sobota, 25 września 2021

Skepticism "Companion" (2021) - recenzja

                                                                         
Funeral doom był i jest dla mnie bliskim sub-gatunkiem doom metalu. Miałem w życiu okres, gdy oprócz dark ambientu czy black metalu (najczęściej industrialnego) słuchałem bardzo dużo doom death metalu czy pogrzebowego doom metalu. Jest kilka albumów, które zapoczątkowały funeral doom na początku lat 90-tych. Są to m.in. demo Thergothon "Fhtagn-nagh Yog-Sothoth" z 1991 roku, demo Funeral "Tristesse" z 1993 roku, demo Esoteric "Esoteric Emotions" z 1993 roku, demo Evoken "Shades of Night Descending" z 1994 roku, demo Mordor "Odes" z 1990 roku, album Voj "Кругами вечности" z 1991 roku oraz demo "Aeothe Kaear" (1994) i album "Stormcrowfleet" Skepticism z 1995 roku. To jednak właśnie Finowie ze Skepticism (obok Thergthon) są uznawani za pionierów funeral doom metalu. Na pewno jest to jeden z najdłużej działających zespołów parających się funeral doom metalem nie tylko w Finlandii (powstali w 1991 roku). Sam uwielbiam fiński funeral doom metal (Colosseum, Tyranny, Shape of Despair, Thergothon, Skepticism, Profetus, etc.) oraz Unholy i Dolorian (awangardowy black doom metal). 

Funeral doom był dla mnie bliski ze względu na duszną i żałobną atmosferę smutku, rozpaczy i melancholii oraz powolne, niekiedy wręcz zahaczające o ambient tempa. To najbardziej posępna i wisielcza muzyka w całym szeroko pojętym metalu - obok depresyjnego black metalu, z którego jednak lubię zaledwie kilku wykonawców. Ale wróćmy do Skepticism, gdyż ukazał się właśnie via Svart Records szósty albumów melancholijnych Finów zatytułowany "Companion" ("Towarzysz"). Tradycyjnie sześć utworów, jednak niepozbawionych nowych elementów. Pierwsze trzy kanoniczne albumy Skepticism były minimalistyczne i mocno introspektywne, "Companion" natomiast jest albumem mniej subtelnym, bardziej agresywnym i bezpośrednim. Ba, to chyba najagresywniejszy album w 30-letniej karierze Finów. Pojawiają się w nim (podobnie jak na "Alloy" z 2008 roku) elementy doom death metalu, death metalowe riffy ("Passage"). Oczywiście są także obecne klawisze i organy, lecz daleko "Companion" do miękkości i delikatności "Stormcrowfleet" (1995). Niemniej 10-minutowy "The March of the Four" to esencjonalny pogrzebowy doom metal, po prostu żałobny Skepticism, jaki uwielbiam. Zamykający album " The Swan and the Raven", do którego powstał całkiem intrygujący teledysk także odznacza się odczuwalną aurą smutku i żałoby. 

W sumie ciężko polecić funeral doom Skepticism np. fanom black metalu czy death metalu, gdyż to muzyka wolna i posępna, ale jakże fascynująca. Z drugiej strony funeral doom (bodaj największa nisza w szeroko pojętej muzyce metalowej) za sprawą takich zespołów jak Bell Witch czy Ahab powoli zaczyna trafiać do szerszego grona słuchaczy. Dla większości metalowców będzie to jednak muzyka nudna i odpychająca (no może poza Evoken czy Esoteric). Zawsze jednak powtarzam, że funeral doom, dark ambient czy refleksyjny neofolk a la Of the Wand and the Moon są idealne do słuchania w trakcie deszczowych, jesiennych wieczorów czy lodowatych, zimowych nocy. 

Niech żyje funeral doom! "Companion" do przesłuchania tutaj:

https://skepticism.bandcamp.com/album/companion 

Obejrzyjcie także wysmakowany dokument o Skepticism. Warto!

https://www.youtube.com/watch?v=HcOxHbfiqko

Swoją drogą Skepticism nigdy nie zagrali w Polsce. Może pora to zmienić, organizatorzy koncertów?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz