poniedziałek, 24 października 2022

Morderstwa Nadii w Inowrocławiu i Loli w Paryżu

                                                            

Obiły mi się o uszy dwa okrutne morderstwa dokonane ostatnio na dzieciach: jedno w Inowrocławiu, drugie w Paryżu. Obie sprawy kryminalne są ze wszech miar bulwersujące. 13-letnia Nadia została zamordowana przez 18-letniego Mikołaja J. 16 października 2022 roku blisko pustostanu przy jednym z osiedli w Inowrocławiu, w miejscu, do którego często przychodziła lokalna młodzież, by spędzić czas i napić się alkoholu. Nadia wykrwawiła się na śmierć po zadaniu jej przez Mikołaja wielu ran kłutych na szyi i tułowiu. Byłem na profilu Mikołaja. To młody antyfaszysta i anarchista, skinhead słuchający The Exploited (swoją drogą uwielbiam zmetalizowany "Beat the Bastards" z 1996 roku). Podobno motywem tego morderstwa popełnionego ze szczególnym okrucieństwem było narysowanie przez Nadię dla żartu swastyki. Tak czy owak, kompletnie bezsensowny i wyrachowany mord i woda na młyn dla środowisk katoprawicowych (bo jak wiadomo w ich szeregach są sami kryształowi i dobroduszni ludzie niezdolni do stosowania brutalnej przemocy). Mikołaj przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia. Mam nadzieję, że w przyszłości otrzyma jak najsurowszą karę. 

14 października w Paryżu (Rue Manin) została zamordowana 12-letnia gimnastyczka Lola Daviet. Zwłoki dziewczynki zostały znalezione w walizce na podwórzu apartamentu, w którym mieszkała. Obraz z kamer CCTV wykazał, że w ostatnich chwilach życia Loli towarzyszyła jej młoda kobieta, 24-letnia Dahbia Benkired z Algierii. Potem Dahbia wychodziła z apartamentu dźwigając walizkę z ciałem Loli. Jak się okazało kobieta zwabiła Lolę do apartamentu swojej 26-letniej siostry, tam rozkazała gimnastyczce wziąć prysznic. Następnie dziewczynka została zgwałcona (zmuszona do seksu oralnego), jej twarz została owinięta taśmą, jej stopy i nadgarstki zostały związane. Lola została uduszona w jednym z pomieszczeń piwnicznych, na jej szyi widniały także nacięcia, a na jej skórze widoczne były cyfry 0 i 1. Sprawczyni tego okrutnego mordu miała problemy psychiczne i w feralnym czasie była bezdomna. W trakcie transportu walizki z ciałem Loli w środku kupiła w piekarni croissanta. Dahbia w trakcie przesłuchania nie wykazała cienia skruchy, ba, powiedziała policjantom, że 'sama została kiedyś zgwałcona, a jej rodzice umarli na jej oczach'. Swoją drogą przypadki morderstw seksualnych dokonywanych przez kobiety na dzieciach są statystycznie rzadkie (albo niedoszacowane). Tak czy owak, ta sprawa mrozi krew w żyłach będąc koszmarem dla każdego rodzica. 

Z jednej strony fascynują mnie mroczne sprawy kryminalne, z drugiej przeraża to, jak łatwo komuś przychodzi odebrać życie innej osobie. Błahe powody. Banalność zła.

niedziela, 23 października 2022

EO (2022) - recenzja

                                                                         
Kilka dni temu miałem sposobność obejrzeć najnowszy film 84-letniego Jerzego Skolimowskiego zatytułowany "EO" (2022). Refleksyjny i przepełniony symboliką dramat o osiołku, który po uwolnieniu z cyrku przez prozwierzęcych aktywistów zaczyna wędrować z miejsca na miejsce natykając się na różnych właścicieli i doznając od nich empatii, obojętności czy okrucieństwa. Osiołek stara się odszukać Kasandrę (Sandra Drzymalska), cyrkową opiekunkę, która go kochała i się nim opiekowała. Oczywiście "EO" może budzić skojarzenia ze słynnym filmem Roberta Bressona "Au Hasard Balthazar" (1966), a także z w pewnym sensie z szokującym dramatem antywojennym "Idź i patrz" (1985). Nie brakuje w "EO" scen psychodelicznych, smutnych i przejmujących (EO mijający umierającego wilka czy pobity przez wściekłych kiboli), zahaczających o horror (podcięcie gardła jednej z postaci) czy humorystycznych (mecz piłkarski gdzieś na przaśnej polskiej prowincji). Dość powiedzieć, że sekwencja wędrówki osiołka przez las nasuwa na myśl mroczną i surrealistyczną baśń. EO jawi mi się jako zwierzę niewinne, czułe, delikatne, o smutnych brązowych oczach kontrastujące ze zgnilizną, brzydotą i dzikością niektórych ludzkich postaci, które w trakcie odysei napotka. Film za sprawą doskonałych zdjęć bywa hipnotyczny, przejmujący, nieco melancholijny. To w zasadzie moralitet o tym jak ludzkość zatraciła więź z przyrodą i przestała być czuła wobec gospodarskich zwierząt. Ludzie bywają chciwi i obojętni wobec cierpienia, a co za tym idzie skłonni do eksploatowania zwierząt i traktowania ich z sadystycznym okrucieństwem (cyrk, ubojnie, zwierzęta wykorzystywane jako posłuszne źródło transportu, fermy futrzarskie). 

