Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Norwegia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Norwegia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 lipca 2025

Castle Party 2025 (fotorelacja)

                                                      























Tym razem moja relacja będzie skrótowa, gdyż nie pojawiłem się na całości tegorocznej edycji, ponieważ w zasadzie zastanawiałem się czy w ogóle się pojawiać. Jednakże udało mi się w ostatniej chwili wygrać karnet na Castle Party 2025, zatem podjąłem decyzję, by przyjechać na weekend. Nie miałem noclegu na polu namiotowym (namiotu nie chciało mi się brać, karimaty i materaca zresztą też), ani w prywatnej kwaterze, zatem tym razem postanowiłem po prostu przetrwać dwie noce na trwających do 4 rano setach DJ-skich,, a potem spacerowałem uliczkami, alejkami i parkami Bolkowa co pewien czas odpoczywając. W nocy z niedzieli na poniedziałek spędziłem też kilkanaście minut na cmentarzu komunalnym w Bolkowie. Festiwal Castle Party słynie z tego, że jest bezpieczny dla zgromadzonej tam publiczności i mogę to śmiało potwierdzić. W trakcie moich samotniczych wędrówek nic złego mi się nie przytrafiło, mimo że miałem przy sobie portfel, smartfona, aparat fotograficzny. A będąc zmęczonym łatwo utracić czujność. Z drugiej strony nyktofilia (fascynacja ciemnością, nocą, czerpanie przyjemności z mroku) nie powinna być subkulturze gotyckiej obca. 

Castle Party odznacza się wyjątkowo przyjazną i przyjemną atmosferą. To idealna wręcz impreza dla introwertyków, wszelkiej maści odszczepieńców i outsiderów. Kilku moich znajomych z kręgów dark independent nie pojawiło się na tegorocznej edycji, gdyż nie odpowiadał im w ich mniemaniu słaby lineup. Początkowo też nie byłem zachwycony, ale obecnie podchodzę do tego nieco inaczej. Castle Party od lat stawia na muzyczną różnorodność: dobrą muzykę znajdą tutaj zarówno wielbiciele metalu, jak i dark independent. A że zespoły się powtarzają? Cóż, trudno. Możliwości headlinerskie też powoli się kończą. Może pora na CP 2026 zaprosić np. Mareux, Twin Tribes czy The Young Gods? Może pora dać szansę występowi jakiejś cenionej kapeli funeral doom metalowej np. Shape of Despair (Finandia)? Albo postawić na azjatycką scenę gotycką (stylistyka Gothic Lolita), by jeszcze bardziej zdywersyfikować grono odbiorców i odbiorczyń festiwalu? No i rzecz jasna nie obraziłbym się na jakieś tematyczne wykłady czy seanse starych horrorów/cyberpunkowych dystopii w trakcie festiwalu. Jaki kierunek obiorą w przyszłości organizatorzy Castle Party? Nie wiem, na pewno nie da się wszystkich zadowolić. Tak na dobrą sprawę na Wave Gotik Treffen czy Amphi zespoły też notorycznie się powtarzają. 

