Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rumunia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rumunia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 marca 2025

Pożar w klubie Pulse w macedońskim Kocani

                                                          

Od rana czytam o tragicznym pożarze w klubie Pulse w macedońskim mieście Kocani. Do tragedii doszło 16 marca 2025 roku w trakcie występu popularnego w Macedoni hip hopowego duetu DNK. Oczywiście znowu przyczyną była pirotechnika (fajerwerki) w trakcie koncertu, na którym bawiło się około 1500 osób. Fajerwerki podpaliły drewniane belki na suficie klubu, co spowodowało jego częściowe zawalenie i szybkie rozprzestrzenianie się pożaru. Wybuchła panika, ludzie tratowali się wzajemnie. Umierali wskutek poparzeń i inhalacji dymu. Na razie potwierdzono śmierć 59 osób, 155 jest hospitalizowanych, w  tym wiele w stanie krytycznym.

Sam regularnie chodzę na koncerty klubowe (od początku roku 2025 byłem na czterech) i mam wrażenie, że użycia pirotechniki w zamkniętych przestrzeniach klubowych należałoby całkowicie zakazać. Przypomina mi się tragiczny pożar 30 października 2015 roku w klubie Colectiv (Bukareszt), który zabił 64 osoby i zranił 146. Tutaj bilans ofiar śmiertelnych jest zbliżony, ale może być jeszcze większy. 

Generalnie jeśli idziecie do jakiegokolwiek klubu muzycznego na koncert czy DJ-ski set to warto zrobić rozeznanie gdzie są wyjścia ewakuacyjne, ile ich jest i jak do nich dotrzeć. Ja następnym razem tak zrobię. 

Nagrania ku przestrodze (pierwsze z Brazylii, drugie z Macedonii):

https://www.youtube.com/watch?v=xZAECFkP6oA

https://www.youtube.com/watch?v=5-CLi36oBkU

wtorek, 19 grudnia 2017

Morderstwo Aliny Ciucu w Bukareszcie

















Tym razem względnie świeża sprawa kryminalna z Rumunii. Bezsens śmierci tej 25-letniej młodej kobiety przeraża - tak samo jak przypadkowość jej śmierci. Do zdarzenia doszło we wtorek 12 grudnia 2017 roku wieczorem na stacji metra Dristor 1 w Bukareszcie, stolicy Rumunii (zwanej 'małym Paryżem'). 25-letnia Alina Ciucu stała na peronie metra w odległości ok. 1 metra od torów. Nagle starsza wiekiem kobieta popycha ją gwałtownie w kierunku torów tuż pod nadjeżdżające metro. Tuż przed śmiercią 25-letnia Alina usiłuje desperacko i w panice wspiąć się na peron, ale agresorka kopie ją i ucieka gdy pociąg wjeżdża na stację. W trakcie zdarzenia na peronie było kilka osób, ale myśleli że 25-letnia Alina sama rzuciła się pod pociąg popełniając samobójstwo. Prawda (co okazało się na kamerach przemysłowych) była inna. Morderczyni, 36-letnia Magdalena Serban wcześniej próbowała zepchnąć na tory inną młodą kobietę na stacji Costin Georgian, ale ta ją odepchnęła i uciekła. Rumuńska policja po przejrzeniu nagrań z kamer przemysłowych schwytała Magdalenę w środę rano. Ta nie potrafiła odpowiedzieć dlaczego zabiła. Obu ofiar nie znała, były dla niej obce, anonimowe.

25-letnia Alina Ciuciu mieszkała ze swoim chłopakiem w Bukareszcie i pracowała w restauracji. Według lokalnej prasy była w ciąży. Wychowywali ją adopcyjni rodzice w małej wiosce blisko Craiova.

Video z ostatnich chwil Aliny: https://www.liveleak.com/view?i=77e_1513181129

Nie jestem paranoikiem, ale wielokrotnie zdarzyło mi się stać na peronach metra w Warszawie czy na peronach różnych dworców kolejowych. Co można zrobić w takiej sytuacji? Zachować zawsze czujność. Nigdy nie stać zbyt blisko torów odwrócony plecami do innych ludzi. W przypadku Aliny nie dało się odpowiednio zareagować i pomóc. To były może ze dwie sekundy zanim nadjechał pociąg metra. Wiem że wiele systemów metra ma pod peronem wnęki na tyle duże, aby osoba która znalazła się na torach się tam wczołgała i zmieściła. Można też spróbować szaleńczo biec w kierunku przeciwnym do przyjazdu pociągu wymachując rękoma, aby motorniczy mógł to zauważyć i wcześniej zahamować, spowolnić pociąg (o ile starczy na to czasu). Na końcu peronu powinna być drabinka do wyjścia z powrotem na peron. Wnęki pod peronem niestety nie są na każdej stacji.

A morderczyni i jej motyw? Jej matka twierdzi że została seksualnie wykorzystana przez lesbijki w Hiszpanii i od tej pory zaczęła nienawidzić kobiet. Miała też problemy psychiczne, była bezdomna, spała na dworcu. Tak czy owak śledztwo trwa, a pogrzeb Aliny odbył się dzisiaj.

Na zdjęciach wnęka (tzw. suicide pit) na rosyjskiej stacji metra, Alina Ciuciu i moment jej śmierci.

piątek, 17 lutego 2017

Hegemone, Transceatla i Dordeduh w Bazylu, 16.02.2017 (fotorelacja)



















Wybrałem się na kolejny koncert do Bazyla. Koncerty metalowe wciąż mnie przyciągają, choć czasu na regularne słuchanie muzyki mam coraz mniej i mniej. Chciałem zobaczyć Dordeduh - zespół będący owocem schizmy z 2009 roku pomiędzy Negru a Hupogrammosem i Solem Faurem z Negură Bunget. Obecna kondycja Negură Bunget pozostawia wiele do życzenia, choć nie słyszałem nawet jeszcze ich ostatniego albumu "Zi" (2016). Hupogrammos i Sol Faur po rozstaniu z Negru uformowali Dordeduh i nagrali dwa wyśmienite folkowo-progresywno-black metalowe materiały "Valea omului" (2010) oraz długograj "Dar de duh" (2012)- o niebo lepsze od ostatnich dokonań Negura Bunget. W dodatku Hupogrammos i Sol Faur mają jeszcze świetny psychodeliczno post-rockowy projekt Sunset in the 12th House, którego debiutanckiego albumu "Mozaic" (2015) słucha się z wielką przyjemnością. Do tego dochodzi jeszcze progresywno metalowa Transceatla, która dopiero co ma wydać debiutancki materiał. Jednak wczorajszy wieczór U Bazyla rozpoczął się koncertem lokalnego zespołu Hegemone prezentującego interesującą fuzję sludge metalu, post-rocka i black metalu. I choć ich koncert obejrzałem jedynie fragmentarycznie w paru momentach poczułem potęgę i trans tych intensywnych dźwięków.

Żałowałem że merch w trakcie koncertu był ubogi, gdyż chciałem sobie zakupić na CD materiały Dordeduh bądź Sunset in the 12th House. Niestety wszystkie płyty zostały sprzedane w trakcie trasy, pozostały jedynie koszulki. Tak czy owak progresywno-psychodeliczny black metal Transceatla (znakomity zamykający koncert kawałek "Cosmic Fingerprints" - kosmiczne odciski palców!) oraz atmosferyczny folkowy black metal Dordeduh po prostu urzekły mnie na żywo. To w Dordeduh jest obecnie więcej Negură Bunget niż w zespole Negru. Wspaniałe atmosferyczne folkowe intra, doskonałe lawirowanie pomiędzy wolnym a szybkim tempem, spirytualne czyste wokale i black metalowy jad, wreszcie owa wspaniała ethno-folkowa atmosfera utkana przez partie perkusji, cymbały, analogowe syntezatory i długie instrumenty dęte. Podoba mi się to że zarówno muzyka Transceatla, jak i Dordeduh jest eklektyczną (i co istotne - bardzo spójną) mieszaniną wielu stylów, która potrafi zniewolić słuchacza. Żal że na koncert takich wykonawców przychodzi jedynie około 50 osób. Trochę to dziwne że przyszły koncert Einara Selvika z Wardruny (4 marca, Blue Note) cieszy się olbrzymim zainteresowaniem i zostaje wyprzedany, a w trakcie występów Transceatla czy Dordeduh są pustki pod sceną. Przecież muzyka tych wykonawców wcale nie odbiega jakością od twórczości Wardruny (choć rzecz jasna jest bardziej brutalna). Mniejsza z tym. Hupogrammos trzykrotnie dziękował za obecność wszystkim tym co wczoraj pojawili się w Bazylu. Absolutnie nie żałuję że przyszedłem na ten skromny pod kątem frekwencji koncert.

Krótkie nagrania z koncertu:

https://www.youtube.com/watch?v=DIXLg2-kZlI
https://www.youtube.com/watch?v=2snopeEATXQ

wtorek, 3 listopada 2015

Kilka refleksji na temat pożaru w nocnym klubie Colectiv w Bukareszcie















Wpierw krótko o samej tragedii: na godzinę przed północą w sobotę 30 października 2015 roku w trakcie koncertu metalcorowej kapeli Goodbye to Gravity, która promowała najnowszy album "Mantras of War" (2015) doszło do pożaru spowodowanego przez nieostrożne użycie efektów pirotechnicznych. Zapaliła się łatwopalna pianka poliuretanowa i płomienie rozprzestrzeniły się bardzo szybko. Wystarczyła jedna iskra, zapaliła się kolumna, a potem sufit, który runął na spanikowanych ludzi. A w klubie było od 300 do 500 osób, bo koncert był darmowy. Nie było natychmiastowej reakcji ze strony tłumu, gdyż ludzie myśleli że płomienie stanowią część widowiska. Dopiero gdy zapalił się sufit ludzie zaczęli panikować i wytworzył się zator (masowy pęd) do jedynego wyjścia z klubu. Dwuczęściowe drzwi były tylko w połowie otwarte, zatem ludzie deptali się wzajemnie i wspinali się na innych, byleby tylko wydostać się z Colectiv. Wybijano szyby w oknach, ludzie dusili się od dymu, mdleli od niego, łamali innym nogi, doznawali poparzeń. Wybuchł chaos. W tej chwili bilans tragedii w klubie Colectiv wynosi 32 zabitych oraz 179 osób rannych (142 osoby hospitalizowane, wiele w stanie ciężkim). Liczba zabitych może zatem wzrosnąć. 27 osób zginęło na miejscu z powodu oparzeń i inhalacji dymu (14 mężczyzn, 9 kobiet). Zginęli gitarzyści zespołu Vlad Țelea i Mihai Alexandru. Dwie ofiary śmiertelne stały się bohaterami w Rumunii: Claudiu Petre, fotograf i bloger, który dwa razy wrócił do klubu i uratował kobietę zanim sam umarł oraz perkusista Goodbye to Gravity Adrian Rugină, który podobno uratował 5 osób wydobywając je z zatoru zanim udusił się dymem. Przez ulice Rumunii przetaczają się masowe protesty, kondolencjom nie ma końca, a trzej właściciele klubu są przesłuchiwani. Wiele zespołów metalowych na Facebooku wspomina ofiary pożaru. Piękny tribute zrobiły chociażby My Dying Bride, Negura Bunget, Moonspell oraz Saturnus - zwłaszcza muzycy tej ostatniej kapeli na kilka dni przed tragicznym pożarem zagrali w Colectiv koncert korzystając w jego trakcie z pirotechniki.

Wielokrotnie byłem na podziemnych koncertach metalowych w małych klubach. I chyba zacznę patrzeć na zabezpieczenia tych miejscówek w razie gwałtownego pożaru. W Colectiv była tylko jedna niewielka gaśnica i tylko jedno wyjście - w dodatku bardzo wąskie. W chwili pożaru na powierzchni zaledwie 425 metrów kwadratowych przebywało 300-500 ludzi. Cóż to musiał być za tłok. 9 grudnia 2009 roku w rosyjskim klubie Lame Horse doszło do jeszcze gorszej tragedii spowodowanej przez pirotechnikę. Zginęło 156 osób z powodu poparzeń, zadeptania i wdychania dymu. Zdaje sobie sprawę z tego że niektóre zespoły chcą nadać swoim występom posmak widowiska poprzez zastosowanie efektów pirotechnicznych, jednak uważam że pirotechnika w trakcie koncertów w małych klubach powinna zostać zakazana. Mam nadzieję że nigdy nie będzie mi dane doświadczyć takiego horroru, jaki przeżyli młodzi ludzie oglądający występ Goodbye to Gravity. Nie przestanę chodzić na gigi metalowe i pochodne, ale będę ostrożniejszy.

Wszystkie zdjęcia tutaj zaprezentowane zostały zrobione na chwilę przed pożarem (jedno już w trakcie). Ku przestrodze.

Podobno pożar wybuchł w trakcie grania na żywo przez Goodbye to Gravity utworu "The Day We Die". Ile w tym prawdy, ile plotki nie wiem.

Skala tej tragedii robi się coraz bardziej przerażająca: http://www.romaniajournal.ro/colectiv-club-fire-90-patients-in-critical-and-serious-condition-seven-surgeons-taking-care-of-one-patient/

UPDATE: Płomienie rozprzestrzeniły się w Colectiv błyskawiczne, klub spłonął w ciągu zaledwie dwóch minut. Powietrze w klubie zawierało kombinację trucizn, które powodowały zatrucia i poparzenia niewidziane dotąd przez doświadczonych lekarzy. Widzowie w trakcie pożaru zostali zatem narażeni na ekstremalną chemiczną agresję. W dodatku gąbka na suficie i kolumnach topiła się i gorące krople opadały na skórę młodych ludzi. Toksyczne substancje zawarte w powietrzu to tlenek węgla (czad), kwas cyjanowodorowy, kwas solny (chlorowodorowy) i tlenek azotowy. Tlenek węgla łączy się z hemoglobiną we krwi i formuje karboksyhemoglobinę zabijając natychmiast. Kwas cyjanowodorowy i tlenek azotowy są bardzo toksyczne. Ofiary wdychały także dwa inne gazy: toluen i ksylen. Osoby, które wróciły do klubu, by ratować uwięzionych zabił zapewne CO, tlenek węgla.

EDIT 10 listopada 2015 roku - Ofiary tragicznego pożaru w klubie Colectiv umierają w szpitalu. 7 listopada z powodu odniesionych obrażeń umiera 9 osób (8 obywateli Rumunii i włoska studentka z Neapolu Tullia Ciotola), 8 listopada umierają trzy inne osoby, w tym obywatel Turcji. Zmarł m.in. perkusista Goodbye to Gravity Bogdan Enache. Obecny bilans kataklizmu to 48 osób zabitych i zmarłych i 164 ranne (71 osób hospitalizowanych, 14 wciąż w stanie krytycznym). Ostatnią jak dotąd zmarłą ofiarą pożaru jest 25-letni fotograf koncertowy pracujący dla "Let's Rock Romania" Liviu Zaharescu, który był w klubie wraz z dziewczyną (jej stan jest ciężki). W szpitalu w Izrealu zmarła także młoda dziennikarka i fotograf Teodora Maftei. Z powodu wysokich kosztów właściciele klubu nie kupili odpornego na ogień dźwiękoszczelnego materiału. I oto mamy rezultat.

http://www.romaniajournal.ro/tag/colectiv-club/

piątek, 10 kwietnia 2015

Northern Plague, Lacrima i Negura Bunget w Bazylu, 7.04.2015 (fotorelacja)



















Trochę spóźniona fotorelacja, ale po pierwsze nie był to koncert moich marzeń (wybrałem się ponownie na Negurę Bunget z sentymentu, gdyż poznański gig Negury chyba jako pierwszy opisałem tutaj po założeniu Darker Than Black, Blacker Than Hate), po drugie ostatnio mam notoryczny problem z dostępem do sieci, a mój nowszy laptop nie nadaje się niestety do użytku. Pierwszego zespołu Grimegod parającego się 'emotional metalem' (cóż za bzdurna etykieta, no dobra gothic doom metalem) nie widziałem, bo wszedłem do Bazyla w momencie gdy Rumuni skończyli grać (w kapeli grają dwaj muzycy obecnego składu Negura Bunget). Dodam jeszcze, że (nie)zaskoczyły mnie kompletne pustki w Bazylu - najwyraźniej Northern Plague i Negura Bunget nie były magnesami przyciągającymi szerszą publiczność. Tak na oko przyszło może ze 30-40 osób. Frekwencja zatem bardzo słaba. Na stoisku z merchem kupiłem ostatni (dość kontrowersyjny) album Rumunów "Tau" (2015), wszystkie ich wcześniejsze albumy z "Om" na czele były sold-out.

