Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grecja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grecja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 listopada 2024

Fragment Soul, Nailed to Obscurity i Draconian 31 października 2024 r. (fotorelacja)

                                                                  






Tym razem udało mi się wygrać dwuosobowe zaproszenie na warszawski koncert szwedzkich goth doom death metalowców z Draconian. Warszawska Hydrozagadka była pierwszym przystankiem Szwedów przy okazji trasy trzydziestolecia istnienia zespołu. Do Draconian wróciła po 10 latach przerwy ich długoletnia wokalistka Lisa Johansson, którą na świetnych skądinąd albumach "Sovran" (2015) i Under a Godless Veil" (2022) zastępowała pochodząca z RPA Heike Langhans (m.in. Ison). No i właśnie Draconian widziałem wcześniej na żywo dwukrotnie (2016 rok - Wrocław, Liverpool i 2019 rok - Warszawa, Progresja) z Heike na wokalu. Zatem ucieszyłem się, że będę mógł zobaczyć szwedzki zespół tym razem z Lisą udzielającą się wokalnie. Lubię Draconian z prostego powodu: oprócz gotyckich naleciałości jest w muzyce Szwedów sporo doom death metalowego ciężaru, poza tym ów dualizm w sferze wokalnej tzn. mocny growling Andersa Jacobssona i eteryczny damski śpiew Lisy/Heike fajnie ze sobą współgra kreując refleksyjny nastrój smutku i melancholii. Draconian to zdecydowanie jedna z 'gwiazd' wyśmiewanej w środowisku metalowym Napalm Records. Nadto gitarzysta Draconian, Johan Ericson ma wspaniały projekt funeral doom metalowy Doom: VS. "Dead Words Speak" z 2008 roku to tak potężny doom metalowy cios, że czapki z głów. Posłuchajcie sami: 

https://doomvs.bandcamp.com/album/dead-words-speak

Wróćmy jednak do halloweenowego koncertu w Hydrozagadce. Jako supporty Draconian wystąpiły Fragment Soul z Grecji oraz Nailed to Obscurity z Niemiec. Od razu przyznam, że twórczości obu tych zespołów w zasadzie w ogóle nie znałem. Na szybko i wyrywkowo odsłuchałem ich muzykę na kilka dni przed koncertem. Grecy grają przyjemny i melancholijny doom metal z czystymi wokalami, zarówno męskimi, jak i żeńskimi. Zagrali całkiem solidny koncert, ale jak dla mnie za mało było w ich występie doom metalowego miażdżenia. Niemniej jednak to interesujący młody zespół w stylu wczesnej Anathemy.  Myślę, że warto sprawdzić ich wysublimowany prog doom:

https://fragmentsoul.bandcamp.com/album/galois-paradox

Z kolei Niemcy z Nailed to Obscurity postawili na ciężar i agresję ze sporą dozą melodii, aczkolwiek jakoś mnie ich muzyka nie powaliła na kolana. Przynajmniej nie na tyle, abym leciał na ich stoisko z merchem i kupował płyty. Scenicznie zaprezentowali się doskonale, mnóstwo energii i generalnie profesjonalne obycie koncertowe. Jednak miałem wrażenie, że nie było w ich występie zbyt wiele melancholii, a tego oczekuje od doom death metalu, także tego melodyjnego z czystymi wokalami. Nie da się ukryć, że można usłyszeć w ich muzyce choćby inspirację Finami ze Swallow the Sun. Mimo wszystko zachęcam do odsłuchu:

https://nailedtoobscurity.bandcamp.com/album/black-frost

Set-lista: "King Delusion", "Clouded Frame", "Resonance", "The Aberrant Host", "Liquid Morning", "Protean", "Deadening" i "Road to Perdition".

Cóż mogę powiedzieć o koncercie Draconian? Po raz trzeci czuję się usatysfakcjonowany. Lisa wyraźnie tęskniła za śpiewaniem w zespole i z radością zasiliła szeregi zespołu. Ustawiłem się tuż przy scenie, by zrobić kilka zdjęć i tam już pozostałem. Draconian postawili na bardzo przekrojową i różnorodną set-listę prezentując chociażby "The Cry of Silence", "Morphine Cloud', "Death, Come Near Me", "Pale Tortured Blue" czy zagrany jako ostatni "The Sethian". Osobiście zabrakło mi np. "The Sacrificial Flame" czy "Elysian Night", ale nie można mieć wszystkiego. Muzycy są zdecydowanie w formie, ale zwracałem też uwagę na publiczność w moim otoczeniu. Pod sceną dominowały młode kobiety i bawiły się wybornie: w transie, widać było radość na ich twarzach, choć doom death Draconian wręcz kipi od smutku, rozczarowania, melancholii. Cieszy sam fakt, że zespoły doom death metalowe czasem grają koncerty w Polsce, w końcu doom metal to nie tylko stoner doom, sludge doom czy trad/heavy doom. Nadal jednak tytułem dygresji czekam na występy Shape of Despair czy Evoken w Polsce. Dodam jeszcze, że Anders wciąż growluje świetnie, a Lisa potrafi swoim śpiewem oczarować. 

Odsłuch:

https://www.youtube.com/watch?v=BDM9xKPJcTE

Set-lista: "The Cry of Silence", "Heavy Lies the Crown", "Deadlight", "Heaven Laid in Tears", "Morphine Cloud", "Bloodflower", "Night Visitor", "Earthbound", "Daylight Mystery", "Pale Tortured Blue", "Death, Come Near Me" i "The Sethian". 

niedziela, 18 czerwca 2023

Uprowadzenie 27-letniej Anastazji Rubińskiej na wyspie Kos

Myślę, że tą sprawą kryminalną Polska będzie żyła przez najbliższe dni. Też śledziłem ją z uwagą, gdyż przebywałem krótko na greckiej wyspie Kos w 2015 roku. Dzisiaj biorąca udział w poszukiwaniach wolontariuszka odnalazła zwłoki 27-letniej Anastazji Rubińskiej pod drzewem, w rejonie słonego jeziora Alykes, 1 km od domu głównego podejrzanego z Bangladeszu. Na pewno jej tożsamość potwierdzi chłopak ofiary. Nagie i rozkładające się ciało młodej kobiety było owinięte prześcieradłem, częściowo ukryte w foliowym worku, przykryte liśćmi i gałęziami i znajdowało się około 500 metrów od miejsca (opuszczony budynek), w którym odnaleziony został pozbawiony karty SIM telefon dziewczyny.

O uprowadzenie zostali oskarżeni 32-letni obywatel Bangladeszu oraz mieszkający z nim Pakistańczyk. Zapewne mężczyznom postawione zostaną kolejne zarzuty, na przykład Pakistańczykowi zarzut zacierania śladów. Mężczyzna kłamał, że kobiety z nimi nie było. Na pewno Anastazja weszła z Banglijczykiem do jego domu, po czym z niego już nie wyszła. W owym domu znaleziono blond włosy, ślady DNA Anastazji, dwa noże i koszulkę ze śladami krwi. 

27-letnia Anastazja była poszukiwania od wtorku 12 czerwca przez grecką policję. Miała wolne w pracy, zatem postanowiła napić się alkoholu. Potem dołączyło do niej pięciu Banglijczyków i Pakistańczyków. Wówczas skontaktowała się ze swoim chłopakiem po raz ostatni informując go, że ktoś przywiezie ją z powrotem motocyklem. No i nie wróciła, a jej telefon został wyłączony.

Musiała walczyć z banglijskim mordercą, gdyż na jego ciele policjanci stwierdzili zadrapania. Mężczyzna nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że uprawiał z Anastazją konsensualny seks, a potem odwiózł ją motocyklem na miejsce, do którego miał przyjechać jej chłopak. Co ciekawe, dzień po zniknięciu Anastazji Banglijczyk kupił bilet lotniczy do Włoch. Także nie można wykluczyć, że grunt zaczął palić mu się pod nogami, zatem próbował uciec z Kos.

