Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czechy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czechy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 grudnia 2023

Ghosting jako źródło myśli rezygnacyjnych, samobójczych/ masakra w Pradze

                                                             

Zaintrygowała mnie ostatnio ta tematyka, gdyż od dobrych kilku tygodni mocno i intensywnie przeżywam rozterki związane z ghostingiem, odrzuceniem przyjaźni, blokadą w mediach społecznościowych. Nie będę wdawał się tutaj w szczegóły, gdyż wolę je pozostawić dla siebie. Zdaję sobie sprawę, że nasze relacje z innymi (przyjacielskie, romantyczne) mogą być ulotne, nietrwałe, jednak jako osoba wrażliwa wciąż poszukuję osób, na które będzie można w przyszłości liczyć. Czasem można takie znaleźć, choć dochodzę do wniosku, że im człowiek starszy, tym bardziej staje się osamotniony. 

Ghosting definiuje jako niesprowokowane i bezwzględne urwanie kontaktu (komunikacji) z przyjacielem, krewnym czy romantycznym partnerem. Niesie on za sobą porównywalnie bolesne skutki jak nagłe odcięcie się od przyjaciela/przyjaciół w przypadku, gdy np. znajdujemy partnera/partnerkę. Ghosting stosują zarówno kobiety, jak i mężczyźni, ale raczej z odmiennych powodów. Na pewno nie jest to przyjemnie doświadczenie dla osoby, która zostaje w taki sposób odrzucona. Pojawia się u niej poczucie winy, bezradności, bezwartościowości, wyobcowania. Ta strategia nagłego urywania znajomości często kończy dłuższe, wartościowe i znaczące (przynajmniej dla jednej strony) relacje. Rozumiem zasadność ghostingu w przypadku osób skrajnie toksycznych, niebezpiecznych, obsesyjnych stalkerów/stalkerek, jednakże ghosting jest też często stosowany wobec osób wrażliwych, empatycznych, delikatnych, zmagających się z różnorodnymi kryzysami psychicznymi. 

Żyjemy w czasach cyfryzacji znajomości. Potrafimy godzinami spędzać/trwonić czas w mediach społecznościowych na bezwartościowych dyskusjach i szukaniu atencji. Cyfrowa 'bliskość' nie zastąpi jednak piękna bliskości z drugą osobą w realnej rzeczywistości. Oczywiście rzeczywistość też nie jest kolorowa: napotkani ludzie mogą okazać się osobami toksycznymi, zdradzieckimi, fałszywymi, manipulacyjnymi, chcącymi wyrządzić nam krzywdę. Internet pozwala na szybkie odsiewanie niewłaściwych znajomości. To jednak miecz obosieczny: bardzo łatwo można skrzywdzić/zranić kogoś poprzez nagłe i zaplanowane odcięcie komunikacji, także wtedy gdy na to po prostu nie zasłużył. 

Ghosting może prowadzić do depresji (bądź jej nasilenia), bezsenności, braku apetytu, myśli rezygnacyjnych, a nawet samobójczych. Ogólnie rzecz biorąc do deterioracji zdrowia psychicznego osoby, która padła jego ofiarą. Wówczas niezbędne pozostanie poproszenie o pomoc z zewnątrz (przyjaciół, jeśli ich mamy, bliskich, ewentualnie zgłoszenie się po pomoc psychologiczną). Trzeba z kimś porozmawiać. 

Pasywno-agresywny i egoistyczny ghosting oznacza niemożność prawidłowego zinterpretowania co poszło w relacji nie tak, choć oczywiście czasem domyślamy się, że może chodzić o te cechy, które w sobie nienawidzimy. Brak kontaktu oznacza też niemożliwość wytłumaczenia się, przeproszenia, naprawienia relacji, która nagle ustała. Jest szczególnie bolesny dla osób z niskim poziomem samooceny. A poczucie odrzucenia potrafi sprawić ból. Lepiej już jasno zakomunikować, dlaczego i z jakich powodów chcemy zakończyć/ograniczyć daną relację, wówczas wszystko staje się klarowne, przejrzyste. Tylko tyle i aż tyle. 

Boli, gdy okazuje się, że z dnia na dzień przestajecie istnieć dla osoby, na której obecności wam zależało.

