutego 1987 roku w Katowicach, Kat zagrał jako support) oraz kadr z "1/2 Mensch".

środa, 9 lutego 2022

Oszust z Tindera (2022) - recenzja

W ten weekend obejrzałem kolejny film dokumentalny Netflixa "Oszust z Tindera" (2022). Nie żeby mnie specjalnie interesowała jego tematyka, ale podobał mi się poprzedni film true crime w reżyserii Felicity Morris o Luce Magnottcie, mordercy i kanibalu z Kanady, który za wszelką cenę pragnął internetowego rozgłosu (zaczął od zabijania kotków, skończył na brutalnym morderstwie człowieka). Tematyka "Oszusta z Tindera" nie jest aż tak drastyczna i wciągająca. Fabuła dotyczy izraelskiego oszusta i szwindlarza Simona Levieva, który w latach 2017-19 rozkochał w sobie i oszukał kilka kobiet w Europie używając do tego tzw. schematu Ponziego (piramidy finansowej). Zmieniał personalia, chwalił się na Tinderze luksusem roztaczając wokół siebie aurę nadzianego młodego biznesmena. Kobiety, które w sobie rozkochał długo dawały wodzić się za nos. Leviev podrabiał paszporty, prawa jazdy, karty kredytowe, czeki i pozwolenia na lot. Udawał syna izraelskiego króla diamentów Leva Levieva. Oczarowywał szukające miłości na Tinderze kobiety drogimi podarunkami i kolacjami na pokładzie samolotów używając do tego środków finansowych, które pożyczyły dla niego wcześniejsze ofiary. Oszukiwał je wysyłając nowo poznanym kobietom zdjęcia siebie oraz rannego ochroniarza (notabene Polaka, który obecnie chce pozwać Netflix na ogromną sumę za szkody wizerunkowe, choć zapewne wiedział, iż bierze udział w perfidnym szwindlu i na to się godził) - rzekomych ofiar ataku ze strony tajemniczych wrogów, których nie było. W 2019 roku historię Simona nagłośnił norweski tabloid Verdens Gang. Simon został aresztowany w Grecji i skazany na 15 miesięcy więzienia w Izrealu za podrobienie paszportu. Wskutek pandemii koronawirusa wyszedł na wolność po 5 miesiącach i dalej lansuje się na Instagramie. Kara śmiesznie niska, gdyż jego ofiary z klasy średniej do tej pory zmagają się z długami, w które popadły. Tak to jest zaufać nieodpowiedniej osobie.

Simon na pewno umiał manipulować udając osobę, której grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, zatem potrzebuje ona jak najszybciej (najlepiej oczywiście dużych) pieniędzy. Czasem w podzięce wysyłał dawnym 'miłościom' podrobione czeki, po czym zrywał kontakt. Najważniejsze dla niego były luksusowe podróże, drogie imprezy np. na Mykonos i ciuchy oraz sypianie z pięknymi kobietami. Niestety na świecie byli, są i będą tacy cwaniacy jak Simon. Nie należy zbytnio ufać świeżo poznanym romantycznym partnerom czy przyjaciołom, którzy prawie od razu żądają od nas pieniędzy.

Oczywiście oszust wykorzystał zaufanie i empatię uwiedzionych kobiet. Działał metodycznie, choć w sposób powtarzalny. Jego zachowanie zasługuje na napiętnowanie w mediach społecznościowych, choć zbyt często mam niestety wrażenie, że oszuści, manipulatorzy, pseudocelebryci czy patostreamerzy są w sieci promowani jako osoby zaradne, umiejące zarabiać duże pieniądze. To oczywiście wina odbiorców ich treści, dzięki którym rosną ich zasięgi. W końcu posmak sukcesu finansowego, luksusu należy stale podtrzymywać na IG czy TikToku, nawet jeśli to oszustwo, mistyfikacja, starannie zaplanowana zagrywka pijarowska. Lgniemy do ludzi sukcesu jak muchy plujki do padliny, chcemy żyć i doświadczać tak jak oni, a oni doskonale umieją to wykorzystać.

środa, 2 lutego 2022

Dandy (1988) - recenzja

                                              

Wreszcie "Dandy" obejrzany, gdyż jako osoba zainteresowana związkiem post-punka, metalu, industrialu, nowej fali czy rocka gotyckiego z kinem chciałem ten dziwaczny arthouse zobaczyć od dawna. Według reżysera Petera Sempela "Dandy" w luźny sposób bazuje na filozoficznej i obrazoburczej satyrze Woltera "Kandyd" (1759). To na pewno film chaotyczny, rwący się, anarchiczny i być może pretensjonalny, ale mimo to na swój sposób dziwnie hipnotyczny i odrealniony. Powinien przypaść do gustu widzom, którzy cenią surrealistyczne tripy i muzyczną scenę Berlina Zachodniego lat 80-tych.

Pojawiają się tutaj znani muzycy tacy jak Blixa Bargeld (Einsturzende Neübauten) oraz Nick Cave (jako Nicholas Cave). Przypominająca kolaż akcja "Dandy" toczy się w wielu różnorodnych miejscach: Berlin Zachodni, Indie (Ganges), Madryt, Nowy Jork, Tokio, Kair (piramidy egipskie), Marrakesz, etc. W eksperymentalnym "Dandy" znajdziemy kilka fascynujących momentów: Cave śpiewający bluesowy kawałek czy grający w rosyjską ruletkę, odziany w czerń Bargeld siedzący na przystanku, śpiewające razem Nina Hagen i Lene Lovich, itd.

Na soundtracku znalazły się m.in. utwory klasyczne Mozarta, Bacha, Beethovena oraz piosenki Einstürzende Neubauten, Nick Cave and the Bad Seeds ("City of Refuge", "Moon is in the Gutter"), The Birthday Party ("Mutiny in Heaven"), DAF, Crass i Die Toten Hosen. 

Zatem może jakaś ilustracja muzyczna do tej recenzji? Koncertówka Einsturzende Neübauten z 1982 roku będzie idealna. Nagrania z Hamburga i Berlina. Kwintesencja industrialnego hałasu.

https://einstrzendeneubauten.bandcamp.com/

sobota, 29 stycznia 2022

Steven Pinker "Racjonalność" - recenzja

Postanowiłem w ciągu miesiąca czytać przynajmniej jedną-dwie książki i wybór tym razem padł na najnowszą książkę znanego i cenionego psychologa-kognitywisty i lingwisty Stevena Pinkera "Racjonalność" (2021). Zaintrygowała mnie jej tematyka: błędy poznawcze, złudzenia, deficyty racjonalnego rozumowania wśród ludzi, wiara w teorie spiskowe i pseudonaukowe bzdury rozprzestrzeniająca się w tempie viralowym za pośrednictwem mediów społecznościowych. Dlaczego ludzie tak często myślą i zachowują się irracjonalnie? Dlaczego wiarę pokładają w gusłach i mitologii (zorganizowane religie, mit narodowy), a nie w osiągnięciach nauki? Dlaczego tak rzadko korzystamy w trakcie polemicznych sporów z potężnych narzędzi rozumowania takich jak logika, krytyczne myślenie, korelacja i przyczynowość, wnioskowanie bayesowskie, teoria gier czy indywidualne i zbiorowe dokonywanie optymalnych wyborów? Dlaczego tak łatwo poddajemy się manipulacji ze strony cynicznych populistów? W końcu racjonalność (logika, probabilistyka i rozumowanie empiryczne) oraz wnikliwa argumentacja mogą przyczynić się do podejmowania lepszych decyzji życiowych przez racjonalną jednostkę. 