Jakie zatem wrażenia pozostawiła po mnie tegoroczna edycja CP 2025? Jak najbardziej pozytywne. Z czwartku najbardziej żałowałem nieobecności na koncertach Darkways (Hiszpania) i Corpus Delicti (Francja), w piątek może Carpenter Brut (Francja). Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Barceloński Darkways mam nadzieję zobaczyć na żywo w poznańskiej Minodze 6 września br. Sobota chyba mi najbardziej odpowiadała pod kątem mojego muzycznego gustu, zatem tego dnia kursowałem jak szalony między sceną zamkową a parkową. Niektóre sobotnie koncerty widziałem w całości (Lovelorn Dolls, The Last Decade, Aux Animaux, Swallow the Sun, Psyclon Nine, Myrkur), inne fragmentarycznie (The Sweet Kill, Date at Midnight, Soror Dolorosa). Najagresywniej zaprezentowali się w sobotę Amerykanie z Psyclon Nine (dark electro/industrial/metal industrialny). Nero Bellum to niepozorny frontman, ale muzyka jego zespołu jest mroczna, brutalna, przesycona nihilizmem, antyreligijnością i przemocą (przy "Shoot to Kill" pod sceną był dość spory młyn). Melodyjny doom death metal Finów ze Swallow the Sun też czasem zabrzmiał dość mocno ("These Woods Breathe Evil", niemal death metalowy "Swallow (Horror Part.1", druga połowa "Cathedral Walls"). Cieszę się, że Finowie zaprezentowali "Stonewings", bo na koncercie klubowym Swallow the Sun w Poznaniu tego melancholijnego numeru zabrakło. Także z zamykającym sobotę koncertem Myrkur mam pozytywne wspomnienia. Amalie Bruun dysponuje bardzo pięknym i wyrazistym wokalem i wygląda na to, że była z występu na CP 2025 zadowolona. Zwolennicy post-punka, darkwave i gotyckiego rocka doskonale bawili się na świetnych gigach The Last Decade, Aux Animaux, Date at Midnight oraz Soror Dolorosa (załapałem się na pół godziny totalnie energicznego koncertu francuskiego tria, co za świetny występ, dziękuję za "Autumn Wounds" i "Beau Suicide"). Sobotni DJ-ski set też wspominam całkiem dobrze, gdyż poleciało sporo niemieckiego industrialu m.in. Die Krupps. Wytańczyłem się należycie i ruszyłem na kilkugodzinną włóczęgę. 

Niedziela przyniosła mi uczestnictwo w mniejszej liczbie koncertów. W zasadzie całkowicie odpuściłem scenę parkową i zostałem na zamku. Wcześniej jednak (mimo nieprzespanej nocy) wypiłem ze znajomym przez kilka godzin 5-6 piw. Dotarłem na zamek dopiero na wyborny koncert francuskich post-punkowców z Je T'amie. Pamiętam ich występ na małej scenie, a teraz Francuzi zadebiutowali na dużej (zamkowej). Totalnie zaraźliwa energia ich post-punka potrafi doprawdy zaczarować. Wyśmienity koncert dali także Belgowie z Ultra Sunn (EBM, darkwave, new beat), a nie mieli zbyt wiele czasu na przygotowanie. Gothminister z Norwegii - fajny teatralny goth metalowy gig; Antimatter z UK nie zawiedli, jeden z najlepszych koncertów CP 2025, doskonała atmosfera i muzyczny profesjonalizm. Niedzielę zakończyła Anja Huwe (ex-Xmal Deutschland) z całkiem eklektycznym i awangardowym występem z ciut położonym brzmieniem. Wiem, że dla wielu gotów i gotek niemiecki Xmal Deutschland był zespołem ważnym i cenionym, ale i tak odniosłem wrażenie, że frekwencja na finalnym niedzielnym gigu zamkowym nie była jakaś powalająca. 

Na sam koniec trochę muzyki obecnej na tegorocznej edycji CP:

https://centurymedia.bandcamp.com/album/songs-from-the-north-i-ii-iii

https://auxanimaux.bandcamp.com/album/body-horror

https://dateatmidnight.bandcamp.com/album/fading-into-this-grace

https://psyclonnine.bandcamp.com/album/and-then-oblivion

https://sorordolorosa.bandcamp.com/album/mond

https://thesweetkill.bandcamp.com/album/nowhere

https://xmaldeutschland.bandcamp.com/album/codes

Do zobaczenia (mam nadzieję) na Castle Party 2026. 

poniedziałek, 4 września 2023

Sklep muzyczny i piwnica Helvete w Oslo

                                                     