Na plus nieoczywista i nierzadko zaskakująca narracja, symboliczno-hipnotyczny nastrój "EO" oraz eksperymentowanie ze stroną wizualną filmu. Zapadają w pamięć także pulsująca elektroniczna ścieżka dźwiękowa Pawła Mykietyna oraz pierwszorzędne zdjęcia Michała Dymka (film kręcono m.in. na Podkarpaciu). Nic zatem dziwnego, że dramat Skolimowskiego doceniony został przez krytyków na festiwalach w Berlinie, Cannes i Wenecji. 

Dystrybucja Gutek Film. Zapraszam do kin studyjnych. Obok "Wulkanu miłości" (2022) Sary Dosy jedna z najciekawszych tegorocznych premier. 

Niestety nie dojadę na koncert w Zabrzu, ale w pisaniu tej krótkiej recenzji towarzyszyła mi wielowymiarowa i bogata w emocje muzyka Diary of Dreams.

https://diaryofdreams.bandcamp.com/album/hell-in-eden

czwartek, 6 października 2022

Gaerea, Saor i Gaahls Wyrd w Bazylu, 5 października 2022 (fotorelacja)

                                             










Pamiętam dość dobrze koncert Gaahls Wyrd w poznańskim Bazylu w 2019 roku (supporty: Idle Hands, Uada i Tribulation), zatem nadarzyła się okazja, by zobaczyć norweskich black metalowców ponownie, której nie wolno było ominąć. Bilet kupiłem na dzień przed koncertem i przed 18 ruszyłem z mojego miejsca pobytu do Bazyla. Trochę spóźniłem się na otwierający koncert Portugalczyków z Gaerea z powodu sporej kolejki, ale tylko trochę. Od razu po sprawdzeniu biletu ruszyłem pod scenę, by posłuchać black metalu Gaerea. 

Mam wrażenie, że Gaerea to obecnie jedna z najbardziej rozpoznawalnych portugalskich kapel  metalowych, choć oczywiście sporo jeszcze Portugalczykom brakuje do sławy Moonspell. Oczywiście czuć w brutalnej i intensywnej muzyce Portugalczyków inspirację Mgłą czy Behemoth, aczkolwiek mocny black metal kwintetu z Porto nie pozbawiony jest delikatniejszych i melancholijnych post-metalowych elementów. Intensywne trasy po Europie i intrygujące klipy na pewno przyczyniły się do coraz większej rozpoznawalności zespołu w środowisku metalowym. Portugalczycy kilka dni temu uraczyli słuchaczy trzecim albumem "Mirage" (2022), który miałem okazję przesłuchać dopiero raz. Koncertowo wypadli doskonale: czuło się brutalność, intensywność, gęstość i swoistą teatralność ich występu. To mroczna i gniewna muzyka z pełnymi agonii wokalami, która wymaga w trakcie odsłuchu cierpliwości i skupienia. Chciałem kupić "Mirage" na CD, ale odstraszyła mnie cena 100 zł za płytę. O tym jednak napiszę na końcu.

Odsłuch: https://gaerea.bandcamp.com/

Set-lista (nie wiem na razie na ile prawidłowa): "Conspiranoia", "Salve", "Glare", "Null", "Mantle", "Urge". 

Z atmosferycznym/melodyjnym black metalem Saor miałem do tej pory czynienia w znikomym stopniu. W trakcie fajnego skądinąd występu Szkotów z Glasgow wychwyciłem sporo folkowych naleciałości i wpływów heavy metalowych. Jedno jest pewne: koncert istniejącego od 2013 roku Saor był wczoraj najbardziej przyjazny dla słuchaczy, co wcale nie oznacza, że zupełnie delikatny. Zespół (a w zasadzie jednoosobowy projekt Andy'ego Marshalla) ma już na koncie aż 5 albumów studyjnych, z których ostatni "Origins" ukazał się w czerwcu 2022 roku. Szczerze znam je dość słabo, ale znajdę czas, by to nadrobić. Na pewno tkwi w tej muzyce melancholia oraz uwielbienie szkockiej natury i historii. 

Set-lista (jw.): "Call of the Carnyx", "Beyond the Wall", "The Ancient Ones", "Origins", "The Awakening", "Aura", "Tears of a Nation", "Fallen"

Odsłuch: https://saor.bandcamp.com/

Lubię psychodeliczny i szamański black metal Gaahls Wyrd (Bergen, Norwegia), gdyż jest mocno specyficzny, nieco odrealniony, zaśpiewany czystymi wokalami. Tak, Gaahl (ex-Gorgoroth, Trelldom, ex-God Seed) potrafi świetnie śpiewać. Zarówno na "GastiR - Ghosts Invited" (2019), jak i na "The Humming Mountain" (2021) można wychwycić wpływy dark folkowe/neofolkowe a la Wardruna czy Hexvessel, prog metalowe czy post-metalowe. Gaahl w Gaahls Wyrd nie stroni od eksperymentowania, za co należy mu się aplauz. Tak czy owak, oprócz delikatniejszych "Carving the Voices" czy "The Humming Mountain" na koncercie Gaahls Wyrd nie zabrakło black metalowej agresji w postaci coverów Gorgoroth, Trelldom czy God Seed. Gaahl spokojnie spacerował po scenie i robił wrażenie ponurym wyglądem, aczkolwiek okazał się sympatycznym muzykiem, który witał się z widownią, a po koncercie robił z ludźmi wspólne zdjęcia i podpisywał płyty. Także pamiątkowa fotka na koniec trzaśnięta. 

Set-lista: "Ghosts Invited", "Carving the Giant" (Gorgoroth), "Wound Upon Wound" (Gorgoroth), "The Humming Mountain", "The Dwell", "Awakening Remains - Before Leaving", "Carving the Voices", "Aldrande Tre" (God Seed), "From the Spear", "Slave till el kommende natt" (Trelldom), "Sanhet, smerte og dod" (Trelldom), "Through and Past and Past", "Exit - Through Carved Stones" (Gorgoroth), "Alt Liv" (God Seed). 

Odsłuch: https://gaahlswyrd.bandcamp.com/

No i na koniec kwestia cen płyt. Nie chcę wyjść na marudę, ale cena za płyty CD 100 zł na merchu jest lekko wygórowana, tym bardziej, że oba materiały Gaahls Wyrd można dostać taniej choćby na fan.pl. Podobnie ma się sprawa z albumami Saor i Gaerea. Nie tędy droga. Rozumiem, że koszty organizacji tras koncertowych rosną, co przedkłada się na droższe bilety i merch, ale byłem w tym roku na dwóch koncertach (Linea Aspera we Wrocławiu i Akhlys, Fides Inversa i Chaos Invocation w Poznaniu), gdzie kupiłem płyty za 50 zł. Dla mnie akceptowalna cena za płytę CD to 70 zł. Do pozostałego merchu i jego cen się nie odnoszę: koszulki kupuję rzadko, hoodies jeszcze rzadziej, winyli wcale. Natomiast wciąż lubię kupować płyty CD ulubionych wykonawców, choć nie robię już tego tak regularnie jak kiedyś. Tak czy owak, warto czy wręcz trzeba chodzić na koncerty, bo jest to wsparcie dla zespołów, które jeszcze aktywnie koncertują.

środa, 5 października 2022

The Pit (1962) - recenzja

Świetna i perfekcyjnie udźwiękowiona adaptacja opowiadania Edgara Allana Poe "Studnia i wahadło" (1842). W zasadzie całkowicie pozbawiona dialogów poza złowróżbnym słowem "morte". Młody mężczyzna zostaje skazany przez grupkę mnichów-inkwizytorów na tortury w mrocznym lochu, które mają na celu pogrążyć go w szaleństwie.

Głęboko atmosferyczny film krótkometrażowy, którego nie powstydziliby się Mario Bava ("Black Sunday" z 1960 roku) czy Riccardo Freda ("I Vampiri" z 1956 roku). Duszna atmosfera gotycka, obłędna aura i odrobinka makabry. Pierwszy seans i jestem urzeczony. Brakuje jedynie szczurów obecnych w opowiadaniu amerykańskiego mistrza gotyckiej grozy. Jednakże jak powszechnie wiadomo "Studnia i wahadło" to opowiadanie stawiające na realizm sytuacyjny, pozbawione wątków nadnaturalnych. "The Pit" Edwarda Abrahama z 1962 roku stanowi wyjątkowo wierną jej ekranizację. 