Tymczasem mamy istne zatrzęsienie antyszczepionkowców, negacjonistów antropogenicznych zmian klimatycznych czy wyznawców różnorodnych, często wykluczających się wzajemnie teorii spiskowych (np. QAnon w USA). Mamy ludzi wierzących w istnienie duszy, duchy, nawiedzone domy, postrzeganie pozazmysłowe, uzdrawianie psychiczne, demoniczne opętania, medycynę alternatywną (znachorstwo) czy w płaską Ziemię. W "Racjonalności" Pinker bardzo wnikliwie i z charakterystyczną dla niego swadą omawia podstawowe zagadnienia z zakresu logiki czy statystyki analizując liczne przykłady błędów & skrzywień poznawczych. I słusznie pod koniec książki zauważa, że należy zacząć uczyć racjonalności najmłodsze pokolenia w szkołach (obok umiejętności czytania, pisania i rachowania-arytmetyki).

Pinker wśród wielu przykładów nieracjonalnego myślenia wymienia m.in. strach przed lataniem samolotem i preferowanie jazdy samochodem, choć więcej osób statystycznie ginie w wypadkach samochodowych niż w katastrofach lotniczych czy demonizowanie energetyki jądrowej w dobie antropogenicznych zmian klimatycznych (więcej ludzi zabija co roku smog niż wszystkie sporadyczne przypadki awarii elektrowni jądrowych razem wzięte: Three Mile Island, Czarnobyl, Fukushima). Strach przed terroryzmem także jest przesadzony i sprzyja np. masowej inwigilacji obywateli i wywoływaniu konfliktów zbrojnych, co oczywiście wcale nie oznacza, aby zjawisko terroryzmu zupełnie ignorować. Podobnie strach przed śmiercią w paszczy rekina czy przed niepożądanym odczynem poszczepiennym. Jednak stronnicze media uwielbiają rozpisywać się na temat szokujących, acz statystycznie rzadkich zdarzeń, gdyż przesycone histerią artykuły to doskonałe clickbaity. Tabloidyzacja mediów postępuje, choć (co pocieszające) coraz intensywniej promowany bywa fact-checking.

Cytaty z książki: "Nie chodzi o to, żeby mieć rację. Chodzi o to, żeby zrozumieć."

"Aby zrozumieć niedorzeczne virale, takie jak miejskie legendy, nagłówki tabloidów i fake newsy, musimy pamiętać o ich ogromnych walorach rozrywkowych."

"Trudno jest nakłonić człowieka do zrozumienia czegoś w sytuacji, gdy niezrozumienie jest warunkiem otrzymania pensji."

"Niepożądane jest wierzyć w jakąś tezę, jeśli nie ma żadnych podstaw, aby przypuszczać, że jest ona prawdziwa." - Bertrand Russell.

czwartek, 27 stycznia 2022

Impakt komety zwanej Omikronem

                   
W zasadzie miałem już nie pisać o pandemii koronawirusa Sars-Cov-2 (wariantu Omikron wypierającego wariant Delta) w kontekście ojczystego kraju, ale dzisiaj mamy 57 659 zakażeń i 262 zgony. Od trzech dni bijemy rekordy. Te liczby i tak są zapewne grubo niedoszacowane, gdyż niektórzy ludzie nie zgłaszają zakażeń ani kontaktów, aby tylko nie trafić na kwarantannę. No bo po co się izolować? Lepiej dalej zakażać i narazić innych na ewentualny zgon, tudzież mniej lub bardziej trwały uszczerbek na zdrowiu.

Akurat przyszło mi żyć w dobie globalnej pandemii Covid19 (2019-2022) i w czasach antropogenicznych zmian klimatycznych, zatem już dawno straciłem złudzenia. Obserwuję totalne fiasko walki PiSu z koronawirusem skutkujące największym masowym wymieraniem Polaków od czasu II WS (zmarło ponad 100 000 rodaków, często na własne życzenie), pozorowane działania w buńczucznej oprawie propagandy sukcesu rodem z Korei Północnej, brak zdecydowanej woli walki z siejącymi dezinformację ruchami antyszczepionkowymi próbującymi usilnie podważać skuteczność/sensowność szczepień (znacznie obniżone ryzyko ciężkiego przebiegu Covid i hospitalizacji dzięki szczepionce to dla mnie kluczowy argument za przyjęciem szczepionki, także tej aktualizowanej; ryzyko hospitalizacji jest znacznie większe, gdy dany pacjent jest niezaszczepiony), ponieważ to część elektoratu PiSu i Konfederacji (a twardy elektorat trzeba głaskać i dbać o jego poparcie, liczy się tylko utrzymanie u władzy, dalsze bogacenie się i zabezpieczanie majątków, raz obranej linii narracji nie wolno zmieniać, no bo wiecie, utrata reputacji, wiarygodności, etc.). Polityka w rękach odklejonych od rzeczywistości i nauki prawicowych populistów zaczyna mnie irytować, ich hipokryzja (otwarcie negujemy szczepienia, ale się po kryjomu zaszczepimy np. trzech członków Konfy czy niejaka małopolska kurator oświaty Barbara Nowak, która powinna nadrobić braki w edukacji o szczepieniach), bezustanne kłamstwa, inercja, indolencja, pudrowanie rzeczywistości, inwigilacja, afery i finansowe przekręty na wielką skalę, walka o zdyskredytowanie nauki. Mam coraz większe wrażenie, że żyję w bandyckim, quasi-autorytarnym, pseudo-nacjonalistycznym i nie liczącym się na arenie międzynarodowej kraju, który usilnie stara się być europejskim bastionem (przedmurzem) chrześcijaństwa, konserwatywnej tradycji i mentalnej zaściankowości. I w efekcie laicyzuje się coraz szybciej bez względu na utopijne wysiłki ministra Czarnka i rozwodowych hipokrytów z Ordo Iuris. Z drugiej strony jako dawnemu metalowcowi nigdy nie było mi z jakąkolwiek zorganizowaną religią po drodze. I raczej już nie będzie.

Takie zagrożenia egzystencjalne jak pandemia patogenu dobitnie obrazują, że nawet w XXI wieku ludzie nie ufają nauce, nie słuchają ekspertów, gdyż sami wiedzą najlepiej. Polskie społeczeństwo w niedojrzałej większości odrzuciło zarówno darmowe szczepienia (booster przyjęło do tej pory chyba tylko 25 procent Polaków), jak i DDM. Efekt tego będzie widoczny w najbliższych dniach, tygodniach. Już mamy w UK czy w Danii nową hiperzakaźną mutację (sub-wariant) Omikrona zwaną BA.2, a funkcja ochronna używanych szczepionek zacznie spadać, zatem boostery muszą zaliczyć jak najszybszy update. Wirus Sars-Cov-2 pięknie i wzorcowo mutuje, bo chce 'żyć' i się namnażać. Biologiczny android zdolny do replikacji i adaptacji. Szkoda przepracowanych medyków użerających się z antyszczepionkowcami, którzy ich nienawidzą, zmarłych na Covid, którzy nie zdążyli się zaszczepić/doszczepić tj. Piotr Kuldanek, pacjentów onkologicznych i innych podatnych na ciężki przebieg tej podstępnej wielonarządowej choroby oraz dzieci (rosną liczby pediatrycznych hospitalizacji w UK, Danii, USA, Francji, Hiszpanii, tej rzeczywistości nie da się zakłamać), które często za wolnościową głupotę i bunt rodziców zapłacą zdrowiem.

Jako gatunek nie zdaliśmy kolektywnie egzaminu. I raczej nie zdamy go także w trakcie zmian klimatycznych, kolejnej pandemii wirulentnego patogenu czy w razie uderzenia asteroidy i erupcji superwulkanu. 