Pod koniec sierpnia 2023 roku miałem przyjemność krótko wizytować Oslo, miasto nowoczesne i przyjazne, które na początku lat 90-tych stanowiło kolebkę norweskiego black metalu. Oczywiście nie mogłem odpuścić wizyty w Neseblod (dawne Helvete), sklepie muzycznym, który w 1991 roku otworzył Euronymous, gitarzysta Mayhem, niezwykle ważna postać dla skandynawskiego black metalu. Śmiem twierdzić, że być może najważniejsza, choć Quorthon z Bathory też zajmuje wysokie miejsce. Ale tak naprawdę druga fala black metalu została zapoczątkowana przez zespoły pokroju Mayhem (przede wszystkim), Darkthrone, Thorns, Emperor czy Burzum. To właśnie w Helvete spotykali młodzi muzycy Mayhem, Emperor, Burzum, Darkthrone czy Thorns oraz słuchali metalu, dyskutowali o ulubionej muzyce oraz planowali akcje związane z paleniem chrześcijańskich kościołów. Euroynomus pragnął, aby black metal był nihilistyczny, nienawistny, przerażający i antychrześcijański, generalnie przeciwny jakimkolwiek zorganizowanym religiom. Kierowała nim mizantropia, chciał być ekstremalny, prowokować i wywołać strach wśród ludzi. Tak czy owak norweski black metal rodził się w oparach młodzieńczego fanatyzmu, zatem muzycy popełniali samobójstwa (Dead z Mayhem), morderstwa (Bard z Emperor mordujący geja w Lillehammer, Varg Vikernes zabijający nożem Euronymousa w Oslo), podpalali kościoły, dewastowali cmentarze. Można wręcz zgodzić się z przyjacielem Euronymousa, Metalionem, że otwarcie Helvete stanowiło podwaliny do narodzin norweskiego black metalu i przyczyniło się do powstania takich zespołów/projektów jak Darkthrone, Burzum, Thorns (ex-Stigma Diabolicum), Enthrone (później Carpathian Forest), Malfeitor (później Strid) czy Emperor. 

Stąd też bardzo chciałem odwiedzić Neseblod (eks-Helvete) i zejść do tej słynnej piwnicy z napisem Black Metal oraz trumną, do nieformalnego muzeum black metalu. Bynajmniej nie jestem ekspertem od skandynawskiego black metalu, ale ciekawi mnie historia danego gatunku muzycznego, a black metal drugiej fali rodził się w Norwegii w intrygujących, przesyconych fanatyzmem i brutalnością okolicznościach. 

Generalnie parter Neseblod to sklep z setkami/tysiącami płyt CD, kasetowych demówek, koszulek, bluz, natomiast w piwnicy oprócz sklepu punkowo-metalowego znajduje się słynna black metalowa piwnica, miejsce spotkań muzyków formujących norweską scenę black metalową. Jeśli chodzi o zawartość płytową to mógłbym w Neseblod spędzić godziny na wertowaniu płyt CD, ale na pamiątkę wziąłem tylko kompilację Dusk "Mourning... Resurrect|" z 2002 roku (znakomity doom death w stylu Evoken i Disembowelment). Z polskiego metalu mignęły mi płyty Lux Occulta i Massemord. 

Konkludując, Neseblod (ex-Helvete) to absolutny mus dla wielbicieli black metalu, ale nie tylko, gdyż fani szeroko pojętej muzyki metalowej i punkowej znajdą tutaj coś dla siebie. Rzuciły mi się w oczy nawet płyty CD z rockiem gotyckim np. Dreadful Shadows. Jest drogo, ale warto (oprócz zdjęć i filmów) wrócić z jakąś pamiątką z dawnego Helvete (koszulka, płyta CD, bluza, itp.) Miejsce (otwarte w godzinach 12-18) jest dość oblegane, feralnego dnia w sklepie spotkałem fanów metalu z Polski, USA i Włoch. Chętnie fotografują się w nim także muzycy. 