Link do obejrzenia:

https://www.youtube.com/watch?v=B4xEyz4Er7Q

poniedziałek, 3 października 2022

Elinborg i Eivor w poznańskim Zamku, 2 października 2022 roku (fotorelacja)

                                                                 







Ominął mnie koncert farerskiej wokalistki Eivor na Castle Party 2019, ale szczerze mówiąc muzykę tej utalentowanej artystki poznałem dopiero jakieś dwa lata temu. Przynajmniej trzy osoby ze środowiska gotyckiego polecały mi jej koncerty, zatem kiedy dowiedziałem się, że Eivor wystąpi w poznańskim Zamku to nie wahałem się ani chwili i kupiłem bilet. Inna sprawa, że koncert został dość szybko wyprzedany. Nic dziwnego, gdyż z Eivor robi się powoli fenomen podobny do Wardruna: koncerty szybko się wyprzedają i przychodzi na nie zróżnicowana publiczność. Widoczne to było na wczorajszym koncercie: widziałem metalowców, gotki, fanów Stevena Wilsona i mnóstwo osób 'normalnie' ubranych (sam byłem obowiązkowo w totalnej czerni, bo od dłuższego czasu nie mam ochoty ubierać się na jasno). Po prostu muzyka Eivor jest bardzo przystępna i przyjazna dla ucha, acz nie pozbawiona pierwiastka dzikości i melancholii. Dla Eivor była to zresztą specjalna trasa, gdyż supportowała ją młodsza siostra Elinborg. Koncert Elinborg był jednak dość krótki (trwał bodaj 25 minut) - muzycznie raczej delikatna fuzja elektroniki i gitarowego brzmienia z melancholijnym skandynawskim wokalem. Taka muzyka może się podobać, jeśli ktoś lubi refleksyjne i introspektywne brzmienia. 

Natomiast Eivor zagrała wraz z towarzyszącymi jej muzykami wspaniały, blisko półtora godzinny set z rozmaitych płyt. Już na Castle Party 2019 koncert Eivor został okrzyczany przez środowisko gotyckie jako jeden z najlepszych tamtego pamiętnego festiwalu, ja niestety go nie widziałem, bo w niedzielę wróciłem do domu. Wracając jednak do Eivor jej przepiękny śpiew kojarzy mi się momentami ze wspaniałymi możliwościami wokalnymi Kate Bush. W dodatku w trakcie koncertu Eivor wraz z zespołem w niezwykle płynny sposób lawirowali między rozmaitymi sub-gatunkami muzycznymi: alternatywnym rockiem, rockiem progresywnym, subtelnym i melancholijnym synthpopem/electro popem i wreszcie skandynawskim folkiem a la Wardruna, Heilung czy Garmarna. To świadczy o ogromnej wszechstronności twórczej tej utalentowanej wokalistki z Wysp Owczych, która nie waha się eksperymentować i doskonale odnajduje się w rozmaitych sub-gatunkach muzycznych. Koncert był świetny, czarujący, Eivor często uśmiechała się i komplementowała widownię i zapewniła, że uwielbia koncertować. Na pewno nie raz będzie jeszcze okazja ją zobaczyć na żywo w Polsce. Tak czy owak, wyszedłem z jej koncertu zadowolony, kupiłem "Segl" (2020) na CD, który mi Eivor podpisała. 

Set-lista Eivor: "Boxes", "Nothing to Fear", "Salt", "Only Love", "Let It Come", "Livstraedrir", "Helig", "Skyscrapers", "This City", "Rain" (wspólny występ z siostrą), "True Love", "Gullspunnin", "Truth", "I Tokuni" oraz na bis "Trollabundin" i "Falling Free".

Zazwyczaj wrzucam tutaj linki do ostatnich albumów artystów mając nadzieję, że dzięki temu znajdą oni nowych fanów zwłaszcza wśród młodszego ode mnie pokolenia. Nie inaczej będzie tym razem.

Odsłuch: https://eivor.bandcamp.com/album/segl

Aha, w trakcie koncertu Eivor zemdlała kobieta. I została szybko wyprowadzona z sali. Mam nadzieję, że wszystko u niej w porządku. 

piątek, 30 września 2022

The Soft Moon w klubie Próżność, 30 września 2022 r. (fotorelacja)

                                                            



Chciałem się wybrać po raz drugi na koncert The Soft Moon, gdyż jest to zdecydowanie jeden z moich ulubionych zespołów post-punkowych z US (obok np. Drab Majesty czy Soft Kill). Pamiętam jak w 2018 roku skądinąd depresyjną muzykę Luisa Vazqueza poleciła mi Marita, wokalistka Stridulum (świetny polski projekt dark electro/darkwave). Posłuchałem "Criminal" (2018) oraz "Deeper" (2015) i byłem pod wrażeniem jak mroczny i depresyjny potrafi być industrialny post-punk The Soft Moon. Obie płyty (obok debiutu Whispering Sons z Belgii) wywarły na mnie wówczas ogromne wrażenie. Luis zawarł na nich swoje wewnętrzne demony, generalnie jego muzyka krzyczy, niepokoi, wprawia w stan melancholii czy refleksji. Tak jest, roztańczony i mroczny post-punk The Soft Moon jest katartyczny (od katharsis). Kilka dni temu pojawił się kolejny album TSM "Exister" (2022) i muszę przyznać, że jest znakomity: zróżnicowany, intensywny, atmosferyczny, mroczny, rozedrgany, czasem delikatny. Byłem ciekaw jak wypadną piosenki z "Exister" na żywo.