Rubińska przyjechała wraz z 28-letnim partnerem na grecką wyspę, by pracować w hotelu w Tigaki-Mamari. Główny podejrzany o gwałt i morderstwo Anastazji to Salahuddin S., który wypiera się wszelkich zarzutów. Niestety sekcja zwłok dziewczyny na Rodos potwierdziła, że Anastazja była bita, torturowana, miała założone kajdanki i została uduszona. Pytanie czy sprawców (oprócz Salahuddina S.) było więcej? Czy doszło do odurzenia dziewczyny i zbiorowego gwałtu? Jaką rolę w tej ponurej sprawie kryminalnej odegrał współlokator i rówieśnik Salahuddina S.? Czy tylko zacierał ślady? Czy do uduszenia doszło w domu głównego podejrzanego czy w pobliskim opuszczonym budynku?

Media podają póki co sporo sprzecznych informacji (sam nie jestem w stanie niektórych z nich zweryfikować). Mam nadzieję, że sprawa zostanie należycie rozwiązana i wyjaśniona. Ogromnie mi szkoda tej dziewczyny (nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego strachu i upodlenia, jakiego doznała) i irytuje mnie jej obwinianie. Popełniła błąd natykając się na oprawcę/oprawców, ale nie jest to powód, by ją obrażać po śmierci. Niestety z seksualną przemocą wciąż ma do czynienia mnóstwo kobiet, a nie powinno tak być. 

EDIT: Grecka policja ujawniła, że uprowadzona Anastazja została zmuszona do wysłania smsa adresowanego do partnera o tym, że jest bezpieczna. Wcześniej wysłała innego o tym, że nie czuła się w domu Banglijczyka komfortowo ("Chodź, zabierz mnie stąd, nie czuję się komfortowo.") Współlokator Salahuddina S. zmienił zeznania (najpierw twierdził, że Anastazji w ogóle w domu nie zastał) i teraz twierdzi, że w trakcie powrotu do domu zastał Anastazję i Banglijczyka pijących alkohol i kazał im wyjść. Oboje tak zrobili i odjechali razem na motorze. Oznacza to, że do gwałtu i morderstwa mogło dojść w opuszczonym domu nad jeziorem blisko miejsca odnalezienia ciała dziewczyny. Zwłoki mogły też zostać przeniesione z miejsca na miejsce (pod rozłożyste drzewo). Pytanie czy sprawca działał sam czy miał wspólnika/wspólników? 

22 czerwca Salahuddinowi S. postawiono zarzut uprowadzenia, gwałtu i zabójstwa z premedytacją.  Zakłada się, że udał się z Anastazją do opuszczonego domu pod pretekstem wzięcia haszyszu i tam dopuścił się gwałtu i morderstwa. Morderca obciął Anastazji palce, by utrudnić identyfikację ofiary - pastwił się nad kobietą przez 45 minut. Z dużą dozą prawdopodobieństwa działał sam.

Zdjęcie wnętrza opuszczonego domu na zdjęciu oraz w nagraniu. Warto zwrócić uwagę na foliowe worki. Na innym zdjęciu via kos.gr słonowodne jezioro Alykes na wyspie Kos.

https://greekcitytimes.com/2023/06/19/kos-polish-anastasia-found-dead/ 

https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1587938%2Ckorespondent-pap-na-miejscu-zbrodni-domu-w-ktorym-prawdopodobnie-doszlo-do 

Konkludując, przypomina mi się trochę morderstwo 29-letniej Pauliny Dembskiej 2 stycznia 2022 roku na promenadzie w Sliema (Malta). Dziewczyna została zgwałcona i uduszona przez 20-letniego Abnera Aqulinę. Była przypadkową ofiarą, nie znała sprawcy. Po prostu przyszła karmić wcześniej rano koty i znalazła się w nieodpowiednim miejscu o złym czasie. Aquilina w trakcie procesu twierdził, że dystopijny film Stanleya Kubricka "Mechaniczna pomarańcza" z 1971 roku był 'odbiciem jego życia'.