Na zdjęciach piwnica Neseblod (ex-Helvete) oraz diabeł na katedrze w Oslo. 

A dziś zaczął się nowy rok szkolny. Być może z czasem niektórzy czytelnicy tego bloga w wieku szkolnym (są tacy?) przeczytają ten artykuł i zaczną słuchać black metalu, do czego zachęcam i co oczywiście pochwalam. 

Data wizyty: 30 sierpnia 2023 r.

sobota, 26 sierpnia 2023

Nick Bostrom "Superinteligencja" (2014) - recenzja

                                                  
Ostatnio dużo czytam, ale mam mniej czasu na samo pisanie i polecanie książek.  Korzystam też w miarę swoich możliwości z LLM (Large Language Models) a la ChatGPT oraz kilku innych nowych programów opartych na sztucznej inteligencji. Choć nie jestem w branży IT, ale zagadnienia dotyczące sztucznej inteligencji i bezpieczeństwa AI bardzo mnie interesują. Musiałem zatem sięgnąć po "Superinteligencję" filozofa AI Nicka Bostroma, przez wielu recenzentów określaną jako najważniejszą książkę dotyczącą powstania przyszłej superinteligencji (ASI, Artifical Superintelligence) i jej bezpieczeństwa napisaną w ostatnich latach. Jest to raczej trudna i wymagająca, aczkolwiek fascynująca lektura. Dość powiedzieć, że niektórzy recenzenci na LubimyCzytać nie dali rady przebrnąć przez nią w całości ze względu na jej akademicki żargon. Sam czytałem "Superinteligencję" długo, ale w miarę systematycznie i wraz ze wszystkimi licznymi przypisami. Inna sprawa: jaki jest sens 'recenzować' książkę, której nie przeczytało się w całości? 

Osobiście chciałbym, aby w tym stuleciu powstała superinteligencja przerastająca potencjałem intelektualnym ludzkość. Pewnie zanim do tego dojdzie to i tak będę martwy, ale pomarzyć można. Oczywiście powstanie (zaprogramowanie) takiego superinteligentnego bytu wiąże się z ogromną odpowiedzialnością programistów, sponsorów, naukowców. W końcu nie ma stuprocentowej gwarancji, że tak potężna superinteligencja (jeśli kiedykolwiek powstanie) będzie podzielać pozytywnie wartości, którymi się jako homo sapiens kierujemy. To będzie intelekt niewiarygodnego wręcz poziomu, który będzie zdolny do przyszłej kolonizacji przestrzeni kosmicznej, galaktyk, Wszechświata. Zatem przyszła eksplozja inteligencji wydaje się być całkiem prawdopodobna, choć należy liczyć się z tym, że przyszła ASI (jeśli nie rozwiążemy w porę tzw. problemu kontroli, AI Alignment) może doprowadzić ludzkość do zagłady. Apelują o to (i słusznie) Nick Bostrom i Eliezer Yudkovsky. 

Tak czy owak zaawansowana superinteligencja (gdyby powstała) byłaby w stanie wydłużać ludzkie życie w nieskończoność, udoskonalać intelekt jednostki, zapewnić ludzkości życie w harmonii, zdrowiu i nieskończonym bogactwie, zminimalizować bądź wyeliminować inne zagrożenia egzystencjalne takie jak erupcja superwulkanu, nuklearny armagedon, pandemia groźnego patogenu, uderzenie asteroidy w Ziemię, itd. Nadeszła by era post-ludzkości pełna cyfrowych umysłów (emulacji mózgu), neuromorficznej AI i niespotykanych wręcz możliwości doskonalenia intelektualnego. Niezależnie od tego czy rzeczywiście stworzymy w przyszłości superinteligencję czy np. poprzestaniemy na stworzeniu zaawansowanych systemów AGI (ogólnej sztucznej inteligencji) będziemy mieć pewne etyczne zobowiązania wobec sztucznej inteligencji i cyfrowych umysłów. Przykładowo jeśli ucyfrowione umysły będą miały świadomość, to nie możemy pozwolić na to, by cierpiały, nie możemy ich wykorzystywać, eksploatować, gnębić.

Czyli z jednej strony potencjalna przyszła eksplozja inteligencji będąca rezultatem opracowania ASI oznacza niewyobrażalny progres ludzkości. Z drugiej strony może łatwo wymknąć się spod kontroli, gdyż taka superinteligencja będzie nieprzenikniona. Jej twórcy mogą nie być w stanie rozpoznać jej odrębnego od ludzkiego systemu 'wartości'. Zatem kontrola takiej ASI np. poprzez jej uwięzienie może okazać się niewyobrażalnie trudna. Cele instrumentalne i ostateczne ASI mogą być zgoła odmienne od ludzkich. Kolejne zagrożenie to złe wykorzystanie powstałej superinteligencji np. w celu stworzenia zaawansowanych broni masowej zagłady, kontrolowania globalnych gospodarek czy manipulowania systemami politycznymi, co rzuci nasz świat w tryby totalnego globalnego chaosu. Następna kwestia omówiona w "Superinteligencji" to intensywny wyścig technologiczny korporacji high-tech w celu jak najszybszego opracowania ASI, który może skutkować brakiem globalnej współpracy i tym samym doprowadzić do zagrożenia egzystencjalnego. Zabraknie chociażby czasu na rozwiązanie trudnego (być może nierozwiązywalnego) problemu kontroli. Jeśli superinteligencja stanie się w pełni autonomiczna jej zachowanie może stać się dla programistów nieprzewidywalne. Wówczas może być już za późno na interwencję/korektę celów takiej ASI. Oczywiście istnieją też obawy, że opracowanie ASI przyczyni się do masowego bezrobocia, zniewolenia ludzkości przez superinteligencję, co oznacza kompletną bezbronność, itd. Jeśli opracowanie i kontrola ASI spocznie w rękach niewielkiej grupy ludzi to z kolei może przyczynić się do powstania olbrzymich nierówności społecznych i gospodarczych. Ważna jest globalna współpraca przy stworzeniu superinteligencji, rychłe rozwiązanie problemu kontroli i otwarty dialog. Superinteligencja powinna zostać opracowana dla dobra całej ludzkości i powinna podzielać nasze pozytywne wartości. 

Zastanawiam się czy nie lepiej opracować w pełni autonomicznej ASI, a nie tej, którą kontrolują programiści, decydenci. Wówczas możemy się spodziewać, że zostaniemy jako ludzkość poddani inwigilacji, kontroli. Z prostego powodu: ludzie sprawujący władzę, kontrolę są często chciwi, zepsuci do szpiku kości, a despoci mogą chcieć stworzyć z ASI narzędzie do masowej inwigilacji i zabijania. Z drugiej strony autonomiczna superinteligencja może nas zaatakować i wymordować, chyba że zaszczepimy w niej pozytywne wartości takie jak empatia, szacunek, współczucie. 

Jak zatem stworzyć ASI, której będzie zależało na dobrostanie ludzkości? Rozwiązanie problemu AI Alignment przed opracowaniem pierwszej ASI wydaje mi się arcytrudne, by nie rzec niemożliwe. W końcu czy można kontrolować superinteligentny byt, który (być może błyskawicznie) stanie się mądrzejszy od całej ludzkości? Jak poradzimy sobie z sytuacją, w której ASI będzie już autonomicznie zdolna do modyfikacji własnego kodu i oprogramowania? 

Lektura "Superinteligencji" uświadomiła mi jak ważne są kwestie bezpieczeństwa w zakresie obecnych i przyszłych badań nad AI.