Słówko o Próżność. Byłem w tym klubie po raz pierwszy i muszę przyznać, że jest całkiem stylowy i przestronny. Co prawda przeważają w nim imprezy elektroniczne, a ja osobiście raczej nie przepadam za klubową elektroniką. U mnie elektronika może być taneczna, ale jednocześnie ma być mroczna, melancholijna, niepokojąca, hipnotyczna, a nawet przerażająca. A że twórczość The Soft Moon (przynajmniej w warstwie lirycznej) nieodparcie kojarzy mi się z depresyjnymi początkami industrialno-rockowymi/industrialnymi Nine Inch Nails musiałem być na koncercie Amerykanów. Ale po kolei. Koncert TSF znacznie obsunął się czasowo, gdyż muzycy nie dotarli na czas z powodu korków. O 21 przez 20 minut prezentował się bliżej mi nie znany duet z Barcelony, Fatamorgana. Całkiem przyzwoite taneczne electro, choć daleko do poziomu np. Zanias czy Linea Aspera. Tak czy owak, posłucham muzyki Hiszpanów na bandcampie i może bardziej docenię. Luis wraz z dwójką muzyków mu towarzyszących rozpoczęli koncert o 21.30 i zakończyli grać około 22.20. No i muszę przyznać, że koncert The Soft Moon był intensywny, zadziorny, energiczny, czasem wręcz hałaśliwy. Nie zabrakło też (oprócz chwytliwego "Become the Lies" z "Exister") depresyjnych, acz nadal tanecznych i hipnotycznych "Wasting", "The Pain" i "Like a Father" z odpowiednio "Deeper" (2015) i "Criminal" (2018). Generalnie odnoszę wrażenie, że post-punkThe Soft Moon oferuje szerokie spektrum (rollercoaster) emocji: od ekstatycznej radości aż po głęboki depresyjny dół. To zatem muzyka ciekawych kontrastów i zarazem wypadkowa rozmaitych sub-gatunków: dark industrial, post-punk, electro pop, darkwave, itp. Powinna spodobać się zarówno fanom Godflesh, wczesnego The Cure, jak i Drab Majesty czy Nine Inch Nails. To był świetny koncert z fajną publicznością i intensywnym przekazem. Być może nieco za krótki (50 minut), ale cóż poradzić.

Odsłuch "Exister": https://thesoftmoon.bandcamp.com/album/exister

Set-lista The Soft Moon: "Burn", "Circles", "Insides", "Far", "Face Is Gone", "Become the Lies", "Try", "The Pain", "Wrong", "Black", "Wasting", "Dead Love", "Breathe the Fire", "Machines", "Like a Father", "Die Life", "Want".

Przy okazji gorąco polecam nowy teledysk francuskiego projektu Distance H, w którym zaśpiewała Marita ze Stridulum. Hipnotyczny darkwave z elementami shoegaze. Sam teledysk atmosferyczny, wciągający, świetnie zrealizowany.

https://www.youtube.com/watch?v=k_fQuMEYL7Q

Zdjęć mam mało, bo ze względu na oświetlenie koncertu 90 procent z nich wyszła słabo. Wrzucę jednak kilka. I tak mało kto przeczyta tą relację. 

poniedziałek, 26 września 2022

Masakra w szkole w Iżewsku i efekt Columbine w Rosji

                                                                 




Nie umknęła mi wiadomość o kolejnej masakrze szkolnej w Rosji, którą rosyjska propaganda zapewne wzbogaci o 'wątek ukraiński'. Do masowego morderstwa doszło w szkole numer 88 w Iżewsku. Sprawca, uzbrojony w 2 pistolety 34-letni Artem Kazantsew zastrzelił 15 osób, w tym 11 dzieci oraz dwoje nauczycieli i dwoje szkolnych ochroniarzy, ranił 24 osoby, po czym popełnił samobójstwo. Był wychowankiem szkoły i mieszkał w odległości 250 metrów od budynku. Oczywiście sąsiedzi opisują Artrema jako cichego samotnika, który nie miał przyjaciół ani dziewczyny. Dowiedziałem się z rosyjskiej prasy, że Artem miał zdiagnozowaną schizofrenię. Skoro tak było to gdzie zdobył nielegalnie broń. Czarny rynek?