Na sam koniec kilka słów o masakrze (mass shooting) w Pradze. 21 grudnia 2023 r. 24-letni student historii David Kozak zastrzelił karabinem AR-10 14 osób na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Karola, ranił 25, po czym popełnił samobójstwo na dachu budynku. Prawdopodobnie zabił też wcześniej ojca, którego ciało znaleziono w domu w podpraskim miasteczku Hostoun. Kozak jest także prawdopodobnym sprawcą zastrzelenia 32-letnia ojca i niemowlaka w wózku, do którego doszło 15 grudnia w rezerwacie leśnym Klanovice 15 grudnia. Mężczyzna być może prowadził po rosyjsku konto na Telegramie, na którym pojawiały się przerażające wpisy o nienawiści do ludzkości i pragnieniu zabijania. Kozak wychwalał też innych sprawców szkolnych masakr m.in. z Rosji. Nie zostało to jednak na razie w stu procentach potwierdzone przez czeską policję. 

Jedną z ofiar Kozaka była specjalizująca się w muzyce renesansowej 49-letnia muzykolog Lenka Hlavkova. Co ciekawe, Kozak został wyróżniony za licencjat dotyczący powstania krakowskiego i rabacji w roku 1846, zatem musiał mówić i czytać po polsku.

Co szokuje w tej sprawie najbardziej to to, że Czechy do tej pory nie kojarzyły mi się z krajami, w których masowe morderstwa przy użyciu broni palnej były powszechne (łatwo można zweryfikować to na Wikipedii). Sprawca posiadał pozwolenie na broń. 

https://www.expats.cz/czech-news/article/manhunt-underway-after-double-murder-in-prague-forest-what-we-know-so-far

wtorek, 19 lipca 2022

The Ossuary (1970) Jana Svankmajera oraz nowy zin Kinomisji

                                                                  

Wczoraj miałem okazję obejrzeć po raz pierwszy krótkometrażowy film Jana Svankmajera "The Ossuary" aka "Kostnica", który słynny czeski surrealista nakręcił w ossuarium w Sedlec. To bodaj najsłynniejsza kaplica kości i czaszek w Europie, w której znajdują się pozostałości kostne 40-70 000 ludzi zmarłych m.in. na dżumę. I zarazem obsesyjne dzieło sztuki funeralnej pieczołowicie zaaranżowane w XIX wieku przez cieślę Frantiska Rinta (rzędy czaszek, żyrandole kości, ornamentyka śmierci, którą można poczuć i obcować z nią z bliska). Kamera wykonuje obłąkańczy taniec w tym przesyconym martwotą miejscu - jednym z najpopularniejszych celów turystycznych w Czechach. Co ciekawe, oryginalna wersja filmu została na krótko zakazana przez ówczesne komunistyczne władze Czechosłowacji. 

Niejako przy okazji polecam nowy zin Kinomisji dotyczący włoskiego nurtu giallo. Jestem w trakcie lektury pierwszego numeru i muszę przyznać, że to fajna inicjatywa, która wyszła spod ręki grupki zapaleńców. Sam swego czasu tu i ówdzie dość mocno angażowałem się w popularyzowanie kina i literatury grozy w Polsce, zatem gorąco polecam zaglądanie na stronę Kinomisji i przyszły zakup owego zina (kolejnych numerów), ewentualnie zapoznanie się z jego zawartością w formie cyfrowej. Link poniżej: 

https://www.pulpzine.pl/

Doskonała robota od maniaków kina grozy i eksploatacji. 

środa, 30 czerwca 2021

Studnia, wahadło i nadzieja (1983) - recenzja

Z tego co się zorientowałem to nigdy na blogu nie recenzowałem nic z mrocznych filmów/animacji Jana Svankmajera, zatem trzeba nadrobić. W tym przypadku mamy do czynienia z autentycznie mrocznym filmem krótkometrażowym będącym adaptacją "Studni i wahadła" Edgara Allana Poego oraz "Tortury nadziei" Auguste Villiers de l’Isle-Adama. Niniejszy krótki metraż to najczystszy surrealistyczny koszmar, nakręcony z pierwszej perspektywy (POV), pełen mroku, smutku, napięcia, szczurów i cieni. Autentycznie przerażający z doskonałą animacją podkreślającą posępną atmosferę terroru. Tak jak ktoś słusznie zauważył wielu reżyserów horrorów mogłoby uczyć się od czeskiego mistrza surrealizmu umiejętności budowania atmosfery grozy i niesamowitości. Czas trwania: 15 minut.