Nie byłbym sobą gdybym nie wrzucił na sam koniec trochę industrial metalowej muzyki: 

Void "Posthuman" (2003):

https://ukvoid.bandcamp.com/track/posthuman 

Red Harvest "Godtech" z płyty "Internal Punishment Programs" (2002):

https://www.youtube.com/watch?v=h-fddU5ito8

poniedziałek, 8 maja 2023

HRV, Priest i Combichrist w Próżność, 07.05.2023 r. (fotorelacja)

                                                               



Muzyka nadal odgrywa ważną rolę w moim życiu, zwłaszcza ta doświadczana na żywo. Na przestrzeni lat uczestniczyłem w setkach koncertów i wiele zatarło się w mojej pamięci, ale nie mam dosyć. Z powodu braku czasu, konieczności rozsądnego oszczędzania pieniędzy związanego z panującą w Polsce wysoką inflacją i paru innych czynników ograniczyłem swoje wyjazdy koncertowe poza Poznań. W maju muszę odpuścić kilka koncertów, które rozważałem np. VNV Nation i Traitrs 10 maja w Warszawie, The Mission 15 maja w Warszawie (mam nadzieję, że zobaczę kiedyś ten zespół na żywo) czy Swallow the Sun 6 maja we Wrocławiu. Inna sprawa, że polscy organizatorzy wciąż nie kwapią się do zaproszenia do Polski zespołów pokroju Shape of Despair, Skepticism, Evoken, które osobiście uwielbiam (funeral doom, czyli najbardziej niszowa muzyka w metalu jaka istnieje). Tak czy owak pomyślałem, że pójdę do Próżności, by zobaczyć Combichrist po raz drugi. Tym bardziej, że Amerykanie z okazji 20-lecia istnienia mieli zaprezentować set czysto electro industrialny, bez wpływów industrialno metalowych i rockowych, które są obecne w ich aktualnej twórczości. 

Zaskoczony byłem całkiem dużą frekwencją na wczorajszym koncercie, gdyż spodziewałem się mniejszej liczby ludzi. Mało mam jako takich zdjęć, gdyż intensywne oświetlenie i ruch sceniczny na Priest i Combichrist nie pomagały w uchwyceniu muzyków. Z drugiej strony na koncerty powinno przychodzić się głównie po to, by słuchać muzyki, a nie robić zdjęcia. 

Kto wczoraj zaprezentował się na żywo w Próżności? Najpierw HRV (Bartosz Hervy, eks-muzyk Blindead) z krótkim setem dj-sko-elektronicznym, na który nieco się spóźniłem. Pamiętam jak czytałem z Bartoszem wywiad w Soundrive i podzielam jego brak entuzjazmu do radosnej i optymistycznej muzyki, za którą też zbytnio nie przepadam. 

Potem Priest ze Szwecji, w skład którego wchodzi dwóch dawnych muzyków Ghost. Ciekawy futursytyczny image muzyków oraz intrygujące brzmienia synthwave i electropop, dość chwytliwe i wpadające w ucho, w estetyce neonowo-cyberpunkowo-futurologicznej. Szwedzi mają jeszcze w bieżącym roku supportować Deathstars i stylistycznie pasują jak ulał. Z czystej ciekawości sprawdziłem na Encyclopedia Metallum, kto kiedyś grał w Ghost. Albin Linton Rubino, aka Nameless Ghoul (basista Ghost w latach 2013-14), obecnie wokalista Priest (Mercury), drugiego eks-muzyka Ghost nie mogę zidentyfikować. 

Set-lista Priest (orientacyjna): "The Pit", "Neuromancer", "Dead Ringer", "A Signal in the Noise", "Nightmare Hotel", "The Cross", "Blacklisted", "Let Your Body Go", "Obey", "History in Black", "Vaudeville". 

