Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iran. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iran. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 września 2024

Confess, Monument of Misanthropy, Malevolent Creation i Belphegor w 2Progi, 07.09.2024 (fotorelacja)

                                                               







W zasadzie jakoś szczególnie nie planowałem wybrać się na niniejszy koncert, ale wygrałem na niego bilet, zatem wskazane było pojawić się 7 września 2024 roku w poznańskim 2Progi, w którym obecnie (obok Minogi) odbywają się najciekawsze koncerty metalowe i alternatywne w Poznaniu. Nie zanosi się póki co na odrodzenie poznańskiego klubu u Bazyla. 5 września Malevolent Creation i Belphegor wystąpiły w warszawskim klubie Proxima mimo skąpych frekwencyjnie protestów ze strony Krucjaty Młodych, które nic nie dały i jakichś dziwnych petycji. No bo wiadomo, że zespoły pokroju Belphegor czy Malevolent Creation deprawują młodzież, gdyż 'ich muzyka jest przesiąknięta satanizmem, złem i ohydą'. Śmieszne jest to, że takie protesty odbywają się przed wydarzeniami zamkniętymi, biletowanymi, na które przychodzą osoby chętne do posłuchania metalu na żywo. Metalu, który bywa prowokacyjny, bluźnierczy, okultystyczny, sataniczny, dekadencki, nihilistyczny. Jednak sekciarskie i służalcze monoteizmy, w tym, rzecz jasna, chrześcijaństwo także potrafią być zdeprawowane, pełne fałszu i hipokryzji, przesycone złem i ukrywaną perwersją. Na szczęście w Poznaniu cyrku z protestem grupki katolickich radykałów zabrakło i można było bez przeszkód posłuchać czterech zagranicznych zespołów. 

Na początek Confess, czyli groove/thrash metal z Iranu/Norwegii. Pierwotnie zespół powstał w 2010 roku w Teheranie, ale dwaj muzycy Confess zostali tam aresztowani w 2015 roku. Zarzucono im bluźnierstwo ('treści antyreligijne, sataniczne, antyrządowe i wywiady z zakazanymi zagranicznymi rozgłośniami radiowymi'), groziła im egzekucja, ostatecznie muzycy zostali w 2019 roku skazani łącznie na 14.5 lat więzienia i chłostę. Czego oczekiwać od Iranu, kraju islamskiego zamordyzmu, w którym muzyka, metal, koncerty są zakazane, a kobiety są od lat traktowane jako podludzie? W każdym razie muzycy Confess (wokalista i basista) uciekli przez Turcję do Norwegii, gdzie uzyskali azyl, dokoptowali norweskich muzyków i dalej tworzą. Z tego też względu odebrałem groove/nu/thrash metal Confess bardzo pozytywnie, gdyż spodobała mi się determinacja i wywrotowość Irańczyków. Mam znajomą Irankę, która wciąż mieszka w Iranie i marzy o tym, aby się stamtąd wynieść. Reżimy autokratyczne i religijne tłamszą wolność jednostki, także w sferze upodobań muzycznych. Iran jest niestety tego smutnym dowodem. Koncertowo Confess mnie kupili, był ciężar, bujający groove, dobry growlujący wokal Nikana Khosravi i kilka okazji do headbangingu. Polecam odsłuch. 

https://confessband.bandcamp.com/album/revenge-at-all-costs

Austriaków z Monument of Misanthropy widziałem w 2019 roku w Bazylu, gdy supportowali Ragnarok i Immolation. Wiedeńczycy grają brutalny death metal bardziej w estetyce Dying Fetus, aborted i Devourment niż Morbid Angel czy Cannibal Corpse. Sporo w death metalu Monument of Misanthropy jest chwytliwości i groove'a. W warstwie lirycznej przewija się tematyka seryjnych morderców. Dość powiedzieć, że w 2021 roku Monument of Misanthrophy wydali album "Unterweger" dotyczący seryjnego mordercy dziesięciu kobiet Jacka Unterwegera wywodzącego się z austriackich elit. Tak czy owak, momentami brutalny death metal MoM wydawał mi się ciut monotonny, ale jeśli i tak bawiłem się na koncercie Austriaków całkiem nieźle. Ich numery takie jak 'Exceptionally Sadistic" są krótkie i kompaktowe. Poniżej odsłuch:

https://monumentofmisanthropy.bandcamp.com/album/anger-mismanagement

Cóż, przyznaję się bez bicia, że nigdy nie widziałem Malevolent Creation na żywo, jakoś nigdy nie było ku temu okazji, a gdy zaczynałem słuchać metalu w drugiej połowie lat 90tych to była to dla mnie bardzo ważna kapela. Do tej pory posiadam kilka płyt Malevolent Creation na CD np. "Warkult", "Stillborn", "In Cold Blood", "The Fine Art of Murder" czy "The Will to Kill", choć dość dawno do nich nie wracałem. Muszę niebawem zrobić sobie dzień z death metalem Malevolent Creation i trochę uzupełnić ich dyskografię, bo do tego zespołu mam duży sentyment. Z najstarszego składu Malevolent Creation pozostał tylko gitarzysta Phil Fasciana, a na wokalu od 2022 roku growluje Deron Miller. Pamiętam też jak przygnębiła mnie w lipcu 2018 roku wiadomość o śmierci wokalisty MC Bretta Hoffmana na raka prostaty. Koncertowo Amerykanie wymietli. Doskonale zagrany, precyzyjny, gniotący death metal zmuszający do częstego moshingu i headbangingu. Świetny kontakt z publicznością (muzycy np. pytali co to znaczy po polsku skandowane 'napierdalać') i mocarne brzmienie na żywo. Nie jestem pewien setlisty, ale wyłapałem np. "Alliance or War", "Dominated Resurgency", "Coronation of Our Domain", "Monster", "Homicial Rant", "Multiple Stab Wounds", "Infernal Desire", "Living in Fear", "Kill Zone", "Blood Borthers" i chyba "Eve of the Apocalypse".

Odsłuch: https://centurymedia.bandcamp.com/album/the-13th-beast-bonus-tracks-edition

I w ramach ciekawostki demo szwajcarskiego Silent Death z 1995 roku z Brettem Hoffmanem (ex-Malevolent Creation) na wokalu:

https://www.youtube.com/watch?v=plDuyuIUbkc

No i dochodzimy do sedna sprawy, czyli koncertu Austriaków z Belphegor. Odnoszę wrażenie, że trochę publiczności przyszło wyłącznie na koncert Belphegor (liczne noszone koszulki, sporo osób na merchu). Belphegor wywołuje ambiwalentne odczucia także w środowisku metalowym. Niektórzy nie trawią choćby ich albumów nagrywanych dla Nuclear Blast. Ja też mam wrażenie, że obecnie muzyka Austriaków przypomina black death Behemoth z domieszką Morbid Angel. Mnie osobiście to nie przeszkadza, ale też nie jestem jakimś wybitnym fanem Austriaków. Natomiast ten zespół budzi kontrowersje ze względu na wyrazistą sataniczno-blasfemiczną otoczkę. Jednakże prowokacja, dekadencja i nihilizm były obecne w death i black metalu od zawsze i jakieś marginalne protesty środowisk kościelnych tego nie zmienią. A polska młodzież się laicyzuje, o czym świadczy obecność wielu młodych metalowców na Belphegor (pozdrawiam dwóch młodych chłopaków stojących obok mnie na Belphegor oraz piękną dziewczynę z niebieskimi włosami - świetne tatuaże!) Sam koncert Belphegor przypominał bluźnierczą ceremonię (kadzidła, zwierzęce czaszki, dwie maczety, odwrócony krzyż na piersi postawnego wokalisty Belphegor, Helmutha). Wczorajszego wieczoru najlepszy koncert dali według mnie Amerykanie z Malevolent Creation, jednak Belphegor też mnie zaintrygował (trupi wygląd muzyków, sporo mrocznego miażdzenia w umiarkowanych tempach). Frekwencja dopisała, jak widać sporo metalowców nie pojechało na Summer Dying Loud 2024. A totalnie posępny Helmuth uśmiechnął się parę razy w trakcie koncertu Belphegor i łyknął solidną porcję whisky z butelki. 

Odsłuch: https://belphegor-austria.bandcamp.com/album/the-devils

I dla porównania starszy materiał od Belphegor:

https://belphegor-austria.bandcamp.com/album/blutsabbath-remastered-2021

https://belphegor-austria.bandcamp.com/music

Starsza fotorelacja z koncertu Belphegor w 2018 roku:

https://dtbbth.blogspot.com/2018/07/de-profundis-melechesh-i-belphegor-w.html

Następny koncert w planach: IAMX w Tamie 9 września br. Trzeba odpocząć od ciężkich brzmień i zagłębić się trochę w brzmienia gotyckie/elektroniczne. 