Zdj. komety 67P Czuriumow/Gierasimienko ESA, misja Rosetta. Cudowność.

Do posłuchania instrumentalny Ulver w oprawie soundtrackowo-horrorowej.

https://ulver.bandcamp.com/album/scary-muzak

I trzeci singiel fińskich funeral doomowców od Shape of Despair okraszony surowymi i pustymi krajobrazami Islandii i Norwegii.

https://www.youtube.com/watch?v=jZtEl7aqIsI 

EDIT: Nowy sub-wariant Omikron BA.2 może być nawet 1.5 raza bardziej zakaźny od pierwotnego wariantu BA.1. (pierwsze dane z Danii, w której zaczyna dominować wypierając BA.1). Zapowiada się zatem kolejna fala reinfekcji. I naturalnie rośnie obawa, że wskutek nawału pacjentów covidowych może zabraknąć łóżek i obsługi medycznej dla pacjentów z innymi schorzeniami np. po wypadku czy zawałowców. Nie pozostaje nic innego jak czekać i obserwować jak będzie wyglądała pandemia w lutym w Polsce. Czas pokaże czy sprawdzą się najczarniejsze scenariusze kolapsu systemu opieki zdrowotnej. Póki co zarządzanie pandemią przez PiS leży i kwiczy (typowa strategia na zasadzie "jakoś to będzie", na przeczekanie i zajęcie ludzi różnymi ustawkami i teatralnymi posunięciami), a pogrążeni w inercji politycy za swoje celowe niepowodzenia usilnie próbują zgonić winę na społeczeństwo: pracodawców, pracowników (bubel prawny zwany nową ustawą covidową, na szczęście odrzucony), lekarzy, nauczycieli, naukowców, opozycję, etc. Brak stanowczego zarządzania pandemią Covid w Polsce skrytykowano nawet w cenionym czasopiśmie medycznym The Lancet:

https://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(22)00159-3/fulltext

EDIT: W USA wariant BA.2 powoli zaczyna dominować. Tak samo zapewne będzie w całej Europie, w tym i w Polsce.

niedziela, 23 stycznia 2022

Morte sospetta di una minorenne/ Podejrzana śmierć małoletniej (1975) - recenzja

                                             
Film obejrzany na Netflixie. Rzeczywiście to dość dziwaczna i osobliwa hybryda giallo, poliziotteschi oraz ocierającej się o slapstick komedii. W "Podejrzanej śmierci małoletniej" tajemniczy morderca w okularach (Roberto Posse) podcina gardło młodziutkiej prostytutce. Śledztwo w sprawie brutalnego morderstwa prowadzi elokwentny i arogancki detektyw Germi (Claudio Cassinelli) i owo węszenie wspólnie z pewnym nastoletnim złodziejaszkiem (Adolfo Caruso) doprowadzi go do mrocznego półświatka pedofilii i handlu małoletnimi prostytutkami...

Za scenariusz do niniejszego komediowego giallo/filmu policyjnego odpowiadają niestrudzony Ernesto Gastaldi oraz reżyser Sergio Martino (wspaniałe giallo "Torso" z 1973 roku). Film ogląda się wybornie. Mamy tutaj trzy całkiem brutalne sceny morderstw (podcięcie gardła, zadźganie, uduszenie), świetnie zrealizowaną scenę samochodowego pościgu ze slapstickowymi akcentami komediowymi (wirowanie pieszego na głowie!), strzelaninę na rollercoasterze, którą wieńczy pieszy pościg i kilka innych momentów zdecydowanie do zapamiętania. Odrobina nagości i sporo niespodzianek. Na plus także rewelacyjna ścieżka dźwiękowa autorstwa Luciano Michelini przypominająca muzykę Goblins z filmów giallo Dario Argento. W obsadzie m.in. Mel Ferrer i Barbara Magnolfi.

Fajnie, że na Netflixie można znaleźć kultowe włoskie produkcje. "Nieuchwytny morderca" (1971), "Demony 1 i 2", a teraz "Podejrzana śmierć małoletniej" ("Suspected Death of a Minor"). Oby tak dalej. Więcej filmów Davida Lyncha, Johna Carpentera, Martina Scorsese oraz włoskich horrorów, gialli i poliziotteschi. 

piątek, 21 stycznia 2022

Stage Fright (2014) - recenzja

                                                 
20 stycznia 2022 roku w wieku 74 lat zmarł Meat Loaf. Moja znajomość jego muzyki jest mizerna i ogranicza się do pamiętania kilku jego przebojów, aczkolwiek muszę przyznać, że ten artysta miał całkiem imponującą karierę filmową. Oprócz wystąpienia w kultowym dla subkultury gotyckiej "The Rocky Horror Picture Show" (1975) zagrał także w kilku horrorach min. w humorystycznym i ociekającym krwią mariażu slashera i musicalu "Stage Fright" (2014), w którym ukryty za maską kabuki morderca będący fanem hard rocka i heavy metalu wyrzyna ekipę obozowego teatru muzycznego przed i w trakcie spektaklu "Haunting of the Opera".

Sporo zabawnych i wpadających w ucho piosenek oraz świetny kostium mordercy (Metal Killer). Dobra obsada (zwracają na siebie uwagę zwłaszcza Minnie Driver i Meat Loaf), krwawe sceny morderstw oraz trochę wyrazistych nawiązań do obozowych slasherów i "Carrie" (1976) Briana De Palmy, "Hellraiser" (1987) Clive Barkera czy "The Texas Chainsaw Massacre" (1974) Tobe Hoopera. Tożsamość mordercy bardzo łatwo odgadnąć, ale nie jest to zarzut. Polubiłem ten absurdalno-parodystyczny slasher/musical w odróżnieniu od słabego i na siłę feministycznego rimejku "Black Christmas" z 2019 roku. 

Nie mylić z jednym z moich ulubionych włoskich slasherów/gialli z lat 80-tych "Stagefright" aka "Aquarius" (1987) w reżyserii Michele Soavi. Tam z kolei pojawia się morderca w masce sowy.

piątek, 14 stycznia 2022

Ashling Murphy: morderstwo nad kanałem

              
Aktualna sprawa kryminalna z Irlandii, ale stwierdziłem, że warto o niej napisać z prostego powodu: sam mieszkam blisko Warty i Wartostrady, prawie codziennie chodzę na spacery (nie biegam tak jak ofiara), zarówno nad rzekę, jak i w jej bardziej odludne leśne okolice i często natykam się na rowerzystów, biegaczy, biegaczki, spacerowiczów czy kobiety wyprowadzające psy. 12 stycznia 2022 roku 23-letnia skrzypaczka i nauczycielka muzyki w szkole w Durrow (jej klasa 5-7 latków liczyła 28 dzieci), Ashling Murphy wyszła z domu w Tullamore godzinę po powrocie z pracy, by pobiegać. Została zaatakowana około godziny 16.00 lokalnego czasu w Cappincur, Tullamore, nad brzegiem Grand Canal przez nieznanego sprawcę i zmarła wskutek odniesionych obrażeń. Irlandzka policja na razie nie podaje informacji o charakterze tych obrażeń, ale nie należy wykluczyć motywu seksualnego napaści, która miała miejsce w biały dzień. Sprawca prawdopodobnie został spłoszony przez spacerujące dwie kobiety. Tak czy owak musiał być zdesperowany, gdyż dokonał napaści i morderstwa w miejscu, które jest popularne wśród spacerowiczów i biegaczy z Tullamore. To najgorszy koszmar dla każdej kobiety dbającej o aktywność fizyczną (biegającej, spacerującej, etc.), chcącej żyć bez strachu o własne bezpieczeństwo.

Irlandzka policja (Gardaí) aresztowała 40-letniego mężczyznę, ale go wypuściła i już nie jest on osobą podejrzaną. Działający samotnie sprawca nadal pozostaje na wolności. Poszukiwany jest posiadacz roweru górskiego Falcon Storm, który może mieć związek z atakiem. Napastnik mógł przemieszczać się tym rowerem, po czym spłoszony porzucił go i zbiegł.

Ta sprawa skojarzyła mi się z niedawnym brutalnym gwałtem i morderstwem dokonanym na polskiej studentce Paulinie Dembskiej w Garden Independence w Sliema (Malta) przez 20-letniego Abnera Aquilinę. 29-letnia Paulina została zgwałcona i uduszona wczesnym rankiem 2 stycznia 2022 roku przez sprawcę, którego nie znała. Zapewne tak samo jest i w przypadku Ashling: sprawca i ofiara nie znali się. Paulina także wyszła pobiegać i przy okazji dokarmić bezpańskie koty.

Takie sprawy jak powyższa są o tyle przerażające i niepokojące, gdyż mogą dotyczyć każdej dziewczyny, kobiety. W końcu to czynność najnormalniejsza pod słońcem: wyjść na dłuższy spacer czy pobiegać po powrocie z pracy. Ashling biegła wzdłuż Fiona's Way, nazwanej w taki sposób ku czci zaginionej Fiony Pender. 25-letnia Fiona zaginęła w Tullamore 23 sierpnia 1996 roku i po dziś nie została odnaleziona. Być może została zamordowana, a jej ciało zostało starannie ukryte.

Za takie napaści i morderstwa (często na tle seksualnym) odpowiadają mężczyźni. Oczywiście nie wszyscy, aczkolwiek pewien odsetek. Sam często spaceruję po odludnych okolicach, lubię też szwendać się po opuszczonych miejscach i do tej pory nic złego mnie nie spotkało. Jednak to samotne kobiety ryzykują na co dzień bardziej. Ryzykują napaść na tle seksualnym, która może skutkować morderstwem. Przemoc fizyczna/seksualna wobec kobiet jest dużym problemem - niezależnie od tego czy oprawcą jest partner, znajomy czy obcy mężczyzna. Problemem, o którym trzeba stale i głośno mówić. 

Irlandzka policja ma już nowego podejrzanego, który zgłosił się do szpitala z ranami po nożu oraz z obrażeniami na twarzy (śladami zadrapania). 31-letni Słowak Jozef Puska został już postawiony w stan oskarżenia.

https://www.dublinlive.ie/news/dublin-news/ashling-murphy-murder-new-chief-22767933

EDIT: I jeszcze rodzima sprawa pedofila i seksualnego drapieżcy, który w 2005 roku wykorzystał seksualnie kobietę w Southampton, a w 2009 roku wykorzystał seksualnie dwie dziewczynki w wieku 14 i 16 lat w leśnym bunkrze w wielkopolskiej wsi Antonin. Jak podaje wielkopolska policja: "Kiedy były w środku, wszedł do nich nagi mężczyzna ze slipami założonymi na głowę. Napastnik zatorował im wyjście, sterroryzował je, wykorzystał seksualnie, a następnie uciekł". Jedna z ofiar przytomnie zadzwoniła na numer alarmowy i dzięki temu udało się nagrać głos dewianta. Miałem okazję wysłuchać to niepokojące nagranie i powiem tylko tyle: mam nadzieję, że ten prymitywny zboczeniec (jeśli jeszcze żyje) zostanie schwytany i odpowie za traumę, którą zgotował tym dwóm nastolatkom. Także podejrzewam, że był to znający teren (ten konkretny las i bunkier) miejscowy. Osobiście gdybym był świadkiem takiego zdarzenia to chyba bym zmiótł tego osobnika z powierzchni ziemi. Autentycznie brzydzę się ludźmi, którzy w tak ohydny sposób krzywdzą słabszych. Może ktoś skojarzy ten obleśny głos:

https://www.youtube.com/watch?v=d7lqjQadSDI

niedziela, 9 stycznia 2022

The Image (1967) - recenzja

Skoro 8 stycznia minęła rocznica narodzin wybitnego artysty Davida Bowie, a 10 sierpnia minie rocznica jego śmierci (10 I 2016) postanowiłem zrecenzować "The Image" - jego aktorski debiut i krótko napisać o związku Bowie z kinem grozy, niesamowitości i fantasy.

Nakręcony w ciągu trzech dni we wrześniu 1967 roku i utrzymany w estetyce psychodelicznego horroru film krótkometrażowy o artyście (Michael Byrne), którego dzieło w postaci inkarnacji obrazu młodziutkiego Davida Bowie powraca do życia. Młody malarz próbuje tego pięknego, przypominającego manekina/żywego trupa młodzieńca unicestwić - najpierw przy pomocy rzymskiego posążka, potem noża. Jednak obraz nie chce umrzeć... 

Fajnie nakręcony, oniryczny i psychodeliczny horror od reżysera sadystycznego "Mark of the Devil" (1970), filmu o procesach wiedźm w XVIII wiecznej Austrii. Akcja "The Image" toczy się w trakcie posępnej deszczowej nocy, co tylko podkręca nastrój tego króciutkiego dreszczowca. Zero dialogów, w zamian sporo niepokojącej muzyki i ekspresjonistycznej kolorystyki. Intrygująco pokazany motyw doppelgängera budzący skojarzenia z "Portretem Doriana Graya" Wilde'a. Zarówno Byrne, jak i androgyniczny Bowie na plus. Na Youtube można obejrzeć także wersję koloryzowaną. W sumie obie wersje mi się podobają (zarówno ekspresjonistyczna czarno-biała, jak i kolorowa).

O przyjaźni Davida Bowie z maestro włoskiego horroru Dario Argento i o genialnej roli piosenkarza jako umierającego wampira w "Zagadce nieśmiertelności" (1983) Tony'ego Scotta już tutaj pisałem. Fani artysty powinni też odszukać (jest na Vimeo) "Pierrot in Turquoise or The Looking Glass Murders" (1970) - surrealistyczny spektakl teatralny z trzema upiornymi mimami i śpiewem Bowiego jako Cloud. Lubię też jego występ i zaśpiewanie "Heroes" w "My, dzieci z dworca Zoo" (1981) Uli Edela oraz krótki, acz cholernie wyrazisty epizod u Davida Lyncha w "Twin Peaks: Ogniu krocz za mną" (1992). Szkoda, że David nie pojawił się choćby epizodycznie w innych filmach Lyncha oraz nigdy nie zagrał w jakimś giallo Argento. Oczywiście trzeba też wspomnieć o występie Bowiego u Jima Hensona w familijnym fantasy "Labirynt" (1986). Muszę też kiedyś obejrzeć węgierski dramat fantasy "Büvös vadász" aka "Magiczne kule" (1994) - stosunkowo mało znany baśniowy film, który Bowie wyprodukował. 