Do obejrzenia: https://vimeo.com/501406210

piątek, 13 marca 2015

Deadly Whispers, Nervochaos, Absurdity, Master w Bazylu, 12.03.2015 (fotorelacja)

Czekałem na ten koncert z niecierpliwością, gdyż nigdy nie widziałem Master na żywo jednocześnie zdając sobie sprawę z niezaprzeczalnego faktu, iż kapelę Paula Speckmanna śmiało można uznać za protoplastów death metalu (obok Death czy Possessed). Mieszkający od lat w Czechach 51-letni Speckmann swój pierwszy band założył w 1982 roku, z Master nagrał łącznie 12 albumów studyjnych (w tym ogromnie szanowane w podziemiu "Master" z 1990 roku oraz "On the Seventh Day God Created... Master" z 1991 roku), nadto po dziś dzień posiada kilka międzynardowych death metalowych side-projectów, w tym Cadaveric Poison i Speckmann & Johansson. Jako supporty Master miały wystąpić dwa zespoły z Francji, a mianowicie death/thrash metalowy Deadly Whispers i deathcorowy Absurdity, a także death metalowe trio z Brazylii Nervochaos. Koncert rozpoczął się dopiero po 20.30 na skutek sporej obsuwy czasowej związanej ze spóźnieniem jednego z supportów. Na szczęście potem obyło się bez dłuższych przerw, choć np. Brazylijczycy z Nervochaos nie zagrali ostatniego zapowiadanego kawałka. Ale po kolei.

Deadly Whispers to istniejąca od 2005 roku kapela z Tarbes z demem "Deadly Whispers" (2005) i pojedynczym długograjem na koncie "Merchant of War" (2013). Koncert był całkiem solidny, choć thrashująco-corowy death metal Francuzów nie był dla mnie niczym zaskakującym, gdyż tego typu zespołów mamy na scenie od groma. Słuchało się jednak krótkiego występu Francuzów bardzo przyjemnie, wściekła energia emanowała ze sceny, a w trakcie kawałka "Merchant of War" pod sceną zrobiło się małe pogo. Muzycy zaprezentowali m.in. takie utwory jak "Sociality", "Black Mass", "Absolution" czy wspomniany "Merchant of War".

Po krótkim gigu Deadly Whispers poszedłem ze znajomymi na dość skromne stoisko z merchem. No i pierwsze zdziwienie. Płytki Nervochaos i Deadly Whispers za 20 zł, Absurdity za bodaj 30 zł, a albumy Master na CD za 60 zł. Najbardziej rozwaliła mnie cena książki Paula Speckmanna "SPECKMANN - Underground Survivor - The Pictoral", która kosztowała 180 zł! Mimo wszystko postanowiłem zainwestować w Nervochaos i Master, co też uczyniłem po gigu Nervochaos.

Brazylijskie trio Nervochaos zagrało moim zdaniem najlepszy (po Master) koncert wczorajszego wieczoru. Z racji tego że kapela z San Paulo istnieje od 1996 roku i ma już w swoim dorobku 6 długograjów powinni występować przed Master. W każdym razie na kilka dni przed koncertem zapoznałem się na Youtube z dwoma ostatnimi albumami Nervochaos "To the Death" (2012) oraz "The Art of Vengeance" (2014) i oba przypadły mi do gustu, także wiedziałem, że Brazylijczycy zagrają świetny koncert. Włożenie muzyki Nervochaos do szufladki z napisem 'death metal' jest zbyt proste, gdyż w twórczości Brazylijczyków można wyczuć wpływy wczesnej Sepultury czy Sarcofago z domieszką doom metalowej aury. To po prostu old-schoolowy death/thrash metal ze złowieszczą sataniczną atmosferą, który na scenie wybrzmiał niezwykle świeżo i przekonująco. Nie mam pojęcia dlaczego Nervochaos pozostaje nadal w cieniu. Na pewno chętnie zapoznam się z dyskografią tej kapeli, gdy czas mi na to pozwoli. Set-lista Nervochaos wyglądała mniej więcej tak: "All-Out War", "To the Death", "Mind Under Siege", "Dark Chaotic Destruction", "Shadows of Destruction", "Total Satan", "Pazuzu Is Here", "Pure Hemp". Na pewno nie zagrali jednego (albo dwóch) kawałka, gdyż z powodu obsuwy czasowej musieli zejść ze sceny.