W każdym razie Artem miał na sobie czarną koszulkę z czerwoną swastyką i ukrywał się za czarną balaclavą. Rosyjscy śledczy przeszukują obecnie jego mieszkanie i próbują dowieść związków Artema z ruchami neonazistowskimi i ideologią nazistowską. Co ciekawe, ujawnia się tutaj tzw. efekt Columbine. Magazynki z amunicją ułożone na biurku obok ciała Artema nosiły słowo 'nienawiść', natomiast dwa pistolety Artema miały splecione sznurki z napisami Columbine, Dylan i Eric. Jak wiadomo Dylan Klebold i Eric Harris 20 kwietnia 1999 roku w szkole w Columbine zastrzelili 13 osób. Oczywiste jest dla mnie, że Artem (jak wielu innych masowych morderców i active shooters) mógł idealizować Erica i Dylana. 

Kilka przykładów masakr szkolnych w Rosji z ostatnich lat:

20 września 2021 roku 'przesiąknięty nienawiścią' do ludzkości 18-letni student prawa Timur Bekmansurow zastrzelił 6 osób ( w wieku od 18 do 66 lat), a 47 ranił w trakcie ataku na uniwersytet w Permie. Ubrany był na czarno i miał na sobie hełm. Nie popełnił samobójstwa, został postrzelony w trakcie wymiany ognia z policją. 

11 maja 2021 roku 19-letni Ilnaz Galawijew dokonał masakry w szkole (gimnazjum) w Kazaniu (Tatarstan). Zamordował siedmiu uczniów i dwójkę nauczycieli, 23 osoby ranił, zdetonował bombę. Jeden z uczniów popełnił samobójstwo tuż po szkolnej masakrze. Ilnaz został zatrzymany. Zanim dokonał masowego mordu na swoim koncie na Telegramie napisał: "Dziś zabiję mnóstwo biośmieci i zastrzelę siebie." Pozował także w masce z napisem "Bóg".

17 października 2018 roku 18-letni Władisław Roslakow zastrzelił 20 osób w politechnice w Kerczu (ukraiński Krym) i zranił 70, po czym popełnił samobójstwo w bibliotece. W trakcie ataku zdetonował bombę z gwoździami. W wyniku strzałów zginęło łącznie 15 nastolatków i 5 nauczycieli. Sprawca nienawidził politechniki, pojawiły się także raporty o tym, że był obiektem drwin i znęcania się. Czuł się ignorowany przez otoczenie. W trakcie masakry miał na sobie czarne spodnie i białą koszulkę z napisem 'nienawiść'. Należał też do sieciowych fanclubów Erica Harrisa i Dylana Klebolda, morderców z Columbine. Podobnie jak Eric Harris Roslakow zastrzelił się w szkolnej bibliotece. Oczywiście za masakrę w Kerczu najpierw rosyjscy włodarze obwinili rzekomych ukraińskich sabotażystów. I w tym przypadku najdobitniej dał o sobie znać tzw. efekt Columbine, czyli naśladownictwo/idealizowanie Harrisa i Klebolda przez rozmaitych masowych morderców z różnych stron świata, w tym także z imperialistycznej putinowskiej Rosji. 

Inny tekst: https://dtbbth.blogspot.com/2022/05/salvador-ramos-i-masakra-w-szkole.html

czwartek, 22 września 2022

Część obrońców Azowstali uwolniona w trakcie wymiany jeńców

                                                                 


A to akurat jedna z bardziej pozytywnych informacji od początku trwania wojny na Ukrainie. Generalnie wielokrotnie zastanawiałem się jaki los czeka bohaterskich obrońców Azowstali (tortury, pokazowe procesy, śmierć?), a jednak wczoraj doszło do dużej wymiany jeńców między Rosją a Ukrainą. Wolność odzyskało 215 obrońców Mariupola, w tym wielu żołnierzy broniących Azowstali m.in. sanitariuszka o pseudonimie "Ptak", starszy sierżant Mychaiło Dianow, dowódca pułku Azow Denis Prokopenko, jego zastępca Swiatoslav Palamar i Siergiej Wołyń z piechoty morskiej. Uwolnieni zostali także w liczbie 10 obywatele Wielkiej Brytanii, USA, Maroko, Szwecji i Chorwacji (żołnierze Legionu Międzynarodowego). W mediacjach pomiędzy Rosją a Ukrainą uczestniczyli także Saudowie i Erdogan. Rosja w zamian odzyska 88 żołnierzy (m.in. pilotów) oraz prorosyjskiego Ukraińca Medwedczuka. Wszyscy uwolnieni są (co ciekawe) w dobrym stanie zdrowia, zapewne dlatego, że ich wymiana była planowana już wcześniej. Być może coraz bardziej świadomy klęski Putin zaczyna mięknąć i będzie skłonny do dalszych ustępstw. Pamiętać należy, że pułk Azow Rosjanie chcieli szczególnie intensywnie poddać 'denazifikacji'. Tak czy siak, dla Ukraińców ta wymiana to ogromny sukces propagandowy i zastrzyk morale - kolejne dobre wieści po tym jak Rosjanie zostali zmuszeni do ucieczki pod Charkowem przez kontrofensywę ukraińską. Niestety wychodzą na jaw następne zbrodnie wojenne rosyjskiego okupanta (masowe groby w lesie Izjum), a to zapewne dopiero wierzchołek góry lodowej. 