Zdjęcia wrzuciłem trochę nie po kolei, ale chrzanić to. Blogspot powoli robi się dość problematyczny, jeśli chodzi o wrzucanie zdjęć. 

poniedziałek, 3 kwietnia 2023

Holy Spider/ Święty pająk (2022) - recenzja

                                                                 
Ostatnio miałem okazję obejrzeć irański serial killer movie "Holy Spider" (2022) w reżyserii Ali Abbasi, który dość luźno (ale w miarę wiarygodnie) opiera się na prawdziwej historii seryjnego mordercy Saeeda Hanaei, który w latach 2000-01 mordował prostytutki w mieście Mashad (Iran). Saeed, bogobojny mąż i ojciec trójki dzieci (syna i dwóch córek) przez lata tkwił w dysfunkcjonalnej relacji ze swoją matką, która się nad nim znęcała. Mężczyzna był zgorzkniałym weteranem wojny iracko-irańskiej i pracował na budowach. 

Wieczorami i nocami polował na kobiety lekkich obyczajów, często narkomanki. Upatrzone ofiary zabierał do domu, tam je dusił ich własnymi chustami, a ich ciała porzucał niczym śmieci w okolicach Mashad. Łącznie zabił 16 kobiet. Po schwytaniu w lipcu 2001 roku twierdził, że jego celem było pozbycie się, ukrócenie 'moralnego zepsucia' w Masahad. W popełnianiu morderstw miał mu sprzyjać Allah. Co ciekawe, wielu religijnych fanatyków popierało morderstwa Saeeda i wspierało go dobrym słowem. Mimo to Saeed nie uniknął kary śmierci i został powieszony w więzieniu Masahad 8 kwietnia 2002 roku.

W "Holy Spider" na trop mordercy prostytutek zwanego Pająkiem wpada dziennikarka Arezoo Rahimi (Zar Amir Ebrahimi), która w Masahad styka się z wszechobecnym teistycznym patriarchatem oraz z charakteryzującą go mizoginią. Morderca w filmie to Saeed Azimi (Mehdi Bajestani) i w zasadzie jest on odzwierciedleniem Saeeda Hanaei (wierna żona, trójka dzieci, w tym syn, który uważa ojca za idola).  

W filmie Abbasi zaakcentowana zostaje głęboko zakorzeniona mizoginia, z jaką stykają się kobiety w Iranie. Nie brakuje też w nim brutalniejszych scen morderstw, seksu i odrobiny nagości, zatem nie można było nakręcić "Holy Spider" w Islamskiej Republice Iranu (film będący koprodukcją Niemiec, Danii, Szwecji i Francji nakręcono w Jordanii). Oczywiście irańscy fundamentaliści (już w oparciu o sam trailer) zawyrokowali, że thriller Abbasi obraża miliony muzułmanów. Natomiast na festiwalu w Cannes "Holy Spider" otrzymał owację na stojąco, gdyż jest doskonale zagrany, zrealizowany, całkiem sugestywny i potrafi wzbudzić smutek i niepokój. 

Po seansie warto obejrzeć wywiad z seryjnym mordercą Saeedem Hanaei z 2002 roku i członkami jego dysfunkcjonalnej rodziny:

https://iranwire.com/en/society/60247/

środa, 21 września 2022

Śmierć Mahsy Amini w Iranie oraz częściowa mobilizacja w Rosji

                                                    
13 września 2022 roku 22-letnia Iranka Mahsa Amini została aresztowana przez irańską policję obyczajową za niewłaściwie noszony hidżab, trafiła do furgonetki, w której była bita i uderzana w głowę. Wskutek bicia doznała uszkodzenia mózgu, co skutkowało jej śmiercią w szpitalu Kasra w Teheranie w dniu 16 września. Po tragicznej śmierci Amini we wszystkich większych miastach irańskich doszło do gwałtownych antyrządowych protestów i starć z policją/siłami bezpieczeństwa. Amini szybko stała się symbolem przemocy wobec kobiet w krajach, w których od lat (w Iranie od 1979 roku) rządzi fundamentalizm religijny. A jak wiadomo wiodące religie monoteistyczne (nie jest to problem ograniczony wyłącznie do islamu) traktują kobiety przedmiotowo. Generalnie mam wrażenie, że w Iranie doszło do schizmy pomiędzy wyedukowanymi i świeckimi młodymi ludźmi, a stetryczałymi religijnymi fundamentalistami. Iran to dziwny kraj: kraj cenzury i opresji, w którym muzyka metalowa (generalnie każda muzyka, która jest gniewna, antysystemowa) jest nie tyle zakazana, co starannie monitorowana, koncerty metalowe się tam raczej nie odbywają, nie ma też klubów metalowych czy punkowo-gotyckich, w których muzycy i fani mogą się spotykać i nawiązywać cenne znajomości. Za granie ciężkiej i antyreligijnej muzyki można zostać w Iranie aresztowanym. Nie dziwią zatem wyczyny tamtejszej policji moralnej, która zwalcza wszelkie odstępstwa od normy. Nie dziwi mnie też opór irańskich kobiet, które mają dosyć patriarchalnej opresji i narzucania im przez fundamentalistów konserwatywnego stylu życia. Przypomina mi to trochę nieudolne próby wpływania polskiej katoprawicy na edukację przynajmniej części młodego pokolenia. Zwłaszcza świadome swoich wyborów kobiety nie dają się łatwo omamić.