Northern Plague z Białegostoku. W pewnym sensie ów młody zespół black death metalowy stał się dla wielu metalowców synonimem wtórnej pulpy, parcia na szkło oraz źródłem heheszków w sieci. Podobnie ma się sprawa z Nekromer i paroma innymi kapelami. Osobiście nic do Northern Plague nie mam, choć rzeczywiście ich muzyka trochę za bardzo przypomina mi Hate i Behemoth. Z ich debiutanckiego długograju "Manifest" (2014) słyszałem raptem ze dwa kawałki i mnie nie zachwyciły, ale też muzyka Northern Plague nie odrzuciła mnie od siebie. Jak chcą grać to niech grają, choć pod sceną moshowały zaledwie dwie osoby. W końcu są sprawni technicznie, głodni sukcesów i tłustych wykresów kołowych i znają się na skutecznym marketingu. Tylko czekać na międzynarodowy sukces.

Krakowskiej kapeli doom metalowej Lacrima (która zagrała po Northern Plague) nie znałem wcześniej, choć uwielbiam doom metal. Miłe zaskoczenie, bo muzyka całkiem fajna - nawiązująca brzmieniowo do wczesnej twórczości Paradise Lost, Anathemy czy My Dying Bride. Sporo doom metalowego miażdżenia, ale też bardziej energetyczne fragmenty i ciekawy śpiew wokalisty. Lacrima miesiąc wcześniej supportowali norweski progressive melodic death metalowy In Mourning, ale na tym gigu mnie zabrakło. Lacrima zagrała m.in. takie kawałki jak "I Shouldn't" czy "Almanach".

Rumuni z Negura Bunget zawładnęli sceną Bazyla około godziny 21.45. Ich ostatnia płyta "Tau" (2015) jest dość kontrowersyjna, a w sieci przeważają negatywne komentarze. Przesłuchałem ją do tej pory kilkakrotnie i jawi mi się ona jako całkiem znośna, choć daleko jej do wcześniejszych dokonań Negura Bunget. Odkąd Negru pozbył się starych i sprawdzonych muzyków ze składu kapeli (ci założyli świetny Dordeduh) na zespół spadła fala krytyki. Jednak po kilkurotnym zapoznaniu się z "Tau" stwierdzam, że to całkiem niezły album. Zróżnicowany, eklektyczny, z naciskiem na brzmienia neo-folkowe. Na pewno poleciały na żywo co najmniej ze trzy numery z poświęconego głębi rumuńskiej Natury "Tau": "Nametenie", "Tarim Vilhovnicesc" czy "La Hotaru Cu Cinci Culmi". Podobały mi się mocne, przeszywające black metalowe wokale Adriana Neagoe oraz wyraziste instrumentarium folkowe z którego Negura Bunget zresztą słynie. Teraz chciałbym zobaczyć jak się prezentuje Dordeduh na żywo.

środa, 11 czerwca 2014

Toksycze jezioro Geamăna



















Miejsce: środkowa Rumunia, hrabstwo Alba, góry Apuseni, blisko Rosia Montana. W 1978 roku komunistyczny dyktator Nicolae Ceausescu podjął decyzję o eksploatacji dużych złoży miedzi, które zostały odkryte pod ziemią. Zarządzono ewakuację pobliskiej wioski Geamăna (łącznie 400 rodzin), gdyż jej tereny miały zostać zalane toksyczną wodą/odpadami pochodzącą/ymi z kopalni Roşia Poieni. Skażona cyjankiem, miedzią i innymi chemikaliami czerwona maź pokryła wioskę - z wód toksycznego jeziora wystaje wieża starego kościoła i dachy kilku budynków. Kolejne miejsce bezmyślnie zniszczone przez żądną eksploatacji ludzkość... choć muszę przyznać, że złowieszczo i post-apokaliptycznie piękne.

czwartek, 22 maja 2014

Podziemny świat Bukaresztu




















Bukareszt, stolica Rumunii. Pod ulicami tej tętniącej życiem metropolii w sieci kanałów i tuneli żyje społeczność ćpunów i wyrzutków społeczeństwa kierowana przez niejakiego Króla Kanałów, Bruce'a Lee. Kiedy w 1990 roku upadł reżim dyktatora Ceausescu wiele programowo urodzonych dzieci porzuconych przez rodziców w sierocińcach znalazło się na ulicy. Ćpając wybrały życie w kanałach miasta. Tam kłębią się niczym szczury, zażywają narkotyki, niektóre powołują na świat kolejne pokolenie straceńców. Tam śpią i po południu wychodzą przez dziurę w chodniku na rozjaśniony słońcem świat. Nierzadko towarzyszą im hordy psów i kotów. Aby dostać się do podziemnego świata trzeba uzyskać zaproszenie od bossa, czyli Bruce'a Lee. Tam na dole panuje żar nie do zniesienia, czuć zapach Aurolacu czyli metalicznej farby wdychanej z torebek przez narkomanów, rozbrzmiewa muzyka klubowa, głośno gra telewizja. Wszyscy z kanałów chorują na HIV, niektórzy mają zaawansowaną gruźlicę. Bruce Lee jest królem podziemia, sprzedaje narkotyki, opiekuje się słabszymi. Przynajmniej nie umierają na ulicy. Jest to jakaś lepsza alternatywa.

