Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorwacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorwacja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 maja 2021

Baljenac: chorwacka wysepka kamiennego labiryntu

                                                                 
Zaintrygowała mnie ta niewielka i niezamieszkana wysepka archipelagu szybienickiego znajdująca się 1 km na północny wschód od zamieszkanej przez społeczność rolniczą wyspy Kaprije. Pokryta jest imponującym labiryntem kamiennym przypominającym linie papilarne odcisku palca. Geometryczna siatka kamiennego labiryntu rozciąga się na długość 23 km. To iście surrealistyczny kamienny krajobraz,wspaniały wytwór rolniczej cywilizacji. Kamienne murki, struktury, winnice, zapomniana architektura bez zaprawy murarskiej. Chciałbym się zagubić w takim wieczystym labiryncie czasu i przestrzeni.

Na koniec piękny cytat z "Twórcy" Borgesa, który wydaje mi się być wręcz idealny: "Człowiek podejmuje dzieło malowania świata. Z upływem lat zaludnia przestrzeń obrazami prowincji, królestw, gór, zatok, okrętów, wysp, ryb, pokoi, instrumentów, gwiazd, koni i ludzi. Na krótko przed śmiercią odkrywa, że ten cierpliwy labirynt linii kreśli obraz jego twarzy". 

Dzisiejszy odsłuch: Elend "Sunwar the Dead" (neoclassical darkwave z Francji):

https://www.youtube.com/watch?v=MWO2cjA5y_Q

środa, 8 kwietnia 2020

Pandemia Covid-19 w Nowym Jorku i masowe groby na Hart Island

















Nowojorska niezamieszkana wysepka Hart Island (Bronks) to jedno z największych cmentarzysk na Ziemi. Pod tym kątem przypomina mi wenecką Poveglię, na której również znajduje się opuszczony szpital psychiatryczny. Na Hart Island mieściły się ongiś obóz skazańców wojennych Konfederacji, baza rakiet i XIX wieczny szpital psychiatryczny dla kobiet. Szacuje się że na wyspie zostało pochowanych ponad 800 000 ludzi: zmarłych w trakcie pandemii grypy hiszpanki w 1918, bezdomnych, zmarłych na AIDS, więźniów, itd. Historia jak widać lubi się powtarzać. Z racji tego że nowojorskie domy pogrzebowe i ciężarówki-chłodnie są przepełnione zmarłymi na Covid19 na wyspie od końca marca są kopane masowe groby dla ofiar pandemii, w których zmarli mają zostać czasowo (?) pogrzebani. Potwierdza to relacja i nagranie z drona. Pracę wykonują więźniowie z Riker Island. Witamy w 2020 roku.

https://vimeo.com/404410176

Jako wielbiciela urban exploration zaintrygowały mnie opuszczone budynki na wyspie. To ruiny szpitala psychiatrycznego dla kobiet (tzw. Phoenix House) i katolickiej kaplicy z 1935 roku. W ramach terapii pacjentki szyły tutaj skórzane buty. Warto jeszcze dodać iż w latach 60-tych XX wieku w tych opuszczonych budynkach mieściło się centrum rehabilitacji dla narkomanów. Tutaj możecie znaleźć więcej zdjęć z tego bardzo rzadko eksplorowanego miejsca.

https://gothamist.com/arts-entertainment/photos/going-to-the-heart-of-hart-island?image=10

Stany Zjednoczone są obecnie najbardziej dotknięte pandemią koronawirusa Sars-Cov2, a przoduje w tym niestety stan Nowy Jork. W chwili gdy piszę te słowa liczba zakażonych w USA przekracza 400 000, a zgonów na Covid-19 12 800.