Kolejna nasuwająca mi się na myśl sprawa kryminalna to gwałt i morderstwo 19-letniej studentki medycyny Marii Ladenburger we Freiburgu. W nocy 16 października 2016 roku udający nieletniego uchodźcę z Afganistanu 24-letni Irańczyk Hussein Khavari dopadł Marię, gdy wracała rowerem z imprezy, zgwałcił ją i utopił w rzece. Już w 2013 roku Hussein próbował obrabować i zrzucił z klifu 20-letnią studentkę w Korfu (Grecja), ale ofiara przeżyła. Po wyjściu z więzienia jako nieletni uchodźca z Afganistanu trafił do Niemiec. Za zamordowanie Marii został skazany na dożywocie.

sobota, 26 marca 2022

Selofan 25 marca 2022 roku w Minodze (fotorelacja)

                                     

Dzień po koncercie Fuoco Fatuo, Grave Miasma i The Ruins of Beverast postanowiłem na spontanie pójść na koncert z lżejszą muzyką: melancholijną zimną falą. Mój obecny gust muzyczny w większym stopniu niż kiedyś lawiruje pomiędzy różnorodnym metalem a szeroko pojętymi brzmieniami gotyckimi/dark independent (rock gotycki, post-punk, darkwave, w tym ethereal, EBM, industrial, coldwave, synthwave). Greków z Selofan miałem okazję widzieć wcześniej w trakcie Castle Party 2021 i ich występ na tyle mi się spodobał, że planowałem zobaczyć ten ateński duet ponownie w trakcie małego klubowego koncertu. Generalnie trudno nie pokusić się o porównanie muzyki Selofan z Lebanon Hanover, jednak grecki duet brzmi bardziej energicznie, choć także w ich twórczości nie brakuje mroku, chłodu i melancholii. To bardzo taneczny i narracyjny coldwave ze świetnymi wizualizacjami na żywo, melancholijnymi wokalami i charakterystycznym imidżem Joanny Pavlodiu oraz doskonałym basem Dimitrisa Pavlidisa. Grecy supportowali już She Past Away z Turcji i Lebanon Hanover z Niemiec, a to duże nazwy, jeśli chodzi o coldwave/darkwave. Ich muzyka w perfekcyjny sposób oddaje posępny, acz dość przystępny nastrój zespołów post-punkowych z lat 80-tych tj. jak Joy Division czy rodzima Siekiera. Zresztą Grecy wykonali wczoraj na żywo cover Siekiery "Misiowie puszyści" zatytułowany "Hysteria". Oprócz tego zgromadzona w Minodze widownia miała okazję usłyszeć np. "Grey Gardens" czy "Billie Was a Vampire". Tak czy owak był to bardzo przyjemny i żywiołowy koncert, który sprawił, że będę polecał muzykę duetu z Aten każdemu, kto zagłębi się bardziej w brzmienia zimnofalowo-gotyckie.

O supporcie Korus nie napiszę ani słowa, gdyż zjawiłem się na koncercie po ich występie.

Świetnie, że ludzie z Winiary Bookings organizują lokalnie koncerty takich wykonawców jak Selofan. Im więcej zimnej fali, darkwave'a i post-punka w Poznaniu, tym lepiej. Może kilka sugestii wykonawców na przyszłość: Linea Aspera, Der Blaue Reiter, Traitrs, Actors, Golden Apes, A Projection, Hapax, Horror Vacui, Abysmal Grief, etc. 

Na koniec rekomendacja muzyczna z Ukrainy. Znakomity coldwave/darkwave w stylistyce Selofan i Lebanon Hanover. Warto obecnie szczególnie wspierać ukraińskie zespoły muzyczne w sytuacji, gdy rosyjski agresor/okupant systematycznie wyniszcza Ukrainę. I dostaje ciężkie lanie od ukraińskich obrońców, choć okupione traumą i krwią wielu niewinnych cywili oraz koszmarną wojenną destrukcją. z chwilą gdy piszę te słowa prezydent USA prezydent Joe Biden jest już w Polsce, a Rosjanie ostrzelali rakietami Lwów. 

https://theglassbeads.bandcamp.com/album/therapy-2

piątek, 16 lipca 2021

Castle Party 2021 (fotorelacja)