OK, nie będę sobą jak nie wrzucę coś smutnego z Bowiego. Wybór "Blackstar" (2016) byłby zbyt oczywisty, choć to zdecydowanie najbardziej poruszający album tego artysty-innowatora (artysty wizualnego, aktora, muzyka, teoretyka kultury), jego rozstanie raz na zawsze z doczesnością. To może przykładowo "Slow Burn", "Heathen", "Word on Wing", "No Plan", "Subterraneans", "Ashes to Ashes", "Where Are We Now?", "Bring Me the Disco King", "Always Crashing in the Same Car", "Shadow Man"  czy "The Loneliest Guy"?

https://www.youtube.com/watch?v=x6MDhtBEmCs 

https://www.youtube.com/watch?v=NSEhQfGlM8w 

https://www.youtube.com/watch?v=hmtL3RxiVjc 

https://www.youtube.com/watch?v=xIgdid8dsC8 

https://www.youtube.com/watch?v=FVY2ERXkNgY 

https://www.youtube.com/watch?v=du_pVBhT4DE 

https://www.youtube.com/watch?v=QWtsV50_-p4 

https://www.youtube.com/watch?v=oqv-NXxIU38 

https://www.youtube.com/watch?v=-m30aaI5Yf8 

https://www.youtube.com/watch?v=MOVD_VgnBKQ 

https://www.youtube.com/watch?v=rYlsdigdswA 

https://dtbbth.blogspot.com/2021/01/david-bowie-i-dario-argento-na-wspolnej.html

Warto jeszcze dodać w ramach ciekawostki, że w remake'u "Suspirii" (2018) pojawia się fotografia Davida oraz Drzewa Życia Kabały z 1974 roku autorstwa Steve'a Schapiro. Muzyk interesował się judaizmem w latach 70-tych (dwie jego wczesne największe inspiracje muzyczne to żydowscy muzycy Lou Reed i Bob Dylan), zresztą jego wieloletnia podróż spirytualna objęła oprócz Kabały także tybetański buddyzm, chrześcijański mistycyzm czy okultyzm (ezoteryczne książki Alesteira Crowleya).

https://www.theatlantic.com/photo/2016/04/Capturing-David-Bowie/478371/

piątek, 7 stycznia 2022

Samobójstwa dzieci i nastolatków w trakcie pandemii Covid19

                             
Z niepokojem czytam o samobójstwach wśród dzieci w trakcie pandemii. Media dość mocno nagłaśniają takie zaplanowane i rozpaczliwe akty samobójcze. I słusznie, gdyż jest to wstydliwy i czasem wręcz ignorowany problem. Posłużę się tutaj trzema niedawnymi przykładami: 20 grudnia 2021 roku około godziny 22 pod kołami pociągu relacji Gdynia-Warszawa Zachodnia zginęła 17-letnia dziewczyna i 19-letni chłopak, oboje mieszkańcy Nowego Dworu Mazowieckiego. 3 stycznia 2022 roku około godziny 10 przy stacji Warszawa-Olszynka Grochowska pociąg SKM jadący do Otwocka śmiertelnie potrącił 16-letnią dziewczynę. Wypadek czy samobójstwo? Obstawiam niestety w obu przypadkach drugą ewentualność. Z kolei 29 grudnia 2021 roku samobójstwo popełnia 12-letnia Kinga, dziewczynka z okolic Dąbrowy Tarnowskiej (wieś Smęgorzów, Małopolska), ofiara molestowania  seksualnego w rodzinie. O molestowaniu dowiedziały się następujące organy: policja, prokuratura, władze szkoły, do której uczęszczała, sąd rodzinny czy centrum pomocy rodzinie. Molestował ją znajomy rodziny, w domu rodzinnym nie otrzymała wsparcia, jedynie pretensje i awantury, tam także padła ofiarą molestowania. Dziewczynka chciała zamieszkać z ciocią w Środzie Śląskiej, ale wskutek opieszałości prokuratury musiała wrócić do rodzinnego, przepełnionego piekłem domu. Według jej zeznań krzywdzili ją dwaj mężczyźni (ojczym i przyjaciel jej rodziców), jednak dziecku nie dano wiary i nie zapewniono mu bezpieczeństwa. Zapewne była zastraszana, maltretowana. Sąd rodzinny nie zabezpieczył jednak dziewczynki w rodzinie zastępczej ciotki i jej męża. Dziewczynka w końcu trafiła na oddział psychiatrii dziecięcej, gdyż mówiła o samobójstwie. Tam została poddana badaniom. Odtrącali ją także jej szkolni rówieśnicy. Była stygmatyzowana, naznaczona. Sprawę nagłośnił dziennikarz Radia TokFM Michał Janczura w reportażu z 14 września 2021 roku "Dziewczynka, która prosiła o pomoc." I tej pomocy w porę nie otrzymała. Powiesiła się.

"Straciłam nadzieję, że będzie lepiej i to, że ktoś próbuje mnie przekonać, że będzie. I tak wiem, że nie będzie". - W tej wiadomości od Kingi do cioci aż kipi od poczucia rezygnacji i bezsilności.

https://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103085,27552378,dziewczynka-ktora-prosila-o-pomoc-ciociu-cos-sie-wydarzylo.html

Po przeczytaniu tego reportażu zacząłem zastanawiać się jak pandemia Covid19 wpływa na dobrostan psychiczny dzieci i młodych ludzi. Samobójstwa dzieci są rzadkie w porównaniu do samobójstw osób dorosłych z innych grup demograficznych, jednak szokują najbardziej z powodu wieku osób odbierających sobie życie. Nie widzę podstaw, by twierdzić, że w trakcie pandemii koronawirusa wzrosła w Polsce liczba dziecięcych samobójstw, jednak trzeba przyznać, że pewne czynniki związane z pandemią mogą wpływać na zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży. Mogą to być nauka zdalna w trakcie lockdownu (brak należytego kontaktu z rówieśnikami), śmierć kogoś bliskiego z powodu Covid19 np. rodzica, dziadka, babci (trauma i żałoba), kłopoty finansowe w rodzinie, poczucie izolacji  (brak wsparcia, zrozumienia), wyobcowania, bolesne rozstanie czy odrzucenie, zakazana miłość, wreszcie przemoc domowa, w tym seksualna sprzyjająca myślom samobójczym (zamknięcie w czterech ścianach z osobami, które zamiast kochać krzywdzą). Ryzyko samookaleczeń (autoagresji) i samobójstwa w trakcie takiego zagrożenia egzystencjalnego jak pandemia na pewno wzrasta.

Ciągnąca się pandemia też jest zjawiskiem drenującym mnie mentalnie, choć staram się ją przetrwać i zaadaptować się do tych jakże niefortunnych okoliczności najlepiej jak potrafię. To okres stresu, strachu i niepokoju. Braku poczucia bezpieczeństwa finansowego. Recesji ekonomicznej. Martwię się o moją przyszłość i o dobrostan osób mi bliskich. Sam miałem kiedyś intensywne myśli samobójcze i wiem co to znaczy czuć się bezsilnym, niezrozumianym przez otoczenie. Te myśli jeszcze czasem do mnie wracają, kryją się w zakamarkach mojej jaźni niczym złośliwe demony, choć chyba mam je pod kontrolą, staram się od nich uciec albo je przeczekać, zająć się czymś, co odrealni rzeczywistość. Dzięki temu łatwiej jest mi zrozumieć ludzi, które decydują się na ten ostateczny krok. Jednocześnie chciałbym, aby takie osoby uświadomiły sobie, że mają dla kogo żyć, że zawsze znajdzie się na tym świecie ktoś (nawet osoba im obca), kto je wysłucha, zrozumie, postara się wesprzeć, pomóc (bez oceniania czy odtrącenia). Kinga odebrała sobie życie, gdyż przebywała w domu rodzinnym, w którym nie mogła liczyć na bezpieczeństwo. Znowu państwo polskie zawiodło. Nie pierwszy raz i nie ostatni.