Z Absurdity także zapoznałem się przed koncertem i choć raczej nie przepadam za siłowym deathcorem ich muzyka ze względu na użycie industrialnych sampli trochę mnie zaintrygowała. Zaczynali jako kapela death/thrash metalowa inspirowana Carcass, Bolt Thrower czy wczesną Sepulturą, by od 2008 roku wkroczyć na teren deathcore'a z elementami industrialu. I rzeczywiście niemal każdy kawałek zagrany wczoraj przez Absurdity poprzedzony był industrialnym samplem. Koncertowo Francuzi wypadli całkiem intensywnie, acz odniosłem wrażenie, że na ich gigu sala koncertowa u Bazyla dość mocno się przerzedziła. No cóż, nie każdy słuchacz muzyki metalowej przepada za deathcorem/metalcorem... Mimo wszystko w trakcie gigu Absurdity ciężar był momentami okrutny, a niektóre szybkie partie gitarowe skłaniały do żwawego machania łbem.

Wreszcie przyszła kolej na Master Paula Speckmanna. Obecnie Master tworzą Speckmann oraz (od 2003 roku) dwaj muzycy czeskiego thrash metalowego Shaark: gitarzysta Ales Nejezchleba oraz perkusista Zdeněk Pradlovský. Szczery i przekonujący death/thrash metal Master nadal tkwi zakorzeniony w charakterystycznym dla lat 80-tych brzmieniu, muzyka Master jest niczym nie poddający się erozji monolit, co dla fanów zespołu stanowi powód do dumy, a dla innych może być oznaką twórczego skostnienia. Mnie akurat niezmienność Master cieszy, a sam Speckmann bez dwóch zdań pozostaje death metalową ikoną. Master na żywo to wciąż granie pełne entuzjazmu, porywające energią i na wskroś staromodne. Także społeczno-polityczna warstwa liryczna Master od początku istnienia zespołu pozostaje niezmienna, co zbliża Master do kapel punkowych czy hardcorowych. Na obecną chwilę nie jestem w stanie przypomnieć sobie dokładnej set-listy z wczorajszego wieczoru (bogatą dyskografię Master znam wybiórczo), ale publika najgłośniej domagała się "Funeral Bitch" (w końcu Speckmann uległ i zagrał ten kawałek sprzed "stu lat" :-)), nadto zagrane zostały "Judgement of Will" oraz "Submerged in Sin".

niedziela, 21 września 2014

Armada, Nebiros, Panychida i Arkona w Bazylu, 20 września 2014 (fotorelacja)



















W zasadzie nie ma sensu w tym akurat przypadku pisać jakiejś relacji, bo jak chodzę do Bazyla na koncerty regularnie to z takim rozczarowaniem się nie spotkałem. Nie chodzi o to, że zespoły nie stanęły na wysokości zadania, ale bardziej o kwestie organizacji tego koncertu. Ale po kolei. W Bazylu stawiłem się po 18.20 i od razu poleciałem na stoisko z merchem. Z racji tego że uzupełniam powoli swoją kolekcję death doom/funeral doomową na CD zakupiłem sobie od Eryka z Old Temple bułgarski symfoniczno-black doom metalowy Darkflight "Closure" (2014), Mournful Congregation "The Monad of Creation" (2005 - wreszcie, bo uwielbiam ten album, lepiej późno niż wcale), a także kompilację Desiderii Marginis "Thaw" z Zoharum. Jestem w trakcie słuchania wciągającego w przepastną otchłań dark ambientu Desiderii Marginis i zastanawiam się czy warto w ogóle pisać o wczorajszym koncercie.