W każdym razie żony obrońców dzielnie walczące o ich uwolnienie odzyskały swoich partnerów.

Nie da się ukryć, że obrona Azowstali przejdzie do historii właśnie przez to, że wiązała się z niezwykłym bohaterstwem: głód, pragnienie, umierający jeden po drugim obrońcy, nieproporcjonalny stosunek obu walczących sił, mroczny świat podziemi systematycznie niszczonego kompleksu industrialnego, w którym ukryli się żołnierze. To doskonały materiał na apokaliptyczny thriller wojenny. Zdj. Dmitro Kazatski i in.

środa, 21 września 2022

Śmierć Mahsy Amini w Iranie oraz częściowa mobilizacja w Rosji

                                                    
13 września 2022 roku 22-letnia Iranka Mahsa Amini została aresztowana przez irańską policję obyczajową za niewłaściwie noszony hidżab, trafiła do furgonetki, w której była bita i uderzana w głowę. Wskutek bicia doznała uszkodzenia mózgu, co skutkowało jej śmiercią w szpitalu Kasra w Teheranie w dniu 16 września. Po tragicznej śmierci Amini we wszystkich większych miastach irańskich doszło do gwałtownych antyrządowych protestów i starć z policją/siłami bezpieczeństwa. Amini szybko stała się symbolem przemocy wobec kobiet w krajach, w których od lat (w Iranie od 1979 roku) rządzi fundamentalizm religijny. A jak wiadomo wiodące religie monoteistyczne (nie jest to problem ograniczony wyłącznie do islamu) traktują kobiety przedmiotowo. Generalnie mam wrażenie, że w Iranie doszło do schizmy pomiędzy wyedukowanymi i świeckimi młodymi ludźmi, a stetryczałymi religijnymi fundamentalistami. Iran to dziwny kraj: kraj cenzury i opresji, w którym muzyka metalowa (generalnie każda muzyka, która jest gniewna, antysystemowa) jest nie tyle zakazana, co starannie monitorowana, koncerty metalowe się tam raczej nie odbywają, nie ma też klubów metalowych czy punkowo-gotyckich, w których muzycy i fani mogą się spotykać i nawiązywać cenne znajomości. Za granie ciężkiej i antyreligijnej muzyki można zostać w Iranie aresztowanym. Nie dziwią zatem wyczyny tamtejszej policji moralnej, która zwalcza wszelkie odstępstwa od normy. Nie dziwi mnie też opór irańskich kobiet, które mają dosyć patriarchalnej opresji i narzucania im przez fundamentalistów konserwatywnego stylu życia. Przypomina mi to trochę nieudolne próby wpływania polskiej katoprawicy na edukację przynajmniej części młodego pokolenia. Zwłaszcza świadome swoich wyborów kobiety nie dają się łatwo omamić.

Mahsa Amini nie zostanie zapomniana, choć niestety nie jest pierwszą ofiarą radykałów religijnych. Póki co podczas zamieszek w Iranie zginęło 9 osób, w tym trzech funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa.

Tymczasem w Rosji Putin i Szojgu ogłosili częściową mobilizację na przegrywaną wojnę z Ukrainą. Na wielu rosyjskich mężczyzn padł strach, bo kto normalny (poza szumowinami i psychopatami) chce brać udział w wojnie po stronie agresora? Rosjanie próbują uciec do Stambułu, Gruzji czy Armenii, byle dalej od przymusu brania udziału w wojnie za Putina i grupę bogatych oligarchów. Tonący brzytwy się chwyta, bo Rosjanie dostali od Ukraińców pod Charkowem srogie baty. Niemniej jednak niepokoi mnie eskalowanie tej wojny, bo do straszenia przez Rosję uderzeniami jądrowymi już się przyzwyczaiłem. Myślę, że wojna na Ukrainie prędko się nie zakończy. I tylko zadaje sobie pytanie: w imię czego walczą Rosjanie? Za co oddają życie? Za podstarzałego dyktatora, bandę jego klakierów i propagandzistów, którzy wciąż pławią się w luksusach? Czy jest sens umierać za jakiegokolwiek autokratę i jego najbliższą świtę? Jestem przekonany, że owa mobilizacja dobitnie pokaże jak popularna w społeczeństwie rosyjskim jest wojna na Ukrainie. Bo owszem, można w sieci głosić wyższościowe 'patriotyczne' bzdury i szukać wrogów w zgniłym moralnie Zachodzie, jednak życie mamy jedno. To hańba brać udział w wojnie po stronie agresora i żadna propagandowa agitka tego nie zmieni.