 



















Jeszcze w  pierwszej połowie 2021 roku nie wierzyłem, że tegoroczna edycja festiwalu muzyki dark independent Castle Party dojdzie do skutku. Z powodu pandemii wszystkie ważniejsze festiwale w Polsce, w których line-upie znalazły się zespoły zagraniczne zostały słusznie przełożone na 2022 rok np. Mystic Festival. Także z tegorocznego składu CP wypadło kilka zespołów m.in Hocico, Ataraxia, Drab Majesty, She Past Away, etc. Nie będę ukrywał, że brakowało mi muzyki na żywo, toteż śledziłem informację na temat Bolkowa mając jednocześnie w planach krótki przedfestiwalowy wyjazd na Islandię. 

Festiwal pierwotnie miał być głównie dla osób zaszczepionych plus limit 250 osób niezaszczepionych. Osobiście zaszczepiłem się dwiema dawkami szczepionki mRNA w jak najwcześniejszym możliwym terminie z kilku powodów. Po pierwsze, nie miałem wątpliwej przyjemności zachorowania na Covid. Po drugie, nie chciałem narażać moich bliskich na infekcję Covid19 - ona może się zdarzyć, ale osoby zaszczepione (jak moi bliscy) przechorują obecnie dominujący wariant Delta lekko, bez hospitalizacji i będą transmitować wirusa (jeśli dojdzie do infekcji) krócej i mniej intensywnie. Po trzecie, zwyciężyła chęć podróżowania za granicę, swobodnego uczestniczenia w wydarzeniach masowych czy bezproblemowego spotykania się ze znajomymi. Po czwarte, byłem już psychicznie zmęczony lockdownami oraz atmosferą niepewności i egzystencjalnego zagrożenia jaką niesie za sobą pandemia koronawirusa. Wyjazd na islandzki wulkan Fagradalsfjall i Castle Party 2021 miały być dla mnie oderwaniem się od rzeczywistości, swoistą nagrodą za to, że przez półtora roku stosowałem się do zasad DDM, na ile się dało minimalizowałem kontakty społeczne, chodziłem w maskach, poddałem się szczepieniu (żyję nadal, kondycja fizyczna bardzo dobra) i przestrzegałem rygorów sanitarnych. Nie uległem głupocie i ignorancji. Jednym słowem nagroda normalności za empatię i odpowiedzialność. Być może swoim ostrożnym zachowaniem uratowałem kilka żyć, a nie je zrujnowałem.

Dotarłem do Bolkowa z Warszawy, prosto z lotniska. Pierwsza noc nieprzespana, gdyż lot powrotny z Islandii miałem w nocy, leciało mnóstwo matek z małymi dziećmi, stąd hałas był nie do wytrzymania. Na CP 2021 podrzuciła mnie z Warszawy Magda, która bywała już na tym festiwalu w Grodźcu i w trakcie podróży opowiadała jak wówczas było. Pierwsze zdziwienie już na miejscu: nikt nie sprawdza mojej dokumentacji o zaszczepieniu, a byłem na to starannie przygotowany. No cóż, niech będzie. Prawdopodobieństwo zarażenia się na świeżym w powietrzu w trakcie koncertu czy na polu namiotowym jest minimalne, choć niezerowe. Z chwilą gdy piszę te słowa pojawiły się artykuły o festiwalu muzycznym w Utrechcie na początku lipca. Festiwal pilotażowy na 20 000 tysięcy ludzi, dwa dni muzyki elektronicznej na świeżym powietrzu i prawie 1000 osób zarażonych. Ryzyko infekcji na imprezie masowej istnieje zawsze i trzeba być tego świadomym. Ale to już nie wina organizatorów, że ludzie często z błahych powodów czy będąc pod wpływem foliarzy/antyszczepów boją się szczepić tym samym przedłużając rujnujący gospodarkę stan pandemii i ryzykując ciężkie przechorowanie plus długotrwałe następstwa choroby. Covid19 to tak naprawdę rosyjska ruletka, dlatego też po powrocie z CP2021 (mimo pełnej wakcynacji) rozsądnie urządziłem sobie autokwarantannę.