Kawałek na dzisiaj (poruszający neofolk z Hiszpanii, szkoda, że projekt Fragile jest tak nieznany):

https://www.youtube.com/watch?v=L2DDGfMhbB4

Jeśli czujecie się bezradni i osamotnieni i poszukujecie kontaktu to można do mnie napisać: krawczykbart@yahoo.com 

czwartek, 6 stycznia 2022

Libido (1965) i Mystere (1983) - recenzje

 
"Libido" (1965) - Wczesne giallo Ernesto Gastaldi i Vittorio Salerno, zrealizowane mniej więcej w tym samym czasie co "Blood and Black Lace" (1964) Mario Bavy. Christian (Giancarlo Giannini w debiutanckiej roli) powraca do nadmorskiej rezydencji jego ojca, z którą wiążą się traumatyczne wspomnienia młodzieńca. Towarzyszy mu jego narzeczona oraz para przyjaciół (Paul i urocza blondynka Brigitte). Jako dziecko Christian widział jak jego ojciec zamordował kobietę w pokoju wypełnionym lustrami, a potem rzucił się z klifu. Gdy po latach Christian powraca do domu zaczynają się dziać dziwne rzeczy...

Dość zapomniane freudowskie czarno-białe giallo z małą obsadą (zaledwie czwórka aktorów). Dobry i logiczny scenariusz, który pozwala na grę domysłów oraz fajna blondyneczka Mara Meryl, która tańczy w bieliźnie i opala się w kocim bikini. "Libido" (1965) został nakręcony zaledwie w ciągu 18 dni.

Sceny w pokoju luster najbardziej zapadają w pamięć.

Psychoseksualna atmosfera, mała i solidna obsada, sporo suspensu, świetne zakończenie. Plus wspaniałe kocie bikini Brigitte (Macha Meryl) oraz nawiązująca do francuskiego kina Nowej Fali scena, w której Christian bawi się w samochodzie i poza nim pistoletem. Intryga powiązana z pokojem luster. Cztery osoby. Jeden spadek.

"Mystère" (1982) - Przyjemny, choć momentami nieco naiwny miks giallo i filmu szpiegowskiego (Eurospy). Hipnotycznie piękna Carole Bouquet wciela się w postać luksusowej prostytutki Mystère, której szuka morderca w czarnych rękawiczkach używający do zabijania laski z ukrytym ostrzem. W posiadaniu Mystère znalazła się złota zapalniczka, w której schowane zostały negatywy przedstawiające zastrzelenie pewnego prominentnego polityka. Prostytutka szuka ochrony u gliniarza nazywanego Colt, który uratował jej życie.

Całkiem przyzwoity film z lekko erotyczną aurą, choć pozbawiony nagości. Pierwsza połowa "Mystère" zawiera oprócz zastrzelenia polityka dwa morderstwa przy użyciu laski z ukrytym ostrzem (pechowego klienta dwóch prostytutek oraz przyjaciółki Mystère, która ukradła mu zapalniczkę). W drugiej pojawia się wątek szpiegowski i mamy m.in. pościgi samochodowe, bijatyki, strzelaniny oraz grę w kotka i myszkę ze służbami bezpieczeństwa.

W kobiecych rolach Carole Boquet ("Mroczny obiekt pożądania", "Tylko dla twoich oczu") oraz znana z "Miasta żywych trupów" (1980) Janet Agren w roli Pameli. Dobra gra aktorska Johna Steinera (m.in. "Tenebre" Argento) wcielającego się w postać rosyjskiego mordercy. W 1985 roku Carlo Vanzina wyreżyserował ciut bardziej znane giallo "Nothing Underneath".

Filmy giallo oglądam już od czasu dzieciństwa (pierwsze widziane to "Phenomena", "Cztery muchy na szarym aksamicie" czy "Głęboka czerwień" - wszystkie wyreżyserowane przez Dario Argento), z przyjemnością wracam do tych różnorodnych filmów. Przy okazji polecam niniejszy blog, na którym znajdziecie sporo recenzji:

 http://giallowkadrze.blogspot.com/

wtorek, 4 stycznia 2022

Papuga Draculi aka sępica z Papui Nowej Gwinei

Idealny gotycki ptaszek. Papuga Draculi aka sępica (Psittrichas fulgidus) zamieszkuje endemicznie górzyste rejony Nowej Gwinei. To bardzo rzadki ptak z ciałem papugi i głową sępa. Zachwycająca czerń i głęboka czerwień upierzenia sępicy tworzy iście wampiryczną mieszankę, choć sama papuga jest wegetarianką (spożywa przede wszystkim figi, jest owocożerna). Papugi Draculi przemieszczają się w grupach do 14 osobników i gniazdują w pustych drzewach. Samce różnią się od samic czerwonym fragmentem za okiem. Niestety te eleganckie ptaki z lasów deszczowych są zabijane przez lokalnych kłusowników, którzy chcą zdobyć ich unikalne pióra. Zdj. Peter Tan.

niedziela, 2 stycznia 2022

Don't Look Up/ Nie patrz w górę (2021) - recenzja

                                                 



Wokół "Nie patrz w górę" (2021) w reżyserii Adama McKaya powstał ostatnio ogromny internetowy buzz, zatem chciałem się z tym filmem jak najszybciej skonfrontować. Po ofertę Netflixa sięgam jednak okazjonalnie głównie oglądając horrory, thrillery, dokumenty true crime oraz popularnonaukowe. Oprócz "Nie patrz w górę" z gwiazdorską obsadą (Jennifer Lawrence, Leonardo DiCaprio, Ron Perlman, Cate Blanchett, itd.) w Sylwestra obejrzałem także kiepski feministyczny remake kultowego slashera z 1974 roku "Black Christmas" (2019) oraz dwa dokumenty o brytyjskich seryjnych mordercach, o których wspomnę na sam koniec niniejszego wywodu. Teraz skupię się na "Nie patrz w górę".

O tym filmie napisano już dziesiątki analiz, artykułów, recenzji czy rekomendacji. Polecali go dziennikarze (nawet prawicowi np. Marcin Rola), aktywiści klimatyczni z Extinction Rebellion, klimatolodzy i wielu recenzentów. Ogólnie rzecz biorąc "Nie patrz w górę" to mroczna satyra przedstawiająca w krzywym zwierciadle bierną reakcję polityków, mediów, bogaczy i społeczeństwa na jakiekolwiek zagrożenia egzystencjalne (w filmie owym zagrożeniem jest zbliżająca się do Ziemi kometa odkryta teleskopem przez astronomkę Jennifer Lawrence, której rychłe uderzenie zmiecie z powierzchni Ziemi całą ludzkość), z którymi zmagamy się obecnie bądź możemy mieć do czynienia w przyszłości: pandemia Covid19 czy innego niebezpiecznej choroby, antropogeniczne zmiany klimatyczne czy gigantyczna erupcja superwulkanu. A w zasadzie brak stosownej reakcji na nadciągające zagrożenie skutkujące natychmiastową bądź stopniową zagładą ludzkości.

Główną ideą "Don't Look Up" jest zatem szerzenie się błahych informacji, fake newsów i wszelkiej maści teorii spiskowych/bzdur. Mamy tutaj dwójkę naukowców (Jennifer Lawrence i Leonardo DiCaprio) próbujących usilnie przekonać niekompetentną, wzorowaną na Donaldzie Trumpie prezydentkę (Meryl Streep), aby podjęła stosowne działania wobec nadchodzącej zagłady ludzkości (uderzenie komety w Ziemię). Jak wiadomo posłuch naukowców wśród społeczeństwa jest znikomy, co udowadnia pandemia Covid19 i szerzące się w Polsce (i na świecie) nierzadko histeryczne próby wyolbrzymiania zagrożenia szczepionkami i bagatelizowania/wypierania pandemii. Inna sprawa, że naszym krajem rządzi banda skompromitowanych kłamców i manipulatorów z zakusami autorytarnymi, nic zatem dziwnego, że skuteczne poradzenie sobie z pandemią nie leży w interesie rozmodlonych konserwatystów z PiSu. Za niekompetencję demokratycznie wybranych polityków przyjdzie nam drogo zapłacić, ponieważ w przypadku rządu Morawieckiego króluje zasada "po trupach do celu", czyli stare dobre pieniądze, kolesiostwo i władza za wszelką cenę. Już za to płacimy coraz dotkliwszą inflacją i najwyższą umieralnością rodaków od czasów II WŚ, do czego przyczynia się także antysanitarna postawa części polskiego społeczeństwa. 