Odsłuch: https://priestofficial.bandcamp.com/album/body-machine

Combichrist widziałem na żywo po raz pierwszy w Bazylu kilka lat temu (gdy promowali udany album "One Fire" z 2019 roku) i wówczas zainteresowałem się na dobre electro industrialem/industrial metalem zespołu urodzonego w Norwegii Andy'ego La Plegua. Co ciekawe, Combichrist zremiksowali jeden kawałek Morbid Angel na EP-ce "Nevermore" z 2011 roku. Warto zaznaczyć, że w trakcie wczorajszego gigu Combichrist pojawił się pewien problem techniczny, który 'zastopował' występ duetu na ponad 5 minut. Na szczęście został rozwiązany i potem koncert ruszył intensywnie do przodu. Był to występ napompowany agresją i gniewem, jednakże nadal całkiem taneczny. W rzeczy samej Combichrist skupił się na set-liście obejmującej początki zespołu, która wyglądała mniej więcej następująco: "At the End of It All", "Are You Connected", "Blut Royale", "Electrohead", "Feed Your Anger", "Fuck That Shit", "I Want Your Blood", "Fuckmachine", "Get Your Body Beat", "Today I Woke to the Rain of Blood" czy "This Is My Rifle". Zapewne ta sama (albo podobna) set-lista zostanie zaprezentowana dzisiaj w Warszawie. Combichrist wraz z Hocico wystąpili także np. na Castle Party 2012, ale wówczas nie jeździłem jeszcze do Bolkowa na ten wspaniały festiwal. 

Odsłuch: https://combichrist.bandcamp.com/album/everybody-hates-you

Kolejny planowany koncert to być może Tempers 24 maja 2023 r. w Minodze. 

czwartek, 6 października 2022

Gaerea, Saor i Gaahls Wyrd w Bazylu, 5 października 2022 (fotorelacja)

                                             










Pamiętam dość dobrze koncert Gaahls Wyrd w poznańskim Bazylu w 2019 roku (supporty: Idle Hands, Uada i Tribulation), zatem nadarzyła się okazja, by zobaczyć norweskich black metalowców ponownie, której nie wolno było ominąć. Bilet kupiłem na dzień przed koncertem i przed 18 ruszyłem z mojego miejsca pobytu do Bazyla. Trochę spóźniłem się na otwierający koncert Portugalczyków z Gaerea z powodu sporej kolejki, ale tylko trochę. Od razu po sprawdzeniu biletu ruszyłem pod scenę, by posłuchać black metalu Gaerea. 

Mam wrażenie, że Gaerea to obecnie jedna z najbardziej rozpoznawalnych portugalskich kapel  metalowych, choć oczywiście sporo jeszcze Portugalczykom brakuje do sławy Moonspell. Oczywiście czuć w brutalnej i intensywnej muzyce Portugalczyków inspirację Mgłą czy Behemoth, aczkolwiek mocny black metal kwintetu z Porto nie pozbawiony jest delikatniejszych i melancholijnych post-metalowych elementów. Intensywne trasy po Europie i intrygujące klipy na pewno przyczyniły się do coraz większej rozpoznawalności zespołu w środowisku metalowym. Portugalczycy kilka dni temu uraczyli słuchaczy trzecim albumem "Mirage" (2022), który miałem okazję przesłuchać dopiero raz. Koncertowo wypadli doskonale: czuło się brutalność, intensywność, gęstość i swoistą teatralność ich występu. To mroczna i gniewna muzyka z pełnymi agonii wokalami, która wymaga w trakcie odsłuchu cierpliwości i skupienia. Chciałem kupić "Mirage" na CD, ale odstraszyła mnie cena 100 zł za płytę. O tym jednak napiszę na końcu.

Odsłuch: https://gaerea.bandcamp.com/

Set-lista (nie wiem na razie na ile prawidłowa): "Conspiranoia", "Salve", "Glare", "Null", "Mantle", "Urge". 