Droga Alicji w głąb króliczej nory okazuje się być drogą do podziemnego piekła. Dokument można obejrzeć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=TwadpGdskCM

Galeria: http://www.boredpanda.com/underground-sewer-life-bruce-lee-bucharest/

środa, 2 października 2013

Din Brad i Negura Bunget w Bazylu - 1 październik 2013 roku (fotorelacja)





























1 października 2013 roku po raz drugi w tymże roku do poznańskiego Bazyla zawitała rumuńska formacja progresywno black metalowa Negura Bunget. Po raz drugi, gdyż 18 maja zespół wystąpił w tym samym klubie wraz z Din Brad i Deathermind. Na tym koncercie mnie zabrakło z prozaicznego powodu - wybrałem gig Septic Flesh, Carach Angren i Fleshgod Apocalypse w warszawskiej Progresji. Tym razem nie zamierzałem jednak odpuścić, tym bardziej, że z mojego miejsca pracy do Bazyla niedaleko...

Na pierwszy ogień Din Brad - side-project muzyków Negura Bunget, Negru i Adi Neagoe. Przed koncertem po raz wtóry przesłuchałem album "Dor" z 2012 roku wydany przez Prophecy Productions. Jest to dziwny, aczkolwiek hipnotyzujący neofolk stanowiący kwintesencję rumuńskiego folkloru. Chciałoby się wręcz rzecz: muzyka ludyczna operująca takimi emocjami jak smutek, rozpacz i nostalgiczna tęsknota. Sprzyja temu oszczędne użycie tradycyjnego instrumentarium, śpiewy lokalnych rumuńskich muzyków folkowych (siłą rzeczy tych na koncercie zabrakło) oraz poruszający wokal filigranowej Almy. Na koncercie Din Brad wyraźnie dało się wyczuć, że neofolk zaprezentowany przez rumuńskie trio w dużej mierze skupia się właśnie na możliwościach wokalnych Almy. Muzyka Din Brad zaprezentowana na żywo niosła za sobą posmak melancholii, poruszała, ale potrafiła być też niepokojąca, a nawet drapieżna. Głównym celem Din Brad jest transformacja rumuńskiego folkloru w arkana dźwięków. I to się udaje w dwójnasób!

Negura Bunget. Zapytać fana metalu o kapele parające się ciężkim graniem z Rumunii to zapewne jako pierwsza padnie ta nazwa. Muzykę Negura Bunget tak naprawdę dość trudno scharakteryzować. Rdzeniem twórczości zespołu wciąż pozostaje black metal, ale Rumuni słyną z niekonwencjonalnych ciągotek do dźwięków progresywnych i folkowych kładąc nacisk na użycie etnicznego instrumentarium. Właśnie użycie instrumentów folkowych takich jak tuby, fletnia pana, trąbka czy flet można uznać za centralny aspekt muzyki Negura Bunget, choć agresja black metalu jest ciągle obecna. Black metalu ze specyficznym wschodnioeuropejskim posmakiem. Idealnie daje się odczuć owo niezwykle płynne operowanie kontrastami obcując z Negurą na żywo (chociażby znakomite operowanie czystymi wokalami i blackowym jadem). Słuchając muzyki Negura Bunget ma się wrażenie utknięcia gdzieś w zapomnianej przez czas rumuńskiej wiosce pośród majestatycznych szczytów i gęstych lasów Transylwanii. Nowy wokalista Negury, Corb (który w 2010 roku zastąpił Hupogrammosa - począwszy od albumu "Vîrstele Pămîntului") jest znakomity, a jego agresywne black metalowe wokale przypominają mi nieco możliwości wokalne Sakisa z Rotting Christ. Jak więc wypada Negura Bunget on-stage? Mocno. Brutalnie. Mistycznie. Nastrojowo. Mam nadzieję, że w 2014 roku znowu zobaczę ten rumuński zespół na polskiej ziemi.