Kolejna postać z filmu, o której warto wspomnieć to technologiczny miliarder Peter Isherwell, swoisty amalgamat Elona Muska, Marka Zuckerberga, Jeffa Bezosa i Billa Gatesa. Chciwy technokrata i drapieżny kapitalista z ambicjami podróży międzyplanetarnych, mający w poważaniu zagrożenie egzystencjalne w postaci mknącej ku Ziemi komety, chcący po prostu na niej szybko zarobić (wydobycie pierwiastków ziem rzadkich tj. jak itr czy terb, które są niezbędne dla rozwoju high tech). Swoją drogą większość miliarderów marzy o podboju kosmosu. W razie jakiegokolwiek zagrożenia oni pierwsi będą próbowali z Ziemi spierdolić albo chociaż ukryć się w prywatnych podziemnych schronach wraz z ochroną i przynajmniej częścią zgromadzonego majątku. Celem nadrzędnym tych technokratów jest spełnianie naszych rozbuchanych potrzeb konsumpcyjnych, w zamian otrzymują od nas gigantyczne pieniądze, monopol i wielką władzę. Zuckenberg i jego współpracownicy doskonale wiedzą jak nas uzależnić od Facebooka i Instagrama, a w trakcie pandemii to dezinformacja i jej milcząca aprobata służą im do ciągłego powiększania majątków. 

Osoba kwestia poruszona w filmie to komunikacja medialna w postaci np. telewizji śniadaniowej, w której informacja ma być podana w przystępny sposób i musi mieć wydźwięk pozytywny. Uderzenie komety czy szkodliwe zmiany klimatyczne to nie są nośne tematy, lepiej skupiać się na 'burzliwych' związkach i rozstaniach celebrytów z Instagrama, którzy non-stop monetyzują naszą atencję i zaangażowanie. Kult celebry ponad wszystko. Generalnie odnoszę wrażenie, że popularyzowanie jakiejkolwiek nauki w mediach nastawionych na lifestyle i rozrywkę jest raczej trudne i niewdzięczne, choćby dlatego, że trzeba drastycznie spłycić temat i mówić zrozumiale (bez operowania naukowym żargonem), by trafić do potocznego odbiorcy. Zazwyczaj też ludzie utwierdzeni w swoich przekonaniach wiedzą 'lepiej' i czasem wręcz kwestionują długoletnie ustalenia badaczy, choć nie mają ku temu żadnych kompetencji/predyspozycji. Wolą wierzyć wszelkiej maści celebrytom, którzy plotą bzdury, szerzą teorie spiskowe i zarabiają na ignorancji części społeczeństwa, która woli poczytać ploteczki o celebrytach czy przejrzeć zdjęcia jakiejś uroczej influencerki zrobione w modnym Dubaju niż wzbogacić się o solidną wiedzę ekspercką o zmianach klimatycznych, kometach czy patogenach. Inna sprawa, że dopóki będziemy konsumować ile wlezie, wierzyć w mit nieskończonego wzrostu gospodarczego czy uważać się za panów tego świata, którym wszystko wolno to nie ma szans w najbliższym czasie na rozwiązanie palącego problemu zmian klimatycznych. To musi być kolektywny i szalenie trudny wysiłek, na podjęcie którego większość społeczeństwa póki co nie stać. Konkludując, informacje ważne i definiujące życie nasze i przyszłych pokoleń muszą poczekać, gdyż nie są dla masowego odbiorcy wystarczająco atrakcyjne, ważniejsze wciąż pozostają magiczne sukcesy, cudowne diety, bajońskie zarobki, intymne związki, bajeczne podróże czy luksusowe ubiory/marki celebrytów, prowokacyjne/wołające o atencję filmiki czy urocze bądź dramatyczne nagrania (z ratowania) kotków i piesków. 

I jeszcze jedno: film pokazuje marginalizację kobiet w świecie nauki. Kate (Jennifer Lawrence) odkrywa zmierzającą ku Ziemi kometę, jednak jej odkrycie nie zostaje w pełni zauważone, docenione. Często pada stwierdzenie, że "Don't Look Up" nie przekazuje nic nowego, bo po prostu tacy jesteśmy. Jednak pandemia Covid19 uzmysłowiła mi w pełni monstrualną skalę dezinformacji w sieci, antynaukowej ignorancji, samooszukiwania się i krótkowzroczności ludzi. Zamiast walczyć z globalnymi problemami wypieramy je czy negujemy, wolimy schować głowę w piasek i przeczekać żywiąc nadzieję, że naukowcy wespół z mądrze rządzącymi politykami ocalą ten świat. To jednak utopia, gdyż naukowcy (wirusolodzy, epidemiolodzy, klimatolodzy, przyrodnicy) wciąż nie są wystarczająco słuchani.

Obejrzałem także dwa solidne dokumenty o brytyjskich seryjnych mordercach Peterze Williamie Sutcliffie ("Rozpruwacz z Yorkshire") oraz Dennisie Nilsenie, a mianowicie "Rozpruwacz z Yorkshire" (2020) oraz "Pamiętniki mordercy: Taśmy Dennisa Nilsena" (2021). W pierwszym z nich poraża niekompetencja policji z Yorkshire, która przez 5 lat nie była w stanie złapać seryjnego mordercy kobiet, który zabił i straszliwie okaleczył młotkiem, nożem czy śrubokrętem w latach 1975-80 13 kobiet i zranił 7. Sutcliffe był wyjątkowo groźnym seryjnym mordercą, który atakował w ustronnych miejscach prostytutki, uczennice, studentki, po prostu kobiety. O jego złapaniu w styczniu 1981 roku przesądził czysty przypadek. Faktem jest natomiast, że brytyjska policja była słusznie krytykowana za mizoginiczne podejście do prostytuujących się ofiar, gdyż prostytutki to łatwe ofiary z kategorii tych, których śmierć prawie nikogo nie obchodzi. Na niewidoczne ofiary (męskie prostytutki, bezdomnych gejów czy heteroseksualistów) polował również homoseksualny seryjny morderca i nekrofil Dennis Nilsen, który w latach 1978-83 udusił i poćwiartował w Londynie 15 młodych mężczyzn. Nilsen oferował swoim ofiarom schronienie, jedzenie i alkohol w dwóch mieszaniach w Północnym Londynie, po czym je dusił, rozczłonkowywał, wreszcie ich szczątki palił na stosie w ogrodzie bądź spłukiwał w toalecie (zablokowanie kanalizacji przez ludzkie tkanki i kości doprowadziło do jego ujęcia). Nilsen nie mógł przestać zabijać i choć mordowanie nie sprawiało mu przyjemności "cenił akt i sztukę śmierci". W dokumencie odnajdziemy sporo cytatów z jego opublikowanej post-mortem w styczniu 2021 roku więziennej autobiografii oraz z nagranych taśm. Zapewne niektórzy moi czytelnicy pamiętają też posępny "Killing for Company" zespołu Swans z albumu "The Great Annihilator" (1985):