Z atmosferycznym/melodyjnym black metalem Saor miałem do tej pory czynienia w znikomym stopniu. W trakcie fajnego skądinąd występu Szkotów z Glasgow wychwyciłem sporo folkowych naleciałości i wpływów heavy metalowych. Jedno jest pewne: koncert istniejącego od 2013 roku Saor był wczoraj najbardziej przyjazny dla słuchaczy, co wcale nie oznacza, że zupełnie delikatny. Zespół (a w zasadzie jednoosobowy projekt Andy'ego Marshalla) ma już na koncie aż 5 albumów studyjnych, z których ostatni "Origins" ukazał się w czerwcu 2022 roku. Szczerze znam je dość słabo, ale znajdę czas, by to nadrobić. Na pewno tkwi w tej muzyce melancholia oraz uwielbienie szkockiej natury i historii. 

Set-lista (jw.): "Call of the Carnyx", "Beyond the Wall", "The Ancient Ones", "Origins", "The Awakening", "Aura", "Tears of a Nation", "Fallen"

Odsłuch: https://saor.bandcamp.com/

Lubię psychodeliczny i szamański black metal Gaahls Wyrd (Bergen, Norwegia), gdyż jest mocno specyficzny, nieco odrealniony, zaśpiewany czystymi wokalami. Tak, Gaahl (ex-Gorgoroth, Trelldom, ex-God Seed) potrafi świetnie śpiewać. Zarówno na "GastiR - Ghosts Invited" (2019), jak i na "The Humming Mountain" (2021) można wychwycić wpływy dark folkowe/neofolkowe a la Wardruna czy Hexvessel, prog metalowe czy post-metalowe. Gaahl w Gaahls Wyrd nie stroni od eksperymentowania, za co należy mu się aplauz. Tak czy owak, oprócz delikatniejszych "Carving the Voices" czy "The Humming Mountain" na koncercie Gaahls Wyrd nie zabrakło black metalowej agresji w postaci coverów Gorgoroth, Trelldom czy God Seed. Gaahl spokojnie spacerował po scenie i robił wrażenie ponurym wyglądem, aczkolwiek okazał się sympatycznym muzykiem, który witał się z widownią, a po koncercie robił z ludźmi wspólne zdjęcia i podpisywał płyty. Także pamiątkowa fotka na koniec trzaśnięta. 

Set-lista: "Ghosts Invited", "Carving the Giant" (Gorgoroth), "Wound Upon Wound" (Gorgoroth), "The Humming Mountain", "The Dwell", "Awakening Remains - Before Leaving", "Carving the Voices", "Aldrande Tre" (God Seed), "From the Spear", "Slave till el kommende natt" (Trelldom), "Sanhet, smerte og dod" (Trelldom), "Through and Past and Past", "Exit - Through Carved Stones" (Gorgoroth), "Alt Liv" (God Seed). 

Odsłuch: https://gaahlswyrd.bandcamp.com/

No i na koniec kwestia cen płyt. Nie chcę wyjść na marudę, ale cena za płyty CD 100 zł na merchu jest lekko wygórowana, tym bardziej, że oba materiały Gaahls Wyrd można dostać taniej choćby na fan.pl. Podobnie ma się sprawa z albumami Saor i Gaerea. Nie tędy droga. Rozumiem, że koszty organizacji tras koncertowych rosną, co przedkłada się na droższe bilety i merch, ale byłem w tym roku na dwóch koncertach (Linea Aspera we Wrocławiu i Akhlys, Fides Inversa i Chaos Invocation w Poznaniu), gdzie kupiłem płyty za 50 zł. Dla mnie akceptowalna cena za płytę CD to 70 zł. Do pozostałego merchu i jego cen się nie odnoszę: koszulki kupuję rzadko, hoodies jeszcze rzadziej, winyli wcale. Natomiast wciąż lubię kupować płyty CD ulubionych wykonawców, choć nie robię już tego tak regularnie jak kiedyś. Tak czy owak, warto czy wręcz trzeba chodzić na koncerty, bo jest to wsparcie dla zespołów, które jeszcze aktywnie koncertują.