Aha, pobór rekrutów w Rosji nie dotyczy oficjeli, urzędników, deputowanych, etc. Czyli mięsem armatnim (kandydatem na Gruz 200 i 300) ma być szary rosyjski obywatel, najlepiej nędzarz z prowincji. Nic dziwnego, że Rosjanie już spierdalają do Turcji, Gruzji, Armenii czy Dubaju. Oczywiście ci, co mają jeszcze trochę oszczędności na kontach. Pieniądze = więcej możliwości np. ucieczka albo łapówka. Biedniejszym rekrutom pozostaje złamanie ręki.

Putin już nie pamięta jaką rolę w obaleniu caratu odegrała niezadowolona z bycia mięsem armatnim armia.

Tymczasem interesujący debiut na scenie neofolkowej/folk rockowej/gotycko rockowej się szykuje. Pierwsza piosenka Burial Fields ujmuje żwawym tempem i fajnym nastrojem southern gothic. I myślę że powinna przypaść do gustu brzmieniom spod znaku Chelsea Wolfe, King Dude, Them Pulp Criminals, Me and That Man, a nawet FOTN. Czekam na całokształt.

https://burialfields.bandcamp.com/releases 

piątek, 16 września 2022

Fides Inversa, Chaos Invocation i Akhlys, 15 września 2022 roku (fotorelacja)

                                                         









Nie mogła mnie ominąć trasa tych trzech młodych stażem zespołów black metalowych (Fides Inversa - Włochy, Chaos Invocation - Niemcy, Akhlys - USA), gdyż uważam "Melinoe" (2020) Akhlys za jeden z najlepszych albumów ambient black metalowych ostatnich lat i godnego następcę "The Dreaming I"  (2015). Oba supporty Akhlys co prawda nie mieszają dark ambientu z black metalem tj. Amerykanie, jednakże także i one zrobiły na mnie wrażenie. Ale po kolei. 

Na gig Włochów z Fides Inversa odrobinkę się spóźniłem, bo muzycy zaatakowali słuchaczy agresywnym occult black metalem jeszcze przed 19 (wówczas kupowałem bilet na bramce). Black metal Fides Inversa z Rzymu jest nastrojowy, mroczny, złowieszczy i diaboliczny. Włosi (choć w gruncie rzeczy obecny line-up FI jest międzynarodowy) przekonali mnie do siebie intensywnym i przekonującym koncertem. Black metalu słucham obecnie bardziej sporadycznie niż jeszcze kilka lat temu, ale przyjemnością zakupiłem na CD ich ostatni album "Historia Nocturna" (2022). 

Odsłuch: https://fidesinversa.bandcamp.com/album/historia-nocturna

Także następni w kolejności Chaos Invocation z Niemiec zagrali całkiem niezły koncert. Black metal CI emanuje agresją, jednak nie jest pozbawiony bardziej melodyjnych i delikatniejszych elementów, zmian tempa na umiarkowane, a także wpływów thrash i heavy metalu (niektóre riffy). Jeśli chodzi o inne zespoły, które mogą być dla muzyków Chaos Invocation inspiracjami to wymieniłbym np. Watain, Hellhammer, Celtic Frost czy Dissection. 

Odsłuch: https://chaos-invocation.bandcamp.com/album/devil-stone-man

Na koniec zaprezentowali się zamaskowani black metalowcy z Akhlys, których liderem jest znany z Nightbringer Naas Alcameth. Co mnie przyciągnęło do Akhlys to przede wszystkim idealny mariaż dark ambientu z intensywnym black metalem, w rezultacie czego mamy do czynienia z gęstą atmosferą onirycznego koszmaru. Gdy się słucha np. "Melinoe" (2020) to ta muzyka potrafi zaniepokoić, a nawet przerazić. Osobiście uważam Akhlys za projekt/zespół równie intrygujący co np. The Axis of Perdition czy Blut Aus Nord. Po prostu black metal Akhlys jest wściekły, psychotyczny, chaotyczny, głęboko atmosferyczny i jednocześnie przerażająco wręcz sugestywny, co dało się odczuć na wczorajszym koncercie Amerykanów. Znowu zrobiłem zakupy - koszulka zespołu i "The Dreaming I" na CD.

Odsłuch: https://akhlys.bandcamp.com/

Ano właśnie na wczorajszym koncercie ceny merchu były przystępne: CD za 50 zł, winyl za 100 zł, koszulka - 80 zł, naszywka - 20 zł, itd. Ceny w pełni jak dla mnie akceptowalne i zachęcające do zakupu.