https://www.youtube.com/watch?v=wfvjKD6D_Zo

Pierwszy post w 2022 roku, a już się rozpisałem. :-)

poniedziałek, 27 grudnia 2021

Komentarz odnośnie pandemii wariantu koronawirusa Omikron

Rzadko piszę tutaj o pandemii koronawirusa Sars-Cov-2, która stopniowo rozlała się na cały świat, jednak znowu zrobię wyjątek. Obecnie indyjski wariant Delta, który wysłał do grobu tysiące Polaków jest błyskawicznie wypierany przez nowy wariant Omikron, który został wykryty w listopadzie w RPA. Omikron posiada 60 mutacji w stosunku do oryginalnego wariantu koronawirusa SARS-CoV-2 z Wuhan, w tym aż 32 mutacje (losowe zmiany w kodzie genetycznym patogenu) dotyczące tzw. białek kolców (spike). Przede wszystkim wariant ten odznacza się ogromną zakaźnością, co oznacza, że łatwiej i częściej można się nim od nosiciela zarazić - także będąc ozdrowieńcem. Wzrost wykładniczy (eksponencjalny) zakażeń Omikronem m.in. w Anglii, niektórych stanach USA np. Floryda, Holandii czy Niemczech jest imponujący. Mówi się o prawdziwym 'tsunami' zakażeń, szybko rozprzestrzeniającym się pożarze infekcji. Niepokoją też informacje o wzroście hospitalizacji zakażonych Omikronem dzieci np. w Anglii czy Nowym Jorku. Potencjalnie groźna choroba dziecka to koszmar każdego rozsądnego rodzica. 

Osobiście nie uważam, aby Omikron był łagodny, a jeśli nawet jest łagodniejszy (mniejsza wirulencja, zjadliwość, a co za tym idzie mniejsze ryzyko hospitalizacji) od Delty to i tak z łatwością zablokuje szpitale ze względu na ogromną zakaźność, ucieczkę odporności uzyskanej po przechorowaniu poprzednich wariantów (Omikron łatwiej omija ochronę immunologiczną (szczepionki, przebyte zakażenie)) oraz potencjał do reinfekcji czy też podwójnych infekcji Deltą i Omikronem (pierwsze przypadki zarejestrowane w Hiszpanii). Trzeba także wziąć pod uwagę paskudne i długotrwałe (chroniczne) powikłania po bezobjawowym czy skąpoobjawowym przechorowaniu infekcji tzw. Long Covid np. częste efekty neurologiczne Covid19 (apoptoza neuronów, efekty widoczne na obrazowaniu magnetycznym), które mogą dotknąć zarówno dzieci, jak i osoby dorosłe. A to mnie jako osobę aktywną umysłowo niepokoi.

https://www.news-medical.net/amp/news/20201015/SARS-CoV-2-can-infect-brain-cells-and-damage-neurons.aspx

Poniższy model IHME (Institute for Health Metrics and Evaluation) z 22 grudnia przewiduje 3 miliardy zakażeń Omikronem w skali globalnej przez najbliższe trzy miesiące. Dominacja Omikronu w Europie  ma nastąpić do lutego 2022. Czy będzie aż tak źle? Czy czeka nas pandemia na sterydach? Gigantyczne wzrosty infekcji w prawie każdym kraju? Wiele na to wskazuje. Osobiście zaszczepiłem się trzykrotnie, by uniknąć ciężkiego przebiegu Covid i ewentualnej hospitalizacji, staram się także stosować DDM, unikać większych zgromadzeń i regularnie wietrzyć pomieszczenia. Jak zajdzie taka potrzeba to przyjmę czwartą dawkę. Tyle mogę zrobić dla dobrostanu swojego, moich rodziców, siostry i przyjaciół. Dla mnie (i dla milionów innych osób) oczywiste jest, że szczepienia działają, choć nieśmiertelności i uniknięcia zakażenia Omikronem nie gwarantują. Mają łagodzić przebieg choroby w razie infekcji i tyle. Czego mam się bać, jeśli chodzi o szczepienie? Krótkiego bólu ramienia i lekkiego osłabienia po iniekcji? Wolę lekarstwo niż rosyjską ruletkę w postaci podstępnej choroby.

https://covid19.healthdata.org/global?view=resource-use&tab=trend&resource=all_resources 

Pandemia Covid19 unaoczniła mi absolutną inercję niektórych polityków i decydentów w obliczu zagrożenia egzystencjalnego jakim jest pandemia (obecne działania pozorowane polskiego rządu na zasadzie przeczekania kryzysu zakrawają o kpinę) oraz wszechobecną wiarę wielu ludzi w antynaukowe bzdury, przekłamania i teorie spiskowe. Skoro nienależycie radzimy sobie z koronawirusem, to jak poradzimy sobie np. ze zmianami klimatycznymi czy hipotetyczną erupcją superwulkanu? Ano właśnie jak?

EDIT: 29 grudnia we Francji zarejestrowano ponad 208 000 zakażeń koronawirusem, głównie wariant Omikron, który zaczyna wypierać Deltę. Przy takim szaleńczym tempie rozprzestrzeniania się Omikronu między ludźmi jestem przekonany, że paraliż szpitali będzie praktycznie wszędzie nieuchronny - nawet w przypadku gdy ten wariant jest rzeczywiście 'łagodniejszy' (powikłania też powoduje łagodniejsze?) Czemu o tym wspominam? Gdyż matematyka wzrostu wykładniczego powinna być nauczana w szkołach, a nie rozumieją jej niektórzy politycy, decydenci, populiści i antyszczepionkowcy tworzący kult śmierci, a nie wolności. Nie rozumieją albo nie chcą zrozumieć, bo liczą na zysk i pieniądze.

Ciągle mam wrażenie, że w Polsce dysponowaliśmy narzędziami, by zredukować obecny i przyszły impakt panoszących się Delty i Omikrona (wypłaszczyć tą nadchodzącą monstrualną falę zakażeń), ale ich nie wykorzystaliśmy. PiS w obawie przed denialistami szczepień i w 'trosce' o antyszczepionkowy elektorat pozwolił na śmierć tysięcy ludzi, którzy często umierali na własne życzenie rezygnując z ochronnej funkcji darmowego szczepienia albo umarli wskutek przeciążenia szpitali pacjentami covidowymi (opóźniona chemioterapia dla pacjentów onkologicznych, przełożone zabiegi chirurgiczne, etc.) W przypadku pandemii jeszcze gorszego patogenu czy jakiegoś innego mniej lub bardziej prawdopodobnego zagrożenia egzystencjalnego znowu nastąpi erupcja denializmu, zaprzeczania i wypierania rzeczywistości. 

Więcej transmisji koronawirusa = więcej przyszłych wariantów i dłuższa pandemia. Nie ma trwałej odporności stadnej w przypadku Sars-Cov-2, który lubi mutować, podlegać metamorfozom. Czas pokaże czy Omikron stanie się ostatnim 'variant of concern', wirusem globalnie endemicznym. A może doczekamy się w najbliższych miesiącach kolejnego niepokojącego wariantu czy hybrydy? Dlaczego? Ponieważ Omikron jest w stanie gwałtownie mutować, ewoluować. A jego zakaźność jest imponująca.

Losowość życia. Niepewność wiedzy. Małość człowieka w kontekście ogromu rozszerzającego się Wszechświata.

Zdj. - Wariant Omikron pod mikroskopem elektronowym. Plus jako pomnik ludzkiej i trwającej od dekad ignorancji bagatelizowanie polio w 1948 roku.