Mahsa Amini nie zostanie zapomniana, choć niestety nie jest pierwszą ofiarą radykałów religijnych. Póki co podczas zamieszek w Iranie zginęło 9 osób, w tym trzech funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa.

Tymczasem w Rosji Putin i Szojgu ogłosili częściową mobilizację na przegrywaną wojnę z Ukrainą. Na wielu rosyjskich mężczyzn padł strach, bo kto normalny (poza szumowinami i psychopatami) chce brać udział w wojnie po stronie agresora? Rosjanie próbują uciec do Stambułu, Gruzji czy Armenii, byle dalej od przymusu brania udziału w wojnie za Putina i grupę bogatych oligarchów. Tonący brzytwy się chwyta, bo Rosjanie dostali od Ukraińców pod Charkowem srogie baty. Niemniej jednak niepokoi mnie eskalowanie tej wojny, bo do straszenia przez Rosję uderzeniami jądrowymi już się przyzwyczaiłem. Myślę, że wojna na Ukrainie prędko się nie zakończy. I tylko zadaje sobie pytanie: w imię czego walczą Rosjanie? Za co oddają życie? Za podstarzałego dyktatora, bandę jego klakierów i propagandzistów, którzy wciąż pławią się w luksusach? Czy jest sens umierać za jakiegokolwiek autokratę i jego najbliższą świtę? Jestem przekonany, że owa mobilizacja dobitnie pokaże jak popularna w społeczeństwie rosyjskim jest wojna na Ukrainie. Bo owszem, można w sieci głosić wyższościowe 'patriotyczne' bzdury i szukać wrogów w zgniłym moralnie Zachodzie, jednak życie mamy jedno. To hańba brać udział w wojnie po stronie agresora i żadna propagandowa agitka tego nie zmieni.

Aha, pobór rekrutów w Rosji nie dotyczy oficjeli, urzędników, deputowanych, etc. Czyli mięsem armatnim (kandydatem na Gruz 200 i 300) ma być szary rosyjski obywatel, najlepiej nędzarz z prowincji. Nic dziwnego, że Rosjanie już spierdalają do Turcji, Gruzji, Armenii czy Dubaju. Oczywiście ci, co mają jeszcze trochę oszczędności na kontach. Pieniądze = więcej możliwości np. ucieczka albo łapówka. Biedniejszym rekrutom pozostaje złamanie ręki.

Putin już nie pamięta jaką rolę w obaleniu caratu odegrała niezadowolona z bycia mięsem armatnim armia.

Tymczasem interesujący debiut na scenie neofolkowej/folk rockowej/gotycko rockowej się szykuje. Pierwsza piosenka Burial Fields ujmuje żwawym tempem i fajnym nastrojem southern gothic. I myślę że powinna przypaść do gustu brzmieniom spod znaku Chelsea Wolfe, King Dude, Them Pulp Criminals, Me and That Man, a nawet FOTN. Czekam na całokształt.

https://burialfields.bandcamp.com/releases 

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Transatlantyk 2015: "Contracted" (2013) i "A Girl Walks Home Alone at Night" (2014)















"Contracted" (2013, reż. Eric England) - Kolejny reprezentant cielesnego horroru, który miałem przyjemność obejrzeć w trakcie Transatlantyku 2015 to 78-minutowy horror Erica Englanda "Contracted". Pracująca w Los Angeles kelnerka Samantha England (Najarra Townsend) jest lesbijką. Jej intymny związek z dotychczasową partnerką Nikki ustaje, a rozczarowana dziewczyna zostaje zmuszona do wprowadzenia się do mieszkania jej matki. Aby załagodzić ból Samantha udaje się na przyjęcie, tam się upija i uprawia seks w samochodzie z przypadkowo poznanym mężczyzną, który przedstawia się jako B.J. Co się okazuje w następnych dniach? Samantha zaczyna chorować: ma obfity okres, robi się blada, w okolicach jej narządów intymnych pojawia się wysypka, jej oczy stają się czerwone, stopniowo zaczynają jej wypadać włosy i paznokcie, a zęby zaczynają gnić. Lekarz nie potrafi dziewczynie pomóc twierdząc że to jakiś nieznany, przenoszony drogą płciową wirus. Okazuje się, że tajemniczego B.J-a desperacko poszukuje policja.