Oczywiście wszystko zaczęło się z opóźnieniem, ale po występie Meksykanów z death metalowego Armada nic nie wskazywało, że zrobi się tak nerwowo. Meksykanie z Armada zaprezentowali intensywny śmierć metalowy set na który złożyły się kawałki z dema "We Were Born to Die" (2012). Widać że chłopaki lubią grać na scenie (i przy okazji łoić browary), zresztą odniosłem wrażenie, że zbratali się z polską widownią. Ich półgodzinny koncert został ciepło przyjęty przez widownię, może dlatego, że metalowcy z Ameryki Łacińskiej potrafią być szaleni. Problemy zaczęły się przy koncercie black metalowego Nebiros z Berlina. Słyszałem ongiś ich bluźnierczy black metalowy rzyg w hołdzie old-schoolowej prymitywnej szkole black metalu a la Beherit "Kurwa Satana" (2008), zatem chciałem zobaczyć ich na żywo. Nebiros zagrali pięć kawałków, ich potrwał może ze 20 minut i przerwali granie... choć widownia domagała się kontynuowania koncertu. Mnie też się on podobał, zatem niedosyt pozostał spory. Jeszcze większe kpiny miały miejsce z koncertem Czechów z Panychida. Honza ongiś podesłał mi ich najnowszy materiał "Grief for an Idol" (2014), płytka mi się spodobała, więc nadarzyła się idealna okazja zobaczenia Czechów z Plzeň na żywo. Co ciekawe, kiedy Panychida zaczęli grać pod sceną pojawił się pewien osobnik, który gestami nakazywał im, żeby przestali. Nie wiem jaka była jego rola w organizacji tego koncertu, ale co to kurwa ma być? Owszem, koncert był znacznie opóźniony, ale nie może być tak, że zespołom przerywa się w graniu, tym bardziej że ich rolą jest zaprezentowanie muzyki na żywo. Muzycy Panychida schodząc ze sceny po 15 minutach grania (zagrali zaledwie trzy kawałki!) byli autentycznie wkurwieni. Rozmawiałem potem krótko z ich wokalistą, który powiedział mi, że nie po to jechali setki kilometrów, żeby zagrać w Poznaniu trzy numery, a 19 września w Chorzowie bez problemu odegrali cały set składający się z 10 kawałków. Ba, podobno chciano, żeby ich koncert w ogóle został anulowany. Moja teoria jest taka: albo zespoły miały jakiś napięty grafik godzinowy i musiały się wyrobić w czasie albo po prostu pewne osoby próbowały ratować sytuację związaną z opóźnieniami chcąc by Arkona grała jak najdłużej (jako kapela najbardziej znana z tej trasy). Co i tak nie zostało spełnione, bo rodzima pagan black metalowa Arkona także zagrała z pięć numerów, w tym "Epidemia rozczarowania i nędza duchowa" oraz "Przyszły zdrajca chrześcijańskiej masy". Zdaję sobie sprawę, że Arkona daje świetne, pełne jadu i podniosłości koncerty, więc po ich króciutkim gigu opuszczałem salę ze sporym poczuciem niedosytu. Nadto w trakcie ich gigu doszło do przejawów agresji, których szkoda mi w ogóle komentować. Jako ostatni mieli zagrać black metalowcy z czeskiego Inferno... i w ogóle nie zagrali. Kpiny jakieś. Koncert w Poznaniu został zarżnięty przez opóźnienia i błędy organizacyjne. Oby taka sytuacja już się więcej w Bazylu nie powtórzyła.

niedziela, 23 lutego 2014

Panychida "Grief for an Idol" (2013) - recenzja


























Rzadko dostaję od zespołów materiały do recenzji, więc cieszy mnie to, że ktoś tam ze świata muzycznego zada sobie trochę trudu, by odnaleźć mój blog. Inna sprawa, że obecnie kapel parających się metalem w najszerszym tego słowa znaczeniu są tysiące. Gdzieś wyczytałem, że co roku do Metal Archives dołączanych jest 8000 nowych zespołów. Trzeba mieć nie lada zapał (i mnóstwo wolnego czasu), aby przedzierać się przez ten nieprzebyty gąszcz muzyki i wyławiać co smakowitsze kąski. Twórczości czeskiego pagan black metalowego Panychida wcześniej nie znałem, a kapela ma już na koncie dwa dema, EP-kę i trzy długograje, w tym ostatni recenzowany tutaj "Grief for an Idol" (2013). I muszę przyznać, że Czesi nagrali całkiem solidny i dojrzały materiał. Płyta jest pełna chwytliwych melodii, riffy są świetne, kawałki zróżnicowane i w związku z tym nie nudzą. Wokalnie spójny podział na blackowy jazgot, growle, czysty śpiew oraz sekcje szeptane. Generalnie od "Grief for an Idol" bije fajna majestatyczna atmosfera, w której można się zatracić. Panychida nie jest także obce użycie folkowego instrumentarium, czego przykładem jest chociażby "Wayfarer's Awakening", w którym pojawiają się dudy. Świetne jest też akustyczne intro do "Krasatina (Grief for the Idol)". Tak naprawdę twórczość Panychida wymyka się łatwej klasyfikacji: najbezpieczniej uznać "Grief for an Idol" za nieortodoksyjny miks black metalu z melodyjnym death metalem i do tego tygla dodać jeszcze naleciałości pagan folkowe. Z ciekawostek warto wspomnieć, iż w utworze "Minnestund" gościnnie śpiewa V'gandr, wokalista norweskiego viking metalowego Helheim (oraz basista Taake live), a kawałek "O veliji Vezě" zaśpiewany został po staro-słowiańsku. Nie jest to może muzyka, której słucham na co dzień, ale warto Czechów sprawdzić, gdyż oferują coś nietuzinkowego.