I jeszcze ciekawostka historyczna. Pierwsza kwarantanna (najpierw trwająca przez okres 30 dni) miała miejsce w Ragusa (dzisiejszy chorwacki Dubrownik) w XIV wieku w trakcie plagi dżumy. Dokładna data to 23 lipca 1377 roku. Ludzie objęci kwarantanną zostali wysłani na wyspę Mrkan w pobliżu Cavtat bądź do samego Cavtat na okres miesiąca. Oczywiście mieli zakaz wstępu na teren Dubrownika.

piątek, 12 lutego 2016

Pogavranjen "Jedva čekam da nikad ne umrem" (2016) - recenzja
























Z chorwackim black metalowym sekstetem Pogavranjen (opis przypominającej kruka kreatury) zetknąłem się po raz pierwszy w ubiegłym roku za sprawą ich drugiego albumu "Sebi jesi meni nisi" (2014), kawału depresyjnego, intensywnego i połamanego black metalu przy którym łatwo było wpaść w trans. Ze wszech miar nadużywane w recenzjach słowo trans idealnie pasuje także do niesamowicie wciągającej zawartości "Jedva čekam da nikad ne umrem". Nie znam chorwackiego, ale próbowałem przetłumaczyć co nieco, jeśli chodzi o tytuł krążka ("Nie mogę się doczekać, by nigdy nie umrzeć") oraz dowiedzieć się co oznaczają tytuły poszczególnych kompozycji. I tak Kery (Keres) w mitologii greckiej zwiastowały gwałtowną śmierć krążąc po krwawych polach bitew. Owe boginie-drapieżne ptaki wspomagały Erynie i demona Euronymousa. Xolotl to aztecki bóg przedstawiany jako człowiek (bądź szkielet) z głową psa, który stał na straży podziemnego świata Mitclan, a w mitologii Zapoteków bóg piorunów oraz opiekun lub przewodnik zmarłych. Kalpa w kosmologii hinduistycznej i buddyjskiej oznacza określony termin czasu, różniący się od siebie w obu religiach. Maitreya (nieuwarunkowana, uniwersalna miłość) - przekazy buddyjskie mówią o nim jako o następcy Buddy Siakjamuniego będącym piątym buddą naszej epoki (kalpy). Parahaoma (inaczej Ab-Zohr), czyli rytuał kulminacyjny w tradycji zaratustriańskiej, techniczna nazwa cieczy przygotowywanej i konsekrowanej w trakcie rytuału. Wreszcie Olam ha-ba, w judaizmie przyszły świat będący przeciwieństwem tego świata. Jak widać na "Jedva čekam da nikad ne umrem" roi się od nawiązań do różnorodnych mitologii, wierzeń i koncepcji eschatologicznych.

"Jedva čekam da nikad ne umrem" stanowi idealny przykład albumu do wielokrotnego słuchania i odkrywania. Tak naprawdę ciężko mi zaklasyfikować ten krążek pod kątem przynależności gatunkowej, gdyż black metalu są tutaj ilości śladowe. Na pewno jest to muzyka nieprzewidywalna i narkotyczna, skłaniająca do sięgnięcia po opiaty, oplatająca słuchacza starannie utkaną pajęczyną psychodelii. Weźmy przykładowo utwór drugi, czyli "Maitreya" - jego fragmenty są niepokojące i jakby odrealnione, sprzyjające kontemplacji w odosobnieniu. W "Xolotl" hipnotyzują mnie przypominające okultystyczne zaklęcia partie wokalne. Generalnie zawartość "Jedva čekam da nikad ne umrem" to fantastyczna mikstura psychodelicznych pejzaży i nietuzinkowych struktur utworów z domieszką ambientu. Dawno nie słyszałem tak uzależniającego i bezkompromisowego materiału. Jeśli miałbym wskazać jakiekolwiek (dość luźne) muzyczne odniesienia to byli by to Holendrzy z Urfaust, Belgowie z Emptiness czy Finowie z Dolorian. W każdym razie Pogavranjen udowodnili na najnowszym albumie że są mistrzami w kreowaniu unikalnego, podszytego niepokojem klimatu, który wkrada się do najgłębszych zakamarków jaźni słuchacza.

Premiera "Jedva čekam da nikad ne umrem" w Arachnophobia Records 15 lutego 2016 roku.

Bandcamp zespołu: https://pogavranjenband.bandcamp.com/