Widzimy zatem jak piękno Najarry Townsend jest systematycznie niszczone przez chorobę. Nie przeszkadza to jej jednak uwieść pewnego samca beta i uprawiać z nim seks. Sama idea nieznanego wenerycznego wirusa, który stoi za upiorną metamorfozą Samanthy jest bardzo ciekawa. Możemy sobie np. wyobrazić zmutowanie wirusa HIV, które uczyni zespół nabytego niedoboru odporności AIDS jeszcze bardziej przerażającym i podstępnym. Mam jednak do "Contracted" jedno zastrzeżenie, choć być może się czepiam: skoro lekarz odkrywa jakiś nieznany i potencjalnie niebezpieczny wirus to dlaczego do diaska nie poddaje Samanthy kwarantannie w szpitalu? Podobało mi się jednak, że praktycznie nic nie dowiadujemy się o mężczyźnie, który zaraził Samanthę; nie widzimy nawet dokładnie jego twarzy. Film wypełnia sporo odniesień do chorób przenoszonych drogą płciową: banery przystankowe dotyczące AIDS, ostrzeżenia przed STD, pojemniki pełne prezerwatyw. Nie ma to jak przestroga przed niezabezpieczonym uprawianiem seksu z przygodnie poznanymi nieznajomymi. Porównajcie "Contracted" z kanadyjskim obrzydlistwem "Thanatomorphose" (2012) oraz ze "Starry Eyes" (2014). Wszystkie trzy filmy łączy zbliżony koncept cielesnego rozpadu.

"A Girl Walks Home Alone at Night" (2014, reż. Ana Lily Amirpour) - Irański hipsterski wampiryczny romans. Brzmi intrygująco? Do mnie taki króciuteńki opis filmu przemówił, choć do hipsterów się nie zaliczam. W każdym razie "A Girl Walks Home Alone at Night" opowiada o nietypowym związku pomiędzy stylizowanym na Jamesa Deana Irańczykiem i dziwną, małomówną wampirzycą w czarnym czadorze. Arash przez wiele lat pracował na swój wystrzałowy sportowy samochód. Niestety auto zabiera mu diler narkotykowy Saeed w ramach długu za narkotykowy nałóg ojca Arasha, Hosseina. Saeed ma jednak pecha w Złym Mieście, gdyż zabiera do swojego mieszkania tajemniczą młodą dziewczynę. Ta okazuje się krwiopijcą, atakuje i zabija dilera. W tym samym czasie pojawia się Arash, który odnajduje martwego handlarza narkotyków, zabiera swoje auto oraz walizkę z pieniędzmi i dragami.

Kinem grozy interesuje się od wielu lat, ale jeszcze nie słyszałem o irańskich przedstawicielach gatunku. "A Girl Walks Home Alone at Night" można uznać za film irański, gdyż nakręcono go wyłącznie z udziałem irańskiej obsady, ale należy pamiętać, iż film ów reżyserka Ana Lily Amirpour zrealizowała w USA. Lokalizacja plenerowa to nie Iran, a okolice Taft i Bakersfield w Kalifornii. Irańska obsada to aktorzy mieszkający na stałe w USA. Film jednak lepiej się sprzeda jeśli zostanie uznany za irański. Inna sprawa, że w "A Girl Walks Home Alone at Night" znajdują się sceny, które na pewno nie spodobałyby się irańskim cenzorom: zażywanie i handel narkotykami, prostytucja, seks oralny w samochodzie, szczypta nagości, etc. Sporo długich i hipnotycznych ujęć, kilka sekwencji zapadających w pamięć np. wampirzyca (Sheila Vand) prześladująca irańskiego chłopca i zabierająca mu deskorolkę na której jeździ potem w zwiewnym czadorze. Swoją drogą jestem niemal pewien, że reżyserka Ana Lily Amirpour widziała czarno-biały wampiryczny horror "Nadja" Michaela Almereydy z 1994 roku, w którym melancholijna wampirzyca (Elina Lowensohn) wędruje po Nowym Jorku szukając zaspokojenia żądzy krwi.