Facebook zespołu: https://www.facebook.com/panychida
Odsłuch "Krasatina": http://www.youtube.com/watch?v=G_nfkX3q9N0
http://panychida.bandcamp.com/ 

czwartek, 22 sierpnia 2013

Ku chwale absyntowi





Właśnie wypiłem sobie dla kurażu odrobinę Zielonej Wróżki, czyli absyntu. Absynt jest wysokoprocentowym napojem alkoholowym (wódką smakową) otrzymywanym w procesie destylacji przede wszystkim z piołunu (kwiaty i liście) i anyżu z dodatkiem ziół aromatycznych takich jak dzięgiel, hyzop, fenkuł włoski, kolendra czy melisa. Absynt tradycyjnie serwujemy z wodą i kostką cukru. Ze względu na zawarty w piołunie tujon absynt odznaczał się właściwościami psychoaktywnymi. Stąd też nazwa Zielona Wróżka. W zależności od stopnia rozcieńczenia, wypitej ilości absyntu i częstotliwości picia skutki fizyczne nadużycia absyntu obejmują mdłości, halucynacje, brak orientacji; z drugiej strony inne alkohole też wywołują takie efekty. Absynt podobno wynalazł francuski doktor Pierre Ordinaire, który mieszkał w szwajcarskim mieście Couvet. Odkrył piołun w trakcie podróży przez Val-de-Travers, po czym wymieszał roślinę i inne zioła z alkoholem. Używał owego eliksiru do leczenia chorych. Zapotrzebowanie na absynt znacznie wzrosło po wojnie algierskiej (1844-47), w której żołnierze oprócz racji wody otrzymywali także absynt jako środek odstraszający bakterie. Po wojnie uzależnieni od niego francuscy wojacy zaczęli pić... Absynt pod koniec XIX wieku stał się we Francji niesamowicie popularny. Zielona godzina (I'heure verte) trwała od 17 do 19, kawiarnie francuskie zapełniały się wówczas smakoszami absyntu. Pili policjanci, bankierzy, poeci, artyści, muzycy, wolnomyśliciele, przedstawiciele francuskiej bohemy. Absynt uwielbiali Oscar Wilde ("Portret Doriana Graya"), Charles Baudelaire ("Kwiaty zła"), Arthur Rimbaud oraz Paul Verlaine, a z malarzy Vincent van Gogh, Edouard Manet, Henri de Toulouse-Lautrec, Pablo Picasso, Edgar Degas, Paul Gaugin czy pisarz Guy de Maupassant. To "zielona wróżka" miała skłonić Van Gogha do obcięcia sobie fragmentu lewego ucha. Absynt miał zwiększać kreatywność twórczą i przenosić świadomość pijącego na inny poziom. Również kobiety uwielbiały spożywać absynt w kawiarniach, czego dowodem są chociażby obrazy Pablo Picasso przedstawiające niewiasty pijące ów alkohol. Pod koniec XIX wieku pojawiły się pierwsze próby prohibicji absyntu jako przyczyny alkoholizmu, rozkładu socjalnego i moralnej zgnilizny dręczącej francuskie społeczeństwo. Absynt stał się wrogiem publicznym.

Obecnie absynt często jest utożsamiany z subkulturą gotycką. Krwiopijcy w "Wywiadzie z wampirem" Anne Rice piją absynt, absynt pojawia się w teledysku do "The Perfect Drug" Nine Inch Nails oraz w ekranizacji powieści "Drakula" Brama Stokera w reżyserii Francisa Forda Coppoli (1992). 5 marca uchodzi za Międzynarodowy Dzień Absyntu.

Zdrowie! Ku chwale absyntowi.