https://www.politico.eu/article/coronavirus-1000-people-infected-in-dutch-festival/

Tak czy owak mimo kolejnych dwóch nieprzespanych nocy i ogólnego wyczerpania cieszę się, że trafiłem na Castle Party 2021. Atmosfera tej imprezy jest tak specyficzna, że człowiek mocno w nią wsiąka, przyjeżdżają tutaj nie tylko miłośnicy szeroko pojętej muzyki i stylistyki gotyckiej, ale też osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę ze sceną dark independent. Jeżdżę na Castle Party od 2014 roku i wcale nie mam dosyć, gdyż ten festiwal uzależnia, jest niczym idealnie dawkowany i niegroźny narkotyk. 

Krótko o koncertach, które najbardziej przypadły mi do gustu. Cieszę się przede wszystkim, że mogłem po raz pierwszy zobaczyć na żywo Diary of Dreams (Niemcy) oraz Pink Turns Blue (Niemcy). W mroczny i melancholijny świat muzyczny Adriana Hatesa zacząłem się zagłębiać dopiero jakieś trzy lata temu. Niemcy nieco mnie zaskoczyli zmetalizowanym, ocierającym się o industrial metal brzmieniem, ale było to zaskoczenie pozytywne. Koncert znakomity, przekrojowy, długi, pełen emocji - ciarki na plecach gdy usłyszałem np. "The Curse", "Listen and Scream", "She and Her Darkness", "Giftraum", "King of Nowhere" czy "Endless Nights". Poprzedzający Diary of Dreams koncert weteranów darkwave'a z Holandii Clan of Xymox również był pierwszorzędny, ale kapelę Ronny'ego Mooringsa widziałem wcześniej bodaj trzy razy, zatem mniej więcej wiedziałem, których piosenek odegranych na żywo należy się spodziewać - czyli np. "Muscoviet Mosquito", "Louise", "Jasmine & Rose", "Emily" czy kilka numerów z ostatniego albumu CoX "Spider on the Wall". Zresztą Holendrzy grają u nas często, to zespół bardzo lubiany i szanowany, którego muzyki słucha się na żywo z wielką przyjemnością. 

Sobotni koncert weteranów rocka gotyckiego Pink Turns Blue również mnie zachwycił. Niemcy sprawdzili się doskonale jako godne zastępstwo She Past Away z Turcji. Minimalistyczny image sceniczny, brak efekciarstwa i wołania o atencję, po prostu chwytający za serce gig weteranów melancholijnego post-punka/rocka gotyckiego. Usłyszałem m.in. "I Coldly Stare Out", "Walk Away", "After All" i ich największy hit "Your Master Is Calling" plus dwa kawałki PTB promujące najnowszy album studyjny: "There Must Be So Much More" i "So Why Not Save the World". Żałuję że nie mam porównania z czwartkowym koncertem weteranów rocka gotyckiego ze Szwecji, Funhouse.

Jeśli już mówimy o skandynawskim rocku gotyckim to świetnie wypadli w niedzielę Szwedzi z Then Comes Silence. Mocny, energiczny koncert z fajnym przekrojowym setem. TCS widziałem po raz pierwszy na żywo i jestem pod wrażeniem werwy i scenicznej ekspresji muzyków ze Sztokholmu. Miło było usłyszeć takie piosenki jak "The Dead Cry For No One", "Strange Kicks", "We Lose the Night" czy "Warm Like Blood". Zespół zdecydowanie wart uwagi i supportowania. Nie obejrzałem jednak ich gigu do końca, gdyż trafiłem ze znajomymi na małą scenę (do stajni), by skonfrontować się z dzikim i agresywnym EBM hiszpańskiego projektu Larva. 

Co jeszcze udało się zobaczyć? Oczywiście częściowo deszczowy koncert Niemców z Lacrimosa, mocny, energiczny, gitarowy, niekiedy wręcz doom metalowy. Piękne zwieńczenie tegorocznego CP. Nadto podobały mi się koncerty Das Funus (Czechy, obiecujący młody zespół, na który warto mieć baczenie), Selofan (Grecja), Metus (Polska), Them Pulp Criminals (Polska, fajny projekt Tymka z Ragehammer), zahaczyłem też o występy Lebanon Hanover (Niemcy), Sexy Suicide (Polska) i Wolvennest (Belgia). Odpuściłem koncerty Closterkeller i Artrosis, bo nie jestem wielkim fanem obu tych zasłużonych formacji. Laptopowy DJ set Juno Reactor z UK widziałem przez godzinę. Bez efektów wizualnych, efektownej scenografii i obecności innych członków zespołu był niemałym rozczarowaniem. 

Z góry dziękuję wszystkim nowym i starym znajomym, z którymi miałem sposobność się spotkać i rozmawiać na CP 2021. Zacieśnianie więzi i podtrzymywanie dobrych znajomości jest dla mnie czymś ważnym i nie do zastąpienia, zwłaszcza w czasach panującej nam niemiłościwie zarazy; czasach trudnych, które pogłębiają samotność i wyalienowanie jednostki na wielu płaszczyznach. Bądźcie zdrowi, dbajcie o dobrostan własny i osób bliskich, podtrzymujcie wartościowe kontakty i starajcie się realizować krok po kroku wasze marzenia. 

Życie biologiczne człowieka bywa krótkie i nieprzewidywalne. Może skończyć się lada moment, w chwili, której nadejścia możemy się nie spodziewać. Niemniej jednak postaram się być fizycznie na CP 2022 i na kolejnych edycjach tego wspaniałego festiwalu.

środa, 1 maja 2019

Urbex: Opuszczony hotel w miejscowości Methana



















Rzadko obecnie wrzucam zdjęcia z wypraw urbexowych z prostego powodu - urbex zawsze służył mi jako pewnego rodzaju odskocznia, lubiłem adrenalinę związaną z zazwyczaj samotną miejską eksploracją, poczucie izolacji i niepewności w na pierwszy rzut oka opuszczonym miejscu. Pierwsze opuszczone miejsca zwiedzałem już w 2010 roku, ale teraz urbex stał się ogromnie modny, przestał być zjawiskiem nowym, odkrywczym, spowszedniał. W samej Polsce miejską eksploracją zajmują się setki, by nie rzec tysiące osób (od profesjonalnych fotografów po wielbicieli starej architektury czy miłośników adrenaliny). Nawet dzieciaki uważają się obecnie za wielkich eksploratorów. Dodatkowo nie podoba mi się działalność urbexowych Youtuberów, którzy często chcąc nie chcąc poprzez swoje filmy i ich ogromny zasięg przyczyniają się do szybkiej dewastacji danego miejsca. Entuzjazm do urbexu we mnie opadł, ale jak mam okazję to po prostu... do danego obiektu wchodzę i szwendam się po pustych korytarzach, fotografuję, szukam śladów przeszłości.

Tutaj pierwsza galeria od dłuższego czasu. Przyjechałem do Methana, by zdobyć tamtejszy wulkan i cel swój zrealizowałem, urbex był niejako przy okazji. Zatem przed wami opuszczony grecki hotel. Dość specyficzne miejsce - ziejące pustką korytarze i przegniłe pokoje wypełniały pierwsze promyki poranka. W jednym z pokoi przyhotelowego budynku znalazłem martwego kota. Cuchnęło rozkładem. Tuż przy ciele kłódka, niedaleko rybacka lina. I jak sobie przeglądam zdjęcia z tego akurat pomieszczenia to zastanawiam się czy ktoś tego zwierzęcia nie uśmiercił w bestialski sposób. Czy aby na pewno zmarło śmiercią naturalną? Jeśli to pierwsze to eksploracja tego starego nadmorskiego hotelu nabiera zdecydowanie złowieszczego charakteru. W jednym z pomieszczeń piwniczych dużo świec w reklamówce. Przy niszczejącym od lat hotelu mała kaplica.

Data eksploracji: 26 kwietnia 2019 roku.